Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Składzik na starocie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
avatar
avatar


PisanieTemat: Składzik na starocie   Pią Sty 03, 2014 10:26 pm

Zawartość pokoju jest dość dyskusyjna, ale... dla jednych to graty i śmieci, a dla innych skarby!


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Składzik na starocie   Pią Sie 15, 2014 1:44 am

W drodze na czwarte piętro nie mogła powstrzymać się od rozwodzenia w myślach odnoście płynności gestów Nightray'a. To takie niezwykłe, może był tancerzem? Nawet nie miała pojęcia jak daleko jest od prawdy w tych swoich maniackich rozważaniach, jednak nie to było w tej chwili sednem sprawy. Zastanawiające było to, że wcale nawet nie próbowała skłamać ani koloryzować prawdy by wyszło na jej korzyść. Zadziwiające było to, że Vincent zadawał pytania, a Denton jak pokorne szczenię odpowiadała jak na spowiedzi, choć nie bez zająknięcia. Co on jej robił?
- Potknął się. - powiedziała oczywistym tonem- O moją nogę... - maszerowanie po korytarzach było znacznie prostsze, bo mogła na niego nie patrzeć i nie szukać sobie wymówki dlaczego ucieka wzrokiem. W sensie wymówki samej przed sobą, bo łudziła się i wmawiała sobie, ze jej postać nie wzbudza żadnego zainteresowania w nauczycielu i jego analizą nie warto sie przejmować. Ach jak bardzo się myliła. Nightray przeglądał ją jak otwartą księgę...
- To tu. - zakomunikowała, otwierając drzwi do graciarni. Spojrzała z dołu, dość niepewnie na Vincenta i weszła przodem, maszerując powoli pomiędzy meblami. Stały tu szafki, szafy, stoliki nocne, niektóre z połamanymi nogami. W kącie sali nawet kurzyły się dwa elegancko zdobione łoża z baldachimami wyniesione prawdopodobnie z któregoś z dormitoriów puchonów, jak mogły sugerować czarno-żołte elementy. Dużo niesamowicie ciekawych i brudnych gratów. Idealne miejsce zbrodni - a przynajmniej tak uważała Dafne ciągnąć tu czwartoklasistę.
Zatrzymała się przed wielką szafą i znów skrzyżowała ramiona na piersi odwracając wzrok.
- To ta. - powiedziała tonem, jakby chciała całą, calutką winę zwalić na szafę. Jakby to było w ogóle możliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Pią Sie 15, 2014 2:05 am

Potknął się o nogę, tak..? Pewnie oczywiście przez przypadek zupełnie - ot tak sobie Daphne wystawioną miała nogę, a on przypadkiem szedł i och, potknął się, wcześniej dokuczając jakiemuś Ślizgonowi! Zresztą, czy to nie na odwrót zazwyczaj było, że ci z Domu Węża wszystkim dokuczali? Już to było w sumie nieistotne - dochodzenie prawdy w tak drobnych sprawach - od tego byli opiekunowie domów, którym ty nie chciałeś być właśnie z takiego powodu, że nie potrafiłeś podejść na poważnie do takich spraw, to po pierwsze, a po drugie zbyt szybko cię nudziły i drażniły, by miałoby być to dla kogokolwiek bezpieczne... Plus po co miałbyś się niepotrzebnie denerwować, próbując uporać z napastliwymi nastolatkami? Ich wiek znaczył dla ciebie tyle, ile mrugnięcie oka. Byli jak pisklęta, które nie mają nic do powiedzenia.
Zeszli po schodach na piętro niżej - Daphne musiała się ładnie nalatać w poszukiwaniach Slughorna, zanim zdecydowała się przyjść do niego - skoro tak, to ciekawe, ile czasu już ucznia nie było... Z okien lał się blask, rozświetlając cienie korytarza, na którym kładły się i wasze, gdy mijaliście kolejne okiennice, aż w końcu dotarliście, jak się okazało - do składziku ze starociami! W sumie nic dziwnego, jeśli Daphne natknęła się tutaj na coś dziwnego, co pozwoliłoby komuś na teleportację... Jeśli to była prawda, to Hogwart miał niebezpieczny łącznik ze światem zewnętrznym... Pytanie, czy powiadamiać Dumbeldora, czy zostawić to dla własnych celów? Lepiej powiadomić, tamten uczeń by i tak plotki rozsiewał i wszystko by diabli wzięli.
Wkroczyłeś do środka i zamknąłeś za wami drzwi, milcząc całą drogę - to tu, to ta - nie była zbytnio rozmowna, a fakt, że się poruszaliście zdawał się jej bardzo odpowiadać - ty zaś z niej nie spuszczałeś spojrzenia aż do tego mometu, gdy warto je było skupić na szafie. Dotknąłeś jej dłonią badając strukturę - promieniowała magiczną aurą... modlić się tylko, by, cokolwiek było po drugiej stronie, nie zjadło tamtego ucznia. Byłoby przez to wiele komplikacji.
- Zaczekaj tutaj. - Otworzył drzwi i wsunął się do środka, zamykając ją za sobą... I tak jak sądził, tak też się stało - pojawił się w innym miejscu, poczuł charakterystyczne szarpnięcie mniej kontrolowanej teleportacji i kiedy otworzył drzwi ukazała mu się... jakaś piwnica, a w niej trzęsący się Gryfon, jak osika, wyraźnie przerażony, którego złapałeś od razu i wciągnąłeś spowrotem do środka, nie siląc się na żadne uprzejmości. Cholerne smarkacze. Tak trudno użyć mózgu i domyślić się, że skoro tak się przyszło, tak można też wrócić? Kolejne szarpnięcie i oto otworozne drzwi ukazały na powrót kantorek ze stojącą weń Daphne.
- Zrobimy tak... - Wyszedł, ciągle obejmując wystraszonego Gryfona, prowadząc go za sobą - co za marna i żałosna istota... - Ja zapomnę o tym, że dokuczałeś Ślizgonowi, ale też i o tym, że dostałeś nauczkę od panny Denton... Zgoda? - Spojrzałeś na rozedrganego chłopaka, który pokiwał nerwowo głową. - Panna Denton również nie ma nic przeciwko? - Podniosłeś na nią głowę - po co miałbyś się kłopotać jakimś odejmowaniem punktów, to było nudne, niech lepiej zajmą się tym inni nauczyciele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Pią Sie 15, 2014 2:30 am

Cóż za szyk i elegancja! Co za odwaga! Ostatkiem sił powstrzymała się, by nie dotknąć przypadkiem Vicenta, kiedy tak wchodził do szafy. Choćby czubkiem palca... Przecież mogła zobaczyć go po raz ostatni w życiu i co wtedy! Tak bez pożegnania, bez wyznania prawdziwych uczuć... Na samą myśl zrobiło jej się słabo, jednak nie spuszczała z tonu, twardo zadzierając brodę z niezwykle butną miną.
- No pewnie, że zaczekam. - wzruszyła ramionami, kątem oka jednak zerkając jak nauczyciel zamyka za sobą drzwi. Co by niby miała zrobić innego jak czekać... Gdy tylko usłyszała kliknięcie zamka, doszedł ją znajomy, dziwny trzask, tak jak wtedy, gdy zamknęła tu tego szmatławego gryfona, a przyznać należy, że nie było to proste. Denton nie miała zbyt wiele siły w bicepsach, musiała najpierw go osłabić i zdezorientować, potem prosto w plecy dziabnęła go zaklęciem oszałamiającym. Jakże szlachetnie i z honorem swoją drogą... Jak to prawdziwa dama, zaciągnęła go co składziku, jednak zdążył się ocknąć nim zwiała. Już samo darcie mordy przez tego idiotę wzbudziło w niej odrazę, wsadziła go do szafy i przystawiła drzwiczki krzesłem, jednak on... on po prostu tam zniknął!
A teraz, tuż za nim, mimo ostrzeżeń uczennicy dla której przecież nie był obojętny, zniknął Nightray. Daphne chwyciła obie mosiężne klamki drzwiczek i szarpnęła je otwierając raz, drugi, trzeci i czując jak staje jej serce. Poza solidną dębową podłogą w szafie nie było nic i choć trwało to może sekundę, zlał ją zimny pot. Zamknęła szafę i odsunęła się na krok, zasłaniając usta dłonią. No może nie powiem, że spodziewała się zobaczyć Vincenta kucającego w szafie z tą swoją podejrzanie łagodną, niebezpieczną miną i jedwabistymi włosami, ale... ale... też zniknął! Jak teraz żyć bez niego, jak?
"...o tym, że dokuczałeś Ślizgonowi..." znajomy głos dotarł z wnętrza szafy. Napięcie emocjonalne Daphne sięgneło zenitu. To nie tak, ze ona na co dzień mogła sobie podoświadczać takich rewelacji uczuciowych. Ledwie przyznała się sama przed sobą, że jest zdolna kimś się zafascynować w większym stopniu, a tu okazuje się, że w gamie emocji jest jeszcze wiele pozycji o których biedna Denton nie miała pojęcia. Po dzisiejszym dniu na pewno nabawi się zmarszczek Na stówę.
- Nie mam profesorze... - zająknęła się, zastanawiając czy bardziej czuje ulgę czy zażenowanie władnym dramatyzowaniem- ...chociaż świerwojad powinien przeprosić. - wyrzuciła z siebie zanim zdążyła się ugryźć w język. Pogarda nad innymi uczniami była silniejsza od lęku i fascynacji jakimi darzyła Vincenta- Przepraszam profesorze...
Slughorn za takie uwagi posłał by ją do kozy na najbliższe pół roku. Zasłoniła dłonią oczy i czekała na skazanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Pią Sie 15, 2014 2:45 am

Gryfon jeszcze chętniej przylgnął do chłodnego boku profesora, kiedy tylko przyszło mu z szafy wyjść i stanąć twarzą twarz z tą, która go do tego okropnego miejsca wysłała, a jak na razie nie został z tych bezpiecznych objęć wypuszczony (bezpiecznych? Bardziej niebezpiecznych w Hogwarcie nie było). Pokiwał skwapliwie głową - zgodziłby się na niemal wszystko, byle tylko móc teraz stąd jak najszybciej czmychnąć, wrócić do kolegów i kiedy się uspokoi nabrać animuszu i pochwalić się przygodą innym, jak to już młodsi "odważni" w zwyczaju mieli - ta przygoda z całą pewnością należała do dość niezwykłych.
- Miła Daphne, nie szpeć swych różanych ust tak nieeleganckimi słowami. - Oto, coś dostała, zamiast posłania do kozy, na którą wcale się nie zapowiadało. - Uciekaj stąd, młody. - Do Dumbeldora sam potem zerkniesz, wolałeś tam tego gagatka nie posyłać, poplątałby się w zeznaniach, problemów tylko narobił, a po co, skoro można to było załatwić szybko, sprawnie i po cichu. Tak jak przykazałeś, tak i szatyn czmychnął i słychać było za nim tylko trzaśnięcie drzwi.
- Czyżbyś tak bardzo się zamartwiała moim zniknięciem, młoda damo? - Nie spuszczając oczy skierowanych znów na niewiastę zamknął cicho drzwiczki od felernego przedmiotu, decydując, że potem do niego wróci, na razie mógł porozmawiać z tą tutaj... Takie zauroczenia zawsze były ciekawe... I tak łatwo było manipulować takimi istotkami, a zarazem trzeba było uważać, by nie pękły jak misterne rzeźby ze szkła i nie zamieniły w największych wrogów. Być kochanym i uwielbianym to podstawa - potem dopiero można było tworzyć sobie wrogów, żeby się nie nudzić. - Zacznę nalegać na twe towarzystwo, doprawdy, widzimy się po raz drugi i znów zaoferowałaś mi ciekawą przygodę nakrapianą zdrowym śmiechem... Choć nie powiem, by poprzednim razem było mi do śmiechu. - Byłeś gotów ją nawet polubić... A to wiązało się z jednym i tylko jednym - dołączeniem do jego maskotek cieszących się tak jak ogromnymi łaskami, tak i napiętnowanymi przekleństwem konieczności wiecznego posłuszeństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Pią Sie 15, 2014 4:28 pm

Wzrok którym taksowała Gryfona nie należał do najprzyjemniejszych. Właściwie w tabeli spojrzeń nie leżał obok tych pozytywnych. Nie leżał nawet pomiędzy tymi przepełnionymi niechęcią. Zmrużone oczy wwiercały się w czoło chłopaczka, jakby zamierzała mu wydrylować mózg - choć osobiście uparcie twierdziła, że w Gryfindorze nie ma uczniów z mózgiem. Właściwie w całej szkole niewiele osób posiadało ten istotny organ, mimo, iż biologia twierdzi inaczej.
Uwaga Vincenta o jej różanych ustach znów wywołała falę gorąca, która jak szalik oplotła jej szyję. Kolejny już raz dzisiejszego dnia musiała się potężnie wysilić, by nie zarechotać idiotycznie jak to nastolatki mają w zwyczaju w takich sytuacjach.
- Nie. - wypaliła z miejsca, naprędce wymyślając sobie wymówki- Dlaczego miałabym się martwić. - z drugiej strony teraz doszła do wniosku, ze w zasadzie Vincent poradziłby sobie pewnie z każdym złem na tej ziemi, taki był idealny i cudowny w jej oczach, więc fakt, że spanikowała rozsierdził ją jeszcze bardziej.
Skierowali się z wolna ku wyjściu ze Składziku.
- Właściwie Panie profesorze... - przebąknęła niepewnie, zerkając na niego kątem oka, ale zaraz uciekając wzrokiem gdzieś w przeciwległym kierunku- Chyba nie miałam okazji Panu podziękować za... za tamto.
Brawo, wiecznie wyszczekanej Denton plątał się język.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Pią Sie 22, 2014 11:52 am

- Hmm... - Przejechał palcami po podbródku, nim gładko wyminął Ślizgonkę, żeby lekko przesunąć się obok niej i oprzeć palce na klamce drzwi, nim ona to zrobiła - wyuczona grzeczność, śmiało, powiedźcie tak, a ja mógłbym powiedzieć, że to jego zwykła zachcianka i dobry nastrój do zabawy, którego nabrał, kiedy opuścił salę lekcyjną, choć w niej samej mu on nie dopisywał - najwyraźniej panna Denton wprowadzała do świata Stworzyciela Wampirów kilka ciekawych nut... Przynajmniej jak dotąd tak było. - Zwierciadła duszy mówią bardzo wiele... - Między innymi o tym, że się martwiłaś, sądzisz, że jego to wszystko omija? Uważaj, bo zaczynasz coraz bardziej owijać się w sieć, którą zaczynał tkać pająk, choć wiedział, że mógłby po prostu zaatakować, zatruć i pożreć... lecz on nie chciał. Natura wzywała go do uprzyjemnienia sobie czasu, nie zamieniania go w wiecznie brutalne polowanie... Wszak był czymś o wiele więcej. Czymś o wiele lepszym.
Nacisnął klamkę i otworzył przed nimi drzwi - początkowy blask z zewnątrz wręcz oślepiał, Vincent przymrużył oczy, jednak uśmiech nie chciał zniknąć z jego warg, wyraźnie bardzo zadowolony - kto by pomyślał, że coś, co zazwyczaj było upierdliwie zamieni się w tak miło spędzony dzień... Mężczyzna nachylił się lekko do niewiasty i palce ze swojego podbródka przeniósł na jej, muskając go lekko chłodnymi palcami, by zawrzeć z nią kontakt wzrokowy.
- Cała przyjemność po mojej stronie... Piękna Daphne... - Przejechał spojrzeniem po jej zgrabnym nosie, musnął kciukiem jej dolną wargę, wrócił do oczu... I wyprostował się, puszczając ją i wychodząc z pomieszczenia. - Do zobaczenia. - Uniósł dłoń, kiedy się oddalał, w geście pożegnania.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar


PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Sob Lis 22, 2014 9:56 pm

[z/t dla Daphne]


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Czw Sty 01, 2015 11:20 pm

...


Ostatnio zmieniony przez Nolan Fawley dnia Czw Lip 16, 2015 7:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Pią Sty 02, 2015 1:35 pm

Po wyjściu z sali nie za bardzo chciało mu się wracać do pokoju wspólnego. Zaczął wędrować po szkole. Często to robił tym samym unikając irytujących ludzi taki jak np. Ślizgoni i ta cała Ana, która dzisiaj akurat mocno go zirytowała. Zachował się jak szczeniak słuchając się jej, no ale kto by się nie skusił na małą rozwałkę klasy. Gdyby tylko jeszcze był to nauczyciel, którego nie lubił... No dobra on niewiele lubi ludzi. Westchnął ciężko i nawet nie zauważył kiedy schody przeniosły go na VI piętro.
- Zajebiście - mruknął, ale jego uwagę przykuły drzwi, które się zamknęły.
Było to jego ulubione miejsce, w którym często palił papierosy. Pełno rupieci i niewiele osób, które tam zaglądało. Miał tylko trzy papierosy, a potem będzie musiał coś skołować. Ktoś na pewno mu wyśle jakąś paczkę. Miał sporo znajomości. Niewiele myśląc podszedł do tych drzwi i ostrożnie je otworzył. Rozbawił go widok chłopaka grzebiącego w jakimś kufrze. Nigdy nie widział, aby ktoś cieszył się tak z powodu zapisanych kartek. Dla niego to była tylko strata czasu i papieru, który mógł zostać wykorzystany w lepszych celach, lub w ogóle. Wszedł do środka i zamknął za sobą cicho drzwi. Oparł się nonszalancko o nie i patrzył na chłopaka. Niewiele miał teraz ciekawych rzeczy do robienia, a ten osobnik był dla niego zupełnie obcy, więc na początku nie miał zamiaru się odzywać. Pewnie musiał być, albo starszy, albo młodszy, bo wątpliwe było, że z jego roku, ale kto go tam wie. Jedyne światło, które tu było dobiegało z jego różdżki, więc Ven był prawie niedostrzegalny.
- Nie ładnie tak grzebać po cudzych rzeczach - w końcu zdecydował się odezwać.- Pewnie ty byś nie był z tego zadowolony, co?- jego białe zęby błysnęły w łobuzerskim uśmiechu. Mimo, że palił bardzo dbał o swoje uzębienie, bo jakby jego idealność mogłabyś skalana przez żółć w uśmiechu. Odbił się od ściany i ruszył w stronę chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Pią Sty 02, 2015 2:06 pm

...


Ostatnio zmieniony przez Nolan Fawley dnia Czw Lip 16, 2015 7:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Pią Sty 02, 2015 4:28 pm

Nie przestawał się uśmiechać. Reakcja była zabawna i normalna, ale zachowanie Vena jeszcze głupsze. Mógł w końcu dostać jakimś zaklęciem od chłopaka. Tak często ludzie działają pod wpływem zaskoczenia, ale co tam, przecież ten brunet się tym nie przejmuje. Miał to gdzieś, że mógłby oberwać. Nie takie rzeczy się robiła prawda Venuś. No nie ważne. Spojrzał na chłopaka i przeleciał go wzorkiem od góry do dołu. Nic jeszcze nie wywnioskował, a jego słowa powiększyły uśmiech na twarzy Ventusa.
Uwielbiał być Ślizgonem. Ludzie robili dystans, zachowywali się ostrożnie - tak jakby Ven byłby zdolny do zamordowania i zgwałcenia ludzi np. w tak prowizorycznym składziku. Nikt by tego nawet nie zauważył. Mógłby spokojnie zamknąć drzwi po skończonej "robocie" i zauważyli by dopiero to po jakimś czasie jak np. Filchowi zachciałoby się posprzątać w tym miejscu lub komuś na lekcje byłaby potrzebna jakaś ławka, ale co to za niecne snucia się tu porobiły. Niestety Ven taki nie był, lub stety - jak kto woli. Wiedział, że gdyby trafił do innego domu nie miałby życia, ale pewnie też pasował do zielonych. Kto to tam wie.
- Hmm... I co zachwycałbyś się tak własnymi pergaminami, gdybyś je sam machnął? A poza tym często tu przesiaduję - mrugnął do niego.- Może nie jesteśmy tak ciekawscy?- zasugerował, ale w rzeczywistości grzbał w starociach wtedy, gdy miał z tego korzyść i wiedział, że będzie tam coś ciekawego. Po chwili wyciągnął paczkę papierosów i skierował ją w stronę chłopaka.
- Poczęstujesz się?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Pią Sty 02, 2015 4:55 pm

...


Ostatnio zmieniony przez Nolan Fawley dnia Czw Lip 16, 2015 7:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Pią Sty 02, 2015 6:41 pm

Tu chłopak go rozbawił. Ven też miał takie samo przekonanie o sobie. Może nawet mu się to spodobało, że trafił na kogoś w miarę pewnego siebie, że nie będzie to kolejna ciamajda, z którą ledwo idzie nawiązać jakikolwiek temat.
Nagle stało się coś okropnego. Jego oczy zaszły cieniem, gdy spojrzał na mokrą paczkę fajek. Nie zdążył nawet zareagować, gdy poczuł jak zimna woda spływa po nim, wkradając się pod koszulę mocząc prawie wszystko, co miał na sobie, ale nie to go wkurzyło. Jego bezcenne fajki leżały na ziemi, mokre, rozmemłane, rozpłaszczone. Jego miłość, która sprawiała, że był w miarę spokojny, że ludzie go tak nie irytowali, że widok siostry nie doprowadzał go do białe kurwicy. Wszystko zostało zabite przez tego osobnika, którego był w stanie tolerować. To jest... Nie do opisania.
Nie strząsł kropelek wody z włosów. Nie usłyszał tego cholernego "ups" z ust tamtego osobnika. Był wkurwiony. Chciał sobie zapalić po tym spotkaniu z Aną, a tu nagle jego fajki woda zalała.
W takim razie: górna część twarzy chłopaka zaszła prowizorycznym cieniem wkurwienia, a dla tych z większą wyobraźnią zamiast zielonych oczu chłopaka mogły być czerwone, świecące plamki. No nieważne.
Zaśmiał się gorzko dając tym samym wrażenie, że prawie nic się nie stało, że może nie dostaniesz w gębę drogi Nolanie. Spojrzał na fajki, potrząsnął głową i powoli podszedł do ciebie. Złapał cię zanim zdążyłeś gdziekolwiek zwiać i przygwoździł się do najbliższej szafki, która niebezpiecznie się zatrzęsła.
- Posłuchaj ty mały, zasmarkany gnojku. Nie obchodzi mnie ile masz lat, nie wiem w jaki sposób, ale kupisz mi nową, świeżą paczkę papierosów - wysyczał będąc bardzo niebezpiecznie blisko twojej twarzy. Wbrew pozorom Ven jest silnym chłopcem, więc nie przejmuj się tym, że w jakikolwiek sposób się mu uwolnisz.
- Jeśli nie chciałeś fajki są takie dwa słowa "nie, dziękuję" - warknął patrząc na ciebie z mordem w oczach.
W jego głowie już knuły się różne scenariusze jak mógłby cię pobić i zranić, ale to nie była zabawa. Wolał zostawić chłopaka ze świadomością, że za rogiem może kryć się Ventus, który w każdej chwili zdmuchnie go z powierzchni ziemi.
Nie no teraz to naprawdę przesadziłeś koleś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   Pią Sty 02, 2015 7:37 pm

...


Ostatnio zmieniony przez Nolan Fawley dnia Czw Lip 16, 2015 7:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Składzik na starocie   

Powrót do góry Go down
 
Składzik na starocie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Piętra :: VI piętro-
Skocz do: