Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Bar u Joego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Bar u Joego   Sro Paź 11, 2017 2:52 pm

Stojący przy jednej z bocznych uliczek, tuż obok nieużywanego w celach sportowych boiska lokal posiada wnętrze, w którym trudno dopatrzeć się czegoś ciekawego. Ot, speluna jakich pełno - wyłożona kaflami podłoga, kilka przykrytych wytartami ceratami stolików i parę krzeseł nie do pary... Do tego zepsuta szafa grająca w kącie i długi bar, z powstałymi na skutek wilgoci wybrzuszeniami. Z pewnością nie jest to miejsce, które wybiera się na miłe spotkanie z przyjaciółmi.
Cieszący się kiepską sławą przybytek utrzymuje się na rynku głównie dzięki wąskiej grupie stałych i mało wybrednych klientów, których charaktery doskonale współgra z obskurnym wnętrzem oraz postacią właściciela. Bezzębny Joe - bo tak zaszczytne miano nosi szef lokalu - wydaje się być jednak zadowolony z takiego stanu rzeczy. Nie zaprzątając sobie głowy kwestiami sanitarnymi, najwięcej uwagi poświęca, ekhm,  k s z t a ł t o w i  oferowanych wewnątrz usług.


Dzielnica mugolska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Bar u Joego   Sro Paź 11, 2017 3:15 pm

Alice Hughes, świeżo upieczona absolwentka Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, którą to szkołę ukończyła jako prefekt naczelna, w dodatku z całkiem niezłymi (jak przypuszczała) wynikami, nie przypuszczała, że przeszkodą na jej drodze do awansu zostanie zaschnięty ketchup. Ze zmarszczonym czołem i determinacją w oczach usiłowała sięgnąć palcami dna wąskiej sosjerki i zeskrobać część zbrązowiałego już ustrojstwa.
- A żeby cię tak... - zaczęła, i urwała w pół zdania, sama nie wiedząc czy chodziło jej o sos, czy szukającego oszczędności szefa. Wreszcie wsunęła naczynie do wypełnionego letnią wodą zlewu i sięgnęła po kolejne. Gdyby chociaż góra brudów po jej lewej stronie malała! Pewnie o wiele łatwiej byłoby znosić monotonną pracę, widząc jej postępy. Tymczasem jedyne co widziała to swoją bladą twarz, zniekształconą w odbiciach metalowych łyżeczek i rondli. Twarz, która z każdym dniem wydawała jej się starsza...
- Dzieciaku! Zostaw to i wio na salę! - Bezzębny Joe, jak nazywała szefa starsza część załogi i bardziej zaprzyjaźnieni klienci, wsunął czerwoną gębę przez wąskie okienko w ścianie i zaraz cofnął się ze wstrętnym rechotem. Nie siląc się odpowiedź, Hughes opłukała dłonie i z całej siły pacnęła szmatą o ziemię. Już przy drzwiach cofnęła się jednak, kierowana wyrzutami sumienia, i podniosła wilgotny materiał. Rzuciła go na stos obrusów, które leżały w kącie przynajmniej od dwóch tygodni i upewniając się, że tym razem nie przyczepiły jej się do włosów resztki sałaty, opuściła zaplecze.


_________________

Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ezechiel Yaxley
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Bar u Joego   Sro Paź 11, 2017 3:16 pm

Ezechiel Yaxley swoją edukację w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie zakończył z osiągnięciami wręczwybitnymi. Egzaminy zostały zdane śpiewająco, a drzwi różnorakich karier stanęły przed nim na oścież. Propozycje stażów przesypywały się falami przez jego pokój, a on... on miał lepsze rzeczy do roboty. I do oglądania.
Palce mężczyzny przebiegały po lśniącym, szmaragdowym materiale, który wręcz lał się na podłogę, taki był delikatny w swej materii. Na kozetce przed nim, a właściwie to pod nim, jawiła się teoretycznie zjawiskowo piękna niewiasta. Teoretycznie, bo dla bibliotekarza urodę miała oklepaną jak dupa pierwszej lepszej panny spod latarni. Znaczy typową i niezwykle ostatnimi czasu modną. W oczach Yaxleya więc była ona po prostu... tania i nie działała jak powinna. Mężczyzna jednak przesuwał dłonią po materiale dalej, w końcu opuszką palca dotykając sutka rysującego się pod tkaniną. Na twarzy kobiety pojawiło się nico zbyt głębokie uczucie błogości, a jej wybranek zsunął z jej ramion tkaninę, odsłaniając jędrne, młode piersi, po czym złapał w usta jedną z brodawek.
Ezechiel zmarszczył brwi i odłożył kawałek papieru dokładnie tam, gdzie go znalazł. Na chodnik przed wyjściem z klatki schodowej, jednocześnie bardzo starając się nie dziwić, że pornografia aż tak zadomowiła się w świecie czarodziejów, że komuś w ogóle chciało się to robić. A potem się teleportował.
Teleportował do ustronnego, bezpiecznego zaułka, z którego udał sie w kierunku mugolskiego pubu, gdzie podobno pracowała Alice Hughes. Sprężystym krokiem wszedł do środka, zajmując miejsce przy jednym ze stolików i potulnie czekając, aż ktoś, do tego bardzo konkretny ktoś, postanowi go obsłużyć.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Bar u Joego   Sro Paź 11, 2017 3:18 pm

- Wyprostuj się, Dzieciaku! - Bezzębny Joe klepnął Hughes w środek pleców, wytrącając jej tym samym z dłoni szklany kufel. Naczynie uderzyło o podłogę z dźwięcznym brzęknięciem. - Huhuhu, i kolejny napiweczek w plecy.
Alice nawet się nie odwróciła. Policzyła jedynie w myślach do pięciu i wyciągnęła spod lady szczotkę. Nie uszło jej uwadze, że Bezzębny z każdym swoim klepnięciem zapuszczał się coraz niżej. Ale czego mogła spodziewać się po człowieku, który na rozmowie kwalifikacyjnej bez ogródek poprosił, żeby wypychała sobie bluzkę chusteczkami? Kiedy kategorycznie odmówiła, kręcąc nosem zaproponował jej pracę na zapleczu, na sale wzywając ją tylko w nagłych wypadkach. Nie omieszkał przy okazji dać do zrozumienia, że traktuje to tylko jako chwilowe rozwiązanie, a pozostali pracownicy podśmiewali się, że czeka aż jego "Dzieciak" podrośnie. A "Dzieciak" pocieszał się tym, że w dniu kiedy łapa Joego zapuści się w okolice jej talii,cokolwiek co będzie miała w ręce, zapuści się w okolice jego nosa.
Gdy szklane skorupy znalazły się już w śmietniku, Alice chwyciła mały notesik i przewiesiła sobie przez rękę wiklinowy koszyk na brudne naczynia. Zmusiła się też do wątłego uśmiechu. Było to trudne, i nie chodziło nawet o parszywą sytuację, w której znalazła się bądź co bądź na własne życzenie. Arsenał zaklęć maskujących, którymi co rano traktowała bladą buzię już w Hogwarcie był w końcu całkiem spory - dziewczyna potrzebowała wielu prób, żeby wyćwiczyć możliwość kontrolowania tej niewidzialnej maski, i nawet jeśli nie robiła tego perfekcyjnie, udało jej się osłabić działanie czaru na niektórych obszarach. Kiedy zobaczyła jednak kto siedzi przy jednym ze stolików, miała wrażenie, że wszystkie jej starania wzięły w łeb. Przystanęła, bezskutecznie starając się wyłowić wzrokiem kogoś, kto mógłby obsłużyć felerny stolik za nią. A może Bezzębny nie zauważy, że znowu zniknęła na zapleczu? Przymknęła na chwilę powieki, starając się opanować. Ma tę moc...
- Witamy w barze "U Joego". Czym mogę służyć? - Wyklepała wyuczoną formułkę, stając przy stoliku Bibliotekarza i czując, że palą ją policzki. Uciekając od niego wzrokiem, skupiła się na swoim odbiciu w witrynie. Zaklęcia ciągle działały.
Wreszcie brązowe oczy, jeszcze nie tak dawno pełne złotych, ciepłych plamek, a ostatnio smętnie matowe, spoczęły na niespodziewanym kliencie. Alice nie wiedziała czy wolałaby się teraz śmiać czy płakać, a jeszcze bardziej irytował ją fakt, że kiedy tylko przyuważyła znajomą twarz, zaczęła skrobać w myślach rachunek sumienia.


_________________

Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ezechiel Yaxley
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Bar u Joego   Sro Paź 11, 2017 3:19 pm

Yaxley na prawdę nigdy nie potrafił zrozumieć wszelkich zagrań podobnego typu jak te, którymi Bezzębny Joe obdarowywał swoje pracownice. Tego typu zachowanie, zbyt poufałe i zboczone, jak na gust bibliotekarza, plasowały się gdzieś w okolicach 'jest to poza moją godnością' czy czymś takim. Nie znaczyło to jednak, że sam był niewinny niczym pierwsze promienie poranka czy jednorożec biegający po Zakazanym Lesie. Nie raz i nie dwa klepną dokładnie tam, gdzie powoli zmierzała ręka Bezzębnego Joe, ale miał w tym taką przewagę, że jego uzębienie prezentowało się godnie, twarz uznawana była za przystojną, a kiedy to robił był wciąż młody i dziewczyny, które padały jego ofiarą raczej się z tego cieszyły, jak ubolewały. Jego nastawienie ku temu nie znaczyło też, że miał zamiar w jakikolwiek sposób reagować.
Wręcz przeciwnie - bardzo dobrze się bawił ignorując odgłos tłuczonego szkła i składając barową serwetkę. Jeszcze raz i jeszcze drugi... chusteczka prztbrała kształt podwójnie złożonego trójkąta i cokolwiek miało z niej w przyszłości powstać - nie zapowiadało się na cokolwiek ładnego dla oka. Kiedy jednak właścicielka brązowych oczu dotarła wreszcie do stolika, przed bibliotekarzem leżał poskładany żuraw. Okej, trochę wymięty, ale wciąż pokazywał, że mężczyzna posiada jakieś umiejętności. No proszę; noe tylko mądry i przystojny, ale też posiadający zwinne palce. Kto by pomyślał.
Słysząc głos Hughes, wziął swoje dzieło do ręki, a potem złapał za jej dłoń z długopisikiem i umieścił w niej ptaszka.
- Jak będziesz miała tysiąc, to spełni się jedno twoje marzenie. - wymruczał, uśmiechając się do niej. Tak, uśmiechając. Co prawda nie radośnie, ale wciąż można było to traktować jako uśmiech właśnie, a nie jego cień. Najwidoczniej brak obowiązków bibliotekarza działał na niego dobrze.
- Chciałbym poprosić o chwilę twojego czasu. Właściwie to cały czas do końca zmiany. Muszę z Tobą porozmawiać, Hughes. - oznajmił, poważniejąc na ten moment. Widać było, że po to właśnie tutaj przyszedł, a nie po to, żeby męczyć udręczoną duszę Alice bawieniem się w jego kelnerkę.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Bar u Joego   Sro Paź 11, 2017 3:21 pm

Jak on ją, u licha, znalazł... Pytanie to nie dawało jej spokoju, kiedy stała przy pokrytym ceratą stoliku i nerwowo przestępowała z nogi na nogę. Nie żeby specjalnie się przed kimkolwiek chowała - czystym przypadkiem zamieszkała w mugolskiej dzielnicy, zatrudniła się w mugolskim przybytku i zwlekała z odpowiedzią na nieliczne listy, które dotarły do niej po zakończeniu szkoły... No dobra, nie wierzyła w przypadki. Tak jak wiedziała, że przynajmniej częściowo znalazła się w obecnym położeniu za sprawą pewnego zielonookiego młodzieńca, tak zdawała sobie sprawę z tego, że bibliotekarz nie wstąpił w to miejsce niechcący.
A wiedza ta w żaden sposób jej nie uspokajała.
Gdyby ktoś ją spytał, co sądzi na temat Ezachiela Yaxleya, nawet nie będąc obarczonym naiwnością, pozwalającą mu wierzyć, że uzyska od Alice szczerą i wyczerpującą odpowiedź, poczułby się rozczarowany. Było bowiem w postaci mężczyzny coś co sprawiało, że bardzo trudno było jej utrzymać go na dystans.
I z tego samego powodu, łaknęła tego dystansu jeszcze mocniej... Nic więc dziwnego, że wzbraniała się przed wyrobieniem sobie na jego temat konkretnej opinii - w tym celu musiała by myśleć, a nie mogła oprzeć się wrażeniu, że to co myśleć [i]powinna[i], znacznie różniło się od tego, co myśleć [i]chciała[i].
Tak samo z resztą jak nie wiedziała, co sądzić o otrzymanym właśnie podarku. Wśród przewertowanych przez nią książek zabrakło tej, która pozwoliłaby dziewczęciu zrozumieć co trzyma w dłoni. Niemniej jednak uniosła papierową ptaszynę do oczu i napięła mięśnie w bezskutecznej próbie odwzajemnienia uśmiechu.
Przełknęła ślinę, rozglądając się jednocześnie na boki.
- Nie wiem czy powinnam tak...
- Dzieciaku! - Bezzębny Joe przerwał jej wypowiedź. - Posprzątaj co trzeba i możesz już iść. Imprezę mamy wieczorem dla, hehe, dorosłych.
Zwalista sylwetka mężczyzny pojawiła się przy stoliku. Alice bezwiednie przycisnęła do piersi papierową... gąskę (?), jakby chciała ją uchronić przed wścibskimi oczami.
- I uśmiechnij się do pana, na litość, dzieciaku. Pan wybaczy, ona jeszcze niewyrobiona. Jak pan przyjdzie za miesiąc to będzie już na czym oko zawiesić. - Zarechotał, przed odejściem szturchając ją jeszcze łokciem. Niewyrobiona kelnereczka zachwiała się, zbyt zażenowana zachowaniem szefa, żeby móc je skomentować. Obróciła dyskretnie głowę w stronę oddalającej się sylwetki, zanim odważyła się wrócić wzrokiem do Ezachiela.
- Za kilka minut mogę być za budynkiem, mamy tam drugie wyjście. Chyba, że woli pan tu zostać... - Kolejny raz rozejrzała się szybko, sprawdzając, czy nie ma w pobliżu żadnych wścibskich uszu. Zrobiła krok do przodu i udając, że poprawia plastikowy stojak na sztućce, nachyliła się do jego ucha. - Tylko wtedy, zaklinam, proszę nie brać tu jedzenia.

Bez wątpienia zasłużyła sobie na minimalną pensję.

_________________

Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ezechiel Yaxley
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Bar u Joego   Sro Paź 11, 2017 3:23 pm

Ciepły uśmiech, a właściwie jego pozostałości, plątały się po ustach bibliotekarza, kiedy patrzył na dziewczynę, która przyglądała się żurawiowi, najwyraźniej nie do końca pewna czym on w ogóle jest.
- To żuraw. Japończycy wierzą... - zaczął, chcąc najwyraźniej rozwiać wszelkie jej wątpliwości co do podarunku, ale przerwał mu inny, męski głos. Uśmiech gdzieś wyparował, a jego twarz stężała, kiedy chłodne spojrzenie powędrowało na Bezzębnego Joe. Nie znał go, ale już go nie lubił.
Ręka Yaxleya powędrowała do jego własnej twarzy i podrapała, a potem potarła porośniętą trzydniowym zarostem gębę, najwyraźniej chcąc ukryć wyraz twarzy, który do najprzyjemniejszych nie należał. Tak właśnie kończył się brak nakładania zaklęć iluzorycznych, polecanych dla zawodowych kanciarzy. Zaraz też pokiwał głową, jakby przytakując, że owszem, wpadnie na ten miesiąc i to jeszcze jak. Jego spojrzenie nie błąkało się po mordzie Joe zbyt długo, bo jakby leniwie wróciło do twarzy byłej uczennicy Hogwartu.
Zastanawiała go. Wciąż na nowo, ale niezbyt mocno, uporczywie czy natrętnie. Ufał po prostu swojemu pierwszemu, instynktownemu wręcz przeczuciu, które pojawiło się w starej, zakurzonej i zapomnianej bibliotecznej salce, kiedy kucał przy starym fotelu, na którym ona wycieńczona siedziała. Kiedy ćwiczyła wyznaczone przez niego zaklęcie. Kiedy piła z nim ognistą whisky. Kiedy walczył o nią w Hosmeade. Miał wrażenie, że to właśnie wtedy los postanowił, że trzeba ich ze sobą związać. Że oboje mogą dać temu drugiemu coś od siebie.
- Jeśli możesz, przynieś mi dwie butelki Guinessa. Do tylnego wyjścia. - rzucił, kiedy Joe już odszedł, wstając i wręczając jej galeona. Złapał za górę od marynarki, która wcześniej zawiesił na oparciu krzesła i przewiesił ją przed przedramię lewej ręki, której dłoń ukrył w kieszeni spodni, a potem wyszedł i zniknął za drzwiami knajpy.
Był wczesny wieczór. Niebo powoli czerwieniało i ciemniało, ale wciąż było bardzo ciepło. Kronikarz skręcił w boczną uliczkę i udał się pod tylne wyjście knajpy, po drodze uzbrajając się w cierpliwość.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Bar u Joego   Sro Paź 11, 2017 3:25 pm

Wypełniony naczyniami koszyk prawie zsunął się z blatu, kiedy Alice zbyt gwałtownie zsunęła go ze zdrętwiałej ręki. Spokój. Musiała zachować spokój. Ale jak tu się nie denerwować, kiedy wstyd wciąż palił zakamuflowane policzki? Gdy tylko znalazła się sama, na ponurym, jednak wciąż najbezpieczniejszym dla siebie zapleczu zrozumiała, że bardziej od zachowania Bezzębnego wstydziła się swojej bierności. Tej samej, do której już przecież przywykła. Przywykła? Ba! Ona się o nią specjalnie starała! Teraz, z nieznanych samej sobie powodów, zapragnęła się z niej wytłumaczyć. Wyjaśnić, że to miejsce i ci ludzie... Że to wszystko po prostu nie tak! Przymknęła na chwilę powieki, a dziwne uczucie pustki w żołądku, którego doświadczyła widząc wychodzącego bibliotekarza powróciło. Pokręciła głową.
Wszystko. To. Bzdura.
Odkręciła zimną wodę - innej w lokalu i tak nigdy nie było - i wsunęła nadgarstki pod wąski strumień. Jednocześnie skupiła wzrok na leżącym obok koszyka podarku. Żuraw... Oczywiste, że był to żuraw, a nie jakaś gęś. Stał sobie spokojnie na blacie, gdzie odłożyła go o wiele deliktniej niż kosz ze szklaną zawartością i wyglądał jakby na nią patrzył. Odwróciła więc głowę.
Yaxley ją zaskoczył. Swoim pojawieniem się, tym żurawiem, uśmiechem... Sama, o dziwo, też się uśmiechnęła, kiedy wycierając wilgotne dłonie w nogawki spodni wymacała w kieszeni złotego galeona, którego wcisnął jej w rękę zanim zdążyła zaprotestować. Mało brakowało, a przed wejściem na zaplecze, odruchowo wsunęła by go do kasy.
- O co tu chodzi... - mruknęła, sama do siebie, przeglądając się w małej łyżeczce. Wcześniej już przemknęło jej przez głowę, że być może nie oddała mu książki. Dałaby sobie jednak rękę uciąć, że wysłała ją przed samym zakończeniem roku, a Cecil, choć ewidentnie miewał czasem nasrane w tym pierzastym łbie, to papieru jeszcze nie żarł. Chyba.
Nagle do głowy wpadła jej zupełnie inna, o wiele gorsza w konsekwencjach, myśl.
Ale przecież w tamtej sprawie też zrobiła wszystko jak trzeba... Mimo to stanęła na przeciw wejścia, jakby spodziewała się zobaczyć tam odzianego w uniform wysłannika ministerstwa. Powoli przesunęła wzrok do góry, na wiszący nad drzwiami zegar. O co kolwiek chodziło, nie mogła już dłużej zwlekać. Chwyciła więc torbę i piwa, które zabrała wcześniej z sali. Papierowy żuraw spoczął bezpiecznie w luźnej kieszeni cienkiego sweterka.

*

Chociaż wnętrze baru "U Joego" sprawiało wrażenie, że zasługuje na miano najbrzydszego miejsca w promieniu kilku mil, nieliczni, którzy zapuścili się na tyły tego nędznego przybytku, bez wahania odbierali mu ten mało zaszczytny tytuł. Blaszany śmietnik sięgający od tylnej ściany budynku do zaniedbanej drogi roztaczał słodko-kwaśną woń, której rosnące po drugiej stronie rośliny nie byłyby w stanie zamaskować nawet wtedy, gdyby twarda gleba pozwoliła im rozkwitnąć.
Alice odruchowo wstrzymała oddech zamykając za sobą ciężkie, metalowe drzwi i wypuściła powietrze dopiero gdy stanęła na przeciw bibliotekarza. Wyciągnęła w jego stronę butelki z alkoholem i ofiarowanego jej wcześniej galeona.
- Za tym uschniętym drzewem jest małe boisko, o tej porze jeszcze nikogo tam nie ma... - powiedziała, powstrzymując cisnące się na usta pytania i śmiało ruszając przed siebie. Zaciśnięte w pięści dłonie schowała mocno do kieszeni, zupełnie jakby chciała je ukarać za to, że ją zdradzają.
- Więc... - zaczęła cicho, przyglądając się wzniecanym przez ich kroki tumanom kurzu. - Chodzi o tego listonosza?

_________________

Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ezechiel Yaxley
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Bar u Joego   Sro Paź 11, 2017 3:27 pm

Yaxley swobodnie mógł stwierdzić, że bywał w gorszych miejscach. O wiele bardziej obskurnych i nie grzeszących jakimikolwiek estetycznymi przywarami. Zaułek za pubem potraktował więc w miarę lekko, w skali od 1 do 10 dając mu 6. Dałby mniej, ale słodko-kwaśna woń robiła jednak swoje i dodawała ten jeden punkt w drodze do miana najgorszej lokacji roku.
Kiedy Alice wyłoniła się zza drzwi, stał oparty jednym ramieniem o zdartą do tynku ścianę budynku i kończył papierosa, ze wzrokiem wbitym w ciemniejące niebo. W palcach trzymał resztę papierosa, który tlił się niemrawo. Nie palił dla przyjemności. Jakoś nigdy jej nie odczuwał w powiązaniu z tą czynnością. Była ona jednak na tyle mechaniczna, że idealnie nadawała się do nadania myślom odpowiedniego rytmu. Do tego to delikatne, gryzące uczucie w płucach nie pozwalało tak po prostu odpłynąć. Sam też nigdy tego nie dostrzegał, ale ktoś powiedział mu kiedyś, że sama czynność palenia jest po prostu ładna. Moment, kiedy dym unosił się z ust, delikatnie całując nie tylko je, ale i całą twarz, był dość malowniczy. Podobnie jak uniesiona dłoń, trzymająca papierosa. Były to słowa osoby bardzo mu bliskiej, nic więc dziwnego, że pozbawiony jej kontaktu, w ten sposób próbował go markować. Kiedy zamknęła drzwi, wyrzucił niedopałek i przydeptał go podeszwą buta, całując się na pożegnanie z obłokiem dymu, który opuścił jego usta. Poprawił też czarną koszulę, strzepując z niej resztki osypującego się budynku. Ostatni guzik pod szyją wcale nie był zapięty, wbrew temu czego można by się spodziewać.
Przyjął od niej butelki, galeona po prostu ignorując. Wręczył go jej zwyczajnie jako zapłatę lub ewentualnie napiwek, ale najwyraźniej nie załapała tej wcale delikatnej aluzji. Ale nawet gdyby chciał odebrać pieniądze, to nawet nie starczyłoby mu rąk, chociaż jego kolejny ruch mógł świadczyć o podobnym zamiarze.
Wolna dłoń Ezechiela złapała za jej nadgarstek: delikatnie i z wyczuciem, nie pozwalając dziewczynie na odejście zbyt daleko. Na jego twarzy pojawił się też jakby lekko zakłopotany uśmieszek.
- Mam lepszą propozycję. - uciekł spojrzeniem gdzieś w bok, na ścianę drugiego budunku, znajdującego się koło nich, a potem, nie czekając na jakiekolwiek zezwolenie, teleportował ich. W zaułku, który właśnie opuścili, jakiś pijaczek doszedł do wniosku, że już nigdy w życiu więcej nie tknie alkoholu.

[zt x2]

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Bar u Joego   

Powrót do góry Go down
 
Bar u Joego
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Londyn-