Go down
Jasmin Lane
Oczekujący
Jasmin Lane

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Sro Cze 03, 2015 7:40 pm
"Ktoś wszedł do składzika?", "kto to był?", "przyjaciel, czy wróg?"... Naturalnie, że wróg przecież nikt w tej szkole nie mógł zwać się twoim przyjacielem. Nikt nie rozumiał tego co siedzi w twojej głowie. Nikt nie potrafił podziwiać wraz tobą tego szaleństwa które powoli, niczym kot podchodziło do twojego umysłu. Nikt nie doceniał piękna tej pustki która w ciemne noce ciebie otaczała. A już tym bardziej nikt by nie docenił tych obrazów z przeszłości które wtedy ciebie nawiedzały. Dla nich na pewno było by to coś przerażającego, dla ciebie w tej chwili były to tylko przemijające obrazy, które kompletnie nic nie znaczyły. Ojciec psychopata stał się tylko wytworem twojej wyobraźni, zamordowana matka stała się bohaterką jakiegoś kolejnego opowiadania... a ty sama? byłaś tylko jakimiś niewyraźnym cieniem który pełnił tutaj rolę narratora. Nie do końca zdrowego psychicznie narratora.
Dziewczyna poruszyła się gwałtownie i odwróciła się twarzą do źródła głosu, jej długie włosy zahaczyły o pajęczynę na skutek czego biedny pająk czmychnął gdzieś w ciemny kąt, aby przeczekać tam zagrożenie. Różdżka wypadła z jej kościstych dłoni. I po prostu wpatrywała się w twoją osobę z lekko przymrożonymi oczami. Oceniała w tej chwili na ile byłeś wytworem jej wyobraźni, a na ile żywą osobą. Oczywiście, że najłatwiej było by ciebie dotknąć, chociaż i same wizje potrafią być tak bardzo rzeczywiste, że nie sposób odróżnić ich od realnych wydarzeń.
Jasmin chwyciła szybko swój notes i przy pomocy ołówka zaczęła kreślić kolejne to listery, a po chwilce odwróciła zeszyt tak abyś mógł przeczytać to co chciała ci przekazać
-Wystraszyłeś mnie- To prawda, nie spodziewała się tutaj nikogo, w końcu kto normalny może chcieć z własnej woli przebywać w takich miejscach jak to, w których tak naprawdę nie wiadomo co może się znaleźć.
Minabi Izumi
Martwy †
Minabi Izumi

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Pią Cze 05, 2015 4:29 pm
A kto wszedł do składzika? Minabi Izumi we własnej hipisowskiej osobie! Prędzej powiedziałby, że przyjaciel, bo w sumie nigdy nie był niczyim wrogiem i nie zamierzał. Zresztą...kim taki ktoś był? Czym się wyróżniał? I czy rzeczywiście posiadanie kogoś wrogiego było, aż tak ważne? On zupełnie nie patrzył poprzez pryzmat takich rzeczy. A szaleństwo...są przecież różne jego odmiany! Nawet jego można było nazwać szaleńcem z powodu tego, jak bardzo nieszablonowo podchodził do życia. Piękno tkwiło zaś w całym świecie; we wszystkich osobach, zwierzętach, roślinach, cudach zarówno stworzonych przez naturę, jak i człowieka. A przeszłość...nie, przeszłość nie miała aż takiego znaczenia! Liczyło się tylko tu i teraz! Teraźniejszość i chwytanie dnia najmocniej, jak się dało. Nie należało się więc odwracać za siebie tylko rozglądać wokoło i cieszyć się niezwykłością chwili obecnej, dawać się unieść fali niesamowitości...ach, czyż to nie było piękne? Oczywiście, że było! Nikt mu nie powie, że jest inaczej. Odcinał się od całego zła, bólu, czy smutku i skupiał na najlepszych aspektach  życia, a przy tym nie zapominał o tym białym światełku, który mu towarzyszył. To było najlepsze lekarstwo i gdyby tylko inni pozwoliliby mu się oddać...wtedy wszystkie zmartwienia i kłopoty odeszłyby w zapomnienie!
Minabi nadal trzymał ten świecznik, niczym tajemniczą broń, która może sprawić, że jej blask oślepi wszystkich wokoło. Różdżkę miał schowaną gdzieś w tylnej kieszeni, a on sam był skupiony na dziewczynie by cokolwiek z tym faktem zrobić. Izumi był jak najbardziej żywy i prawdziwy, choć niektórym się zdawało, że jest jedną wielką halucynacją; ale jednak co to, to nie! Gdy zauważył jej spojrzenie, uśmiechnął się przyjaźnie i pokazał jej świecznik.
- Prawda, że fantastyczny? Przed chwilą go znalazłem! Sądzę, że mugole używali to, jako tajemniczy mieczyk zagłady, czy coś. Tak przynajmniej pamiętam z podręcznika od Mugoloznastwa...a może jednak było coś innego? Zresztą, nieważne! To naprawdę niezwykłe, ile tu ciekawych rzeczy się znajduje! – Wyraził na głos cały swój entuzjazm, po czym przekrzywił głowę na bok i przyglądał się z zaciekawieniem, jak Krukonka coś pisze. Gdy w końcu przeczytał słowa, które znajdowały się na pergaminowej kartce, zamrugał szybciej oczami i klasnął świecznikiem w dłonie, a trochę kurzu poleciało mu na twarz, niemniej chłopak się tym nie przejmował. Wręcz się cicho roześmiał.
- Wybacz...Jaśmine? Janine? Janis? Przepraszam, ale mam słabą pamięć do imion, sam nie wiem czemu... – podrapał się zakłopotany po głowie, nadal jednak się uśmiechając. – Ale kojarzę Cię! I wiem, że coś na J! Ogólnie to naprawdę fantastyczne miejsce.
I zaczął szukać pająka, ale ten zniknął i Minabi nie mógł już go dostrzec w tej ciemności.
- Szkoda, że Twój towarzysz już Nas opuścił, ale może wróci! Fajnie klekotał.


Ostatnio zmieniony przez Minabi Izumi dnia Sob Cze 27, 2015 7:06 pm, w całości zmieniany 1 raz




So now you'd better stop and rebuild all your ruins
For peace and trust can win the day despite all your losing
Jasmin Lane
Oczekujący
Jasmin Lane

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Sob Cze 27, 2015 7:04 pm
Jasmin miała wielki szacunek do każdego zwierzęcia. Nie tylko do pająków. Może też dlatego nie jadała mięsa. Tak ta dziewczyna była wegetarianką. Nie mogła by znieść myśli, że jakieś zwierze cierpiało tylko po to aby ona mogła się najeść. Tym bardziej, że zwierzę w porównaniu z człowiekiem było na przegranej pozycji. A pająki były bardzo interesującymi stworzeniami. Szybkie, i bardzo niebezpieczne. A w ich świecie były to cechy naprawdę bardzo przydatne.
Krukonka popatrzyła na chłopaka, a zaraz potem na świecznik który trzymał w dłoni. Mimo wszystko nie mogła powstrzymać się od delikatnego uśmiechu. Dlatego też zaraz otworzyła notatnik i zaczęła coś skrobać po pustych kartkach.
-Obawiam się, że się mylisz. To jest zwykły świecznik. Na świeczki aby oświetlały pomieszczenie i wosk nie skapywał na ziemię- Może i nie była do końca zdrowa, ale choroba nie zjadał jeszcze całkowicie jej umysłu, przez co była w stanie myśleć jeszcze w miarę logicznie, ale chwila kiedy przekroczy tą cienką granicę zdrowego rozsądku zbliżała się nieubłaganie. Znała swoje przeznaczenie. Wiedziała, że trafi do munga. Bo, albo zrobi coś okropnego i skrzywdzi kogoś, albo sama sobie zrobi krzywdę.
-Jasmin...- Napisała dużymi literami na stronicach notatnika. Nie przeszkadzało jej to, że nie pamiętał jej imienia. W końcu dla wielu ludzi była bezimienna. Może to nawet lepiej. Pozostawała anonimowa przez co niewiele ludzi mogło ją skrzywdzić. A ktoś taki jak ona przeszła już chyna wystarczająco dużo cierpień.
Minabi Izumi
Martwy †
Minabi Izumi

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Pią Lip 10, 2015 6:08 pm
Lubił zwierzątka różnego rodzaju i dlatego absolutnie rozumiał miłość szkolnego gajowego do różnych stworzeń - nie było przecież nic w tym złego, nawet jeśli jad akromantuli był paskudną trucizną! I za roślinami przepadał również; ogólnie cały świat był piękny z tą całą jego otoczką. Ale takiego kurczaka to lubił pojeść, albo jakieś smakowite kiełbaski ze stołu w Wielkiej Sali. Minabi żył w przeświadczeniu, że trzeba doceniać każdą, napotkaną na swojej drodze osobę i nie oddawać się zbyt mocno tej drugiej kolorowej rzeczywistości, do której można było się przenieść za pomocą barwnych obłoczków magicznych zapalników. Pokój i szczęście były najważniejsze, ale miały swoją cenę, np. Izumi spotykał się z tym, że inni mieli go za jakiegoś szaleńca i wciąż go się pytali, o co mu chodzi. A on chciał...no chciał po prostu dzielić się sobą z resztą świata, wpływać na nich kojąco, uspokajać zszarpane nerwy. Wierzył w siebie i w innych na tyle mocno, by dawać z siebie, jak najwięcej.
Ucieszył się, jak małe dziecko, gdy zauważył, że dziewczyna się uśmiechnęła. Skupił się mocno na zapisanych słowach, marszcząc przy tym cudacznie czoło, po czym, gdy wreszcie trafił do niego ich sens, odłożył świecznik na bok i poklepał się po głowie.
- Ooo! Rzeczywiście! A mi się wydawało, że to bardziej skomplikowany przedmiot - mruknął zaskoczony, po czym klasnął dłońmi w swoje kolana. Nie dostrzegał w niej żadnego zagrożenia; zresztą chyba w nikim go nie dostrzegał.
- Robi się coraz cieplej i przyjemniej. Latają różne fajne zwierzątka i wyśpiewają radosne wiosenne pieśni. Ten schowek jest fantastyczny, ale dlaczego nie poobserwujesz zewnętrznego piękna, które właśnie się rodzi? - Spytał nagle ze zmarszczonym czołem, po czym postukał palcami o jej notatnik. - Ładne imię. Jasmin. Jas - min, niczym Jaśmin! Pasuje do Ciebie. Chcesz pozwiedzać te miejsce? A może skusisz się na małą przygodę? Będzie fantastycznie, zobaczysz! Tak jak we wszystkich opowieściach o odkrywcach.
Uśmiechnął się tak szeroko, że aż można byłoby pomyśleć, że jeszcze trochę, a jego uśmiech nagle wyskoczy z jego twarzy. Oczy zaś zaświeciły się w ciemnościach, niczym dwa brązowe światełka.






So now you'd better stop and rebuild all your ruins
For peace and trust can win the day despite all your losing
Jasmin Lane
Oczekujący
Jasmin Lane

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Pon Lip 13, 2015 4:06 pm
Dlaczego tutaj siedzi, to było zaiste bardzo dobre pytanie, bowiem sama tego nie wiedziała, po prostu tutaj była egzystowała. W tej ciemności, niczym jakiś pyłek kurzu który odpadł z jednego z tych starych przedmiotów.
-W mroku jest dom- Tylko tyle napisała. Ciemność była jej domem. Nie ta szkoła, nie żaden inny budynek, ale ciemność. Jedynie ona dawała jej słuszne poczucie bezpieczeństwa, a dziewczyna bez wahania wchodziła w nią dają się porwać swoim chorym myślom, pozwalała sobie na popadnięcie w chwilowy obłęd, który z czasem sam nieproszony zaczął władać jej ciałem.
-Piękna nie da się dostrzec gołym okiem. Czasami to co piękne jest ukryte w ciemnych i nieprzyjaznych miejscach- Tylko ona rozumiała piękno ciemności, potrafiła docenić ciszę, która dla wielu ludzi była najpewniej zapowiedzią czegoś złego. Ach tak złego... dużo złego ostatnio się wydarzyło, ale czy dziewczynę w jakiś sposób to przeraziło. Zupełnie nie. Po prostu przeszła obok tej informacji zupełnie obojętnie, jak by nie miała żadnych uczuć. A tylko jej serce wiedziało jak się rwało do samej śmierci. Jakie to musi być cudowne uczucie przestać nareszcie myśleć, czuć, widzieć. Unieść się gdzieś w przestworza i nigdy więcej nie do tykać stopami tej brudnej ziemi, od której dziewczynie zbierało się na wymioty. Chciała stać się jednym z tych błękitnych ptaków, a życie częściowo postanowiło ją wysłuchać. Los zesłał na nią utratę zmysłów, a sama śmierć ciągnęła się za nią niczym cień. Czujesz to? na pewno, z nią jest coś nie tak. W jej oczach, ani nawet w rysach twarzy nie ma niczego co by mogło przynieść nadzieję na lepsze jutro. A delikatny uśmiech na pobladłych usteczkach sprawiał, że człowiekowi ciarki przechodziły po plecach.
Czy ten chłopak się uśmiechnął? tak chyba tak mówili na ten wyraz twarzy. Uśmiech... Jasmin nie pamiętała kiedy uśmiechała się niczym mała dziewczyna która cieszyła się z pięknego prezentu. Oddał swój uśmiech bliżej niezidentyfikowanej istocie, i przyjęła maskę, która to cały czas była na jej twarzy, nosiła ją tak długo, bowiem zrosła się z jej naturalną skórą. Z drugiej strony nie lubiła uśmiechu. Przynosił nadzieję, coś co nie istniało w jej świecie. Wiara, nadzieja, czy miłość nie miały dostępu do tej jej małej ojczyzny którą stworzyła z pomocą mroku.
Krukona kiwnęła tylko lekko głową na znak, że się zgadza, a jej włosy opadły na jej oczy, przez co teraz wyglądała jeszcze gorzej niż wcześniej, bowiem przypominała te postacie z horrorów które to się słyszało podczas nocnych ognisk z przyjaciółmi.
Minabi Izumi
Martwy †
Minabi Izumi

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Wto Lip 21, 2015 1:35 am
Ciemności zawsze będzie potrzebna światłość i tak będzie również na odwrót. Biel i czerń żyły ze sobą w zgodzie i to miało się nie zmienić. A jednak ta magiczna równowaga została niedawno zachwiana i dlatego Minabi uważał, że jest potrzebny. Im wszystkim. Niby był również człowiekiem; nie był takim dyrektorem Dumbledorem, ale uważał, że...że da radę. Chciał im pomóc odnaleźć chociaż iskierkę nadziei i między innymi dlatego nadal przebywał tutaj z Jasmin. Niby zbyt optymistyczny, zrelaksowany, zachowujący się w sposób...niewytłumaczalny, a jednak nie potrafił sobie tak iść i zostawić ją i ten świecznik i ogólnie te zakurzone skarby. Był odkrywcą. Pokiwał głową na znak, że rozumie, po czym nagle i po raz kolejny zmarszczył czoło, próbując uporządkować myśli i znaleźć jakąś trafną odpowiedź. Wyciągnął przed siebie dłoń, starając się nie naruszyć jej przestrzeni osobistej, a następnie skupił się na tym by pojawił się mały płomyk i...udało się! Świecił niesamowicie jasnym blaskiem, oświecając dobrze fragment pomieszczenia.
- Uwielbiam magię. Poza tym...ciemność bez światłości nie istnieje. Nie powinno się przesadzać, ani w jedną, ani w drugą stronę.
Czy widział? Czy słyszał? Czy rozumiał? Ciężko było stwierdzić - zdawało się, że chłopak żyje po prostu tym, co go otaczało, uznając to za piękny i niezwykły świat. I w sumie starał się by choć na chwilę odrzuciła tę drogę, którą dotychczas podążała, próbując sprawdzić inne możliwości. Tak, to było trudne, ale nie niemożliwe. Uśmiech uważał za oznakę szczerości, prawdziwości...nigdy nie szukał w tym fałszu. Być może był zbyt ufny, ale szczerze? Nie przejmował się. Liczyło się tu i teraz. Nie wiedział, czy zgodziła się na podróż z nim w nieznane, czy też na sprawdzanie tego schowka - postawił więc na to drugie i podał jej wolną rękę, uważając na dłoń ze swoim płomyczkiem.
- A teraz powiedz mi...Jasmin. Kim chciałaś być, jak byłaś dzieckiem? Nie patrz na straszne rzeczy, zapomnij o potworach spod łóżek, tylko skup się na tym, a marzenia staną się prawdziwe. Zaufaj mi!






So now you'd better stop and rebuild all your ruins
For peace and trust can win the day despite all your losing
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Pią Wrz 04, 2015 6:40 pm
Jasmin i Minabi rozeszli się w swoje strony.

Kończę sesję z powodu nieobecności Jasmin.
[z/t x2]


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Christian Chamber
Oczekujący
Christian Chamber

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Wto Wrz 22, 2015 4:48 pm
Młodzieniec spokojnie przemierzał kręte korytarze placówki, zupełnie nie przejmując się tym, że był już spóźniony na zajęcia jednego ze szkolnych klubów. Być może większość uczniów w jego sytuacji zwyczajnie by przyspieszyła, ale nie on. Przecież skoro i tak nie przyjdzie na czas, to nie będzie to miało większego znaczenia czy spóźni się dwie minuty, czy nawet piętnaście. Pomijając już sam fakt, że wcale nie uczęszczał do Klubu Prostej Kreski, na który tak się guzdrał. Ba, nawet nie miał pojęcia, że to właśnie ten klub ma teraz spotkanie, a nie jego ulubiona Magia Nut. Wszystko przez to, że złącza neuronowe w jego mózgu nie zadziałały poprawnie i pomylił sobie dni w planie zajęć. To natomiast wydarzyło się prawdopodobnie dlatego, że zjadł za dużo czekoladowych kociołków z nadzieniem Ognistej, co wprawiło go w dość wesoły stan... o ile da się jeszcze bardziej rozruszać tak nadpobudliwego chłopca jak on. Nadmiar zjedzonych słodyczy wywołał w jego organizmie tajemnicze reakcje, które brzmiały trochę jak narodziny ognistego żuka, choć dokładnie nie wiedział jak to mogłoby brzmieć. Koniec końców, czekoladowe smakołyki musiały jakoś wydostać się z wnętrza Christiana, czego efektem jest załączone na tym obrazku spóźnienie. Reakcja łańcuchowa jaką pociągnęły za sobą słodycze była naprawdę imponująca i oby tylko się na tym zakończyła. I gdyby ktoś śmiał zapytać, to Pan Chamber wcale się nie guzdrał dlatego, że jego żołądek jeszcze nie wrócił do właściwej formy...
Gryfon ubrany w elegancką, białą koszulę z zawiązanym w luźny zwis czerwonym krawatem minął już salę do transmutacji i zamierzał iść dalej, ale jego wzrok przykuły tajemnicze, uchylone drzwi do jednego z pomieszczeń. No dobra, tak naprawdę wyglądały normalnie, ale Chris nie mógł pohamować swojej ciekawości i postanowił sprawić co się za nimi kryje. To nie tak, że przechodził tędy setki razy i jeszcze tego nie wyczaił, po prostu Instytut krył tyle magicznych zakamarków, że przeciętnemu człowiekowi nie starczyłoby życia aby je wszystkie zwiedzić. Jak dobrze że był czarodziejem, w dodatku całkiem wybitnym! A przynajmniej za takiego się uważał...w pewnych kwestiach. Rozejrzał się szybko dookoła, aby przypadkiem nie okazało się, że zagląda do jednego z listy zakazanych pomieszczeń, do których uczniom kategorycznie nie wolno wchodzić, a którzy i tak notorycznie to robią. Jakby zakazy miały jakikolwiek sens. Kiedy już zorientował się że jest tu zupełnie sam, szybciutko prześlizgnął się do pomieszczenia, przymykając za sobą niezbyt masywne drzwi. Jakież było jego zdumienie, kiedy zorientował się, że wylądował w tak niesamowitym miejscu...jak składzik. Zwykły, szary, zakurzony, zawalony przedziwnymi rzeczami, które pamiętały prawdopodobnie czasy budowy tej szkoły. Ale być może gdzieś tutaj, w zakamarkach tego zagraconego miejsca krył się prawdziwy skarb, godny najznamienitszego poszukiwacza przygód!
Minęło kilka minut, a przez ten czas chłopak nie znalazł zupełnie nic, poza podniszczonym kociołkiem o wątpliwej zawartości czy spękanej doniczce, jakby coś próbowało się z niej wydostać swoimi potężnymi korzeniami. Jednak przez cały ten czas nie odstępowało go to tajemnicze uczucie, że coś jest nie tak. Nie wiedział dokładnie z czym mogło to być związane, ale z pewnością każdy zna ten stan, kiedy wydaje nam się, że wyczuwamy w powietrzu nieprzyjemną aurę nieszczęścia. Ściska to nasz żołądek i próbuje zmusić do reakcji, i bynajmniej nie są to czekoladowe kociołki. To coś większego, groźniejszego, coś co nie spotyka nas na każdym kroku, ale zaznacza swoją obecność w tej chwili niepewności. Christian zmrużył oczy, będąc bliskim ujawnienia prawdy. Prawdy, która miała zmienić oblicze historii, a przynajmniej jego nędznego życia. A jak mawiali mądrzy ludzie, prawdy należy szukać u podstaw, dlatego też młodzieniec przeniósł swój wzrok na stopy...
- O nie... - tak, to właśnie ten moment kiedy uświadamiasz sobie, że ubrałeś nie swoje skarpetki...
Minerwa McGonagall
Nauka
Minerwa McGonagall

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Wto Wrz 22, 2015 6:29 pm
Dzień powoli chylił się ku końcowi, słońce ukryte gdzieś za chmurami ustępowało swojego miejsca księżycowi. Mimo tego, w powietrzu czuło się ciepło nadchodzącej wiosny, zapachy rozkwitających drzew i co gorsza, alergicy zaczynali cierpieć na swoje wiosenne dolegliwości. Tymczasem w Hogwarcie nic się nie zmieniało, a przynajmniej oni bardzo by chcieli, żeby właśnie tak było. Samo wspomnienie ostatnich wydarzeń zdawało się przedzierać serce Minerwy i wkłuwać w nie powoli za każdym razem, gdy tylko w jej wyobraźni pojawiły się twarze ofiar, które przecież były jej uczniami.
Pióro piszące po pergaminie zatrzymało się na chwilę, a kobieta westchnęła cicho. Siedziała tam, gdzie czuła się najlepiej, najbezpieczniej. Sala od Transmutacji jeszcze za czasów jej szkolnych lat wydawała się miejscem ciepłym i przyjemnym. Takim, do którego pasowała całkowicie, w którym chciała przebywać. Teraz, po latach, było to oficjalnie jej miejsce. Oderwała wzrok od kartki, nad którą tak usilnie próbowała się skupić od zakończenia zajęć i wstała z miejsca. Dumbledore będzie musiał poczekać, potrzebowała chwili by odetchnąć. Z resztą, dyrektor był jej przyjacielem od lat, znał ją bardzo dobrze i wiedział, że zawsze wykona zleconą mu pracę. Raz będzie to trwało krócej, raz dłużej, ale zawsze będzie tak samo porządnie i rozsądnie opracowana.
Podeszła wolnym krokiem do okna i zapatrzyła się w ukryty za białymi obłokami księżyc. Jeden dzień i nastanie pełnia, czas bardzo niespokojny ale i magiczny. Czy zdarzy się coś nieprzewidywanego podczas tej nocy? Miała nadzieję, że nie. Obiecała sobie, że nie dopuści do powtórki wydarzeń i planowała patrolować korytarze zamku i jego okolice tak często, jak to tylko będzie możliwe.
Zaśmiała się. Widok na niebie jednocześnie słońca i księżyca zawsze ją bawił. Jakby czas stanął w miejscu i chciał przeciwstawić sobie światło i ciemność, dobro i zło. Kto stanie po której stronie? W kogo będzie celowała różdżką? W duszy pragnęła nigdy się o tym nie dowiedzieć, jednak samo powstanie Zakonu Feniksa zapowiadało nadchodzące nad Hogwart i cały świat czarodziejów czarne chmury.
Odwróciła się ponownie poprawiając lekko przekrzywioną od kilkugodzinnego siedzenia szatę i spojrzała intuicyjnie w kierunku uchylonych drzwi. Ujrzała za nimi przechodzącą wolno sylwetkę, w której rozpoznała jednego ze swoich uczniów. Gryfon, jak przystało na należących do domu, którym się opiekowała, bywał dosyć kłopotliwy. Choć czy mogła mieć im wszystkim cokolwiek za złe? Byli młodzi, pełni odwagi i chęci do działania. Tym własnie charakteryzował się Gryffindor, którego herb z dumą nosiła na piersi przez siedem lat nauki. Jej zadaniem było dbać, by nie zrobili sobie niczego złego i przede wszystkim - by przestrzegali regulaminu szkoły i... Zasad zdrowego rozsądku.
Nie była już młoda, czuła to w kościach. Czterdzieści lat skończyła jakiś czas temu i teraz było jej już coraz bliżej końca niż dalej. Miała jednak swój cel, misję, którą było przekazywanie wiedzy i prowadzenie umysłów wszystkich przybywających do Hogwartu dzieci ku jasnej stronie. Rozmyślając tak przez cały czas postanowiła przejść się po zamku, sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Jako wicedyrektorka sprawowała się bardzo dobrze, ale wiedziała, że zawsze może lepiej. Zawsze może być bliżej uczniów. Wychodząc zamknęła salę, coby nie wpadło do niej kilku niepożądanych gości i ruszyła przed siebie. Minęła drzwi składziku i już miała ruszyć dalej, gdy coś ją tknęło. Ot, zwykłe przeczucie, które tym razem okazało się trafne. Otworzyła drzwi, a jej oczom ukazał się młody Gryfon, który dopiero co mijał jej salę.
- Panie Chamber, mam nadzieję, że ma pan odpowiednie wytłumaczenie na to, co robi pan w tym pomieszczeniu. - Powiedziała przybierając ten typowy tylko dla siebie wyraz twarzy. Był surowy, choć jeszcze nie ganiący. Na razie chciała wiedzieć, co sprowadzało go do pokoju. Dopiero potem będzie mogła obierać taktykę. Wiedziała, że w takich właśnie salach lubili spotykać się młodzi zakochani, lecz w tej chwili był w pomieszczeniu tylko on.




Najpiękniejsza, najprawdziwsza ja.

Kelly McCarthy
Oczekujący
Kelly McCarthy

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Wto Wrz 22, 2015 8:39 pm
Snuła się po korytarzach zamku bardzo długo, a nawet za długo jak na kogoś, kto nie szukał niczego konkretnego. Może tylko chwili wytchnienia od książek, zajęć i prac domowych? Od ludzi, którzy gromadzili się w pokojach wspólnych i przekrzykiwali w żywych dyskusjach na błahe tematy? Powoli zaczynało zmierzchać, a ona nie miała zamiaru wracać do Dormitorium.

Wspinała się po schodach, które wydawały się nie mieć końca, westchnęła ciężko, kiedy udało jej się dojść prawie do celu. Tak! Szóste piętro było dla niej jak szklanka wody po długim błądzeniu po pustyni. Mnóstwo opuszczonych sal, duże parapety, na których można było usiąść, a co najważniejsze - rzadko kto tutaj przebywał.
No bo kto o zdrowych zmysłach wdrapywałby się tak wysoko o tak późnej porze? Przemknęło jej przez myśl, że powinna przygotowywać się do snu, a nie błąkać bez celu... Uśmiechnęła się do siebie, bo w końcu kto nie ryzykuje ten nie ma!
Zdmuchnęła z oczu kosmyki splątanych włosów (tak, była pokłócona z grzebieniami, a szczotki przy każdej próbie ułożenia tego nieładu wplątywały się we włosy i trzeba było je siłą wyrywać). To tutaj mogła znaleźć ukojenie od codziennego zgiełku. Co prawda w opuszczonym składziku było pełno pajęczyn, kurzu, dziwnych przedmiotów, które swoje lata świetności na pewno miały już za sobą bardzo dawno temu. Ale lubiła to pomieszczenie, ze względu chociażby na półmrok jaki tutaj panował. Zero świec, jedynie jasne smugi księżyca oświetlały pomieszczenie. Usiadła za jedną z dużych szaf, która była odsunięta od ściany na tyle, aby ktoś jej postury mógł się tam wcisnąć, ale na pewno nie nikt chociaż o cal wyższy. Oparła plecy o zimną ścianę, podkuliła nogi, a brodę oparła o kolana, zdecydowanie niezbyt wygodna pozycja. Jednak dla kogoś, kto pragnie być niezauważony nie było to przeszkodą. Westchnęła, co najmniej jakby to miejsce było szczytem jej marzeń... Zamknęła na chwilę oczy delektując się ciszą.
Jednak na jak długo? Usłyszała kroki na korytarzu i na chwilę zamarła. Miała tylko nadzieję, że zamknęła drzwi.
- Szlag! - wymruczała do siebie, jednak na tyle cicho, iż miała wrażenie, że tylko jej wargi poruszyły się, a żadne dźwięki nie wydostały się z jej ust.
Chwyciła mocno różdżkę, która spokojnie leżała obok niej. Zdarzały jej się już bardzo nieprzyjemne spotkania ze Ślizgonami i od tamtej pory nie ruszała się bez jej "magicznego kija" - jak zwykli mawiać jej rodzice.
Ktoś wszedł do środka, ale nie odezwał się ani słowem, po za krótkiego "o nie". Czyżby zdawał sobie sprawę, że ona też tam jest?

Pokręciła głową i poruszyła się niemal bezszelestnie, aby wstać i się ujawnić, jednak stała w mroku i ciężko było ją dostrzec... Zawartość żołądka podniosła jej się aż do gardła.
"No dalej, no dalej!" - powtarzała do siebie w myślach i podniosła zielone oczy na chłopaka, którego pierwszy raz w życiu dane jej było zobaczyć. Nie potrafiła jednak dostrzec z jakiego domu mógłby być.
Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć drzwi otworzyły się jeszcze szerzej i światło korytarza padło wprost na nią. Rozczochrane włosy, przyspieszony oddech (nerwy!), różdżka w ręku i pognieciona szata od chowania się po kątach.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę kto stoi w drzwiach i jak dwuznacznie wygląda sytuacja. Chłopak, dziewczyna... Jej wygląd i zachowanie...
Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Dobry wieczór? - wybąkała nieśmiale, niemal niesłyszalnie, jakby bała się tego co zaraz usłyszy.
Christian Chamber
Oczekujący
Christian Chamber

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Wto Wrz 22, 2015 10:42 pm
Kiedy to się stało, że te skarpetki trafiły właśnie na jego stopy? To znaczy wiedział kiedy, ale nie miał pojęcia jak do tego doszło... Widocznie któregoś pięknego dnia zwinął parę czarnych skarpet jednemu z Gryfonów i tym sposobem przywłaszczył je sobie jako swoje. Dziwnym trafem ubrał je dopiero pierwszy raz po kilku tygodniach, bo zwykł nosić takie o bardziej fikuśnych barwach czy ciekawych wzorkach. Tym sposobem łatwo mu było odróżnić swoje od cudzych, ale i tak gdzieś znalazła się ta jedna, niechciana, mroczna, czarna para, której nigdy nie chciał mieć na nogach. A jednak na niego trafiła! Gdyby pilniej brał udział w zajęciach z wróżbiarstwa, prawdopodobnie byłby w stanie uniknąć tej sytuacji. A gdyby na tych zajęciach bardziej uważał to wiedziałby, że takiej sytuacji uniknąć się nie dało. Ale hej, jak nauczy się odpowiedniego zaklęcia transmutacyjnego, to wszystkiego skarpetki będą wyglądały epicko, nawet te paskudne, czarne! Tak sobie rozmyślał nasz Christian, i pewnie robiłby to przez najbliższe kilka minut, gdyby nie zaskoczył go znajomy głos Profesor McGonagall, zachowany w typowym dla niej, poważnym i dojrzałym tonie. Młodzieniec zaskoczony nagłym wyrwaniem ze swoich rozmyślań szybko obrócił się przodem do nauczycielki, trącając ręką stary wazon pokryty toną wieloletnich pajęczyn, o kolorze, który kiedyś przypominał błękit, a dzisiaj starty był do odcieni szarości. Przedmiot zatoczył kilka kółek niczym wytworna baletnica, na co Gryfon starał się szybko zareagować i uchronić go przed ostatecznym upadkiem godności. I pewnie by mu się to udało, gdyby podczas wyciągania ręki w kierunku wazonu nie dojrzał postaci dziewczyny, wcześniej ukrywającej się w jednym z kątów, a teraz stojącej w blasku światła wydobywającego się z otwartych drzwi. Szybko odskoczył w tył jak pamiętnego dnia, kiedy pierwszy raz zobaczył zjawę w Hogwarcie, uderzając plecami o jedną ze starych szaf, wprowadzając kolejny przedmiot w dziki taniec nieustępliwie dążący do upadku. W dodatku ten upadek skierowany był w stronę Chrisa! Stał teraz między pędzącą na niego szafą, a radośnie kręcącym się na stoliczku wazonie. Jego organizm zaczął działać w tym momencie odruchowo, zaś górę wzięła adrenalina na spółkę z poczuciem opanowania sytuacji i wyjścia z tego bez szwanku. Wyciągnął się do przodu ręką zatrzymując dziki taniec wazonu, drugą natomiast podparł się jednego ze stabilnych mebli. Wszystko po to, aby móc stanąć przy tym na lewej nodze i prawą przytrzymać szafę przed niebezpiecznym upadkiem wraz z całą jej zawartością. Pozycja w której się teraz znalazł była cholernie niewygodna, ale dla osób trzecich z pewnością zabawna.
- Dobry wieczór Pani Profesor...ugh...mogę to wyjaśnić! - wystękał te słowa czując, że nieuchronnie jego lewą nogę zaczyna atakować skurcz, po którym popłynie cały łańcuch zdarzeń z początkiem upadku szafy, a na szlabanie od opiekunki Gryfonów kończącym. Pozostała jeszcze kwestia tej tajemniczej dziewczyny, która musiała tu siedzieć dłużej niż on, a co postawiło ich w bardzo niezręcznej sytuacji. Christianowi oczywiście takie akcje nie przeszkadzały, ale nie mógł przecież wypowiadać się za wszystkie strony. Jego wzrok wraz z głową wędrowały od uczennicy do nauczycielki, jakby przetwarzał dane i próbował wymyśleć coś sensownego. Niestety, jedyne co wpadło mu teraz do głowy to znane wszystkim, oklepane słowa...
- To nie to na co wygląda!
Minerwa McGonagall
Nauka
Minerwa McGonagall

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Sro Wrz 23, 2015 12:23 am
Minerwa miała zazwyczaj w sobie coś, co sprawiało, że uczniowie nie ważyli się z nią dyskutować, czy jej przeciwstawiać. Niezależnie od domu i temperamentu, wszyscy wiedzieli, że z nią nie ma żartów. A przynajmniej nie wtedy, kiedy ona ich nie chce. Mieli ją za zdyscyplinowaną kobietę w średnim wieku, którą tak naprawdę była. I choć kochała pracę w Hogwarcie, uczenie tych wszystkich młodych ludzi, to jednak takie chwile jak ta, nie należały do jej ulubionych.
Z jednej strony, bawiła ją cała sytuacja. Pary miewały pecha trafiając właśnie na nią, gdyż jasno dawała do zrozumienia, co sądzi na temat rozwiązłości i czułości rozdawanych po kątach zamku. A wbrew pozorom, młodzi ludzie mieli w sobie ogrom miłości, która wręcz krzyczała chcąc się z nich wydostać. Z drugiej strony, nigdy nie wiedziała, jak powinna ich ukarać. Co powiedzieć?
Tymczasem, jak to zazwyczaj niestety bywało, uczeń jej domu właśnie panikował zdając sobie sprawę ze złożoności całej sytuacji. McGonagall zdążyła jedynie kątem oka przyjrzeć się rudowłosej dziewczynie, którą kojarzyła z zajęć. Sam fakt przynależności do Krukolandii działał na korzyść panny McCarthy, gdyż to właśnie drugi z domów, który pani profesor bardzo lubiła i bardzo sobie ceniła. Miało to zapewne związek z tym, iż Tiara Przydziału wahała się nad umieszczeniem jej właśnie w Ravenclawie bądź Gryffindorze przez kilka długich minut. Minerwa zawsze ceniła spokój, pracowitość i chęć zdobywania wiedzy, jaką charakteryzowali się uczniowie z niebieskimi krawatami. Teraz jednak miała przed sobą zupełnie inną sytuację. Sytuację, na którą musiała zareagować.
Potargane włosy, szata w nieładzie. Nie mówiąc już o jej przyspieszonym oddechu i ogromnej panice Christiana. Każdy pomyślałby o jednym i tym torem też powędrowały domysły Wicedyrektorki, która zmarszczyła jedynie brwi. Nim jednak zdążyła coś powiedzieć ujrzała wirujące przedmioty i na myśl, że kolejny jej podopieczny znowu coś zniczy aż zadrżała. Nie zwlekając więc wyciągnęła zawsze obecną przy jej pasie różdżkę i skierowała na wymykającą się z rok Gryfona wazę.
- Wingardium Leviosa. - Mruknęła obserwując jak przedmiot unosi się w powietrzu i zręcznym ruchem różdżki odłożyła go gdzieś w kąt, jak najdalej od ciapowatego ucznia. Liczyła, że z szafą chłopak poradzi sobie sam, skoro nie musiał się rozdwajać, bądź roztrajać.
- Czy dobry to się jeszcze okaże. - Powiedziała stając na środku pomieszczenia i obserwując wszystko uważnie. Miała obraz sytuacji w głowie, leczy wypadało zapytać o zdarzenia uczniów. Być może będą mieli coś na swoją obronę. Na to przynajmniej liczyła. Nie lubiła odejmować punktów, zwłaszcza swoim.
- A na co to panu wygląda panie Chamber? Oświeci mnie pan? - Świdrowała go wzrokiem czekając na jego reakcję. Ugnie się, czy nie? Opowie prawdę, czy będzie zmyślał? Teraz nie pozostało jej nic innego jak czekać.




Najpiękniejsza, najprawdziwsza ja.

Kelly McCarthy
Oczekujący
Kelly McCarthy

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Sro Wrz 23, 2015 9:16 am
Szybkim ruchem schowała różdżkę w tylną kieszeń spodni mając nadzieję, że nikt nie zauważy jak gorączkowo to robi. Co miała do cholery jasnej teraz powiedzieć? Żadne z racjonalnych wytłumaczeń nie przychodziło jej teraz do głowy, a przecież ktoś musiał coś powiedzieć, bo grobowa cisza jaka zapadła po pytaniu pani profesor aż piszczała w uszach i krzyczała, aby ją przerwać.
Zacisnęła usta w cienką linię szukając słów, jakimi mogłaby wybronić i siebie, i nieznajomego chłopaka, ale nic racjonalnego nie przychodziło jej w tym momencie do głowy.
- Bo... - postanowiła odezwać się pierwsza, dając chłopakowi czas na uratowanie sobie życia, przed krwiożerczą, atakującą go szafą. Gdyby byli w innych okolicznościach zapewne wybuchnęłaby głośnym śmiechem, ale w tej sytuacji stała jak kamień i nie potrafiła nawet się uśmiechnąć.

Świetnie! Zapewne czeka ją szlaban albo co gorsza - odjęcie punktów, przecież powinna już dawno być w dormitorium i układać się do snu, wraz z innymi dziewczynami.
Zawsze lubiła zajęcia z Transmutacji i nigdy nie chciała wypaść źle w oczach profesor, ale cóż, stało się i się nie odstanie jak miała w zwyczaju mówić.
- My... - spróbowała po raz kolejny coś powiedzieć, jednak z marnym skutkiem. Czuła się jak mały króliczek, który był zamknięty w klatce z pytonem. Zadrżała na samą myśl.
- Uczyliśmy się. - skłamała, chociaż z marnym skutkiem, bo w jej głosie słychać było niepewność i nieme błaganie, aby nauczycielka uwierzyła w jej słowa.
"Uczyliście się? Ciekawe..." - zbeształa się w myślach za tak beznadziejną wymówkę, bo niby czego ona, zwykły mugol z przeciętnymi ocenami mogła go nauczyć? Co prawda była dobra z kilku przedmiotów, łapała nawet czasem mocne W, ale to i tak nie była dobra pora na naukę. Ba! Pora? Miejsce tym bardziej.
- Wie pani profesor... Mam problemy z Historią Magii, a jutro piszę ważny test... - wybąkała ledwie słyszalnie i zmrużyła oczy w geście obronnym, jakby zaraz i na nią miał spaść jakiś ciężki przedmiot za kłamstwa, które na bieżąco wymyśla - Wszędzie jest sporo uczniów i to było jedyne miejsce, gdzie w spokoju mogliśmy się pouczyć. - uf, to zdanie wyszło jej już znacznie lepiej. Szybkim rzutem oka zlustrowała pomieszczenie, aby znaleźć jakiś dowód na to, że mówi prawdę.
Ruszyła ku jednej z małych, zakurzonych komód i chwyciła książkę, która na niej leżała. - Tu mamy podręczniki(?) - powiedziała, jednak bardziej zabrzmiało to jak pytanie.
Spuściła wzrok na blade dłonie, które dzierżyły, no właśnie... Co?
"Jak uwodzić mężczyzn, niekoniecznie wdziękiem? Poradnik dla młodych czarownic- eliksiry tom I"
Z jej twarzy momentalnie odpłynęła krew i zrobiła się blada jak ściana. No cóż, marzyła aby zapaść się pod ziemię.
I czemu do cholery musiała spośród tylu ksiąg wybrać właśnie tą?!
Christian Chamber
Oczekujący
Christian Chamber

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Sro Wrz 23, 2015 1:39 pm
Oczywiście że sytuacja w jakiej się znaleźli, dla osób trzecich wyglądała dwuznacznie, zaś dla nauczycieli wręcz jednoznacznie. Nawet mimo solidnych podstaw, które wywołały w Christianie taką a nie inną reakcję, wytłumaczenie tego byłoby nie lada wyczynem. Na dobrą sprawę wszystko co się tu działo było idealnym zobrazowaniem jego codziennego życia, a raczej regularnie występującego w nim pecha. Zwykle jednak historie te kończyły się tak zwanym szczęściem w nieszczęściu, czyli pomimo nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zawsze jakoś wychodził z tego bez szwanku, albo przynajmniej z najmniejszą krzywdą. Wszystko to miało odzwierciedlenie także w składzikowej walce, gdzie dzięki interwencji Pani Profesor nie zbił wazonu, mogąc jednocześnie uratować szafę przed upadkiem, o którą zaparł się plecami i przy pomocy siły swoich nóg ustawił ją z powrotem do pionu.
- Uff... Dziękuję Pani Profesor, nie wiem co byśmy bez Pani zrobili. - odetchnął z ulgą i wyglądał na całkiem zadowolonego, zupełnie zapominając o powadze sytuacji, w jakiej się wszyscy znaleźli. A może tak naprawdę nigdy o niej nie zapomniał? Christian był jednym z tych uczniów, którzy...mieli wszystko gdzieś. Niepoprawny buntownik i marzyciel, który nie chciał się podporządkować żadnym panującym regułom, a najchętniej to pozbył by się wszelkich zasad i sprawdził co czai się w Zakazanym Lesie. Choć nigdy jeszcze nie był na dywaniku, to zdarzało mu się być przyłapanym w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie miało to nic wspólnego z celowym łamaniem regulaminu.
Spoglądał na nieznajomą, która w dość mizerny sposób próbowała się ze wszystkiego wytłumaczyć, jeszcze okłamując przy tym opiekunkę Gryffindoru. To trochę zbiło z tropu Chrisa, który jednak miał zamiar powiedzieć prawdę jak to wszystko wyglądało, a teraz również musiał kłamać, aby nie wrobić niewinnej dziewczyny i nie sprawić jej problemu. Swoją drogą było to dla niego bardzo miłe, że Krukonka próbowała go w jakiś sposób obronić, nawet jeśli nie miała takiego zamiaru. To go trochę uspokoiło i zmusiło do działania, w końcu nie mógł pozostać jej dłużnym. Tym bardziej, że zobowiązał się wytłumaczyć wszystko nauczycielce.
- Otóż to Pani Profesor, koleżanka poprosiła mnie żebym jej pomógł... - zaczął mówić, ale kiedy usłyszał "Historia Magii", coś wbiło mu nóż wewnątrz duszy. To była jego pięta achillesowa i sam potrzebował korków z tego przedmiotu, ale przecież nie mógł teraz się do tego przyznać. Nie dokończył nie dokończył nawet tego zdania bo wiedział, że brzmiałoby to wyjątkowo nienaturalnie. Wyprostował się, starając się sprawiać wrażenie pewnego i odważnego, choć trzeba przyznać, że srogie spojrzenie McGonagall przeszywało i wzbudzało w Gryfonie poczucie bezsilności.
- Bo sytuacja jest taka, że miałem dzisiaj sporo spraw do załatwienia i wieczór był jedyną godziną, kiedy moglibyśmy się spotkać. A to pomieszczenie było idealne, bo przecież gdzie szukać tak cichego miejsca, jak nie przy sali najlepszej nauczycielki w Hogwarcie? - mówił z uśmiechem na ustach, co miało w jakiś sposób ukazywać, że nie ma się z czego tłumaczyć, albo raczej, że mówi prawdę, czego oczywiście nie robił. W głębi duszy jednak czuł, że spisał się całkiem dobrze, ale czy takie słowa w jakiś sposób podziałają na praworządną wicedyrektorkę?
- Mogę to Pani wszystko dokładnie wytłumaczyć jak doszło do tego spotkania godzina po godzinie, jeśli tylko będzie trzeba, Pani Profesor. A...kiedy będą zajęcia z transmutacji dla szóstego roku? Bo wie Pani, trochę ćwiczyłem ostatnimi czasy i idzie mi znacznie lepiej! - zamachał teatralnie ręką, w której dzierżył wyimaginowaną różdżkę rzucającą zaklęcie transmutacyjne na nieobecny w pomieszczeniu przedmiot. Akurat wszystkie zajęcia, na których korzystało się z różdżek i zaklęć szły mu bardzo dobrze toteż pomyślał, że może w jakiś sposób zbajeruje opiekunkę i wyjdzie z tego bez szwanku.
Minerwa McGonagall
Nauka
Minerwa McGonagall

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

on Sro Wrz 23, 2015 8:18 pm
Cisza zdawała się przecinać powietrze podczas gdy ona czekała na wyjaśnienia. Wszystko zdawało się powoli uspokajać, więc mogła spojrzeć na całą sytuację zupełnie inaczej. Nadal jednak wyglądało to jednoznacznie i zastanawiała się, cóż za karę będzie musiała dać młodzikom. Z drugiej strony, wydawało jej się, że jest całkiem dobrze poinformowana, jeżeli chodzi o zażyłości swoich podopiecznych, a Christiana nie widywała nigdy w towarzystwie Krukonki. No ale, bywało różnie. Nie takie pary pojawiały się na sali i zaczynały obściskać ni stąd ni zowąd. Nie jej było to oceniać i doszukiwać się w tym sensu.
- Doprawdy? Uczyliście się? W tym ciemnym pokoju, bez ani odrobiny światła? - Zapytała czując, jak na usta ciśnie jej się uśmiech. Wiedziała, że dziewczyna kłamie i choć powinna się rozzłościć czuła jedynie rozbawienie. Już dawno nikt nie próbował aż tak nieudolnie wcisnąć jej kłamstwa i musiała przyznać, że Krukonka miała odwagę.
Kolejne jej słowa sprawiły, że zaśmiała się tym razem głośniej, choć nadal pod nosem. Spojrzałam tym typowym dla siebie wzrokiem i pokręciła głową widząc, że Gryfon pociągną grę zaczętą przez koleżankę.
- No cóż panie Chamber, to bardzo ładnie z pana strony. Ale myślę, że zanim zacznie pan uczyć kogoś innego, mógłby pan nauczyć sam siebie. Bo przeglądałam ostatnio pana oceny, również z Historii Magii i nie mogę powiedzieć, by były zachwycające. - Dodała spoglądając po twarzach uczniów. Kątem oka obejrzała też księgę, którą dziewczyna trzymała w ręku i zastanawiała się, jak bardzo biedaczka musiała zostać przeklęta, by mieć aż takiego pecha.
Kiedy Christian spróbował kolejnej techniki, jaką było zbajerowanie nauczycielki, ta tylko pokręciła głową słuchając uważnie każdego wypowiedzianego przez niego słowa. Patrzyła prosto w jego oczy, jakby dając mu do zrozumienia, że pogrąża się coraz bardziej. Kochała Gryfonów, Krukonów bardzo lubiła. Ale nie miała zamiaru im pobłażać, zwłaszcza gdy próbowali ją okłamać.
- Na pewno było to najlepsze miejsce, jakie mogliście znaleźć. Chociaż nie jestem pewna, czy najlepsze do nauki. Poza tym, los sobie z was zadrwił i sprawił, że pojawiłam się tutaj akurat ja. - Skomentowała jego pierwsze słowa, jednak nie zdążyła skończyć wypowiedzi, gdy Chamber znów spróbował siły swojego uroku. Cóż, zdecydowanie miał sporą aspirację do tego, by stać się najbardziej kłopotliwym uczniem Gryffindoru. I choć Minerwa nie dała po sobie poznać, w pewien sposób bawiło ją zachowanie chłopaka i być może kiedyś uda mu się zostać jej ulubieńcem.
- Zajęcia będą już całkiem niedługo, panie Chamber. I mam nadzieję, że popisze się pan na nich równie wyśmienicie, co w tej mowie. - Dodała machnięciem różdżki zapalając światło w pomieszczeniu, bo to wpadające z korytarza nie dawało już praktycznie nic. Słońce schowało się już dawno, a godzina nocna wybiła jakiś czas temu.
- Tymczasem proszę, żeby któreś z was przypomniało mi, jak brzmi regulamin dotyczący spotkań po godzinie nocnej. Chciałabym się także dowiedzieć, jak Hogwart patrzy na tego rodzaju schadzki. - Powiedziała tonem surowym, jak zawsze. Mimo to, nie miała zbyt wielkiej ochoty ich karać. Gdyby nie zaczęli kłamać, zapewne nie wpakowaliby się w taki bajzel, w jakim są teraz.




Najpiękniejsza, najprawdziwsza ja.

Sponsored content

Składzik na starocie - Page 5 Empty Re: Składzik na starocie

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach