Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Polana   Nie Wrz 24, 2017 2:24 pm

First topic message reminder :

Zielony teren zarośnięty drzewami dookoła. Idealne miejsce do popołudniowych czy wieczornych spacerów, biorąc pod uwagę względną bliskość do miasta. Widać kilka wydeptanych ścieżek, wszystko jednak znika po kilku chwilach, gdy wejdzie się wgłąb, między wcześniej wspomniane drzewa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Emmelina Vance
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Polana   Sob Sty 13, 2018 8:10 pm

Musiałby naprawdę się postarać, żeby chciała rzucić swoją pracę, ale kto wie, może byłby pierwszą osobą, której by się to udało? Biorąc jednak pod uwagę fakt, że jednak jakiś czas się tym zajmowała oraz poczucie, że musi to robić... ech, marne szanse, pytanie tylko, czy to źle, czy to dobrze. Nero pewnie nie miałby wątpliwości, co do tego, że gorszej tragedii w szpitalu nie może być niż Emmelina Vance. Z drugiej zaś strony nie udawało się jej czasami nie tylko dziś. Każdy czasami zaliczy wtopę tylko nie każdy ma tę przyjemność tak zwielokrotnioną. Trzeba też powiedzieć jasno, że wystarczy, iż przez najbliższe tygodnie sama będzie sobie wypruwała wątrobę własnymi przemyśleniami, co, jak i dlaczego zrobiła tego dnia źle. Chwilowo jednak mieli większe zmartwienia niż jej samopoczucie, czy też dalsza kariera zawodowa.
Na jego gniewy wzrok, który, jak się okazuje nie jest niczym specjalnym, odpowiedziała jeszcze szerszym uśmiechem. Zaśmiała się nawet lekko, bo co jak, co ale bardzo uroczo jest słyszeć taką o to opinię od kogoś, kto nie wygląda jeszcze nawet na absolwenta jakiejkolwiek szkoły. Zastanawiała się, czy w czasie szkoły też tak bezkrytycznie podchodziła do wszystkie. Szybko jednak przemyślała to, w końcu on właśnie rozkłada się na jakiejś trawie, a ona wydłuża mało przyjemne doświadczenie. Każdy, kto ma kłopoty zdrowotne nie pała entuzjazmem do kogoś, kto zaoferował pomoc, a wychodzi z tego cudowne nic.
- Auć, ranisz moje serce. Chwilowo jednak nie masz co liczyć na kogokolwiek lepszego, bo cóż, tak jakby wybrałeś środek niczego zamiast szpitala, więc wina rozkłada się po połowie - Oczywiście, mogli uznać, że to totalny przypadek i być może tak właśnie. Nie da się jednak ukryć, że to nie był dzień jej najwyższego skupienia, a on mógł wybrać po prostu miejsce, gdzie wszystko byłoby łatwiejsze. Ostatecznie i tak nie wyszedł na swojej decyzji tak źle, jakby mógł. Równie dobrze mogła właśnie zgłaszać odnalezienie zwłok, a potem ktoś stwierdziłby zgon przez zakrztuszenie. Ta wizja była jeszcze gorsza niż jej żenujący pokaz tego, jak bardzo dorosły, ponoć wykształcony człowiek może zaliczyć porażkę. Przynajmniej dla niej. Była wdzięczna losowi za spotkanie go, nawet jeśli będzie przez niego wypłakiwać w poduszkę swój brak skupienia w terenie.
- Och, czyli pierw jestem marnym uzdrowicielem, ale potem mam dalej próbować? Jak na Twój brak wiary we mnie wiele oczekujesz, ale nie martw się. W przeciwieństwie do Ciebie mam mniej grobowe nastawienie i naprawdę cieszy mnie, że z Tobą lepiej - Bo była wesoła, to co mu się właśnie dzieje nie jest najgorszą rzeczą, jaka się wydarzyć mogła. Wygląda to lepiej niż nieprzytomny, ugodzony zaklęciem czarodziej. Jego perspektywy są nieco jaśniejsze niż to. A to już kiedyś spotkała, a on jest sobie kaszlącym, ale ostatecznie opanowanym przypadkiem, który przynajmniej nie próbuje jej wmówić, że "ale pani, wszystko dobrze pani, nic pani robić nie musi". Tacy wyrywający się oburzeni, że ktokolwiek chce ich tknąć wymagają jeszcze walki psychologicznej, a jemu przydałoby się po prostu trochę optymizmu. Kropelka już by wystarczyła, żeby nieco rozluźnić niepotrzebnie dramatyczną scenę.
- Anapneo! - jedno, które jak dotąd nieco ich oboje wymęczyło, miejmy nadzieję z lepszym wreszcie efektem.
- Rzucę jeszcze raz Alius cretum, dla pewności. Nie jest konieczne więc jeśli mi nie wyjdzie tragedii nie będzie, a jeśli przeciwnie to i tak zawsze większa korzyść dla Ciebie, bo krzywdy większej już Ci zrobić nie możemy - Wolała go poinformować, żeby tylko nie padł na zawał albo się nie rozzłościł. Zawsze wspominała podczas pracy własne wizyty u uzdrowicieli. Wiedziała, że niewiedza przeraża, a taka od osoby, która ma ratować jeszcze bardziej.
- Alius cretum - i poleciało, a jakie efekty? Czy pożegnała już złą passę?

ps. lepsza kosteczka na Anapneo

_________________

Sometimes the truth isn't good enough, sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve to have their faith rewarded...


Ostatnio zmieniony przez Emmelina Vance dnia Sob Sty 13, 2018 8:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Polana   Sob Sty 13, 2018 8:10 pm

The member 'Emmelina Vance' has done the following action : Rzuć kością


#1 'Pojedynek' :

#1 Result : 4, 1

--------------------------------

#2 'Pojedynek' :

#2 Result : 6, 4

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Polana   Nie Sty 14, 2018 12:51 pm

Emmelina nawet nie ma pojęcia, jak czasem ludzie potrafią działać demotywująco na jakiekolwiek zadanie, którego ktoś się podejmuje. Nero był osobą trudną, dlatego z pewnością był w stanie odcisnąć swoje piętno na uzdrowicielce i wręcz zniechęcić ją do siebie, a przy okazji poddać pod wątpliwość jej umiejętności medyczne. Z pewnością w szpitalu byłoby to mniej możliwe, bo tam mieliby dostęp do skomplikowanej aparatury, do kilku innych uzdrowicieli oraz do lepszej atmosfery, dzięki czemu Emmelina nie działałaby pod taką presją, jak teraz. Niemniej jednak wtopy Vance wpłyną na jego ostateczną ocenę dotyczącą jej umiejętności. Już teraz była ona dosyć słaba, bo jak można nazywać się uzdrowicielem i wałkować jedno, proste zaklęcie przez kilka minut? Dla tak krytycznie nastawionych osób jak Giotto, takie wtopy świadczą tylko o nieprzygotowaniu, braku skupienia i odpowiednich umiejętności. A to z kolei wyklucza daną osobę z kategorii "pewny i dobry w tym co robi".
Postanowił nie odpowiadać na jej komentarz, gdyż po pierwsze nie dałby rady tego zrobić, a po drugie nie miał najzwyczajniej w świecie ochoty na jakieś konwersacje z nią. Już dosyć dał z siebie, by prowadzić pogaduszki z uzdrowicielką, która po kilkunastu minutach jedyne co zdołała zrobić, to usunąć więcej sadzy z jego organizmu, niż on sam był w stanie.
Na szczęście, po wielu próbach w końcu udało się wykonać najistotniejsze zaklęcie, które udrożniło jego drogi oddechowe i pozwoliło mu głębokie odetchnięcie. Moment, w którym usłyszał wymawianą przez nią inkantacje oraz dostrzegł świecącą się końcówkę różdżki był dla niego zbawieniem. Natychmiast poczuł, że jest w stanie zaczerpnąć dużo więcej powietrza, dlatego było to pierwsze, co zrobił po udanym zaklęciu. Gdy jego gardło się odblokowało, natychmiast zaczerpnął mnóstwo powietrza do płuc, co jakiś czas kaszląc, aczkolwiek było to już tylko wymuszone przez resztki sadzy, znajdujące się w jego organizmie. Widok oddychającego głośno Giotto z pewnością był budujący, w końcu coś zadziałało.
Leżąc na trawie, uniósł ręce do góry i poprawił jeszcze bardziej przepływ powietrza. Po tych kilkunastu minutach duszenia się, uczucie jakiego doznał teraz było nie do opisania, a on sam w tej chwili nie myślał o niczym prócz zasięgania kolejnych dawek cennego tlenu.
Po kilku chwilach gdy jego oddech się już wyrównał, a on sam kasłał tylko co jakiś czas, wypluwając sadzę z płuc, podniósł się do pozycji siedzącej i jeszcze dwa razy głośno nabrał powietrza przez nos.
- W końcu - rzekł już dużo spokojniej.
Tylko na tyle było go stać. Wdzięczny był, ale po pierwszych wpadkach ciężko było mu się do tego przyznać, tym bardziej, że skrytykował ją wcześniej. Jego wyraz twarzy mówił jednak wszystko, bardzo mu pomogła, a on w głębi duszy to doceniał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emmelina Vance
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Polana   Nie Sty 14, 2018 5:39 pm

Emmelina wie, jak wiele przez nich łez w życiu wylała. Nigdy jednak nie pozwoliła, żeby skrajne skrzywdzenie wpływało na to, co robi za dnia. Nocami można się smucić i przeklinać los, ale ostatecznie, co się wydarzyło, że żyje tak, jak teraz. Miała swoje przekonanie, że nic się nie dzieje bez powodu. I tak, będzie rozpamiętywać, będzie jej przykro i pewnie za każdym razem, gdy ponownie będzie musiała robić to, co związane z rzeczą, którą ktoś jej wypunktował będzie trudno. Nikt jednak nigdy nie twierdził, że w życiu wszyscy będą z człowieka dumni i zaczną klaskać już w chwili, kiedy podniesie tyłek z siedzenia. Panna Vance nie robiła tego wszystkiego po to, by być nie wiadomo jak znaną i docenianą osobą. Jedyne, czego chciała zawsze dla drugiego człowieka to możliwości pomocy mu. Jedyna osoba, która mogłaby sprowadzić do punktu, gdzie nic już nie będzie miało sensu jest ona sama. Chęć bycia perfekcyjnym, zapracowanie, ciągłe poprawianie. Marzenie ściętej głowy - dotrzeć do punkty, gdzie już stanie się obok tabliczki "idealne". Dążenie do niemożliwego? Tak, jak najbardziej. Tyle, że wynikało to z wewnętrznej potrzeby nie zadowolenia takich, co by chcieli, by człowiek przestał być człowiekiem i nigdy nie popełniał błędów. To chęć płynącą po prostu z potrzeby, by właśnie w sytuacjach gorszych niż ta, która się tutaj rozegrała, uratować chociaż jedno istnienie. By jeden człowiek więcej miał szansę w swoim życiu zrobić chociaż niewielkie dobro. Ocena jej umiejętności mogła wywołać jedynie wiele łez.
I jeszcze większą chęć naprawienia tego. Zdobycia się na jeszcze więcej.
Trudno byłoby złamać takiego ducha, ale kto wie. Może Giotto posiada niesamowity dar? Tylko, czy jest w tym cokolwiek niesamowitego, tak ostatecznie. I czy to w ogóle istotne? Jak na razie nie miał jakiś większych chęci, by z nią trochę pogadać, więc nie dowiedzieliśmy się nawet, jak im konwersacja może iść skoro nigdy miejsca nie miała. Chwilowo Emmelina po prostu przyglądała mu się całkiem zadowolona. Będzie cały i już się nie udusi, więcej od życia chwilowo nie pragnęła. Jak na to, że mógł zaraz odlecieć i nikt by go nie znalazł to rezultat jest zadowalający. Oczywiście zdążyła już cztery raz przestudiować w głowie historię swoich nieudanych prób rzucenia tego samego zaklęcia, ale to było jakby na drugim planie.
- Podzielam Twoją ulgę - Gdyby miała rzucić jeszcze raz to samo zaklęcie chyba by ześwirowała, więc widok jak sobie spokojnie oddycha dawał jej więcej niż jakiekolwiek "dziękuję", czy inne takie. Zresztą to słowo jest tak rzadko występujące, a jeszcze rzadziej mówione z prawdziwą intencją, że pal je licho, lepsze już to jego "w końcu", przynajmniej uczciwe.
- Szpitali nie lubisz, a jak z aptekami? Powinieneś się przejść do jakiejś porządnej. Kupić Eliksir Neelama, a najlepiej Wiggenowy, ale ten drugi może być prawdopodobnie droższy. Masz za co kupić którykolwiek z nich? - To by dostał, gdyby raczył się tam przyturlać. Nie miało jednak to wielkiego znaczenia teraz. Stracił sporo siły i nie mogła być pewna (no bo kiedy człowiek może być?), że jakieś zranienia w jego drogach oddechowy się nie ostały? Przydałoby się uniknąć ewentualnego zakażenia poprzez pozbycie się ich albo zasłabnięcia w wyniku całego tego zamieszania, a że w szpitalu nie są to nie może po prostu mu go dać. Jest też jej lekcją na to, że musi zrobić dobre zakupy i po prostu nosić je w torbie. Na takie wypadki, jak on.
- I nie próbuj mówić, że nie potrzebujesz tego. Masz dosyć moich zdolności, więc jeśli nie chcesz, byśmy znowu się spotkali to po prostu załatw to - Może mała groźba napotkania jej podziała? Oczywiście było to troskliwe, ona nigdy tego nie sprawdzi, a on może po prostu pokiwać głową i nigdy tego nie zrobić. Miała jednak nadzieję, że posiada trochę więcej oleju w głowie.

_________________

Sometimes the truth isn't good enough, sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve to have their faith rewarded...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Polana   Nie Sty 14, 2018 8:00 pm

Giotto był najzwyczajniej w świecie przesadnie krytyczny i w dodatku bezpośredni, co tworzyło słuszne wrażenie osoby mało kulturalnej i taktownej. Zawsze mówił to co myślał, jeśli miał taką potrzebę i nie liczyła się dla niego ani reakcja innych, ani tym bardziej to, co w rzeczywistości mogą odczuć. Sądził, że każda osoba powinna być w stanie akceptować pewne rzeczy i w miarę możliwości sukcesywnie dążyć do zniwelowania błędów. Co prawda przy osobach mu bliższych czasem wahał się, czy mówić niektóre rzeczy, ale koniec końców przez lata życia w samotności i przechodzenia dość mocnego okresu buntu, nauczył się odcinać od poczucia winy, gdyż stawiał na szczerość kosztem czegokolwiek innego. A już tym bardziej dlatego, że przez całe życie go okłamywano, kiedy tylko istniała ku temu sposobność. Pewne rzeczy mógł znieść, innych nie i w pewnym momencie szala się przechyliła, a on postawił na bycie największym skurwysynem po tej stronie Missisipi.
Czy Giotto posiada dar łamania ducha? Prędzej kręgosłupa, ale gdyby porządnie się przyłożył i poznał Emmelinę, jednocześnie zaczynając dostrzegać jej błędy, z pewnością mógłby ją w jakiś sposób stłamsić i zdyskredytować, gdyby tylko było mu to potrzebne do czegokolwiek. Obojętność, brutalność i uśmiercenie wiary było czymś, co prędzej czy później musi mu wejść w krew, jeśli przyjdzie podejmować mu trudne decyzje, takie jak choćby ostatnie opuszczenie szkoły na rok przed jej zakończeniem.
Oddychał głęboko i głośno, ciesząc się każdą chwilą wolności, której tak mu brakowało przez ostatnie kilka chwil. Wykaszlał jeszcze odrobinę sadzy i spojrzał na nią, gdy ta zaczęła go najpierw instruować, a potem straszyć odnośnie skutków jego zaniedbania i unoszenia się dumą.
- Poradzę sobie - odparł krótko, bo nie było sensu dalej się produkować. Kupi odpowiednie eliksiry i wyzdrowieje, tego mu było teraz trzeba. Z pewnością zadziała to lepiej, niż pomoc podrzędnego medyka, który chyba dopiero co zdobył dyplom.
Rozsiadł się wygodnie na trawie i pochylił do przodu znowu oddychając głośno. Jeszcze trochę zajmie mu dojście do odpowiedniego rytmu oddechowego, aczkolwiek najważniejsze jest to, że się nie udusi.
- Jestem ci coś winien - odezwał się po chwili.
Giotto był osobą honorową i potrafił się odwdzięczyć za każdą przysługę. Włosi mieli to do siebie, że w takich sytuacjach musieli zapewniać, iż to co zostało tutaj dokonane, nie zostanie zapomniane, a co za tym idzie - będzie mogła na niego liczyć w każdej, nawet najgorszej chwili. Uratowała mu życie, zatem jest jej winien bardzo dużo, a on jako osoba, która nie może już stracić nic, jest w stanie jej dużo dać.
- Rodzina Nero potrafi odpłacić się za przysługi - podkreślił poważnym tonem, w końcu to nie były przelewki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emmelina Vance
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Polana   Nie Sty 14, 2018 9:42 pm

Nie była przekonana, czy powinna mu wierzyć, ale co innego mogła zrobić? Kiedy odpowiedział, że sobie poradzi to nie miała innego wyboru, jak po prostu wpatrywać się jeszcze chwilę w niego, jakby doszukując się odpowiedzi w spojrzeniu, w mimice, w jakimkolwiek ruchu, który wykonał. Nie była jego matką, czy tez babką, by mu nad uchem powtarzać, że jak tego nie zrobi to go zbije czy cokolwiek innego. Nie ułatwiało to jednak czegokolwiek, bo powinna po prostu móc w stanie podejść do szafki i podać mu to, czego potrzebował. Wolałaby chociaż rzucić mu kilkoma galeonami, gdyby odpowiedział, że nie stać go na kupno. Czułaby się z tym wewnętrznie o wiele lepiej niż z suchą akceptacją faktu przed którym ją postawił. Nie pozostało więc nic innego, jak przyjąć to do wiadomości i nie męczyć dalej tematu. Jeszcze zdążyłby się oburzyć bardziej na uzdrowicieli, szpitale, ich brak, świat i ludzi i co? Takie coś nie przyniosłoby kompletnie niczego wartościowego do jego życia prócz wizji nieudolnego dorosłego, który jeszcze, o zgrozo, potrafi znaleźć moment na mendzenie mu. Nie brzmi, jak pakiet marzeń, a Emmelina chciała przecież pokładać jakąś nadzieję w ludziach. Była to dobra lekcja. Musiała mu po prostu uwierzyć.
Była zaskoczona jego kolejnymi słowami. To dziękuję to było zbyt wiele, ale to już nie? Była pod wrażeniem. Nie tylko użycia ogromnych słów. Takich naprawdę porządnego kalibru. Bardziej tego, że biorąc pod uwagę jego dotychczasowe nastawienie zakładała raczej, że zaraz spróbuje od niej uciec albo chociaż ponarzekać dalej. Na to próbowała się mentalnie przygotować, a tu proszę. Świat jest naprawdę miłym miejscem czasami.
- Najlepszą przysługą będzie jeśli w przyszłości zrobisz sobie cokolwiek, czego mam nadzieję unikniesz, przyjdziesz do szpitala. Nawet jeśli będzie to oznaczało spotkanie mnie. A najlepiej unikaj kłopotów, bo takie przypadłości nie biorą się znikąd. Nie ma lepszej odpłaty za pozbieranie kogoś niż wiedza, że ruszył dalej i uszanował czyjąś pracę i swoje życie wybierając coś lepszego. Coś dobrego. Jak mogłeś zauważyć ta nie należała do najłatwiejszych, więc byłoby przykro, gdyby szybko poszła w las - Była poważnym, dorosłym i bardzo spokojnym człowiekiem w tym momencie, więc nie musiała użyć mało uprzejmego zwrotu: nie spierdol sobie życia, kiedy ktoś próbował posklejać jego kawałek do kupy. Zresztą hej, damie tak nie wypadało. I dobrze, bo jej całokształt średnio pasuje do takiej wypowiedzi. Musiałby naprawdę teraz zapierać się, ze pójdzie się zrzucić z najbliższego klifu i nie chce żyć, żeby musiała się aż tak unieść. Potem zaś poszłaby przeprosić własną matulę, że okazała takie niewychowanie i pobrudziła nazwisko brakiem kultury. Zawsze czuła się za mało obyta, a po takim czymś pewnie zapisałaby się na kurs dobrych manier, żeby odkupić swoje winy.
- Z prawdopodobnie bardziej porywających i znaczących dla Ciebie rzeczy to naprawdę chciałabym się dowiedzieć, coś u licha robił, żeś tak skończył. Nie chcę jednak, żebyś robił to w ramach jakiejkolwiek przysługi, czy odpłaty. Naprawdę zależy mi jedynie na tym, byś szanował swoje życie, bo mimo wszystkiego, co się teraz na świecie dzieje masz szansę dożyć lepszego wieku niż jakieś naście, czy dzieścia i zrobić coś wartościowego. Tak więc, jeśli bardzo nie chcesz tego mówić, uszanuję taką decyzję. To Twoja historia, więc tylko ty powinieneś mieć wpływ na to, czy chcesz się nią dzielić - Przede wszystkim bała się, że ta opowieść może wcale nie być oczywista. Bo tak, mógł mieć straszny wypadek - w takim przypadku mogła przynajmniej ochłonąć z obawy, że będzie się ciągle pakował w kłopoty. Trzeba by było to jednak wyjaśnić. Jeśli zaś było to coś gorszego? Wtedy tym bardziej chciałaby wiedzieć, chociażby ze względu na sprawy Zakonu. Nie mówiąc już o tym, że tak naprawdę rzadko się dowiadywała. Nie każdy był chętny by powiedzieć, co mu się stało, gdzie. Ludzie się wstydzą albo boją. Wiele ran powstaje podczas średnio legalnych (bądź wcale) działań. Często winna jest rodzina. Albo po prostu nie chcą, bo to nie jej interes, ona jest tylko pracownikiem. I chociaż rzeczywiście, kiedy zajmuje się ratowaniem to przede wszystkim skupia jest na relacja ona-praca to potem... potem zostaje człowiek. Człowiek pełen opowieści, emocji, historii, przeszłości i potencjalnej przyszłości. Usiąść obok człowieka, kiedy jest się pochłoniętym tym wirem jest trudne, ale bardzo pożądane. Może dlatego tak bardzo preferowałaby opcję, by zechciał. Chyba łatwo było to wyczytać z jej twarzy.

_________________

Sometimes the truth isn't good enough, sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve to have their faith rewarded...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Polana   Pon Sty 15, 2018 3:32 pm

Gdyby znała Giotto dobrze, to wiedziałaby, że jeśli coś zadeklaruje, to prędzej czy później to zrobi i że on praktycznie nigdy nie kłamie. Stawia na szczerość ponad wszystko, choć czasami jednak woli po prostu przemilczeń niektóre rzeczy, gdy wie, że jego prawdziwie intencjonalna odpowiedź mogłaby negatywnie wpłynąć na to, co zaplanował. Tak było chociażby z decyzją o opuszczeniu szkoły i rozpoczęciu swojego śledztwa: nikt bezpośrednio go nie pytał jakie ma plany na przyszłość, gdy był jeszcze w szkole, ale gdy dochodziło do tego typu tematów, przeważnie nie udzielał się w rozmowie, mając na uwadze to, że jego postanowienia różnią się od decyzji jego rówieśników. Było to wygodne do pewnego czasu, gdyż pozwalało mu utrzymać aurę tajemniczości i względnego braku zainteresowania jego osobą, w końcu czym może przyświecić taki Giotto, który nic o sobie nie mówi? Niemniej jednak jeśli dochodziło już do sytuacji, w których odpowiedź musiała paść, zawsze była ona szczera. Tak jak teraz.
Perspektywa rozmowy zmieniła się, gdy Emmelinie zaczęły w końcu wychodzić zaklęcia i uratowała mu tym samym życie. Nero potrafił się odwdzięczyć, był osobą honorową, poważną i w dodatku słowną, dlatego takie deklaracje może i nie były u niego częste, ale zawsze były szczere. Od teraz Vance ma w nim swojego druha i gdy tylko będzie potrzebować jego pomocy, on jej udzieli: najprostsza umowa, ale za to arcyskuteczna.
Nie mógł jednak jej zapewnić, że będzie na siebie uważać. Miał w końcu pewne plany i postanowienia, na które nikt nie był w stanie bezpośrednio wpłynąć, dlatego też nie miał zamiaru kłamać, że będzie się oszczędzać.
- Prędzej czy później będę musiał zlekceważyć tą prośbę - odparł spokojnie, jednocześnie informując ją, że do tego nie ma zamiaru się zastosować. Nie po czystej złości, ale poprzez realne zagrożenie.
Być może był młody, niedoświadczony i głupi, ale nie wymagał od siebie zbyt wiele. Świat mu się zawalił już dawno temu, a on sam nigdy nie będzie spać spokojnie z myślą, że gdzieś tam po globie bezkarnie uchodzi komuś zabójstwo jego brata. Ta myśl była budulcem, a jednocześnie drogą na cmentarz, ale on jako osoba, która jego zdaniem nie miała już nic do stracenia, był gotów na najgorsze.
Drugie pytanie było jeszcze trudniejsze, jednakże w tym przypadku nie chodziło o obietnicę, a o wyjawienie prawdy, którą nie dzielił się z nikim. Ostatecznie jednak przekonała go pomocą i intencjami do tego, by mógł powiedzieć, co się tak naprawdę wydarzyło. Jego oddech się wyrównał, a on sam spojrzał na trawę pomiędzy nimi i starał się uspokoić bijące mocno serce.
- Poluję na śmierciożerców - odparł pewnie i szybko, byleby tylko wyrzucić to z siebie jak najszybciej. - To, co przed chwilą miało miejsce, to pamiątka po starciu z jednym z nich sprzed kilku dni - dodał po chwili.
Być może dużo ryzykował, wyznając to wszystko, ale brakowało mu kogoś, z kim mógłby porozmawiać i komu mógł się zwierzyć z czegokolwiek. Z braćmi nie utrzymywał kontaktu, wiedział bowiem, że są na niego wściekli za wyruszenie w samotną podróż; zrozumiał, że uczucie którym darzył Charlotte to było wyłącznie zauroczenie, w końcu gdyby kochał ją tak, jak zapewniał, to postawiłby ją wyżej, niż zemstę; rodzina zaś chyba przywykła już do tego, że Giotto jest wiecznie nieobecny, czy to w szkole, czy to gdzieś indziej i nawet nie próbują go znaleźć. Vance była jedyną osobą, która wyciągnęła do niego rękę i nie oczekiwała niczego w zamian, zainteresowała się nim, nie jego planami.[/color]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emmelina Vance
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Polana   Sro Sty 17, 2018 9:31 pm

Jeśli mógł jej zaproponować dbania o własną skórę to niestety dla Emmeliny nie miał nic wartościowego do podarowania. Gdyby miała wybrać cokolwiek, co ma jakieś znaczenie to odpowiedziałaby, że to życie. Wszystko, co się na nie składa jest cudowne i na pewno ma jakąś istotę. Nigdy jednak nie będzie cenniejsze niż ono samo w sobie. Nie można przecież mieć złotych pałaców, jeśli jest się martwym. A może się da? Tylko na co to komu? Bycie duchem i błąkanie się nawet po najpiękniejszych budynkach nigdy nie zastąpi tego, co się miało. Nie znalazłaby nic, co miałoby tak wysoką, unikatową i tylko jednorazową wagę, cenę, zwał jak zwał. Prawdą w sumie będzie, jeśli stwierdzi się, iż tak naprawdę to nie ma ceny, jak jedna z nielicznych rzeczy. Bo jak wiele człowiek oddałby za przeżycie? I czy znalazłaby się kwota wystarczające, gdzie każdy przyznałby śmiało: "tak, tyle właśnie warte jest życie". Nie bądźmy śmieszni, ustalenie takiej uniwersalnej nawet na jakiś czas jest niewykonalne. To nie bułka w sklepie, czy eliksir w aptece. Nie wyceni się tego tak łatwo. Dlatego też ta prośba była bezcenna i tak wyjątkowo ważna dla niej. Szczególnie, kiedy widziała młodego człowieka. Nikt nie powinien swojego życia oddać zbyt łatwo, a już na pewno nie w chwili, kiedy potencjalnie może się dla niego zmienić wszystko. Ma czas, jeśli dobrze pójdzie. Nie chciała, żeby z tak ważnej rzeczy rezygnował, ale niewiele mogła zrobić, prawda? Nie znała całej historii, nie miała o nim zielonego pojęcia, więc jej słowa mogły jedynie sprowokować go do wybuchu złości i wywołać poczucie, że nikt go nie rozumie. Musiała je przemyśleć. Powinny być jakoś szczególniej dobrane, skoro ktoś właśnie powiedział, że nie będzie unikał pakowania się w kłopoty. I tak, można by było rzec "pójdzie pobroić i wróci", tyle że przed chwilą wypluwał sobie płuca i nijak taka sytuacja się ma do "brojenia", które brzmi niewinnie. To nie rozbite kolano, czy głowa, bo poturbował się człowiek w bijatyce o dziewczynę, czy proste zaklęcie z Klubu Pojedynków.
- Nie masz mi więc nic do zaoferowania - Tyle w temacie. Nie miała zamiaru go walić po głowie, że nie powinien tak mówić. Po prostu powiedziała prawdę - interesowała ją tylko jedna rzecz, a na nią jego nie stać, więc pal licho, nie ma o czym rozmawiać już. Musiał przeżyć ten i tyle. I pewnie wszystko tak by się skończyło. Uśmiechnęłaby się do niego porozumiewawczo i powiedziała, żeby uważał na siebie i powędrowała w swoją stronę, ale cóż, świat lubi zaskakiwać, a jego następne słowa potwierdziły coś, czego słyszeć raczej nie chciała. To znaczy - chciała, bo powinna to wiedzieć, nie chciała - bo tak być nie powinno. Nie tak to wszystko winno działać. Jeszcze gorzej, że cisnęło się na usta, by po prostu na niego nakrzyczeć. Teraz zdecydowanie chciała mu matkować, bo co innego? Tyle, że nie tak to działa. Wzięła więc głęboki oddech, a może i dwa, kto wie. Musiała poskładać to pierw w swojej głowie. Nie kłamałby. Nie miał powodu, nikt nie opowiadałby takich bajek w takim czasie. Nie byłoby w tym nic zabawnego i nic potrzebnego. Zresztą mógł jej nie mówić nic, prawda? Tym razem więc nie miała żadnego powodu, by mu nie wierzyć. Miała natomiast plus milion do tego, by się martwić.
- Hmm... to znaczy, że potrafisz czarować zdecydowanie lepiej niż ja skoro udało Ci się w takim stanie człapać kilka dni - Chciała zacząć w nieinwazyjny sposób. Nie rzucać się, nie wymuszać poczucia, że zrobił coś durnego. W końcu skoro to robi to istnieje jakiś powód. Jest jakaś opowieść. Nie można jej jednak wyrwać, nie ma w życiu tak łatwo. Człowiek to nie książka, żeby móc po prostu otwierać odpowiednie strony, bo go zrozumieć. Pogodzona z tą myślą chciała, żeby przede wszystkim czuł, że nie musi mówić niczego, a równocześnie by wiedziała, że może powiedzieć wszystko, bo nie zamierza tego osądzać jednoznacznie po kilku zdaniach.
- Znałeś go? Albo ją - To chyba ważniejsze z pytań. Jeśli to był ktoś bliski to takie coś odbija się w człowieku bardziej. Jeśli nie to może przy okazji powie, jak spotkał, kogo, czy domyśla się, czy widział kto to. Albo powie, że nie wie nic. To najgorsza opcja, ale przecież nie chodziło jej o to, by prowadzić teraz przesłuchanie. Wolała raczej popatrzeć na to od ludzkiej strony. Darzenie uczuciem kogoś takiego mogło zniszczyć wiele w młodej głowie. Zresztą, czy tylko w młodej? Nikt nie godziłby się łatwo na to, by jego bliski robił mu coś takiego. Nawet jeśli stał się znienawidzonym to jednak był znanym. A przypadkowy człowiek? Kim jest? Dlaczego akurat Giotto?
A może to Giotto znalazł kogoś?
- A tak poza tym to nie była pamiątka. To znak ostrzegawczy. Prawdopodobnie martwy byłbyś po tamtej sytuacji większym problemem, bo wszyscy wiedzieliby o niej albo nikt nie bierze Cię na poważnie. Co nie zmienia faktu, że szansa, iż dostaniesz następny jest mało prawdopodobna - Trupy to ślady. Żaden z nich pożytek jeśli nie są konieczne. W tej chwili wywołałoby to natychmiastową reakcję, a to oznacza, że z jakiegoś powodu nie chcą być szukani. Nie chcą spotkania oko w oko, więc albo Giotto został napotkany przypadkiem na drodze kogoś albo to Giotto wszedł gdzieś nieproszony. Albo to czysty zbieg momentów i ludzi. Wniosek jest więc jeden - nie chcieli zabić go wtedy albo jest jakimś cudem. Emmelina jednak z całą swoją wiarą w cuda nie była też durna. Miała raczej przekonanie, że jeśli miałby być martwy to już by był i tyle. Albo przynajmniej bardziej uszkodzony, jeśli ktoś próbowałby go wykończyć i raczej znalazłaby go w gorszym stanie albo wcale.
Miała wiele pytań do niego, wcześniejsze jednak, tak naprawdę o tożsamość, chociaż nie wyrażone w prost miało jako jedyne znaczenie kluczowe. Był człowiekiem. Przede wszystkim nim, czy tego chce, czy nie.

_________________

Sometimes the truth isn't good enough, sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve to have their faith rewarded...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Polana   

Powrót do góry Go down
 
Polana
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Wielka Brytania i Irlandia :: Anglia  :: Dolina Godryka-