Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Puste ramy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
avatar
avatar


PisanieTemat: Puste ramy   Sob Gru 13, 2014 10:03 pm

First topic message reminder :



Puste ramy, wiszące na ścianie.


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
avatar
avatar


PisanieTemat: Re: Puste ramy   Sob Maj 02, 2015 9:52 pm

The member 'Alice Hughes' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 3, 1


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Puste ramy   Nie Maj 03, 2015 8:28 am

Na jego szczęście Alice nie wydawała się sfrustrowana faktem, że tak brutalnie i mało kulturalnie przerwał jej biegi przełajowe po hogwarckich schodach. Przez chwilę pomyślał, że może się gdzieś śpieszy, na inne lekcje, spóźnione śniadanie albo do własnego dormitorium, by trochę się przespać (bo kto normalny wymyśla zajęcia o tak morderczej porze?), ale gdy zobaczył na jej twarzy szczery uśmiech, wszelka niepewność od razu go opuściła. Przysunął się bliżej pod ścianę, by przypuścić maszerujące za nim osoby i już otwierał usta, by wyłuszczyć swoją sprawę, gdy dostrzegł wycelowaną w siebie różdżkę. Nawet nie zdążył wyjąć własnej, gdy wątły płomień zaklęcia zatrzepotał przy jego klatce piersiowej, rozpływając się w powietrzu tak szybko, jak to tylko możliwe. Uniósł brwi.
- Na lekcji wychodziło ci to o wiele lepiej, czyżby towarzystwo Jamesa, z którym spędzasz ostatnio sporo czasu, miało z tym coś wspólnego? - zapytał zaczepnie, opierając się ramieniem o ścianę i dla pewności zaciskając dłoń na swojej różdżce, którą wyjął z kieszeni. Zaczął się nią bawić, wskazującym palcem wystukując nerwowy rytm na drewnie i patrząc na Alice z lekkim uśmiechem powątpiewania. - Słyszałem, że przebywanie z panną Hughes w jednym miejscu grozi uszkodzeniem ciała i nadwyrężeniem zdrowia, ale chyba w pobliżu nie ma żadnych tłuczków... albo chwilowo znudziły im się Gryfoni – rozejrzał się ostentacyjnie, jakby faktycznie na korytarzu zaraz miała się zmaterializować cała chmara morderczych piłek.
Spojrzał na Alice, starając się wyglądać na przerażonego, ale trudno było mu ukryć rozbawiony wyraz twarzy, zwłaszcza że cały czas miał doskonały humor. Ten świeży powiew radości, gdy praktycznie wszyscy dookoła, a większość wręcz na siłę, chodzili ze spuszczonymi głowami, był czymś zupełnie nowy i zaskakującym. Ale i dokładnie tym, czego teraz potrzebowali, by nie poddać się wszechogarniającemu marazmowi.
W tej chwili o wiele większe zaniepokojenie budził w nim on sam. A dokładniej ten wewnętrzny on, który za kilkanaście godzin miał się przebudzić i, jeśli nie zostanie na czas zamknięty, mógłby dokonać jeszcze większego spustoszenia niż na błoniach. Czymże była śmierć w obliczu złowieszczej klątwy, wiszącego nad głową miecza Damoklesa, przeznaczenia niemożliwego do pokonania? Jakże łatwiej byłoby umrzeć, niż żyć z tym piętnem i świadomością wykluczenia i niezrozumienia. Gdy wszyscy dookoła, zapatrzeni w czubek własnego nosa, we własne chore poczucie społecznej sprawiedliwości, okazują się nic niewartymi maluczkimi człowieczkami, niezdolnymi wznieść się ponad własne ego i spojrzeć na drugiego człowieka... na wilkołaka przez pryzmat jego codzienności, a nie comiesięcznej pełni.
Rozejrzał się dookoła, upewniając się przy tym, że korytarz jest pusty i uniósł różdżkę. Uprzejmy uśmiech nie zniknął z jego twarzy nawet wtedy, gdy wypowiadał zaklęcie.
- No to może i ja spróbuję... Orbis! - no tak, mógł to przewidzieć. Tym bardziej cieszył się teraz, że korytarz opustoszał i nikt poza Alice nie był świadkiem jego kolejnego, czarodziejskiego upokorzenia.


Ostatnio zmieniony przez Remus J. Lupin dnia Nie Maj 03, 2015 8:29 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar


PisanieTemat: Re: Puste ramy   Nie Maj 03, 2015 8:28 am

The member 'Remus J. Lupin' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 3, 1


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Puste ramy   Nie Maj 03, 2015 9:26 pm

Alice ze zmarszczonymi brwiami wpatrywała się w swoją różdżkę. Bezczelny kawałek drewna... Zawiódł akurat w najmniej dogodnym momencie... Podniosła oczy na prefekta i słuchając jego słów poczuła, że policzki - kompletnie bez sensu - zaczynają lekko ją palić. Pokręciła głową parskając cichutko i wywróciła oczami.
- A jak twoja Ślizgonska księżniczka? Udało wam się wymknąć? - Mrugnęła do Remusa nie dając się sprowokować. Wiedziała, że prędzej czy później chłopak będzie chciał zemścić się za komentarze przed którymi nie mogła się powstrzymać gdy wybierali się do Hogsmeade. Kątem oka przyuważyła jak Gryfon wyciąga z kieszeni różdżkę. Skupiając się na tym by nie stracić jej z oczu przygryzła lekko wargę. I chociaż nadal gdzieś w środku tliło się w niej poczucie winy za cały ten ostatni wypadek, ostatnie co miała zamiar zrobić to przyznać się do słabości. Wykrzywiła więc usta w kpiarskim uśmiechu i ignorując różdżkę spojrzała na Gryfona zmrużonymi oczami.
- Wiesz, nie tylko tłuczki są niebezpieczne. - Uniosła lekko brew. - Radziła bym uważać... - Dodała poważnym tonem zerkając jednocześnie gdzieś w bok, zupełnie jak by szukała broni. Nie udało jej się jednak długo zachować powagi. Parsknęła i splatając dłonie na piersi oparła się o ścianę kręcąc jednocześnie głową. Patrzyła teraz na Remusa ze szczerym i wdzięcznym uśmiechem. Jeśli wcześniej myślała, że chwile radości w obecnych czasach były na wagę złota to teraz miała pewność, że dzielenie szczęścia z kimś jeszcze jest bezcenne. Zwłaszcza jeśli trafiało się na dobrego towarzysza, a taki w jej mniemaniu był właśnie Remus Lupin. Za pewną siebie i zaczepną postawą - tak typową dla Hogwardzkiej bandy nicponi - kryła się bowiem inteligencja, która zawsze imponowała Hughes. I choć czasami miała ochotę przywalić mu czymś wielkim w tę wszechwiedzącą głowę - wiedziała, że nigdy nie mogła by się na to zdobyć. I nie chodziło tu nawet o fakt, że nie była wstanie skrzywdzić drugiego człowieka ale o najczystszą sympatię. Nie potrafiła by sobie wyobrazić sytuacji w której zmieniła by swoje nastawienie względem jego osoby.
Dlatego też teraz patrząc jak unosi powoli różdżkę zmarszczyła jedynie nos i zamknęła oczy gotowa poczuć na sobie świetliste więzy. Nic się jednak nie wydarzyło... Zdezorientowana uchyliła jedno oko i orientując się szybko w sytuacji wypuściła głośno powietrze.
- Serio? - Wytrzeszczyła oczy na Remusa nie rozumiejąc jakim cudem żadnemu z nich nie wyszło zaklęcie które ćwiczyli dosłownie kilka chwil wcześniej. Uniosła różdżkę do oczu a palcami lewej dłoni przejechała po kamiennej ścianie marszcząc jednocześnie brwi.
- Nie no...To przecież nie możliwe... - Mruczała sama do siebie dopiero po chwili unosząc głowę. - Myślisz, że mogli jakoś zaczarować korytarze byśmy nie mogli uprawiać na nich magii? No wiesz, po tym wszystkim? Aguamenti! - Nie czekając na jego odpowiedź wypowiedziała pierwsze zaklęcie które przyszło jej na myśl chcąc wycelować jednocześnie w chłopaka. Nim jednak wykonała jakikolwiek ruch dłonią strumień zimnej wody wystrzelił prosto w jej twarz. Odskoczyła do tyłu i krztusząc się przetarła głowę rękawem szaty.
- Cholera... - Mrugała oczami cała czerwona. - Chyba to my jesteśmy po prostu nieudolni.
Jak nie palec w oko to woda w twarz... Brawo Hughes... Spojrzała na Remusa i wybuchnęła śmiechem. Normalnie zapewne czuła by się głupio... Teraz jednak wstyd był skutecznie wytłumiony.
- Mogli by zrobić spotkanie klubu. Inaczej marnie widzę nasze egzaminy. - Trzymała różdżkę w sztywno opuszczonej ręce. - A właściwie to czego chciałeś?
Posłała w jego stronę pytający uśmiech i przechyliła głowę na ramię. Wątpiła by biegł za nią po schodach tylko po to by dostać - a raczej nie dostać - zaklęciem.



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...


Ostatnio zmieniony przez Alice Hughes dnia Pon Maj 04, 2015 5:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar


PisanieTemat: Re: Puste ramy   Nie Maj 03, 2015 9:26 pm

The member 'Alice Hughes' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 2, 5


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Puste ramy   Pon Maj 04, 2015 7:49 pm

- Jaka ślizgo... - urwał, przypominając sobie sytuację sprzed wypadu do Hogsmeade, gdy Alice dostrzegła go rozmawiającego z jedną ze Ślizgonek. Przewrócił oczami, co nie wyszło mu wcale gorzej niż Puchonce. Wypad okazał się kompletnym niewypałem i wolał jak najszybciej o nim zapomnieć, a Jane od tamtej pory starannie go unikała i nic nie wskazywało na to, by chciała porozmawiać na osobności. Zresztą i tak miał na głowie zbyt dużo babskich problemów, by zajmować się jeszcze jednym, zwłaszcza dzisiaj, gdy drażliwy nastrój wciąż go nie opuszczał. Co prawda został nieco zniwelowany przez wydarzenia na lekcji, ale jednak nie do końca. Machnął ręką, zupełnie jakby chciał odgonić natrętną muchę. - Księżniczka księżniczką, ale przynajmniej nie zwaliła mnie z miotły. - Poprawił torbę, wsuwając palce pod jej pasek i układając ja wygodniej na ramieniu. Chyba powinien zrezygnować z noszenia połowy biblioteki ze sobą.
Zaklęcie zawiodło, ale Remus za żadne skarby nie chciał tracić przed dziewczyną twarzy. Ładny zresztą byłby to widok, prefekt Gryffindoru, prawie wyrywający sobie ręce przy odpowiedzi na pytania nauczycieli, nie może sobie poradzić z jakimś beznadziejnie prostym zaklęciem. A chwilę wcześniej dokładnie to samo zaserwowała szanowna pani prefekt Hufflepuffu. Dobrali się wręcz idealnie! Westchnął i uśmiechnął się do Alice
- To chyba rzeczywiście wina Pottera, przy nim lepiej nam szło, bo nie sądzę, by to zacza... - znowu urwał, tym razem ze zdumieniem wpatrując się w Puchonkę, która postanowiła na środku korytarza pokropić twarz wodą. Z tą tylko różnicą, że zamiast faktycznych kropel z jej różdżki wystrzeliła cała lawina wody. Remus automatycznie odskoczył w tył, zachowując się jak rasowy dżentelmen, mimo że nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo. Alice prychała i kaszlała, pozbywając się resztek wody ociekającej jej z włosów, twarzy i kołnierzyka szaty, a Lupin obserwował, jak jej twarz ponownie robi się czerwona.
Nie mógł się skupić, tłumiąc potężne ryknięcie śmiechem, ale gdy Puchonka pierwsza zaczęła się śmiać, przestał się powstrzymywać i sam się roześmiał. Był wdzięczny, że ramy na ścianie były puste, bo ich śmiech mógłby teraz z powodzeniem obudzić ich lokatorów. A wkurzone obrazy wbrew pozorom potrafią być bardzo upierdliwe.
- Na spotkaniach klubu dla pewności trzymajmy się daleko od siebie, bo jeszcze sobie przez przypadek zrobimy krzywdę – złapał za jeden z jej mokrych kosmyków i otrzepał go z wody, ale kolejne kropelki już napływały z góry. - Chciałem podziękować za przytarganie Pottera do pielęgniarki i uratowanie mu wcześniej tego parszywego tyłka – pokręcił głową na wspomnienie opowieści przyjaciela, który wyjaśniał, jak doszło do całego wypadku. Przewrócił jeszcze raz oczami i dodał z lekką nutką złośliwości w głosie: - Chociaż zastanawiam się, jak to możliwe, po tym małym pokazie nie-do-końca-udanej-magii. – Posłał w jej stronę wymowne spojrzenie, tą drobną uszczypliwością odwdzięczając się za wywleczenie na wierzch tematu Hogsmeade.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Puste ramy   Pon Maj 04, 2015 11:47 pm

Czegokolwiek by nie powiedzieć o Alice i Remusie - mieli w tej chwili wielkie szczęście. Gdyby ktokolwiek bowiem przyuważył jak dwójka ambitnych uczniów VII klasy, będących w dodatku prefektami błaźni się na środku korytarza nie będąc w stanie zapanować nad własnymi różdżkami ich życie w najbliższych dniach było by jedną wielką udręką. Teraz jednak nie mieli czego się bać. Wydanie jednego groziło wydaniem drugiego. Byli zatopieni po uszy we własnej bezradności i tak samo bezpieczni. Być może dlatego panna Hughes czuła się w jego towarzystwie na tyle pewnie, że gdy chwycił kosmyk jej włosów i bezskutecznie chciał otrzepać go z wody zachichotała zamiast odskoczyć. Zazwyczaj samo wyciągnięcie ręki w jej stronę wprawiało dziewczynę w lekką palpitację i zmuszało do natychmiastowego podjęcia obrony. Teraz jednak gest ten był tak naturalny i bez obcesowy, że nie zdążyła nawet o tym pomyśleć czy zauważyć nienaturalnej dla siebie swobody. Miast tego strzelała brązowymi oczami na lewo i prawo, chcąc dojrzeć wszystkie ulatujące na boki kropelki.
- Zgadzam się tobą. Stanowczo. - Niebyła by jednak sobą gdyby w całej tej sytuacji nie znalazła haczyka. - I całkiem udana próba rezerwacji Jamesa Amuletu Powodzenia Pottera. - Wyszczerzyła się czysto bezwarunkowo, zupełnie jak by była dzieckiem. I tak jak dziecko, słysząc kolejne słowa Lupina posmutniała. Pajęczyna emocji która rozrastała się w niej od chwili wypadku okazała się być zbudowana z bardzo silnych nici. Spuszczając głowę - po raz kolejny oplotła się rękami. Próżno jednak było szukać w tym geście pewności siebie. Tym razem była to obrona... Potrzeba dystansu którego nie potrafiła wychwycić. A tym bardziej przyznać się, że go brakuje...
- Nie musiała bym go ratować gdybym go wcześniej nie wyciągnęła... - Wyszeptała w stronę podłogi a głos jej się łamał. Kierując się pobudkami wątpliwej jakości zachowała się jak totalna idiotka... A może już wtedy, najzwyczajniej w świecie potrzebowała chwili normalności i... Zabawy? Przygryzła wargę. Czymkolwiek się nie kierowała - bardzo szybko pożałowała własnej decyzji. Może i ostatecznie James wyszedł z tego cało, ale czy całe cierpienie którego niewątpliwie doświadczył było tego warte? Nie...
Potrząsnęła głową zdając sobie sprawę, że zawiesiła się na zbyt długo by pozostało to niezauważone. Zmusiła się do uśmiechu i chociaż wciąż nie potrafiła spojrzeć w twarz przyjacielowi Pottera - nawet jeśli był to Remus - uniosła głowę.
- Widocznie szczęście jest bardzo relatywną bestią.
Zerknęła w końcu na chłopaka i natychmiast odwracając wzrok oparła się o ścianę. Po raz kolejny przekonała się, że wypowiedzenie niszczących myśli na głos wcale nie przynosi ulgi.



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Puste ramy   Wto Maj 05, 2015 6:15 pm

Trafić za dziewczynami było szalenie trudno. W jednej chwili śmiały się szeroko, błyszcząc uzębieniem jak z mugolskiej reklamy pasty do zębów, a chwilę później patrzyły tym dziewczęcym smutnym spojrzeniem psich oczu. Remus sam poczuł się niepewnie, jakby zrobił coś złego, chociaż wypowiedziane przez niego słowa były całkowicie zwyczajne. Ot, zwykła przyjacielska troska.
- Hej, hej, tylko się za to nie obwiniaj. James nie pierwszy raz oberwał tłuczkiem, równie dobrze mógł do dopaść podczas treningu albo meczu. A tak przynajmniej spędził trochę czasu w skrzydle szpitalnym na słodkim lenistwie, podczas gdy my musieliśmy ciężko harować – uśmiechnął się uspokajająco, próbując dodać dziewczynie otuchy. - Gdyby nie ty, trenowałby sam i nikt by mu nie pomógł, gruchnąłby o ziemię jak ostatnia sierota i leżałby w błocie bez żadnej pomocy.
Ciężko było przekonać Alice, że w tym co się stało, nie było jej żadnej winy. Nie znała Jamesa tak dobrze jak Remus i nie mogła wiedzieć, że Gryfonowi zdarzały się już gorsze kontuzje, nie mówiąc już o tym, jak podczas pełni traktował go niekiedy sam Lunatyk. Ale o tym oczywiście Lupin nie mógł porozmawiać z Puchonką. Zdecydowanie powinna widzieć w tym raczej uśmiech losu a nie swoją winę, bo gdyby nie jej obecność, pomoc Potterowi mogłaby nadejść znacznie później.
Z drugiej strony po części ją rozumiał, trudno było się pozbyć poczucia winy, nawet jeśli było ono wynikiem wyłącznie samej wyobraźni a nie rzeczywistości. Jeśli sobie coś raz wmówiono, to niełatwo zrozumieć, że mogłoby być inaczej, a poczucie winy staje się z dnia na dzień coraz bardziej przytłaczające. W takich chwilach dobrze mieć przyjaciela albo jakąkolwiek bliską osobę, wskazujących ciągle od nowa, że mylimy się w ocenie samych siebie i nie powinniśmy być dla siebie aż tak surowi.
Wyciągnął rękę, by złapać ją za ramię, ale w ostatniej chwili się wycofał. To chyba mimo wszystko nie był dobry pomysł, Alice gotowa była się mu jeszcze rozkleić na środku korytarza, a on był zdecydowanie beznadziejny w pocieszaniu dziewczyn, nie mówiąc już o tym, że zaczynał zwyczajnie panikować, gdy którejś zaledwie zbierało się na płacz.
- Niby bestia, ale kompletnie niesłuchana... Orbis! - machnął różdżką i tym razem wystrzeliła pięknym błękitnym płomieniem, który natychmiast oplótł dziewczynę. Remus spojrzał na swoje dzieło cokolwiek zdezorientowany, bo nie spodziewał się większego sukcesu po ostatnich porażkach i w lekkim szoku nawet nie zdjął z niej zaklęcia, wpatrując się w połyskujące wstęgi zakręcone wokół jej ciała.


Ostatnio zmieniony przez Remus J. Lupin dnia Wto Maj 05, 2015 8:40 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar


PisanieTemat: Re: Puste ramy   Wto Maj 05, 2015 6:15 pm

The member 'Remus J. Lupin' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 5, 4


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Puste ramy   Sro Maj 06, 2015 1:20 am

Nadal oparta o ścianę uśmiechała się blado. Słuchała słów Lupina, nic nie wskazywało jednak na to, że którekolwiek z nich do niej docierało. Gdyby, gdyby, gdyby... To jedno słowo otwierało tak wiele możliwości... Ale sytuacja wyglądała tak jak wyglądała i snucie fantazji nie miało najmniejszego sensu. Wszystko na całe szczęście już się skończyło i jedyne co można było zrobić to oswoić się z faktami. 
Ile to zajmie? To zależy tylko od ciebie... Przygryzła lekko wargę i wyprostowała głowę. Nie była osobą która lubiła się uzewnętrzniać a ciągnięcie tematu w końcu by ją do tego zmusiło.  Jedyne co mogła więc zrobić to zakopać go gdzieś głęboko i nie wypuszczać na światło dzienne. Przynajmniej do momentu kiedy nie zostanie oswojony. I kiedy tak przeszukiwała głowę szukając czegokolwiek co pozwoliło by nieco rozluźnić tężejącą atmosferę - Gryfon przyszedł jej z pomocą a Panna Hughes po raz kolejny zobaczyła różdżkę wycelowaną w swoją stronę.Z rękami nadal splecionymi na piersi uniosła nieznacznie jedną brew i uśmiechnęła się wyzywająco. Przygotowana na kolejny pokaz nie-do-końca-udanej-magii którą tak dzielnie prezentowali - zszokowana nie zdążyła nawet mrugnąć a niebieskie światło szczelnie ją oplotło. Patrzyła na Remusa wytrzeszczonymi oczami a kąciki ust drgały jej gdy w końcu otrząsnęła się i odezwała. 
- Proszę, proszę. Remus Poskramiacz Bestii Pierwszy. - Spięła się chcąc rozerwać więzy. Może i faktycznie nie były zbyt mocne. Ona też jednak nigdy nie była zbyt silna dlatego przez chwilę miotała się w miejscu. Zerkając na chłopaka który nie kwapił się zbytnio do tego by jej pomóc szarpnęła się w końcu po raz ostatni a zaklęcie przestało działać. Złapała głęboki oddech głaszcząc topolową różdżkę i mając nadzieję, że tym razem okaże się być bardziej skuteczna. 
- Lubisz unieruchamiać? To co powiesz na to? Colloshoo! Orbis! - Rzuciła zaklęcia jedno po drugim.
Patrzyła jak pierwszy czar ledwie muska nogi chłopaka. Wyszedł jej tak beznadziejnie, że nie stanowił dla Remusa większego problemu. Mógł oderwać nogi od podłoża nie używając przy tym więcej siły niż potrzeba przy wejściu na gumę. Kolejne zaklęcie zadziałało. I może Alice ucieszyła by się w końcu widząc jak niebieski promień opuszcza jej różdżkę... Gdyby tylko nie poleciał kompletnie w inną stronę i nie napotykając żadnej przeszkody nie rozmył się w powietrzu. Spuściła ręce totalnie nie wierząc w to co widzi. 

- To jakiś chory żart...








/// Nie mam bladego pojęcia co tu się dzieje... Walczę z tym od godziny i jedyne co działa to pisanie wszystkiego odnowa + ręczne kopiowanie każdego polskiego znaku... Zrobię to, ale teraz już nie dam rady :c 



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...


Ostatnio zmieniony przez Alice Hughes dnia Sro Maj 06, 2015 2:05 am, w całości zmieniany 8 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar


PisanieTemat: Re: Puste ramy   Sro Maj 06, 2015 1:20 am

The member 'Alice Hughes' has done the following action : Rzuć kością

#1 'Pojedynek' :

#1 Result : 3, 2

--------------------------------

#2 'Pojedynek' :

#2 Result : 1, 4


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Puste ramy   Czw Maj 21, 2015 11:32 pm

Bardzo ładnie, Remusie, powinieneś zapamiętać, że w dramatycznej sytuacji, gdy widzisz prawie że rozklejającą się dziewczynę, najlepiej ją porządnie zorbisować. Wtedy wszystko wraca do normy, a ty nie musisz się martwić tym, jak ją ewentualnie pocieszyć. Poczucie dezorientacji szybko minęło i Lunatyk uśmiechnął się, pełen dumy z własnego dokonania, którego świadkiem była jedynie ta dwójka. Nie żałował jednak tak małej publiczności, bowiem w innym wypadku zgromadzony tłumek musiałby być również świadkiem jego wcześniejszych upokorzeń.
Obserwował przez chwilę, jak Alice szarpie się pod mocnymi więzami, ale te za nic nie chciały puścić. Zaklęcie wyszło niezwykle silne i Remus nabrał nieco więcej pewności siebie. Może jednak poprzednie nieudane próby były wyłącznie wypadkiem przy pracy i wynikiem chwilowej dekoncentracji po tym, co na lekcji zafundował im Potter. Swoją drogą jego mały szlaban z pewnością mu nie zaszkodzi. Strach pomyśleć, co by było, gdyby zaklęcie Lunatyka nie wytrąciło mu różdżki z ręki.
Po chwili Orbis przestało działać, a Alice stała przed nim całkowicie wolna i gotowa do oddania ciosu. Remus w myślach rzucił tylko krótką modlitwę, złośliwą w istotnie, ale jego męska duma nie mogła teraz ucierpieć, i u własnemu zdziwieniu zauważył, że oba zaklęcia rzeczywiście dziewczynie nie wyszły. Co prawda poczuł na sobie siłę jednego z nich, ale było zbyt lekkie, by Remus nie mógł go przerwać. Zerknął na Puchonkę, powstrzymując się od natychmiastowego odwetu i skierował różdżkę w podłogę.
- Może dla zachowania resztek prefektowskiej godności darujmy sobie dalszą wymianę ciosów i przejdźmy do przyjemniejszej części rozmowy – powiedział trzeźwo, nie omieszkując jednak podkreślić ostatniego słowa. Doskonale przecież wiedzieli, że ich wymiana zdań miała niewiele wspólnego z normalną rozmową. Mało kto w końcu ze sobą dyskutuje, rzucając w siebie wzajemnie zaklęcia. - Przydałaby mi się osoba do pomocy w wieczornych dyżurach na wieżach. Mam wrażenie, że im bardziej Dumbledore zabrania uczniom łazić po korytarzach, tym więcej ich wypełza – skrzywił się, jakby sama myśl o tak bezczelnym łamaniu regulaminu była dla niego nie do pomyślenia.
Plusem było to, że dziewczyna przynajmniej na moment przestała myśleć o Potterze i obwiniać się za całe zdarzenie. Zupełnie tak, jakby to był pierwszy wypadek szukającego Gryfonów i jakby nigdy wcześniej nie ponosił groźniejszych kontuzji. Zresztą z tego, co Remus mógł zaobserwować, Potter po wyjściu ze Skrzydła Szpitalnego był bardziej niż zadowolony, a Lunatyk raczej nie podejrzewał, by powodem tego zadowolenia była ich szkolna pielęgniarka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Puste ramy   Sob Maj 23, 2015 12:11 am

Wpatrywała się w kawałek topolowego patyka (który w jej głowie właśnie tracił swoje zaszczytne miano różdżki) wytrzeszczając oczy i powstrzymując się przed przekleństwem, które bardzo chciało wyrwać się z jej ust. To oczywiste, że nie zawsze wszystko musiało jej wychodzić... Ale na Merlina! Istniały chyba jakieś granice nieudolności... A ona z pewnością właśnie je przekroczyła.
Przygryzła wargę podnosząc wzrok na Remusa i zastanawiając się jak zareaguje na kolejny nieudany atak. Może i na początku Gryfon też popisał się wyjątkowym beztalenciem, ostatecznie jednak udowodnił, że wie na czym to wszystko polega. A ona? Wszystko wskazywało na to, że w rzeczywistości nie będącej spokojną (jeśli tak można było nazwać ostatnią lekcje...) klasą traci całą wiarę i zdolności.
Wróżę ci świetlaną przyszłość Hughes... Zamknij się durny łbie!
Odetchnęła z ulgą widząc jak chłopak opuszcza różdżkę rezygnując z ataku. Miała wielkie szczęście trafiając na człowieka, który najwyraźniej wierzył w zasadę, że nie kopie się leżącego...
- Słuszna uwaga. - Wymamrotała czując jak wilgotne jeszcze policzki pokrywa wstrętny rumieniec. - I tak a pro po rozmowy... - Zrobiła krok do przodu wyciągając jednocześnie przed siebie wskazujący palec i stukając nim w pierś Lupina. - Nikomu ani słowa. 
Patrzyła na niego spode brwi nie chcąc zadzierać głowy, z pełną świadomością, że pokaż który właśnie zaserwowała sam z siebie tłumił wydźwięk niewypowiedzianej groźby. W końcu jedyne co mogła by mu zrobić to wsadzić topolowego badyla w oko. A znając jej koordynacje i celność - nawet to nie musiało się udać.
Parsknęła w końcu cicho wracając na swoje miejsce i splatając ręce na piersi. Przechyliła głowę słuchając propozycji i analizując jego słowa. 
- Zakazany owoc ponoć kusi. - Uniosła brew po raz kolejny mając przed oczami Slizgonską Księżniczkę dla której prefekt zaryzykował dyskusje z nauczycielami i w ostatniej chwili ugryzła się w język, nie pozwalając słowom wkroczyć na kpiące tory. - I może na widoku czują się pewniej? Niby to naiwne kiedy pomyślisz o tym wszystkim co działo się ostatnio ale ludzie czasem robią bardzo głupie rzeczy.
Wzruszyła ramionami jednocześnie do niego mrugając. Para prefektów która jeszcze przed chwilą stała sobie na korytarzu miotając w siebie zaklęcia... Może i niezbyt wymyślne i bez większych sukcesów, ale nadal sprzecznie z regulaminem. 
- Ale masz rację. Samotne dyżury jakoś mi się nie uśmiechają.
Zwłaszcza te na wieżach... - Dodała w myślach. W końcu nie minął nawet tydzień odkąd po raz kolejny zetknęła się tam z Nailahem. Może i pozornie wyszła z tego spotkania bez szwanku, wszystko jednak wskazywało na to, że naburmuszony wampir stracił tytuł Największego Utrapienia a to co czaiło się na uczniów w tym momencie było o wiele bardziej groźne.
- Po prostu powiedz kiedy. - Uśmiechnęła się zaczesując jednocześnie pasmo mokrych włosów za ucho. - A teraz wybacz. Powinnam chyba iść się wysuszyć zanim Filch mnie dorwie i oskarży o dewastowanie korytarza. - Spojrzała na otaczające ją kałużę i przetarła jedną z nich stopą. - Choć właściwie mógł by być wdzięczny za pomoc w szorowaniu.
O tak... Jeszcze kilka takich popisów i z pewnością będziesz mogła pretendować do stanowiska woźnej... 
Morda w...



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Puste ramy   Nie Maj 24, 2015 12:10 am

Zakazany owoc dla uczniów Hogwartu był zdaniem Remusa jednak zbyt kuszący. Opanowanie tego całego rozgardiaszu nastręczało prefektom nie lada problemów, zwłaszcza że nauczyciele nie wtrącali się raczej w pomniejsze spory między uczniami, skupiając się bardziej na poważniejszych konfliktach. Chociaż wydarzenia na błoniach i tak bardzo wysoko podniosły poprzeczkę tejże powagi.
- No właśnie... jakby nie patrzeć, my też nie zachowujemy się jak na idealnych prefektów przystało - zmierzył ją dwuznacznym spojrzeniem, dokładnie takim, jakie wymienić mogą jedynie osoby, które łączy jakaś tajemnica robienia niekoniecznie zgodnych z regulaminem rzeczy. Co prawda ich nieudolne czarowanie tylko w oczach jakiegoś wybitnie restrykcyjnego nauczyciela mogłoby zostać potraktowane jak próba ataku czy magicznej napaści... ale teraz mimo wszystko lepiej było nie ryzykować. Nauczycielska kadra bywała ostatnio szalenie przewrażliwiona.
Westchnął w duchu, zastanawiając się nagle nad tym, jak łatwo było się poddać takiej drobnej chwili zapomnienia z kimś innym niż z Huncwotami. Na tych kilka minut zapomnieć o wszystkim, co go dręczyło i po prostu zachować się jak typowy nastolatek. Poprawił torbę na ramieniu, bardziej po to, by zrobić cokolwiek z rękami, niż z czystej potrzeby takiego poprawiania.
- W takim razie jesteśmy umówieni. Powiedzmy, że pojutrze wieczorem spotkajmy się przy wieży astronomicznej - dodał rzeczowym tonem, uprzejmie ignorując kolejne krople wody, które kapały z dziewczyny na coraz bardziej wilgotną posadzkę. - Do zobaczenia, Alice. Nie pochoruj się aby, w zamku bywają złośliwe przeciągi...

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Puste ramy   Sob Maj 30, 2015 12:14 am

Kilka minut. Krótka chwila wytchnienia. Uśmiech... Coś co powinno być normalne dla młodości powoli stawało się rarytasem. Być może dlatego pozwolili sobie na chwilę zapomnieć o minionych wydarzeniach i obowiązkach, być tylko tu i teraz. Jak bardzo takie momenty były potrzebne! 
Parsknęła na wzmiankę o idealnych prefektach i pokręciła lekko głową. Naruszyli regulamin którego mieli pilnować... Kiepski przykład dla reszty uczniów... Ale byli tylko ludźmi. Jednymi z tych nastolatków którym życie postanowiło dokopać i nakazało dojrzeć zbyt szybko naznaczając młodość piętnem wojny. Potrzebowali radości nawet jeśli miało by to oznaczać naruszenie kilku zasad. Inaczej utonęli by w całym tym syfie. 
Stoisz w nim Hughes... Nie wejdę dalej... 
Spojrzała po raz ostatni na różdżkę i schowała ją do wewnętrznej kieszeni szaty. Koniecznie musiała przećwiczyć kilka rzeczy. 
- Przypomnij mi jeszcze. - Puściła do Gryfona oko i obróciła się ostrożnie nie chcąc się poślizgnąć. - I będę na siebie uważać.
Ruszyła w stronę schodów a w głowie pojawiła się niepokojąca myśl... Ilu z poległych w ostatniej bitwie snuło podobne plany na zbliżające się dni? 
Nie myśl o tym... Nie umiem...






z/t



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Puste ramy   

Powrót do góry Go down
 
Puste ramy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Piętra :: VI piętro-
Skocz do: