Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 [uczeń] Rabastan Lestrange

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rabastan Lestrange
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: [uczeń] Rabastan Lestrange   Sob Wrz 28, 2013 10:52 am

Imię i nazwisko: Rabastan Orion Lestrange
Jeśli jesteś na tyle sprytny i pobawisz się tworzenie anagramów odkryjesz, że jego imię pochodzi od słowa Rastaban. Rastaban to nazwa gwiazdy w konstelacji Smoka, Beta Draconis, od arabskiego Ra's ath-Thu'ban - Głowa smoka.
Data urodzenia: 24.12.1960r. (Swindon)
Był swoistym prezentem świątecznym od matki dla ojca. W wigilię świąt Bożego Narodzenia, urodził się w domowej posiadłości w Swindon, w towarzystwie ojca i zaufanej położnej. W te święta wszyscy czarodzieje Wiltshire pili toasty za zdrowie najmłodszego z rodu Lestrange.
Czystość krwi: Czysta
Jego nazwisko nie jest Ci przecież obce. Każdy kto jest częścią magicznego świata musiał słyszeć o starożytnym rodzie Lestrange. Magicznym do szpiku kości, z krwią czystą aż do ostatniej kropli.
Dom w Hogwarcie: Slytherin (kanon)
Różdżka:Cyprys, 10 cali, dość giętka z ozdobną rękojeścią. Rdzeń z włosa banshee.
Widok z Ain Eingarp:
Rabastan zastanawia się nad tym co tak właściwie przygnało go w to miejsce. Przecież on wcale nie potrzebował tej wiedzy. Od zawsze wiedział czego chce: spokoju, ciszy i samotności. Świadomości, że nic nie musi i wolności od obowiązków, które narzuca na niego to kim się urodził. Nie chciał tkwić w szkole, do której wysłał go przykaz Ministerstwa Magii. Nie chciał walczyć o czystość krwi tak jak ojciec i od niedawna także brat. Nie chciał...
Z jego ust wyrwało się pełne frustracji warknięcie. Niechętnie rozchylił powieki i spojrzał prosto w lustro.
Nic. Tylko on. Młody, nieprzyzwoicie chudy i wysoki Rabastan Lestrange. Rude włosy jak zawsze opadały mu w nieładzie na plecy, szare oczy były podejrzliwie zmrużone, a usta wykrzywiał grymas pełen drwiny. Tylko on i nic więcej. Grymas drwiny zastąpił uśmiech ociekający satysfakcją, bo przecież tego się przez cały czas spodziewał - to lustro jest oszustwem, mistyfikacją, istnym opium dla mas!
I wtedy dostrzegł ruch w odbiciu. Zza jego ramienia wychyliła się ciemnowłosa główka. Miała śliczną buzię, iskrzące radośnie oczy i uśmiech, który może skraść serce w ułamku sekundy. Jej szczupłe ramionka oplotły jego odbicie w pasie, a podbródek swobodnie opadł na bark Rabastana. Niemal czuł ciepło jej ciała i oddech łaskoczący go po uchu.
Odszedł krzywiąc złośliwie usta, bo tak nauczył się ukrywać żal. Nie opuszczała go okrutna świadomość, że to czego pragnie nigdy nie będzie jego.

Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie: Jest doskonałym przykładem ucznia, który jest "zdolny, ale leniwy". Rabastan faktycznie uczył się tylko przez pierwsze trzy lata spędzone w szkole. Kiedy miał już podstawy i był w stanie obiektywnie stwierdzić w czym czuje się dobrze, a w czym źle, poświecił się jedynie tym przedmiotom, które uważał za interesujące i/lub przydatne. Po SUM-ach zrezygnował ze wszystkiego co uznał za zbędne i teraz skupia się na tym co wychodzi mu najlepiej, czyli zaklęciach i transmutacji. Jest kandydatem na niekwestionowanego mistrza pojedynków, ale żeby nie wychodził na doskonałość nadmienię, że od pierwszej klasy wysadzał kociołki na co drugiej lekcji eliksirów, uciekały przed nim nawet jadowite stworzenia w czasie OPCM-u i zdarzyło mu się rozbić rekordową liczbę 7 kryształowych kul. Czy trzeba dodawać, że przespał wszystkie zajęcia Historii Magii? Łącznie z końcowym egzaminem z tego przedmiotu.  

Przykładowy Post:
- Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy. - melodyjny głos jego matki jednostajnie mruczy pod nosem wyliczenie, zastępując im muzykę. Rabastan obejmuje ramionami wątłą sylwetkę swojej kuzynki Victorii i dziwi się w myślach, jak stworzenie, które na co dzień jest tak pełne wdzięku może tak beznadziejnie tańczyć. Dziewczyna po raz czwarty z kolei myli kroki i depcze mu po stopach. Pełne usta młodzieńca krzywią się nieznacznie, a on gryzie się w język, by powstrzymać złośliwą uwagę, która właśnie przyszła mu do głowy. Młodsza o cztery lata Victoria jest niezwykle wrażliwa i ostatnie czego potrzebował to kolejny wybuch płaczu. Przymyka lekko oczy i liczy w myślach do trzech, a potem delikatnym ruchem koryguje postawę dziewczyny i znów zmusza ją by wirowała w rytm nieistniejącego walca. Jego partnerka chyba wzięła się w garść, bo na jej twarzy pojawia się wyraz skupienia i nagle ich stopy całkiem rytmicznie szurają po podłodze. Rabastan zauważa w myślach, że kuzynka znacznie lepiej wygląda, ze swoją codzienną głupiutką minką, ale tą myśl również pozostawia tylko dla siebie.
Gdy po dziesięciu minutach matka wreszcie pozwala im przestać, z niewysłowioną ulgą uwalnia dziewczynę z objęć i kłania jej się dwornie. Wie, że Victoria jest zachwycona jego milczącą szarmancją i nie dostrzega drwiny ukrytej w jego szarych oczach. Niewiele osób umie przejrzeć jego maskę. Rabastan szczyci się swoją grą aktorską. Jest przecież arystokratą z krwi i kości.
Gdy kuzynka oddala się, chłopak przenosi spojrzenie na matkę. Jej leniwie przymknięte oczy mają ten sam kolor stali co jego tęczówki. I zawsze widzą więcej niż wszyscy inni razem wzięci.
- Jesteś wobec niej zbyt oschły, synu. - wzdycha nieco teatralnie kobieta. Poruszają się przy tym tylko jej usta, ona sama półleży na szezlongu i niczym kocica grzeje się we wpadających przez okno promieniach słońca. Choć wygląda na pół śpiącą i nieobecną, jest jak zawsze czujna i nic nie umyka jej uwadze. Rabastan wdał się w nią dużo bardziej niż w ojca. Ma podobne rysy twarzy: delikatne i ujmujące swoim urokiem, identyczny uśmiech, kolor włosów i te same oczy. Tylko w oczach tej dwójki jest prawda. Ich twarze, głosy i ciała umieją kłamać jak z nut.
- Wybacz, że nie okazuję jej należytych względów, mamo. - głos Rabastana jest ciepły i słodki niczym świeży karmel. Trudno uwierzyć, że ktoś o tak miło brzmiącym tonie może powiedzieć coś co zrani drugą osobę. - Ale masz chyba świadomość tego, że jest tak głupia, iż nie dostrzeże obrazy choćbym rzucił jej nią w twarz. - jego usta wykrzywia pogardliwy uśmieszek. Chłopak przechadza się po pokoju stawiając stopy w rytm walca, który ciągle rozbrzmiewa z tyłu jego głowy.
- Chyba będę musiała ją odesłać. - kolejnemu westchnieniu pani Lestrange towarzyszy jęk szezlonga. W jej ruchach również widać podobieństwo do syna. Oboje poruszają się z gracją i wdziękiem dzikich zwierząt; para wielkich kotów na polowaniu. Kiedy kobieta wychodzi z pokoju zatrzymuje się na chwile przy synu, by pogłaskać go czule po rudych włosach. Musi przy tym wspiąć się na palce, bo młody panicz Rabastan przerastał ją już w wieku dziecięcym. Imponujący wzrost jest jedną z niewielu cech odziedziczonych po ojcu. Potem pani Lestrange wychodzi bez słowa pożegnania, a on odprowadza ją wzrokiem.
Był jej synem bardziej niż kiedykolwiek mógłby być nim Rudolf. Nie tylko dlatego, że byli niemalże identyczni pod względem charakteru i wyglądu. Kiedy przed ośmioma laty pani Lestrange straciła nowo narodzoną córką, całą swoją miłość przelała na młodszego syna. Od tamtego dnia zawsze jej towarzyszył, ucząc się od niej jak poruszać się w pełnym pułapek świecie magicznej arystokracji. Jeśli ona była salonową lwicą, to jego już w tak młodym wieku można było nazwać lwem tego samego gatunku.
Gdy umilkły kroki matki, Rabastan rozejrzał się po przestronnej sali, która roboczo służyła za miejsce nauki tańca. Cieszył się, z rychłego wyjazdu Victorii, która była już jego czwartą niedoszłą narzeczoną. Rodzice uparcie usiłowali znaleźć dla niego odpowiednią partię, tak jak to uczynili dla Rudolfa, ale on nie miał zamiaru im tego ułatwiać. Wiedział, że nie znajdzie miłości ani szczęścia wśród arystokratek, które były albo puste i głupie albo wyrachowane i zimne. Sam nie wiedział przy tym, który z tych dwóch typów był trudniejszy do zniesienia. Jego brat kpił, że jeśli dalej tak pójdzie będzie musiał wziąć sobie za żonę jakąś mugolkę. Rabastana nie bawiły te żarty, bo podobnie jak większość kawałów Rudolfa były żenująco głupie. Zresztą czy mugole zasługiwali na jego nienawiść? Raczej na litość. Jakże smutne musi być ich życie bez magii! On nie mógł go sobie nawet wyobrazić. W myślach szybko policzył ile jeszcze dni dzieli go od powrotu do Hogwartu. Tam momentami mógł być choć trochę bardziej sobą. Nie arystokratą, nie paniczem Lestrange i nie młodzieńcem bez narzeczonej. Wprawdzie musiał stawać się ślizgonem, uczniem i wieloma innymi postaciami, ale ta maski nosiło mu się łatwiej, bo o wiele bardziej przypominały prawdziwego Rabastana Lestrange. Nie było też u jego boku matki, która każdą z masek umiała przejrzeć bez najmniejszego trudu. Tak, cieszył się na myśl o Hogwarcie. Uśmiechnął się do siebie pod nosem i nucąc cicho walca wyszedł na taras. Koniecznie musiał teraz zapalić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: [uczeń] Rabastan Lestrange   Sob Wrz 28, 2013 5:04 pm



_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
[uczeń] Rabastan Lestrange
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Rabastan Lestrange (w renowacji)
» Rabastan Lestrange
» Rudolf Lestrange
» Daniel Lestrange
» Rudolf Lestrange

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Uczniowie -