Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Muzeum im. Korneliusza Agryppy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Pon Sie 03, 2015 4:21 pm

Glasgow jest głównie znane wśród mugoli z powodu Muzeum i Galerii Sztuki Kelvingrove. Jednakże również w tych okolicach znajduje się jeszcze jedno takie miejsce, skierowane jedynie do czarodziejów - Muzeum im. Korneliusza Agryppy, który napisał wiele książek o magii w średniowieczu. W tym miejscu znajdują się niezwykle stare zbiory ksiąg, pergaminów sławnych czarodziejów, a także niesamowite pamiątki, które udało się po nich zebrać. Wszystko jest to oczywiście bardzo dobrze chronione, a każda rzecz została zabezpieczona potężnymi czarami, by przypadkiem komuś nie przyszło do głowy coś ukraść.

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Pią Lut 12, 2016 5:33 pm

Teren był grząski pod jego stopami, kiedy kierował swoje kroki do muzeum. Korzystając z niebywałej uprzejmości dyrektora, mógł znaleźć się w tej części Anglii za pomocą świstoklika. Charles był zadowolony, mogąc wreszcie na dłużej opuścić zamek, uwalniając się tym samym od męczącej potrzeby ciągłych przesłuchań uczniów. Na szczęście dobiegały one do końca i została już tylko jedna osoba. Nie cierpiał momentów, gdy musiał niemalże milcząco znosić ton do którego się do niego co niektórzy zwracali, chociaż i tak było to nic przy kalectwie języka, którego dopuszczała się część młodych czarodziejów. Aż tęsknił za kulturą wyższą, za wizytami w miejscach, gdzie mógłby rozkoszować się pięknem i doceniać sztukę, czy też zdobywane trofea. Hogwart był dla niego szczególny, ale czasami marzył by po prostu usiąść i nie robić nic wielkiego. I teraz właśnie nadarzyła się wspaniała okazja. Przeglądając porannego Proroka Codziennego trafił na ogłoszenie o spotkaniu z Vilmarem Tummondem, podróżnikiem i zdobywcą. Charles miał niebywałą przyjemność zapoznać się z jego najnowszą publikacją, która okazała się niezmiernie fascynująca ku zaskoczeniu Hucksberry'ego. Na wieść, że jest możliwość zetknięcia się z nim i z jego pozyskanymi w podróży zdobyczami, od razu postanowił się wybrać do muzeum.
Dzisiejszego dnia starannie zadbał o swoją prezencję - przywdział szatę koloru ciemnego granatu, zamszowe spodnie, czarne półbuty i szal by w razie czego ochronić twarz przed wiatrem. Poplątane włosy zgarnął w kucyka, a kilkunastodniowy zarost pozostawił w spokoju. Do tego doszedł magiczny kapelusz - pamiątka po magicznym wydarzeniu. Czuł się wyjątkowo dobrze, kiedy podążał do widocznego już punktu. Przywitał się uprzejmie z kilkoma znanymi sobie osobami i zajął jedno z wolnych miejsc. Zegar unoszący się w powietrzu poinformował go, że do spotkania zostało jeszcze trochę czasu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur Oldman
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Sob Lut 27, 2016 11:23 pm

Potrzebował trochę odpocząć. Ukoić myśli. Zająć im czymś nowym. Lubił rutynę, gdyż ta go uspokajała, jednak ile można było? Jak długo mógł się oszukiwać, że życie jak w zegarku i poświęcanie się mechanicznym zajęciom ma mu zapewnić spokój? Nie był aż takim nudziarzem. Chciał coś zrobić. Jego dawna, młodzieńcza natura powoli w nim odżywała i wołała: "Arthurze wyjdź z domu. Zbocz z codziennej ścieżki. Zobacz coś nowego." A może to tylko jego różdżka znudzona już powtarzalnymi zaklęciami? Znowu zaczynała mu się buntować i wręcz żądać, by uraczył ją czymś nowym.
Dlatego też gdy zobaczył ogłoszenie w gazecie, postanowił zawitać w to miejsce.
Jak ja dawno nie byłem w Glasgow. Ciekawe czy tamta kawiarenka na rogu nadal jest otwarta. Może po spotkaniu pójdę i to sprawdzę?
Postarał się w Ministerstwie o dzień wolnego i wyruszył na miejsce. Przywdział na siebie szarą marynarkę (która swego czasu miała być chyba czarna) z popielatymi łatami na łokciach, szarą koszulę w prążki i ciemnoszare spodnie. Ostatnio niestety tylko w takiej kolorystyce gustował. Na powrót kolorów trzeba było jeszcze trochę poczekać.
Dotarł na miejsce przez jeden pobliskich z kominków i szybko skierował swe kroki na właściwe miejsce.
Ach, muzeum. Już się nie mogę doczekać.
Uśmiechnął się sam do siebie i zatarł ręce. Jak on dawno tego nie robił. Mogłoby się wydawać, że w jego jasnych starczych oczach na moment pojawiły się ogniki.
Wszedł do sali, gdzie nie było jeszcze zbyt wielu osób. No tak, pojawił się jednak przed czasem.
Skinął głową osobom, z którymi nawiązał kontakt wzrokowi i znalazł sobie dogodne miejsce na przeczekanie pozostałego do rozpoczęcia czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Barthelemy Baxter
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Pią Mar 18, 2016 11:01 am

Dotarł i to na czas! To mu się o dziwo nie zdarzało wcale tak często, punktualność była jego piętą achillesową. Wciąż młody i beztroski, lubiący zdrzemnąć się w środku dnia czy wyskoczyć na jakąś magiczną przygodę i nie wrócić przez kilka dni, nie był zbyt odpowiedzialnym typem. Musiał to jednak w sobie zmienić, skoro otrzymał pracę na stanowisku nauczyciela. Pierwszym krokiem ku odpowiedzialności było stawienie się w muzeum przed rozpoczęciem interesującego go spotkania.
Nie miał pojęcia, że poza nim był tu jeszcze jeden profesor z Hogwartu. Nie znał go i pewnie nie powinien był zawracać głowy ani jemu, ani drugiemu obcemu mężczyźnie, ale skoro już przybyli w te samo miejsce w zapewne tym samym celu, to warto się chociaż przywitać!
- Dzieńdoberek, panowie! - zdjął swój kowbojski kapelusz, który był przecież idealnym wyborem na odwiedzenie miejsca nauki i kultury, po czym zawiesił go na mijanym wieszaku. Bo to był wieszak, co nie? Szatni nie widział, a gdzieś się chyba zostawiało płaszcze i takie tam bzdety. Poza tym jak coś nie było za czerwonym, pluszowym łańcuchem to znaczy, że nie eksponat - żelazna logika, z którą nie sposób się nie zgodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Sob Mar 26, 2016 9:09 pm

- Tak, tak, tak. To gdzie dzisiaj? Londyn? Paryż? W Paryżu nigdy nic się nie dzieje, cholernie nudne miasto nadętych żabojadów! Kiedyś lubiłem tam przyjeżdżać, bo mają takie jedne magiczne ruiny, och, naprawdę niewiele osób o nich wie, bo to wciąż miejsce badań, ale teraz to...
- Sir...
- ...minęło wiele lat i jak mniemam mogło się o nim nieco roznieść. Nawet jeśli, dawno nie było co tam robić, co było do znalezienia to się znalazło, nawet mam tu taką jedną antyczną różdżkę, znaczy się przypuszczalnie różdżkę, bo ma rdzeń, który jednak dawno umarł, a drewno sczerniało...
- Sir...?
- ...i nawet zabiegi odnawiające jej nie uratują, ale czym innym miałaby być, jeśli nie właśnie narzędziem jakiegoś magicznego artysty? Geniusza, który żył wieki temu, nawet nie przypuszczał jaki los go spotka, ani że straci swą drewnianą przyjaciółkę, której przecież sam by się nie pozbył, choć może i się pozbył, bo szkieletów w okolicy nie było, więc...
- Sir...! - całkiem młoda skrzatka musiała aż podnieść głos, inaczej nie zdołałaby zwrócić na siebie uwagi zagadanego mężczyzny. Ten zaś, wyrwany z kontekstu, zerknął na nią oszołomiony i trochę jakby zirytowany, poprawiając ogromne, grubo oprawione okulary o szkłach jak denka od butelek.
- No, co? Co? - obruszył się, rozglądając wokół nerwowo. Tego brakowało by mu przerywano w tak ciekawym momencie, w tak ciekawym... o czym on właściwie mówił?
- Sir, jesteśmy na miejscu. Ma pan tu wykład i... - mała istotka sprawdziła gruby zeszyt, który wszędzie ze sobą nosiła i potwierdziła swe przypuszczenia, wzdychając cichutko.
- I jest pan spóźniony. Sugeruję lekki pośpiech.
- Migotka, moja droga, jak kochają to zaczekają! Ale żarty na bok, to te muzeum, jak rozumiem? - nie czekając na odpowiedź asystentki, niczym burza wparował do środka i rozkładając krótkie rączki schowane w o wiele za długich rękawach białego fartucha, zakrzyczał.
- Ach, moi mili interesanci wciąż tu są! To dobrze, to zacnie, że zaczekaliście. Ja bym na siebie nie czekał! Hihi, ale nie ważne, nie po to tu jesteście by słuchać starego kawalarza, prawda? Nieee, wy pragniecie WIEDZY, POZNANIA. Mam dziś dla was czas, będę odpowiadał na wszelkie zapytania, wszystkie wątpliwości rozwieję, swoje sztuczki zdradzę, choć nie wszystkie, bo coś mi w rękawie musi pozostać! A propos rękawów... Migotka!
- Już idę, sir! - skrzatka dogoniła czarodzieja i nie musząc nawet stawać na palcach, podwinęła pierwszy rękaw tego niskiego, żywiołowego człowieczka, który w tym czasie wolną ręką poprawiał swoją magiczną perukę imitującą prawdziwe, rude loki, które mimo czarów nie wyglądały zbyt naturalnie na starej, pomarszczonej głowie ozdobionej krzaczastymi, siwymi brwiami.
- Dobrze, przewspaniale nawet. Idealnie! Dobre słowo na każdą dobrą sytuację. Pamiętam pewną przygodę, która miała takie idealne chwile, a wszystko zaczęło się... Huh?
Skrzatka pociągnęła mężczyznę za drugi, poprawiany w tej chwili rękaw i ruchem głowy wskazała mu trójkę dorosłych czarodziejów zebranych w muzeum poza nim.
- Ano, tak, tak, jasne. Już pamiętam. No, to WITAM WAS OFICJALNIE. Jestem Vilmar Tummond, dla przyjaciół Wir. Ta ksywka wzięła się po części ze skrócenia imienia, ale wiąże się z nimi bardzo ciekawa historia w której główną rolę gra pewna hydra i zakochana w jednej z jej głów czarownica, niekoniecznie mentalnie stabilna, która prosiła o pozbycie się reszty głów, ale co nie okazało się dobrym rozwiązaniem...
Chrząknięcie skrzatki przerwało nakręcający się monolog, po którym czarodziej powtórzył kilka razy "tak" i z uprzejmym uśmiechem zaproponował na początek by zadać mu pytanie, które skierowałyby go w stronę wywodów faktycznie interesujących zebranych.

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emmelina Vance
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Nie Mar 27, 2016 3:54 pm

Świat gna tak, jakby gonił go seryjny morderca. W sumie coś w tym jest, bo ludzie niszczą go całkiem skutecznie. Tak, jak siebie samych. Emmelina przez to wszystko nie miała czasu na nic, co związane z jej osobą. Oczywiście, dla niej to norma, taki pracoholizm, ale bądźmy szczerzy - kiedy człowiek czuje, że ledwo trzyma się na nogach to nie sposób tego nie zauważyć. Więc biegała po oddziałach i w pocie czoła zajmowała się pacjentami do czasu, aż nie wykończyła swoich sił. Nastąpił ten nielubiany przez nią moment, gdy musiała przyznać przed sobą, że świat pędzi, a ona próbowała go przegonić, co jest niemożliwe. Dotarło więc do niej, że ma jeszcze sporo do zrobienia w swoim życiu, więc musi trochę odpuścić. Wszystko się wali, ale przecież i tak zbierając gruzy nie poukłada ich w nic istotnego. Podjęła się więc tego, by w zakręconym czasie dać sobie na luz. Jeśli dalej będzie tak rozkojarzona i owładnięta pracą to zapomni o obowiązkach poza pracą, co jest niedopuszczalne!
Dlatego kiedy tylko dotarła do niej informacja o organizowanym spotkaniu, nie zastanawiała się długo. Nadszedł czas na chwilę produktywnego relaksu. Przygotowywała się niczym na odwiedziny u teściowej (której nie ma, ale podejrzewała, że tak to właśnie wygląda). Początkowo miała ochotę poprawić wszystko w swoim wyglądzie i próbowała, ale uświadomiła sobie, że to bezsensu. Wbrew oczekiwaniom większości kobiet, jak czegoś brakuje to i tona makijażu tego nie dorobi. Skończyło się więc na tym, że zakryła swoje worki pod oczami i tyle. Reszta prób została na szczęście zmyta. Blada cera wyglądałaby bowiem śmiesznie, gdyby podjęła się nałożenia podkładu. Blade łapki i pomarańczowy ryjek - tak by się skończyło. Wyczesała włosy, by były prościutkie i narzuciła na siebie czarną pelerynę. W drodze na miejsce uśmiech nie schodził jej z twarzy. W uroczy sposób zdążyła się także zgubić na tej niby prostej trasie, ale kogo to obchodzi? Taki spacer jej nie zaszkodzi! Miała wspaniały humor i liczyła na to, że nic go nie popsuje. Wreszcie dotarła na miejsce, w chwili, gdy gwiazda spotkania zaczynała się przedstawić. Pomknęła więc prędko na jakieś wolne miejsce, a na powitanie skinęła tylko wszystkim obecnym głową. Zawstydziła się swoim spóźnieniem lekko, co widać było na jej policzkach, które nagle się zaróżowiły. Pooddychała sobie chwilkę i zaczęła rozglądać  dookoła. Siedziała obok jakiegoś mężczyzny, który nie był jej znany, ale nie przeszkadzało jej to. Bo czemu Charles Myrnin Hucksberry miałby wydawać się bardziej podejrzany niż inni obecni na sali?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Nie Mar 27, 2016 4:26 pm

Czas mijał a on w sumie zastanawiał się nad tym, dlaczego droga wskazówek odgrywa aż takie znaczenie. Kiedy bowiem opuszczał ten "inny" świat, który zdołał nieco poznać, nie przypuszczał, że odciśnie to na nim aż takie piętno. I że czas... czas nagle będzie pokonywał drogę wolniej niż wcześniej. Dlatego kiedy otrząsnął się ze swoich rozważań i przestał wpatrywać w unoszący się w powietrzu zegar, zauważył, że pojawiło się kilka nowych osób. Kiwnął głową w stronę starszego czarodzieja, po czym ze zmarszczonym czołem obserwował jak jakiś nadaktywny jegomość postanowił się z nimi bardzo entuzjastycznie przywitać. Również się z nim przywitał, chociaż bardziej przypominało to ciche mruknięcie niż faktyczne i oficjalne powitanie w których tak się lubował Charles. Oparł swoje ręce o podpórki i czekał na nadejście podróżnika. Gdy ten w końcu się pojawił wraz z całym zamieszaniem, nauczyciel OPCM był zaskoczony - ba! - i to na tyle, że na początku nic oprócz jego oczu nie zdawało się ruszać. Kiedy w końcu udało mu się pojąć całą zaistniałą sytuację i postać samego Vilmara Tummonda, do muzeum wkroczyło kilku innych czarodziejów i czarownic; wśród nich znajdowali się reporterzy różnych gazet, którzy wyróżniali się na kilometr. Myrnin zignorował ich, poprawił ostrożnie swój cylinder, założył nogę na nogę i po słowach niskiego czarodzieja, zaczął układać listę pytań, które zamierzał mu zadać.
Zanim jednak otworzył usta i powiedział cokolwiek, obok niego usiadła zawstydzona czarownica. Miodowe tęczówki nauczyciela na chwilę się na niej zatrzymały, a na ustach pojawił się cień uśmiechu. Odchrząknął i zwrócił się bezpośrednio do nowo przybyłej.
- Proszę się nie obawiać, spotkanie dopiero się rozpoczęło, madame - powiedział cicho swoim zachrypniętym głosem, po czym wyprostował się i ponownie spojrzał na Vilmara.
- Może opowiedziałby pan coś o swojej ostatniej ekspedycji tak na dobry początek, panie Tummond?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur Oldman
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Nie Mar 27, 2016 6:34 pm

Oldman krążył po pomieszczeniu i przyglądał się eksponatom. Przyniesiono tu sporo nowych od jego ostatniej wizyty.
Chyba się już starzeję...
Było to naprawdę niezwykłe odkrycie, biorąc pod uwagę ile mężczyzna miał lat i jak wyglądał. Mogło go to zadziwić, ale raczej jakieś dwadzieścia lat temu, a nie teraz.
Przeczesał palcami siwe włosy i spojrzał w stronę drzwi, w których pojawił się pewien młody jegomość. Arthur uśmiechnął się do niego ciepło i skłonił.
- Dzień dobry - odparł nie siląc się na dłuższe powitanie czy jakieś pytania. Młody człowiek był dla niego dość charakterystyczną osobą. Jego widoczna żywiołowość coś mu przypominała.
Też taki kiedyś byłem.
Uśmiechnął się do siebie i zbliżył w stronę krzeseł.
Szkoda tylko, że życie to zmieniło.
Westchnął ciężko i zajął miejsce.
Nie minęło kilka minut, a do pomieszczenia weszła kolejna charakterystyczna osobistość.
Nieco inaczej go zapamiętałem.
Zmarszczył brwi, ale wstał i skłonił się również temu mężczyźnie, a później zajął swoje miejsce i dalej przyglądał się rozgadanemu mężczyźnie.
Jak ja się cieszę, że nie czeka nas tu żaden nudny wykład.
Gdy do pomieszczenia weszła jeszcze Emmelina, Oldman skłonił się jej lekko na powitanie i delikatnie się uśmiechnął. Była tutaj jedyną znaną mu twarzą, ale niestety, nie mógł dać tego po sobie znać. Oficjalnie się w końcu nie znali, a coś takiego jak Zakon Feniksa nie istniało.
I przy oficjalnej wersji lepiej pozostańmy.
Skupił się na człowieku, dla którego tu przecież przybył.
- Tak, chętnie o tym posłuchamy - przytaknął chwilę po Hucksberrym i poprawił się na krześle, czekając na nowy potok słów wydobywających się z ust Vilmara.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Barthelemy Baxter
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Pon Kwi 04, 2016 1:23 pm

No, dobra. Powitania za nim, miejsce zajęte, czas poczekać na tę ciekawą osobistość o której wiedział tylko tyle, że wypada kojarzyć nazwisko i podobno miał czadowe przygody.
Ciekawe o czym będzie mówił i co ze sobą przyniesie. Może spotkał na swej drodze jakieś ciekawe stworzenia? Ha, z pewnością! Tylko jakie? Gdyby to były kelpie, och, albo dwurożec! Albo...
Rosnące podniecenie przerwało burzliwe wpadnięcie do sali jakiegoś dziwacznego konusa, którego potok słów dosłownie zalał zebranych, nie dając im czasu na rozszyfrowanie ich znaczenia, jeśli w ogóle jakieś miały.
- No, bez jaj... - śmiać się czy płakać? W tym momencie Bart z trudem powstrzymywał cisnący się na usta, szeroki uśmiech, który mógłby wydać się nieco nie na miejscu. Dla zachowania pozornej powagi, zasłonił dolną część twarzy dłonią, co wyglądało jednak jeszcze dziwniej i zupełnie nienaturalnie. Dopiero odzew ze strony starszych mężczyzn pchnął młodego profesora do zaprzestania rozmyślania nad tym co wypada lub nie, z entuzjazmem dodając swoje trzy knuty.
- Tak, właśnie! Czy spotkał tam pan jakieś rzadkie okazy magicznych stworzeń? - prawie zerwał się z miejsca, gdy zadawał to pytanie. Z lekkim rumieńcem, zwłaszcza po dostrzeżeniu nowej osoby jaką okazała się być całkiem śliczna młoda dama, usiadł z powrotem na swoim krześle, dając dojść do głosu gwieździe tego spotkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Pon Kwi 04, 2016 9:29 pm

Wejście nowej osoby nie pozwoliło biednej skrzatce dopilnować gadatliwego czarodzieja by zaczekał na zadane przez publikę pytania. Tummond z szerokim uśmiechem i głośnym klaśnięciem w dłonie zawołał bezpośrednio w stronę nowoprzybyłej pani.
- Witamy, witamy! Och, proszę nie spływać czerwienią, choć oczywiście tak młodej panience to bardzo pasuje i urody nijak nie ujmuje. Nie popełniłaś jednak żadnego zła, moja droga! Najwidoczniej los cię przytrzymał w innym miejscu, wszyscy tu zebrani na pewno to zrozumieją, ja z pewnością, ha! Sam się spóźniłem na własny wykład, ale to akurat niestety często mi się zdarza. Punktualność nie jest cnotą, którą posiadam. Właściwie już od dzieciństwa...
Mocne szarpnięcie za rękaw wybiło mężczyznę z rytmu i zmusiło do spojrzenia na niezadowoloną Migotkę, delikatnie ruszającą głową w stronę dopiero co zabierającego głos Charles'a.
- Ostatnia ekspedycja... - podpowiedziała mrukliwie, możliwie jak najciszej, nie zniżając jednak głosu do szeptu, jakby z obawy, że wtedy widocznie starszy człowieczek może jej nie dosłyszeć.
- Ostatnia ekspedycja, co to była za podróż! AZJA, a dokładniej mówiąc Japonia! Tak przewspaniale dziwaczny świat, piękne gejsze... - tu mrugnął do jedynej na sali kobiety, poprawiając grube szkła na nosie. - ...mugolskie historie obrazkowe o czarownicach w krótkich spódniczkach i gadających kotach okazujących się animagami! Wyjątkowo dobrze bawiłem się na tym wypadzie, chociaż sprawa była poważna, gdyż chodziło o odkrycie szczątków przodka zarówno smoków jak i wywern, a takowy podważyłby wiele dawno ustalonych teorii! Wszystko zaczęło się od zagadkowego szkieletu o którym wszelkie informacje zostały zatajone na czas dotarcia mojego jak i mych kolegów po fachu na miejsce odkrycia. To typowe zagranie, czasami wolimy się upewnić co do odkrycia zanim rozniosą się kłamliwe plotki, odkręcanie ich jest męczące i bardzo żmudne. Raz pozwolono na wygadanie się co do istnienia alicorna, a okazało się już po pierwszych oględzinach, że to tylko pegaz z marchewką doczepioną do łba. Nawet pomalowano ją na kolor jego ciała, z daleka można się nabrać! To wydaje się śmieszne, ale wprowadza zamieszanie, tak więc staramy się najpierw pozostawiać podobne niusy dla siebie by zweryfikować je zanim ogłosimy je szerszemu gronu. I tak z tym azjatyckim szkieletem trzeba przyznać, że żywiliśmy dosyć duże nadzieje, a okazało się, że to tylko zmutowany jaszczur, nawet niemagiczny. Zwykły wybryk natury, który zmarł na różne niewydolności i dopiero teraz został odnaleziony. Do końca łudziliśmy się, że może to jednak coś więcej, prowadziliśmy badania porównawcze i konsultacje, nie było jednak sensu przeciągać. Mam rycinę tego dziwadła, niech ja ją tylko znajdę...
Zdążył się rozejrzeć, a Migotka już trzymała odpowiedni rulon pergaminu, który powoli zaczęła rozwijać. Mężczyzna przejął go od pomocniczki i otworzył, pokazując zebranym szczegółowy szkic ułożonych kości.
- Tutaj widać skrzydła... - wskazał długą, cienką różdżką na grzbiet stworzenia. - A tutaj widzimy jak są połączone z łapami, nie tworzą jednak jedności. Wywerny mają skrzydła zamiast przednich kończyn, zaś smoki jak wiadomo, posiadają oba zestawy. To wyglądało jak coś co mogło ewoluować z jednego w drugie, ale już samo sprawdzenie wieku szczątków rozwiało nasze nadzieje. Taki przodek musiałby być wiekowy, a szkielet miał ledwo 98 lat od momentu zgonu. Wielki zawód, doprawdy. Resztę pobytu próbowaliśmy rozszyfrować stare przepisy pozostawione przez owianego w tamtym rejonie legendą Miyaguchi'ego. Są one dobrze strzeżone w jednej z ichniejszych świątyń i tylko tam wybrane osoby mogą je oglądać. Dowiedzieliśmy się paru ciekawych składników, które starzy japońscy czarodzieje, zwani we własnych kręgach "mahou no", czyli w wolnym tłumaczeniu "magicznymi", używali do wywarów. To już jednak zupełnie inna opowieść, niezwiązana z głównym celem ekspedycji na którą poza odkrytym szkieletem składało się jeszcze badanie nowych odmian wiśni, sprawdzanie czy nadają się do różdżek i czy posiadają większą moc od dotychczas używanego typu. Nie ważne! Proszę o kolejne pytania, może dokładniejsze tym razem. Co was najbardziej interesuje? Rzeczy opisane z książek czy nieopowiadane dotąd ciekawostki? Nowinki czy starocie? Eliksiry, zwierzęta, zaklęcia? Jestem do waszej dyspozycji!

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Sro Kwi 13, 2016 3:24 pm

Charles wpatrywał się uważnie w tegoż niewysokiego czarodzieja, który stał przed nimi i głosił swój wykład, czasami dodając jakieś nieszablonowe komentarze. Zerknął jeszcze raz w stronę siedzącej obok niego czarownicy i krótko się uśmiechnął, niemalże chcąc przewrócić oczami, ale jako że to nie było zupełnie na miejscu i nie wypadało dżentelmenowi za którego uchodził nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią to się w porę powstrzymał. Pan Tummond zaczął odpowiadać w końcu na pytanie Myrnina, które zyskało aprobatę wśród pozostałych gości. Hucksberry więc poprawił się na swoim krześle i podrapał po brodzie, wsłuchując się w wypowiedź prowadzącego. Opowieść zdawała się iście absurdalna, ale nie zamierzał zdradzać zdziwienia, zresztą w świecie magii - i nie tylko - wiele rzeczy było możliwych. Na przykład pobudka na środku ulicy z kozą. Wyrzucił to szybko ze swoich myśli i skoncentrował się na rycinie pokazywanej przez Tummonda. Na informacje o przepisach i wiśniach, ciemne brwi mężczyzny mimowolnie powędrowały do góry.
- Ciekawe, doprawdy... - zamruczał cicho Charles, po czym zastanowił się nad tym o co mógłby właściwie zapytać niziutkiego czarodzieja. - Jestem szczerze zainteresowany pana spostrzeżeniami i dodatkowymi informacjami, które nie pojawiły się w pańskiej ostatniej książce. Nie kryję się z tym, iż usłyszałbym więcej o stworzeniach, które napotkał pan na swojej drodze, panie Tummond, choć i nie miałbym za złe, gdyby i kwestia zaklęć zostałaby przez pana poruszona.  

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   Wto Maj 17, 2016 12:57 am

Tummond odpowiedział na pytanie Charlesa i na jeszcze kilka innych pytań, które pojawiły się podczas tego spotkania. Dziennikarka, która najpewniej pisała do Proroka Codziennego, przepychała się przez tłum ludzi, którzy niemalże znikąd pojawili się na spotkaniu z tak wybitną osobowością. Dość niski mężczyzna sam nie wiedział komu najpierw odpowiadać, rumienił się i gadał coraz więcej i więcej, byleby tylko jak najbardziej wyczerpać temat. I w końcu się udało, Migotka pomagała mu ze wszystkim. Spotkanie dobiegało końca, a jego wzrok zatrzymał się na osobach, które najbardziej zwróciły jego uwagę, czyli na Arthurze, Barthelemy'm, Emmelinie i Charlesie.
- Was chciałbym szczególnie wynagrodzić, zwłaszcza, że pojawiliście się jako pierwsi! - Rozpromieniony zwracał się w ich stronę, poprawiając swoje grube szkła. Po czym sięgnął swojego kufra, wyciągając na stół, który wyczarowała skrzatka, różne nietypowe przedmioty. Arthurowi i Barthelemy'emu wręczył po jakieś starej monecie, Charlesowi podarował ogon Mantykory, ostrzegając go by uważał na niego, bo nadal może posiadać w sobie trochę jadu, zaś Emmelina otrzymała zjawiskowy wachlarz. - Niech panią nie zmyli ten niepozorny wygląd! Naniosłem na nie swoje własne zaklęcie, które sprawia, że w oczach innego czarodzieja staje się pani zupełnie inną osobą! I to w dosłownym tego słowa znaczeniu!
Posłał im promienny uśmiech i kiedy w końcu wszyscy opuścili muzeum, Vilmar Tummond zajął się przygotowaniami do kolejnej wyprawy. Miał nadzieję, że zdobędzie tam lepszej jakości perukę.

[z/t wszyscy]
Ci, którzy nie rzucali, dostają zaledwie jakiś drobny upominek.


Arthur Oldman: +5 PD, +stara moneta (nie ma żadnych właściwości).
Barthelemy Baxter: +5 PD, +stara moneta (nie ma żadnych właściwości).
Charles Hucksberry: +5 PD, +ogon Mantykory (zawiera trochę jadu, może służyć jako dekoracja, albo broń).
Emmelina Vance: +5 PD, +zjawiskowy wachlarz (ma na sobie zaklęcie, które sprawia, że w oczach innego czarodzieja właściciel staję się zupełnie inną osobą).

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Muzeum im. Korneliusza Agryppy   

Powrót do góry Go down
 
Muzeum im. Korneliusza Agryppy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Muzeum Madame Royce
» Opuszczone muzeum
» Muzeum Quidditcha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Wielka Brytania :: Glasgow -