Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Ukryta Plaża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Ukryta Plaża   Nie Paź 29, 2017 12:49 am



Niewielka plaża w Cardiff na którą zostały nałożone zaklęcia, by tylko czarodzieje byli w stanie tutaj dotrzeć i to jedynie ci, którzy miłują sobie spokój nad wszystko inne. Nie ma na tej plaży za wiele atrakcji, jeśli nie licząc naprawdę pięknych widoków i małych skrytek w których można odnaleźć ciekawe pamiątki oraz alkohol produkowany w warunkach domowych, który albo smakuje wybitnie albo okropnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Ukryta Plaża   Nie Paź 29, 2017 3:26 am

Dawno nie pachniał nikim. Nie żeby było w tym coś złego, w końcu była to jego decyzja; miał wszak więcej spraw. Więcej ważniejszych spraw od tego by pachnieć kimś, kobietą, w przedziale wiekowym od dwudziestu trzech do trzydziestu dziewięciu lat. Noce były teraz w większości ciepłe, nie miał za bardzo głowy by za każdym razem odnajdywać na nowo łóżko, tarzać się w pościeli z istotą, która po kilku godzinach ponownie stanie mu się obca. Doceniał to, oczywiście, takie czynności spalały jego energię, zabierały z barków większość frustracji, zamykały odpowiednie drzwiczki w jego głowie bez potrzeby picia eliksirów od których łatwo szło się uzależnić, ale coś za coś. Zawsze coś za coś. Podczas lipcowych dni odnajdywał czas na czytanie większej ilości książek i pisanie prac na temat zaklęć i klątw, które badał w ukrytym laboratorium w swoim domu. Dziwnie było wrócić po tak długim czasie przebywania w hogwarckich komnatach, ale dzięki temu poczuł ulgę i przyjemność w zaznajamianiu się z pomieszczeniami na nowo. Dzisiaj, w ten słoneczny czwartek dwudziestego trzeciego lipca, pragnął jednak czegoś innego. Świeżego powietrza, wody, piasku pod stopami... spokoju i braku ścian i nagłych listów. Tylko dzisiaj, w ten słoneczny czwartek dwudziestego trzeciego lipca, za pomocą świstoklika znalazł się w Walii w Cardiff. Współrzędne ukrytej plaży znał, był już tu kiedyś, dawno temu, w innych czasach.
Dzisiaj nie miał na sobie żadnej szaty, ilość pierścieni ograniczył do trzech na jednej dłoni i dwóch na drugiej. Koszula była lniana, biała, dość zwyczajna jak na niego, ale za to było w niej chłodno i łatwiej było w niej wtopić się w tłum. Spodnie przewiewne, jasnobrązowe, kończące się na wysokości kolan. Znowu wygrała potrzeba komfortu, tak samo przy butach, którymi okazały się sandały. Na nosie miał jeszcze okulary z ciemnymi szkłami na które zostało nałożone odpowiednie zaklęcie by lepiej mu się czytało, bo w kieszeniach znajdowało się kilka zmniejszonych książek. Różdżka była za pazuchą. Odetchnął, kiedy był już na miejscu a jego oczy zarejestrowały jedynie kilka pojedynczych osób w różnych częściach plaży. Przeszedł się więc kawałek, próbując znaleźć idealne miejsce dla siebie i w końcu mu się udało. Usiadł przy końcu zielonej części ziemi, zakopując nieznacznie stopy w piasku i sięgając do kieszeni po pierwszą książkę.
Na pierwszy ogień poszedł Giovanni Boccaccio.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alistaire Mulciber
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ukryta Plaża   Nie Paź 29, 2017 7:19 pm

Alistaire rzadko pachniał sobą. Swój zapach nosił na skórze niczym futro, chroniące go przed chłodem pomiędzy jednym łożem, a drugim. Gubił je na progach nieswoich pokoi, w nieswojej pościeli czy w nieswoich ramionach.
A chociaż tak często i chętnie pozbywał się tej woni, uwielbiał doń wracać.
Nigdy nie był wielkim fanem Hogwartu, nie darzył go ogromnym sentymentem, więc powrót do domu przyniósł mu ulgę - przynajmniej do pewnego stopnia.
Z czasem jednak niewidzialny ciężar, który tłumił swobodną atmosferę w posiadłości Mulciberów stał się nie do zniesienia. Wynajdywał sobie co więcej rozrywek, towarzyszy, miejsc.
Tym razem za towarzysza obrał sobie książkę - pierwszą ze stosu jeszcze nieprzeczytanych lektur, w kieszeni niósł piersiówkę i paczkę papierosów. Zwyczajowy ekwipunek poszukiwacza wrażeń.
Cardiff wyglądało ładnie na mapie. Właśnie, Alistaire odkrył w sobie zamiłowanie do map. Bardzo podobała mu się ich prostota, to jak wszystko pięknie się łączyło, odnajdywało sens w chaosie.
Zdjął buty, odpalił papierosa i ruszył brzegiem plaży, doceniając chłód wody.
Nie podwinął spodni, uprzednio rzucając nań imperviusa. Ubrany był lekko, przewiewnie, jeżeli nieco ekscentrycznie.
Podążał sobie spokojnie, podziwiając wirujące chmury i fale i czasem nawet ludzi zebranych na plaży.


Ostatnio zmieniony przez Alistaire Mulciber dnia Pon Paź 30, 2017 8:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Ukryta Plaża   Nie Paź 29, 2017 7:49 pm

A chociaż zyskiwałem pochwały i estymę ludzi pełnych ogłady, co o tych sprawach zasłyszeli, to przecież wiele srogiego bólu miłość ta mi sprawiła; przyczyną jego było jednakoż nie okrucieństwo miłowanej damy, lecz zbytni ogień mojej duszy, trafionej niepowściągliwym appetitem.
Dekameron zdobył jego uwagę, słowa z oczu trafiały do mózgu i niżej, jeszcze niżej do serca, bo o to obcował ze sztuką tak starą, tak piękną i strony pachniały obietnicą, pachniały tak jak sam chciał pachnieć Charles. Czy młody panicz, przyszły dziedzic fortuny, był w stanie to zrozumieć, poczuć? Okryć się szczelnie tym zapachem? Wątpił, bo go nie znał. Wątpił, bo już zamknął go z tym futrem w szafie, sam zaślepiony uprzedzeniami. Obecna woń Hucksberry'ego była za mocna, za dominująca by był w stanie zgubić ją w obcych ramionach i pościelach - to prędzej jego towarzyszki zaczynały pachnieć nim a nie na odwrót.
Hogwart był przystanią, wracał doń jak spragnione dziecko, trochę zagubione w dorosłym świecie, spragnione bezpieczeństwa i znajomego wrzasku. Jednak teraz, po tak długim powrocie, więcej był w stanie docenić, ale też więcej przez to pragnął. Jaka książka mogła mu towarzyszyć? Tak mógłby się zastanawiać, gdyby zauważył swojego byłego ucznia pogrążonego w lekturze, być może ze zmarszczonym czołem i zarumienionymi od czytania policzkami.  Czy byłoby to coś pospolitego, banalnego?
Cardiff było pięknym miejscem, Walia miała sporo zamków, wybrzeży, obfitowała w dobry rum porzeczkowy, ale to dla tej ukrytej plaży tutaj przybył. Dla tej namiastki bezludnej wyspy, pozbawionej większych śladów ingerencji człowieka.
Nie potrafił znaleźć wystarczająco wygodnej pozycji, nieznacznie się wiercąc na miejscu, nie będąc w stanie oderwać oczu od książki, od Giovanni'ego, który go zaczarował swym językiem,  odebrał przywiązanie do dźwięków. Dopiero po dziesięciu stronach, Charles uniósł głowę i rozejrzał się, wdychając świeże morskie powietrze i patrząc jak fale rozmywają piasek. Zignorował postać idącą brzegiem, nie rozpoznając jej pomimo niewielkiej odległości. Może też powinien trochę się przejść? Rozciągnął się z książką w ręku i westchnął ukontentowany, wypełniony nowelami Boccaccio. Bezwstydnie. Długo czasu mu zajęło zanim w końcu podniósł się by rozprostować kości, wydać pozwolenie wiatru by potargał jego włosy i ubrania, okulary umieścić na czubku głowy. Jego miodowe spojrzenie objęło prawie całą plażę, zorientował się, że oprócz jednej samotnej jednostki, która od pewnego czasu się nie ruszała, nie było nikogo więcej. Gdzieś mignęła mu zagubiona zabawka, ślady kopania, a przy stawianiu kroków w stronę wody by trochę ochłodzić nogi, dostrzegał dziko rosnące pojedyncze kwiaty, których nie był w stanie rozpoznać i różne kolory mieniące się na horyzoncie. Nie był w stanie zidentyfikować mężczyzny - zresztą zakładał, że i tak nie mogła być to osoba, którą znał, jeszcze nie, nieznajomy był w końcu do niego zwrócony tyłem. Kiedy więc w końcu znalazł się w jego pobliżu, postanowił się przywitać.
- Dzień dobry - grzecznie, niezobowiązująco wymówił te słowa, nie kłaniając się jednak, nie spoglądając na niego, jedynie wyciągając jedną stopę do przodu by przyzwyczaić się do chłodnej wody. Aż dostał ciarek.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alistaire Mulciber
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ukryta Plaża   Czw Lis 23, 2017 7:41 pm

Chciał pachnieć kurzem i stęchlizną? Zaiste, pasujący byłby to do niego zapach. I na pewno woń wystarczająco intensywna, by przytłumić wszelkie inne nuty. Hogwart był miejscem, jak każdym innym. Z jakiegoś powodu Alistaire wcale nie czuł się tam bardziej bezpiecznie, niż gdziekolwiek indziej.
Nie powinien zdradzać miłemu profesorowi takich sekretów. Alistaire doceniał urok tego miejsca. Zawsze darzył pewną sympatią horyzonty i to właśnie tam zmierzał teraz jego wzrok. Nie zauważył więc Hucksberry’ego, kiedy ten zdecydował się do niego dołączyć. Wszedł troszkę głębiej w wodę, która sięgała mu teraz do połowy łydki. Była zimna, lodowata może, ale Mulciber uznałby to za raczej korzystne. Mile widziana dystrakcja, podczas gdy jego myśli mimowolnie wracały do tematów niepokojących i przygnębiających. Chciał wejść jeszcze odrobinkę głębiej, albo jeszcze bardzo głębiej, poczuć wodę w nozdrzach, uszach, poddać się bezwładnie przypływom. Wydawało się to tak łatwe.
Znajomy głos wyrwał go z toni - zwrócił twarz ku mężczyźnie, troszkę przestraszony. Zaraz jednak zmrużył nieznacznie oczy, bo któż to zaszczycił jego oczy swym widokiem?
- Dzień dobry - odpowiedział i odwrócił się znów w stronę wody. Wszedł trochę głębiej, wcale nie dlatego, że chciał się od drogiego pana profesora odsunąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Ukryta Plaża   Czw Lis 23, 2017 8:15 pm

Może niekoniecznie, ale i do tego zapachu by się przyzwyczaił - pewnie dobrze uzupełniałby jego. Byłoby to zabójczym połączeniem, z całą pewnością. Tak? Czuł go już, że takie śmiałe wnioski miał w swojej krnąbrnej głowie? Teraz oprócz zapachów w jego głowie, głowie Hucksberry'ego, czaiły się obrazy. Soczyste, pokryte delikatnymi plamami czerwieni jasnopomarańczowe kawałki, niemalże wyblakłe jakby za długo przebywały na słońcu. Skórka delikatnie się od nich odrywała, wskazywała niewidzialnym palcem na niego by skosztował, by przypomniał sobie tamten smak. Słodki lecz kwaskowaty i warty grzechu, mimo że cała broda bywała od tej rozkoszy mokra. Czy panicz Mulciber lubił zagadki? Czy już odkrył, czym był ten przykładowy obraz lata - bo właśnie tak według niego, obecnie byłego, profesora Obrony Przed Czarną Magią prezentowała się ta magiczna, upalna pora roku. I tak wyglądało wtedy niebo, gdy słońce zachodziło. Jak każde inne? Nie, to nie tak, może zrozumie po czasie, tak jak zrozumiał to Charles. Może za kilkanaście lat powróci do tych czasów i zatęskni za drobiazgami, które pozornie były dla niego bez znaczenia. Treść książki, którą czytał była zakazana? A może wykradł ją potajemnie z biblioteczki swego ojca i teraz się wstydził? Rodziło się w nim sporo pytań, ale zarówno Alistaire jak i Charles wiedzieli, że nie spyta o to wszystko na głos. Horyzonty niezmącone, sprawiające, że człowiek zaczyna myśleć, co znajduje się tam dalej, tam gdzie słońce się chowa i czy w ogóle możliwe jest by znaleźć się w jego pobliżu i się przy tym nie spalić. Dołączenie to za dużo powiedziane, zwyczajnie znalazł się w pewnym miejscu o pewnym czasie, możliwe, że była to złośliwość rzeczy martwych, takich jak jego magiczny zegarek, który wcale nie pokazywał czasu. Nadal miał na swoich stopach buty i właśnie jeden mókł. Charles zadrżał nieco, bo w istocie była bardzo zimna, ale za to przyjemna, doskonała na lato. Dużo miał w sobie tych niepokojących i przygnębiających myśli? Czyżby wspominał swoje końcowe egzaminy? Mnóstwo pytań. Przez pana Mulcibera w jego głowie mimowolnie pojawiały się kolejne pytania.
Mógł popływać, czy to w ubraniach czy w samym stroju kąpielowym o ile takowy posiadał. Bał się go? Czy bał się tego, kim mógłby być? To na pewno nie tak, że panicz Mulciber specjalnie się od niego odsuwał. Na pewno.
Spojrzał w końcu na niego, rozpoznając nieznajomego, przypominając sobie ich ostatnie, dość niefortunne spotkanie. Przyglądał się jego kolejnym ruchom, dziwiąc się tym jak los lubił robić sobie z nich żarty. Zdecydowanie powinien popływać. Pływanie w końcu sprzyja myśleniu.
- Hmm... - powiedział na głos, do siebie, zanim ściągnął buty, koszulę i spodnie i poskładał je kawałek od wody, by przypadkiem nie porwały jego rzeczy fale. Wszedł beztrosko, dalej niż Alistaire, nie odzywając się do niego ani słowem. Zanurkował i wypłynął po dwóch minutach kawałek dalej, rzucając chłopakowi krótkie spojrzenie, jakby chciał się upewnić, że nadal tam jest.




_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alistaire Mulciber
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ukryta Plaża   Czw Lis 23, 2017 11:16 pm

Nie miał w zwyczaju wąchać profesora Hucksberry’ego. Zaledwie uznał, iż te zapachy pasowałyby do jego osobowości. W końcu tak samo, jak i on, te wonie wcale nie były ciekawe. Idealne dopasowanie, prawda?
Nie zamierzał bawić się z nim w zgadywanki. W nic nie zamierzał się z nim bawić, skąd taki pomysł?
Aczkolwiek mógłby pomyśleć o pomarańczach, grejpfrutach.
Może brzoskwiniach.
Być może zatęskni za starym zamkiem, nieprzewidywalnością tych murów, sekretami zapomnianych komnat. Wątpił w to jednak. Książki, jakie czatujemy, dużo o nas w końcu mówią. Zbyt dużo mogłyby powiedzieć Hucksberry’emu, gdyby dane byłoby mu nań zerknąć. Horyzonty, trochę jak nadzieja na coś lepszego, fascynującego; trochę jak widmo niemożliwego; trochę jak pocieszenie, przypomnienie o małości ich istnienia. Nie myślał o egzaminach. A może i one gdzieś miały swoje miejsce w tym chaosie, choć nie skupiał się na nich. Nie, nie bał się. Zaledwie nie chciał przebywać w towarzystwie mężczyzny.
Nie odwrócił się, uparcie usiłując pozbyć się obecności Hucksberry’ego ze swej przestrzeni, jak gdyby samą myślą mógł go przegnać. Przez szum fal nie usłyszał szelestu tkanin. Dopiero plecy jego byłego nauczyciela, szokująco blade na tle błękitu, zwróciły jego uwagę.
Zmarszczył brwi, zmarszczył nos, może i chaos by się zmarszczył, zgniótł, skurczył, na moment całkiem okrzesany myślą „Co on, do chuja Merlina, robi?”.
Stał, skonfundowany, zastanawiając się, co doprowadziło go do tej sytuacji. Jak bardzo musiał zabłądzić, by teraz się tu znaleźć? Dopiero to spojrzenie wyrwałoby go ze stanu niedowierzania. Nie musiało być wyzywające, by to właśnie wyzwanie Alistaire w nim znalazł. Przez chwilę bił się z myślami, lecz ostatecznie...
Ostatecznie rozebrał się niespiesznie, wyciągając swój dobytek z kieszeni, składając wszystko w stosunkowo bezpiecznym miejscu. Wszedł do wody, przeszedł kawałek w tym zimnie, które dość skutecznie topiło całe zamieszanie w jego głowie i na wystarczającej głębokości, zanurkował.
Płynął, dopóki płuca nie piekły go z braku powietrza, dopóki głowa nie zaczęła go pobolewać, dopóki dno pod stopami nie było zaledwie wspomnieniem. Wynurzył się w końcu, rozkoszując się tlenem, oddychając ciężko. Gdy się obejrzał, Hucksberry był znacznie w tyle.
Wcale jednak się z nim w nic nie bawił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Ukryta Plaża   Sob Lis 25, 2017 1:20 am

Nie? Nie wyczuwał niczego na korytarzach, gdy się mijali, w Wielkiej Sali, w sali lekcyjnej? Albo nie pamiętał. Na pewno tak. Na pewno nie pamiętał. Profesor Hucksberry jednak się tego spodziewał, wszak jego zapach nie potrzebował pamięci jednego ucznia, jednej z wielu twarzy, która zniknie w falach przeszłości, w oparach tajemniczego eliksiru. Jaka była więc osobowość nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią? Czekał z niecierpliwością na definicję, na konkretną i wyrazistą odpowiedź, bo wiedział, że stać go na więcej, że to nie wszystko. Brak artystycznych marzeń, brak wyobraźni, brak tego czegoś - czyżby panicz Mulciber dysponował mniejszą ilością atutów niż przypuszczał Hucksberry? Któraś z tych odpowiedzi była prawdziwa, więc trafił. Skoro do takich rzeczy się odwoływał to prawdopodobieństwo, że zatęskni, rośnie. Mógł wątpić, oczywiście, że mógł - każdy człowiek wątpił, lecz czy serce i tak nie robiło po swojemu, nie wiedziało lepiej? I tak nie dowiedziałby się tego na głos; zapewne nie pokusiłby się o przeczytanie tytułu z okładki, bo musiałby podejść bliżej. A przecież nie podejdzie za blisko. Co by mogło to powiedzieć? Że jest ckliwy, jeśli zaczytywał się w romansach? Że być może nie brakuje mu odwagi, jeśli czyta o strasznych rzeczach z takim spokojem? Że jest bardziej rozsądny niż przypuszczał Charles, jeśli porywa go literatura oparta na faktach bądź autobiografie? Ależ on musiał być nieufny ten panicz Mulciber. Horyzonty, które zdają się dzielić świat na pół, które przypominają o tym, że wciąż się coś pojawia i znika. Piękno nieuchwytne. Duży był ten chaos młodego chłopaka, który już musi decydować o swojej przyszłości? Dziedzica fortuny? Przyszłego reprezentanta swojego rodu? Auć, to mogło zaboleć, gdyby o tym wiedział i by mu na tym zależało. Auć.
Powinien lepiej się skupić, poćwiczyć zaklęcia, wtedy z pewnością by go przegnał, bo, niestety lub też nie, nie miał takiej siły by samą myślą, ukrytym słowem, pozbył się go, zwłaszcza, kiedy Charles sam chciał tutaj przebywać. Widoki, cisza, wiatr, woda, piasek... jak mógł się temu oprzeć? Jak tak po prostu odejść jak był tu zaledwie chwilę? Piękna melodia i w sumie był wdzięczny, że fale tak tłumiły wszelkie małe dźwięki. Nigdy się nie opalał, przynajmniej nie specjalnie a ostatnimi czasy więcej czasu spędzał w domu, zajmując się pracą badawczą. Zainteresował się akurat tym? Cóż, na pewno nie robił striptizu dla swojego byłego ucznia, ba!, zupełnie nie patrzył na to z tej strony, jakby normalnym było rozebrać się do bielizny i wskoczyć do wody. Pewnie połowa czarodziejskiej społeczności by się zgorszyła, bo nie miał specjalnego stroju kąpielowego. Aż tak bardzo nie wierzył, że zobaczy jakiegokolwiek nauczyciela z Hogwartu pływającego sobie w morzu? Nie było wyzywające, w sumie ciężko było stwierdzić jakie to spojrzenie właściwie było. Przyglądał się mu krótko, po czym zaczął sobie spokojnie pływać, przyzwyczajając się do tego chłodu. Nie spodziewał się, że panicz Mulciber cokolwiek z tym zrobi, wszak pewnie miał ważniejsze rzeczy do zrobienia. Ponownie zanurkował, na krótko, a gdy wypłynął, zauważył, że chłopak znajduje się spory kawałek przed nim i właśnie na niego patrzy. Uniósł pytająco jedną brew do góry, jakby próbując zrozumieć o co mu chodzi, po czym nabrał sporej ilości powietrza i znowu zanurkował. Miał to szczęście, że miał dłuższe nogi, ale minusem był fakt, że były mniej wyćwiczone. W każdym razie po dość znacznym wysiłku, czując trochę wody w ustach, wynurzył się kolejny raz i obejrzał za siebie. Przyglądał się teraz mu dłużej, jakby próbował zrozumieć, co chodzi mu po głowie.
Chyba jednak była to zabawa.
Położył się na wodzie i powoli płynął, ruszając cyklicznie rękoma i nogami.
- Lekko się chwieje głębiną, wznosząc przeźroczość pian,
Wybrzeża, co w nią wglądają, w zwarte całują ją usta,
I nie wie, czy to w niej widnej mijany odbija się łan
- wyrecytował, czując nieopisaną ulgę i przyjemność.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Ukryta Plaża   

Powrót do góry Go down
 
Ukryta Plaża
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Budka na plaży.
» Dzika plaża
» Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni
» Dzika plaża.
» Ukryta ławeczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Wielka Brytania i Irlandia :: Walia  :: Cardiff-