Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Sala maginekologiczna #1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Sala maginekologiczna #1   Czw Lis 02, 2017 2:31 am



Znajdują się tutaj cztery łóżka, które są ładnie posłane i czekają tylko na nowych pacjentów. Przy każdym z łóżek stoi się szafeczka, na której można położyć wszystkie swoje cenne rzeczy albo jedzenie. Przy ścianie znajduje parawan, za którym można się przebrać. W sali mieści się także jedna łazienka.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Labiryntu dnia Nie Lis 05, 2017 12:30 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Czw Lis 02, 2017 2:32 am

|bezpośrednio z domu Alyssy

Nie do końca pamiętała, co doprowadziło do sytuacji, w której się znalazła… Nie do końca pamiętała nawet to, jakim cudem z połowy listopada zrobił się nagle początek listopada, jednak fakt pozostawał faktem. Choćby nawet tego chciała, nie mogła go podważyć, raz po raz patrząc to na wiszący na ścianie kalendarz, to na kartkę, którą trzymała w ręce. Nie potrzebowała dłużej skupiać się na tym, w co układały się kolorowe ruchome litery, ponieważ już kilka razy spoglądała na bijący po oczach napis i za każdym razem pozostawał on identyczny.
To za Halloween, chytry goblinie.
Pikuś tkwił w tym, iż – prócz wcześniejszego braku wspomnień dotyczących nad wyraz szybkiego upływu czasu – nie wiedziała także, co tak właściwie miało miejsce we wspomniane Święto Duchów, zwłaszcza że nie uważała się przecież za chytrą osobę. Prawdę mówiąc, Halloween było jedną z jej ulubionych nocy i choć Meadowes nie miała nikogo, z kim mogłaby biegać po domach w okolicy – Ezra chyba się nie liczył, ponieważ w pamięci Alyssy tliło się coś na kształt drobnej refleksji związanej z rzekomym wyjazdem Esdrasa i reszty bliskich dziewczyny – zawsze zaopatrzała się w dosyć spore torby pełne wszelkiego rodzaju cukierków. Prawdziwych cukierków… W przeciwieństwie słodyczy – surowych brukselek oblewanych mleczną czekoladą – rozdawanych przez sąsiada blondynki.
Czyżby w tym roku całkowicie zapomniała o halloweenowym wieczorze? Naprawdę nie była w stanie przypomnieć sobie tego, co robiła przez ostatnie dni, tygodnie, miesiące… Wszystko dosłownie wyparowało. Pozostały tylko drobne informacje, takie jak na przykład to o podróży, w którą udało się całe najbliższe towarzystwo Meadowes. Dlaczego z nimi nie pojechała? Tego już nie wiedziała. Im bardziej starała się zaś uruchomić szare komórki, tym bardziej bolała ją głowa.
Więc stała… Patrząc już nie tylko na kalendarz i kartkę z kolorowym tekstem, lecz także na całkowicie pustą lodówkę, którą na pewno miała uzupełnioną jeszcze kilka dni temu. Nigdy nie umykały jej takie rzeczy jak potrzeba zakupów czy uzupełnienia zapasów jedzenia. Być może nie była zbyt utalentowaną gospodynią domową, jednak samodzielne mieszkanie zmusiło ją do poprawienia umiejętności kucharskie, które – jak się okazało – faktycznie w niej tkwiły. I nawet jeśli dosyć często wychodziła zjeść coś na mieście, z pewnością nie zostawiłaby sobie wyłącznie lodu na ściankach zamrażarki i światła z powoli psującej się lampki. To było niemożliwe.
Potrząsając głową, jakby chciała obudzić się z wyjątkowo absurdalnego snu, odłożyła wreszcie wiadomość na blat kuchenny, otwierając kolejno wszystkie szuflady. Wszystkie… Całkowicie puste szuflady. Każda szafka została tak po prostu opróżniona, nie pozostał w nich ani jeden marny okruszek płatków śniadaniowych. Nic, wyłącznie całkowita pustka. Taka sama jak w sakiewce Alyssy, w której przedtem znajdowała się całkiem niezła sumka pieniędzy przeznaczonych na… Prezenty, o ile dobrze sobie przypominała. Na urodzinowe prezenty, których teraz nie była już w stanie kupić. Do wypłaty pozostało przecież jeszcze trochę czasu. Nie tak znowu dużo, jednak nie mogła przecież głodować.
Zabrano jej fundusze i zjedzono dyniowe ciasto… Halloweenowa zemsta musiała być – przynajmniej dla złodzieja – nie tylko słodka, lecz także zyskowna. Szkoda tylko, iż Meadowes nie była z tego powodu już taka radosna. Prawdę mówiąc, kompletnie nie wiedziała, co powinna zrobić. Rabuś nie pozostawił po sobie żadnych śladów. Nawet podstawowe zaklęcia wykrywające nie przynosiły jakichkolwiek efektów, co dopiero mówiąc o przydatności w poszukiwaniu jedzenia. Czując narastający głód, Aly nie mogła dłużej stać z założonymi rękami. Potrzebowała planu…
I tak się składało, że ten narodził się dostatecznie szybko…
Pół godziny później spakowała już jednego ze swoich kotów do wiklinowego kosza, uprzednio pozwalając zwierzęciu wytarzać się w liściach i błocie, samej zakładając zestaw ubrań niedawno zniszczonych przez buntującą się pralkę. Lekko podtapirowane włosy, makijaż spryskany wodną mgiełką do paprotek i prezentowała się niczym kupa nieszczęść, właśnie w takim stanie postanawiając udać się na żebry, dodatkowo do transportu wykorzystując wyjątkowo zapylony kominek, z którego wypadła wprost na podłogę jednego ze sklepów na Nokturnie. Nie celowała jednak w tak biedne miejsce, czując się dosyć paskudnie z myślą, iż miałaby żebrać od osób, które na co dzień były znacznie biedniejsze od niej.
Nie, przeniosła się na Pokątną, znajdując sobie w miarę przyzwoite miejsce do siedzenia i sadzając sobie kota na kolanach. Wyciągnęła jeszcze stary kapelusz, który musiał służyć jej jeszcze na początku – jeśli nie na pierwszym roku – nauki w Hogwarcie oraz kawałek kartonowego pudełka z napisem wróżenie z rudego kota. Być może Antoniusz nie był specjalnie zadowolony, gdy znalazła się pierwsza osoba zainteresowana tym, jak dało się wróżyć z kota, jednakże jego obecność spełniła swoją rolę. Tłusty kocur w ramionach potarganej, biednie wyglądającej – i paradoksalnie, cóż, pachnącej całkiem niezłymi perfumami, o których zapomniała – blondynki przyciągał spojrzenia na tyle, iż wystarczyło jeszcze tylko odrobinę przekonywania, by trzy czy cztery osoby faktycznie sypnęły srebrem.
Kolejna podchodząca postać nachyliła się jednak nie nad tiarą czy kocurem, a nad głową Meadowes. Alyssa uniosła spojrzenie, momentalnie zamierając i…



Z sykiem nabierając powietrza w płuca, co przyprawiło ją o tak mocny kaszel, iż dziewczyna mimowolnie zgięła się w pół na szpitalnym łóżku, otwierając oczy i prawie natychmiast je zamykając. Mimo zaciśniętych powiek, ostre światło wyjątkowo mocno ją raziło, a dochodzące do nosa zapachy przyprawiały o mdłości. I choć jakaś jej cząstka uświadomiła sobie, że Halloween było wyłącznie złym snem, reszta wolałaby chyba, aby to teraz nim było. Wiedziała jednak, że przestała już śnić. O ile bowiem żebranie na Pokątnej było wręcz absurdalnie głupie, o tyle chęć znalezienia się w Mungu tkwiła w pamięci Alyssy.
Przypomniała sobie wszystko to, co zdarzyło się na cmentarzu oraz u niej w mieszkaniu. Pamiętała o ataku i o rozmowie z Alice, którą poprosiła o pomoc w odwiedzeniu szpitala, jednak wszystko, co wydarzyło się od momentu teleportacji z koleżanką… Wszystko to pozostawało jedną wielką ciemną plamą. Jeszcze bardziej nieprzeniknioną niż ta, którą rzekomo miała w ostatnim koszmarze.
Wiedziała, że znajduje się w jednej z sal, ponieważ cała ta otoczka towarzysząca wizytom w Mungu była jej doskonale znana. W końcu pracowała w tym miejscu, nie wiedząc jednak, jakim cudem się w nim znalazła. I to właśnie wspomniane skołowanie sprawiło, że Meadowes ostatecznie postanowiła przezwyciężyć światłowstręt, powoli otwierając oczy… I nie dostrzegając nikogo, kto mógłby powiedzieć jej, co się tak właściwie stało. Była sama w pomieszczeniu… Sama i skołowana jak rzadko kiedy…

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynthia Vanity
avatar


avatar
Oczekujący

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Pią Lis 03, 2017 11:16 pm

| starcik

Czasami po prostu wystarczyło się uśmiechnąć, by było lepiej na sercach zgromadzonych. Czasami jednak to nie wystarczało, dlatego też z tacką obładowaną ciastem czekoladowym z kuszącą magiczną tęczową polewą oraz szklaneczką własnej herbaty ziołowej, przemykałam przez korytarze Świętego Munga. Czułam, że żyłam. Czułam, że robiłam coś wielkiego. Czułam, że płynę i jestem wyjątkowa. Ach, cała ja! Kochałam świat! Szpital zaś – nieformalnie oczywiście – należał do mnie.
Tak więc sobie paradowałam przez korytarz, jak gdyby był moją zacną posiadłością, jak gdybym ja sama była kotem-panem na tych włościach. Szłam z dumnie uniesionym podbródkiem, dzierżąc tacę w jednej dłoni i parłam na przód, jak gdybym wcale nie ogarniała właśnie nadgodzin, których miałam przecież tak wiele… Ach, byłam niesamowita!
Zwykle skakałam od piętra do piętra, wszędzie służąc pomocą. Jaka była moja radość, kiedy dowiedziałam się, że dziś robię za maginekologa! Ach, przepełniona byłam miłością, mimo iż własnych dziatek nie miałam.
Otworzyłam drzwi i wparowałam do środka. Otworzyłam drzwi i dowiedziałam się, że moim pacjentem jest moja przyjaciółka. Och, jaka szkoda, że nie spojrzałam wcześniej w kartę. Przygotowałabym dwie herbatki.
- Co tam, moja droga? – zapytałam na powitanie. Zdawała się być zdezorientowana, ale zaraz to naprawię… albo samo się naprawi. Westchnęłam i postawiłam tackę na blacie jej szafki nocnej. Przypadek niesamowity, bo nie spodziewałam się współpracownicy na łóżku szpitalnym i to na tym oddziale. Czyżbym miała szansę zostać matką chrzestną?! Ojej!
- Źle się czujesz? – dodałam, podchodząc do sprawy jak najbardziej poważnie. Dotknęłam odruchowo jej czoła, jak to robiła moja ukochana Bernarda, po czym wskazałam palcem na herbatkę i pachnące świeżością ciasto. – Przyniosłam filiżankę gorącej herbaty i coś na ząbek. Nie krępuj się. Bezsprzecznie zrobi ci się lepiej – zapewniłam, patrząc na to drobne dziewczę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Sob Lis 04, 2017 1:37 am

Gdyby nie ten dziwaczny sen, jaki nawiedził ją jeszcze chwilę temu, zapewne spróbowałaby pokonać zawroty głowy – te, które ogarnęły ją zaledwie chwilę po tym, gdy w pełni otworzyła oczy – i podnieść się ze szpitalnego łóżka, bo nie sądziła, by takie leżenie było jej aż tak potrzebne. Poza światłowstrętem i wirowaniem wszystkiego, co znajdowało się wokół niej, nie czuła się tak naprawdę chora. Przynajmniej nie na tyle, by od razu lądować na jednym z oddziałów. Była tylko… Nieco zbyt mocno zdezorientowana, czego zdecydowanie nie pomagało wspomniane zaleganie w charakterystycznie pachnącej pościeli.
Niedawny sen, który chyba można było zaklasyfikować nawet pod koszmar, sprawił jednak, iż tego nie zrobiła. Pozostała na swoim miejscu, mrużąc nieco oczy i powoli zaczynając rozglądać się dookoła. Naprawdę próbowała zrozumieć, co tu tak właściwie robiła, bowiem rany i obicia doznane na cmentarzu raczej nie były na tyle poważne, by musiała zostawać na jakiejkolwiek obserwacji. Nie czuła objawów wstrząsu mózgu, choć nie był on wykluczony, ponieważ w jej pamięci znajdowała się na tyle duża luka, iż Meadowes nie była pewna, czy przypadkiem nie uderzyła w coś przy okazji teleportacji i nie straciła przytomności.
To byłoby chyba najlogiczniejsze wyjaśnienie i zarazem potencjalny powód pozostawienia jej jeszcze na trochę w Mungu, gdzie – tak poza tym – była na tyle bezpieczna, iż nie martwiła się o swój los. Nie aż tak bardzo, jak to robiła we własnym mieszkaniu. Oczywiście, potencjalnie mogła się także rozczłonkować, jednak nie czuła się tak, jakby doznała podobnych urazów. Poza bólem głowy, nie czuła żadnych innych wyraźnych dolegliwości. Siniaki aż tak bardzo jej nie dokuczały, a dłonie najwyraźniej zostały posmarowane gojącą maścią o przyjemnie miętowym zapachu, który w pierwszej chwili naprawdę spodobał się Meadowes.
No, przynajmniej do czasu, gdy jego mocny aromat nie zaczął dosłownie wdzierać się w nozdrza blondynki, która momentalnie poczuła się znacznie bardziej chora. Choć rano wypiła wyłącznie szklankę gęstego soku pomarańczowego z miąższem, poza tym nie jedząc nic więcej, żołądek zaczął podchodzić jej do gardła. Nie na zbierających ją mdłościach skupiła się jednak w pierwszej chwili, lecz na myśli, która błyskawicznie wpadła jej przy tym do głowy… Powodując nagłą bladość na twarzy blondynki, gdy ta zrzuciła z siebie większą część pierzyny, przesuwając wnętrzem dłoni po nieznacznie zaokrąglonej linii brzucha.
Co z Narglem…?
Mimo że nadal tego nie potwierdziła, mimo że wciąż nie była do końca pewna, lękliwie oczekując na wyniki testów i nie wiedząc, co wydarzy się, jeśli jej spekulacje faktycznie zostaną potwierdzone… Myśl o nagłej utracie Nargla była o stokroć gorsza od jakiejkolwiek z tych, które pojawiły się w głowie Alyssy, gdy ta po raz pierwszy zaczęła dopuszczać do siebie myśl, że coś działo się z jej ciałem. Nargiel, jak go na swój sposób pieszczotliwie nazywała, wyzwalał w niej olbrzymie emocje. Począwszy od zagubienia, przestrachu, spanikowania, załamania, a nawet gniewu, zakończywszy na leciutkiej radości i swoistym rozczuleniu. I jeśli tak naprawdę nigdy nie istniał, nie zamierzała rozpaczać z tego powodu – a tak przynajmniej sobie mówiła – lecz jeśli przebywała tutaj, bo go straciła…
Potrzebowała to wiedzieć. Ba!, musiała i nie było innej opcji. Nawet jeśli miała wrażenie, że za moment wypluje swój żołądek, wysmarkując jelita nosem… Potrzebowała znaleźć pierwszego z brzegu uzdrowiciela, dowiadując się, gdzie tak właściwie była i co się z nią stało. Stało i działo dalej, bo zawroty głowy i światłowstręt nie ustępowały.
Miała już zamiar spuścić nogi z łóżka, na poważnie się do tego szykując, gdy drzwi sali uchyliły się i stanął w nich nikt inny, jak Cynthia – jedna z najlepszych kompanek Alyssy z Munga. Widok koleżanki nie tylko sprawił, iż Meadowes poczuła się nieco raźniej, lecz także odwiódł ją od planu wstawania, który – gdy się nad tym zastanowiła – mógł skończyć się niezbyt pięknie. Opadając plecami na poduszki, blondynka zerknęła w stronę współpracownicy, posyłając jej blady uśmiech na powitanie.
- Sama nie wiem. – Odpowiedziała przy tym, słysząc pytanie Vanity i przyglądając się, jak druga blondynka stawia tacę na szafce nocnej. – Nie pamiętam. Poza tym mam ochotę pozbyć się własnego żołądka przez usta, a lampy chyba nigdy nie były takie jasne. Muszę powiedzieć naszym magikonserwatorom, że wyjątkowo się postarali. Personelowi sprzątającemu też, bo zapach jest naaaapraaawdę wyraźny. – I choć ton jej głosu był raczej pozytywny, a sama wypowiedź zabrzmiała odrobinie żartobliwie, Aly dosyć szybko spoważniała, obdarzając Cynthię naprawdę badawczym spojrzeniem.
- Dzięki, ale zanim cokolwiek… – Zaczynając, nie spuszczała wzroku z rozmówczyni. – Co ja tu robię, Cyn? Są wyniki testów krwi? Co z moim…?Narglem…

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynthia Vanity
avatar


avatar
Oczekujący

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Nie Lis 05, 2017 8:21 pm

- W takim bądź razie przypominam ci o herbatce… Powinna pomóc na mdłości! I skup się na filiżance, a lampy przestaną tak dokuczać… Chyba – odparłam, mając jednak nadzieję, iż podobna rada była dosyć dobra. Zawsze to jakiejś odwrócenie uwagi od czegoś, a jak się o czymś nie myślało… Zresztą! Zawsze mogłam je nieco przygasić, dlatego też machnęłam różdżką w kierunku najbliższych lamp. O tej porze nie powinno to nikomu przeszkadzać, a jeśli rozwiązywał akurat krzyżówki, to miał własną różdżkę do radzenia sobie w takich warunkach.
- Ponadto… Hmm… – zaczęłam i w końcu zwróciłam swą uwagę na wyniki. Oczy mi natychmiast rozbłysły, bo jakby nie miały, skoro dodatni test ciążowy walił po oczach bardziej niż lampy jeszcze chwilę temu po oczkach mojej pacjentki. Coś ponadto…? Zaraz przyjęłam bardziej matczyną pozycję, gdyż tutaj mieliśmy trochę wstrętne wyniki w związku z lekkim wycieńczeniem… Nie dziwić się, że męczyły ją mdłości, skoro niezbyt dobrze się odżywiała i na dodatek była w ciąży! Pewnie jeszcze piękne godzinówki zaliczała w Mungu.
- Prócz ciąży… Cóż, musisz JEŚĆ! Dużo JEŚĆ, bo JEDZENIE jest ważne. Dla ciebie i dla dziecka! To trochę nieodpowiedzialne z twojej strony, stąd ogarniemy zaraz ci te mdłości jakimś eliksirem, zjesz to ciasto, po czym pojedziemy do bufetu. Pewnie już zamknięty, ale coś powinno nam się udać ukraść… – stwierdziłam pełnym nagany tonem, po czym wzniosłam wzrok na Aly. Schudła czy mi się wydawało? Mogłam przesadzać w ocenie, ale to z troski, a jak z troski, to mogło mi się upiec przesadzanie, prawda? Poza tym chyba jednak nie przesadzałam... Czy te śliczne polichy zaczęły się zapadać?!
- W karcie jest coś o otarciach… Co z twoją pamięcią? Ktoś to badał?
Czasami mam wrażenie, że tylko nieliczni mają tu głowę na swoim miejscu
– stwierdziłam. O ja nie wiem, co bym zrobiła delikwentowi, który biedną Aly by mi tu poniewierał, zaś później by jej wyczyścił pamięć, by biedulka nie miała pojęcia, kto jej zrobił… - A co z ciążą…? Ktoś cię… no, wiesz, wykorzystał? – dodałam jakby wściekła. Oh, właściwie wściekła to ja zamierzałam być, kiedy Meadowes mi tu potwierdzi najgorsze, a jeszcze bardziej kiedy delikwent stanie na mojej drodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Pon Lis 06, 2017 1:12 am

Słysząc wspomnienie o herbatce, zerknęła w kierunku filiżanki, ostrożnie ją podnosząc i dmuchając na lekko parującą zawartość. Być może Vanity miała rację i herbata faktycznie miała pomóc, choć nagłe przygaszenie lamp też zdecydowanie zrobiło swoje. Meadowes aż posłała jej wyjątkowo wdzięczny uśmiech, jednocześnie odzywając się cicho.
- A nie masz swojej? - Nim zaczęła pić, badawczo zerknęła w kierunku kompanki, zaraz oferując jej odrobinę jeszcze niepitego naparu. - Możemy wyczarować jakąś filiżankę. Chętnie się z tobą podzielę. W końcu pracujesz tak ciężko. - Mało kogo ze szpitala podziwiała tak bardzo jak swoją starszą towarzyszkę. Była jednak nieco zaniepokojona tym, iż widziała ją tu tak często. Owszem, sama pracowała wyjątkowo długo i praktycznie codziennie, ale była chyba nieuleczalnym przypadkiem laboratoryjnej pracoholiczki. Cynthia wyglądała natomiast na kogoś, kto naprawdę mógł mieć życie. Życie z kochającym człowiekiem, dziećmi, psem albo kotem... I brakiem mdłości z powodu ciąży, której najwyraźniej - Merlinowi dzięki - nie utraciła. I w której to zdecydowanie była, dostrzegając to w oczach przyjaciółki wykazującej momentalnie wyjątkowo duże zainteresowanie niejedzeniem Alyssy.
- Mam wrażenie, że zazwyczaj jednocześnie chce mi się i nie chce mi się jeść, jeśli wiesz, o co mi chodzi. - Słysząc karcący ton Cynki, momentalnie odpowiedziała w swojej obronie, zaraz prawie że przewracając oczami. - Niespecjalnie mam kogoś, dla kogo mogę gotować, a jak nie gotuję dla kogoś, to wystarczają mi drobne przekąski i obiad po pracy. No, może też gęsty sok pomarańczowy rano. Chociaż ostatnio czułam, że będę mogła trochę pokucharzyć, ale to chyba nie wyszło. - Spróbowała się chociaż trochę wytłumaczyć, mając na myśli to, iż podczas alecowej choroby faktycznie dosyć sporo gotowała i czuła się z tym naprawdę wyjątkowo dobrze. Sądziła, że być może tak już zostanie, zwłaszcza że Ezra raczej polubił jej codzienną kuchnię, ale ostatnie wydarzenia postawiły to wszystko pod wielkim znakiem zapytania. Meadowes nie wiedziała, co będzie dalej.
- Myślisz, że mają gdzieś tam zapas soku dyniowego? - Spytała, momentalnie zainteresowana nie tylko eliksirem przeciw mdłościom, na którego wspomnienie energicznie pokiwała głową, ale także wyjątkowo dobrym napojem. Jednym z jej ulubionych w tym miejscu. Prawdę mówiąc, nie wiedziała, czy przypadkiem nie jedynym.
Mrużąc na moment oczy, naprawdę mocno zagryzła wargę. Starała się przypomnieć sobie cokolwiek, co mogło wydarzyć się już po teleportacji z Alice, jednakże w jej pamięci znajdowała się wyłącznie biała plama. Nie wiedziała, kiedy dokładnie musiała odlecieć, a tym bardziej, co się z nią dalej działo. Ponadto na ile znała sporą część personelu medycznego Munga... Cóż, zapewne dokumentacja była jeszcze bardziej pusta od jej wewnętrznego dziennika wspomnień. Dlatego też spojrzała bezradnie na Cynthię, dosłownie rozkładając ręce.
- Nie... Pamiętam. Nie pamiętam. - Prawdę mówiąc, chociaż raczej nie było jej do śmiechu, musiała się przy tym uśmiechnąć. Krótko chichocząc nawet pod nosem, bowiem to było tak absurdalne, że aż całkiem zabawne. Mung był zdecydowanie pełen niedorzeczności. Nawet Latający Cyrk Monty Pythona nie mógł się z tym równać. Szpitalne nonsensy potrafiły pobić dosłownie wszystko. Chociaż Alyssa zaczynała powoli sądzić, że jej własne życie powoli przemieniało się w coś jeszcze bardziej abstrakcyjnego. Choćby to, co się tutaj stało... Sama ciąża też zasługiwała na osobne wspomnienie. Aly nadal obawiała się bowiem powiedzieć o niej drugiej najbardziej zamieszanej w to osobie, a jednocześnie wszyscy w jej pracy zapewne już niedługo mieli dowiedzieć się o tym przed Greybackiem. Jeśli zaś o ich relację chodziło...
Gwałtownie pokręciła głową - prawdę mówiąc, na tyle mocno, że zrobiło jej się jeszcze bardziej niedobrze i nieco pozieleniała na twarzy - marszcząc jednocześnie brwi na samą myśl o tym, co... Co, o zgrozo!, nie do końca było aż tak znowu przesadzone. Owszem, choć z własnej woli poszła wtedy do łóżka z mężczyzną, na którego dalszą miłość nadal - mimo jakże paskudnej kłótni - skrycie liczyła, była wtedy nieco bardziej niż podpita, nie do końca jasno rozumiejąc to, co działo się dookoła niej. A gdy obudziła się nad ranem... Jego już nie było. Wtedy faktycznie czuła się wykorzystana, usiłując wyprzeć tamten wieczór z pamięci.
Wyjaśnili to sobie jednak i widziała, że Alec podczas ich rozmowy autentycznie żałował swojej ucieczki, zresztą ona także jedną zaliczyła - i to o wiele gorszą - więc nie zamierzała patrzeć na to w podobnych kategoriach. Ostatecznie przecież kilka miesięcy później doszli do względnego porozumienia, próbując na powrót zejść się ze sobą i prawdopodobnie nawet mając dosyć spore szanse... Gdyby nie ostatni spór i gdyby nie Nargiel, którego obecność zaczynała być coraz bardziej dostrzegalna i odczuwalna. Z pewnością jednak nie zamierzała przytaknąć, ponieważ nikt nie zmusił jej do niczego wbrew woli. Sama podjęła wtedy taką a nie inną decyzję.
- Nie. - Zaprzeczyła jeszcze słownie, przesuwając czubkiem języka po dolnej wardze i lekko pociągając ją zębami, gdy szukała odpowiednich słów, starając się zmobilizować umysł do jakiegokolwiek działania. - To jest znacznie bardziej... Skomplikowane. - Stwierdziła ostatecznie, po czym posłała Cynthii spojrzenie z cyklu nie pytaj i nikomu nie wspominaj, po czym zakończyła w wyjątkowo przybity sposób. - Wpadliśmy. On jeszcze nic nie wie.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynthia Vanity
avatar


avatar
Oczekujący

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Pią Lis 10, 2017 2:51 pm

- Pij, pij – pospieszyłam. Propozycję – jakobym to ja miała wypić tę herbatkę – uznałam niechcący jako próbę wykręcenia się od picia, od posłuszeństwa Cynce i w ogóle… Ale cichajmy! Ostatecznie i tak wszystkich kochałam, niezależnie od tego jak się czuł, jak czuł względem mniej i tralalala. Och, właściwie ciąża to bardzo superowa wiadomość. Aż miałam ochotę tańczyć z tego wszystkiego!
- Nie tak ciężko jak ty… i przeciwieństwie do ciebie, moja droga panno, przynajmniej gotuję i normalnie jem! – Przemilczmy oczywiście fakt, że głównie obżerałam się ciastkami! Tylko chwila! Proporcja pomiędzy tym, co zdrowe i pożywne, a tym co słodkie na moim talerzu wcale nie była jakaś taka niepokojąca. Przynajmniej z mojego punktu widzenia, choć z innych punktów chyba również, skoro jeszcze mieściłam się w drzwiach, czyż nie? Ja to wiedziałam! Ba!, i widziałam! – Jeśli będę chciała, to zrobię drugą… Tobie również mogę zrobić drugą i dziesiąt kolejnych – dodałam zaraz, po czym klapnęłam sobie na łóżko, na którym spoczywała Alyssa. Postanowiłam ją wysłuchać i upewnić się, czy aby na pewno potrzebuje eliksiru na mdłości. Moim zdaniem nie ma co zalewać organizmu różnymi medykamentami, nawet magicznymi!, o mugolskich nie wspomnę, jeśli można było sobie radzić w naturalny sposób. Ziołowe herbatki na prezydenta! Albo raczej królową…
- Może chcesz porozmawiać o swojej sytuacji…? Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko, prawda? Kamień w wodę! Ponadto, jeśli tak bardzo nie masz dla kogo gotować, to mogę wpadać do ciebie na obiadki, ty do mnie i jakoś będzie leciało. Najgorzej, kiedy przekładasz, odkładasz, rezygnujesz, a bo kontrolujesz… ale, ojć, kontrolę tracisz, o ile wiesz, o co mi chodzi. Od takiej polityki niedaleko do głodówek, anemii czy nawet pierwszych lepszych magicznych świństw, kiedy twój organizm nie będzie miał wystarczających sił, by niszczyć to, co zbędne i nieporzebne, i pfe. Magia we krwi wszystkiego nie załata, a teraz już nie jesteś odpowiedzialna jedynie za siebie – pragnęłam zauważyć, wskazując na jej brzuszek. – W bufecie soku dyniowego może nie być, ale wiem, kto ma zapasy w gabinecie – dorzuciłam zaraz jeszcze konspiracyjnym szeptem. Takich spisków nie można było mówić głośno, bo jeszcze ktoś podpisałby papierek ze zwolnieniem. Nie, że bym sobie nie poradziła poza Świętym Mungiem, aczkolwiek bardzo lubiłam tę pracę.
- Iść zapolować wpierw na ten sok? Czy wolisz wpierw pogadać? – zaproponowałam, po czym sobie przypomniałam o tych… - Jak twoje mdłości? Przeszły czy przynieść eliksir?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Pią Lis 10, 2017 9:27 pm

Posyłając towarzyszce jeszcze jedno spojrzenie, które dosyć wyraźnie mówiło, że naprawdę nie miałaby nic przeciwko podzieleniu się herbatą - a wręcz nawet uważałaby wtedy ich rozmowę za bardziej przyjacielską i nie tak oficjalną - westchnęła nieco pobłażliwie. Cała Cynthia... Zawsze tylko dawała innym, niezbyt wiele biorąc dla samej siebie. To było naprawdę wspaniałe i przekochane, ale przecież nic by się nie stało, gdyby Cyn także spróbowała herbatki. Przecież zawsze potem można byłoby jeszcze nieco dorobić.
Ostatecznie Meadowes postanowiła jednak nie dyskutować z niezmiernie upartą kobietą - która na dodatek zdecydowanie wyglądała tak, jakby pragnęła jej teraz trochę pomatkować - i po prostu zrobić to, co poleciła jej Vanity. Ostrożnie unosząc filiżankę w kierunku ust, zaciągnęła się przy okazji naprawdę przepięknym zapachem naparu, dopiero wtedy upijając łyk, by przekonać się, że był jeszcze bardziej apetyczny od zapachu. Nie wiedziała, co blondynka dodawała do tego napoju, ale praktycznie za każdym razem smakował wręcz niebiańsko. Aly uwielbiała swoją herbatę, ale ta w życiu nie mogła rywalizować z tą Cynthii.
Nie mówiąc już o tym, iż przyjemne ciepło faktycznie oblało ciało Alyssy, przez co dziewczyna mimowolnie westchnęła. Słuchając późniejszych słów przyjaciółki, popijała herbatę praktycznie aż do całkowitego opróżnienia filiżanki, pozostawiając zaledwie pół łyczka i powoli odstawiając napój z powrotem na tackę, żeby zająć się dalszą rozmową. Odpowiadając na coś na kształt wyrzutów ze strony Vanity, miała ochotę wywrócić oczami, bo przecież wcale aż tak niewiele nie jadała. Owszem, znacznie więcej piła - najczęściej litry soku pomarańczowego - ale na pewno nie głodziła się na śmierć. Bez przesady.
- Zadowoliłam cię? - Spytała, mrużąc nieco prawe oko i unosząc ten sam kącik ust, po czym zaśmiała się krótko, jednocześnie pokręciwszy głową. - Od kilku miesięcy i tak jem naprawdę dużo więcej. Może mało razy dziennie, ale... Gdybyś tylko widziała te porcje. Poza tym wiesz, że wolę pomagać ludziom przy pomocy eliksirów, nawet jeśli nie mogę tego tutaj robić, bo nie jestem uzdrowicielem, niż sama je popijać. Jestem jak zawodowa kucharka. Nawącham się zapachów mikstur i momentalnie nie chce mi się ich na sobie wykorzystywać. - Zaczynając właśnie od tematu jedzenia, który pojawił się już na samym początku ich rozmowy, szczerze mówiąc, nie zrobiła tego tak po prostu. W takim a nie innym doborze pierwszego tematu tkwił większy sens, ponieważ - z dwojga złego - Meadowes wolała już, by Vanity gderała na jej niejedzenie, niżeli zamartwiała się alyssowymi problemami miłosnymi. Choć na wspomnienie o tych także musiała wreszcie nadejść chwila. Może nie odpowiednia, ale cóż.
- Zezłościłby się na mnie, gdyby usłyszał, że się wygadałam, bo my... W dodatku nie jesteśmy ze sobą tak, no, oficjalnie. Nie możemy, bo to... Delikatne. Nie wiem nawet, czy warto o tym mówić. - Tym razem sposób, w jaki westchnęła, nie był już ani zadowolony, ani odprężony. Prawdę mówiąc, czuła się zmęczona tymi wszystkimi dramatami, jakie ostatnio przejmowały władzę nad jej życiem. Zdecydowanie wolała rozmawiać o jedzeniu, piciu czy czymś podobnym. Nawet jeśli Cynthia była jedną z tych osób, którym mogła swobodnie się wyżalić. Obawiała się jednak niemożności powstrzymania łez, a te byłyby... Złe. Praktycznie nigdy nie płakała w czyimś towarzystwie.
- Już mi trochę lepiej, chociaż nie wiem, czy sok to dobry pomysł przy mdłościach. A byłby taaaki dobry. - Mrużąc oczy, uniosła kąciki ust w uśmiechu. - Zwłaszcza ten, o którym myślę, a który pewnie ty też masz na myśli.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynthia Vanity
avatar


avatar
Oczekujący

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Wto Lis 21, 2017 11:21 pm

Zdecydowanie mi ulżyło, kiedy Alyssa postanowiła nie pić eliksiru na swoje mdłości. W jej krwi płynęła siła, nie zaś tchórzowskie cosik, a myślę też, że ta moja herbatka wiele dorzuciła do takiego, a nie innego, rezultatu. I dobrze! Niektórzy pacjenci – ja czasami właśnie takie odnosiłam wrażenie – przychodzili do Świętego Munga, tylko dlatego by się poopijać wszelkimi eliksirami, by później narzekać na skutki uboczne. Dobre sobie, bo potem chcieli kolejne eliksiry na ośle uszy i takie tam. Zamknięte koło.
Gorzej z sytuacją z jej facetem. Nie dość, że wpadła, to na dodatek najwyraźniej niezbyt dobrze się dogadywali. Cóż, myślę jednak, że powinien wiedzieć. Niezależnie od okoliczności i panującej między nimi relacji.
- Powiedz mu. Powinnaś mu powiedzieć. Tobie ulży, a poza tym to też jego interes… Jego bobo – stwierdziłam otwarcie, ponownie patrząc z rozczuleniem na jej brzuszek. Momentalnie pożałowałam, że w czasach, w których tonęłam w ciepłych ramionach Fredricka, nie mogłam pochwalić się takim brzuszkiem, takim, w którym znajdowała się mała, kochana istotka. Przynajmniej miałabym jego cząstkę nadal przy sobie, a tak? Martwe przedmioty, mniej martwy obraz i łzy w chwile słabości.
- A może… Może to wyznanie wszystko zmieni na lepsze – dodałam jakby nieobecna. Nawet nie jakby, gdyż myślami dryfowałam w kierunku Szkocji, chłodnego poranka i mniej chłodnej tafli wody, w której czaiło się niebezpieczeństwo, później zaś wśród niebieskich oczu mojego osobistego anioła. To nie fair, że los dał mi tak wielkie szczęście i tak szybko je odebrał. No, ale ludzie umierali, inni przychodzili na świat.
Nawet nie wiem kiedy, a zaczęłam bazgrać w szpitalnianych kartach wizerunek Alyssy. Nie wiem, na jak długo odpłynęłam, ale jeden maczek zamienił się w ich pole, zaś postać dziewczyny powoli wyrastała tuż obok niej… Cóż, będę musiała przepisać te informacje, gdyż mnie zamordują, jeśli to zauważą. Chyba że się postaram i podobizna dziewczyny będzie zadowalająca i uznają, że to tak dla lepszej orientacji - ta, chciałabym.
- Wybacz… Na moment odpłynęłam. To ja może pójdę po ten sok. Zaraz wrócę… Chcesz jeszcze herbatki do tego? Może coś do jedzenia? – zapytałam z troską, pokazując jej przy okazji swoje niedokończone dzieło. Postanowiłam cicho, że kiedy wrócę, dokończę je. Takie dzieło nie mogło się zmarnować. Dobrze, że te karty pacjentów w Mungu nie były jakoś super skrupulatnie prowadzone.
Wstałam więc z łóżka, odłożyłam notatki na łózko i niemalże skocznym krokiem wyszłam z sali, by gdzieś tam w odmętach dziesiątek gabinetu odnaleźć ten, który skrywał sok dyniowy. Po drodze oczywiście ogarnęłam to, co sobie zażyczyła moja super dzisiejsza pacjentka. Przynajmniej tyle, ile mogłam ogarnąć! Po wszystkim wróciłam na swoje miejsce obok przyszedłem młodej mamusi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Sro Lis 22, 2017 1:01 am

Słysząc słowa koleżanki, z trudem powstrzymała przeciągłe westchnięcie, bowiem - jakkolwiek prosto, łatwo i przejrzyście nie brzmiałby podobny plan - rzeczywistość z pewnością nie miała być nazbyt kolorowa. Nie chodziło już nawet o to, że byli ze sobą w tajemnicy, że spotykali się w sekrecie i że nie powinni pokazywać się razem w towarzystwie. Nie chodziło też o to, że zwyczajnie nie powinni dopuścić do podobnej sytuacji, powołując dziecko do życia, bowiem doskonale wiedzieli przecież, jak głupie i idiotyczne to było.
W ich sytuacji? Posiadanie jakiegokolwiek potomstwa nie powinno wchodzić w grę, bo stanowiło zagrożenie. Dla malucha, ale także dla nich czy Ezry. To już się stało i Meadowes mogła tylko płakać nad rozlanym mlekiem, nie zamierzając posuwać się jednak do żadnych desperackich - a zarazem także wyjątkowo ohydnych - kroków. Przez kilka pierwszych chwil, w których roztrząsała wszystko, co związane było z podejrzeniem ciąży, doszła do wniosku, że chciała wychować Nargla. Mimo trudów, jakie z pewnością miały ją przy tym spotkać, postanowiła to zrobić. Najokropniejsze w tym było jednak pojedyncze pytanie. Krótkie, pozornie łatwe do wypowiedzenia...
Czy ON mógł też tego chcieć...?
To w tym właśnie tkwił problem. W tym, jak bardzo kochała tego człowieka, którego zachowanie było momentami naprawdę skrajnie nieprzewidywalne. Nie wiedziała, jak miał zareagować. Mogła wyłącznie roztrząsać w głowie kolejne scenariusze, jednakże w rzeczywistości nie miała być niczego pewna do czasu rozmowy. Ta zaś - planowana na kilka dni wstecz - nie miała okazji się odbyć. Zamiast porozmawiać o przyszłości, wypowiedzieć słowa o oczekiwanym dziecku, przyznać się do tego, jak bardzo była przerażona... Pokłóciła się z Greybackiem, wychodząc z mieszkania i prawie że trzaskając za sobą drzwiami.
Teraz natomiast nie była już taka pewna, czy w ogóle chciała go informować. Był czystokrwistym czarodziejem. Ba, pochodził ze zdecydowanie szanującego się i antymugolskiego rodu. To dlatego spotykali się ze sobą w tajemnicy, choć gdy wreszcie do siebie wrócili, obiecywał jej, że czystość krwi nie grała w tym przypadku roli. Paradoksalnie, był przy tym Śmierciożercą... Co do końca mąciło Alyssie w głowie. O ile bowiem była pewna, że faktycznie ją tolerował, że ją kochał i rzeczywiście w tej relacji pieprzył czystość krwi, o tyle posiadanie dziecka wszystko komplikowało. Ich relacja przestawała być wyłącznie pomiędzy nimi, gdy w grę zaczynała wchodzić mała osóbka potrzebująca uwagi i opieki, a ta myśl...
Ta myśl sprawiała, że Meadowes zaczynała dopuszczać do siebie wątpliwości i jeszcze bardziej paniczny strach. Przecież mógł tego nie chcieć. Nic nie stało mu na drodze do porzucenia jej i Nargla w imię własnego bezpieczeństwa, w ramach wyznawanej ideologii czy przynależności do popleczników Lorda Voldemorta. Nie zamierzała go wydawać. Ani wtedy, ani teraz, ani w przypadku takiego scenariusza. Za mocno go kochała, a on to wiedział. Mógł czuć się pewnie, z czymkolwiek, co by uczynił. Pragnęła mu ufać, naprawdę chciała być pewna, że z miłości z nią pozostanie - na dobre i na złe - ale podstępne podszepty nie przestawały prześladować jej po ich ostatniej kłótni.
Spoglądając na Cynthię, pogrążyła się w najgłębszych czeluściach swojego umysłu, dopiero po stanowczo zbyt długiej chwili milczenia orientując się, że powinna coś powiedzieć. I choć nie planowała robić tego w ten sposób, nie chcąc opowiadać o tym wszystkim, słowa mimowolnie opuściły jej usta. Być może w innym przypadku wcale by tak nie było, bowiem Aly nie miała skłonności do uzewnętrzniania się, jednakże w tej chwili miała do czynienia z kimś naprawdę jej bliskim, dobrą przyjaciółką, powierniczką innych sekretów... I była samotna. Była naprawdę samotna. Potrzebowała to z siebie wyrzucić.
- On jest czystej krwi. - Wyszeptała bardzo cicho, wbijając wzrok w swoje dłonie i intensywnie przy tym mrugając. - Dziedzicem... Z... Nietolerancyjnej rodziny. Kocha mnie, ale byłby zdrajcą krwi. - To chyba powinno wystarczyć. Ha, to było nawet aż nazbyt wiele. Przynajmniej jak na jej wątłe ciało i łamliwe serce. Cynthia na pewno znała czystokrwistą rzeczywistość znacznie lepiej od niej, bo nie było o to trudno, więc musiała wiedzieć. Ta sytuacja nie mogła być znacznie bardziej delikatna i zarazem paskudna. No, o ile nie wzięło się jeszcze pod uwagę Śmierciożerców i Voldemorta, bo to... To był już całkowity dramat. Tragedia w kilku coraz bardziej zawiłych i zapętlających się aktach. Nawet samo myślenie o tym nie było niczym łatwym...
Myśląc o tym, prawdę mówiąc, sama także po raz kolejny odpłynęła, nie zauważając nawet, że Cynka zrobiła dokładnie to samo. Dlatego w momencie, w którym towarzyszka ponownie się odezwała, Aly dosyć nieprzytomnie zamrugała oczami, po czym automatycznie pokiwała głową. Rzucając spojrzenie w kierunku karty, na której bazgrała Cynthia, posłała blondynce uśmiech, po czym odpowiedziała na pytanie:
- Może faktycznie napiłabym się herbatki... - Mruknęła, zastanawiając się przez chwilę, po czym przytaknęła energicznie głową. - Ale jedzenie sobie daruję, dzięki. - To mówiąc, obserwowała Vanity aż do momentu, w którym ta opuściła pomieszczenie. Po tym zaś z ciekawości zaczęła przeglądać szafkę obok łóżka, zastanawiając się, czy nic tam nie pozostało...

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynthia Vanity
avatar


avatar
Oczekujący

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Sob Lis 25, 2017 1:31 am

#pozytywnie

Czystej krwi… Hmm… Opowiedziałabym Alyssie o pewnym młodzieńcu z czasów mojej młodości, który teraz wyrósł na szanowanego mężczyznę, ale raczej nie byłaby to dobra historia, dosyć bardzo niepożądana przy zaserwowanych okolicznościach. A mojego młodzieńca? Czasami widywałam. Nie wiem, czy stanął sobie w moich myślach, gdyż marzyłam o czymś więcej, czy to nawet nie próbując tego robić, aczkolwiek kiedy dziewczę wspomniało o swoim chłopcu, przed moimi oczami stanął niechybnie mój Carrow. Sarkastyczny, niepocieszony i zdystansowany jak zwykle, a zarazem taki elegancki i bliski mojemu sercu, że aż miałam czasami ochotę go chrupać jak tę szarlotkę cynkową, którą to tak zachwalał. Och, gdybym tylko wiedziała, że to miłość mojego życia, skusiłabym go nią już w czasach szkolnych, zaciągnęła do łóżka i zdarła z niego wszystkiego ubrania… Albo jakoś po śmierci Fredricka, gdyż tego bohatera cynkowego kochałam nad życie i za nic, cofając czas, nie utraciłabym go z kart mojej historii życia.
- Ach, ci szlachciurzy – stwierdziłam jeno w tym temacie, śliniąc się na myśl o szarlotce i Moim Ślizgonie. – Czasami dają w kość, czasami kością stoją w przełyku. Ja to nie wiem, komu się ubzdurały podobne rzeczy, ale był nieźle odurzony, tworząc te szlacheckie spisy i ogólnie wcześniej tę cała etykietę – dodałam, bo dwa słowa to za mało, by opisać tę niesprawiedliwość społeczną. Z drugiejże strony, Mój Ślizgon nie byłby tym samym chłopcem, gdyby nie został wychowany z deską w dupie. Życie, życie.

Potem zaś w podskokach wracałam do Sali. Z butelką soku, z herbatką z mieszanki ziołowej i chyba połową ciasta. Mniej niż połową. Lewitowało to sobie wszystko a to za mną, a to przede mną, dlatego też chwilę potrwało, zanim wszyscy razem zgrabnie przedostaliśmy się na drugą stronę. I dobrze, bo ktoś tam zwąchał ciasto i musiałam się nim podzielić. Oczywiście, zrobiłam to z przyjemnością, dając po kawałku jeszcze sąsiadom tej wyczulonej na zapachy osóbki.
- Wyobraź sobie, że nie zawiodłam się, jeśli chodziło o zapasy. W sumie, jeśli chodzi o moje ciasto – również. Dziś już drugie znika sobie w zastraszającym tempie. Ale dobrze. Przynajmniej nie przybiorę za dużo na wadze – odparłam hardo, okręcając się tanecznym ruchem wokół własnej osi i jakoś stawiając to wszystko na szafce nocnej. Nie usiadłam tak od razu, bo jeszcze trochę potuptałam w miejscu.
- Swing. Musimy koniecznie w przyszłości, dalekiej przyszłości iść na densing. Musimy koniecznie… I czego tak szukasz? Mogli włożyć do sąsiedniej szafki. Niektórzy ludzie to ignorancji, a inni – ci bardziej cynkowi – bujają w obłokach albo nie mają czasu, bo obżerają się ciastem – stwierdziłam, biorąc w końcu do ręki kawał… ciasta czekoladowego. Żałowałam aby, że to nie szaroltka, ale ta z kolei będzie jutro. Może skuszę na nią Carrowa? Wpadnie niepocieszony, zapyta, co chce Cynka, i urzeczony zatopi się w smaku cynamonowo-jabłkowym czy też cynkowo-jabłkowym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Sob Lis 25, 2017 8:19 pm

Gdyby wiedziała, jak to wyglądało w przypadku Cynthii, prawdopodobnie w tym momencie nawet by się roześmiała, choć przecież nie była w zbyt szampańskim nastroju. Czystokrwiści szlachcice mieli chyba jednak coś zarówno do przynależności do Slytherinu, jak i do bycia pewnego rodzaju palantami tudzież - jak to delikatniej określiła kuzynka Meadowes - złamasami. Z tą różnicą, iż alyssowy nie zachowywał się zazwyczaj zbyt elegancko, chociaż niewątpliwie miał w sobie coś takiego, co wręcz wołało, że był czystej krwi i ani myślał zadawać się z mugolami, spoglądając na nich z góry. I choć momentami zachowywał się jak ktoś, kto faktycznie zadzierał nosa, rzucał sarkastycznymi tekstami, wyjątkowo szybko się złościł i był zarazem niemożliwym uparciuchem... Naprawdę kochała tego człowieka. Dlatego było jej teraz tak ciężko.
- Cantankerusowi Nottowi. - Słysząc słowa towarzyszki, odpowiedziała wręcz błyskawicznie, zaraz po tym wzruszając ramionami, jakby chciała tym samym odrzucić wszystkie pytania związane z tym, jakim cudem pamiętała podobne rzeczy. Tak było i już. Nie bez powodu w szkole znalazła się w Ravenclawie i nie bez przyczyny zapamiętywała informacje tego typu. W końcu jeszcze w Hogwarcie kręciła się w okolicy Aleca, chcąc być jego przyjaciółką. - To on stworzył ten przeklęty Skorowidz, przez który jest jak jest. - Cóż, bez oficjalnego spisu prawdopodobnie też byłoby kiepsko, jednakże jego istnienie także niczego nie ułatwiało. I choć Greybackowie byli raczej wyjątkowo bliscy całkowitego wyklęcia już przez swoje podejście i przejawiane zachowania - jednak nie promugolskie; broń ich, Merlinie, bo to byłaby prawdziwa hańba - ewentualne ujawnienie jej związku z dziedzicem rodu raczej by w tej sytuacji nie pomogło.
Aczkolwiek na ten moment wcale nie chciała ani o tym myśleć, ani tym bardziej rozmawiać, dlatego z ulgą przyjęła zakończenie wspomnianego tematu i wyjście Cynthii z sali. Oczywiście, nadal chciała rozmawiać z przyjaciółką, jednakże potrzebowała też chwili dla siebie, by powrócić do jako-takiego nastroju i to, że Vanity wyszła po herbatę, było szansą na właśnie taki moment całkowitej ciszy. Wkrótce jednak zaczęła ponownie wypatrywać towarzyszki, uśmiechając się do niej, gdy ta powróciła... Dosłownie obładowana rzeczami, które lewitowały przy starszej blondynce w taki sposób, iż Meadowes poczuła nawet drobną zazdrość związaną z tym, jak dobrze wychodziły koleżance te wszystkie użytkowe zaklęcia.
- Za to utuczysz wszystkich innych. - Stwierdziła rozbawiona, jedną ręką nie przestając grzebać w szafce, a jednak równocześnie także przyglądając się tacy i tanecznym wyczynom Cynki, po czym dodała. - Myślisz, że Narglowi podobałyby się tańce? - To mówiąc, mimowolnie spojrzała na swój brzuch, przestając na oślep przeszukiwać szafki. - Smacznego. Myślałam, że znajdę tu coś do poczytania, bo sama wiesz, że pacjenci lubią zostawiać czasem jakieś gazety albo książki, po które już nie wracają. Ostatnio dorwałam egzemplarz Proroka Codziennego i nie mogę przestać myśleć, czy w kolejnych wydaniach nie umieścili następnych artykułów o tym, jaki to Mung jest okropny. Napisali o nas takie bzdury, że zastanawiam się, gdzie oni byli. Na pewno nie tutaj, bo może dyrekcja nie jest idealna, a stan szpitala pozostawia nieco do życzenia, ale ich opis wyglądał niczym zaczerpnięty z książki o średniowiecznych komnatach tortur. Zupełnie tak, jakby oni sami byli idealni. - Kończąc swoją wypowiedź, dosłownie parsknęła. - Wiesz coś o tym?

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cynthia Vanity
avatar


avatar
Oczekujący

PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   Pią Gru 01, 2017 12:49 am

A ja? Z obłoków musiałam zejść, aczkolwiek nie tak do końca. Mój Ślizgon, Fredrick, inni bardzo przystojni czarodzieje… Jakże by tu o nich nie myśleć? Ten kawaler panny Meadowes też musiał mieć niezły tyłeczek, skoro to wszystko poszło w takim kierunki, a nie innym, i moja towarzyszka najwyraźniej wiele o tym delikwencie myślała. O kim innym, kiedy tak się zamyślała? Hahaha. Ja to już znałam życie zanadto, by wiedzieć to i owo… Owszem, czasami często się myliłam w osądach, ale cicho-sza!
Zaśmiałam się raz – z powodu tuczenia wszystkich wokół. Typowe zachowanie taktyczne dla mnie, takiej oto przeciętnej piekareczki, która opychała wszystkich wokół ciastami, byleby nie być tą najgrubszą w towarzystwie. Zaśmiałam się również drugi raz – bo Nargl zabrzmiało tak bardzo… zabawnie, słodko i przeuroczo.
- Tego pana… lub panią pierwszą porwę do tańca! O rany! Wiesz co? To ja się teraz bardzo nie mogę doczekać, aż nasz malec zacnie chodzić, tańczyć i w ogóle… Oj, ciocia Cynka nie da mu spokoju! – stwierdziłam, myśląc również o tym, iż pewnie niedługo zacznę planować, jakie ciasto będę mu wypiekała w którym dniu życia. I torty! Na urodziny! I poprawiny urodzin. I poprawiny poprawin… Nie, nie patrzcie na mnie tak, jak gdybym przesadzała! Wcale tak nie było!
Przerwałam te rozmyślania, tylko dlatego bo Meadowes poruszyła temat pewnego artykułu. Cóż, uśmiechnęłam się zakłopotana. Mogło to wyglądać na to, iż sama byłam autorką dzieła. Nic z tych rzeczy, choć już nie raz korciło mnie, by napisać listy WSZĘDZIE w tej sprawie. Ten list, choć nie mój, bardzo mi się podobał. Przynajmniej artykuł o nim.
- Ależ tu jest jakieś średniowiecze! Te firanki… Dotkniesz, a się rozlecą niczym relikwia! Nie wspomnę o zniszczonych łóżkach, braku mebli i tym, że w stołówce nie podają ciast! Rozbój w biały dzień! – odparłam hardo, wstając, bowiem uświadomiłam sobie, że Alyssa była moją pacjentką. Dobrą przyjaciółką, ale również pacjentką! – A ty, mała, zjedz jeszcze i spać! Musisz odpoczywać, póki masz na to odpowiednią okazję. Trzeba dbać o naszego… Nargla! Popytam po drodze o gazetę. Może ktoś użyczy.
Zanim opuściłam salę, wskazałam jeszcze na ciasto i herbatkę, potem na Alyssę, a potem znów na jedzonko, a na koniec na łóżku. Ach, i najważniejsze! Ucałowałam w czoło na lepsze sny i szybsze zdrowienie! Potem pognałam gdzieś przed siebie, gdzieś, gdzie pewnie jęczano o eliksiry i miano próbować mnie podrywać.

| z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Sala maginekologiczna #1   

Powrót do góry Go down
 
Sala maginekologiczna #1
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Londyn :: Szpital św. Munga  :: V Piętro :: Oddział maginekologiczny/magirehabilitacji-