Go down

Sala Klubu Magii Nut Empty Sala Klubu Magii Nut

on Wto Lis 19, 2013 8:29 pm
Wydawałoby się, że sala jest pusta, lecz to tylko pozory, bo od progu już wyczuwa się tę specyficzną magię, a powietrze wibruje, niczym najcichsza melodia.
Naprzeciwko drzwi jest okno wychodzące na dziedziniec, a w kącie stoi potężna szafa, w której pochowane są instrumenty. Oprócz tego sala po zajęciu przez wszystkich członków Klubu Magii Nut miejsc zmienia się nie do poznania w idealną salę do prób.



Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Wto Lis 19, 2013 8:32 pm
W tym roku to Filius Flitwick przejął pałeczkę i zaopiekował się szkolnym muzycznym klubem. Był z tego powodu zachwycony - kochał muzykę niezwykle mocno i zawsze znajdował dla niej czas. Miał nadzieję, że uczniowie, którzy zapisali się do tego klubu lada chwila się pojawią by mogli zacząć.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Wto Lis 19, 2013 8:53 pm
Weszła do pomieszczenia, nieco speszona. Co ona potrafiła? Śpiewać. Tak się jej przynajmniej wydawało. Nieźle sobie również radziła z fortepianem. Czasami grywała podczas uroczystych obiadów, które ojciec urządzał, kiedy miały przyjść do nich jakieś szychy z Ministerstwa. Przywitała się grzecznie z profesorem, zastanawiając się, kto jeszcze przyjdzie. Ona była po raz pierwszy i okropnie denerwowała się przebiegiem spotkania. Może nie powinna? Już nie ma odwrotu, nie może się wycofać. Usiadła na jakimś krześle, stojącym przy ścianie i oparła głowę o rękę. Palce drugiej dłoni, wybijały tylko jej znany rytm o podłokietnik.


Sala Klubu Magii Nut Tumblr_mqgphddZAx1qhg6ebo1_500

I'm a survivor

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Wto Lis 19, 2013 9:20 pm
Chodziła swoimi ścieżkami, jak kot - nikt zapewne nie pojmował i nie chciał pojmować, co też takiego w jej ciemnej główce siedzi. Sama nie wiedziała, dlaczego dołączyła do tego klubu. Dlaczego w ogóle się tutaj pchała.
Ale jednak przyszła. Przyszła, bo kocha muzykę, bo bez niej nie wyobraża sobie życia - jest to dla niej jedna z nielicznych pasji, namiętności, która zabiera ją w zupełnie inny świat. Świat, w którym staje się podatna na dźwięki i dzikość nut.  Nie liczyli się inni zebrani w tej sali - liczyła się tylko muzyka.
Przywitała się z profesorem Flitwickiem i podeszła do szafy, wyciągając gitarę. Nie zwracała nawet uwagi na Alex, jakby jej tutaj nie było.
Jakby nikogo tutaj nie było.
Po chwili zajęła swoje miejsce i wręcz z czułością przesunęła palcami po strunach, przymykając powieki.
To było to, czego potrzebowała.
To było to, co sprawiało, że burza w jej oczach znikała.




Me and the devil
Walking side by side

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Czw Lis 21, 2013 9:41 pm
Kilka uczniów już się pojawiło, co niezmiernie ucieszyło profesora Flitwicka. Uśmiechnął się do nich promiennie i stanął na stołku, by ich wszystkich dobrze widzieć.
- No dobrze moi drodzy! Możemy zaczynać nasze spotkanie - machnął różdżką i reszta instrumentów wyleciała z szafy, zajmując odpowiednie miejsca. - Zaczniemy od krótkiej rozgrzewki.
I zaczęło się. Popłynęły dźwięki, a Filius Flitwick przewodniczył temu wszystkiemu, zachwycając się tą swoistą magią. Jej pięknem i działaniem na zmysły.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Pon Lis 25, 2013 2:08 pm
Grała, grała tak jakby to, co tworzyła było materialne, było na dotknięcie jej ręki. Pragnęła przelać to, o czym chciała zapomnieć. O tym całym bólu i smutku i nieznanych uczuciach, gdzieś tkwiących na dnie, o których nikt nigdy nie miał się dowiedzieć. Była bez serca - tak utrzymywała, a wszyscy jej uwierzyli. Nawet ona sama. Była dumna. Była sobą - ciemnością, bolącym cieniem, kolcem, który wbija się głęboko w swoje ofiary. Lecz muzyka... muzyka była jedną z jej dzikich, marzycielskich i tajemniczych namiętności.
Przyglądała się ruchom swoich długich palców, uderzała w struny i czekała. Czekała na więcej, czując jak usta powoli się otwierają, jak wstrzymuje oddech, by na dobre rozpocząć ten inny rodzaj magii.
Ten należący tylko do niej.




Me and the devil
Walking side by side

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Pią Lis 29, 2013 6:37 pm
Słuchała jak grają uczniowie i obserwowała uważnie każdego z nich. Czy ona by tak potrafiła? Zgrać się ze wszystkimi i sprawić, że melodia pieściłaby uszy słuchaczy? Jej wzrok padł na Caroline Rockers. Wszyscy mówili, że jest taką okropną suką. Jednak teraz nie wyglądała wcale groźnie. Alex nie lubiła oceniać książki po okładce. Dobrze wiedziała, że nawet mały, uroczy spanielek może ugryźć. Prawdę mówiąc takie były najgorsze. Wzdrygła się, przypominając sobie te chwilę, kiedy Caroline się na kogoś darła, albo to jej zimne spojrzenie. Szybko przeniosła wzrok na zegar wiszący na ścianie. Zajęcia niedługo się kończą.


Sala Klubu Magii Nut Tumblr_mqgphddZAx1qhg6ebo1_500

I'm a survivor

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Sob Lis 30, 2013 2:25 pm
I wszystko trwało i trwało i tworzyło jedną niesamowitą całość, która niedługo później miała się zjawiskowo zakończyć. Profesor Flitwick uśmiechnął się szeroko do nich wszystkich i wykonał ruch, który sprawił, że wszyscy zamilkli.
- Świetnie moi kochani! Na następnych zajęciach będziemy ćwiczyć do specjalnego wydarzenia. O nim dowiecie się już wkrótce - zachichotał i puścił do nich oczko. - Sam nie mogę wyjawić o co chodzi, ale gwarantuję, że będziecie zaskoczeni! Pozytywnie oczywiście! A teraz lećcie, zanim pojawi się pan Filch i zacznie na Nas narzekać.
I tak kolejne spotkanie Klubu Nut dobiegło końca.


[z/t]


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Nie Gru 01, 2013 5:14 pm
Skończyło się wszystko tak nagle, jak pęknięcie jednej banki mydlanej, która uniosła się zbyt wysoko. Ale przecież to wszystko ciągle i wyłącznie tylko pozory. Krukonka jedynie mogła obserwować i zastanawiać się, tak jak kilku innych osób, którym się chciało o tym myśleć - myśleć o niej.
Uderzała raz za razem w struny, przymykając powieki i pozwalając na to, żeby z jej ust wydobyły się ciche dźwięki.
Nikt tak naprawdę nie wiedział o tym, co nieraz się z niej wydobywało - było to czymś niepożądanym przez matkę, było jej tajemnicą i jedną ze słabości.
Muzyka, ach muzyka! I ty potrafisz ranić i ty potrafisz być bronią - urokiem, czy też wywarem zdolnym obezwładnić, pozbawić zdrowego rozsądku.
Nikt wszak miał nie wiedzieć.
Podniosła się ze swojego miejsca i szybko upuściła salę, nie patrząc na nikogo.

[z/t]




Me and the devil
Walking side by side

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Czw Sty 30, 2014 12:06 am
Nie zważając na późną porę, Mary z zaciętością wypisaną na twarzy szła do ustalonego przez siebie celu. Do samego końca zastanawiała się, czy faktycznie chce się spotkać i czy wysyłanie tego listu nie zrobi z niej tylko jakiejś kretynki, obsesyjnej, bo dobrze pamiętała wszystkie odczucia związane z towarzystwem Sahira. Nie raz słyszała, czy też domyślała się, że najlepiej by było, jakby zajęła się sobą i tylko sobą. Tak więc zrobiła, ale sumienie nie dawało jej spokoju. Faktycznie, usuwało ją z pola widzenia, gdy tylko widziała większą grupę Krukonów, a już samego Nailaha z powodzenie unikała do tego stopnia, że mignął jej zaledwie raz czy dwa na korytarzu, może więcej razy, ale z uporem maniaka wpatrywała się w podłogę, starając się powstrzymać wszelkie odruchy, które kazały jej robić inaczej.
Sama nie była pewna, co w niej pękło. Nie wiedziała, czemu akurat to miejsce, skoro mogli spotkać się dużo bliżej ich pokojów wspólnych, ale zależało jej… Na dyskrecji. Wślizgnęła się do klasy z ulgą osoby, które zjawiła się pierwsza, wykręcając sobie palce i otulając się szczelniej szlafrokiem, który na sobie miała. Zaaferowana samym zastanawianiem się, czy Krukon w ogóle się zjawi, zapomniała o tym, że w zamku zimą może być dość nieciekawie, szczególnie dla odkrytych kostek i odrobinę jeszcze wilgotnych włosów, które zaplecione w bardzo luźny warkocz opadały jej na plecy.
Z namaszczeniem przeszła się po Sali, zdając sobie sprawę, że w gruncie rzeczy nigdy nie poświęciła jej więcej uwagi. Nigdy też na niczym nie grała, ale piękno melodii odbijających się echem w tych ścianach zauroczyło ją i uspokoiło trochę, kiedy doszła już do okna i wyjrzała na opuszczony, skąpany w blasku księżyca dziedziniec. Nie wiadomo dlaczego, skojarzenie ze scenerią idealną do morderstwa przyszło zupełnie samo z siebie. Ot, taka już była, dramatyczka.


Sala Klubu Magii Nut Large

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Czw Sty 30, 2014 12:47 am
Stałeś w sowiarni jeszcze długi czas, spoglądając przed siebie - cholera wie, czemu lubiłeś to miejsce, może dlatego, że rozciągał się stąd niesamowity widok, pomimo nieciekawego zapachu drażniącego zmysł powonienia, może dlatego, że chociaż to tutaj rezydowały wszystkie sowy, to nikt praktycznie tutaj nie chadzał, no cóż, a nawet jeśli to zazwyczaj siedziałeś na dachu, więc nikt ci głowy nie zawracał ani nawet nie był świadom twojej ulotnej obecności, która zazwyczaj jedyne co zostawiała to wrażenie ciężaru z bytności obok kogoś, kto ma wręcz depresyjną aurę - w taki sposób trudno było zdobyć przyjaciół... Ale coraz mocniej się utwierdzałeś w przekonaniu, że ty kolekcjonować bliższych znajomych nie możesz, spoglądając na wszystkie plusy i minusy... Zresztą jakie były plusy..? Tylko w tym, że tobie by było lepiej? Niee, nieee, oczywiście, że dla czegoś tak banalnego byś nie czynił takiej głupoty jak dopuszczanie do siebie kogoś... prawda? Zrobiłeś ten błąd z Julie. Amber chyba też chciała być tak blisko...
Zamknąłeś oczy, składając krótki liścik starannie i chowając go do kieszeni, żeby czasem za bardzo się nie pogniótł, żeby czasem nie zginął - był niby zwykłym papierkiem, a jednak zawsze cennym.
Więc pamięta.
Ciekawe, czy jednak poszła na ten bal... Nie widziałeś jej tam, chociaż nim pojawił się Bazyliszek, który wszystko zrujnował, rozglądałeś się za nią - nic nie straciła... Wręcz przeciwnie... Jeśli się nie pojawiła, to tylko i wyłącznie zyskała.
Nastał w końcu czas, kiedy powinieneś był pojawić się w klasie, więc poszedłeś - niemy cień tego Zamku, który nigdy nie powinien być tutaj wpuszczony, ale jednak Dumbeldor tak strasznie chciał wierzyć, że sobie poradzisz i że wszystko będzie dobrze. Nie, nie będzie, nie było i nie jest. On ciągle tego nie mógł pojąć. Płaszcz lekko unosiło zastałe powietrze, echo nie odbijało kroków -tak, oto noc, a oto i Książę Nocy - idealnie ze sobą spleceni, idealnie samotni, pomimo otoczenia przez takie tłumy, istoty, doskonale się uzupełniające, wpasowane ze sobą jak niebo ze słońcem. Oni jednak słońca się bali. Przesunąłeś się po korytarzach, instynktownie, czy może z nudów?, nasłuchując każdego szmeru starego zamczyska, tam gdzieś rozległo się miauknięcie kota, gdzieś w oddali szuranie stóp - pewnie to Filch spacerował i szukał tych, którzy mieli ochotę na nocne wypady, czego robić nie powinni...
Drzwi do sali, w której stawić się miałeś, były otwarte.
Wsunąłeś się do środka i pierwszym, oraz jedynym odgłosem, był cichy trzask, kiedy je za sobą zamknąłeś.
Prawdopodobnie niepotrzebnie się tutaj stawiłeś, może niepotrzebnie udawałeś przed samym sobą, że jesteś taki samowystarczalny i że wszystko jest dobrze, kiedy nikogo obok nie ma... Bo nie powiedziałbym, że to tylko ciekawość Cię tutaj przywiodła.
- Cześć Mary. - Odezwałeś się cicho.





Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Czw Sty 30, 2014 1:20 am
Nie była zaskoczona, kiedy wszedł. Nie spadła z parapetu, nie pisnęła, nie podskoczyła, zwróciła tylko na niego orzechowe oczy, przepełnione mieszaniną ulgi, że w ogóle się zjawił i smutku, który bardzo szybko jej się udzielić, bo bił od postaci Krukona niczym jego wizytówka, część ubioru czy nawet ciała. Wyczuwalna, namacalna i ogromnie absorbująca, szczególnie Mary. Zeskoczyła cicho z parapetu, zastanawiając się, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Nigdy żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazywały na to, że ta dwójka będzie miała ze sobą cokolwiek do czynienia poza dziwną znajomością, która wyszła ze strony McDonald. I na tym powinna poprzestać, gdyby tylko nie dała ponieść się najdzikszym fantazjom i zachowywała najzupełniej irracjonalnie, mogłaby spojrzeć na niego bez potężnego rumieńca na policzkach, który powoli zaczynał zdobić jej twarz, w miarę jak wracała wspomnieniami do tych niewielu drobnych epizodów z Sahirem w roli głównej. Poprawiła szlafrok i ruszyła w jego stronę miękkim krokiem. Nie było to tylko zawstydzająco-negatywne odczucie. Może ciągnęła tak beznadziejnie do Sahira, bo tylko przy nim, przez moment tak naprawdę poczuła, że w końcu nie jest sama? Zwykle otaczały ją tłumy osób, watahy przepięknych, pewnych siebie dziewczyn, przyjaciółki, przyjaciele, od których odgradzały ją mury tylko dlatego, że nie nadawali na tej samej fali. McDonald kochała każdą jedną osobę, którą nazywała przyjacielem, ale nie czuła prawdziwej więzi, jej zdanie często umykało w konwersacji głównie dlatego, że stanowiła przeuroczy dodatek, który zwykle kręcił się gdzieś w nogach wielkich wydarzeń.
Poprawiła szlafrok, przez krótką chwilę zerkając, a raczej zatapiając się w nieskończonych odmętach sahirowych oczu, poruszających najczulsze struny w jej duszy. Nie wiedziała, czy znów wyolbrzymia, ale czuła się jak złoczyńca, jakby go zdradziła i potraktowała jak coś gorszego, jakby zrobiła mu krzywdę większą, niż na początku wymyśliła, kiedy decydowała się na umykanie przed wszelkim kontaktem z Krukonem. Nie wiedziała, co się teraz u niego działa, jej znajomi nie byli jego znajomymi, więc osiągnęła cel. Nie wiedziała absolutnie nic. Ominęła bal. I wtuliła się w niego impulsywnie całe półtorej sekundy później.
- Przepraszam – wydusiła z siebie, poddając się temu, że znów to robi. Znów zapędza się w kozi róg, znów dedukuje sama, pozwala emocjom kierować całym jej życiem, zamiast usiąść i chłodno zorientować się, czy ten chłopak w ogóle pamięta, w jakich okolicznościach ją poznał i kim ona w ogóle jest.


Sala Klubu Magii Nut Large

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Czw Sty 30, 2014 1:40 am
Byłaś dodatkiem, on był powietrzem... Nie będę porównywał, kto tutaj miał gorzej, kogo mniej się zauważało - żyliście swoimi życiami, bardzo odmiennymi, bo wokół niego, tak, to prawda, byli ludzie jak najbardziej, nie żył na pustkowiu, wciąż uczęszczał do tej szkoły i wciąż nauczyciele pamiętali jego imię i nazwisko (czy pamiętali też rówieśnicy to już inna sprawa), więc to był chyba niezbity dowód na to, że jednak istniał. Niezaprzeczalny wręcz. I kiedy tak na nią patrzyłeś, wiele razy widząc ją na korytarzu, pośród swoich znajomych, rozmawiającą, a kiedy teraz spoglądałeś w jej oczy nie wiedziałeś, czy jednak odwrócić się i wyjść, nie sprawiając swoją osobą jej więcej kłopotów, czy jednak zostać i skoro już pofatygowała się, żeby list wysłać, chociaż torbę wysłała już na przykład przez nauczyciela, to wysłuchać tego, co miała do powiedzenia... I miałeś skrytą nadzieję, że nie będzie to nic niemiłego. PO niej niby nie powinieneś się tego spodziewać... Ale byłeś na takim poziomie psychicznym, na którym spodziewałeś się po wszystkich dosłownie wszystkiego. Nie ważne kto kim był. Nie przeleciał żaden okres czasu, nikt ci jeszcze prawie niczego nie udowodnił, nikt nie naprawił złamań i nie zaleczył ran - myślę, że to są z rodzaju tych, na które leku już nie ma i można tylko czekać, aż wyleje się z nich ostatnia kropla krwi...
Nie odzywała się, więc i Ty tego nie robiłeś - było dość ciemno, jedynie księżyc, jeszcze niedawno w pełni, lśnił na niebie i wlewał srebrzystą łunę przez szyby, pozwalając pokojowi nie tonąć w zupełnym mroku, który może i tobie zupełnie nie przeszkadzał, ale takiej Mary już z pewnością życie mógłby uprzykrzyć. Ty jesteś w swoim żywiole. Jakiś problem?
Cofnąłeś się o pół kroku, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia, ale twardo i niezachwianie na nogach stojąc, kiedy się tak nagle przytuliła - pewnie gdyby nie fakt tego, co stało się na balu już byś od niej odskoczył jak oparzony, ale teraz byłeś spokojny na tyle, na ile można było, czując przy sobie takie ciepłe, miękkie ciało, wyczuwając całym sobą rytm jej bijącego serca i wsłuchując się w jego zgubną pierś. Tak, zamarłeś w tym bezruchu, kompletnie nie wiedząc, co teraz powinieneś zrobić. Przytulić ją? Nie, chyba nie... Na pewno nie odepchnąć... Ale o co w ogóle chodzi?!
- Ja... Ja... Zupełnie nie wiem co powiedzieć... - Wydusiłeś z siebie w końcu, lekko spięty to chyba mało powiedziane - Mary cię zaskoczyła, zresztą kolejny raz - wasze spotkania, każde fatalne na swój sposób, przeleciało ci przed oczami na krótkim przebłysku wspomnień...
Te spotkania zawsze były dziwne na swój sposób, ale ty do dziwów przywykłeś.
- Nie masz mnie za co... przepraszać...





Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Czw Sty 30, 2014 11:59 am
Troszeczkę ją to ubodło, ale najprawdopodobniej czegoś takiego potrzebowała. Głupiego przeświadczenia, że Sahir nie jest zabawką, którą mogłaby rzucić w kąt, żeby za chwilę odnaleźć i bawić się dalej i tak w kółko, zupełnie nie biorąc pod uwagę jego podejścia do całej sprawy. Był zbyt cichy, zbyt ugodowy jak na Mary, pozwalał jej się zapędzać w kreowaną przez nią rzeczywistość i zapominać. Toteż obojętność była dla niej jak policzek, ale pozytywny, otrzeźwiający, fakt faktem powodujący, że co prawda puściła go i odsunęła się trochę, ale nie jak oparzona, nie jakby miała mu za złe. Uśmiechnęła się nawet lekko.
- Mam – powiedziała, prze chwilę walcząc z drgającym głosem, odruchowo dotykając gardła. – Najpierw podchodzę do ciebie, bo wydaje mi się, że jesteś samotny, a potem słucham rady pierwszego lepszego belfra, który kazał mi zająć się sobą – wzruszyła lekko ramionami, przepraszająco zerkając mu w oczy. – Chciałam być z tobą bliżej, bo wydawało mu się, że tego potrzebowałeś. Czasami za blisko – chociaż wszystko płynęło ze szczerego serca, tak otwarte mówienie o uczuciach widocznie sprawiało jej problem. Przyznawanie się do błędu powodowało, że nie przestawała wykręcać palców, odrobinę nerwowa, ale chyba po raz pierwszy racjonalna. Wielki krok w dorosłość, nie ma co. – I przy tym wszystkim zapomniałam cię zapytać, co o tym sądzisz.
Odruchowo poprawiła szlafrok, otulając się szczelniej i wodząc spojrzeniem po twarzy Krukona. Spodziewała się odpowiedzi tak lakonicznej, jak on sam, z której może i nic nie wyniesie, ale będzie mogła stawić jej czoła racjonalnie i chłodno: żeby w końcu wydedukować, czy czasem ogromnie mu się nie narzuca, jak w tym momencie. – O, i przepraszam za godzinę i miejsce, gdyby jakiś prefekt się zjawił powiedz, że cię porwałam i przetrzymuję dla okupu, to odejmą punkty tylko mi – i znów blady uśmiech, który dość ciężko jej przychodzić w obecności kamiennego oblicza Sahira.
Nikogo jednak nie stawiała pod ścianą, nie kazała mu się określać: LUBISZ MNIE CZY NIE? Tak naprawdę cały czas dążyła do tego samego: jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało, chciała być jego towarzystwem, ewentualnie ratować go w łazienkach i gdziekolwiek indziej, chciała być tą silną, bo wydawało jej się, że od samego początku miało tak być.


Sala Klubu Magii Nut Large

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

on Czw Sty 30, 2014 2:06 pm
I nagle te twoje ramiona stają się puste, tak jak przed chwilą były nieswojo wypełnione, bardzo dziwnie, obco, a jednocześnie przyjemnie, nawet jeśli nie wiadomo było, co z takim skarbem tuż przy sobie zrobić - jesteś spokojniejszy, nie walczysz z samym sobą i nie oddajesz całych myśli ku temu, by się kontrolować, poświęcając całą energię na zatrzymywanie bestii w klatce, wiec możesz sobie pozwolić na analizę innych rzeczy. I zaskakiwały Cię one. Były doświadczeniami nowymi, którym nie byłeś pewien, czy możesz zaufać - tak jakby były zbyt piękną bajką, która pomimo tego, że nam się strasznie podoba i że chcielibyśmy nią żyć, to pozostaje jedynie baśnią. Może i maleńkie dzieci jeszcze miały na tyle wiary, by się im poddawać, ich wyobraźnia nie miała granic, jednak wraz z wiekiem wiemy, że wszystkie te śliczne kity o księżniczkach i księciuniach nigdy nie będą miały spełnienia w życiu doczesnym, więc snuliśmy się w tej szarości barw, szukając jakichś cieplejszych kolorów... Dlatego kiedy się odsunęła, wreszcie płynnie stanąłeś w miarę prosto, obejmując się ramionami, jakbyś dzięki temu mógł stworzyć ścianę wokół siebie, bezpieczny mur, za którym się skryjesz i odetniesz od wszystkiego, co obce i co napawało cię strachem i obawami przed tym, co też wyniknąć mogło, a jednocześnie zza którego z ciekawości się wychylałeś, chcąc tego zakosztować - chciałoby się tak odseparować tylko od niektórych rzeczy, a inne pozostawić przy sobie, oj chciało, chciało - szkoda, że to jest raczej nie możliwe, albo jesteśmy podatni na wszystko, będąc tak dramatycznie uczuciowym, jak czarnowłosy, albo zamykając się przestajemy czuć smutek, to prawda, ale nie dociera do nas też żaden blask, ni radość. Więc umieramy w swych względnie bezpiecznych samotniach i gnijemy, nie chcąc nawet, by nas ratowano. Bo tak jest lepiej.
- Wydaje mi się, że wszyscy na swój sposób są samotni... Przyzwyczaiłem się... - Nie, nie czułeś się przez nią przyparty do ściany a przez myśli, która ona powodowała w twojej głowie mówiąc takimi, a nie innymi słowami, mówiąc o takich, a nie innych rzeczach - taka mysz, która została nagle postawiona przed kotem, który owszem, mówi o przyjaźni i chce się zaprzyjaźnić, ale ongiś był naturalnym wrogiem myszy... Chociaż naturę drapieżnika w tym przypadku posiadała mysz. Zabawne, prawda? Jak to jest, że siła fizyczna czasami zupełnie nie szła w parze z siłą psychiczną, której zatracenie była o wiele gorsza od słabości mięśni.
- Zaskoczyłaś mnie... - Bardziej już spodziewałbyś się jakiegoś ataku, albo tego, że powie, żebyś więcej się nie zbliżał, coś w ten deseń..? Wszystko, co działo się przedtem wydawało się snem... - Nie jestem pewien... co teraz o tym myśleć...
Bo to życie było jednym wielkim snem śnionym przez miliony, tworzonym przez nielicznych.
- Dziękuję za zwrot torby, tak mi się wydawało, że ją wtedy zostawiłem... - Nagła, bezładna zmiana tematu, ale ten fakt wydawał ci się teraz taki istotny... - Nie było Cię na balu... - Bardziej można było to dopasować do stwierdzenia, niż pytania.
-Taka godzina bardzo mi pasuje... Lepiej mi się myśli nocą...





Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Sponsored content

Sala Klubu Magii Nut Empty Re: Sala Klubu Magii Nut

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach