Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Ukryta Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Ukryta Polana   Pon Wrz 02, 2013 2:39 pm

First topic message reminder :

Polana gdzieś w głębi Zakazanego Lasu, z dala od ciekawskich spojrzeń. Drzewa odsłaniają spory kawałek nieba, gdzie nocą widać wszystkie gwiazdy. Niedaleko niej jest mały strumień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Sob Lut 06, 2016 1:04 am

Przez krótką chwilę Rudolf spostrzegł w oczach Blacka jego rodowe szaleństwo. Och, jaką słodką wizją była ta nienawiść i wściekłość, którą tak często widywał w oczach jego kuzynki. Uśmiech, który przywołał na jego usta widok klęczącego Syriusza, był pełen złośliwego samozadowolenia i satysfakcji. Niezależnie od tego, jak wielu grzechów miał dopuścić się ten odrażający kundel, krew płynąca w jego żyłach była krwią Blacków. Ich szaleństwo może dosięgnąć go dziś, jutro czy za kilka dekad, lecz da mu o sobie znać - przypomni się w nieopanowanej agresji, w arogancji i obsesji, w pragnieniu potęgi. Sam był świadkiem zmian dokonujących się w Belli. Widział, jak rumieńce na jej twarzy powoli gasną, by zjawiać się tylko na widok cudzego cierpienia.
- Jesteś zaledwie oślepionym kłamliwą dobrocią swych tak zwanych przyjaciół gówniarzem, Syriuszu. Miną dni, tygodnie i miesiące... Każdy z nich ułoży się wygodnie trzy metry pod ziemią. Wtedy zrozumiesz.
Zaśmiał się, gdy różdżka Blacka gorliwie znalazła się w dłoni Śmierciożercy. Potencjalni aurorzy nie byli nawet w stanie oprzeć się Czarowi Rozbrajającemu, jak uroczo. Ci zidiociali kretyni, którzy śmieli nazywać się przyszłością czarodziejskiego świata powinni przestać za swe cierpienia winić Czarnego Pana. w ich dłoniach różdżki były bezużytecznymi patykami.
- Hm... Jesteś tak pewien nieobecności Śmierciożerców w Hogwarcie? Z tego, co wiem, kilku z nich wyjątkowo wygodnie się weń zadomowiło - udał zamyślenie, a jego głowa przechyliła się nieco na bok, niczym u ciekawego psa. Wyraz znikł, zastąpiony dziecinną złośliwością. - Aport!
Różdżka Gryfona, którą niedawno dzierżył w dłoni przecięła powietrze, lądując na drugim końcu polany. Rudolf po prostu chciał się przekonać, jak dobrze wytrenowanym psem jest Syriusz, to wszystko. Ciekawe, czy Potterowie zdążyli już nauczyć go tych bardziej skomplikowanych komend - "siad", "leżeć", "zdechł pies"?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Sro Lut 24, 2016 7:07 pm

Rodowe szaleństwo? O nie, to zdecydowanie nie to. On po prostu w jednej chwili miał okazję przekonać się, że ze wszystkich sił nienawidził czarodzieja stojącego przed nim. W jednej chwili zdał sobie sprawę, że z rozkoszą odwdzięczyłby mu się dokładnie tym samym, co ten zgotował Aidzie. Albo czymś po stokroć gorszym, w końcu wyobraźni nigdy przecież Syriuszowi nie brakowało. A któż niby powiedział, że tej nie mógłby wykorzystać w innym celu niż zazwyczaj? Zwłaszcza, że przecież pozbywając się tej nędznej gnidy jedynie przysłużyłby się magicznemu oraz mugolskiemu światu.
Gdyby tylko było to choćby odrobinę realne.
Bo cóż niby mógł Syriusz zrobić pozbawiony różdżki? Raz jeszcze spróbować zaatakować śmierciożercę jedynie siłą własnych mięśni? Świetny pomysł. Właściwie chętnie by go nawet zrealizował, czując, że wewnątrz zaczynał się wręcz gotować ze złości, jednak... chyba nie do końca o to chodziło, żeby dać się w jednej chwili znów sprowadzić do parteru. Zwłaszcza, że dopiero co zdołał podnieść się na nogi, by z dumą wyprostować się przez śmierciożercą. Może i ten miał jego różdżkę, może i bez niej niewiele Black mógłby zdziałać, ale z całą pewnością nie będzie przed nim klęczał. Nawet, jeśli wciąż nieco wysiłku wymagało coś tak trywialnego jak zaczerpnięcie powietrza, czy utrzymywanie się na nogach.
- I pomyśleć, że poucza mnie idiota, który jest gotów w podskokach lecieć na każde zawołanie swojego pana, chociaż pewnie i tak nie jest dla niego niczym wartościowym - warknął, wciąż wpatrując się nienawistnie w śmierciożercę i coraz mocniej zaciskając pięści z bezsilnej złości. Gdyby mógł, pewnie powaliłby go samym tylko spojrzeniem. Niestety, to tak nie działało. Pozostawała więc ta przeklęta bezsilność, przez którą w Syriuszu gotowało się jeszcze bardziej.
- Kłamiesz - rzucił odruchowo w reakcji na kolejne słowa czarodzieja, jednak... w zasadzie wcale nie był już taki pewien tego, że rzeczywiście mogłoby to być kłamstwo. Jakiś złośliwy głosik w głowie podpowiadał mu, że skoro na zamkowe tereny dostał się stojący przed nim mężczyzna, to dość możliwym było, że nie był on jedyny. Ale Dumbledore przecież na pewno doskonale zdawał sobie sprawę z wszystkiego, co działo się w Hogwarcie... Może celowo chciał sprawić, by ci idioci ślepo zapatrzeni w Voldemorta poczuli się pewnie... Może... a może wcale nie? Szumiąca w uszach złość Gryfona wcale nie sprzyjała jakimkolwiek próbom zagłuszania złośliwych podszeptów podświadomości.
W pierwszej chwili, kiedy jego różdżka poszybowała na drugi koniec polany, rzeczywiście miał ochotę rzucić się w ślad za nią. Przez krótką chwilę zresztą to naprawdę wydawało się być najrozsądniejszym wyjściem - przynajmniej znów miałby jakąkolwiek broń w ręku i mógłby zrobić z niej użytek. Nie stałby jak skończony palant, czy bezbronny, nieporadny dzieciak. O ile faktycznie udałoby mu się dobiec do różdżki i znaleźć ją po omacku w trawie...
- Pieprz się - wycedził więc jedynie, wcale nie ruszywszy się z miejsca. Powinien pewnie wiedzieć, że to też wcale nie było zbyt rozsądne wyjście, jednak targająca nim złość skutecznie tłumiła również jakiekolwiek podszepty zdrowego rozsądku. Możliwe zresztą, że w miejscu zatrzymała go jedynie i tak już porządnie naruszona duma. I owszem, było to głupotą w tym momencie. Jednak w jednym niewątpliwie Rudolf miał rację - przecież wciąż płynęła w Syriuszu krew Blacków. To z nimi przez większą część życia wychowywał się pod jednym dachem. I niezależnie od tego, jak dalece swoim postępowaniem i poglądami odbiegał od tych typowych dla jego rodziny, wciąż przecież posiadał całkiem sporo cech typowych dla Blacków. Bo czy którykolwiek z nich pozwoliłby potraktować się jak zwykłego kundla? Jasne, że nie. Pod tym względem Syriusz nie stanowił wyjątku. Choć, co dość oczywiste, za nic w świecie nie przyznałby się do tych podobieństw. Nawet przed samym sobą.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Czw Mar 24, 2016 9:00 am

Gdy w Twych żyłach wrze krew, gdy w trzewiach płoną ognie nienawiści i wściekłości, jesteś Blackiem bardziej, niż kiedykolwiek. Powiedz, co chciałbyś zrobić temu Śmierciożercy stojącemu przed Tobą? Tej gnidzie, którą chciałbyś zmieść z powierzchni Ziemi?
Rudolf stwierdził, że niewiele w Syriuszu pozostało z rodu Blacków. Był lekkomyślnym, świętoszkowatym Gryfonem, który chłonął cudze opinie niczym gąbka. Wyrwał się spod wpływu swej rodziny, by schować się pod spódnicą Dmbledore'a. Spoglądając na jego wykrzywioną w bezradnej furii twarz, Lestrange był pewien, że ten podjął złą decyzję. On sam przynajmniej nie wyglądał jak napęczniały z frustracji kretyn, gdy bronił cudzych ideałów.
- Powtarzasz się - rzucił znudzony, rozglądając się po polanie, na której stali.
Korony drzew skutecznie skrywały ich przed osądzającym wzrokiem niebios, a ich pnie gromadziły się tutaj tak gęsto, że przyrównać można je było do muru. Gdzieś pomiędzy pluskaniami pobliskiego strumienia jego uszu dobiegały szepty i warknięcia dzikich stworzeń zamieszkujących labirynt Zakazanego Lasu. Byłoby to idealne miejsce zbrodni. Spojrzał znów na chwiejącą się nieznacznie sylwetkę Blacka.
- W końcu byłem Ślizgonem - Rudolf uśmiechnął się sugestywnie. - Ślizgoni kłamią, Gryfoni są odważni. Na tyle odważni, by podjąć wyzwanie, jakim jest służba Czarnemu Panu. Tylko pomyśl - dlaczego żądni wrażeń, brawurowi i emanujący potrzebą sprawdzenia swych umiejętności Gryfoni mieliby odmówić niebezpiecznej i tajemniczej ofercie najpotężniejszego czarnoksiężnika naszych czasów? Albo rozsądni Krukoni, racjonalnie wybierający stanowisko po stronie sił ciemności. W końcu nawet, gdyby mieli przegrać, Zakon Feniksa nie ukarałby ich tak, jak Czarny Pan każe swych przeciwników.
Oczywiście, większość jego słów była kłamstwem, ale wypowiedzianym z szaleńczą pasją w oczach i dziecinną ekscytacją dzwoniącą w głosie. Rudolfowi podobała się ta zabawa z Blackiem, podjudzanie go i bawienie się jego upośledzonym umysłem. Nawet, jeżeli potencjalni Śmierciożercy znajdowali się w Zamku, Lestrange nie znał nazwisk większości z nich. Mógł zaledwie podejrzewać. Z tym szalonym uśmiechem, który zwykle onieśmielał ludzi i budził w nich niepokój, zbliżył się do Gryfona.
- Pamiętaj proszę o szacunku dla czarodziejów starszych i wybitniejszych od siebie, Syriuszu. - powiedział cicho, z cieniem groźby w głosie.
Black był w porównaniu do Rudolfa niczym szczeniak, pozbawiony możliwości ucieczki czy obrony. A stary wilk czerpał wielką przyjemność, spoglądając na jego wątłe łapki plączące się pod bezkształtnym ciałem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Czw Mar 24, 2016 8:35 pm

Doskonale znał poglądy zwolenników Voldemorta. To przecież nie tak, że sprzeciwiał się tym wszystkim ideom tylko dla samego bycia na przekór. Po prostu w zasadzie od zawsze coś bardzo mocno nie zgadzało mu się w tym wszystkim, coś nie miało sensu. I zdecydowanie nie miało racji bytu. W jakiś sposób bowiem nigdy nikomu nie udało się przekonać Syriusza, że czarodzieje - a już w szczególności ci o arystokratycznych korzeniach - mieli jakiekolwiek prawo stawiać się ponad tymi, którzy albo w ogóle nie znali magii, albo po prostu wśród swoich przodków mieli mugoli. Uparcie nie dawał sobie wmówić czegoś podobnego, mimo że jego samego stawiałoby to przecież w bardzo korzystnej sytuacji.
- Do czego właściwie zmierzasz? Myślisz, że przez dobrych kilkanaście lat nikt nie próbował mi wmawiać, że to właśnie ta wasza banda skończonych idiotów ma rację? - oczywiście, że ktoś próbował. W głównej mierze rodzice, w dalszej kolejności zaś pozostała nawiedzona część rodziny. Skoro zaś do tej pory nikomu nie udało się przekonać Syriusza do czegoś podobnego, to czy naprawę Śmierciożercy wydawało się, że mógłby tego dokonać? Nawet ta pasja w głosie nijak nie trafiała do Gryfona. Słyszał to już. Dlatego uważał zdecydowaną większość popleczników Czarnego Pana za szaleńców. Pozostałych zaś za zwykłych idiotów. - Widocznie Gryfoni są jednak za mądrzy. W przeciwieństwie do Ślizgonów, skoro nawet nie pomyślałeś o takim prostym wyjaśnieniu.
Owszem, w jego głosie wciąż można było usłyszeć drżącą nutę wściekłości. W tym wszystkim jednak nie zabrakło absolutnej pewności Blacka co do tego, że to właśnie on miał rację. Nie bronił przecież cudzych ideałów. Bronił własnych.
I nawet o pół kroku nie cofnął się, kiedy Śmierciożerca zbliżył się do niego z tym swoim uśmiechem. Jasne, czuł się idiotycznie bezbronnie bez własnej różdżki, a wetknięcie rąk w kieszenie w celu znalezienia czegokolwiek, co mogłoby okazać się teraz przydatne, na niewiele się zdało. Z kolei otoczenie prawdopodobnie rzeczywiście idealnie mogłoby nadawać się na miejsce zbrodni. Chociaż o tym ostatnim starał się raczej nie myśleć, co w zasadzie znacząco ułatwiała pulsująca w skroniach wściekłość.
- Nie widzę tutaj nikogo, kto zasługiwałby na ten szacunek, więc... Pieprz się - może i był w porównaniu do Rudolfa ledwie szczeniakiem, może i w obecnej sytuacji powinien trochę bardziej postarać się o to, żeby wyjść z niej w jednym kawałku, ale... co niby miałby zrobić? Płaszczyć się przed kimś, kto zabił Aidę i miał czelność mówić o tym głośno? Spróbować uciec? Niestety, żadna z tych opcji nijak nie zgadzała się z naturą Syriusza.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Wto Mar 29, 2016 9:50 am

Syriusz musiał być niezwykle naiwny, by mógł sądzić, że wszyscy byli sobie równi. Tylko ślepiec nie zauważyłby pasożytniczych zapędów szlam czy niewdzięczności czarodziejów półkrwi, arogancji z jaką śmieli uważać się za równych czarodziejom krwi czystej. Tego typu marzenia należało upchnąć pomiędzy stronice baśni Barda Beedle'a, gdy wzrok oczyszczał się z mgły dziecinnego idealizmu.
- Najwyraźniej ich metody perswazji pozostawiają wiele do życzenia - odpowiedział, wzruszając ramionami.
Rudolf nie miał zbyt wygórowanej opinii o rodzie Blacków. Prawdę mówiąc, większość z nich budziła w nim głębokie obrzydzenie. Każdy z nich był mniej lub bardziej szalony, a o ile ten rodzaj szaleństwa doskonale sprawdzał się w pojedynkach, w każdej innej sferze życia był... kaleczący.
- Być może są mądrzy, Syriuszu. Na tyle mądrzy, by wbić ci kiedyś nóż w plecy, gdy będziesz słodko spał w swoim dormitorium. Ale ty chyba znasz lepiej swych przyjaciół, prawda?
Rudolfowi podobała się rola zmartwionego członka rodziny. Bo tym w końcu byli, czyż nie? Niezależnie od tego, jak bardzo nie podobała mu się wizja przenoszenia Bellatrix przez próg swego domu, niewiele mógł z tym zrobić. Pozostała mu tylko marna rozrywka w postaci mniej rozwiniętych Blacków. To jest, dopóki znali swoje miejsce.
Iskry gniewu łaskotały lewą dłoń Rudolfa, która z bolesną determinacją zacisnęła się na gładkim drewnie cisowej różdżki. Grymas wściekłości gościł na jego twarzy dość krótko, umykając szybko przed pewnością siebie i arogancją, które wyciekały z każdego pora mężczyzny, gęstą, lepką mazią fałszu.
- Tak dużymi słowami możesz się udławić, Syriuszu, więc bądź ostrożny. - mruknął, niespecjalnie groźnie. - Fysalliadanos!
Wycelował, niemalże dźgając Blacka swą różdżką pomiędzy żebra, które znajdowały się w zasięgu ramienia. Przyjemny dreszcz, rozkosznie pieszczący umysł Lestrange'a, podążył w dół jego ramienia. Satysfakcja, jaka płynęła z rzucania czarnomagicznych zaklęć była niemal obezwładniająca, a westchnienie mimowolnie wyrwało się spomiędzy rozchylonych warg czarodzieja.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Pią Kwi 01, 2016 4:16 pm

Nie widział nic naiwnego w tym, by za równych sobie uważać zarówno czarodziejów urodzonych w mugolskich rodzinach, półkrwi, czy też przekazujących sobie czystą krew z pokolenia na pokolenie. W zasadzie najmniej życzliwie patrzył właśnie na tę ostatnią grupę, w której większość okazywała się być po prostu nawiedzonymi idiotami, skłonnymi oceniać innych tylko na podstawie tego, z jakich rodzin się wywodzili. Większa część Blacków mogła być tego doskonałym przykładem. Podobnie zresztą mężczyzna stojący aktualnie przed nim. I jakoś najwyraźniej nikomu z nich nie przeszło nawet przez myśl, że różnica między nimi, a tymi, których tak chętnie nazywali szlamami była… w zasadzie żadna. Z kolei jakiekolwiek obawy o to, że czarodzieje mugolskiego pochodzenia wykradali im magię były po prostu śmieszne. Mugolacy mieli po prostu szczęcie, rodząc się z magicznymi zdolnościami. Nic więcej. Zdaniem Syriusza zaś niejednokrotnie czarodzieje z mugolskich rodzin okazywali się znacznie bardziej wartościowymi osobami od tych czystych.
Zresztą… już sam podział na czystą i brudną krew wydawał się być zwyczajnie idiotyczny.
- Znam ich wystarczająco dobrze – warknął, za równie idiotyczną uznając sugestię, że kiedykolwiek ktoś z jego przyjaciół mógłby zwrócić się przeciwko niemu. Znał ich. A co jeszcze ważniejsze – ufał im i doskonale wiedział przecież, że żadne z nich nie byłoby zdolne do czegoś podobnego. Tak samo zresztą jak sam gotów byłby stanąć za nimi murem. Tym bardziej, że od dawna już więzi jakie łączyły go z przyjaciółmi, były dla niego znacznie ważniejsze niż więzy rodzinne. Co zresztą udowodnił dość dobitnie, doprowadzając do usunięcia jego wizerunku z drzewa genealogicznego Blacków.
Nie zdołał za to nijak odszczeknąć się na kolejne słowa czarodzieja. W momencie jednak, gdy ten uniósł rękę, w której trzymał różdżkę, Syriusz również zareagował, chcąc po prostu wytrącić mu ją z ręki, zabrać, cokolwiek. Tyle, że to straciło sens w chwili, kiedy przez zaklęcie Śmierciożercy stracił możliwość zaczerpnięcia powietrza. Jakkolwiek bowiem mogło się to Blackowi nie podobać, aktualnie Lestrange był jedyną osobą, która mogłaby to zaklęcie cofnąć. Zamiast próbować sięgnąć po różdżkę Śmierciożercy, Syriusz odruchowo sięgnął do własnego gardła, starając się rozpaczliwie złapać oddech. Czując narastającą panikę w związku z przesyłanymi przez podświadomość informacjami o konieczności natychmiastowego zaczerpnięcia powietrza, obejrzał się w kierunku miejsca, w którym powinna leżeć jego różdżka. Nie wydawało się wprawdzie zbyt realnym, żeby udało mu się ją znaleźć odpowiednio szybko, jednak w tej sytuacji lepiej chyba było spróbować niż zwyczajnie dać za wygraną. Niestety, nie zdołał zrobić nawet jednego kroku, osunąwszy się na ziemię w momencie, kiedy przez przedłużający się bezdech zaczęło ciemnieć mu w oczach. Nie chciał przecież umrzeć w ten sposób, jednak nagle wydało się to znacznie bardziej realne niż jeszcze przed paroma chwilami. Ostatnim więc, o czym mógłby myśleć było to, jak żałośnie musiał wyglądać bezowocnie walcząc o choćby niewielką porcję powietrza, kiedy na czworaka ruszył w stronę swojej różdżki. W tej chwili bowiem gotów byłby przyznać nawet, jak głupi był, nie zrobiwszy tego od razu.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Sob Kwi 16, 2016 5:36 pm

Zaklęcie zostało w końcu cofnięte przez Rudolfa, a Syriusz odzyskał możliwość swobodnego oddychania. Po chwili mężczyzna ruszył bez słowa w stronę z której przyszedł i zniknął między drzewami. Chłopak zaś potrzebował trochę czasu by dojść do siebie i wrócić do zamku.
[2x z/t]

Syriusz Black: -18 PŻ, +7 PD
Rudolf Lestrange: -13 PŻ, +10 PD

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Minabi Izumi
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Nie Gru 25, 2016 7:29 pm

Dla Minabiego nie istniały głupie pomysły - po prostu robił to, co uważał za dobre i w jakiś sposób potrzebne, nie dostrzegając niebezpieczeństwa. Może i było to lekkomyślne, ale nie wychodził na tym źle, zupełnie jakby miał szczęście. Nie zdziwiłby się, gdyby tak właśnie było, skoro miał możliwość poznać tak wspaniały świat pełen zwierząt i roślin, a do tego ludzi, którzy również dla niego sporo znaczyli. Czynić pokój a nie wojnę! Głosił to całą swoją osobę, nie gniewając się, nie smucąc, pragnąc dostarczyć każdej istocie pozytywnej energii, nawet za cenę łamania ludzkich praw. I choć jako Krukon łapał w mig wszelkie informacje, z pamięci potrafił zacytować szkolny regulamin to i tak robił po swojemu. I tym razem było tak samo! Wkroczył do Zakazanego Lasu ze swoją różdżką, zapoznając się dokładnie ze szlakiem swoich przodków, witając bardziej dzikie i skryte stworzenia, aż te zaprowadziły go do ukrytej, a przy tym bezpiecznej polany, gdzie zorganizował przestrzeń.
Postawił figurki ochronne z runami, rozpalił małe ognisko, spalając mieszankę ziół i wypowiedział swoje modlitwy.
Niby nie szaman, ale skłonności takowe posiadał. Hipisom się w takich rzeczach ufa, ot co!
- Nie będziemy tutaj zbyt długo o moi bracia i siostry. Pewien okres dobiega końca, więc bądźcie nam życzliwi a obiecujemy nie zakłócać waszej wędrówki po leśnych szlakach i podniebnych oceanach magii.
Pokłonił się, wdychając aromatyczny zapach ziół, po czym powtórzył to jeszcze kilka razy zanim wysłał sekretne wiadomości do odpowiednich osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Riley Acquart
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Pon Gru 26, 2016 4:39 pm


Starała się iść cicho... bezszelestnie. Pragnęła przemykać przez gęstwinę paproci i przez omszałe knieje tak leciutko, niczym leśne chochliki, albo przebiegłe niuchacze. Niestety, Gryfonka nigdy nie miała talentu do skradania i prawie każdy krok dziewczyny zdradzał jej obecność w zakazanym miejscu. Nie tylko łamane gałęzie pod jej stopami było słychać z oddali, ale od czasu do czasu coś pobrzękiwało w jej plecaku gdy robiła gwałtowniejszy ruch. Wystarczyło że poślizgnęła się na starym grzybie, bądź zapadła w spróchniałym pniu, a w jej plecaku grało jak w kuchni skrzatów. Na szczęście jeszcze niczego nie potłukła. Troszeczkę to trwało, ale nastolatka w końcu dotarła na ukrytą polanę. Zakazany las skrywał wiele tajemnic i wiele sekretnych miejsc. Jedno było jednak pewne, Minabi wybrał najlepszą polanę jaka mieściła się nieopodal Hogwartu.
- Cześć łobuzie - odparła brunetka gdy tylko zobaczyła Izumiego, po czym podeszła do niego i uścisnęła go jak prawdziwego przyjaciela.
- Ładnie pachniesz – dodała gdy uwolniła chłopaka z uścisku – Przesiąknąłeś zapachem palonego drewna. Lubię aromat dymu, wiesz.
Później rozejrzała się dookoła, badając cały teren. Wypatrywała bezpiecznego miejsca... miejsca na jej skarby. Znalazła szeroki pniak porąbanego drewna, który przeturlała z trudem w okolice ogniska i obaliła na równą powierzchnię. Dopiero teraz zdjęła plecak i poczęła z niego wyjmować magiczne butelki. Były to: butelka starej Ognistej Whisky Ogdena, butelka Rumu Porzeczkowego oraz butelka Wina Skrzatów. Takie małe co nieco dla szkolnych łobuzów.

/Z ekwipunku zabrano:
* 1 mała 0,5l butelka starej Ognistej Whisky Ogdena,
* 1 mała 0,5l butelka Rumu Porzeczkowego,
* 1 mała 0,5 l butelka Wina Skrzatów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cenefii Brainse
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Pon Gru 26, 2016 10:33 pm

Las, tajemnica która nie została nigdy odkryta, była tym dla niej. Dla niej las był czymś niesamowitym. Zamiast cieszyć się wakacjami, szykować się do wyjazdu. Benedicte przyniosła dla niej list. Nie wiedziała czy to dobry pomysł aby przyjść na tajną imprezę. Nie wiedziała czy dobrze robi, ale wiedziała że bez ryzyka nie ma zabawy. Wiedziała to, bo dla niej zabawa zawsze była niebezpieczna. Uwielbiała tą Adrenalinę... Adrenalina, to było jej drugie imię. A raczej trzecie, bo drugim imieniem przecież było Helen. Włoska szła w stronę polany trzymając zapakowane słodycze z Miodowego Królestwa. Dostała zaproszenie dopiero dzisiaj. Wiedziała że wszystko musi być tajne. Ale zawsze było ryzyko że ktoś może ich złapać. A w sumie teraz liczyła się tylko zabawa:
-Witam
- powiedziała spokojnym głosem, nie ukrywała swojego akcentu, no bo po co, nie wstydziła się tego że była Włoską, że nie pochodziła stąd, była z tego dumna. A ci co mieli coś do niej, mogli jej to powiedzieć prosto w twarz, jednak wiedzieli że jak jej powiedzą to się popłacze. Et wrażliwość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Minabi Izumi
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Sro Gru 28, 2016 10:52 pm

Opanował różne techniki przemykania, choć tak na dobrą sprawę sprzyjało mu zwykłe szczęście, jak już wcześniej zostało wspominane. Ot co! Uniknął woźnego, jego kotki, nauczycieli i prefektów i z całym wyposażeniem ruszył ku powitaniu lasu i odprawieniu odpowiednich obrzędów dzięki którym cała grupa oraz leśne stworzenia miały poczuć się lepiej. Ubrał się w przewiewną kolorową szatę dodał do tego szamańskie nakrycie z piór a nawet na jego policzkach mieniły się wymalowane znaki ku pokrzepieniu dusz! Ubrudzonymi, mocno schodzonymi butami z zaokrąglonymi końcami pozostawiał ślady ku poszukiwaczom przeznaczenia. Co prawda raczej wątpliwe, żeby ktoś w taki sposób szukał ukrytej polany, ale Minabi nie miał zamiaru tracić swojego optymizmu z takiego powodu. Słyszał jak ktoś się zbliża, ale nie przestraszył się, jedynie wykonał jeszcze ostatni ukłon i podniósł się zakładając na nos niebieskie, prześwitujące lenonki. Z pewnością reszta braci i sióstr będzie zachwycona! A zioła, figurki ochronne i poukrywane zaklęcia oraz poczęstunki dla leśnych przyjaciół z pewnością dadzą radę. Ze swojej ręcznie zrobionej i ulepszonej zaklęciami torby wyciągnął kilka wianków. Resztę niespodzianek zamierzał zachować na potem.
- Słoneczny Elfie! Moje serce wielce się raduje na twój widok - powiedział na wstępie zachwycony, obejmując ją i uśmiechając się życzliwie. Czasem zmieniał pseudonimy w zależności od okazji, choć przecież to nie tak, że nie kojarzył pewnych wspólnych elementów nadanych przez siebie przydomków. - Ty również też zaraz zaczniesz tak pachnieć. Las, cudowne ziołowe mieszanki, a to dopiero początek!
Klasnął w dłonie na widok tych trunków zapewne od samych bogów niebios, nie mogły być więc groźne. Następnie za pomocą różdżki przywołał jeden z wianków i umieścił go na głowie Riley.
- Elfia nimfa! Swym światłem rozjaśnia każdy dzień!
Izumi nie był człowiekiem, który patrzyłby na pochodzenie, a co dopiero na różnice w akcencie - sam zresztą nie przypominał Anglika ze swoją azjatycką urodą. Jednak czuł się nim. Właściwie to czuł się obywatelem całego pięknego świata. Objął krótko Cenefii dostarczając część swojej pozytywnej energii, po czym przywołał kolejny wianek i umieścił go na jej głowie.
- Księżna fal również zawitała! Wspaniale!
Nie rozglądał się z niecierpliwością za innymi, czerpiąc radość z obecności obu szkolnych koleżanek, które jednak odważyły się przyjść. Ze swej torby wyciągnął różnego rodzaju zabawki w które tchnął magię i zaczęły poruszać się po polanie, tworząc różnokolorowe światełka. Dorzucił też kolejną porcję ziół, tym razem zawierających również suszone kwiaty i klasnął kilka razy w dłonie.
- Obrońcie nas przed złymi intencjami, duchy Zakazanego Lasu, a obiecuję, że nie zaznacie dzisiaj głodu.
Słońce powoli zachodziło, ale nie bał się. To w końcu nie była jego pierwsza wędrówka do Zakazanego Lasu. Ciemny kosmyki musnęły odsłonięte czoło i ciepłe brązowe, niemalże czarne oczy.
- Macie jakieś prośby do przodków?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Riley Acquart
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Sob Gru 31, 2016 10:47 am

Na polanie pojawiła się również Cenefii Brainse, urocza Włoszka o tajemniczej naturze. Tajemniczej dla Acquart. Riley nie znała dziewczyny zbyt dobrze, w końcu dzielił je jeden rok. Nawet łączone zajęcia trzech roczników nie przyniosły nastolatce zbyt wiele informacji o Cenefii. Była więc małą zagadką w tej szkolnej społeczności. Mimo nieznajomości, młoda czarownica pomachała przyjaźnie do nowego gościa i uśmiechnęła się do niej leciutko.
Później Minabi począł wręczać koleżankom wianki. Nie obyło się oczywiście bez pseudonimów, które chłopak zawsze wymyślał na poczekaniu. Słoneczny Elf brzmiało fajnie. Wianek, nieco przyduży, opadał jej na oczy, ale brunetka co róż poprawiała jego położenie. Mimo kwiatowego splotu na głowie nastolatka niezbyt wyglądała na Hipiskę. A wszystko za sprawą jej ubioru. Czarne leginsy, szara przydługa podkoszulka oraz sportowe białe buty (choć już nie takie białe po uprzedniej leśnej wędrówce). Zdecydowanie za mało kolorów jak na „dzieci kwiatów”, ale przynajmniej zbuntowana natura dziewczyny pasowała do stworzonego klimatu.
Ale to impreza Izumiego, więc Gryfonka ponownie poczęła przyglądać się jego magii. Magii Ziół, Magii Natury, Magii Zabobonów. Chłopak palił kwiaty, przemawiał do duchów, zachęcał do naśladowania. Riley podeszła do ogniska, wzięła garstkę suszonych kwiatów i wrzuciła w płomienie.
- Drodzy Przodkowie, nie gniewajcie się za moje występki i codzienne grzeszki. Nie jestem złą osobą, tylko szukającą własnej drogi. Ochrońcie mnie od mroku, bym nie zbłądziła zanadto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Minabi Izumi
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Pon Sty 09, 2017 4:19 pm

// Od teraz nie czekamy tylko lecimy! A jak ktoś będzie chciał to dołączy i coś napisze, o! <3

Dużo było zagadek w szkole, ale tak naprawdę wszystkie dawało się w końcu rozwiązać, ot co! Krukońska część Minabiego również funkcjonowała, choć nie w sposób oczywisty, niektórzy też lubili twierdzić, że bliżej mu do Puchonów, ale to wcale nie raniło chłopaka, oj nie. W końcu każdy dom jest wartościowy, czyż nie tak? Zachęcająco pomachał w stronę Cenefii by ta zbliżyła się jeszcze bardziej i zacieśniła ich więzi, w końcu w tym dniu było to bardzo istotne. Nie chciał by ktokolwiek poczuł się odsunięty na bok, działał bardzo instynktownie, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, który co chwila pojawiał się na jego twarzy. Miłość ma się w sercu, więc to nie było aż tak ważne, czy Riley wyglądała na hipiskę czy też nie, po jej oczach było przecież wyraźnie widać jej przynależność. Bardziej zresztą nazwałby to przyjęciem i nawet jeśli pomimo zaproszeń, będą tylko oni, nie miał zamiaru tracić swojego optymizmu - raz nawet słyszał, że to dlatego, że pewnie jako niemowlak wylądował w kociołku wypełnionym Eliksirem Euforii. Te spekulacje to była zabawna rzecz! Z zadowoleniem przyjął, że i do tego dołączyła Acquart. Klasnął nawet w dłonie.
- Właśnie tak, Słoneczny Elfie! Jestem pewien, że wysłuchają tych próśb!
Pstryknął palcami i zaczęła sączyć się melodia żywych stworzeń. Ciężko było to do końca nazwać, ale cały las stał się jednym wielkim gramofonem. Wokół nich rozsypał ziarna różnych roślin, po czym odprawił jakiś cudaczny taniec i wyciągnął bletki oraz kilka małych słoiczków z różnymi substancjami i ziołami.
W końcu mieli się dobrze bawić!



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Riley Acquart
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Czw Sty 12, 2017 9:01 am


Odsunęła się od ogniska, które po wrzuceniu suchych roślin zaczęło lekko dymić. Szary obłok buchnął z płomieni i po chwili rozmył się w przestrzeni. Momentalnie aromat palonych ziół rozszedł się po ukrytej polanie, a powietrze chwilowo stało się gęstsze. Na szczęście jeszcze ich nie dusiło w płucach. Jednak patrząc na chłopaka i jego arsenał, można było wywnioskować że za chwilkę do ich organizmów dostanie się spora dawka dymu. Nastolatka podeszła do chłopaka i poczęła raz za razem przeglądać małe słoiczki i zgromadzone tam specyfiki. Kiedy Minabi zwijał bibułki, zapytała:
- Sporo masz tych specyfików. Czy każde zioło działa inaczej na organizm?
Brunetka rzadko paliła skręty. Okazjonalnie. Robiła to tylko z czystej ciekawości i nigdy ją do tego nie ciągnęło. Z resztą paleni ziół i sportowy tryb życia, rzadko idą z sobą w parze. Wolała bawić się z alkoholem, który jest bardziej legalną używką do magicznych roślin.
Jednak tym razem Gryfonka miała ochotę zaszaleć. Alkohol i zioła, to może być złe połączenie, ale dzisiejszy wieczór był wyjątkowy... by nie powiedzieć magiczny.
- Które zioło byś mi polecił? - zapytała się specjalisty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Minabi Izumi
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   Nie Sty 29, 2017 1:46 am

Roślinki, dużo roślinek - one nie mogły szkodzić, absolutnie nie! Minabi bardzo dobrze to zaplanował, był w końcu kapitanem znającym się na rzeczy, w końcu przyrodę i zwierzęta miał po swojej stronie, nie od dziś prowadził tego typu rytuały, zioła zaś były ku czci niewidzialnych dusz, nie mogących tak po prostu wrócić do świata żywych jak ich przyjaciele, zawieszeni między jednym a drugim. Ha! Krukoński, strategiczny umysł, no po prostu nie mógł zawieść. Dla wszystkich pokój, świat był doprawdy pięknym miejscem, nawet jeśli nie wszystko było dla niego zrozumiałe. Cenefii była taka dziwnie cicha, zupełnie jakby znalazła się w transie, więc może w istocie tak właśnie było...?
- Ha! - Klasnął w dłonie zachwycony, patrząc z ognikami w oczach na ciemnoskórą dziewczynę. - Ona już to czuje, Słoneczny Elfie! Tak się cieszę, więc i my ruszajmy w tę podróż! Bogowie nas wynagrodzą, spisaliśmy się przechodząc przez zawiłą ścieżkę wiedzy.
Rozpoczęła się pozornie żmudna praca do której sobie wesoło gwizdał, a jakiś mały ptaszek mu odpowiadał, tworząc idealną harmonię. I tak proszę państwo, załatwiało się muzykę bez muzyki, bo przecież życie to największa magia! Nic się nie zmarnuje, każdy czar, substancja, zioło zostanie wykorzystane.
- Oczywiście! Ale nie musisz się obawiać, nie robią nic szkodliwego, to rośliny mózgu i serca, poczęte przez dobro nie szkodzące nam, ludziom. Zaraz wszystko wyjaśnię... - zakończył tajemniczo, posyłając jej pełne zrozumienia spojrzenie, zupełnie jakby znał jej obawy. Riley nie musiała się jedna obawiać, Minabi był po stronie równowagi wszechświata, jak przystało na magicznego ryceniarza - ponoć tak mugole mówili, przynajmniej tak gdzieś słyszał - bronił i walczył o te prawa na swój sposób. Uderzył w swoje pokryte znakami policzki, po czym krótko gwizdnął, zanim potarł dłonie i instynktownie wybrał jeden słoiczek z jasną substancją, drugi z lśniącymi zielonymi liśćmi.
- Nie mogę Ci podać informacji na temat ich nazw, ale możesz mi wierzyć na słowo, Słoneczny Elfie, że ta mieszanka będzie idealna dla Ciebie - odparł rzeczowo, posyłając jej pełne ciepła spojrzenie. Sprawnie zabrał się do stworzenia odpowiedniego skręta, maczając palce w cieczy i pokrywając nią skruszone już wówczas listki. Mruknął też krótkie słowo - tajemne zaklęcie - zanim bilet do świata przeznaczonego Riley był gotowy.
- Proszę, Słoneczny Elfie - odparł wesoło, podając jej skręta, trzymając różdżkę w pogotowiu by móc nią odpalić źródło niecodziennych uniesień. Sam ze swoim biletem zamierzał chwilę poczekać.


[Skutki Skręta Słonecznego Elfa: przez pierwszą minutę nic, aż nagle nastąpi nagłe uderzenie przyjemnego ciepła i polana stanie się jaśniejsza, później możliwa wizja zmysłowo tańczących wil]



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Ukryta Polana   

Powrót do góry Go down
 
Ukryta Polana
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Ukryta polana
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart [schowany na czas wakacji] :: Tereny zamkowe :: Zakazany Las
-