Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Głazy (nad jeziorem)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Głazy (nad jeziorem)   Pon Wrz 02, 2013 2:26 pm

First topic message reminder :

Na dalekim i mocno już dzikim brzegu jeziora znajduje się nieco zalesiona część plaży; aby tam dojść należy iść linią normalnego brzegu tuż obok skarpy wzgórza - nie należy to do rzeczy najłatwiejszych, ponieważ kończy się tam ziemia i zostaje kupa śliskich kamieni, a kiedy jezioro gwałtownie wzbiera lub jest niespokojne ścieżka jest nie do przejścia. Ta niewielka quasi-wysepka jest interesująca nie ze względu na zachwaszczony skrawek ziemi, ale ze względu na ścieżkę z głazów, jaka od niej odchodzi. Siedem sporych kamulców, wyglądających jak kapsle powbijane tu przez jakiegoś znudzonego Olbrzyma, prowadzą do największego z nich, jaki tkwi na samym końcu.

(Uwaga! Ścieżka z kamieni skrywa się pod wodą na czas przypływu oraz podczas sztormu. Tylko największy głaz na końcu jest na tyle duży, że nadal pozostaje odkryty - jeśli ktokolwiek na nim zostanie podczas przypływu, będzie odcięty od brzegu na jakieś 3 godziny!)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
The author of this message was banned from the forum - See the message
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Kwi 19, 2017 10:22 pm

Charlotte mogłaby się nawet pokusić o zastanowienie co się tak naprawdę zmieniło w ich relacji. Czy chodziło tylko o poczucie zbliżającego się końca i chęć spędzenia ze sobą jak największej ilości czasu, chęć zbliżenia się teraz, bo może nie być żadnego "później", czy może o coś innego? Gdyby nie fakt, że to nie był czas na takie rozważania Macmillan na pewno poświęciłaby temu zagadnieniu jakąś część czasu, pragnąc dojść do samego początku, do pierwszego impulsu, który sprawił, że Giotto przestał postrzegać kontakt fizyczny z nią jako coś niemożliwego do wykonania i przeszedł z nim tak szybko do porządku dziennego. Może, kiedy będzie czuła, że to ich ostatnie spotkanie, to zapyta Ślizgona o to? W końcu tyle już od niego usłyszała w ostatnim czasie, że szczerze wątpiła by jakakolwiek informacja z jego ust mogła ją jeszcze doszczętnie zaskoczyć i sprawić, że nie byłaby w stanie nijak na to zareagować.
Sama nastolatka wchodząc w głębszą fazę snu zaniechała dalszego gładzenia włosów Giotto, a jej dłoń zsunęła się w okolice szyi chłopaka. Wtuliła się także w niego, wygodniej układając głowę tak, że ułożona teraz była twarzą do jego torsu, przestając się także wiercić. Wręcz znieruchomiała w tej jednej pozycji, a jedynym dowodem na to, że jednak wciąż żyła i nie jest spetryfikowana był spokojny oddech poruszający jej tułowiem.
Tym razem nic nie zapowiadało jednak żeby obudziła się tak szybko jak poprzednio, nawet nie wyglądało na to aby miała otworzyć oczy jako pierwsza i obudzić Giotto jakimś piekielnym źdźbłem albo piaskiem, wywołując w nim tym samym awersję do tego typu kwarcu. A tego chyba nikt nie chciał, prawda? Bo jeszcze i z niego by zaczęli się wyśmiewać tak jak robią to z Anakina.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Czw Kwi 20, 2017 7:50 pm

Stwierdzenie, że Macmillan dążyła do takiej właśnie sytuacji mogło być dosyć sporym naciągnięciem, bo na pewno nie robiła wszystkiego z myślą o tym aby koniec końców drzemać z Giotto gdzieś z dala od ludzi. Ona chciała po prostu przyjaźni, zwykłej przyjaźni i sytuacji, w której chłopak miał świadomość, że ktoś się o niego troszczy, że ktoś martwi się czy wszystko u niego w porządku i czy nie potrzebuje pomocy czy nawet najzwyklejszej w świecie rozmowy. Albo, jak to było w ich wypadku, jej monologu przy zdawkowych odpowiedziach i wypowiedziach Ślizgona. Fakt, że doszło między nimi aż do takiego zbliżenia uważała po prostu za efekt tych wszystkich lat znajomości, kumulacji narastającego napięcia i poczucia nieuniknionego końca. Bez względu na to co ten koniec miał oznaczać, co miało się zakończyć, czy to nauka Charlotte w szkole, pobyt Giotto w strefie bezpieczeństwa czy też ich możliwość kontaktowania się bez przeszkód, zbliżało się to wszystko do końca i nie potrafili przejść obok tego obojętnie. Jak widać nie tylko Gryfonka odczuwała to wszystko coraz mocniej i intensywniej.
Dopiero kilkanaście, może nawet więcej minut po obudzeniu się Giotto i Charlotte zaczęła powoli wybudzać się, o czym świadczyć mogło lekkie przeciągnięcie się czy też rozprostowanie i zaciskanie przez nią palców, aż w końcu otworzyła zaspane oczy, walcząc przez chwilę z samą sobą o to aby przyzwyczaić je do światła i zmusić się do tego aby unieść nieznacznie głowę i zerknąć do góry.
Nie da się ukryć, lekko ją zaskoczyło, że nie pierwsza się obudziła, że Giotto najwyraźniej nie spał już od jakiegoś czasu gdyż zdecydowanie korzystniej od niej wyglądał. Nie był bowiem zaspany ani też nie mrużył się jak gdyby słońce próbowało pozbawić go wzroku.
- Trzeba było mnie obudzić jak już wstałeś. Pewnie się nudziłeś. Albo było ci niewygodnie. Albo jesteś po prostu głodny. No cokolwiek. - wyrzuciła z siebie jakże rzeczowo, na koniec zsuwając się z chłopaka wprost na trawę, na której położyła się na plecach i zaczęła przeciągać, czując jak coś przyjemnie przeskakuje jej w plecach i karku sprawiając, że od razu na jej usta wstąpił lekki uśmiech.
Z wciąż zamkniętymi oczami, ziewając cicho, wyrzuciła w powietrze ręce aby i je lekko poprzeciągać, koniec końców kładąc sobie zaraz za głową, a w końcu pod głową, sprawiając tym samym aby wygodniej się leżało.
- Jak myślisz, która jest już godzina? - wtedy też dotknęła pierwszego supła stworzonego na jej głowie przez Giotto, za chwilę dłońmi namierzając kolejnego i kolejnego, a każde to odkrycie sprawiało, że jej twarz wykrzywiała się w grymasie sporego niedowierzania. - Coś ty zrobił. Jak ja to teraz rozczeszę? - wizja konieczności skrócenia włosów wcale jej się nie podobała, kochała je, lecz teraz, gdy już na siedząco badała ich stan narastała w niej wątpliwość czy to co się tam wydarzyło jakakolwiek szczotka rozczesze. Bo jeśli tak to będzie to można uznać za cud.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Czw Kwi 20, 2017 11:23 pm

Racja, lepiej było nie wchodzić w zasięg jej latających na wszystkie strony rąk gdyż nawet nie patrzyła czy ktoś lub coś jest w ich zasięgu. Gdyby mu przyłożyła to by pewnie na początku nie zauważyła, a potem do końca dnia, tygodnia, pobytu w szkole i możliwości kontaktu próbowałaby go jakoś za to przeprosić i udobruchać. Poczucie winy pewnie zżerałoby Charlotte nawet przez sen, dlatego też lepiej dla wszystkich, że leżał na swoim miejscu i się nie wychylał. No, przynajmniej do momentu aż się nie uspokoiła i padaczka jej rąk nie ustała. Wtedy też strefa dookoła Gryfonki stała się bezpieczną i nie zagrażało już nikomu żadne niebezpieczeństwo. Celowe czy też mniej. Ale bardziej mniej zważając, że obok niej był Giotto, a nie ktoś inny, komu przyłożenie prawdopodobnie nie wywołałoby tak wielkiego poczucia winy.
Zauważmy jednak, że skąd Charlotte mogła wiedzieć, że nie tylko ona wyspała się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej? No to, że powtarzał, że było mu wygodnie i zarzekał się, że mu nie przeszkadzała wcale nie oznaczało, że spało mu się jakoś wybitnie. Dlatego też wolała się upewniać prawie tak, jakby to było jej największe hobby na świecie.
- Załóżmy, że ci wierzę, że było ci przyjemnie. - nawet udało jej się lekko uśmiechnąć. No ale wszystko co dobre szybko się kończy.
Teraz była bardziej zaaferowana swoimi włosami i próbą rozplątania jednego z kołtunów, którym Giotto ją uraczył, łamiąc sobie i wyrywając przy tym tyle włosów, że nie była pewna czy jest to prawidłowa technika pozbywania się dzieła zniszczenia zostawionego na jej głowie przez Ślizgona.
- Jeśli będę musiała ściąć włosy przed balem to obiecuję, że cię zabiję. Nic cię nie uratuje przede mną. Żadna wyprawa na drugi koniec świata ani żadne zaklęcie. - warknęła, wymierzając mu kopnięcie w okolice uda, po chwili powracając do swojej trudnej sztuki doprowadzania tego co kiedyś było jej włosami do wersji wyjściowej, z jaką się tutaj pojawiła.
Jeśli się nie uda to je zwiąże i pomęczy się w dormitorium, jednak na świeżo chciała się tym zająć, póki nie splotło się bardziej i nie była na skraju załamania nerwowego. Póki jeszcze wierzyła, że jest w stanie je uratować i dać drugą szansę na życie bez interwencji kogoś z nożyczkami w dłoni.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pią Kwi 21, 2017 8:52 pm

Giotto powinien się cieszyć, że te wszystkie kości, które sobie wymyśliła w swoim ciele nie istniały naprawdę, bo gdyby istniały to pewnie nie zawahałaby się go uderzyć, wykorzystując pełną moc swojego nadludzkiego ciała. I tak za cud można uznać, że wyłącznie go kopnęła, a nie rzuciła się w jego kierunku z pięściami chcąc zabić za zniszczenie jej pięknych włosów. Przecież fakt, że lekkie poczochranie ich nie przeszkadzało Charlotte ani trochę nie oznaczał, że zrobienie z nich obrazu nędzy i rozpaczy także przejdzie bez większego zwrócenia przez nią uwagi.
I już nie w głowie jej było pytanie czy wygodnie mu było czy też nie. W chwili obecnej nawet jeżeli by mu było przez ten czas niewygodnie i by się na to poskarżył to by obróciła wszystko tak, aby uznać to za karę za dzieło zniszczenia, którego dokonał. Więc nie musiał się już obawiać, że po raz kolejny siódmoklasistka rozpocznie ten temat, nawet nie miała do tego głowy.
Przeniosła na Giotto wzrok słysząc, że w tych mu się podoba i trzeba przyznać, sposób w jaki to powiedział rozmiękczył lekko jej serce i uspokoił nerwy, ale to wcale nie oznaczało, że brunetka nagle pokaże, że wszystko jest spoko i jakoś sobie z problemem poradzi. Nie mogła przecież dać mu satysfakcji, że jedno milsze słówko wypowiedziane w sposób milszy niż zazwyczaj, a ona już jest na każde skinienie palca Ślizgona. Musiała zachować chociaż resztki klasy i godności, pokazać, że aż tak bardzo uzależniona od jego nastrojów była. Chociaż była. Ale o tym Nero nie musiał wiedzieć.
Kiedy chłopak zajmował się jedną stroną jej głowy, Charlotte wzięła na siebie odpowiedzialność za drugą, spokojnie rozplątując każdy kołtun, w mniej lub bardziej bolesny sposób, z mniejszym lub większym powodzeniem.
- Jeśli zginiesz z moich rąk to ten ktoś powinien to zrozumieć. - mruknęła cicho, wciąż udając naburmuszoną, chociaż kąciki jej ust drgnęły w lekkim uśmiechu. Aby to jednak zamaskować przerzuciła rozplątane już włosy na twarz, skupiając się tym razem na pracy w głębszych rejonach jej czupryny, po kilkunastu minutach wzdychając z niemałą ulgą.
Najgorsze z dzieci Giotto rozplątała i nawet nie wyrwała sobie połowy włosów. A do tego zdawało jej się, że jak to rozczesze i umyje to nawet śladu po problemie nie będzie, także już w ogóle nastrój nastolatki powrócił prawie że do wyjściowego, a sama zainteresowana pozwoliła sobie na lekki uśmiech.
- Jak ci idzie? - to, że jej część była gotowa wcale nie musiało oznaczać, że Gio radzi sobie równie sprawnie, chociaż szczerze liczyła i wierzyła, że tak jest.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pią Kwi 21, 2017 9:54 pm

Nie była pewna czy powinna się cieszyć czy raczej martwić, że znalazł sposób na to, aby mieć ją w garści w każdym możliwym momencie, że odkrył magiczną moc miłych słów, rozkładających ją na łopatki z prędkością światła. Fakt jednak, że po pierwsze, mieli ograniczony z góry czas jaki mogli ze sobą spędzić, a po drugie, że to właśnie Giotto był tym, który wykorzystywał tę sztuczkę sprawiał, że jakoś łatwiej Gryfonce przychodziło to zaakceptować i pogodzić się z tym. Szczególnie dzisiaj, w dniu, kiedy wreszcie powrócili do normalności po tych ciężkich dniach, które Charlotte była pewna, że odcisnęły się nie tylko na niej, ale także na Ślizgonie.
Słysząc, że on także poradził sobie z włosami uśmiech na ustach nastolatki poszerzył się znacznie, a palce mimowolnie powędrowały do góry aby przeczesać kosmyki i sprawdzić ich stan. I rzeczywiście, może była lekko rozczochrana i prawdopodobnie bliżej jej było do opcji "po uderzeniu pioruna" niż jakiejś bardziej cywilizowanej, ale jednak nie musiała szukać domorosłego fryzjera w murach zamku, a to był niesamowicie wielki plus całej sytuacji.
- Oby to był pierwszy i ostatni raz. Nerwowo nie zniosę kolejnej akcji ratunkowej. - nie powiedziała tego w nerwach, chociaż mogłaby to zrobić. Wolała się jednak roześmiać na koniec i ponownie lekko rozprostować ręce po tej chwili trzymania ich wciąż w górze, co sprawiło, że delikatne mrowienie przebiegało od koniuszków palców do samych barków. Gdy jednak zakończyła swoją prowizoryczną zabawę w przywracanie prawidłowego krążenia kończynom przeniosła wzrok na Giotto, przyglądając mu się przez chwilę z niegasnącym uśmiechem.
Naprawdę cieszyła się, że się pogodzili, równie mocno radością przepełniał jej serce ten dzień jaki razem spędzili. Potrzebowała tego wszystkiego aby łatwiej móc w niedalekiej przyszłości zaakceptować jego wyjazd, wyprawę, z której wciąż, niezmiennie, wierzyła, że wróci.
Zaśmiała się słysząc jak burczy mu w brzuchu bo i sama zaczynała odczuwać głód, dlatego też z wdzięcznością ujęła jego dłoń, podnosząc się z trawy i odruchowo otrzepując tyłek, chociaż pewnie nie tylko on potrzebował oczyszczenia.
I gdy tak szli z powrotem do zamku Charlotte nie omieszkała oczyścić z resztek ziemi pleców Giotto i wytrzepać kilku źdźbeł trawy z jego włosów, doprowadzając go do stanu prawie że jak sprzed obalenia się pod tym drzewem na głazach.
Po wejściu do zamku od razu skierowali się do Wielkiej Sali, gdzie pewnie nawpierdzielali się jak dzicy, jeszcze bardziej tym samym poprawiając sobie nastroje.

zt x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   

Powrót do góry Go down
 
Głazy (nad jeziorem)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
 Similar topics
-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Chatka nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Nad Jeziorem
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Blonia -