Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Arthur Attaway [martwy]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Arthur Attaway
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Arthur Attaway [martwy]   Sob Lut 14, 2015 3:10 pm

Imię i nazwisko: Arthur Attaway
Data urodzenia: 19.03.1960
Data zgonu: 28 marca 1978 r.
Powód zgonu: Fabularny. Zginął w czasie walki na błoniach przez zaklęcie Sahira Nailaha.
Czystość krwi: Półkrwi.
Dom w Hogwarcie: Ravenclaw.
Różdżka: Czarny Bez, krew bruxy, 12 i 3/4 cala.

Widok z Ain Eingarp: Szum fal cicho koił jego zszargane nerwy, odbijając się echem pod sklepieniem jego czaszki. Widział w tym zwierciadle, zaklętym stulecia temu, siebie i nie tylko. W tle majaczył dom zbity z bali, drewna surowego, ściętego niemagicznie i obrobionego czarodziejską ręką w sposób znany mugolom. Wiatr szumi w liściach lasu, którego otaczał, a letnie promienie słońca grzały skórę karku, wpadając pomiędzy gałęziami, rysując na trawie jasne wzory znane doskonale leśnym stworzeniom. Polana na której stał urywała się pod naporem wody, uderzającej rytmicznie o skaliste zbocze fiordu, majacząc uspokajająco. On, Arthur Attaway był w towarzystwie trzech osób – nie znał ich, co mogło wydawać się zaskoczeniem. Wiedział jednak w głębi swojej zmaltretowanej duszy, że są to osoby za które oddałby własne życie. Ona, piękna, młoda kobieta o alabastrowej skórze i niebiesko żółtych oczach, ufnie spoglądająca w lustrzane odbicie. Młodsza pannica, która była do niej podobna – fala włosów rdzawo-żółta, jak zachód słońca, opadała na jej ramiona – miała oczy matki i coś z Arthura, coś nienamacalnego, aurę, która wylewała się złocistą poświatą. Obok niej chłopak, na oko w porównywalnym wieku, miał o wiele więcej z naszego bohatera, niż on sam chciałby przyznać. Zawadiacki uśmiech, rozgrzewał nie tylko serca młodych dam, ale jego osoba, sprawiała że wierzyłeś Czytelniku w lepsze jutro. W tle przebiegł pies – jakiej rasy? Labrador, czarny o roześmianym pysku, wzbijający się w powietrze i kłapiący zębami w nieudolnej próbie złapania motyla. Arthur uśmiechnął się smutno odwracając wzrok, a to wszystko rozmyło się w jego umyśle jak niedawny sen.

Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie: Jak naszemu drogiemu bohaterowi szła nauka w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart? Nijak. Już od pierwszej klasy tej sławetnej szkoły nie był ani najbardziej lubianym, ani także najbardziej znienawidzonym uczniem. W rzeczy samej, wykazywał pewien potencjał podczas nauki podstawowych zaklęć, jakie muszą się nauczyć młodzi adepci tej pięknej sztuki, ale nie był w tym też znakomity, czy wybitny. Pierwszy rok udało mu się przemknąć na Zadowalających, które zarówno jak nazwa wskazuje, zadowalały jego, jego rodzinę, jak i samych nauczycieli. Nie stwarzał problemów, więc po co ktoś jemu miałby je robić?
W drugim roku nieco się ożywił, ale zaznaczam, zmiana była wystarczająco subtelna, by uczniowie nie zauważyli nic, nauczyciele jedynie kiwali głową z uśmiechem, a rodzice byli zadowoleni. W dzisiejszych czasach nazwalibyśmy to "rozkręcaniem się" i może w rzeczy samej to właśnie miało miejsce. Arthur, wciąż nie należał do czołówki uczniów w swoim domu, ale z pewnością nie plasował się na jego szarym końcu. Druga klasa przemknęła jak poprzednia, a Arthur prócz Zadowalających zdobył kilka Powyżej Oczekiwań. Istotnie – ta zmiana była powyżej oczekiwań.
Trzeci rok Attaway, spędził... "po drodze" jak samo jego nazwisko wskazuje. Uczyć się uczył, ale nie była to pilna nauka – bawić się bawił, ale nie była to zabawa na całego. Można by posunąć się o stwierdzenie, że wybrał półśrodek w którym stał się mistrzem. Sunął przez swoje magiczne życie jak po sznurku, choć nie widać było na jego końcu żadnego większego celu. Jedyne czym mógłby się wyróżnić, gdyby faktycznie ktokolwiek się o tym dowiedział, to niezwykła fascynacja książkami, które z podstawą programową miały nie wiele wspólnego. Jakie to były książki? Co było w nich aż tak ważnego, że Arthur część szkolnych zajęć spędzał w bibliotece, kryjąc się za półkami? Magia. Nie biała, nie czarna. Szara magia, która miała z czasem stać się jego absolutną fascynacją. Rok zakończył się, nim wyczerpał zapas intrygujących ksiąg i zapisów, a nauczyciele nie zwrócili większej uwagi na jego stopnie – Zadowalające, były zadowalające.
Czwarty rok był przełomowy, ale tylko dla Naszego bohatera. Jak poprzednio, nauka nie stawała się priorytetem, choć to też do końca nie jest prawdą. Nauka w szkolnych ławach, nie była priorytetem, ale o wiele wyższy współczynnik wagi dla Arthura miały księgi, co raz trudniej dostępne i co raz bardziej "szare". Jak doskonale wiemy szary to jedynie odcień czerni i bieli, ale Attaway niebezpieczne zbliżał się do magii do której dostępu strzegli aurorzy, a do której możliwości podejścia nie powinien mieć żaden uczeń. Ale to wszystko miało dobiec do punktu kulminacyjnego dopiero rok później, gdy czysta teoria przestała mieć aż tak znaczącą wagę, a wyższym celem stała się praktyka. W tym roku Arthur zdał sobie sprawę, że jest stworzony do czegoś większego niźli biurokratyczna praca, sprzątanie chodników, czy prowadzenie karczmy – aspiracji które mieli koledzy ze szkolnej ławy. Koniec roku nadszedł gdy księgi z którymi problemy mogli mieć niektórzy pracownicy szkoły zatrzasnęły z hukiem swoje oprawy, a nauczyciele z uniesionymi brwiami wlepili bohaterowi kilka Nędznych i Zadowalających.
Piąty rok okazał się o wiele bardziej produktywny od poprzednich lat – już na wstępie uzmysłowię Ci czytelniku, że Arthur otrzymał kilka Wybitnych, precyzyjniej dwa – z OPCM i Zaklęć. Chyba sam rozumiesz dlaczego. Ten rok poświęcił na podróżach, tych bliższych i dalszych. Kilka nielegalnych wypadów poza obręby zamku, kilka wypraw po korytarzach, który winne być zamknięte, kilka spacerów po nieprzystępnych lochach. To wszystko miało swój cel – gdyby nie zmieniał regularnie miejsc w których ćwiczył przyswajaną latami wiedzę, ktoś mógłby zacząć być podejrzliwy. Ale Arthurze, jaką wiedzę wchłaniałeś do swojego młodzieńczego umysłu, że musiałeś się kryć w cieniu niezauważony? Tu stawiam kropkę dla tych, którzy widzą w bohaterze samo dobro, ale daję też przecinek dla osób żądnych sławy i glorii Kostuchy. Attaway, stawał się co raz bardziej popularny zarówno wśród uczniów, jak i nauczycieli. Naturalną koleją rzeczy stały się więc nocne treningi zaklęć... nie do końca białych. Choć z pewnością magia lecznicza, należała do tej grupy, tak wskrzeszanie szczurów, już mogło nie być najmilej widziane w czarodziejskiej braci. Zarówno nadawał im nowe życie, jak i leczył rany przez które musiał je wskrzeszać, tak i "nie-do-końca" je ożywiał. Był w stanie z drobną pomocą naturalnego talentu, ksiąg i różdżki, która go przecież sama wybrała, kontrolować te biedne stworzenia. Ależ Arthurze! To przecież najczarniejsza magia! Imperius jest nie bez przyczyny absolutnie zabroniony! Czytelniku, przykro mi, ale wiedza jest kluczem, który otwiera wszystkie drzwi. A kiedy coś może otworzyć każde drzwi... to czy dla nauki nie powinno się ich otworzyć?  Jak już wspomniałem, popularność mu się przysłużyła, nabrał pewności siebie i nawet przeżył kilka miłostek, o których istnieniu nie miał wcześniej pojęcia. Czy po tym jak zasmakował miłości, odwidziały mu się zabawy, które wielu uznałoby za konszachty ze Śmiercią? Nie, choć właśnie szósty rok upłynął mu upojniej niż mógłby się spodziewać w najśmielszych snach. A to nieco utrudniło mu ćwiczenia, o których rzecz jasna nie zapomniał, ale przez kobiece ciało wtulone we śnie w jego własne, musiał nieco przesuwać randez-vous ze Żniwiarzem. Obecnie siódmoklasista zakończył poprzedni rok na Wybitnych i Powyżej Oczekiwań z OPCM, Zaklęć, Eliksirów i Zadowalających z pozostałych przedmiotów. Niestety w naturze nic nie ginie, a harmonia zawsze musi zostać zachowana – tak i w tym przypadku drogi Czytelniku, musisz wiedzieć, że Arhur nie radził sobie najlepiej z Transmutacją. Zapytasz – czyli jak? Ano, Nędznie.

Przykładowy Post: Trudno tak naprawdę powiedzieć jak wyglądam. Czy naprawdę liczy się to, ile zwierzaków oddało życie, żebym miał to co noszę? Czy ważne jest jakiego koloru mam na sobie t-shirt, albo to jak długie są moje włosy? Oczywiście, jeżeli Cię ciekawią takie szczegóły, spieszę z odpowiedzią. Zacznijmy od tego co tygrysy lubią najbardziej, czyli to co mam pod ubraniami. Nigdy nie byłem otyły, nigdy nie mogłem popisać się sylwetką Adonisa. Może i miałem coś z bogów, ale jedynie porównać mógłbym się do Aresa, a jeżeli wolisz Skandynawię, to do Heimdalla. Strzegę tajemnic jaką niesie ze sobą wiedza, nie boję się jednak strudzonego wędrowca odesłać z dziurą w klatce piersiowej. Oczywiście, ożywionego, coby nie wzbudzać nieokreślonego zaaferowania moją osobą. Spokojnie możesz nazwać mnie przeciętnie zbudowanym. Kim jestem? Jedynie szarym bohaterem większej książki, jaką spisuje życie. Przelotnym NPC Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, subtelnym przecinkiem w jego rozdziale. Moja skórzana kurtka, skrywa wiele tajemnic, nie pojętych nawet dla mnie samego – jej nosiciela w każdym tego słowa znaczeniu. Lubię ją, ma wiele kieszeni, które chowają wiele rzeczy, w wielu sytuacjach przydatnych. Ot, choćby nóż sprężynowy, paczkę fajek, fiolki, pergaminy, pióro, notatki. Czy naprawdę mam opowiadać o swoich jeansach? Zwykłe, przetarte na kolanach od użytkowania. Buty? Tak wiele zbędnych szczegółów, o których mówić nie winienem. Skórzane, wiązane rzemieniami, równie zniszczone życiem co spodnie. Długie, choć nie tak znowu bardzo, włosy zaczesane są zwykle do tyłu. Dla wygody. Nikt nie chce, żeby w kluczowym momencie potyczki, czy ucieczki, pióra wpadły w oczy, powodując drastyczne obniżenie pułapu i uderzenie nosem w ziemie. Czy jestem arogancki? Nie. Czy powinienem być wiedząc tak wiele? Będąc posiadaczem informacji, których nikt nie posiada? Nie wiem. Nie mnie to rozstrzygać, choć jestem pewny, że nie jeden był. Relacje z ludźmi zawsze kończyły się niezręcznie. Nie interesuje mnie zbytnio wszechobecna drama nastolatków, którzy nie maja partnera na bal. Choć nad wyraz interesuje mnie ich wnętrze. Nie "wypruje Ci trzewia, podczas seksu" – interesuje mnie ich historia i to co mają do przekazania. Wiedza jest kluczem, a ja najwyraźniej, mimowolnie, stałem się ślusarzem. Metaforycznym, rzecz jasna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Arthur Attaway [martwy]   Sob Lut 14, 2015 5:42 pm


Podoba mi się Twoja Karta, przyjemnie się ją czytało. Widać, że się postarałeś. Ode mnie leci Wybitny i otrzymujesz 20 dodatkowych fasolek!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Arthur Attaway [martwy]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Crispin Phillip Arthur Russell III
» Podręcznik do Wróżbiarstwa
» Alexander Aristow [martwy]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Nieżywi
-