Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Fontanna Magicznego Braterstwa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Fontanna Magicznego Braterstwa   Pon Wrz 02, 2013 2:08 pm

Fontanna stojąca na środku atrium - przedstawia grupę posągów o nienaturalnej wielkości, stojących na środku okrągłego basenu - czarodzieja z różdżką uniesioną ku górze, piękną czarownicę, oraz centaura, goblina i skrzata domowego wpatrujących się z zachwytem w czarodzieja. Można ją uznać za dowód ludzkiej pychy i niesprawiedliwości.
Na jej dnie widać leżące pieniądze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cara Rhee


Strona światła

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Sro Lut 25, 2015 8:13 pm

Każdy dzień zaczynał się i kończył. Umownie wiadomo, że jeden dzień kończy się o godzinie 23:59:59, a następny zaczyna o 00:00. Dni w Ministerstwie Magii także miały swój koniec i początek. Dzień zwykle zaczynał się o godzinie dziesiątej. Wtedy każdy departament oraz Prorok Codzienny zaczynał swoją pracę. Koniec natomiast następował po godzinie 15:00. Nie dla wszystkich, ponieważ niektórzy zostawali na trochę w swoich departamentach po godzinach, aby zarobić na premie. Ostatecznie o godzinie 17:00 raczej Ministerstwo Magii było puste.
Raczej.
Było po godzinie dziewiętnastej, a panna Rhee nadal tkwiła w swoim małym, ciasnym gabinecie. Nie było to pomieszczenie najwygodniejsze - małe, niezbyt przytulne. Nawet biurko nie zostało udekorowane ramkami - za to całe pokryte było papierami. Papierami na temat misji, którą niedługo miała rozpocząć. Tej, zleconej przez samego Ministra Magii. Nie każdy auror dostaje taką szansę, więc powinna z niej korzystać tak bardzo, jak to było możliwe.
Sama była częścią tej sytuacji. Obroniła niedawno dwójkę uczniów przed Śmierciożercami, co automatycznie wplątało ją w ciąg wydarzeń związanych z Hogwartem. Miała zamiar dać sto procent z siebie na tej misji. Kto mógłby to zrobić, jak nie ona? To była także jej wojna...
Nieraz przechadzała się po budynku Ministerstwa, po różnych departamentach. Potrzebowała informacji, to było normalne. Bez ludzi było nawet łatwiej. Nikt nie pytał o nic... Zawsze jakieś plusy.
Miała zamiar już wychodzić. Właściwie tylko z powodu melancholijnego humoru przystanęła przy fontannie. Bawiła ją zawsze. Uśmiechała się delikatnie na widok czarodzieja z różdżką uniesioną w górę ponad wszystkimi innymi istotami. To było głupie. Czarodzieje zawsze uważali się za lepszych od wszystkich innych. Najbardziej przygnębiająco wyglądał skrzat domowy, z opuszczonymi uszami, zupełnie jakby bał się dumnego czarodzieja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killian Rackham
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Czw Lut 26, 2015 5:53 pm

Walające się wszędzie tony papierzysk sprawiały wrażenie, jakby zasiadający w gabinecie czarodziej nie do końca sobie radził z obowiązkami, jakie na niego nałożono. Na szczęście było to wyłącznie wrażenie, a Killian w tym całym bałaganie bez problemu mógłby znaleźć nawet najmniejszy świstek i dokument, który akurat był mu potrzebny. Prychnął z irytacją, przekładając kolejną kartę raportu od szefa działu magicznych sportów. Naprawdę gość nie właśnie teraz sobie przypomniał o tym, by wnioskować o dofinansowanie narodowej drużyny magicznego krykieta? Odłożył raport na bok, kierując w niego różdżką, a kartki zaświeciły się na zielono, oznaczając tym samym sprawę mniejszego priorytetu. Z pewną rezygnacją spojrzał na całkiem pokaźny stosik dokumentów świecących na czerwono i wymagających pilnej interwencji.
Ale jeszcze nie teraz. Teraz potrzebował czegoś do jedzenia. Zegarek stojący na półce wskazywał, że ministerialna stołówka już dawno jest zamknięta. Pozostawała mu więc wizyta w mugolskim sklepie, co jednak oznaczało konieczność wyjścia z budynku. Mógł się też szybko teleportować do domu... albo sprawdzić, czy w pomieszczeniach socjalnych jakiś nieopatrzny urzędnik nie pozostawił czasem jakichś smakołyków.
Wydostał się z gabinetu, by po kilku minutach przeczesywać kolejno półki i szafki, w których pracownicy trzymali swoje drugie śniadania. Czuł się z tym idiotycznie, ale uporczywe burczenie w brzuchu nie pozostawiało wiele do domysłów. Musiał coś zjeść, bo inaczej nie mógłby się skupić na pracy, a jedynie na własnym głodzie. Musiał teraz wyglądać naprawdę żałośnie - niejako druga osoba w kraju, która po kryjomu szpera w cudzych szafkach. Zaśmiał się sam z siebie zanim spostrzegł, że w swojej wędrówce dotarł do samego atrium. Jego łupy, dwa batony i butelka jakiegoś bliżej nieokreślonego płynu, nie stanowiły wielkiej satysfakcji. I wtedy na swoje szczęście albo nieszczęście dostrzegł, że przy fontannie ktoś stoi. O tej porze mógł być to tylko ochroniarz, dlatego niewiele się zastanawiając, przyśpieszył kroku i zawołał głośno:
- Hej, gamoniu! - w jego głosie brzmiał nie tylko śmiech, ale i cicha nadzieja, że będzie mógł wysępić od ochroniarza jakąś kanapkę. - Marzy ci się kąpiel w fontannie? Może ci jeszcze plecy wyszoro... - dopiero po kilku krokach zorientował się, że stojąca postać nie jest ochroniarzem. Nie jest nawet mężczyzną. Wręcz przeciwnie: jest kobietą, która właśnie odwróciła się w jego stronę z dziwnym wyrazem twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cara Rhee


Strona światła

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Czw Lut 26, 2015 6:57 pm

Pomieszczenie było bardzo ciche o tej porze. Zwykle wypełniały go głosy, kroki, rozmowy. A teraz... jedynie pustka i cisza. Można było powiedzieć, że to miejsce było nawet ponure. Brakło tu słonecznego światła. Czarodziejom jednak taka aura nigdy nie przeszkadzała. Przeciwnie, czuli się oddychając właśnie takim klimatem całkiem nieźle. Może tylko jej to przeszkadzało, ponieważ pierwsze lata jej życia były zwykłe i zupełnie mugolskie. Teraz magia była częścią jej zwyczajnego życia. Ta... zwyczajnego.
Usłyszała kroki. W sumie przez chwilę sądziła, że to jeden z pracowników, którzy byli tutaj zazwyczaj o tej porze. Woźny chociażby.
To jak ta... osoba ją nazwała było jednak kompletnym zaskoczeniem. Po pierwsze, bo zwracał się do niej jak do mężczyzny, a po drugie... Bo był to ton całkiem swobodny. Woźni raczej mówili do niej na „pani”, żeby nie podpaść, jakby była jakimś ważniejszym pracownikiem, ale tak naprawdę nie miała żadnej władzy. Było to więc bezcelowe.
Ciekawe który jeszcze pracownik departamentu postanowił sobie zostać długo po godzinach pracy.
Odwróciła się przez ramię, przyglądając się temu człowiekowi z lekkim niedowierzaniem. Ocho... Zastępca Ministra.
Oczy Cary nieco się przymknęły, w analizie całej sytuacji. Pan na wysokim stanowisku, najwyraźniej niezwykle był zadowolony z nazywania jej w sposób, który powinien być dla niej obraźliwy. Myślał, że jak był na wysokim stanowisku to sobie tak mógł?!
Tak... Mógł. A ona najwyżej mogła zaśmiać się pod noskiem i powiedzieć „dobry żart, proszę pana”. Jeśli chciała zachować posadę, to jasne.
Poprawiła skórzaną torbę (brązową, z całą masą zwisających frędzelków), która nieustannie zsuwała się z jej ramienia.
- Tak, kąpiel w fontannie to szczyt moich marzeń. Po to przyszłam tu o tej porze. – jej głos był wysoki, ale każde słowo wypowiadała tak, aby jak najmniej było to odczuwalne. Niestety, była to po prostu genetyczna cecha. Wielu z rodziny jej ojca ma wysokie głosy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killian Rackham
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Czw Lut 26, 2015 7:44 pm

Oczywiście musiał palnąć jakieś głupstwo. I tak się cieszył, że kobieta nie usłyszała, jak podśpiewuje albo wywija w pustym holu jakiś dziki taniec. W obliczu takiego upokorzenia pomylenie jej z ochroniarzem nie było aż takie tragiczne, bo wystarczyło się jedynie wytłumaczyć. W końcu nie zrobił nic aż tak strasznego i wstydliwego, a każdemu zdarza się od czasu do czasu pomylić. Uśmiechnął się uroczo, przywołując na twarz wyraz najszczerszej skruchy, gdy podchodził bliżej. Miał nadzieję, że twarz nie wygląda tak strasznie, jak czuł. Od dawna nie rumienił się ze wstydu i nie w smak mu było, że robił to właśnie teraz. Na Merlina, był przecież dorosłym czarodziejem, a nie szczeniakiem wymachującym różdżką na prawo i lewo.
- Przepraszam - mruknął takim tonem, jakby stał przed samą angielską królową, a głos ledwo się go słuchał. - Zaszła pomyłka, myślałem, że to nasz woźny... To znaczy, nie żeby był gamoniem, ale to taka nasza... przyjacielska odzywka. Nie podejrzewam nikogo z Ministerstwa o bycie gamoniem. No może poza tymi specami od pogody, którzy nie potrafią ustawić ładnego słońca za oknem - mrugnął okiem, siadając na brzegu fontanny, ale wystarczająco daleko od pryskającej wody, by się nie zamoczyć.
Na moment udało mu się zapomnieć o głodzie, bo był zaaferowany niespodziewanym spotkaniem, ale teraz burczący brzuch dał o sobie znać i to całkiem głośno. Zgiął się w pół, udając, że poprawia coś przy bucie, ale dźwięk w pustym holu był aż za bardzo słyszalny. Postanowił to jednak zignorować. W końcu żaden auror nie musiał wiedzieć, że zastępca ministra hasa po całym budynku głodny, oznajmiając to wszem i wobec uporczywym burczeniem w brzuchu.
- No cóż - zaczął po chwili milczenia, gdy żadne z nich się nie odezwało. - W innej sytuacji zapytałbym, co tutaj robisz, ale biorąc pod uwagę całkiem niedawne wydarzenia, to będzie zbyteczne. Z drugiej strony jesteś chyba jedyną osobą z biura aurorów, która zostaje po godzinach - złożył ręce na piersi, wpatrując się w ścianę przed sobą. Za kilka godzin rozbłyśnie blaskiem dziesiątek kominków, którymi urzędnicy przybywają do ministerstwa. Teraz jednak tonęła w spokojnym mroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cara Rhee


Strona światła

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Czw Lut 26, 2015 8:40 pm

Nie byłaby pewna, czy w obliczu widoku tańca pana Rackhama dałaby radę powstrzymać głośny śmiech. Taki widok wart byłby pozostania tak długo po pracy, ale... posady już nie. A kto wie czy nie zostałaby zwolniona po czymś takim.
- Eeem... Miło mi? – jej krzywa mina zdradzała wszystko. Czy przypadkiem ich woźny nie był starszym panem, wysokim, chudym i mało urodziwym? Do tego tłumaczył się tak... zabawnie. Trudno było się nie uśmiechnąć. Tylko brakowało, żeby jego twarz przybrała kolor buraczków. Gdyby była jego starą ciotką, ciągałaby go za policzek... Zaraz, te myśli były dziwne.
- Spokojnie, przecież rozumiem. – posłała mu pokrzepiający uśmiech. Dziwnie zaczęła się ta rozmowa. Wcześniej raczej wszystkie jej rozmowy z panem Wice-Ministrem były bardzo oficjalne i podlegały dość ścisłemu schematowi. „Dzień dobry, oto raport, do widzenia.” To było zwyczajne jak na przełożonego i pracownika... Teraz może sytuacja była inna, a mężczyzna mówił do niej z takim... Luzem, ale mimo wszystko nie czuła się dość pewnie, aby zniknęła ta oficjalna atmosfera.
- Tak, to bardzo logiczne. Zwłaszcza, że w mojej pracy nie ma po godzinach. Jestem w pracy nawet jak śpię. Bardziej jestem zdziwiona... Pańską obecnością tutaj. Zawsze sądziłam, ze Ci najwyżej ustawieni pierwsi uciekają z biura... Bez urazy, oczywiście. – mruknęła. Gdyby była szychą, od której ciągle czegoś chcą, zapewne pierwsza by się zwijała, żeby nie myśleć już o tym natłoku roboty. To prowadziło do pracoholizmu... Nieważne, że sama brzmiała (i prawdopodobnie była) jak pracoholiczka. To była zupełnie inna sytuacja. Jej zajęcie znajdowało ją nawet na drugim końcu świata... A mimo to nie zmieniłaby tego zawodu na żaden inny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killian Rackham
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Pią Lut 27, 2015 8:58 am

Odetchnął z ulgą, gdy pani młodsza auror postanowiła nie drążyć dalej tematu. Trudno byłoby mu się wytłumaczyć z tej pomyłki, mimo że nie było w niej żadnej jego winy. A zwalanie wszystkiego na pomroczność wywołaną głodem było poniżej jego urzędniczej i czarodziejskiej godności. Może i pochodził z rodziny mugolskiej, ale na Merlina! Tyle czasu spędzał w czarodziejskim świecie, że zdążył już dawno nabyć odrobinę magicznej ogłady. Dotknął dłonią skroni. Jakby tego było mało, długa praca i niewyspanie dawały o sobie powoli znać bólem głowy. Może jednak pomysł powrotu do domu nie jest taki zły, w końcu będzie z niego pożytku, gdy się porządnie wyśpi i naje, a nie będzie półprzytomny podpisywał dokumentów.
Rozejrzał się wokoło, dla pewności, że nikogo nie ma, ale hol wydawał się pusty i nie zagłuszał go ani jeden niepotrzebny odgłos. Plus fontanny uspokajał, ale i irytował, przerywając niezmąconą ciszę. I gdzie, do diabła, podział się ten cały ochroniarz?!
- Moja obecność w moim miejscu pracy budzi zdziwienie? - zapytał powoli, starannie przeciągając samogłoski, by zabrzmiało to jeszcze bardziej dramatycznie. - Cóż, ani ministra, ani mnie nie obowiązują sztywne godziny pracy poza tymi, w których przyjmujemy interesantów. A ponieważ ich wcale nie jest tak mało, z innymi zajęciami często musimy czekać do zakończenia pracy. I w rezultacie zamiast kilku godzin spędzamy tu ich kilkanaście - wzruszył ramionami, dając do zrozumienia, że akurat dla niego to żaden problem. Nie miał w domu dzieci i żony, do których mógłby wracać, nie mówiąc już o jakiejkolwiek partnerce czy partnerze. W tej chwili jego jedyną miłością była praca, a i tą starał się w miarę ograniczać i pamiętać, by od czasu do czasu wyjść i się rozerwać.
Podrapał się po podbródku i spojrzał na kobietę. Mignęła mu niedawno w okolicach gabinetu ministra, ale nieszczególnie zwrócił wtedy na ten fakt uwagę. Dopiero teraz przypomniał sobie dokument przysłany przez dyrektora Hogwartu w związku z planowaną wizytą urzędników w tamtym miejscu i skojarzył fakty.
- Czy to "po godzinach" będzie obejmowało pewną... kurtuazyjną wizytę w pewnej czarodziejskiej szkole? - zapytał swobodnie, jakby właśnie rozmawiał o pogodzie, a nad nimi świeciło piękne słońce. Cóż, może właśnie tak było i wystarczyło wyjść na zewnątrz, by się o tym przekonać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cara Rhee


Strona światła

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Pią Lut 27, 2015 10:56 pm

Takie właśnie było dorosłe życie. Wszystko wokół stawało się rutynowe. Niektórzy mówili, że przyzwyczaić się było trudno, jednak, o dziwo, Cara nie miała z tym takich ogromnych problemów. Szkolenie aurorskie było... Cóż... Męczące to mało powiedziane. Nie dziwiła się, że mało kto je kończył, nawet jeśli dostawali się dzięki wynikom z OWuTeMów. Ona sama nie wiedziała jak przeszła przez to piekło. Trenerzy też nie byli milutcy. Przeciwnie. Ciągle słyszała tylko narzekanie na to, że jej wyniki są niewystarczające. Dopiero po zdaniu ostatecznych testów i otrzymaniu posady usłyszała, że w rzeczywistości liczyli na to, że młoda Rhee ukończy testy. Teraz raczej mówiono o niej jako o aktywnej, pełnej młodzieńczej energii i świeżego spojrzenia na świat, chociaż bardziej doświadczeni aurorzy nadal traktowali ją pobłażliwie.
- To przez ostatnie wydarzenia, czyż nie? - spytała. Śmierciożerców przybywało, coraz trudniej było ich wyłapać. Nie ważne jak się starali, to było jak walka z powstrzymaniem lawiny. Carze nieraz udawało się złapać jakichś miej rozgarniętych popleczników... Czasem jednak prowadziła śledztwo na próżno lub goniąc za kimś lądowała w bagnie (czasem dosłownie).
- Pan Minister już pana poinformował? - spytała. W kwestii tej misji - nie było lepszego wyboru od niej do wykonania takiego zadania. Miała więcej informacji niż inni, była na miejscu zdarzenia, gdy uczniowie zostali zaatakowani przez Śmierciożerców. Do tego jej przynależność do organizacji tworzonej przez Dumbledore'a... O tym jednak nikt nie musiał wiedzieć.
Kobieta podeszła spokojnie i zajęła miejsce niedaleko, po drugiej stronie rzeźby, tuż obok skrzata domowego, który z zachwytem wpatrywał się w środek fontanny, na którym stała pięknie wyrzeźbiona czarownica. Odsunęła grzywkę z nosa, a jej miodowe oczy wpatrzyły się w mężczyznę. Przeanalizowała sytuację na spokojnie. Czasem musiała pomyśleć trochę wolniej... Wtedy też sięgnęła do torby i wyciągnęła z niej zapakowaną w papierową torebkę kanapkę. Sama i tak by jej nie zjadła, więc podała ją mężczyźnie.
- Proszę. Praca nie zwalnia z dbania o siebie.
Od kiedy pamiętała była niejadkiem. Nie do tego stopnia, aby nie jeść nic, chociaż stres ten stan dodatkowo pogłębiał. Teraz siedziała długo w pracy... Nie wymagając przy tym nic w zamian. Z resztą, oficjalnie, była w domu od godziny piętnastej, tak jak to powinno wyglądać. W rzeczywistości, nie widziała powodu aby wracać do swojego małego domku, pustego i zimnego, póki nie skończyła pracy nad śledztwem, nie ustaliła listy przesłuchiwanych osób... Było tyle do zrobienia, a doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny.
- Tak... wybieram się na wizytację. Do końca tego roku szkolnego mam zostać w Hogwarcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killian Rackham
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Sob Lut 28, 2015 6:02 pm

Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że cała ta sytuacja jest dość specyficzna. Oto siedzi sobie jakby nigdy nic na brzegu fontanny w samym centrum ministerialnego atrium i gawędzi z szeregowym pracownikiem kompletnie nie zważając na obowiązującą hierarchię. Hierarchię, którą Killian sam często przeklinał, gdy jeszcze jako stażysta latał jak głupi po korytarzach, by załatwić jakąś nikomu niepotrzebną pierdołkę.
Pamiętał, z jaką wyższością zwracali się do niego niektórzy urzędnicy wysokiego szczebla i poprzysiągł sobie, że sam nigdy tak nie postąpi. Przełożeni uważali, mimo że oficjalnie mało kto się do tego przyznawał, że mugolskie pochodzenie powinno automatycznie wykluczać czarodzieja jako pracownika ministerstwa. Zapewne musieli zagryzać teraz zęby ze złości, gdy taki mugolski pracownik stał się nagle ich szefem, trzymającym w swoich dłoniach potężną władzę.
- Mamy z ministrem podobne zadania do Twoich - powiedział powoli, z powrotem odwracając się w jej stronę. - Z tym, że my najczęściej nie ruszamy się zza biurka, tonąc w stosach papierów. Ale nadal łączy nas jeden cel, prawda? Wszyscy chcemy złapać ludzi, którzy, powiedzmy sobie szczerze, nie powinni chodzić na wolności. Ubolewam jedynie, że ministerstwo dopiero teraz zaczęło się tym interesować, a wcześniej w ogóle nie dostrzegało problemu - akurat! Było mu zdecydowanie na rękę, że mało kto przez dłuższy czas interesował się poczynaniami śmierciożerców. Ostatnie wydarzenia w Hogwarcie sprawiły jednak, że tuszowanie sprawy przestało być możliwe, bo w sprawę wmieszali się rodzice.
Rozmyślania przerwał mu szelest, a chwilę później pod nos podsunięto mu... kanapkę. Spojrzał ze zdziwieniem najpierw na jedzenie, a potem na jego właścicielkę i nie zdołał ukryć zaskoczenia w swoich oczach. No cóż, najwidoczniej jego nadzieja, że kobieta nie usłyszała tego upokarzającego burczenia, okazała się płonną. Machinalnie sięgnął po torebkę, dopiero po chwili, gdy jego palce zacisnęły się na miękkiej kanapce, uświadamiając sobie, co robi. Ha! Zastępca ministra magii częstowany kanapką przez pannę auror. A może panią? Może miała już kogoś, była w związku? Czemu tak cholernie mało wiedział o swoich pracownikach?
- Dziękuję - mruknął tylko, chociaż początkowe zaskoczenie przeszło teraz w rozbawienie. Buszował po szafkach pracowników, bawiąc się w małego złodziejaszka, a wystarczyło zajrzeć do biura aurorów. Powinien zapamiętać to na przyszłość. I koniecznie sprawdzić teczkę osobistą Cary Rhee. Dobrze, że pamiętał przynajmniej jej nazwisko.
- Nie wiem, czy minister wspominał - podjął między jednym kęsem a drugim, zatapiając zęby w kanapce i starając się jeść w miarę kulturalnie, chociaż żołądek wariował mu ze szczęścia - ale bardzo prawdopodobnym jest, że również wybiorę się do Hogwartu. Oczywiście nie w celu wizytacji, nie mam zamiaru podważać kompetencji moich pracowników - uśmiechnął się uroczo, pilnując przy tym, by przypadkiem nie wystawić zębów, które zapewne nie prezentowały się teraz najlepiej. - Ale krótka pogawędka z Dumbledorem na pewno nie zaszkodzi w obecnej sytuacji.
Dokończył kanapkę, starannie zwijając torebkę i chowając ją do kieszeni. Minusem całego budynku było to, że architekci postawili na jego prestiż i elegancki wygląd. W rezultacie użyteczność i praktyczność znacznie traciła, co oznaczało, że znalezienie jakiegokolwiek kosza graniczyło z cudem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cara Rhee


Strona światła

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Sob Lut 28, 2015 11:35 pm

Ta sytuacja była specyficzna, to nie było tylko wrażenie. Cara była widocznie spięta z powodu przebywania tutaj. Właściwie jedynym dźwiękiem towarzyszącym ich wypowiedziom był cichy plusk wody z fontanny. Głosy niosły się echem po dużym pomieszczeniu, zwykle wypełnionym gwarem ludzi...
Całe szczęście nigdy nie miała okazji być dziewczynką na posyłki. Etap przejściowy, który w jej wypadku nadal trwał, u aurorów wyglądał nieco inaczej. Dostawało się ochłapy śledztw i misji, jak nudne patrole, aby możliwość wykazania się była jak najmniejsza. Dlatego duże nadzieje pokładała w misji w Hogwarcie. To była właściwie jej pierwsza większa sprawa...
- To akurat prawda. - powiedziała. Spojrzała na niego, a w jej oczach można było dostrzec coś, co przeważało zapewne o zdaniu na temat aurorki - szczerość. W tym świecie już niczego nie można było być pewnym. Jutro to sprawa tak niepewna, że nie warto go planować, zwłaszcza dla kogoś, kto chciał walczyć. A właśnie ona chciała. Być może jako jedyna w tym zakłamanym burdelu zwanym Ministerstwem Magii. I nie chodziło tu nawet o jej miłość do pojedynków. Chciała bronić swoich racji. Nigdy nie czuła się gorsza z powodu tego, że była mugolakiem. Wojna ta była jej wojną. Dlatego popełnili błąd wybierając do tej misji właśnie ją. Ona nie odpuści, póki nie dojdzie do sedna. Co więcej... Nie podejrzewała go.
Teczka to bardzo zła rzecz. Zawarte w niej było zbyt wiele. Zaglądajac do niej mógł dowiedzieć się o Carze niemal wszystkiego i naszkicować sobie obraz jej postępowania - zamordowani rodzice, mugole, Gryfonka w Hogwarcie, nawet głupia, szkolna kartoteka wykroczeń (dziękujemy za interwencję, panie Filch). Wspomnieć można jeszcze, że była dość spora...
Czasami żałowała, że była dość charakterystyczna, aby bez problemu zapamiętać jej nazwisko. Powiedzmy sobie szczerze - na tle innych pracowników znacznie się wyróżniała dzięki azjatyckim rysom.
- Nie było mi o tym wiadomo... Ale dobrze, że pan wspomina.
Jej twarz się nieco rozpromieniła. Przełożeni byli osobistościami tak odległymi, że czasami trudno wyobrazić ich sobie wykonujących prozaiczne czynności. Nigdy nie było okazji, aby zobaczyć pana wielkiego wice-ministra podczas jedzenia. Chociaż to właściwie nie było jedzenie, Cara nawet się nie obejrzała kiedy pochłonął tę kanapkę.
- Mam wysyłać raporty listownie do ministra Rokkura. - przyznała. Ba, nawet specjalnie kupiła sobie sowę na tę okazję! - Jeśli chce pan nadzorować moje działania, to powinnam wiedzieć w jaki sposób mam działać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killian Rackham
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Nie Mar 01, 2015 2:28 pm

Zjadł kanapkę i nie miał pojęcia, co zrobić z rękami. Założenie ich na piersi byłoby oznaką lekkiego lekceważenia albo pozycji obronnej, z kolei oparcie ich po obu stronach ciała, zaciskając dłonie na chłodnym marmurze byłoby cokolwiek niewygodne. Dlatego wybrał rozwiązanie pośrednie i złożył je na kolanach, pochylając się lekko do przodu. Och, zdecydowanie lepiej czuł się za bezpieczną barierą swojego biurka we własnym gabinecie, gdzie był na terenie, który doskonale znał i gdzie rozmówca również znał swoje miejsce.
- Ustalenia z ministrem wciąż zobowiązują - powiedział miękko. - To on Cię wybrał i zlecił osobiście misję, więc nie mam zamiaru się do tego wtrącać. Zresztą będę w Hogwarcie kilka dni... albo kilka godzin, nawet mnie nie zauważysz - uśmiechnął się tak, by nie miała jednak wątpliwości, że nawet przez te kilka godzin on będzie dostrzegał ją. - Niemniej, gdybyś napotkała już na początku jakieś problemy, powiedzmy niechęć personelu, to służę swoją pomocą. Hogwart to w dużej mierze autonomiczna placówka, ale ministerstwo może w pewnym stopniu wpływać na to, co się tam dzieje. Niestety w dość małym - dodał z wyraźnie brzmiącej w głosie irytacji. Dumbledore zazdrośnie strzegł zamkowych sekretów i równie zazdrośnie pilnował swojej posady. Wraz z ministrem doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że wyprowadzenie w pole dyrektora Hogwartu będzie jednym z trudniejszych zadań, jakie ich czekało.
Wysłanie aurora do zamku było posunięciem wymuszonym sytuacją. Grupa zidiociałych śmierciożerców musiała oczywiście zawalić swoje zadanie i okazać się kompletnie nieodpowiedzialnymi kretynami, a sprzątanie tego całego bajzlu przyniosło właśnie efekty w postaci aurorskiej misji. Z początku Killian nie mógł zrozumieć, dlaczego minister z taką łatwością wysyła do Hogwartu osobę, która miała się zająć śledztwem. Ale potem uświadomił sobie, że było to przemyślane posunięcie. Ministerstwo musiało przecież coś zrobić, a zatuszowanie sprawy tylko by zwróciło na nich uwagę. Z kolei wysłanie niedoświadczonego, młodego aurora do tak poważnej sprawy mogło dawać nadzieję, że prawda nie ujrzy światła dziennego.
Rackham faktycznie nie miał zamiaru mieszać się w śledztwo panny Rhee. Wszystkie raporty, które wyśle do ministra, prędzej czy później i tak znajdą się na biurku jego zastępcy. Musiał jednak być obecnym przy tym, gdy aurorka znajdzie się już w zamku i musiał sprawdzić, jaka będzie reakcja Dumbledore'a. Stary prykiel miał swoje dziwne momenty i mógł się domyślić, że coś nie gra.
- Panno Rhee - powiedział po chwili już swoim oficjalnym, ministerialnym tonem - mam nadzieję, że sprawa zostanie szybko rozwiązana. Dziesiątki listów od rodziców, które dostajemy, są pełne niepokoju i zdenerwowania. Jako ministerstwo musimy chronić najmłodsze pokolenie. Dlatego proszę się nie bać wezwać posiłków, jeśli okaże się to konieczne. I proszę mieć oczy dookoła głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cara Rhee


Strona światła

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Sro Mar 04, 2015 8:21 pm

Oczywiście, że jej nie doceniali. Widziała w uśmiechu ludzi, którzy ją otaczali to pobłażliwe traktowanie. Każdy musiał to przejść, jeśli w młodości był osobą tak chętną do działania jak dziewczyna. Widziała w oczach starszych znajomych z pracy to niedowierzanie, że cokolwiek w tej chwili może jej się udać. Oczywiście na koniec i tak zostawała w biurze zawalona papierkową robotą. Musiała robić ładne oczy do kogoś, aby jej w tym pomógł, bo w przeciwnym wypadku zostawałaby w budynku dłużej niż woźny. Oczywiście inni nie widzieli w tym nic złego i biegli sobie na jakieś ekscytujące misje w terenie, co jeszcze bardziej ją dobijało. Cara najczęściej dostawała proste patrole...
I weź człowieku nie bądź przybity.
- Dziękuję. - powiedziała. Jej usta wygięły się w ciepłym, szczerym uśmiechu. Naprawdę nie chciała, aby ktoś wtrącił się w jej misję na tyle, aby nie mogła w końcu zacząć działać na serio. - Myślę, że to nie będzie potrzebne. Jeszcze pamiętam, jakimi prawami rządzi się Hogwart. Cieszę się, że mogę tam na jakiś czas powrócić, przypomnieć sobie stare czasy, kiedy nie musiałam się martwić tyloma sprawami. Niestety, dorosłość dużo zmienia.
Nikt nigdy nie pytał jej, czy chciała dojrzewać. Teraz nie czuła się źle, skąd, jednak czasem życie, w którym największą troską było zdanie egzaminów wydawało się tak odległe i tak... Piękne, że miała ochotę wrócić do szkoły. Nie zmieniłaby nic w swoim życiu, o nie. Uwielbiała swój zawód, nie odnalazłaby się w niczym innym.
Nie wiedziała jakie pan vice-minister miał o niej zdanie i właściwie nigdy się tym nie interesowała. Rozmowa ta dryfowała na pograniczu oficjalnej i luźnej... I przyznać można było, że zaczęła zastanawiać się, kogo ten mężczyzna widzi, kiedy patrzy na nią. Zapewne tak jak każdy, narwaną młodą pannę...
- Wiem co robić, panie Rackham. Proszę zostawić tę sprawę w moich rękach.
Przygryzła wargę, spoglądając na czystą posadzkę w pomieszczeniu. Brzmiała na pewną siebie, ale czy była?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Killian Rackham
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: xxx   Czw Mar 05, 2015 12:23 pm

W jej spojrzeniu było coś, co kazało mu się zastanowić, czy faktycznie dobrze robią, wysyłając ją na misję. W tym wszystkim zapomniał, że młodzi aurorzy są najbardziej ambitni i lubią wsadzać nosy w nie swoje sprawy... a ta zdecydowanie nie należała do ich spraw. Panna Rhee mogła sprawić mnóstwo kłopotów, jeśli nie będą jej odpowiednio kontrolować, ale teraz nie miał już wyjścia, musiał pozwolić jej jechać, bo odwołanie misji od razu wydałoby się podejrzane. Musiał więc zrobić to z ukrycia, odpowiednio wcześnie przewidując jej ruchy i śledząc każdy z nich. Nie mógł dać się zaskoczyć i sprawić, by odkryła rzeczywiste powody wizyty śmierciożerców.
Może faktycznie powinien się zatrzymać w Hogsmeade na dłużej, niż początkowo zamierzał? Oczywiście pod pretekstem absolutnie niezwiązanym z aurorską misją. Może... Pomyślał o Cornelii, która pracowała w Hogwarcie i która stanowiła świetną wymówkę. W końcu każdy może chcieć spędzić trochę czasu ze swoją najlepszą przyjaciółką, prawda? A że przy okazji będzie miał oko na wyczyny stojącej przed nim młodej kobiety, to już naprawdę całkowity zbieg okoliczności.
- Całkowicie ufam w Twoje umiejętności - wstał i poprawił swoją marynarkę. - Niemniej jak mówiłem... sprawa jest ważna i delikatna, więc nie chcemy kolejnych ofiar. Po żadnej ze stron - dodał znacząco, doskonale kojarząc jej wybuchowy charakter i skłonność, często aż nazbyt przesadną, do magicznych pojedynków. Coś tam mu jednak w pamięci zostało. - A teraz chyba powinniśmy wrócić do swoich obowiązków. Do zobaczenia, panno Rhee - uśmiechnął się swoim oficjalnym uśmiechem numer dwa, odwrócił na pięcie i ruszył w kierunku wind. Do zobaczenia brzmiało bardziej jak obietnica niż powitanie. Jakby chciał jej uświadomić, że naprawdę niedługo się spotkają i że to spotkanie będzie miało bardzo podobny charakter.
Musiał wysłać kilka pilnych sów, zarezerwować nocleg w Hogsmeade, chociaż akurat wątpił, by nagle pół Anglii zjechało się do tej szkockiej wioski, zajmując wszystkie pokoje, a także powiadomić Cornelię. Och, szykował się naprawdę ciekawy czas...

z/t x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicholas J. Irvine
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Wto Wrz 26, 2017 4:47 pm

|start!

Nicholas oddałby wiele, by ponownie wsiąść na miotłę i poczuć wiatr we włosach, usłyszeć ludzi skandujących jego imię, a także poczuć ten rodzaj adrenaliny, o którym śnił co noc przez ostatnich 13 lat. Zamiast tego pracował w tym plugawym Proroku Codziennym, który średnio raz w miesiącu bezcześcił jego dobre imię, roztrząsając czyny popełnione ponad dekadę temu. Nicholas unikał gmachu Proroka Codziennego jak ognia, codziennie wymyślając sobie nowe spotkania i rozmowy z trenerami i szychami Quidditcha, którzy rzekomo czekali na niego w Ministerstwie Magii. Jednak tutaj też nie miał się poczuć jak w domu. Był intruzem, który powrócił na miejsce zbrodni, prawdopodobnie czyhając teraz na losy tych biednych, poczciwych ministrów, dyrektorów i gazeciarzy. Te wszystkie spojrzenia i szepty z ust jego przyszłych, niewinnych ofiar, które nie miały mieć nawet możliwości obronienia się przed tak doświadczonym zbrodniarzem! Strach na ich twarzach, spłoszone spojrzenia i przyspieszone kroki z niewypowiedzianymi słowami „zlituj się nade mną, nie zawiniłem”, to wszystko sprawiało, że jego usta wykrzywiały się w drwiącym, pełnym arogancji uśmiechu. Dumnie kroczył korytarzami Ministerstwa, co jakiś czas zatrzymując się przy mniej lub ważnym pracowniku, by wypowiedzieć grzeczne, a jednak przesiąknięte kpiną: Niech żyje, Minister.
Z satysfakcją obserwował, jak zastygają w bezruchu, usilnie się zastanawiając, czy powinni wdawać się w rozmowę z mężczyzną, który popełnił najgorszą z możliwych zbrodni. Niektórzy uznawali, że najlepiej usunąć się w cień z wymówką o dużej ilości papierkowej roboty, ci drudzy byli jeszcze gorsi. Po tej intensywnej burzy mózgów, zapewne dochodzili do wniosku, że przecież go ułaskawiono, że wcale nie był aż tak niebezpieczny, jak zapewniały gazety. Zamiast mordercy widzieli byłą gwiazdę Quidditcha, o którym potrafili gadać godzinami, wymądrzając się na temat strategii i obstawiając, która drużyna zdobędzie w tym roku Puchar ligi.

(...)

Najbardziej ze wszystkiego lubił wpatrywać się w Fontannę Magicznego Braterstwa. Kolejną bzdurę, która miała zapewnić jedność i równość. Przebywający tu ludzie, nie mogli się nie zatrzymać przed figurką, by roztrząsać i ubolewać nad losami ludzi, którzy zginęli w zbliżającej się wojnie czarodziejów. Niektórzy nawet ocierali łzę z policzków, by wrzucić do wody złotego galeona, mającego zapewnić… no właśnie, cotakiego miał zapewnić? Nicholas kręcił z niedowierzaniem głową, resztkami sił powstrzymując się przed nietaktownym splunięciem. Zamiast tego wyciągał z kieszeni marynarki materiałową chusteczkę i ruszył przed siebie, by pocieszyć płaczącą niewiastę.
Jednak tego dnia miał zupełnie inne plany. Choć godzinne wpatrywanie się w symbol braterstwa, a raczej przepychu, bogactwa i podkreślenia tego, że między biednymi i bogatymi nigdy nie miało być równości, należało już do jego codziennego rytuału, tym razem chciał zmienić ten zwyczaj. Doskonale pamiętał dzień, w którym zabił swojego ojca – a tak się właśnie składało, że to dzisiaj obchodzono 16 rocznicę jego śmierci – dlatego też w planach Irvine'a było trzymanie się od Ministerstwa jak najdalej. Po spotkaniu z przedstawicielem Srok z Montrose miał zamiar opuścić budynek i uczcić swój godny podziwu czyn przy butelce dobrego alkoholu, gdyby nie fakt, że w tym samym momencie, w którym mijał ten ohydny posąg, z którego codziennie potrafił się śmiać godzinami, coś, lub raczej ktoś nie postanowił w niego wejść. Momentalnie poczuł, jak osóbka godzi w jego klatkę piersiową, a zaraz potem traci równowagę. Instynktownie przytrzymał kobietę za łokcie, by pomóc jej się utrzymać na tych niebotycznie wysokich butach. Gdyby nie fakt, że trzymane przez nią papiery zaczęły latać w powietrzu, prawdopodobnie rozpoznałby jej twarz, jednak w tej sytuacji jedyne o czym myślał to wyciągnięcie z kieszeni szaty różdżki i uprzątnięcie tego papierowego bałaganu. Zanim jednak wykonał którąkolwiek z tych czynności, z jego ust padło pełne fałszywej grzeczności i niezwykle protekcjonalne:
– Nic Ci nie jest, pączku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Myrtle Flint
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   Wto Wrz 26, 2017 6:30 pm

|start!

Choć starała się emanować tym w jak najmniejszym, najlepiej wcale niewyczuwalnym stopniu, Myrtle Burke - ups, Myrtle Cholera-Jasna-Dlaczego-Ja Flint - odczuwała wręcz niesamowicie silną awersję wobec Ministerstwa Magii. Zwyczajnie szczerze nienawidziła fałszu, jakim ociekali ludzie je tworzący. Owszem, być może sama miała wiele za uszami, zdecydowanie nie była najbardziej szczerą osobą, momentami wychodziła na typową hipokrytkę, ale pracownicy tego gmachu zdecydowanie bili ją w tym wszystkim na głowę. Nie mogła znieść tego, w jaki sposób. I choć po raz kolejny dała im szansę, przychodząc tutaj pod pretekstem pracy, jednak przy okazji kierując się także do osoby, która nijak nie miała jej w niej - i najwyraźniej w niczym; pierdolony dupek kryjący tylko własny tłusty zad - pomóc... Ponownie przekonała się o tym, jak olbrzymie i rozwinięte kolesiarstwo panowało w magicznym rządzie Wielkiej Brytanii. Wcale nie liczyło się dobro obywatela, potrzeby jednostki nie miały najmniejszego znaczenia, jeżeli nie była nią osoba z tej machiny zakłamania. Myrtle była na to wściekła, o wiele bardziej niż przedtem. Mimo to, cóż, poprawiła swój wygląd w łazience, pudrując nazbyt czerwone od rozgoryczenia policzki i wracając do swojego oficjalnego zadania, które dostarczyło jej kolejne sterty kartek do noszenia. Nie tylko tych zapisanych przez nią samą, ale także - o dziwo - nietypowych ulotek rozdawanych przez jakąś śmieszną czarownicę przy windach. Brunetka sama nie wiedziała, dlaczego tak właściwie pozwoliła wcisnąć sobie kawałek neonowo różowego papieru w rękę - być może przyczynił się do tego szok spowodowany widokiem tysięcy ruszających się miniaturowych włosków na twarzy tamtej kobiety - ale to właśnie on ostatecznie całkowicie ją zdekoncentrował. Wpatrując się bowiem w błyszczące słowa o memoriale i rocznicy śmierci Ministra Magii, który NIÓSŁ DOBRO, ŁAD, PORZĄDEK I UMIŁOWANIE DO PRAWDY, nie zauważyła przeszkody, jaka dosłownie znikąd wyrosła przed nią. W następnej chwili czuła chybotanie obcasów, mocny dotyk męskich dłoni na jej skórze, a papiery latały dookoła... - Ooo. Mordownick. - Jej pomalowane na bladoróżowo usteczka rozszerzyły się w wyrazie zaskoczenia tym, na kogo tu wpadła. Cóż, dosłownie wpadła, prawie samej lecąc przy tym na podłogę, co chyba właśnie powoli zaczęła sobie uświadamiać. I choć takie a nie inne słowa, jakie padły na jego widok, zdecydowanie nie należały do najprzyjemniejszych możliwych, były zdecydowanie odruchowe. Nie zastanawiała się nad nimi, chwilę po tym wcale nie czując jednak wyrzutów sumienia. Życie takie było. Każdy miał jakieś przezwisko - mniej lub bardziej przyjazne - a czasami nawet ich komplet. Zresztą... Należało mu się za tego Pączka. Omiotła go więc tylko spojrzeniem, zatrzymując je dłużej na czubku jego niekoniecznie pełnej głowy. - Nic. - Odrzekła dosyć wyzbytym emocji tonem, wyciągając rękę po papiery, które łaskawie postanowił uprzątnąć. Zdecydowanie nie zamierzała się uzewnętrzniać, jeśli tego właśnie oczekiwał.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Fontanna Magicznego Braterstwa   

Powrót do góry Go down
 
Fontanna Magicznego Braterstwa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Fontanna Magicznego Braterstwa
» Zamarznięta fontanna na środku parku
» Fontanna
» Fontanna Życia
» Fontanna Kupidyna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Londyn :: Ministerstwo Magii  :: VIII piętro -