Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Głazy (nad jeziorem)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Głazy (nad jeziorem)   Pon Wrz 02, 2013 2:26 pm

First topic message reminder :

Na dalekim i mocno już dzikim brzegu jeziora znajduje się nieco zalesiona część plaży; aby tam dojść należy iść linią normalnego brzegu tuż obok skarpy wzgórza - nie należy to do rzeczy najłatwiejszych, ponieważ kończy się tam ziemia i zostaje kupa śliskich kamieni, a kiedy jezioro gwałtownie wzbiera lub jest niespokojne ścieżka jest nie do przejścia. Ta niewielka quasi-wysepka jest interesująca nie ze względu na zachwaszczony skrawek ziemi, ale ze względu na ścieżkę z głazów, jaka od niej odchodzi. Siedem sporych kamulców, wyglądających jak kapsle powbijane tu przez jakiegoś znudzonego Olbrzyma, prowadzą do największego z nich, jaki tkwi na samym końcu.

(Uwaga! Ścieżka z kamieni skrywa się pod wodą na czas przypływu oraz podczas sztormu. Tylko największy głaz na końcu jest na tyle duży, że nadal pozostaje odkryty - jeśli ktokolwiek na nim zostanie podczas przypływu, będzie odcięty od brzegu na jakieś 3 godziny!)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Kwi 19, 2017 9:11 pm

Słowa były w tym momencie zbędne, było im tak błogo i przyjemnie, że tylko coś naprawdę strasznego mogłoby zmienić stan ich samopoczucia. Po ostatnich wydarzeniach, które miały miejsce na błoniach, oboje chcieli o tym jak najszybciej zapomnieć i było to możliwe dzięki dosyć sprawnemu i szybkiemu pogodzeniu się. Mieli ostatnie dni dla siebie i powinni je wykorzystać jak najlepiej, chcąc spuentować swoją znajomość w możliwie najwspanialszy sposób. Już nawet nie chodzi o to, że to może być ich ostatnie spotkanie w życiu, ale po prostu dla spokoju ducha i sumienia, powinni byli się dogadać.
Sen był jedną z metod, które paradoksalnie bardzo zbliżały ich do siebie. Nie chodziło tu o zwykły odpoczynek, a o partnerstwo, w którym to robią. Był to całkiem nowy etap w ich znajomości, gdyż do czasu ostatniego posiedzenia na kamiennym parapecie z poduszkami, nigdy wcześniej nie zdarzyło im się leżeć ze sobą gdziekolwiek. Mało tego, kontakt fizyczny jaki nawiązywali od pewnego czasu był bardzo bliski i to też było owocem rozwoju ich znajomości, kiedyś przecież Giotto utrzymywał swego rodzaju dystans, teraz sam rozpoczynał takie rzeczy jak głaskanie czy wspólne leżenie wtulonymi w siebie, co jeszcze kilka miesięcy temu było nie do pomyślenia. Dużo się jednak zmieniło od tego czasu - zaczęli być ze sobą szczerzy, a największym dowodem na to był fakt, że wyjawił jej swoje plany, choć jeszcze do parunastu dni wstecz, nie miał zamiaru o tym mówić, by się o niego nie martwiła.
Będąc już w odpowiedniej fazie snu, jego dłoń zatrzymała się na jej plecach, tworząc coś na wzór prowizorycznego objęcia Macmillan. Włosami też przestał się bawić, gdyż ręka w powietrzu nie była czymś wygodnym po tych kilkunastu minutach. Całe szczęście jednak zrobiło mu się nieco cieplej za sprawą "naturalnego okrycia" w postaci Gryfonki, tak też pieszczoty zostały zamienione na więcej ciepła bijącego od niego.
Oddychał dość spokojnie, jakby nie praktykował ani czarnej magii w ciągu ostatnich kilku dni, ani nie nadwyrężał swego zdrowia morderczymi treningami. Działała na niego kojąco, byli prawie jak Anakin i Padme, Gio ma nawet mordę tą samą, no różnica tylko taka, że Nero lubi piasek, he he. Zdecydowanie, jej obecność pomagała mu do tego stopnia, by wszystkie bóle głowy ustały i mógł się skupić tylko na tym co przyjemne. A skupiał się na niej, nawet teraz, śpiąc, bo przyśniła mu się, a jakże mogłoby być inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Kwi 19, 2017 10:22 pm

Charlotte mogłaby się nawet pokusić o zastanowienie co się tak naprawdę zmieniło w ich relacji. Czy chodziło tylko o poczucie zbliżającego się końca i chęć spędzenia ze sobą jak największej ilości czasu, chęć zbliżenia się teraz, bo może nie być żadnego "później", czy może o coś innego? Gdyby nie fakt, że to nie był czas na takie rozważania Macmillan na pewno poświęciłaby temu zagadnieniu jakąś część czasu, pragnąc dojść do samego początku, do pierwszego impulsu, który sprawił, że Giotto przestał postrzegać kontakt fizyczny z nią jako coś niemożliwego do wykonania i przeszedł z nim tak szybko do porządku dziennego. Może, kiedy będzie czuła, że to ich ostatnie spotkanie, to zapyta Ślizgona o to? W końcu tyle już od niego usłyszała w ostatnim czasie, że szczerze wątpiła by jakakolwiek informacja z jego ust mogła ją jeszcze doszczętnie zaskoczyć i sprawić, że nie byłaby w stanie nijak na to zareagować.
Sama nastolatka wchodząc w głębszą fazę snu zaniechała dalszego gładzenia włosów Giotto, a jej dłoń zsunęła się w okolice szyi chłopaka. Wtuliła się także w niego, wygodniej układając głowę tak, że ułożona teraz była twarzą do jego torsu, przestając się także wiercić. Wręcz znieruchomiała w tej jednej pozycji, a jedynym dowodem na to, że jednak wciąż żyła i nie jest spetryfikowana był spokojny oddech poruszający jej tułowiem.
Tym razem nic nie zapowiadało jednak żeby obudziła się tak szybko jak poprzednio, nawet nie wyglądało na to aby miała otworzyć oczy jako pierwsza i obudzić Giotto jakimś piekielnym źdźbłem albo piaskiem, wywołując w nim tym samym awersję do tego typu kwarcu. A tego chyba nikt nie chciał, prawda? Bo jeszcze i z niego by zaczęli się wyśmiewać tak jak robią to z Anakina.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Kwi 19, 2017 10:52 pm

Jak to mówił, albo raczej darł japę pewien szanowany obywatel wielkiej metropolii grając w pokiemony w tej pierdolonej lidze Johto - WSZYSTKO SIĘ ZMIEEEEEEENIAAAAA ZMIEEEEEEEENIAAAAA! To taka mała dygresja dotycząca sytuacji Charlotte i Giotto, która ewidentnie wskazywała na to, że doszło do ogromnego rozwoju. Stali się sobie dużo bliżsi, chyba nawet bardziej niż chcieli, choć z zachowania Macmillan można było wnioskować, że do tego raczej dążyła, ale przynajmniej w jego przekonaniu, stało się to zupełnie przypadkowo, nawet on nie planował tak bliskiej relacji z nią z wiadomego powodu - przeszkodziłoby mu to w planach, a w zasadzie, to już zaczęło przeszkadzać, bo pojawiły się pierwsze wątpliwości, których jeszcze jakiś czas temu nie miał.
Dobrze, że chociaż na te kilkanaście, może kilkadziesiąt minut mogli przegonić te wszystkie złe myśli i skupić się na tym co przyjemne - na obecności, na spokojnych snach i wygodzie, jaką ewidentnie oboje odczuwali, ona na nim, a on na ziemi, która przy niej wydawała się być niczym łóżko wodne, tak wygodnie i dobrze mu było!
Minęło trochę czasu, aż Giotto otworzył w końcu nieco zaspane oczy, które z początku nie mogąc przyzwyczaić się do obecności światła, mimowolnie zamykały się znowu, albo ukazywały niewyraźny obraz przestrzeni przed nim, nie pozwalając mu osiągnąć odpowiedniego stanu skupienia. Po kilku chwilach otworzył już je normalnie i westchnął lekko, przeczesując nieznacznie włosy. Uniósł lekko głowę i spojrzał na śpiącą Charlotte. Gdyby teraz miał aparat, to na pewno zrobiłby zdjęcie. Proszę państwa, Charlotte Macmillan potrafi wytrzymać w jednej pozycji więcej niż pięć sekund! Niebywałe.
Uśmiechnął się lekko i położył głowę w to samo miejsce, zachowując o wiele więcej klasy i taktu niż jego balowa partnerka, która po wcześniejszej drzemce obudziła go. Słowem się nie odezwał, nie wynajął też żadnego patyczaka czy innego badyla, żeby ją trochę podręczyć - po prostu dał jej spać. Mało tego, wrócił do delikatnego drapania jej po plecach i ostrożniejszej niż wcześniej zabawy włosami, gdyż nie chciał jej budzić, a miał świadomość, że jakieś gwałtowniejsze ruchy mogą ją wystraszyć.
Było mu bardzo przyjemnie i chuj, nie będzie tego przerywać, choć nawet jemu zaczynało się po jakimś czasie nudzić. No ale, zasłużyła na trochę odpoczynku. Druga sprawa, że da mu czadu, jak zobaczy co po tych kilkunastu minutach snu zrobi z jej fryzurą. Hihi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Czw Kwi 20, 2017 7:50 pm

Stwierdzenie, że Macmillan dążyła do takiej właśnie sytuacji mogło być dosyć sporym naciągnięciem, bo na pewno nie robiła wszystkiego z myślą o tym aby koniec końców drzemać z Giotto gdzieś z dala od ludzi. Ona chciała po prostu przyjaźni, zwykłej przyjaźni i sytuacji, w której chłopak miał świadomość, że ktoś się o niego troszczy, że ktoś martwi się czy wszystko u niego w porządku i czy nie potrzebuje pomocy czy nawet najzwyklejszej w świecie rozmowy. Albo, jak to było w ich wypadku, jej monologu przy zdawkowych odpowiedziach i wypowiedziach Ślizgona. Fakt, że doszło między nimi aż do takiego zbliżenia uważała po prostu za efekt tych wszystkich lat znajomości, kumulacji narastającego napięcia i poczucia nieuniknionego końca. Bez względu na to co ten koniec miał oznaczać, co miało się zakończyć, czy to nauka Charlotte w szkole, pobyt Giotto w strefie bezpieczeństwa czy też ich możliwość kontaktowania się bez przeszkód, zbliżało się to wszystko do końca i nie potrafili przejść obok tego obojętnie. Jak widać nie tylko Gryfonka odczuwała to wszystko coraz mocniej i intensywniej.
Dopiero kilkanaście, może nawet więcej minut po obudzeniu się Giotto i Charlotte zaczęła powoli wybudzać się, o czym świadczyć mogło lekkie przeciągnięcie się czy też rozprostowanie i zaciskanie przez nią palców, aż w końcu otworzyła zaspane oczy, walcząc przez chwilę z samą sobą o to aby przyzwyczaić je do światła i zmusić się do tego aby unieść nieznacznie głowę i zerknąć do góry.
Nie da się ukryć, lekko ją zaskoczyło, że nie pierwsza się obudziła, że Giotto najwyraźniej nie spał już od jakiegoś czasu gdyż zdecydowanie korzystniej od niej wyglądał. Nie był bowiem zaspany ani też nie mrużył się jak gdyby słońce próbowało pozbawić go wzroku.
- Trzeba było mnie obudzić jak już wstałeś. Pewnie się nudziłeś. Albo było ci niewygodnie. Albo jesteś po prostu głodny. No cokolwiek. - wyrzuciła z siebie jakże rzeczowo, na koniec zsuwając się z chłopaka wprost na trawę, na której położyła się na plecach i zaczęła przeciągać, czując jak coś przyjemnie przeskakuje jej w plecach i karku sprawiając, że od razu na jej usta wstąpił lekki uśmiech.
Z wciąż zamkniętymi oczami, ziewając cicho, wyrzuciła w powietrze ręce aby i je lekko poprzeciągać, koniec końców kładąc sobie zaraz za głową, a w końcu pod głową, sprawiając tym samym aby wygodniej się leżało.
- Jak myślisz, która jest już godzina? - wtedy też dotknęła pierwszego supła stworzonego na jej głowie przez Giotto, za chwilę dłońmi namierzając kolejnego i kolejnego, a każde to odkrycie sprawiało, że jej twarz wykrzywiała się w grymasie sporego niedowierzania. - Coś ty zrobił. Jak ja to teraz rozczeszę? - wizja konieczności skrócenia włosów wcale jej się nie podobała, kochała je, lecz teraz, gdy już na siedząco badała ich stan narastała w niej wątpliwość czy to co się tam wydarzyło jakakolwiek szczotka rozczesze. Bo jeśli tak to będzie to można uznać za cud.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Czw Kwi 20, 2017 8:20 pm

Naciągnięcie czy nie, fakt był taki, że oboje myśleli o takim, bądź podobnym obrocie spraw i żadne z nich nie zgłaszało żadnych obiekcji, dlatego też wszelkie rozmyślania: kto do tego dążył, dlaczego, po co i tak dalej, nie miały żadnego sensu. Niemniej jednak z pewnością czas jaki ze sobą spędzili i chęć spożytkowania ostatnich wspólnych chwil pomogła im dojść do tego poziomu. Nie wspominając już o tej świadomości, że to być może koniec tej wspaniałej przyjaźni, toteż można było się nieco bardziej odsłonić.
Nie przeszkadzał Charlotte w niczym, gdy ta już się rozbudziła i uniosła swoje powieki. Później jak to ona - wierciła się, przeciągała, ziewała i co najważniejsze kłapała swoją śliczną buźką. Od razu zrobiło się... normalniej i w zasadzie wszystko wróciło do stanu sprzed kilkudziesięciu minut, no może z tą małą zmianą, że leżą obok siebie, a nie ona na nim. Obserwował ją tylko kątem oka, by przypadkiem nie oberwać którąś z jej machających rąk, czy też nie zostać zaskoczonym jakimś pierdolonym źdźbłem trawy, za którymi dzisiaj ewidentnie nie przepadał.
Wywrócił oczami i westchnął lekko, prezentując niejako swoje zmęczenie tym tematem. Znowu myślała, że mu nie wygodnie. A on przeżył najlepszą drzemkę w swoim życiu, ach te Charlotty w stylu Chippendale.
Przekręcił się na bok i wysunął nieznacznie rękę, przejeżdżając palcem po jej policzku.
- Albo było mi bardzo przyjemnie. - rzucił spokojnie, chcąc tym samym oznajmić po raz kolejny Gryfonce, że mu to wszystko odpowiadało, nawet bardzo.
Dopiero gdy dziewczyna spostrzegła się, co też Giotto Nero wyprawił z jej włosami przez te kilkanaście minut "nudy", jaką przeżywał w czasie jej snu, jego twarz nieco spoważniała. Faktycznie chyba przegiął, bo nawet on widział co zrobił jej z fryzurą. Początkowo można to wziąć za lekkie roztrzepanie, ale jak tak dalej się zagłębić, to wiele kosmyków włosów było poplątanych ze sobą i Macmillan z pewnością będzie miała problem z doprowadzeniem tego do ładu.
- Najpewniej to godzina mojej śmierci. - odparł nieco żartobliwie, choć nie można było oprzeć się wrażeniu, że przemawiała przez niego jakaś część prawdziwości tych słów. Chyba naprawdę się obawiał konsekwencji poplątania jej włosów.
Westchnął lekko i tak po prostu patrzył na nią, leżąc cały czas bokiem, szykując się na to co przyniesie los, a najpewniej przyniesie wpierdol. Tutaj to mu nawet Obywatelska Piątka nie pomoże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Czw Kwi 20, 2017 11:23 pm

