Share
Go down

Stół Puchonów

on Pon Wrz 02, 2013 1:51 pm
First topic message reminder :

Wielki stół Hufflepuffu, przy którym zasiadają Puchoni, aby zjeść posiłek.

Re: Stół Puchonów

on Pią Gru 05, 2014 1:59 pm
Uniosła brew do góry, kiedy dziewczyna na nią spojrzała. Była zaskoczona, ale nie wiedziała czym, jej pytaniem czy jej osobą.
-Hej Miriam i Anet. - Przywitała się z dziewczynami. Kiedy koleżanka zaczęła mówić otworzyła oczy widocznie zaskoczona.
-Uczeń jest wilkołakiem? - No tak skoro Sahir może być wampirem, to czemu inny uczeń nie mógłby zostać wilkołakiem. Po chwili jednak ku jej uszu doszedł głos Anet, która usiadła po jej drugiej stronie by lepiej słyszeć całą rozmowę. Byłą zaskoczona jej słowami.
-Czekaj, czekaj skąd wiecie, że uratowałam Zacka? Jakiś uczeń wam to powiedział? - Powiedziała do obu dziewczyn. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć, może tam było kilku świadków, ale w trakcie ratowania chłopaka nawet jej to przez głowę nie przeszło, że ktoś mógłby ją zobaczyć.
-Nie, nie boję się Sahira. - Odpowiedziała spokojnym głosem. Ostatnio zbyt wiele osób umiała zdenerwować, zwłaszcza wampira i wilkołaka. Taki talent można sobie wsadzić w cztery litery...Wzruszyła lekko ramionami na jej słowa o tym, że ma wampira w klasie, nie wiedziała o tym przez sześć klas i chyba ten rok jeszcze mogłaby poczekać w spokoju.


Re: Stół Puchonów

on Sob Gru 06, 2014 12:31 pm
- Czy ja wiem, to by było trochę przerażające, mieć w Hogwarcie wilkołaka... ale tamto morderstwo było dziwne... i te ślady łap i pazurów... - Zamruczała dziewczyna siedząca po prawej stronie Elizabeth, łapiąc jeden z kosmyków swoich włosów, który wysunął się jej zza ucha i przysłonił oko.
- Trochę? - Dopytała Miriam, krzywiąc się. - Nawet bardzo! - Kwestia tego, że ktoś zamordował ucznia w szkole i to drugi raz, była pewna - niepewnym było tylko, kto to zrobił. - Może to znowu ten cały Władca Nocy... ten co zamordował tego dzieciaka na Balu Bożonarodzeniowym...
- Równie dobrze mógł to być żart nawiedzonych Collinsów, albo Rockersówny. - Bąknęła Anet. - Już prawie cała szkoła wie o tym wypadku. - Odezwała się, słysząc pytanie Eli na temat tego, skąd wiedzą, że uratowała Zacka. - Plotki szybko się rozchodzą... Ktoś was musiał widzieć, nie dopytywałyśmy, kto. - Bo w sumie co za różnica im, kto był świadkiem, grunt, że była nowa sensacja.
- Wooow, to nieeźle... Ja już napisałam list do matki, mam nadzieję, że rodzice coś z tym zrobią... zaczynam się bać chodzić do tej szkoły, co dopiero na lekcje, gdzie ten krwiopijca może się w każdej chwili na nas rzucić.
- Zgadzam się z Anet. Podziwiam twoją odwagę, Eli, ale na twoim miejscu miała bym się na baczności. Byłaś u dyrektora, żeby z nim porozmawiać?



Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Stół Puchonów

on Sob Gru 06, 2014 12:47 pm
Im dłużej tutaj siedziała tym nowszych rzeczy się dowiadywała. Z reguły była z wszystkimi rzeczami na bieżąco, a teraz jednak była nie doinformowana.
-Łapy i pazury? Czyli mógłby to być wilkołak.. - Mruknęła pod nosem sama do siebie, nie wiedziała o jakie morderstwo chodzi, ale na pewno nie było to nic ciekawego.
-Zamordowali kogoś na balu? - Powiedziała zszokowana, była tylko chwilę na tej imprezie, bo nie przepadała za takimi zabawami. To dziwne, że aż do teraz nic nie słyszała.
-Widać tylko ja jestem niedoinformowana. -Bąknęła cicho nie zadowolona z tego co tutaj słyszy.
-No tak plotki. - Domyślała się, że takie rzeczy w szkole szybko się rozejdą, ale żeby aż tak. Była zdziwiona. Uśmiechneła się słysząc słowa dziewczyny, może i ona powinna napisać do ciotki o tym co się tutaj dzieje. Ostatnio dawno tego nie robiła, miała nadzieję, że ciotka się nie martwi o nią.
-Bo ja wiem, dla mnie to nic wielkiego. - Odpowiedziała ze spokojem uśmiechnęła się nerwowo pod nosem. Jakoś nie wpadła wcześniej na to by poinformować o tych wszystkich zdarzeniach dyrektora, a znając ją pewnie powinna najpierw odwiedzić to miejsce, a potem dopiero robić coś na własną rękę.
-Dyrektora? Nie, nie byłam. Zastawiam się czy powinnam się tam udać. - Mruknęła cicho, może jak porozmawia z dyrektorem jakoś uda się to wszystko załagodzić. Wzruszyła ramionami lekko i podrapała się po policzku nerwowo palcem, w tej szkole zaczynało się robić coraz bardziej niebezpiecznie. Martwiło ją to i to dość mocno.


Re: Stół Puchonów

on Sob Gru 06, 2014 1:46 pm
- Niee wiesz? - Zapytały chórkiem dziewczyny. - Co Ty, przespałaś Bal? - Anet zamrugała zdziwiona.
- No ta cała akcja z tym wielkim wężem, Władcą Nocy i Komnatą Tajemnic... - Miriam zajrzała w oczy Eli bez przekonania, jakby chciała się upewnić, czy ta jest przy zdrowych zmysłach, toteż wyciągnęła ku niej dłoń, by oprzeć ją na czole dziewczyny - żeby o tym nie słyszeć, trzeba naprawdę mieć talent!
- Jak to nic wielkiego! - Oburzyła się. - Zack mógł tam umrzeć! Ty też! Nie powinnaś tego lekceważyć! Takie niebezpieczne stworzenia powinny być poza murami zamku. - Prychnęła rozjuszona Anet. - Nie mogę uwierzyć, że tak długo nic nie wiedziałam! Nailah zawsze był jakiś dziwny... Nie będziemy ci już przeszkadzać, lecimy jeszcze na korepetycje z historii magii. - Uśmiechnęła się. - Miłego dnia! I naprawdę, idź do dyrektora... powinien zrobić porządek w tej szkole, a nie pozwalać się bestiom pałętać wśród uczniów. - Poklepała dziewczynę po ramieniu, wzięła swoją torbę, złapała Miriam za rękę i razem pobiegły do wyjścia z sali.

Elizabeth Cook + 5 PD za zdobycie informacji
[z/t x2]


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Stół Puchonów

on Nie Sty 25, 2015 8:50 pm
Istniał jeszcze jakiś cień procenta prawdopodobnej szansy na to, że nie zrobi z siebie idioty i nie wpadnie do Wielkiej sali w połowie przemówienia Dyrektora Dumbledora. Nawet jeśli los i kosmos płatał mu figla, i najpierw między piętrami przestawił mu schody, a potem sprawił niespodziankę w postaci kotki Filcha, która zakręciła mu się między nogami i o mało nie przyczyniła się do straty zębów. Cola, nie jej. Zaklął wtedy na nią siarczyście z mocnym, polskim akcentem (a nawet i językiem) a na jej arystokratycznej mordce dało się zauważyć tylko cień sadystycznej satysfakcji.
Jak on nie cierpiał kotów...
Na parterze było już łatwiej; ilość mijanych uczniów gwałtownie się zwiększyła, a to znak, że sala nie była jeszcze pełna i przemówienie jeszcze się nie zaczęło. Dobra nasza, Puchoni! High... Self-five!
Brunet poprawił rozczochraną czuprynę i rozwianą szatę oraz swoje szerokie jak dekle od słoika bryle. I był gotowy do dumnego reprezentowania szkoły. No i do śniadania rzecz jasna. Wpłynął do ogromnej sali wraz z rzeką szemrzących uczniów, reprezentujących wszystkie kolory szkoły. Wszyscy razem: Żółci, Zieloni, Czerwoni, Niebiescy. Dopiero kilka metrów przed stołami nagle ten ogromny, twardy i zwarty pień rozgałęział się i bezdusznie dzielił wszystkich na cztery grupki. Sam Colette tez poddał się temu rytuałowi i usiadł w połowie stołu puchonów, nieco bliższej stołowi nauczycieli i mównicy dyrektora. Na dodatek rozplanował to tak, żeby móc swobodnie na niego patrzeć i nie nadwyrężać karku - to dopiero geniusz.
Zaczął zgarniać sobie na talerz grubo krojone pajdy słodkiej chałki, smarować je masłem i zapijać gorącym kakao. Ciekaw był jakie było zdanie nauczycieli na ten temat. Pewnie zacznie się od zapewnień, że strach jest niepotrzebny i panują nad sytuacją... zawsze tak było, nawet w świecie mugoli. Kiedy mówi się o źle i końcu świata, to producenci są gotowi drukować hasła na opakowaniach płatków śniadaniowych i pisać zabawne felietony w gazetach, ale jeśli rząd mówi, że nie ma powodu do strachu... to sprawa jest poważna. Teraz więc wraz z całym tym minimum wiedzy odnośnie systemu działania ich szkolnego rządu pozostawało tylko napychać poddenerwowany sytuacją żołądek jedzeniem i modlić się, żeby przemówienie nie zaczęło się od:
"Nie ma powodu do paniki..."

Col przełknął nerwowo ślinę i odłożył nadgryzioną pajdkę chałki na półmisek, kiedy dyrektor zastukał łyżeczką w puchar. Wybiła oczekiwana godzina zero; gwar i stukot sztućców ucichł, zapanowała wręcz grobowa cisza. Coś było bardzo dziwnego i pokrzepiającego w widoku starego czarodzieja, którego oczy mimo, iż wpatrzone w jeden konkretny obiekt lub skrawek obrazu wielkiej sali, zdawały się obejmować swoją mocą wszystkich.
Zaczął mówić.
I początek nie wymagał od nich uspokojenia się. Był rzeczowy, wspaniały, właśnie taki, jakiego Colette potrzebował najbardziej. Na dobrą sprawę wytłumaczono uczniom oczywistości, ale wspomniano o obecności Aurorów, czyli swoistych Aniołów Strużów, znak, że ministerstwu wypadki nie są tak do końca obojętne. No i zapowiedź zabawy... to brzmiało naprawdę pokrzepiająco. Colette miał do wszystkeigo bardzo dziecinne odejście: tak długo, jak 'dorośli' czują się an gruncie na tyle pewnie, żeby organizować swoim dziatkom kinderballe - nie mogło być aż tak beznadziejnie.
Na pewno nie.
A mimo to nie mógł dokończyć śniadania. Kiedy zaciekawiony gwar wzmógł się od podniósł z siedziska i zaczął wolno kierować w stronę wyjścia. Nie musiał dyskutować o mugolskich bajkach - znał je. Andersena i braci Grimm.

z/t


It has been a beautiful fight. Still is.

Re: Stół Puchonów

on Pon Sty 26, 2015 7:46 am
Sharon Gallagher wkroczyła doprawdy w 'wielkim' stylu do Wielkiej Sali, gdzie dyrektor miał wygłosić arcyważną przemowę. Skoro więc tak właśnie miało być, to cóż poradzić? Było i koniec, mimo że ona z własnej nieprzymuszonej woli nie zwlokła by się tak szybko z łóżka. Nawet na rzecz pysznie pachnącego zestawu śniadaniowego. No ale..! To nie było byle coś! To było przemówienie! Samego dyrektora! Szampon wspaniały też do końca nie rozumiał, jakie to wydarzenia mają miejsce w Hogwarcie. Wiedziała, że zapisała się na jakieś 'coś' związane z mugolskimi bajkami, które bardzo lubiła i wylosowała coś tam niezwykle ciekawego, ale to było tajne i że sporo ludzi odeszło. No i że Elizabeth, jej współlokatorka stała się duchem. I to już...było bardzo niepokojące i dziwne. Sharon sama nie wiedziała, gdzie podziać oczy i co robić z rękoma, więc zrobiła to, co potrafiła najlepiej. Nałożyła sobie trochę jajecznicy z kiełbaskami i słuchała w absolutnej ciszy tego, co mówił profesor Dumbledore, co jakiś czas zapychając sobie pieszczotliwie usta by zagłuszyć w sobie wszystkie niepokojące odczucia.




A long way down
It can't change
I bet
In Technicolor Yawn

Re: Stół Puchonów

on Pon Sty 26, 2015 5:38 pm
Lizzy nie żyje. Nie mogła w to uwierzyć, przecież jeszcze tak nie dawno rozmawiała z nią w Hogsmeade. Była z nią w Miodowym Królestwie. Rozmawiała z nią o Kyoheiu, a teraz ta dziewczyna jest duchem. Nadal to do niej nie docierało. Wyszła z pokoju i pobiegła do wielkiej sali. Usiadła przy stole Puchonów i zaczeła wcinać bliżej nieokreślone kotleciki. Właśnie. Niesamowicie cieszyła się z tego losowania. To była jedna chwila, kiedy będzie mogła odpocząć od tych swoich myśli. Wszystko było takie niesamowite, a jeszcze ta sprawa z tym, że nie mogła nikomu o tym powiedzieć. Czuła się jak jakiś szpieg. Była tak zamyślona, że nawet nie zauważyła, że usiadła obok Sharon. Uśmiechnęła się do niej szeroko i dalej jadła. Co jak co, ale ona była strasznie głodna. Oczywiście zaczęła jeść zaraz po tym jak dyrektor skończył mówić, a potem pufnęła za drzwiami sali jak to Puffki mają w zwyczaju.

[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Kim Miracle dnia Pią Sty 30, 2015 7:10 pm, w całości zmieniany 1 raz



Kim Miracle


Miły nawet dla Snape'a,
czarny kotek ML,
najsłodsza postać,
która ma oczy wszędzie i
superodlotową walentynkę.
Album.



Re: Stół Puchonów

on Pon Sty 26, 2015 5:53 pm
Dyrektor ma coś do powiedzenia? Ciekawe... Rose z uśmiechem usiadła przy stole puchonów, zastanawiając się, co też może im chcieć przekazać.
Radośnie usiadła na wolnym miejscu i czekała, aż dyrektor zacznie mówić. Z niezwykłą, jak na nią, uwagą wysłuchała jego przemówienia i zastanowiła się nad jego słowami. Bajki? Ciekawe... Jej mama czasem czytała Rose coś na dobranoc, jednak, nie ma co ukrywać, lepiej kojarzyła i rozpoznawała bajki, które czytał jej ojciec. Zawsze wydawały jej się jakoś ciekawsze.
Po chwili zupełnie skupiła się na jedzeniu i nie pamiętała już prawie nic z tego, co mówił dyrektor. Jej uwaga skupiała się już na wielu innych, jak dla niej bardziej istotnych, sprawach. No cóż - Rose już taka jest i chyba trzeba jej to wybaczyć. No bo czy można się na nią długo gniewać? Wystarczy spojrzeć jej w oczy, żeby wiedzieć, że postrzega świat zupełnie inaczej niż zwykli ludzie. Dla niej nic nie wydawało się być aż tak istotne, jak dla innych i na wszystko patrzyła z szerokim uśmiechem na ustach. Czy to normalne? Nie, raczej nie. Ale Rose nigdy nie była do końca normalna. I tego się trzymajmy.

/zt





It's a perfect day
Tomorrow's gonna come too soon
I could stay
Forever as I am

Re: Stół Puchonów

on Pią Sty 30, 2015 2:54 am
Na chwilę pojawiła się jakaś znana jej z widzenia Puchonka, która miała naprawdę duże oczy. Właściwie takie duże, jak nieraz Sharon, gdy widziała coś dziwnego, albo po przedawkowaniu kwachów, kiedy myślała, że jej język pokryty jest dziurami. Na szczęście wielkich bogów wodnych, powietrznych, ognistych i ziemnych nic takiego się nie stało, oprócz tego, że przypominał on wtedy jedno wielkie czerwono - zielone ciało obce. Skutki uboczne po kilku dniach zniknęły ku radości Gallagher i od tamtej pory była ostrożniejsza, gdy eksperymentowała z magicznymi słodyczami. Również uśmiechnęła się w stronę Kim, ale nie za szeroko by przypadkiem nie dostrzegła jej zębów, w których z pewnością tkwiły jakieś resztki jedzenia. Puchonka sprawdziła to nawet językiem! Ale teraz musiała się silić na poważny spokój. Gdy dyrektor skończył przemawiać, a z talerza Szampona wspaniałego zniknęło wszystko, podniosła się i poprawiła swoją szatę. Następnie pożegnała się z Kim i poczłapała w stronę wyjścia by zwracać na siebie, jak najmniej uwagi.

[z/t]




A long way down
It can't change
I bet
In Technicolor Yawn

Re: Stół Puchonów

on Pią Sty 30, 2015 4:49 pm
Aberacius przyszedł tu jako jeden z ostatnich, jak zwykle. Posiedział chwilę, porozglądał się, posłuchał nauczycieli, którzy powiedzieli coś, co było jedynie potwierdzeniem plotek. Nie tylko na świat ale i na ich szkołę, którą nazywano bezpiecznym miejscem następowały chłodne i mroczne czasy... Nie było w tym nic dobrego. Musieli mieć się na baczności, jednak Aberacius jakoś tego nie odczuwał. Skoro już niedługo wszyscy i tak mieli umierać, dlaczego nie skorzystać z życia? Jasne, że w obronie nie ma nic złego, bo w końcu oddychanie to największe szczęście jakie mogło ich spotkać. Po prostu w ochronie tego daru nie mogli się zatracić.
Żyjemy jedynie raz, nie utraćmy tego i nie zmarnujmy.
Wyszedł jako jeden z pierwszych... Jak zwykle.
[zt]

Re: Stół Puchonów

on Wto Maj 19, 2015 5:49 pm
Spała! Cudownie spała, a miała tylko chwilkę poleżeć w ciepłym łóżku. Tak naprawdę chciała pograć na gitarze, ale nie miała weny, więc leżała, ale głupi Morfeusz zaciągnął ją do swojej krainy, a Kim do końca nie wiedziała dlaczego. W pewnym momencie potwór, tak zwany kołdrą zawinął ją wokół siebie i wyciągnął z krainy Morfeusza przez co dziewczyna pierdyknęła prosto o twardą podłogę dziewczyńskiego dormitorium. Krzyknęła przerażona, ale szybko obudziła się z tego dziwnego sennego letargu. Popatrzyła wokół dormitorium i przypomniała sobie, że dzisiaj profesor Dropsowaty zwołał w Wielkiej Sali zebranie, więc Kim bez dłuższego myślenia wybiegła z krainy puchonlandu i pobiegła jak blond włosy wicher na miejsce spotkania. Po chwili usiadła przy odpowiednim stole i położyła swoją kudłata główkę na stoliku. Tym razem jednak skutecznie walcząc z Morfeuszem i nie pozwalając mu się znowu zaciągnąć do jego domu.



Kim Miracle


Miły nawet dla Snape'a,
czarny kotek ML,
najsłodsza postać,
która ma oczy wszędzie i
superodlotową walentynkę.
Album.



Re: Stół Puchonów

on Sro Maj 20, 2015 7:09 pm
Zoczył ogłoszenie na tablicy w Pokoju Wspólnym Puszków i owszem czuł odgórną potrzebę dostania się do Wielkiej Sali, jaka rosła proporcjonalnie do potrzeby rozmawiania przy tym z kimkolwiek. Dlatego też wręcz pretensjonalnie, zasępiony, siadł na samym rogu stołu - nie chciał tu być, słuchać spisu martwych, dat pogrzebów, ogromnych kondolencji nauczycieli i tego, co nastąpi teraz i jak mocno rygor w tej szkole zostanie przez bitwę podniesiony. Jak zwykle był radosnym ptaszkiem, tak teraz szczerze nią miał ochoty; jego mózg był wysłany daleko, daleko w strony, które nie tyle miały głęboko wyjebane na to, co dzieje się w szkole (bo nie miały), ale był już tym wszystkim tak zmęczony i przeciążony, że ledwo dawał radę w ogóle sobie przypomnieć jaka drogą dotarł do tej ogromnej komnaty. Oparł się przedramionami i myślał o nauce zaklęć jakie planował sobie zaserwować w jednym z najcudowniejszych pokoi w Hogwarcie i już miał chęć być tam, a nie tutaj. Jednak okazał się być wielkim egoistą, jaki wolał jednak skupić się na przyjemności, niż siedzieć ze wszystkimi i celebrować minute ciszy. On miał już swoją minutę ciszy i swoją przepłakaną noc i swoje pieprzone problemy z odpaleniem pieprzonego papierosa...! ...już, spokojnie. Choć denerwowała go sztuczność tego całego przedsięwzięcia.


It has been a beautiful fight. Still is.

Re: Stół Puchonów

on Czw Maj 21, 2015 3:16 am
Prawie nie spała tej nocy. Szansa na dowiedzenie się czegokolwiek z pewnego źródła - a przynajmniej pewniejszego niż szerzące się wszędzie plotki - powinna ją uspokoić. Tego w końcu od kilku dni pragnęła najbardziej. Zamiast tego jednak wydawała się bardziej spięta niż dotychczas i nie miało to nic wspólnego z podnieceniem które odczuwała kiedy odpowiedź pojawiała się w zasięgu ręki. To był... strach. Przed tym czego mogła się dowiedzieć a raczej przed usłyszeniem w końcu tego co i tak wszyscy już wiedzieli. Kiedy miała już dosyć bezsensownego wpatrywania się w baldachim własnego łóżka rozsunęła kotary i wstała a senność dała w końcu o sobie znać. 
Do Wielkiej Sali weszła ziewając i potykając się lekko o skraj przydługiej na siebie szaty. Podeszła do stołu i opadła ciężko na krzesło. Prawie uśmiechnęła się widząc kłębowisko blond włosów kilka miejsc dalej. Było tak dobrze znajome, że aż kojące. Oparła więc podbródek na splecionych dłoniach i wpatrywała się w leżącą na stoliku główkę Kim starając się opanować własną stopę, którą mimowolnie stukała w posadzkę.



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...

Re: Stół Puchonów

on Pią Maj 22, 2015 2:14 pm
Gdyby nie zupełny przypadek, z pewnością nie zauważyłaby wielkiego ogłoszenia przyklejonego na tablicy i teraz nie znajdowałaby się w wielkiej sali, próbując nie odpłynąć w swój świat marzeń, ale skupić się na tym, co się działo dookoła. Ruszyła za innymi Puchonami, w przeciwieństwie do nich skocznym, lekko tanecznym krokiem pokonując kolejne schody i metry korytarza, wyprzedzając ich na moment a potem przystając i czekając, aż mała grupka ją dogoni. Oooch, tak na pewno nie powinna zachowywać się żadna uczennica, której koledzy i koleżanki zginęli i gdy cały zamek pogrążony był w smutku, rozpaczy i wszechobecnym zamęcie. Strach i przerażenie.
Zajmując miejsce przy stole Puchonów usiadła obok jakiejś dziewczyny, która uśmiechnęła się do niej blado i której Cassie w odpowiedzi przesłała promienny uśmiech, szczery i radosny, zupełnie niepasujący do przesiąkniętego powagą miejsca – jakby to właśnie teraz odbywał się pogrzeb, jakby mistrz ceremonii czekał, aż każdy zebrany przybierze na twarzy wyraz ponurej niepewności i żałoby, na którą nie było miejsca w kołaczącym się szaleńczo sercu dziewczyny. Obserwując zebrane osoby mogła czytać ich myśli ogarnięte strachem, przez który ich wyobraźnia pracowała jeszcze szybciej, jeszcze gwałtowniej podsycając obrazy przerażenia zmieszanego z niepewnością. Wystarczyło wpuścić do serca małą kroplę strachu, zabłąkaną, nieśmiałą błądzącą w żyłach, które trafiwszy na pulsującą tętnicę w mgnieniu oka rozpanoszy się po całym organizmie. Wyciągnęła się na stole, opierając brodę na złożonych dłoniach i zamknęła oczy.

Re: Stół Puchonów

on Pią Maj 22, 2015 4:18 pm
Należało przyjść więc przyszła. Co prawda była przestraszona, nie wiedziała co robić ze swoim ciałem, które no jakby nie patrzeć różniło się od tych wszystkich innych, które były takie...chude i ładne. Trochę jak na jakimś mugolskim konkursie piękności, no ale kto co lubił. Niemniej..! Sharon aż tak się nie przejmowała, to znaczy była teraz bardziej drażliwa, niż zwykle, bo te ostatnie wydarzenia nie były za przyjemne. W końcu, kiedy to wszystko działo się na błoniach, to ona była schowana pod swą kołdrą i nie zamierzała spod niej wychodzić przez najbliższy czas. W sumie nie potrwało to długo, bo przyszła Cassie i jakoś nawiązała się rozmowa. Dawno z nikim tyle nie rozmawiała. Teraz więc weszła do Wielkiej Sali ze spuszczoną głową i szybko zajęła miejsce przy stole Puchonów, rzucając krótkie spojrzenia i coś na kształt uśmiechu w stronę dziewczyn. Na chłopaków wolała nie patrzeć, bo jeszcze dostrzeże Zordona i...brr. Nie. Nie czas na jakieś niedorzeczności. Oparła więc głowę o swoją pulchną dłoń i wbiła spojrzenie w stół nauczycielski, czekając na wystąpienie dyrektora.




A long way down
It can't change
I bet
In Technicolor Yawn

Sponsored content

Re: Stół Puchonów

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach