Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Głazy (nad jeziorem)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu



PisanieTemat: Głazy (nad jeziorem)   Pon Wrz 02, 2013 2:26 pm

First topic message reminder :

Na dalekim i mocno już dzikim brzegu jeziora znajduje się nieco zalesiona część plaży; aby tam dojść należy iść linią normalnego brzegu tuż obok skarpy wzgórza - nie należy to do rzeczy najłatwiejszych, ponieważ kończy się tam ziemia i zostaje kupa śliskich kamieni, a kiedy jezioro gwałtownie wzbiera lub jest niespokojne ścieżka jest nie do przejścia. Ta niewielka quasi-wysepka jest interesująca nie ze względu na zachwaszczony skrawek ziemi, ale ze względu na ścieżkę z głazów, jaka od niej odchodzi. Siedem sporych kamulców, wyglądających jak kapsle powbijane tu przez jakiegoś znudzonego Olbrzyma, prowadzą do największego z nich, jaki tkwi na samym końcu.

(Uwaga! Ścieżka z kamieni skrywa się pod wodą na czas przypływu oraz podczas sztormu. Tylko największy głaz na końcu jest na tyle duży, że nadal pozostaje odkryty - jeśli ktokolwiek na nim zostanie podczas przypływu, będzie odcięty od brzegu na jakieś 3 godziny!)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Mar 20, 2017 11:42 pm

Wątpiła, że teraz rozstanie będzie proste. Ba, była wręcz pewna, że to nie będzie nic prostego i ostatnia wspólna rozmowa czy ostatni uścisk sprawią, że serce Charlotte rozpadnie się na małe kawałeczki i już nigdy nie poskłada. Była pewna, że nigdy w stu procentach nie pogodzi się z utratą Ślizgona, nawet gdyby nigdy nie doszło do ich zbliżenia, które można było obserwować w ostatnich tygodniach, to i tak umierałaby przez to wszystko co przewidywali, że się wydarzy. Że już nigdy nie będą mieli okazji się zobaczyć, że być może nawet sowy z listem nie będzie dane jej dostać i nawet nie otrzyma informacji czy i kiedy utraciła go bezpowrotnie. Czy został osadzony w Azkabanie czy może jego truchło porzucone zostało gdzieś w rowie?
Po takich myślach i dramatycznych scenariuszach chwila rozluźnienia zdecydowanie była potrzebna. Pozwolić sobie zapomnieć i po prostu być, czerpać radość z tej sytuacji i nie truć umysłu dramatami. Właśnie tak powinny wyglądać ich ostatnie dni w Hogwarcie, powinni czerpać z nich garściami, a nie żywić względem siebie urazę, wypominać sobie błędy w rozumowaniu i w argumentach używanych w czasie kłótni. Tak zdecydowanie było przyjemniej, lepiej.
Szczerze uważała, że byłby w stanie ją ochronić przed każdym złem, które by w tych ostatnich dniach stanęło na ich drodze. Później będzie musiała radzić sobie sama, nauczyć się polegać tylko na sobie gdyż nikt w tych czasach nie był pewnym sprzymierzeńcem, więc póki miała obok siebie Giotto, któremu ufała bezgranicznie, łatwiej było oddychać i myśleć o tym, że nic złego nie może mieć miejsca. Przecież nikt nigdy nie zaopiekowałby się jej życiem z taką troską, z jaką zrobiłby to Ślizgon i była to prawda, której brunetka bronić mogłaby z zaciętością lwicy.
Westchnęła cicho czując jak Giotto przyciąga ją do siebie jeszcze bardziej. Instynktownie wtuliła się przez to w niego mocniej, kciukiem gładząc jego szyję. I także siódmoklasistka zamknęła oczy, czując jak dopada ją senność. Po tym wszystkich nocach kiedy nie spała zestresowana sytuacją, która między nimi się narodziła teraz czuła jak to wszystko z niej schodzi dając miejsce na zmęczenie. I był to dobry moment na powolne odpływanie gdyż była pewna, że jeśli udałoby jej się zasnąć tutaj, teraz, to wyspałaby się jak nigdy dotąd, odpoczywając obok kogoś, z kim byłaby w stanie zasypiać i budząc się co rano.
Wiedziała, że mogą sobie na to wszystko pozwolić gdyż byli całkowicie sami i marne były szanse, że ktoś miałby ich tutaj znaleźć i zakłócić spokój, który wypracowali. Gdyby Giotto wyczuwał, że zaraz może pojawić się w okolicy intruz to nigdy nie dopuściłby do takiego rozluźnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Wto Mar 21, 2017 10:25 pm

Giotto koniec końców nie mógł sobie pozwolić na takie myśli, dlatego też z pewnością, gdy tylko opuści Hogwart, postara się o niej zapomnieć. Nie zrobi jednak tego z przyjemnością i ze zwykłej zachcianki, a po prostu dla swojego bezpieczeństwa. Jakiekolwiek rozkojarzenie w trakcie podróży może być brzemienne w skutkach, a i tak dostatecznie dużo już ryzykuje i bez tego, po co mu kolejne problemy? Oczywiście drugą sprawą było to, czy w ogóle uda mu się choć w minimalnym stopniu ograniczyć myślenie o Charlotte podczas podróży. Nie była mu przecież obojętna i tak naprawdę z trudem było mu przyznawać to, że musi ją opuścić. Można nawet posądzić go o to, że nie chciał tego zrobić, jednakże pewne sprawy wymagają wyrzeczeń i poświęceń, między innymi właśnie tego.
Czy Giotto był odpowiednią osobą do ochrony? Cóż, można odnieść takie wrażenie, ale i on w pewnych wypadkach bywa bezradny. Jest twardy, stanowczy, pewny siebie i przy okazji zawsze chłodno kalkuluje, dzięki czemu ciężko jest go czymś zaskoczyć. Warto jeszcze dodać, że posiada niemały potencjał magiczny, który coraz skuteczniej wykorzystuje. Jednakże czasem wydaje się być wręcz arogancki, może nawet lekceważący niebezpieczeństwo płynące z zewnątrz. No i ciężko się z nim też współpracuje, to osoba która częściej wydaje rozkazy, niż je wykonuje. Czarodziejem może i był dobrym, ale czasami negatywne cechy jego charakteru potrafiły zostawić skazę na opinii "świetnego obrońcy".
Macmillan chyba zbytnio polegała na Giotto, który jednak dzisiaj nie był w pełni sił, a w zasadzie, to już od kilku dni nie był. Zostawiając wyłącznie jemu ocenę otoczenia i całej tej sytuacji, mogła się nadziać na minę, bowiem on przysypiał wyłącznie ze zmęczenia i rozluźnienia, niekoniecznie ze świadomości tego, iż wokół nie ma nikogo. Z drugiej strony jednak było to miejsce nieoblegane przez większość uczniów i pracowników Hogwartu, zatem mogli też sądzić, że nikt ich nie przyłapie na krótkiej sieście. Niemniej jednak gdyby ktoś naprawdę zamierzał zakłócić im ten spokój, Ślizgon ostro by zareagował i w ruch poszłyby nie tylko mroczne spojrzenia i ciche warknięcia.
Przytulił ją bardziej do siebie i zasnął, czując pod świadomie cały czas ciepło bijące z jej ciała. Z pewnością jeśli odsunie się od niego, to on się obudzi, nie ma ku temu wątpliwości, zatem dobrze będzie, jeśli poleżą w tej pozycji trochę dłużej, niż te kilka minut, bo drugi raz raczej już nie uda mu się zasnąć.
Jego objęcie nieco poluzowało się, co oznaczało, że już na dobre odpłynął do krainy snów, całkowicie wyłączając się na wszelkie inne czynniki zewnętrzne poza obecnością Macmillan u jego boku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Wto Mar 21, 2017 11:15 pm

Nastolatka uważała, że tak, czego dowodem były jej poprzednie słowa. Naprawdę wierzyła, że nikt inny nie ochroniłby jej tak jak Giotto i szczerze mogła przyznać, że w sprawie swojego bezpieczeństwa i życia nie pokładała w nikim innym takiego zaufania jak w Ślizgonie właśnie. Własnej rodzinie by nie zaufała bez mgnienia oka, a jemu owszem. Gdyby znaleźli się w niebezpieczeństwie i Giotto powiedziałby jej co ma robić, robiłaby to bez zbędnego zastanowienia. Można ją było nazywać za naiwną, łatwowierną, wciąż dziecinną, jednak w chwilach jak ta, kiedy zasypiała wtulając się w niego dobrze było żyć przekonaniem, że jest ktoś, kto może nie oddałby za nią życia, ale na pewno bardzo się starał aby wyszła z jakiegoś zdarzenia z jak najmniejszymi obrażeniami.
Wszystkie przemyślenia jednak i dywagacje musiały zejść na dalszy plan gdy Macmillan zasnęła wreszcie, palce zaciskając na koszuli chłopaka aby mieć pewność, że nigdzie się nie ruszy bez jej wiedzy. Co prawda leżała na nim prawie całym ciałem, ale środków ostrożności nigdy zbyt wiele, prawda?
Była jednak na tyle zmęczona tymi wszystkimi bezsennymi nocami, że gdy się wreszcie ocknęła, niezbyt wiedziała ani w którym momencie zasnęła, ani tak naprawdę gdzie jest. Dobrej chwili potrzebowała aby wszystko w jej głowie się poukładało i nabrało sensu, aby przypomniała sobie dlaczego tak naprawdę śpi na wysepce na jeziorze, korzystając z Giotto jako z osobistego i przenośnego materaca chroniącego ją przed niewygodą.
Korzystając ze słabego uścisku Nero powoli usiadła i przeciągnęła się leniwie, słysząc jak jej kości przeskakują dając chwilowe uczucie ulgi. Przetarła także twarz dłońmi, ziewając przy tym przeciągle jak gdyby ta drzemka tylko rozbudziła jej apetyt na dalsze spanie. Ale ile można spać na ubitej ziemi? Łatwiej by im było gdyby przetramsmutowali cokolwiek w materac, jednak kto się spodziewał, że od wojny przejdą do wspólnego snu na trawie? Jeszcze ona to pół biedy, bardziej się zastanawiała jak tam Giotto, który nie dość, że swoim ciężarem był dociskany do ziemi to jeszcze jej, czego szczerze mu współczuła.
Siedziała tak chwilę, niezbyt ogarniając świat po tej drzemce, jednak w końcu zaczęło jej się nudzić przez co szturchnęła w końcu chłopaka nogą, mając nadzieją, że to go obudzi i wymyślą razem co dalej robić. I czy w ogóle dalej coś robić razem. No ale siedzieć dłużej w ciszy nie mogła, przez co po raz kolejny go szturchnęła. Zbyt długo ostatnimi czasy wstrzymywała się od jakichkolwiek słów aby teraz marnować okazje na słuchacza, który zawsze cierpliwie znosił jej gadanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Mar 22, 2017 6:17 pm

Raczej nigdzie by się nie ruszył, biorąc pod uwagę to, jak sprytnie przyległa do niego swoim ciałem, opatulając go całą sobą. Wprawdzie ściśnięcie jego koszuli było zbędne, ale jednak to też dało swój efekt i było jakby zwieńczeniem tego, że co by się nie działo, póki ona mu nie pozwoli - nigdzie się nie ruszy. Po prawdzie jednak nie miał zamiaru tego robić, bowiem było mu dosyć wygodnie, pomimo tego, że leżeli na naturalnym podłożu, oddzieleni wyłącznie górną częścią odzienia od delikatnie drażniącej trawy. O dziwo było to tak ułożone miejsce, że nie odczuwał jakiegoś wielkiego dyskomfortu, zasypiając właśnie w ten sposób. Innym powodem tego mogło być to, że nie zwracał na to w ogóle uwagi skupiając swoje myśli wyłącznie na osobie, którą w tym momencie miał obok siebie.
Kiedy ona wstała, on dalej spał w najlepsze, mając za nic to, że się od niego odsunęła i tak naprawdę dotyka go teraz tylko nieznacznie jakąś częścią ciała, siedząc tuż obok niego. Jak widać był już w takiej fazie snu, że nie zwracał uwagi na nic i chyba miał do tego prawo, bo spał już od dobrej godziny. Swoją drogą, to pewnie dobrze mu taki sen zrobi, skoro od kilku dni z wypoczęciem było nieco słabiej.
Wszystkie sny o Charlotte przebranej za sernik bez rodzynek skończyły się, wraz z kolejnym szturchnięciem Ślizgona, który czując delikatny napór z jej strony, mimowolnie rozbudził się z tej słodkiej wizji. Początkowo jednak leżał chwilę jeszcze w bezruchu, dostrzegając po nieco rozświetlonych powiekach, że słońce jeszcze nie zaszło, zatem ciężko będzie się przyzwyczaić po raz kolejny do jego obecności. Leniwie otworzył oczy, widząc przed sobą tylko rozmazany obraz nieba i gałęzi drzew, które nawet nie przybrały jeszcze odpowiednich kształtów, były zwykłymi plamami. Zamknął oczy, chcąc przyzwyczaić się nieco do światła, jednakże z początku nic do nie dało. Powtórzył czynność kilka razy, aż w końcu mógł otworzyć oczy do tego stopnia, by móc rozróżniać kształty, a nie zachowywać się jak Nate podczas zamawiania ubrań na bal - czyli na ślepo.
Poczuł kolejne szturchnięcie, bo Charlotte chyba nie zauważyła, że Nero już się rozbudził. Nie podobało mu się to, zdecydowanie.
- Inaczej wyobrażałem sobie poranki z tobą... - rzucił, wyraźnie narzekając, choć zabrakło mu trochę sił na nadanie odpowiednio poważnego tonu, by mogła to potraktować jako żywe narzekanie.
Domyślał się, że Macmillan również dopiero co wstała, ale potrzebuje po prostu publiki do wygłaszania swoich monologów, a śpiący Giotto raczej jej nie wystarczył. Westchnął lekko wyraźnie zdemotywowany tym wszystkim, zamykając raz jeszcze oczy i przypominając sobie to uczucie, jak leżała tak w niego wtulona, a mu było wygodnie. Teraz już nie było, bo chyba w końcu zwrócił uwagę na to, gdzie leżał, no i trochę szyja go bolała od przekręconej w trakcie snu głowy.
Odetchnął kolejny raz, tym razem otwierając oczy i patrząc w górę, podpierając przy okazji głowę rękami, które ułożył zgięte tuż pod nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Mar 22, 2017 7:14 pm

Naprawdę jej się nudziło kiedy tak siedziała w tej ciszy, nie mając nawet do kogo się odezwać. A sama do siebie mówić przecież nie będzie bo jeszcze by ją uznali za jakąś stukniętą. Chociaż nie do końca wiedziała kto to mógłby być to jednak przezorny zawsze ubezpieczony, przecież Giotto też mógł w każdej chwili się obudzić i usłyszeć co też Macmillan wyprawia, a zdecydowanie ostatnim czego chciała to łatka wariatki, którą by jej doczepił.
Dlatego też tak go szturchała, nie sięgając tym razem po radykalne środki takie jak źdźbło trawy, widząc, że jednak nie jest to potrzebne i Ślizgon powoli walczy aby otworzyć oczy. Wydawało jej się, że całą wieczność przyzwyczajał swój wzrok do słońca, które wciąż ochoczo gościło na niebie, a dzięki któremu nie przemarzli leżąc w tym miejscu. Chociaż może gdyby nawet zimno było to by nie zmarzli, Charlotte tak szczelnie była wokół niego owinięta, że prędzej mogliby się zagotować z gorąca niż przemarznąć.
Gdy wreszcie na nią spojrzał i odezwał się, na twarzy nastolatki pojawił się szeroki uśmiech, a sama zainteresowana przysunęła się i obróciła tak, aby siedzieć twarzą w kierunku chłopaka, nie chcąc zmuszać siebie i jego do przekręcania głów i nadwyrężania karków.
- Chętnie usłyszę jak wyobrażałeś sobie poranki ze mną. - podjudziła go lekko, jednak też siedzieć zbyt długo nie mogła spokojnie, wpadając w końcu na pomysł aby usiąść okrakiem na brzuchu chłopaka, mając dzięki temu jak najlepszy widok na jego twarz. - Poza tym kto powiedział, że poranki by nie wyglądały tak jak sobie wyobrażasz? To jest tylko pobudka po popołudniowej drzemce, a mi naprawdę zaczęło się nudzić. Co prawda mogłam dać ci jeszcze chwilę pospać, ale jak już wspominałam, nie zawsze robię to co bym mogła albo to co powinnam. No, dlatego też nie śpisz. Chyba jedyne co ci pozostało to pogodzić się z tym. - swoją wypowiedź zakończyła lekko wzruszając ramionami, chociaż większego sensu to nie miało gdyż Giotto nawet na nią nie patrzył, leżąc wciąż z zamkniętymi oczami.
Nastolatka oparła jednak w końcu dłonie na jego klatce piersiowej i lekko się nachyliła, pozwalając swoim włosom delikatnie opaść w dół i zahaczyć kilkoma pasmami o twarz szóstoklasisty, chcąc wymusić na nim jakąkolwiek reakcję.
Przecież nie mogli spędzić tych ostatnich dni w całkowitej ciszy. Jeszcze było tyle rzeczy niewypowiedzianych przez Gryfonkę, że chciała to jak najszybciej nadrobić, wręcz nadgonić swój limit dzienny na przyszłość, kiedy to nie będzie miała do kogo się odezwać. Teraz zamierzała w stu procentach wykorzystać obecność Giotto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Mar 22, 2017 11:26 pm

Znał Charlotte dosyć dobrze, przynajmniej tak mu się wydawało, dlatego nie był zaskoczony faktem, iż obudziła go praktycznie tuż po tym jak sama się podniosła. Cud, że dala mu jeszcze te kilkanaście sekund spokoju, bo znając ją, mogłaby bez problemu zaczepiać go jeszcze z pozycji leżącej, drażniąc go na przykład znowu tym pierdolonym badylem. Swoją drogą, ciekawe czy Giotto by w ogóle na to zareagował, biorąc pod uwagę jak mocny miał sen i jak nikłą koncentrację utrzymywał przez cały ten czas.
Tu musiał się zgodzić - było zdecydowanie ciepło, a nawet jeśli temperatura byłaby nieco niższa, raczej nie przejęliby się tym zbytnio, dzięki temu wtuleniu sprzed chwili. Gdyby nie fakt, że byli w cieniu, Giotto z pewnością wstałby spocony, ewentualnie bardzo rozgrzany, co teraz nie miało miejsca. Można by rzec, że znaleźli więc idealną porę pod względem pogody i humorów, by wspólnie się zdrzemnąć.
Zaskoczyła go nieco odpowiedź Macmillan, gdyż nie spodziewał się drążenia tematu wspólnych poranków. Niemniej jednak ogarnął się już na tyle, by móc z pełną swobodą odpowiedzieć jej w swoim, jakże wymijającym, a zarazem celnym stylu.
- Przyjemniej. - skwitował to wszystko jednym słowem z miną "lepiej nie pytaj", chcąc wyraźnie ją nastraszyć.
Kolejne zaskoczenie dopadło go, gdy zachciało jej się bawić w rodeo, dosiadając go w okolicach brzucha, gdy ten delektował się pięknem pogody, liści i nieba, które teraz zostało całkowicie przysłonięte przez postać Gryfonki, jaką miał przed sobą. Niemniej jednak nie czuł jakiegoś dyskomfortu z tego powodu, choć nie była to zdecydowanie jakaś codzienna dla niego sytuacja. Ostatecznie jednak pomimo wstępnego zaskoczenia, teraz całkowicie kontrolował swoje odruchy, choć musiał przyznać w duchu, że trochę mu się to podobało.
Uśmiechnął się lekko, gdy zaczęła nawijać w swoim stylu, na dobre zapominając o kłótni, jaką mieli kilka dni temu. To był ten znak, że wszystko jest już po staremu i mogą cieszyć się sobą. Oczywiście jak to Giotto, słuchał wszystkiego z zamkniętymi oczami, nie odnosząc się do jakiegokolwiek aspektu wypowiedzi przez nią poruszonego. Do tego jednak była przyzwyczajona po latach wspólnych "rozmów", a precyzując: monologów z jej strony w jego obecności.
Kiedy poczuł na twarzy pojedyncze kosmyki jej włosów, które zaczęły muskać jego skórę, powoli uniósł powieki, patrząc spokojnym wzrokiem w jej oczy. Poczuł się w obowiązku, by odpowiedzieć na jej wcześniejsze pytanie, bowiem jej spojrzenie ewidentnie domagało się jakiejkolwiek odpowiedzi, choćby zwykłego "ja mam to w piździe", byleby tylko usłyszała jego głos.
- W ten sposób wyobrażałem sobie raczej wieczory... - powiedział z nieco mniejszą dozą pewności siebie.
Chyba wróciła mu ochota na prowadzenie dwuznacznych debat, bowiem ten komentarz ewidentnie do takich się zaliczał. Teraz mógł sobie na to przecież pozwolić, bowiem podzielił się z nią swoimi uczuciami już wcześniej i tak naprawdę tylko z powodu jego poczucia obowiązku, nie spożytkowali tego w żaden sposób. Co mu jednak szkodzi podroczyć się chwilę? Niedługo nie będzie miał już takiej okazji, a punktowanie w ten sposób zawsze było w cenie. W końcu mało kto nawet niebezpośrednio potrafi stwierdzić, że myślał o wspólnych porankach, o pikantnych wieczorach, czy w końcu o wspólnym życiu, tak jak to miało miejsce podczas ostatniej rozmowy. Chował się z tym dostatecznie długo, by trzymać to w dalszej tajemnicy przed nią. Niby nic to nie zmieniło, ale jednak czuł się dużo lepiej ze świadomością mówienia jej tego co myśli, a nie chowania wszystkiego dla siebie.
Westchnął lekko i ponownie przymknął oczy, mając przed sobą wyłącznie jeden obraz. Dokładnie taki, jak miał chwilę wcześniej przed sobą, tylko zamiast patrzyć na żywo, wyobrażał to sobie. Kij jeden wie po co mu to było, skoro naprzeciwko miał wszystko czego w tym momencie chciał. Pojebany typ, no ale tak to już jest kiedy zadajesz się z Enzo i Nate'm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sob Mar 25, 2017 6:53 pm

Powinien docenić łaskę jaką go obdarzyła, mało komu była skłonna podarować choćby sekundę snu, a Giotto na dobrą sprawę spał ponad minutę dłużej niż sama Charlotte. To nie był przecież przypadek, dlatego też uważała, że nie zrobiła nic złego. Wręcz przeciwnie, że zachowała się bardzo dobrze budząc go i uświadamiając, że to nie czas na przedłużanie odpoczynku. Mogłaby nawet powiedzieć, że Giotto wyśpi się w grobie, ale chyba nie było to adekwatne do sytuacji sprzed kilku dni, szkoda takimi rzeczami psuć atmosferę, która powróciła łaskawie do punktu wyjścia. Albo i nawet poprawiła się względem tego co było przed ich kłótnią. W końcu przyjemniej było wiedzieć po jakim gruncie się stąpa, mieć świadomość, że można powiedzieć wszystko o czym się myśli bez poczucia, że to coś nieodpowiedniego.
- Pf, też mi odpowiedź. - mruknęła szczerze rozczarowana, wywracając przy okazji oczami. Chciała nawet w ramach buntu udawać, że jest urażona, może wręcz obrażona, ale bądźmy szczerzy, kilka sekund bez wypowiadania słów i Charlotte zaczynała się nimi dusić. A samobójstwa na chwilę obecną nie planowała, więc milczenie nie wchodziło w grę.
Kiedy łaskawie otworzył oczy na jej ustach pojawił się jeszcze szerszy uśmiech i nawet włosy przerzuciła na jedno ramię żeby go więcej nie drażniły.
- Tylko wieczory? Naprawdę? Słabą masz w takim razie wyobraźnię. - posłała mu pełne współczucia spojrzenie i nawet poklepała go pociesznie po głowie.
Chociaż obstawiała, że podaje jej okrojoną wersję, i to bardzo okrojoną, to jednak nie sprawiało to, że byłaby w stanie powstrzymać się od jakiegoś niewybrednego komentarza, który przy dobrych wiatrach mógł go pchnąć w kierunku jakiejś reakcji, czegokolwiek, co nie byłoby leżeniem jak kłoda i pokornym zgadzaniem się na wszystko co Charlotte robiła.
Westchnęła więc w końcu cicho i położyła się na chłopaku, leżąc tak chwilę w głową wciśniętą między jego szyję a bark, bardzo poważnie zastanawiając się nad tym co mogłoby go przekonać do jakiejkolwiek aktywności? Ciężko było bowiem coś wybrać, tym bardziej, że bała się, że coś głupiego mogłoby sprawić, że przekroczyłaby niebezpieczną granicę za której znajdowała się niechęć Giotto, a w tamte rejony zdecydowanie nie chciała się zapuszczać.
- Zjadłabym coś słodkiego. Jakieś ciasto. Albo ciastka. Albo czekoladową żabę. Albo nawet fasolki wszystkich smaków, chociaż kiedyś trafiłam na taką o smaku potu, od tamtego czasu mam pewną dozę niepewności w sobie gdy decyduję się na wzięcie jakiejś. Kiedyś mama opowiadała mi, że trafiła na psią kupę i tak strasznie się porzygała, że do tej pory na widok chociażby opakowania ma odruch wymiotny. I ja się jej nie dziwię, nawet chowam przed nią każde moje zapasy ich żeby nie prowokować niechcianych reakcji jej organizmu. Wyobrażasz sobie? Tak zjeść psią kupę? Fu. - mruknęła zdegustowana, obracając głowę tak, że mówiła wprost w skórę jego szyi, palcami lewej dłoni maszerując po kości obojczykowej Giotto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sob Mar 25, 2017 9:08 pm

On doceniał wiele rzeczy, ale na pewno nie łaskę co do snu, który ustawowo należał mu się przez jakieś dziesięć godzin w ciągu dnia. Charlotte z pewnością nie zapunktowała u niego, budząc go przedwcześnie, jednakże też nie straciła na tym zbyt wiele, gdyż koniec końców Nero był gotowy na takową pobudkę, można było to po prostu przewidzieć i niewiele trzeba było się nad tym zastanawiać. Niemniej jednak zaspanie i kilka ostatnich dni, które dały mu się we znaki, skutecznie ograniczyły jego wszelaką percepcję i chęć do jakiegokolwiek kontaktu oraz rozmów.
Specjalnie zagrał w ten sposób, przecież nie będzie wyjawiać jej od razu wszystkiego i wciągać się w automatycznie rozpoczęte gry słowne między nimi. Póki kontrolował rozmowę, czuł się swobodniej, aniżeli gdy palma pierwszeństwa przechodziła w jej ręce. Mogła być zawiedziona, obrażona, mogła sprzedać mu liścia, mogła go nawet znienawidzić, a on i tak nie zmieniłby nic ze słów, które powiedział. Było mu to wyraźnie nie na rękę, dlatego nie było sensu tego drążyć aż tak mocno.
I jakby na zaprzeczenie swych słów kolejna odpowiedź była trochę bardziej dwuznaczna, ale tutaj miał usprawiedliwienie w postaci większego rozluźnienia oraz mniejszego przejęcia się tonem i treścią swych słów. Poza tym, jak widać wyjawienie myśli nie było dla niego jakimś ogromnym ciosem, gdyż Charlotte raczej mocno nie drążyła tematu, ograniczyła się tylko do ciętego komentarza, którym on raczej się nie przejął, albo raczej na pewno rzekłbym. Oczywiście była w błędzie, bowiem jego wyobraźnia sięgała dużo dalej, ale skoro powiedziała i może tak myśli, to już jej sprawa, on nie będzie jej z błędu wyprowadzać, bo co go to tak w sumie?
Kiedy poczuł jak się położyła na nim, w pierwszej chwili nieco się zdziwił, gdyż nie spodziewał się tego, ale w sumie mógł to przewidzieć - Charlotte czasem miała takie odchyły i poza słownym ADHD, które z resztą zaprezentowała od razu po zajęciu tej pozycji, czasem miała również te fizyczne, tak jak w tym przypadku. Podpierał się dalej jedną ręką, a drugą przeniósł za jej plecy, obejmując ją nieco i delikatnie drapiąc, co trwało może kilkanaście sekund. Później drapanie zmieniło się w delikatny masaż wewnętrzną częścią dłoni.
Lekko skrzywił się na temat, który podjęła i raczej nie było dla niego przyjemnością odnosić się w jakikolwiek sposób do jej opowieści o fasolkach i innych "nieudanych" słodyczach. Z drugiej strony... z podtekstów przejść na temat psiego gówna to też trzeba umieć i ktoś tu wspominał wcześniej o psuciu atmosfery...
- Dlatego nie jem słodyczy, zwłaszcza tych magicznych. - odparł spokojnie i chyba tylko na tyle było go stać.
Giotto preferował przekąski słone, albo jakieś dobre, pikantne jedzenie; słodkie rzeczy były dla niego czymś obcym, gdyż zwyczajnie za nimi nie przepadał, było mu po nich zwyczajnie nie dobrze w większych ilościach. Jako Włoch jednak nigdy nie odmawiał na przykład tiramisu, pomimo tego, że jest to ciasto, warto odnotować.
- Ale spaghetti to bym zjadł. - rozmarzył się, patrząc na jej głowę. Jeszcze chwila i jej włosy będą mu przypominać makaron, taką miał właśnie ochotę na jedzenie. I jak na potwierdzenie akurat zaburczało mu lekko w brzuchu, czym on się jednak nie przejął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sob Mar 25, 2017 10:35 pm

Nikt nie mówił o wyjawianiu od razu wszystkich myśli, tego to nawet w najśmielszych snach Charlotte się nie spodziewała. Po prostu liczyła, że dowie się czegoś więcej niż "przyjemniej". W tym jednak momencie to co ona chciała nie bardzo pokrywało się z tym co Giotto chciał Gryfonce przekazać, przez co musiała pogodzić się ze smutnym faktem niedoboru informacji, gdyż nie znała żadnego sposobu na to, aby przekonać go do powiedzenia czegokolwiek. Westchnęła więc sobie wyłącznie ciężko, przełykając tę gorzką pigułkę, z nadzieją, że następnym razem uraczona zostanie chociaż jedną informacją więcej.
Czując jak Giotto zaczyna ją drapać po plecach momentalnie zrobiła koci grzbiet chcąc się nastawić tak, aby drapał w miejscu, w którym najbardziej lubiła, jednak i ta przyjemność nie trwała zbyt długo i już chwilę później powróciła do normalnego leżenia na chłopaku, palcami nie zaprzestając swoich spacerów po jego obojczyku.
- Ja naprawdę nie pojmuję jak można nie jeść słodyczy. Słodycze to najlepsze co ludzie kiedykolwiek wymyślili. Szczególnie czekolada, ją bym mogła jeść kilogramami. I chociaż wiem, że na siłę cię do niczego nie przekonam, to nie zmienia faktu, że nie rozumiem. To tak jakby odbierać sobie jedną z największych przyjemności na całym świecie. Kiedy ta czekolada się rozpływa powoli w ustach, kiedy jej smak dociera do najdalszych kubków smakowych... To jak podróż do raju i z powrotem. - zakończyła rozmarzonym głosem, przymykając oczy kiedy tak o tym wszystkim  opowiadała. Zdecydowanie zbyt długo nie jadła czekolady i było teraz widać efekt odstawienia. Musiała czym prędzej to nadrobić nim całkiem jej na umysł siądzie i nie będzie w stanie myśleć o niczym innym.
Tak jak teraz, kiedy dopiero po dobrej chwili dotarły do niej słowa chłopaka, a także kilkunastu sekund potrzebowała żeby zarejestrować, że zaczęło burczeć mu w brzuchu.
Gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała na niego podejrzliwie, unosząc jedną brew ku górze.
- Jesteś głodny. - zauważyła niczym prawdziwy detektyw, dłonie opierając na swoich udach. - Wracamy do zamku coś zjeść? No chyba, że wolisz iść tam sam, to wtedy odczekam tutaj kilka minut nim ruszę w jego kierunku. Bo słyszę, że chce ci się jeść więc mnie nie okłamuj tylko powiedz w jaki sposób wracamy do szkoły, a raczej w jakiej konfiguracji. Razem czy osobno. - to zadziwiające, że nawet na tak błahy temat Charlotte potrafiła się rozgadać do tego stopnia, że wychodził kolejny mini monolog. Kiedy się tak nad tym dłużej zastanawiała to naprawdę był pod wrażeniem, że Nero potrafił wytrzymać z nią tak długo. I zdecydowanie była mu wdzięczna za tę cierpliwość, którą jej okazywał. Mało kto byłby w stanie znieść z nią tyle czasu co Giotto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sob Mar 25, 2017 11:34 pm

Giotto zawsze był oszczędny w wydawaniu wszystkiego - począwszy od pieniędzy, skończywszy na liczbie wiadomości, jaka wylatywała z jego ust. Dzięki takiej postawie jego słowa miały wielką moc, bowiem znany był z tego, że jeśli już się odzywał, to zawsze trafiał w punkt i musiało być to dostatecznie ważne, a poza tym, było traktowane dużo poważniej, aniżeli takie mini monologi, które raz po raz wykonuje Macmillan. Ograniczanie wypowiadanych słów pozwalało mu też doskonale kłamać i kierować rozmową, dzięki czemu chłopak był w stanie bez problemu porozumiewać się z innymi, nie wyjawiając przy tym żadnych swoich planów czy przekonań, jeśli było to dla niego niewygodne.
Nie zdziwił się, gdy Gryfonka zareagowała na te krótkie pieszczoty, domagając się ich więcej i w odpowiednim miejscu. Nie dał jej jednak zbyt dużo satysfakcji, gdyż po chwili przestał, koncentrując się na słuchaniu jej opowieści oraz na zwykłym cieszeniu się z jej obecności. Ponadto, bardzo podobało mu się to jak sobie paluszkiem jeździła po jego obojczyku, niby takie małe dogadzanie, a jednak bardzo go to ruszało, trafiła bardzo dobrze, jedyne co mogłoby być lepsze to głaskanie go po włosach.
Słuchał mniej zafascynowanie jej żali, jak to można nie przepadać za słodyczami i tylko z grzeczności nie zlał jej do końca. Różnica zdań w tym przypadku była ogromna, jednakże on nie zamierzał tutaj przedstawiać ani swoich racji, ani się wykłócać w jakiś sposób - było mu zbyt przyjemnie, by uczyć ją, że słodycze psują zęby, rośnie od nich dupa i takie tam. Z resztą, jej to chyba nie groziło - jadła, a ciało dalej miała wręcz idealne, musi dużo biegać... i robić dużo przysiadów też pewnie.
Mało brakowało, a sprawdziłby efekty tych przysiadów, całe szczęście jednak powstrzymał swoje dłonie.
Kiedy podniosła się, uniósł lekko brwi, obserwując ją uważnie. Serio się tym przejęła? Facet średnio co piętnaście minut jest głodny, więc jak ten jeden raz nie zje o tej porze, nic mu się nie stanie. Nawet nie przejął się zbytnio samym faktem burczenia, to bardziej ona zrobiła z tego aferę, aniżeli on w ogóle miał w planach poruszać ten temat.
Westchnął lekko, przymykając oczy i dłonią pokierował na jej brzuch, paluszkiem łaskocząc ją lekko w okolicach pępka.
- Dość mam dni bez twojego słowotoku w tym tygodniu, więc wybacz, ale nigdzie się stąd nie ruszamy. - rzekł nieco pretensjonalnie, ale tylko po to, by nadać swojej wypowiedzi odpowiedni ton. Stwierdził wszakże wyraźnie, że Gryfonka jest ważniejsza od jedzenia, a to nie bagatelna sprawa, żal nie skorzystać z jego dzisiejszego podejścia.
Po kilku chwilach otworzył w końcu oczy i obserwował ją już dużo spokojniejszym, a już na pewno - mniej zaspanym wzrokiem. Nawet wysilił się na to, by wysłać jej jeden, mały uśmiech unosząc nieznacznie kącik swoich ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Nie Mar 26, 2017 12:36 am

Nastolatka nie czuła jakiejś wielkiej potrzeby do tego, aby zawsze i wszędzie traktowaną być poważnie. Kiedy chciała aby ludzie postrzegali ją jako kogoś odpowiedzialnego, kogoś, z kim można porozmawiać na jakiś poważny temat to takim też rozmówcą się stawała, jednak na co dzień? Nie czuła żadnej większej potrzeby aby każdy na zawsze zapamiętywał jej słowa, kiedy miała tyle szalonych planów i tyle myśli, którymi chciała się podzielić. Nawet jeśli po głębszej analizie były to plany całkowicie bez sensu.
I oczywistym było, że za każdym razem kiedy Giotto wspominał, że nie lubi słodyczy to Charlotte zaczynała swoje żale. W jej małej główce to się nie mieściło i gdyby nie wypowiedziała jak bardzo tego nie pojmuje to jeszcze trudniej by jej się z tym spało. A tak myśl o tym, że ich nie jada opuszczała umysł i po jakimś czasie była od niej wolna, mając spokój do następnego czasu gdy Ślizgon o tym przypomni. Mówienie o wszystkim było jej sposobem na spokojniejszy sen. Jeśli mogła wypowiedzieć każdą nurtującą ją myśl to potem ta nie tańczyła salsy w jej głowie przed snem ani też nie odgrywała głównej roli w czasie nocnych obrazów.
Serio się tym tak przejęła. Sama nienawidziła być głodna więc no jak ktoś jej bliski był głodny to logicznym było, że to wywoła w niej pewnego rodzaju poruszenie i będzie chciała czym prędzej coś temu zaradzić. No bo jak to tak, jeszcze na głodnego kiedy w brzuchu nie burczy to pół biedy, ale gdy ten zaczynał odgrywać smutne koncerty pod tytułem "nic nie jadłem od dwudziestu minut" to Charlotte momentalnie chciała coś temu zaradzić.
- No dobra, w takim razie ewentualnie mogę zgodzić się na to żeby posiedzieć tutaj jeszcze trochę. Chociaż siedzę to bardziej ja, ty tylko leżysz. Jakby ci było niewygodnie to powiedz, wtedy przestanę na tobie siedzieć i gdzieś na bok się przeniosę. Bo w sumie spałam na tobie, siedziałam na tobie, pewnie musi ci być trochę niewygodnie. Także no, jak ci będzie niewygodnie to mów. - zakończyła wreszcie, ciesząc się niczym głupia kiedy dostrzegła uśmiech Giotto.
Ale co z tego, że mówiła, że jak mu niewygodnie to ma dać znać, skoro zaraz po tym powróciła do leżenia na nim, jedną z dłoni przenosząc na włosy Ślizgona, które zaczęła przeczesywać. Drugą natomiast powróciła na jego obojczyk, jednak wyłącznie ułożyła na nim dłoń, nie mając tak skoordynowanych ruchów i tak wysokiego poziomu koncentracji w tym momencie, aby poradzić sobie z dwoma różniącymi się czynnościami jednocześnie. A wiedziała, że lepiej skupić się na włosach.
- Dawno nie pływałam. - ot, kolejna z myśli Gryfonki, która nijak się miała do ich poprzedniej rozmowy, a która jednak musiała zostać wypowiedziana przez nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Nie Mar 26, 2017 1:25 pm

Chodziło tu wyłącznie o styl bycia, który oboje preferowali. Ona chciała być normalna, on chciał być traktowany zawsze poważnie, dzięki czemu nigdy nie musiał się powtarzać i dodatkowo produkować, było to bardzo wygodne i pożyteczne dla niego, a przy okazji zmniejszało szansę do prowokacji go z jakiejkolwiek strony. Z drugiej strony, pewnie gdyby też kłapał tak dziobem jak ona, to i on przestałby się przejmować tym, czy ktoś go słucha i zapamiętuje jego słowa.
Do słodyczy nie miał się już co odnosić, gdyż wszystko wyjaśnił i jej i tak tego nie przetłumaczy, wszakże Charlotte była mistrzynią w pochłanianiu jakichkolwiek słodkości i do jej wyobraźni nawet nie dochodziły takie myśli, by ktoś mógł nie przepadać za tego typu jedzeniem. Tak jak on jest uparty w sprawie swojego brata, tak ona będzie bronić ideałów jedzenia słodyczy, z równie wielką zaciętością.
Niewygodnie. Prawie się zaśmiał, gdy stwierdziła, że może mu być niewygodnie. To było trochę głupie, bowiem gdyby w rzeczywistości nie czuł się komfortowo, gdy tak na nim siedziała, czy też leżała, to nie miałby skrupułów by zrzucić ją z siebie czy zakomunikować, że nie przepada za tego rodzaju kontaktem i zwyczajowo - niech spieprza. Tymczasem było zupełnie odwrotnie: bardzo mu się to podobało, a przy tym nie czuł jakiejkolwiek niewygody, prawdę mówiąc, to nawet było mu lepiej, gdy miał ją przed sobą, nie musząc kręcić szyją z jednej na drugą stronę, by mieć chociaż część jej sylwetki w zasięgu wzroku. Uwielbiał na nią patrzeć, a im więcej jej widział - tym lepiej dla niego. Mało tego, im częściej się do siebie tulili, czy byli tak blisko siebie po prostu, on jeszcze bardziej tego chciał, to była automatyczna reakcja.
- Jest mi cholernie wygodnie. - podkreślił słowo "cholernie", chcąc nadać wypowiedzi odpowiedni ton.
Kiedy znowu zajęła się jego włosami, Giotto Nero był już w niebie. Było mu tak dobrze, że bez problemu zaśnie zaraz na kolejną godzinę i będzie w jeszcze lepszym humorze oraz formie, niż teraz. Do kolejnej jej myśli nie miał zamiaru się co prawda odnosić, ale słyszał to dokładnie i nawet myślał chwilę o tym, by któregoś dnia wybrać się nad jezioro albo nad morze. Włosi mieli to do siebie, że poza spaghetti, tiramisu i żelem do włosów, lubili też właśnie spędzać całe dnie nad wodą. On urodził się w Palermo, zatem był to jeszcze większy pociąg do tego typu spędzania wolnego czasu.
Jego myśli jednak szybko zmieniły tor i zaczął myśleć o Charlotte w stroju kąpielowym, zapominając całkowicie o całym Palermo, wszystkich morzach świata i przyjemności wynikającej z pływania. Przyjemność wynikająca z patrzenia na tak odzianą Macmillan, była zdecydowanie dużo, dużo większa.
Objął ją jedną ręką i delikatnie drapał po pleckach, tym razem nieco dłużej, bowiem trwało to nawet do kilku minut z krótkimi przerwami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Mar 27, 2017 1:59 pm

Naprawdę uważała, że mogłoby mu być niewygodnie i tylko z czystej chęci nie wzbudzania nowych wojen nie mówił jej, że heloł, Lotta, spierdalaj czym prędzej. Wszytko trzeba było obstawiać, wtedy przynajmniej jakoś zbytnio zaskoczona nie była gdy okazywało się coś innego niż w optymistycznej wersji. Dlatego też wolała wypytać, zagajać, ogarnąć czy aby na pewno Giotto nie przeszkadza, że tak na nim siedziała, leżała, kręciła się i układała szukając najwygodniejszej pozycji, gdy on tak naprawdę miał do dyspozycji ziemię, ziemię no i ewentualnie jeszcze ziemię. Poza tym proszę zauważyć, że się o niego martwiła. Tak troszkę. Bo co prawda mogłaby zapytać wcześniej o to czy nie jest mu za ciężko, ale skoro sama nie odczuwała żadnych dyskomfortów to dopiero teraz wpadła na to, że w drugą stronę może być lekko inaczej.
No ale nie było co wywołało na jej ustach lekki uśmiech. Momentalnie wygodniej zaczęła się układać na nim, w końcu rezygnując z podpierania się na kolanach na rzecz położenia nóg na nogach Ślizgona. Nawet na moment nie przestawała jednak bawić się jego włosami, świadoma, że gdyby przypadkiem położyła się w sposób, który sprawi mu ból bądź dyskomfort to ta pieszczota skutecznie obniży poziom złości mogącej się przez to pojawić.
Sama o pływaniu nie przestawała nawet na moment myśleć, wyobrażając sobie ciepły dzień gdzieś na plaży, gdzie dane jej by było prażyć się w słońcu i pływać na zmianę, czerpiąc garściami z pięknej pogody. Wyobrażała sobie nawet, że na tej plaży jest razem z Giotto i była to miła wizja, sprawiająca, że przymknęła oczy chcąc dać jej jeszcze większe pole do manewru.
I niemalże stuprocentową pewność można było mieć, że gdy tak leżała, rozkoszowała się jego bliskością i drapaniem po plecach, to niewiele będzie jej brakowało do tego aby znowu zasnąć, w ten sposób ofiarując szóstoklasiście chociaż kilka, kilkanaście albo i kilkadziesiąt minut spokoju od jej gadania, wiercenia się i ciągłych myśli opuszczających jej głowę bez chwili chociażby zastanowienia nad ich sensem.
- Giotto, a gdyby teraz słońce spadło? - zapytała już na granicy jawy i snu, nie wiedząc nawet skąd ten pomysł, co też strzeliło jej do głowy, że pragnęła poznać odpowiedź właśnie na to pytanie, a nie jakiekolwiek inne. Pytanie, które miało tyle sensu co nic i które można było z czystym sumieniem zaliczyć do najgłupszych rzeczy przez nią wypowiedzianych. No ale co się stało to się nie odstanie, i chociaż brała pow uwagę możliwość, że chłopak zleje ciepłym moczem to pytanie, to jednak liczyła gdzieś w środeczku, że jednak odpowiedź na nie uzyska. Bo tak. Bo tak chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Kwi 19, 2017 5:55 pm

Charlotte była urocza pod tym względem, choć biorąc pod uwagę fakt, że dosyć długo zajęło jej zrozumienie, iż ta pozycja może nie być wygodna dla Nero, co nie co można było umniejszyć jej chęciom poprawiania wszystkim samopoczucia, niemniej jednak w żaden sposób tego nie negował, ani nie krytykował, w końcu zwróciła się z dozą czułości w jego stronę i chyba naprawdę przejęła się tym, że mogło być mu niewygodnie, pomimo tego, że słowem o tym nie wspomniał, bo przecież tak nie było. Ostatecznie jednak sprawiła mu jeszcze większą przyjemność, gdy przestała się po prostu wiercić, skupiając się wyłącznie na tym, na czym chciał, by się skupiła - na głaskaniu go, a jakże!
Widział po jej zachowaniu, że częstotliwość słowotoku i siła z jaką wypowiada kolejne pytania spada, zatem spodziewał się, iż dziewczynie udzielił się jego senny nastrój, który tak mozolnie budował tymi lakonicznymi wypowiedziami. Co by jednak nie mówić, był pod wrażeniem, bo pomimo tak zdawkowej aktywności, nie zapominała o tym, by bawić się jego włosami i sprawiać mu przyjemność. Nie chciał pozostawać jej dłużny, dlatego delikatnie skrobał ją paznokciami po pleckach, oraz co jakiś czas przenosząc drugą rękę na jej włosy, którymi jak zwykle zaczął się bawić - potem go opieprzy za robienie tych kołdunów i małych supełków, teraz czas na przyjemności.
Pytanie, które zadała było kompletnie z dupy i nie zamierzał na nie odpowiadać. Jeśli ktoś spodziewał się tu jakiejś interakcji, to się zawiedzie, bo tego nie dostanie. Potraktował to jako zwyczajny "syndrom Charlotte", która po prostu mówi żeby mówić, bo jak nie mówi, to jej się samopoczucie psuje i w ogóle jest tak jakoś dziwnie. Chociaż pewnie gdyby zamierzał odpowiedzieć i słońce naprawdę spierdoliłoby się im na łepetyny, to z pewnością rzuciłby czymś prostym w stylu "no, to byłoby w chuj gorąco nawet w styczniu". Ale nie można go posądzać o jakiś brak inwencji czy też wyobraźni, o nie - on po prostu myślał o czym innym. Macmillan w bikini, siedząca na nim okrakiem na plaży i masująca mu plecy, albo jeszcze lepiej - posiadająca pięćdziesiąt rąk i masująca go, głaszcząca, podająca piwo, jakąś przekąskę, oraz wszystkie inne niezbędne rzeczy.
Nawet nie spostrzegł, kiedy znowu zamknął oczy i zasnął, machinalnie powtarzając pewien schemat ruchów, dzięki czemu nawet bez świadomości, dalej sukcesywnie kontynuował pieszczoty jej pleców, czy też zabawę włosami. Z pewnością będzie to bardzo długo wspominać. Nigdy, dosłownie nigdy, nie było mu tak przyjemnie jak teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Kwi 19, 2017 7:54 pm

Długo jej to zeszło bo tak przyjemnie nie czuła się już dawno, a to sprawiało, że jasność pojmowania z jaką zazwyczaj chodziła po świecie spadła na bardzo niski poziom. Chwała, że w ogóle zadziałało i sprawiło, że dziewczyna pomyślała o tym, że może mu być niewygodnie, a gdy już się upewniła, że nie, postanowiła sprawić aby było mu jeszcze milej, nie przestając nawet na moment bawić się jego włosami. Bezapelacyjnie jej samej także przeczesywanie jego czupryny sprawiało przyjemność i dawało dziwny spokój, utwierdzało, że tak, Giotto jest tutaj, nie rozpłynie jej się nagle w powietrzu, nie zniknie w momencie, w którym na jego zniknięcie nie była kompletnie gotowa. Chociaż można było mieć wątpliwość czy Macmillan będzie kiedykolwiek gotowa na to, że Ślizgon zniknie i nie będzie już na wyciągnięcie jej ręki. O tym nie zamierzała jednak teraz myśleć, jej wszystkie myśli odlatywały bowiem spokojnie do krainy snów.
I nie było szans aby zawróciła z tej trasy, tym bardziej kiedy Giotto drapał ją po plecach, a do tego bawił się włosami, potęgując przyjemność jaką czerpała z tego dnia.
Nawet jeśli jednak oczekiwała od niego jakiejkolwiek odpowiedzi to by jej nie dotrwała, zasypiając chwilę po wypowiedzeniu swoich całkiem absurdalnych słów, pozwalając aby po raz kolejny tego dnia jej ciało odpłynęło w objęcia Morfeusza.
Fakt, że zasnęła niejako spowolnił jej mechaniczne działania, jednak dłoń wciąż miarowo, trochę wolniej lecz nieustannie bawiła się włosami Ślizgona, jak gdyby było to coś tak naturalnego, tak często przez Charlotte wykonywanego, że nie potrzebowała świadomości aby móc powtarzać tę czynność mającą na celu umilenie tej chwili jeszcze bardziej, o ile to było w ogóle możliwe.
Sam fakt bowiem, że byli tutaj, razem, bez żadnych kłótni i pretensji do siebie, całkiem zapominając o wcześniejszych problemach sprawiał, że Macmillan była całkowicie szczęśliwa. Mogła bowiem korzystać z tych ostatnich dni razem, których zostało im przecież niewiele. Gdyby się nie pogodzili, wciąż trwając w swoim świecie cichych dni, prawdopodobnie nikt by nie miał możliwości dostrzeżenia uśmiechu na ustach siódmoklasistki do końca jej dni w Hogwarcie. Dni wykreślanych przez nią z przerażeniem w kalendarzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   

Powrót do góry Go down
 
Głazy (nad jeziorem)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Chatka nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Nad Jeziorem
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Tereny zamkowe :: Blonia -