Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Huśtawka na drzewie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Huśtawka na drzewie   Pon Wrz 02, 2013 2:27 pm

First topic message reminder :

Zawieszona najprawdopodobniej kiedyś przez jakichś pierwszaków. Gajowy szkoły pilnuje, aby drewno nie spróchniało i aby żaden uczniak nie zrobił sobie przez przypadek krzywdy. Dlatego też można spokojnie sobie tutaj usiąść i pohuśtać się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Sahir Nailah
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Pią Sty 16, 2015 8:22 pm

Nie, oczywiście, że to nie była jego wina, bo przecież sam niczego złego jej nie zrobił, przynajmniej nie świadomie - coś złego dopiero mógł zrobić, w tym zimnym gniewie, który się w nim gotował, w tej mściwej satysfakcji, kiedy ludzie padali przed nim na kolana, zmiażdżeni, dotknięci do żywego... Gdzie jego spokój..? Ależ wyglądał na bardzo spokojnego - spokojnego i rozbawionego jednocześnie, tym nie mniej nie tracił kontroli, jeszcze? On wie, jak się czujesz, bo sam się tak czuł, wreszcie mogłaś dokładnie zrozumieć - i pojąć to, jak to jest, gdy samemu nie szuka się pomocy, tylko chce się pomóc innym - dotykało Cię swoiste błogosławieństwo, sprawdzały się słowa, które wypowiedział, a dla których nie potrzebował jakiejś trywialnej mocy jasnowidzenia... Toń, moja piękna Alex, toń i giń, ponieważ ten chłopak był uczniem przerastającym Mistrza - młodszym, posiadającym więcej mocy, nawet jeśli nie miał milenijnej wiedzy, jak sam Nightray. Toń, pełzaj tam na dnie, podczas gdy On będzie stał obok Ciebie lekko uśmiechnięty, wcale nie zraniony - kogo Ty tu chcesz ratować? On nie jest kimś, kto potrzebuje Dobrej Wróżki, ale dla własnego, lepszego samopoczucia wolałaś sobie wmówić, że tak właśnie jest, aby nie tracić celu z oczu, ponieważ gdybyś postąpiła wbrew swej naturze, nie miałabyś już siły na nic. Zgasłyby w Tobie ostatnie iskry i nie byłoby czego się łapać, aby próbować przed do przodu mimo wszystkich przeciwieństw Losu.
- Bardzo adekwatna ksywka. - Skinął głową, podnosząc ze swych palców, którymi rwał pojedyncze kłosy trawy, wzrok, by znowu na Ciebie spojrzeć i nawiązać kontakt wzrokowy. Tak, złośliwości, proszę bardzo, kolejna runda walki się rozpoczyna, w której próżno wypatrywać wygranych.
Lepiej by było, gdybyś umarł.
- Jasne, że nie mój, Ja tu jestem jedynie od zapowiadania nieszczęścia. - Cała reszta biegła potem swoim torem, wszystko spadało na głowę, coś się rujnowało, czasami udało się coś odratować, a czasami zmiażdżenie emocjonalne pozwalało na wybudowanie silniejszych fundamentów osobowości, niż jeszcze wcześniej. Czarnowłosy wiedział, że Alex nie jest taką osobą. Będzie gnuśnieć w sobie, ponieważ za dużo wszystkiego mieli w swym umyśle - zadziwiające jest to, że przyciągasz do siebie tylko te osoby, których dotyka widmo samotności, nawet jeśli obracają się wśród wielu ludzi, a jeszcze bardziej zawsze dziwiło cię to, że chcieli Cię zawsze ratować - wynik zawsze był odwrotny.
Jeszcze nie zdarzył się wyjątek od reguły z prostej przyczyny - Ty pomocy nie potrzebowałeś. Istoty wokół Ciebie zdawały się kompletnie nie rozumieć, kiedy wprost im to mówiłeś.
Uśmiechnąłeś się z kpiną, kiwając parę razy głową, kiedy odezwała się po raz kolejny, ale nic nie powiedziałeś, przynajmniej nie od razu - Ona ciszy nie lubiła, Ty ją lubisz bardzo - w twoim mniemaniu przekazywała znacznie więcej, niż słowa - słowami się za dobrze gra, a Ty tą sztukę doprowadziłeś do perfekcji, może to właśnie dlatego nie potrafiłeś docenić ich wartości... I może to właśnie dlatego o wiele ciekawiej było pokazywać samego siebie czynami, zwłaszcza dlatego, że ludzie zazwyczaj tych czynów nie widzieli. Albo udawali, że nie widzą. I wszystko rozpatrywali pod kątem zdań, jakie się w twoim życiu przewinęły. Nie przeszkadzało Ci to. Nigdy Ci nie zależało na tym, co myślą o Tobie inni, a od pewnego czasu nawet przestało Ci zależeć na ukrywaniu faktu, że jesteś wampirem - wręcz przeciwnie... skoro posiadałeś taki dar, to czemu się dumnie z nim nie obnosić?
Dar..? Heh... Co za niefortunne dobranie nazwy...
- Zapraszam. Będę na Ciebie czekać. - Czego się spodziewasz? Że Cię przeprosi? Nie, nie będzie za nic przepraszał. Będzie miażdżył wszystko na swojej drodze i patrzył bez najmniejszego drgnięcia sumienia, jak wszyscy marnieją, podczas gdy On wciąż stoi niewzruszony w tym samym miejscu - osoba, która upadła najniżej, jak się da, ale dno ma to do siebie, że gdy już się otuli w tym mroku i podda, można zacząć chodzić po stopniach, które do niego prowadzą i się odbić, jeśli tylko ma się odpowiednio silną psychikę - a On miał ją zawsze. - Naiwna Wróżka, która sądziła, że pomaga istotom wokół, podczas gdy te ją tylko wykorzystywały... a potem chwilowo podniesione i tak upadały. - Oto obraz całej Ciebie, Alexandro Grace, w całej okrutnej prawdzie, bez żadnych pięknych zabarwień - wiesz, Nailah był zawsze realistą, tylko niektórzy w swoim sposobie rozumowania odbierali to za pesymizm.
- Jestem martwy. - Dla niego to było oczywiste. - Co z tego, że ciało żyje? Nie mam wiary. Ani nadziei. Więc sądzisz, że potrafiłbym uwierzyć w to, że ktoś tutaj czeka i się martwi? Może oczekujesz przeprosin? - To jego spojrzenie, ten uśmiech...
Odejdź stąd Alex i już nigdy więcej nie wracaj.
Ten człowiek to koszmar.

_________________



Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexandra Grace
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Pią Sty 16, 2015 10:04 pm

Ratowanie życia przynosiło ukojenie. Nawet jeśli ktoś nie wykorzystywał kolejnej szansy to ma się wiadomość, że zrobiło się wszystko. Nie wydano wyroku, nie ominięto. Obojętność na ogólne problemy świata to codzienny błąd większości. Nikt się nie stara. Ponoć nie efekty, a to się właśnie liczy. Wierzyła w to, że może zmieni jedną osobę wśród milionów innych. Że wyciągnięta ręka w jej stronę zostanie złapana. Żyła swoimi przekonaniem, że to jest istotne. Próbowanie. Chciała i jemu pomóc. Mimo, że uważał iż jej nie potrzebuje. Może miała coś z masochistki, ale świadomość, że to on, a nie ona się poddała to... to było jej iskierką. Świat stawał w miejscu i rezygnował, a ona próbowała zbierać jego strzępy tylko po to, by kolejny raz zostać odrzucona. By ktoś upadł. A ona na jego przykładzie spróbuje szczęścia dalej. Każdy ma swój sposób na życie. Ona rzucała się na głęboką wodę, by tonąć z tą drugą osobą, bo sama nie umie pływać. Tak to zaczęło działać. Gdy nie ma się w swoim życiu nic, co byłoby wyższą wartością to nie zostaje nam nic innego, jak nadzieja. To był jej jedyny skarb. Obity, nierówny i ulotny, ale był. Jako jedyny z nią pozostał. Nie zdradził w imię czegokolwiek innego.
- Cieszę się, że Ci się podoba - Na swój sposób sytuacja była dla niej tak irracjonalna, że aż ją bawiła. Co ona niby robi? Od dłuższego czasu ogranicza słowa, mniej wychodzi po za lekcjami, aż tu nagle biegnie z powodu jednego liściku, żeby to spotkać kogoś, kto w jej mniemaniu ma ją kompletnie gdzieś. Chyba rzeczywiście uwielbiała odrzucenie świata. Pomyślała nawet, że to dobre. Nikt i tak nie będzie potrzebował jej. Nie mogła dać nikomu nic więcej niż własną obecność, złośliwość, upierdliwość. Komplet wad i problemów - to jedyne rzeczy na jakie składał się ten pakiet.
- A ja od ich przynoszenia - Gdziekolwiek kto z nią ostatnio nie poszedł działo się coś złego. To już nie był przypadek. W sumie to nie wierzyła, że taki zbieg okoliczności mógłby być możliwy. Wybiera jakieś miejsce - tam dzieje się coś złego. Idzie gdzieś - znowu. Nie ma jej - spokój. Dopiero los z niej naprawdę kpił. Grał z nią w kotka i myszkę. Z czego ona w tym duecie była sercem. Powodem dla którego rodził się problem. Ona nie gubił się w tym. Czuła okrutną odpowiedzialność za każde zdarzenie. Za Liv, która prawie zginęła w śmiertelnym upadku, za Zacka i całe zdarzenie na stacji, za Sahira, którego zamiast odciążyć jeszcze obciążała. Wszystko to w bardzo krótkim czasie.
I ona potrzebowała pomocy bardziej niż ktokolwiek inny. Tyle, że nigdy by o tym nie powiedziała. Uznała, że nie ma prawa jej oczekiwać, nie zasługuje na nią i nie to jest jej celem.
- Sądzę, że nie będziesz długo czekał - Wiedziała, że to ją męczy. Nie zdawała sobie sprawy. że AŻ tak. Ale coś się działo. Grało jej nie tak w duszy, jak powinno. Spodziewała się upadku. I nic z tym nie robiła. Postanowiła wykorzystać czas, jaki jej został. Reszta zaś może nie nadejść. Więc nie myślała o tym. Nie oczekiwała niczego od nikogo.
- Ale te istoty zawsze miały szansę iść dalej. Nie mogę nikogo zmusić do chodzenia. Mogę jedynie nauczyć, jak się stoi - Dla niej pozostanie bardzo pesymistycznym realistą. Jego widzenie takiego świata było praktycznie zbyt okrutne, by mogło być prawdziwie.
A gdy usłyszała, że miałaby oczekiwać przeprosin zaczęła się śmiać. Dziwnie, ale szczerze. Rozbawiła ją taka wizja. Przecież nigdy nie dała ludziom myśleć, że muszą coś jej dać. Nie chciała niczego od tych, którzy nic nie mają.
- Nigdy niczego nie oczekiwałam. I nie musisz mi wierzyć. Jak widać tylko domeną żywych jest cierpieć za drugą osobą - Nie odeszła. To by był znak, że się poddała.
A ona przecież wierzy w to, że Sahir wciąż tam jest. Nie bez powodu naprawdę się załamała do reszty, gdy sądziła, że umarł. Nie bez powodu się martwiła. Nie bez powodu zaczęła walczyć i nie bez powodu przestanie.
Nic nie dzieje się bez powodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sahir Nailah
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Pią Sty 16, 2015 10:23 pm

Ratowanie życia przynoszące ukojenie... Spojrzę na Ciebie, przyjrzę się dokładnie, jakiego ukojenia zaznajesz - wiesz, że je widzę, naturalnie, Ja jestem w stanie dostrzec wszystko, zaś Nailah... on widział zawsze więcej, niż mówił, niż przyznawał, chociaż nikogo jeszcze nie okłamał - on nie uznawał przemilczeń za kłamstwa, ani granie pozorami - to kwestia tego, jak kto potrafi przedzierać się przez maski i powłoki tworze przez istotę. W Tobie już widział wielkie tendencje do upadku, kiedy Cię spotkał, tym nie mniej nie można było mówić o możliwości robienia z tym czymkolwiek, upierałaś się, że masz siłę i że zawsze będziesz ją miała, a tutaj proszę bardzo, jak szybko się wszystko zmieniło - wydawało się, że pół życia uciekło między palcami, prawda? Straciłaś tonę swojej niewinności i też czarnowłosy Cię teraz akceptował w stanie, w jakim się znajdowałaś, teraz akceptował to, co mu ofiarowałaś, ponieważ teraz wiedziałaś jakie to uczucie błądzić w samotności w ciemności - uczucie, którego wcześniej nie znałaś, ponieważ ciągle starałaś się utrzymywać samą siebie gdzieś wyżej, ponad tym, aby być jasnym promyczkiem. Przygasłaś. Więc oto zbliża się do Ciebie Ciemność, sama Noc, by przynieść Ci to ukojenie, którego szukasz w ratowaniu życia - teraz Ona Cię otuli, abyś przestała ciągle gonić jak szalona, byś przestała się gubić - zniknij, uśnij, On nie pozwoli, aby ktokolwiek Ci tego snu przerywał... Pozwól sobie na niewłaściwy ruch na tej szachownicy, na której ta Ciemności żadnym z pionków nie była - on był jedynie wiatrem, który pojawiał się i znikał w zależności od własnego kaprysu. Nie martw się. Obsunięcie się z planszy i uderzenie o blat stołu wcale nie oznaczał śmierci. Oznaczał tylko zmianę położenia i spokojne oczekiwanie na drugą rundę.
W tej rundzie przegrałaś.
Właśnie, okrutne - bo taki jest świat, a ty nadal żyjesz resztką swoich złudzeń, ponieważ nie leżałaś na samym dnie. JESZCZE.
Twoje słowa, nawet jeśli miały go rozdrażnić, zakpić z niego, były jak czułe dłonie, które głaskały łeb znużonego, wyczerpanego długą tułaczką lisa, którego ktoś zgarnął spod drzwi swego domostwa, bo ten nie miał już nawet sił kraść kur z gospodarstwa, położył go na swoich kolanach przed kominkiem i otulił kocem - oczywiście, że ten lis może nagle unieść głowę i ugryźć w dłoń, w końcu nadal był dzikim zwierzęciem, ale czy nie do tego ciągle dążyłaś, Alexandro? Do tego, żeby go oswoić? Nie możesz teraz dostrzec, na jak dobrej drodze jesteś, ponieważ wampir wciąż w swej destrukcyjnej drodze wolał cię obrażać, wolał Ci docinać, niż przyznać prawdę, jak rad jest, że cię widzi, że przyszłaś, że gdzieś w świecie zawsze będzie dom z taką gospodynią, która przygarnie strudzonego drogą lisa... Lisa? Czarnego Kota? I ten był drapieżnikiem i ten, mała różnica - jedynie w tym, że lis szczycił się swym sprytem, kot zaś - niezależnością.
- Przepraszam, Alexandro, że nie napisałem. Nie wiedziałem, co miałbym ci napisać. - Przechylił głowę na ramię, rzucając przed siebie kolejny urwany kłos trawy, by spojrzeć na Ciebie ze swojej perspektywy - niby siedział niżej, niż ty, niby spoglądał z dołu, ale to fizyczne ułożenie niewiele miało wspólnego z realnym.
Ty niczego nie oczekujesz od innych, On jednak oczekiwał wiele - nie to, żeby cokolwiek mu dali, bo niczego nie chciał od istot wokół siebie... ale oczekiwania miał naprawdę duże. Od Ciebie również.
- Zamierzasz iść tą drogą i czekać, aż również umrzesz? Skończy się bycie Dobrą Wróżką. Chcesz tego?

_________________



Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexandra Grace
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Pią Sty 16, 2015 10:56 pm

Gdyby tylko Alexandra grała. Niestety tak nie było. Nie miała zamiaru być żadnym pionkiem. Ani białym ani czarnym. Wszystkie pionki po skończonej grze wracają do jednego pudełka. Ona miała zamiar być zapięciem w którym razem utkną. Chociaż życie to nie gra - to główny powód dla którego nie chciała się w to bawić. Nie było pól. W jej rozdaniu nie było zasad. Każdy chwyt dozwolony. Raz ma szachy, raz warcaby, a czasami to gra karciana. Ktoś jej zabroni? Nie mogą. Są bezsilni. Wychodzi po za schemat i choć nie radzi sobie z tym to brnie w to. Może i upadek będzie bardzo bolesny, ale in niżej upadnie, tym większe będzie powstanie. Chociaż gasła to wciąż świeciła. Może będzie jak gwiazda. Spadnie i zostanie po niej kawałek jakiegoś kamienia, ale nikt nigdy nie odbierze jej tego, że chociaż przez moment jednak błyszczała. Nie wszyscy mają taką szansę. O wiele przyjemniejsze wydawało się jej spaść ze szczytu niż nigdy się na niego nie wspiąć. Widok z góry był tego warty.
- Przepraszasz, bo rzeczywiście Ci przykro, czy dlatego, że tak wypada? Bo dla mnie robi to sporą różnice - Przyjęłaby lisa. Przyjęłaby każdego, kto pomocy by potrzebował. Oddała ostatni kawałek chleba. Tylko po co? By umrzeć zapomniana. Samospełniająca się przepowiednia. To co robiła, prowadzi do tego, czego się tak trwoży. Wszystko, co robi w dobrej mierze, krzywdzi. Brakowało w tym logiki. Ale nie musi jej być. Wystarczyło, jak dotychczas, że trwało. Alexandra zeszła ze swojego dotychczasowego miejsca i usiadła przed nim. Czego oczekiwał? Ona przecież już nic nie ma.
- Wszystko, co znałam już umarło. Zabił to jeden człowiek. I wiesz, co? Ponoć krew spłaca się krwią. Tyle, że jego śmierć niczego nie zmieniła. Bo wszystko, co mi odebrał jest martwe i nie da się tego zmienić. Nie ma ukojenia. Ale Dobra Wróżka żyje. Żyje mimo tego, iż czasami odwiedza te złe siostry. To część mnie. Jedyna jaka pozostała. Bo gdy myślałam, że jesteś martwy odłamał się jeden kawałek. Gdy zniknąłeś był jeszcze inny. Gdy prawie zginęła Liv jeszcze jeden. A gdy leżałam prawie nic nie czując, znowu bezradnie słysząc "Crucio" wycelowane w kogoś niewinnego to jedna z ostatnich części odpłynęła. I został fragment. Maleńki, który trzyma jeszcze i ciało przy życiu. Który zmusza mnie do nie rozpamiętywania koszmarów. Jestem wróżką bez skrzydeł. Chcesz mi coś jeszcze zabrać? Szukaj czegoś. Bo mam wrażenie, że nie mam już nic do stracenia. Odebrał mi nawet przyszłość. Mam wrażenie, że świat dawno temu postanowił, że dla mnie jej nie ma. Potrzebuje teraz... pustki. Pogodzenia z tym, co nieuchronnie nadejdzie. Chcę czegoś, co sprawiłoby, żeby to wszystko, co cholernie mnie boli nie zabijało osoby, którą jestem. Chcę wolności na którą nie mogę sobie pozwolić - Bała się. Bała się tak bardzo, że nie umiała tego dokładnie wyrazić słowami. Nie czekała na śmierć, nie goniła jej, ani tez ona nie biegła już za nią. Czas dla niej się zatrzymał i ta śmierć dosłowna stała się obojętna w obliczu tego wszystkiego, co dookoła zaczynało się dziać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sahir Nailah
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Pią Sty 16, 2015 11:16 pm

Swojego rozdania nie musisz mieć - za każdym razem jednak wkraczasz do czyjegoś i wtedy musisz przyjąć jakąś formę, tak już było, nawet jeśli należysz do rodzaju wiatru, który przemyka i żadnego konkretnego kształtu nie przyjmuje, tylko robi zamieszanie, by poprzeszkadzać, dla Nailaha jednak byłaś teraz takim pionkiem, którego nie używał nikt, a który mimo to chciał zrobić swój krok,mimo, iż zapomniany - wszystko było jakąś aluzją co do tego, że łkasz o pomoc, nie na głos, przecież masz jeszcze swoją dumę i wolisz szukać szczęścia w akcjach ratowania innych, ale tym sposobem staniesz się tym kamieniem, porzuconym, a możesz jeszcze świecić długo, długo... Nie, nawet sam czarnowłosy w to nie wierzył. Stojąc i patrząc na Ciebie widział wrak, dla którego przeminął najlepszy okres jego życia i pozostało mu trwać w szczątkach na skarpach - dobrze, ty jeszcze jakoś suniesz po tych wzburzonych morzach, czasami nawet natrafisz na spokojniejszą zatoczkę, ale nie ma wokół nikogo, kto by mógł Cię odbudować, Ty sama się już odbudować nie dasz, sądząc, że to jedyna droga, zaślepiona, z klapkami na oczach... ale zaślepiona słusznie. Cóż ze spoglądania przez kilka sekund z samej góry, skoro potem już nawet się nie można podnieść? Nailah teraz na takiej górze kucał i patrzył na twoją maleńką jak mrówka postać starającą się dosięgnąć tych kamieni tworzących całe to wzniesienie. Każdy może się podnieść na swoje sposoby. A Ty zawsze możesz zostać wzniesiona na szczyt, jeśli nie potrafisz już dotrzeć tam o własnych siłach.
Uśmiechnął się enigmatycznie, ciągle tak samo rozbawiony, ale czy naśmiewał się z ciebie, z twoich słów, czy co mu krążyło po tej głowie - trudno było odgadnąć, problemem były jego oczy zawsze takie same, zawsze niechętne do odbijania najmniejszych nawet blasków, zupełnie jakby już od narodzenia jego dusza była tylko porwanym materiałem, na który nie warto zwracać uwagi, ponieważ będzie krążył od cienia do cienia i nigdy nie stanie się wyraźnie widoczny. Jak duch. Duch, co pojawia się i znika, kiedy tylko mu się spodoba, nie tolerujący i nie respektujący własnych zasad poza te własne.
- Pytasz, bo chcesz potwierdzić już wykształtowaną opinię, czy może stworzyć zupełnie nową? - Typowa rozmowa z nim, która bardzo rzadko obierała jeden punkt, który nie zostanie przekręcony w kierunku rozmówcy.
Domyśliłeś się, że chodziło o Vincenta, ale zamiast jej przerywać, słuchałeś dalej tej lekko chaotycznej opowieści - chaotycznej w twoich uszach, ponieważ średnio miałeś pojęcie, o czym dokładnie twoja Nadzieja mówi - jakie Crucio, jaka Liv, czemu odebrał przyszłość..? Alexandra była kolejną osobą, która o swą wolność musiała zawalczyć, ale też musiała zrozumieć, że wolność nie jest aż tak ograniczonym przymiotem, jakby się wydawało, nie jest aż tak nieosiągalna - ogranicza się tylko i wyłącznie do akceptacji...
Nadal nie płaczesz, Dobra Wróżko... Płacz by Ci bardzo ulżył, wiesz?
- Skoro tego chcesz, nie możesz pragnąć pustki. Pustka zabierze Ci wszystko. Pustka zamieni Cię w cynicznego potwora, który będzie hodował w sobie złość wspomnień i szloch w swoim sercu za tym, co utracił. - Tylko po co Ty to mówisz... Czy Ona o tym nie wie? Wydawała się nie wiedzieć... W twoich oczach była teraz rzucającą się na boki, maleńką karykaturą Wróżki, która próbowała w tym bałaganie odnaleźć samą siebie. - Hej, Mała... Ja żyję, Liv żyje, Ty żyjesz... Czemu zamieniasz szczęśliwe zbiegi okoliczności w tragedię? Przynosisz pecha? I co z tego? Pamiętaj, że jest jeszcze jeden taki Czarny Kot, który przynosi pecha i przyjdzie Dobrą Wróżkę powkurzać i pomruczeć do ucha, nawet jeśli wszyscy uciekną za inne ogrodzenie.

_________________



Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexandra Grace
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Pią Sty 16, 2015 11:38 pm

Tylko po co jej szczyt jeśli nigdy nie zobaczy widoku? Ta myśl rozrywała wizje na strzępki. Mało co miało szanse przeżyć starcie z jej myślami. Znajdywała coś istotnego, po czym burzyła. Sama podstawiała sobie kłody pod nogi. Była owieczką w stadzie wilków, przebraną za jednego z nich. Ubranko jednak o niczym nie świadczyło. Różnice tylko się pogłębiały. Jakby nigdy nie pasowała do żadnego miejsca. Mogła być wszędzie, ale nigdzie nie należała. Bo nie było ludzi, którzy by jej potrzebowali. Była pięknym płótnem. Artysta już miał brać się do pracy, gdy przypadkiem splamił ją. I nie mimo dokładności stworzonego dzieła to pod warstwą farby niechciane plamy pozostały.
- Pytam, bo chcę wiedzieć, czy warto je przyjąć - Nie we wszystkim było coś ukrytego. Wbrew wszystkiemu to jest prosta dziewczyna. Bardzo naruszona i niezrozumiana, ale wciąż zwykła. Gdyby tylko mogła zachowywać się i egzystować normalnie. Pokazać wszystkim, że nie jest tylko Alexandra. Że Grace to coś istotnego, wartego pamięci. Nie tylko zamglony obraz jakiejś tam Gryfonki. Nie byle kto. I mogła przeklinać los za wszystko i płakać. Wiedziała jednak, że moment na łzy jeszcze przyjdzie. To nie była ta magiczna granica, która mogła je wywołać. Złamać barierę.
- Nie jestem tylko cynicznym potworem. Tak mi się przynajmniej wydaję. Wszystkie inne punkty już spełnione - Gdzie miała szukać odpowiedzi? Kiedy ona już krążyła we mgle. Bardzo gęstej. Nic nie dostrzegała, a na pewno nie tak, jak powinna.
- Ale gdy przyjdzie to Dobra Wróżka nie będzie mogła go zobaczyć... - szepnęła w odpowiedzi i objęła rękami swoje kolana. Ta pozycja była ja odruch bezwarunkowy. Chyliła głowę ku kolanom, tak że twarz skrywała się za włosami. Chowała się przed tym, co na zewnątrz. Czas mijał, a ona nie umiała wciąż powiedzieć tego głośno kolejny raz. Przyznanie czegoś to potwierdzenie. Nie chciała pieczętować tego.
Nie wierzyła mimo tego, co się z nią dzieje. Bezsilna wobec siły, która ją przewyższyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sahir Nailah
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sob Sty 17, 2015 12:57 am

No tak, czerń, brak możliwości użycia wzroku - można czuć wszystkimi innymi zmysłami, naturalnie, ale nic nie jest w stanie zastąpić go barwnymi obrazami - a na to przekleństwo chyba nie było lekarstwa. Cóż, może dostać okulary, które będą poprawiały marniejący wzrok, ale to nie powstrzyma samego procesu, to jedynie przyniesie ulgę na czas postępowania całej tej choroby... I rzeczywiście - po co się wspinać, skoro widoku nie można ujrzeć..? Może po to, żeby posłuchać wiatru innego, niż gdziekolwiek indziej i głosu szepczącego do ucha, jak wszystko wygląda? Może po to, by poczuć chłód i świeżość powietrza oraz mieć świadomość, że jest się bliżej nieba, niż kiedykolwiek wcześniej? Wszędzie są punkty, których można się uczepić, Ja wiem, jak to brzmi, wie sam Sahir, jak pusto takie słowa by zabrzmiały, zwłaszcza, że jesteś teraz jak zgniłe jajko, na które trzeba uważać, by go nie uszkodzić, inaczej cały syf się z niego wyleje... a może to by było lepsze? Tylko że zmusić Cię do płaczu - to jest zadanie nawet trudne dla niego i jak na razie nie wiedział, jak zrobić to prawidłowo, żeby nie dobić Cię doszczętnie.
- Nie mi to oceniać. - Ty jesteś prostą dziewczyną, którą on rozumie doskonale, a On jest prostym chłopakiem, który rozmowy lubi komplikować - prostym ze swoimi warstwami, którzy wszyscy odbierają w bardzo zły sposób, myśląc, że on jest tym, który tonie - nic bardziej mylnego, on był kimś, kto dawno się utopił, a teraz już swobodnie mógł pływać po całym oceanie i przyjmować w jego ramiona tych, którzy wypadną za burtę, tylko że to nie jego decyzją było, czy tamci chcą na ląd powrócić, czy wręcz przeciwnie - zawędrować w objęcia czerni, która w końcu przerodzi się w pustkę... Takich jak Nailah nie było wielu - tych, co wszystkie fazy już przetrwali i dlatego teraz byli w stanie widzieć wszystko w innych barwach - owszem, są to barwy świata okrutnego, ale bezsprzecznie prawdziwego.
Zawsze prawdziwego.
Czarnowłosy przypatrywał się brunetce przez jakiś czas, pozwalając ciszy trwać, nim wstał i podszedł do niej - gwałtownie szarpnął za sznur huśtawki do siebie, pozwalając jej z niej spaść - do ziemi nie było daleko, bo huśtawka zrobiona była z myślą o najmłodszych, a i miękkość ziemi nie pozwoli na żadne wstrząśnienia mózgu czy jakiekolwiek wielkie urazy poza nieprzyjemnym uczuciem rąbnięcia o ziemię - odsunąłeś huśtawkę i stanąłeś naprzeciwko dziewczyny, lekko skrzywiony.
- Jeśli mnie nie zauważysz, to w taki czy inny sposób upomnę się o swą obecność, nie bój nic. - Uśmiechnął się drapieżnie, obnażając kły - słońce oblało jego czarną sylwetkę złocistą aureolą, chowając się za jego plecami - wyciągnął do dziewczyny rękę. - Co się w zasadzie stało, że jesteś taka załamana?

_________________



Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexandra Grace
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sob Sty 17, 2015 7:41 am

Może kiedyś zrozumiałaby, że sięganie do tego szczytu i tak ma sens. Teraz jednak pogrążała się w swoim własnym strachu. W obawach, które zjadały beztroskę. Nie chciała opisu. Nie miała zamiaru obarczać ludzi tym, że będą musieli o tym mówić. Szepty nie wydawały się żadnym rozwiązaniem. Dla niej w tej chwili nie było żadnego, bo nie pogodziła się ze stratą. Nie chciała nowego rozwiązania, bo stare było tak ważne i bliskie dla niej. To trochę jak ze śmiercią jakiejś osoby. Rodzina nie chcę nikim jej zastępować. Ktoś ewentualnie może wreszcie zasiąść tam, gdzie ona, ale nigdy nie zostanie zastąpiona. Czuła, że na łzy przyjdzie czas. Miała nawet pewność, że przyjdą. Znała moment, gdy przybędą i tym bardziej nie chciała, by odwiedziły ją, bo to będzie czas, gdy umrze wszystko już ostatecznie.
Chciała widzieć tej ohydny świat, żeby dostrzegać w nim skrawki szczęścia, a mijało nie być to dane. Los poskąpił jej wszystkiego. Gdy spadła z huśtawki nic wielkiego się nie stało. Wysokość nie porażała w końcu. Nie podała mu jednak ręki. Nie rozumiał, a ona... tego nie chciała powiedzieć dosłownie. Nie miała też zamiaru kłamać, bo akurat on w jej mniemaniu jest osobą, która na prawdę zasługuje. Do tego to bystry człowiek, sam zauważyłby różnice. Nie będzie mogła tego ukrywać w nieskończoność.
- Trzy wyrazy. Vincent, klątwa, wzrok - Nie złoży z tego zdania. Psychicznie przerastała ją tak dziecinnie prosta czynność. Żyła w strachu. Nigdy więcej lotu na miotle. Nie będzie wykonywała zawodu o jakim marzyła. Zginie marnie, bo nie będzie umiała się chronić. Tak długo mówiła, że nadzieja nie umiera. Ważyła się nazywać tak siebie.
A sama umrze i niczego po sobie nie pozostawi. Może nie była na dnie, ale już powolnie o nie haczyła. Strach przed tym, jak i utratą ludzi był ogromny. Wszyscy dookoła niej byli skrzywdzeni przez świat. Nie ma on litości, nikogo nie oszczędza. A teraz ktoś wyciąga dłoń, a ona jej nie chce. Tyle czekała na kogoś, kogo będzie to obchodziło po czym rezygnuje. Chociaż, czy jego to obchodzi? Alexandra w końcu jest zaledwie słabym, nic niewartym człowiekiem w morzu innych.
- W moich oczach już nic nie będzie, więc czemu we mnie ma być? - Nie traciła nadziei, nie. Przecież prosiła Zacka. Chciała walczyć. Tylko, że to starcie było tak trudne dla niej, że wielokrotnie rozważała różne opcje. I choć wierzyła, że będzie żyła dalej i podniesie się z tego to dalszy los już nie miał sensu. Co z tego, że będzie funkcjonowała jeśli nic z tego, co tak bardzo chciała robić nie będzie. Musiałaby zrzucić na kogoś swój ciężar, a wolała wbić się w ziemię niż to zrobić. Swojego bólu już nie chciała dzielić. Tłumiła go usilnie przez co wcale nie poprawiał się jej stan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sahir Nailah
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sob Sty 17, 2015 5:45 pm

Cofnął swoją dłoń, lekko ściągając brwi. Vincent, klątwa, wzrok, nie będzie mogła go już zobaczyć... Rzeczy same się składały w oczywistą prawdę, która dotarła do twojego umysłu i tak na dobrą sprawę nie było tu nic do dodania. No tak, bo jakżeby Vincent miał odejść nie zapisując się gwałtem w pamięć innych, by nigdy nie ważyli się choć spróbować zapomnieć? Co to za rodzaj klątwy? Nie znałeś się na tym i wątpiłeś, że sama Alexandra wiedziała, tym nie mniej nie było klątw, których się nie da przecież złamać, pytanie tylko... czy tą da się złamać na czas. O Nightrayu można było mówić różne rzeczy, ale na pewno nie to, że nie potrafił czarować i że nie był istotą potężną - jak widać po tym, że zmarł, na szczęście i on miał granice swej potęgi... Sens wypowiedzianych do tej pory przez Alex słów stawał się jaśniejszy i nabierał jasnego znaczenia - znaczenia bez ukrytego dna, jak ty to odbierałeś, wcale nie chodziło tutaj o żadne metafory... Ale do diaska, czy ty tu jesteś od pocieszania? No proszę... Chyba Esmeralda za bardzo Cię zmiękczyła... oby był to tylko proces na parę dni, inaczej będzie to bardzo drażniące - drażniące i męczące należałoby dodać... albo to tylko do tych dwóch dziewcząt masz taką słabość? Są specyficzne, są obie tak samo naiwne, obie są jasnymi wspomnieniami przeszłości, za którą już nawet przestałeś tęsknić - trzeba brać to, co ma się pod ręką i nie marudzić, że ma się za mało - tego na pewno cię Vincent nauczył w bardzo szybkim tempie. W zasadzie mógłbyś mu nawet podziękować za to, że złamał Cię w tylu miejscach, wlepiając w uszczerbki części siebie - dzięki temu stoisz tutaj nie załamany, nie słaby, ale również nadal byłeś... sobą. Kimkolwiek Sahir Nailah był.
Nie istotne.
Opadłeś na kolana, które oparłeś po obu stronach jej bioder, by poczuła ciężar twojego ciała na sobie, by zaraz się nachylić, zamykając jej nadgarstki przygwożdżone do ziemi w uścisku twych palców, stanowiących teraz wzór metalowych kajdan, z których bez klucza nie da się tak po prostu wyrwać.
- Więc może od razu pozwolisz mi być twoim katem i odprowadzić się na tamten świat, hmm..? - Pochylił się jeszcze bardziej, czarne kosmyki zsunęły się do przodu, dotykając skóry na jej gardle, której zapach przemieszany z bliskością gleby chłonąłeś - już raz zasmakowałeś tej krwi, ale to wcale nie brak opanowania, czy głód, sprowokował Cię do przekroczenia przestrzeni, jaką powinno się zachować.
- Widzisz..? Tyle pierdolenia o tym, że nadzieja nie umiera, a teraz sama się przekreślasz. To żałosne, panno Grace. - Szeptał niemal wprost do twojego ucha - był zdecydowanie za blisko, ale czy to Ci przeszkadza? Czy czujesz jakikolwiek strach, czy wszystko już jest ci zupełnie obojętne? - Poddajesz się bez żadnej walki. Skoro masz tu leżeć i czekać na wyrok Boski, to pocieszę Cię - Ja mogę stać się tym wyrokiem. Wystarczy jedno słowo.

_________________



Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexandra Grace
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sob Sty 17, 2015 6:32 pm

Czy ona oszalała? Popadała w jakiś stan chorobowy - to na pewno. Jej reakcje nie miały sensu. Śmiała się. Z niego, z całej sytuacji, z Losu. Ponoć śmiechem można wiele barier ominąć. Czyżby to dlatego, że łez nie posiadała? Możliwe i to. Nie oddawała emocji poprawnie. Uraz z dzieciństwa jak widać pozostał. Momentalnie spróbowała się wyrwać. Nie chodziło o strach. To uczucie wzbudzali nieliczni, a głównie to sytuacje w których śmierć zbliżała się, aż nad to. Sahir jakoś nie wzbudzał w niej takich odczuć. Może powinna się bać. Ale to piękne słowo "powinna" jakoś jej nie obowiązuje. Nie chciała tylko, by ktoś jej dotykał w ogóle. Ta bliskość zaczęła być jeszcze bardziej uciążliwa od chwili w której spotkała Vincenta. On poważył się ją tknąć pierwszy w taki sposób. Teraz to przypominało o tym. I mogła walczyć ze wszystkim, ale reakcjami świadomości już nie, a ona krzyczała, jak wiele złego taka bliskość może wyrządzić. To było niewygodne dla niej. Brak komfortu nikomu nie odpowiada.
- Podziękuję. Ten świat ma swoje plusy. Chcę sobie popatrzeć na niego do póki mogę. Potem najwyżej dam Ci znać - Nie poruszyła się o milimetr. Nie mogła, ale i nie chciała. Próbowała zrozumieć o co chodzi jemu. Po co mu to? Chce się przekonać jak to jest być władcą marionetek? Spróbować pokierować kimś tak, jak chce?
- To Twoja opinia i do tego bardzo subiektywna panie Nailah. Gdybym się poddała to dałabym się zabić, gdy miałam ostatnio ku temu okazję, kotku - Nie ma obowiązku mu się tłumaczyć, więc nie rozwinęła tego. Niech sobie nie myśli, że dostanie wszystko na tacy. Jego to przecież nie obchodzi. Więc po co? Dla niego to, w co ona wierzy to zaledwie jej własna naiwność. Obróciła twarz w jego stronę i mimo tego, że jego szept wywołał nieprzyjemne ciarki u niej.
- I co mi zrobisz? Zjesz? - prychnęła tylko i zaśmiała się. Co on sobie wyobrażał? Że powie mu "no jasne!"?
- Jeśli jesteś głodny to przypominam Ci, że wystarczy ładnie poprosić. Nie sądziłam tylko, że interesuje Cię mordowanie. Nie spodziewałabym się tego. Zaskakujesz mnie za każdym razem - Wszystko to mówiła patrząc prosto w jego oczy. Jeśli chciał, żeby się bała to musi się bardziej wysilić. Na razie odczuwała dyskomfort i rozbawienie wymieszane z nutką melancholii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sahir Nailah
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sob Sty 17, 2015 7:45 pm

Zasyczał i obnażył kły, skrzywiając się z niezadowoleniem - taki twój odruch obronny, stan, w którym broniłaś się, by łez nie lać, bo nie mogłaś ich w sobie znaleźć, odruch obronny na niekomfortową sytuację, w której nie czułaś strachu, a jedynie rozbawienie - ale szarp się, ile chcesz, on Cię nie wypuści, przynajmniej nie teraz. Walczyć więc ze wszystkim? Zdecyduj się, bo na razie miotasz - miotasz tak mocno, że nawet trudno znaleźć odpowiedni punkt uniesienia, w którym można by Ci pomóc - w zasadzie oboje niewiele o sobie wiecie, uczycie o sobie wzajem wraz z każdym spotkaniem, ale każde to spotkanie przebarwione jest tragizmem - jesteście dwoma siłami niosącymi nieszczęście, które nie powinny mieć ze sobą do czynienia, oboje jesteście bezsilni wobec siebie wzajem i czarnowłosy w zasadzie nie wiedział, po co traci na Ciebie czas, który mógłby spożytkować na siedzenie w bezruchu i wpatrywanie się w przestrzeń przed sobą lub nadrabianie zaległości, jakie sobie narobił przez swoje unikanie lekcji w ostatnim czasie.
Nailah trwał w bezruchu, nie odpowiadał jej, wpatrując się w jej oczy - cisza, której Ty nienawidzisz, Grace, której większość nie lubi, ponieważ zazwyczaj wprawia w zakłopotanie, przeciągała się, tylko twój śmiech ją zagłuszał i twoje słowa, zaś gdy ich zabrakło, co pozostało..? Zastanów się nad tym, co robisz. Zastanów się, jak się zachowujesz, zastanów się, czy tego chcesz... mnóstwo informacji wysyłanych w przestrzeń, tylko że otchłań zawsze pozostawała otchłanią - ona pochłaniała, porywała do bezdennej czerni...
- Naturalnie. Przyjmujesz tylko prawdy oczywiste i wolisz się nawet nie zastanawiać nad tym, czy jest coś więcej. - Podniósł się, uwalniając ją spod swojego ciężaru. - Przyjdź, kiedy będziesz chciała poślubić Śmierć. Żegnam, zgasła Nadziejo. - Otrzepał kolana spodni ubrudzone od ziemi i odwrócił się, unosząc dłoń w ramach pożegnania - jedno, krótkie machnięcie, jedno ledwo przechylenie dłoni, zanim obie wsunął do kieszeni. Nie zatrzymał się, nie obejrzał...
Cóż - nie był rycerzem na białym koniu, który przybiegał ratować damy z opresji.
Będzie zawsze na wyciągnięcie ręki, chociaż nie będziesz mogła go dostrzec, panno Grace, cień, wiatr, którego pochwycić nie można, ale który zawsze jest. I będzie obserwował Twój upadek.
A może kiedyś zobaczy twoje powstanie?
[z/t]

_________________



Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexandra Grace
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sob Sty 17, 2015 8:09 pm

A może widzieli wszystko? W końcu oboje jeszcze patrzyli. Nie dostrzegali czegoś. Czegoś co miało przynieść odpowiedź. Nic nie dzieje się bez powodu. Tyle, że odnalezienie sedna wcale nie należało do zadań prostych, a tym bardziej przyjemnych. Alexandra sądziła, że to spotkanie ma sens. Coś miało w niej drgnąć, a przede wszystkim chciała naprawdę przekonać się, że on żyje. Czy to nie było tego warte? Dla niej cena akurat była przystępna. Nie przeliczała niczego na "coś więcej". Wszyscy chcieli być głębocy i filozoficzni. Jej chodziło o dosłowność. Prosty przekaz, proste działanie, duży efekt albo jego brak. Wszystko lub nic.
- Za to ty patrząc na to "coś więcej" nie dostrzegasz niczego, co masz bliżej - Czy upadnie? Nie wiadomo. Można by snuć wiele teorii. Biorąc jednak pod uwagę to, że nadzieja nigdy nie umiera to można wróżyć coś dobrego.
Jednak jest matką głupich, więc czy to się w ogóle opłaci? Grace nie chciała już niczego, bo to, co by się jej przydało okazuje się po za zasięgiem.
Spokój. Czas. Odetchnięcie.
Trzy nowe słowa, które się jej przydadzą.
I tak oto siedziała znowu całkiem sama, bo nie wiedziała czego chce, jak chce i po co. Bałagan jaki narobiła w swojej głowie był przeogromny. W jej widzeniu świata jeszcze gorszy.
Chciała walczyć, ale przegrywała.
Umierała, ale chciała żyć.
Miała nadzieje, ale wątpiła w nią.
Alexandra Grace - zwykła dziewczyna do niedawna, która teraz nie ma pojęcia, co ze sobą zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Remus J. Lupin
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sob Sty 17, 2015 8:44 pm

Gonitwa myśli, nie, cholerny wyścig myśli towarzyszył mu od samego rana, nie pozwalając się na niczym skupić. Wilkołacza natura po raz wtóry dochodziła do głosu, mimo że do pełni pozostawało mnóstwo czasu. Tym razem towarzyszący temu strach pojawił się bardzo szybko, podsycany innymi, nieznanymi dotąd Remusowi uczuciami. Wybuchowa mieszanka, jaka kotłowała się w jego duszy, nie tylko nie dawała ukojenia, którego tak bardzo teraz potrzebował, ale raz za razem wbijała kolejne szpilki w jego poukładane życie. Już dawno nie czuł się tak podle. Do tej pory bliskość przyjaciół i świadomość, że są obok zawsze gotowi go wspierać, była ogromnym ułatwieniem i skutecznym sposobem walki z rodzącą się depresją. Ale teraz było inaczej i Remus czuł to doskonale.
Coś się zbliżało; coś, nad czym nie będzie miał kontroli i nad czym nie uda mu się zapanować. W jego sercu znów rodził się strach, który towarzyszył mu przez pierwsze lata po ugryzieniu i który eksplodował każdego miesiąca. Strach przed tym, że nie ujarzmi drzemiącego w nim potwora.
Potarł ze złością oczy, chowając na chwilę twarz w dłoniach. Spacer po błoniach nie był może najlepszym pomysłem, szczególnie w taką pogodę, ale chłodne powietrze było tak odświeżające, że Lunatyk nie mógł sobie odmówić tej specyficznej przyjemności. Czasami czuł, że w zamku się dusi; że towarzystwo setek mieszkających w nim osób zaczynało go przytłaczać. Dzisiaj miał podobne wrażenie i potrzebował przestrzeni, miejsca tylko dla siebie. Znał jedno, w które chodził zawsze, gdy musiał przynajmniej na moment odgrodzić się od innych i pobyć w samotności. W ciepłe dni było oblegane przez uczniów, ale dzisiaj nie spodziewał się tam tłumów, od razu więc skierował kroki w stronę huśtawki, przecinając na skos błonia, by sobie skrócić drogę.
Dopiero podchodząc bliżej z irytacją dostrzegł, że jego wypatrzone miejsce jest już zajęte. Nawet przeszło mu przez myśl, by wykorzystać swoją pozycję prefekta i pozbyć się intruza, ale takie zachowanie byłoby mało chwalebne. Zacisnął usta, patrząc ze zrezygnowaniem na coraz większy punkcik przy huśtawce, który z każdym kolejnym krokiem nabierał wyraźniejszych kształtów i w końcu zmaterializował się pod postacią Gryfonki. Humor Remusa nieco się poprawił, a spojrzenie lekko złagodniało jak zawsze, gdy miał do czynienia z osobami z własnego domu. Teoretycznie posada prefekta powinna go obligować do absolutnej obiektywności, ale teoria zazwyczaj pozostawała tylko teorią.
- Alex! - zawołał już z daleka, by dać dziewczynie czas na przygotowanie się do spotkania. Sam nie lubił być nagle zaskakiwany, szczególnie w chwilach, gdy potrzebował samotności i spokoju, a nagle ktoś wpadał buciorami w jego przestrzeń osobistą i wszystko burzył. Podszedł powoli do Gryfonki, oceniając w miarę swoich możliwości jej humor, by w razie czego odpowiednio wcześniej się wycofać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexandra Grace
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Nie Sty 18, 2015 5:01 pm

Wielokrotnie ludzie przepowiadają apokalipsy. "Ostateczne końce" to coś, do czego ludzie się przyzwyczaili. Co chwilę są straszeni tym. Alex zrozumiała, że "koniec świata" jest zjawiskiem codziennym, zachodzącym dla każdego, kto umiera. Dla tych ludzi nie będzie już niczego. Nie miała zamiaru skończyć niczego. Była słaba i zmęczona w obecnej sytuacji, ale to nie oznaczało, że w przyszłości to się nie zmieni. Podniosła się z ziemi i usiadła z powrotem na huśtawce. Pomyślała, że musi zrobić to samo ze swoimi Losem. Wstać, otrzepać się i pozbierać do normalnego stanu w którym chociażby tylko na przekór Sahirowi - żyć dalej. Łatwo wpadała w różne emocje, a on odnowił jej determinację. Głupie i dziecinne - robić coś w sumie na złość. Wiedziała jednak, że pan Nailah zasługiwał na żywy przykład tego, że nie trzeba umierając tracić nadziei.
Samotność to przyjaciółka o którą nikt nie musi się prosić, prawda? A czasami gdy już o nią poprosimy to nie możemy jej dostać. Bujała się powolnie, gdy usłyszała, że ktoś woła jej imię. Ucieszyła się, że rozpoznaje chociaż osobistość, która dotrzyma jej towarzystwa. Remus Lupin to swój człowiek - tak traktowała większość Gryfonów. Byli jej bliscy i ważni. W końcu mieszkają razem i mijają najczęściej. Zaś ten chłopak zawsze w jej oczach widziany był przez nią jako Gryfon z krwi i kości. Ciekawe, że inni mogą mieć aż tak różne opinie o nas, czyż nie? Alexandra doceniała go jako człowieka, a on tego nie robił. Jak widać widzimy w innych wszystko, czego w sobie już nie dostrzegamy. Zatrzymała się na huśtawce i uśmiechnęła się. Może nie był to idealny moment na pogawędkę dla niej, ale on musiał szukać samotni - nikt nie szwędał się od tak tutaj w samotnie. Oznaczało to tyle, że oboje nie znaleźli czasu na zamartwianie się, bo wpadli na siebie. A to jest dobre, bo nikt nie powinien być sam w trudnych chwilach.
Gdy zbliżył się wystarczająco przywitała się.
- Cześć! - rzuciła w miarę wesoło, a bynajmniej było to entuzjastyczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Remus J. Lupin
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Nie Sty 18, 2015 5:59 pm

Mimo nadchodzącej wiosny powietrze wciąż było chłodne, a niektóre podmuchy wiatru przenikały wręcz do szpiku kości. Remus mocniej okręcił szyję szalikiem, chowając w nim usta i rozcierając sobie dłonie. Miał wrażenie, jakby uszy i nos trzymał w wiadrze z lodowatą wodą i żałował, że nie wziął ze sobą czegoś, co mógłby założyć na głowę. W ostateczności mogłaby to być nawet czapka z rogami renifera, w której ostatnio paradował Syriusz.
Podszedł bliżej, chowając ręce do kieszeni szaty. Jeśli miał sobie coś odmrozić, to na pewno nie swoje drogocenne palce, którymi trzymał pióro i uparcie notował każde słowo profesorów. Dziewczyna siedziała na huśtawce i raczej nie zamierzała ustąpić miejsca starszemu koledze, zresztą Remus czułby się chyba nieswojo, zajmując huśtawkę w obecności jakiejkolwiek dziewczyny. Stary Lunatyk miał w sobie nadal nieodgadnione pokłady dobrego wychowania, które dochodziły do głosu w najdziwniejszych momentach. Z drugiej strony kto powiedział, że nie mogą razem skorzystać z tego bujającego się mugolskiego wynalazku?
Szczególnie że dziewczyna była na tyle drobna, że na krzesełku pozostawało jeszcze sporo miejsca. Co prawda szlachetny tyłek Remusa na pewno by się już tam nie zmieścił, no ale... Ja się nie zmieszczę? Ja? Zmierzył huśtawkę oceniającym wzrokiem i uznał, że właściwie jest sposób, by się na niej umościć i to nawet w całkiem wygodnej pozycji.
- Uwaga, nie krzycz, wchodzę - mruknął do dziewczyny, przywołując na twarz zawadiacki uśmiech i przełożył nogę przez krzesełko, siadając bokiem na huśtawce. Co prawda w plecy wbijał mu się sznur, który nie dawał zbyt sztywnego oparcia, ale za to przed sobą miał całkiem przyjemny widok. Byleby tylko nagle nie zachciało jej się bujanych szaleństw, bo wtedy istniało ogromne ryzyko, że taką zabawę Remus skończyłby gdzieś na pobliskim drzewie albo co najmniej z twarzą na ziemi.
- No - powiedział z zadowoleniem, przypatrując się dziewczynie z bliska. - To teraz możesz mi powiedzieć, dlaczego powoli zamieniasz się tu w sopel lodu, zamiast grzać się z innymi przy kominku i podjadać ciastka, które ktoś przezornie zwinął z kuchni?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   

Powrót do góry Go down
 
Huśtawka na drzewie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 11, 12, 13  Next
 Similar topics
-
» Huśtawka na drzewie
» Huśtawki na drzewie
» Huśtawka na drzewie
» Opuszczony domek na drzewie
» Domek na drzewie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Blonia -