Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Głazy (nad jeziorem)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu



PisanieTemat: Głazy (nad jeziorem)   Pon Wrz 02, 2013 3:26 pm

First topic message reminder :

Na dalekim i mocno już dzikim brzegu jeziora znajduje się nieco zalesiona część plaży; aby tam dojść należy iść linią normalnego brzegu tuż obok skarpy wzgórza - nie należy to do rzeczy najłatwiejszych, ponieważ kończy się tam ziemia i zostaje kupa śliskich kamieni, a kiedy jezioro gwałtownie wzbiera lub jest niespokojne ścieżka jest nie do przejścia. Ta niewielka quasi-wysepka jest interesująca nie ze względu na zachwaszczony skrawek ziemi, ale ze względu na ścieżkę z głazów, jaka od niej odchodzi. Siedem sporych kamulców, wyglądających jak kapsle powbijane tu przez jakiegoś znudzonego Olbrzyma, prowadzą do największego z nich, jaki tkwi na samym końcu.

(Uwaga! Ścieżka z kamieni skrywa się pod wodą na czas przypływu oraz podczas sztormu. Tylko największy głaz na końcu jest na tyle duży, że nadal pozostaje odkryty - jeśli ktokolwiek na nim zostanie podczas przypływu, będzie odcięty od brzegu na jakieś 3 godziny!)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Mar 15, 2017 12:14 am

Oschłe zachowanie Charlotte było w pełni uzasadnione i na dobrą sprawę Giotto miał świadomość, że z pewnością lekko nie będzie się z nią dzisiaj rozmawiało. W ostatnim czasie padło wiele słów, wyznań i deklaracji, które nijak mogły mieć pokrycie w rzeczywistości. Niemniej jednak nieświadomie zranił ją, co teraz odbijało się na ich relacji i na tym w jaki sposób rozmawiali - już na starcie Macmillan miała negatywne, bojowe wręcz nastawienie przeciw niemu, jednakże coś tam w środku podpowiedziało jej, by jednak trzymała nerwy na wodzy. To był dobry ruch z jej strony, bowiem rozmowa od razu stała się troszeczkę łatwiejsza, mogli przecież mówić wszystko to co płynie z serca, nie produkując się na jakąś poprawność polityczną czy ostrożne dobieranie słów.
Słuchał jej w ciszy, mając cały czas przymknięte oczy. Położył się akurat w takim miejscu, że liście drzew zasłaniały mu słońce, zostawiając przyjemny cień na jego twarzy. Wszystko to co mówiła Charlotte jednak, rozpalało go do tego stopnia, że był bliski eksplozji. Dawno nie czuł się tak jak teraz - emocje wzięły nad nim górę i tylko doświadczenie w zgrywaniu niedostępnego pozwalało mu na utrzymanie tej samej, neutralnej mimiki twarzy, podczas gdy w środku gotowało się po każdym kolejnym wyznaniu. Tylko głupek nie zrozumiałby tego, co właśnie mu przekazała. Nawet jeśli się do tego nie przyzna, pragnął to usłyszeć, jednakże przyzwoitość i ostrożność podpowiadała mu, by nie postępował zbyt pochopnie, wszakże ważą się tu ważne losy Gryfonki i Ślizgona.
Nie odwracał się w jej stronę, gdyż już po samym tonie wypowiedzi słyszał, jak drżącym głosem zwraca się do niego. To nie były przelewki, Charlotte bardzo przeżywała wszystkie jego ostatnie słowa i tak naprawdę dopiero teraz zrozumiał, jak poważne jest to co zachodzi teraz między nimi.
W pewnej chwili poczuł jak dziewczyna ujmuje jego dłoń i wtula się w nią policzkiem, na co on również nie zareagował, no może poza tym, że bez problemu dał jej zrobić to co chciała i nie zamierzał chować ręki, ani też ponownie krzyżować jej na klatce piersiowej. Odetchnął głęboko i otworzył w końcu oczy, patrząc chłodnym spojrzeniem na przysłonięte liśćmi niebo.
- Twoim marzeniem jest bycie wiecznie tą drugą? - spytał w końcu, przymykając na moment oczy. - Póki moja zemsta się nie dokona, zawsze będę ją stawiał nad tobą. Co z tego, że zostanę z tobą na jakiś czas, skoro pewnego razu zostawię Cię bez słowa wyjaśnienia i być może nigdy nie wrócę? Choćbym miał sprawdzić każdą, nawet najmniej realną opcję, by znaleźć prawdę, zrobię to i ty będziesz cierpieć na tym najbardziej. Nie zasługujesz na to, żeby nie być najważniejsza. Zasługujesz na prawdziwą miłość, na szczęśliwe życie i na spokój, a ja ci tego nie zapewnię. Wraz z rozpoczęciem podróży wejdę na drogę, z której nie ma już odwrotu i choćby mi się udało, a wszystkie moje podejrzenia okażą się prawdziwe, najpewniej skończę w Azkabanie. Tego właśnie chcesz? - odparł dosyć chłodnym tonem, choć nie brzmiało to na pewno pretensjonalnie.
Giotto starał się przekazać jej spokojnie swoje racje i wytłumaczyć jej, jak bardzo sytuacja jest poważna. Wiedział co się z tym wiąże, dlatego żałował tego co powiedział wcześniej i że wyjawił jej swoje uczucia. Zrobił jej żmudną nadzieję na to, że może jednak jest jeszcze jakaś szansa. On jej niestety nie widział, gdyż koniec końców im dłużej żyliby wspólnie i przekładali zemstę Giotto, tym trudniej będzie im się rozstać. A on z niej nie zrezygnuje i to jest ten największy problem.
- Nie pozwolę na to, żebyś zmarnowała całe swoje życie czekając na mnie. Mów na to jak chcesz, znienawidź mnie, zaprzeczaj temu, ale ze mną nigdy nie będziesz szczęśliwa, a ja nie mówię tego po to, żebyś dała mi spokój. Liczysz się dla mnie bardziej, niż ktokolwiek inny i dlatego nie mogę dać Ci tego czego chcesz. - wyrzucił w końcu to z siebie i odsunął nieznacznie, podnosząc się przy okazji do pozycji siedzącej. Oparł rękę na zgiętym kolanie, podpartym stopą o podłoże i patrzył przed siebie, szykując się na ewentualny koniec ich pięknej przyjaźni. Był świadom wagi swoich słów i tego, że mógł ją zranić, ale on to robił tylko i wyłącznie z troski - z nim nigdy nie będzie szczęśliwa, bo zawsze będzie go tracić, dosłownie i w przenośni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Mar 15, 2017 12:41 am

Nie chciała już być oschła, gdy udawała, że jej nie zależy na Giotto to tak jakby sprawiała samej sobie niewyobrażalny ból na świecie, a masochistką zdecydowanie nie była. Chciała wszystko wyjaśnić, chciała wreszcie dojść do jakiegoś porozumienia, zrozumieć albo dać sobie wyjaśnić to wszystko co do tej pory spędzało jej sen z powiek.
Bolało ją jednak gdy mimo jej pierwszego ruchu i kontaktu fizycznego, który zainicjowała on wciąż był taki... Zimny, niedostępny. Coraz bardziej ochoczo po jej głowie panoszyła się myśl, że może to wszystko to tak naprawdę tylko słowa bez jakiegokolwiek pokrycia w emocjach, a Giotto najzwyczajniej w świecie próbuje jej dać do zrozumienia, że to co czuje Charlotte pozostaje nieodwzajemnione i powinna najzwyczajniej w świecie sobie odpuścić.
Tyle, że myśl, że Giotto mógłby zginąć nie pozwalała jej na zabranie swoich zabawek z piaskownicy i pójście do domu. Nie mogła poddać się bez walki gdyż każdorazowo, kiedy jej umył podsyłał jej obraz męczarni Ślizgona, ona uświadamiała sobie, że tak naprawdę czego by nie wybrali to i tak będzie cierpieć. I będzie cierpieć tak samo czy to zostanie jej powiedziane, że ma się odwalić i dać mu święty spokój, czy też otrzyma chociaż trochę czasu z Giotto, który zbliży ich jeszcze bardziej.
- Mój spokój nie ma nic wspólnego z tym czy z tobą będę czy też nie. Naprawdę uważasz, że jeśli mnie od siebie odepchniesz to będę miała spokojne sny, że zapomnę o tym wszystkim co czuję, że wymażę cię ze swojej pamięci? - zapytała cicho, także się podnosząc i spoglądając na plecy chłopaka. - Nie będę szczęśliwa kiedy wyjedziesz, Gio. I nie będę potrafiła dać nikomu miłości na jaką będzie zasługiwał gdyż w moich myślach będzie znajdować się miejcie tylko dla ciebie. - bardzo niepewnie położyła dłoń na ramieniu Ślizgona, jednak już po kilku sekundach ją zabrała, samej się obsuwając, ramionami obejmując swoje nogi, a brodę opierając na kolanach.
- Bez ciebie też nie będę szczęśliwa. Jednak tej opcji nie dopuszczasz do swojej świadomości. Nie potrafisz uświadomić sobie jak niewyobrażalnie ważny jesteś się w moim życiu i jak nieodłączną częścią mnie się stałeś. - rzuciła bardziej w przestrzeń niż do Giotto, głowę chowając między klatką piersiową, a kolanami, które do niej przyciągała. Miała nikłą nadzieję, że to może sprawi, że nie będzie czuła tak bardzo i mocno, jednak to wszystko było na nic.
Ze strony Giotto czuła tak wielki chłód i chęć odepchnięcia, że nie wiedziała już jak z tym walczyć i jak pokazać mu, że się myli decydując za nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Mar 15, 2017 8:20 pm

Nie będąc oschłą wobec niego, na pewno miała większe szanse na to, by dotrzeć do niej i przekazać mu chociaż część swoich racji. Niestety Giotto nie zamierzał skorzystać z jej sposobu, choć tak naprawdę ludzie, którzy go znają raczej nie będą go o to winić, nie umiał bowiem działać inaczej, niż udając chłodnego. Trzeba było się skupić na tym co mówi, a nie w jakim tonie, by odebrać przekaz w dobry sposób. Na to nic nie można poradzić, Ślizgon ma po prostu taki tryb pracy i broni się w ten sposób przed wyjawianiem nadmiaru emocji, które w tej sytuacji mogą okazać się niepomocne.
Jeśli odbierała to w sposób negatywny, to niestety nie znała go tak dobrze, jak myślała. Nie chciał jej ranić, choć wiedział, że tymi słowami z pewnością to zrobi. Musiał jednak wyznać jej prawdę, przekazać swoje obawy i wytłumaczyć jej dlaczego tak alienuje się pod względem tworzenia z kimś czegoś więcej poza parą zwykłych przyjaciół. Dotychczas sądził, że jego myślenie jest dobre, sensowne i logiczne, jednakże słysząc reakcję Macmillan, zaczynał odnosić wrażenie, że może faktycznie decydowanie za nią nie jest dobrym pomysłem.
Siedział niewzruszony, słuchając każdego jej słowa, nawet wtedy, gdy poczuł jej dłoń na swoim ramieniu. Gdy skończyła, postanowił odpowiedzieć.
- Kiedyś zapomnisz. Jutro, za tydzień, za miesiąc, za rok... kiedyś na pewno o mnie zapomnisz. To naturalna kolej rzeczy. Im szybciej to zakończymy, tym mniej będzie bolało. - rzekł, tym razem już bardziej bezpośrednio.
Nero wybrał już swoją drogę, wiedział doskonale, że im dłużej będzie przekładać swoją podróż, tym trudniej będzie mu się rozstać ze wszystkim. Teraz, gdy ma szesnaście lat i na dobrą sprawę nie ma nikogo poza Charlotte i Enzo, ma teoretycznie niewiele do stracenia. Im dłużej próbowałby żyć w spokoju, tym bardziej później żałowałby tego, że nie ruszył właśnie teraz, gdy miał czas i siły by to zrobić. Poza tym, Gryfonka i tak miała opuścić Hogwart za kilka dni, koniec końców nawet jeśli by tu został, to i tak rozstaną się na prawie rok. Ona może i by żyła spokojnie, ale on traciłby tu tylko czas, wiedząc, że Macmillan zajmuje się sobą gdzieś tam poza szkołą, a on musi siedzieć na tych dennych lekcjach, z których nic nie wyciąga. Tak wiele przemawiało za tym, żeby ruszył właśnie teraz, że na dobrą sprawę bardzo ciężko będzie go przekonać do pozostania.
Pochylił nieco głowę i spojrzał na trawę, zagapiając się na kilka chwil.
- Przykro mi, że Cię zawiodłem. - dodał po dłuższej chwili ciszy.
Chyba pogodził się już z tym, że nie ma rozwiązania dla tej sytuacji i czy chcą czy nie, będą musieli się rozejść prędzej czy później. Ona chciała go zatrzymać, on nie chciał zostawać - tego nie dało się po prostu pogodzić. Lepiej by było, gdyby po prostu odpuściła i spróbowała o nim zapomnieć, kiedy już oczywiście odejdzie ze szkoły. Źle się stało, że nakryła go wtedy i dowiedziała się o jego planach. Strasznie żałował, że powiedział jej o tym, bo teraz ma przez to tylko i wyłącznie problemy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Mar 15, 2017 8:54 pm

To nie tak, że go nie znała. Po prostu nie rozumiała jak po tym wszystkim co powiedzieli i co działo się między nimi jeszcze tydzień czy dwa temu, Giotto potrafił teraz siedzieć ot tak, jakby nic dla niego nie znaczyła. Tylko jego słowa zaprzeczały czynom, chociaż i one raniły Charlotte dogłębnie, sprawiając, że coraz bardziej się w tym wszystkim gubiła. W samej sobie się gubiła czując, że od nadmiaru wszystkiego zaczyna i ją boleć głowa. A może to jednak od powstrzymywanych łez, które pragnęły wydostać się z jej oczu?
Powoli powróciła do pozycji leżącej, zamykając oczy, które atakowane były przez słońce, palce zaciskając na trawie, którą czuła pod swoją skórą.
- Mylisz się, nie zapomnę. I nawet jeśli podjąłeś już decyzję to ja dotrzymam mojej obietnicy i będę na ciebie czekać Giotto. I nie zamierzam teraz udawać, że cię nie znam i nic dla mnie nie znaczysz, ale skoro podjąłeś już decyzję i za siebie, i za mnie, to zamierzam być obok jako przyjaciółka. Oczywiście jeśli wciąż chcesz spędzać ze mną czas. - rzekła wyjątkowo spokojnie, jakby cała ta nerwowa atmosfera, która panowała nad ich rozmową jeszcze chwilę temu nigdy tak naprawdę się nie wydarzyła. - Ja jednak będę czekać. - dodała jeszcze raz, jednak już trochę ciszej, gdyż jakaś gula rosła powoli w jej gardle.
Nie zamierzała go na chwilę obecną przeciągać na swoją stronę, dochodząc w tej krótkiej chwili do wniosku, że może lepiej będzie po prostu być obok, tak jak była do tej pory, i nie wymagać niczego w zamian. Prawdę mówiąc nawet nie miała podstaw do tego aby czegokolwiek od Giotto oczekiwać. Nigdy jej niczego nie obiecywał, nie gwarantował, że będzie łatwo, miło i przyjemnie. Pierwszy raz jednak doszło do jakichś problemów od kiedy byli ze sobą tak blisko, pierwszy raz także usłyszała o tym wszystkim co do tej pory było przed nią ukrywane. I w pierwszej reakcji nie było możliwościami aby zareagowała inaczej, mniej emocjonalnie.
- Nie zawiodłeś mnie Giotto. Daleko ci do tego. - mogłoby się wydawać, że to inna osoba teraz z nim rozmawiała, całkiem nie podobna do nastolatki, która kilka minut temu rzucała oschłymi słowami i siadała jak najdalej od niego. Gołym okiem widać było zmianę jaka zaszła w Charlotte.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Czw Mar 16, 2017 6:28 pm

Nero nie brał pod uwagę tego, że wszystko co mówi, może zostać przez nią odebrane tylko jako puste słowa. Żadne z tych słów nie było kłamstwem, mówił to co mu leżało na sercu i czym musiał się podzielić z Charlotte. Zrobił to po prostu z wdzięczności za te kilka lat pięknej przyjaźni, która niechybnie chyli się ku końcowi. On już dawno zdecydował co będzie dalej robić i jak wiele wyrzeczeń będzie to od niego wymagało, stąd też zapewnił ją od razu, że nic z tego nie będzie. Choćby kochał ją z całego serca, to jednak niebezpieczeństwo, jakie wiąże się z podróżą i jej konsekwencjami, nie pozwalało mu na to, by pójść krok dalej i zaryzykować. Nawet jeśli miała być nieszczęśliwa, jeśli miała płakać całe miesiące, nie mogąc sobie poradzić z tą sytuacją, przynajmniej była bezpieczna, z dala od wszystkich związanych z nim problemów.
Zmiana tonu była skuteczna, gdyż poczuł się nieco pewniej, jednakże wiedział doskonale, iż dziewczyna robi to tylko z tego względu, że jej bardzo zależy. Teraz przypomniał sobie dlaczego tak bardzo nie chciał jej o tym mówić wcześniej - spodziewał się bowiem właśnie takiej reakcji. Co z tego, że zapewniła go o dalszej przyjaźni, skoro zapewne w samotności będzie smucić się i płakać z jego powodu. Nie mógł po prostu pogodzić się z tym, że czegokolwiek by nie zrobił, to i tak będzie ją ranić, w większy czy mniejszy sposób.
Patrzył się przed siebie jeszcze przez chwilę, po czym najzwyczajniej w świecie położył się znowu i nieco przysunął do Gryfonki, chwytając ponownie w palce kosmyk jej włosów.
- Jestem tu jeszcze tylko ze względu na ciebie, sama sobie odpowiedz. - rzucił spokojnie, nawiązując do jej poprzedniej wypowiedzi odnośnie jej towarzystwa.
Wprawdzie był to koniec roku i czekał też na swoje wyniki, ale na dobrą sprawę tylko obecność Charlotte trzymała go jeszcze w tej szkole. Gdyby nie ona, to pewnie nawet nie pomyślałby o tym, żeby udać się na bal, czy nawet wziąć udział w egzaminach, które na dobrą sprawę i tak mu nic nie dadzą. Chciał z nią spędzić te ostatnie kilka dni, żyjąc w przeświadczeniu, że to ich ostatnie, wspólne chwile. Dotąd tego nie przyznawał, ale co raz bardziej przestawał wierzyć w to, że uda mu się wrócić kiedyś do niej. O tym jednak wolał jej nie mówić, dostatecznie mocno zranił ją już do tego czasu, by jeszcze sypać kolejnymi wątpliwościami.
- I przepraszam, że kazałem Ci wtedy odejść. Nie chcę, żebyś odchodziła gdziekolwiek... - szepnął już mniej pewnie, przepraszając przy okazji. Przeprosiny na pewno nie były jego mocną stroną, dlatego z niemałym ciężarem przyznał się do błędu. Niemniej jednak w tamtej chwili nie był sobą i powiedział coś, czego tak naprawdę nie chciał powiedzieć. Macmillan była dla niego kimś wyjątkowym, dlatego nie miał prawa nawet mówić jej wtedy, by go zostawiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pią Mar 17, 2017 7:54 pm

Myślenie o tym, że ich przyjaźń niechybnie kierowała się ku końcowi nie było czymś, czym Macmillan chciała zaprzątać sobie głowę. Chociaż doskonale zdawała sobie sprawę, że to ich ostatnie wspólne dni razem i gdy nastolatka opuści Hogwart to straci tak naprawdę nie tylko miejsce, w którym lepiej czuła się niż we własnym domu, ale także człowieka, który stał się dla niej tak bliski, że gotowa była zrobić dla niego wszystko, to nie widziało jej się rozpaczać. Gdyby to zrobiła prawdopodobnie już pierwszego dnia wakacji nienawidziłaby samej siebie za to, że nie potrafiła być z Giotto tak jak dawniej, że dała się ponieść emocjom, które powinna trzymać na uwięzi. Jeszcze będzie miała masę czasu na płacz, na smutek i na rozdzierające jej serce emocje. I nie będzie miała nikogo, z kim będzie mogła o tym porozmawiać.
Odetchnęła z niemałą ulgą dostrzegając, że jej przejście do względnej normalności zadziałało tak jak chciała i już za chwilę Giotto leżał obok niej. Niepewny uśmiech wstąpił na usta nastolatki gdy dostrzegła jak Ślizgon rozpoczyna zabawę jej włosami - kłamstwem by było gdyby pewnego dnia powiedziała, że jej się to nigdy nie podobało.
Na pewno gdyby Giotto zaczął w tym momencie złorzeczyć samemu sobie Gryfonkę po raz kolejny poniosłyby emocje, naprawdę chciała wierzyć, że chłopak wróci i to wcale nie są ostatnie chwile, którymi będzie się pocieszała gdy nadejdą gorsze momenty w jej życiu. Mimo ogromnego strachu o Giotto ona naprawdę próbowała samą sobie przekonać, że może jeśli nie umiejętnościami magicznymi to pomysłowością i przebiegłością będzie w stanie ocalić swoją skórę nie raz i nie dwa. Nie był to jednak czas na takie przemyślenia
- Nie masz za co przepraszać. Nie jest mi przykro i nie jestem na ciebie za to zła. Możemy uznać, że to się nie wydarzyło tak naprawdę. - powoli obróciła głowę w jego kierunku, aby móc posłać mu szeroki uśmiech, pełen nadziei, że chłopak przystanie na jej propozycję i będą mogli spędzić resztę czasu w tym miejscu w przyjaznych nastawieniach.
- Pamiętasz jak opowiadałam o wygrzewaniu się w wakacje w słońcu i błogim nieróbstwie? - zapytała, chociaż nie dała mu nawet czasu na odpowiedź. - Właśnie coś takiego miałam na myśli. Ciepły, słoneczny dzień, zapach lata w powietrzu, śpiew ptaków gdzieś z oddali i ty obok. Lepiej by to nie mogło wyglądać. - sprawnie obróciła się z pleców na brzuch, brodę podpierając na łokciach, a kolana zginając w kolanach aby móc pomachać nogami w powietrzu jak gdyby nie było w jej sercu żadnych trosk. Albo jak gdyby potrafiła się od nich odciąć chociaż na tę krótką chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pią Mar 17, 2017 10:04 pm

On myślał o tym bez chwili wytchnienia, między innymi właśnie dlatego tak odsłonił się ze swoimi uczuciami, czując gdzieś tam głęboko, że więcej nie będzie dane im się spotkać, a on nie powie jej, jakim uczuciem ją darzył. Przez ostatnie tygodnie bardzo się zbliżyli do siebie, a on upewnił się w tym, że Charlotte nie jest mu obojętna i zasługuje na to, by znać prawdę. Była ona bolesna, to prawda, ale przynajmniej nie żyła już w nieświadomości i poniekąd znała jego los. Sama tego przecież chciała, świadomie czy też nie.
Giotto nie zamierzał dzielić się z nią swoimi dalszymi odczuciami, gdyż znał jej podejście i wiedział, że ponownie podsyciłby ogień i sprowokował ją, gdyby tylko wspomniał o swoich nikłych szansach na przeżycie. To prawda, był silny, zaradny, inteligentny i miał plan na każdą ewentualność, ale musiał jej przyznać, że brakowało mu doświadczenia, a to może być kluczowe w sprawie przeżycia. Poza tym, jak na kogoś kto posługuje się czarną magią, znał stanowczo za mało zaklęć by stawać w szranki z potężniejszymi czarnoksiężnikami.
Spojrzał na nią kątem oka z pozycji leżącej i westchnął lekko, po czym przymknął oczy i odezwał się.
- A powinnaś. - odparł spokojnie, choć nie był zadowolony z tego o czym mówił.
Praktykował czarną magię, w dodatku w szkole, mało tego - w tajemnicy przed nią i to znając jej podejście do tego typu zaklęć. Nie przeszkodziło mu to jednak w zaniechaniu nauki i skierowaniu jej na bardziej przyziemne, może nawet praktyczniejsze drogi magii. Jego zdaniem miała pełne prawo do bycia zła na niego i na jakiś żal, w końcu poniekąd prowokował ją takimi zachowaniami.
Kręcił chwilę kosmykiem jej włosów i słuchał jej wizji, dość przyjemnej, która o dziwo ziściła się właśnie dzisiaj. Mimowolnie uśmiechnął się nawet kącikiem ust, odczuwając niemałą satysfakcję z takiego obrotu spraw. Nieco podsunął się do góry, by znajdować się tuż obok jej rąk, które podpierały jej głowę. Było mu tak wygodniej, no i widział ją z tej pozycji, czego nie mógł powiedzieć o tej wcześniejszej.
- Sądzę jednak, że to jeszcze nie idealna sytuacja. Brakuje tabliczki czekolady dla ciebie. - uśmiechnął się kącikiem ust, rozluźniając się nieco.
Wypomniał jej oczywiście jej słodyczowe obżarstwo, ale nie miał nic złego na myśli, chciał po prostu zażartować w jakiś sposób i rozładować napiętą atmosferę. Westchnął lekko i ponownie przymknął oczy, skupiając się tylko na przyjemności, a mianowicie na jej oddechu, który nieco oplatał jego twarz oraz na zabawię kosmykiem jej włosów tym razem z długiej strony głowy, która teraz była bliższa zasięgowi jego rąk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sob Mar 18, 2017 12:32 am

Znała jego los, nie zgadzała się z nim, a jednak próbowała to dzielnie znieść, nie próbować wywierać presji, zaakceptować decyzję jaką podjął Giotto. I to było niewyobrażalnie trudne, jednak znając jego maniakalny wręcz upór, czy był jakiś sens walczyć i odbierać sobie ostatnie dni razem? No, przynajmniej do walki wprost nie było większego sensu, jednak nikt nie mówił, że teraz całkiem Charlotte zrezygnuje i już nie podejmie żadnej próby chociażby przedłużenia jego pobytu w kraju. Już nawet nie chodziło o to żeby wracał do szkoły, nie chciał to nie musiał, i tak więcej uczył się na własną rękę, jednak gdy już to robił, mógł to porobić chociaż trochę dłużej, odrobinę, nabrać doświadczenia i poznać zaklęcia, które uratować będą mogły mu życie. Nie chciała za żadną cenę przekonywać Ślizgona, że nigdy ma nie wyruszać w swoją podróż, chciała mu wyłącznie jakoś uświadomić, że z większym doświadczeniem łatwiej mu będzie dokonać planowanej zemsty. I będzie większe prawdopodobieństwo, że mu się to uda.
- Nie zawsze robimy to co powinniśmy. - zauważyła wyłącznie, starając się zignorować wewnętrzny bunt, który się w niej obudził gdy Giotto po raz kolejny próbował jej mówić co powinna, a czego nie. Ale nie chciała zaczynać tego po raz kolejny, tłumiąc to co chciało się odezwać na rzecz uśmiechu, który zagościł na jej ustach kiedy wzrokiem powędrowała do jego twarzy znajdującej się coraz bliżej niej.
- Tabliczka czekolady by sprawiła, że zwątpiłabym w rzeczywistość tego momentu. Naprawdę, tyle szczęścia w jednym miejscu, no niespotykane. - lekko odchyliła głowę do tyłu aby poczuć jak strzelają jej kręgi szyjne, aby po chwili powrócić wzrokiem do twarzy chłopaka, uważnie jej się przyglądając i zapamiętując każdy najmniejszy detal jego skóry. Wiedziała, że nigdy nie będzie w stanie zapomnieć o nim, a jednak wolała korzystać póki mogła, zapamiętywać jak najwięcej. I chociaż robiła to dlatego, że coś w środku mówiło jej, że Giotto nie wróci to nie przyznawała się do tego przed samą sobą, usprawiedliwiając się tym, że po prostu niezbyt często miewała go do tej pory tak blisko i wyłącznie pragnie wykorzystać sytuację, którą chłopak sam jej podsuwał pod nos.
- Dzisiaj rano przyszła moja suknia na bal! - zawołała z podekscytowaniem, przypominając sobie nagle o tym i chcąc podzielić się wrażeniami z Giotto. - Jak dla mnie jest idealna, mam nadzieję, że tobie też się spodoba. Jeszcze jej nie przymierzałam, ale myślę, że będzie dobrze leżeć i nie przyniosę ci wstydu. - na chwilę opuściła dłoń aby zerwać źdźbło trawy, którym delikatnie przejechała po policzku Ślizgona, uśmiechając się przy tym szeroko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Mar 20, 2017 12:14 am

Nero był uparty tylko dlatego, że był to jego cel nadrzędny. Dotychczas był dość ugodową osobą i jeśli miał mieć mniej problemów dzięki odpowiednim układom oraz zmianie swoich decyzji, często się na to decydował, teraz jednak sprawa była poważniejsza, w dodatku była fundamentem wszelkich jego działań przez ostatnie kilka lat, dlatego też ciężko byłoby go nakłonić do zmiany tej decyzji. On był psychicznie gotów na tę podróż i tylko fakt przymusowego dokończenia roku w Hogwarcie trzymał go jeszcze tutaj, planowo przecież następnego już nie zacznie.
Starał się nią kierować z prostego względu - robił tak ze wszystkimi, narzucał pewne rzeczy ludziom dla swej wygody, dzięki czemu mógł się potem chwalić czymś w rodzaju charyzmy, bowiem większość robiła to co chciał. Niemniej jednak coraz ciężej było mu wpływać na Macmillan, ponieważ dziewczyna coraz bardziej chciała, by teraz szło to też w drugą stronę - on niestety przez swoje postanowienia i cele nie mógł jej dać tego, czego chciała. Mogło ją to irytować, ale tak już musi być, Giotto nie jest kimś, kto słucha kogokolwiek, podąża własnymi ścieżkami, jest niczym samotna chmura na błękitnym niebie, która przemierza obłok lecąc tylko w sobie znanym kierunku. Wiązało się to oczywiście z samotnością, ale on po prostu wybrał takie życie, zahartowany tym co się działo w nim nieco wcześniej.
Leżąc tak z przymkniętymi oczami, poczuł dziwne smyranie w okolicach twarzy. Domyślił się od razu, że jest to jedno ze źdźbeł trawy, która rosła wkoło nich. Mimowolnie jednak uniósł jedną powiekę, wyraźnie zdegustowany tym zdarzeniem.
- We wszystkim wyglądasz dobrze, więc o to nigdy się nie martwię. - rzekł spokojnie, paradoksalnie do tego, jak czuł się po poczuciu na swoim policzku źdźbła trawy.
Nero nie zwracał wielkiej uwagi na wygląd, można to przecież zaobserwować po nim samym, dlatego też nie był jakoś negatywnie nastawiony do jakiegokolwiek stroju. Oczywiście sprawa tyczyła się "ludzkiego" rodzaju odzieży. No bo jeśli jakiś debil przyszedłby na bal na przykład w sukience (co oczywiście nie ma prawa się wydarzyć, tak czysto hipotetycznie), to raczej zmieniłby swoje podejście i już zwracał na to większą uwagę, chcąc uchronić innych ludzi od takich debilizmów. Jeszcze nie daj boże zaczną ludziom wmawiać, że Ziemia jest płaska, a płci jest więcej niż jedna. No chore.
Wracając jednak do samej Charlotte - podobała mu się taka jaka jest, po prostu. Jeśli ona czuła się dobrze w swoim stroju, jeśli jej się podobał, to on również przejawiał zadowolenie tym faktem. Może to trochę naiwne, ale w jego odczuciu to ona upiększała suknię, a nie suknia ją i tak było za każdym razem, w jakimkolwiek stroju by jej nie zobaczył. Można to nazwać zauroczeniem albo po prostu nieobiektywizmem, ale tak już miał, Macmillan była dla niego synonimem piękna.
Przymknął ponownie oko i odetchnął głęboko, ciesząc się nie tylko pogodą, ale i jej towarzystwem.
- Jeśli jednak chcesz znać moje zdanie, to suknię uważam za zbędną. - ups, chyba się rozmarzył, bo tak dwuznacznego komentarza to chyba nikt od niego nie usłyszał. Całe szczęście jednak z całego tego nieskupienia i wolności myśli, a przy okazji wolności od bólu głowy, kompletnie zatracił się w przyjemności i przestał zwracać uwagę na to, co tak naprawdę mówi. Dotychczas jeszcze trochę się hamował i ograniczał wszystkie przemyślenia, by nie dawać jej pretekstu do drążenia pewnych tematów, tym razem jednak postawił na szczerość, okraszoną małą niewinnością, bo przecież nic się nie stało, poza tym, że Giotto stwierdził, iż Charlotte lepiej wygląda bez ubrań, no nie?
Z pomocą wyłącznie swojej pamięci, ponownie przeniósł dłoń na jej włosy i delikatnie pokręcił nimi kilka razy, mierzwiąc palcami kilka kosmyków. Zdecydowanie była to jego ulubiona zabawa.
- Swoją drogą... mówiłem Ci, że Slytherin wygra. - uśmiechnął się kącikiem ust, nawiązując do jednej z ich ostatnich rozmów przed meczem Quidditcha Gryffindor - Slytherin. Macmillan była przecież wtedy taka pewna, że Gryfoni wygrają, jak się jednak okazało - przegrali i to do zera, w czym niemały udział miał również Nero, który rzucił wszystkie punkty z pola poza tymi zdobytymi po pochwyceniu złotego znicza. Nie zaszkodzi trochę pograć jej na nerwach, o ile Charlotte w ogóle się zdenerwuje tym faktem, wszakże Quidditch może ją chuj obchodzić na dobrą sprawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Mar 20, 2017 1:57 am

Charlotte w końcu przestało się podobać, że Giotto non stop próbował nią kierować. Potrafiła to znieść tak długo, jak długo nie próbował ingerować w jej uczucia, kiedy to zrobił, brunetka poczuła, że przekroczył pewną granicę, która oznaczała tylko jedno - koniec jej potulnego zgadzania się na to co chłopak jej mówił. Miała własny rozum, w domu to pokazywała, potrafiła się postawić i nie zgadzać na to co mówił jej ojciec czy matka, jednak Ślizgon do ostatnich wydarzeń miał jakiś dar przekonywania, który sprawiał, że przytakiwała na wszystko co mówił. Dar ten jednak przestał działać i przez te ostatnie ich wspólne dni będzie musiał pogodzić się z faktem, że nastolatka już nie przyjmuje tak ochoczo jego planów stworzonych z myślą o niej.
Mimo, że widziała, że chłopakowi nie podoba się jej zabawa źdźbłem to jednak nie przerywała tego, ciekawa szczerze do czego Giotto się posunie aby ją powstrzymać. Wyłącznie wyrwie trawę z jej rąk (co oznaczałoby, że zerwałaby kolejną i powróciła do swoich praktyk), czy może jakoś inaczej przekona ją, że nie powinna tego kontynuować? Miała nadzieję, że uda jej się doprowadzić Nero do krytycznego momentu, w którym zdecyduje się na jakąś interwencję.
- Och, naprawdę? - zapytała ze śmiechem, przyglądając mu się z lekko uniesioną lewą brwią ku górze. - Czyli uważasz, że mogłabym pójść w samej bieliźnie, albo i bez niej, na bal i byś nie czuł, że coś jest nie tak? Zaakceptowałbyś to bez mrugnięcia okiem? - nie uważała, że ciągnięcie tematu w jakimkolwiek innym kierunku miałoby jakikolwiek sens. Nie zamierzała na nowo rozpoczynać kłótni i sporów, chciała miło spędzić czas i pośmiać się. Tak dawno tego nie robiła, że miała wrażenie, że jeszcze chwila bez chociażby minimalnego drgania kącików ust, a umarłaby. Albo dostała jakiegoś paraliżu twarzy, który zmieniłby jej mimikę w tę podobną do Filcha. A z tym zdecydowanie Charlotte nie chciałaby żyć.
- Widziałam ten mecz i naprawdę nie zamierzam się na jego temat wypowiadać gdyż to jest poniżej jakiegokolwiek poziomu. Tyle godzin spędziłam na przygotowaniach, a ty i tak wszystko zepsułeś. I nawet nie podszedłeś do mnie po meczu czego ci nigdy nie wybaczę. To twoje największe przewinienie! - jako, że ręce zaczęły jej drętwieć to położyła się na brzuchu, twarzą niemalże wtulając się we włosy chłopaka, natomiast źdźbłem trawy zmierzając na jego przedramię po którym zaczęła go drażnić.
Kiedy tak leżała, czując bliskość Giotto, ciepło słońca i dziwny spokój spowodowany unormowaniem sytuacji (chociaż na moment), miała wrażenie, że naprawdę mogłaby tak żyć. Że naprawdę tego by pragnęła. Nawet jeżeli później miałaby jeszcze bardziej cierpieć, tęsknić i żyć w strachu to była w stanie się na to zgodzić mając odrobinę więcej momentów jak ten dzisiejszy i odrobinę więcej czułości ze strony Ślizgona, której tak pragnęła, czego dowodem mogło być to jak blisko teraz leżała, rękę opierając o jego aby móc wygodniej tworzyć różne trasy dzierżoną w dłoni trawą.
Lgnęła do niego niczym ćma do światła, chociaż miała tę przerażającą świadomość, że spłonie od tego wszystkiego i nie będzie żadnego szczęśliwego zakończenia. Nie potrafiła jednak zachowywać się inaczej niż tak jak teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Mar 20, 2017 2:39 am

Może nie tyle co Giotto miał dar przekonywania, co po prostu rozmawiali o tak błahych sprawach, że nie trzeba było się o nic wykłócać i udowadniać swoich racji. No i może też Charlotte czuła jeszcze zawczasu tą cienką granicę, która dzieliła ją od tego, by stracić Nero bezpowrotnie przez jakiś mało pożądany komentarz. Teraz, gdy już tak wiele zostało powiedziane przez nich i gdy tak naprawdę dowiedziała się jakie są jego plany, nie musiała bać się tego ryzyka, wszakże koniec końców i tak go w jakiś sposób straci, mogła zatem dawać upust swoim emocjom i raz za razem wykrzykiwać swoje zdanie, które z reguły jest przeciwne do jego. Po raz kolejny jednak dało się odczuć stare porzekadło, które mówi, iż przeciwności się przyciągają, tutaj ewidentnie miało to miejsce.
Ślizgon był cierpliwy, ale do czasu. Smyranie go tym badylem potraktował tylko jako jednorazowy incydent i gdy tylko przestała go drażnić w ten sposób, on nie musiał się produkować, by np. wyrwać jej źdźbło z ręki, albo odsunąć się na tyle, by nie miała go tak blisko jak do tej pory.
- Nie sądzę, byśmy wtedy na niego poszli. - odparł spokojnie, bowiem ten temat nie był dla niego jakiś wielce trudny, przynajmniej w chwili obecnej gdy leżał tak odprężony i niczym nie przejmujący się. Druga sprawa, że z jego ust padł kolejny, dwuznaczny komentarz, który ewidentnie sugerował, jak bardzo chłopak rozluźnił się przez te kilka ostatnich minut. Dla Charlotte raczej nie będzie w tym nic dziwnego, gdyż kilka razy widziała go już w takim stanie, wszakże była mu najbliższa w szkole i na dobrą sprawę tylko ona, poza Enzo oczywiście, miała okazje spędzić trochę czasu z "normalnym" Giotto. A że padło kilka niepodobnych do niego komentarzy, trudno, zdarza się.
Uniósł lekko brwi, mając cały czas zamknięte oczy.
- Przykro mi. - odpowiedział dość lekceważąco. - Gdybyś oberwała tłuczkiem, to też najpierw myślałabyś o skrzydle szpitalnym, a nie o dupach. - dodał spokojnie, instynktownie łapiąc się za lewe ramię, które chyba do tej pory doskwierało mu od uderzenia, a przecież od meczu minęło już dobrych kilka dni. Druga sprawa, że nawet z tylko jedną ręką sprawną, dał radę wpakować kolejne punkty, pogrążając Gryffindor jeszcze bardziej. Cóż, mogła tego nie zaobserwować, choć jego zdaniem grę jedną ręką łatwo zaobserwować.
- I nie, nie myśl, że cieszyła mnie twoja obecność. - rzekł ponownie chłodnym tonem. - Wolę jak oglądasz mnie kiedy zdobywam więcej, niż marne trzydzieści punktów. - na początku mówił to z ogromną powagą, ale na koniec skwitował wszystko krótkim podśmiechem, bo pełnym śmiechem raczej nie można było tego nazwać.
Czując jak kładzie się tuż nad nim, nie zamierzał już się odzywać, przynajmniej przez jakiś czas. Ponownie ułożył się wygodnie, nieznacznie przekręcając głowę w lewo i unosząc ją lekko. Czuł nie tylko na swoich włosach, ale również na górnej części czoła jej włosy, którymi przed chwilą jeszcze tak ochoczo się bawił. Odetchnął głęboko i leżał tak w ciszy, póki zabawianie się jego skórą poprzez trawę nie zaczęło go drażnić.
Błyskawicznym ruchem złapał ją za nadgarstek i nieznacznie odsunął od przedramienia swojej drugiej, leżącej ręki.
- Wkurza mnie to. - sprytnie wymusił otwarcie jej dłoni i gdy tylko poczuł małe źdźbło trawy, wyrzucił je z ręki Macmillan, zastępując je swoją dłonią. Tym razem łagodniej już, złapał ją za nadgarstek i pokierował jej dłoń na swoje włosy, które domagały się chyba jakiegoś głaskania i przed chwilą zgłosiły mu jakieś aneksy w tej sprawie, inaczej pewnie by nie zdecydował się na taki ruch.
- Tak lubię. - dodał po chwili, puszczając jej rękę i dając przy tym sygnał do tego, by zaczęła go głaskać na wszelkie możliwe sposoby.
W sumie, to nawet przez chwilę myślał o tym, by przekręcić się w jej stronę i położyć się tuż obok niej, ale przez zwykle lenistwo, nie chciało mu się podnosić. Postawił więc na zwykłe głaskanie, o ile Charlotte jest w ogóle chętna do tego, bo przecież zawsze może odmówić.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i po prostu czekał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Mar 20, 2017 3:17 am

Teraz, po pierwsze wiedziała, że łączy ich na tyle silna więź, że czegokolwiek by nie powiedziała to i tak w pewien sposób będą do siebie lgnąć, a przynajmniej mniej lub bardziej dotkliwie odczuwać nieobecność tego drugiego, a po drugie miała świadomość, że to, czego nie wypowie do końca szkoły może już nigdy nie zostać wypowiedziane i Giotto nigdy nie miałby przez to okazji poznać myśli i uczuć, które nastolatka posiadała. Nie było więc innej opcji niż odkrywanie tego, co leżało na sercu, nawet w słowach, które miały sprawić i które sprawiły ból i kłótnię, przez którą Gryfonka upodobniła się do unikającego ludzi szóstoklasisty.
- Tak? W takim razie gdzie byśmy wtedy poszli? - zapytała prowokująco, dając się wciągnąć w tę grę dwuznaczności, którą jej oto chłopak serwował. I kłamstwem by było gdyby powiedziała, że jej się to nie podoba. Nawet jeżeli miała świadomość, że nic z tego nie będzie i wszystko zaczyna i kończy się na słowach to gdzieś tam w środku przyjemnie było usłyszeć, że mimo wszystko podoba się Ślizgonowi. Ba, że doszło do sytuacji w której słyszy wprost takie rzeczy jak te teraz, od których lekko czerwieniały jej policzki, a źrenice się rozszerzały.
- Kto ci kazał myśleć o dupach? Jakich dupach? Ja rozumiem, że masz wianuszek fanek, ale naprawdę, tę najwierniejszą chociaż uśmiechem mógłbyś uraczyć. - udawała naburmuszenie, którego w niej tak naprawdę nie było. Miała w tym momencie zbyt dobry nastrój aby móc pozwolić sobie na jakieś negatywne emocje i obrażanie się naprawdę. Byłaby prawdziwą idiotką gdyby uniosła się przez coś takiego jak nie podejście do niej po meczu.
- Oczywiście, bo to wstyd, że tylko trzydzieści. Nie wiem co ty sobie wyobrażasz, to było poniżej poziomu, którego się spodziewałam. - kiedy dostrzegała uśmiech na ustach Nero sama zaczynała się szczerzyć niemiłosiernie, jak gdyby dostała jakiś super wymarzony prezent albo przynajmniej książkę z mugolskiej księgarni na którą od dawna czekała, a której nie mogła kupić jak inni ludzie ze względu na ojca, który nawet literaturę piękną tworzoną przez niemagicznych ludzi uważał za coś poniżej jakiegokolwiek poziomu.
Pisnęła cicho zaskoczona, czując jak Giotto ją łapię za nadgarstek, aby po chwili zacząć chichotać, posłusznie wypuszczając narzędzie tortur, które doprowadziło do zamierzonego przez nastolatkę celu. Równie posłusznie dała pokierować swoją dłoń na jego włosy, lecz gdy tylko jego ręka zniknęła, Charlotte ułożyła się wygodniej, przysuwając bliżej Ślizgona aby przedramię móc położyć w okolicach jego obojczyków, i dopiero wtedy zgiąć rękę w łokciu, a dłoń przyłożyć najpierw do policzka chłopaka, a po chwili przesunąć ją na jego włosy, które zaczęła przeczesywać spokojnie, wyciszając się przy tym.
I jak na nią była naprawdę długo cicho, możliwe, że nawet przez dobre dwie, trzy minuty nim zdecydowała się zabrać po raz kolejny głos.
- A gdybyś mi skręcił coś w dłoni? - cichy głos wydobył się spomiędzy jej warg, jednak nawet nie otworzyła oczu, skupiając się wyłącznie na bodźcach czuciowych, a nie wzroku. Te pierwsze dawały zdecydowanie mocniejsze doznania, przyprawiając serce Macmillan o szybsze bicie serca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Mar 20, 2017 1:39 pm

To działało oczywiście w obie strony, bowiem Giotto też odczuwał nagłą potrzebę tego, by dzielić się z nią większością swoich przemyśleń. Być może gdyby się aż tak nie odsłonił i nie zaczął wchodzić na dość kruchy lód, to mogliby ominąć te kłótnie, które towarzyszyły im w ostatnich dniach. Zdecydowanie zbyt bardzo się różnili, by którekolwiek z nich mogło zrozumieć poczynania tej drugiej osoby. Chwila szczerości i wyznań była potrzebna, aczkolwiek teraz, w tych warunkach przynosiło to tylko kłopoty, w końcu nie było w tym nic przyjemnego, że mieli się ku sobie, jednak z góry było to skazane na porażkę i Nero nawet nie chciał ryzykować.
Temat dwuznaczności jak widać udzielił się i Charlotte, która pociągnęła go jeszcze dalej, wymuszając na nim niejako jakąś odpowiedź. Nero choć nie był przygotowany na to, nie zmartwił się zbytnio i gdy tylko wpadło mu coś do głowy po chwili, postanowił się tym podzielić z Gryfonką.
- Łazienka prefektów byłaby odpowiednim miejscem. - odparł spokojnie.
Cieszył się w duchu, że udzielił się jej dobry humor i mogli porozmawiać ze sobą swobodnie na kilka dni przed balem. Dobrze, że się pogodzili, bowiem gdyby mieli iść skłóceni, od razu zostałoby to dostrzeżone przez różnych gapiów, a Giotto starał się unikać jakiegokolwiek rozgłosu. Poza tym, spodziewał się, że kuzynka Charlotte nie dałaby im spokoju, chcąc dowiedzieć się co jest nie tak. Wolał tego oszczędzić i sobie i Macmillan.
Uniósł lekko brwi, słysząc jej udawane pretensje odnośnie meczu.
- Mojej mamy nie było na trybunach, więc nie wiem o kim mówisz. - powiedział, udając lekko nieogarniętego. Oczywiście była to kolejna gra słowna, która miała na celu wyprowadzić ją z równowagi - a masz za tego badyla!
Całkowicie wyciszył się na czas pieszczot, którymi go obdarowywała i co by nie mówić, podobało mu się to, jak najpierw chwilę głaskała go po policzku, a później przeszła do jego ulubionego zajęcia, czyli zabawy włosami. Niemniej jednak coś go tknęło i gdy tylko się odezwała, Nero przekręcił się do tego stopnia, by leżeć równolegle do niej, przekręcając się przy okazji na lewy bok, dzięki czemu miał przed sobą teraz doskonały widok na nią.
Otworzył powoli oczy i spojrzał w jej tęczówki. Patrzył tak dobre kilka chwil, póki postanowił odpowiedzieć.
- Nie skrzywdziłbym Cię, nigdy. - rzekł spokojnie, przysuwając się nieco.
Dłonią pochwycił jeden z kosmyków jej włosów i bawił się nim chwilę, wpatrując się w dalszym ciągu w jej śliczne oczy. Kiedy jednak zrobiło mu się już niewygodnie od leżenia bokiem, wrócił z powrotem na plecy. Uniósł swoją rękę do góry, gestem zapraszając ją bliżej, by się do niego przytuliła. Byli sami, więc mógł sobie pozwolić na coś takiego, w końcu przy niej mógł być sobą.
- Chodź bliżej. - zaproponował już oficjalnie, czekając cierpliwie aż ułoży się wygodnie obok niego, ewentualnie na nim.
Jak ktoś to ładnie określił: "Charlotte lgnęła do niego jak ćma do światła" i jak widać, nie tylko Macmillan była tą ćmą oraz nie tylko on był tym przysłowiowym światełkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Mar 20, 2017 2:48 pm

Chociaż udawała, że tak nie jest, to jedna, krótka chwila, w której wierzyła, że mogliby spróbować być razem sprawiła, że chociaż zachowywała się jak dotychczas to w głowie miała jakieś uchylone drzwi, klapkę, która sprawiała, że pojawiało się pytanie "co by było gdyby". Miała świadomość, że nie powinna sobie na to pozwalać, a jednak żadna z myśli nie potrafiła przekonać Macmillan do tego aby najzwyczajniej w świecie odpuściła i zapomniała.
- Rzeczywiście, ciepła kąpiel to zawsze dobry pomysł. - wiedziała co Nero miał na myśli, a jednak chciała sprawdzić czy udawanie głupiutkiej sprawi, że chłopak powie coś więcej na temat swojego pomysłu nie dotarcia nawet na bal. Prawdę mówiąc Charlotte nawet specjalnie by nie rozpaczała gdyby się tam nie zjawiła, pod warunkiem, że zamiast tego będzie mogła spędzić ten czas ze Ślizgonem. To by była bardzo dobra wymiana na którą przystałaby nie zastanawiając się zbyt wiele.
- Jak możesz! - zaśmiała się, dźgając go lekko w bok, chociaż specjalnie jej to nie poruszyło. Na to, że pani Nero jest jego największą fanką była w stanie przystać, jednak Macmillan zdecydowanie zajmowała miejcie zaraz za nią. I prawdopodobnie była jedyną przedstawicielką Gryffindoru, która przez te wszystkie lata, gdy Slytherin grał mecze kibicowała im (nie licząc potyczek z jej domem), a nie wszystkim innym. Lubiła oglądać wygrywającego Giotto i nawet jeżeli nie pokazywał po sobie, że każdy triumf przynosi mu w jakimś stopniu radość, to ona wiedziała, że tak jest. Prawdopodobnie jako jedna z niewielu w całej szkole.
Leżała tak i spokojnie bawiła się jego włosami, i chociaż starała się nie myśleć o niczym to w głowie nastolatki narodziła się myśl, że prawdopodobnie już nigdy nie będzie czuła takiego spokoju i harmonii jak w tym momencie, gdyż jeden, najważniejszy element, zostanie jej odebrany, a bez niego nic nie miało prawa działać bez zarzutu.
Czując, że Giotto leży teraz twarzą zwrócony w jej kierunku powoli uniosła swoje powieki i uśmiechnęła się do niego lekko, dłoń przenosząc na policzek chłopaka.
- Wiem, że byś tego nie zrobił. Bez mrugnięcia okiem powierzyłabym moje bezpieczeństwo w twoje ręce. - odparła szeptem, nie przestając dłonią pieścić jego policzka do czasu, aż nie powrócił do poprzedniej pozycji, a sama, zachęcana przed niego dodatkowo, nie przesunęła się tak, aby położyć się na boku i móc w niego wtulić. Głowę wygodnie ułożyła na ramieniu Giotto, a po chwili także jej ręka znalazła się na chłopaku, dłoń przykładając do jego szyi. Także nogę Charlotte przerzuciła przez Ślizgona, tak, aby jak największą powierzchnią ciała do niego przylegać.
Trudno w takiej chwili było jej wierzyć, że tak naprawdę wszystko chyli się ku końcowi i nigdy nie będzie już tak jak teraz. W tym momencie naprawdę była skłonna przyznać rację swoim nadziejom, że jeszcze jest szansa na to, aby ich historia skończyła się odrobinę inaczej, mniej dramatycznie i boleśnie niż było to wstępnie zaplanowane. I nie chciała aby ta nadzieja była jej odbierana, bo to głównie ona sprawiała, że Macmillan nie załamywała się już teraz i już w tym momencie nie zaczynała opłakiwać Giotto, chociaż nawet nie miała pewności czy wszystkie czarne scenariusze się spełnią.
Marzyła o tym aby mieć więcej czasu sam na sam z Giotto. Nawet jeżeli później miała cierpieć bardziej niż bez tych wszystkich czułości i bez tej całej bliskości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Mar 20, 2017 11:14 pm

Nero nie bawił się z kolei w takie historie, już dawno porzucił myśl o tym, że mógłby z kimkolwiek tworzyć coś większego. Miał cel, który nie zakończy się happy endem, a z pewnością osobie którą kocha nie chciałby psuć niczego, zwłaszcza życia, dlatego też nie dawał nadziei nikomu, w końcu im dłużej byłby z kimkolwiek, to ciężej byłoby się rozstać i już nie chodzi nawet tutaj o tą drugą osobę, ale również o niego samego. Gdyby się zaangażował mocniej w cokolwiek, ucierpieli by na tym wszyscy, na czele z jego ukochaną. Charlotte mogła sądzić, że kilka więcej wspólnych chwil jest tego warte, ale on wiedział, że prędzej czy później by tego żałowała. Rozkochać ją w sobie, narobić nadziei, opuścić i nie wrócić? Zbyt mu na niej zależało, by był w stanie to zrobić.
- Otóż to. - stwierdził spokojnie, kończąc tym samym te dwuznaczne dywagacje.
Fanką Charlotte była przednią, ale jednak skoro chciała się bawić w przewinienia, to musiał odchrząknąć i powiedzieć swoje, próbując ją sprowokować. Oczywiście wiedział, że raczej ją to nie ruszy i jeśli już coś zrobi, będzie to udawana reakcja, celem jeszcze większego rozluźnienia atmosfery. Niemniej jednak właśnie o to mu chodziło, by przez te ostatnie wspólne dni w szkole powspominali i cieszyli się ze swojej obecności, a nie myśleli o tym, że prawdopodobnie to ich ostatnie spotkania.
Ucieszył się w duchu, gdy powiedziała, że jest w stanie powierzyć swoje bezpieczeństwo w jego ręce. Nie dał po sobie tego poznać, ale jednak gdzieś tam w środku czuł niemałą satysfakcję z tego powodu. Ukazała jak wielką wiarę ma w niego i jak bardzo mu ufa, co było wyznacznikiem nie tylko pozycji jaką miał w jej życiu, ale również o tym, że jednak nie uważa go za kogoś słabego. Owszem, nie dawał nigdy żadnych powodów do tego, by nazywać go niegotowym, ale jednak każda jej pochwała i łechtanie jego ego działały dość pozytywnie, motywowało go to do dalszej pracy i poprawiało humor, zdecydowanie.
Kiedy ułożyła się już obok niego - a w zasadzie to na nim, bo praktycznie cały ciężar ciała oparła właśnie na nim, oplatając go ręką, przerzucając przez niego nogę i kładąc głowę na jego ramię - chłopak ułożył się wygodnie, obejmując ją wcześniej uniesioną ręką. Westchnął lekko z zadowolenia i przymknął oczy, rozkoszując się tą chwilą. Przekręcił głowę nieznacznie w prawą stronę i powoli robił się senny, a to wszystko za sprawą przyjemności jaką odczuwał z powodu takiego obrotu spraw. Ból głowy opuścił go na dobre, a serce biło tak spokojnie, że sama Macmillan raczej nie odczuwała jego uderzeń, mając głowę gdzieś w okolicach jego lewej piersi.
Instynktownie przycisnął ją do siebie, czując nagłą potrzebę jeszcze większego kontaktu. Już teraz nie wystarczyło mu nawet, że przylegała do niego całym ciałem - wymuszał wręcz na niej to, by opatuliła się całą sobą wokół niego, chcąc czuć wyłącznie jej obecność i nic więcej. Obejmująca ręka powędrowała wzdłuż jej ciała, znajdując oparcie na udzie dziewczyny, a drugą podpierał głowę, dzięki czemu nie musiał leżeć na jakieś ubitej od wcześniejszego siedzenia trawie.
Powoli zaczynał przysypiać, choć do odlotu brakowało mu jeszcze dobrych kilku minut, na razie tylko się nie odzywał, no i może nieco koncentrację zmniejszył, ale przecież może sobie na to pozwolić, ona mu nie zagraża w żaden sposób, uspokaja go wręcz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   

Powrót do góry Go down
 
Głazy (nad jeziorem)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Chatka nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Nad Jeziorem
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Tereny zamkowe :: Blonia -