Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Nie Maj 21, 2017 10:58 pm


Młodość! Z młodości należało korzystać. Brać pełnymi garściami i nie żałować. Po dzisiejszym wieczorze Syriusz mógł chwalić się, że nieomal nie zginął z ręki rudej puchonki i nikt mu nie bronił ubarwiać tego jak tylko mu się podobało. Wyobraźnię na pewno posiadał przeogromną, a sposobności do pochwalanie się swoim... aktem przeżycia, na pewno będzie miał bez liku. Powinien więc pozostać wdzięczny swojej quasi napalonej fance. Fance, która może rzeczywiście obstawiała za czymś do tego lekkiego stopnia radosnego trzepotania motylków w brzuchu, jednak niekoniecznie był to w tym momencie Gryfon. Dziewczyna miała swój skarb w rękach, mocno przyciśnięty do piersi i nic w jej postawie nie sugerowało, że miałaby iść na jakikolwiek kompromis.
Uśmiechała się do Syriusza słodko, najwyraźniej upojona własnym, chwilowym tryumfem. W końcu udało jej się zdobyć niuchacza - dzikiego niuchacza tylko na własny użytek. Już planowała, że wytrząsie z niego wszystkie te błyskotki, próbując potem dojść co skąd zawinął. Może znalazłoby się tam coś ciekawego lub godnego uwagi? Coś, co potem mogłaby wymienić albo sprzedać? Z tego w sumie mógł być niezły interes.
- A on to co? Też jest kimś. Jak ty tak leżysz, jak przed chwilą, to prędzej bym psa do łóżka wpuściła. - wypaliła w jego kierunku, nadymając policzki niczym niezadowolone dziecko, oczywiście nie zdając sobie sprawy z tego, że wszelkie porównywania Syriusza do psa było jak najbardziej nie na miejscu.
Zgromiła go spojrzeniem od stóp do potarganej głowy, kiedy to ponowił swoje żądania odnośnie dzierżonego przez nią niuchacza. Niedoczekanie jego. Przestąpiła z nogi na nogę, z buzią przyozdobioną bojowym wyrazem, jednocześnie wykonując pół kroku w tył.
- Tak? Twój? Skoro twój i skoro go chcesz, to proszę bardzo. Sam go sobie weź! - prychnęła w jego kierunku, mocniej przyciskając futerkowe stworzenie do siebie, po czym odwróciła się i puściła biegiem w kierunku jeziora. I trzeba było przyznać - szło jej to całkiem sprawnie, tym bardziej że u Syriuszowych stóp została para butów na obcasie, które gdyby wciąż znajdowały się na jej stopach zapewne zagwarantowałyby uciekinierce malownicze skręcenie kostki, albo od razu dwóch. A tak, zdjąwszy je chwilę temu, gdy to Gryfon próbował uzmysłowić jej, że znaleźne jest jego, biegła teraz w kierunku jeziora, najwyraźniej nie zamierzając dzielić się pomysłem wysypania skarbów z niuchaczowego brzucha. Mało tego, ze zgrozą uświadamiała sobie, że całe to przekomarzanie chyba za bardzo jej się zaczęło podobać i liczyła, że gryfon jednak postanowi ją gonić. W sumie... hej... co lepszego miał do roboty? Chciał skarbów, to niech je zdobędzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sro Cze 14, 2017 11:47 pm

W syriuszowym życiu – niewątpliwie tak samo jak w życiu każdego innego człowieka; choć Black miał się akurat za całkiem wyjątkową osobę – istniały pewnego rodzaju priorytety. Jedne, drugie, trzecie... Było ich tak wiele, że nawet on sam nie był tego w stanie zliczyć. A przynajmniej nie miał na to ochoty, bo czasu znalazłoby się pewnie aż nazbyt wiele... Przy jego podejściu do nauki i obowiązków...? Ekhem. Znalazłoby się. Bez dwóch zdań, ale nie zamierzał tego niepotrzebnie drążyć. Nawet we własnym umyśle, bo było to co najmniej niebezpieczne dla zdrowia. Zresztą... Po co było w to wnikać, kiedy można nie?
Cóż, tak czy siak, do tychże priorytetów z pewnością nie zaliczało się coś takiego jak rozpowiadanie wszem i wobec, że padło się ofiarą zarówno płomiennowłosej dziewoi z Hufflepuffu, jak i jej zdziczałego niuchacza. Nie, po prostu nie. Gdyby jeszcze mógł przyrównać to jakoś do ataku zmutowanej wiewiórki oraz innego bobra z piekła rodem... Ale nie. Nie mógł, bo nie wątpił, że wtedy Ismael znalazłaby jakiś sposób, by udowodnić, co w rzeczywistości miało miejsce, i tym samym czerpać satysfakcję z kompletnego upokorzenia go. W świetle takich scenariuszy, raczej wolał nie wyciągać swojej porażki na wierzch. Ani teraz, ani nigdy. Ale stwora i tak chciał zdobyć! Aktualnie nawet bardziej niż jakąś ładną pannę.
- W przeciwieństwie do ciebie, nie kręci mnie zoofilia. – Wywrócił oczami, opierając się na jednym łokciu, po czym – nim jeszcze podniósł się z ziemi – posyłając Puchonce jeden ze swoich najbardziej obłędnych uśmiechów.  – Psa? Mówiłem już, że jeśli chodzi o takie przypadki, nie mam sobie równych w wywąchiwaniu drogi? – Czy można go było winić? Cóż, był psem na baby. Oczywiście, że musiał to powiedzieć. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Nawet jeśli jeszcze przed chwilą walczył o oddech pod gilgoczącym naciskiem magicznego stworzenia klasy niższego rzędu, a obecnie znacznie bardziej przypominał kloszarda niż ucznia Hogwartu biorącego udział w balu.
Kloszarda, który nieoczekiwanie rzucił się w kierunku Ismael, usiłując nie robić sobie zbyt wiele z zadyszki, jaka ciągle się go trzymała, a odebrać jej tego małego złodzieja. Niestety – najwyraźniej za późno, bowiem dziewczyna sama wpadła na pomysł ucieczki, wprowadzając ją w życie zaledwie ułamek sekundy przed tym, gdy Syriusz doskoczył w miejsce, gdzie była wcześniej.
Błysk, jaki na moment pojawił się w jego ciemnych oczach, dawał jasno do zrozumienia, że skoro ruda postanowiła zagrać w grę, on zamierzał ją podjąć. Bez zawahania rzucając się w pościg w dół jeziora...

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Nie Cze 25, 2017 2:20 pm

Wybrała moment wręcz idealny, by puścić się biegiem przed siebie. W końcu gdyby zastanawiała się parę sekund dłużej, niechybnie poczułaby na sobie Syriuszowe łapska, próbujące wydrzeć z jej objęć futrzane stworzonko. Jego nieudaną próbę skwitowała krótkich, tryumfalnym śmiechem, w którym pobrzękiwało rozbawienie. Bo w sumie dobry humor wypływający z całej sytuacji, wciąż jej nie opuszczał. Bo która nie chciałaby być przez moment w posiadaniu skarbu, do którego posiadania palił się najwyraźniej Gryfon? I nawet jeśli był to moment, krótka chwila - bo w nieskończoność nie mogła uciekać, to wciąż niejedna mogła jej zazdrościć.
Nie był to jednak bieg wygodny. Po pierwsze - wciąż byli w labiryncie, a tego rodzaju miejsca miały to do siebie, że ich układ nie ułatwiał szybkiego przemieszczania się, a tym bardziej ucieczki. Do tego brak butów szybko zaczął jej doskwierać, kiedy parę razy na zakrętach o mało nie wywinęła orła. nie wspominając już o tym, że niuchacz, wyraźnie wyczuwając nerwową atmosferę, ponownie zaczął się wiercić i szarpać, przez co część uwagi musiała poświęcić na utrzymanie go w ryzach. Całe szczęście, że chłopakowi na początku towarzyszyła zadyszka spowodowana uprzednią szarpaniną - dawało jej to tych parę chwil przewagi.
Czuła się trochę jak biały zajączek, za którym pogoniła Alicja, której rolę w tym wypadku przyszło odgrywać Blackowi. Pytanie tylko gdzie mogła go zaprowadzić? Drogę wybierała na ślepo, nie zastanawiając się nawet nad tym. Wiedziała tylko, że powinna wydostać się z labiryntu, bo w każdej chwili mogli natrafić na ślepy zaułek i wtedy cała zabawa by się skończyła. Bo na końcu na pewno nie znalazłaby króliczej nory do której mogłaby czmychnąć.
Dość szybko przekonała się, że jej obawy okazały się słuszne. Dobiegła do rozstaju i skręciła w lewo, a potem znowu - tak jak prowadził korytarz. Za zakrętem jednak nie było niczego, tylko zielona ściana pokryta błyskającymi punkcikami świetlików i gwiazdek. Zatrzymała się ze dwa kroki przed końcem korytarza i odwróciła, oddychając szybko i jeszcze mocniej przyciskając do siebie problematycznego zwierzaka, który zaczął machać łapkami nieco bardziej zażarcie, widocznie wyczuwając słabość dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sro Cze 28, 2017 11:31 pm

Wrodzona skłonność do bałaganiarstwa jednak się do czegoś przydawała i to bez wątpienia. Nawet jeśli tym razem nie musiał lawirować między stertami własnych rzeczy, szukając drogi do wyjścia z dormitorium, próby odnalezienia drogi przez labirynt też szły mu całkiem nieźle. Poza tym, cóż, sama Ismael – a właściwie, jej dosyć głośne dreptanie – też znacząco ułatwiała mu całą sprawę. Mógłby się przy tym pokusić o stwierdzenie, że nawet głuchy by ją usłyszał. Nic już nie mówiąc o tych wszystkich zmarłych, jakich musiała obudzić swoim przedzieraniem się przez plątaninę krzewów. A pomyślałby kto, że to jego zadyszka była słyszalna…
Nawiązując zaś już do myślenia, Syriusz ani myślał więc zrezygnować, biorąc sobie to wszystko za swoistą sprawę honoru i postanawiając za wszelką cenę dogonić uciekinierkę. Miała w końcu coś, co należało do niego. Jego… Może nie do końca zdobycz, bo to on sam był niedoszłą ofiarą niuchacza, ale na pewno prawowitą własność. To on się wymęczył starciem ze stworem, więc – w zupełności naturalnie – mała kreaturka miała znaleźć się u niego, nie u jakichkolwiek rudych Puchonek. Ot co.
- Ismael! – Zakrzyknął w pewnym momencie, przystając i nasłuchując. Po chwili już się domyślał, ba!, już wiedział. Mimo to, nucąc pod nosem coś na kształt naprawdę upiornego zaśpiewu. – Come out, come out, wherever you are!
Aż wreszcie ponownie się ruszył. Tylko po to, by zaraz po raz kolejny stanąć, ostatecznie przysłaniając swoim ciałem wyjście ze ślepej uliczki. I uśmiechając się, oj, z jakim zadowoleniem się uśmiechając.
- Oddaj niuchacza, Ismael…

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Wto Lip 18, 2017 7:58 pm

Dla niego kwestią honoru było zdobycie niuchacza, a dla niej - uniemożliwienie mu tego. Los jednak był złośliwy i przewrotny, i gdy tylko uwiadomiła sobie, że obrana droga nie doprowadzi jej do nikąd, zaklęła pod nosem, przez chwilę jeszcze przesuwając się od ściany do ściany i odwracając w różne strony, niczym motylek schwytany do słoika i szukający drogi ucieczki. Na próżno jednak! Nadzieja zaczęła topnieć szybko, niczym czapy lodowe na Antarktydzie, kiedy musiała odrzucić przedarcie się przez płot siłą czy też po prostu górą. Byłoby to zbyt bolesne, zbyt pracochłonne i za trudne z futerkowym stworzeniem na rękach. Została uwięziona. Ona! I nawet jeśli przez moment jeszcze myślała, że zdąży się cofnąć i czmychnąć w drugim kierunku, to jego kroki i jego głos, skutecznie pozbawiły ją złudzeń.
Czuła się pokonana i zdradzona przez własny instynkt, który wpakował ją w ślepą uliczkę. Czy nie powinno działać tutaj coś takiego jak szósty zmysł? Kobieca intuicja? Miała być górą! Miała uciekać, śmiejąc się Blackowi w twarz przez ramię. Miała posiąść skarby niuchacza, które gryfonowi również się marzyły, a na samym końcu miała zwierzątko puścić wolno, pozostawiając chłopaka z pustymi rękoma i ujmą na honorze.
Przygryzła dolną wargę, odwracając się w jego stronę nieco niepewnie. Jednak ten zagubiony wyraz trwał na jej twarzyczce tylko przez moment. Zaraz odzyskała rezon, wyprostowała się, podniosła brodę, spojrzała na niego nawet groźnie, a nawet tupnęła bosą nogą o zroszoną trawę.
- Po moim trupie. - rzuciła wręcz wyzywająco, szybko jednak reflektując się, że do takich poświęceń jednak nie jest zdolna. Nie dla samego niuchacza, który co prawda był gratką, tak samo jak jego skarby, ale równie dobrze mogła obejść się bez nich. Dochodzili więc do krytycznego momentu, kiedy ona, ewidentnie posiadając jeden argument, wciąż wijący się, przyciśnięty do jej piersi, musiała wymyślić coś, co przyniosłoby jej zyski. Albo co przedłuży jej agonię.
- To zależy, co będę z tego miała. Coś możesz mi zaoferować w zamian? - zapytała, trzepocząc rzęsami niczym zawodowa kokietka, chociaż nie do końca miała na myśli fanty, które mogły jakkolwiek połechtać jej kobiecość. Nie zależało jej na tym. Chciała od niego coś, co w jakikolwiek sposób zrekompensowałoby jej ujmę na honorze, której właśnie doświadczyła, zawód i nieco zranioną dumę. No dalej Black, jaka jest stawka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sro Lip 19, 2017 4:04 pm

Jedna z jego brwi nieznacznie się uniosła, gdy Black przywołał na twarz jeden ze swoich najbardziej szelmowskich uśmieszków. Zarazem triumfalnym, jak i rozbawionym. Zapędził ją przecież w kozi róg – choć tak naprawdę to ona sama znacznie bardziej przyczyniła się do zaistnienia takich a nie innych okoliczności – na powrót odzyskując panowanie nad sytuacją. Już nie mogła grać mu na nosie, dumnie zadzierając podbródek. Czyż to nie było na swój sposób piękne? Położenie panienki Blake zależało teraz nie tylko od jej dalszego zachowania, lecz także od niego, od Syriusza. A on nie tak łatwo dawał się przekonać do ustąpienia, tym razem upierając się przy tym, by za wszelką cenę zdobyć od niej niuchacza. Może nie od razu po trupie Ismael, ale mógł ją nieźle wymęczyć ganianiną, jeśli tego właśnie chciała. Swoją drogą, zdziwiło go, że w swoim uporze nie zaczęła próbować wspinać się na krzaki czy kombinować z jakimś tunelem pod żywopłotem. Przecież nie wątpił, iż była do tego jak najbardziej zdolna. Nie mógł też powstrzymać się przed jakimś komentarzem, choćby nawet krótkim.
- Wiem, że jestem zabójczo przystojny. – Przekrzywił głowę w bok, rzucając rudej znaczące spojrzenie i po raz kolejny poruszając brwiami, po czym kontynuował. – I wręcz śmiertelnie czarujący, ale naprawdę nie chcemy tu żadnych trupów, więc oddaj zwierza. To mnie zaatakował. – Zupełnie tak, jakby Blake nadal nie pojmowała, że skoro ten paskudny i pokraczny stworek rzucił się właśnie na niego, to musiało być przeznaczenie. Z przeznaczeniem zaś nie dało się igrać. Tak samo jak z Blackiem, który – słysząc słowa padające z ust dziewczyny – wydał z siebie ciche, acz dosyć jednoznaczne huhuhu, krzyżując ramiona na piersi.
- Czyżbyś próbowała mnie poderwać? – Uśmiech na jego twarzy poszerzył się jeszcze bardziej. – Ty naprawdę usiłujesz mnie poderwać. – Czy musiał mówić, że choć podobała mu się ta myśl sama w sobie, nie zamierzał wychodzić na ostatniego durnia, który chamsko wykorzystywał młodszą od siebie uczennicę, z jaką prawdopodobnie po skończeniu szkoły nie miał się już nigdy więcej zobaczyć. Nie nadawał się na aż takiego gnojka. Niuchacz nie był tego wart, więc ostatecznie Black pokręcił głową, patrząc Ismael prosto w oczy, by dodatkowo podkreślić tym wagę swojej odmowy. Oto król podrywu dobrowolnie z niego rezygnował. Słowa, jakimi się posłużył, znacznie bardziej pasowały już jednak do jego typowego podejścia.
- Potrzeba czegoś więcej niż niuchacza, by ugrać sobie coś takiego, mała. Na taką partię trzeba sobie zasłużyć. – To mówiąc, błysnął zębami w krzywym półuśmiechu, jednym krokiem w bok odsuwając się z przejścia. – Celuj w kogoś bardziej wartościowego. – I niezależnie od tego, jak bardzo zdawałoby się to nieprawdopodobnie, tym samym powiedział jej pewnego rodzaju komplement. Dokładnie tak. Sam był tym zaskoczony, a jednak.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sro Lip 19, 2017 4:57 pm

Im brew Blacka była coraz wyżej, tym brewki Ismy były coraz bliżej siebie, formując nieco gniewny wyraz na jej twarzy. Syriusz może i był pod pewnymi względami zabójczy, ale niekoniecznie jeśli chodzi o przystojność, a przynajmniej nie w tym konkretnym momencie, kiedy tę jego cechę przewyższało najwyraźniej mniemanie o sobie i swoich przywarach. Jego peany na swój temat spotkały się z niemal natychmiastowym prychnięciem i potrząśnięciem głową, od strony panienki Blake. Zaraz też, kiedy on tylko skończył chwilowo schlebianie samemu sobie, otworzyła usta, najwyraźniej chcąc coś powiedzieć - dość głośno i wyraźnie, bo już widać było, że bierze głęboki oddech, ale w ostatniej chwili się powstrzymała, zamykając buzię i nadymając policzki niczym obrażone dziecko.
Już to przerabiali; on miał swoją rację, ona swoją. Nie uznawała jego argumentacji odnośnie prawa własności do niuchacza, a on z kolei robił to samo z jej słowami. I jedno i drugie wychodziło z założenia, że własna racja była bardziej 'mojsza jak twojsza' i ta patowa sytuacja doprowadzała ją na skraj wytrzymałości.
W myślach rozwodziła się na tym, jak to bardzo ona nie ma prawa do tego niuchacza i jak bardzo on tego prawa nie ma. Urągała sobie także, za skręcenie w nieodpowiednią alejkę, ale też za porzucenie pomysłu pokonania płotu. Byłoby to zdecydowanie lepsze od znoszenia... t e g o. Całej tej sytuacji i tego co on mówiła. Właśnie, a propos tego, co mówił Syriusz...
- C O ? - zakrzyknęła, zszokowana spoglądając na niego, jakby właśnie co najmniej rozkazał jej tutaj stanąć nago w świetle księżyca i mu się oddać. Czy on właśnie insynuował...? Tak... on właśnie insynuował, że próbowała go podrywać. Cała jej drobniutka postać zastygła w bezruchu, przypominając nagle posążek lub rzeźbę ustawioną do podziwiania dla przechodniów. Nawet niuchacz zamarł, wyczuwając, że ewidentnie szykuje się coś niepokojącego. I dla niego, i dla Syriusza Blacka, który najwyraźniej wybornie bawił się, kopiąc swój własny grób.
- Nie! Nienieneinienienie... - jaśniutkie do tej pory policzki (no dobra, lekko zaróżowione od biegu, ale i tak nieznacznie po tym krótkim odpoczynku), oblały się nagle rumieńcem, który bardzo szybko sięgnął też uszu i dekoltu. Ismael zrobiło się nagle jakoś dziwnie gorąco, czy to z zażenowania, czy też z gniewu, który powoli w niej wzbierał.
Co też on sobie w ogóle myślał? Jakim prawem, ten wymuskany chłoptaś sugerował jej takie rzeczy! JEJ! Czy ona na prawdę wyglądała, jakby chciała go poderwać? No może za bardzo zaczęła trzepotać tymi cholernymi rzęsami, jak ostatnia trzpiotka, ale to jeszcze o niczym NIE świadczyło. I chwila chwila... co on niby dalej powiedział? Że potrzeba czegoś więcej? Czyli, że dla niego wcale nie była warta wystarczająco, żeby silił się na jej poderwanie? Że niby była gorsza jak to stadko gąsek, które uganiało się za nim krok w krok, każdego dnia? O nieeee... ona nie była pierwszą lepszą, którą sobie można było przygruchać ot tak. To ona tutaj była od stawiania warunków. To ona tutaj miała niuchacza.
- Nie jestem MAŁA. - krzyknęła niemal desperacko, podnosząc nad głowę zmartwiałe zwierzątko, niczym Rafiki ku uciesze zwierząt pod Lwią Skałą. Chwila chwały niuchacza nie trwała jednak długo, bo zaraz cisnęła nim w kierunku panicza Blacka, niemal z zabójczą precyzją. Grała aktywnie w quidditcha? Grała? Nikt nie mógł odmówić jej rozeznania w terenie i precyzji.
Jakby tego było Blackowi mało, to nie tylko posłała w jego stronę napchanego skarbami futrzaka, ale i samą siebie. Wpadła na niego, przewracając na plecy i lądując na nim okrakiem. Minę miała zaciętą, ale przynajmniej już nie taką wściekłą. Kolanami starała się docisnąć jego ręce do ziemi, krępując tymczasowo ruchy, a dodatkowego dramatyzmu dodawało jej coraz więcej wysuwających się z koczka kosmyków, które fruwały wokół jej twarzy. Złapała za pierwszy guzik, jeszcze tak nie dawno będący obiektem pożądania niuchacza i szarpnęła za niego.
- On nie dał rady, to ja dokończę. - syknęła, najwyraźniej wciąż do żywego urażona wszystkim co powiedział, a także i tym, co nie padło z jego ust a zawisło w powietrzu. Cóż można było rzec... nastolatki miały to do siebie, a w szczególności ta konkretna, że były nieprzewidywalne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sro Lip 19, 2017 5:48 pm

Obrzucając Ismael spojrzeniem, które przesunęło się od samego czubka jej rudej łepetyny do koniuszków palców u bosych stóp, Syriusz Black parsknął cichym śmiechem. Nawet nie myślał o tym, by stłumić w sobie tego typu reakcję na święte oburzenie rozmówczyni, bowiem to było znacznie silniejsze od niego. Emocjonalne podejście Ismael było dla niego czymś w pewnym sensie fascynującym, ponieważ – choć niewątpliwie nawykł do tego, iż znaczna większość panien dostawała małpiego rozumu w jego towarzystwie – zdawała się być w nim nadzwyczaj naturalna, niewymuszona. Z pewnością mógł dostrzec, iż nie odstawiała przy tym pokazu z cyklu jaka ja jestem spontaniczna i szalona, który w ostatnim czasie powoli zaczął go męczyć. Być może to właśnie dlatego tak bardzo upodobał sobie igranie z nią, irytowanie jej. W końcu mógł się spodziewać niespodziewanego.
A może w jego działaniach zwyczajnie nie tkwił żaden głębszy sens i Black był tylko zwykłym wkurzającym gnojkiem, który czerpał satysfakcję z doprowadzania innych ludzi do białej gorączki? Sam nie mógł zdecydować.
- To. – Podkreślił dobitnie, szczerząc się bezczelnie i przeczesując włosy palcami, by jeszcze bardziej je potargać. Tak, był prawie pewien, że prezentował się jeszcze lepiej niż czuł. – Przyznaj, Blake, od samego początku na mnie leciałaś, a ten soczysty rumieniec tylko to zdradza, truskaweczko. – To mówiąc, puścił oczko w jej kierunku. Im bardziej zapędzał się w te tematy, tym lepiej się bawił, a przecież od tego właśnie były podobne wydarzenia, czyż nie? Bale organizowano właśnie w tym jednym celu, więc nie grzeszył specjalnie, korzystając tylko z okazji. Przynajmniej w ten sposób, bowiem nie zamierzał w żaden inny sposób wykorzystywać tego, co zasugerowała mu dziewczyna. Wyłącznie słownie do tego nawiązywał.
Nie spodziewał się jednak, iż jej reakcja będzie tak wyrazista, zwłaszcza że gdyby nie jej wcześniejsza aluzja wraz z towarzyszącym trzepotaniem rzęsami… Cóż, pewnie nie przeszłoby mu przez myśl, że ktoś taki może mieć do niego realną słabość. Poniekąd sama się o to prosiła, zaczynając temat. On go tylko kontynuował, prawiąc jej nawet staranie zakamuflowane komplementy. Czego mogła chcieć więcej? Prócz całowania go, oczywiście, o czym mogła wyłącznie pomarzyć, bo – jak już to sobie powiedział – nie zamierzał wykorzystywać jej rozochocenia. Najwyraźniej był lepszą i rozsądniejszą osobą niż sam o sobie myślał. Pałajcie szacunkiem, ludy.
Sądząc tak a nie inaczej i obserwując rosnące zażenowanie rudowłosej, nie spodziewał się tego, co nagle wpadło do jej głowy. Jej pomysły już wcześniej były do niego swoiście abstrakcyjne, lecz tym razem przebiły wszystko, z czym kiedykolwiek się zetknął. Syriusz wbił wzrok w uniesionego niuchacza, opuszczając – a nawet zaczynając coraz bardziej marszczyć – brwi w wyrazie ni to zdziwienia, ni to zwykłej konsternacji. Co ona najlepszego planowała? Otworzył nawet usta, by stwierdzić, że tak, była mała i nie miała tego nijak zmienić, gdy stworzonko pisnęło i świsnęło… W powietrzu… Rzucone wprost w niego niczym piłka do mugolskiego rugby. A Ismael? Najwyraźniej udając zawodniczkę, rzuciła się wprost za nim, wprost na wmurowanego w ziemię Blacka, który odruchowo złapał ją za ramiona, przewracając się na ziemię i jęcząc boleśnie, gdy jej ciężar wycisnął większość powietrza z jego płuc.
- Ismael, na Merlina, wynajmijmy pokój! – Wydusił z siebie, chwilowo jeszcze nie korzystając z siłowej przewagi, jaką nad nią miał, a tylko z zaskoczeniem patrząc na jego własny guzik pomiędzy jej palcami.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sro Lip 19, 2017 7:48 pm

Trzeba mu było przyznać, że na To spąsowiała jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było możliwe. Dodała do tego też niezbyt mądrą minę, przez co przez te parę uderzeń serca wyglądała na na prawdę niewinne i bezbronne dziewczątko. Nic tylko wziąć, otoczyć ramieniem, albo zawinąć w kocyk i zapewnić, że wszystko będzie dobrze.
Tym czasem nic nie było dobrze.
Może gdyby przyjęła to wszystko na chłodno, z perspektywy obserwatora, to Black mógłby usłyszeć pełne podziwu gwizdanie, albo jakieś tam klaskanie. Bo przecież mu się należało. Oto miał przed sobą chwilowo onieśmieloną pannicę, która mimo wszystko, wcale nie uważała go za zło największe. Co więcej - nawet w którymś momencie przypadł jej do gustu i zaczęła czuć do niego sympatię - podobało jej się to droczenie, te spory ta... jakaś nieokreślona konkurencja.
Ale wszystko psuła ta truskaweczka i ogólna bezpardonowość, która sprawiała, że czuła się bezbronna. Jakby nagle ogołocona ze wszystkiego, co na sobie miała i co miała do swojej dyspozycji, i nie chodziło tutaj o ubranie, a o wszystko co składało się na nią samą. Ta chwila zawahania, zanim uniosła niuchacza, zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Tik-tak, tik-tak, czas ucieka - niemal słyszała tykanie jakiegoś niewidzialnego zegara, który odmierzał czas do końca jej katorgi. Potem jednak szybko potoczyło się szybko, z górki, a ona sama odzyskała rezon. Rezon i nieobliczalność, które najwyraźniej tak Blackowi podpasowały. W końcu nie każdy przepadał za osobami po których można było się spodziewać wszystkiego. Czyżby właśnie miała zdobyć skrytego wielbiciela?
- Żadnego pokoju nam nie potrzeba. - syknęła w odpowiedzi niby to wciąż rozzłoszczona, ale mimo wszystko do jej głosu na powrót wkradła się odrobina rozbawienia i satysfakcji. Ha! powaliła go! Gruchnął o ziemię aż miło i nie trzeba było się długo zastanawiać nad tym, czy wyciśnięcie z niego powietrza sprawiło jej przyjemność - było to widać na pierwszy rzut oka.
Rzeczony guzik, który znajdował się między jej palcami, puścił wreszcie z trzaskiem trzymającej go nitki. Trzeba było jej przyznać, że była zawzięta w swoim postanowieniu rozebrania go bardziej jak niuchacz, który zdążył się już gdzieś zmyć, wykorzystując chwilę zamieszania, bo zaraz zabrała się za następny, pierwszy rzucając gdzieś w bok, w ścianę żywopłotu, płosząc tym samym obsiadające go świetliki, które chmarą pofrunęły ku górze. Pewnie gdyby nie fakt, że aktualnie całkowicie poświęciła się swojemu zajęciu, doceniłaby malowniczość tejże sceny.
Prawdę powiedziawszy, to nawet przez moment nie spróbowała się zastanowić nad tym, jak to może wyglądać z boku. Dwójka młodych ludzi, w tym Syriusz Black, bożyszcze nastolatek, leżący na trawie, a rudowłosa niewiasta rozbierała go z niezrównanym zapałem - wnioski nasuwały się same. Oczywiście nie dla niej, bo cieszyła się niczym dziecko swoim pierwszym tryumfem, nie świadoma nawet tego, że Black nawet nie zaczął się jeszcze stawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sro Lip 19, 2017 8:45 pm

Być może od łupnięcia o ziemię trochę bolały go – obite już wcześniej przez wybryki niuchacza – plecy, być może z początku Ismael swoim skokiem wytłoczyła mu całe powietrze z płuc, być może jego ubranie już nigdy nie miało prezentować się godnie… Przynajmniej dla grona pedagogicznego, bo on tam lubił podarte ciuchy, które dodawały mu co nieco do wyglądu niegrzecznego chłopca. Tak czy inaczej, ostatecznie nawet nie był o to wszystko zły. Jeśli ruda chciała go tym ukarać czy w jakiś sposób pokonać, niestety, skutki były zgoła inne.
- Ale że tak… Publicznie? – Z jego ust wydostał się niezmiernie teatralny szept, który znacznie bardziej pasowałby zapewne do kogoś, kto mógł odczuwać realne zgorszenie takimi scenkami. Jego to nadal dosyć mocno bawiło. Przynajmniej od momentu, gdy wreszcie udało mu się zaczerpnąć głębszy oddech, dochodząc do wniosku, iż Ismael była taka, jaką się zdawała – leciutka niczym piórko. Jak te drobne świetliki, które uniosły się w górę, gdy oderwała kolejny guzik z jego szaty. Tylko… W przeciwieństwie do tych robaczków, ona najwyraźniej ani myślała z niego zejść, co było równie bawiące, co i doprowadzające go do kolejnego z rzędu uniesienia brwiami, którymi poruszył z niedwuznacznym wyrazem twarzy. Przecież nie mógł powiedzieć, że nie próbował nie wykorzystać sytuacji, nieprawdaż? Skoro jednak aż tak bardzo go pragnęła, rzucając się na niego niczym dzikie zwierzę – zdziczała wiewiórka, khe-khem – nie mógł protestować.
Gdyby tylko mógł położyć ręce pod głową, zapewne dokładnie to by zrobił. Tak jednak poprzestał wyłącznie na tym, co nie wymagało zbytniego siłowania się z rozochoconą rudą – skupieniu wzroku na nieboskłonie i cichym pogwizdywaniu, jakby cała ta sytuacja była dla niego chlebem powszednim. Cóż, nie od wczoraj i nie od dzisiaj zmagał się z uwielbieniem publiki, zwłaszcza wśród płci pięknej, zatem nie mógł powiedzieć, by go to specjalnie mieszało. Wręcz przeciwnie, jedynym, co przeszło mu przez myśl, był lekki żal, iż nie mógł się teraz z nikim założyć o długość chwili, jaka minie, nim Blake zorientuje się, jak niezręczna dla niej mogła to być sytuacja. Znajdowali się w końcu w jak najbardziej publicznym miejscu, gdzie niektóre realne pary zapewne już zmierzały, by zacząć obściskiwać się za krzakami. Labirynt z krzaków być może zaś był całkiem spory, jednakże prawdopodobieństwo natknięcia się w nim na kogoś rosło wprost proporcjonalnie do upływających minut trwającego balu. Niech podniesie rękę i nogę ten, kto nie wierzył w podobny obrót spraw.
Ktoś jak najbardziej mógł ich przyłapać i… I zgaduj zgadula, kto miał być wtedy bardziej zażenowany? Nic więc dziwnego, że jego pogwizdywanie nie ustawało – w melodii łudząco przypominając Bad Moon Rising Creedence Clearwater Revival, które kiedyś musiał przypadkiem zasłyszeć od jakiegoś mugolskiego kumpla; cóż, miał przyjaciela-wilkołaka, więc zły księżyc był częścią jego obecnej rzeczywistości – mimo że Ismael sukcesywnie zapędzała się w pozbawianiu go guzików. Jak to mówią… Albo nie mówią, ale już mówią… Od guzików się zaczynało. Irytująco szelmowski wyraz nie opuszczał twarzy Blacka.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sro Lip 19, 2017 9:38 pm

- Dokładnie tak. - przekrzyknęła go, niewątpliwie ściągając na siebie uwagę każdego, kto znajdywał się w promieniu rażenia jej głosu. Oczywiście, że chciała go ukarać, w końcu gdy to niuchacz się do niego dobrał, wyglądał na wielce niezadowolonego i przywiązanego do swoich guzików. Teraz jednak, z przyczepionym nieprzerwanie do twarzy szelmowskim uśmieszkiem, wyglądał na o wiele bardziej zadowolonego z faktu, że go ich pozbawia i prawdę powiedziawszy, nie do końca wiedziała z której strony to ugryźć. A przecież tak się starała! Chciała zrobić mu po złości, a on specjalnie czerpał z tego przyjemność! Specjalnie zmienił swoje upodobania o sto osiemdziesiąt stopni w ciągu zaledwie parudziesięciu minut. A podobno to kobiety były zmienne.
Nie przestawała jednak i tak oto drugi guzik dał za wygraną, z jękiem rwanej nitki idąc w ślady poprzednika - czyli prosto w krzaki, na co kolejna chmara świetlików poderwała się w powietrze. Jej ruchy jednak nieco straciły na ostrości i zapale i prędko stały się wręcz ślamazarne. Co jakiś czas posyłała mu złowrogie spojrzenia, jednak jej wzrok skupiał się głównie na połyskujących główkach między jej palcami. W końcu trzeci guzik puścił, a ona uniosła go powoli, paznokciem wyskrobując z materiału pozostałości nitki.
- Przestałeś być zabawny. - oznajmiła z wręcz dziecięcym wyrzutem, patrząc mu prosto w oczy. Gdyby się wił, stawiał jakikolwiek opór, no i nie gwizdał, to może byłoby lepiej. Albo nie - dobrze, że sobie gwizdał, bo w ten sposób zagłuszał jakoś ciszę, która mogłaby ich otulić swoim mięciutkim kocykiem niezręczności. A tej ciszy Isma nieco się po prawdzie nieco bała. Cisze były pełne niewypowiedzianych słów, niewykonanych gestów i szumnych myśli. Co innego, gdyby to był ktoś inny - ktoś na prawdę jej bliski i poznany... ehkm... dogłębnie. Black był jednak kimś w rodzaju przypadkowego przechodnia, którego spotkało się parę razy tego samego dnia i nawet obdarzyło sympatią, ale nie zaufało mu się jeszcze na tyle, żeby dzielić z nim Ciszę.
Jak na złość gdzieś w pobliżu ozwały się urywane, dziewczęce śmiechy i kroki. Kroki, które dość szybko skręciły w niewłaściwy, bo okupowany już zaułek. Kroki, które przyniosły za sobą rozbawione napojami spojrzenia, przytulone do siebie ciała i nieco zaskoczone spojrzenia. Rudowłosa poruszyła się nieco niespokojnie, mierząc wzrokiem przybyszów i prostując się nieco odruchowo, wciąż jednak siedziała na Blacku, powoli też zdając sobie sprawę z dwuznaczności zaistniałej sytuacji.
- Nie widać? Zajęte. - parsknęła wreszcie, machając ze zniecierpliwieniem ręką, a kiedy parka zniknęła pośpiesznie za rogiem labiryntu, wróciła do nawijania urwanej nitki na palec wskazujący. Bardzo powoli. Jednak pod pozorami pewności siebie, przywdzianymi chyba tylko dla parki, która przez moment wydawała się o wiele bardziej zażenowana od niej, znów pojawił się rumieniec. Jeszcze trochę i zostanie jej tak na całe życie.
Odchrząknęła.
- Więc... Jak ci się leży? - bąknęła, odrzucając trzeci guzik na bok i zaczynając bawić się następnym. Wszystko jednak wskazywało na to, że ani myślała z niego z łazić. Siedziało jej się dobrze, nawet wygodnie, a przypadkowi przechodnie? Mówi się trudno, jakoś to przeżyje. Może.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Sro Lip 19, 2017 11:35 pm

Podejście rudowłosej było niezmiennie i niezmiernie bawiące. Nie mógł na to nic poradzić, tak samo jak na własną chęć, by zrobić wszystko jeszcze bardziej. Jeszcze bardziej ją poirytować, jeszcze bardziej luzacko się prezentować, jeszcze bardziej korzystać z tego wieczoru. Po prostu… Po prostu szczerze mu to pasowało. A im bardziej ruda starała się odegrać niewzruszoną, tym bardziej chciał doprowadzić ją do rozdrgania. Ot, taka prawda.
- Wieki temu? – Dopowiedział, przypatrując się Ismael z dołu i jakby posyłając jej niewypowiedziane wyzwanie. Mógł tak leżeć przez naprawdę długi czas, kompletnie nie przejmując się opinią publiczną, która nie była dla niego niczym specjalnie istotnym. No, być może naprawdę lubił robić wokół siebie dużo szumu, ale… Czy pogłoski o podobnych harcach w labiryncie nie miały przyczynić się wyłącznie do podtrzymania jego reputacji szkolnego Casanovy? Nie wątpił w to ani przez chwilę. W istocie jego luźnego zachowania tkwiła zatem nie tylko nijak nieskrywana nonszalancja. On miał zamysł. Zamierzając podtrzymać zabawne rozjuszenie dziewczyny, dopóki wciąż jeszcze go ono bawiło, a nie wątpił, że jeszcze co najmniej przez chwilę przyjdzie mu czerpać satysfakcję z irytowania rudej. Taki już zwyczajnie był.
I tak jak to wcześniej przewidział, niedługo już miał pobyć całkowicie sam na sam z Blake, bowiem romantyczne parki ze szkolnej ławki dosyć szybko dały się ponieść klimatowi i własnym nogom, które poprowadziły te młodociane glonojady wprost do labiryntu. Ciszę, jaką dotąd przerywał wyłącznie trzask odrywanych guzików przemieszany z radosnym pogwizdywaniem Syriusza, zaczęły wypełniać dźwięki godowe wydawane przez napalonych nastolatków – niezdolnych do dalszego powstrzymania rozgrzanych ciał przed zmacaniem ich lepiej niż skrzaty w kuchni wyrabiały ciasto na pierożki z dynią. I choć Black normalnie nie miał nic przeciwko temu, obecnie poczuł się nieco… Bardziej opanowany? Zresztą… Dotychczasowa sytuacja mówiła sama za siebie. On nie robił nic zbereźnego, za to Ismael? Od początku zachowywała się niczym wygłodniała wiewiórka w zetknięciu z orzeszkiem. Taka prawda. Był jedną z najbardziej zrównoważonych osób w całym tym towarzystwie. A przynajmniej za właśnie takiego chciał się mieć.
Tak czy inaczej, głosy jakiejś pary zaczęły z każdą chwilą zyskiwać na słyszalności i wyrazistości, gdy uczniowie – najprawdopodobniej oddani poszukiwaniu prywatności – coraz bardziej zbliżali się do miejsca, w którym Isma nadal przygniatała Syriusza swoim ciężarem. I choć chłopak spodziewał się, że za moment zobaczy jej płochliwe poderwanie się w górę, a truskaweczka zmieni się w wisienkę… Tak się nie stało. Z początku Black rzucił tylko jedno spojrzenie w kierunku nowoprzybyłych, chcąc porównać ich stopień zmieszania z poziomem zażenowania rudowłosej, na którą to zaraz przeniósł wzrok. I prawdopodobnie sam nie do końca wiedziałby, co uczynić, gdyby Blake ponownie nie sprowokowała go swoją wypowiedzią. Takiej sytuacji wręcz nie mógł przepuścić.
Nieprzejęty tym, iż Ismael z pewnością mogła zobaczyć jego gest – a może nawet jeszcze bardziej zadowolony z tego powodu – uniósł oba kciuki przygniecionych rąk, poruszając ustami bez jednoczesnego wydawania z nich dźwięków. I gdyby ktoś pokusił się w odczytanie tego jasnego przekazu ruchu syriuszowych warg, zapewne z łatwością odczytał by jedno. Dobra dupa. Po tym zaś uśmiechnął się czarująco, obserwując powoli wycofujące się towarzystwo i przechodząc do ponownego skupienia uwagi na towarzyszce, odpowiadając na jej pytanie.
- Miękko. – Być może powinien poprzestać na podobnej odpowiedzi, jednakże nigdy nie mówił, że nie siedziało w nim diablę. W kolejnym uśmiechu błysnął zębami, dopowiadając z nieskażoną niczym pewnością siebie. – A co? Chcesz się zamienić? – W tym też nie miałby nic przeciwko.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Czw Lip 20, 2017 9:30 pm

- Dokładnie! - jej głos na moment się ożywił, jakby Syriusz trafił dokładnie w samo sedno. Jednocześnie potrząsnęła potakująco głową, żeby nie miał żadnych wątpliwości. - Ery. E o n y. - dodała jeszcze, uśmiechając się do niego leciutko, acz z niewzruszoną pewnością siebie. Przecież nie mógł mieć żadnych wątpliwości co do tego, kiedy przestał być zabawno-ciekawy. I oczywiście - bycia zrównoważonym nie można było mu odmówić. Nawet jeśli prowokował, nawet jeśli podpuszczał ją cały czas z szelmowskim uśmieszkiem przyklejonym do warg, to wciąż pozostawał tym bardziej... stabilnym. W porównaniu do niego dziewczyna wydawała się o wiele bardziej żywa w swoich reakcjach, w końcu to ona odpowiadała o wiele bardziej gwałtowniej, niż jemu by się w podobnej sytuacji zdarzyło.
Kątem oka zobaczyła, że Black sam dodaje swoje trzy grosze do jej odprawienia zbłąkanej parki. Spojrzenie pobiegło w kierunku wyciągniętych ku górze kciuków, a potem w kierunku jego warg, układających się w dwa słowa. Gdyby była postacią z japońskiego komiksu, na pewno przy jej głowie pojawiłyby się właśnie charakterystyczny symbol oznaczający, że Syriuszowi znowu udało się nieco podnieść jej ciśnienie. Nic takiego jednak nie mogło się pojawić, więc na moment przymknęła oczy, jedna brew uniosła się ku górze, a mina zmieniła na 'boże ześlij mi cierpliwość, bo jak dasz mi siłę to zabiję'.
- Miękko. - parsknęła wyraźnie oburzona. - Dobra dupa, tak? Na pewno wszystkim swoim gąskom prawisz takie komplementy. Muszą być zachwycone. - syknęła sięgając dłońmi do jego policzków i łapiąc za nie palcami. Pociągnęła - każdym w inną stronę, rozciągając Syriuszową twarzyczkę, najwyraźniej z zamiarem sprawdzenia jej możliwości, lub też ze zwyczajną chęcią starcia mu tego nieznośnego uśmieszku. Jednocześnie jej nogi zacisnęły się na nim mocniej, jakby chcąc zabezpieczyć się w pewnym stopniu przed ewentualnymi sprzeciwami ze strony chłopaka. W końcu spodziewała się, że będzie walczył bo, powiedzmy sobie szczerze, nie była w żadnym stopniu delikatna, aczkolwiek w całej swej wspaniałomyślności próbowała nie wbijać mu w twarz paznokci.
Nie można było powiedzieć, że była zła... raczej zirytowana, przynajmniej w porównaniu do momentu, kiedy to rzucała się na niego w ślad za niuchaczem. I pewnie też w jakichś innych warunkach zbyłaby jego mało subtelne określenie wywróceniem oczami, albo kwaśną miną, ale skoro już robiła z siebie niezrównoważoną, dość gwałtowną panienkę, to czemu miała niby trzymać ręce przy sobie? I tak dzielące ich odległości były tak niewielkie, że przełamanie wszelkiego komfortu wiązałoby się z rzeczami, które na pewno chciały uprawiać między krzakami parki pokroju tej, która jeszcze niedawno zmieszana zniknęła im z pola widzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Pią Lip 21, 2017 7:35 pm

Taaaak... Jeśli chodziło o coś, co mogło nawiązywać do jego potencjalnych wad - o ile takie miał, a sam uważał się za całkiem niezłego śmieszka - Ismael była nawet pierwsiejsza niż pierwsza, by się o tym wypowiadać. Nic już nie mówiąc o przytakiwaniu, gdy to on odnośnie nich żartował. A gdzie było miejsce na nie, Syriuszu, jednak znowu jesteś najzabawniejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek poznałam tudzież wybacz mi moją pomyłkę, jednak jesteś przezabawny albo to kwestia tego, że ja sama jestem wiewiórą, która nie łapie tak inteligentnego poczucia humoru czy ostatecznie nie mogę nic poradzić, że dotychczas ludzie w moim otoczeniu wykazywali się marnymi żarcikami, więc nie jestem w stanie wyłapać prawdziwego geniuszu, o ile mnie tego nie nauczysz?
Blacka wprost oblewała trwoga, gdy tak myślał o tym, w jaki sposób dziewczyna nagle się ożywiła, gdy rzucił taką a nie inną uwagą. Nikt nie powinien tak o nim sądzić czy mówić, nikt. Nawet w celu zrobienia mu na złość. Dlatego tym bardziej postawił sobie za cel starcie uśmieszku z ust rudej panny i doprowadzenie jej do zaczerwienienia się aż po czubki palców u stóp. Ismael Blake miała pożałować tego nierozsądnego trajkotania, miał się już o to solidnie postarać, zwłaszcza że na sumieniu Puchonki leżało już pozbawienie Gryfona jego zwierzęcej zdobyczy i próba zaduszenia go na śmierć, a także zapewne cała masa innych grzeszków, jakich chwilowo sobie nie przypominał.
Tak czy inaczej, okazja do dopieczenia jej znalazła się jeszcze szybciej niż myślał. Oto bowiem chwilę później wpadła na nich jakaś napalona para uczniów, zaś Syriusz mógł popisać się jednym z tych długo trenowanych wyrazów twarzy pod tytułem co ja poradzę, że tak się na mnie rzucają. Był za dobrą partią, po prostu był za dobrą partią. I nie musiał nawet inicjować dzikich obściskiwań, by takie otrzymać. W przeciwieństwie do ich nowych nieznajomych, którzy najwyraźniej nieco się tym speszyli - jakby sami nie pożerali sobie nawzajem ust niczym wygłodniałe sklątki tylnowybuchowe - i postanowili ponownie oddalić się z zasięgu wzroku chłopaka i rudowłosej. Zostawiając go na pewną śmierć, czego poniekąd się spodziewał, ale co i tak w ostateczności zjeżyło mu włosy na głowie.
Wkurzona Ismael była ciekawą Ismael, byleby tylko nie tak wnerwiona, bo jej działania zaczęły faktycznie sprawiać mu ból. Nie mówiąc już o przywoływaniu tych wszystkich wspomnień, w których ktoś tarmosił jego policzki. To - i możliwe, iż tylko to - było coś, czego Black szczerze nie potrafił znieść. Z początku starając się jednak zachować postawę nijak i niczym niewzruszonego. Prawdopodobnie ku pogorszeniu swojego marnego losu, o ile tak się jeszcze dało, nie będąc w stanie powstrzymać komentarza, odnosząc się do fragmentu wypowiedzi Puchonki, który był zbyt dobry, by go nie wykorzystać.
- Bardzo. - Wymamrotał przez rozciągnięte usta. - Bardzo miękko. - Nie pozostawiała mu zbyt dużych możliwości wypowiadania się, jednak bełkotanie nadal pozostawało w jego mocy. Musiała to jakoś przetrawić. - Czyli chcesz się do nich zaliczać? - W końcu sama stwierdziła, że mówił to wszystkim swoim gąskom, a skoro tak robił i mówił to też jej... Wyczuwał tu niepokorne pragnienie zostania jedną z jego lasek. Peszek, że naprawdę nie zamierzał tego wykorzystywać. Byleby go tylko puściła, nim skóra na jego twarzy zacznie przypominać sflaczały balon... Co - przynajmniej w syriuszowym odczuciu - coraz bardziej mu groziło.
Aż wreszcie nie wytrzymał. Korzystając z reszty całej swojej aktualnej siły, nadszarpniętej nieco przez wszystkie te upadki i wypadki, postanowił wypchnąć ją w górę i tym samym zyskać ułamek sekundy, by również zrzucić z siebie.

_________________
I solemnly swear that I am up to no good.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   Pią Lip 21, 2017 9:21 pm

Można było go chwalić. Można było go wielbić i adorować przez wzgląd na jego żarty i poczucie humoru, ale nie kiedy otrzymywało się je w takich końskich dawkach. Ilościach, które wręcz przyprawiały o bóle i zawroty głowy, chociaż nie do końca wiadomo było czy to dobrze, czy źle. W końcu kiedy pannom robiło się przed oczami i omdlewały w ramionach, to panom to zawsze było na rękę. Do póki huncwoci szaleli na obrzeżach jej życia miała ich za na prawdę zabawnych i przystępnych mężczyzn. Bo przecież żarty najbardziej śmieszą, kiedy nie dotyczą kogoś ad personam. Kiedy to z kolei dwóch skrzyżowało swoje ścieżki z jej własną, wzięła ich, tak żeby się zbytnio nie rozwodzić, za nadętych dupków. Potem jednak wszystko to nieco się rozmyło i przybrało nieco żywszych, kolorowych barw. Można było więc śmiało powiedzieć, że wszystko zmierzało w dobrym kierunku, ku lepszemu, ale... no właśnie.... wciąż pozostawało pewne ale, gdzieś poza zasięgiem jej wzroki, nieco drażniące, niczym ziarenko grochu pod stertą materacy. Oboje byli uparci, oboje byli złośliwi i lubili zabawić się nieco cudzym kosztem. Ismael nie miała wątpliwości jaka jest sama i jaki jest Black, ale nie potrafiła nałożyć na siebie podobieństwa i to właśnie mierziło ją niemiłosiernie. To i satysfakcja jaką on czerpał z całej tej zabawy - zdawać by się mogło, że o wiele większa jak jej własna. A nie tak to powinno wyglądać.
Powoli spadała. Z pewnego gruntu skoczyła do króliczej nory, wiedziona niczym innym jak ciekawością. Nie było to dla niej nic nowego - robiła to często i chętnie, podobnie parki w ustronnych miejscach robiły inne, swoje własne rzeczy. Black był kolejną czarną (o ironio) dziurą, której dna nie było widać i nie zanosiło się na to, żeby szybko je zobaczyła, nie mówiąc już o lądowaniu, które wcale nie musiało być przyjemne. Bawiła się więc i sprawdzała, jednocześnie pozwalając mu szargać swoje własne nerwy, balansując na granicy irytacji i rozbawienia. Wkładała palce między przysłowiowe drzwi i czekała, aż zatrzasną się z hukiem, od niej tylko zależało czy zabierze dłoń w odpowiednim momencie, a od niego jak mocno trzaśnie.
Różnobarwne oczy zmrużyły się na moment przed tym, jak Black otworzył usta. Już wiedziała. Wiedziała, że znowu coś palnie, że podstępnie uchwyci ją za jakieś nieostrożne słówko. Taka była cena mówienia tego, co się myśli, bez uprzedniego przemyślenia sobie wszystkiego wzdłuż i wszerz. Trzeba mu było przyznać rację - bez bicia i żadnych wykrętów, że doskonale wiedział czego się uchwycić, żeby tylko pogorszyć swoje, już i tak marne, położenie.
- Nie mam zamiaru być jedną z twoich gąsek, Syriuszu. Ani teraz, ani w przyszłości. - odpowiedziała mu, pociągając nieco mocniej, chociaż na jej twarzy malowało się aktualnie coś w rodzaju fascynacji. Bawiła się jego twarzą, rozciągając na wszystkie możliwe strony, utrudniając mu mówienie, a do tego obserwując jak naturalna przystojność zmienia się pod wpływem jej dotyku. Może rzeczywiście, gdyby dłużej dano jej się bawić, chłopak zostałby z takimi rozciągniętymi workami miast policzków. Co najwyżej mogła liczyć na długo utrzymujące się zaczerwienienie i obolałość. Co zaś się tyczy tego, co padło z jej ust - jakakolwiek nie byłaby jej rola w jego życiu, można było mieć pewność co do tego co mówiła - nie była gąską. Nie była ślepo zapatrzoną w nikogo nigdy i zapewne nie miało to się zmienić. Nie oglądała się na innych z nadmiernym podziwem nawet jeśli ich szanowała, nawet jeśli zajmowali specjalne miejsce w jej sercu. Jeśli kiedykolwiek miałaby z kimkolwiek być, komukolwiek partnerować to na równych zasadach, a nie stojąc w czyimś cieniu. Na całe też szczęście dla innych - nie była typem, który chciał wszystko robić sam. W końcu ej, trafiła do takiego, a nie innego domu, a przecież w Hufflepuffie ponad wszystko ceniono braterstwo i lojalność. To nie była siła, to nie była odwaga, to nie był spryt - chodziło o dopełnienie się i uzupełnianie. I nawet jeśli czasem wyrywała się do przodu to tylko dlatego, że była pewna, że obok jest ktoś inny.
Swoją drogą - chyba nigdy nie przeszło jej nawet przez myśl, że mogła być brana za kogoś, kto nie tyle chciałby się zaliczać do stada Syriuszowych gąsek, co rzeczywiście by tam należał. Mogła ukradkiem uśmiechać się na widok jego ładnej buźki, która właśnie psuła się pod jej palcami, lub śmiać się z jego kawałów, ale nigdy, przenigdy nie pozwoliłaby sobie na bycie w bezmyślny sposób kimś zafascynowaną. W pewien sposób tez schlebiała jej cała ta sytuacja. To, że to właśnie z nią spędzał czas na balu. I to nie byle jakim balu, bo ostatnim w jego życiu, jaki przyjdzie mu spędzić w Hogwarcie. Była jego randką na której pojawi się ta dość charakterystyczna etykietka stawiająca ją nieco wyżej niż całą resztę dziewcząt z którą gryfon zamienił kiedyś chociaż dwa zdania. Czasem mogła sobie pozwolić na dziewczęcą, nastoletnią próżność, ale tylko w swojej głowie. Bo w sumie czemu nie.
Wypchnął ją i po prawdzie - nie spodziewała się tego, zbytnio pochłonięta aktualną czynnością i czerpaną z tego satysfakcją. Poleciała niczym piórko, miękko i lekko w górę i przez chwilę nawet myślała, że spadnie tam, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała, ale Black miał najwyraźniej inne plany co do tego. Zrzucił ją z siebie. Podstępnie, zrzucił, ale jeśli myślał, że tak łatwo się jej pozbędzie, to grubo się mylił. Palce wciąć trzymały się jego twarzy, ciągnąć go za sobą, kiedy to gruchnęła o ziemię obok niego w towarzystwie zbolałych i zaskoczonych jęków i westchnień. Teraz na prawdę miała nadzieję, że nikogo nie było w pobliżu by to usłyszeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny   

Powrót do góry Go down
 
Wspomnienie Ismael Blake i Syriusza Blacka: Bal Pożegnalny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Ismael Blake
» Dzień, wspomnienie lata...
» Bar i stoliki w Dziurawym Kotle
» SELFIE PROJECT
» Arielle Blake

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Rzeczy Znalezione :: Wspomnienia
 :: Myślodsiewnia
-