Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Przedział V

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu



PisanieTemat: Przedział V   Wto Wrz 03, 2013 9:09 pm

Zajmowany przez uczniów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Przedział V   Pon Cze 12, 2017 10:05 pm

I stało się. Ostatnia podróż powrotna z Hogwartu.
Miał ochotę zasnąć i obudzić się pół roku wcześniej uświadamiając sobie, że to wszystko co się przez ten czas wydarzyło było jedynie złym snem. Tak, złym snem, bo przez te pół roku wszystko się zawaliło i nie tak wyobrażał sobie, że będzie żegnał Hogwart.
Na brzegu jeziora panował straszny harmider, harmider który mu ogromnie przeszkadzał chociaż przecież był panem takich sytuacji, to on wprowadzał zamęt, to on siał rozgardiasz, a teraz? Teraz pragnął ciszy, a jeszcze bardziej pragnął zatrzymać czas i jakoś to po prostu ogarnąć, bo chyba z tym miał największy problem.
Miał kończyć szkołę razem z Erin. Obiecał jej, że tego ostatniego dnia zrzuci ją z łódki do jeziora, ona natomiast zapewniała go, że nic takiego nie będzie miało miejsca, bo nie ma takiej możliwości by James skończył szkołę bez obsuwy. Tymczasem Hogwart zdążył skończyć jedynie on, bez obsuwy, o ironio.
No i do tego Lily. Opuszczał Hogwart, ale nie z nią u boku. Zdecydowanie nie tak miało to wyglądać. Może i w porównaniu do straty Erin, ta sprawa wydawała się błahostką, ale równie mocno dawała mu się we znaki.
Spotęgowało to jego posępny nastrój, który po ciężkiej nocy i tak nie był najlepszy. Noga pulsowała tępym bólem, pohratany był tu i ówdzie, we włosach miał nieznaczną dziurę po wycięciu gumy, wargę miał zgryzioną do krwi, a do tego wszystkiego nabawił się przeziębienia i kichał jak najęty.
Oczywiście udawał tryskającego świetnym humorem. Bo może i sam czuł się do dupy, to nie miał zamiaru okazywać tego innym. Razem z resztą huncwotów chcieli pożegnać szkołę z równym przytupem co przez nią przeszli. W tym celu Potter zamówił u Zonka największe fajerwerki jakie widział ten sklep. Rozstawili je, nie gdzie indziej, jak w swoim własnym pokoju w wieży Gryffindoru, celując prosto w okno (jakoś mało ich martwiło, że Filch będzie miał po nich trochę sprzątania) i zaczarowali je tak by wystrzeliły w trakcie ich ostatniego przepływu przez jezioro.
Gdy łódki ruszyły, James raz po raz zerkał w stronę zamku obawiając się, że ich ostatni numer skończy się haniebną klęską. Chyba nigdy by sobie tego nie wybaczył… Miano huncwotów odeszłoby w zapomnienie, a oni… Jego pełne tragicznych zakończeń przemyślenia przerwała nagła salwa wybuchów z ponad Hogwartu. Fajerwerki wystrzeliły okalając cały zamek różnobarwnymi wzorami. Jedna z łódek w tym czasie o mało się nie wywróciła, a gdy Potter uniósł różdżkę i również z niej wystrzelił prowizoryczne zimne ognie, Hagrid zaczął płakać na cały głos i jęczeć, że bez huncwotów Hogwart już nie będzie ten sam.
Pokaz trwał dobrych kilka minut, a gdy już wydawało się, że zaraz się zakończy i wszystko powróci do szarej rzeczywistości, nagle stało się coś jeszcze. Cóż, fajerwerki, jak to one, lubią sprawiać psikusy. Pomimo usilnych starań chłopaków i mozolnej konstrukcji kierującej bombową atrakcję w stronę okna, znalazł się jeden niewypał, który wcale w to okno nie trafił, a rozszalał się po całym pokoju, robiąc wpierw demolkę, a kończąc na podpaleniu, najpierw zasłon, a później kolejno wszystkich mebli. Z wieży Gryfindoru zaczął unosić się dym, wydawałoby się nic nadzwyczajnego, w końcu dym zawsze towarzyszył fajerwerkom. Jednak gdy wybuchy ustały, dym wcale tego nie zrobił, wręcz przeciwnie, zgęstniał i wyglądał coraz bardziej podejrzanie, aż w końcu dołączyły do niego płomienie i już nikt nie miał wątpliwości…
- Hogwart się pali! – ktoś krzyknął, a James tylko przygryzł spuchniętą wargę i mruknął pod nosem zaniepokojone ‘Ups…’
Świetnie. Puścili Hogwart z dymem. No to się z nim pożegnali z przytupem, nie da się ukryć. Nie obawiał się o zamek, z pewnością skrzaty zaraz uporają się z pożarem, czy też nauczyciele którzy zostali w zamku… Co nie? W najgorszym przypadku, w końcu jest dwa miesiące przerwy na ogarnięcie strat. Jakoś dziwnie chciało mu się z tego śmiać. Kichnął i posłał rozbawione spojrzenie Syriuszowi.
Resztę drogi spędził na dogłębnej analizie dna łódki, a gdy tylko przybiła ona do brzegu, natychmiast pojawił się przy nich Hagrid.
- No toście nabroili – pociągnął nosem, na co Potter odpowiedział mu siarczystym kichnięciem – I dlatego bede za wami cholibka ogromie tęsknić! – chwycił chłopaków w swoje ogromne ramiona i zaczął wyciskać z nich ostatnie soki – Wpadajcie czasami! A i ja do was bede wpadać!
- Masz to jak w banku – wydusił z siebie James, gdy już na powrót odzyskał dech w piersiach.
Chwilę trwały pożegnania z gajowym, na szczęście nie byli jedynymi za którymi olbrzym musiał się wypłakać, więc gdy tylko nadarzyła się okazja, Potter zawinął swój bagaż i pokuśtykał do pierwszego wolnego przedziału, którego o tak późnej porze wydawałoby się że już nie będzie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marlene McKinnon
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Przedział V   Wto Cze 13, 2017 11:37 pm

Była zmęczona. Tak zwyczajnie, po ludzku, zmęczona. Poparzenia nóg, jakich doznała wczoraj wieczorem, na szczęście nie okazały się aż tak poważną sprawą na jaką wyglądały, toteż opatrzona przez szkolną pielęgniarkę, asekurowana przez Charlie, Giotto i Enzo, z olbrzymim wysiłkiem i spontanicznymi postojami co pięć metrów, w końcu dokuśtykała się do łodzi.
Ostatnia podróż.
Czy to właśnie tak wyobrażała ją sobie przed siedmioma laty, gdy w ten sam sposób, wspólnie ze swoim przyjacielem, zmierzała w stronę zamku, na spotkanie z własnym przeznaczeniem?
Zdecydowanie nie.
Czy żałowała?
Czasami.
Ale przecież gdyby nie Hogwart, nie miałaby okazji poznać tylu szalenie inspirujących ludzi (by później  móc zmagać się z bólem po ich utracie). Gdyby nie Zamek, pewne przyjaźnie nigdy nie zostałyby wystawione na próbę (może nawet wciąż by trwały?), a jej brat nie miałby okazji wstąpić w szeregi Złych Ludzi. Gdyby nie Zamek, rodzice wciąż by żyli.
Bilans był ujemny. A jednak, kochała to miejsce. Było jej domem. A pośród jednej, wielkiej, czarnej plamy, dziewczyna wciąż potrafiła wyróżnić setki, jeśli nie tysiące, jasno święcących punktów. Wszystkie dobre wspomnienia związane z tym miejscem potrafiły rozjaśnić ogólny mrok.
I wtedy rozległ się huk.
Odruchowo łapiąc za rękę kuzynkę (jakby w tym stanie potrafiłaby ją skutecznie obronić), niemal instynktownie zwróciła się w kierunku, z którego dobiegał hałas.
A to tylko Huncwoci (chyba, bo kto inny?) odpalili całą masę magicznych fajerwerków.
A później wieża Gryffindoru zapłonęła jak ten Rzym przed wiekami. Zachichotała. Jakoś nie martwiła się tym zbyt specjalnie, przecież w Zamku na pewno zostali jacyś nauczyciele, którzy zaraz poradzą sobie z ogniem.

Asekurowana przez Charlie, różdżkę Charlie i Giotto (Enzo jechał powozem), w końcu dotarła na peron. W wyrazie całkowitej emancypacji, pod kpiącym spojrzeniem kuzynki, wtaszczyła do pociągu swój kufer, a następnie, również odrzucając pomoc gołąbków, sama wczołgała się do środka. Westchnęła. - Dobra, Ptaszyny. Bardzo Wam dziękuję, ale teraz poradzę sobie sama - bo sobie poradzi, prawda? Musi. - Jak skończycie się mizdrzyć to będę - wskazała głową w głąb pociągu - gdzieś tam. - W gruncie rzeczy miała jednaka nadzieję, że nie skończą się mizdrzyć. Chciała odpocząć.
Wlokąc za sobą kufer, w bardzo powolnym tempie, przemierzała wagon. Cholera. Za późno dotarli na dworzec. Teraz to na pewno nie znajdzie już niczego pustego.
Chcąc nie chcąc, zdecydowała się w końcu na przedział z numerem V. Niezdarnie nacisnęła klamkę i jeszcze niezdarniej wtoczyła się do środka.
Usiadła na przeciwko bliżej niezidentyfikowanego osobnika. Odgarnęła włosy z czoła, spojrzenie uniosła do góry.
Ojej, Potter.
Milczała przez dobrych 15 minut. Lubiła go, ale wiecie, wspólna walka o życie zwykle wytwarzała między ludźmi dziwny rodzaj napięcia (a może to tylko z nią, wciąż, było coś nie tak?). Poza tym, nie chciała mu się narzucać, wyglądał jakby myślał.
A jednak, po upływie kwadransa, w końcu otworzyła usta. - Czy mógłbyś zrobić jakieś czary-mary i wtaszczyć to-to - wskazała głową na kufer - na górę? - Zapytała, nieco zakłopotana. - Sama bym to zrobiła, ale chwilowo nie mam odpowiedniego sprzętu - wytłumaczyła się.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
James Potter
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Przedział V   Czw Cze 15, 2017 7:06 pm

Wrzucił swój kufer na górę zastanawiając się przez chwilę, czy nie powinien zanieść go do luku bagażowego (hmhmhmhm... ;> ). Przedział był jednak na razie pusty, więc ten absorbujący dylemat postanowił rozważyć jak pojawią się wszyscy pasażerowie.
Usiadł z ulgą pod oknem i oparł na nim głowę omiatając spojrzeniem całą stację kolejową. Ku jego wewnętrznej udręce, nie minęła chwila, a już wypatrzył pewną rudą czuprynę i chcąc nie chcąc, nie mógł już oderwać od niej wzroku. Przepadł, kto wie czy nie ostatni raz, napawając się jej widokiem. Jak to strasznie brzmi: ostatni raz. Już w głowie układał plany co zrobić, by jednak znaleźć się bliżej Lily, by nie kończyć tego w ten sposób. Mógłby się nawet przeprowadzić. A gdyby tak… Przymknął oczy karcąc się w myślach. I co, będziesz dręczyć ją do końca życia? Chcesz patrzeć jak układa je sobie z kimś innym? Przecież wybrała i bynajmniej nie ciebie.
A mimo wszystko, męczyła go ta myśl. Bo w końcu udało mu się zdobyć jej serce, jednak większym problemem okazało się utrzymać je przy sobie. Odtrącił ją gdy tylko pojawiły się pierwsze większe kłody pod nogami. Nie chciał się z nią dzielić cierpieniem, swoimi uczuciami. Tylko chyba nie na tym polega związek, co nie? A może właśnie tu leży pies pogrzebany? Może on nie potrafiłby tworzyć z nią związku?
Nawet nie zauważył gdy ktoś wszedł do przedziału. A może i zauważył, tylko w końcu było to coś czego się przecież spodziewał, więc nie zwrócił na to większej uwagi. Zamiast tego dalej bił się ze swoimi myślami.
Gdy Marlene przemówiła, oderwał swe roztargnione spojrzenie od Evans i skierował je na blondynkę. Nawet nie zdążyło do niego dotrzeć co dokładnie powiedziała, a zerwał się na równe nogi, chwycił jej bagaż i sam zarzucił go na górę nie używając do tego różdżki. Chyba potrzebował jakichś bodźców które wyrwą go z tych dręczących rozmyślań. Skrzywił się trochę czując jak zasiedziane urazy dają o sobie znać, przynajmniej trochę go to ożywiło i przywróciło do rzeczywistości.
- Do usług – rzucił uśmiechając się nieznacznie i wracając na swoje miejsce pod oknem – Chciałbym ci powiedzieć, że świetnie wyglądasz, ale no cóż, wyglądasz równie kiepsko jak ja… Chociaż. To i tak już komplement jakby nie patrzeć – zażartował. Podejrzewał, że Marlene może czuć się lekko nieswojo, jednak nie myślał tu o stricte walce o życie jaką stoczyli wczorajszego wieczoru, bardziej chodziło mu o to, że była w ich towarzystwie całkowicie naga. Ładnie naga, ale dalej naga.
- Jak ci się podobał pokaz fajerwerków? Chyba trochę przesadziliśmy, ale w sumie… Skoro my kończymy naukę, to Hogwart nie ma już żadnej racji bytu – odparł udając zupełnie poważnego. Jednak takie udawanie nigdy nie wychodziło mu dłużej niż przez kilka sekund, więc zaraz usta wygięły mu się w uśmiechu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marlene McKinnon
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Przedział V   Nie Cze 18, 2017 12:48 am

Przedział bagażowy. Tak, cóż. Prawdopodobnie całkiem kulturalnym posunięciem byłoby skorzystanie z luku bagażowego, ale już w łodzi, dziewczyn stwierdziła, że kulturalne wcale nie oznacza praktyczne. Jej aktualny stan zdrowia nie pozwalał na to aby, po zatrzymaniu się pociągu na końcowej stacji, jednocząc się z tłumem uczniów, przedzierać się do miejsca w którym składowane były kufry tylko po to aby później się z tym kufrem szarpać, wyjmować go spod sterty innych bagaży, a później jeszcze wynosić z pociągu. O wiele wygodniejszą opcją było po prostu umieszczenie go w przedziale i poproszenie jakiegoś potencjalnego współtowarzysza o zdjęcie go z półki w stosownych dla tego momencie. Tak, taka była mądra i przebiegła.
Zanim ośmieliła  się odezwać do Pottera, przez moment spoglądała w tym samym co on kierunku. Evans. Westchnęła i mimo wcześniejszego postanowienia o nienarzucaniu się, w końcu zdecydowała, że pora najwyższa przerwać jego procesy myślowe. Nie mogło tak być, żeby chłopak cały czas myślał o Rudej. To trwało już za długo i zdecydowanie było niezdrowe. Chociaż, może lepiej myśleć o Evans niż o zmarłej siostrze? Cóż, Lily przynajmniej żyła, a to w jakimś tam sposób dawało nadzieję, ale z drugiej strony, czy Potter naprawdę jej potrzebował? Nie wiedziała, ale też, póki nikt jej o zdanie nie pytał, ona nie zamierzała go głośno wyrażać. Przynajmniej chwilowo.
Słysząc komplement na jaki się zdobył oczy Marlene zaświeciły się wesoło, jednak jej wargi (wbijając się na szczyt swoich możliwości) wygięły się po postu w pół-ironicznym uśmiechu. - Sądzę, że nawet w tym stanie oboje wyglądamy wspaniale - parsknęła, niezdarnie odrzucając włosy. O, taka z niej ponętna kotka była. Po chwili jednak poczuła jak jej policzki zaczynają robić się czerwone. W świetle wczorajszych wydarzeń wolała nie wspominać o żadnych ponętnych kotkach. Nawet w formie żartu. - Chociaż, nie wiem jak Ty - dodała już nieco poważniej -  ale ja osobiście wolałabym żeby nasza wspaniałość nie przyciągała tutaj tłumów. Nie dzisiaj - pokręciła głową. Naprawdę nie potrzebowała towarzystwa.
- Były świetne - odpowiedziała, delikatnie się uśmiechając i znów zmieniła pozycję w której siedziała. Kurdę, w tej też ją bolały nogi? - nie zdziwię się jeśli Filch wyśle za wami jakiś list gończy. Ewentualnie po prostu wezwie was w wakacje do szkoły i każe po sobie posprzątać. - W sumie, czemu by nie miał tego zrobić? Był Filchem, chciał dostać ich w swoje łapy przez siedem ostatnich lat, więc dlaczego miałby im odpuścić teraz?
A później wbiła wzrok z podłogę i przez jakiś czas jechała sobie w milczeniu, pogrążona we własnych myślach. - Wiesz Jmmi - zaczęła, patrząc na swoje splecione, poobdzierane palce. - Jestem naprawdę zniesmaczona faktem, że naraziłam Cię wczoraj na - zaczerwieniła się - cóż, na dość krępujące widoki, ale jakby nie do końca byłam sobą. Niektórych rzeczy nie pamiętam, ale wiem, że zanim straciłam przytomność znalazłeś się przy mnie no i, to mogło być dla Ciebie mało przyjemne, przepraszam. - zakończyła na jednym wdechu. - Ale liczę, że to w żaden sposób nie wpłynie na naszą współpracę i że dalej będziesz uczył mnie walki - w końcu na niego spojrzała. - Wiem, że wczoraj nie byłam zbyt pomocna, ale twoje lekcje naprawdę dużo mi dają.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dreama A. Rosier
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Przedział V   Pon Cze 19, 2017 9:02 pm

Ciężko jej było rozstawać się z Hogwartem i za każdym razem, gdy miała wracać do domu, usiłowała coś sobie zrobić. Miała nadzieje, że może w taki sposób uda jej się zatrzymać w szkole, chociaż na miesiąc dłużej. Niestety Pomfrey radziła sobie ze nią coraz lepiej i potrafiła wyleczyć każdą ranę w okamgnieniu. W skutek czego zawsze na zakończeniu roku miała na sobie jakiś bandaż. Ludzie domyślali się, że robi to specjalnie, ale nikt nie wydawał się reagować. W końcu była tą świrniętą.
Teraz szła przez pociąg prawie bez niczego przy sobie, a jedyną rzeczą, która miała umilać jej podróż, był bandaż na czole oraz paczka Fasolek Wszystkich Smaków, które to nieustannie pakowała do buzi. No, ewentualnie jakaś banda przygłupów, ale tą się najzwyczajniej nie przejmował. Nie miała ochoty szukać swoich kumpelek po całym pociągu dlatego bez zastanowienia wlazła do randomowego przedziału, jednak zaraz zmarszczyła nos. Gdyby zobaczył ją ktoś obcy, najprawdopodobniej stwierdziłby, że weszła do pomieszczenia, w którym panuje nieprzyjemny zapach, a jej przyszłe towarzystwo, pomimo że nie śmierdziało to i tak nie prezentowało się niezbyt przyjemnie. Jej samej nie pasował fakt bycia z ludźmi, którzy najprawdopodobniej będą próbowali z nią rozmawiać. Jednak stwierdziła, że nie ma wyjścia, wcisnęła na swe usta delikatny uśmiech i rozsiadła się na siedzeniu obok Marleny, jednocześnie kładąc buciory obok Pottera. Komuś takie zachowanie mogło wydawać się bardzo nieładne, jednak ona miała cichą nadzieję, że może dzięki temu postanowią poszukać sobie innego przedziału.
- Mam nadzieje, że nie będzie przeszkadzać wam moje towarzystwo, ale dalej nie chce mi się łazić i szukać czegoś w miarę pustego — rzekła całkowicie szczerze i podrapała się po głowie. Wiedziałam, że Potter lata za tą Evans, która ma go totalnie w dupie i bardziej spodziewałabym się tego, że będzie tutaj siedział z nią niż z krukonką. Ale może wreszcie dał sobie siana i zrozumiał, że panny jak ruda gryfonka zawsze będą miały obawy przed pajacami takimi jak on. Ona sama, chociaż podobno była tą „zabawną” i „szaloną” miałaby opory. Przecież nie wiadomo co takiemu bęcwałowi do łba strzeli. Przymknęła delikatnie oczy z nadzieją, że uda jej się nie zasnąć, mogła domyślić się, że zaraz zleci się reszta tej jego bandy i będą gadać o Quidditchu i innych pierdołach. A miała nadzieje, że przynajmniej ta podróż będzie przyjemna.

_________________

you keep your distance
with a system of touch
and gentle persuasion
I'm lost in admiration
could I need you this much
oh, you're wasting my timeyou're just wasting time
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Przedział V   Pon Cze 19, 2017 9:56 pm

Zdecydowanie to dżentelmeni winni zajmować się bagażami niewiast, szczególnie zważając na atrakcje jakie w tej chwili czekały na tych zbłąkanych pomagierów w luku bagażowym. Niestety James nie był świadomy zaistniałej sytuacji w tymże magicznym przedziale, i korzystając z faktu, że półki były jeszcze puste, zrezygnował z wycieczki i najzwyczajniej w świecie zarzucił kufry na górę.
- Co nie? My piękni już tak mamy. Choćby się waliło i paliło to i tak będziemy wręcz ociekać urokiem – kontynuował żarty przejeżdżając sobie dłonią po włosach by na koniec roztargać je na wszystkie strony. Przy tym geście wyczuł braki swoich ukochanych pukli w miejscu gdzie utkwiła wczorajszego wieczoru guma Aryi, co za wredna istota, niech jej ta guma stwardnieje na dobre w grobie i wyłamie zęby!
- Jak na razie twoje życzenie się spełnia, ale nie obiecuję, że potrwa to długo, w końcu trafiłaś do przedziału huncwotów – uniósł jedną brew przywołując na twarz niecny uśmieszek – Remus pewnie dalej prefektuje, Syriusz wyrywa laski na wakacje, a Peter… Wydaje mi się, że omotał jakąś panienkę, ostatnio często gdzieś znikał i nic nie chciał powiedzieć, więc jest albo brzydka jak noc, albo to facet – prychnął – Albo zwyczajnie okupuje wózek z żarciem – dodał bo mimo wszystko ta opcja wydawała mu się najbardziej możliwa w tym momencie. Och, jak bardzo się mylił.
Z dumą uśmiechnął się na wzmiankę o świetnych fajerwerkach. Tak, chciałby zobaczyć minę Filcha, prawie widział oczyma wyobraźni jak ten rzuca się po zwęglonym dormitorium i rwie sobie włosy z głowy klnąc na huncwotów. Roześmiał się w głos tak tym uradowany, że aż pękła mu świeżo zasklepiona rana na ustach.
- To by było zabawne – list gończy z huncwotami, takiej pamiątki by sobie nie odmówił – Mógłbym zrzucić się na odszkodowanie, ale nie odebrałbym mu przyjemności jaka płynie ze sprzątania po nas, zresztą, to wszystko z troski, co on by robił całe wakacje? Co on W OGÓLE będzie robić bez nas? Jeszcze zatęskni… - skwitował kiwając głową, naprawdę był przekonany że tak będzie.
Pociąg ruszył, a w ich przedziale nastała cisza. Byli wycieńczeni po wczorajszym wieczorze, więc nie było to nic dziwnego. James znowu oparł głowę na szybie i wlepił wzrok w obrazy za oknem. Jego myśli znowu niesfornie uciekły do Evans. Jakoś nie mógł się pogodzić, że jest ona w tej chwili tak blisko i tak daleko zarazem. Był zawiedziony, że nie zaplątała się przypadkiem do ich przedziału, a jeszcze lepiej jakby to wcale nie był przypadek…
Smutny ton Marlene wystarczył by Potter z niepokojem skierował na nią swój wzrok. Co ona mówi, na co niby wczoraj go naraziła?
- Och… - wykrztusił tylko unosząc lekko brwi do góry. Trochę się tego nie spodziewał i widząc rumieniec krukonki, sam prawie nim się oblał, ale szybko się otrząsnął słysząc jakie brednie ona wygaduje.
- Marlene, co ty mówisz – rzucił szybko i przesunął się tak by być centralnie naprzeciwko niej – W tamtej chwili myślałem tylko o tym jak nas wydostać z tego koszmaru – zapewnił ją, mógłby powiedzieć ‘Kurde, Marlene, przecież nie masz się czego wstydzić! Wręcz powiedziałbym, że…’ No nie ważne co, w tym bądź razie stwierdził, że nie jest to raczej na miejscu w zaistniałych okolicznościach. Chwała Merlinowi, że czasami pozwalał mu najpierw pomyśleć, później powiedzieć, niestety nie zdarzało się to często – Przecież wiem, że nie zrobiłaś tego specjalnie, widzisz… Był wtedy taki moment, że widziałem wśród nich Erin – zaczął uciekając wzrokiem na boki – Pamiętam ten widok bardzo dokładnie… No i zwariowałem. Zacząłem do niej biec, krzyczeć, o mało nie rzuciłem się w całą tę gromadę krwiożerczych trucheł. Ale to nie byliśmy my, Marlene… Na pocieszenie zdradzę ci coś jeszcze – dodał już szeptem pochylając się w jej stronę – Z tego całego amoku uratował mnie któryś z Nero - przyznał jakby był to największy wstyd na świecie i poza światem i w ogóle wszędzie, wszędzie!
Odganiając straszne wspomnienie jakim się z nią podzielił, oparł się znowu wygodnie i splótł ręce na piersi.
- Miałbym zaniechać nauczania mojej najlepszej uczennicy? – prychnął – Moja droga, jakby ci tam ktoś dał różdżkę to byś ich tam rozgromiła w cztery wiatry nim zdążyłbym uwolnić się od tych żartujących patyków! – wywrócił oczami jakby to była oczywista oczywistość – Jednak twe dzisiejsze słowa nasunęły mi pewne spostrzeżenia… - zaczął konspiracyjne – Na kolejnym treningu… Będziemy ćwiczyć nago – uśmiechnął się szeroko, nawet jego oczy się uśmiechały – Musisz wyzbyć się wstydu! Kto wie, może ci to kiedyś uratować życie – dodał starając się być całkowicie poważnym – Jak tylko odzyskasz różdżkę i trochę odpoczniesz, wracamy do regularnych treningów – zarządził zadowolony z siebie, chociaż nie tylko McKinnon potrzebowała odpoczynku.
Wstał na chwilę i po chwili szarpania się ze swoim kufrem wyciągnął z niego paczkę z tytoniem i jakieś bliżej nieokreślone żelki z Miodowego Królestwa. Otworzył je dając Marlene znak kiwnięciem głową, żeby częstowała się jak swoimi, po czym gdy napakował sobie kilkoma usta, zabrał się za zwijanie papierosów. Był zmęczony, ale siedzenie bezczynnie jeszcze bardziej go męczyło.
- Udało ci się znaleźć kupca na dom? – spytał badając od tyłu temat, tego co dziewczyna planuje teraz ze sobą zrobić. Wiedział, że bez opcji powrotu do Howartu, pewnie zacznie urzeczywistniać swoje plany, chciał jakoś pomóc.
W międzyczasie do przedziału wpakowała im się Dreama. Powitał ją zmęczonym spojrzeniem, zdecydowanie jej aury właśnie tu potrzebowali…
- Ciebie jakoś zniosę, ale nie twoje buciory przy moim szacownym tyłku – rzucił spychając, delikatnie, ale zawsze, jej buty z siedzenia na podłogę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marlene McKinnon
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Przedział V   Nie Cze 25, 2017 11:10 am

- Ciężkie jest nasze życie - przyznała z udawanym smutkiem i całkowitą powagą. - Na każdym kroku czyhają na człowieka rzesze fanów, nieobliczalne osobniki - wzdrygnęła się - ja Ci mówię, że gdyby nie nasza szczególna ostrożność, już dawno wylądowalibyśmy z amortencją w soku. - Przynajmniej Potter by wylądował, o tym była przekonana.
- Twoi koledzy akurat nie są żadnym zagrożeniem. Remus jest naprawdę sympatyczny, Blacka widziałam z jakąś rudą panną, na szczęście to nie była Lily, czyli istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie pogoni go zbyt szybko, a Peter... - zastanowiła się przez chwilę. Jakoś nigdy wcześniej nie przywiązywała do niego zbyt dużej wagi. Może gdyby wiedziała, że pewnego dnia Lily i James zginą z powodu jego kompleksów...Ale nie wiedziała. Nie mogła. - Peter chyba nie robi dużo hałasu - zakończyła z lekkim wzruszeniem ramion.  
Zupełnie niespodziewanie i nieświadomie spojrzenie, którym od dłuższego czasu obdarzała swojego rozmówcę wypełniło się czymś w rodzaju czułości i troski. James był naprawdę fantastyczny, a promieniująca z niego aktualnie duma była...No cóż, co tu dużo mówić, słodka. I przez moment naprawdę żałowała, że to nie jest jej bratem i że siostra Jamesa nie żyje i że Matt okazał się być draniem i że Erin nie może teraz w żaden sposób pocieszyć Rogasia po stracie, cóż, siebie samej.
- Twoja warga - zwróciła mu uwagę, bo mała rana w kąciku ust, którą nabył wczorajszego wieczoru, znowu zaczęła delikatnie krwawić. Gdyby mogła sama by się nią zajęła, ale cóż, połamany patyk, który jeszcze kilka dni temu był jej różdżką, aktualnie wydawał się być bezużyteczny, a przecież papierową chusteczkę Potter prawdopodobnie potrafił obsłużyć sam. Zamiast więc biadolić roześmiała się głośno. - Jakie wy macie dobre serca - zauważyła z podziwem - od zawsze myślałam, zresztą, pewnie jak cały zamek, że wy go po prostu lubicie dręczyć, a wam chodziło tylko o wypełnienie jego wolnego czasu. Boże, Jmmi. To wzruszające. - Dla podkreślenia tych słów, obie dłonie położyła na swojej klatce piersiowej.
Pociąg ruszył.
Uważnie wysłuchała tego co miał do powiedzenia, a czerwień, która jeszcze przed chwilą zdobiła jej twarz, zbladła. To prawda. Zeszłej nocy każdy z chłopaków bardziej skupiał się na tym, jak przeżyć, a nie nie na tym, jaką miseczkę ma ich koleżanka z roku, a jednak...No głupio jej było, niezręcznie. Nawet jeśli za jej zachowaniem stało przesiąknięte magią drzewo. - Wiem, wiem - pokiwała głową - masz rację, ale mimo to, źle mi. Za kilka dni pewnie to przetrawię, za parę tygodnie będę opowiadała jako śmieszną anegdotę, ale chwilowo czuję po prostu, że muszę przeprosić. - Spuściła głowę, przygryzła wargę. Myślała. - Wiesz - zaczęła w końcu - zastanawiałam się nad tym dlaczego nam tak odbiło. Bo przecież drzewo i jego magia zaczęły działać dopiero później - poniosła wzrok - pokazało nam naszych bliskich, ale nie miało wpływu na naszą reakcję na ten widok. I to jest straszne. Straszne jest do czego może doprowadzić nas nieobecność drugiego człowieka - zakończyła cicho swoje przemyślenia w odcieniu blond. A później uśmiechnęła się delikatnie bo Jamesowi po raz kolejny udało się ją rozchmurzyć. - Nikomu nie zdradzę twojej tajemnicy. Nero też się pewnie nie wsypią. Plamą na ich honorze byłoby uratowanie gryfona.
I dalej słuchała bo chociaż wiedziała, że nawet z różdżką nikogo nie udałoby jej się rozłożyć na łopatki to całkiem przyjemnie było słyszeć te wszystkie komplementy. - Przyznaj się, że po prostu chcesz mieć okazję do patrzenia na mój tyłek - zarzuciła mu już prawie rozbawiona, kiedy wspomniał o nagich treningach. - Niestety -
pokręciła głową - jako dobra koleżanka nie mogę na to pozwolić. Wiem, że to dla mojego dobra, ale jestem pewna, że gdyby mnie ktoś napadł byłabym w stanie walczyć nawet bez ubrania. Ja się peszę tylko przy znajomych, obcy niech sobie patrzą na co chcą. - Poza tym, była pewna, że gdyby ewentualnie musiała kiedyś walczyć, to na pewno nigdy nie doszłoby do takiej sytuacji, że na drugi dzień musiałaby patrzeć temu napastnikowi w oczy.
Znów się zamyśliła. Zastanawiała się jak ma wypytać go o Evans nie wymawiając przy tym nazwiska Evans, jednak chłopak okazał się szybszy.
Czy znalazła kupca na dom? - Nie. Rozglądałam się, ale były to raczej bardzo okrojone poszukiwania. Dopiero od jutra wezmę się za to na poważnie. Chociaż nie wiem czy kogoś znajdę. W przeciwieństwie do większości czarodziejów, mugole słyszeli o tej masakrze, którą zorganizował mój braciszek. Może być ciężko - westchnęła zrezygnowana. I wtedy właśnie drzwi przedziału ponownie zostały otwarte. Może to i lepiej? Przynajmniej nie zdążyła się rozgadać. To znaczy, gadała prawie cały czasy, ale większość jej słów była w miarę posklejana. Nie chciała się rozklejać przy Jamesie, w końcu chłopak miał swoje zmartwienia.
- Rosier - przywitała się lekkim skinięciem głowy. Fatalnie, że to musiała być akurat Rosier. Strasznie niewygodnie wymawiało jej się to nazwisko.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Evan Rosier
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Przedział V   Pon Cze 26, 2017 11:17 pm

Nie miał  już wiele wspólnego ze Slytherinem, chociaż powinien (w teorii) wrócić do Hogwartu i ponownie zaliczać ostatni rok nauki. Tego w swoich planach nie uwzględnił. Miał znacznie pilniejsze sprawy do załatwienia. Zresztą z jego nazwiskiem nie były mu potrzebne żadne egzaminy, co z niechęcią przyznawał zawdzięczał karierze swojego ojca. Ostatecznie nie on podejmował decyzję - był tego zupełnie świadom i milcząco godził się na ten stan rzeczy. Chwila! To ten pyskaty łotrzyk może z pokorą przyjąć jakieś polecenie i posłusznie wykonać zadanie? Siedem lat nauki tego go nie nauczyły, a dopiero krótka nieobecność w Hogwarcie w trakcie roku szkolnego...
Jeszcze mógł nazywać się Ślizgonem, więc gdy jako jeden z ostatnich wsiadał do ekspresu, nie chciał siadać obok byle kogo. Nie śpieszył się z wyborem miejsca w którymś z przedziałów. Zaglądał po kolei przez szyby, przechodząc z wagonu do wagonu, widział gromadki gówniarzy żalących się, jak bardzo będą tęsknić za szkołą przez okres wakacji. Swoje nijakie oczy wywrócił do góry, gdy przez otwarte drzwi znowu usłyszał gorzkie żale, ale tym razem z ciekawości przystanął na chwilę. Rozpoznał głos, lecz nie był pewien, czy dalsze podsłuchiwanie jest to dla niego korzystne. . I był prawie pewny, że widział pewną osobę, która weszła do właśnie tego przedziału. Oparł się o szybę, tak aby pasażerowie ze swoich miejsc nie mogli go zobaczyć.  Nienawidził marnowania czasu, lecz jednocześnie nie miał nic przeciwko nudzie wciskającej potężne ziewnięcie jego ustom. W sumie nie miał nic ciekawszego do roboty i mógł podsłuchiwać przygłuszone rozmowy.
Pociąg w tym czasie ruszył, a zagubione duszyczki zajmowały ostatnie miejsca już w prawie pełnych przedziałach. Nieliczni odważyli się przecisnąć obok Rosiera, speszeni nie ośmielili się spojrzeć w ciemne oczy Ślizgona. Inni szybko zajmowali miejsca, nie zdając sobie sprawy z jego obecności. W tej grupie była Dreama Rosier, która była kolejną osobą zajmującą miejsce w interesującym (dla Rosiera) przedziale. Był  pewien, że go nie zobaczyła, więc dalej bezkarnie stał na uboczu, próbując wsłuchać się w rozmowę przygłuszoną przez dudnienie kół wagonu.
Wagon delikatnie przechylał się na boki, gdy pociąg nabierał prędkości. Korytarz opustoszał, a on jeszcze chwilę przysłuchiwał się rozmowie w przedziale obok. Raczej nie miała dla niego specjalnego znaczenia. Moment i zapomni to, co usłyszał. Głupie gadanie. Częściowo. Dobry słuchacz zawsze wyłapie kilka słów, które zapadną w pamięć. Bowiem wierzył, że wiedza to władza nad maluczkimi. Niewiedza za to sprowadzała kłopoty.
Rosier tylko powierzchownie był obojętny na rozmowy innych uczniów i na wydarzenia w zamku. Jednak zawsze starał się na swój sposób poznać sekrety otaczających go ludzi. Taki mały fetysz, bo wyjątkowo rzadko wykorzystywał zdobyte wiadomości do własnych celów. Chyba był zbyt leniwy na knucie drobnych intryg i wolał skupić się na, hm, poważniejszych sprawach. Tylko dla własnej rozrywki żonglował zdobytymi informacjami oraz bawił się ludzkimi uczuciami. Sam podobno ich nie posiadał. Dla niego błahe i głupiutkie tajemnice były dla niektórych kwestią życia i śmierci. Sprawiało to, że byli wyjątkowo posłuszni Rosierowi. Teraz również nadszedł czas na odrobinę rozrywki.
Wyszedł z osłoniętej części i stanął na wprost drzwi do przedziału. Rzucił szybkie spojrzenie na współpasażerów, ale na jednej osobie dłużej zatrzymał wzrok.  Zatrzasnął za sobą drzwi i nawet zastanawiał się nad zasłonięciem szyby, aby nie dawać uciechy podglądaczom. Nie czekał na zaproszenie, ani nie raczył dowiedzieć się czy miejsce, które zajął jest wolne. Teraz na pewno należało do niego. Rozsiadł się wygodnie zajmując dużą część wolnej przestrzeni przy współpasażerach. Rosier siedział z Gryfonami i Krukonką. Też coś!
Zignorował innych uczniów i wbił swój wzrok w Krukonkę.
- Za dużo gadasz, McKinnon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marlene McKinnon
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Przedział V   Yesterday at 12:15 am

Pominęłam chwilowo kolejkę bo w III też tak zrobili, ale jak tylko odpisze Jmmi albo Drama to dopiszę piękny, rozwlekły początek.

Korciło ją żeby choć na chwilę opuścić przedział. Towarzystwo Jamesa sprawiało jej ogromną przyjemność, Dreama również okazała się być całkiem znośna, ale ciekawość, która zżerała ją od środka, nie pozwalała blondynce spokojnie siedzieć. Pewnie gdyby nie to, że nie była w stanie ustać na nogach dłużej niż kilka przysłowiowych minut, już dawno opuściłaby dwójkę swoich towarzyszy i wyruszyła na poszukiwania. Nie łudziła się jakoś szczególnie. Nie chciała wiele. Po prostu...Nie, nie martwiła się, ona tylko chciała wiedzieć. Zdawała sobie sprawę, że nie było go na jednym z egzaminów, nie widziała go też na balu, logika podpowiadała więc, że to co było nieuniknione, już się dokonało, a jednak, potrzebowała się upewnić. Na szczęście jednak dla samej siebie, nie mogła chodzi. Poza tym o co niby miałaby go zapytać? Słowa, które pozwoliłyby jej się nie skompromitować w jego oczach, nie istniały. Każde mogło ją pogrążyć. A jednak, wszystko to i tak było tylko teoretycznymi rozważaniami bo przecież blondynka nie miała nawet siły na podniesienie swojego zgrabnego tyłka, o bieganiu po pociągu nie mogło być zatem mowy.
Ponownie włączyła się więc do rozmowy z Jamesem i wtedy drzwi przedziału otworzyły się po raz kolejny. Chyba jednak nie dane było im jechać w samotności.
I naprawdę starała się nie przejawiać żadnych emocji, kiedy znajoma postać zamknęła za sobą drzwi i, jak gdyby nigdy nic, zajęła jedno z wolnych miejsc. Zignorowała też fakt, że to na niej zatrzymał swoje spojrzenie w końcu ona się w niego wpatrywała. Długo. Zdecydowanie za długo. Jęknęła w duchu słysząc swoje nazwisko. Wczoraj udało jej się zaskoczyć Pottera bliską znajomością z jednym z Nero, nie chciała dzisiaj podnosić poprzeczki. Mimowolnie parsknęła śmiechem. Gdyby darzyli się większą sympatią mogłaby wspomnieć coś o bratnich duszach bo przecież ledwo o nim pomyślała, a on już się zjawił, ale przecież oni wcale się nie lubili zatem komentarz byłby nie na miejscu.
- Rosier - powiedziała tylko, dalej nie spuszczając z niego wzroku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
James Potter
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Przedział V   Yesterday at 10:40 pm

Z Rudą panną. James zastrzygł z niepokojem uszami. Szybko jednak do niego dotarło, że pewnie była to Ismael. Kąt ust uniósł mu się w nieznacznym uśmiechu na wspomnienie charakteru Rudej, a na wzmiankę o Peterze rzucił tylko obojętne – Raczej nie.
- Znowu – mruknął ścierając kciukiem krew. Przygryzł wargę, miał już dość rzucania Episkey, czy używania chusteczki, rana była w zbyt newralgicznym miejscu, w końcu sama się zagoi.
- Jeszcze wiele o nas nie wiesz – rzucił tajemniczo z uśmiechem – Już się tak nie wzruszaj, to peszy moją wrażliwą duszę – dodał po czym parsknął śmiechem. Dobrze było pożartować, szczególnie po wczorajszym, chociaż tamte wydarzenia i tak przywarły do nich na tyle mocno by za chwilę znowu pojawić się na forum.
- Nie masz mnie za co przepraszać – stwierdził pewny tego co mówi, po czym przez moment zastanawiał się nad jej kolejnymi słowami. Prawda, może i Erin tam nie było, ale ile z jego reakcji było sterowane przez Czarną Magię, a ile przez niego? Nie był w stanie tego powiedzieć. Jej brak dalej wywoływał w nim momentami burze, już zwykłe spojrzenie na jej zdjęcie rozrywało go od środka, a gdyby nagle tu stanęła? – Nie myśl o tym – odparł w końcu, bo i samemu ciężko mu było to analizować, na prędze zmienił temat na NeroA ja będę musiał z tym żyć – rzucił żartobliwie. Wcale mu się to nie podobało, wolałby potknąć się o własne nogi i wyrżnąć glebę niż być unieruchomionym przez któregoś ślizgona, ale w końcu nie było to na jakiejś najgorszej liście rzeczy które mogą go spotkać, chociaż…
- Kurde, rozgryzłaś mnie – westchnął ciężko – A gdy napadnie cię twój znajomy? – rzucił przekornie. W sumie to te nagie treningi wymyślił naprędce, ale kto wie ilu straciło życie właśnie przez brak takich doświadczeń?
Zwinął kolejnego papierosa i odłożył go obok tytoniu, by zabrać się za kolejnego.
- Marlene - zaczął – jak chcesz, możesz pomieszkać trochę u mnie. Po śmierci Erin – zawsze się trochę zacinał przy tych słowach – atmosfera może nie jest zbyt radosna, ale nie będziesz sama – nie wiedział czy to dobra propozycja, jednak po tym co wydarzyło się u niej chyba każda była lepsza niż mieszkanie samej w tym przeklętym domu.
Wylęg Rosierów. Jak Dreamy jeszcze mógł się spodziewać, tak drugiego osobnika który pojawił się w ich przedziale, ani trochę.
Evan Rosier? Po cholerę tu przylazł? Co on w ogóle robił w pociągu? Jakoś ostatnio nie szczycił korytarzy Hogwartu swoją osobą, a tu nagle wylazł gdzieś z kanałów i wpakował się z całym swoim szlamem do ich przedziału doszczętnie zatruwając przy tym atmosferę.
W Jamesie zawrzało. Na czole pojawiła mu się niewielka zmarszczka. Odłożył tytoń bacznie przyglądając się Rosierowi. Miał ochotę zwyczajnie go stąd wywalić. Pod ręką miał już różdżkę i posłał tylko pytające spojrzenie w stronę Marlene.
Ta jednak tylko parsknęła śmiechem na zainteresowanie Evana swoją osobą. Brawo Marlene. Kolejny ślizgon? A z tym to co cię łączy? Wypuścił głośno powietrze dalej obserwując całą tą niedorzeczną sytuację. Jedno słowo za dużo i opuścisz ten przedział oknem, Rosier.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evan Rosier
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Przedział V   Today at 10:52 pm

Przez te kilka sekund zapanowała ciężka cisza i Rosier pewnie mógłby w niej się nurzać dla swojej przyjemności zepsucia komuś kilkugodzinnej podróży kończącej kolejny rok edukacji w Hogwarcie. W tym dla niego, chociaż z marnym wynikiem. Nie przeszkadzałaby mu ta cisza, gdyby nie miał napiętego grafiku na dzisiaj i innych osób na liście, którym musiał zepsuć dzień. Musiał dobrze spożytkować tą chwilę rozrywki, której główną atrakcją była dziewczyna.
- Ależ, nie, nie przerywajcie! - oderwał wzrok na chwilę i przeniósł go na Pottera. - Poruszaliście ciekawe tematy! - posłał swój chytry uśmieszek w stronę Marlene McKinnon. Mógł ku swojej uciesze nawiązać do dziwnej tendencji dziewczyny do negliżu w nietypowych okolicznościach, ale ich niepewność, ile podsłuchał, łechtała jego egocentryzm.
Siedział nieco zsunięty na siedzeniu, niczym pan na włościach. Jednak nazbyt rzucało się w oczy, że trzyma w dłoniach różdżkę. Spokojny, opanowany, po raz kolejny nie zdradzał swoich zamiarów, poza tym, że wyraźnie interesowała go tylko Krukonka. Obserwował jej każdy delikatny trik nerwowy, gdy hardo nie spuszczała z niego wzroku. Nie mrugał, aby nie stracić jej z oczu, a kątem oka wciąż widział nerwowe ruchy Gryfonów. Czerpał niezdrową przyjemność z wyprowadzania z równowagi innych i kiedyś się to na nim zemści. Na razie głęboko wierzył, że jest panem sytuacji.
- Jestem tylko postronnym słuchaczem - dodał wzruszając niewinnie ramionami. Z niewinnością to on akurat miał najmniej wspólnego, jak wszyscy tu obecni zauważyli. W tym Dreama Rosier, na którą Rosier nie poświęcił ani jednego spojrzenia i myśli w swoim małym móżdżku. Zgodnie z jego filozofią na robactwo szkoda czasu. Zwłaszcza na osobniki, które nie powinny nosić jego nazwiska. Kiedyś wytępi tą część rodziny, ale w ten chwili nie było to priorytetem.
Przeczesał ręką swoje już nieco za długie kosmyki włosów, wciąż patrząc na Krukonkę. Nawet mógł uchodzić za atrakcyjnego młodzieńca, gdyby nie ten wzrok, który z romantycznym łotrem nie miał wiele wspólnego. W głębi oczu mieszkał tylko mrok. Oraz chęć posiadania osobistej, ludzkiej zabaweczki.
- Naprawdę, nie przeszkadzajcie sobie - oparł nonszalancko głowę o dłoń podpartą podłokietnikiem i kiwnął różdżką to na Pottera to na McKinnon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Przedział V   

Powrót do góry Go down
 
Przedział V
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» London Eye
» Przedział X
» Przedział 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Poza Hogwartem :: Środki Lokomocji :: Hogwart Express -