Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   Pon Wrz 02, 2013 1:46 pm

First topic message reminder :

Siedziba szkolnej pielęgniarki i jej praktykantki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   Pon Mar 09, 2015 7:46 pm

Czyli przeszłość była w stanie być sędzią w tym sporze? Dopiero po ostatecznym przerwaniu życia, możliwe było postawienie tezy? Jesteś, a może nie jesteś jednostką specjalną!
Wyjątkową!
Albowiem to ja - przeszłość w swej najprawdziwszej postaci - jestem od tego by powiedzieć Ci prawdę o tym, czy Twoje istnienie było coś warte.
Cokolwiek.
Istniały obie rzeczy, panno Selwyn. Istniały i przyglądały się sobie wzajemnie w bezpiecznej odległości. Niemniej któraś ze stron zawsze musiała się okazać zbyt ciekawska i przekroczyć tę magiczną barierę, wprowadzając tym samym chaos i zamieszanie. Gdzie więc przypada miejsce na szarość? Pośrodku tego całego bałaganu? A może szarością miała się okazać ścieżka od Bieli do Czerni? Kruche i optymistyczne myślenie. Śmiało nasuwające się wnioski w tej cichej wewnętrznej wymianie zdań i podejść do życia.
Cel i działanie.
Zawsze fascynowały ją motywacje, którymi kierował się człowiek, który chciał osiągnąć jakiś cel. Nawet nie to, czy mu się w końcu udawało, czy też nie. Wyłącznie cały ten proces, który trwał, aż do tego punktu kulminacyjnego.
Może kiedyś spojrzy, może nie. To była nieco zbyt naiwna myśl. I samo przeżycie. Przetrwanie. Póki miała swoje cele, nie zamierzała umierać. Zresztą w momencie, kiedy osiągnie wszystko to, czego pragnie...jej świat stanie się pełny. Posiadający swoje wyjątkowe barwy.
Wszystkie demony razem tworzyły jednego potwora zdolnego do najgorszych rzeczy. Po prostu wtedy łatwo się zapominało o tym, że jest się tylko słabym człowiekiem. Zwłaszcza, kiedy pragnęło się tylu rzeczy, jak C. A blizny świadczyły właśnie o tym, jak silna była jej potrzeba przeżycia. Przetrwania. Chęci pokonania wszystkich przeszkód, które stawały jej na drodze. Ślizgonka zresztą nie chciała teraz żadnych pytań, żadnej cudzej troski, czy też udzielanych nagan. Zależało jej jedynie na tym by fizycznie być zdolną do prawidłowego funkcjonowania. Pod względem psychicznym? To nie miało najmniejszego sensu. Przyglądała się więc, jak szkolna pielęgniarka kręci się wokół niej i ją opatruje. Kilka razy poczuła nieprzyjemne ukłucia na swoim ciele, czy też mrowienia, ale nie trwało to długo.
Przyjęła bez słowa słoik i wzrokiem zaczęła błądzić po całym pomieszczeniu, byleby zbytnio nie przyglądać się twarzy kobiety. Niemniej słuchała ją uważnie by w odpowiednim momencie, chwycić kieliszek i przełknąć grzecznie jego zawartość. Utkwiła beznamiętne spojrzenie w jej fiołkowych oczach i podniosła się ostrożnie z leżaka. Zdecydowanie czuła się już lepiej, ale potrzebowała snu. Dużo snu.
- Zrozumiałam. Przyjdę za tydzień - odpowiedziała, oszczędzając na słowach i zgarniając fiolkę z czerwoną zawartością do kieszeni szaty. Po chwili skinęła Cornelii głową na pożegnanie i ruszyła w stronę wyjścia. Zanim jednak pchnęła drzwi, odwróciła się i wyrzuciła z siebie jedno krótkie słowo:
- Dziękuję.
I opuściła pospiesznie Skrzydło Szpitalne.
[z/t]


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cornelia Selwyn


Dojrzały

PisanieTemat: Re: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   Czw Mar 12, 2015 6:16 pm

Obserwowała odchodzącą Caroline z trochę większą uwagą niż innych uczniów. Miała w sobie coś niepokojącego ta ślizgonka. Nie tylko dlatego, że jej ciało pokrywały ślady bójek i walk, bo to jeszcze o niczym złym nie świadczy. Trzeba umieć walczyć o swoje, a niektórzy zabierają się do tego trochę bardziej dosłownie. Ale to było coś jeszcze, coś więcej.
- Uważaj na siebie. - powiedziała na odchodne, gdy pokracznie chuda sylwetka dziewczyny zaczęła się oddalać. Cornelia śledziła ją wzrokiem dopóki nie zniknęła ze Skrzydła Szpitalnego. Potem jeszcze przez chwilę stała, wpatrzona w bliżej nieokreślony punkt punkt przestrzeni, jakby spodziewała się znaleźć tam odpowiedź na swoje pytania. Jak łatwo się domyślić, nie było ich tam. Potrząsnęła więc głową i przywołała się do porządku. Miała robotę, nie czas na filozofowanie.
Wróciła do biurka i szybko wpisała do akt Caroline jej wizytę. Umieściła też nazwisko dziewczyny w grafiku na przyszły tydzień, z notatką, by w razie jej nieobecności doprowadzić ją do skrzydła pod nadzorem opiekuna domu. Potem skreśliła kilka słów do Horacego o swoich niepokojących obserwacjach dotyczących jego podopiecznej. Kiedy dokończyła papierkową robotę, w drzwiach gabinetu stanęła Poppy. Policzki miała zarumienione od wiatru. Cornelia uśmiechnęła się do niej ciepło i zaczęła się zbierać do wyjścia. Miała dziś jeszcze coś do załatwienia.

[zt, Poppy czuwa!]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sahir Nailah
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   Sro Kwi 08, 2015 5:12 am

/przed wydarzeniami na błoniach

Coś się zakończyło, zanim dobrze się rozpoczęło, przynajmniej ty odbierałeś takie wrażenie - dnie w nierzeczywistej rzeczywistości niczym nie różniły się od tych spędzonych w Hogwarcie - pośród zimnych murów, dla których jedynym tchnieniem świeżości kompletnie nieoczekiwanej byli uczniowie na co dzień przechadzający się w tę i spowrotem, do do pokoju wspólnego, to do sali lekcyjnej, to na błonia - dróg i możliwości wraz z nimi było bardzo wiele... Tak samo wiele, jak i w tym, co (z dobrym poczuciem cynicznego humoru) można było nazwać bajką. Bajką, w której zdecydowanie zbyt wielu zginęło.
W bajce, w której znowu to Ty byłeś za nich wszystkich odpowiedzialny. Za ich śmierć.
Jak okrutnie to zabrzmi gdy napiszę, że szerokim łukiem mijało się to z tym, co nazywano sumieniem, które wszak winno się odezwać, wywrzeszczeć mu w twarz zło czynu, którego dokonał... Nie milczało całkiem, ale do wrzasku było temu daleko... I z pewnością nie miało niczego wspólnego z poczuciem winy - jedynie odkładającym się po kościach smutkiem, zblazowanym, tym minimalnym - wszak Śmierć nie szukała w sobie współczucia dla tych, których zabierała na swym Siwym rumaku.
Nailah ocknął się w skrzydle szpitalnym spisując kolejne straty na swym rachunku sumienia, który prowadził już nawet nie do dorosłości - ten pułap został osiągnięty... dawno temu? Dorosłość strasznie względna, która kładła się odpowiedzialnością za swe czyny, a jednocześnie wymuszała na umyśle próby uniknięcia jej całokształtu - więc odkładało się to wszystko, z wolna i dokładnie, napiętrzając i tworząc kolejne twarze, kolejne maski, kolejne ułudy w chaotycznym schemacie zachowań i reakcji - żadna nie jest tą odpowiednią, żadna też nie jest tą nieprawdziwą... to tak, jakby względność kłamstwa przekraczała możliwość rozgraniczenia go z prawdą, rozumiecie, o czym mówię? Pewnie nie, skoro sam do końca nie jestem w stanie objąć tego swoim niewielkim umysłem...
Takim sposobem w końcu docieramy do momentu, w którym czarnowłosy, nie chcąc obecnie stykać się z kimkolwiek z bajki, jako pierwszy się ocknął i powędrował do pokoju pielęgniarki, aby ta obejrzała go, czy aby na pewno nic mu nie jest, po czym puściła wolno - więc poszedł.
Wiele rzeczy miało się od tego momentu wydarzyć szybko i bardzo intensywnie, lecz on jeszcze o tym nie wiedział.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyrae Fletcher


VII rok

PisanieTemat: Re: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   Pią Maj 22, 2015 7:45 pm

/na krótko przed wątkiem z Caroline/

- Tak jak mówiłam, pani Selwyn, wpadłam w krzaki przy fosie...
Fletcher przymykała jedno oko, siedząc na jednym z krzeseł w tym przytulnym miejscu. Czasami musiała przyznać, że nie dziwiła się, że ktoś sprawiał sobie jakieś małe zdrapania czy siniaki tylko po to, aby znaleźć się tutaj. Gabinet był wypełniony przyjemnie wyglądającymi przedmiotami, może nie był duży nieduży, ale za to bardzo wygodny i przytulny, nawet równo ułożone panele wyglądały całkiem zachęcająco. Do tego kto mógł oprzeć się troskliwej opiece pielęgniarki... I nie chodziło tylko o męską część grona uczniowskiego, czasem po prostu otarcie przez kogoś zranionego kolana lub przeczesanie włosów przypominało rodzinną opiekę, której, powiedzmy sobie w pełni szczerze, wielu uczniom brakowało podczas całorocznego przesiadywania w szkolnych ławkach, daleko od domu.
Jeśli kiedykolwiek ktokolwiek mógłby spotkać uosobienie siedmiu nieszczęść (ba, przynajmniej siedmiu), to zapewne przypominałoby ono teraz tę brunetkę. Jej dłonie były poparzone przez jakąś dziwną, nieznaną jej roślinę (której trochę zostawiła sobie do zbadania, ale ciiiś), gdzieniegdzie na jasnej skórze ukazywały się bąble po ukąszeniach trutniowców, na spodniach miała wtarte plamy z trawy, ciemne loki w nieładzie. Do tego chodzenie trochę sprawiało jej problem, ponieważ nogi miała nieco pogryzione... Na całe szczęście wymyśliła na to dobrą wymówkę, tak, zdecydowanie. Nie miała pojęcia czy w jakiejś trawie niedaleko Hogwartu są jakieś parzące rośliny ani czy w ogóle żyją tam trutniowce, ale ważne, żeby wszyscy to kupili... Przecież tak mogło być!
Nieważne... Ważne jest to, że kiedy tylko myślała o tym, że jednak jej się udało, aż uśmiech sam cisnął się na wąskie usta. Warto było się troszeczkę pokaleczyć... I to kręcenie w głowie od jadu trutniowców przecież... Wcale nie było... groźne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cornelia Selwyn


Dojrzały

PisanieTemat: Re: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   Pią Maj 22, 2015 8:01 pm

/bilokacja; przed spotkaniem z Killianem/

Cornelia bardzo chciała jej uwierzyć. Naprawdę! Tylko jakoś zupełnie nie mogła przekonać swojej twarzy, by przestała wyrażać powątpiewanie. Nie zamierzała jednak kłócić się o to z panną Fletcher. Uczniowie zdążyli już chyba polubić pełną dyskrecję Selwyn i jej pełne poszanowanie dla ich wymyślnych wymówek. Bo w przeciągu ostatnich miesięcy usłyszała już niejedną i kilka nawet zapisała, tak były nieprawdopodobne. Ta raczej nie kwalifikowała się na listę... choć kto wie, wszystko może się jeszcze zmienić. Szybkim ruchem upięła, rozpuszczone dotąd włosy, by nie przeszkadzały jej w pracy. Zapowiadała się nieco bardziej niż zwykle skomplikowana procedura.
- Usiądź wygodnie, moja droga. To może chwilę potrwać. - powiedziała miękko, wskazując dziewczynie kozetkę, na której zawsze opatrywała uczniów. - Ściągnij koszulkę i spodnie. - dodała jeszcze, naciągając na dłonie rękawiczki z cieniutko wyprawionej smoczej skóry. Rozpoznała ugryzienia trutniowców, ale nie wiedziała jeszcze co dziewczyna ma na rękach. Jednak wszystkie obrażenia były potencjalnie nasączone trucizną i nie należało tego lekceważyć, brakiem odpowiedniej ochrony. Kiedy dziewczyna już się rozebrała, pielęgniarka podsunęła jej dwie małe miseczki wypełnione płynem, który miał złagodzić obrażenia jej dłoni.
- Włóż tutaj te poparzone łapki i trzymaj, póki nie powiem, że możesz wyciągnąć. - poleciła, a sama uzbrojona w pincetę i maść na ugryzienia magicznych stworzeń, zabrała się za oglądanie każdego z ugryzień. Musiała usunąć wszystkie pozostałe w skórze żądła, by nie dopuścić do paskudnej infekcji. Jej dotyk był delikatny, ale pewny; ruchy szybkie i precyzyjne. Wyglądała na całkiem spokojną i chyba nawet nuciła coś pod nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyrae Fletcher


VII rok

PisanieTemat: Re: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   Pią Maj 22, 2015 9:19 pm

Miała szczerą nadzieję, że to nie potrwa tak długo, jak się zapowiadało. Jedyny pozytyw był taki, że przebywał tutaj, a nie w sali z łóżkami, ponieważ tam atmosfera nie była już taka miła. Przeciwnie, tamta sala zawsze wydawała się jej taka chłodna i kojarzyła z bólem. Dlatego też bardzo współczuła graczom Quidditcha, którzy często tam przebywali po meczach. Nie chciałaby być na ich miejscu.
Uniosła znów wzrok na pielęgniarkę, całkiem przytomny jak na kogoś, kto został ukąszony przez trutniowca. Nie wiedziała co o niej sądziła, nic o tej kobiecie nie wiedziała. Miała szlachetne nazwisko więc potencjalnie mogła być człowiekiem, który kiedyś zechce ją skrzywdzić. Nie, Lyrae nie poczuła się przez to bardziej wycofana, w ciągu siedmiu lat w Hogwarcie widywała masę takich ludzi, którzy z chęcią pewnie za jakieś dziesięć lat będą chcieli odebrać jej życie. Szkolna pielęgniarka jej nie zaszkodzi, pomoc uczniom była jej pracą. Logiczne, jeśli któregokolwiek mogłaby zranić, na pewno by tu nie pracowała.
Przyznać trzeba było, że pomysł ze zdjęciem ubrań średnio jej się spodobał. Zdarzało się, że nie chciała zdjąć spodni przy własnej matce, więc w tej chwili również nie czułaby się zbyt komfortowo. Gównie przez zwyczajny, ludzki wstyd... Ostatecznie jednak kiwnęła głową spokojnie, po czym przenosząc się z krzesła na kozetkę, zdjęła pobrudzone spodnie odsłaniają długie, blade nogi. Później na kozetce obok jeansowego materiału wylądowała też granatowa koszulka. Nie ubierała się dzisiaj w barwy szkolne... Przewróciła tylko oczami, kiedy usłyszała, że kobieta zwraca się do niej jak do pięciolatki, ale nic na ten temat nie wspomniała. W końcu mogła, dla niej pewnie była tylko głupim podlotkiem, który wymyśla głupoty, żeby wymigać się od potencjalnej kary. Z resztą nawet wyglądała podobnie. Brak ubrań ukazał kompletny brak figury - chudą, ale nie w jakiś wskazujący na chorobę sposób, sylwetkę, małe biodra, chudy brzuch, trochę przygarbione plecy... Nic szczególnego.
Trzymała dłonie w tej substancji, która była nieco dziwna, trochę chłodna w dotyku. Patrząc na stan jej dłoni - to było bardzo przyjemne, kojące uczucie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cornelia Selwyn


Dojrzały

PisanieTemat: Re: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   Sob Maj 23, 2015 9:10 pm

Spojrzenie, którym prześlizgnęła się po ciele dziewczyny zarejestrowała oczywiście jej nadzwyczaj szczupłą budowę, ale na tym jakiekolwiek rozważania na temat fizycznego wyglądu panny Ly się zakończyły (zwłaszcza, że jej chudość w żaden sposób nie sugerowała choroby). Szkolna pielęgniarka nie czuła najmniejszej ochoty, by zaprzątać swoje myśli tym jak bardzo jej podopieczni spełniają lub zaprzeczają ogólnie przyjmowanym kanonom piękna. Ona widziała w nich pacjentów i rany do uzdrowienia. Choć oczywiście wstyd był rzeczą ludzką i zupełnie zrozumiałą. Dlatego zawsze bardzo dbała o zachowanie jak największego komfortu psychicznego swoich gości.
Przysunęła sobie do leżanki krzesło, na którym przysiadła i ujęła delikatnie najpierw jedną, a potem drugą nogę dziewczyny. Żądeł na szczęście nie znalazła dużo, a te które wytropiła swoim czujnym spojrzeniem, czym prędzej usunęła. Każde ugryzienie pokrywała grubą warstwą maści łagodzącej obrzęk i ból. Kiedy skończyła oglądać nogi, wstała i zaczęła szukać ugryzień na innych partiach ciała. Na szczęście żadne nie znajdowało się w okolicy szyi, gdzie opuchlizna mogłaby być bardzo niebezpieczna.
- Dobrze, że nie masz alergii na jad trutniowców. - powiedziała z lekkim uśmiechem, jednocześnie odkładając pincetę, gdy usunęła ostatnie żądło. - Szybko dojdziesz do siebie. - wklepała w ugryzienie maść i zakręciła słoiczek. Na małej tacy miała uzbieraną kupkę żądeł, które usunęła z ciała uczennicy. Odstawiła ją na bok razem z pincetą, ale zakręcony słoiczek zostawiła obok ubrań ślizgonki.
- Pokaż ręce. - poleciła, a sama trzymała już w rękach kawałek czystego płótna. Ostrożnie otarła dłonie Ly z eliksiru i obejrzała je z bliska. - Paskudne poparzenia. Będą się goić przez kilka dni, ale nie zostawią śladu. Po ugryzieniach kilka może zostać. - ostrzegła ją, jednocześnie uwalniając jej osuszone dłonie ze swoich.
- Możesz już ubrać spodnie. Poczekaj chwilę, aż maść na reszcie ugryzień wyschnie, nim ubierzesz koszulkę. - po tych słowach pozbierała wszystkie wykorzystane przedmioty i odeszła do szafki z lekami, w której zaczęła przeglądać fiolki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyrae Fletcher


VII rok

PisanieTemat: Re: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   Nie Maj 24, 2015 9:57 pm

Całe szczęście los był wobec niej na tyle przychylny, że nie obdarował jej żadną alergią. Nie straszne były jej pszczoły, pyłki, kusz. Mimo budowy, która wydawała się dość krucha, wcale też nie była słaba, choć do siłaczek nie należała. Po prostu brakowało jej bardzo kobiecej figury... Ale to, iż ten fakt nie budził zainteresowania pielęgniarki tylko ją cieszył. Nie czułaby się komfortowo, gdyby kobieta zaczęła ją oceniać, a to utrudniłoby wszelki kontakt z Lyrae.
Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem, kiedy kobieta zajmowała się oglądaniem jej nóg, po raz pierwszy od bardzo dawna zupełnie szczerze, momentalnie jej twarz nabrała blasku. A wszystko z powodu tego, że miała łaskotki. Mała rzecz, a cieszy...
Pamiętała, że jeden z trutniowców ugryzł ją w rękę, ale było to tylko ugryzienie, nie użądlenie, o tyle dobrze.
- Dobrze. - mruknęła. Była dość małomówna, ale w końcu z pielęgniarką nie było co dyskutować. Z resztą ostatnio często nabawiała się jakichś małych obrażeń, musiała trochę przystopować, zwłaszcza po tym, co sie działo. Ciągnęło ją do przygód, ale nie do utraty życia, jeszcze za mało przeżyła! Zerknęła kątem oka na wyciągnięte z jej ciała małe żądła, po czym zmrużyła ciemne oczy.
- Mogę je sobie zachować? - spytała. Raczej nie było w nich już trucizny, a nawet jeśli to śladowe ilości. Co nie znaczyło, że nie można ich jeszcze wykorzystać. Po chwili pokazała pielęgniarce dłonie, które pozwoliła sobie opatrzyć bez większych sprzeciwów. Miała tylko nadzieję, że nie przeszkodzi jej to w rzucaniu zaklęć na lekcjach. Włożyła więc spodnie niespiesznie.
Musiała odczekać chwilę. W tym czasie spoglądała co raz na pielęgniarkę w jakieś nieprzyjemnej ciszy oglądając jak ta krząta się po swoim gabinecie.
- Interesuje się pani zielarstwem? - spytała od czapy, przypominając sobie, że zachowała kilka gałązek tej rośliny, która ją poparzyła. Siedziały teraz i czekały w kieszeni jej bluzy. Były mniej ruchliwe, kiedy zostały oderwane od korzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cornelia Selwyn


Dojrzały

PisanieTemat: Re: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   Wto Maj 26, 2015 9:58 pm

Gdy Ly zapytała czy może zatrzymać żądła, Nelia rzuciła jej badawcze spojrzenie, jakby zastanawiała się po co mogą być dziewczynie potrzebne. Uznała jednak, że to nie jej sprawa, a przecież panna Fletcher przyniosła jej tutaj na sobie, co w pewnym sensie daje jej do ich prawo. Można je pewnie wykorzystać w jakimś eliksirze, ale raczej nie czarnomagicznym. Dlatego po tych kilku sekundach wahania, Selwyn przytaknęła ruchem głowy i przesypała żądła do małego słoiczka. Zamierzała je wyrzucić, ale skoro mogą się ślizgonce jakoś przydać, to proszę bardzo! Nim wróciła do leżanki, nalała jeszcze do szklanki eliksiru przeciwbólowego, który miał ułatwić dziewczynie funkcjonowanie, póki nie dojdzie do siebie.
- Interesuję to duże słowo. - odpowiedziała, wręczając dziewczynie lekarstwo do wypicia. Słoiczek z żądłami położyła obok tego z maścią na ugryzienia, który jak łatwo się już domyślić zamierzała dać Ly. - Eliksiry były moim konikiem, zielarstwo zaliczyłam na zadowalający żeby móc dostać się nad staż. - wyjaśniła z nieco rozbawionym uśmiechem. Poprawiła kosmyk włosów, który wysunął się z upięcia i odebrała pustą szklankę.
- Maść na ugryzienia, jeśli zaczną boleć albo swędzieć. Jeśli nie wystarczy, przyjdź jutro po coś przeciwbólowego. - wydała ostatnie polecenia i wróciła do swojego biurka. - Z mojej strony to wszystko, panno Fletcher. Proszę na siebie uważać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyrae Fletcher


VII rok

PisanieTemat: Re: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   Sro Maj 27, 2015 4:16 pm

Nie tykała się czarnomagicznych eliksirów jak dotąd, chociaż pewnie byłaby w stanie, gdyby miała okazję. Nie po to, aby z ich pomocą kogoś zranić, skrzywdzić lub stłamsić, to po prostu był interesujący temat. Czarna magia stanowiła coś tajemniczego i nieosiągalnego dla zwykłego ucznia, dlatego nie pchała się w ten temat i chociaż przyznać musiała, że czasami spoglądała w stronę zamkniętej części biblioteki z myślą, co mogłaby tam znaleźć, to nigdy nie czuła zastraszającej potrzeby robienia takich rzeczy. Pozostawało to w sferze rzeczy które zrobić by chciała, ale z pewnych powodów nie może. Wiele istniało takich rzeczy.
Pozostawała więc przy mieszaniu zwyczajnych eliksirów, czasem dosypując coś od siebie, co zazwyczaj nie miało najlepszych skutków. Czasem umiała tylko stworzyć coś zupełnym przypadkiem, jednak daleko było jej do takiego Severusa Snape'a. Często była pod wrażeniem tego, w jaki sposób operuje składnikami do eliksirów...
I nie pamiętała, żeby cokolwiek mu kiedyś wybuchło.
- Też lubię eliksiry, ale zielarstwo idzie mi w porządku. - przyznała. Pielęgniarka wydawała się tu jedną z najbardziej w porządku osób. Nigdy nie szła do nauczycieli, kiedy uczniowie przychodzili do niej z małymi obrażeniami nieznanego pochodzenia. Dziewczyna wypiła podany lek po czym skrzywiła się widocznie marszcząc przy tym czoło... - Ueh, obrzydlistwo.
Włożyła na siebie koszulkę, po czym upięła włosy na szybko dużą, drewnianą spinką i złapała w dłonie słoiczek. Postanowiła nie dzielić się swoimi zdobyczami. Zabrała wszystkie swoje rzeczy i powoli zbliżyła się do wyjścia, jednak jeszcze przed opuszczeniem pomieszczenia, powiedziała ciche:
- Dziękuję. Miłego dnia.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey
» Herbaciarnia pani Puddifoot
» Pani Norris
» Recepcja
» Gabinet Pielęgniarski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart [schowany na czas wakacji] :: Tereny zamkowe :: I piętro :: Skrzydło Szpitalne
-