Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 [dorosła] Prudence Grisham

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Prudence Grisham
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: [dorosła] Prudence Grisham   Sob Gru 20, 2014 10:19 pm

Imię i nazwisko: Prudence "Prue" Grisham
Data urodzenia: 13 stycznia 1950 roku
Czystość krwi: Półkrwi
Była szkoła: Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie (dom: Ravenclaw)
Praca: Nauczycielka Starożytnych Run w Hogwarcie
Różdżka: Błyszczący granatowy odcień tej różdżki przypomina nocne niebo na którym co jakiś czas zaświeci jakaś gwiazda. Stworzona z olchy posłusznie oddaje się służbie  swojej właściciele i jest chyba jedyną rzeczą, której nie musiała nigdy zmienić w swoim życiu. We wnętrzu skrywa pióro pegaza, które jest rdzeniem i źródłem jej magicznej mocy. Nie wspominając o tym, że raczej nie bez powodu jej długość to, aż 14 cali. W dłoniach tej kobiety jest to coś więcej i wiele o niej mówi. Równocześnie nie zdradzając nic.

Widok z Ain Eingarp:

Nie warto pogrążać się w marzeniach...
Ona jednak nie uczyła się na błędach. Odwiedziła tamto miejsce kilka razy. Myślała, że zobaczy coś innego. Niestety, jak na złość wciąż w lustrze widniało to samo. Przed jej oczami dokumenty, ona pośród nich, a na każdym dyplomie zamiast fałszu, sama prawda. Nie tyle, co imię, bo i swoje zdążyła pokochać, co nazwisko, które jak sądziła powinno uczynić z niej kogoś, kim naprawdę jest. Dostrzegała koniec własnej męki. Życie bez kłamstw, ona jako otwarta na innych postać. Nie jak teraz, skrywający się cień. Tylko cała prawdziwa, a dookoła ludzie, którzy kochają ją za to kim jest. Nie jak rodzina, która swój obowiązek wypełnia względem jedynego potomka. Tylko szczerze, mocno i już na zawsze.

Przykładowy Post:

Świat to jeden wielki przypadek. Niezrozumiały, niewytłumaczalny i zaskakujący. Podobny do kobiety, która jest zmienna, jak wiejący wiatr. Nigdy nie wiadomo, czego się po nim spodziewać. Losy niektórych są właśnie miotane przez niego, niczym liście. Zależne tak bardzo od pogody, czyli sytuacji jaka panuję. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że chodzą po nim istoty, które uchodząc za myślące, dały sobie same przyzwolenie na sądzenie i podejmowanie decyzji. I tak właśnie człowiek swymi poczynaniami zapoczątkował nieuchronne zmiany, bo gdy maszyna ruszyła to nic nie dadzą próby jej zatrzymania. Człowiek od którego się zaczęło z początku nie robił nic, czego nie powinno się dokonywać. Później dopiero złamał naturalne prawa, które panowały nawet w magicznym świecie. Jego sukces stał się równoczesnym przekleństwem dla innej istoty, jak to zawsze bywa. Można mówić, iż są rzeczy darmowe, jednak w przyrodzie nawet najmniejsze długi wdzięczności należy spłacać, bo inaczej same przyjdą po odbiór należności. Tym razem również się tak stało. Ktoś inny, można powiedzieć, że niewinny, musi płacić. Zacząć trzeba jednak od początku. Nie mowa tu jednak o żadnym chaosie, tworzeniu świata. Rozpoczniemy jedną historię, która jest początkiem wielu innych.
Przysięgam na miłość do własnej matuli, że był to człowiek już wtedy bardzo stary. W owej chwili miał tak wiele wiosen, iż tylko on sam jeden mógł je zliczyć.  Nie wyglądał na takiego, co dopiero było dziwne. Nie zmieniał się praktycznie wcale. Żył, odkrywał, co chciał, a czas płynął. On zaś stał w miejscu. Podobnie i jego małżonka. Ona jednak miała w swym życiu silne tlące się marzenie. Pragnienie, które jest częstym zjawiskiem w sercu kobiety. Jej dusza krzyczała, że czas najwyższy by poczuła, jak to jest mieć rodzinę pełną. Śniła o niemowlęciu, które ją budzić będzie z głębokich snów, śmiało się na widok fikuśnego ptaszyska i płakało przy małym upadku. Nie poprzestała jednak na zwykłym bujaniu w obłokach. Przez swe lata, równe ilości męża, uchodziła za niepłodną - wiedziała o tym, bo nie należało do osóbek głupich. Lecz silnie ufała w nieskończoną moc magiczną i rozpoczęła walkę. Szło jej opornie, bo w tajemnicy przed ukochanym doskonaliła swe pomysły, a on mimo wszystko przewyższał ją umiejętnościami. Nie chciała jednak, aby dowiedział się o jej knuciach. Podglądała jego pracę i przykład brała, samodzielnie zmagając się z utrapieniem swoich nieudanych prób. Po latach wielu (ach, gdyby kto wiedział jak wielu!) wyobraźnia, siła i praca przyniosły efekt. Tak przynajmniej uważała. Z zamiarem spróbowania, gdy nadszedł świt wypróbowała specyfik. Nie poczuła zmian wielkich, miała nadzieję - tylko tyle, a może i aż. Wróciła do codzienności, a gdy zbliżał się wieczór upiła męża. Reszty chyba wspominać nie trzeba. Zajęła się nim tak, jak to żona potrafi. On niczego nie podejrzewając usnął. Kobieta zaś odeszła w objęcia Morfeusza zadowolona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Mijały dni, tygodnie, w końcu i miesiące. Żona tego człowieka sukcesu została ukarana najgorzej jak tylko Los mógł to zrobić. Wydał wyrok okrutny i bolesny.
Spełnił marzenie.
A ona, że nie uważała o co prosi i nie myślała o konsekwencjach, cieszyła się jak pacjentka oddziału zamkniętego. Radość przesłoniła jej myślenie. Rozum przegrał z sercem. Zaś serce pierwsze zabije szczęście.
Mężczyzna i pan domu dostrzegł różnice u swej małżonki. Nie podzielał jednak nieprzemierzonej radości. Zdenerwowany, nieopamiętany szał go ogarnął. Jak mogła!? Tak narazić? Tak skrzywdzić? Zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa i logiczne podchodził do wszystkiego. Nie tyle, co swe życie cenił, co obawiał o to nowe powołane na świat. Pojawiła się mała i blada dziewczynka z burzą czarnych włosów na głowie. Matka jej wpatrywała się w nią, jak w bożka z promiennym uśmiechem, a ojciec kamienną twarzą. Rodziciel nadał dwa imiona kruszynie: Aveley i Rookley. Nazwiska swego nie domówił przy nich. Wiedział, że nie ma to żadnego znaczenia, bo nigdy nie będzie jej można do niego przyzwyczaić. Położyli w łóżeczku nowo narodzonego potomka i wyszli. Wtedy zaczęła się awantura.
- Zaraz tam wrócę. Będę musiał sprawić, by zamilkła - odezwał się grobowym głosem mężczyzna. A tamta patrzyła na niego z żarem w oczach i budzącym się instynktem lwicy, który chroni swe kocięta.
- Nie zabijesz jej! Ja ją na świat powołałam i ja ją tutaj pozostawię! - krzyczała wystraszona, próbując powstrzymać drżenie dłoni. Płakała, tak bardzo się bała.
- Nie obiorę jej tego, co nie jej winą. Muszę jednak chronić nasze sekrety przed nią. Nie może pisnąć słowa. Pozbędę się mięśnia mowy - Truchlała tam przed nim żona. Szukała oddechu gdzieś dookoła. Umierała ze strachu ze swojej winy.
- Nie! Nie ucinaj jej języka! Zostaw w spokoju. Poprosimy o pomoc, wychowamy w tajemnicy. Ukryjemy tożsamość, nie damy powodów do wydawania wyroków - Łapała się brzytwy, próbowała obudzić w nim sumienie. Nie potrafił nie wysłuchać. Kochał ją mimo błędów, a że dziecko należało do pomyłek to inna sprawa. Nie wolno mu winić Bogu winnemu duszę dzieciaka. Wystarczającym cierpieniem będzie dla niego życie w tajemnicy. Splamił swoje dłonie krwią, pozbawił tego, co umożliwia wydawanie z siebie dźwięków. Myślał, że to choć trochę zdejmie z jej barków okrutne sekretów brzemię.
Zaprzyjaźniony profesor o wielu imionach znalazł w tej sytuacji ziarnko korzyści dla siebie. Pomógł chronić dziewczynę. Przez lata mieszkała zamknięta pod dachem rodziców, poznając ich sekrety. Opuściła tamte ściany wiedząc zbyt dużo i wyruszyła do zamku, gdzie również nie czuła spokoju. Piękna czarnowłosa Krukonka o umyśle bystrym, skrywała swe zdolności jak tylko umiała. Problem w tym, że wiedza jest nieodwracalna. Nie da się jej wymazać. Wybitnie radząca sobie z pewnymi dziedzinami magii, obdarzona talentem mamy i taty, skończyła szkołę wspaniale. Szkoda tylko, że już nigdzie nie mogła być niczego pewna. Od małego bez tożsamości, stworzona postać. Prudence Grisham - twór wymyślony. Zwracają się Prue do tej uśmiechniętej twarzyczki. Myślą, że znają. Tak się pomylić! Nawet to imię wiele nie powie. Chociaż z nim problemu nie ma, lubi je dziewczyna. Ale i miejsce zamieszkania, opowieści o rodzinie, data urodzenia, nazwisko.
Wszystko to jest kłamstwo.
Dwadzieścia osiem lat już za nią. Nieustanna ucieczka. Dając siebie innym, ukrywając wnętrze. Zaszyła się na dobre w zamku, zostając nauczycielką. Zajęła się równie bezpieczną dziedziną - Runami, co by tylko ktoś nie próbował łączyć informacji. Ma za dużą wiedzę, spore zdolności. Gdyby kto wiedział, co ta młoda nauczycielka skrywa. Jaka to osobistość! Ach!  Nikt by się nie poważył zadzierać, bądź przeciwnie szybko zabrałaby się za unieszkodliwianie tej wiecznie ubranej w suknie, kryjącą się pod zalotnymi spojrzeniami, rozmowami (czy można jednak nazwać rozmową, spotkanie z niemową?), zabawami, śpiewami, uśmiechem, panienką. Zaś pod tą otoczką, mgłą okrywającą, dostrzegłby skrywającą się spokojną, oczytaną i emocjonalną kobietę, która choć ma dziecięcą urodę to serce starców, którymi są jej rodzice.
Jako profesorka radzi sobie dobrze. Mogłoby się wydawać, że młodzież, która wie, iż nauczyciel nie podniesie na nich głosu będzie wyczyniała cuda. Działa to chyba jednak w odwrotny sposób. Jest spokojna, nie może wyżywać się krzykiem na uczniach. Na co dzień używa tylko magii niewerbalnej, która bardzo ułatwiła jej życie, jednak w nauczaniu młodych czarodziejów stosuje najprostsze sposoby. Uczniowie, gdy tylko wejdą do sali znajdują na swoich stanowiskach pergaminy z zadaniami do wykonania i wszelkimi objaśnieniami, przygotowane wcześniej przez ich profesorkę. W razie, gdy mają jakieś pytania ta oto kobieta zapisuje odpowiedź zwyczajnie na tablicy, by wszyscy mogli ją zobaczyć. Co więcej jeśli w sali zajęć jest hałas nie upomina ich nawet w żaden sposób. Zapisuje tylko ilość punktów, które należy odjąć konkretnemu domowi. Za którymś razem młodzież przyzwyczaja się do tego, że ryzykowanie nie jest dobrym pomysłem w tym przypadku. Z drugiej zaś strony nie zwraca uwagi na spóźnienia, ciche rozmowy i śmiechy. Jest osobą wyrozumiałą, której można się zwierzyć, a ona w swoim niekończącym się notesie zawsze odpowie i uśmiechnie się czule. Po prostu są pewne granice, a ona która wie, aż za dużo nie bawi się w ich przekraczanie.


Ostatnio zmieniony przez Prudence Grisham dnia Nie Gru 21, 2014 8:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: [dorosła] Prudence Grisham   Nie Gru 21, 2014 10:21 pm


_________________


Hear Me Roar
Burn Them All
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
 
[dorosła] Prudence Grisham
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» WZÓR KARTY I WSKAZÓWKI TWORZENIA (dorosły)
» [DOROSŁY] Alastor "Szalonooki" Moody
» [Dorosły] Minerwa McGonagall
» Albus Dumbledore [Dorosły]
» [Dorosły] Horacy Slughorn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Dorośli -