Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Głazy (nad jeziorem)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu



PisanieTemat: Głazy (nad jeziorem)   Pon Wrz 02, 2013 2:26 pm

First topic message reminder :

Na dalekim i mocno już dzikim brzegu jeziora znajduje się nieco zalesiona część plaży; aby tam dojść należy iść linią normalnego brzegu tuż obok skarpy wzgórza - nie należy to do rzeczy najłatwiejszych, ponieważ kończy się tam ziemia i zostaje kupa śliskich kamieni, a kiedy jezioro gwałtownie wzbiera lub jest niespokojne ścieżka jest nie do przejścia. Ta niewielka quasi-wysepka jest interesująca nie ze względu na zachwaszczony skrawek ziemi, ale ze względu na ścieżkę z głazów, jaka od niej odchodzi. Siedem sporych kamulców, wyglądających jak kapsle powbijane tu przez jakiegoś znudzonego Olbrzyma, prowadzą do największego z nich, jaki tkwi na samym końcu.

(Uwaga! Ścieżka z kamieni skrywa się pod wodą na czas przypływu oraz podczas sztormu. Tylko największy głaz na końcu jest na tyle duży, że nadal pozostaje odkryty - jeśli ktokolwiek na nim zostanie podczas przypływu, będzie odcięty od brzegu na jakieś 3 godziny!)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Nathalie Powell
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Sty 11, 2017 9:16 pm

Gdyby Nathalie dokładnie wiedziała co siedzi w Ślizgonie i co planuje, automatycznie chciałaby mu wybić ten głupi pomysł z głowy. To wszystko co miał zamiar zrobić nie było dla niej rozwiązaniem. Mógł jedynie narazić się na zamknięcie w Azkabanie, a co gorsza śmierć. Jest dopiero w szóstej klasie, on nie jest przygotowany na tak wielkie ryzyko. Nie miał styczności z prawdziwymi czarodziejami, którzy poświecili życie dla czarnej magii... Gdyby tylko wiedziała, to wszystko by było inne. Niestety, w takim stanie jakim jest teraz, nic nie może zrobić. Nie wiadomo też czy dowie się tego wszystkie w odpowiednim czasie by zapobiec katastrofie.
Dziewczyna spojrzała na niego i zrobiła niezrozumiałą minę. Nie zwróciła dokładnie uwagi na to, że warknął, bo tego po prostu mogła się w jakiś sposób spodziewać. Może nie poczuła się dobrze, ale rozumiała, że ciężko mu przyjąć pomoc od kogoś kto nic nie wie. Zaciekawiło ją porównanie, bo tego się nie spodziewała.
- Kim jest Charlotte? - zapytała.
Kojarzyła tylko jedną dziewczynę z takim imieniem i jest ona Gryfonką. Nie podejrzewałaby, że Ślizgon mógłby mieć cokolwiek wspólnego z domem lwa, lecz im bliżej poznaję Giotto, tym bardziej uświadamia sobie, że w wypadku tego konkretnego Ślizgona można się mylić.
Nathalie bardzo lubiła wszelkiego rodzaju imprezy czy bale. Właściwie nawet z wielką chęcią się na to szykowała, ale irytowało ją gadanie na ten temat cały czas. Od kiedy było wiadomo, że nadejdzie, po prostu wszędzie można było to usłyszeć. Gdziekolwiek jesteś, cokolwiek chcesz zrobić... To wszystko przez uraz przed egzaminami. Potrzebowała wiele razy samotności od wszystkich ludzi, bo nie mogła ich znieść...
- No może i ważne, ale ile można gadać o jednym. - westchnęła i zmieniła pozycję, która po tym czasie robiła się już dla niej mniej wygodna.
Usiadła sobie po turecku, a pomiędzy nogami położyła zeszyt z pracami, który przed chwilą leżał obok niej. Dopiero gdy zobaczyła, że na brzegu leży kartka ze szkicem śpiącego Gio, szybko schowała ją pod spód.
- Dziękuje ci za tak miłe słowa - odpowiedziała delikatnie speszona, aż poczuła rozpalenie na policzkach. Nerwowo odgarnęła włosy do tyłu i spojrzała na swojego towarzysza. - Jednak trochę się myślisz. Oczywiście, lubię tego typu zabawy, lecz nie wyczekuje balu. Może to ze względu na brak pary mam takie podejście, wtedy przynajmniej miałabym się dla kogo stroić, a tak to podchodzę do tego bardziej neutralnie. - uśmiechnęła się na tę myśl - Mimo to, mam zamiar się tam pojawić, nawet na chwilę by tylko zobaczyć.
Giotto wszedł na dziwny grunt, którego Nathalie jeszcze nie znała. Nigdy nie był dla niej niemiły, ale tylu komplementów w jednej wypowiedzi nie słyszała jeszcze dawno. W sumie nie uważała siebie za brzydką osobę ani jakąś wielce gwiazdę Quidditcha. Miło jednak czasem usłyszeć coś takiego...
- Jeszcze tylko brakuje mi sukienki, bo nie mam pojęcia co właściwie wybrać... - powiedziała jakby do siebie, lecz za chwilę zerknęła na Nero - No takimi głupotami już cię nie będę zamęczać, w końcu chyba żaden facet nie lubi być zmuszony do pomocy przy wyborach sukienek, butów czy biżuterii...
Po tych słowach uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Czw Sty 12, 2017 10:44 pm

Giotto doskonale znał ryzyko swojej podróży, choć wydawało mu się, że jest przygotowany na wszystko. Już od wielu tygodni myślał o odejściu, to stąd te wzmożone treningi, wiele rozmów z Enzo, czy w końcu załatwianie eliksiru u Powell. W ostatnim czasie Ślizgon bardzo się rozwinął, a progres przysłonił mu wszystkie niebezpieczeństwa, jakie mogą na niego czekać. W dodatku nie liczył się z tym, że mógłby trafić do Azkabanu - o tym nawet nie myślał w ogóle. Był świadom konsekwencji swoich czynów, ale chciał pozostać nieuchwytny.
Westchnął lekko na wspomnienie przez samego siebie imienia Charlotte.
- Siódmoklasistka z Gryffindoru. - odparł, nakierowując ją na postać Macmillan.
Wiedział doskonale, że jego bliska znajomość z brunetką jest kontrowersyjna, ale oboje sobie nic z tego nie robili. Nawiązali dość dziwną relację, która z czasem przerodziła się w coś, o czym mogą mówić przyjaźń. Wszyscy mówili, że mają się ku sobie i tak naprawdę, kwestią czasu jest to, zanim się zejdą, ale jednak trwa to już kilka lat i dalej jak traktowali siebie po koleżeńsku, tak dalej to robią. No może jedynym wyjątkiem jest to, że idą razem na bal. Z drugiej strony, jeśli Giotto miał się na nim pojawić, to mógł być bardziej oczywisty wybór niż Macmillan?
Zdziwił się, gdy usłyszał, że Powell nie ma pary. W Slytherinie jeszcze by to zrozumiał, bo tam płeć piękna była dość wybredna do partnerów i tak naprawdę oczekiwały nie wiadomo czego. Nathalie na pewno nie narzekała na zainteresowanie ze strony chłopców, choć nie miał gdzie tego potwierdzić, bo przecież byli z innych roczników. Zwyczajnie domyślał się, albo po prostu brał pod uwagę swoje preferencje, gdyż dla niego Powell byłaby zdecydowanie pierwszym wyborem z całego Hufflepuffu.
Westchnął lekko.
- Aż trudno mi uwierzyć, że jeszcze nie masz pary. - rzekł spokojnie, nawiązując do sytuacji Nathalie.
Gdyby nie miał zobowiązań wobec Charlotte, z miejsca zaprosiłby ją na bal, gdyż nawet w głowie mu się do tej pory nie mieściło to, że blondynka mogła jeszcze nie zostać zaproszona. Z drugiej strony - Hogwart był pełen ciot. Mogła onieśmielać, to prawda, ale że nikt nie zdobył się na odwagę i zaproszenie jej? Debilizm.
- Zaprosiłbym Cię, ale obiecałem, że jeśli się wybiorę na bal, to razem z Charlotte. - rzekł bezpośrednio, uświadamiając Powell, że gdyby nie losowy zbieg zdarzeń, mogliby pójść razem. - Ale skoro ty tam będziesz, to nie mam wątpliwości co do tego, żeby się tam pojawić. - zdecydował nagle po chwili, raz jeszcze pokazując jej, że ma u niego wsparcie, albo coś w tym rodzaju.
Gdy nawiązała już do tematu ciuchów, Giotto wolał pozostać cichy. Nie znał się na modzie i tak naprawdę to inni ludzie pomagali mu wybierać stroje na takie wydarzenia. Całe szczęście jednak nie oczekiwała od niego żadnej wielkiej inwencji, dlatego gdy tylko go w tym uświadomiła, chłopak odetchnął w ciszy z ulgą. W dodatku jej uśmiech był naprawdę pogodny, pierwszy raz od początku tej rozmowy. Nie wypadało tego zaprzepaszczać czymś głupim.
- We wszystkim dobrze wyglądasz, więc po części rozumiem problem. - oznajmił znowu spokojnie i uśmiechnął się do niej kącikiem ust. Okazała mu dziś tyle dobroci i zrozumienia, że poczuł się wręcz w obowiązku, by obdarować ją choć w części podobnym zachowaniem.
O poprzedniej rozmowie zapomniał, a wszystko to przez wspomnienie o zwyczajnym balu. Mógł zaprzeczać i zarzekać się, że te wydarzenie go nie ekscytuje w żaden sposób. Zmiana jego zachowania ewidentnie wskazywała na to, że jednak oddziałuje to na niego w jakiś sposób i to w gruncie rzeczy, pozytywny.
Zerknął kątem oka na jej szkicownik, z którego wystawał pewien malunek. Przymrużył delikatnie oczy, skupiając wzrok całkowicie na nim.
- Co tam masz? - spytał, wyraźnie zaintrygowany tym szkicem. Przypomniał sobie, że to był właśnie ten egzemplarz, który tak nerwowo Nathalie chowała do swojego zbioru projektów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathalie Powell
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pią Sty 13, 2017 6:00 pm

W takim razie nie myliła się. Giotto nie należał do osób "normalnych", więc nawet taka bliska znajomość z Gryfonką nie sprawiła wielkiego wrażenia na Nath. Dla nich nie miało to znaczenia kto jest z jakiego domu. Ważne by ta osoba była wartościowa i godna jakiejkolwiek uwagi. Widocznie dla niego Charlotte była właśnie taka. Nie poznała jej i nie miała okazji rozmawiać, ale jeśli dotarła w jakiś sposób do takiego ciężkiego przypadku jak Nero to jedyne co może powiedzieć to - Kunta Kinte!
- Chyba wiem o kim mówisz. - mruknęła do niego, wciąż przypominając sobie twarz dziewczyny.
Dalsze słowa delikatnie zaskoczyły dziewczynę. Poczuła się wtedy jakby sama nie wiedziała ile jest warta. On przedstawiał to w zupełnie innym świetle niż ona zazwyczaj dostrzegała. Jak już było mówione, nigdy nie uważała siebie za brzydką osobę, ale nigdy też nie miała stada wielbicieli. Możliwe, że nie skupiała się na tym w ogóle, bo właściwie po co? Jej całe zainteresowanie pochłaniał sport, rysowanie, znajomi i dopiero potem chłopcy w wiadomym tego słowa znaczeniu. Oczywiście, Jerome próbował coś tam podrywać, ale Nathalie zawsze gasiła jego zapędy, bo wiedziała, że mówi to wszystkim napotkanym dziewczynom. No i jak tu określić takiego człowieka, no chyba tylko słowami Kunta Kinte!
- Nie ma czym się przejmować, to żadna nowość. - skomentowała to dość obojętnie. Raczej nie należała do obleganych dziewczyn, więc nawet nie spodziewała się dostać jakiegokolwiek zaproszenia. - Miło z twojej strony, lecz chyba nie zabawię tam długo. Może posiedzę chwilę by tylko się pokazać albo odpuszczę sobie. Będę miała czas na dokończenie swoich prac...
Zamyśliła się na chwilę nad tym, bo właściwie ostatnio dość zaniedbała rysowanie. Oczywiście, plany wciąż były i kierowała się tym, ale jednak coś lub ktoś zawsze stawał na jej drodze do realizacji tego zamiaru... No co by tu innego powiedzieć niż Kunta Kinte, po prostu to jest dopełnienie każdej jej myśli...
- No już tak żartować sobie ze mnie nie musisz - powiedziała to z widocznym rozbawieniem. - Ty nawet sobie nie wyobrażasz jaki to jest trudny wybór... - dodała po chwili z uśmiechem, lecz dokładnie ukazując mu w jak trudnej sytuacji się znajduje.
Nathalie zaczęła intensywnie myśleć nad kreacją na ten wielki wieczór. Miała wielki dylemat między długą, złotą suknią i prostą czarną, która kusiła jedynie wycięciami. Nie do końca wiedziała w czym jej będzie lepiej, lecz tą zadumę przerwał głos chłopaka. Właściwie to zniszczyło wszystko w tym momencie. Już myślała, że zdążyła zakamuflować swój mały wybryk, z którego mimo wszystko Gio może być niezadowolony, a tu Kunta Kinte!
- No przecież rysunki - odpowiedziała jakby nigdy nic, lecz dało się odczuć małe drganie w głosie.
To był najgorszy błąd jaki popełniła. Nie umiała kompletnie kłamać, nie wiedziała nawet jak można coś takiego człowiekowi wmawiać. Sama brzydziła się takim zachowaniem, a teraz pokazuje się z bardzo złej strony. Nie mogła pozwolić na to by Giotto miał o niej złe zdanie. Zależało jej na tym by mógł na niej polegać i nie bał się cokolwiek mówić. Ona zawsze starała się być jak najbardziej otwarta, a teraz co? O Kunta Kinte!
Puchonka spojrzała na swoje kolana i westchnęła ciężko. Nie wiedziała czy dobrze robi, bo w ten sposób może mu się narazić. Może to jej głupie sumienie podpowiadało, że tak się nie robi, bo wyrzuty pojawiły się automatycznie. Wyjęła kartkę, którą miał na myśli Ślizgon i bez zbędnych słów podała mu ją po prostu do rąk. Wszystko teraz zależało od jego reakcji...
Aaaa! Zapomniałabym - I'M KUNTA, KUNTA KINTE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pią Sty 13, 2017 7:11 pm

To było dojrzałe i mądre podejście. Oceniać ludzi po tym co dokonali, jacy są i jak bardzo się starają - było to kluczowe w podchwyceniu odpowiedniego rozumowania. Pochodzenie było tylko swoistym dodatkiem, które w jakiś sposób charakteryzowało dany ród - co z tego jednak, że możesz być Blackiem czy Lestrange, skoro poza nazwiskiem nie masz nic? Zacięcia, talentu czy szacunku do innych. Wiadomo, że trzeba być dumnym ze swojego pochodzenia, ale jednak nie można całe życie jechać tylko na tym. Z drugiej strony, nie można też się go wypierać - wszakże nie tego uczył nas Kunta, Kunta Kinte.
Skoro skojarzyła Charlotte, nie było sensu dalej rozprawiać nad jej osobą. Niech Nath wie tylko, że są bardzo do siebie podobne pod tym względem i na dobrą sprawę, obie teraz zaczynają mieć wpływ na Giotto. Powoli zaczynało się to robić niebezpieczne, bowiem gdyby jakimś cudem Powell albo Macmillan dowiedziały się o jego planach, miałby na głowie niezłomne, a zarazem zaradne kobiety o wielkim sercu, które próbowałyby odwieść od głupot.
Jej obojętność co do pary na bal odrobinę go przerażała, choć może lepszym słowem byłoby - dziwiła. Nathalie powinna być świadom swojej urody oraz tego, jak wspaniałą osobą jest dla wszystkich. Rozumiał po części, że mogła nie mieć szczęścia i po prostu nie zdołała znaleźć partnera, ale jednak ciężko było mu uwierzyć w to, że w żadnym z czterech domów nie było nikogo, z kim Nath nie mogła by pójść. Jego zdaniem to była wina tylko i wyłącznie tych cip, które nie miały odwagi ją zaprosić. Jego zdaniem, powinna przebierać w ofertach, a tymczasem nie ma nikogo. To go frustrowało w jakiś sposób, nie tego uczył ich Kunta Kinte.
Westchnął lekko, przyglądając się jej.
- Posiedzisz chwilę, a potem ze mną zatańczysz chwilę. Wtedy Cię puszczę. - zarządził i blondynka nie mogła wnieść żadnego sprzeciwu. On tak postanowił i tak będzie.
Temat przeniósł się na jej rysunki, których cały blok nosiła zawsze przy sobie Powell. Nero czasem dziwił się, skąd ona bierze siły na targanie tego wszystkiego i na poświęcanie temu tyle czasu, ile było wymagane, wszakże arcydzieła nie powstają na kolanie w trzy minuty jak jego praca domowa z historii magii. Miała niewątpliwy talent i zacięcie, no i pożytkowała swój czas oraz energię w jakiś pożyteczny sposób, on tylko spał, albo szukał kolejnych samotni w zamku. Ambicja i zacięcie vs jebany leń. Kunta Kinte.
Otrzymawszy upragnioną kartkę, zerknął natychmiast na nią i dostrzegł początkowy szkic postaci, którą od razu rozpoznał. Jak widać była przy nim dłużej, niż się tego spodziewał i to go w pierwszej chwili zmartwiło. Gdy jednak chwilę pomyślał, to Puchonka nie drążyła tematu jego koszmaru, zatem on w ramach podziękować nie będzie też w żaden sposób oburzał się, że rysowała go śpiącego. Wprawdzie nawet gdyby zrobiła to "tak o", bez żadnych okoliczności, też by raczej się nie uniósł zbytnio. Jeśli chciała go narysować, to czemu nie? Nie przeszkadzała mu przecież w żaden sposób, ani nie truła dupy, że ma być modelem. Kunta Kinte byłby z niej dumny.
Przyjrzał się uważnie pergaminowi i kilka razy pokręcił głową, ukazując swoje zainteresowanie tym tematem. Po chwili odłożył kartkę z powrotem na kolana Nath i... przekręcił się tak, by znowu wylądować głową na jej udach. Tym razem było jednak mniej wygodnie, gdyż siedziała po turecku - no ale Giotto spec od wszelkich leżących pozycji i opierdzielania się, znalazł w końcu wygodne miejsce, główkę mając gdzieś w okolicach górnej części jej uda. Kunta Kinte nie miał takich luksusów.
- To zapłata za używanie mojego wizerunku. - uśmiechnął się nieznacznie, przeinaczając w jakiś sposób całą swoją zagrywkę.
Przymknął oczy i westchnął lekko, czując jak kości wygodnie prostują mu się, a on sam czuje swego rodzaju komfort. Skoro wcześniej pozwoliła mu na takie leżenie, to domyślał się, że teraz również może skorzystać z oferty i sobie trochę poprawić nastrój.
- Tylko jak już będziesz podpisywać rysunek, to nie żaden "śpiący słodziak" czy "uroczy Giottuniuniuniuś". - rzucił trochę w ramach żartu, a trochę na poważnie.
Odetchnął znowu, było mu wygodnie, przyjemnie i ciepło. A w dodatku, miał Nathalie nad sobą, która razem z drzewem zasłaniały mu słońce, by nie waliło po oczach. Life is beautiful, Kunta Kinte.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathalie Powell
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Nie Sty 15, 2017 8:24 pm

Na samym początku znajomości ze Ślizgonem, miała ogromne wątpliwości. Zazwyczaj po prostu unikała osób z tego domu, ponieważ nigdy nie wiedziała jak ma właściwie się zachować w ich towarzystwie. Nathalie, będąc bardzo spokojną osobą, gadatliwą i pomocną, nie potrafiła wyobrazić sobie by ktoś zrobił dla niej to samo. Wręcz nigdy nie myślała w ten sposób, by robić coś za coś. Była nauczona bezinteresowności, kultury i dobrych manier. Zawsze zachowywała się poprawnie, nawet jeśli widziała, że dana osoba na to zasługuje.
Po prostu kroczyła ścieżką, gdzie ważne jest wsparcie i zaufanie. Jeśli ktoś jest w stanie dać jej to samo, będzie dla niej kimś bardzo ważnym, bez względu na to czy jest mugolem czy wielkim arystokratą.  
Może i brak świadomości dziewczyny doprowadzał ją do tego stanu, że wszystkich potencjalnych chłopaków, traktowała po prostu jak kolegów. Miała oczywiście bliższe osoby, do których dołączał coraz bardziej Giotto, ale nigdy nie poczuła czegoś większego. Co z tego, że jest ładna czy ma wielkie serce, nikt jej nie traktował jako potencjalną partnerkę, nawet jeśli chodzi o zwykłą parę na bal. Dlatego się nie przejmowała tym, bo po prostu nie była do tego przyzwyczajona.
- Proponujesz mi taniec? - była delikatnie zaskoczona słowami chłopaka - Jakoś nie widzę cię w tej roli. - uśmiechnęła się w jego stronę.
Puchonka po przekazaniu swojego rysunku chłopakowi, nie wiedziała czy ma na niego patrzeć i oczekiwać reakcji, czy po prostu uciekać przed gniewem. Giotto był w jej oczach człowiekiem zagadką. Nie zawsze potrafiła rozpoznać co może się stać. Jeszcze nie zdarzyło jej się ujrzeć furii chłopaka, lecz po sytuacji z koszmarem i obojętnością i tym jak się teraz zachowuje. Po prostu ciężko cokolwiek powiedzieć i mieć całkowitą pewność.
Spuściła głowę i czekała, jednak to co się stało po chwili... No nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Chłopak położył swoją głowę na jej nogach. Otworzyła szeroko oczy spoglądając na niego i przy okazji, jej usta były uchylone, bo już coś chciała powiedzieć. Najgorsze było jednak wybranie owego pytania. Za dużo myśli na raz, za mało możliwości by wypowiedzieć to co właśnie chciała przekazać. Stwierdziła więc, że po prostu pogodzi się z tą sytuacją.
Gdy trochę otrząsnęła się z tego wszystkiego, mogła zacząć logicznie myśleć.
- Wcześniej leżałeś i jakoś nie narzekałam, więc teraz ma być to moją karą? - uśmiechnęła się rozbawiona jego wyborem, ale za chwilę stwierdziła, że nabijanie się nie jest dobrym pomysłem. - Nie no, masz rację, należy mi się! - dodała już trochę poważniej, lecz uśmiech nie mógł zejść z jej ust.
Przez chwilę przyglądała się chłopakowi jak zamknął oczy. Nie wyglądał jakby było mu wielce wygodnie w tej pozycji. Skoro miała być dla niego przyjemność, to chyba warto mu było trochę ulżyć.
Złapała go delikatnie pod głowę by podnieść ją zaledwie kilka centymetrów nad swoimi nogami. Szybko wyprostowała nogi przed siebie i położyła znów.
- Skoro mam zapłacić za używanie twojego wizerunku, to chociaż w dogodny sposób. - powiedziała i spojrzała w niebo.
Było bardzo przyjemnie. Delikatny wiatr stał się przyjemny, nie czuła już dreszczy na swoim ciele, a temat związany z koszmarem ucichł na dobrze. Czuła się z tym o wiele lepiej, bo drążenie tego jej także sprawiało swego rodzaju ból. Widziała jak ciężko jest przejść przez to wszystko chłopakowi, a im bardziej go poznawała, tym bardziej zależało jej na tym by przynajmniej w jej towarzystwie czuł się lepiej. Wszystkiego mogła się jedynie domyśleć, ale starała się zrozumieć i pokazać, że warto jej zaufać.
Jak usłyszała nagłe słowa Nero, zaśmiała się.
- Giottoniuniuniuś... - powtórzyła przez śmiech - O tym nie pomyślałam, ale dziękuje za podpowiedź. Jak wybiorę jaki będzie nosiło tytuł, dam ci znać, dowiesz się o tym jako pierwszy.
Pokręciła tylko głową na znak, że nie dowierza temu co właśnie usłyszała. Chyba jeszcze ani razu nie czuła się przy Ślizgonie tak swobodnie jak teraz. Uśmiech wprost nie schodził jej z twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sob Sty 21, 2017 12:04 am

Gdyby znał jej opinię na temat Ślizgonów, to w sumie by się jej nie dziwił. Większość dzieciaków z domu Salazara było dość... specyficznych, albo raczej nieprzyjemnych w obyciu. Wywyższali się, puszyli, byli agresywni i aroganccy, a wszystko to za sprawą tego, że urodzili się w bogatszej, bądź objętej wielkimi tradycjami magicznymi rodzinie, która zapewniła im kolor zielony już na starcie. Poza tym stosunek większości Ślizgonów do mugoli był dość niechętny, co automatycznie sprowadzało osoby nawet półkrwi do gatunku podludzi, coś w stylu wegan czy vaperów.
Może i propozycja tańca była trochę na wyrost, gdyż nikt się po nim tego nie spodziewał, ale Giotto był osobą, której nie dało się rozszyfrować. On najpierw musiał coś powiedzieć, by ktoś mógł odgadnąć jego intencje. W końcu jeszcze kilka dni temu miał z nią tylko umowę o ściągnięcie składników do Veritaserum. Dzisiaj proponuje jej taniec na balu, pomimo tego, że idzie z inną partnerką i to w zasadzie zobowiązuje go do tego, by zajmować się kobietą, którą zaprosił. Raz po raz potrafił zaskoczyć i od pewnego czasu zdarzało się też robić to pozytywnie.
- Nic o mnie nie wiesz, Powell. - stwierdził spokojnie, choć mogło to zabrzmieć w pretensjonalnym tonie. W rzeczywistości jednak chodziło o sam przekaz - blondynka nie miała bladego pojęcia o nim i jego zachowaniach, dlatego powinna się spodziewać niespodziewanego jak to mówią.
Nie przeszkadzało mu to, że się nabijała z jego pomysłu na karę. W zasadzie, to on nie chciał jej w jakimkolwiek stopniu zmusić do odpracowania tego. Po prostu liczyła się w tym momencie dla niego tylko i wyłącznie wygoda, a że jej nogi były wręcz idealnym miejscem na położenie głowy, skorzystał z faktu. Jak widać Nathalie to nie przeszkadzało, więc tym lepiej dla nich - oboje będą mieli do tego stosunek albo pozytywny, albo chociaż neutralny. Docenił również jej poprawę pozycji, by było mu jeszcze wygodniej, warto wspomnieć.
Poniekąd chciał ją rozśmieszyć tym, co właśnie powiedział, ale nie spodziewał się aż tak pozytywnej reakcji. Uśmiechnięta Puchonka wyglądała dużo śliczniej, niż zwykle, choć Gio myślał, że nie da się już lepiej wyglądać. Jak widać nawet tak prosta dziewczyna potrafi zaskoczyć i to tak naturalną reakcją.
Na jego twarzy pojawił się mały uśmiech, co zwiastowało, że dobrze czuje się w jej obecności.
- Jesteś w porządku, mała. - rzucił nagle, leżąc głową na jej udach i uśmiechając się lekko z przymkniętymi oczami. Czemu się z nią tym podzielił? Najwidoczniej poczuł taką potrzebę. A no i jeszcze jedno - powiedział jej ostatnio, że spróbuje się na nią trochę otworzyć. I chyba się udało, Kunta Kinte?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathalie Powell
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Sty 23, 2017 9:41 pm

Dziewczyna spoglądając na Nero, zastanawiała się co on właściwie jeszcze ukrywa. Co jakiś czas dowiaduje się różnych dziwnych faktów o nim, lecz nic nie jest konkretnie powiedziane. Zaledwie skrawki, które siłą rzeczy musiał jej powiedzieć. No dobra, przymus to nie jest dobre stwierdzenie, ale sytuacja wymagała jakiekolwiek wyjaśnienia. Nathalie jest dość ciekawska, ale cierpliwa, więc jeśli widzi po kimś, że ten konkretny temat jest nieodpowiedni, stara się załagodzić sytuację. Dokładnie tak samo postąpiła dzisiaj. Wyciągnęła od niego informacje o bracie, który zmarł, ale już nie drążyła czemu, jak się to stało. Było jej szkoda Gio, bo zaczynała rozumieć, że on nie miał z kim porozmawiać o swoich problemach, dlatego teraz jest tak zamknięty. Stwierdziła, że jeśli ta znajomość pójdzie dalej, to będzie próbowała małymi kroczkami pokazywać mu, że może jej zaufać. Każdy powinien mieć taką osobę.
Zaproponowanie tańca przez Ślizgona było zaskoczeniem dla dziewczyny. Czemu właściwie się dziwić, skoro on wiele o sobie nie mówił. Nawet w pierwszym momencie nie przypuszczała, że chciałby w ogóle iść na ten bal.
- Coś tam już wiem. - powiedziała z dość tajemniczym uśmiechem - To, że nie lubisz zielarstwa i według ciebie jest po prostu nudne. To, że potrafisz być miły i rozmowny jeśli tylko chcesz. Nie dużo wiem, ale już to jest coś.
Podsumowała patrząc się na niego dość rozbawiona. Pewnie to nie było wszystko co wiedziała, wnioskowała z jego zachowania czy po prostu się domyślała. Chciała wymienić najpewniejsze fakty jakie przyszły jej do głowy. Te dwie rzeczy akurat zakodowała najmocniej w pamięci.
Gdy zobaczyła uśmiech na twarzy chłopaka, od razu zrobiło jej się ciepło na sercu. Nie dość, że leżał na jej nogach, to jeszcze pokazywał się jej z innej strony. Czuła, że to wartościowy człowiek, który po tych kilku rozmowach zaczął też patrzeć na nią inaczej. Nie znała go dobrze, ale mogła spokojnie powiedzieć, że jest bardzo ciężką osobą. Nathalie jednak zupełnie odwrotnie. Ma bardzo pozytywne nastawienie do świata i zawsze stara się być miła. To nie zmienia faktu, że takie osoby jak ona mogą być po prostu nudne, a on taki nie jest. Ma swoją przeszłość, ma swój tok myślenia i wie czego chce.
Dziewczyna automatycznie obdarzyła swojego towarzysza jeszcze szerszym uśmiechem.
- No wiem. - odpowiedziała zaczepnie - Jednak to nie zmienia faktu, że się zastanowię nad tym tytułem.
Powiedziała oczywiście wciąż żartując, ale w sumie co to za różnica jak to podpisze, to zobaczy tylko Giotto, bo nie miała zamiaru chwalić się tym komukolwiek. Kunta Kinte byłby dumny!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Sro Sty 25, 2017 11:38 pm

Giotto od zawsze był tajemniczą osobą i nie trzeba było śmierci jego brata, by widzieć, że ma swoje sekrety. Gdy jednak Alaude zginął, jego podejście stało się odrobinę bardziej krytyczne do tego i tak naprawdę wszelkie negatywne zachowania tylko się nasiliły. Wybrał drogę samotności, przepełnioną tajemnicami, niedopowiedzeniami, ciągłą niepewnością i niebezpieczeństwami. Był jednak świadom tych wyborów i póki nie dokona zemsty, nie będzie potrafił żyć normalnie, żyć inaczej.
Wiedziała o nim dość mało, biorąc pod uwagę to, co sprezentowała swoją wypowiedzią właśnie w tej chwili. Jednakże koniec końców kto wiedział o nim więcej? Tylko Enzo. Nawet Charlotte, z którą jest tak blisko, nie miała pojęcia o jego planach, działalności czy też o jego umiejętnościach, które wykraczają poza typowe nauczanie w Hogwarcie, wszakże Giotto ma za sobą czarnomagiczne praktyki, jak również posiada rzadką zdolność legilimencji. Nie jest może wybitny ze wszystkich dziedzin magii, ale z pewnością wyróżnia się na tle innych uczniów, nikt o tym jednak nie wie.
Czas leciał mu bardzo przyjemnie, bo było mu bardzo wygodnie. Znajdowali się w tak dogodnej pozycji, że oboje chyba czerpali wzajemną przyjemność z tego zajścia. Temat koszmaru ucichł na dobre, skupili się na drobnych, mało znaczących żartach i na rozmowie o balu. Nie dość, że wygodne było dla niego miejsce, w którym teraz leżał, to jeszcze dialog był prosty i nietoksyczny jego zdaniem, zatem mógł wykazać trochę więcej pozytywnych cech, aniżeli tylko mrok i tajemniczość.
Koniec końców jednak przyszedł czas na to, by się rozstać na jakiś czas. Giotto miał jeszcze do zrobienia kilka rzeczy, które nie cierpiały zwłoki, toteż tak szybko jak sobie o tym przypomniał, tak szybko podniósł się z jej kolan i odetchnął głęboko, rozciągając się, głównie szyję.
- Dzięki, było bardzo... miło? - zakończył pytaniem, gdyż nie wiedział jak miał nazwać jednym słowem połączenie wygody, przyjemnej atmosfery i odzyskania dobrego samopoczucia.
Podniósł się na obie nogi i zarzucił swobodnie szatę na swoje ciało, nie chcąc wchodzić w nią całym ciałem. Zrobił z niej po prostu zwykłe okrycie pleców. Schował ręce do kieszeni i obrócił się, kierując swe kroki w stronę szkoły. Gdy jednak przeszedł dwa pierwsze, stanął w miejscu i obrócił głowę nieznacznie w lewą stronę, starając się zerknąć na blondynkę.
- I proszę, nie rozmawiaj z nikim o moim bracie, zwłaszcza z Enzo... - rzucił na koniec oschłym tonem, nie chcąc, by dziewczyna skupiała się bardziej na jego marach sennych.
Ruszył przed siebie, trafiając po jakimś czasie z powrotem na teren zamku.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathalie Powell
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Czw Sty 26, 2017 7:19 pm

Chłopak leżał na jej kolanach z przymkniętymi oczami. Ona odchyliła się do tyłu i patrzyła spokojnie w niego. Nie miała zamiaru go już obserwować, wystarczająco się napatrzyła przy rysowaniu. Miała ochotę zwyczajnie odpocząć. Nawet jak się nie odzywali to nie było to niezręczne. Czuła się przy nim coraz bardziej swobodnie i pewnie. Nawet mogła stwierdzić, że lubiła takie momenty. Cisze, miłe towarzystwo...
Nagle chłopak podniósł się z jej kolan rozciągając się.
- Tak Giotto, miło. - uśmiechnęła się na to stwierdzenie, może dość niepewne, ale czuła, że miał dobre intencje.
Chłopak podniósł się, a ona skuliła nogi w poprzednią pozycję. Zwróciła w jego stronę wzrok by odprowadzić go tym gestem, lecz Nero odwrócił się do niej jeszcze na moment. Po usłyszeniu jego słów, delikatnie posmutniała. Właściwie nie myślała nawet o tym by rozmawiać o tym z bratem Enzo. Miała wrażenie, że zmianą tematu pokazała mu wystarczający szacunek.
- Nie będę - powiedziała do niego szczerze, a chłopak po chwili zaczął odchodzić w stronę szkoły - To nie zmieni faktu, że będę się martwić... - dodała szeptem do siebie, co było prawdą.
Po tych rozmowach, które dotychczas przeprowadzili, nie miała pojęcia, że jednak coś się zmieni. Może Giotto nie był na tyle rozmowny jakby chciała, ale zdecydowanie potrafiła się do niego bardziej otworzyć. Nawet momentami sobie żartowali, co przyjęła z radością. Nie miała pojęcia czy to przez sytuację, którą widziała podczas jego snu, czy jednak było to spowodowane zmianą tematu. Zdawało się jej jednak, że to drugie lepiej wpłynęło na ich relacje. Ona dała mu spokój i możliwość przemilczenia dziwnego zajścia, on miał szanse odsunąć złe myśli. Tymi małymi krokami powoli zaczynali się docierać. Nawet nie mieli w głowie tego w jaki sposób się poznali i co było ich pierwotnym planem.
Właśnie!
Przypomniała sobie o tym, że właściwie obiecała chłopakowi załatwić składniki na eliksir. Już wysłała list swojemu ojcu, ale nie zdążyła go o tym powiadomić. Niestety, było już za późno. Ślizgon był zbyt daleko by mógł usłyszeć co mówi. Nie chciała za nim biec, bo z pewnością miał o wiele lepsze zajęcia niż rozmowy z nią. Może to i lepiej... Sama w sumie nie wiedziała czy dostanie list ze zgodą, a nie chciała robić mi ogromnej nadziei na to.
Po chwili patrzenia w przestrzeń i zastanawiania się nad tym co powinna właściwie robić. Wstała i tak samo jak Nero, ruszyła w stronę zamku.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Mar 13, 2017 11:25 pm

Dzień po treningu legilimencji z Enzo, Giotto odczuwał pewnego rodzaju dyskomfort, który objawiał się bólami głowy i słabszą percepcją wszystkiego wokół. Dodatkowo, użytkowanie czarnej magii w tak wczesnym stadium edukacji magicznej, nie poprawiało wcale jego stanu, wręcz przeciwnie - wszystko kumulowało się, tworząc pulsujący ból w okolicach raz to prawej, raz to lewej skroni Ślizgona. Czuł, że w ostatnim czasie przegiął nieco z treningiem dosyć ciężkich rzeczy, dlatego koniec końców był zmuszony do odpoczynku i do zaczerpnięcia skądś dodatkowych sił na przeżycie tych kilku dni, póki bóle nie ustaną. Wybrał więc najbardziej przyziemną metodę, jaką jest spacer na świeżym powietrzu.
Korzystając z ostatnich dni w Hogwarcie, zaliczył chyba większość swoich ulubionych miejsc, podążając różnymi drogami, wydeptanymi i nie, które doprowadziły go w końcu do głazów nad jeziorem. Sprytnie przeskoczył kilka razy i znalazł się na małej wysepce, która była wręcz idealnym miejscem do odpoczynku. Pogoda zwiastowała już udane wakacje, zatem nie omieszkał nie skorzystać z takich warunków do odpoczynku.
Znalazłszy się w okolicach swojego ulubionego miejsca, przysiadł pod drzewem i oparł się wygodnie, wzdychając głęboko. Przymknął oczy i uniósł nieznacznie głowę ku górze, chcąc by promienie słońca oblały jego zatroskaną twarz. Chłopak myślał o wielu rzeczach - o legilimencji, o czarnej magii, o swoim bracie, o Enzo, o podróży, o balu, aż w końcu dotarł myślami do swojej partnerki Charlotte, z którą nie rozmawiał od czasu tej feralnej kłótni na błoniach, a do balu zostały raptem dwa dni!
Uniósł jedną nogę i zgiął ją w kolanie, podpierając stopą ziemię, położył jedną rękę wyprostowaną na kolano i tak po prostu obserwował taflę wody, która znajdowała się około sześciu metrów od niego. Wziął jeden mały kamyk i rzucił nim z pozycji siedzącej prosto w wodne lustro, powodując mały plusk, przy czym ewidentnie się nad czymś zastanawiał. W pewnej chwili jednak złapał się jedną dłonią za twarz, konkretniej za czoło i skroń, przymykając trochę mocniej oczy. W głowie ponownie mu zapulsowało, a on poczuł niemały przypływ bólu, który zaczynał już go męczyć. Kiedy wszystko się uspokoiło, on odetchnął kilka razy gwałtowniej, aż uspokoił się znowu i odetchnął głęboko, odchylając głowę nieznacznie do tyłu. Przymknął oczy i tak po prostu siedział, ciesząc się z chwil, przy których nie był obecny jakikolwiek ból głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Pon Mar 13, 2017 11:52 pm

Od kilku dni starała się o niczym nie myśleć, a tym bardziej z nikim spotykać. Naprawdę nie widziało jej się tłumaczyć dlaczego wygląda jakby nie spała już którąś noc z kolei, ani tym bardziej wyjaśniać, że nie ma najmniejszej ochoty rozmawiać o tym co sprawia, że nie uśmiecha się tak często jak do tej pory. Nie było jej do śmiechu kiedy wspomnieniami wracała do wydarzeń sprzed kilku dni, a przed jej oczami pojawiał się obraz Giotto rzucającego czarnomagiczne zaklęcie. I do tego jego słowa i próba kierowania jej życiem, to wszystko budziło w niej niemałe emocje, z którymi nie potrafiła sobie poradzić.
Dlatego też przez ten cały czas chowała się w różnych miejscach w zamku, zapuszczając się w pomieszczenia i korytarze, których do tej pory nie miała okazji odwiedzać. Wszytko po to aby przypadkiem nie wpaść ani na Ślizgona, ani na jego brata, ani tym bardziej na Lenę lub kogoś ze swojego domu. Do dormitorium wracała tylko na noc, i to tylko po to aby przeleżeć całą noc w łóżku obserwując baldachim nad nim, a nad ranem wymknąć się niepostrzeżenie i dalej być ze sobą sam na sam.
Dzisiejszy dzień był jednak na tyle piękny, że nawet jej zaszywanie się w zakamarkach musiało przejść na dalszy plan. Wywabiona z zamku przez słońce przemierzała błonia, coraz głębiej i dalej się w nie zagłębiając aż nie dotarła nad jezioro i nie dostrzegła głazów, na których tak bardzo się skupiła przeskakując po nich i próbując nie wpaść do wody, że dopiero gdy znalazła się na małej wysepce dostrzegła, że po pierwsze, nie jet tam sama, po drugie, wpadła na tego, którego unikała.
Nie zamierzała jednak uciekać, nie była tchórzem (a przynajmniej tak sobie wmawiała), dlatego też okrążyła drzewo o które Giotto był oparty i usiadła po jego drugiej stronie, plecami i głową opierając się o pień. I chociaż teraz uważała, że dobrze zrobiła nie uciekając, to obawiała się gdzieś wewnątrz, że może dojść do sytuacji, w której potępi samą siebie za głupotę i zostanie w tym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Wto Mar 14, 2017 12:31 am

Źle się stało, że Charlotte zobaczyła go, gdy akurat trenował czarną magię. Ze wszystkich ostatnich treningów i ćwiczeń, dopiero wtedy pierwszy raz próbował zastosować zaklęcie Accidum praktycznie i akurat musiało się to stać przy Gryfonce. Wiedział doskonale, jaki dziewczyna miała stosunek do tego typu praktyk, między innymi właśnie dla tego nie informował jej o tych praktykach. Stało się jednak co się stało i oboje przez ten czas unikali nie tylko siebie nawzajem, ale również innych, spędzając każde kolejne godziny w samotności. Dla niego była to oczywiście norma, okraszona bólami głowy, jednakże dla niej było to zapewne coś nowego i musiało budzić to niepokój wszystkich wokół, wszakże skoro zawsze było jej wszędzie pełno, to gdzie teraz była, ukrywając się przed światem i co musiało się stać, że tak desperacko unika kontaktu?
Nie przewidział tego spotkania, bowiem nie zamierzał w najbliższym czasie jej nawet szukać. Co prawda gdyby wziął się za to, zapewne dość szybko dorwałby ją gdziekolwiek, jednakże wolał przeczekać burzę i poczekać, aż dziewczyna choć trochę ochłonie. Przez ten czas jednak starał się dowiadywać wśród różnych ludzi, co się dzieje u Macmillan i czuł się z tym dosyć dziwnie, gdyż dotąd wiedział wszystko z pierwszej ręki, od niej samej, tymczasem teraz musiał wypytywać wszystkich o jej samopoczucie i to co robi. Pomimo świadomości błędu i żałowania słów, które wtedy wypowiedział, nie był jednak gotów na spotkanie oko w oko. Mało tego, duma nie pozwalała mu przyznać się do błędu tak szybko i obrywał chyba na tym podwójnie, bo im dłużej był gdziekolwiek bez niej, tym gorzej się czuł. Zwalał to oczywiście na swoje ostatnie treningi, ale wiadomo wszem i wobec, że to nie tylko o to chodziło.
Udawał spokojnego, gdy dostrzegł ją kątem oka, jednakże w środku zamarł. Nie mógł z siebie wydusić słowa, a przy tym wszystkie myśli o niej, które objawiały się w ostatnich tygodniach, raptem skumulowały się w jednej chwili, powodując niemały ból głowy u niego. Ponownie złapał się za głowę i przeczekał aż to wszystko minie i gdy już ona zajęła miejsce po drugiej stronie drzewa, on się uspokoił, szufladkując przy okazji wszystkie swoje myśli.
Spojrzał na czyste niebo i chwilę poczekał, po czym postanowił się odezwać do Charlotte.
- Wszyscy martwią się o ciebie. - rzekł spokojnie, jak gdyby nic takiego się nie stało. Nie wiedział bowiem jak zacząć rozmowę, dlatego też postanowił rzucić pierwszą lepszą myślą, jaka przyszła mu do głowy.
- Powinnaś się trochę ogarnąć. - rzucił.
W swoim zachowaniu nie widział nic złego, ale po prawdzie był bezczelny, rzucając do niej takimi tekstami. Zdawał sobie sprawę z wagi swoich słów, ale jednak dalej starał się być zimnokrwisty, bowiem z poprzednich doświadczeń było widać, że bycie szczerym i uczuciowym niczego dobrego nie przynosi. Niemniej jednak chyba nie miał prawa mówić takich rzeczy, a jednak to robił. Pierdolony drań.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i przymknął oczy wzdychając lekko.
- Cieszę się, że nie uciekłaś. - dodał na koniec już dużo lepszym i łagodniejszym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Wto Mar 14, 2017 1:24 pm

Ona także nie przewidziała spotkania. Przecież tak dobrze udawało jej się go unikać na wszelkie możliwe sposoby, pojawiać się tylko tam gdzie miała pewność, że go nie zastanie i znikać kiedy tylko dostrzegła go gdzieś w oddali, że całkowicie odepchnęła od siebie myśl, że w końcu może dojść do sytuacji, w której to na niego wpadnie i nie będzie odwrotu. Tak jak teraz, zdecydowanie nie miała w planach uciec stąd gdyż mama od małego powtarzała jej, że powinna mierzyć się ze swoimi lękami nim narosną do tak wielkich rozmiarów, że nic się nie da z nimi zrobić. Tak więc była, siedziała, i czuła jak wszystko w niej na przemian szaleje i zastyga, nie mogąc zdecydować się co jest najlepszym wyjściem.
Nie czuła się najlepiej z tym wszystkim, a strachy, które do tej pory były podsycane jedynie jej konfabulacją nabrały realnych kształtów i wizji, że on naprawdę chce wybrać się w samobójczą misję. Że Giotto naprawdę uważał, że już teraz jest w stanie poradzić sobie ze wszystkim co napotka na swojej drodze, a to momentalnie sprawiało, że Charlotte w głowie miała jedną myśl, że on już nie wróci. Chociaż jeszcze niedawno obiecywał i zarzekał się, że pewnego dnia zapuka do jej drzwi, to na chwilę obecną dziewczyna widziała to całkowicie inaczej. I czuła niewyobrażalny zawód, że postrzegał to wszytko tak bardzo egoistycznie, że nawet nie pomyślał o tym jak paraliżujący, wielki ból dopadnie ją jeśli rzeczywiście coś mu się stanie.
Że nie dostrzegał jak ważnym elementem jej życia się stał, a każda chwila bez niego była bezwartościową.
- Niezbyt interesują mnie ci wszyscy. - odparła obojętnym tonem, gdyż prawdę mówiąc od ich spotkania zdanie większości osób w szkole przestało mieć dla niej jakieś znaczenie. Oni nie wiedzieli tego wszystkiego co Charlotte, a dziewczyna nie zamierzała nikomu opowiadać o tym, czego się dowiedziała.
Kolejne słowa Giotto sprawiły jednak, że palce brunetki zacisnęły się na kępce trawy, którą wyrwała nawet tego nie spostrzegając.
- Jeszcze raz spróbuj mi narzucać co powinnam, a czego nie powinnam robić, a nie ręczę za siebie. Mam własny umysł, którym potrafię się posługiwać gdybyś do tej pory nie zauważył. - warknęła rozgniewanym głosem, nie mogąc uwierzyć, że on wciąż starał się nią kierować jakby była tylko marionetką, której musi mówić jak dalej ma postępować. Czuła się przez niego boleśnie uprzedmiotowiona.
- Obym nie pożałowała, że tego nie zrobiłam. - powoli zmieniła swoją pozycję aby teraz leżeć na trawie, obserwując jak słońce przebijające się przez liście drzew tańczy na jej skórze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Wto Mar 14, 2017 6:51 pm

Po ostatniej ich kłótni, Giotto poważnie zaczął się zastanawiać nad tym, czy aby na pewno podróż teraz jest dobrym pomysłem. Charlotte wysunęła mu kilka racji, których on nie miał jak skontrować swoją odpowiedzią. Pomimo częściowej arogancji i zbytniej pewności siebie, nawet do niego po jakimś czasie dotarło, że brak mu doświadczenia, które może okazać się niezbędne w przyszłych potyczkach. Doszedł do tego jednak dopiero wtedy, gdy był już nieco spokojniejszy i mógł spędzić chwilę sam ze swoimi myślami, zapominając całkowicie o tym, że należało też przemyśleć inne kwestie - jego zachowanie względem Charlotte i wszystko to co powiedział do niej, jak gdyby była dla niego nikim w tamtej chwili. Niestety jednak był zbyt skupiony na sobie, by dostrzec jak bardzo zranił Macmillan.
Był bezczelny, ale też nie wiedział jak z nią rozmawiać po ostatnim zdarzeniu, uznał zatem, że bycie w jakiś sposób normalnym względem niej, będzie odpowiednim rozwiązaniem, tymczasem okazało się, że jest w wielkim błędzie. Powoli zaczynał żałować, że wyjawił jej wszystkie swoje plany, bowiem męczyło go już jej zachowanie, a nie zapowiadało się na żadną poprawę. Oczywiście on również nie dawał powodów ku temu, by mogła zmienić swoje podejście do niego, ale on nie widział w tym nic złego, uznał, że Gryfonka po prostu sama się ogarnie, prędzej czy później.
Nieco zmieniło się jego postrzeganie tej sprawy, gdy warknęła w jego stronę, ukazując mu swoje niezadowolenie faktem ponownej próby układania jej życia. Nigdy nie widział jej tak wkurzonej i jak widać żal trzymał się jej do tej pory, co nie było dobrym zwiastunem.
Westchnął lekko i postanowił nie odpowiadać na jej pretensje, wolał to po prostu przemilczeć. Gdy jednak nieco rozładowali atmosferę, postanowił zmienić swoją pozycję tak, by rozmawiać z nią w trochę wygodniejszy sposób. Uniósł szanowne cztery litery i przesunął się kilka metrów idąc wzdłuż drzewa i gdy dotarł już do niej, mając ją w zasięgu wzroku, zgiął kolana i opuścił się, zajmując miejsce na trawie.
Mimowolnym ruchem ręki od razu powędrował na jej włosy, nie mogąc się powstrzymać od krótkiej zabawy ich kosmykiem w okolicach prawego ucha. Szybko jednak zaniechał czynności, nie chcąc prowokować jej do niczego.
- Dotąd lubiłaś spędzać ze mną czas, tak sądzę. - rzucił spokojnie, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
Obniżył się jeszcze bardziej i po prawdzie leżał już na dobrą sprawę, przysuwając się nieznacznie jeszcze w jej stronę tak, by czuć chociaż pojedyncze kosmyki jej włosów w okolicach swojej głowy. Po tych kilku dniach ciszy i braku spotkań z nią, ewidentnie zapragnął wszelakiej maści kontaktu. Od pewnego czasu przecież do puli dodano również ten fizyczny, który spodobał mu się do tego stopnia, że dziś pozwolił sobie już samemu pobawić się chwilę jej włosami.
Przymknął oczy i odetchnął głęboko, czując, jak uspokaja się nieco, co było zapewne efektem jej obecności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   Wto Mar 14, 2017 11:35 pm

Nie do końca wiedziała dlaczego tak oschle się względem niego zachowywała. Może to był po prostu jej sposób na to aby całkiem się nie złamać i nie zacząć go błagać aby nie wyjeżdżał tak wcześnie? Chyba coś w środku ją blokowało mówiąc, że jeżeli będzie się od niego odcinała to nie będzie tak bardzo bolało, ale to wcale tak nie działało. Chociaż go unikała i robiła wszystko aby na Giotto nie wpaść przypadkiem, to prawda była taka, że teraz, będąc tu z nim, uświadamiała sobie jak bardzo za nim tęskniła i jak niewyobrażalnie źle jej się żyło z myślą, że więcej może nie mieć okazji przebywać z nim tak jak kiedyś, cieszyć się z jego bliskości jak jeszcze kilka dni wcześniej, gdy tak spokojnie leżał na jej kolanach na parapecie.
Słysząc jednak jak Giotto wstaje Charlotte momentalnie zamknęła oczy i wstrzymała oddech, próbując nie pokazać, że przez krótką chwilę wszystko stanęło jej w miejscu na myśl, że Ślizgon się zaraz wycofa i zostawi ją tutaj samą, z nieznośnym poczuciem winy, z którym na pewno by sobie nie poradziła. Może gdyby chodziło o kogoś innego, może gdyby w grę nie wchodziła jej relacja z Giotto, ale w takiej sytuacji prawdopodobnie bardzo szybko by za nim pobiegła chcąc porozmawiać. Wyjaśnić to wszystko co ciążyło jej na sercu.
- Nie mylisz się. I tęsknię za tobą Giotto. - powiedziała wreszcie, wciąż jednak leżąc z zamkniętymi oczami, jak gdyby to ułatwiało jej powiedzenie tego wszystkiego co chciało z niej uciec. - Ale... Nie potrafię znieść myśli, że chcesz się wybrać w tę samobójczą podróż. Już nie chodzi o to, że praktykowałeś czarną magię, wiem, że nie dasz jej nad sobą zapanować, że jesteś tak naprawdę dobry, chodzi o to... Boję się, że do mnie nie wrócisz. Że mimo obietnic, które mi składałeś, gdy opuścisz Hogwart to już nigdy nie będzie mi dane się z tobą spotkać. Nie zniosę twojej śmierci Giotto, nie będę potrafiła sobie z nią poradzić. - powiedziała to wszystko tak cicho, że gdyby chłopak wciąż siedział po drugiej stronie drzewa prawdopodobnie by nie był w stanie dosłyszeć jej słów. Teraz jednak wiedziała, że jest obok, czuła jego obecność i te dziwne elektryzowanie, które przeskakiwało z jego skóry na jej.
Bardzo powoli obróciła głowę na bok, zbierając się na odwagę aby otworzyć oczy i spojrzeć na chłopaka szklącymi się od zbierających łez oczami.
- Poza tym próbujesz mną kierować, nawet nie wpadłeś na to, że to wszystko czego mi odmawiasz zasłaniając się troską jest tak naprawdę czymś, o czym śniłam w najskrytszych snach. Nawet nie dałeś szansy mi zabrać głosu w tym wszystkim, chociaż nie tyczy się to wyłącznie ciebie. - niepewnie uniosła dłoń aby powoli przenieść ją na dłoń Ślizgona, którą delikatnie przeniosła do swojego policzka, wtulając się nim w ciepłą skórę chłopaka. Potrzebowała tego. Potrzebowała jego obecności i dotyku aby poczuć, że nie wszystko jest jeszcze stracone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Głazy (nad jeziorem)   

Powrót do góry Go down
 
Głazy (nad jeziorem)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Chatka nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Nad Jeziorem
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Tereny zamkowe :: Blonia -