Racja, lepiej było nie wchodzić w zasięg jej latających na wszystkie strony rąk gdyż nawet nie patrzyła czy ktoś lub coś jest w ich zasięgu. Gdyby mu przyłożyła to by pewnie na początku nie zauważyła, a potem do końca dnia, tygodnia, pobytu w szkole i możliwości kontaktu próbowałaby go jakoś za to przeprosić i udobruchać. Poczucie winy pewnie zżerałoby Charlotte nawet przez sen, dlatego też lepiej dla wszystkich, że leżał na swoim miejscu i się nie wychylał. No, przynajmniej do momentu aż się nie uspokoiła i padaczka jej rąk nie ustała. Wtedy też strefa dookoła Gryfonki stała się bezpieczną i nie zagrażało już nikomu żadne niebezpieczeństwo. Celowe czy też mniej. Ale bardziej mniej zważając, że obok niej był Giotto, a nie ktoś inny, komu przyłożenie prawdopodobnie nie wywołałoby tak wielkiego poczucia winy.
Zauważmy jednak, że skąd Charlotte mogła wiedzieć, że nie tylko ona wyspała się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej? No to, że powtarzał, że było mu wygodnie i zarzekał się, że mu nie przeszkadzała wcale nie oznaczało, że spało mu się jakoś wybitnie. Dlatego też wolała się upewniać prawie tak, jakby to było jej największe hobby na świecie.
- Załóżmy, że ci wierzę, że było ci przyjemnie. - nawet udało jej się lekko uśmiechnąć. No ale wszystko co dobre szybko się kończy.
Teraz była bardziej zaaferowana swoimi włosami i próbą rozplątania jednego z kołtunów, którym Giotto ją uraczył, łamiąc sobie i wyrywając przy tym tyle włosów, że nie była pewna czy jest to prawidłowa technika pozbywania się dzieła zniszczenia zostawionego na jej głowie przez Ślizgona.
- Jeśli będę musiała ściąć włosy przed balem to obiecuję, że cię zabiję. Nic cię nie uratuje przede mną. Żadna wyprawa na drugi koniec świata ani żadne zaklęcie. - warknęła, wymierzając mu kopnięcie w okolice uda, po chwili powracając do swojej trudnej sztuki doprowadzania tego co kiedyś było jej włosami do wersji wyjściowej, z jaką się tutaj pojawiła.
Jeśli się nie uda to je zwiąże i pomęczy się w dormitorium, jednak na świeżo chciała się tym zająć, póki nie splotło się bardziej i nie była na skraju załamania nerwowego. Póki jeszcze wierzyła, że jest w stanie je uratować i dać drugą szansę na życie bez interwencji kogoś z nożyczkami w dłoni.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Czw Kwi 20, 2017 11:42 pm

Jak to było śpiewane w pewnej piosence przez czosnka: teraz oczy na mnie, pokaz parkinsona w walce na głupote nikt mnie nie pokona - tak można było właśnie zinterpretować prawie bezwładne machanie rękami na wszelkie strony, celem rozprostowania wszystkich kości jakie istniały i jakie wymyśliła sobie w tej swojej bujnej wyobraźni. Całe szczęście odsunął się na tyle, że nie został trafiony ani razu, jednakże to nie uratowało go w żaden sposób przed niechybnym opierdzielem za zrobienie z jej włosów strusiego gniazda.
Dobrze, że chociaż odpuściła mu dręczenie go tymi pytaniami czy było wygodnie. No bo ile można tego słuchać? Przekręca się: "czy było Ci wygodnie?", rusza ręką: "czy było Ci wygodnie?", oddycha: "czy było Ci wygodnie?", odpowiadasz "tak było", a ona i tak swoje: "ale czy na pewno było Ci wygodnie?" i tak w kółko, przez bite trzydzieści minut. Naprawdę, gdyby jeszcze trochę go pomęczyła to pewnie palnąłby coś takiego, że tylko można by było zapaść się pod ziemie, albo Macmillan miałaby kolejny powód by przyjebać mu patelnią w łepetynę. Z drugiej strony - jak mało wyobraźni trzeba mieć, myśląc, że może być mu nie wygodnie z taką ślicznotką śpiącą na nim?
Obserwował ją uważnie, patrząc na jej nieudolne próby poprawy fryzury. No nic, trzeba jej było pomóc.
- Nie pozwalam. - rzucił spokojnie. - W tych mi się podobasz. - dodał nieco mniej pewnie, ale tylko wnikliwy słuchacz i obserwator mógłby dostrzec nieznaczną zmianę jego podejścia podczas wypowiadania drugiej części. W każdym razie, gdy tylko zaczęła rozplątywać kołtuny, dołączył do niej, chwytając kilka kosmyków splecionych ze sobą z drugiej strony. Skoro nabroił, to teraz trzeba pomóc to odkręcić. Delikatnie mierzwił dłonią jej włosy, szukając małej "kuleczki" splecionej z włosów, którą mógłby oswobodzić. Takową znalazł i od razu zaczął swą pokutę, starając się zrobić to jak najmniej boleśnie, by nie ciągnąć jej włosów i tak dalej.
- I nie myśl, że dałbym się zabić. - rzekł po chwili. - Chcesz czy nie, obiecałem komuś, że się nie dam. - przymknął oczy na chwilę i uśmiechnął się kącikiem ust, starając się nieco załagodzić całą tą mini aferę, związaną z poplątaniem włosów. Dopiero co uporządkowali wszystko między sobą, a teraz trzeba zrobić to jeszcze z jej włosami... co za parszywy tydzień. I oczywiście wszystko zamieszane z jego winy, jak jakiś gulasz, czy coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pią Kwi 21, 2017 8:52 pm

Giotto powinien się cieszyć, że te wszystkie kości, które sobie wymyśliła w swoim ciele nie istniały naprawdę, bo gdyby istniały to pewnie nie zawahałaby się go uderzyć, wykorzystując pełną moc swojego nadludzkiego ciała. I tak za cud można uznać, że wyłącznie go kopnęła, a nie rzuciła się w jego kierunku z pięściami chcąc zabić za zniszczenie jej pięknych włosów. Przecież fakt, że lekkie poczochranie ich nie przeszkadzało Charlotte ani trochę nie oznaczał, że zrobienie z nich obrazu nędzy i rozpaczy także przejdzie bez większego zwrócenia przez nią uwagi.
I już nie w głowie jej było pytanie czy wygodnie mu było czy też nie. W chwili obecnej nawet jeżeli by mu było przez ten czas niewygodnie i by się na to poskarżył to by obróciła wszystko tak, aby uznać to za karę za dzieło zniszczenia, którego dokonał. Więc nie musiał się już obawiać, że po raz kolejny siódmoklasistka rozpocznie ten temat, nawet nie miała do tego głowy.
Przeniosła na Giotto wzrok słysząc, że w tych mu się podoba i trzeba przyznać, sposób w jaki to powiedział rozmiękczył lekko jej serce i uspokoił nerwy, ale to wcale nie oznaczało, że brunetka nagle pokaże, że wszystko jest spoko i jakoś sobie z problemem poradzi. Nie mogła przecież dać mu satysfakcji, że jedno milsze słówko wypowiedziane w sposób milszy niż zazwyczaj, a ona już jest na każde skinienie palca Ślizgona. Musiała zachować chociaż resztki klasy i godności, pokazać, że aż tak bardzo uzależniona od jego nastrojów była. Chociaż była. Ale o tym Nero nie musiał wiedzieć.
Kiedy chłopak zajmował się jedną stroną jej głowy, Charlotte wzięła na siebie odpowiedzialność za drugą, spokojnie rozplątując każdy kołtun, w mniej lub bardziej bolesny sposób, z mniejszym lub większym powodzeniem.
- Jeśli zginiesz z moich rąk to ten ktoś powinien to zrozumieć. - mruknęła cicho, wciąż udając naburmuszoną, chociaż kąciki jej ust drgnęły w lekkim uśmiechu. Aby to jednak zamaskować przerzuciła rozplątane już włosy na twarz, skupiając się tym razem na pracy w głębszych rejonach jej czupryny, po kilkunastu minutach wzdychając z niemałą ulgą.
Najgorsze z dzieci Giotto rozplątała i nawet nie wyrwała sobie połowy włosów. A do tego zdawało jej się, że jak to rozczesze i umyje to nawet śladu po problemie nie będzie, także już w ogóle nastrój nastolatki powrócił prawie że do wyjściowego, a sama zainteresowana pozwoliła sobie na lekki uśmiech.
- Jak ci idzie? - to, że jej część była gotowa wcale nie musiało oznaczać, że Gio radzi sobie równie sprawnie, chociaż szczerze liczyła i wierzyła, że tak jest.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pią Kwi 21, 2017 9:29 pm

Większa ilość kości nie była równoznaczna z supersiłą, a raczej z wyższym poziomem ewentualnej gibkości, której Charlotte chyba raczej nie brakowało. Tak też racze kopnięcie poczułby tak samo, jak te w świecie realnym - czyli prawie w ogóle, no bo bądźmy szczerzy, siłą fizyczną nie grzeszyła, wyłącznie siłą charakteru i osobowości.
Giotto dość szybko się uczył i tak naprawdę przez te kilka ostatnich tygodni, zaczął wyłapywać wiele rzeczy, które teraz pomagały mu w obcowaniu między innymi właśnie z Charlotte. Wcześniej pewnie zlałby fakt popsucia jej humoru, traktując to jako swoistą zemstę za ataki badylem albo za wypytywanie go o wygodę, tymczasem on tak sprytnie dobierał słowa, że udobruchanie jej było dużo łatwiejsze i mniej nieprzyjemne jak w przypadku przeczekania jej złego nastroju. Mała gra słów, jakiś "przypadkowy" komplement i panna Macmillan już jest na jego skinienie palca. Wiedział o tym doskonale, to, że zadaje się z Nate'm nie znaczy, że sam jest głupi. Druga sprawa, że nie korzystał z tego zbyt wiele, no i na pewno nie miał na myśli wyłącznie swojej pozycji, ale również chciał sprawić jej każdym słowem przyjemność. W ostatnim czasie dużo nad tym myślał i nawet jeśli przyznała, że wystarczyła jego obecność, by była szczęśliwa, to gdy jeszcze obdaruje ją jakimś pozytywnym słowem - oszaleje ze szczęścia. I jak widać to działało, bo nawet po takich ciężkich akcjach jak ta ostatnia z czarną magią, Gryfonka wróciła do swojej pełnej formy.
Radził sobie dość sprawnie z poplątanymi kosmykami jej włosów i tak naprawdę skończyli chyba w tym samym czasie, choć co by nie mówić, bo jego stronie roboczej było zdecydowanie mniej pracy, aniżeli w przypadku tej, którą zajmowała się siódmoklasistka. Cofnął rękę, gdy już wszystko było w porządku i odetchnął głęboko, widząc jej mały uśmiech. To był zdecydowanie jego ulubiony widok.
- Skończyłem. - odparł pewnie.
Przyglądał się jej tak przez chwilę i nawet pomimo tego, że miała "nieco" nieuporządkowaną fryzurę, dalej nie mógł oderwać od niej wzroku. Nie robił tego jakoś łapczywie oczywiście, ale nie dało się nie zauważyć, że podczas gdy Giotto przeważnie przesiaduje z przymkniętymi powiekami, albo patrzy gdzieś w pizdu daleko, to tutaj tylko szybkie mrugnięcia przerywały mu obserwację, a tak to już nic.
- Wybacz, zamyśliłem się. - wyjaśnił powód zaplątania jej włosów, choć raczej tak słaba wersja przeprosin nie przejdzie, no ale liczą się chęci.
Uniósł się do pozycji siedzącej i podprowadził ciało pod drzewo, by oprzeć się o jego korę plecami. Przeniósł dłoń na kark, którym chwilę pokręcił, by stawy i kości odpowiednio mu się przestawiły po tym dość długim leżakowaniu i po chwili skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a w tym samym czasie jego brzuch upomniał się o posiłek, o który ubiega już od dobrych kilkudziesięciu minut z przerwami.
Podniósł się po chwili już do pozycji stojącej i rozprostował plecy, machając przy okazji nieznacznie lewym barkiem.
- Chodźmy coś zjeść. - rzucił spokojnie i podał jej rękę, by pomóc jej wstać, w końcu po takim leniuchowaniu było to nie lada wyzwanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pią Kwi 21, 2017 9:54 pm

Nie była pewna czy powinna się cieszyć czy raczej martwić, że znalazł sposób na to, aby mieć ją w garści w każdym możliwym momencie, że odkrył magiczną moc miłych słów, rozkładających ją na łopatki z prędkością światła. Fakt jednak, że po pierwsze, mieli ograniczony z góry czas jaki mogli ze sobą spędzić, a po drugie, że to właśnie Giotto był tym, który wykorzystywał tę sztuczkę sprawiał, że jakoś łatwiej Gryfonce przychodziło to zaakceptować i pogodzić się z tym. Szczególnie dzisiaj, w dniu, kiedy wreszcie powrócili do normalności po tych ciężkich dniach, które Charlotte była pewna, że odcisnęły się nie tylko na niej, ale także na Ślizgonie.
Słysząc, że on także poradził sobie z włosami uśmiech na ustach nastolatki poszerzył się znacznie, a palce mimowolnie powędrowały do góry aby przeczesać kosmyki i sprawdzić ich stan. I rzeczywiście, może była lekko rozczochrana i prawdopodobnie bliżej jej było do opcji "po uderzeniu pioruna" niż jakiejś bardziej cywilizowanej, ale jednak nie musiała szukać domorosłego fryzjera w murach zamku, a to był niesamowicie wielki plus całej sytuacji.
- Oby to był pierwszy i ostatni raz. Nerwowo nie zniosę kolejnej akcji ratunkowej. - nie powiedziała tego w nerwach, chociaż mogłaby to zrobić. Wolała się jednak roześmiać na koniec i ponownie lekko rozprostować ręce po tej chwili trzymania ich wciąż w górze, co sprawiło, że delikatne mrowienie przebiegało od koniuszków palców do samych barków. Gdy jednak zakończyła swoją prowizoryczną zabawę w przywracanie prawidłowego krążenia kończynom przeniosła wzrok na Giotto, przyglądając mu się przez chwilę z niegasnącym uśmiechem.
Naprawdę cieszyła się, że się pogodzili, równie mocno radością przepełniał jej serce ten dzień jaki razem spędzili. Potrzebowała tego wszystkiego aby łatwiej móc w niedalekiej przyszłości zaakceptować jego wyjazd, wyprawę, z której wciąż, niezmiennie, wierzyła, że wróci.
Zaśmiała się słysząc jak burczy mu w brzuchu bo i sama zaczynała odczuwać głód, dlatego też z wdzięcznością ujęła jego dłoń, podnosząc się z trawy i odruchowo otrzepując tyłek, chociaż pewnie nie tylko on potrzebował oczyszczenia.
I gdy tak szli z powrotem do zamku Charlotte nie omieszkała oczyścić z resztek ziemi pleców Giotto i wytrzepać kilku źdźbeł trawy z jego włosów, doprowadzając go do stanu prawie że jak sprzed obalenia się pod tym drzewem na głazach.
Po wejściu do zamku od razu skierowali się do Wielkiej Sali, gdzie pewnie nawpierdzielali się jak dzicy, jeszcze bardziej tym samym poprawiając sobie nastroje.

zt x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   

Powrót do góry Go down
 
Głazy (nad jeziorem)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
 Similar topics
-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Chatka nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Nad Jeziorem
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart [schowany na czas wakacji] :: Tereny zamkowe :: Blonia -