Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 R. Rhydderch A. Attaway || lato 1976 Nielegalne wyścigi hipogryfów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
avatar
avatar

Sztuka

PisanieTemat: R. Rhydderch A. Attaway || lato 1976 Nielegalne wyścigi hipogryfów   Czw Maj 17, 2018 10:53 pm

First topic message reminder :

Słońce w zenicie. Gorąco. Już mu się nie podoba, ale to żadna nowość, jemu się przecież nic w życiu nie podoba. Stanąwszy przy balustradzie osłonił wypielęgnowaną dłonią twarz przed promieniami rozglądając się po magicznie zagospodarowanej łące. Przestrzeń była zaprojektowana jako tor lotu hipogryfów, pełen przeszkód i pułapek, w końcu nie od parady były to wyścigi nielegalne i każdy z uczestników zdawał się liczyć z możliwością utraty zdrowia bądź życia. Zabawa dla nuworyszy, dandysików jak on, dla obleśnie bogatych czarodziejów i czarownic szukających ekscytacji w coraz głębiej zepsutym moralnie środowisku. Kiedyś wystarczyły bankiety, przyjęcia, teraz chcą krwi i igrzysk. Wszyscy cofają się w rozwoju pomyślał gorzko, mrużąc kocie oczy i przyglądając się panom i paniom sadzającym swoje zacne cztery na ławach unoszących się w powietrzu trybun. Sektory były połączone siecią dryfujących pomostów, z których część stanowiła element toru lotu, chyba na wypadek gdyby komuś odechciało się żyć i chciał doświadczyć bliskiego zderzenia z rozpędzonym hipogryfem.
Rado, Rado, obstawiałeś już dziś? Tak lubił szastać pieniędzmi, których zasób kończył się z wolna. Pieniądze to przecież żadna wartość, skoro nawet własnego życia nie poważał jako czegoś cennego. Wszystko puch marny, nędza, dni mijają bezbarwne, jedzenie nie ma smaku, nic nie cieszy oka, Werterek pierdolony. Skąd ta gorycz, Rado. Nie masz rodziny, mieszkasz w strasznym dworze, powietrze przesiąknięte zapachem próchna i starości i Ty sam, powoli, jak te zabytkowe meble i gabloty stajesz się próchnem i starociem. Łoże dzielisz z łysym kotem, listy pisujesz do nieznajomych, czas wolny od sztalug marnujesz na czytanie o procesach rozwojowych larwy komara, Rado, co Cię cieszy?
Przechodzący obok Matt Bucket skinął mu lekko głową choć niechętnym okiem spojrzał na jego lekką koszulinę wciągniętą w jasne spodnie. Gwiazdeczka Rhydderch uśmiechnął się miękko mrugając jednym okiem, przecież nie będzie się kłaniał idiocie, wszystkich traktował jak dzieci. I tak go mieli za oszołoma, żaden zdrowy mężczyzna przecież tak nie wygląda, tak się nie zachowuje. Mógłby walczyć z tymi plotkami, ale to było takie męczące, a męczyło go przecież wszystko. Ubieranie się, jedzenie, poruszanie się, karmienie pawi, podlewanie zapuszczonego ogrodu, wychodzenie do ludzi, płytkie rozmowy o niczym. Gdyby jeszcze na grzbiet wziął dementowanie plotek dawno pękłby jak zapałka! Słyszał przecież na zimowym balu o tym, że to ten Rhydderch, własne nazwisko wypowiedziane z takim niesmakiem, że sam Rado poczuł w ustach gorycz. Satanista, burzyciel, kłamca. Powiedz Rado, mogłeś wtedy rzucić temu obmierzłemu plotkarzowi rękawicę, byłbyś nawet i wygrał, ale tego nie zrobiłeś, dlaczego? Czy to nie trochę tak, że w każdej plotce znajduje się ziarno prawdy?
Westchnął ciężko zgarniając z twarzy złote włosy i uniósł do oczu elegancką lornetkę z lordowskim niemal drygiem. Gdzie te hipogryfy?
I to tam, w sektorze B, ławie z samego przodu dostrzegł ten odrażający kawałek wełny, który ten śmieszek z baru pewnie nazywał swetrem. Oczywiście, że Radu oglądał sobie ludzi, bo byli o niebo ciekawsi niż śmierdzące bydlęta ze skrzydłami.
Uniósł lekko rękę, może go zobaczy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
avatar
avatar

Biznes

PisanieTemat: Re: R. Rhydderch A. Attaway || lato 1976 Nielegalne wyścigi hipogryfów   Sro Cze 13, 2018 10:26 pm

Alkohol i wspomnienia nie były dobrym połączeniem. Miałem wystarczającą ilość czasu by przyswoić sobie tę cenną lekcję, nauczyć się by nie działać pochopnie i sprawdzać każdą tiarę przed zakupem. Nie żeby koszmar nocy letniej miał być tiarą, daleko mu do niej było, lecz gdybym miał przedstawiać ludzi za pomocą materiału, jasnowłosy byłby szalem, który w każdym momencie mógłby zacisnąć się wokół szyi. Szal dusiciel, magiczna pułapka. Oto więc był ten los nieszczęsny, co to bawił się ludzkimi tragediami, tworzył absurdalne baśnie i podstępy, wrzucał losowo wybranych ludzi w paszczę kelpie. Jak stary, jak młody mógł być? Ten bogin złośliwy, bohater tragiczny wyciągnięty z pierwszych stron powieści romantycznej. Za dużo myślałem, rozważałem, za mało działałem. Gdzie emocje? Brakowało mi ich, brakowało ujścia, choć sam sobie taki los zgotowałem. Musiałem być spokojny, nie dawać nic po sobie poznać. Wyjaśniałem, lecz nie zmuszałem go do zmiany zachowania - wiedziałem, że to tak nie działa, kiedy używasz sformułowań w stylu "musisz". Oprócz wiedzy, którą wyniosłem z domu, sporo nauczyła mnie też szkoła i moje własne doświadczenia, bez tego z całą pewnością nie stawiłbym czoła dzisiejszym wyzwaniom. Zaraz, zaraz, co też mi za uśmiech nowo poznany jegomość posłał? Miałem się obawiać? Pewnie w oczach coś na kształt zdziwienia mi mignęło.
- Po prostu ją sobie cenię. Niczym najcenniejszą walutę - sprostowałem, może odrobinę zażartowałem, choć to nie do końca był żart. Salazar Slytherin by pewnie nie dowierzał, ja sam nie dowierzałem, że takie zainteresowanie wzbudzam u tego, co imię Radu nosił. Więcej drobnych niż on miał rzęs trzymałem w kieszeni, bo w istocie policzyłem jego rzęsy.
Oglądanie hipogryfów walczących o zwycięstwo było niemalże odprężające w porównaniu do tej cichej batalii pomiędzy mną a moim towarzyszem. Schowałem twarz za skrzyżowanymi dłońmi i myślami byłem przy tej bieli, trójce. Trójka musiała zająć najwyższe miejsce.
- Sporo wiesz, że tak nieformalnie się do ciebie zwrócę. Ile więc postawiłeś? Na którego? Określiłeś liczbę ofiar, prędkość? - nie mogłem spojrzeć, trochę mnie onieśmielał. Nie mógł się dowiedzieć, Radu o nazwisku, które nie było mi znane.
Jeden z hipogryfów uderzył w drugiego za co otrzymał potężny cios skrzydłami i wraz z jeźdźcem poleciał w dół. Tego zdołali uratować.
- Sprawia ci to przyjemność?



He'll look around the room, he won't tell you his plan
He's got a rolled cigarette, hanging out his mouth he's a cowboy kid
Abel's mood
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
R. Rhydderch A. Attaway || lato 1976 Nielegalne wyścigi hipogryfów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Rezerwat Hipogryfów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Wspomnienia :: Myślodsiewnia-
Skocz do: