Share
Go down

Schody na błonia

on Pon Wrz 02, 2013 1:37 pm
First topic message reminder :

Stare, kamienne, tu i ówdzie poszczerbione schodki prowadzące wprost na błonia. Niby nic szczególnego, a jednak przyjemnie zatrzymać się chociaż w połowie i obserwować piękne widoki.

Re: Schody na błonia

on Wto Lis 01, 2016 8:02 pm
Szybko połknął miąższ owocu i wyrzucił gdzieś w trawę skórkę banana. Wysokie źdźbła przykryły dowód zaśmiecania okolicznych terenów. Chociaż wszelkie owady, jak również bakterie, się nie obrażą.
- Masz tego więcej? - zapytał jeszcze z pełną buzią. Evan Rosier wyglądający jak chomik - policzki pełne od przeżuwanego pokarmu. Niezapomniany widok. Spojrzał w dół i dostrzegł jeszcze kilka żółtych, wykrzywionych bananów. Podciągnął spodnie i przysiadł na kamiennym schodku.
- Teraz już nigdzie - odparł i wzruszył lekceważąco ramionami. Jeszcze przeżuwał banana, gdy zaczął siłować się z owocem, który uparcie trzymał się całej kiści.
Oczywiście, że nie pytał o pozwolenie. Widział tylko czubek swojego nosa i jak każdy uczeń Slytherinu wiedział, co mu się należy - w tym przypadku banan. W końcu był głodny. Jak idiota nie wybrał się na obiad jeszcze przed werblami w swoim żołądku, który teraz dopominał się jego uzupełnienia.
Wypadło na banany.
- Nie poszłaś na obiad - stwierdził błyskotliwie. - Tym i tak się nie najemy. - Geniusz. Nawet jedno się nie naje, skoro postanowił jej podkraść drugą sztukę owocu. Uszkodził skórkę i trochę pogniótł w swojej łapie. Ale oderwał i szybko wziął wielki gryz.
- Hm - mruknął oglądając żółtawy miąższ już obrany ze skórki. Jego brew drgnęła. Może smaki mu się zmieniły, skoro ta paćka mu smakowała.
Hm, chyba pomimo głodu miał wyjątkowy dobry humor. Może za sprawą banana.
Na pewno przez banana.


"Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow,
Creeps in this petty pace from day to day...
"

Re: Schody na błonia

on Sro Lis 02, 2016 8:31 pm
Westchnęła i oparła się plecami o schodek, a po chwili nastawiła twarz do słońca przymykając oczy. Nie lubiła lata, ale humor jej dopisywał, więc złośliwe promyki przekradające się na błonia nie irytowały jej tak jak zwykle. No, może Rosier trochę psuł jej nastrój, ale mimo wszystko jego widok z wypchanymi policzkami odrobinę rekompensował irytujący charakter. Uśmiechnęła się patrząc na starszego Ślizgona, a potem płynnie przeniosła wzrok na białe chmury wędrujące po niebie w zatrważająco szybkim tempie. Po raz kolejny dotarło do niej, że ludzie, którzy jedzą wydają się być o stokroć mniej inteligentnymi. Na przykład taki właśnie Rosier - z wypchanymi bananem policzkami wyglądał jak przygłup, a jego obraz pogarszał jeszcze fakt, że pochłaniał owoc w zbyt szybkim tempie.
- Ty też - odparła spokojnie i zerknęła w jego stronę, a po chwili za jego przykładem rzuciła gdzieś w przestrzeń skórkę od banana. Zawsze ją ciekawiło czy faktycznie dało się na niej poślizgnąć, ale nigdy nie miała na tyle odwagi i głupoty, aby to sprawdzić. Z resztą do tego potrzeba by było wielu badań w przeróżnych warunkach. Musiałaby przetestować każdy rodzaj powierzchni, a pewnie dodatkowym czynnikiem byłby ciężar danego królika doświadczalnego i wszelkie inne okoliczności przyrody. Ale może dostałaby za to jakiś Order Merlina i miałaby z głowy pracę na dość długi czas... Salazarze, jakież to było irracjonalne! Order Merlina trzeciej klasy za badania dotyczące prawdopodobieństwa poślizgnięcia się na skórce od banana. Mogła pogratulować sobie kreatywności.
Na ziemie ściągnął ją znowu Rosier.
- Porcja była przewidziana dla jednej osoby, która jest trochę drobniejsza od ciebie - stwierdziła obojętnie, właściwie nie przejmując się potrzebą przetrwania do kolacji. Zawsze przecież mogła molestować dzieci, żeby dały jej słodycze. W końcu one zawsze miały jakieś jedzenie.

Re: Schody na błonia

on Sro Lis 02, 2016 8:44 pm
Mlaskał idiotycznie i wyglądał jak stuprocentowy przygłup - czyli tak, jak wyglądał zwykle, lecz teraz nie wydawał się ani trochę groźny. Kompletnie nie przejmował się swoim wizerunkiem przed Ślizgonką, lecz pewnie tylko dlatego pozwalał sobie na komiczne zachowanie. Obcej osobie prędzej zabrałby całą kiść i udał się w cichy zakątek. Jeśli okradziony odważyłby się protestować, to dostałby zaklęciem prosto w twarz. Nie sprawiałby już problemu. Zamiast tego dosiadł się do młodszej od siebie dziewczyny i nękał swoim nieciekawym towarzystwem.
- Widziałem, że ktoś tutaj będzie siedział z bananami - odparł wzruszając bananami. Jeszcze trochę i zdecyduje się pójść na wróżbiarstwo, skoro jest tak świetnym wróżbitą. Jeśli nie ona, to po drodze pewnie kto inny piknikowałby w tak ładną pogodę. Chociaż tego osobnika oślepiające słońce drażniło, to wciąż siedział rozwalony na kamiennych stopniach. Drugą sztukę owocu jadł już wolniej i nie hamował się przed głośnym przeżuwaniem pokarmu.
Trudno uwierzyć, że ma na nazwisko "Rosier".
- Będziesz musiała przynieść więcej.
Nie, to na pewno Rosier.


"Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow,
Creeps in this petty pace from day to day...
"

Re: Schody na błonia

on Nie Lis 06, 2016 5:39 pm
Spojrzała na niego krzywiąc się nieznacznie. Jadł zupełnie jakby był świnką, a nie arystokratycznym czarodziejem, co poniekąd ją zdziwiło. U niej w domu przykładano wielką uwagę do tego, żeby zachowywała się jak należy, a przecież od Burke'ów wcale nie tak daleko do Rosierów, oczywiście w kwestii powiązań rodzinnych.
- I tak jeszcze daleko Ci do tej wariatki Trelawney - burknęła i spojrzała na niego wciąż skrzywiona. Nie miała ochoty siedzieć obok niego ani chwili dłużej, ale najwyraźniej nie zanosiło się na to, żeby Ślizgon miał odejść. Właśnie rozwalił się na schodku obok niej, więc jedynie przewróciła oczami.
- Wybacz, skarbie, ale ani mi się śni. - Stwierdziła beznamiętnie i wstała ze schodów, zanim sens słów zdążyłby do niego dotrzeć. Nie oglądając się za siebie i ruszyła w kierunku zamku, chcąc zamknąć się w dormitorium z dala od jakichkolwiek ludzi. Miała nadzieję, że nikt nie będzie jej truł tyłka.

[zt]

Re: Schody na błonia

on Pon Lis 07, 2016 10:22 pm
Wzruszył ramionami na odejście dziewczyny. Bez towarzystwa było mu lepiej i kradziony banan również smakował znacznie lepiej. Swobodnie sobie mlaskał, w ogóle nie dbając o to, że ktoś może zobaczyć strasznego Rosiera, gdy je jak świnia. Czasami na chwilę zatrzymywał kawałek w ustach, aby ten się sam rozpłynął. Tak. Bez tej dziewuchy banan smakował, jakby był rajskim owocem. I nie przeszkadzał mu fakt, że podobno na żółtej skórce tego owocu można się poślizgnąć. Kolejną wyrzucił w wysoką trawę. Miała tam gnić i czekać, aż jakiś idiota w nią wdepnie i straci równowagę.
Banany miały w sobie coś takiego, że nawet temu wariatowi poprawiły humor. Chociaż na chwilę wydawał się być zupełnie kimś innym - po prostu niestrasznym idiotą. A widziała to tylko jedna osoba.
Pozostał sam rozwalony na schodach i wpatrywał się w dal. Stopniowo ten dobry nastrój ustępował chłodnej obojętności wymieszanej z szaleńczą wściekłością. Cały świat mógł zapomnieć o wesołym Rosierze wraz z ostatnim kęsem banana.

z/t


"Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow,
Creeps in this petty pace from day to day...
"
Sponsored content

Re: Schody na błonia

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach