Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Łazienka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Łazienka   Nie Wrz 03, 2017 9:05 pm

*tu jest zdjęcie, przecież widzisz*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Łazienka   Nie Wrz 03, 2017 9:59 pm

|bezpośrednio po alecowej sypialni

Starała się nie dać po sobie poznać, jak bardzo dręczyły ją te wszystkie słowa. Wystarczy jedno Twoje słowo, Meadowes. Przecież dobrze o tym wiesz. Owszem, wiedziała, jednak... Co z tego? Równie dobrze, jeśli nie lepiej, znała także realia magicznego świata i wiedziała, że tamten moment, tamta chwila pięć lat temu, w której spytała go o stosunek do jej mieszanego pochodzenia, a on zareagował wyjściem i wielodniowym milczeniem... To była najprawdziwsza istota wszystkiego, co związane z rodami czystej krwi. Zwłaszcza ludzie tacy jak Greybackowie nie akceptowali mezaliansu i mógł mówić, co chciał. Nie chciała być jego kochanką, nawet jedną jedyną.
Tak samo miała się zresztą sprawa z Ezrą. Wiedziała, że słowa Aleca - wspomnienie o tym, iż od samego początku traktowała Esdrasa jak własne dziecko, jak swojego wymarzonego synka - miały wyjątkowo wiele wspólnego z faktycznym stanem rzeczy. Sama nie wiedziała, w którym momencie zaczęła zachowywać się w ten sposób, ale musiało to być bardzo wcześnie. Odczuwała instynkt macierzyński wobec tego chłopca, potrafiła wyobrazić sobie ich wspólne życie i budowanie codziennych zwyczajów. Była w stanie zobaczyć się z wózkiem z bagażami pchanym przez stację ekspresu Londyn-Hogwart, początek roku szkolnego, słanie listów, cieszenie się z osiągnięć i pocieszanie przy porażkach.
Posługiwanie się argumentem Ezry, jej rosnącego przywiązania do tego dziecka, było jednak dosłownym ruchem poniżej pasa. Nie wytknęła tego Allectusowi, jednak spojrzenie, jakie mu wtedy posłała - ten wzrok jak u zranionego zwierzęcia - mówiło za siebie. Nie wiedziała, jak mógł tego od niej oczekiwać. Po tym wszystkim, co ich poróżniło... I choć nie spytała go o to, była praktycznie pewna, że Alec nadal należał do tego grona. Z niego nie dało się przecież odejść w jednym kawałku, to nie było coś, z czego można było się wypisać. I to właśnie najbardziej stawiało losy ich relacji - obecnie tak nietrwałej, że nadal nieistniejącej - pod olbrzymim znakiem zapytania.
Tego też jednak mu nie powiedziała. Domyślała się, że pewnie sam zdawał sobie sprawę z jej stosunku do popierania Lorda Voldemorta. Swego czasu zrobiła mu o to największą awanturę, jaką kiedykolwiek wywołała. Teraz nie krzyczała, nie poruszała tego tematu, ale także unikała spoglądania na Mroczny Znak, jaki nadal znajdował się na miejscu. Jego widok doprowadzał ją do guli w gardle i chęci momentalnego wycofania się. A przecież wcale nie chciała tego robić, zamierzając pomóc mężczyźnie w umyciu się, a następnie ponownie obejrzeć jego rany. I choć nie kłamała w tym, jak bardzo lubiła jego skórę - nawet parzący gorączką, ten dotyk był dla niej wręcz uzależniający - to jedno jedyne miejsce na niej miało nigdy nie być tym, na które patrzyłaby przyjaznym okiem. Ba!, nie chciała tego nawet dotykać, specjalnie idąc z nim tak, by mieć je poza polem widzenia.
Mimo to - gdy wreszcie dotarli do łazienki, a mężczyzna zaczął powoli ściągać z siebie resztę ubrań - musiała dosyć mocno przygryźć wargę, by odwrócić od niego wzrok, nachylając się nad wanną, zatykając ją korkiem i zaczynając nalewać do niej wodę. Odkręcając ją na maksymalny możliwy strumień, pochyliła się do najbliższej szafki, aby spojrzeć, czy płyny nadal się w niej znajdowały, bowiem na samej wannie widziała tylko pustawą butelkę jakiegoś żelu pod prysznic, który niespecjalnie zachęcał ją swoim wyglądem. I choć sam widok zawartości półki nie był dla niej zaskoczeniem - przez ponad rok stawiała tam kiedyś podobne środki - sama zawartość już to zrobiła. Nigdy nie pomyślałaby, że znajdzie tam swój ulubiony płyn do kąpieli. Ten sam, którego używała już od wielu, wielu lat. Zdecydowanie nowy, praktycznie nietknięty. Coś ścisnęło jej się w gardle, ale wyprostowała się, nalewając odrobinę do wanny i jednocześnie odgarniając swoje włosy do przodu, by wskazać ręką na rządek kilku - dosyć trudno dla niej dostępnych - guziczków sukienki znajdujących się na plecach.
- Możesz? - Spytała nadal z odczuwalną gulą w gardle, po raz kolejny tego dnia odczuwając silne deja vu. Gdy jednak jej sukienka opadła na podłogę, a woda w wannie osiągnęła odpowiednio wysoki poziom, Meadowes zakręciła kran, obracając się przodem do Greybacka. - Pomóc ci wejść? - Usilnie starała się utrzymać wzrok na jego twarzy, nie na reszcie nagiego ciała, co było o tyle trudne, że musiała zadzierać podbródek. Starała się jednak właśnie to robić, samej wciąż pozostając w kremowej bieliźnie. Nie zamierzała jej z siebie zdejmować.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Greyback
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Łazienka   Nie Wrz 03, 2017 10:19 pm

Nie spodziewał się, że Alyssa mogła być tak bardzo skrępowana jego nagością. Alec jedynie zdołał przyuważyć, jak nagle odwraca wzrok, przygryzając dolną wargę, by po chwili odejść od niego aż do samej wanny. I choć nie ruszył się z miejsca na moment – bo najzwyczajniej w świecie nie miał na to siły – dokładnie obserwował jej poczynania. Widział, jak zawiesza wzrok na szafce ze specyfikami, a potem decyduje się wybrać jeden z płynów, by wlać go do wanny. Alec nie potrafił poradzić nic na fakt, że dziewczyna niezwykle pobudzała jego zmysły.
I nawet jeśli kilka minut temu skakali sobie do gardeł, wystarczyła jedna chwila, by cała złość odeszła w zapomnienie. Greyback zwilżył sobie usta koniuszkiem języka, pogrążając się w myślach, w których – o ironio – i ona siedziała. Miał Mroczny Znak, to fakt. Nie był jednak do końca pewien, czy potrafiłby zrezygnować z dziewczyny na rzecz jakiejś chorej ideologii. Jedynie strach o wypłynięcie jej tożsamości zdawał się paraliżować do tego stopnia, że bał się podjąć jakiś racjonalny krok. Nic więcej przecież nie miało znaczenia. Te kilka lat temu… gdyby nie odeszła, zapewne wciąż byliby razem. Przyzwyczaiłby się do jej krwi. Doskonale o tym wiedział. I gdy dziewczyna stanęła do niego tyłem, oczekując na drobną pomoc, Alec nie mógł nic poradzić na to, że w jego gardle wyrosła olbrzymia gula. Mężczyzna położył dłonie na jej ramionach, przełykając głośno ślinę, a potem… niezbyt zręcznie – bo miał do tego za wielkie dłonie – a jednak delikatnie zaczął rozpinać guzik po guziczku, czując jak odsłaniające się ciało Alyssy powoli zaczyna go paraliżować. Powalała go na kolana. Jej piękna skóra, wystający kręgosłup to wszystko… Alec walczył z całym sobą, by nie nachylić się nad jej karkiem i złożyć na nim pocałunku. To się jednak – na szczęście – nie stało. Jedyni kciukiem przesunął od jej kości ogonowej do samego karku, jakby to miało mu pomóc zrzucić z niej sukienkę. Było jedynie pretekstem by ją dotknąć, ale czy ktokolwiek musiał o tym wiedzieć?
– Dam sobie radę – odparł niezwykle zachrypniętym głosem, przytrzymując się rękoma wanny i powoli wkładając do gorącej wody jedną nogę. I gdy zrobił to samo z drugą, jego brew automatycznie powędrowała ku górze. – Zamierzasz się myć w …. tym? – nie trzeba chyba wspominać, o tym jak wielki zawód pojawił się w jego głosie, prawda? Ten pomysł po prostu wydawał się… fatalny, beznadziejny, poroniony… Greyback oparł się wygodnie plecami o jedną część wanny, jednocześnie całkowicie zamaczając się w wodzie. I nie poradził nic na to, że z jego ust wydobył się pomruk zadowolenia, ale to właśnie było coś czego potrzebował. Gorąca, odprężająca woda, ładnie pachnący żel, a także blondwłosa dziewczyna u jego boku, której posyłał niemrawy uśmiech. Nic więcej nie było mu potrzebne do pełni szczęścia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Łazienka   Nie Wrz 03, 2017 10:53 pm

Nie była skrępowana, coś takiego zdecydowanie zaliczało się do błędnego myślenia, bowiem stanowczo zbyt wiele razy była w jego towarzystwie - czy to w sytuacjach czysto damsko-męskich, czy po pełni księżyca, czy w innych momentach - by czuć się aż tak bardzo niezręcznie wobec jego nagości. Nie, być może lekki rumieniec ogarnął jej policzki, jednak oczy Alyssy - gdyby ktoś w nie teraz spojrzał; zbyt szybko się na to jednak odwróciła - były zdecydowanie zbyt błyszczące, by można było pomylić pożądanie ze skrępowaniem. Nieistotne, ile minęło lat. Nieważne, jak bardzo się przy tym wzajemnie skrzywdzili. Bez znaczenia, że nie powinna czuć się w ten sposób, bo to zdecydowanie nie był mężczyzna dla niej... Tak samo jak ona nie mogła być kobietą dla niego. Po prostu czuła motylki w brzuchu za każdym razem, gdy na niego patrzyła. Czy w ubraniu, czy - hola, hola, nie chciała się przecież zapędzać, bo był chory, osłabiony i nie powinni dawać sobie złudnej nadziei - bez. Nawet dosyć brudny czy zakrwawiony pociągał ją jak praktycznie nikt inny. A ona zwyczajnie starała się nie dać tego po sobie poznać.
Tak, naprawdę mocno usiłowała powstrzymać się przed spoglądaniem na niego w ten sposób, a jednak potrzebowała od niego pomocy przy guzikach, które w domu zapięła sobie przy pomocy jednego prostego czaru, jednak obecnie nie mogła już rozpiąć ich w ten sposób, bowiem jej różdżka została w pokoju. I to prawie ją zgubiło. Im dłużej rozpinał jej nieszczęsną sukienkę, mocując się z każdym jednym malutkim guziczkiem, tym bardziej Alyssie łomotało serce. Próbowała być racjonalna, lecz nawet myślenie o tym w jak najbardziej medyczny sposób - jako o kąpieli przed dalszą kuracją - nie zmieniło faktu, iż przez ciało dziewczyny przebiegł dreszcz, gdy Alec przesunął palcami po jej kręgosłupie. Spoglądanie mu prosto w oczy było tylko sposobem na to, by nie zrobić zbyt dużych głupstw, choć samą kąpiel coraz bardziej uważała za jedno z nich.
- Tak? - Spytała, chcąc upewnić się, że faktycznie czuł się na to dostatecznie silny, jednak jej głos zabrzmiał przy tym stanowczo zbyt niepewnie i miękko. Nie chciała z nim flirtować, nie zamierzała tego robić, aczkolwiek właśnie tak to mogło zabrzmieć. Chwilę później usłyszała przy tym pytanie, które sprawiło, że na moment odwróciła spojrzenie od jego wyraźnie zarysowanych mięśni, spoglądając na własną kremową bieliznę w wytłaczane herbaciane różyczki. Jeszcze nigdy nie moczyła się w niej w takiej wodzie, ale podobne wyjście było w tym momencie najbezpieczniejsze. Jeśli w ogóle dało się mówić o jakimkolwiek bezpieczeństwie. Przełykając ślinę, energicznie pokiwała głową. Zawód słyszalny w jego głosie ani trochę jej nie pomagał, ale była uparta. Przynajmniej starała się być.
Dlatego też nie odezwała się w odpowiedzi na zadane jej pytanie, tylko powoli podniosła sukienkę z ziemi, zawieszając ją na zlewie, zaś brudne ubrania Aleca wrzuciła do jakiejś miski, zamierzając wyrzucić je potem na śmietnik lub całkowicie spalić. Nie nadawały się już do niczego. Zanim weszła do wody, wyciągnęła jeszcze także dwa duże, czyste ręczniki - jeden czerwony, jeden brązowy - zawieszając je na kaloryferze niedaleko zlewu. Dopiero po tym podeszła do brzegu, powoli wkładając jedną i drugą stopę, a następnie siadając pomiędzy stopami Greybacka - z plecami opartymi o drugi koniec wanny. Naprawdę starała się nie dać oszołomić atmosferze, która zapewne zrobiłaby z niej niezwykle uległą osobę, gdyby tylko Alyssa poddała się temu na chwilę. Zamiast to robić, blondynka namoczyła jednak końcówki swoich włosów, pocierając je ręką i starając się zmyć z nich zaschniętą krew.
- Podasz mi szampon? - Spytała pozornie neutralnie, nadal skupiając wzrok tylko i wyłącznie na jego oczach.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Greyback
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pon Wrz 04, 2017 7:15 pm

Greyback automatycznie posłał jej zbyt długie spojrzenie, które jasno mówiła, że wszystko co mogła chcieć ukryć i tak już widział. I to nie raz. Zacisnął jednak usta w cienką linijkę, by po chwili osunąć się po ściance lustra i całkowicie zamoczyć w gorącej wodzie. Było, jak w tym koszmarze – całe jego ciało było smagane gorącymi płomieniami, płonął również wewnątrz, natomiast przed oczami była tylko i wyłącznie ciemność, a mimo to… czuł się odprężony. Gdy poczuł, że w płucach całkowicie brakuje mu powietrza, niezbyt chętnie – ale jednak było to konieczne, jeśli nie chciał się cały zrobić siny – leniwie wynurzył się na powierzchnię, ponownie opierając się o koniec wanny. Początkowo wbił spojrzenie w sufit, jedynie kątem oka obserwując, jak półnaga Alyssa przewiesza sukienkę przez kaloryfer. Nie zostało mu nic innego niż westchnąć ze zniecierpliwienia.
– Nic, czego wcześniej nie widziałem – nawet jeśli chciałaby przed nim cokolwiek ukryć to było na to… odrobinę za późno. Znał na pamięć każdy skrawek jej ciała – czy tego chciała, czy też nie. Greyback postanowił jednak nie ułatwić jej tego zdania i gdy tylko dziewczyna postanowiła się nachylić, by wejść do wanny, on bezczelnie wlepił w nią swoje spojrzenie, omiatając nim jej odsłonięte piersi, które teraz… u licha były o wiele pełniejsze, jędrniejsze, apetyczniejsze.
Przygryzł policzek od środka, jednocześnie marszcząc oczy. Nie potrafił sobie przypomnieć, czy zawsze tak wyglądały, czy dziewczęca Alyssa tak po prostu dojrzała. I o zgrozo ledwo się opanował, bo z wielką chęcią wyciągnąłby dłonie w jej kierunku i cóż.. złapał w swoją pułapkę. Zmierzył ją natomiast podejrzliwie wzrokiem zauważając, że całe jej ciało znacznie się zmieniło. Od ostatniego razu.
Była krąglejsza, bardziej kobieca, a co za tym idzie cholernie pociągająca. I gdy tak usiadła po drugiej stronie wanny, co chwilę szturchając go stopami po kolanach i udach, Alec miał wrażenie, że trafił do prawdziwego piekła. To co czuł to już nawet nie było zwyczajne pożądanie, świadomość, że nie może jej dotknąć, pocałować… była niczym najgorsze tortury. Choroba, rana po nożu Flinta nie mogły się nawet równać z tym co teraz działo się z jego ciałem.
– Hmm? – wymruczał wyraźnie skonsternowany, wreszcie odwracając wzrok od jej piersi i przenosząc go na jej delikatną twarz. Nie próbował nawet udawać, że nie przyłapała go na gorącym uczynku. Zresztą! Poświęcił jej tak dużo uwagi, że nawet nie zauważył kiedy w jego dłoni pojawiła się gąbka, którą od dobrych kilku minut szorował sobie brzuch i ramiona. Wszystko robił bezwładnie, bezmyślnie, wpadając w pułapkę pięknego Alyssowego ciała. Słowa, które wypowiedziała do niego dotarły do niego w spowolnieniu i naprawdę potrzebował dość sporej chwili, by poukładać je sobie w myślach i zrozumieć ich sens. Bez wahania sięgnął prawą ręką po szampon, po czym wyciągniętą ręką próbował go podać Alyssie. No prawie próbował, bo tak naprawdę nijak pochylił się w jej stronę, więc jeśli naprawdę potrzebowała tego cholerstwa to musiała się pochylić, a wtedy… cóż, nie obiecywał, że się powstrzyma. I nawet nie starał się kryć z tym, że po prostu pożerał ją wzrokiem. Chciał jej, czy to tak ciężko zrozumieć?


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pon Wrz 04, 2017 9:16 pm

- Widziałeś to całkiem niedawno... - Odburknęła, mimo że nie do końca była pewna prawdziwości swoich słów. Nie pamiętała zbyt wiele, prawdopodobnie sporą część wspomnień sobie dośniła, ale... Chciała to sprawdzić, a skoro on prowokował ją, dlaczego ona nie mogła jego? I ile by dała, by to wszystko było tym, o czym myślała, chcąc pamiętać każdy szczegół, rozkoszować się tym szczególnie w takich momentach jak ten, gdy musiała panować nad odruchami i zachowywać się racjonalnie. Wchodząc do wody, ale z tej właściwej strony, zachowując największy możliwy dystans.
Szczerze nie potrafiła przypomnieć sobie jakiejkolwiek chwili w niedalekiej przeszłości, w której byłoby jej tak dobrze jak obecnie... I w której brałaby kąpiel z kimkolwiek. To nie było dla niej coś całkowicie normalnego, to nie był element rutyny ani nic z tych rzeczy... Przynajmniej nie w tym Odkąd rozstała się z Greybackiem, cóż, przestała robić niezmiernie wiele rzeczy. Wspólna kąpiel była tylko jednym z elementów tej małej układanki, która złożona w całość pokazywała, ile tak naprawdę straciła przez ich rozstanie. Była głupia... Teraz zauważała to w wyjątkowo wyrazisty sposób - widziała to w każdym, nawet najmniejszym detalu... I nie wiedziała, czy chciała przeżywać to ponownie. Zapędziła się w pułapkę - a może to Ezra ją w nią zagonił? - z której wyjście miało być znacznie bardziej bolesne niż kiedykolwiek. Ale... Przecież nie mogła zostać, racja? To byłoby nielogiczne, nie na miejscu, zwyczajnie złe. Nie należeli do siebie, do jednego świata. Jej ojciec powtarzał to ciągle, gdy tylko nachodziło go podejrzenie, że mogłaby tkwić myślami w przeszłości. I choć nie sprawdziła się pierwsza część jego wypowiedzi - ta, wedle której Alec miał jej nigdy nie pokochać; chociaż nadal nie wiedziała, czy kocham cię nie było spowodowane gorączką i kiepską sytuacją zdrowotną - to druga nigdy nie miała się zmienić. Alyssa nie nosiła szlachetnego nazwiska, pochodzenie nie kwalifikowało jej na salony. Była tym, kim była. Tak wyglądały realia, choć w obecnej chwili nie chciała zbytnio o tym myśleć.
Ciepła woda odprężała jej zbolałe mięśnie, relaksowała ciało. Sama nie wiedziała, jak bardzo tego potrzebowała, nim nie zanurzyła się w wannie. Oczywiście, o wiele lepiej byłoby to zrobić całkowicie nago, jednakże nie chciała tego teraz robić. Nie w tej sytuacji, nie w obecności Aleca, który dosłownie pożerał wzrokiem jej ciało, otwarcie wpatrując się w okryte stanikiem piersi. Miała nadzieję, że sama nie wyglądała w ten sposób, że powstrzymywała jakoś wyrazy odwzajemnionego pożądania, bo to... Było nie na miejscu. Nie potrafiła jednak go nie dotykać - i to nie tylko ze względu na wielkość wanny - ciapiąc wodą. To było zdecydowanie silniejsze od niej.
A przecież zjawiła się tu, by obmyć ciało i włosy, nie po to, aby powracać do wspólnych długich kąpieli. Siedziała przodem do niego nie tylko ze względu na ranę na jego klatce piersiowej, ale na to, by mieć baczenie na wszystkie potencjalnie zagrażające im - w ten sposób, nie inny - ruchy ze strony obojga. Przytulanie się nie byłoby odpowiednie. Prośba o szampon? Już zdecydowanie bardziej... Gdyby tylko postanowił faktycznie jej go podać, a nie tylko trzymać przed sobą. Może miał wyjątkowo długie nogi, ale ręce już nie na tyle, by nie musiała sięgać po butelkę z płynem do włosów. Wywróciła oczami, nie był już na tyle słaby, żeby nie móc lekko się ku niej wychylić. Znała go, dobrze wiedziała, w co grał.
I dała mu się podejść, bo... Chciała szampon, w porządku? Nic więcej, to nie było poddanie się własnym chęciom, tylko dobijanie targu. Nachylając się w stronę mężczyzny, nie od razu sięgnęła po to, co trzymał. Nim sama dobrze się obejrzała, opierała dłonie na jego udach, składając przeciągły pocałunek na ustach, a jednak jedna z brwi dziewczyny powędrowała w górę.
- Aaalec... - Wymruczała przez wargi wciąż przyciśnięte do jego warg, wkładając w to tyle przygany, ile tylko mogła w takiej sytuacji... Czyli? Niewiele. W tym samym momencie jej dłoń złapała za butelkę szamponu, a palce rozluźniły jego uchwyt. - Zapomnij w tym stanie. - Zabierając płyn, powróciła na swoje pierwotne miejsce. Zaraz jeszcze dodała, wzdychając i poddając się w tym, co niekoniecznie chciała mu mówić. - Wiesz, że chciałabym do tego wrócić... Ta kąpiel była bardzo złym pomysłem.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Greyback
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Wrz 05, 2017 5:47 pm

Słowa, które padły z jej wprowadziły go w konsternację. Alec nie spodziewał się, że dziewczyna w ogóle będzie pamiętała kwietniową noc, bo – bądźmy szczerzy – nie należała do najtrzeźwiejszych, ba! Ledwo się trzymała na nogach. Gdy opuszczał ją w środku nocy nie myślał nawet o żadnych konsekwencjach, bo przecież.. miała tego nie pamiętać, tak? To właśnie to przekonanie dodawało mu odwagi w zbieraniu ubrań z podłogi i ponownym założeniu go na siebie. Teraz jednak miało się okazać, że dziewczyna była w pełni świadoma jego czynów. Alec momentalnie poczuł się głupio. Odchrząknął głośno, zupełnie jakby znowu miał napad kaszlu, ale tak naprawdę chciał się wyrwać z tej – jak na jego oko - zbyt długo trwającej konsternacji.
– Nie sądziłem, że będziesz to pamiętać – postanowił na całkowitą szczerość, zwilżając koniuszkiem języka spierzchnięte wargi. Greyback przez chwilę po prostu milczał, jedynie co jakiś czas otwierając usta, by wypowiedzieć słowa, które ostatecznie nie padły. Szukał odpowiedniego określenia, próbował odnaleźć słowa, a jednak… nic nie przychodziło mu do głowy. Dlatego ostatecznie przełknął ślinę, spuszczając wzrok. Nie potrafił na nią patrzeć ze świadomością, że zostawił ją po środku nocy – tym bardziej, że okazało się, że Alyssa pamiętała.
– Było wspaniale – nie powinien o tym mówić, ale jednak powiedział. To właśnie tamto zbliżenie uświadomiło mu jego uczucia do Alyssy. I choć próbował obcować z innymi dziewczynami, to żadna z nich nie miała przebić w tym akcie Meadowes. Zaczął więcej pić, mając tylko nadzieję, że uda mu się wyrzucić blondynkę ze swojej głowy, a jednak… nie dało się. Siedziała mu gdzieś z tyłu głowy, a jej twarz pojawiała się przed jego oczami, gdy tylko próbował znaleźć sobie kogoś innego.
Alec nie spuszczał wzroku z Alyssy nawet na moment. Obserwował jak jej twarz się zmienia, jak łagodnieje, a może nawet się uśmiecha. Pionowa zmarszczka między jej brwiami sprawiała tylko, że była jeszcze bardziej pociągająca – a prawdopodobnie nie miała o tym zielonego pojęcia. I gdy zaczęła się nachylać nad nim, Alec nie potrafił panować nad tym co działo się z jego ciałem. Poczuł jak oblewa go ciało gorąca, a serce przyspiesza. Im bardziej była bliżej, tym z jego stanem było gorzej. I gdy poczuł jej dłonie na swoich udach coś jakby go sparaliżowało w dolnych partiach ciała. Nie czekał zbyt długo, bo gdy dziewczyna złożyła pocałunek na jego ustach, on niemal od razu odwdzięczył się tym samym.
– No co? – burknął takim tonem głosu, jakby był dzieckiem, któremu obiecano lizaka, a teraz na to dziecko krzyczano tylko dlatego, że się upominał. I miał to gdzieś, po prostu. Ponownie rozchylił usta, próbując pocałować ją namiętnie – bo przecież wciąż miała przytknięte usta do jego – i nawet jeśli mu się nie udało, to przynajmniej była blisko. Do czasu, gdy nie wyrwała mu z ręki szamponu i nie wróciła na swoje miejsce. Wtedy tak po prostu odchylił głowę do tyłu, wbijając wzrok sufit i wzdychając z rozczarowaniem. Przecież nie był kaleką. To brzuch odmawiał funkcjonowania, a nie jego niższe narządy, które były w aż nazbyt dobrym stanie.
– Możemy to potraktować jako część kuracji, zapewniam, że mi się poprawi – powiedział zachrypniętym głosem, wciąż na nią nie spoglądając. Kochał ją, czy to jej nie wystarczało? Nawet nie wiedziała ile kosztowało go wypowiedzenie tych słów… I dopiero jej ostatnie słowa wyrwały go z zamyślenia, bo niemal od razu przeniósł na nią swoje ciemne spojrzenie.
– To wróćmy. tak po prostu. Nie było w tym nic skomplikowanego.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Wrz 05, 2017 7:18 pm

Przeciągając zębami po wardze i zwilżając ją językiem, poruszyła obiema brwiami. Dobrze... To dopiero nazywało się być potwornie szczerym. Musiała przyznać, że nawet nieco ją to znowu zabolało - chociaż z pewnością nie tak mocno jak poranna samotna pobudka - ale liczył się przecież fakt, iż jej to powiedział. Sam przyznał się do tego, co wtedy myślał. Strasząc ją przy okazji wizją nawrotu krwawego kaszlu, przez co momentalnie spojrzała w jego stronę. Będąc w tym momencie chyba znacznie bardziej zła o tak brzmiące odchrząknięcia i napędzenie jej strachu, niżeli o pozostawienie jej samej sobie. Z tym ostatnim nauczyła się już jakoś funkcjonować. Ba!, prawdę mówiąc - poniekąd to wyparła, pamiętając znacznie więcej, jednak nie chcąc o tym myśleć i z czasem coraz bardziej się od tego odcinając. Aż do tego momentu, gdy pamiętała niewiele, mgliście i niepewnie. Musiała to przyznać, zwłaszcza że nie potrafiła powiedzieć, jak wspaniałe było wspaniale.
- Nie sądziłam, że jestem w stanie tak bardzo się upić, a potem faktycznie cokolwiek pamiętać, ale to była... Wyjątkowa sytuacja. - Kląskając językiem o podniebienie, zamyśliła się na sekundę czy dwie, dodając. - Skoro mówisz, że było, wierzę ci na słowo. Niewiele pamiętam, prócz porannego ocknięcia się, podczas którego sama nie wiedziałam, czy powinnam płakać i wściekać się na samą siebie, czy dziękować za pewność, że z nikim innym nie poszłabym po pijaku do łóżka. - I tu nawet uśmiechnęła się nieco krzywo, nieco z przekąsem, ale jednak. Zdecydowanie była pewna tego, co mówiła. Zarówno pierwszej części wypowiedzi, w której chciała po prostu to z siebie wyrzucić - skoro już i tak rozmawiali szczerze, nie powinni kryć się z kolejnymi stwierdzeniami - jak i tej odnośnie sypiania po alkoholu. Nie znała zbytnio swojej pijanej wersji, ale znała całą siebie. Nie była aż tak łatwa.
Tylko jeden mężczyzna miał nad nią podobną władzę. I to do niego dołączyła w wannie - choć nie tak całkowicie naga - wkrótce zwyczajnie nie umiejąc powstrzymać się przed zbliżeniem do niego, które próbowała wytłumaczyć dobijaniem targu o szampon, ale... Kij z tym! Tak naprawdę zwyczajnie chciała go całować, nie odsuwając się od jego ust ani na moment, mimo że powinna to zrobić. Przyciągali się wzajemnie, rozpalali nawet w takich momentach, a ona zwyczajnie zaczynała tracić głowę. Stawała się rozproszona, zaś jej myśli obracały się tylko wokół jednego. Inicjując pierwszy pocałunek, automatycznie odpowiedziała na kolejny - znacznie bardziej wygłodniały - parskając jednak cichym śmiechem, gdy do jej uszu doleciała odpowiedź na złożoną uwagę. I to właśnie ten moment sprawił, że miała siłę się odsunąć, nadal wbijając spojrzenie w usta Aleca, choć jego propozycja zachęcała do czego innego.
- Zostanę tu na kilka dni... - Swój własny głos usłyszała jak zza grubej kotary. Przez moment nie była nawet pewna, iż te słowa padły właśnie z jej ust. Ta... Obietnica? Sugestia? Była zbyt skupiona na wpatrywaniu się w Aleca i utrzymywaniu spojrzenia gdzieś na poziomie jego twarzy, z pewnością nie niżej, mimo że ją do tego ciągnęło. Zaraz jednak znowu podjęła próbę bycia racjonalną, dojścia do siebie, postąpienia prawidłowo. I... Znowu przegrała.
- To nie takie proste. - Wyraz jej twarzy musiał - po prostu musiał, nie było innej opcji - mówić sam za siebie. I choć nie odwróciła spojrzenia od twarzy Aleca, wyglądała dokładnie tak, jakby chciała to zrobić. Bo chciała. Stwierdziła jednak, że nie należało mu się dalsze unikanie. Skoro już rozmawiali o tym w ten sposób, powinni to robić podczas kontaktu wzrokowego. Albo przynajmniej z cieniem tej bliskości, jaką mieli. Podpierając się na rękach, wstała po kilku sekundach milczącego wpatrywania się w oczy mężczyzny, wykonując ręką gest, który odpowiadał jej późniejszym słowom.
- Posuń się. - Naprawdę dawno tego nie robiła. Prawdę mówiąc, zdecydowanie wolała odwróconą wersję, w której to ona spokojnie opierała się o jego pierś, siedząc pomiędzy jego nogami. Tym razem jednak wyślizgnęła się z wanny - cała mokra i kapiąca - wsuwając znowu, ale tym razem już za Greybackiem, oplatając go nogami w pasie i stawiając stopy gdzieś w okolicach jego kolan. Na oślep sięgnęła, by odebrać od niego gąbkę... Nie mogąc jednocześnie powstrzymać się przed złożeniem pocałunku na jego odkrytej skórze - dokładnie na poziomie, do którego sięgały teraz jej usta - którą po chwili zaczęła delikatnie myć pianą, masując jednocześnie stwardniałe mięśnie.
- Odnawiam kontakty z ojcem... - Zaczęła nagle, po krótkiej chwili kompletnego milczenia, kontynuując cichym głosem. - A on ma już swój idealny materiał na partnera córki. Przysięgam, że jeśli jeszcze tego nie zrobił, niedługo założy fanklub Anthony'ego. Tego mężczyzny, którego odwiedzałam w szpitalu. - Chciała mówić bez przerw, jednakże i tym razem zaczerpnęła trochę powietrza, nie przestając delikatnie przesuwać palcami po alecowych plecach. - Nie dociera do niego, że mogłabym chcieć być z kimś innym, a ja nie chcę się teraz o to kłócić. Wiesz, kim on jest. Nie chcę, żebyś miał problemy. Poza tym ja też nie jestem w stanie zmienić tego, kim jestem. - Sama nie wiedziała, czy zrobiłaby coś, gdyby faktycznie mogła cokolwiek w tym zmienić. Prawdopodobnie, jeśli tylko sprawiłoby to, że ich relacja stałaby się odrobinę łatwiejsza.
A potem tak po prostu sięgnęła ręką do zapięcia stanika, rozpinając je i wieszając biustonosz na brzegu wanny, nim nie osunęła się bardziej do wody, powolutku ciągnąc mężczyznę na siebie - z siadu do półleżenia.
- Nie wiem, co mamy z tym zrobić. Chcę z wami zostać, chcę z tobą być, kocham cię, ale boję się, że to może rozpętać piekło.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Greyback
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Wrz 05, 2017 8:13 pm

Nie chciał jej wyprowadzać z błędu informacjami, że to ona była inicjatorką całego zajścia bo znał Alyssę na tyle dobrze, by wiedzieć, że będą gnębić ja wyrzuty sumienia. Skinął więc jedynie głową, jakby przytakując jej na tę całą wyjątkową sytuację. Nie myliła się w końcu bo to była doprawdy wyjątkowa sytuacja. Przecież widzieli się pierwszy raz od kilku lat. Nic dziwnego, że tak zareagowała. Dopiero, gdy wypomniała mu poranne wyślizgnięcie się spod pierzyny, Greyback przygryzł dolną wargę, nie bardzo wiedząc jakie w ogóle mógł jej wcisnąć usprawiedliwienie. Nie było żadnego, zdawał sobie sprawę. A jednak drążył w ten temat, otwierając powoli usta, z których wydobyło się ostrożne:
– Nie chciałem widzieć w Twoich oczach rozczarowaniaobrzydzenia, przecież… doskonale wiedzieli, że mogła trafić lepiej. On nie był dla niej dobry – był toksyczny, wywodził się z patologicznej rodziny. Gdyby go rano zobaczyła – po tylu latach wolności – cóż.. nie sądził by była zadowolona ze swojego partnera. Wolał osunąć się w cień, licząc, że po prostu nie będzie o tym pamiętać. Nie przeprosił, ale czy było to konieczne? Wystarczyło spojrzeć w jego lśniące oczy, by wiedzieć, że było mu źle z całą tą sytuacją…
I gdy odsuwała się po tych pełnych pasji i pożądania pocałunkach, Alec musiał na chwilę skierować wzrok w ścianę, bo nie panował już nad źrenicami, które teraz przypominały szpilki. Merlinie, gdyby nie jego opłakany stan zdrowia to pewnie w tej chwili by się na nią rzucił. Nawet położył dłoń na jej stopie, delikatnie je rozmasowując kciukiem swojej ręki. Wszystko, by wzbudzić w niej to samo pożądanie.
– Nie mów tak – zaoponował, gdy usłyszał gadkę o kilku dniach. Nie rozumiał dlaczego nie mogła zostać… na zawsze. Chciał tego. Chciał wyrzec się swojego wcześniejszego życia i ponownie uwikłać się w nią w to coś, co ona nazywała związkiem, natomiast on – marną relacją. Chciał jej. Codziennie. Na zawsze.
Uniósł jedynie brwi ku górze, nie bardzo wiedząc co ma na myśli, mówiąc, że to nie jest proste bo dla niego? Dla niego to było bardzo proste. To był ich wspólny dom, zawsze na nią czekał z otwartymi ramionami. I nie bardzo wiedząc co ma na myśli odsunął się od krawędzi wanny, obserwując kątem oka wszystkie jej ruchy. Dopiero po chwili zrozumiał, gdy dziewczyna siedziała tuż za nią. Dłonie rzecz jasna niemal od razu położył na stopach, które ponownie zaczął masować kciukami, natomiast resztę ciała starał się utrzymywać w pionie, by tylko jej nie przygnieść. Było to jednak bardzo ciężkie, biorąc pod uwagę fakt, że ta bliskość między nimi mu nie służyła najlepiej. Dokładniej mówiąc – mąciła mu w głowie. I dopiero kiedy wspomniała o jego ojcu cały nastrój jakby prysł. Alec momentalnie napiął wszystkie mięśnie, jednocześnie mocno zaciskając zęby. Pamiętał jej ojca, gdy raz postanowił wpaść do nich na obiad. Nie trwało to nawet 10 minut, gdy Alec wywalił go z mieszkania na zbity pysk.
– Oczywiście – powiedział przez zaciśnięte zęby – Nie jestem wystarczająco dobry dla jego córki – i pokręcił z niedowierzaniem głowy, czując jak coś godzi go nie tylko w okolice klatki piersiowej, ale też w samo męskie ego. – Może ma rację? – i przekręcił głowę w jej kierunku, by spojrzeć na nią kątem oka, jakby oczekując że dziewczyna temu… zaprzeczy? Ale wiedział, że w tym jednym stary Meadowes miał rację. I mimo nienawiść, jaką odczuwał… nie potrafił nie czuć się źle z faktem, że miał wykonać na nim wyrok śmierci. Momentalnie w jego przełyku pojawiła się ogromna gula, którą z trudnością przełknął. Mimo wszystko postanowił się odezwać:
– Olać to. Chcę być z Tobą, Alyssa. Nie może mi w tym stanąć na drodze – i wtedy zauważył, że dziewczyna pozbawiła siebie stanika i cóż… znowu wrócił nastrój. Alec momentalnie przesunął językiem po dolnej wardze, nie mogąc oderwać wzroku od jej kształtnych piersi. I posłusznie pozwolił się pociągnąć, jednocześnie zapierając się dłonią o kraniec wanny – by tylko przypadkiem jej nie przygnieść. Była drobna i nie powinna przeceniać swoich sił, zwłaszcza, że był od niej ze dwa razy większy. Ciepło, bijące od jej piersi, a także same piersi, które przyjemnie łechtały jego plecy… Alec był zmuszony zamknąć oczy. I nie otworzył ich nawet, gdy usłyszał ostatnie słowa. Jedynie wziął głęboki oddech, by wyrzucić z siebie:
– Nie obchodzi mnie kim jesteś, Meadowes. Nie obchodzi mnie też piekło, bo moje życie w tym momencie jest nawet gorsze. Po prostu ze mną bądź.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Wrz 05, 2017 8:52 pm

- Nie... - Zaczęła odruchowo, zamierzając powiedzieć mu, że nie miał go w nich zobaczyć, jednakże nie mogła mu tego powiedzieć, jeśli nie wiedziała, na ile byłoby to prawdziwe. Nie potrafiła stwierdzić, jak zachowałaby się w tamtym momencie, gdyby obudziła się w jego ramionach. Nienawidziła myśli, że ją wtedy zostawił, ale to nie było okrutne. Nie w tym momencie. Może w pewnym sensie potrzebowali tego wstępu, by znaleźć się tu, gdzie byli teraz? - Cóż, teraz mam pewność, że tego nie zrobisz, bo ledwo stoisz na nogach. Co wygrałam? - Ostatecznie stawiając na coś na kształt czarnego humoru, przyjrzała mu się jednak nieco podejrzliwie, wzrokiem oceniając jego stan. Zdecydowanie nie mogli tu siedzieć zbyt długo, nawet jeśli było tak miło. Zdecydowanie zbyt miło. Gdyby nie był chory, wiedziałaby dobrze, co wygrała. Powstrzymywała ją tylko myśl o jego osłabieniu i konieczności wyleczenia ran. Ta najgorsza - przynajmniej zamoczona pod taflą wody - nie wyglądała dobrze. Martwiła ją jak mało co.
- Nie chcesz...? - Mimo to, cóż, zaskoczyła ją myśl o tym, że mając na nią wyraźną ochotę, mógłby nie chcieć tego, co odruchowo mu zaproponowała. Wyleczenia i spędzenia z nią kilku kolejnych nocy. To ją zdziwiło, skonsternowało, wybiło z rytmu. I sprawiło, iż Alyssa mimowolnie spuściła spojrzenie w dół, tym razem nie oblewając się rumieńcem, ale upewniając, że... No, nic się nie zmieniło. Czyżby powiedziała coś nie tak? Profilaktycznie wolała zejść z tego tematu, przypominając sobie, po co tu byli. To miała być kąpiel. Zamaczając więc pochyloną głowę w wannie - przy czym włosami musnęła okolice ud Aleca - nałożyła szampon, namydlając nim blond czuprynę i przesuwając się za mężczyznę. Chwilowo nie zamierzała się płukać. W końcu prysznic mieli wziąć razem. Zaczęła więc myć mu plecy, jednocześnie mówiąc i słuchając tego, co jeszcze miał jej do powiedzenia.
Kąciki jej ust uniosły się w czymś na kształt gorzkiego uśmiechu dokładnie w tym samym momencie, w którym usłyszała słowa wręcz idealnie oddające faktyczny stan rzeczy i sposób myślenia jej ojca. Dokładnie tak, naprawdę nie sądziła, by ktokolwiek w oczach Thomasa był tak naprawdę idealny dla jego córki. Ostatecznie znalazł się jednak Tony, który może nie był ideałem, ale z pewnością niewiele mu brakowało do tej perfekcji. Przynajmniej dla jej ojca, bowiem ona zwyczajnie lubiła Anthony'ego, czuła się dobrze w jego towarzystwie, jednak nic poza tym. Nie widziała się w jakimkolwiek związku z nim tak samo jak on zapewne nie widział się w nim razem z nią. Byli dobrymi przyjaciółmi, nie istniało pomiędzy nimi nic takiego, co miała z Greybackiem, żadna intensywna chemia, przyciąganie nawet w momentach kompletnego gniewu, powracanie do bliskości mimo wiecznych kłótni... Dogadywała się z blondynem praktycznie we wszystkim, ale nadal wolała te spory z mężczyzną, którego autentycznie kochała, niżeli próby ułożenia sobie życia z kimś innym. Dlatego właśnie łagodnie uśmiechnęła się do Aleca, gdy ten spojrzał na nią tym wzrokiem, maczając palec w pianie i stukając go nim w sam czubek nosa.
- Nie jesteś magomedykiem, nie zarabiasz kroci, nie nosisz mnie na rękach... Nie byliśmy nawet na jednej randce... Poza tym wywaliłeś go z domu, pochodzisz ze złej rodziny i jesteś wilkołakiem. - Wzruszyła ramionami, nadal nie przestając się do niego uśmiechać - Oczywiście, że nie jesteś wystarczająco dobry. Dla niego. Jego córka twierdzi inaczej. - Naprawdę nie potrzebował upewniać się co do tego. Kochała go już wcześniej i miała go kochać. Pięć lat rozłąki i gniewu nie wystarczyło, by to w jakiś sposób przełamać, co pokazała szybkość, z jaką odzyskali mniej więcej podobny poziom - jeśli nie znacznie lepszy, bo jednak obecnie byli ze sobą wyjątkowo szczerzy - jak przed rozstaniem. A przecież nie rozeszli się bez karczemnej awantury.
To, co sądził jej ojciec... To miało znaczenie wyłącznie w jej relacjach z Thomasem. Odnawiała je, nawiązywała na w miarę ludzkim poziomie, nie chciała ich obecnie niszczyć, jednakże nie zamierzała dać sobie wmówić, że Alec miał być dla niej niewystarczający. Miała swój rozum. Bała się tylko tego, co mogło nadejść, jeśli postanowiłaby podjąć pochopną decyzję o poinformowaniu ojca odnośnie jej relacji miłosnej. A przecież ostatecznie i tak byłoby lepiej, gdyby zrobiła to sama. Dowiedzenie się z innego źródła mogłoby to jeszcze bardziej pogorszyć. Już i tak oczami wyobraźni widziała koszmar, jaki by im zafundował. Musiała najpierw go zmiękczyć, przygotować na ewentualne niepożądane zmiany. Nie mogli rzucać się od razu na głęboką wodę.
- Może... - Westchnęła cicho, masując go po plecach i zbliżając usta, by ucałować płatek jego ucha. - Pamiętasz o procesie, prawda? Już wcześniej groził, że wznowi dochodzenie. Nie chcę, żebyś miał kłopoty. - Oczywiście, gdyby musiała to zrobić, uciekłaby się do krzywoprzysięstwa, byleby tylko nie dopuścić do pogrążenia mężczyzny. Była zarejestrowanym animagiem, co nieco ułatwiało sprawę, bo zawsze lepiej byłoby przyznać się do braku rejestracji w tamtym okresie, choć nie było to prawdą, niżeli pozwolić na coś gorszego. Nadal jednak szczerze wolałaby załatwić to w łagodniejszy sposób, znaleźć jakieś dostatecznie dobre rozwiązanie, a chwilowo... Układając się w wannie z brunetem, tym razem to ona oparła podbródek na czubku jego głowy, chwilę później przypominając sobie o szamponie. Wylewając sobie odrobinę na rękę, zaczęła pienić włosy Aleca, wpatrując się jednocześnie w sufit i myśląc, po prostu myśląc. Do czasu, gdy nie usłyszała tej wyraźnej deklaracji, po której i ona zaczerpnęła trochę powietrza.
- Będziemy się z tym kryć, dobrze? Przynajmniej przez jakiś czas. - Spytała cicho, nie czując się zbyt świetnie na myśl o unikaniu publicznego widoku, ale to zawsze było jakieś wyjście. - Bądźmy razem, ale po cichu. Nadal zostanę u siebie, przynajmniej oficjalnie. Wolę być starą panną i słuchać o Anthonym niż narobić nam kłopotów. Zbyt wiele dla mnie znaczysz. A twoje życie... Kochanie, co się dzieje? - Wspomnienie o czymś gorszym od Piekła sprawiło, że wbiła niespokojne spojrzenie w jego zamknięte oczy.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Greyback
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sro Wrz 06, 2017 7:05 pm

Alec posłał jej spojrzenie, które jasno mówiło co dziewczyna wygrała. Gdyby nie fakt, że nie był w najlepszym stanie zdrowotnym, a także fakt, że dziewczyna po prostu obchodziła się z nim jak z jajkiem, od razu by jej wynagrodził wszelkie smutki i zmartwienia, prawdopodobnie poczynając od całowania jej po tych kształtnych piersiach, a kończąc w okolicach ud. Nie sądził, by kiedykolwiek miał aż tak wielką ochotę, by zbliżyć się do niej w takim stopniu, że staliby się jednością. Miał ochotę robić z nią takie rzeczy o których sama Alyssa wstydziła się śnić. O tych, które powodowały rumieńce na jej całym ciele. Dlatego, słysząc jej pytanie… cóż. Wystarczyło, że spojrzała na jego ciało, by wiedziała, że to nie chodziło o brak chęci. Po prostu jej oferta była niezwykle słaba.
– Nie na kilka dni – odpowiedział stanowczo, chociaż kosztowało go to naprawdę wiele. A jeszcze więcej - powstrzymanie, by nie nachylić się nad nią i nie wcielić swoich planów w życie. I po części nawet odsunął się od krawędzi wanny, by położyć dłoń na jej kolanie, jednak nie zdążył zrobić niczego więcej. I nawet nie wiedział jakim cudem tak szybko wyrwała się z jego szponów i usiadła tuż za nim. Może myślała, że to mu pomoże ochłonąć? Nie mogła się jednak bardziej mylić. Bo świadomość, że dziewczyna jest aż tak blisko… była dla niego jeszcze bardziej podniecająca niż wcześniej. Przez chwilę zastanawiał się, czy w tych jej tajemniczych eliksirach na pewno było lekarstwo na jego wyzdrowienie, czy najzwyczajniej w świecie postanowiła go podtruć do tego stopnia, że jedyne o czym myślał to Alyssa będąca w pościeli. Alec wziął głęboki oddech, tym samym próbując ochłonąć. Nie powiedział jej jednak o tym, że metaliczny posmak krwi ponownie znalazł się na jego języku…
Po prostu słuchał jej słów odnośnie jej ojca i jego samego i z każdym kolejnym wyrazem, padającym z jej ust miał większe wątpliwości.. Greyback zmarszczył brwi do tego stopnia, że niemal się ze sobą stykały, po czym odwrócił wzrok od jej pięknych niebieskich oczu, wzruszając jedynie ramionami.
– W jednym ma rację – nie zasługuję na Ciebie – to był fakt, stwierdzenie, dodatkowo wypowiedziane głosem, które zdecydowanie nie przyjmowało jakiegokolwiek sprzeciwu. Nie potrzebował starego Meadowesa, by o tym wiedzieć. Wierzchem dłoni stał pianę ze swojego nosa, po czym tak po prostu wrócił do masowania jej stóp. Oczywiście do czasu, gdy nie usłyszał o dochodzenie, o którym wzmianka sprawiła, że jego mięśnie po prostu się napięły.
– Te wszystkie kontrole na Borgina i Burkesa to sprawka Twojego ojca? – teraz wydawało się to tak.. oczywiste. Nie mógł nawet powstrzymać pełnego żałości prychnięcia, który wydobył się z jego ust, gdy Greyback poruszał z niedowierzaniem głową. Uspokoił się dopiero, gdy poczuł jej palce w swoich włosach i nie mógł ukrywać nawet przed sobą, że było to niezwykle przyjemne uczucie. Prawdopodobnie odprężyłby się po całości, ale nie mógł ukrywać faktu, że jej pomysł co do ich przyszłego związku nie bardzo mu się podobał.
– Co proszę? - spytał dość nieprzyjemnych, typowym dla siebie tonem głosu, gwałtownie obracając głowę w jej kierunku, by zmierzyć ją wściekłym spojrzeniem. Ba! Nawet zaśmiał się gorzko, nie wierząc, że mogłaby mu coś takiego zaproponować.
– Chyba sobie teraz żartujesz? – ale nie żartowała i on coraz bardziej rozumiał, że miała w tym rację. Gdyby któryś z jego przyjaciół się dowiedział o związku z nią, nie martwiłby się o siebie. Ona z kolei zapłaciłaby słono. O wiele za słono, a on nie wiedział, by mógł dalej z tym żyć. Dlatego po krótkiej chwili wyrzucił z siebie wyjątkowo poważnym i sceptycznym tonem głosu: – Niech tylko spróbuje Cię tknąć, a nie będę na nic zważał, rozumiemy się?
Odpuścił. Po prostu przystał na jej propozycję, choć kosztowało go to wiele. A jeszcze bardziej bolało go sumienie (tak, takowe posiadał). Nie rozumiał, dlaczego gdy po raz pierwszy realnie chciał z kimś być, cały świat stawał mu na drodze. W tym wszystkim – mimo 197 centymetrów zrostu – był tak mały i bezradny… To najbardziej go wkurzało.
– Nie mogę Ci o tym powiedzieć – odparł z westchnięciem, jedynie wskazując gestem głowy na swoje przedramię, na którym teraz uwidocznił się mroczny znak. Chciał coś jeszcze dodać, ale wówczas poczuł jak coś go rwie w okolicach brzucha, więc gwałtownie podniósł się do siadu i zaczął znowu kaszleć. Znowu krwią…

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sro Wrz 06, 2017 7:53 pm

Oczywiście, że wolałaby nie zostawać tu wyłącznie na kilka dni. Wewnątrz naprawdę chciała powrócić do tego dawnego stanu rzeczy, w którym po prostu mieszkała na Nokturnie, choć obecna praca pasowała jej znacznie bardziej niż odpędzanie niedoszłych-chętnych adoratorów z baru Dziurawego Kotła. To nie było jednak takie łatwe, więc wymaganie od niej tego, by zaledwie w ciągu kilku marnych godzin zdecydowała się rzucić wszystko, zawalczyć z całym światem i zrobić to, czego pragnęła od samego początku, a czego już próbowała... Było wyjątkowo w stylu Aleca, ale zdecydowanie nie w jej. Nie mógł oczekiwać od niej, że dwa słowa - choćby tak słodkie i wyczekiwane, a zarazem wypowiedziane w jednej z najbardziej absurdalnych możliwych sytuacji - wystarczą, aby momentalnie wszystko rzuciła.
Zrobiłaby to, owszem. Zdecydowanie by to zrobiła, gdyby chodziło tylko o nią. Był jednak jeszcze jej ojciec, był Ezra i była cała masa innych ludzi, których albo nie chciała skrzywdzić, albo wręcz przeciwnie - to oni mogliby chcieć skrzywdzić ją i jej bliskich. Była kłębkiem najróżniejszych przeciwstawnych uczuć i chęci, jednocześnie marząc i racjonalizując. Kochała go, ale nadal potrzebowała czasu na przemyślenie tego wszystkiego. I tak jak to obiecała Esdrasowi, chciała zostać z nimi na kilka dni. To mogło być dobre zarówno jako próba, jak i jako ukojenie dla jej skołatanych myśli. Zwłaszcza że... Cóż, chciała być z Greybackiem i faktycznie z nim być. Kilka dni wstępu nie wykluczało późniejszego zawsze.
- W porządku. - Odpowiedziała jednak tylko, nie zamierzając tego zbytnio tłumaczyć, bo jej wcześniejszy ton głosu, w jakim wypowiedziała całą propozycję, mówił sam za siebie. - To tylko kilka dni, nie musimy podejmować żadnych wielkich kroków. Odrobinę odpoczynku z pewnością szybciej postawi cię na nogi. - Dobrze, być może mówiła to teraz w ten sposób, jednak niespecjalnie łudziła się, że mieli spędzić ten czas jak grzeczni ludzie.
Zbyt dobrze znała i jego, i siebie, by sądzić, że uda jej się smacznie chrapać na kanapie w salonie, spędzając noce na spaniu, a w dzień gotując, sprzątając i zajmując się opieką nad chorym. Prędzej czy później mieli powtórzyć ekscesy z Dziurawego Kotła - choć sama nie wiedziała, jak bardzo wspaniale one wyglądały - i nie mogła udawać, że nie miało to tak wyglądać. Chwilowo jednak mieli inne tematy do poruszenia, słowa do powiedzenia i rzeczy do zrobienia. Nawet jeśli wyjątkowo intensywnie ją przyciągał, pociągając praktycznie w każdej cząstce, nie była na tyle otumaniona tą bliskością, by nie myśleć o ewentualnej przyszłości. Chociaż może należało to ująć nieco inaczej - chciała jak najwięcej bliskości, zbliżania się do siebie, rozkoszowania sobą nawzajem i chciała tego możliwie jak najbardziej na stałe, zaś to oznaczało, że musieli poradzić sobie z okolicznościami. Dlatego nie robiła jeszcze zbyt wielu głupstw, na które w tym momencie ciągle miała paskudnie intensywną ochotę. Myśli o ojcu pozwalały jej nieco ochłonąć, mimo że słowa, jakie padały z ust Aleca... One tego nie robiły.
- Nie mów w ten sposób, bo ja też zacznę tak mówić. Według czarodziejskiego statusu krwi, stoisz ode mnie o kilka klas wyżej, ale wyjaśniliśmy sobie, że co z tego, tak? - Choć jego głos świadczył o tym, iż Alec nie chciał jej oponowania, nie zamierzała pozostać cicho. Westchnęła przy tym ciężko, dotykając jego zarośniętego policzka i próbując zmusić go do ponownego spojrzenia jej w oczy. - Nie mów mi, że dasz komukolwiek ustalać, na kogo zasługujesz, a na kogo nie. Przypomnij sobie, jak się nazywasz. Możesz mieć wszystko. To ja tu jestem szczęściarą. - Bo była. Z tych wszystkich dziewczyn, kochał właśnie ją.
Miała niesamowite szczęście, choć przez pewien - naprawdę długi, prawdę mówiąc - czas sądziła, iż skończy ze złamanym sercem i całkowicie nieodwzajemnionym uczuciem. Wyszło jednak jak wyszło i ona była z tego zadowolona. Nadal cholernie się bała, nie chciała wyjawiać tego wszystkiego ojcu, wolała chwilowo postępować powoli i ostrożnie, jeśli chodziło o ponowne ujawnianie się z tym, początkowo usiłowała oponować, ale jej uczucia się nie zmieniały. I ostatecznie wiedziała, że nawet jeśli ostatecznie skończyłoby się to awanturą i wydziedziczeniem - jeżeli tylko nie doszłoby do czegoś gorszego, co uderzyłoby w Aleca, nie w nią - mogłaby sobie z tym jakoś poradzić. Wolałaby nie, ale mogłaby.
Przynajmniej tak sądziła... Do czasu, gdy nie usłyszała o kontrolach, co sprawiło, że po jej ciele przeszedł nieprzyjemnie lodowaty dreszcz. Nie odpowiedziała. Wyłącznie leciutko pokiwała głową, przełykając ślinę i na moment przytulając policzek do pleców Greybacka, którego w tamtej chwili odruchowo objęła za szyję. Nie chciała wojny, naprawdę jej nie chciała, ale najwyraźniej przez jedną musiała przejść. Co najmniej przez jedną. Pytanie tylko, która miała być łagodniejsza w skutkach... Ostatecznie spróbowała dogadać się z mężczyzną, mając cichą nadzieję, że Alec nie zareaguje tak jak... Tak jak zareagował.
- Proszę cię. - Spoglądając na niego, znowu przyłożyła dłoń do jego policzka, posyłając mu naprawdę błagalne spojrzenie. Chciała, żeby postawił się w jej sytuacji. Tylko tyle. Usiłowała już teraz znaleźć racjonalne wyjście z całego tego bagna, jakie najpewniej ich czekało. Ona mogła ucierpieć, ale nie chciała, by on musiał. Nie chciała też tego dla ojca czy Esdrasa. Szukała możliwości, ale nie za bardzo je widziała. - Masz mnie na wyłączność. Zawsze będziesz mieć mnie na wyłączność. Nawet kiedy próbowałam umawiać się z kimkolwiek, wtedy też mnie miałeś. Ostatecznie zrezygnowałam z jakichkolwiek związków. Do teraz. - Żadna z jej poprzednich relacji z mężczyznami nie trwała zbyt długo. Poza tym... Alyssa nie mogła nawet udawać sama przed sobą, że którykolwiek z nich miał dla niej takie znaczenie jak Alec. Żaden nie potrafił aż tak bardzo zawrócić jej w głowie, odebrać tchu czy wyzwolić mieszanki pożądania i chęci bronienia własną piersią. No i wszyscy - o losie - byli od niego całkowicie inni. Unikała brunetów jak ognia, bo za bardzo jej o nim przypominali. Wiązała się z blondynami, z rudymi, z jasnymi szatynami o niebieskich, szarych czy zielonych oczach, a wciąż myślała o nim. Nie musiał nawet obdarzać jej podobnymi tekstami. Związek był dla niej swoistą świętością. Zwłaszcza z nim, nawet tak problematyczny, jaki im się zapowiadał.
- To trudne, prawda? - Tym razem spojrzała na jego przedramię, muskając palcami skórę kilka centymetrów nad górną częścią Mrocznego Znaku. Czuła ból w piersi na samą myśl o tym, ale pytanie i tak padło z jej ust. - Dlaczego z nimi jesteś? - Nie chciała go już więcej oceniać czy wściekać się na to, co zrobił, zwłaszcza że sama była w organizacji, przeciwnej w założeniach, ale nadal walczącej na tym samym gruncie. To była jedna jedyna rzecz, o której nie mogła mu powiedzieć. W ich kłótniach wylała jednak na tyle duże ilości jadu, że tym razem po prostu była zmartwiona, zaniepokojona o to, co mogło się dziać. Otworzyła już nawet usta, gdy nagle Alec poderwał się do góry, wyrywając z jej objęć. Nim się spostrzegła, woda zaczęła robić się różowa, a głośny odgłos kaszlu znowu przerwał chwilową ciszę. W pierwszej chwili chciała wyskoczyć z wanny, w drugiej jednak objęła mężczyznę w okolicach pach, chcąc przytrzymać go jakoś w razie osunięcia się do wody. Serce znowu łomotało jej jak szalone.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alec Greyback
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Wrz 14, 2017 8:13 pm

– Pieprzyć czarodziejski status krwi – odparł niemal natychmiast, nigdy wcześniej nie czując się aż tak zdecydowanym, jak w tym momencie. Przyglądał się jej przez przymrużone czarne oczy, którymi badał wyraźnie każdą zmianę na jej twarzy. Być może gdyby nie gorączka i wręcz rozpaczliwa chęć, by zatrzymać ją przy sobie, takie słowa nie wydobyłby się z jego ust. I gdy usłyszał kolejne jej słowa, wręcz wywrócił teatralnie oczami, by po chwili… cóż wykrzywić głowę w tak nienaturalny sposób, że aż zabolało. Ale najważniejsze, że udało mu się dopiąć celu – a mianowicie złożyć na ustach Alyssy krótki, aczkolwiek niezwykle żarliwy pocałunek. Jego serce natomiast wciąż jakby nie przyzwyczaiło się do obecności dziewczyny, być może niedowierzając, że to naprawdę jest ona – a nie zjawa, która postanowiła zabawić się jego kosztem w godzinie śmierci. Alec wręcz dostrzegał, jak jego klatka piersiowa się co chwilę unosi i opada… Wziął głęboki oddech, prostując głowę i wbijając spojrzenie w ścianę naprzeciwko. Jego mina na powrót była nieprzejednana i niezwykle stanowcza. Nie potrafił panować nad tym uczuciem, które co chwile przewijało się przez jego ciało, zapuszczając w jego krwi nutkę niepewności…
Nie znosił tego uczucia. Bycie zależnym od kogoś, słabość do kogoś. Nie sądził, by kiedykolwiek miał się do tego przyzwyczaić. Czuł się w tym wszystkim jak drapieżne, dzikie zwierzę, które postanowiono oswoić. Tak bardzo chciał być przy niej stanowczy i postawić na swoim. I choć mogło się wydawać, że przecież zawsze tak robił – to jednak nie była prawda. Alyssa, choć może sama nie była tego świadoma, zmieniała jego sposób myślenia. I nie tylko. On cały się zmieniał. Był obcy we własnej skórze, choć z drugiej strony nie potrafił oprzeć się pokusie, jak bardzo mu się to podobało. Przełknął głośno ślinę, po czym odezwał się zachrypniętym, nieobecnym i dziwie zmartwionym, a jednak wciąż zaciętym głosem.
– Zamorduję go, jeśli się do czegoś posunie – i nie żartował. Myśl o innym mężczyźnie, znajdującym się obok Alyssy… nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiał, ale ta myśl go zabijała. I jeśli musiał wymordować wszystkich mężczyzn na ziemi, to był skłonny to zrobić. Każdego jednego, zaczynając od Flinta. Greyback przetarł twarz dłonią, czując się.. cóż, coraz gorzej. Nie tylko fizycznie, ale o wiele bardziej psychicznie. To właśnie tego uczucia się bał przy próbie związania z kimkolwiek… i teraz go dopadło. Nigdy wcześniej nie dopuszczał do siebie myśli, że może ją stracić, natomiast gdy już raz ja stracił… teraz to uczucie było jeszcze bardziej intensywne.
– Tam jest moje miejsce – automatyczna odpowiedź, taka jaką mu wmawiano od urodzenia. Jak miał się z tym kłócić? Wstąpienie w szeregi Śmierciożerców było tak naturalne, jak oddychanie. A jednak wciąż wszystkich dziwiło. Jego matkę, Alyssę... Nie potrafił tego zrozumieć, przecież to było wszystko czym poił go ojciec – nienawiścią do zdrajców krwi. I o ironio, sam teraz był jednym z nich. I nienawidził siebie za to, że mu to nie przeszkadzało. I gdy znowu naszedł go kaszel.. nie mogli dłużej zwlekać. Przy pomocy Alyssy wyszedł z wanny, a potem po postu przepasany ręcznikiem – pozwolił się odeskortować z łazienki do samej sypialni.


/zt dla Alka i Alki

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Łazienka   

Powrót do góry Go down
 
Łazienka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Łazienka Chłopców
» Łazienka Prefektów
» Łazienka Jęczącej Marty
» Duża Łazienka
» Łazienki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Londyn :: Mieszkania i posiadłości :: Mieszkanie Greybacka-