Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Fontanna   Pon Lis 18, 2013 3:04 pm

Ustawiona pod posągiem, dość wysoka, z której woda spływa jak z wodospadu, przyjemnie szemrząc, wyłączana na zimę.

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 2:09 am

Ciekawe, czy istnieją Jasnowidze, którzy potrafią przewidzieć każdą sekundą, nie ważne, czy będzie to sekunda zaraz po tym, jak powiedzą "teraz", czy ta, która nastąpi za następne pięć lat, których zdarzenia zapiszą w wielkiej księdze i będą sprawdzać każdą możliwość podążenia innym torem, żeby wszystko dostosować do tego, co będzie im pasować, wznosząc świat wokół siebie na własną komendę. Jak sądzisz, Wiedźmo, jest to możliwe? Czy te barwy, które krążyły w twojej głowie, do których doszło tysiące nowych, gdy palce wystukujące klawisze na fortepianie w odpowiednim rytmie i jedno zaledwie spojrzenie sprawiło, że zamarznięte dotąd serce zabiło i parę kawałków lodu odpadło, byś przypomniała sobie, jak to jest Żyć, a nie tylko Być, wędrując po pięknych krainach, to prawda, po wspaniałych ogrodach, które teraz widziałaś jako puste, odbierając je z oddali, jakby były miejscem poświęconym przez samego Stwórcę, który doń zaprosił Cię zbyt wcześnie, zanim zaznałaś smaku człowieczeństwa. Jest dla Ciebie ratunek? Nie widzisz tego, co się zdarzy, jak na dłoni, możesz tylko bajać między zdarzeniami, a wizje nie przychodziły jak na zawołanie. Mimo to mogłaś zaglądać przed siebie, starając się odgadnąć drogi i możliwości, jakie szykował dla Ciebie Los, nawet się nie łudząc, że będziesz w stanie nimi pokierować. Poprawka - nie łudziłaś się. Teraz wolno mieszałaś myśli ze słodkimi uczuciami, które zasiał w Tobie ten Upadły Rycerz, którego naznaczyłaś swym piętnem, pragnąc, by stał przy twoim boku, pragnąc podpierać się jego ramienia i pozwalać się prowadzić, paląc za sobą most prowadzący do domu, który przestał być domem, a zamieniał się w obcą twierdzę, którą już przeklęłaś.
Przeklęłaś ją wraz ze swymi narodzinami, zupełnie jakbyś wiedziała, że spotkasz swego Rycerza, który do twego świata nie będzie pasował. Ty zaś chciałaś pasować do Jego.
Miękkim krokiem wyszłaś spod zadaszenia, mijając kamienne, szare kolumny podtrzymujące strop, para uniosła się z twoich ust, kiedy wypuściłaś powietrze w spokojnym wydechu, zadzierając głowę, by dojrzeć płatki sunące leniwie z nieba, uśmiechające się do Ciebie, boś Ty ich oblubienicą, boś Ty ich Panią, na którą tak długo czekały - wyciągnęłaś rękę przed siebie nie odzianą w rękawiczkę, przez co palce i knykcie już zaczynały ci się czerwienić, by popchnąć w tym flegmatycznym locie jeden z tych cudów - wokół Ciebie rozmowy i śmiechy, było popołudnie na tyle wczesne, żeby słońce popisywało się swą potęgą i przenikało promieniami nawet przez te szaro-białe chmury i na tyle, by jeszcze nie rozpalono latarni - a szkoda, ich blask tak wspaniale oświetlał zaspy, tworząc z nich zbiorowisko diamentów lśniących we wszystkich odcieniach pomarańczy i złota.
Biały niczym te zaspy jastrząb zaskrzeczał cicho do ucha swej pani, spoczywając na jej ramieniu, kiedy szła przed siebie, niesiona przez Jutrzenkę, obietnica zmierzchu i ciepłego w swym mrozie Poranka, ubrana w czerwony płaszczyk sięgający połowy ud z ciepłym futrem, w którym chowała twarz i zarumienione policzki, jej białe kozaki z matowego materiału, rzecz jasna na płaskiej podeszwie, przeznaczone do tego, by były wygodnie przedzierać się przez śnieg, a nie by stanowiły ostatni krzyk mody, ledwo zostawiały odciski - i jak tutaj uwierzyć, że jest materialna, że nie jest jedynie ulotnym duchem..?
I ta Śnieżna Boginii straciła nagle grunt pod nogami, bezwładnie poleciała do przodu, ledwo rejestrując, co się wokół niej dzieje i ratując na ostatnią chwilę rękoma przed zderzeniem twarzą z twardą nawierzchnią murku otaczającego fontannę - i ledwo wylądowała, unosząc głowę z szeroko rozwartymi oczyma, rozglądając się na boki, a już wokół niej rozniosły się rozbawione śmiechy i gwizdy - Mort wzbił się w powietrze, posyłając w membranę dźwięku swój smutny zew pieśni, zacząwszy krążyć nad ich głowami, dalece poza zasięgiem ramion.
- Czystokrwista Collins w Krukonkach! - Dziewczę powoli zaczęło się zbierać - obite kolano zabolało, wykwitając jedynym znajomym bólem pod jej czaszką, jednak podpierając się stanęła na nogi i obróciła w kierunku tego, który podstawił jej nogę. Albo raczej... tych? - Twój braciszek i siostrzyczka nieźle nam się dali we znaki... A ty taka cicho-ciemna!
Białowłosa drgnęła, kiedy została dźgnięta w brzuch różdżką blondwłosego Ślizgona, spoglądając mu zaraz fijołkowymi oczętami w jego źrenice.
- Noo, co jest? Zaczniesz zaraz płakać i wołać pomocy?
- Obecni tutaj Collinsowie są moim kuzynostwem... - Chłodny głos, który wędrował wraz z wiatrem, taki cichy, a jednak oplatał umysł, wżerając się w niego boleśnie. - Wasze aroganckie zachowanie nie służy niczemu dobremu, proszę mnie zostawić... - Nie pochyliła głowy, nawet cień strachu nie przemknął po jej twarzy, a było tylko na niej coś w rodzaju... uwagi i chęci oddalenia się. Splotła palce dłoni przed sobą, cofając do przodu ramiona, jakby mogła się w nich schować.
Prowokator zdarzenia zagwizdał.
- Jaka pyskata! Może wyciągniesz różdżkę i pokarzesz nam, co umiesz?
Dopiero teraz, kiedy swą różdżkę wyciągała, ten niepokój, jego cień, się w niej pojawił - tym nie mniej wysoko trzymała podbródek, a wargi jej zadrżały, lecz na pewno nie była to wina strachu... zbyt wiele pewności siebie i zimna widniało w jej lilijowych oczętach.
Tacere Mort zaśpiewał raz jeszcze i zapikował w dół, by pazurami zaatakować jednego z nich, pierwsze zaklęcie świsnęło w powietrzu - grupka uczniów obserwujący to wydarzenie czmychnęła do szkoły, najwyraźniej nie mając ochoty wchodzić w sparing z grupą uczniów z wyższego rocznika z domu węża.
I Jastrząb, trafiony ręką i odrzucony na bok - poleciał razem z nimi...
- ... Rany, biedna dziewczyna, mam nadzieję, że nic jej nie będzie, jest tutaj chyba nowa... - Zaszeptała jakaś dziewczyna do dwójki koleżanek, przechodząc korytarzem obok Kyoheia, a zaraz za nimi, z piskiem, choć w ogóle nie powinno go tutaj być, za krańce jego włosów chwyciły Jastrzębie szpony - machał gwałtownie skrzydłami, śpiewając z oburzeniem, niemal gniew tlił się w jego przenikliwych oczach, niemal takich samych, jak jego pani, przejrzystych i prześwietlających łagodnie na wylot - zaraz też puścił i zatoczył koło nad głową Puchona, by ruszyć w stronę Dziedzińca.
Biały Jastrząb, niczym Śnieg... do kogo mógł należeć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyohei Takano
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 2:29 am

Chłopak szedł sobie spokojnie w sumie znudzony tym wszystkim co się działo wokół niego. Bo właśnie nic się nie działo. Ostatnio zapanował jakiś dziwny spokój... chociaż Kyo podejrzewał, że to mogła być tylko cisza przed burzą. W sumie nie wiedział czego on szukał na dworze. Była piekielnie zimno, a on nie zainwestował w nic cieplejszego. Miał na sobie tylko skórzaną kurtkę, która ciepło dawał tylko przez pewien czas. W końcu zatrzymał się w miejscu. Przeciągnął się i w sumie doszedł do wniosku, że chyba wróci do zamku... kiedy obok niego przeszły jakieś dwie dziewczyny. Ze strzępek rozmowy wywnioskował, że chyba jakaś uczennica wpakowała się w problemy. Wzruszył tylko ramionami.
-Pewnie jakiś pierwszak rozwścieczył jedno ze zwierzątek Hagrida- Mruknął cicho w myślach. W tej szkole zdarzało się to stosunkowo często. Bo oczywiście nikt nie słuchał kiedy półolbrzym mówił, że jakieś stworzenie jest niebezpieczne i lepiej do niego nie podchodzić bez odpowiedniej ochrony i bez doświadczenia. Puchon miał już zawrócić aby wejść do ciepłego zamku kiedy poczuł jak jakieś ptaszysko wplątuje mu się we włosy.
-Ej... co jest puszczaj mnie ty głupi ptaku- Z początku myślał, że to sowa po prostu pomyliła właściciela, ale bardzo szybko się okazało, że Kyo się pomylił. Kiedy ten zaczął krążyć nad głową chłopaka, Kyo pomyślał, że może chce mu coś pokazać. Nie wiedzieć dlaczego ta biel jakoś go zaniepokoiła. Nie czekając długo puścił się biegiem za ptakiem. W sumie musiał głupio wyglądać w oczach innych uczniów. No, ale w tej chwili jakoś kompletnie się tym nie przejmował. Kiedy w końcu dotarł na miejsce i zobaczył Neve i tego ślizgona krew w nim się zagotowała. W sumie podbiegł do tej dwójki i zasłonił dziewczynę.
-Zostaw ją... dobrze ci radzę- Warknął cicho ściskając swoje pięści. Odwrócił twarz na chwile w kierunku dziewczyny i popatrzył na jej kolano które trochę krwawiło.
-Przeproś ją...- Powiedział wyraźnie rozwścieczony tym wszystkim co miało miejsce. Dobrze, że nie zignorował tego ptaka bo nie darował by sobie gdyby jej coś się stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 2:53 am

Jedyne, co Cię zdradzało, o Pani Śniegów, było to drżenie dłoni, kiedy musiałaś wyciągnąć różdżkę, a żadnych zaklęć, których mogłabyś użyć w swojej obronie, nie znałaś, prócz podstawowych tarcz. Gdy błysnęło pierwsze zaklęcie wycelowane w niebo, w twego wiernego towarzysza, który zaraz potem odtrącony ręką zniknął w śnieżnej zaspie i zabrakło ci możliwości, żeby szukać go wzrokiem, automatycznie się skuliłaś, jednak zaraz przybrałaś spowrotem dumną pozę - nie ugniesz się przed Nieczystymi, przecież dumnie nosisz swe nazwisko, masz zostać głową rodu, nie pozwolisz, żeby Cię zastraszyli, nie mieli prawa Cię tknąć... I nie tkną, prawda? Twe oczy przebiegły od wysuniętego w przód blondyna po towarzyszącej mu piątce uczniów z niesamowicie zadowolonymi minami - złapali Cię, o Wiedźmo, czy to stos? Uczucie niebezpieczeństwa przeminęło wraz z kolejnym błyskiem i zaklęciem, które już potoczyło się w twoim kierunku, a które odbiłaś na Protego, chcąc cofnąć bardziej w tył - nieomal wpadłaś do fontanny, w której teraz zalegał tylko śnieg, na szczęście tylko przysiadłaś na lodowatym kamieniu i pomimo bólu nogi podniosłaś znów, szybko, rezygnując z kontaktu z rzeczywistością - na nowo przybrałaś swoje skrzydła i otoczyłaś się bańką, przez którą ledwo co przenikały te rozbawione śmiechy...
Moarte znów zaśpiewał - tym razem nie było to smutne, nie było poirytowane - tym razem było to wyzwanie, kiedy znów, zlewając się z niebem i roznosząc w eterze dźwięk dwóch, niewielkich dzwoneczków doczepionych na czerwonej wstążce do jego nogi, szybował nad głowami zebranych, uważnie obserwując.
- Kyohei... - Wyszeptała, wpatrując się w plecy tego, który nagle ją zasłonił - i tak pryskała ledwo co zbudowana bańka, docierały uczucia, przedziwne, których nazwać nie potrafiła, a które wyjawiały się w tym krótkim słowie, w brzmieniu jego imienia przez nią wypowiedzianego całą gamą emocji - oto i Czarny Anioł wyłonił się z Otchłani, oto jest - Rycerz... a to zwalało cię z nóg.
Blondyn uniósł wysoko brwi ze zdziwienia i aż cofnął się o krok, zaskoczony nagłym pojawieniem się osoby drugiej, której bynajmniej nie spodziewał się zastać stającej w obronie Śnieżnej Wiedźmy.
- Ooo, proszę bardzo... Nawiedzona Wiedźmulka ma swojego fagasa. - Zakpił, uśmiechając się paskudnie.
- Fagas! Przeciętny śmiertelnik zerwany ze smyczy jak wściekły pies nie ma prawa tak o nim mówić! - Był w tym głosie mróz, którego trudno się było spodziewać po delikatnym głosie, jakim zawsze Kyoheia obdarzyła i była w nim złość - zaplotła pewniej palce wokół różdżki, chociaż nadal drżała, nie mając pewności w rzuceniu czarów.
Tak - oto jest siła i ulga w jednym, która rozbijała bańkę, w pierwszej chwili zwalającej z nóg przez napływ nowego powietrza, a potem zakładająca zbroję na drobne ciało i rozkładająco szerokie skrzydła, wydawałoby się takie kruche...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyohei Takano
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 3:04 am

Kyo wydawał się kompletnie nie przejmować tymi obelgami, chociaż tak naprawdę gdzieś tam głęboko tylko podburzały go do wyciągnięcia różdżki. Co z resztą i tak uczynił po chwilce. Kiedy Neve wyraźnie się zdenerwowała chłopak poczuł jak po jego karku przechodzą aż zimne dreszcze. Jeszcze nigdy nie słyszał z jej gardła takiego głosu. Był zupełnie inny niż ten który on znał.
-Jeżeli tak bardzo macie ochotę walczyć to wybierzcie godnego przeciwnika, a nie kobietę- Nic chłopaka nie potrafiło tak rozwścieczyć jak fakt, że jakiś niegodziwiec miał odwagę podnieść na kobietę swoją rękę.
-Więc... powtórzę jeszcze raz. Macie szanse po prostu skończyć bez szwanku. Nie mam ochoty na spory. Więc przeproście ją i po prostu zapomnijmy o całej sprawie- Cóż jeżeli trzeba będzie to zacznie walczyć, ale tak naprawdę jakoś kompletnie mu się to nie widziało. Nie był już taki narwany, że rzucał się z różdżką na każdego... chociaż nadal było go naprawdę łatwo zdenerwować, a w tej chwili to nie był najlepszy moment aby to robić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 3:21 am

Serce Białowłosej na nowo skuł lód, który zamieniał jej oczy w diamentowe ostrze, które przecinało na wskroś, napełniając powietrze wokół niej mrozem, by wreszcie ukazać, dlaczego ta czarownica nosiła takie, a nie inne miano - wystarczył bodziec w postaci obrażenia tego, którego naznaczyła swym Rycerzem i  proszę bardzo, drobna dziewczynka o drobny, ciele, która gdyby miała talent do czarów, byłaby... nazbyt przerażająca. Jednak kto mógł wiedzieć, że było niewiele zaklęć, których się nauczyła i i tak przyszło jej to z ogromnym trudem i poświęceniem? Tym nie mniej nie była głupia, widziała przed sobą sześciu chłopaków, którzy już wyciągali swe różdżki, a pobłażliwy wyraz twarzy blondyna nie wskazywał na to, że mieliby się wycofać... Wysunęła się zza Kyoheia i opuściła swoją, wykonując dworski ukłon z pochyloną głową.
- Żałuję, iż moje kuzynostwo czymś wam zawiniło... Tym nie mniej nie usprawiedliwia to waszej ofensywnej postawy niezgodną z przyjętymi normami behawioralnymi i moralnymi. - Ukłon, choć przedłużała go, zakończył jej wyprostowaniem się i ponownym przejechaniu spojrzeniem po twarzach ich wszystkich - duma, ach! - jaka ona potrafiła być zgubna... I gdyby Kyohei się nie pojawił, zapewne nawet by ich nie przepraszała, tym nie mniej nie chciała, żeby chłopak miał przez nią kłopoty. To nie bajka, w której Rycerz pokonuje wszystkie zły potwory sam. A i Neve była... specyficzną Księżniczką, której aktualna postawa, spojrzenie i ton głosu sprawiał, że człowiek dziwił się, iż jej czoła nie zdobi diadem Królowej Śniegu.
Blondyn na chwilę zrobił dziwne spojrzenie, najwyraźniej próbując zrozumieć, co w ogóle zostało do niego powiedziane w plątaninie dziwnych i obcych słów, które przy irytacji, jakie w Neve wezbrało, zabarwione było akcentem z jej kraju, którego nie potrafiła teraz ukryć i nawet się nie starała mówić płynną angielszczyzną, jeszcze bardziej tylko wyostrzając słowa. Autorytet - to zawsze było coś, co powodowało spadek morali...
- Co Wy tu pieprzycie..! - Wrzasnął w końcu i zrobił ten pierwszy krok, wycelowując w tą dwójkę różdżką. - Bombarda! - Wrzasnął, a za nim posypały się następne.
Białowłosa nie miała dobrego refleksu, nie miała żadnego doświadczenia w pojedynkach - zdołała tylko odwrócić twarz i zamknąć oczy, kiedy wybuch trafił pod ich nogi i wzniosła różdżkę, by osłonić ich tarczą przed następnymi, kiedy siła wybuchu posłała obu do tyłu, na mur fontanny.


Ostatnio zmieniony przez Neve Collins dnia Wto Lis 25, 2014 3:36 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyohei Takano
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 3:34 am

Chłopak już otwierał usta aby coś im odpowiedzieć, jednak przeszkodziła mu dziewczyna. Z każdym kolejnym jej słowem chłopak robił coraz to bardziej zdziwioną minę... aż w końcu z jego gardła wydobyło się krótkie.
-Hę...- Najwidoczniej nie tylko ślizgon nie zrozumiał co dziewczyna do niego mówiła. Kyo... cóż on posługiwał się prostym słownictwem które każdy zrozumie. Przez to, że stracił na chwilę czujność musiał zapłacić. Poczuł jak nagle odrywają mu się nogi od ziemi. Dobrze, że w ostatniej chwili chwycił Neve za przedramię na skutek czego to on walnął plecami o filar fontanny, a dziewczyna miała całkiem miękkie lądowanie. Zamroczyło go na chwilę, i wydawało się, że już powoli odpływa, jednak pokręcił lekko głową aby odzyskać ostrość widzenia.
-Chyba wyszedłem z wprawy- Wyszeptał i uśmiechnął się kącikiem ust. Plecy bolały go niemiłosiernie, ale mimo to wstał z ziemi i wycelował różdżkę prosto w głównego sprawcę tego całego zamieszania.
-Drętwota- Zaklęcie poszybowało w jego kierunku, ale pech chciał, że ślizgon zrobił unik w ostatniej chwili przez co zaklęcie rozbiło się o grubą warstwę śniegu. Kyo nigdy nie był zbyt dobry jeżeli chodzi o pojedynkowanie się. Zdecydowanie lepiej wychodziła mu walka wręcz.
-Petrificus Totalus- Poszybowało jedno zaklęcie w kierunku koleżki ślizgona, ale niestety zostało skutecznie zablokowane.
-Szlag...- Mruknął pod nosem ściskając pewniej swoją różdżkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 3:57 am

Nie odważę się pisnąć, żeś nie zrobiła tego specjalnie - premedytacja była wymierzona w tych, w których oczach nie dostrzegałaś ani cienia rozsądku ni mądrości - twój Jastrząb, latający ponad wami, miał o wiele więcej w głowie, niż ci tutaj stojący - takimi się brzydziłaś, nimi właśnie pogardzałaś i wtedy trucizna płynęła w twych żyłach, pod zamarzniętą skórą, gotowa wczepić się w każdego, w kogo wbijesz swoje pazury, odkrywając tą stronę, która nie była jasnością - była czystym mrokiem, który nie posiadał skrupułów, poprzeczek moralnych, którą omijało prawo, nadal tak samo ulotna, nadal tak samo nieosiągalna - Anielica Zagłady, która zaciska dłoń na gardzieli tych, którzy weszli w jej drogę... którzy ośmielili się unieść na Jej Herolda, Jej Rycerza...
Bezwładnie niczym laleczka poleciała na Kyoheia, chowając się w jego ramionach, bo jakie inne wyjście było? Wybuch wyciszył wszystko wokół - ledwo co resztki odgłosów przebijały się do twojej świadomości przez wszechobecny pisk dźwięczący w uszach - nabrałaś głębszego oddechu i zamrugałaś parę razy, nie mogąc złapać kontaktu z rzeczywistością - czułaś tylko miękkie objęcia, to, jak lot się zatrzymał, a ty obiłaś się o czyjeś ciało, lądując w tych ramionach lekko jak ptak - w czasie jak on się pozbierał, ona nadal trwała oszołomiona, porażona ilością barw, odgłosów, zamieszania, faktu, jak bolało kolano i jak ciężko było złapać wdech, faktu, że ktoś wymierzył przeciwko niej zaklęcie - to był największy szok. Nikt dotąd nie odważył się nawet jej obrazić, co dopiero mówiąc o wymierzeniu w nią różdżkę..!
- To jest.. straszne... - Wyszeptała, choć bardziej sama do siebie, niż konkretnie do tego, kto ją przed bolesnym upadkiem uchronił, czego nawet w pierwszej chwili nie zarejestrowała.
Ktoś złapał ją za nadgarstek, w którym dzierżyła różdżkę podtrzymującą tarczę i odciągnął na bok, wyrywając z bezpiecznego ramienia Azjaty - krzyknęła krótko, szorując kolanami po śniegu i pod wpływem siły uścisku puściła różdżkę.
Dwie drętwoty poleciały w stronę Kyoheia.
- Tak to się kończy, kiedy bezwartościowe śmiecie wplątują się w sprawy go nie dotyczące! - Warknął blondyn, który złapał Neve tak, by uniemożliwić jej ucieczkę - dziewczę zaczęło się rzucać, walcząc jak prawdziwa lwica, ale nic jej to nie dało - siła charakteru siłą charakteru, jednak nie była ona w stanie polepszyć drobnej, chorowitego w dodatku ciała...
- Tylko Ty tu jesteś śmieciem! - Wykrzyczała ze złością. - I twoja banda wściekłych kundli!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyohei Takano
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 4:11 am

Kyo był w stanie uniknąć jednego zaklęcia, ale nie dwóch na raz. Teraz żałował, że nie uważał na zajęciach z wyczarowywania tarczy. Na szczęście jedna drętwota śmignęła mu koło ucha, ale druga trafiła mu prosto w plecy. Chłopak wylądował na śniegu czując jak te mroźne płatki sprawiają, że jego policzki zaczynały go piec.
Usłyszał głos dziewczyny. Jakoś dźwignął się z ziemi chwytając pewniej swoją różdżkę. Usiłował wycelować w chłopaka, ale było to stosunkowo ryzykowne. W końcu w każdej chwili mógł się nią zasłonić. Kyo w sumie został postawiony pod ścianą. Chyba pierwszy raz zaczął się modlić o to aby jakiś nauczyciel się zjawił. Aby w końcu zrobił to co do niego należy.
-Expelliarmus- Rzucił w kierunku chłopaka który aktualnie przetrzymywał dziewczynę, ale zaklęcie zmieniło trajektorię lotu na skutek upadku Kyo który był spowodowany przygnieceniem przez dwójkę innych chłopaków, wyrwali mu różdżkę z ręki obezwładniając go tym samym. . Jeden skrępował mu ręcę a pozostali po prostu rzucali na niego przeróżne zaklęcia które do miłych zdecydowanie nie należały. Nie trzeba wcale używać zaklęć niewybaczalnych aby zmaltretować człowieka. Kyo próbował się wyrwać w przerwach między zaklęciami, ale im bardziej on się szamotał tym częściej obrywał. W końcu poczuł jak ktoś uderza go pięścią w twarz. Wylądował chyba na ziemi, na zimnym śniegu. Z różnych strony dochodziły do niego jakieś śmiechy... tak chyba to były śmiechy. Chciał wstać, ale nie mógł. Po prostu sił mu zbrakło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 4:27 am

- To boli..! To boli..! - Chłopak złapał ją w pół, po czym wykręcił jej ręce, zmuszając ją, by opadła na kolana - nogi się ugięły, bezwolnie, lecz chciały uciec od bólu, który w tak dużej dawce był czymś kompletnie nowym - jak to wszystko wokół, wybuchy, nienaturalnie wzburzany śnieg... Tak oto jedna łza po raz pierwszy spłynęła po policzku dumnej Księżniczki, zmuszonej szarpnięciem za włosy do spojrzenia na Kyoheia - tak, tego samego, który wplątał się w coś, co go nie dotyczyło - i po co? Może nic wielkiego by się nie stało, może by Ci odpuścili i zostawili w spokoju po odkryciu, że nie jesteś żadną przeciwniczką w zaklęciach...
- Zostawcie go! Kyohei..! - Wyrwała się do przodu, chcąc uwolnić, ale próżne to były wysiłki - tylko dzięki adrenalinie krążącej w żyłach nie opadła jeszcze zupełnie z sił, gnana tą samą potrzebą, dla której sam Kyohei tutaj przybył. - Przestańcie! - Królowo, to nie są twoi poddani, oni nie wiedzą, gdzie są granice - patrz i podziwiaj, do czego doprowadziłaś, a przecież to On miał tutaj być Czarnym Kotem, który niósł nieszczęście, nie Ty. Losie, cóż Ty masz w planie, czemu tak mącisz jezioro, które miało stać się ostoją i zapewnić spokój odmierzany łyżeczką w tym nieprzerwanym paśmie wydarzeń? Podskakiwałaś za każdym razem, kiedy twarz chłopaka wykrzywiała się w bólu, jakbyś doświadczała go razem z nim, aż w końcu upadł na ziemię - dwóch Ślizgonów obdarzyło go jeszcze paroma kopniakami, a Ty poczułaś, jak twoje ręce uwalniają się z miażdżącego uścisku, odrętwiałe - nawet nie próbowałaś wstawać - na kolanach, nie przejmując się teraz, w jakim stanie są, podczołgałaś się do Kyoheia, klękając przy nim i wyciągając ku niemu swoje dłonie, lekko muskając jego ramię, lekko przejeżdżając nimi po jego włosach, nie słysząc już nawet, co odchodzący do siebie mówili.
- Przepraszam, przepraszam Kyohei... - Twarz okalana bólem, smutkiem, przeprosinami, znów ten łagodny głos, który brzmiał tak, jakby płakała... ach, płakała, łzy cicho sunęły po jej policzkach, kiedy wreszcie ujęła jego głowę i przysunęła się, by ułożyć ją sobie na kolanach. - Tak bardzo mi przykro... - Pochyliła się, zamykając go w łagodnym objęciu, przykładając wargi do jego czoła...
Słona, ciepła kropla spadła z czubka jej nosa na policzek chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyohei Takano
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 8:42 am

Jakieś dźwięki do niego dochodziły, ale były one tak bardzo daleko przez co nie mógł zrozumieć o co chodziło. Ktoś krzyczał jego imię, to usłyszał naprawdę dobrze. Jego ręka poruszyła się lekko chcąc wykonać jakiś ruch, ale niestety zmęczone mięśnie kompletnie odmówiły jakiej kolwiek dalszej współpracy. Dlatego też chłopak się poddał i nie próbował już na siłę się ruszyć.
Po chwilce jak by wszystko wracało. Ten mroźny dzień, ale jednocześnie wrócił ból który przeszywał jego mięśnie. Pomimo tego, że jego ciałem co chwila wstrząsały dreszcze zimna czuł, że ktoś próbuje go ogrzać. Poruszył się delikatnie kiedy jedna mokra kropla spadła na jego policzek. Już wiedział kto otoczył go taką troską. Wyciągnął powoli swoją rękę w kierunku twarzy dziewczyny i otarł delikatnie kilka samotnych łez.
-N...nie przesadzaj... b...by- Urwał bo siły go ponownie opuściły na chwilę. Dawno już nie był w takiej sytuacji, przez co odzwyczaił swoje ciało od jakiś urazów.
-Bywało gorzej...- Dokończył lekko zachrypniętym głosem. Czuł jak policzek na który przyjął cios zaczął go szczypać a ze świeżo zrobionej rany wydobywały się kropelki krwi.
-Niech ja dorwę tych...- W ostatniej chwili ugryzł się język bo w końcu był przy kobiecie... nie wypada rzucać mięsem. Odsunął się trochę od niej a przynajmniej próbował, bo po chwilce ponownie zobaczył mroczki przed oczami które skutkowały tym, że wylądował ponownie w ramionach dziewczyny.
-Przepraszam... nie chciałem aby coś c się stało. Poszedłem za bardzo na żywioł- W sumie co on sobie myślał, że wpadnie i rozwali ich wszystkich. Przecież wynik tej rozgrywki był wiadomy za nim potyczka w ogóle się zaczęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 9:34 am

Adrenalina opuszczała jej ciało, sprawiając, że dopiero teraz zaczynała sama odczuwać nieprzyjemne pieczenie i ból tam, gdzie powstaną zapewne siniaki - nie miała ochoty się ruszać, starając się ukryć chłopaka w swoich lichych objęciach, chociaż jak nikt wiedziała dobrze, że musi poszukać różdżki i zaleczyć jego rany - można było dziękować za szczęście w nieszczęściu, że Ślizgoni nie użyli żadnych czarnomagicznych zaklęć, które mogłyby doprowadzić stan Kyoheia do momentu zagrożenia życia - wiedziała, że jest silny, że sobie poradzi, że ma chwilę czasu, by poczekać przy nim, zanim się ocknie, nie mogła go przecież zostawić tak samego...
Wszak pięknym musiało być otwierać oczy i widzieć nad sobą Anioła, czyż nie?
- Ale wtedy nie było mnie z tobą! - Chciała go też ochronić, tylko że jej sposoby chronienia wymykały się daleko poza normy nawet te, które Kyohei wyznawał, wywodząc się z ponurego świata buntu i bojkotu, bo nie mogła chronić ni czarami, ni własną siłą. - Na miano Wiedźmy jakim mnie obdarzono przeklinam ich brudne żywota... - Ścisnęło się jej gardło, znów ten gniew, który wstrząsał nią, a w którym nie dało się wyczuć świadectwa porażki, jaką przecież oboje ponieśli - lecz to nic, każdy dobry przywódca wiedział, że czasem trzeba przegrać bitwę, żeby wygrać wojnę. Jedna porażka nie świadczyła o niczym - mogła jedynie wroga spisać na straty.
- Dziękuję Ci... Nie wiem jakby to się skończyło, gdybyś nie przyszedł... - Pogładziła go po włosach, unosząc się, żeby oddać mu przestrzeń. - Aleś i tak niemądry! Nie możesz się tak narażać, to boli bardziej, niż prawdziwe rany! - Uniosła głowę do siedzącego na szczycie fontanny ptaka, który zaraz z niej zleciał, przynosząc jej różdżkę, do którego przemówiła kilka gniewnych słów w ojczystym języku, odpędzając go.
- Przegrana walka nic nie znaczy... Nie pozwolę nikomu Cię krzywdzić. - Znowu ten dziwnie zimny ton, który wkradał weń zupełnie inną osobę - cały świat zatrzymywał się w bezruchu, wysłuchując tego, co niknęło w eterze, co wydawało się jedynie ulotnym mgnieniem, snem, nad którym potem się zastanawiamy, czy to był wytwór wyobraźni, czy słowa te padły w rzeczywistości - lecz zapytać nie wypada, bo okazuje się, że wolimy żyć w tym wypadku w niewiedzy...
- Dasz radę wstać..? - O, znów ten delikatny, znów ten łagodny. - Potrafię wyleczyć takie obrażenia, ale potrzebuję czasu... Zmarzniesz... - Kto tu dbał o kogo - taka drobna laleczka, niby z porcelany, hęę..? Wątpliwe, by choć połowa kobiet zachowywała się tak jak ona, wątpliwe, żeby przynajmniej połowa nie próbowała krzyczeć albo uciekać, kiedy ktoś by próbował je napastować, a nie mierzyć się z przeciwnikiem w obronie swego honoru i tego, kto przybył im na ratunek - tak, zdecydowanie Neve nie była prostym stworzonkiem...
I zdecydowanie jej druga strona była przerażająca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyohei Takano
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 25, 2014 12:09 pm

-A co... miałem niby stać z boku i udawać, że nic nie widzę. Doskonale wiesz, że to nie był bym ja. Po za tym jak zobaczyłem ciebie i ich... to jakoś sam zareagowałem. Nie myślałem za wiele- Cóż bał się o nią, że ktoś mógł by ją skrzywdzić. Kiedy ta się odsunęła chłopak poczuł na swojej twarzy mroźny powiew wzdrygnął się lekko, jednak stosunkowo szybko się do tego mrozu przyzwyczaił.
-Wiem o tym- Wyszeptał i pogładził delikatnie jej policzek wbijając swoje brązowe tęczówki w jej fiołki.
-Ale nie możesz ryzykować swoim bezpieczeństwem. Powinnaś była nawiać kiedy miałaś taką okazję- Oczywiście doceniał to co ona zrobiła, ale nie zmieniało to jednak faktu, że Kyo bał się o nią jeszcze bardziej.
-Chyba jakoś dam...- Mruknął i dźwignął się powoli stękając przy tym cicho. Chwycił się jedną ręką za plecy które wręcz krzyknęły bólem kiedy tylko próbował się wyprostować. Ciężko było mu zachować pion, ale wbił nogi w śnieg przez co było to łatwiejsze.
-Najpierw sama siebie wylecz... mną się nie przejmuj. Gorsze rany się miało, i jakoś się wychodziło- Powiedział i uśmiechnął się do niej krzywo, chociaż ten uśmiech był tak bardzo wymuszony, że z daleka to było widać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Lis 26, 2014 12:10 am

Skinęła głową, chociaż nie pomyślała zupełnie, czy Kyohei to dostrzeże, czy nie - gama uczuć mocno w niej tańczyła, ale jedna dominowała - ta, która sprawiała, że po jej policzkach nadal płynęły łzy, ta, która sprawiała, że drżała, straciwszy do reszty adrenalinę, która pozwalała jej chować się za swoją zbroją i potęgą skrzydeł, a która teraz poodpadała - powoli, powolutku, docierało do niej, co w ogóle się stało, a jej umysł nie potrafił sobie za dobrze z tym poradzić i uwierzyć, że coś takiego miało miejsce - ale przecież oto są tutaj, na pustym dziedzińcu, oprószeni śniegiem, zziębnięci i obolali.
- Dlatego bardzo dziękuję... - Jego zjawienie ocknęło ją, dodało jej sił, dodało jej pewności siebie, która z niedowierzania zupełnie ją opuściła, czyniąc tą sytuację zbyt abstrakcyjną, by wzbudzała jakiekolwiek potrzeby bronienia się. Strach pewnie by ją pożarł w końcu w całości, doświadczając ją mocno i pokazując, jak nic nie warta jest poza bezpiecznymi murami zamku. Gdyby się Kyohei nie pojawił... naprawdę nie byłoby za ciekawie.
- Wykazałabym się tchórzostwem i zhańbiłabym swe imię... - Wyszeptała, ściągając ramiona z jego barków, kiedy zaczął się podnosić, podczas gdy ona wciąż siedziała na lodowatej ziemi. - Jak mogłabym cię zostawić? Co byłaby ze mnie za Księżna Śniegu, gdybym zostawiła kogoś tak drogocennego mojemu sercu? - Zapewne jedyna prawidłowa, ta, która przez zmrożone serce gra ludźmi i rozstawia ich na swojej szachownicy, jak zechce - tego była nauczona, to uznawała za jedyną właściwą prawdę i jedyne właściwe postępowanie, tym nie mniej... chociaż, przekładając wszystko na jej wartości, wszyscy wokół niej byli w jakimś stopniu tymi poddanymi, to Kyohei... On był jak Szara Eminencja, którą Królowa przyjęła chętnie na dwór i chciała zawsze trzymać w ramionach, by czuć, jak bije jej serce - jedyny bodziec, który ją uczłowieczał.
- Dobrze. - Zaczęła się powoli podnosić i objęła się rękoma - zawsze kochała zimę, kochała zimno, ale teraz... teraz ten chłód przenikał ją całą - jednak w końcu odważyła się podnieść wzrok na Kyoheia... i wyciągnęła do niego dłoń. Drżała coraz bardziej, im więcej faktów do jej głowy docierało, tym mocniej chciało jej się płakać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyohei Takano
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Lis 26, 2014 12:28 am

Puchon widział jak dziewczyna drży a do jej oczy napływały coraz to nowsze łzy. Kiedy te krople spływały po jej policzkach serce chłopaka aż krzyczało sprawiając, że brązowe tęczówki puchona nie mogły na to patrzeć. Chwycił delikatnie dziewczynę za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Objął ją ramionami dając jej trochę ciepła. Jako, ze był wyższy Neve mogła poczuć bicie jego serca które powoli wracało do normalnego rytmu.
-Już po wszystkim. Obiecuję ci, że nie będziesz się więcej bała. A jeżeli ktoś tylko będzie chciał wzbudzić w tobie ten strach, ja szybko pojawię się i po prostu osłonię cię...- Oparł swoją głowę o jej ramię. Tak naprawdę nie mógł jej zaoferować jakiejś wielkiej ochrony. Jedyne co mógł tej śnieżynce podarować to tylko siebie samego. Może i nie było to za dużo, bo na pewno otrzymywała znacznie piękniejsze i drogocenne dary, ale był szczery.
Mogła poczuć jak ręce chłopaka delikatnie zaciskają się na jej plecach. Ona była tą osobą która podała mu rękę i podniosła, a potem wskazała mu dyskretnie właściwą drogę. I niby odeszła swoją drogą, nie zmieniało to faktu, że chłopak cały czas czuł jej obecność.
-Dziękuję...- Wyszeptał po chwilce milczenia nie puszczając jej, pocierał lekko jej ramiona aby ją rozgrzać.
-Za wszystko... za to, że jesteś... tu, przy mnie- Podziękowania z ust chłopaka były naprawdę czymś bardzo rzadkim. Tylko nieliczne osoby mogły to usłyszeć, a Neve w tej chwili zaliczała się do tych szczęśliwców, chociaż wydawało się, że od pierwszego spotkania zajęła miejsce w pierwszym rzędzie, ale nie jako widz. Była jego suflerem który podpowiadał mu co ma dalej mówić, albo robić gdyby chociaż na chwilę zapomniał kim jest i którą ścieżką miał iść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Fontanna   

Powrót do góry Go down
 
Fontanna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 10Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Zamarznięta fontanna na środku parku
» Fontanna
» Fontanna Życia
» Fontanna Kupidyna
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart [schowany na czas wakacji] :: Tereny zamkowe :: II piętro :: Dziedziniec
-