Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Przedział IV

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Przedział IV   Wto Wrz 03, 2013 9:06 pm

Zajmowany przez uczniów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Nie Mar 23, 2014 6:30 pm

Chciałaby mieć skrzydła. Chciałaby potrafić latać, ale nie może. Udaje czasem, że pióra wyrastają z jej pleców, tworząc dwie idealne pierzaste połówki pewnej całości, którą kiedyś były. Jej skrzydła. Jej ciągle wracające marzenie. Czas tak szybko przemijał, w jednej chwili miało się ciszę, w drugiej tę ciszę się jej odbierało.
Ale kolejne święta już minęły, więc spokojnie mogła wracać do zamku, jedynie ciesząc się, że tego cholernego przyjęcia zaręczynowego nie było. O tyle dobrze, przynajmniej o tyle.
Ale cisza to nie było ostatnio szczytem jej marzeń, o nie. Zasmakowała zakazanego owocu i chciała więcej, gdzieś w środku czaił się potworek, któremu to, co robiła dotychczas przestało zadowalać.
Więcej. Więcej. Pragnę więcej.
Patrzyła, jak krajobraz w pociągu przyspiesza, jak drzewa zlewają się w jedną masę, a z jej warg wymknął się mały kłębek pary. Nie mogła sobie pozwolić na wpisanie do pewnych schematów. To nie było w jej naturze, to miał być tylko sadystyczny pęd cierpienia, który miał oplatać każdą napotkaną na swej drodze duszę.
Nie pytaj dlaczego i tak nie zrozumiesz, bo to dla ciebie za wiele. To była osobna rzeczywistość wykrzywiona przez jej lodowate oczy.
Śnieg i wiatr. Jesteśmy bowiem zbudowani z własnych koszmarów.
Chcesz? To poznam i Twój i wcielę go w życie.
Dla mnie to będzie czysta przyjemność, a życie ludzkie powinno mieć ich jak najwięcej.
Potarła dłonie o siebie i przyłożyła do chłodnych policzków, przymykając powieki. W ułamku sekundy ciepło zostało zastąpione chłodem. Tak jak zawsze.
Miała cały przedział dla siebie, ale jakoś nie było jej żal, wręcz wydawało się to dla C. wskazane, przynajmniej nie będzie musiała użerać się z Averym, czy też z rodzeństwem Collinsów.
Graj muzyko!
I co teraz? Wszak był ten nowy rok 1978, który według zamierzeń miał być lepszy i drogą otwierającą nie jedne drzwi dla nich, dla tych młodych, którzy już dawno poznali smak życia. Co będzie teraz? Wśród tego całego chaosu, wśród problemów z zwolennikami Voldemorta w szkole, zbliżających się egzaminów, zakazanego korytarza na VI piętrze, domniemanym otwarciu Komnaty Tajemnic i dziwnych interwencjach Ministerstwa. I jeszcze do tego warto byłoby dodać kilka innych spraw, ale ostatnio było o nich za cicho by je wspominać. Zresztą kogo to obchodzi? Czy ktoś głębiej wczyta się w sens, rozszyfruje jej dziwne myśli, skoro sama Rockers tego nie potrafiła? Raczej nie. Nie żyjmy wiecznie złudzeniami, czasem trzeba sobie odpuścić, zanim będzie za późno.
Lekki uśmiech zamajaczył na jej wargach, kiedy odgarniała ciemne włosy z czoła. To wszystko było tuż-tuż, to miał być zaledwie początek. Coś na dłużej przyciągnęło jej uwagę i zamierzała się tego chwycić.
Kiedy wreszcie pociąg stanął w Hogsmeade, Caroline pospiesznie chwyciła swoją podręczną torbę, zostawiając kufer. Wiedziała bowiem, że zanim znajdzie się w zamku, on będzie już na nią czekał w jej dormitorium. Opuściła więc przedział, pospiesznie chowając list wypisany czerwonymi literami z jej nazwiskiem.
Kolejne przedstawienie się rozpoczynało!

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Nie Cze 11, 2017 11:55 pm

Kiedy ostatnio tu była? Zdążyła zapomnieć. Pociągiem z Hogsmeade do Londynu jechała ostatnio bodajże wtedy, kiedy okolica była biała. Taaak i również z powrotem, by przecież po tej wspaniałej przerwie zimowej móc wrócić do zamku. Dużo zdążyło się zmienić, sama już nie była pewna, co wtedy jej towarzyszyło. Na pewno było ciszej, teraz do przedziału numer IV wkradały się i inne dźwięki. Dźwięki niechciane, prosto od hałaśliwych uczniów. I tym razem bilet był tylko w jedną stronę, do środka nie wkradnie się ani Avery ani żadne z zielonych Collinsów. Nie zobaczy...
Nie zobaczy niczego.
Nie zobaczę Jego.
Przejazd łódką okazał się o dziwo melancholijny, nawet ten ogromny, nieco przygłupi gajowy sprawił, że Rockers zaczęła się zastanawiać nad tymi latami, które spędziła w szkole. Było tego cholernie dużo, części wolałaby nie pamiętać, choć i tak chyba było to lepsze, co czekało ją po wyjściu z pojazdu. Dom, albumy, przypominanie się, zamykanie, ogromna ilość ciszy i znużenie. Kontrola nad własnymi odruchami.
Bez pamiętnika było jej dziwnie, dotarło to do niej niedawno, kiedy to pisała kolejny list do Louvela, kiedy to zostawiała po sobie kolejny wpis po wędrującym po całym Hogwarcie dzienniku. Nie dowie się, co dalej z Bazyliszkiem, nie odkryje innych sekretów, nie zobaczy już teraz nawet tego durnego kamiennego oblicza. Nagle zaczęła żałować, że zmarnowała tyle z tych dni na praktykanta.
Nie mogła teraz zapalić.
Zdenerwowana tak kopnęła w swój stolik przy oknie, że Omen się obudził i zasyczał.
Za dużo? Za mało? Już nie miała pewności.
- Wracaj spać - mruknęła szorstko do kota i zerknęła w stronę okna, opierając głowę o dłoń.
Jakikolwiek pozytywny nastrój prysł.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mathias Rökkur
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Pon Cze 26, 2017 1:45 pm

Mat w sumie ostatnie miesiące, jeśli nie lata spędził raczej samotnie, psychicznie przygotowując się do zawodu łamacza, który charakteryzował się właśnie takim charakterem. Pomimo tego zjawiska jednak był dobrym obserwatorem i choć niektórzy mogli go nie kojarzyć, on ich znał z imienia i bardziej znanych osiągnięć. Niewiele umykało jego uwadze, nawet Ślizgoni, za którymi trochę nie przepadał.
Okoliczności jednak się zmieniły. Wielu z twarzy, które zna odejdą prawdopodobnie bezpowrotnie w odmętach świata dorosłych, a wspomnienia z czasem znikną albo nie będą oddziaływać już w żaden sposób.
Właśnie dlatego Rokkur charakteryzujący się wysoką indywidualnością postanowił odwiedzić inną indywidualność, która została tak osamotniona.
Litość? Nie... Raczej zrozumienie obecnego stanu, przynajmniej częściowe. Dlatego też pojawił się w jej przedziale i bez słowa usiadł naprzeciwko niej, przy drzwiczkach wraz ze swoim zwierzęciem na ramieniu. Zerknął na Caroline, która wyraźnie nie byłą pocieszona tym, w jakiej sytuacji się znalazła, a przynajmniej tak to wyglądało. Jeśli kot syczał, nie ruszał się, kruk też siedział spokojnie, nie inicjował ataku. Przyszedł w pokoju i chciał potem odejść w pokoju.
- Liczę, że nie potraktujesz mnie zaklęciem na do widzenia. - Powiedział cicho zanim zajął miejsce. Zaryzykował. Nie rozmawiał z nią nigdy zbyt często, choć znał jej imię. Może czas najwyższy? W końcu lepiej późno, niż wcale, a miejscami byli do siebie jednak dość... Podobni. Może tajemnicza otchłań niemalże kruczej czerni oczy Krukona sprawi, że Rockers nie uzna go za typowego kujona.

_________________
Mathias Rökkur
Niespokojne serce... klątwy... człowieczeństwo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Severus Snape
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Sro Cze 28, 2017 1:32 pm

Czuł jak swoista pustka ogarnia jego ciało z każdą sekundą, każdym krokiem oddalającym go od masywu Hogwartu, być może już na zawsze. W tłumie widział wiele twarzy, które niegdyś znajome teraz powoli zlewały się w bezkształtną masę. Nawet nie starał się dostrzec w niej kogokolwiek konkretnego, wątpliwym było bowiem by za kimkolwiek tęsknił gdy już zniknie. O niej starał się nie myśleć.
Dopiero w pociągu poczuł to duszące, gęste niezdecydowanie kryjące się z tyłu jego głowy. Zostawiał szkołę za sobą, teraz nie było już żadnych wymówek, ciągłego oszukiwania samego siebie. Nie był już bezbronnym dzieckiem kulącym się w kącie zakurzonego pokoju, chociaż tak bardzo chciał wmawiać sobie, że jest inaczej. Że wszystko dzieje się mimo jego woli, a on jest tylko ofiarą. Doskonale wiedział, że nią nie był. Musiał stawić temu czoła.
Teraz jednak był tutaj, w Hogwart Express i jedyne czym musiał się martwić to znalezienie miejsca z dala od reszty hałaśliwych uczniów. Było to zadanie rzecz jasna awykonalne, wszędzie bowiem kręciły się dzieciaki zniecierpliwione upragnionym początkiem wakacji. Kpiący grymas wstąpił na jego twarz gdy mijał kolejne drzwi, zza których bił śmiech i szczęście, tak niedostępne dla niego, jakby było za pancerną szybą. Krucze włosy zwinięte w pojedyncze strąki skutecznie osłaniały oczy, dając mu złudne wrażenie izolacji, a zrezygnowanie z poirytowaniem rosło w nim z każdą kolejną osobą przyciskającą go do ściany gdy mijali się w wąskim korytarzu.
W końcu któryś przedział z kolei zdawał się być ostatnią deską ratunku, w środku bowiem siedziały jedynie dwie osoby. Bez dłuższego zastanowienia wszedł do środka, gotów zlać się z pociągowym fotelem jeżeli tylko towarzysze będą wybitnie złym wyborem. Okazało się, że poza krukonem którego imienia nie znał w przedziale znajdowała się też Rockers, ślizgonka z jego roku z którą zdawało się był w neutralnych stosunkach. Bez słowa, jedynie po delikatnym skinięciu głową usiadł blisko drzwi, z dala od pozostałej dwójki i obrzucając ich od niechcenia wzrokiem dał im do zrozumienia, że nie ma zamiaru wtrącać się do ich rozmowy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Pią Cze 30, 2017 4:07 am

Ktoś jeszcze wcześniej krzyczał, że Hogwart się pali. Teraz tak jakoś przyszło jej do głowy jak tak sobie siedziała i próbowała zapanować nad buzującymi się w niej hormonami. Aż dziw brał, że jeszcze coś takiego się w niej odzywało, ale jak widać, najwyraźniej coś w tym musiało być. Zastanawiające, nie? Zwłaszcza, że jeśli chodzi o budowę człowieka i te wszystkie reakcje, które w nim zachodziły, dużo rzeczy z czarodziejskiej literatury pokrywało się z tymi z mugolskiej. Najwyraźniej w tej materii podziały nie były istotne. Zresztą Rockers ogólnie biologia była obca, znała tylko podstawowe rzeczy, których dowiedziała się przede wszystkim od ojca, jej głównego nauczyciela. Teraz siedziała sama z kotem i pasowało jej to, ale jak można było się spodziewać po ostatniej podróży i tak ktoś postanowił naruszyć jej przestrzeń, przekroczyć niewidzialną linię jej terenu. Nie obchodziła ją historia jaką Mathias Rokkur miał do powiedzenia, w dupie miała to, że był jakimś tam krewnym Ministra Magii, marzył o byciu łamaczem klątw i jarał się myślą, że oto stanie się potencjalnie dobrym bohaterem któreś opowieści. Gardziła ludźmi, gardziła nim i nawet jego krukiem, pomimo że kochała zwierzęta na swój własny wyjątkowy sposób. Jej kot przynajmniej się nie panoszył po przedziale, grzecznie leżał w zaczarowanym koszyku, gdzie miał nawet dwie miseczki; jedną z wodą, drugą z jedzeniem. I zajebiście.
Wspomnienia, zwłaszcza takie wspomnienia były gówno warte.
Osamotnioną? Nie nazwałabym tego w taki sposób, bo widzisz Mathiasie-krukoński tarasie, zaszczyt bycia samym ze sobą i czerpania z tego przyjemności otrzymują nieliczni. Nie, ty się do nie zaliczasz. Przykro mi.
Litość nie przejdzie przez te drzwi.
Serio?
Rockers uniosła kpiąco brew, ale na razie nie skomentowała tego wejścia krukońskiego straszydła na kudłach. Zerknęła jedynie na jego towarzysza, a następnie na swojego kota, który zasyczał. Nic dziwnego, jedzenie było na wolności a on musiał znosić magiczne zabezpieczenia. Biedny Omen. Pomimo niewątpliwej miłości do zwierzątek dałaby mu zjeść kruka. Cóż... koszyk jednak znajdował się za daleko, a jej na razie nie chciało się wyciągać różdżki. No i proszę! Jeszcze się odzywa i śmie żartować! Bezczelny. Skrzywiła się w czymś na kształt uśmiechu, ale kompletnie nie było jej do śmiechu.
Ha. Ha. Bardzo kurwa śmieszne.
Może jednak powinna potraktować go zaklęciem, ale nie do widzenia tylko od razu? Tak w myśl yeti czekał do niedzieli, a w sobotę łeb mu odcięli. Wow, straszne ryzyko. Minęło... pięć minut? A on nadal żył!
Podobni? Ty i ja? Chyba kpisz.
Twoja otchłań to mnie zaraz doprowadzi do znużenia a nie do jakichkolwiek wniosków.
- Ta... - mruknęła z rezerwą i zerknęła na Severusa, który wszedł do środka. Kiwnęła mu niechętnie głową, ale przynajmniej miała pewność, że nie będzie uciążliwy ze swoim istnieniem. Przynajmniej ktoś. Dla odmiany.
No popatrz Snape jaka zajebista rozmowa, żałuj że milczysz.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mathias Rökkur
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Sob Lip 01, 2017 11:27 am

Krukona nie obchodziło, co myślała Caroline. Jej zdanie może być inne, może uważać go za kogoś innego, niż jest naprawdę. Nie ma to znaczenia. Potrafi korzystać z samotności i to nie podlega niczyjej ocenie. Nie lubi go? Nie szkodzi. Nigdy więcej go nie zobaczy, kiedy się wyjdzie z pociągu. Krukon pozostał niewzruszony na zachowanie dziewczyny, a potem dołączającego Snape'a, niemniej wstał i postanowił stać przy wyjściu widząc, że raczej słaba będzie możliwość dialogu nawet w ostatnich chwilach, a szkoda.
Pod ręką on natomiast miał zawsze różdżkę. Zawsze był przygotowany na atak z każdej strony, a przynajmniej spodziewał się takiego szczególnie w towarzystwie Ślizgonów, którzy szczególnie nie przepadają za rzekomymi kujonami, jakimi są Krukoni. Jaka szkoda, że Caroline jest taka powierzchowna... Tyle przy tym traci i nawet tego nie widzi. Zdawał sobie również sprawę z tego, że ich zwierzęta by się pewnie pozabijały, ale w tym momencie jednak był oazą spokoju, wręcz niepokojąco spokojną.
- Wygląda na to, że nie dogadamy się w takim układzie, a szkoda. Udanej podróży. -
Stwierdził widząc niechęć do jakiegokolwiek dialogu. Z wiatrakami nie będzie walczyć, po co walczyć o coś, co ma relatywnie małą wartość, prawda?
- Trzymaj się. - Skinął koledze, który pewnie też gardził Krukonem, a przynajmniej większością towarzystwa. Może i by mógł zawalczyć z czasem o coś więcej, ale z drugiej strony czasu za mało, a z drugiej pewnie i tak myśli mówiły by swoje, a usta swoje.
Więc usunął się w dalsze części pociągu przyglądając się atmosferze w innych przedziałach.

z/t

_________________
Mathias Rökkur
Niespokojne serce... klątwy... człowieczeństwo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Severus Snape
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Wto Lip 04, 2017 2:48 pm

W przedziale przyjęty został chłodną obojętnością ze strony obu osób w nim przebywających - czyli było dokładnie tak, jak miał nadzieję że będzie. W tej ostatniej podróży jaką odbywał z Hogwartu w stronę domu nie oczekiwał niczego innego jak poczucia, że jest jak powietrze. Nie chciał mieć nic wspólnego z resztą tych jakże wspaniałych "koleżków" z którymi dane mu było spędzić ostatnie siedem lat swego pożal się Merlinie życia. Mógł podejrzewać, że w głowie Rockers krążyły podobne myśli, z niewyrażoną wdzięcznością przyjął więc możliwość bycia w jej otoczeniu. Obaj, byli już przedstawiciele domu węża, swą wzajemną obecność skwitowali wyrazem niemej akceptacji.
Poza nimi, próbującymi odciąć się od tego co działo się za drzwiami w przedziale był jeszcze ktoś. Owy krukon, którego imię Snape zapewne powinien znać, zupełnie jednak nie przeszkadzało mu, że tak nie jest. Chłopak był dla niego taką samą szarą plamą jak każdy inny były uczeń Hogwartu, którego prawdopodobnie widzi po raz ostatni na oczy właśnie tu i teraz.
Wsparł się głową o ściankę znajdującą się za nim i spod półprzymkniętych powiek obserwował jego poczynania. Krukon bardzo dobrze sprawiał teraz wrażenie nastroszonego kruka, niemal takiego samego jak ten który towarzyszył mu na jego ramieniu, zapędzonego w kozi róg w jaskini węży. Czuł narastające pomiędzy całą ich trójką napięcie, którego źródła nie znał, szybko jednak opadło ono wraz z "ptakiem", który rozsądnie zdecydował się wycofać. Ślizgon nie był pewien, czy mógł być częściowo powodem jego decyzji, przy czym średnio go to interesowało.
Widział pewien niepokój w jego oczach, zupełnie jakby spodziewał się, że zaraz on albo Rockers go ugryzą. Cóż... Poczucie to było całkowicie bezpodstawne i płytkie. Tak jakby każdy ślizgon tylko czyhał na życie biednych uczniów nie należących do ich domu.
Na słowa skierowane w jego stronę zareagował jedynie prychnięciem, którego krukon nie mógł już usłyszeć. Trzymaj się? Zupełnie jakby Snape i ten chłopak mieli cokolwiek wspólnego. Doprawdy... Nie powinien oczekiwać ciepłego przyjęcia od osób które dawno już zrozumiały, że nie z każdym kogo tylko się spotka trzeba od razu być w przyjacielskich stosunkach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Nie Lip 09, 2017 10:05 pm

Ojej, jaka szkoda, że zupełnie go to nie obchodziło! Zupełnie jakby jej zależało, a przecież kompletnie miała to w dupie. Cóż, raczej nie powinien się spodziewać miłego powitania, czyż nie? Chyba nie był ślepy przez te siedem lat? A może... może wręcz mu o takie powitanie chodziło! Żeby się upewnić, że miał rację, co do Ślizgonów. Więc proszę bardzo, nawet bez wydobycia z siebie wiązanki, bez żadnych fizycznych niespodzianek, upewniła go w tym. Mało tego, sprawiła, że tak szybko wyniósł się z przedziału. Och, to go boli. To że go ocenia, ale... to oczywiste, że będzie go oceniać! Przecież to takie logiczne, aż dziw brał, że nie potrafił tego zrozumieć.
Och, jak przykro! Będę za tobą tak tęsknić, Mathiaaaasieee - krukoński tarasie.
Takie psychologiczne gierki to nie na twoje siły, co nie? Smutne, jak ty chcesz przetrwać na tym świecie.
Najpierw wyjechał z osamotnieniem, a teraz kompletna zmiana zdania i liczył na dialog? No no, chłopak potrafił szybko zmieniać zdanie, nie ma co. A mówią, że to płeć żeńska ma z tym problem, zwłaszcza takie młode dziewczęta. Może tak naprawdę Rokkur był panienką? Zabawna sprawa.
No tak! Wszyscy czyhają na cholernych krukonów i kujonów! Patrz na naszą armię, nie wiem jak sobie poradzisz bez wyciągania z kieszeni różdżki. Użyj kruka, swej sekretnej broni.
Była taka cholernie powierzchowna z wrzucaniem wszystkich ludzi do jednego worka, zwanego wielkim gównem, prawda? To przecież straszne niesprawiedliwe, że dla niej cały rodzaj ludzki był plagą obrzydliwych larw. Ktoś powinien ją nauczyć i to natychmiast...! Ach, straciła tak dużo, już nie pozna tajnik zaklinania kruków. Nie rozumiała o co chodziło, przecież jej kotek był bardzo spokojnym zwierzaczkiem i był w swoim koszyczku zabezpieczony zaklęciami, by nic mu się nie stało, albo przypadkiem nie postanowił wyskoczyć. W klatce w przedziale bagażowym z pewnością byłoby mu gorzej. Zamrugała swoimi chłodnymi oczętami, unosząc jedną brew do góry.
- Aha? - No tak, Mathias pewnie posiadał tajemniczą umiejętność czytania w myślach, dlatego wiedział o czym myśli ona i Snape. Nie no, nawet ona ze swoją legilimencją mogłaby się schować. Po chwili wzruszyła ramionami. Zerknęła na Snape'a i nawet posłała coś na kształt uśmiechu.
- Straszny mięczak, nie? - Rzuciła, wcale nie spodziewając się odpowiedzi. W sumie nawet to szybkie zwinięcie się Krukona poprawiło jej humor. Nawet postanowiła wypuścić Omena by sobie pochodził po przedziale. Może i nie przepadała ogólnie za ludźmi, może i ze Snapem przez te siedem lat bywało różnie, to jednak lepszy on niż jakiś Krukon, Gryfon czy nie daj Salazarze Puchon. Omen miauknął przeciągle i rozprostował się na siedzeniu naprzeciw Rockers, po czym ruszył w stronę Severusa, patrząc mu prosto w oczy.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzają ci koty, bo wiesz, byłoby trochę kiepsko. Omen jest w porządku, no chyba że będziesz dla niego za milutki albo zbyt zaczepny.









_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Severus Snape
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Pon Lip 10, 2017 1:14 pm

Po wyjściu Krukona ponownie wsparł się o ściankę przedziału, przymykając przy tym oczy, tak jakby tym samym miał odciąć się od tego wszystkiego, co działo się wokół. Każdy czasem potrzebował wyciszenia, a dla Severusa taki czas istniał niemal zawsze. Czasem zastanawiał się jak to możliwe, że mimo oczywistego introwertyzmu niemal wylewającego się z jego osoby, wciąż byli ludzie którzy chcieli i potrafili przerwać tę barierę izolacji, nie chciał jednak myśleć o tym akurat teraz, gdy żadnego z nich nie było w pobliżu.
Zorientował się za to, dopiero po chwili, że nie kto inny jak właśnie Rockers, siedząca zaledwie o długość ręki od niego kompletnie nieświadomie próbuje tą barierę przebić. Być może na jego twarzy zaczęło kształtować się coś na wzór zaskoczenia, a być może to po prostu jeden z kosmyków włosów zbyt mocno połaskotał go w nos - nie mógł jednoznacznie stwierdzić. Mógł za to spojrzeć na swą towarzyszkę niedoli, która właśnie zupełnie dobrowolnie odezwała się do niego. A przynajmniej miał podstawy twierdzić, że do niego, a nie powietrza, które powoli przestawało być nieznośnie gęste. Cieszył się, na tyle na ile on był w stanie z czegokolwiek się cieszyć, zwłaszcza w sytuacji w której czekał go powrót do domu, że mieli to swego rodzaju szczęście pozostać w przedziale sami. Obecność innego Ślizgona mogła być znośna, a pewien był, że nikt rozsądny pochodzący z innego domu nie zdecydowałby dosiąść się widząc jego czy roztaczającą aurę czystej niechęci Rockers, dobrze jednak, że nikt do nich nie dołączał.
Z twarzy Ślizgonki przez chwilę był w stanie odczytać coś na wzór uśmiechu, bardzo nieoczywistego. Dla kogoś innego bliższy mógł on być dziwnemu, mimowolnemu tikowi przecinającemu jej twarz, on jednak doskonale znał ten grymas. Mimo to nie odpowiedział, spojrzał jedynie w jej oczy, na tyle na ile mógł, co było swego rodzaju przytaknięciem na jej słowa. Nie miał zamiaru rozckliwiać się nad istotą płochliwego Krukona, którego twarz już dawno wymazał z pamięci, zupełnie niczym nieistotną informację wykreślaną z pergaminu.
Gdy wspomniany Omen zaczął zbliżać się w jego kierunku przez chwilę spoglądał na niego tak, jakby była to co najmniej sklątka tylnowybuchowa, a nie zwykły kocur. Nigdy nie wiedział jak obchodzić się ze zwierzętami, matka nigdy nie zgadzała się na trzymanie ich w domu. Pamiętał jedynie paskudne, podwórkowe koty, nieznośnie chude i potargane, które jako dziecko targał za ogony gdy starał się zająć czymś z dala od domu. Nie znosił ich, bo za bardzo przypominały mu jego, nigdy nie chciały zbliżyć się zbytnio do człowieka.
- Z wszelkimi zwierzętami pozostaje raczej w stosunkach neutralnych - odpowiedział nieco zachrypniętym głosem, posyłając jej szybkie, ukradkowe spojrzenie. Trudno było zapomnieć, że jeszcze nie tak dawno relacje między nim a Rockers nie były zbyt kolorowe, teraz jednak zdawało się, że wszystko to nie miało już większego znaczenia.
Wysunął rękę w stronę kota, bardzo powoli, zupełnie jakby kosztowało go to wiele wysiłku. Kościstą dłoń zatrzymał zaraz przed jego pyszczkiem, pozwalając mu się obwąchać. Dokładnie to zrobił Omen, łaskocząc go przy tym wąsami, jednak dość szybko stracił chyba zainteresowanie jego osobą. Odsunął więc dłoń i położył ją na kolanie, spojrzał przy tym za okno, zastanawiając się jak blisko Londynu się znajdują.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Czw Lip 13, 2017 2:01 am

Przedział czwarty uniknął przygód. Ani żaden kot nie przyszedł postawić cegiełki, ani też Rosier nie postanowił odwiedzić Severusa i Caroline. Oni sami zresztą ignorowali zupełnie to, co działo się na zewnątrz. Całe to gorączkowe bieganie za szybą nie zostało zauważone. W końcu zajrzała do nich prefekt, która poinformowała ich o tym, że zaraz pociąg zatrzyma się przy stacji King's Cross i że powinni się przebrać, po czym zamknęła za sobą drzwi, nie czekając na odpowiedź Ślizgonów.  

Kiedy będziecie gotowi, piszcie tutaj. Wystarczy jeden post z uwzględnieniem tego, co potencjalnie robiliście przez resztę 5 lipca 1978. Dotyczy to każdego ucznia Hogwartu.

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Sob Lip 15, 2017 12:30 pm

Ludzie lubili przerywać, wtrącać się w nie swoje sprawy. Ludzie ignorowali tabliczki z zakazem wstępu i pakowali się w kłopoty i nawet jeśli Snape zabezpieczał się zaklęciami czy łykał magiczne ochronne eliksiry, zawsze znajdował się jakiś nieproszony gość. Czyż nie powinien się tego nauczyć przez te wszystkie lata? Niby taki inteligentny, niby wyżej od niej w ocenach, a jednak taki prostych reguł nie potrafił przyjąć. Tak banalnie oczywistych. Choć, czy powinna go winić? Sama wolałaby tego nie wiedzieć, unikać, bo Merlinie, jak ona nienawidziła jak ktoś się interesował jej sprawami, wpieprzał buciorami do królestwa w którym rządziła. W ogóle, zabawna rzecz, nienawidziła ludzi, tak mocno nimi gardziła, w tym i "człowieczą" stroną samej siebie, która i teraz trochę się ujawniła. Niby nic, niby nieznaczące słowa, które padły z ust Rockers, ale jednak.
Barier nie można przekraczać, oboje o tym wiemy.
Jeszcze Ślizgonka otworzyła okno by wpuścić trochę chłodniejszego powietrza. Nienawidziła upałów, lata, nienawidziła tego lepkiego uczucia klejenia się do swoich ubrań i siedzenia. Obrzydliwość. Żeby tego było mało, nie znała żadnych przydatnych zaklęć w tej materii. Wyciągnęła paczkę papierosów z kieszeni szaty, przyłożyła jednego do swoich ust i odpaliła różdżką zaciągając się mocno. Nie spytała się czy będzie mu to przeszkadzać, nigdy się nie pytała. Dym wypuszczała w stronę okna. Po chwili z papierosem między wargami, wyciągnęła szkolny pamiętnik z kieszeni szaty, tak jak pióro i atrament.  Odkręciła buteleczkę, zamoczyła końcówkę i zaczęła pisać. Atrament był ciemnozielony. Więcej dymu. Popiół strzepała przez okno.
- Omen to dobry kot. Lojalny - burknęła nagle, nie unosząc wzroku. Kot zamruczał na te słowa, obwąchał rękę Severusa i pokręcił się trochę na siedzeniach, w końcu wracając na siedzenie obok Snape'a i spoglądając na niego czujnie. Miauknął.
- Chyba cię lubi - dodała, odkładając pióro, zamykając hogwarcki pamiętnik i w końcu zakręcając atrament. Papieros się kończył. Pewnie  blisko, pociąg zwalniał.
Zgasiła papierosa i wyrzuciła przez okno, a z jej ust wymsknął się niewielki ogień. Smocze języki to zabawna marka. Kiedy wszedł prefekt i poinformował o tym, że powinni się przebrać, machnęła na niego ręką.
- No dobra, Snape. Czas przywdziać swoje zajebiste ciuszki. Najpierw ja - i zanim zdążył cokolwiek zrobić, obróciła go za pomocą różdżki. - Spojrzysz na mnie, a pozbawię cię oczu. Mam nadzieję, że sprawa jasna i jesteś na tyle rozsądny.
Ze swojej podróżnej torby wyciągnęła złożoną szatę i sukienkę w rodowych kolorach. Dość prostą, ale jakże szlachecką. Ściągnęła szkolne ubrania pospiesznie i włożyła przygotowany strój, zapakowując zmięte ciuchy, choć zwyczajnie machnęła różdżką i je wrzuciła. Nie nauczyła się przecież w ogóle pakować.  Odgarnęła włosy z karku, rozczesała szybko szczotką, butów na szczęście nie musząc zmieniać. Wyciągnęła jeszcze jakąś szmatkę i je wyczyściła.
Z powrotem usiadła, wyciągając jeszcze miętową gumę z Miodowego Królestwa by zabić zapach i smak papierosa.
- Już.
Na koniec wleciała jeszcze niewielka ciemna sówka, która dostarczyła jej list. Odwinęła go z nóżki zwierzęcia, które od razu wyleciało przez okno. Wiadomość przeczytała szybko, po czym odetchnęła nieco z ulgą, drąc go i umieszczając w magicznym śmietniku, który sam się opróżniał.
Kiedy zatrzymali się na stacji, podniosła się, poprawiła torbę, zamknęła pospiesznie Omena w koszyczku i pożegnała się ze Snapem kiwnięciem głowy, opuszczając przedział.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Severus Snape
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział IV   Pon Lip 17, 2017 1:28 pm

Starał się możliwie jak najbardziej ignorować to, co działo się wokół. Cóż, nie do końca dało się ignorować Rockers, która całym swym jestestwem pokazywała jak wyraźną postacią jest - jemu jednak to nie przeszkadzało. Nie przeszkadzał mu również dym papierosowy, który powoli zaczął wypełniać ciasny przedział, szybko docierając do jego nozdrzy. Nie był to zapach drażniący, właściwie bardziej kojarzący się z jego latami gdy jeszcze wszystko to nie miało większego znaczenia. Ojciec zawsze dużo palił, matka jedynie kiedy bardzo się zdenerwowała odpalała papierosa w kuchni i strzepywała popiół do przyrdzewiałego zlewu. Zaskakujące, jak dużo tych nieistotnych wspomnień kołatało mu teraz w głowie, prawie niczym znak na granicy gdzie rozpoczynało się nowe życie.
Zerknął bardziej od niechcenia niż z faktycznej ciekawości na notatnik, który wyciągnęła Ślizgonka. Zmarszczył przy tym brwi, ledwie na ułamek sekundy, miał bowiem wrażenie, że już gdzieś go widział. Czy jednak miało to znaczenie? W końcu spędzili w murach jednej szkoły, jednego dormitorium siedem lat swojego życia, równie dobrze mógł go widzieć już milion razy w jej rękach i nawet o tym nie wiedzieć.
Na jej słowa jeszcze raz nieufnie zerknął na kota, wyglądało na to, że oczekiwać mógł od niego jedynie przyjaznego zobojętnienia. To mu wystarczało. Prefekta zapewne zignorowałby, gdyby nie Rockers, która zupełnie jakby brakowało jej cierpliwości obróciła go twarzą w stronę drzwi. Nie oponował. Ostatnie czego by chciał, to naruszyć prywatność osoby, która mogłaby równie dobrze wbić mu teraz różdżkę w szyję i zostawić upchanego pod siedzeniem. Gdy przyszła kolej na niego bez większego pośpiechu i starań narzucił na siebie zwykłą, czarną szatę dzienną. Właściwie można by powiedzieć, że jego ubiór niewiele się teraz różnił od tego szkolnego. Brakowało jedynie ślizgońskich barw, których nieobecność nieco dobiła Snape'a. Prawie można by rzec, że wyglądał na doroślejszego, choć było to zapewne jedynie złudne wrażenie. Upchał mundurek do starej torby i usiadł, a wyglądał przy tym na znacznie bardziej ponurego niż zawsze.
Nie musieli czekać długo, zaraz bowiem poczuł, że pociąg powoli zatrzymuje się. Wjeżdżali na stacje, w kłębach dymu unoszącego się z komina. Puścił Rockers pierwszą, nie wiedział czy z grzeczności, czy po prostu bał się momentu w którym opuści przedział. Nie będzie już więcej powrotu, ucieczki. Odpowiedział jej kiwnięciem głowy, jeszcze raz rozejrzał się wokół, jakby zapomniał czegoś ważnego, wiedział jednak, że nie mógł odwlekać tego momentu. Westchnął i powoli, nie spiesząc się, wyszedł.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Przedział IV   

Powrót do góry Go down
 
Przedział IV
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» London Eye
» Przedział X
» Przedział 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Środki Lokomocji :: Hogwart Express -