Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Gabinet profesor Thynn

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
avatar
avatar


PisanieTemat: Gabinet profesor Thynn   Nie Gru 14, 2014 9:18 pm

Gabinet profesor Thynn
Dość ciemne pomieszczenie, które oświetlają zaledwie dwie lampy. Dość sporych rozmiarów kanapa i pokaźny fotel, który zarówno ozdabiał pomieszczenie. Obrazy ozdabiające ściany i niewielki stoliczek przy oknie.


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Gabinet profesor Thynn   Sob Lip 18, 2015 11:03 am

Kiedy przekraczała próg zamku zaopatrzona w sporej wielkości walizkę, wciąż miała wątpliwości co do swojej decyzji podjęcia pracy w Hogwarcie. Uciekała przed tym tak długo, jak tylko mogła, nie chcąc angażować się w nic związanego z przepowiadaniem przyszłości. ‘Przeznaczenie to dziwka’, pomyślała z przekonaniem, kończąc gonitwę myśli. Westchnęła i ogarnęła wzrokiem znajome mury. Mimo wszystko nie mogła się nie uśmiechnąć.
Tak, jeśli gdzieś spędziła najlepszy czas swojego życia, to właśnie tutaj. I nie chodzi o to, że jej życie było smętne, smutne i ponure; po prostu tutaj było bardzo, bardzo dobrze. Pewnie wiele osób mogłoby powiedzieć to samo.
Kiwnęła różdżką, kierując na schody niesiony zaklęciem kufer. Miała do przejścia spory kawałek, a każde mijane pomieszczenie przynosiło za sobą nowe wspomnienia.

~~*~~

Gabinet był pusty i wyprany z elementów nadających mu charakteru. Prościej ujmując: był zwyczajnie niezamieszkany. Niedbale odprawiła kufer gdzieś w kąt, aż stuknął porządnie o ścianę.
Umiejscowienie pokoju bardzo jej odpowiadało. Jakby nie patrzeć, miała tu swoje odludzie i wątpiła, żeby jej spokój miał być często mącony. Przejrzała szuflady i szafki w poszukiwaniu zabłąkanych przedmiotów należących do poprzednich lokatorów. Znalazła tylko jakiś pusty pergamin; o ile sam był mało przydatny, o tyle barek, w którym leżał, wyglądał zdecydowanie jak barek na alkohole.
Usiadła za biurkiem w wygodnym, obitym na czerwono fotelu. Było coś ekscytującego w tym, że znalazła się tu ponownie po tylu latach. Do tego miała uczyć wróżbiarstwa. Roześmiała się, myśląc o tym fakcie. Jej stosunek do przedmiotu, który miała wykładać, był trochę jak podejście do opóźnionego dziecka. Nie mogło być inaczej, skoro samo wróżenie uważała za rzecz raczej mało przydatną i kompletnie niepotrzebną, a przepowiadanie przyszłości na zawołanie (z fusów, ruchów planet czy czego tam jeszcze) uważała za praktycznie niemożliwe; jeśli się udawało, to jej zdaniem musiał to być jakiś zbieg okoliczności. Zanotowała w pamięci, żeby nie dzielić się z uczniami swoim zdaniem na ten temat... Przynajmniej nie całym. Nie wniosłoby to nic dobrego.

Zwróciła spojrzenie na najbliższe okno. Śledząc leniwy ruch chmur zastanawiała się, jak uda jej się odnaleźć w szkolnej rzeczywistości i jakim nauczycielem będzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Pon Sie 03, 2015 2:27 pm

Jako że ostatnimi czasy często z jego usług korzystał dyrektor, który miał doprawdy sporo papierkowej - i nie tylko - roboty na głowie, Charles zdążył się już przyzwyczaić do wzywania go do pokoju nauczycielskiego, czy też do samego gabinetu Albusa Dumbledore'a. Przeszukiwania zdążyły się już skończyć, więc udał się do pomieszczenia, które obecnie zajmował, by w spokoju spożyć herbatę i zjeść kilka świeżo upieczonych babeczek, które dostarczyły mu miłe skrzaty z kuchni. Był zmęczony, ale zadowolony, że przynajmniej jedną rzecz ma już z głowy. Posłał leniwe spojrzenie notatkom, którymi miał się zająć i stosom wypracowań uczniów do sprawdzenia, po czym westchnął ciężko, biorąc większy łyk herbaty. Najchętniej by zaczarował swoje pióro tak, żeby samo się tym wszystkim zajęło, niemniej...nie znał się na tego typu zaklęciach, no i jakoś nie był przekonany do tego, że ktokolwiek wymyślił coś, co byłoby zarówno tak skomplikowane, jak i genialne. Zapewne trzeba byłoby połączyć kilka zaklęć i tym sposobem stworzyć coś, co pozwoliłoby na myślenie rzeczy nieożywionej zgodnie z tokiem myślenia jej właściciela. Aż głowa mogła rozboleć! Już lepiej byłoby po prostu chwycić za pióro i samemu napisać to, co akurat było potrzebne.  No ale te jakże głębokie przemyślenia pana Hucksberry'ego przerwała sowa, która wleciała przez otwarte okno, upuszczając list na jego biurko. Charles zmarszczył czoło, ale kiedy chwycił kopertę w swoje duże dłonie i rozpoznał zawiłe pismo dyrektora, już domyślał się tego, co tam będzie.  Westchnął ciężko, zjadł babeczkę, po czym otworzył przesyłkę i znalazł tam dwa pergaminy. Na jednym była sporządzona lista uczniów, a na drugim wiadomość od profesora Dumbledore'a, w której prosi o dostarczenie tego do gabinetu nowej nauczycielki Wróżbiarstwa, która niedawno pojawiła się w zamku. Mężczyzna podrapał się po głowie, przetarł oczy, po czym dokończył swoją herbatę i wsadził jeden z pergaminów do pustej kieszeni szaty. Sprawdził jeszcze, czy ma różdżkę i już po chwili był gotów opuścić swój gabinet. Był co prawda zmęczony, ale no cóż, nie potrafił jakoś odmówić dyrektorowi. Ciężko było to nazwać - po prostu starszy czarodziej miał w sobie coś takiego, że budził w Charlesie dziwny respekt. To jednak sprawiało, że wszystko stawało się jeszcze bardziej zagmatwane. Ruszył więc ruchomymi schodami na najwyższe piętra, aż w końcu pchnął któreś z drzwi i znalazł się na korytarzu prowadzącym do wieży północnej. Stamtąd już mógł spokojnie spacerkiem iść do przodu, co jakiś czas mijając uczniów i witając się z nimi w kulturalny sposób, jak to miał w zwyczaju. Natrafił wreszcie na schody, które bezpośrednio prowadziły na sam szczyt, gdzie znajdowała się sala Wróżbiarstwa i gabinet pani Thynn. Wspinał się i wspinał, mijając różne obrazy i poruszające się zbroje, aż w końcu znalazł się pod odpowiednimi drzwiami. Zastukał i poczekał na odpowiedź, a kiedy w końcu ją uzyskał, pchnął wrota do komnaty, która była zajmowana przez czarownicę. Zrobił kilka kroków do przodu, zamknął drzwi za sobą i rzucił zaciekawione spojrzenie nauczycielce, która siedziała przy biurku. Ciężko było powiedzieć, ile miała lat, ale wyglądała całkiem intrygująco. Tak więc Myrnin zgiął się wpół, a jego kręcone włosy opadły mu na twarz, gdy ponownie był już wyprostowany. Odgarnął je powoli, nie spuszczając wzroku z Salome.
- Witam panią, pani Thynn oficjalnie w Hogwarcie. Nazywam się sir Charles Myrnin von Hucksberry III, ale dla większości jednostek jestem jedynie Charlesem Myrninem Hucksberry'm. Niezmiernie miło mi panią poznać - powiedział na początek czarodziej, po czym sięgnął do kieszeni, wyciągając z niej rulon pergaminu. Zapewne podszedłby i oficjalnie ucałował jej dłoń, jak to zazwyczaj robił, gdyby nie to, że z powodu zmęczenia i odległości...zwyczajnie zapomniał. - Przychodzę z polecenia dyrektora, który zlecił mi niezwłoczne wręczenie pani listy uczniów.


Now I cannot find you
No I can't recognize you
Sweet bird, sweet bird
Charles Myrnin
Hucksberry
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Czw Sie 06, 2015 12:33 pm

Cała przeszłość w Hogwarcie wróciła do niej, przynosząc wspomnienia z najróżniejszych wydarzeń. Lekcje, znajomi, plany na przyszłość, egzaminy – to wszystko chodziło jej po głowie. Uważała za ciekawe, jak różne małe fakty, na co dzień zapomniane, wracają z porażającą jakością szczegółów w momencie, w którym przekracza się próg dawno nieodwiedzanego miejsca.  Wiedziała, że będzie ich więcej i będzie przypominać je sobie jeszcze długie tygodnie, zanim nie przyzwyczai się do swojej obecności w zamku. Na przykład teraz zaśmiała się do siebie, kiedy w jej myślach zagościła scenka z lekcji wróżbiarstwa: nauczycielka odejmowała jej kolejno punkty za nieprzygotowanie, odkrywając coraz więcej braków w jej wiedzy; później tego samego dnia Salome przepowiedziała przypadkiem wypadek, w którym jej koleżanka z roku została poważnie poturbowana, za co wcześniej wymieniona zabrała jej torbę i wyrzuciła oknem zaraz po wyjściu z sali.
Lekceważenie przedmiotu niestety nie pomogło na wrodzone zdolności. Umiejętność przepowiadania jak się pojawiła, tak uparcie nie chciała zniknąć.
Z głębokiego zamyślenia wyrwał ją odgłos pukania do drzwi.
- Proszę wejść. – Pozwoliła głośno i wyprostowała się w fotelu. Przyglądała się, jak przybysz wchodzi, zamykając za sobą drzwi. Znała się na ludziach, ale powiedzenie czegokolwiek wymagało obserwacji, śledziła więc mężczyznę spojrzeniem, odruchowo wyrabiając sobie wstępną opinię na jego temat. Uwzględniała wszystko od zachowania, przez czubki stóp, po czubek głowy.
- Dzień dobry. – Przywitała się z lekkim uśmiechem. W jej oczach widać było pogodne zaciekawienie. Wstała i obeszła biurko, żeby przysiąść na nim lekko z drugiej strony, bliżej gościa. Nie chciała budować sztucznego dystansu. No dobrze, uznała. Przeszedł pierwszą ocenę całkiem pozytywnie. – Mi także miło pana poznać, panie Hucksberry. – Zwykle od razu proponowała ludziom zrezygnowanie z formalności i tytułów, tym razem jednak postanowiła trochę to pociągnąć, choćby dla zabawy. Do tego człowieka pasowało zwracanie się per „pan”.
Odebrała listę uczniów i rzuciła na nią przelotne spojrzenie. Nie było żadnym zaskoczeniem, że jest krótka, ten przedmiot nie cieszył się nigdy dużą popularnością. Postanowiła dokładnie przeczytać ją później, a teraz poświęcić chwilę na budowanie jakiegoś życia towarzyskiego.
- Jakie stanowisko zajmuje pan w szkole? - Zapytała z chęcią rozwinięcia rozmowy choćby na chwilę. Ostatnimi czasy nie miała okazji na rozruszanie swoich interpersonalnych umiejętności, wyszło więc trochę sztywno. - Zostanie pan na chwilę? Może napijemy się razem… - Zawiesiła głos, zdając sobie sprawę z tego, że dzbanka do herbaty ani kubków jeszcze nie posiada, zresztą jak i samej herbaty, a proponowanie pierwszemu napotkanemu znajomemu z pracy (i to w pierwszym dniu) Ognistej, którą miała ukrytą gdzieś głęboko w swojej walizce, nie jest najlepszym pomysłem. - …wody? – Dokończyła, uśmiechając się trochę krzywo. - Oczywiście nie poczuję się urażona, jeśli pan odmówi, każdy ma swoje obowiązki. Jednak nie było mnie w szkole dobrych parę lat - (parę, ha ha, zaśmiała się w myślach) - i nie jestem na bieżąco ze sprawami Hogwartu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Pon Sie 10, 2015 1:26 am

Przeszłość lubiła o sobie przypominać w różnych momentach życia. Sam przecież zdawał sobie z tego doskonale sprawę, zwłaszcza, że ta nie opuszczała go ani na chwilę. Przynajmniej nie do końca. W jego głowie czaił się jeden z najważniejszych jej elementów, który trwało wpłynął na myślenie Charlesa. Delilah. Słodka, niewinna, anielska blondyneczka. Czasem w gorszych chwilach przypominała mu  o tych kartkach z kalendarza, które starał się usilnie spalić. Jego przeszłość miała różne odcienie - i nie wszystkie były przyjemne i warte wspominania. Czaiło się w tym coś więcej, coś co przekraczało niewidzialne bariery i zostawiało po sobie trwałe ślady. Ale nie mógł temu ulec, starał się zresztą wszystkimi siłami nie zwariować, tak jakby sobie tego życzył James. I Delilah, chociaż niekiedy trudno było przewidzieć, czego w danym dniu potrzebowała, wszystko zależało od jej zmiennych kaprysów. Raz nagląco prosiła by dbał o siebie, a już za innym razem potrafiła ściskać mu mózg za pomocą swoich małych dłoni, byleby uległ tym nagłym, złowrogim przebłyskom. Nie mógł od tego uciec na zbyt długo, bo ona zawsze znajdowała sposób by wrócić. Z jednej strony potrafił się z tego nieraz cieszyć jak małe dziecko, zaś w drugiej padał na kolana i wybuchał histerycznym śmiechem zrezygnowania. Przed jego oczami lubiły niejednokrotnie wirować obrazy z przeszłości, kiedy to on sam był uczniem, który miał tendencję do łamania przyjętych norm społecznych poprzez zapuszczanie swoich włosów do takiego stopnia, że na VI roku już sięgały jego ramion. Na wiosnę zaś hasał po zielonych błoniach w białej rozpiętej koszuli, co niektórym dziewczętom kojarzyło się ze starszymi paniczami z książek z zeszłego wieku - przynajmniej tak mówiły, kiedy łapała je chęć do podejścia bliżej i wymienienia z nim kilku uwag. Takie rozmowy jednakże nigdy nie trwały za długo z powodu rygorystycznych zasad, których tak uparcie się trzymał. Rodzina doskonale zadbała o to, by nigdy nie zapomniał o swoim pochodzeniu. Myrnin zaś coraz bardziej pogrążał się w swej wewnętrznej frustracji, która potrzebowała znaleźć swoje ujście. I w końcu nadeszła okazja. Do przedmiotów podchodził nieco lekceważąco, choć w wolnych chwilach przesiadywał nad książkami i pogłębiał swoją wiedzę. Po prostu nie zaliczał się do aż tak ambitnych uczniów, nigdy nie pragnął sięgać po więcej, choć tego oczekiwała po nim rodzina.
Obserwacje były niezbędne - to właśnie na ich podstawie można było poznać więcej szczegółów o danym czarodzieju. Również sam Hucksberry z tego skorzystał, przesuwając miodowe tęczówki po nowej nauczycielce, a następnie po rzeczach, które znajdowały się na jej biurku, a których przecież było niewiele.  Kiedy się jednak poruszyła, obserwował jej nogi, które pokonywały ten niewielki dystans, prowadząc jej całe ciało na drugą stronę mebla. Gdy już przystanęła, mógł teraz lepiej ją zlustrować i poznać więcej szczegółów o jej fizycznej powierzchni. Przeszedł jednak dość sprawnie do jej oczu, które wpatrywały się w niego. Na jej powitanie zareagował uniesieniem prawego kącika warg do góry i wyciągnął w jej stronę dłoń z pergaminem, po który zgrabnie sięgnęła. Miała mniej uczniów, ale przynajmniej nie musiała się obawiać, że sobie nie poradzi z zapanowaniem nad nimi. Być może zmieniłby zdanie, gdyby wiedział więcej o Salome, ale nie miał tego szczęścia. Pozostawały więc jedynie domysły. Na jej pytanie skrzyżował za plecami swoje ręce. Zapewne spytałby się jej, czy nie ujrzała tego w swoich kartach, fusach, albo w szklanej kuli, ale znał całkiem dobrze naturę kobiet i wiedział, że ich nieprzewidywalność potrafiła nieraz niemile zaskoczyć.
- Obrona Przed Czarną Magią, madame. Nauczam młode umysły zaklęć, które stosuje przeciwnik, a także staram się im wpoić sposoby na obronę - odpowiedział po chwili zdawkowym tonem, niemalże świdrując ją swoim spojrzeniem, jakby próbował zgadnąć o czym myśli. Kiedy odezwała się po raz kolejny, podrapał się po swojej brodzie, a jego wargi zadrgały z rozbawienia. - Jeśli tylko sobie tego pani życzy, myślę, iż będę mógł pozostać w tej komnacie jeszcze trochę czasu. Niemniej... - i w tym momencie ruszył się do przodu, sięgając po swoją różdżkę i rozglądając się wokoło. - Proponuję coś innego niż woda. Alkohol na tę porę nie jest odpowiedni, a myślę, iż reszta personelu nie byłaby zbytnio z tego zachwycona, także herbata będzie najlepszą możliwością by uczcić pani nowy początek.
I poruszył różdżką, wypowiadając odpowiednie zaklęcie a kilka filiżanek wypełnionych herbatą pojawiło się na biurku. Po chwili był też talerz na którym było mnóstwo różnorakich ciastek. Mężczyzna zwrócił po raz kolejny twarz w stronę czarownicy. Zamrugał porozumiewawczo.
- Dobrze jest znać kilka przydatnych zaklęć, nie uważa pani? Co do obowiązków, myślę, iż ta chwila spędzona w pani towarzystwie niczego nie opóźni. Czasem warto po prostu zatrzymać się na kilka sekund i napić się dobrej herbaty. Dzisiaj postawiłem na zieloną, mam wielką nadzieję, że trafiłem w pani gust. Czekoladowe ciastka z owocami znakomicie do niej pasują. Mogę to pani zagwarantować - przemówił swoim głębokim tonem, schował różdżkę do kieszeni i sięgnął po filiżankę, upijając z niej łyka. - Co do spraw Hogwartu, jest wiele do opowiadania. Zależy, co konkretnie panią interesuje, madame Thynn.


Now I cannot find you
No I can't recognize you
Sweet bird, sweet bird
Charles Myrnin
Hucksberry


Ostatnio zmieniony przez Charles Myrnin Hucksberry dnia Pon Lis 16, 2015 7:30 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Wto Sie 11, 2015 10:37 pm

Nie spuszczała ze swojego rozmówcy wzroku. Ciągle układała w głowie kolejne zaobserwowane zachowania, plasując je w odpowiednich dla nich miejscach, aby utworzyły spójną całość. Na razie był to obraz dziurawy jak sito, ale ogólny kształt rysował jej się coraz wyraźniej. Uśmiech półgębkiem i czujne spojrzenie wpadło na swoje miejsce, przyczyniając się do uzupełniania układanki po malutkim kawałeczku. Zaraz potem dostała kilka większych fragmentów.
- Obrona Przed Czarną Magią... – Powtórzyła nazwę przedmiotu, na chwilę wracając myślami do dni, w których sama uczęszczała na te zajęcia. – Przynajmniej jedna osoba w tym pokoju zajmuje się czymś pożytecznym. – Powiedziała chcąc, aby zabrzmiało to jak żart, mimo że faktycznie zgadzała się z tym zdaniem.
Ucieszyła się, kiedy przystał na jej zaproszenie (i bardzo dokładnie zanotowała w pamięci podejście Charlesa do alkoholu, zwłaszcza z jego opinią o podejściu reszty nauczycieli), tym bardziej, kiedy zrobił pokaz umiejętności, których nie powstydziłaby się dobra pani domu. Z Salome nigdy nie było kompetentnej gospodyni. Swój czas wolała poświęcać na naukę innych zaklęć. Znała tylko te, bez których zwykłe codzienne czynności znacząco rozciągnęłyby się w czasie.
- I przynajmniej jedna osoba w tym pomieszczeniu potrafi zadbać o przekąski i herbatę. – Kontynuowała swoją wypowiedź po tym, jak na biurku pojawiły się ciastka i filiżanki z herbatą.
Uznała to za zastanawiające, jak jej nowy znajomy z pracy trafił z komentarzem w jej obecną sytuację. Chociaż z drugiej strony zmianę pracy, szczególnie na taką, która wpływa na codzienną rutynę, z pewnością można nazwać nowym początkiem.
Kiwnęła głową odnośnie przydatnych zaklęć. Osobiście uważała, że są bardziej przydatne zaklęcia, ale nie powiedziała tego na głos – bądź co bądź Hucksberry na pewno znał również wiele takich, które sama uznałaby za potrzebne. Sięgnęła po jedną z filiżanek i przystawiła ją pod nos, żeby poczuć zapach herbaty. Uśmiechnęła się.
- Uwielbiam herbatę. Zielona jest w porządku. – A jeszcze bardziej lubię alkohole, pomyślała. Wysokoprocentowe. – Skoro pan gwarantuje, na pewno się skuszę.
Wzruszyła lekko ramionami. Oczy jej zabłysły, kiedy zastanawiała się nad sprawami Hogwartu.
- Nigdy wcześniej nie byłam nauczycielką. – Powiedziała i wysączyła pierwszy łyk napoju. – Interesuje mnie wszystko, co może pan opowiedzieć. Może coś o innych nauczycielach, może parę słów na temat uczniów? Cokolwiek, co przychodzi panu do głowy i powinnam mieć to na względzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Nie Sie 16, 2015 3:00 am

Nie dało się jednak tak po prostu poznać człowieka na tyle, by z całym przekonaniem stwierdzić, że wie się o nim wystarczająco dużo, że jest się w stanie umieścić go w odpowiednich miejscach niczym elementy konstrukcji na podobieństwo wybranego celu. Były więc dziury, które wymagały załatania, ale wszystko utrudniały cienie majaczące na horyzoncie i co jakiś czas zmieniające wygląd rzeźby. Jednak zapewne Salome potrafiła dostrzec więcej niż przypuszczał Charles, który błądził swoimi miodowymi tęczówkami obecnie po twarzy nowej nauczycielki, nie zamierzając się zdradzać z większym zainteresowaniem i panując nad wszystkimi niechcianymi odruchami swojego ciała.  Kiedy zażartowała, mężczyzna początkowo nie zareagował, dopiero chwilę później jego cichy, o dziwo przyjemnie brzmiący śmiech rozległ się w pokoju i szybko ucichł.
- Uważam, iż taka tajemnicza i wyjątkowa dziedzina magii jaką jest Wróżbiarstwo nie jest niepożyteczna. Nauka tegoż przedmiotu jest wszak fascynująca z powodu tej aury tajemniczości, która go otacza. Samo to wystarczy by pobudzić młody umysł i zachęcić do próby poszerzenia swoich horyzontów, a nie zaprzeczy chyba pani, że jest to całkiem przydatne, hm? - Zapytał retorycznie, a jego miodowe tęczówki łagodnie zamigotały, po czym odchrząknął i wziął spory łyk herbaty ze swojej filiżanki. Odnośnie alkoholu uważał, że nie powinien zbyt dużo mówić na ten temat, który był dość pogmatwaną, w jego przypadku, kwestią. Było wiele wspomnień, które wiązały się z falami procentów uderzających w jego czaszkę - jedne były zabawne, drugie wzruszające, a trzecie i zarazem ostatnie przerażająco żałosne.  Za resztę nauczycieli starał się zbytnio nie wypowiadać, przyjmując obowiązującą i przykładną postawę kogoś, kto miał za zadanie być wzorem wszelakiego respektowania szkolnego statutu i zasad dobrego wychowania. To wszystko zdążył wynieść ze swojego domu, który jeszcze nigdy nie był dla niego taki odległy jak teraz. Zapomniał już, kiedy ostatni raz przechadzał się starymi, pamiętającymi kilka - o ile nie kilkanaście - zeszłych pokoleń. Ale czy to pełniło w tym momencie jakąkolwiek niezbędną funkcję dla Myrnina? Raczej nie, więc pozwolił swoim myślom zmienić tor - bezproblemowo zajęły się kompletowaniem ciastek i herbaty za pomocą niewybrednych epitetów.
- To nic takiego, miałem niewątpliwą przyjemność przebywać z kilkoma czarownicami, które znały się na tym zdecydowanie lepiej niż kiedykolwiek ja będę w stanie. Niemniej miłe panie nauczyły mnie kilka pożytecznych i użytkowych zaklęć -  odparł swobodnym głosem, na chwilę zapatrując się w okno, które znajdowało się nie tak daleko od biurka kobiety.  
Nowe początki potrafiły wszak zmieniać życie o dobre 180 stopni, jeśli nie więcej. Zapewne wynikłaby dyskusja na temat zaklęć i ich pożyteczności, a to mogłoby potrwać naprawdę długo. Nie wzbudziłoby to zapewne żadnych nieuprzejmych reakcji, ale możliwe, że doprowadziłoby to do słownego przekomarzania się. Kiwnął głową i sięgnął po ciastko, nadgryzając jego brzeg i delektując się jego karmelowo-czekoladowym smakiem z dodatkiem malin. Doprawdy przepisy z których korzystały szkolne skrzaty były doprawdy nietuzinkowe, ale i pyszne. Jego wzrok ponownie przesunął się po Salome, tym razem zatrzymując się na dłużej, a pozioma zmarszczka przecięła jego nieco ciemniejszą karnację.
- Do tego roku również nie byłem nauczycielem, pani Thynn. Jeśli chodzi o wszystko...zajęłoby to naprawdę sporo czasu, a myślę, iż oboje, aż tyle go nie posiadamy. Większość rzeczy nauczy się pani sama podczas pobytu. Oczywiście najważniejszą funkcję pełni w Hogwarcie, profesor Dumbledore. Jego raczej nie trzeb przedstawiać. Zaraz potem jest profesor McGonagall, która jest wicedyrektorką, opiekunką Gryffindoru i nauczycielką Transmutacji, a zarazem najbardziej sprawiedliwą i surową kobietą na świecie. Jest jeszcze profesor Flitwick, który odpowiada za Ravenclaw, naucza Zaklęć i prowadzi wraz ze mną Klub Pojedynków. Kolejna jest profesor Sprout, nauczycielka Zielarstwa i opiekunka Hufflepuffu. Profesor Slughorn zajmuje się nauczaniem Eliksirów i opiekuje się domem Slytherina. Profesor Grisham uczy Starożytnych Run i niestety porozumiewa się głównie za pomocą tekstu pisanego, Numerologia przypadła stosunkowo młodemu profesorowi Bułhakow, Latania na miotle naucza profesor Hooch, a profesor Deneuve, która nie posiada zbyt wielkich mocy magicznych zajmuje się Mugoloznastwem. Profesor Yaxley uczy Astronomii, zaś profesor Ranskahow jest odpowiedzialny za Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami. No i jest oczywiście niezastąpiony profesor Binns, który uczy Historii Magii. Mamy też kilku praktykantów, woźnego, pielęgniarkę, gajowego i bibliotekarkę - mówił to wszystko dość płynnie, robiąc jedynie, co jakiś czas krótkie przerwy podczas których brał małe łyczki herbaty. W końcu zatrzymał się, kiedy zauważył, że herbata się skończyła, odłożył więc pustą filiżankę i sięgnął po jedną z tych, które były pełne. - Uczniowie...uczniowie zazwyczaj nie sprawiają większego problemu, jeśli nie licząc pewnych...sytuacji, które mają co jakiś czas miejsce. Musi pani sama ich poznać, pani Thynn.


Now I cannot find you
No I can't recognize you
Sweet bird, sweet bird
Charles Myrnin
Hucksberry
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Sob Sie 22, 2015 12:48 am

Wróżbiarstwo pożyteczne? Salome prawie zakrztusiła się herbatą, której łyk właśnie próbowała wziąć. Na szczęście udało jej się nie dopuścić do plucia, charczenia i tym podobnych atrakcji, a jedynym dźwiękiem, jaki z siebie wydała było chrząknięcie towarzyszące gwałtownemu, acz krótkiemu zmarszczeniu brwi. Ze swojego zaskoczenia wyszła więc z twarzą, choć nie można powiedzieć, żeby jej reakcja była niezauważalna. Przepowiadanie przyszłości miało na coś się komuś przydać? Nie była w stanie zrozumieć tego punktu widzenia – nie po wszystkim, co przeszła, po przepowiedniach związanych z cierpieniem fizycznym i psychicznym, a nie prowadzącym do niczego. Mogła jedynie akceptować to, że inni czarodzieje mogą tak myśleć. Traktowała to jako ciekawostkę, zagadkę, a te bardzo lubiła rozwiązywać. Dlatego postanowiła pociągnąć temat bardziej, niż kiwając głową i mrucząc zbywające „mhm”.
- Chęć poszerzenia horyzontów można wywołać w inny sposób, panie Hucksberry. – Nie chciała zabrzmieć szorstko, ale za miłym tonem dało się wyczuć pewną niechęć. – Budzenie w młodych ludziach chęci do przepowiadania przyszłości jest trochę jak wysyłanie ich na wojnę… Tylko mniej krwawe. Z opowieści brzmi pięknie i szlachetnie, ale z bliska to zwyczajne bagno.
Jej spojrzenie, chociaż wciąż utkwione w rozmówcy, stało się na chwilę nieobecne, kiedy wybiegła myślami do przeszłych wydarzeń. Marchall uparcie twierdził, że jasnowidzenie nie jest przekleństwem. Gdyby powtórzył jej to jeszcze jakieś tysiąc razy (czyli mniej, niż już zdążył) pewnie zaczęłaby zastanawiać się, czy w jego rozumowaniu nie ma ziarna prawdy.
Tym razem to ona zaśmiała się, słysząc jego wyjaśnienia w sprawie ciastek. Wyrwały ją z przeszłości, co przywitała z ulgą. Sięgnęła po jedno pewna, że nie zaszkodzi jej figurze. Niezależnie od tego, co jadła, zawsze była drobna. Problemem było raczej „nie schudnąć”, a nie „nie przytyć”.
Słuchała o nauczycielach, co jakiś czas kiwając w zamyśleniu głową, pogryzając ciastko i popijając herbatę. Kilka nazwisk wydawało jej się znajomych, a kilka pamiętała bardzo dobrze – z niektórymi z wymienionych uczęszczała jednocześnie do Hogwartu. Oni rozwijali swoją karierę w czasie, w którym ona szukała dla siebie odpowiedniej pracy, unikając jak ognia stanowiska, które właśnie objęła i którym całe życie starała się gardzić. Życie z perspektywy czasu wydawało jej się wielkim żartem.
Nie powiedziała ani słowa na temat swoich wspomnień o nauczycielach. Nie przeżywała już swojej pierwszej młodości i nie miała zamiaru zdradzać się ze swoim wiekiem, uśmiechała się więc tylko, zachowując przemyślenia dla siebie. Wtedy temat zszedł na uczniów.
- Chyba jeszcze pamiętam, jak to jest być uczennicą. – Powiedziała, a w jej oczach zabłysło rozbawienie. – Ma pan całkowitą rację, zapewne każdy jest inny i potrafią zaskakiwać. – Nie chciała naciskać na te wskazane sytuacje; jeśli Charles będzie miał na to ochotę, prawdopodobnie sam rozwinie temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Wto Sie 25, 2015 8:48 pm

Uśmiechnął się niemalże szelmowsko, gdy zauważył jak kobieta ledwo panuje nad swoim ciałem - wszak nieomal zakrztusiła się herbatą. Na dodatek zaczęła wydawać doprawdy intrygujące odgłosy. Złapał za swoją brodę i rzucił jej wyjątkowo leniwe spojrzenie, które spoczęło gdzieś na wysokości jej warg.
- Mam nadzieję, że herbata nie jest za gorzka, droga madame. Nie wiedziałem bowiem, czy pani słodzi, a wolałem nie wprowadzać skrzatów w błąd - powiedział mężczyzna z nutką rozbawienia, która przyjemnie ubarwiła jego głęboki głos. Domyślał się, że jej reakcja była bardziej spowodowana tym, co powiedział, ale postanowił nieco się z nią podroczyć, by zobaczyć jak się zachowa. Miał specyficzne spojrzenie na różne sprawy i inni niekoniecznie się z nim zgadzali, ale potrafił być nieraz niesamowicie przekonujący. Oczywiście domyślał się, że kobieta może mieć swoje powody by posiadać takie, a nie inne zdanie na temat swojego przedmiotu, ale to jeszcze bardziej zachęcało Charlesa do dalszych dyskusji i do delikatnego podsycania tej ekscytująco - magnetycznej atmosfery. Dzięki temu się odprężał i pozwalał swojej lepszej półkuli mózgu działać. Miał zresztą w rękawie więcej zagadek - sam Charles je lubił, choć on bardziej skupiał się na ich tworzeniu, niżeli rozwiązywaniu. Zaś samych ludzi, którzy w jakiś sposób go fascynowali rozbierał na czynniki pierwsze, a powierzchowność kobiet traktował jako zakładkę w interesującej książce, która była miłym, lecz nie niezbędnym dodatkiem.  Jednak zakładka należąca do powieści Salome Thynn była niezwykle przyjemna. Jego oczy w końcu odnalazły jej, a uśmiech, który dotychczas gościł na jego twarzy, zniknął. Kąciki warg niemniej nadal drgały delikatnie, gdy sięgnął po swoją filiżankę i upił łyk herbaty.
- A w jaki, pani Thynn - o ile mogę spytać? Moim zdaniem zresztą każdy sposób jest dobry, by zachęcić uczniów do podjęcia jakiejkolwiek inicjatywy. A wróżby nie od dzisiaj posiadają niezwykle silną moc oddziaływania. Co prawda, nie na wszystkich, ale na sporą część ludzi...owszem.  Wojny zaś... - i jego wzrok płynnie przeniósł się na okno, które znajdowało się w pomieszczeniu, a za którym były widoczne szare chmury. - Wojny zaś są nieraz potrzebne. Proszę mnie nie zrozumieć źle, madame, ale sama historia pokazała, że oprócz wielu - oczywiście - bezsensownych konfliktów, były i takie, które  pozwoliły na wprowadzenie dobrych zmian. I w nich często uczestniczyli młodzi ludzie. Dlatego tak znaczące i spektakularne one były. I zgadzam się, że wojny nie są niczym pięknym. Zresztą nigdy takie być nie miały. Nie sądzi jednak pani, że między nimi a przepowiadaniem przyszłości jest znacząca różnica? - Zapytał ją i ponownie na nią spojrzał, a tym razem jego spojrzenie było poważniejsze i bardziej przenikliwe. - Przepowiadanie przyszłości daje więcej nadziei i szansę na to, by coś spróbować zmienić, zanim się wydarzy, nawet jeśli oznacza to ingerencję w "większe" plany. Zaś wojny po prostu zaczynają się i kończą po jakimś czasie czy tego chcemy, czy nie. I zazwyczaj wybór jest wtedy pomiędzy śmiercią a życiem. W przepowiadaniu chodzi o coś więcej. Nie jest to, co prawda mój testral i nie znam się na tym tak, jak pani, ale czasami po prostu chciałbym wierzyć, że to coś więcej.  
Zamilkł, kończąc swoją wypowiedź na ten temat i wypijając duszkiem resztę zawartości swojej filiżanki, by po chwili sięgnąć po następną, która była wypełniona. Dostrzegł to, że Salome na chwilę pogrążyła się w swoich rozmyślaniach, ale nie miał zamiaru zwracać jej na to uwagę - nie byłoby to zbyt grzeczne, a poza tym sam miał do tego tendencję, więc rozumiał ją doskonale. Wystarczyło czasem jedno słowo, by utknąć w czymś, co wydawało się być odległe.  Sięgnął po kolejne ciastko i zjadł je  od razu w całości, przeżuwając przez chwilę w swoich ustach.  Sam kojarzył nauczycieli z którymi przyszło mu pracować, bowiem co niektórzy uczyli, gdy on sam był uczniem, albo zaczynali, kiedy kończył swoją edukację. To jednak była przeszłość, a wiadomo, że ta miała w zwyczaju z lubieżną premedytacją o sobie przypominać i otwierać stare rany, które na ten moment wydawały się mu przecież zagojone.
- W to akurat nie wątpię, dałbym pani, co najwyżej dwadzieścia pięć lat - odparł cicho, uśmiechając się do niej tajemniczo, a jego miodowe tęczówki pojaśniały. - Nie wiem, co prawda, ile teraz posiada pani, ale zostałem nauczony, że kobiet o wiek się nie pyta -  dodał i na chwilę rozciągnął swoje wargi tak, że obnażył swój górny rząd całkiem białych zębów. Szybko jednak zniknął, gdy powiedziała o zaskakiwaniu przez uczniów. Jego oblicze pociemniało, a jeden z policzków nerwowo drgnął, bowiem Myrnin zahaczył o niego od środka swoimi zębami. - Ach potrafią, madame. I to niekoniecznie pozytywnie. Nie wiem zresztą czy czytała pani cokolwiek na temat wydarzeń, które przez ostatni rok wstrząsnęły Hogwartem i nami wszystkimi. Nie chciałbym zanudzać panią opowieściami, które mogą już być pani znane.


Now I cannot find you
No I can't recognize you
Sweet bird, sweet bird
Charles Myrnin
Hucksberry
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Sob Sie 29, 2015 10:29 pm

- Herbata jest jak najbardziej w porządku. – Powiedziała, a kąciki jej ust uniosły się w rozbawieniu. Nie był to pierwszy łyk, który wzięła i raczej wątpiła, żeby tego nie zauważył. Przypisanie jej zachowania do wypowiadanych słów było bardzo prostym zadaniem. Skoro jednak Charles chciał grać, będzie miał grę. – Ale jeśli chce pan wiedzieć na przyszłość, nie słodzę. Nie jestem też zbyt wybredna… Przynajmniej w kwestii napojów. – Po skończeniu tego zdania nie mogła nie pomyśleć o alkoholach, które faktycznie potrafiła docenić bez względu na gatunek czy rodzaj. Co nie znaczyło, że nie ma wyrobionego gustu czy też nie zwraca uwagi na to, co pije.
Uniosła głowę i zmierzyła Charlesa spojrzeniem, zastanawiając się nad odpowiedzią na jego pytanie. Nie była w stanie przekazać mu tego, co myślała o swoim przedmiocie. Wymagało to dłuższej rozmowy i wyjaśnień, opowieści, którymi niekoniecznie chciała się dzielić z nowopoznanym. Nie bez Whiskey Ogdena, jej ulubionego pomocnika, tak cudownie rozwiązującego język. Nawet, jeśli na co dzień zdażało jej się, że brakowało jej słów, po tym magicznym trunku problemy znikały. To było zupełnie jak magia. Teraz jednak miała tylko zieloną herbatę i jakkolwiek dobra by nie była, nie stanowiła elementu pozwalającego na rozwinięcie rozmowy w tym kierunku. Nie mając zamiaru ustąpić w swoim punkcie widzenia Salome pominęła tę część, w której  dłużej odradza przepowiadnie przyszłości i spróbowała wskazać lepsze rozwiązania.
- Choćby przedstawiając szeroki wachlarz możliwości, pokazywanie alternatyw. Myślę, że to daje lepszy rezultat w wywoływaniu chęci poszerzenia horyzontów, niż zachęcanie do jednej słusznej dziedziny. Oczywiście zgodzę się z panem, że wróżby oddziałują na nas niezwykle silnie – przez twarz przemknęło jej napięcie i jakby trochę zbladła, choć mogło to być tylko wrażenie wywołane kątem padania światła – zwłaszcza na niektórych. Wojna… - Zamyśliła się na chwilę. – Wojna nawet, jeśli jest potrzebna,  jest tragedią pojedynczych osób, niezależnie jak ma się do spraw ogółu.
Przerwała swoją wypowiedź, żeby łyknąć jeszcze trochę herbaty. Uśmiechnęła się, trochę bardziej blado, niż chwilę wcześniej.
- Ma pan calkowitą rację, to porównanie było mocno naciągane. – Mimo swoich słów pomyślała, że i jedno, i drugie potrafi zniszczyć życie. Jakby nie patrzeć w swoich wizjach napatrzyła się na wiele scen żywcem wyjętych z pola bitwy. No i ten „dar” zniszczył doszczętnie jej kontakty z rodziną, zanim jeszcze zdążyła skończyć Hogwart.
Ciężko jej było wdawać się w polemikę jego słów. Wiedziała, że istniały przepowiednie, które mogą dawać jakąś nadzieję i sama chciałaby wierzyć, że jest w tym coś więcej, mimo wielu lat zawodów, które przeżywała budząc się z jakiejś wizji. Może po prostu była pechowa, może to było jej przekleńswto, ale nigdy nie miała okazji wpłynąć na zmianę treści swojej prekognicji. Nigdy nie widziała w tych momentach niczego dobrego. Za każdym razem było to samo: śmierć, rezygnacja, rozczarowanie, ból. Gdzie w tym nadzieja? Będąc na wojnie można przynajmniej łudzić się, że coś pójdzie dobrze. Nie chciała wypowiadać się w tym temacie więcej, niż już to zrobiła. Pokiwała więc głową w zadumie, jakby zastanawiała się nad tym, czy Hucksberry nie ma przypadkiem racji. Naprawdę jednak nie potrafiła zgodzić się z jego słowami w żadnym aspekcie.
- Dwadzieścia pięć? – Zaśmiała się zupełnie autentycznie, co odmłodziło jej wygląd, mimo nieustannie podkrążoanych oczu. – Panie Hucksberry, dawno nie słyszałam podobnego kłamstwa. Choć muszę przyznać, że przyjemnie się go słuchało.
Wbiła wzrok w jego nagle pociemniałą twarz. Nie miała zamiaru psuć panującej atmosfery, ale jak widać poza przepowiedniami również trzymały się jej złe wydarzenia. Potrząsnęła głową, wiedząc, że nie da się już cofnąć wypowiedzianych słów. Trzeba przyznać, że była jednocześnie ciekawa, co też takiego mogli zrobić uczniowie, że aż o nich pisano. Salome nie miała w zwyczaju czytania gazet, bo uważała, że wszystkie zawarte w nich informacje są przekłamane.
- Niestety, nie mam pojęcia, o czym pan mówi. Jednak widzę, że temat jest ciężki. Nie nalegam na żadne opowieści, wyraźnie jest pan zmęczony tematem… Jeśli mówienie o tym to problem, nie będę miała problemu z zagłębieniem się w temat później, samodzielnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Czw Wrz 03, 2015 2:49 am

Dopił resztę z ostatniej filiżanki i już po chwili wszystkie zniknęły za wyjątkiem tej z której obecnie piła Salome. Jego wargi po raz kolejny wykrzywiły się pod wpływem krótkiego, acz miłego uśmiechu. Gry były interesujące, o ile zasady nie były zbyt skomplikowane i nie zmieniały się od kaprysów graczy. O ile sam Charles lubił nieraz sobie komplikować życie by nie było w im za nudno, o tyle przesadzanie z przeszkodami na swojej drodze było...niekoniecznie zabawne. - Zapamiętam na następny raz, madame Thynn. Skoro nie jest pani wybredna w kwestii napojów to myślę, iż bez żadnego problemu znajdziemy wspólny język. Cieszy mnie też niezmiernie, że nie należy pani do kobiet, które posiadają niezwykle wrażliwe kubki smakowe i nie każdy nektar zdaje się im podchodzić.
W jego głos zakradła się nutka rozbawienia, jakby zdawał sobie sprawę z tego o czym pomyślała nauczycielka Wróżbiarstwa. Nie miał jednak zaglądać do jej głowy i sprawdzać, co też takiego się tam znajduje - wszak byłoby to bardzo niegrzeczne, a on sam wolał nie ryzykować na tym poziomie legilimencji na którym obecnie się znajdował.
Każde z nich miało swoją wyrobioną opinię na temat własnych przedmiotów i sensu czy też jego braku w przekazywaniu wiedzy z wybranej dziedziny. Opowieści na ten temat zajęłyby sporo czasu, zwłaszcza, jeśli zależałoby im na wzajemnym zrozumieniu swoich zdań. Ona mogłaby dokładnie mu opowiedzieć o swoich odczuciach względem Wróżbiarstwa, a on być może zrewanżowałby się jej historiom odnośnie Obrony Przed Czarną Magią. Ognista Whiskey istotnie posiadała ten niesamowity bukiet smaku, który działał natychmiastowo - zarówno na słabe jak i mocne głowy. Nigdy jednak nie miał problemu z formułowaniem zdań, ale to dlatego, że nie skupiały się one w żadnym znaczącym stopniu na jego osobie. Nie przywykł zresztą do otwierania się i obnażania swoich najciemniejszych zakamarków duszy.
- Owszem, przedstawianie szerokiego wachlarzu możliwości i pokazywanie różnych wyjść jest przydatne i zachęcające dla młodych ludzi. Ale zapomina pani, pani Thynn, że w tym wachlarzu jest również miejsce dla Wróżbiarstwa. W końcu to wszystkie przedmioty w szkole - i nie tylko zresztą - sprawiają, że zwiększa się apetyt na wiedzę, a uczniowie sami wybierają i uczą się, co dla nich jest najlepsze. Dzięki tej różnorodności dziedzin magicznych, każdy może znaleźć coś dla siebie i to bez zamykania się w jednym temacie - odparł, nie nawiązując już bezpośrednio do wróżb. Udawał, że nie zauważył żadnej zmiany, ale zarejestrował ją swoimi miodowymi oczami, które przeszły na ściany utrzymane w przyjemnym odcieniu niebieskiego,  który kojarzył się z kolorem nieba w letni słoneczny dzień.  - Wszystko ma jakąś cenę. Zawsze będzie ta druga strona galeona. Czyż nawet szczęście pojedynczej jednostki nie kosztuje? - Spytał ją łagodnie i sięgnął po ciastko, których było coraz mniej. -  Nic nie szkodzi, doskonale rozumiem, że to dla pani może mieć również wielkie znaczenie. Ja nie posiadam, aż takiej wiedzy w tej dziedzinie, a zachowałem się, jakbym dokładnie wiedział o czym mówię, raczy mi to pani wybaczyć. Mam nadzieję, że w żaden sposób pani nie uraziłem, madame Thynn.
Podniósł się nagle i wykonał niski ukłon w ramach przeprosin, po czym ponownie zajął miejsce na krześle.  Oparł swoje ręce na podparciach mebla, po czym zgiął jedną w połowie i oparł o wyciągniętą dłoń swoją głowę, a kilka, nieco pokręconych kosmyków opadło na jego czoło.  Kiedy się roześmiała, uśmiechnął się jedynie półgębkiem, przyglądając się jej z zainteresowaniem w miodowych tęczówkach.
- Dla pani może to brzmieć jak kłamstwo, ale mówię całkowicie szczerze. Teraz, gdy się pani roześmiała, byłbym skłonny nawet powiedzieć, że spadło to do dwudziestu czterech. Jestem niemniej niedoinformowany i jedynie czym mogę się w tym przypadku kierować to własnym przeczuciem. I tak nawiasem mówiąc... - zatrzymał się nagle i uśmiechnął się na tyle szeroko, że błysnęły jego, utrzymane w dobrym stanie zęby. - Powinna pani częściej się śmiać.
Przychylny jej uśmiech opuścił twarz Charlesa, ustępując miejsca powadze, która zawisła nad jego osobą. O rzeczywistości nie dało się od tak zapomnieć, więc nawet jeśli by nie wypowiedziała tych słów to i tak w końcu by sobie o tym przypomniał. Ciężko było zresztą wyrzucić to na dobre z głowy, gdy widziało się obraz apokalipsy. - Ach...czyli nie czytała pani gazet? I tak zapewne by się pani dowiedziała, czy to z rozmów w pokoju nauczycielskim, czy bezpośrednio od samego dyrektora, a jeśli nie...zawsze istnieją plotki przekazywane przez uczniów. Temat jest nie tyle ciężki, co kłopotliwy. Ogólnie rzecz biorąc...nie wiem od czego mógłbym zacząć, tego jest doprawdy sporo, ale myślę, że przedstawię pani po prostu skróconą wersję - wyprostował się i poprawił na krześle, po czym zarzucił nogę na nogę, a sygnety spoczywające na palcach Myrnina zabrzęczały. - W tym roku szkolnym doszło do serii morderstw. Najpierw za sprawą Władcy Nocy, którym okazał się poprzedni nauczyciel Numerologii. W międzyczasie dochodziło do pogryzień przez ucznia wampira, a później ten sam uczeń zabił profesora Nightraya odpowiedzialnego za zabijanie ludzi. Następnie była niezwykle nieprzyjemna sprawa z wiedźmą z Zakazanego Lasu, która tam żerowała, zwiększona aktywność jednego z wilkołaków podczas pełni i gdy to wszystko się uspokoiło i zdawało się, że szkolne życie wraca na właściwe tory, część uczniów pojedynkowała się na błoniach. Zginęło dziesięciu uczniów i jeden młody praktykant Zaklęć. Oszczędzę tego pani i nie będę opisywał, co zastałem na zielonych terenach Hogwartu, gdy niezwłocznie wróciłem do szkoły. Walka nie trwała zapewne zbyt długo, a uczniowie wykorzystali moment, gdy część grona pedagogicznego znajdowała się w Hogsmeade, a reszta była, albo w Zakazanym Lesie by zająć się badaniem starej chatki ludożerczej wiedźmy, albo w innej części zamku. Zanim ktoś ich zaalarmował i znaleźli się na błoniach, wszystko się skończyło. Popełniliśmy błąd, a teraz płacimy za to wysoką cenę. Wie pani, nie zauważyliśmy wyraźnych sygnałów, że atmosfera jednak nie wróciła do poprzedniego stanu jak to Nam się wydawało. Kiedy badałem ten teren,  był cały nasiąknięty czarną magią i krwią.  Zrobiłem, co mogłem, tak samo dyrektor i reszta grona pedagogicznego, ale całkowitych skutków tego zajścia nie udało Nam się usunąć. Radziłbym więc pani uważać w pobliżu starego dębu - zbyt długie przebywanie w jego pobliżu szkodzi. Szacujemy, że za kilka lat znikną te negatywne skutki uboczne, ale...potrzeba czasu. Wracając jednak do sprawy błoni, prowadzę w tej sprawie śledztwo od razu połączone z poprzednimi niedokończonymi sprawami. Teoretycznie wiele wskazuje na to, że stali za tym Śmierciożercy, ale nie mam stu procentowej pewności. Zwłaszcza, że to wszystko zostało zrobione rękoma uczniów. Na dodatek Ministerstwo, jak można było to przewidzieć, również zainteresowało się tym wszystkim i podjęło kroki by Nam pomóc. Zapewne jednak domyśla się pani jak teraz Hogwart wygląda w oczach innych, nieprawdaż? I jak niewiele brakowało by go zamknąć. Nadal zresztą z tego, co się dowiedziałem, trwają na ten temat rozmowy. Oczywiście zdarzyło się jeszcze wiele innych rzeczy, bardziej lub mniej przyjemnych, ale to warto zostawić na inne rozmowy, madame Thynn. - Skończył swoją opowieść i westchnął zmęczony, przymykając powieki na dłuższą chwilę. - Może miałaby pani ochotę na wycieczkę? Nie mówię, iż musi to być koniecznie dzisiejszego dnia, ale bardzo chętnie bym pani coś pokazał, o ile nie miałaby pani nic przeciwko.


Now I cannot find you
No I can't recognize you
Sweet bird, sweet bird
Charles Myrnin
Hucksberry
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Nie Wrz 06, 2015 11:20 pm

Ponownie odpowiedziała śmiechem na wypowiedziane przez Charlesa zdania, tym razem dotyczące napojów, jakby zachęcona jego stwierdzeniem, że powinna się więcej śmiać. W jej spojrzeniu dało się zauważyć pewną zmianę: było w nim trochę więcej sympatii i znacznie mniej krytycznej oceny. Widać było, że odpuściła sobie trochę w kwestii trzymania nowo poznanych osób na dystans. Przynajmniej dla tej konkretnej nowo poznanej osoby, która wydawała się mieć z nią wiele wspólnego, mimo już widocznych różnic w zdaniach na kilka tematów. I mimo tak krótkiej znajomości mogła z całą pewnością stwierdzić, że Hucksberry jest wyśmienitym partnerem w dyskusji, z wyczuciem i bez oporu  wykładającym swoje zdanie, ponadto potrafiącym wpleść w nie tę niezbędną odrobinę humoru.
Lekko przekrzywiła głowę, zanim wypowiedziała się ponownie na temat wróżenia.
- Nie mogę się nie zgodzić... – Widać było, że przyznanie tego przychodzi jej z niemałym trudem. - …że Wróżbiarstwo stanowi jeden z elementów spektrum, które należy przedstawiać młodym, kiedy szukają swojej drogi. Jednakże jak najbardziej prawdziwe w tej kwestii jest stwierdzenie o dwóch stronach galeona. – Westchnęła lekko, na chwilę patrząc znów w okno. – Uczniowie powinni wiedzieć, że nie jest to dziedzina dla każdego, nawet jeśli jest nią zainteresowany. – Osobiście była zdania, że najlepiej byłoby dla wróżbity, aby był osobą samotną, nie przejmującą się innymi i ich zdaniem oraz nieco dziwaczną. To zdecydowanie zwiększyłoby komfort korzystania z daru. Przez moment zastanawiała się, ile z wymienionych przez siebie punktów już zaczęła spełniać. – Ale, jak zapewne pan wie, powiedzenie młodym, że nie powinni się czymś zajmować, z reguły odnosi zupełnie odwrotny skutek, pozostaje więc mieć nadzieję, że sami dojdą do odpowiednich wniosków.
Kiwnęła lekko głową, dopiła herbatę, odstawiła filiżankę na biurko i spojrzała ponownie na Charlesa.
- Ależ panie Hucksberry. – Uśmiechnęła się. Miała nadzieję, że nie uzna tego za rozbawienie z powodu jego ukłonu, doceniała tego typu gesty i uważała je za pochlebne. – Nie tak łatwo mnie urazić, a już na pewno ciężko tego dokonać w trakcie zwykłego wyrażania swojej opinii.
Z twarzą nieruchomą jak u marmurowego posągu wysłuchiwała zatrważających opowieści o wydarzeniach, które przez ostatni czas wstrząsały Hogwartem. Spodziewała się wielu rzeczy, ale na to, co doszło jej uszu, nie była gotowa. Lata doświadczeń i przeżyć jednak zrobiły swoje; nie ogarnęła jej panika, nie zaniosła się szlochem, nie przeszła jej przez głowę myśl o rezygnacji z nowego stanowiska. Nie mogła jednak zaprzeczyć temu, co odczuwała wsłuchując się w kolejne zdania i co wyraziła jednym, krótkim, cichym zdaniem na koniec całej opowieści.
- Jestem wstrząśnięta.
Przez chwilę jeszcze milczała, zanim odpowiedziała na propozycję wycieczki. Ogarnęła spojrzeniem swoje niewypakowane kufry.
- Oczywiście, profesorze. – Uśmiechnęła się, ale wyszło jej to trochę niemrawo po tej sporej dawce nieszczęść, którą musiała przyjąć do wiadomości. – Oczywiście, że nie mam nic przeciwko. Jednak byłabym skłonna przystać na tę propozycję… - Zastanowiła się krótko. – Choćby jutro. Dzisiejszy dzień wolałabym wykorzystać na urządzenie się w tym gabinecie. I może ochłonięcie po podróży oraz… Nowej dawce informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Wto Wrz 08, 2015 9:17 pm

- Widzę, że pani też potrafi posługiwać się słowem mówionym, wielce jestem rad z tegoż powodu - powiedział nagle, posyłając jej nikły uśmiech. - I że zgadza się pani, choć minimalnie ze mną. To już jakiś krok naprzód. Metoda prób i błędów jest najlepszym środkiem to zadecydowania o tym, gdzie jednak należy stawiać swoje kroki. A co do wyciągania wniosków przez młode umysły... no cóż, pozostaje Nam tylko żywić nadzieję, że dojdą do najodpowiedniejszych zdań jak najprędzej.
Powiedział dzisiaj więcej niż początkowo zakładał i sam już nie wiedział, czy to było czymś dobrym czy też zupełnie na odwrót. Nie zmieniało to jednak faktu, że z nową nauczycielką Wróżbiarstwa rozmawiało mu się naprawdę przyjemnie - czuł tę moc w jej słowach, która nasączona była odpowiednią dawką doświadczenia kobiety. Herbaty już nie było, ciastek były trzy sztuki, a za oknem zrobiło się ciemniej. Nawet nie zdawał sobie sprawy, ile czasu tu spędził. Gdy uśmiechnął się po raz kolejny, jego uśmiechowi udało się nawet dosięgnąć miodowych oczu, które teraz zdawały się płynąć we własnym rytmie.
- To bardzo dobrze, panno Thynn - dodał, kiedy już ponownie usiadł na swoim miejscu i przeszedł do opowiadania o tym, co zdarzyło się w zamku. Przyglądał się jej z małym zainteresowaniem, kiedy już dochodził do końca swojej opowieści. Nie zareagowała tak, jakby to zrobiła większość kobiet w jej sytuacji - wręcz zachowała zimną krew. Zapewne nie jedno widziała w swoim życiu, by dać się ponieść takim oczywistym emocjom. Kiwnął głową na znak, że rozumie i podniósł się z krzesła, gdy zauważył godzinę. I tak się zasiedział a miał jeszcze sporo pracy i wolałby to skończyć jeszcze dzisiejszego dnia. Poprawił swoją szatę i przystanął przy kobiecie, która nadal nie podnosiła się ze swojego miejsca.
- Proszę się nie przejmować na chwilę obecną, madame. Zaostrzyliśmy wraz z Ministerstwem środki bezpieczeństwa i zrobimy wszystko, by nic z tych rzeczy się nie powtórzyło. A co do mojej propozycji, nie trzeba się przecież spieszyć. Jeśli już pani wypocznie i będzie gotowa, proszę do mnie napisać, pani Thynn. Będę oczekiwał pani listu - i powoli zgiął się w pół, chwytając ostrożnie za jej dłoń i składając na niej krótki pocałunek. - Życzę pani dobrej nocy.
I wyprostował się nagle, kierując się w stronę drzwi, które najpierw otworzył, a potem zamknął za sobą, posyłając Salome jeszcze jedno spojrzenie na koniec.

[z/t]



Now I cannot find you
No I can't recognize you
Sweet bird, sweet bird
Charles Myrnin
Hucksberry
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Czw Wrz 10, 2015 9:54 pm

- Tak, oby wyciągnęli wnioski jak najprędzej. – Zgodziła się. – Szkoda, że w tym wieku ciężko im uczyć się na cudzych, nie na własnych błędach. Chociaż… Może to nie kwestia wieku… - Uśmiechnęła się w zamyśleniu.
Przyglądała się, jak Charles zbiera się do wyjścia. Nie zauważyła wcześniej upływu czasu, wyglądała na zaskoczoną faktem, że tak dużo minęło od przyjścia jej gościa.
- Jestem pewna, że podjęto odpowiednie kroki. – Oznajmiła po jego ostatniej wypowiedzi. Jej oczy lekko się roziskrzyły, kiedy złożył na jej dłoni pocałunek. Spotykała już wcześniej mężczyzn z podobnymi manierami, jednak z nich wszystkich do Charlesa takie zachowanie pasowało zdecydowanie najbardziej. – Och, na pewno napiszę, panie Hucksberry. – Jej twarz była nieprzenikniona, kiedy żegnała się z profesorem. – Nawzajem.
Potem odczekała, aż przestanie słyszeć kroki i jeszcze jakiś czas, dla pewności. Następnie machnęła niedbale różdżką na kufer, otwierając go gwałtownie. Stanęła nad swoim małym bałaganem. Do dzisiaj nie umiała pakować się idealnie, mimo uporządkowania rzeczy wewnątrz kufra leżały raczej niedbale. Zastygła na chwilę, zagłębiona w swoich przemyśleniach, mając w głowie ostatnie spojrzenie Charlesa.
-Ha! – Rzuciła na głos do pustego pokoju. Zaczęła grzebać w kufrze, wyraźnie większym w środku niż na zewnątrz. - Dwadzieścia pięć! I mam w to uwierzyć... - Pokręciła głową.
Kiedy już porozkładała większą część rzeczy, a pokój wyglądał na coraz bardziej spersonalizowany, kiedy za oknem było już wyraźnie ciemno, a na ścianie wisiały mapy nieba, wyjęła z bagażu butelkę whisky i paczkę papierosów.
- Colloportus! – Wycelowała różdżką w drzwi i podeszła do okna. Otworzyła je, już bez użycia magii, odkorkowała butelkę i nalała płynu (który, jak zauważyła, miał barwę podobną do koloru oczu Charlesa) na dno szklanki, którą znalazła w trakcie urządzania gabinetu. – No no… Zapowiada się ciekawy miesiąc.
Jeszcze długo stała w oknie, ze szklanką Whisky Ogdena i cienkim papierosem, patrząc na ciemne, zasnute obłokami niebo, zanim postanowiła, że można wreszcie zakończyć ten dzień i położyć się spać.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Hufflepuff

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   Pon Sie 15, 2016 1:23 am

[dodaję teraz, bo nie mam pojęcia czy później będę miała chwilę i zapał na napisanie tego]

- Szlaban tak, najlepiej dać szlaban... - mamrotała pod nosem idąc w stronę gabinetu pani profesor. - Nie da się zrozumieć po tych latach, że ja nie za bardzo mam ochotę tam być? Wróżbiarstwo równa się "zapchaj dziura", to takie proste...
Szła i lamentowała tak do siebie. Nie zwracała nawet uwagi na obserwujących ją uczniów, którzy siedzieli na korytarzach i patrzyli się na nią jak na kretynkę.
Nastolatka wciąż nie potrafiła pojąć mentalności nauczycielki i chyba nie nastanie ten magiczny dzień, w którym stwierdzi - "Oooo miała pani rację, to taki fajny przedmiot!" - kpina. Jakim cudem ktoś pasjonuje się wróżbiarstwem aż tak bardzo by tego nauczać? Nath była osobą, która wręcz nie mogła znieść tej lekcji. Jak na nie przychodziła z to wielkim bólem, ale zazwyczaj nie wchodziła w bliższe relacje z Thynn, bo właściwie po co? Może było inaczej, ale właśnie to było w głowie Puchonki. Nawet była pod wielkim wrażeniem, że pamięta jej nazwisko. Powell unikała Sali Wróżbiarstwa od pierwszej lekcji. Oczywiście, nie ma co myśleć, że na wstępie miała takie uprzedzenia. Dopiero po zapoznaniu się i obserwacji zajęć stwierdziła, że to totalnie nie dla niej.
- Spróbuj być miła i może jakoś się wymigasz, trochę pokory Nath... - tłumaczyła sobie wystarczająco głośno by mogli to usłyszeć inni.
Przed samym gabinetem już nie napotkała nikogo. Kwestie motywacyjne pomagały jej zapanować nad gniewem i niesmakiem związanym z wejściem do tego pomieszczenia. W pierwszej chwili jak dostała list, to miała ochotę olać to, ale właściwie zbliżają się SUMY i nie powinna zachowywać się jak rozkapryszony bachor.
Wzięła głęboki, oczyszczający oddech i zapukała do drzwi. Po tym jak dostała pozwolenie od pani profesor, otworzyła drzwi i zobaczyła tylko nauczycielkę, która siedziała przy swoim biurku kompletnie sama.
No perfekcyjnie, teraz z nią gadaj dopóki reszta ludzi się nie zjawi...
Narzekała w myślach, ale weszła do środka i uśmiechnęła się najszczerzej jak potrafiła.
- Dobry Wieczór Pani Profesor - zaczęła niechętnie, ale nie mogła olać kobiety. To by była już totalna kpina, a o zaliczeniu przedmiotu mogłaby wtedy tylko pomarzyć.


NATHALIE POWELL
The most important victory always come after the greatest hardships, becouse all the others remain undervalued
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Thynn   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet profesor Thynn
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Gabinet profesor Lacroix
» Gabinet profesor McGonagall
» Gabinet profesor McGonagall
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Wieże :: Wieza Pólnocna -
Skocz do: