Go down
Sahir Nailah
Oczekujący
Sahir Nailah

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Nie Gru 21, 2014 2:51 pm
Nie widziałeś twarzy twojego profesora uczącego cię obrony przed czarną magią, nie widziałeś jego błysków zrozumienia przeplatających się głęboko w tej parze tarczy ze sobą wzajem, tworząc doskonały obraz jego wnętrza, w którym inteligencja gnała w parze z pomieszaniem zmysłów, ocierając się o siebie wzajem i doprowadzając do niespokojnych zgrzytów, jakie miały miejsce przy jego konfrontacji z Alex. Poczułeś jak się podnosi zaraz po tym, jak wypowiedział te słowa - ciekawe, czy zrozumiał, czy pojął to, co chciałeś mu przekazać, a było tego bardzo wiele... Mogłeś powiedzieć tylko to. Jednak gdyby to mu nie wystarczyło, to czy czasem nie zostałby i nie zadawał jeszcze większej ilości pytań? Rozchyliłeś powieki, gdy już wstał i skierował się do wyjścia, nie odprowadzałeś go nawet wzrokiem - otchłań wbiłeś w ścianę przed sobą tonącą w mroku, ledwo słysząc kroki zbliżającej się dziewczyny, która przysiadła na krześle obok twojego łóżka i sięgnęła swoimi dłońmi po twoją. Przeprasza - tylko za co przeprasza? Co zrobiła nie tak, że czuła, że jest ci winna przeprosiny? Trzymała cię, delikatnie, miała chłodne palce, nie było tu najcieplej, albo to też wina zmęczenia - zaklęcie rzucone przez profesora wreszcie przestało działać i znowu osuwałeś się w sen, lekko zginając palce wokół jej dłoni - taki prosty gest, a taki miły... zupełnie jakbyś miał stróża nad własnym wypoczynkiem, prawda?
Nie potrzebujesz stróża. Wykopałeś swego anioła z pozycji, zająłeś się samym sobą, niech tak pozostanie.
Na drugi dzień Nailah zniknął ze skrzydła szpitalnego.
[z/t]





Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Elizabeth Cook
Duch
Elizabeth Cook

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Sro Gru 31, 2014 2:25 am
Wyszła wolnym krokiem z kuchni. Nie była zła czy też zdenerwowana, ale ten chłopak był uparty i po prostu nie chciał od nie już żadnej pomocy. Ona była bardzo cierpliwą osobą i umiała naprawdę wiele wyczekać. Ale teraz to miarka lekko się przegięła. Choć może i po części to była jej wina, bo była ranna, a i ta bolała ją i piekła niesamowicie więc pragnęła czym prędzej udać się do skrzydła szpitalnego by je wyleczyć więc mogła być nieco nerwowa całą tą sytuacją, ale nie na pewno tyle by się nagle na kogoś rzucić tak jak to zrobił on. Weszła do Skrzydła szpitalnego. Znalezienie pielęgniarki w tym miejscu nie zajęło jej dużo miejsca. Usiadła na jednym z łóżek po czym jedna z pielęgniarek rozwiązała jej ranę i skrzywiła się na jej widok następnie czym prędzej poszła po wodę, gaziki i jakieś maści. Nie znała się na medycynie wiec w milczeniu czekała na kobietę. Najgorsze z tego wszystkiego była woda utleniona. Szczypała i bolała jak cholera. Zagryzła mocno zęby i palce zdrowej ręki wbiła w pościel pod nią. Nienawidziła tego uczucia jakie ją zawłada, kiedy czuje tą wodę. Kiedy tylko pieczenie ustało odetchnęła ciężko i głęboko puszczając pościel na łóżku. Kiedy jej rana została oczyszczona z wszystkich możliwych bakterii poczuła jak na jej dłonie kobieta kładzi maść. Maść ta spowodowała iż jej rana całkowicie zniknęła. No co prawda widoczna była jedynie różowa niewielka kreska. Ale trzeba się było jej przyjrzeć by ją dojrzeć. Odetchnęła z ulgą, kiedy tylko jej rana zniknęła z ręki. Podziękowała kobiecie i poruszała palcami kilkakrotnie. Nic jej nie bolało! I to dobrze, bo nie lubi, kiedy coś w jej ciele jest nie w porządku. Miała teraz ochotę zasiąść przed kominkiem z wielkimi lodami i ciastkami. Od tak zatopić swoje smutki i żale zjadając lody. To nie był by wcale taki zły pomysł, gdyby nie fakt, że na dworze jest chłodno. Wstała ze swojego miejsca i zajrzała za okno. Było już cieplej niż ostatnio i dodatkowo śnieg nie sypie tak gęsto i często. Cieszył ją ten fakt, bo sama nie przepada za tą porą roku, choć nic do niej nie ma. To po prostu nie przepada za chłodem, lodem, śniegiem i ogólnie świętami jakiekolwiek by nie istniały. Uśmiechnęła się pod nosem. Niemiłosiernie oczekuje Wiosny, bardzo lubi tą porę roku. Nie ma już śniegu i jest w miarę ciepło, a w dodatku można ubrać luźniejsze ubranie. Zaś siedzenie na ziemi będzie przyjemniejsze, a za chmurami może nawet pojawi się słońce. Oj tak Lizzy już pragnie tych cieplejszych i milszych dni. Lubiła czytać pod drzewem w trakcie przerw miedzy zajęciami i dodatkowo zjeść tam swoje śniadanie. Rozmarzona spoglądała za okno. Lecz po chwili ocknęła się i wsunęła swoje ręce do kieszeni i skierowała się ku wyjściu z skrzydła szpitalnego. Miała ochotę gdzieś pójść w niewiadomą i nieznaną jej drogę. Może spotka kogoś interesującego?

z.t


Łóżka                        - Page 9 N6udjb
avatar
Oczekujący
Cara Rhee

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Pon Sty 05, 2015 10:14 pm
Dwójkę dzieciaków przeniesiono do Hogwartu. Rhee, jako osoba najlepiej poinformowana o całej sytuacji (a i tak słabo) pozwoliła sobie "kierować" akcją.
Czuła się po walce obolała i lekko odrętwiała, ale i tak wyszła z tego lepiej niż tych dwoje.
A wszystko przez jej głupotę.
Tak właśnie myślała, kiedy odprowadzała oboje do skrzydła szpitalnego. Gdyby nie jej głupia chęć pokazania swojej wartości i utarcia nosa dwojgu śmierciożerców wyszłaby z tego bez szwanku, zaś dzieciaki ucierpiałyby nieznacznie... Wystarczyło teleportować się z nimi tuż po użyciu zaklęcia "Fumos". Ale nie... Jak zwykle jej trzeźwe myślenie odpłynęło gdzieś w przestrzeń.
Dowiedziała się, że uratowani są Gryfonami i uderzyła ją fala miłych wspomnień. Mogła się domyślić już na samym początku, kiedy usłyszała słowa młodego chłopaka i kiedy widziała jak mimo porażenia zaklęciem niewybaczalnym, ostatkami sił dziewczyna broniła się przed atakami. Cara wiedziała, że to jej wina, zbyt dużo od niej zażądała... Jednocześnie jednak czuła, że zrobiłaby to samo.
Prawda była taka, że nigdy do końca nie dorośnie...
Po jakimś czasie, po zebraniu ostatecznych wyjaśnień, w Skrzydle została tylko ona i chorzy. Musiała jeszcze wstąpić do gabinetu dyrektora, ale tego nikt nie musiał wiedzieć. Wyganianie przez pielęgniarkę skończyło się idiotyczną odpowiedzią w stylu "a co mi zrobisz, dasz mi szlaban?"
Ta, ona nigdy nie dorośnie.
Usiadła na krześle między dwoma łóżkami. Słodkie wspomnienia.
Alexandra Grace
Gryffindor
Alexandra Grace

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Wto Sty 06, 2015 3:02 pm
Ucięło się trochę historii z życiorysu. Odzywka tamtego człowieka, a potem uderzyła w coś. Po czym nic ją już nie bolało, bo tego nie czuła. Odpłynęła daleko, daleko stamtąd. Nie mogła powiedzieć, że było przyjemnie (żadnych jednorożców na łące, pójścia w strony światła, czy też rozmowy z Bogiem, rodziną). Jej podświadomość podsunęła jej wizję, a raczej znany fragment przeszłości, gdzie to oglądała własną krew po czym normalnie znowu urwał się jej film, również przez utratę świadomości. A w jej głowie to trwało. Leżała w tej czerwonej kałuży nie mogąc się poruszyć.
Zresztą, gdy już wracała do żywych też lepiej nie było. Nie otworzyła jeszcze oczu, a już poczuła bardzo silne rwanie z tyłu głowy. Wydusiła z siebie tylko jedno przekleństwo, po czym wreszcie uniosła powieki. I rozlał się ból już wszędzie. Od głowy, aż po palce u stóp. Nie mogła żadnej swojej kończyny zgiąć ani też poruszyć nią.
Ale nigdy nie zmieniłaby tego, co już się zdarzyło. W końcu Gryfoni nie uciekają, tak? To robią tylko tchórze. Do tego nie bądźmy głupi, ale ta kobieta jest aurorem, więc najważniejsze jest dla niej unieszkodliwianie takich istot, jak tamci. Zresztą wszyscy przeżyli to więc...
Mogło być gorzej. Tak zawsze może być gorzej.
Ból nasilał się, ale spróbowała obrócić głowę (co zresztą skończyło się jej dosyć głośnym piśnięciem). Widziała osobę, która udzieliła jej pomocy. Chciała się nawet odezwać, ale nie miała już na to siły. Nawet ponownie zamknęła oczy, mając nadzieję, że to minie. Wszystko rwało, a każda część jej organizmu chciała po prostu spokoju. Zapewniała mu tyle wrażeń ( i to nieumyślnie!).


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you
Łóżka                        - Page 9 Tumblr_omrczsWdsK1vmcmzko1_500
Zack Raven
Oczekujący
Zack Raven

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Wto Sty 06, 2015 7:30 pm
Nie zabardzo wiedziałem co się dzieje. W takich chwilach nienawidziłem tego, kim jestem. Chciałbym być do jasnej cholery normalny! Ale nie mogło tak być. Alex pomogła mi znaleźć różdżkę w czasie tego chaosu. Nie potrafiłem nawet rzucić zaklęcia. Gdy tylko się ruszałem wszystko mnie bolało. Tak jakbym tydzień miał biegać, a teraz mam po tym wszystkim zakwasy. Straciłem przytomność dopiero w szpitalu, ale i tak nie wiedziałem co się działo wokół mnie.
Pustka, ciemność, cisza i ból.
To czułem pod czas braku przytomności. Czyli zazwyczaj to co zwykle, oprócz bólu. Ciszy unikam. Wiesz co to jest cisz, gdy nic nie widzisz? Nie wiesz, czy jesteś bezpieczny, nie wiesz co się z tobą dzieje. To tak jakby zamknąć cię w pokoju bez okien i drzwi, w takiej kostce, gdzie światło nie dociera. Dźwiękoszczelne ściany. Otwierasz szeroko oczy, ale i tak nic nie widzisz. Cisza staje się twoim wrogiem. Jest czymś co podsyła ci fałszywe znaki, że może jednak ktoś jest... Nikogo nie ma. Nie łódź się.
Obudziłem się, ale nie potrafiłem otworzyć oczu. Jednak czułem spokój, bo wiedziałem, że Alex jest cała. Nic się jej nie stało. Była też tamta kobieta. Moje usta mimowolnie wykrzywiły się w uśmiechu. Nic się nie stało, ale jednak nie okazało się to koszmarem. Przyznajmy, przez cały czas łudziłem się, że jest to fikcja.
- Dziękuję - wychrypiałem. Nie wiedziałem dlaczego to zrobiłem, ale wiedziałem, że tak powinienem zrobić, mimo że był to obowiązek tej kobiety. Może dziękowałem za to, że Alex jest cała?
Nie potrzebowałem otwierać oczy, bo nie było takiego powodu, więc... i tak je otworzyłem, a wy mogliście ujrzeć szare źrenice i jasno niebieskie oczy - prawie jak białe.



Zack Raven
Szczęściem jesteś ty Alex. Szczęście polega właśnie na tym, aby potrafić ciebie słuchać.
avatar
Oczekujący
Cara Rhee

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Sro Sty 07, 2015 4:21 pm
Zdawała sobie sprawę, że rozczulanie się nad swoją lekkomyślnością i głupotą nikomu nie pomoże. Przeciwnie, może zaszkodzić. Ludzie uważali, że tak bezmyślne gnanie na ratunek ludziom było czymś dobrym. Że to jednak odpowiednie postępowanie, zwłaszcza dla kogoś o jej profesji... Jednak ona ciągle czuła, że robi źle, działając tak pewnie. Co mogła zrobić... Umiała tylko przyznać jedno - cholernie podobało jej się niemyślenie. Pewność była dla ludzi, którzy mniej myślą, a uczucie pewności... nie ma nic lepszego od tego, kiedy w chwili działania wiesz, że postępujesz jak trzeba.
W chwilach spokoju aż zbyt dużo myśli atakowało jej głowę.
Przesunęła wzrok na chłopaka zaraz po tym jak niezadowolona pielęgniarka nakrzyczała na nią po raz piąty za nie dawanie spokoju chorym. Napotkała jego nieobecny wzrok i od razu niemal poczuła, jakby w środku nie było zupełnie nic. Oczy nie miały głębi, nie przenikały. Niczym szklane kuleczki.
A jednak nimi poruszał.
- Nie musisz. - powiedziała spokojnie, zakładając nogę na nogę. Spojrzała też na dziewczynę, która już niemrawo otwierała oczy. - Świetnie się spisaliście... Miło patrzeć jak świetnie radzą sobie dzisiejsi Gryfoni.
Cara nie wyglądała jakoś spektakularnie, jak bohaterka. Miała nogawki spodni w błocie, rozczochrane i lekko zbyte włosy, ciągle kręciła na boki ramieniem, w którym czuła ból... Do tego to przygnębienie w oczach.
Alexandra Grace
Gryffindor
Alexandra Grace

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Sro Sty 07, 2015 8:35 pm
Słysząc, że Zack się odzywa ulżyło jej na duszy. Kobiecie tez nic nie było, co pogłębiało marną radość. Cudownie, że nikomu nic poważnego się nie stało, ale ból nie dawał Alex o sobie zapomnieć. Utrudniało to kontaktowanie na porządnym poziomie. Gdy ciągle czujesz pulsowanie dosłownie każdego neuronu w głowie to ciężko się skupić na czymś innym. Bała się nawet szybciej obrócić, co by nie pogorszyć swojego stanu. Choć nie da się ukryć, że bardzo chciała wstać, nie dała jednak ogłupić się swojemu irracjonalnemu pragnieniu. To mogłoby się skończyć nieciekawie. Głupsze od tamtej myśli było to, że chciało się jej śmiać. Kobieta nawet nie zwróciła uwagi na to, jak to "ładnie" się odezwała. Jednak ona nie czuła potrzeby za to przepraszać. Nakazywałaby tak kultura, jednak w tej chwili bardziej chciała spać niż zastanawiać się, czy zachowuje się poprawnie. Nie upomniała to znaczy, że ma to gdzieś, co jej było na rękę. Jeszcze by brakowało, by ponownie (i to w takiej chwili!) mówiono jej o kulturze, której jej brak. Zabawne, że gdy coś nas boli to takie sprawy są zabawne. Nieistotne kompletnie.
- Taa... tak świetnie, że... - urwała na chwilę, żeby przełknąć nie tyle, co ślinę, a wszystko co bolało. W końcu nie będzie jęczała jak to ją wszystko boli. To raczej było oczywiste i nieuniknione. Oszczędzi mendzenia i zwyczajnie przeboleje swoje. I tak dała się tak załatwić.
- ... gdyby nie pani to leżałyby tutaj dwa trupy - Była tego pewna. Nie mogła nawet trafić głupim zaklęciem dobrze. Rozkojarzona i nieogarnięta. Do tego potraktowana zaklęciem przeciwnika zbyt długo. To cud, że nie przypłaci tego życiem Zack lub ona. Gryfoni może i odważni, ale to na nic, gdy sobie nie radzą. Niby dopiero piąty rok, ale to... to pokazywało tylko jak bardzo są nieprzygotowani na to, co się może wydarzyć. Położona na łopatki.
Straciła przytomność! Równie dobrze mogła już być duchem przez takie coś. I wszystko to przez nią. Naraziła tak Zacka... jedną z tych osób, którym chciała pomóc i od których sama oczekiwała wsparcia. Takie rzeczy przypominają jej, że nie ma prawa o nic prosić. Gdyby tego nie zrobiła to byliby cali. Nic z tamtych zdarzeń nie miałoby miejsca...
A może nie? Wręcz przeciwnie - ktoś jeszcze by ucierpiał? Pytań tego typu jest miliony. I ciągle ją nurtują.
Wiecznie winna. Czyżby przynosiła pecha?


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you
Łóżka                        - Page 9 Tumblr_omrczsWdsK1vmcmzko1_500
Zack Raven
Oczekujący
Zack Raven

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Pią Sty 09, 2015 7:13 pm
Nic nie powiedziałem. Byłem na siebie wściekły. Teraz zrozumiałem, że jestem słaby. Nic nie zdziałam. Nie obronię tych, których kocham. Nie dałem rady. Cholera. Powinienem zniknąć z świata czarodziejów i nigdy się do nich nie przyznać. Jestem ślepy, kulą u nogi dla wszystkich, którzy mnie otaczają. Jednak pomogę ci Alex. Chcę cię nauczyć widzieć, bez patrzenia. Zobaczysz, uda mi się. Nie rozumiem tego co się z tobą dzieje, ale nie będziesz z tym sama tak jak ja.
Wysłuchałem waszych wypowiedzi, ale nic nie powiedziałem. Ja nic przecież nie zrobiłem. Nie byłem w stanie. W każdej chwili mogłem zrobić coś wam, a tego bym nie przeżył. Przepraszam was za to, że nic wam nie pomogłem. Jednak nie chciałem tego mówić, bo musiałbym słuchać, że to nie moja wina, ale ja czułem po części się winny.
Nie potrafiłem się nawet ruszyć teraz, bo wszystko mnie bolało. Dziwne jest to uczucie oberwania tym zaklęciem.
Nie boję się śmierci. mógłbym umrzeć, śmierć będzie dla mnie wybawieniem. Może żyję tylko 15 lat na tym świecie, ale jestem już zmęczony tym ciągłym patrzeniem na ciemność - jeśli mogę tak powiedzieć, bo w końcu jaki jest w tym sens? Przecież ja nic nie potrafię. Nie umiem nawet uwarzyć eliksiru bez czyjejś pomocy. Lepiej by było, gdybym umarł na tamtej stacji. Wiem, że mówię bez sensu, ale wy - ludzie, którzy nie zaznaliście tej czarnej pustki, bezsilności w niektórych sytuacjach nigdy tego nie zrozumiecie. Jeśli w przyszłości będę miał dzieci nigdy go nie zobaczę. Nie będę mógł mu powiedzieć, że jest piękne, czy też przystojne, bo mi nie uwierzy - "tata jest ślepy i się nie zna" - wiem to.
Jaki jest sens tych myśli?
Wyczułem, że na mnie patrzysz dobra kobieto. Wiem, że to może być szok. Tak, jestem niewidomy i zrozumiałem, że nie powinienem mieć otwartych oczu, więc je po prostu zamknąłem.



Zack Raven
Szczęściem jesteś ty Alex. Szczęście polega właśnie na tym, aby potrafić ciebie słuchać.
avatar
Oczekujący
Cara Rhee

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Pią Sty 09, 2015 9:12 pm
Świat tak bardzo się zmieniał. Zdecydowanie zbyt szybko. Jeszcze niedawno wyobrażała sobie nastolatków jako tych jedynych, którzy mogą cieszyć się życiem, drobnymi zachciankami i miłostkami... A miała obok dwa ciała młodych, z których duch powoli uciekał. Niszczyło ich oglądanie smutnego, przerażonego świata, ogarniętego falą nieszczęścia. Spowodowanego pojawieniem się tyrana, zwanego Tym-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać lub po prostu Lorda Voldemorta. Pewien człowiek nauczył ją nie bać się tego imienia... Strach przed imieniem wzmaga strach przed samą osobą.
- Ale jeszcze niedawno byłam podobna do was i gdybym myślała w ten sam sposób, nie byłoby mnie w tamtym miejscu, aby wam pomóc. - powiedziała w końcu... Tak, jasne, pomóc. Sama byłaby trzecim trupem, gdyby nie przybyły posiłki. Głupota i porywczość gubiły tych, których uważało się za najlepszych...
Za bohaterów! Którzy także umierają... najczęściej w posty mugolski sposób.
Strach to tylko mała przeszkoda, którą należy przeskoczyć w rozpędzie. Tak, tym właśnie pędem jest odwaga. Wystarczy ją w sobie odnaleźć.
- Nie możecie pokazywać na swoich twarzach takich emocji! - powiedziała w końcu i uniosła się z krzesła. - Ta wojna właśnie o was się toczy. O waszą wolność i o wasze prawa. Jeśli wy o nie nie zawalczycie, kto zrobi to za was? Nikt!
Tyle wymagała od młodego pokolenia. Chciała, żeby umieli cieszyć się życiem, a później - żeby wyrośli na wspaniałych czarodziejów. Takich, którzy zadbają, aby ich dzieci nie pamiętały czasów wojny... Walczących za swoją pozycję i swoje ideały.
Zwróciła wzrok ku chłopakowi i podeszła do niego. Zapewne to słyszał.
- A Ty, chłopcze, nie zamykaj oczu przede mną... - powiedziała spokojnym głosem. Jej nie przeszkadzało bycie mugolem, mugolakiem, półogrem, półtrolem, a tym bardziej bycie niewidomym. To było na razie tylko jej przypuszczenie, bo właśnie tak chłodno i pusto wyglądały jego źrenice. I tak to się nie liczyło. Liczyło się to jakim będzie człowiekiem i jakich czynów dokona.
Alexandra Grace
Gryffindor
Alexandra Grace

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Nie Sty 11, 2015 4:45 pm
Cóż za zabawne wyobrażenie o nastolatkach. Alex mogłaby na palcach jednej ręki zliczyć tych, którzy po prostu cieszyli się życiem, jakby za tymi murami nie działo się nic złego. Wróć, poprawka. Jakby nawet w tych murach nic takiego się nie działo. Ale wcale nie świat ich tak masakrował. To smutni, przerażeni ludzie, którzy skrzywdzeni zostali falą nieszczęść. Do tego tyranów nigdy nie brakło. Od wrogów w postaci swoich znienawidzonych rówieśników poprzez nauczyciela, który mógłby dorównywać okrucieństwem wielkiemu Lordowie, przez tych wszystkich, których chcielibyśmy podnieść, ale oni tego nie pragną, aż do straty wiary w to, że gdzieś są bezpieczni i mogą liczyć na szczęście.
- Pani nie rozumie - wychrypiała. Zaczęła kaszleć przez chwilę, żeby móc dokończyć. Czuła się zrównana z ziemią. Nie poddała się, ale przegrana wciąż nią jest. Istnieje coś takiego, co zwą niektórzy "gryfońską dumą". Jeśli istnieje podział dum i taki rodzaj jest to rzeczywiście, ona miała go sporo. Pokrzywdzenie jej równało się z dużym przytłoczeniem, a ostatnim czasem dostaje ona po dupie, co chwilę. Pasmo nieudanych prób, niespełnionych nadziei, przegranych starć z własną oraz cudzą podświadomością. Po prostu, gdy kogoś spotyka kolejne nieszczęście to zaczyna szukać czegoś innego, godząc się z faktem, że Los to jego największy wróg.
A wszystko i tak skończy się tak samo, bo umieramy jednakowo.
Znikamy, a innym tak łatwo przychodzi o nas zapomnieć, jakbyśmy nigdy nie istnieli.
- Walczymy. Niektórzy nawet sobie nie potrafią wyobrazić, jak bardzo. My młodzi płacimy najwięcej. To my możemy nigdy nie doczekać się własnych dzieci, a nawet zakończenia szkoły. Może nie być nam dane przeżyć czasu, jaki mamy. Tyle, że nigdzie już nie jest bezpiecznie, a my nie jesteśmy nawet w stanie obronić sami siebie, co zabija w wielu nawet marzenia. Chodzące cele tylko przez to, że ktoś miał chory wymysł, iż musi powybijać szlamy. Jakbyśmy byli pieprzonymi pionkami. Szkoda tylko, że nikt nie zauważył, iż życie to nie gra. Sądzi pani, że w tym wszystkim jest metoda? Bo ja jej nie widzę. Jeśli to będzie dalej tak wyglądać to wszyscy możemy już się pozabijać. A przez kogo? Przez tych wszystkich odpowiedzialnych dorosłych z "ideałami". Przez fanatyków, którzy mogą wszystko i są bezkarni. I nikt nic z tym nie robi, bo to nie jest jeden psychopata. Codziennie tworzą się następni i to pod różnymi względami - Mówiąc to widziała w swoich wspomnieniach Vincenta, ale i tych z ulicy. Było niemożliwym, aby udało się z tego wyjść samemu. Ale powinni móc się bronić. Zaś tego im brakuje. Przede wszystkim zapomniano w tym szaleństwie o cennej rzeczy.
- Nie mówię już nawet o umiejętnościach, ale ludzie nie mają nadziei. A bez nadziei pogrążają się w beznadziei. Nie można ich zmusić do wiary. Poddają się - Nie zmyślała, a mówiła jak jest. Wszędzie dookoła ktoś cierpiał. Nikt nie chciał wolności, bo musiałby zapomnieć o swoich problemach, a to wydawało im się niemożliwe.
- Łatwo pani mówić, bo może pani zobaczyć co się dzieje. Jemu zostaje tylko to, co czuje. Nie jest łatwo żyć, gdy ma się świadomość, że wszyscy dookoła posiadają coś, czego my nie mamy - Mówiło się jej co raz ciężej. Wymęczyła ciało i dochodziło do tego, że i dusza osłabiła się. Do tego znowu rozmył się jej obraz. Miała wrażenie, że za każdym razem jest to ułamek sekundy dłużej, a łącznie trwa to wieczność.
- Kim pani w ogóle jest? - Dosyć istotne pytanie. Mimo, że Alex ledwo się ruszała to miała jednak jakieś resztki świadomości.


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you
Łóżka                        - Page 9 Tumblr_omrczsWdsK1vmcmzko1_500
Zack Raven
Oczekujący
Zack Raven

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Sro Sty 14, 2015 3:32 pm
Milczałem. Nie chciałem wszczynać kłótni. Każdy myśli inaczej, a ja wiem jaki jest mój cel - jest nim śmierć. Wy macie przyszłość ja jej nie mam. Co mogę robić? Sam nie wiem. Nawet nie wiem kim chce być. Mój świat to ciemność, ale mam też nadzieje, że nie będzie nim cisza. Cisza jest dla mnie czymś niewyobrażalnie ciężkim. Sprawia, że zaczynam czuć lęk. Nie, nie przerażenie, lecz lęk. On jest czymś co wkrada się w serce, ściska je, czujesz, że nie możesz oddychać, a ciemność potęguje to uczucie. Twoje serce bije szybciej i szybciej, a ty nie wiesz co się dzieje wokół. Jak taka epidemia - wiesz, że kiedyś cię dopadnie i wiesz, że nic na nią nie poradzisz. Nie chce żyć w ciszy.
Gdy powiedziałaś mi, abym przed tobą nie zamykał oczu chciałem się zaśmiać, ale zamiast tego tylko się uśmiechnąłem. Tak pobłażliwie. Co mi to da, że będę je miał otwarte? Nie chce, abyście mi w nie patrzyli. Kiedyś spotkałem małą dziewczynkę w domu dziecka. Spojrzała mi w oczy i powiedziała, że jestem straszny, gdy tak nie okazuje uczuć, ale ja nie potrafię ich pokazać. Nigdy się tego nie nauczyłem. Mogłem się uśmiechać, ale to nigdy nie pokazało mojego szczęścia. Od tamtej pory staram się nosić ciemne okulary. Łatwiej mi z nimi.
Miło mi się zrobiło, gdy stanęłaś droga Alex w obronie mojej słabości, ale nie musisz. Nie potrzebuję pomocy.
- Alex, nie trzeba - szepnąłem.
Miała rację. Jest mi ciężko, bo nigdy was nie będę mógł chronić. Nigdy wam nie dorównam. Zostaje mi tylko egzystować w nicości. Tam gdzie moje miejsce, tam gdzie światło nie dociera i nigdy nie dotrze. Muszę pozostać dla samego życia, bo jest ono darem. Nie ważne, że jest ono ciężkie, ale trzeba je szanować.



Zack Raven
Szczęściem jesteś ty Alex. Szczęście polega właśnie na tym, aby potrafić ciebie słuchać.
Sahir Nailah
Oczekujący
Sahir Nailah

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Sro Sty 14, 2015 6:24 pm
Ten dzień miał obfitować w zdarzenia nawet poza samym Hogsmeade, kiedy już kawałeczek dnia przeminął, kiedy już słońce nie zalewało świata - ale, proszę was, nadal mamy zimę, dnie są krótkie, choć nie powiem, żeby wielka, ognista tarcza nie walczyła o coraz dłuższe bytowanie ze swym krewniakiem, zimnym księżycem, tym nie mniej próżno było wypatrywać długimi godzinami w wieczornych porach złotych promieni dających ciepło i pozostawiającym przyjemny dotyk na twarzy, który ulatywał z pierwszym podmuchem chłodu, zapisany jedynie w pamięci, jako coś pozytywnego, do czego chciało się wracać, dlatego następnego dnia również można było wyjść na dwór i szukać wspomnienia, by przerodzić je w "teraz". Wy dziś nawet nie mogliście się tym nacieszyć - wszystko nakryły zdarzenia tragiczne, wszystko przykrył ból - jak by się to skończyło, gdyby dobra pani auror się tam wtedy nie zjawiła, gdyby ministerstwo nie kazało mieć oka na tą część świata, gdyby, gdyby, gdyby... Spójrzcie, oboje żyjecie, czy potraficie docenić ten dar? Macie szansę odrodzić się jak feniksy i z jeszcze większym zacięciem spojrzeć na zdarzenia kładące się wam u stóp, rozumiecie, co mam na myśli? Możecie też, wręcz przeciwnie, załamać się i uznać, że nie ma sensu żyć, skoro nawet nie potraficie obronić samych siebie, podczas gdy są osoby, które bez żadnego żalu, bez zastanowienia, gotowe były zginąć, żeby takich, jak Wy, obronić... Wierzcie mi, dokładnie wiem, co mówię.
Przecież właśnie jeden z nauczycieli szybkim krokiem, niemal biegnąc, przenosił jednego dzieciaka na noszach przez korytarze z podziemi Hogwartu, którego nikt by o żadne bohaterstwo nie posądził - Nailah bohaterem? Śmieszne, wykluczało się to samo w sobie u tego wampira, który żył cieniem i który z nim się łączył, tonąc w swej pustce i melancholii, którą tak ukochał, pławiąc się w upadku i na dnie, na którym stał, spoglądając na świat z innej perspektywy, z klapkami na oczach, a jednocześnie na tyle przenikliwie, aby nie dawać szans na wątpliwości, że rozumie i widzi o wiele więcej, niż większość chciała pokazać.
Wiesz, Alex, w Jego głowie zrodziła się myśl, że nikt już go nie będzie chciał naiwnie "ratować" i nikt przez niego nie będzie cierpiał.
Charles wpadł do skrzydła, od razu zawołał panią Pomfrey, która podbiegła do niego z pielęgniarką i przejęła od niego chłopaka, zamieniając z nim kilka burzliwych zdań, z których niewiele dało się zrozumieć - stali w przejściu, byli za daleko od dwójki uczniów w wiosce czarodziejskiej poturbowanych i za daleko od pani auror - Pomfrey wyciągnęła różdżkę i przeniosła magiczne nosze nad jedno z łóżek, by białego niczym śnieg, ledwo żywego Krukona położyć na łóżku - On tutaj lubił trafiać i trafiał tu zdecydowanie za często - może to będzie jego ostatni raz?
Nie planował przeżyć.
Złośliwy Los musiał jednak znów namieszać w jego planach - kolejna norma, która wcale nieprzytomnego czarnowłosego nie dziwiła.
Pani Pomfrey zaczęła wykrzykiwać coś do pielęgniarki, nakazała jej przygotować do przeniesienia ucznia do szpitala św. Munga, podczas gdy ona sama pobiegła do swojego gabinetu i nasmarowała głęboką ranę na jego szyi jakąś maścią - wszystko działo się bardzo szybko, zamieszanie powstało nie małe - został wezwany opiekun Krukonów, coś trwającego kilka chwil wydłużało się w nieskończoność... Nosze znów się pojawiły i po udzieleniu pierwszej pomocy zarówno pielęgniarka jak i opiekunka skrzydła zniknęły za drzwiami wraz z Sahirem - po co walczą o jego życie?
Głupota.
Cóż, niektórzy przecież mają tą chorą misję zbawienia świata i niesienia pomocy...
[z/t]





Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


avatar
Oczekujący
Cara Rhee

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Czw Sty 15, 2015 5:50 pm
Cara dużo od nich wymagała… Za dużo.
- Jeśli nie weźmiecie się w garść, będą bezkarni!
Ludzie działali jak maszyny, wbrew pozorom. Wystarczyła tylko mała iskierka energii, aby nakręcić cały ich mechanizm. Kiedy mogła odważyć się jedna osoba, szły za nią całe narody. Potrzebny był tylko jeden, krótki ogień zapalny, niekoniecznie inteligentny.
Kobieta podeszła do dziewczyny i spojrzała wprost na nią.
- Ja też miałam w swoim życiu chwile zwątpienia. Codziennie martwię się tym, że to, co robię nie jest słuszne. Ale o to chodzi, aby poczuć w końcu, że to co robimy jest słuszne. I w końcu zrozumieć.
Iść dumnie pod prąd wśród tych, co na kolanach… Nawet jeśli cały świat miał uciec pod skrzydła Czarnego Pana, ona nigdy tam nie trafi. Zawsze przeciw, broniąc swoich przekonań…
- Robimy zawsze to, czego oczekuje od nas świat, dlatego ci ludzie, fanatycy, tak bardzo brną w to, co kontroluje świat. Nadchodzi kult władzy. Nie dobra, czy zła… Ludzie przestają to rozróżniać. Dlatego ważne, żebyście wy umieli, bo to ludzie kształtują świat. Nie żadna tajemnicza siła.
Tak trudno było utrzymać się przy nadziei, kiedy świat ciągle ciągnął nas wobec swoich przekonań. Nie walcz, poddaj się, żyj tak długo jak możesz i czekaj na śmierć, która i tak cię czeka. Więc po co w ogóle mieli walczyć? Dlaczego panna Rhee, aurorka, wybrała taki a nie inny zawód, a w obecności dwóch przeciwników, którzy mogliby ją zmieść, sięgnęła jednak po różdżkę, aby bronić dwojga Gryfonów? Mogła wyjechać. Daleko stąd, gdzie nie dosięgnęłaby jej ręka czającego się nieopodal zła i fanatyzmu, które tylko czekało, aby ją i jej podobnych zabić. Po co tutaj była…? Dlaczego ciągle parła do przodu?
- Nazywam się Cara Rhee i jestem… nisko postawionym aurorem. – przyznała. Cóż, była młoda, a awans w jej pracy wcale nie był taki prosty. Trzy lata już męczyła się z życiem przedstawiciela „sprawiedliwości” w Ministerstwie Magii.
Podreptała jeszcze tam i z powrotem, po czym rzekła znów, posyłając dziewczynie lekki uśmiech:
- Sądzisz, że nie widziałam, jak wyglądają jego oczy? On nie widzi… Ale to nie znaczy, że ma się tego wstydzić. Chłopcze, - tu zwróciła się do Zacka – masz coś, czego każdy pragnie. Odebrano ci wzrok, ale dzięki temu czujesz mocniej od nas. Nigdy nie będzie przerażać cię ciemność, czego bardzo ci zazdroszczę. To czyni cię wyjątkowym, dlatego nigdy nie zamykaj przed nikim oczu i noś je z dumą, bo nie jest to żadna przeszkoda w twoim życiu. Znajdziesz w końcu sposób, aby stać się większym czarodziejem ode mnie, od niej - tu kiwnęła głową na Alex – i od każdego, kogo spotkasz, ponieważ nie ogranicza cię widok świata. Nie masz czego żałować. Jest wyjątkowo obrzydliwy. Gdyby ten widok opisać można było dźwiękiem, byłoby to rysowanie gwoździem po szybie.
Splotła ręce na piersi i westchnęła. Powinna już się zbierać. Musiała wpaść jeszcze do jednego miejsca.
- Jeśli kiedykolwiek będziecie potrzebowali pomocy, możecie się do mnie zwrócić.
Kiedy już wychodziła, przejechała wzrokiem po sali. Zatrzymał się on na chwilę na głośno rozmawiających ze sobą pielęgniarkach, a zaraz później na wychodzącym mężczyźnie, którego… jakby kojarzyła. Cara była bardzo słaba w zapamiętywaniu twarzy, zapewne gdyby się odezwał, byłoby dużo łatwiej, ale nie zwróciła wcześniej na to uwagi.
Jeszcze nie wiedziała, że to wydarzenie zapoczątkuje kolejny ciąg.

[z/t]
Alexandra Grace
Gryffindor
Alexandra Grace

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Pią Sty 16, 2015 7:01 am
Cały świat chyba oczekiwał tego, że zaraz przerwą edukację i będą walczyć. Takie uczucie można było odnieść. W zamku działy się takie rzeczy, że ciężko już wierzyć w to, że są bezpieczni. Gdzie sens w takim bagnie? Tylko co raz więcej osób w nie wpada i tonie. Nikt nie powiedział, że nie mają nadziei w ogóle. Problem jest taki, że jej brakuje. Alex i jak widać aurorka zdawały sobie sprawę z tego, że nie wolno im się poddać, szczególnie w takiej chwili. Jednak myśl o tym, co mogą stracić jest żywa. To nie tylko irracjonalne założenie, że mogą zginąć. Stało się to okrutnie wyraźnym faktem. Gryfonka nie chciała robić tego, co inni uważają za słuszne. Chciała mieć przekonanie o tym, iż jeśli coś zaczyna to rzeczywiście wierzy w tą sprawę, a nie biec na oślep. Miała rozum i pragnęła z niego korzystać. Wszystko to sprawiało, że gdzieś droga zwana życiem robiła się dziwnie kręta i wyboista.
Ktoś pojawił się prócz nich w skrzydle. Zdążyła zarejestrować szmery - zamieszanie. Co nie wróżyło nic dobrego (tylko czy kiedykolwiek ktoś, kto znalazł się tu, mógłby stwierdzić, że to było dobre?). Niestety wychylenie się na tyle, by dostrzec coś użytecznego okazało się dla niej niemożliwe. Uderzyła tylko ręką w łóżko i mruknęła ze złością. Taki stan doprowadzał ją do szału. Nazwisko kobiety zakodowała sobie w głowie. Nigdy nic nie wiadomo. Potem ona wyszła i zostali sami na jakiś moment. Wtedy zdążyła zwrócić się do Zacka.
- Trzeba było. Dobrych ludzi zawsze spotyka najwięcej złych rzeczy, a ty już tak wiele musiałeś wycierpieć. Nie zasługujesz na to. Jesteś moją jedyną nadzieją, bo jeśli ty się poddasz to ja mam pewność, że sobie nie poradzę. - Bała się. Że już nie będzie żyła dalej. Podda się i straci wszystko. On był jej iskierką. Czymś co przynosiło złudne wizje, przyszłości w której jakoś funkcjonuje. I choć próbowała okłamywać samą siebie, że to nic wielkiego, że to tylko jakaś przeszkoda kolejna i sobie poradzi to czuła, że to tak nie zadziała.
Potem pojawiła się pielęgniarka i trzeba było rozmawiać z nią.
Pozbierana do względnej kupy po jakimś czasie znowu się ruszyła i mogła wyjść ze skrzydła.
/zt


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you
Łóżka                        - Page 9 Tumblr_omrczsWdsK1vmcmzko1_500
Zack Raven
Oczekujący
Zack Raven

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

on Pią Sty 16, 2015 7:22 pm
Powstrzymałem się od prychnięcia. Kiedyś byłem pewny, że dam radę zwojować i wygrać. Pokazać tym wszystkim ludziom uważających mnie za słabe pisklę, które nigdy się nie rozwinie, aby normalnie funkcjonować na tym świecie, tu gdzie panuje wojna. Wiedziałem jednak, że teraz nie mogę się poddać. Muszę pomóc Alex, a potem usunę się, może otworzę jakiś pub. Nie wiem, ale nie mogłem być Aurorem - narażałbym życie innych, uzdrowicielem - też nie mogę być. Nie wiem kim jestem, a co dopiero kim mam być? Tak to prawda, nie wiem kim jestem. Nie znam moich rodziców, nawet nie wiem jaki dokładnie mam status krwi, a jednak tu trafiłem. Ktoś o mnie wiedział. To niezwykłe.
Moje serce zabiło mocniej, gdy ona powiedziała o strachu. To nie jest tak, że się nie boję ciemności. ja się jej okropnie boję. Za każdym razem, gdy ktoś się do mnie odezwie paraliżuje mnie strach, że dostanę zaklęciem i nie zdążę zareagować. Zawsze będę się bać, ale ja nauczyłem się z tym strachem żyć - to dlatego jestem taki spokojny. To dlatego poruszam się wolno i ostrożnie. To dlatego wiem więcej od was wszystkich, a zarazem jestem nieświadomy, bo nie widzę nadchodzącego niebezpieczeństwa.
Caro Rhee, wypowiadasz się na temat czegoś, czego nie znasz. Nigdy nie dowiesz się jak to jest. Nigdy nie poznasz moich uczuć. Nawet nie zauważyłaś, że cały czas milczę, że mało słów wypowiadam. Nie lubię o tym rozmawiać, bo ja wiem jak ja się czuję, a ty, wy nie wiecie. Nie poznacie tego uczucia.
Nagle zesztywniałem. Zacisnąłem mocniej powieki. On tu był. Był tu ten co mnie ugryzł. Ledwo powstrzymałem się, aby nie usiąść. Wstrzymałem oddech. To zamieszanie. Byłem ciekawy co mu się stało. Jednak nie mogłem pokazać po sobie, że wiem kto tam jest. Wyszli. Cara Rhee też poszła. Uśmiechnąłem się ciężko i przekręciłem głowę w stronę Alex.
- Spokojnie, nie poddam się dopóki ci nie pomogę. Zawsze będę dla ciebie - szepnąłem, nie bardzo wiedząc co mówię i zasnąłem.
Wyszedłem kilka dni później.

[z/t]



Zack Raven
Szczęściem jesteś ty Alex. Szczęście polega właśnie na tym, aby potrafić ciebie słuchać.
Sponsored content

Łóżka                        - Page 9 Empty Re: Łóżka

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach