Share
Go down

Sala Filcha

on Pon Wrz 02, 2013 1:56 pm
First topic message reminder :

Wchodzisz do środka i od razu uderza cię odór stęchlizny. Rozglądasz się wokoło, widzisz tylko zakurzone kufry i wypolerowane kajdany. W ten oto sposób trafiłeś do Sali Tortur Filcha

Re: Sala Filcha

on Pon Kwi 18, 2016 6:45 pm
Gdy otworzył torbę - zbliżyła się do niego, zaglądając zaraz do niej i szukając jakiegoś ciekawego koloru. Palec wskazujący prawej ręki wodził od jednej puszki do drugiej, odrzucając coraz to kolejne, w końcu zatrzymując się na opakowaniu, który wieńczył różowy kapturek. Sięgnęła po nią natychmiast, wyciągając i odsuwając się od niego, jednocześnie zaczynając potrząsać puszką, żeby farba w środku odpowiednio się rozmieszała.
- Myślę, że ten będzie odpowiedni. - szelmowski uśmiech wykwitł na jej ustach, unosząc opakowanie w ręce i prezentując mu wybrany kolor, gdyby do tej pory nie udało mu się go zarejestrować. Sam kolor różowy był dla niej czymś okropnym - kojarzący się natychmiast z dziewczęcością i delikatnością, której jej często brakowało, bo nie miała jej nawet jak w sobie wykształcić. Należała do dziewcząt, które w dzieciństwie próbowały dorównywać chłopaczkom z ulicy i, o zgrozo, dobrze jej to wychodziło. Ta nieustępliwość za dziecka pozostawiła za sobą butność i drażliwość, gdy ktoś próbował ją nie doceniać.
Odwróciła się i podeszła do kajdan po czym, wstrząsając jeszcze raz puszką i zdejmując zakrętkę, poczęła je ubarwiać.

Re: Sala Filcha

on Wto Kwi 19, 2016 11:20 am
Jerome stał cierpliwie nie poganiając jej przy wyborze. Może i woźny mógł tu przybyć w każdej chwili, jednak Drake miał nadzieję, że niosące się po pustych lochach ciężkie kroki charłaka jednak zdołają ich jakoś zaalarmować. W przeciwnym wypadku może być kiepsko... bardzo kiepsko.
Uśmiechnął się do niej, gdy wybrała w końcu dziewczęcy róż. Może i nie pasował on zbytnio do chłopczycy, do której było jej nieporównywalnie bliżej, ale to przecież nic nie znaczyło. Nie malowała nim swojego pokoju tyko niszczyła mienie szkolne, czym miała wkurzyć woźnego. To jemu miał ten kolor nie leżeć, a nie jej podobać.
Puchon chciał najpierw sięgnąć po żółtą puszkę, jednak zmienił zdanie. Jakoś nie chciał ryzykować zwracania uwagi na ich dom. Wystarczyło już tego. Zamiast tego chwycił za czerwoną puszkę. Któż mógł tak narozrabiać jeśli nie Drake? Oczywiście Huncwoci. Na nich zawsze można było zrzucić winę.
Odłożył torbę na podłogę i sam zaczął wstrząsać puszką by następnie zacząć przyozdabiać jeden z kufrów, niespecjalnie przejmując się tym, jak Filch to później usunie albo czy w ogóle to usunie.
Zmarszczył brwi przypominając sobie o czymś.
- Mamy już może zarezerwowane boisko na trening przed meczem? Jakoś nie miałem o tym okazji pogadać z Colettem. - Zbliżający się mecz z Ravenclawem, mimo iż nie miał im dać szans na zdobycie pucharu to jednak nadal był dla nich ważny. Musieli zadbać o to, by przynajmniej nie znaleźć się na ostatnim miejscu. Już i tak Hufflepuff uchodził nieraz za najgorszy z domów, gdzie trafiały wyrzutki nie odznaczające się żadnymi wyjątkowymi cechami.

Re: Sala Filcha

on Wto Kwi 19, 2016 11:32 pm
Kolor jaki znajdował się teraz w jej dłoniach, miał się nijak do jej charakteru. Była jednak pewna, że Filch mógł się podobnie na niego zapatrywać. Może nie zrozumiałby groteski, jaka wynikała z zabarwienia właśnie kajdan na różowo, ale wciąż byłby odpowiednio zdenerwowany faktem, że jacyś nieznośni uczniowie buszowali w jego ukochanej salce. Która, zdaniem puchonki, powinna zostać dawno zlikwidowana.
Przerwała na chwilę pracę, słuchając co też Jerome ma do powiedzenia. Gdy tylko skończył, spray znowu zaczął opryskiwać kajdany, niedługo jednak. Wystarczająco, by mogła przetrawić jego słowa i ustosunkować się do nich odpowiednio.
- Myślę, że po tym co się stało, mógł mieć inne priorytety. - powiedziała, nie odwracając się jednak do niego i kontynuując pracę. Przed oczami stanęły jej śmierdzące dymem i oświetlone ciepłym światłem obrazy z Hogsmeade. Zamazane i zamglone przez szyby w Trzech Miotłach, ostre i wyraźne gdy wyszli z knajpy, przepełnione krzykiem, ferworem walki i wszechobecnym bólem. Widziała też ukrzyżowane ciało Erin Potter, która górowało nad tym wszystkim jako tryumf i ostrzeżenie. Tak skończą wszyscy, którzy się sprzeciwią. A to był dopiero początek. Widziała także znowu Fenrira, który zatapiał zęby najpierw w Cirilu, a potem w Adamie. Jak w końcu próbuje odczołgać się od nich, coraz bardziej zmęczony. Był także Remus, który uderzał w nią ostrymi słowami, próbując na swój sposób chronić przed nią samą. A na końcu była ona: zła, pełna sprzecznych emocji, z płonącym spojrzeniem, które nie wskazywało na to, by miała komukolwiek ustępować i dłonie. Dłonie przyciśnięte do szyi, niezdolne zatrzymać ciecz, która nosiła w sobie życie. Bezradne gdy oczekiwała od siebie najwięcej, gdy nadzieja okazywała się najsilniejsza i najbardziej naiwna. Nie pierwszy raz te obrazy, dźwięki, zapachy i słowa stawały jej ponownie przed oczami. Jej sny były od wydarzeń w wiosce żywe i nad wyraz realne. Nie chciała, żeby na jawie powtórzyły się znowu, ale dobrze wiedziała, że będzie inaczej.
- Ale jeśli tego nie zrobił, kto nam zabroni? Możemy iść za niego i zarezerwować, albo poćwiczyć sami. Zgarnąć po drodze Alice, Sharon i Nathalie i sprawa załatwiona. Colette, o ile my go nie znajdziemy, pewnie znajdzie się sam. - tym razem odwróciła do niego twarz, uśmiechając się na końcu lekko.
Przez to wszystko sama zupełnie zapomniała o zbliżającym się meczu quidditcha. Niby przejście nad tym wszystkim do życia codziennego przyszło jej łatwo, nie uważała jednak, że wszyscy inni reagowali podobnie. Colette był co prawda, zdawać by się mogło, typem bezproblemowym, jednak nic nie było do końca pewne. Po części nieco zazdrościła Jerome, że wypad do Hogs go ominął i nie mógł nacieszyć się zapachem śmierci, dymu i widokiem Śmierciożerców. A z drugiej strony.... wiedziała, że żałowałaby, gdyby jej tam nie było. Z ciekawości i z poczucia winy, że mogła pomóc, a nie była w stanie bo podjęła taką, a nie inną decyzję.

Re: Sala Filcha

on Wto Maj 10, 2016 10:17 am
Od tygodnia nieprane łachmany trzepotały za nim gniewnie, a przyjemny zapaszek jaki się przy tym unosił niejednego konesera dobrych smaków przyprawi o zawrót głowy. Oczywiście z zachwytu! Zapach przepoconego, z rzadka mytego ciała jest bardzo męski. Zwłaszcza u takiego mężczyzny jakim jest Argus Filch! Niemal biegł po schodach, potykając się co rusz o krzywy stopieni, bo przecież nie nogi. A zarośnięte brwi ściągnięte w gniewnym wyrazie, przywodziły na myśl rozgniewaną sowę. Właściwie to wściekłą, patrząc jak skrzywione usta nadają grymasowi nowego, bardziej groteskowego znaczenia. Jakby ktoś myślał, że u Filcha to już nie możliwe, to w tym wypadku owszem – możliwe i to jak. No nie miał chwili spokoju, nie miał! Smarkacze biegają dziko po Hogwarcie i rozrabiają, a kiedy już myślach… ach, że usiądzie sobie spokojnie w swojej sali, napije się herbaty z wodorostów przy miłej lekturze magazynu o kotach, to co?! Dowiaduje się, że już ktoś tam jest! Kochana Pani Norris przybiegła do niego cała zaaferowana, więc czym prędzej pokonuje kolejne schody byleby dorwać urwisa, czy też urwisów.

Puchoni prowadząc pogawędkę o quidditchu, za późno zorientowali się, że pani Norris namierzyła ich i zadenuncjowała Filchowi.
- A co TU się WYPrawia! – wykrzyknął wściekle, stojąc w progu. Szare ślepia zmarszczyły w dwa małe rodzynki, gdy próbował przypatrzyć się dwójce nicponi. – Proszę bardzo, Pan Drag. ZNOWU się spotykamy. Mało żeś odchodów się nanosił ostatnio? – Odwrócił nieznacznie głowę w stronę Puchonki i wycelował w nią drżący ze złości palec – Panna eee… ee... Rudy Smark widzę, że w zmowie. Gołąbkować wam się zechciało w mojej sali?! – aż się opluł ze złości widząc… zaraz co tam jest? Kajany. RÓŻOWE kajdany?! – Fetyszyści!! – wykrzyknął pełen oburzenia. A i czerwony kufer nie umknął jego uwadze, jakby na nim Drake właśnie kogoś rozdziewiczył. – Drag na MOICH kufrach dziewoi się nie bierze! Pędraki lepszego miejsca na schadzki nie macie? Już ja wam dam. ROZPUSTNA MŁODZIEŻY! – Nastąpiła chwila ciszy z jego strony. Uczniowie mogli starać się wytłumaczyć, aby choć trochę poprawić swoją sytuację.
- Ze mną do nauczyciela i to migiem! – chwile mają to do siebie, że są bardzo krótkie i ulotne.



„Tak, tak... ciężka praca i ból to najlepsi nauczyciele, przynajmniej moim zdaniem... Szkoda tylko, że nie stosuje się już tych dobrych, dawnych kar... Na przykład takie wieszanie za ręce pod sufitem... Po kilku dniach bylibyście posłuszni jak baranki. Mam jeszcze łańcuchy, a jakże, trzymam je w swoim kantorku, oliwię od czasu do czasu, może jeszcze kiedyś się przydadzą... No dobra, idziemy. Tylko nawet nie myślcie o ucieczce, bo będzie jeszcze gorzej.”—Argus Filch

Re: Sala Filcha

on Sob Maj 28, 2016 4:55 pm
Dziewczyna dalej zajęta była i kajdanami i kufrem, który pod nimi się znajdował. Po zabarwieniu tego pierwszego, przez dłuższą chwilę wpatrywała sie w swoje dzieło z lekkim powątpiewaniem, niczym wybitny artysta, który ocenia swoje ukończone dzieło. Po owej chwili uśmiechnęła się do siebie pod nosem, i krótkim, również skierowanym do swojej osoby kiwnięciem głowy, zatwierdziła dokonane zmiany. Następnie cofnęła się nieco, by dobrać jakiś inny kolor z zasobnej torby towarzysza Drake'a, jednak udaremniło jej to czyjeś pojawienie się.
Zamarła w pół ruchu, z nową puszką, niebieską tym razem w dłoni, wpatrując się ganiącym spojrzeniem w Argusa Filcha. Oczywiście: wiedziała, że robili źle, ale od tego w tej szkole byli. Fakt, że mężczyzna pojawił się w swojej własnej sali nie stanowił problemu, by dziewczyna czuła się tym faktem dogłębnie urażona. Bo jak to tak, przerywać bezczelnie pracę twórczą artystów. Całą urazę pogłębił fakt, że woźnemu gdzieś umknęło jej nazwisko i w udziale przypadło jej miano Rudego Smarka. No cudownie po prostu.
- Może ja słownik pożyczę? Bo słyszę okropne braki w języku. - powiedziała, prostując się, uprzednio odkładając puszkę do torby. Spojrzała na Jerome, jakby w tym momencie rozważając, czy jakiekolwiek schadzki w jej wykonaniu były z nim możliwe, jednak szybko odrzuciła tę możliwość. Jerome w jej umyśle jawił się jedynie jako kolega z roku, co tego tak samo skory do psot i chyba nigdy wcześniej nie rozważała go w jakichkolwiek innych kwestiach. Stał teraz, wyraźnie zaskoczony podobnie jak ona, a może nawet bardziej. Kolorowe spojrzenie znowu przeniosło się na intruza, bo tym właśnie w tym momencie jawił jej się Filch.
- Szliśmy sobie spokojnie do pokoju wspólnego, a tu nagle, chyba pan nie uwierzy, ale jacyś Gryfoni przemknęli obok. Myślę sobie, no bezsensu, że gryfoni w podziemiach, a idziemy dalej, a tu drzwi uchylone. I co? Kajdany pomalowane, skrzynia, a na podłodze leży torba z tym! - podniosła torbę i podetknęła ją pod nos Filchowi, robiąc parę kroków w jego stronę.

Re: Sala Filcha

on Nie Cze 05, 2016 6:34 am
Wściekłość. Czuł niepohamowaną furię zżerającą go od środka. Gdyby mógł… TYLKO mógł używać kar cielesnych na uczniach! Rudy Smark już by wisiał, dyndając kończynami niczym szmaciana lalka. A Drag… oj on by na pewno wylądowałby w kufrze tuż koło rozwścieczonych gałęzi Bijącej Wierzby. Ale, ale rzeczywistość wybudziła go brutalnie, wraz z damskim głosem nieszanującego go Smarka.
- A ja może zabiorę Ci badyl? Mój język jest na swoim miejscu, tam gdzie powinien być. W gębie! – odparł zgryźliwie przedrzeźniając jej ton. Miał ochotę infantylnie pokazać tej Smarkuli ozor, który znajduje się na swoim miejscu (jak to Filch opacznie zrozumiał), nie jest wybrakowany. Ale powstrzymał się od takiego poniżania. Musiał natychmiast dowiedzieć się, co oni tu robią?! Wysłuchał jej wersji wydarzeń. Oddychał chrapliwie, nie potrafiąc utrzymać dłużej niż pół sekundy powietrza w płucach. Błądził nawiedzonymi oczyma po pokoju wciąż nie wierząc w tak jawną profanację jego własności, ba! Świętość! - Gryfoni?! – wykrzyknął zaskoczony widząc tylko dwójkę Puchonów i narzędzia zbrodni. – Gdzie oni! Już ja ich!! – zaczerpnął gwałtownie powietrza – Ja ICH! – pogroził w stronę Rudego Smarka palcem, pokazując jak on bardzo ich. Niech wie i zdaje sobie sprawę co czeka winowajców! Spojrzał podejrzliwie na torbę, która została mu niechciane podsunięta. Powąchał dla zasady nieufnie zerkając na Puchonkę. – No i? – rzekł opryskliwe, plując w jej stronę (nie)chcący. – Gdzie ta czereda Gryfów?



„Tak, tak... ciężka praca i ból to najlepsi nauczyciele, przynajmniej moim zdaniem... Szkoda tylko, że nie stosuje się już tych dobrych, dawnych kar... Na przykład takie wieszanie za ręce pod sufitem... Po kilku dniach bylibyście posłuszni jak baranki. Mam jeszcze łańcuchy, a jakże, trzymam je w swoim kantorku, oliwię od czasu do czasu, może jeszcze kiedyś się przydadzą... No dobra, idziemy. Tylko nawet nie myślcie o ucieczce, bo będzie jeszcze gorzej.”—Argus Filch

Re: Sala Filcha

on Nie Cze 05, 2016 1:09 pm
Isma sama walczyła ze sobą, żeby nie wywalić języka i pokazać go woźnemu. Gdyby tylko mogła rozpłynęłaby się w powietrzu, albo wymazała mu z pamięci ostatnie dziesięć minut. Tyle wystarczyłoby w zupełności, żeby zabrać się z miejsca zdarzenia, zanim rozjuszony, pożal się Boże, strażnik Hogwartu wpadłby do swojej sali tortur i zobaczył... to wszystko. Rozejrzała się jeszcze raz po pomieszczeniu, jednocześnie szacując wyrządzone szkody i doceniając pomysł Jerome. Był dobry, ale byłby też jeszcze lepszy, gdyby okazali się bardziej zapobiegliwi i zadbali o swoje własne bezpieczeństwo i anonimowość. A tak, kolejny wpis do kartoteki. Nie to, żeby bardzo jej to przeszkadzało, ale owo przyłapanie wiązało się również z dodatkowymi pracami na rzecz społeczeństwa szkolnego, nie do końca przyjemnymi zapewne, jak zawsze z resztą, co sprawiało, że odechciewało jej się wszystkiego. Ale próbowała. Jakoś. Ktoś w końcu musiał podjąć tę że heroiczną próbę wyłgania się z zaistniałej sytuacji, a sugestia Huncwotów wydawała się jakoś najbardziej pod ręką.
- Pewnie już w swoim pokoju wspólnym. Gdyby pan szybciej biegał, to by ich pan może jeszcze złapał. Szybcy są, wprawili się w zbrodni. - pokiwała głową, odkładając torbę z powrotem na ziemię i rękawem swetra ścierając z twarzy kropelki dna Filcha, kryjąc przy tym bezbrzeżne obrzydzenie, które temu towarzyszyło. Odsunęła się o parę kroków, chcąc wyjść zasięgu plucia woźnego.

Re: Sala Filcha

on Nie Cze 05, 2016 1:52 pm
Choć starał się skupić uwagę na uczennicy, to pogrom jego świątyni co chwila odwodził go od jej piegowatej twarzy. Miał ochotę zapłakać. Czuł nawet zbierającą się w kanalikach wilgoć, ale postanowił, że nie da im tej satysfakcji i wykorzystał nadmiar zbierających się płynów by pluć dookoła przy każdym słowie. Nie oszczędzał niczego oraz nikogo. Właśnie próbował pobić rekord plucia na odległość, wypytując Rudego Smarka o szczegóły widząc, że z Draga nic nie wyciągnie. Wnioski były oczywiste - a więc Gryfoni. To łachudry niewychowane! Gdyby tylko przeszedł wcześniej. Ale niestety musiał zadowolić się dwoma Puchonami. Został mu ochłap, ale lepsze to niż nic. A na pewno nie zamierzał im odpuścić. Co to, to nie! Pani Norris świadkiem, wymierzy karę choćby miał o to błagać nauczyciela i napastować go tak długo aż ten zgodzi się dla własnego spokoju.
- Widzę tylko was. Idziecie ze mną do nauczyciela. I TYLE. – krótko skwitował przekonującą historyjkę Ismael. Może gdyby nie był tak wzburzony tym co się tutaj właśnie stało, pobiegłby jak dziki z miotliskiem pod pachą byleby ich złapać. Ale to Drake i Blake byli przed nim i to na nich postanowił wyżyć narastającą frustrację. Może da to smarkom do myślenia i nauczą się w końcu, że z Filchem się nie zadziera, a Hogwart to nie mugolska piaskownica, czy inne ecie pecie podaj mi skarpetę zgredzie. Nie wiedział co roiło się w ich pustych makówkach, jednak nie było wątpliwości, że ich mentalność pozostawała dla niego na poziomie usmarkanych dzieciaków, które nie umieją sobie nawet skarpety założyć bez zamachnięcia się badylem tj. różdżką. Podszedł szybkim krokiem do Draga i chwycił go niesubtelnie za szatę. – Ruszamy Rudy Smarku. – wycharczał do Ismael, ciągnąc za sobą Jeromego. – Ruszta się, bo za ucho wytargam! – wykrzyknął do niej widząc jej ociąganie.
ztx2 [ Jerome Drake, Argus Filch]



„Tak, tak... ciężka praca i ból to najlepsi nauczyciele, przynajmniej moim zdaniem... Szkoda tylko, że nie stosuje się już tych dobrych, dawnych kar... Na przykład takie wieszanie za ręce pod sufitem... Po kilku dniach bylibyście posłuszni jak baranki. Mam jeszcze łańcuchy, a jakże, trzymam je w swoim kantorku, oliwię od czasu do czasu, może jeszcze kiedyś się przydadzą... No dobra, idziemy. Tylko nawet nie myślcie o ucieczce, bo będzie jeszcze gorzej.”—Argus Filch

Re: Sala Filcha

on Nie Cze 05, 2016 3:20 pm
Rudy Smarku. Oczy Ismy zmrużyły się, jednak znowu - nic nie powiedziała na ten temat mimo, że tego typu określenia miała ochotę włożyć Filchowi z powrotem do gardła. Nie lubiła go, mimo, że czasami był swego rodzaju urozmaiceniem, jeśli chodziło o zbrodnie. Po co cóż robić kawały, skoro nikt nie przyleci, żeby wytargać cię za uszy, albo pociągnąć do konsekwencji. Przestałoby to być aż takie... śmieszne? Może nie, ale aż tak ciekawe. Zawsze pozostawała ta nutka niepewności, czy uda się aby na pewno, czy może nie.
- Idę przecież. - burknęła, podążając za woźnym, który targał za sobą Jerome. Nie winiła go za bierność w tej sytuacji, ostatnio podobno musiał razem z Powell czyścić zagrodę, więc wspomnienia na pewno musiały być na tyle ciężkie, by zapomniał języka w gębie. Ale cóż, zostali złapani - mówi się trudno. Musieli teraz dać się przeciągnąć do nauczyciela, a potem na odbębnienie kary, która zapewne, znając Filcha, nie okaże się niczym przyjemnym.

[z/t]

Re: Sala Filcha

on Pią Lis 02, 2018 3:40 pm
10.11.1978
To był impuls. Po prostu szybki strzał, akurat przechodził obok gabinetu Slughorna. Mężczyzna zostawił drzwi otwarte, Ven zauważył, że właśnie z niego wychodzi i pod wpływem chwili wszedł do gabinetu. Rozejrzał się szybko i złapał piersiówkę ze stolika nauczyciela, aby w następnej chwili wypaść i pobiec do pustej sali. Chciał zagłuszyć ten głuchy głos w jego głowie, który tak go dręczył. Nie mógł się na niczym skupić, nie mógł zrozumieć dlaczego tak uzależnił się od Esme, że jak tylko wróciła miał ochotę złapać ją w swoje ramiona i nigdy nie wypuszczać. Zamknąć w klatce i nie pozwolić na to, aby odleciała. Był tak cholernie zagubiony i jednocześnie wściekły na siebie, że jest tak słaby. Powinien ją zgnoić i wrócić do swoich spraw. Właśnie układał sobie życie na nowo, a ona skusiła go swoim zapachem i wyglądem, dźwiękiem monetek, które zaklinały go jak flet węże. Nie chciał pozwolić sobie na słabość, nie chciał pozwolić sobie na upokorzenie. Chciał żyć godnie, a nie mógł tego zrobić u boku cyganki, która nie dość, że była wilą to jeszcze wampirem. Wszystko w nim kipiało ze złości.
Otworzył piersiówkę, wziął łyka, skrzywił się, gdy poczuł palący smak whisky w gardle. Cicho chrząknął i opróżnił ją całą pod koniec czując jak chce mu się wymiotować. Powstrzymał to jednak i wstał. Na ustach pojawił mu się banan czując jak alkohol szumi mu w głowie zagłuszając ten wredny głos, a dopuszczając do świadomości ten, który chciał się bawić. Wyszedł z pustej sali i zatoczył się pod salę Filcha. Przed oczami mignęła mu jakaś brunetka w gryfońskich barwach. Zaśmiał się cicho i wszedł za nią do sali. Oh, jak miał ochotę kogoś podręczyć. Nigdy nie czuł takiej ochoty bez alkoholu. Może i lubił czasami popatrzeć jak inni się męczą, ale nigdy nie odważył się zrobić to samemu. Spojrzał na nią, gdy majstrowała coś przy jakiejś dziwnej klatce z metalu. Zastanawiał się co ten stary zgred chciał z tym zrobić. Chciał do niej podejść i ją przestraszyć, ale potknął się i popchnął ją wprost do metalowej klatki. Zatrzask zaskrzypiał i po chwili kłódka, która najwyraźniej była magiczna zamknęła się z głuchym kliknięciem.
Dziewczyna była uwięziona, a Ven kompletnie nie wiedział jak to otworzyć. Spojrzał na dziewczynę zamglonym wzrokiem, przekrzywił głowę w bok i wybuchł śmiechem. Pierwszy raz się śmiał, ale naprawdę wydawało mu się to śmieszne. Przez to, że się potknął siedział na ziemi, bo równowaga nie była odpowiednia dla jego stanu.


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Sala Filcha

on Nie Lis 04, 2018 9:13 pm
Nie była szczęściarą. Wiedziała to od kiedy wszystko szło nie po jej myśli. Jednak obecnego roku naprawdę nie zmarnowała na robienie głupich rzeczy! Wręcz unikała wszystkiego, co mogłoby mieć chociaż pozór niebezpieczeństwa, czy bezmyślności. I szło jej idealnie do czasu, aż nie spotkała jakiegoś pajaca. Naprawdę? Szła byle jak, byle gdzie - dobra, to jej przypadłość za którą nagminnie płaciła. Faktem jest, że wchodzi wszędzie, a dopiero potem myśli. Tyle, że samodzielnie nigdy nie wpakowałaby się w coś tak durnego. Istnieją granice ludzkiego upokorzenia, ale jak widać ten człowiek ma je za nic. Popchnął ją!
I tak to się właśnie zaczęło. Utknęła tam, a ten szaleniec zaczął się śmiać. Naprawdę? Takie to zabawne? Chciała móc mu dokopać teraz. Niestety jak już wszyscy zauważyliśmy była zamknięta. W sumie i tak już siedział. Chyba coś trudno mu utrzymać równowagę, czy to znaczy... nie, nie jest na jakiś prochach, prawda? Trunki? Jeszcze gorzej? Jeśli jest niezdatny do myślenia to utknęła tutaj na zdecydowanie zbyt długi czas! Zanim jednak przejdzie do myślenia o swojej dordze ucieczki miała ważną kwestię. Zbesztać nicponia, rzecz jasna.
- CZYŚ TY OSZALAŁ!? MAM NADZIEJĘ, ŻE MASZ JAKIŚ WYBITNY POMYSŁ, JAK MNIE STĄD WYCIĄGNĄĆ KRETYNIE! - Kopnęła po tym w bardzo widowiskowy sposób w swojej więzienie i pisnęła z bólu. Oczywiście nic się nie zmieniło w jej stanie, więc wściekła się jeszcze bardziej.
- JEŚLI MNIE ZARAZ STĄD NIE WYPUŚCISZ TO OBIECUJĘ, ŻE GLUMOZJAD PRZYJDZIE I ZJE CIĘ DO OSTATNIEGO KAWAŁECZKA! - Z pewnością brzmiało to jak poważna groźba, prawda? Otóż miała jeszcze czas, by rozwinąć temat i wiedziała, że to wykorzysta. Tylko pierw rozmasuje nogę, którą tak ładnie skrzywdziła. Durna klatka.
Durny pajac w zielonym.


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you

Re: Sala Filcha

on Nie Lis 18, 2018 2:01 pm
Przekrzywił głowę na bok, a głos Gryfonki dotarł do niego jak zza grubej szyby. Miał w głowie tyle szumów, które idealnie zakłócały jego sumienie. Powinien częściej pić. Powinien częściej zagłuszać swoje sumienie. To uczucie odpoczynku było dla niego idealne. Myśli krążyły, ale nie wpadały do żadnej szuflady, nie otwierały żadnych dręczących drzwi. Było cudownie. Nawet to, że dziewczyna tak na niego krzyczała mu nie przeszkadzało. Z jego ust wydobył się kolejny śmiech. Śmiech trochę dziwny, taki niepewny i inny. Nie był on, ani wesoły, ani smutny. Może trochę histeryczny, ale nie panował nad tym. Ven rzadko się śmiał.
Kto? – zainteresował się jak kot czerwonym laserem. Pierwszy raz słyszał słowo brzmiące w ten sposób. Jego mózg zarejestrował to jako coś ciekawego, ale jednocześnie groźnego. Nieznane zawsze równało się jako niebezpieczne. — Szo so jesssst gluuumosjad? – zapytał z trudem wypowiadając pojedyncze słowa. Jego wzrok nadal był zamglony, powieki coraz bardziej opadały. Był taki senny, ale ciekawiło go to, co ta dziewczyna miała do powiedzenia. Nie miał zamiaru jej wypuszczać dopóki się nie dowie o co tu chodzi. Z drugiej strony nie mógł sobie przypomnieć tego zaklęcia do otwierania zamków. Abrakahora? Chyba ono tak nie brzmiało, prawda?


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Sala Filcha

on Nie Lis 25, 2018 10:06 pm
Wszystkie emocje opadły, kiedy zauważyła, że z nim to raczej trudno będzie się dogadać, więc jej działania są bezsensowne. Mogła tylko dalej się zastanawiać nad przyczyną. Pijany? Pod wpływem substancji jakiejś? Po prostu nieogarnięty? Chory? Zmęczony? Cokolwiek to było - wiedziała, że dogadanie się zajmie wieki. Wzięła więc głęboki wdech dezaprobaty i zdecydowała się odpowiedzieć na to żałośnie zadane pytanie. Bo co innego? Dalej krzyczeć? Czy ktoś miał szanse ich w ogóle usłyszeć? Tylko jego otrzeźwienie albo inny kompan albo ostatecznie Filch mógłby ich ocalić. Nie wiedziała, która z opcji wydawała się jej najgorsza. Nieistotne to jednak w tym momencie.
- Och! Glumozjad to specjalne zwierzątko katów więziennych, nie słyszałeś o nich? - Tak naprawdę to pamiętała tę nazwę z jakiejś przypadkowej książki. Nie była nawet pewna, czy to przypadkiem nie była roślina albo jakiś płaz, czy bakteria. Czytała też kiedyś o magicznych więzieniach, więc prawdopodobnie to wcale nie taka głupia opowieść. Tylko raczej inspirowana niż w 100% trzymająca się faktów. Jakieś ziarno prawdy jednak jest! Inna jednakże sprawa, że jemu to teraz rybka, skoro nie zakwestionował jej.
- Cóż... łatwo je zdobyć, na twoje nieszczęście.  Byly popularne dawniej. Mają kolce, którymi wbijają się w skórę, po to, by na koniec zahaczyć się w żyłach. Wysysają krew z nich po to, by przez swoją mackę wlewać ją do gardła swojej ofierze. To jedyne znane potwory, które nie mają żadnego celu w zabijaniu, wiesz? Nie zjadą ofiar. Po prostu mordują. Dlatego były to idealne sotwrzenia dla amerykańskich katów magicznych. W końcu Dementorów nie mieli tam... - Co za historia! Wystraszyłaby się jej, gdyby nie fakt, że ją zmyśliła. Prawdopodobnie jej gniew musiał znaleźć sobie takie ujście chociaż. Skoro już utknęła tutaj. Tak głupio.
Ach, nie ma jak jej szczęście!
- I jak mnie stąd nie wypuścisz to właśnie to Cię spotka. Także zacznij już myśleć geniuszu -  Przydałaby mu się znajomość tego zaklęcia. Tak samo teleportacji, bo Alex nie ręczy za siebie, jak się uwolni.


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you

Re: Sala Filcha

on Wto Gru 25, 2018 10:44 pm
Słuchał jej uważnie. Mózg odlatywał, ale starał się skupić. W końcu nie chciał mieć własnej krwi we własnym gardle. Gdy o tym wspomniała złapał się za szyję wyobrażając sobie jak czerwona i jeszcze ciepła posoka wpływa do jego gardła. Ven nie słyną z bycia strachliwym. Był tchórzem, ale jedynie w relacjach międzyludzkich. Nie bał się wybrać do Zakazanego Lasu, ale teraz poczuł dreszcz strachu jak spływa mu po kręgosłupie niczym obślizgły wąż. Syknął cicho i spojrzał na nią uważnie na tyle na ile pozwalał mu alkohol, który władał jego całym rozluźnionym ciałem. Był jak marionetka tylko brakowało mu sznurków. Można było z nim zrobić co tylko ktoś chciał. Przysunął się do kraty klatki, w której zamknięta była brunetka. Wpatrywał się intensywnie w jej oczy. Nie widział kłamstwa, nie mógł otworzyć umysłu i jej przejrzeć, ale czuł strach.
Ale... Naprafdę? Te Gliumoooozady tak robio? – wydukał, a twarzy była na wysokości jej twarzy. Mogły dzielić ich milimetry, a może centymetry. Jego umiejętność oceniania odległości była delikatnie zakrzywiona. — A... tobie nic nie sropi? – wydukał a głowa opadła mu ciężko uderzając w kraty.


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Sala Filcha

on Sro Gru 26, 2018 11:53 pm
Pijany. Pijany albo naćapny była tego pewna, a przynajmniej wolała nie dopuszczać do siebie myśli, że ktoś uszkodził go na tyle poważnie, by teraz tak właśnie się zachowywał. To byłaby chyba najgorsza opcja, więc utrzymywanie wiary w to, że jest nieprawdopodobna jakoś podnosiła ją na duchu. Poza tym sam fakt, iż wierzył w jakims stopniu w jej słowa dowodził, że nie moze być trzeźwy. Nawet ludzie z problemami poddaliby pod wątpliwość opowieść o stworzeniu tego typu.
Trzeba jednak dodać, że bardzo szybko dotarło do niej, że jednak nie pomyliła się bardzo. Jego oddech mówił sam za siebie i tego już nie da się podważyć w żaden sposób. Z jednej strony dzięki temu jej ulżyło, a z drugiej martwiła sie jeszcze bardziej. Jak teraz niby się wydostanie? Co jesli on po prostu zaśnie na podłodzę i będzie skazana na trwanie tam do czasu, aż wróci Filch? Co jeśli Filch wróci? Kto pierwszy zginie za takie występki? I czemu musi ją to spotykać skoro niczym nie zawiniła, a przynajmniej nie tym razem?
- Robią. Ale spokojnie, to jakby dobrze pomyśleć to nie jest to dużo gorsze od tego, co robią ludzie - A ten przytyk to w czyją stronę? Twoich niedoszłych przyjaciół, znajomych, martwych ludzi dookoła, świata, czy niego? Do wszystkiego po trochu, ale kto by się tym martwił. Nie musiała przecież mu tego dokładniej objaśniać. Nie mógł wiedziec, jak głupie rzeczy robiła i jak się kończyły, więc nie ryzykował takim stwierdzeniem odkrycia jakiś sekretów. Poza tym większość ludzi jest świadoma tego, jak bardzo inni ludzie psują ich życie czasami. W żaden sposób więc nie było to odkrywcze stwierdzenie. Farmazony. Patetyczne i nijak mające się do sytuacji skoro to ona byłą trzeźwa. Gdyby to on powiedział można by było chociaż obrócić to w żart, a tak to, co?
- Może zrobi. Razem zostaniemy zamordowani i po prostu znajdą nasze zwłoki w zamku i będą zmuszeni zamknąć szkołę. Niewielka strata dla niektórych - Była złośliwa, bo zmęczyło ją wczesniejsze unoszenie się gniewem. Tak samo życie, ją męczy tym, ze ciągle pakuje ją w takie oto sytuacje, jakby nie było możliwości przeżycia czegoś zwyczajnego przez nią.


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you
Sponsored content

Re: Sala Filcha

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach