Share
Go down

Mała sala

on Sro Gru 04, 2013 8:08 pm
First topic message reminder :

Gdy się wejdzie, wydaje się być niepozornym pomieszczeniem, ale przy pomocy odpowiednich zaklęć zamienia się w miejsce nie do poznania. Skrywa w sobie wiele tajemnic. Poza tym ta mała sala pojawia się, kiedy chce, no chyba, że zna się sposób na "wezwanie" jej.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Mała sala

on Sob Lut 13, 2016 9:53 pm
- Chciałabym robić w życiu to, co mnie fascynuje. Najpierw bym chciała zagłębić się w dziedzinę dotyczącą różdżek a później to kontynuować na wyższym poziomie w Departamencie Tajemnic. Sięgnąć do źródeł magii... Być może poznać czemu różnimy się od mugoli i czy nie da się magii wzbudzić również u nich. Wtedy wszyscy bylibyśmy równi i nie byłoby podziałów...

Oh, tyle czasu... Chyba naprawdę musiała już iść się uczyć. Poza tym potrzebowała spokojnie się zaszyć gdzieś i rozważyć tę swoją przyszłość, która tak bardzo zaczęła ją nurtować.

- Bardzo miło spędziłam z tobą czas. Byłabym niepocieszona, gdybyśmy tego nie powtórzyły. Jeśli będziesz miała ochotę na wspólne czytanie albo cokolwiek innego to mów. Najłatwiej mnie znaleźć w wieży Krukonów albo w bibliotece - powiedziała do Magg. - Niestety muszę już iść. Do rychłego zobaczenia, Maggie.

[z/t] chyba że Magg ją zatrzyma albo coś xd

Re: Mała sala

on Nie Lut 14, 2016 12:48 pm
- Życzę ci w takim razie powodzenia i żebyś nie skończyła tak jak ja, zamknięta w zamku ze swoimi marzeniami.
Uśmiechnęła się lekko, z całego serca kibicując Krukonce, aby udało jej się zdobyć na tyle doświadczenia, by móc pracować w Departamencie Tajemnic.
- Jeżeli będziesz potrzebowała pomocy z zaklęciami, albo eliksirami, to możesz na mnie liczyć. Kiedyś byłam całkiem dobra w wytwarzaniu eliksirów.
Posłała jej szeroki uśmiech, a kiedy opuszczała pomieszczenie, pomachała jej na pożegnanie. Sama jeszcze chwilę posiedziała na kufrze, po kilku minutach przelatując przez jedną ze ścian, aby udać się w tylko sobie znanym kierunku.

z.t


~ Siedziała sama na drugim końcu sali
Marzyła o czymś co nigdy się nie zdarzy
Smutnej dziewczynie w czerwonej sukience
Wesoły chłopak ukradł młode serce. ~


Re: Mała sala

on Czw Lut 18, 2016 3:50 am
Repleo opanowywane przez Felice w końcu zaczęło częściej wychodzić. Zaklęcie co prawda nie dawało stuprocentowego efektu,  gdyż to wymagało częstszego używania, jednakże w końcu dziewczyna je pojęła i szło jej naprawdę dobrze.


[Możesz wpisać je do swojej Karty Rozwoju, +1 PD]


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Mała sala

on Pon Lut 13, 2017 4:36 pm
Można by stwierdzić, że to była bardzo łagodna letnia noc, zupełnie różna od tych poprzednich deszczowych, czasem nawet i burzowych wręcz. Charles też był bliski tego stwierdzenia, kiedy to w swej kobiecej postaci przemierzał korytarze, spotykając dość często zaintrygowane bądź zdziwione spojrzenia - zapewne żaden z uczniów nie był w stanie go tak po prostu rozpoznać, miał więc i tę przewagę.
- No już, moi drodzy, godzina policyjna tuż-tuż, należałoby przestrzegać szkolnego regulaminu, czyż nie?
Łagodny, jakże uprzejmy uśmiech przy tak wypowiedzianych słowach również odnosił odpowiedni rezultat - uczniowie bez słowa sprzeciwu, szli w odpowiednim kierunku. Bez zbędnych pytań i odpowiedzi czuł się niemalże zrelaksowany, niemalże zdolny uwierzyć w łagodność trwającej pory wieczornej a właściwie nocnej. Nawet widok za oknem był przecież przyjemny, sprzyjający kontemplacjom dotyczących upływającego czasu. A jednak... dokładnie, a jednak były rzeczy, które nie chciały dać mu spokoju. Kiedy dotarł na III piętro, wyciągnął różdżkę i pomazał ścianę tym samym "wzywając" drzwi przez które śmiało przeszedł. Nie oglądał się za siebie. W małej sali było przyjemnie chłodno i spokojnie, a przy pomocy kilku dobrze dobranych zaklęć, pojawiło się większe okno, stół, który bardziej przypominał łóżko i popielniczka. Więcej do szczęścia obecnej pani Hucksberry nie było potrzeba. No oprócz gazetki, ale i ta się znalazła dziwnym trafem w kieszeni jego szaty wraz z paczką papierosów. Oto więc Charles ułożył się elegancko, rozłożył Czarownicę i przyglądał się ładnie pozującym kobietom.
Teraz mógł się oszukiwać, że rzeczywiście była to bardzo łagodna letnia noc.


Re: Mała sala

on Pią Lut 17, 2017 8:29 pm
Sytuację, w jakiej znalazł się Alistaire można było nazwać... niezręczną. On sam wolał nazywać ją jebaną kpiną tej pierdolonej kurwy Fortuny, bo czym on sobie na to zasłużył?
Był kobietą. Dziewczyną. Jeden pies.
Kiedy dziewczęta stają się kobietami?
Zresztą, co go to obchodzi.
Istotnym jest to, że tkwił w tym obcym ciele, tak niewymiarowym i nieproporcjonalnym i dziwnym i w ogóle nie w porządku. Nie miał pojęcia, jak wybrnąć z tej sytuacji, więc tymczasowo zastosował dobrze znaną sobie metodę ignorowania problemu i emocji, do momentu w którym rozpłacze się, ja mała dziewczynka (którą teraz był, ale nie miał zamiaru tego przyznawać) na środku Wielkiej Sali i skuli pod stołem Slytherinu.
Nie miał ochoty na siedzenie w Pokoju Wspólnym, tak właściwie nie miał nawet chęci na opuszczanie dormitorium, ale nawet w nim nie czuł się komfortowo. Postanowił wybrać się więc na przechadzkę, czekając do wybicia godziny policyjnej, by uniknąć pytających i ciekawskich spojrzeń, a zamiast tego znaleźć ustronne miejsce, w którym odda się swojej rozpaczy i może, jeśli Merlin się nad nim zlituje, nawet zapali papierosa. Był zdesperowany, nawet on nie mógł temu zaprzeczyć.
Nikogo więc nie zdziwi, że widząc tajemnicze drzwi w miejscu, w którym ich wcześniej nie było, podziękował wszystkim Założycielom i otworzył je szybko, wślizgując się do środka. Oparł czoło o gładkie drewno i odetchnął głęboko, krzywiąc się jednocześnie, gdy jego koszula opięła się niewygodnie na... na częściach ciała, na których opinać się nie mogła.
Ta farsa była kurewsko niezręczna. Nawet jego ubrania go zdradziły.
Odwrócił się po chwili, czując się nieco spokojniejszy i...
Wspominałem już o tej pierdolonej, zawszonej kurwie Fortunie?
Zamarł, wpatrując się w leżącą na łóżku kobietę, czując jakiś dziwny niepokój. Miał wrażenie, że ta twarz pasowała do jakiegoś nazwiska, ale za chuja Merlina nie mógł jej żadnego przypisać.
Zresztą, pal licho z tym nazwiskiem. Od kiedy po Hogwarcie pląsają się paniusie nie mające nic z Zamkiem wspólnego?
Nie mówił nic, nie ruszył się nawet, czekając na ruch tajemniczej nieznajomej, której poznawać wcale nie chciał.

Re: Mała sala

on Pią Lut 17, 2017 9:42 pm
Fortuna lubiła dużo drwić, powinien o tym wiedzieć. Charles wiedział, bo również dużo drwił. Rozumieli się więc z Fortuną doskonale, choć ta miała nad nim przewagę; ciągle go zaskakiwała i znała wszystkie jego słabości, zupełnie jakby był prześwitującym kawałkiem materiału przez który patrzyła. Był dziewczyną, kobietą był Hucksberry. Tak wyglądał odpowiedni podział, wystarczająco jasny i dla tych uczniów, którzy z książkami witali się bardzo rzadko, może raz na pół roku, o ile w ogóle. By móc stwierdzić, kiedy stanie się dojrzałą panną, pan Mulciber powinien zacząć prowadzić kalendarzyk, ponoć są już takie, które śpiewają o zbliżających się, comiesięcznych premierach.
Charlesowi jego nowe ciało zaczynało się podobać, było dziwnie miękkie i nawet wytrzymałe, co dość go zaskakiwało, zwłaszcza, że do tej pory kobiety w głowie mężczyzny uchodziły za istoty niezwykle delikatne, kruche, nawet jeśli na zewnątrz wysyłały zupełnie sprzeczne
sygnały. Posiadanie piersi uznał za niebywały atut, choć okazały się cięższe niż myślał. Dostrzegał coraz więcej plusów w tej jakże niedorzecznej sytuacji - opóźniał już chyba specjalnie wizytę u profesora Slughorna by móc rozważyć możliwe rozwiązania. Jako że był dorosłym odpowiedzialnym mężczyzną - chwilowo kobietą - nie musiał się bać tego, co chłopak.
Rozpiął szatę i koszulkę i umieścił Goblińskiego Mocnego pomiędzy wargi, odpalając od różdżki. Zagwizdał, dymem atakując uchylone okno i wzrokiem pochłaniając odsłaniające różne części ciała uśmiechnięte czarownice.
- A nagrodę otrzymuje... - wymruczał do siebie swoim obcym głosem, a nagłe otwarcie i zamknięcie się drzwi zdążyło umknąć jego uwadze. Prowizoryczne łóżko wyśmienicie się spisywało, ale światło księżyca już nie. Mógł przecież ładnie uznać, że była jakąś tajemniczą panią aurorką, która stanowiła jeden z elementów zamku - w końcu dodatkowe środki bezpieczeństwa spisywały się nie najgorzej, mimo że jedna z "wysłanniczek Ministerstwa" postanowiła przestać się ukrywać. No cóż. I takie rzeczy się zdarzały. Nie skończył, przekręcił się a krótkie westchnięcie upuściło te jakże niewinne wargi wraz z dymem papierosowym, kątem oka dostrzegł jakąś sylwetkę. Dziewczęcą.
- A panienka to nie powinna już być w dormitorium? Zaraz wybije dziesiąta - wyciągnął się z papierosem i gazetką niczym jakieś długie stworzenie. Może widłowąż. W końcu oparł swoją głowę o dłoń a kilka przydługich kosmyków opadło mu na twarz. Miodowe oczy wpatrywały się w uczennicę.
Nie rozpoznawał jej czy też jego.
W tych ciemnościach zwłaszcza.




Re: Mała sala

on Pią Lut 17, 2017 10:32 pm
Jeszcze w innych względach Fortuna i Hucksberry byli do siebie podobni.
Pierdolona kurwa Fortuna i pierdolony chuj Hucksberry, pokrewieństwo jest nie do przeoczenia.
Chce pan zagłębiać się w krwawe szczegóły kobiecości?
Alistaire wolał znać je tylko z widzenia, nie odczuwał najmniejszej nawet potrzeby spoufalania się z nimi. Nie mógłby powiedzieć, że podzielał fascynację swego profesora. Biust w jego jakże skromnej opinii był niezwykle ograniczający, frustrujący i po prostu, niemile widziany. Nie, ten widok wcale mu się nie podobał.
Nie rozpływał się nad miękkością dziewczęcego ciała – wciąż w końcu pozostawał szczupły i drobny, jego biodra zaledwie były nietypowo nieproporcjonalne. I przeszkadzały. Był pewien, że pod koniec tego eksperymentu będą całe posiniaczone.
Nie widział atutów.
No, może jego włosy były znacznie dłuższe, co stanowiło całkiem przyjemną odmianę. Zastanowi się nawet nad zapuszczeniem ich, kiedy to wszystko się wreszcie skończy.
Skrzacie stópki i roznegliżowane czarownice. Lista zainteresowań rośnie.
I papierosy, które niemiłosiernie śmierdziały.
Wzdrygnął się mentalnie, słysząc ten tytuł. Nigdy tak bardzo nie tęsknił za byciem paniczem.
Zmusił się do rozluźnienia się, chcąc wyglądać na spokojne...ą?
Nie będzie go jakaś lala patronizowała, o nie. Tylko profesor McGonagall miała ten przywilej. Przerażająca kobieta. I pani Selwyn, ot co. I mama.
Ale nie jakaś anonimowa przybłęda, co to paliła śmierdzące papierosy i ukrywała się w zamkowych ciemnościach.
- Tak? Kompletnie straciłam poczucie czasu – rzuciła, bez drgnięcia powieki, bardzo niewinnie. – Proszę wybaczyć mą impertynencję, ale czy mogłabym zapytać, kim pani jest? Rozumie pani, z tym wszystkim, co ostatnio się dzieje...
Westchnęła cichutko, jak gdyby okropnie zmartwiona. Oparła się o drzwi, dochodząc do wniosku, że lepiej będzie mieć klamkę w dłoni. Cholera wie, co to za babsko.

Re: Mała sala

on Pią Lut 17, 2017 11:52 pm
Najwyraźniej bardzo brzydko lubił sobie sprawiać ulgę ten panicz Mulciber, mimo że będąc panienką bardziej powinien zważać na swój język i na to jakie słowa nim kreśli. Cóż, chyba nie wszystko można było osiągnąć zmianą płci. Wielka szkoda. Mógłby otrzeć nawet łzy, gdyby panienka ta potrafiłaby kulturalnie płakać tak jak na dobrze urodzone dziewczęta przystało. Wystarczyło by zacząć prowadzić kalendarzyk, więcej informacji nie było koniecznych. Nie dla Hucksberry'ego. Od kobiet w czasie łóżkowych wyznań nieraz chcąc nie chcąc słyszał, że to działa. Mało tego! Ponoć istniały eliksiry, mające pomóc przejść przez ten kłopotliwy czas.
Wielka szkoda, może akurat dowiedziałby się czegoś nowego, wartego odnotowania w tej dużej wolnej przestrzeni, która wszak czekała, aż zostanie wypełniona. Czymś. Nie tylko piersi, raczej całość była jedną, wielką tajemnicą, którą powoli rozwiązywał. Przynajmniej w swojej głowie, nadal jednakże duża część elementów pozostawała nieznana. Może zwyczajnie Alistaire był zbyt uprzedzony by pojąć to naturalne piękno, istniejące wszak od początku? Należało więc pozbyć się tych zaklęć mydlących mu oczy, może poprowadzić, wskazać by zrozumiał. Na chwilę choćby.
Błądził ten płomyk w ciemnościach, gubiąc własną samoświadomość, zapominając jakie było jego źródło. Odbija się od cienkich ścian, nielogicznie zatrzymujących dźwięki. Prosta mała sala w której przyszło mu być, nie miała prawa stać się miejscem psychicznego wypoczynku panicza.
Trzyma się tych skrzacich stópek bardzo mocno. Przy roznegliżowanych czarownicach Hucksberry nie zaprzecza. Przy mocnych papierosach również. Przy alkoholu temat rzeka.
Należało jednak dodać, że panie czarownice z Czarownicy miały w sobie sporo klasy i wdzięku. To nie tak, że odsłaniały się całkowicie, o nie. To nie był ten rodzaj gazety.
Hucksberry był wszak dżentelmenem, nawet w zmienionej formie. Przykre, że panienka tego nie potrafiła docenić. Sama była sobie winna, wchodzić do pierwszych lepszych pojawiających się drzwi, zamiast dobrze je sprawdzić, różdżką przejechać, przepadać. Może jednak była zabłąkanym drobnym pufkiem, tak z daleka, bez okularów, wyglądała na góra piętnaście lat. Na tyle też brzmiała. Zamyślił się, zaciągając Mocnym Goblińskim. Cóż. Dobrze, że to kurczątko miało w sobie odrobinę zdrowego rozsądku. Już się obawiał. Zamknął gazetę.
- Rozumiem. Chętnie panience odpowiem, jednakże... sama mam pytanie. Czy lubi panienka zagadki? - Spytał dziwnie zainteresowanym głosem, może odrobinę sennym jak wszystko inne w tej sali. Nietypowy dzień. Nie zajął się ponownym zapinaniem guzików ani sięganiem po różdżkę. Nie czekał też na odpowiedź. - Z borówką lub biodrem kojarzyć się może i pewnie to też pomoże, gdy wspomnę, że rzeczy czyjeś często biorę.
Zagadka nie była najlepsza, cóż, ale wydawała mu się być dziwnie zabawna. Jeśli jej nie rozwiąże to się dopiero wtedy zdziwi.
- W słusznej oczywiście sprawie.
Popiół wylądował w popielniczce.



Re: Mała sala

on Nie Kwi 09, 2017 9:27 pm
Uznajmy ten temat za zakończony, z oczywistych przyczyn. Kobiecości miał dość, już po zerknięciu w lustro.
Prosta mała sala zdawała się miejscem lepszym od innych. Chociaż, zastanawiając się nad tym teraz, może powinien był udać się do Zakazanego Lasu. Towarzystwo niewątpliwie byłoby dogodniejsze.
On się stópek nie trzyma, ta wątpliwa przyjemność należy do miłego pana profesora.
Jakże czarująco z ich strony, mieć tyle szacunku do siebie i czytelników. Alistaire mógłby zerknąć, spojrzeć na bieliznę lub ułożenie włosów, gdyby potrzebował akurat inspiracji, co nie było bardzo prawdopodobne.
Kurczątko? Kaczątko może jeszcze?
Skrzacie stópki i ornitologiczne zamiłowania. Lista wciąż rośnie.
Ta kobieta stawała się coraz bardziej niepokojącą.
Może zamiast wołać aurorów, powinien od razu udać się do Munga? Możliwe, że poszukują pacjentki.
Dzielnie, nie okazała po sobie tego, jak nietypową i podejrzaną wydawała mu się ta wymiana zdań.
Nie odpowiedziała, bo i nie było na to czasu.
Zamrugała, tajemnicza kobieta nie zaimponowała mu swą błyskotliwością. Chujowa zagadka. Rymy niedokładne i zbyt ogólna.
- Czarownica z ubogiej rodziny, która próbowała dorobić się na plantacji borówek, ale zraniła swoje biodro i postanowiła zostać złodziejką, by wyciągnąć swój ród z ubóstwa – palnęła, całkiem beznamiętnie, chociaż drwina, która brzmiałaby w tonie Alistaire’a, w głosie Alesto zamieniła się w niewinną ignorancję.
Naprawdę chujowa zagadka. I gość chujowy. I sala jednak też chujowa.


Re: Mała sala

on Nie Kwi 09, 2017 11:00 pm
Dziw, że lustro wytrzymało te wszystkie grymasy i przekleństwa, które niewątpliwie, choćby i w myślach, rzucał panicz Mulciber, odkrywając, że jego płeć się zmieniła. Chociaż Charlesowi w sumie nie było nic do tego, co sobie chłopak myślał, nawet jeśli sam uważał to za niezwykle ciekawe przeżycie. Z tego co mu było wiadomo coś, co wywołało taką zmianę musiało być bardzo mocne i unikatowe, nie zdziwiłby się, gdyby coś w kodzie DNA się nie zgadało. Mugolska medycyna była niezwykle fascynująca i większość niej przeszła do czarodziejskiej. Z tego miejsca polecał większość książek, które były jej poświęcone. Mała sala była bardzo przyjemna, a i owszem, Charles lubił tutaj robić wyzwania dla uczniów. Być może i panicz Mulciber by się o tym przekonał, gdyby uczestniczył często w jego zajęciach. Cóż, teraz było już za późno. Jeśli panienka potrzebowała trochę świeżego powietrza, był w stanie szerzej otworzyć okno. Wszystko dla jej wygody.  Nawet nie rozpoczęli poważniejszej dyskusji na ten temat, a już Alistaire zbaczał i o dziwnych fetyszach powiadał, ośmielając się, by tego było mało, przykleić je do osoby nauczyciela. Bardzo niepokojące. W końcu to Czarownica, bardzo szanowane czasopismo. Zapewne Ślizgon widział choćby fragmenty ich artykułów lub zdjęć. Zdziwiłby się, gdyby było inaczej.  Nie było konieczne by dzielił się jednak ze swoimi upodobaniami z nauczycielem, w końcu nie przystoi.
Brzydkie kaczątko, o, idealnie, co to dopiero zamieniło się w młodego łabędzia za sprawą magii. Gdyby tylko Hucksberry wiedział, uznałby tę metaforę za najstosowniejszą. Czy zamierza wypisać te wszystkie punkty i schować do swojego pamiętnika, żywiąc nadzieję, że oto właśnie odkrył wszystkie niepokojące sekrety profesora Obrony Przed Czarną Magią? Nieładnie.  Nie zamierzał zbłąkanemu dziewczęciu ułatwiać sprawy z tym kim jest, może to nawet wygodniejsze rozwiązanie, tak na dobrą sprawę. Skrzyżował w kostkach swoje szczupłe, całkiem zgrabne nogi. Zaciągnął się mocniej, nieco marszcząc czoło na tę odpowiedź; chyba nawet był zawiedziony.
- Ach... cóż gra słów, rozumiem, że nie jest to do końca oczywiste - westchnął i skończył, gasząc niedobitek na parapecie i zrzucił go na błonia. Nie ma dowodów, nie ma sprawcy. I odczarował również popielniczkę. - No nic, w takim razie panienka się nie dowie. To chyba zresztą nie jest wcale takie istotne, nieprawdaż?
Zawsze mogła sobie iść. Charles ziewnął i wyłożył się wygodnie na ławce, zastanawiając się nad ewentualnym wyczarowaniem sobie poduszki. Było dość niewygodnie. Wbiła miodowe spojrzenie w sufit.
- Może panienka tutaj zostać - przyzwolił znikąd, jako że jego żeńska strona miała na to taką ochotę. Łatwo było tak po prostu taką taktykę przyjąć. Po jakimś czasie znudziło go to jednak więc podniósł się, przyjrzał się przelotnie dziewczynie, unosząc jedną brew do góry, gdy ją mijał. Nadal jej nie rozpoznawał.
- Do widzenia - pożegnał się, kiwając głową i niemalże uderzając czołem w swój biust. Cóż. Udał się powoli do swojego gabinetu, gwiżdżąc po drodze. Zapewne i tamta panienka w końcu opuściła małą salę.

[z/t x2]


Re: Mała sala

on Sob Paź 13, 2018 9:44 pm
6 listopad 1978 rok
.............................................................
Po co komu siedzenie teraz na zajęciach zaklęć, jak raz można zrobić sobie wagary i spróbować poznać lepiej szkołę. Jarrett chociaż nie był kujonem, ba daleko mu nawet było do niego, to starał się nie opuszczać zajęć, ale fakt, że ciałem znajdował się w sali w żaden sposób nie oznaczało tego, iż wyniesie coś sensownego z tych zajęć. Zabawne było to, że nawet jego rodzice, chociaż mugole którzy kompletnie nie znali się ma świecie magii wymagali od swojego syna znacznie większego wkładu w zajęcia. Może było to spowodowane tym, iż liczyli na to, że jeżeli nie w zwykłym świecie się odnajdzie, to uda mu się to w świecie czarodziei, i porzuci te durne marzenia o zostaniu muzykiem. Rodzice Jarrett'a w żaden sposób nie uznawali tego czym ich syn się interesował. Uważali, że muzyka może być hobby, ale w żadnym wypadku sposobem na zarobek. Z resztą tak samo jak na każdym kroku powtarzali "co to też stało się z tą młodzieżą" dla nich trochę dłuższe włosy oznaczały mniej więcej kryminał. Byli starej daty i chłopak zdawał sobie z tego sprawę, czy próbował coś z tym zrobić tak...usiłował swoich rodziców jeszcze bardziej wkurzyć.
Jarrett włóczył się po korytarzach szkoły licząc na to, że spotka kogoś znajomego, ale ku jego zdziwieniu dookoła niego nie było żywej duszy. Czy naprawdę wszyscy byli na lekcjach, czy inna część szkoły była bardziej fascynująca tego nie wiedział, ale coś bardzo szybko odwróciło jego uwagę od tych pustek na korytarzu. Były to jakieś tajemnicze drzwi, których jak mu się wydawało wcześniej po prostu nie było, ale oczywiście mógł się mylić. Jego pamięć nie była tak dobra jak by on sobie tego życzył. Ciemnowłosy zaintrygowany tym co może znajdować się za tymi drzwiami po prostu poszedł w ich kierunku, i bez chwili zastanowienia się po prostu nacisnął na klamkę, by ujrzeć...salę...zwyczajną salę w której raczej nie wiele się znajdowało.
-No bez jaj...- Mruknął cicho sam do siebie wchodząc do środka. Tak naprawdę na co on liczył...na jakieś wybuchy, smoki, czy inne trytony. Być może tak...Jarrett wiedział, że ta szkoła kryje w sobie wiele ciekawych miejsc, z wieloma ciekawymi atrakcjami, chciał odkryć je wszystkie, chociaż pewnie wiedział, że nie jest to możliwe. Jarrett zaczął kręcić się po sali stwierdzając, że jest po prostu lekko pustawa. Mimo to i tak to miejsce wydawało się być ciekawsze od pustego korytarza...tak Jarrett zamienił pusty korytarz na pustą salę...

Re: Mała sala

on Sob Paź 13, 2018 10:03 pm
6 listopad 1978

Poszedł. Przed siebie. Prosto. Po prostu wstał z łóżka i ruszył przed siebie. Szedł opustoszałymi korytarzami Hogwartu. O tej porze wszyscy już siedzieli w salach na zajęciach. On po prostu kroczył. Zatrzymał się przed drzwiami, za którymi miała odbyć się lekcja, ale nie nacisnął klamki, nie spróbował jakkolwiek zmienić faktu, że właśnie się spóźnił, że właśnie się tam nie pojawił. Powinien schować się gdzieś w rogu i robić jakieś notatki. Chciał coś w sobie zmienić, chciał wziąć się w garść i nie myśleć o poprzednim roku, o jego przywiązaniu do Ptaszyny, która uwiła wokół niego mocną sieć i wciągnęła, która z pozoru wydawała się taka krucha i niewinna, była po prostu drapieżnikiem, który chciał go złapać. Miała mu pomóc, a on miał pomóc jej, ale jednak nic z tych rzeczy nic się nie stało. Jak zwykle - on się odciął i postawił większy mur.
To samo zrobił z Eileen. Chciała zbić tę ścianę, prawie udało się jej obejść ją dookoła, ale on ponownie się odciął. Stworzył kolejną ścianę i zamknął się w niej na cztery spusty. Nic nie było w stanie robić tego muru i nic nie było w stanie tego zmienić. Chciał się otworzyć, ale bał się tego tak mocno, że zamiast się otwierać bardziej się zamykał. Nie wiedział ile spędził czasu patrząc w puste drzwi, ale w końcu wycofał się i ruszył dalej korytarzem. Nie wiedział, czy skorzystał ze schodów, nie wiedział gdzie był. W głowie słyszał kojący dźwięk melodii, którą jakiś czas temu grał na gitarze.   Dawno nie grał. Dawno nie ruszał tego sprzętu. Miał wrażenie, że zapomniał jak się gra, jaki ma dźwięk. Jego życie. Instrument, do którego sięgał, gdy czuł, że stacza się na dno. Gdy czuł, że po prostu upada i nie ma siły walczyć dalej. Ven nigdy nie był typem osobnika, który walczył. On zawsze się poddawał, pozwalał się ciągnąć na dno. Pozwalał, aby klatka, w której siedział zacieśniła się bardziej. Pozwalał zbliżać się ścianom do niego, pozwalał ściskać swoje ciało i nie robić z tym nic. Nie wołał, nie ruszał się. Pozwalał. Pozwalał zrzucać się z wysokości i każdego dołującego dnia spadać o jedno piętro niżej. Oglądać okna, za którymi działo się prawdziwe życie. Życie, które nigdy go nie dotyczyło.
Widział tam swoich rodziców, widział uśmiechniętą siostrę, widział jak jest obdarowywana prezentami i kochana, a on patrzył z boku i zazdrościł. Gotował się i pękał na miliony kawałków. Chciał też takiej uwagi, chciał też być kochany, ale zawsze to odrzucał. Każdą osobę, która chciała się zbliżyć odpychał i leciał dalej w dół. Miał wrażenie, że kiedyś jego siostra chciała się z nim zaprzyjaźnić, ale on ją odrzucił. Miał wrażenie, że była wobec niego taka tylko i wyłącznie z jego powodu.
Miał wrażenie, że oszaleje jak nic nie zrobi ze swoim życiem, ale wiedział, że nie da rady. Nie miał siły. Odrzucił Esme, odrzucił Eileen, a ciekawość, która została w nim rozpalona zniknęła z dnia na dzień. Krukon nigdy więcej się do niego odezwał, a on sam nie próbował się do niego zbliżać. Teraz nie mógł go nawet spotkać, ale nic na to nie mógł poradzić. Po prostu szedł dalej. Kręcił się, lawirował wokół każdej napotkanej osoby.
Szedł tak prostu, aż w końcu zatrzymał się przed drzwiami, których tu nigdy nie widział. Znowu się przed nimi zatrzymał, rozejrzał się, ale nikogo tu nie było. Jego dłoń powędrowała do kieszeni szaty. Wyczuł od razu w niej jeden papieros.
Dawno nie paliłeś. - usłyszał głos, który odbił się echem w jego głowie. Zamknął na chwilę oczy, odetchnął głośno i czekał. - Spróbuj. Nic się nie stanie. Znowu zostaniesz otulony przez ten boleśnie zaciskający twoje płu dym. Pozwolisz się podusić przez jego kojące ramiona. Stworzy ci przytulne chwile. Pamiętasz jak było, gdy rzuciłeś?
Nacisnął klamkę i wszedł do środka nie spodziewając się tu nikogo oprócz kurzu i pustych ławek.
Oh – wyrwało mu się z ust, gdy zobaczył jakiegoś chłopaka. Oczy Vena były zielone, ale jednocześnie zamglone. Nie myślał, ale jednocześnie czuł, że powinien obudzić się z tego letargu, który go owłanął tego dnia.


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Mała sala

on Sob Paź 13, 2018 10:47 pm
Jarrett kręcił się po sali, chociaż w pewnym momencie się zatrzymał i zdał sobie sprawę z tego co on wyprawia. Łaził w lewo w prawo od ściany do ściany, tak naprawdę nie wiedząc po co i na co mu to, a jednak to robił.
-Jesteś naprawdę idiotą...- Idiotą, który w dodatku gada sam do siebie. Tak czy inaczej dochodząc do wniosku, że niczego ciekawego tutaj nie ma wzruszył tylko lekko ramionami, i już zmierzał w stronę wyjścia, kiedy jego drogę zagrodził jakiś inny chłopak. Był do niego znacznie słabiej zbudowany, a jego spojrzenie wydawało się wręcz krzyczeć, że on sam nie ma pojęcia co tutaj robi.
-Nie radzę...nie ma tutaj nic ciekawego, chyba, że lubisz gołe ściany...ja wolałabym gołe, ale zupełnie inne rzeczy- Mruknął i zaśmiał się cicho, po czym już chciał wyminął chłopaka, ale kiedy tylko przypomniał sobie ten jego pusty wyraz twarzy zatrzymał się po czym westchnął ciężko.
-Wiesz stary...nie ważne jak źle by nie było, jaka panna by ciebie rzuciła...zawsze może być lepiej- Powiedział spokojnie odwracając się w stronę chłopaka i po prostu uśmiechnął się lekko po czym podszedł do niego i jak gdyby nigdy nic zarzucił mu rękę na ramiona.
-Popatrz na to wszystko z jasnej strony. Niektórzy mogą mieć gorzej niż ty- To było tak bardzo typowe dla Jarrett'a. Często wypowiadał się w tematach o których nie miał bladego pojęcia.
-A nawet jeżeli faktycznie nikt nie ma gorzej niż ty, to czy nie szkoda ci życia na chodzenie po szkole jak zombie?- Tak...chyba takie określenie na tego chłopaka w tej chwili doskonale by pasowało. Snuł się, jego twarz nie wyrażała absolutnie nawet odrobiny intelektu, a oczy były puste, a co za tym szło od razu można było stwierdzić, że myślami był w zupełnie innym miejscu...i to bynajmniej w żadnym radosnym. Jarrett za to, zawsze starał się wyłapywać te pozytywy, wedle niego łatwiej się wtedy żyło.
-No...już...rozpogódź się- Dodał po chwilce milczenia i potrząsnął lekko chłopakiem zupełnie tak jak by w ten sposób chciał właśnie wydobyć z niego chociaż minimalny uśmiech.

Re: Mała sala

on Sob Paź 13, 2018 11:09 pm
Nie dotarło do niego. Nie zakodował ruchu, a gdy coś go dotknęło jego wzrok nagle wrócił do żywych. Co chwilę zamyślał się, ale w końcu udało mu się wytężyć zmysły i usłyszeć jego głos. Głos, który plótł bzdury. W młodym Ślizgonie zaczął płonąć ogień złości. Denerwowało go to, że zakłócał jego przestrzeń osobistą, że gadał na temat, którego nie znał i użył słów, których tak bardzo nienawidził. Wiedział, że są osoby, które mają gorzej. Kojarzył chłopaka ze swojego roku, który nie widział, ale nie obchodziło go to, że ktoś miał gorzej. Dla niego najgorsze było właśnie to, że nie mógł patrzeć w zielone oczy Esme, że nie mógł zburzyć swojego muru i dopuścić do siebie Eileen doskonale zdając sobie sprawę, że dziewczyna miała jakiś problem i mógł jej pomóc. On nie potrafił i to powodowało, że nie mógł ruszyć do przodu. Ba! Za każdym razem się cofał i staczał bardziej niż za pierwszym razem. Nie chciał tracić ludzi, ale sam powodował, że ich odpychał i już nigdy nie mógł zobaczyć. Teraz jakiś facet zakłóca jego przestrzeń, gada trzy po trzy i karze mu się rozchmurzyć. Spojrzał na niego spod byka, wzrok jak zwykle miał chłodny, wyprany z emocji. Nie chciał, aby ktokolwiek widział jego emocje. Jedynie Esme mogła go przejrzeć i... i ostatnio zrobiła to też Eileen.
Tchórz. - to słowo wypowiedziane jej zezłoszczonym głosem mówiło prawdę. Był tchórzem i nie potrafił nic na to poradzić. Nie bał się wsiąść na miotłę, nie bał się wzbić wysoko w powietrze, nie bał się odbijać tłuczków, nie bał się stawać do pojedynku, nie bał się tłuc z drugim chłopakiem, ale bał się relacji, których oczekiwali inni. Bał się angażować w ludzi, bał się odpowiedzialności za rozpalone uczucia. Pamiętał do tej pory miękkie usta Esme na swoich i płonął ze wstydu, że zniknął z jej życia, że pozwolił jej odejść, że pozwolił sobie na zbudowanie większego muru.
To nie takie proste jak ci się wydaje – syknął, a jego usta nawet nie drgnęły, kąciki ust nadal były jak usta marmurowego posągu.
Był zimny, obojętny i wściekły. Wściekłość rozpalała się wokół niego jak ognisko. Miał ochotę na konflikt i było to silniejsze od niego, ale nie potrafił też bez powodu kogoś wyzwać na pojedynek, nie potrafił bez powodu kogoś uderzyć, a ten chłopak nie był osobą, która wyglądała na kogoś, kto szuka kłopotów. Chociaż z drugiej strony nie był teraz na zajęciach, co oznaczało, że szukał czegoś więcej niż ławki i pergaminu z piórem. Co jednak mógł wiedzieć Ven? Chłopak, który pilnował tylko swojego nosa, który się nie angażował i interesował własnym interesem w danej sytuacji. Raz chciał czegoś więcej i od razu z tego zrezygnował zamykając się w swoim egoizmie.


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Mała sala

on Sob Paź 13, 2018 11:29 pm
Kiedy chłopak usłyszał tak szorstką odpowiedź skrzywił się lekko, i ostatecznie odsunął się od chłopaka. Ostatnie pewnie czego on potrzebował to jakaś bitka, chociaż kto wie...może rzeczywistość była zupełnie inna.
-Dobra, dobra spokojnie...nie wkurzaj się tak, bo tak ci zostanie- Odpowiedział Jarrett i mimo wszystko uśmiechnął się lekko. On sam uważał, że nie miał wielu problemów. Rodziców jakoś spławiał, kobiety...cóż nie skupiał się nigdy na jednej, a co za tym szło nigdy nie cierpiał z tego powodu. No...może czasami te kobiety cierpiały, ale kiedy wszystko wychodziło na jaw jego już dawno nie było.
-Niektóre rzeczy wydają się być bardzo proste...tylko my je lubimy komplikować- Ludzie robili sobie pod górkę, i tego chłopak nigdy nie był w stanie zrozumieć. Po co tak utrudniać sobie życie, które z resztą samo w sobie było trudne.
-Nie lepiej poświęcić ten czas, który poświęcisz na zamartwianie się, to poświęcić go na pieczenie nad ogniskiem tłustych kiełbasek?- Było to na pewno zdecydowanie bardziej przyjemne, i odprężające zajęcie niż snucie się po szkole z miną wisielca, a może i ktoś interesujący przypałęta się do tych pieczonych kiełbasek. Tak Jarrett doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie była to pora roku na pieczenie kiełbasek, ale z drugiej strony pory roku to tylko jakaś umowa między ludźmi. Sam chłopak zawsze wychodził z założenia, aby nikt mu nie mówił jak ma żyć. Jak będzie miał ochotę wykąpać się w jeziorze w środku zimy i się przeziębię to to zrobi i tyle. Chociaż było to mało prawdopodobne bo pewnie bałby się o to, że jego idealnie ulizana fryzura się rozwali, i jak wtedy zaprezentuje się przed jakąś piękną kobietą.
-A może powiesz o co chodzi...wiesz co dwóch mężczyzn to nie jeden...a jak nic nie wymyślimy...zawsze możemy iść do kuchni i ukraść trochę kremowego piwa...chociaż w tej szkole to prędzej spodziewałbym się soku dyniowego- Był gadułą i gadał od rzeczy, ale czy i takie osoby nie są potrzebne na tym świecie. Na każdym kroku można było spotkać kogoś, kto za wszelką cenę starał się trzymać swoje myśli we względnym porządku. Jarrett o to się nie martwił. Często mówił to co ślina mu na język przyniesie...często też ponosił za to raczej mało przyjemne konsekwencje, ale życie takie było i on sam musiał się z tym jakoś pogodzić.
Sponsored content

Re: Mała sala

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach