Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Korytarz Skrzydła Szpitalnego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Korytarz Skrzydła Szpitalnego   Pon Wrz 02, 2013 1:46 pm

Długi korytarz w którego ścianach umieszczono drzwi do poszczególnych sal Skrzydła Szpitalnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Riley Acquart
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Korytarz Skrzydła Szpitalnego   Sob Gru 28, 2013 12:20 am

Wędrówka po szkole tuż przed końcem dnia nie była zbyt rozsądna. Tym bardziej gdy została niecała godzina przed zapadnięciem zmroku. Większość uczniów w tym czasie kierowała się już do swoich dormitoriów. Większość, ale nie wszyscy. Było kilku nocnych Marków, którym niespieszno było do swoich łóżek. Jedną z tych osób była dziewczyna, która według jej przydzielonego domu, cechowała się odwagą. Niektórzy może bardziej przypisali by gryfonce nie odwagę, lecz głupotę, ale jak wiadomo i jedno, i drugie może iść z sobą w parze. Sama jednak nie uważała się za głupią, po prostu często podejmowała złe decyzje. Złe, to znaczy niemoralne, niezgodne z prawem, czasem nawet okrutne. Tak więc, odważna i głupiutka dziewczyna miała dziś do wykonania pewne zadanie i właśnie była już tuż u swojego celu. Znajdowała się aktualnie na korytarzu Skrzydła Szpitalnego i dosłownie krok ją dzielił od pomieszczenia z lekarstwami.
Riley zawahała się przez moment. Miała dziwne przeczucie, że coś idzie nie tak. Jej dłoń automatycznie pomknęła w kierunku różdżki. Stała nieruchomo przez moment nasłuchując otoczenia. Stała, ale nic się nie wydarzyło. Cisza i spokój. Coś musiało się jej przewidzieć. Z pewnością spanikowała i tyle. Dreszcz zimna przeszedł jej po ciele. Przyjemny dreszcz. Lubiła takie nagłe skoki adrenaliny. Wiedziała wówczas że żyje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyle Blackwell
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Korytarz Skrzydła Szpitalnego   Nie Gru 29, 2013 10:50 pm

Nocny Marek, a raczej Nocny Kyle również kręcił się po zamku. Po co? A po co ktokolwiek miałby się kręcić koło skrzydła szpitalnego W OGÓLE, no chyba że jest spragnionym krwi potworem tudzież zboczeńcem, mającym nadzieję podejrzeć przebierających się uczniów, obojętnie jakiej płci? Jeśli chodzi o niego, to nie bardzo przerażał go odgłos własnego oddechu tudzież kylowy cień, także adrenaliny nie doznał w tym miejscu i zdaje się, że potrzebował odrobinę więcej, żeby cokolwiek sprawiło, żeby podskoczył.
Biorąc pod uwagę, że w szkole uczyło się kilka setek uczniów, wcale się też nie zdziwił widokiem ciemnowłosej dziuni, nie wiadomo czego tu szukającej. Zawsze znalazł się jakiś „buntownik”, który kręcił się po zamku, zwykle chcąc coś udowodnić zarówno sobie, jak i innym. Jakoś niespecjalnie tu Puchonowi zaimponowało, ale też był sceptyczny i wredny, toteż założył ręce na piersi.
- Rawr, żeby ci ta różdżka w kieszeni nie wystrzeliła – powiedział lekko kpiącym tonem, uśmiechając się w sposób bardzo sugestywny. Bo w sumie lubił pokazywać ludziom, że są trochę na innym poziomie, niż on. Nie wywyższał się, po prostu mocno podkreślał swoją odrębność, jakby był trochę inną rasą, tak nie było w tym nic aż tak złego. Każdy ma swoje dziwactwa. Dodatkowo o Kyle’u wszystko można było powiedzieć poza tym, że był sympatyczny, na co mogłyby wskazywać chociażby jego zamiłowania do wykręcania ludziom dziwnych… No, kawałów to za dużo powiedziane. Do sprawiania, że ludziom przytrafiały się ZABAWNE z jego perspektywy zdarzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Riley Acquart
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Korytarz Skrzydła Szpitalnego   Pon Gru 30, 2013 6:12 pm

Przeczucie dziewczyny dotyczące obecności kogoś obcego na korytarzu okazało się prawdziwe. Ktoś zakłócił jej spokój, a tym kimś był chłopak w barwach Hufflepuffu. Szóstoklasista, którego Riley kojarzyła z niektórych zajęć wspólnych jakie Gryfoni odbywali czasem z Puchonami. Musiała go kojarzyć, gdyż Kyle zawsze robił wkoło siebie dużo szumu i nie sposób było go nie zauważyć. I jak tu zachować ciszę i dyskretnie wkraść się do pomieszczenia z lekarstwami, skoro na drodze do osiągnięcia celu spotyka taką rozochoconą osobę. Riley nie miała dzisiaj szczęścia, oj nie miała.
- Kuźwa – przeklęła w duchu, po czym starała zrobić dobą minę do złej gry. Musiała jak najszybciej spławić kolegę z klasy, jeżeli chciała załatwić swoje sprawy jeszcze dziś. Kiedy Kyle zwrócił się do niej, wiedziała już, że to nie będzie łatwe zadanie.
- Bardzo śmieszne – odparła półgłosem mrużąc przy tym oczy - Ładnie to tak straszyć dziewczyny późnym wieczorem. Nie wiesz, że w panice dziewczyna z różdżką jest skłonna zaatakować bez ostrzeżenia. Masz szczęście że nie jestem bojaźliwa, inaczej byś miał w tyłku ten świąteczny stroik – w tym momencie dziewczyna skinęła głową na najbliższą świąteczną dekorację, jedną z wielu tegorocznych stroików Hogwartu.
Riley schowała swoją różdżkę z powrotem do kieszeni, po czym ponownie zwróciła się do chłopaka:
- A Ty co tak się snujesz po szkole. Przyszedłeś kogoś odwiedzić? Wy Puchoni jesteście tacy delikatni. Co róż ktoś z was trafia do skrzydła szpitalnego. O mały włos, a sam byś miał robioną świąteczną kolonoskopię.
Na twarzy dziewczyny zawitał uśmiech. Wszystko co mówiła było z przymrużeniem oka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyle Blackwell
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Korytarz Skrzydła Szpitalnego   Czw Sty 02, 2014 11:53 am

Niestety Kyle był wszystkim, tylko nie łatwy do spławienia. Uśmiechnął się tylko na jej słowa. Zabawniej było z ludźmi z pazurem niż z tymi, którzy robili wielkie oczy i uciekali z płaczem (o ile tacy w ogóle istnieli, ale w świecie Blackwella wszystko było możliwe).
W każdym razie właśnie w związku z barwą domu Kyle miał wprost nieograniczone pole manewru. Nikt nigdy nie zwracał uwagi na to, jak zachowują się zagrożeni Puchoni, bo byli a) nieciekawi i b) najczęściej tchórzliwi, dwa przepiękne stereotypy, na których blondyn wprost… Żerował. A dumny był ze swojego domu niesłychanie, co jest warte podkreślenia.
- To w takim razie cieszę się, że teoretycznie masz w głowie trochę więcej niż przeciętny Ślizgon, ale proszę, zaskocz mnie – błysnął zębami w jej stronę, jak zwykle kurtuazyjnie niemiły, ale w sposób sugerujący, że Riley raczej przypadła mu do gustu. Bardziej na tak, niż na nie.
Sam z siebie po różdżkę nie sięgnął, bo też czuł się stosunkowo bezpieczny. W końcu dziewczyna była wciąż tylko dziewczyną, a on też trochę zadzierał nosa: pewnie się kiedyś zdziwi, ale zostawmy ten moment na inny czas, kiedy może go to czegoś nauczy. Na jej pytania zareagował też stoickim spokojem, dając jej skończyć i wygadać się tak bardzo, jak tego potrzebowała.
- Nigdy nie wiesz, kiedy spotkasz zdesperowanych pod drzwiami skrzydła. Co tam, niechciana ciąża? – zasugerował, mrugając do niej niemal sympatycznie, ale i też kpiąco. – Najciekawsze wydarzenia zdarzają się w najgłupszych miejscach. I ty się mnie pytasz, co ja robię poza dormitorium. Gryfonka. Przecież wy praktycznie śpicie po korytarzach – uniósł lekko brwi.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Riley Acquart
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Korytarz Skrzydła Szpitalnego   Czw Sty 02, 2014 8:28 pm

- Niechciana ciąża? – powtórzyła rozbawiona słowa Puchona, po czym szybko dodała – ale żeś mnie podsumował. Okej, może i przybyło mi w święta z kilogram... może dwa, ale bez przesady. Wciąż mam lekką niedowagę. A śpimy na korytarzach, bo nas Gruba Dama nie chce wpuszczać do dormitorium. Obraziła się na niektórych Gryfonów, którzy podczas snu próbowali domalować jej wąsy. Teraz oprócz hasła wymaga jeszcze przeprosin i wpuszcza tylko tych, których przeprosiny płyną prosto z serca.
Riley zawsze mówiła dużo, choć nie zawsze mówiła prawdę. Słowa jej były grubymi nićmi szyte, szczególnie wówczas, gdy za rozmówcę trafiał jej się wyjątkowy osobnik. A bez wątpienia Kyle był wyjątkowy. Sarkastyczny, kpiący, dowcipny. Z początku dziewczyna uważała, że chłopak będzie jej tylko przeszkadzał w osiągnięciu celu, teraz jednak przyszedł jej do głowy inny pomysł. Widać było, że Puchon ma sporo za uszami, więc nadawał się idealnie by wtajemniczyć go w swój plan. Bez owijania w bawełnę zwróciła się do niego prawie szepcząc. Tym razem była poważna.
- Słuchaj, mam tu coś do zrobienia. Coś co wymagać będzie dyskrecji. Możesz mi pomóc, albo odejść i udawać że mnie nie widziałaś. Mam tylko pół godziny, więc decyduj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Riley Acquart
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Korytarz Skrzydła Szpitalnego   Sob Sty 04, 2014 2:03 pm

Wyjaśnienie:
 

Riley ostatni raz spojrzała na Puchona. Widać po nim było, że nie da się namówić na nic konkretnego, a w szczególności na złamanie jakiegokolwiek szkolnego prawa. A cóż złego było w pożyczeniu kilku środków farmaceutycznych z pomieszczenie na lekarstwa bez pytania. To znaczy bez wcześniejszej medycznej porady. Co prawda dziewczynie nic nie dolegało, ale potrzeby jakie miała musiały być zaspokojone. Zresztą robiła to nie tylko dla siebie.
Milczenie Kyle oznaczało jedno. Dziewczyna nie mogła mu poświęcić więcej czasu. W końcu za pół godziny rozpocznie się godzina policyjna.
- Rozumiem, nie chcesz ryzykować szlabanem. No trudno. W takim razie do zobaczenia na zajęciach – odparła półgłosem i bez najmniejszego namysły wkradła się do pomieszczenia z lekarstwami. Jej celem była butelka spirytusu. Przecież niebawem rozpocznie się Zimowy Bal. A bal bez odrobiny alkoholu nie mógł się udać. Ktoś przecież musiał się zatroszczyć o odpowiednie doprawienie ponczu.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Korytarz Skrzydła Szpitalnego   Nie Cze 21, 2015 12:13 am

Nie miała zbytniej ochoty na to, żeby wchodzić wgłąb Skrzydła Szpitalnego i dać się zapędzić do któregoś z łóżek na kilka dni obserwacji - zdecydowanie nie miała na takie rzeczy czasu i zapewne nawet by się tutaj nie pojawiła, gdyby nie to, że jej stan się pogorszył; wszystkie te walki i pojedynki dawały jej obecnie w kość, kilka ran się otworzyło, mała blizna na jej policzku - pamiątka po błoniach - nadal się nie zagoiła. Nie mogła tego tak zostawić, zwłaszcza że coraz częściej dokuczała jej prawa ręka. Poprawiła swoją szatę, ciemne kosmyki, które ułożyła w niedbały koński ogon, zmrużyła chmurne tęczówki i zajrzała na chwilę do gabinetu jednej z pielęgniarek, by poprosić ją, by ta na chwilę wyszła. C. powiedziała jej wszystko odnośnie tego, co jej dolega, prosząc przy tym, by obeszło się bez leżenia w łóżku, a kilka minut później, pani Pomfrey z niezbyt zadowoloną miną, podała jej kilka eliksirów, obejrzała rany w swoim gabinecie, natarła jej ciało różnymi maściami i dała jej buteleczkę z wywarem, by piła codziennie jedną łyżeczkę na zwiększenie odporności i przyspieszenie procesu gojenia. Caroline podziękowała zwięźle i nieco się krzywiąc z powodu tego, że teraz całe jej ciało zdawało się palić, opuściła Skrzydło Szpitalne, kierując się w stronę lochów, gdzie znajdował się Pokój Wspólny Slytherinu. Musiała w końcu odpocząć i pozwolić na to, by wszystko względnie dobrze się zagoiło.

[z/t i przywrócenie wszystkich PŻ za wizytę w Skrzydle Szpitalnym]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
David o'Connell
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Korytarz Skrzydła Szpitalnego   Czw Paź 08, 2015 8:40 pm

(Wizyta po spotkaniu w Klubie Pojedynków)

Carney przyszedł tutaj niechętnie - nie lubił przyznawać się, że coś go boli, pokazywać palcem zranień i obić, odpowiadać na pytania. Tym razem jednak był na spotkaniu Klubu, a to oznaczało, że ostatni punkt nie stanowi dzisiaj problemu. Problemem natomiast był na pewno niepokojący wysięk z nosa (który zdecydowanie nie był katarem i miał w sobie krew), który pojawił się po zakończeniu pojedynku i za nic nie chciał zniknąć. David miał niemałe doświadczenie, jeśli chodzi o skutki fizycznych obrażeń (z magicznymi mogłoby być gorzej) i miał go na tyle, żeby zrozumieć, że potrzebuje pomocy. Kilkukrotne uderzenie głową o posadzkę po oberwaniu celnym zaklęciem Everte Stati zrobiło swoje.
Niespiesznym krokiem wszedł do skrzydła szpitalnego. Zwykle poruszał się właśnie w taki sposób, ale tego dnia nie mógł inaczej - przyspieszenie nieuchronnie wiązałoby się z poczernieniem pola widzenia i jasnymi gwiazdami przed oczami. Zaciskając ręce w pięści i czując, że potrzebuje gdzieś odreagować - mimo swojego stanu - podszedł do stojącej nieopodal uzdrowicielki. Wiedział, że go poznała od razu i raczej nie była zadowolona na jego widok. Jak zwykle nie opisując zbyt barwnie sytuacji (a ściślej ograniczając się do kilku zdań, wszystkich porównywalnych do "oberwałem w głowę") wyjaśnił sprawę. Przyjął reakcję kobiety spokojnie i z kamienną (jak zwykle) twarzą, bez protestu poddając się zabiegom i niechętnie, ale bez sprzeciwu pozostając w skrzydle szpitalnym na kilka godzin.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Korytarz Skrzydła Szpitalnego   

Powrót do góry Go down
 
Korytarz Skrzydła Szpitalnego
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Skrzydło Szpitalne
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart [schowany na czas wakacji] :: Tereny zamkowe :: I piętro :: Skrzydło Szpitalne
-