Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Nie Maj 21, 2017 10:58 pm

First topic message reminder :


Młodość! Z młodości należało korzystać. Brać pełnymi garściami i nie żałować. Po dzisiejszym wieczorze Syriusz mógł chwalić się, że nieomal nie zginął z ręki rudej puchonki i nikt mu nie bronił ubarwiać tego jak tylko mu się podobało. Wyobraźnię na pewno posiadał przeogromną, a sposobności do pochwalanie się swoim... aktem przeżycia, na pewno będzie miał bez liku. Powinien więc pozostać wdzięczny swojej quasi napalonej fance. Fance, która może rzeczywiście obstawiała za czymś do tego lekkiego stopnia radosnego trzepotania motylków w brzuchu, jednak niekoniecznie był to w tym momencie Gryfon. Dziewczyna miała swój skarb w rękach, mocno przyciśnięty do piersi i nic w jej postawie nie sugerowało, że miałaby iść na jakikolwiek kompromis.
Uśmiechała się do Syriusza słodko, najwyraźniej upojona własnym, chwilowym tryumfem. W końcu udało jej się zdobyć niuchacza - dzikiego niuchacza tylko na własny użytek. Już planowała, że wytrząsie z niego wszystkie te błyskotki, próbując potem dojść co skąd zawinął. Może znalazłoby się tam coś ciekawego lub godnego uwagi? Coś, co potem mogłaby wymienić albo sprzedać? Z tego w sumie mógł być niezły interes.
- A on to co? Też jest kimś. Jak ty tak leżysz, jak przed chwilą, to prędzej bym psa do łóżka wpuściła. - wypaliła w jego kierunku, nadymając policzki niczym niezadowolone dziecko, oczywiście nie zdając sobie sprawy z tego, że wszelkie porównywania Syriusza do psa było jak najbardziej nie na miejscu.
Zgromiła go spojrzeniem od stóp do potarganej głowy, kiedy to ponowił swoje żądania odnośnie dzierżonego przez nią niuchacza. Niedoczekanie jego. Przestąpiła z nogi na nogę, z buzią przyozdobioną bojowym wyrazem, jednocześnie wykonując pół kroku w tył.
- Tak? Twój? Skoro twój i skoro go chcesz, to proszę bardzo. Sam go sobie weź! - prychnęła w jego kierunku, mocniej przyciskając futerkowe stworzenie do siebie, po czym odwróciła się i puściła biegiem w kierunku jeziora. I trzeba było przyznać - szło jej to całkiem sprawnie, tym bardziej że u Syriuszowych stóp została para butów na obcasie, które gdyby wciąż znajdowały się na jej stopach zapewne zagwarantowałyby uciekinierce malownicze skręcenie kostki, albo od razu dwóch. A tak, zdjąwszy je chwilę temu, gdy to Gryfon próbował uzmysłowić jej, że znaleźne jest jego, biegła teraz w kierunku jeziora, najwyraźniej nie zamierzając dzielić się pomysłem wysypania skarbów z niuchaczowego brzucha. Mało tego, ze zgrozą uświadamiała sobie, że całe to przekomarzanie chyba za bardzo jej się zaczęło podobać i liczyła, że gryfon jednak postanowi ją gonić. W sumie... hej... co lepszego miał do roboty? Chciał skarbów, to niech je zdobędzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sob Lip 22, 2017 2:49 pm

Być może był wrednym, naprawdę niemożliwie paskudnym człowiekiem, gdy tak czerpał satysfakcję z każdego, nawet najmniejszego wyrazu niezadowolenia czy irytacji Ismael, ale... Cóż. Nie czuł się z tym specjalnie źle, zwłaszcza że większość z jego dotychczasowych uczynków miała na celu wyłącznie czyste igranie sobie z nią, podejmowanie gierki przez nią zapoczątkowanej, a nie traktowanie jej gorzej niż na przykład takiego Smarka. Którego, tak na marginesie, niezmiernie pragnął jeszcze tego wieczoru zobaczyć, w czym nieco przeszkadzało mu obecne położenie. Gdyby jeszcze miał jakiś wybór pomiędzy żartowaniem sobie z - jak to zapewne było - zabójczej kreacji Króla Pomady a irytowaniem Panienki Puchonki... Sam nie do końca wiedział, co by wybrał, lecz z niechybnie byłby zadowolony. Obecnie jednak stał się więźniem rudej wiewióry i to... Pasowało mu tylko do momentu, gdy dziewczyna nie zaczęła fizycznie się nad nim znęcać. Za bardzo cenił sobie swoją twarz, by chcieć zamienić lekko zarośnięte policzki na rozciągnięte chomicze wory. Dlatego musiał ją jakoś powstrzymać. A co wydawało mu się do tego najlepsze? Oburzenie jej do tego stopnia, by sama z niego zeskoczyła!
- Może i faktycznie. Nie wyglądasz mi na gąskę, tylko na wiewiórkę. - Wydobył słowa przez rozciągnięte do granic możliwości wargi, starając się uśmiechnąć, ale ostatecznie tylko przywołując na twarz wyłącznie coś w rodzaju nieco makabrycznego grymasu. Jakby tego było mało, zaczął czuć nacisk kościstych kolan Ismy na swoim obolałym ciele. Diabeł, nie Puchonka!
- Jakby tego było mało... - Zawiesił głos, nieznacznie poruszając brwią. - Latająca i ślepa, bo skoro ty nie jesteś moją gąską, to ja z pewnością nie jestem twoim orzeszkiem, żebyś się tak za mną rzucała. - Cóż, i o ile ona na niego leciała, o tyle jego wersja latania nie zawierała w sobie dodatku w postaci prze. On wręcz chciał, by z niego zleciała i wreszcie zostawiła jego biedne policzki w świętym spokoju. Dlatego też postanowił samodzielnie ją z siebie zwalić.
I być może nawet by mu się to udało, gdyby nie fakt, iż Ismael najwyraźniej uczepiła się jego twarzy mocniej niż mucha lepu. Nie wziął tego pod uwagę, chwilę później dosyć mocno odczuwając ból mięśni, które musiała mu naciągnąć. Nawet nie wyobrażał sobie, jak to musiało wyglądać, choć - bądź co bądź - osiągnął swoje. Chwilę później chwytając dłonie rudej, by spróbować skorzystać z jej tymczasowego otumanienia i odczepić ją od siebie.
- Jeszcze żadna tak bardzo przy mnie nie jęczała. - Mruknął cicho, rozglądając się dookoła i głośniej bulgocząc przez rozciągnięte usta. - Och, Ismael, ty tygrysico! - Nie mógł sobie tego darować, po prostu nie mógł. - Maleńka, gdzie ty się tego nauczyłaś?! O Merlinie! Nie przestawaj! - Nawet jeśli miał za to dostać kopa w żebra albo coś równie miłego... Było warto.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sob Lip 22, 2017 3:48 pm

/Devil in disguise

Spoiler:
 

Fizyczne znęcanie się? Też mi coś. To była zwyczajna k a r a. Za wszystkie grzechy, mniejsze i większe, jakich dopuszczał się Syriusz Black względem niej. Musiała się przecież jakoś bronić! A skoro słowa nie pomagały, to trzeba się nim było zająć w jakiś inny sposób. Z satysfakcją więc obserwowała, że pomysł poniekąd zadziałał. Poniekąd bo Black mimo wszystko przewyższał ją siłą.
Prychnęła niby obruszona porównaniem do wiewiórki. Niby, bo wcale jej to porównanie jakoś nie ubodło. Na pewno brzmiało w jej głowie lepiej jak bycie gąską nawet jeśli jego zdaniem miała być ślepa i latająca. Przemilczała dodatkowo jego porównanie do orzeszka, bo po prostu zabrakło jej jakichkolwiek argumentów. Był za dobry, albo za słaby w swoim żarcie, w zależności od punktu widzenia. Co zaś tyczy się samego latania - na pewno w niewypowiedziany sposób schlebiał sobie uważając, że rudowłosa w jakikolwiek sposób próbowała swoje latanie sprowadzić do przelecenia. Nie był jedynym, które odrzucał wszelkie prze.
Jego zamiary były jasne - jak słońce, które świeciło na niebie. No może nie teraz, ale dniami świeciło jasno i wyraźnie. Jasne jak księżyc, które był obecny i gwiazdy, które mu towarzyszyły. Chciał wykorzystać moment i pozbyć się jej na dobre, uwalniając od jej palców swoje policzki. Wiedziała, że nie ma szans - była przecież tylko słabą niewiastą i nijak było jej się mierzyć z jego siła.
Poczuła jego dłonie na swoich i posłała mu nieco skołowane spojrzenie. Czego on znowu chciał? A no tak. Wolności. Początkowo trzymała się całkiem dobrze - można rzec, że świetnie, bo ani w głowie było jej pójście mu na rękę. Niech się bardziej postara, wysili, wytęży. No i wytężył. Swój język, ale niekoniecznie w sposób odpowiedni, a przynajmniej niezbyt korzystny dla niej.
- Nie wiem, czy jest się czym chwalić. - odparła w pierwszym momencie ze zgryźliwym uśmieszkiem. Szybko jednak na jej piegowatej buźce odmalowała mieszanka zaskoczenia i zażenowania, pogłębiająca się w miarę słuchania co też ma do powiedzenia. Tygrysico! Gdzie się tego...! Robiło jej się słabo już od pierwszego słowa. Sapnęła, próbując zdecydować się w jaki sposób go znokautować i zamknąć wreszcie usta, żeby przestał się aż tak dobrze bawić i ją do reszty kompromitować, chociaż czy ją w ogóle obchodziła jej reputacja? Szkoła się kończyła, a po wakacjach wszyscy o tym zapomną. Oby tylko żaden nauczyciel tego nie usłyszał.
Należało sięgnąć po drastyczne środki. Zrobić drastyczne kroki, albo raczej krok, zmianę miejsca - przesunięcie o parę, paręnaście centymetrów, skrócenie dystansu. Chciała to zrobić szybko, jak najszybciej, by nawet nie dać mu skończyć, bo kto też wiedział co mogło mu jeszcze przyjść do łba. Skoro tak podobało mu się drażnienie jej i sięganie po środki werbalne to postanowiła nie mówić już nic. Ani pół słowa. Zostały tylko gesty i determinacja. Z czego tej ostatniej było zbyt dużo.
Wszystko stało się szybko i było tego sporo. Rudowłosa puchonka przechyliła się w stronę drącego się, w jej mniemaniu, gryfona, chcąc uciszyć go prostą czynnością - pocałunkiem. Jeśli jednak ktokolwiek łudził się, że włożyłaby w to chociaż odrobinę serca to grubo się mylił. Chodziło o dywersję, element zaskoczenia i zostawienie go z dużym znakiem zapytania nad głową, bo nawet jeśli chciałby jej oddać, to nie dałaby mu, a przynajmniej tak to wszystko wyglądało w jej łepetynie. Krótki całus, zaledwie muśnięcie wargami skończyło się katastrofą, bo źle wymierzyła odległość. Można to było zwalić na okulary zostawione w dormitorium, albo na zbytnie rozochocenie, jakby to niewątpliwie określił jej towarzysz. Niemal w tym samym momencie, kiedy ich usta się zetknęły, Black mógł poczuć jak czoło dziewczyny trafia prosto w jego, powodując falę bólu - zarówno u niego jak i u niej. Nadwyrężone policzki? Guz do kolekcji raz! W sumie razy dwa, dla każdego po jednym.
Nie wiedziała co poczuła jako pierwsze, ale dość szybko zapomniała o tym co chciała zrobić i jak go uciszyć, bo konfrontacja jej czaszki z jego zajęła jej całe myśli. Jęknęła zbolała, jednocześnie mieląc jakieś niezrozumiałe przekleństwo między zębami. Odchyliła się do tyłu, łapiąc dłońmi za czoło i padła na plecy, pokonując samą siebie. Przez moment widziała ciemność, a potem pojawiły się rozmazane przez zbierające się w oczach łzy bólu.
Panie, czy to koniec?
Czy ja nie żyję?
Czy to się kiedyś skończy?
Czy muszę być skończoną porażką?
Nogi zatupały o ziemię w gniewnym geście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Nie Lip 23, 2017 5:11 pm

|tyle udało mi się napisać w krótkim czasie :x

Wręcz doskonale zdawał już sobie sprawę z tego, iż jakikolwiek nagły pocałunek ze strony Ismael nie miał być wyrazem jej długo i chorobliwie desperacko tłumionej miłości. Być może dziewczyna jakiś czas wcześniej zaczerwieniła się po cebulki włosów - co zresztą było dosyć adekwatne do ich kolorytu - kiedy zarzucił jej darzenie go skrytymi uczuciami, jednakże to, w jaki sposób się nad nim pastwiła... Cóż, raczej wykluczało akty namiętności. Zwyczajnie chciała zamknąć mu tym gębę, a on doskonale był tego świadomy. Tym razem postanawiając nie stosować taryfy ulgowej i nie unikać zwodzenia rudej na pokuszenie. Zamierzał być wobec niej w porządku, owszem, ale sama się o to prosiła. Wyczuwając więc jej plany - choć nawet ślepy domyśliłby się, co zamierzała - powziął sobie za cel pokazanie jej, jak to robił Syriusz Black. Nie bez powodu w końcu przypisywał sobie olbrzymie zasługi na gruncie uczuciowym. Oczekując na ruch Puchonki i... Dostrzegając gwiazdy przed oczami, gdy łomotnęła mu czołem w czoło.
No... Tego to on się nie spodziewał. Mimo że przedtem nie szczędziła mu maltretowania, tym razem naprawdę myślał, iż planowała coś innego. I nawet delikatne muśnięcie jej warg rozmyło się gdzieś przez łupanie w jego czaszce, zaś Ismael zniknęła z pola jego widzenia, samej najwyraźniej doświadczając konsekwencji takiego a nie innego czynu. Masochistka. Tym razem nie zamierzał mówić jej, jak bardzo szalona była. Być może uderzeniem chciała sprawić, aby on także miał nierówno pod kopułą, jednakże raczej udało jej się tylko nabić mu guza. O jednego za dużo, by mógł machnąć na to ręką. Bez przesady... Wybierał się na bal w celu zabawy, nie zdobywania czegoś na kształt blizn i ran wojennych. Dlatego też powoli, dosyć ostrożnie podniósł się do siadu, dotykając przy tym czoła i marszcząc brwi.
- Kup sobie jakiegoś kota, Ismael. - Burknął, kląskając językiem o podniebienie. Jego nawiązania do tego, iż podobne całusy wychodziły jej na tyle źle, że staropanieństwo zbliżało się wielkimi krokami, nie dało się nie zrozumieć. No, o ile nie zafundowała sobie wstrząsu mózgu, co było dosyć prawdopodobne.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Nie Lip 23, 2017 6:10 pm

Nie było przepełnionych zaskoczeniem westchnień czy pełnych podziwu spojrzeń. Ani też pełnej onieśmielenia ciszy zaraz po, bo książę nie zdążył złożyć pocałunku na ustach kopciuszka. Był tylko pulsujący ból głowy, frustracja i tupanie bosych stóp o trawnik dziewczyny, która leżała z frywolnie zadartą kiecką, pokazując w pełnej okazałości zgrabne nogi, aczkolwiek pokolorowane nielicznymi sińcami i paroma ledwo widocznymi bliznami po jakichś... rzeczach, które niewątpliwie wydarzyły się zupełnie jak ta przed chwilą - zupełnie niezamierzenie i nieprzemyślanie.
Podniosła się wreszcie, z trudem bo z trudem, do tego sapiąc cicho pod nosem i pociągając nosem, bo łzy zdążyły napłynąć jej do oczu. Wciąż też trzymała się za czoło i mogłaby przysiąc, że czuje jak pod palcami tworzy jej się niewielka gula. W sumie ciekawe, że na głowie to zawsze były guzy, a wszędzie indziej już siniaki. Przez chwilę patrzyła na niego przymrużonymi, zaszklonymi oczami, z zarumienioną i zbolałą twarzą, a słysząc jego słowa - prychnęła w pierwszym odruchu. Szybko jednak uśmiechnęła się, a zaraz potem wybuchnęła śmiechem - szczerym, perlistym i przyjemnym dla ucha. Cała ta sytuacja wydawała jej się w niewypowiedziany sposób głupia i irracjonalna. Co ona w ogóle próbowała zrobić? Co osiągnąć? Oczywiście - doskonale wiedziała co, ale parę minut temu ten pomysł wydawał się o wiele lepszy. Jedną dłonią podparła się, by znowu nie gruchnąć na plecy, a drugą przykryła część twarzy, na której wciąż widać było szeroki uśmiech z którym było jej na prawdę do twarzy - no cóż.. nie na darmo mówiło się, że uśmiech jest najpiękniejszą rzeczą jaką może założyć kobieta.
- Przepraszam. - wydusiła, w pewnym momencie opanowując się na tyle, by być w stanie wypowiedzieć słowa nie parskając co chwilę. - Ale już nie mogłam cię słuchać. W sensie... nie to, żebym miała coś przeciwko rozmawianiu z tobą i przekomarzaniu się, ale to... było jednak za wiele. - parsknęła na koniec, przysłaniając usta by za chwilę przygryźć dolną wargę w zastanowieniu. Wyciągnęła w końcu w jego kierunku dłoń. - Pokaż. Mam nadzieję, że twoja piękna buźka niezbyt została uszkodzona. Byłoby żal, gdyby wszyscy zobaczyli, jak ciosem z główki pokonała cię dziewczyna. - zacmokała z wciąż przyczepionym do ust zaczepnym, rozbawionym uśmieszkiem. Jednocześnie zmieniła pozycję, sadowiąc się na klęczkach i przysuwając do niego by lepiej móc się przyjrzeć szkodom jakie wyrządziła i niewiele robiąc sobie z tego, że głowa wciąż zdawała się pulsować ćmiącym bólem, a na głowie rósł guz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Wto Lip 25, 2017 3:45 pm

Nawet w przypadku, jeśli były to tylko łzy bólu, cóż, Syriusz nie lubił widoku płaczących dziewczyn. Sprawiał on bowiem, iż chłopak nie tylko czuł się niezręcznie, lecz także kompletnie nie wiedział, co powinien zrobić. Sam też był obolały, ale ostatecznie... Powinien ją pocieszyć? Przytulić teraz kogoś, kto przed chwilą jednoznacznie próbował go oszpecić tudzież nawet zabić? Odsunąć się jak najdalej od tej rudej wariatki? Może od razu uciekając od niej w popłochu, licząc na któregoś z chłopaków, który wyposaży go klucz do skrytki na dworcu kolejowym, meksykańskie pesos, bilet lotniczy do Saltillo, tożsamość należącą kiedyś do gościa nazywającego się Miguel Juan Mexicano i sombrero ze wstążką pasującą mu do koloru oczu? Patrząc na to, jak narwana była Ismael Blake... Chyba potrzebował wykonać punkt ce i de, jednocześnie wykupując sobie jakieś rozszerzone ubezpieczenie od ataków dzikich wiewiórek.
Ostatecznie najwyraźniej musiał jednak wykazać się kompletnym brakiem instynktu samozachowawczego, zostając na zajmowanym przez siebie miejscu i jęcząc tylko coś na kształt aua, gdy nierozważnie zbyt mocno poruszył głową w momencie, w którym ruda zaczęła niezdrowo się śmiać. Naprawdę musiała mieć wstrząs mózgu i najprawdopodobniej powinna zostać odprowadzona na zamknięty oddział dla nieuleczalnych przypadków w Mungu do Skrzydła Szpitalnego i szkolnej pielęgniarki. Ta w końcu zapewne nie mogła ruszyć się stamtąd na zbyt długo, bo bale oznaczały bójki, a bójki... Bójki oznaczały strumień nastolatków wlewających się do środka medycznych pomieszczeń, kotłujący przez chwilę w poszukiwaniu pomocy, a następnie wylewający ponownie na zewnątrz, choć tym razem już z dodatkowymi ozdobami w postaci bandaży i plam na skórze od mazi na siniaki.
Chwilowo rzucił jej jednak pełne politowania spojrzenie - tak, z cyklu a poza tym wszyscy zdrowi? - spod uniesionych brwi, masując sobie rosnącego guza na czole. I choć może z uśmiechem było jej rzeczywiście bardzo do twarzy, w tym momencie nim nie zarażała. Wręcz przeciwnie, jej niekontrolowany chichot zabrzmiał dla niego nad wyraz psychopatycznie, jakby doprowadzenie ich do podobnej sytuacji było dla niej czymś sprawiającym masochistyczną satysfakcję. Owszem, kąciki jego ust uniosły się nieco, dając jednak wyraz niedowierzaniu przemieszanemu z panicznym James, pojaw się tutaj z tymi pesos, teraz, już, natychmiast, nie żartuję.
- Następnym razem... - Zaczął ostrożnie, nieustannie przyglądając jej się w taki sposób, jakby oceniał jej władze umysłowe. - Po prostu skończmy to, nim ktoś zostanie jednorożcem. Ja wiem, że tacy wspaniali i wyjątkowi mężczyźni jak ja są równie niespotykani, ale nie musisz... Wiesz, dorabiać mi rogu. - Kończąc, ponownie się uśmiechnął. Nieznacznie, a jednak łobuzersko. Zresztą... Jeśli chciała bawić się teraz w pielęgniarki, mógł nawet paść jak siedział, wydając z siebie jęk umierającego.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sro Lip 26, 2017 1:19 am

Nikt w domu nie był zdrowy, a przynajmniej, z całą pewnością - nie ona. Albo raczej na pewno nie po tym uderzeniu, tym karygodnym zawaleniu wszelkich kalkulacji, ale man... she's so bad at math. Można było ją w tym momencie posądzać o wszelkie psychopatyczne i masochistyczne skłonności, bo czemu by nie, nawet nikogo by nie winiła za to, ale tym drobnym gestem starała się jakoś przykryć falę zażenowania, która ją zalała, a także zmieszanie. Czuła się źle, że stało się tak, a nie inaczej. Po prostu głupio i teraz nic nie mogła z tym zrobić. Przeprosiła i to już miała za sobą, ale emocje wciąż gryzły ją tak samo, jak dwa uderzenia serca temu. Nic się nie zmieniało - rumieniła się jak pierwsza lepsza płocha panna, a nerwowy uśmieszek psychopaty nie schodził z jej ust.
Spokojnie, wszystko będzie dobrze.
Ale czy cokolwiek mogło to naprawić?
Nic nie będzie dobrze.
Dziewczę przymknęło na chwilę oczy, pochylając się nad czarną czupryną i czołem chłopaka. W sumie miał rację - zabawa powinna zostać skończona wcześniej. Zanim wpadła na te wszystkie głupie pom... oh wait... to by znaczyło, że w ogóle nie powinna się zaczynać. Cała ta rozmowa była jednym głupim pomysłem. Cały ten spacerek, to była jedna wielka pomyłka. A cała ta gonitwa - katastrofą. Każdy kolejny krok, każda kolejna decyzja była gorsza od poprzedniej i prowadziła prosto do nieuniknionej, właśnie zaistniałej, katastrofy.
- Masz rację. - przytaknęła mu niemal bez zająknięcia i niemal ze skruchą. Proszę państwa, co też tutaj się wydarzyło właśnie. Czy ta stąpająca po ziemi zmora, zakała ludzkości i wszelkich poważnych istot myślących właśnie przyznawała rację i nawet nie chciała się o to wykłócać? Na to wychodziło. Nie miała po prostu ku temu chwilowo śmiałości. Black mógł więc się delektować byciem pacjentem, albo czymś w tym rodzaju.
- Czy mógłbyś podać mi swoją różdżkę? Ukryję to. Nie mogę ci przecież pozwolić na czarowanie niewinnych dziewic tymże rogiem, jednorożcu od siedmiu boleści. - parsknęła, na razie wracając do poprzedniej pozycji na klęczkach i uśmiechając się do niego lekko. Oczywiście, możesz mi zaufać, zdawało się mówić to spojrzenie i ten uśmiech. Na prawdę. Chociaż... było w tym widać odrobinę desperacji. Jakby chciała nagle odbudować zdewastowaną doszczętnie reputację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Pon Sie 07, 2017 4:53 pm

Mimo nieprzerwanego geniuszu, jakim na co dzień Syriusz musiał wręcz błyszczeć, nieczęsto ktoś aż tak otwarcie przyznawał mu rację. Prawdę mówiąc, robiły to wyłącznie jednostki... Ku jego ogromnemu rozżaleniu, bo przecież mógł tyle wnieść do tej ponurej szkolnej rzeczywistości, gdyby tylko dano mu taką szansę! Jak na złość, częstokroć bardziej spotykał się z niezgodą z jego osobą niż z pozwalaniem mu na kłapanie jadaczką. Niektórzy ludzie - nie, nie mówił tu teraz o Ismael; ona była niebezpieczna, ale zapunktowała nieco tym przytaknięciem, podnosząc Blackowi morale - byli zupełnie nie do zniesienia. Z kolejnym typem, wyłączając ten najlepszy - jego kumpli, też raczej nie chciał mieć do czynienia. A jeszcze inni Inni? I tak, teraz miał już na myśli rudą terrorystkę... Oni okresowo stawali się bardziej godni tolerowania.
Nie, w żadnym razie nie przyznałby na głos, iż był w stanie polubić wiewiórę, jeśli tylko nie próbowała rozłupać mu czaszki. Próbował za to nie skupiać się na tym, jak bardzo musiał przypominać teraz jednorożca, zdecydowanie czując obecność swojej potarganej łepetyny na właściwym miejscu. Cóż, jeżeli atak Blake miał na celu sprawienie, by Black totalnie stracił dla niej głowę... Coś w tym zwyczajnie nie wyszło. Zamiast tego utracił za to zatrważającą liczbę guzików oraz resztki męskiego honoru, zamierzając odzyskać je przy pierwszej możliwej okazji, bo... Co by powiedziała jego najukochańsza mamusia, gdyby dowiedziała się, że Syriusz spędzał ten jakże odświętny czas ostatniego szkolnego balu na przegrywaniu sparingów z nieczystokrwistym rudzielcem?! Po krótkim - naprawdę krótkim - zastanowieniu, chyba chciałby zobaczyć jej minę. I choć ostatecznie, a nawet w stu dwudziestu procentach zerwał kontakty z pseudorodziną, wizja złości mamuśki nieco poprawiła mu humor. Może nawet nieco zbyt mocno... Kto wie, na pewno nie zamierzał mieć wyrzutów sumienia z tego powodu.
Zdecydowanie wystarczyło, iż miała je tu jedna osoba, więc on mógł dalej pozostawać normalną, nieskażoną skruchą wersją siebie. Poza tym, takie a nie inne okoliczności pozwalały mu - we względnej błogości, no, nadal wszystko w jego ciele dawało znać o swoim istnieniu - przyjmować ewentualne ojojowanie. Jak każdy wiedział, ojojane miejsca bolały mniej, więc nie zamierzał przeszkadzać Ismael we wkręcaniu się w rolę pielęgniarki... Najwyraźniej bardzo osobistej.
- To mówisz, że chcesz zachować mój urok tylko dla siebie? - Spytał powoli, nie mając wątpliwości, iż prawdopodobnie dostanie mu się za to jej drobną, kruchą rączką o zadziwiająco twardych kościach. Chociaż... Może miała oszczędzić poszkodowanego? Zwłaszcza że zaraz dodał. - Jeśli jej nie połamałaś, to jest w prawej kieszeni spodni. Weź sobie. - Zerknął na nią przelotnie, w teatralnym geście przykładając sobie dłoń do czoła. - Ja tu umieram.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Wto Sie 08, 2017 11:29 pm

Ismael bardzo dobrze wychodziło wczuwanie się w pielęgniarkę. Czuła troskę, czuła potrzebę niesienia pomocy, ale bynajmniej z pobudek altruistycznych. Po prostu nabroiła, więc teraz musiała to poskładać do kupy, a dokładnie jego i jego pokancerowaną buźkę. Z jednej strony było mu do twarzy z rogiem, który pojawił się na jego czole, ale z drugiej - nie chciała być posądzana o znęcanie się nad starszymi kolegami. Ani ją to bawiło, ani przynosiło korzyści - raczej obstawiałaby opcję, że przeciwko niej, jako krzywdzicielki wspaniałego Syriusza Blacka utworzyłaby się jakaś pokaźna koalicja, stworzona z zagorzałych fanek wspomnianego Gryfona. Takie przesączone niechęcią wobec jej osoby kręgi, mogły jej skutecznie zaszkodzić i zrujnować karierę w Hogwarcie, więc nie zamierzała ryzykować.
Na szczęście lub nieszczęście Blacka, Ismael przez długie, żmudne lata nauki w szkole, nauczyła się zaklęć medycznych w liczbie jeden. Podstawa podstaw, która mogła wyleczyć zadrapany nos, w tym wypadku wydawała jej się po prostu śmieszna i niewystarczająca, by naprawić wyrządzone szkody. Oczywiście - inną kwestią był fakt, że rudowłosa była typem, który walił po mordzie, a nie łatał wyrządzone szkody, więc siłą rzeczy takie sztuczki magiczne wychodziły jej nieco gorzej. Prawdę powiedziawszy, to gdyby było to w ogóle możliwe, to była pewna, że takie zaklęcie w jej wykonaniu nie tyle by nie zadziałało, co powiększyło róg godny najszlachetniejszego jednorożca.
- Mniej więcej. - wymruczała, niby niechcący dotykając tego, co wyhodowała na tym czystokrwistym czole, które znajdowało się przed nią. Ciche ojej, pełne fałszu i premedytacji jasno jednak dawało do zrozumienia, że podobne żarty mógłby sobie darować, przynajmniej do momentu aż zrobi porządek z jego naruszoną fizycznością.
Spojrzała na jego spodnie, gdzie to niby miała kryć się wspomniana różdżka. Po, khe khe, fakturze materiału mogła stwierdzić, że przedmiot znajdujący się w jego prawej kieszeni był cały, więc szybko sięgnęła po niego dłonią i wydobyła na światło... nocne. Zaraz też wycelowała prosto w nabitego guza, najpierw rzucając nieszczęsne episkey, które jednak nie było dość silne, ale przynajmniej zmniejszyło to, co chwilowo upodabniało Blacka do buchorożca. Skrzywiła się nieco, na moment odejmując magiczny patyk i zwalając całą winę na niego i nieposłuszeństwo względem chwilowej właścicielki. Tak, tak. To musiało być właśnie to, nic innego. Długo jednak tak nie posiedziała, bo postanowiła zakończyć cały proces czymś, na czym znała się na prawdę dobrze, czyli transmutacją. Ekhe, ekhe...
- Mimetes vulnus. - wyrecytowała, machając różdżką niczym dyrygent w filharmonii, do tego taki najwyższej klasy. No cóż... trzeba było jej przyznać, że przynajmniej to robiła dobrze - zmieniała i przekształcała, także zaraz na jej twarzy pojawił się zadowolony wyraz, sugerujący sukces. - Ha, no i proszę. Możesz bić brawo, nie krępuj się. - uśmiechnęła się do niego, dumna z siebie, po czym nie czekając na owacje, czy te na siedząco, czy te na stojąco, wycelowała w siebie i powtórzyła proces. Najpierw zmniejszyła guza, a potem go zamaskowała. Po całym procesie oddała dereniową gałązkę właścicielowi, znaczy wsunęła ją z powrotem do kieszeni.
Akurat rozstrzelały się fajerwerki.
I to był chyba odpowiedni moment, żeby zakończyć to wszystko. Żeby podnieść się z ziemi, otrzepać kieckę i wrócić do dormitorium. Ostatnia noc tego roku w Hogwarcie właśnie dobiegała końca. Setki par oczu wpatrywały się właśnie oczarowane w niebo, a niedługo morze ludzi ruszy po schodach do dormitoriów, na zasłużony sen.
Na moment przeniosła wzrok ku górze, na rozświetlone feerią barw niebo. Jak zwykle - wszystko wyglądało przepięknie, magicznie i czarująco, ale przecież taka była magia.
W końcu spojrzała na niego i pochyliła się, całując w policzek, bez cienia zmieszania czy zawahania. Zdawać by się mogło, że całą tę psotną lub rozedrganą jej część zastąpiło częściowe zmęczenie czy senność. Uśmiech, jaki mu posłała też był łagodniejszy, ale tak po prawdzie... nie chciała wracać. Miała wrażenie, że tam nie będzie czuła się bezpiecznie. Że to, co się wydarzyło w wiosce obok, na niewinnym wypadzie sprawiło, że nie będzie w stanie wyzbyć się nieco nerwowych spojrzeń czy odruchów. Mimo niespokojnych myśli, nie zwlekała dłużej. Podniosła się i otrzepała materiał sukienki.
- Dziękuję za spędzony wspólnie wieczór i... do zobaczenia, Black. - błysnęła ząbkami w nieco szerszym uśmiechu, na moment zakładając ręce za siebie. - No. To idę szukać butów. Dobrej nocy! - rzuciła jeszcze, po czym odwróciła się opuściła zajmowany przez nich do tej pory zaułek w labiryncie. A potem zniknęła już całkiem w plątaninie zielonych ścieżek, nie mogąc chyba nadziwić się samej sobie, że aż tyle z nim wytrzymała i nie chcąc się przyznać, że to okropne pierwsze wrażenie, prysło już niczym bańka mydlana sprawiając, że poczuła ku niemu ukłucie sympatii.

[z.t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sob Sie 26, 2017 2:31 am

Nie ma co, tego wieczoru Ismael zapewniła mu wyjątkową rozrywkę, choć może nie w taki sposób, w jaki mógł i chciał się tego spodziewać. Nie mógł jej jednak winić - nie na dłuższą metę - za bycie narwaną wiewiórą, która leciała na niego jak na orzeszek spadający z drzewa. Zwłaszcza że jednocześnie dosyć szybko zreflektowała się, gdy sprawy zaszły zdecydowanie za daleko, służąc mu swoją pielęgniarską pomocą. Ku jego niezmiernemu zdziwieniu, ale także jednocześnie i uldze, całkiem skuteczną. Co prawda, nie skorzystał z zezwolenia Ismael na to, by docenić brawami te wybitne zdolności uzdrowicielskie - zamiast tego posłał jej spojrzenie pełne dosyć rozbawionego politowania - a jednak z pewnością zaczął doceniać umiejętności dziewczyny.
Jedno było przy tym tak pewne jak to, iż Severus Snape nadużywał pomady do włosów... Black już nigdy, ale to przenigdy!, nie zamierzał towarzyszyć pannie Blake na jakimkolwiek balu. Ba!, zamierzenie czy też tak jak tego wieczoru, po prostu nie i kropka. Choćby sam Merlin zapłacił mu za to workami galeonów i największymi magicznymi sekretami, Syriusz podjął życiową decyzję, aby zacząć unikać rudowłosej podczas wszystkich tych wydarzeń, przy których mogłaby mieć okazję go wykończyć, poturbować i ukraść mu guziki od szaty.
Jedynie na myśl, iż nie miało to być zbyt trudne, ponieważ była od niego młodsza i miała pozostać jeszcze w szkole, a potem zapewne więcej już się z nim nie zobaczyć... Powiedzmy, że nieco go gdzieś tam zaskrobała. Pozbył się jej jednak szybciej niż w oka mgnieniu, wypychając ją ze swojego umysłu, który ponownie zajął się analizowaniem poczynań Puchonki. Ta zaś najwidoczniej była już dostatecznie usatysfakcjonowana ze spędzonego czasu... Całując go w policzek - na co zamrugał oczami; żadna dziewczyna nie chciała poprzestać na takim geście, jednak ta właśnie to zrobiła - następnie zaś podnosząc się z ziemi i żegnając z nim. Nim się obejrzał, zaczęła odchodzić, a on tylko odpowiedział jej tonem kogoś, kto był... Cóż, nieco skonsternowany, bo... Tak po prostu go tu zostawiała? I tyle?
- Do kiedyś, wiewióro, uważaj na niuchacze!
Sam poleżał jeszcze przez chwilę na trawie, ostatecznie także wstając i ruszając w stronę dźwięków dochodzących do niego z budynku szkoły.

[wątek zakończony]

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   

Powrót do góry Go down
 
Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Ismael Blake
» Dzień, wspomnienie lata...
» Bar i stoliki w Dziurawym Kotle
» SELFIE PROJECT
» Arielle Blake

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Rzeczy Znalezione :: Wspomnienia
 :: Myślodsiewnia
-