Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Pusta sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15, 16  Next
avatar
avatar


PisanieTemat: Pusta sala    Pon Wrz 02, 2013 1:41 pm

First topic message reminder :

Już dawno nikt z niej nie korzystał. Obecnie używa się jej jako magazynek na krzesła i tym podobne rzeczy - ot, nic wartościowego. I tak praktycznie nikt tu nie zagląda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Pon Mar 21, 2016 12:12 pm

Zadziwiające było to, że zaledwie wczoraj mijali się na korytarzu i jedyne co ich łączyło, to zwykłe ,,cześć'' i rzucony przelotnie uśmiech, a dzisiaj rozmawiali tak poważnie i normalnie jakby znali się co najmniej od urodzenia. Nie czuł już przy niej skrępowania czy wstydu za to, kim był. W jakimś stopniu otworzył się przed nią, zaufał jej ze względu na to że miała okazję już powiedzieć to i owo koleżankom, a nie zrobiła tego.
- Nie dać się zabić - odpowiedział rzucając jedyne w miarę rozsądne zdanie. Nie można po prostu usiąść i nie robić nic, czekając na to, aż ktoś rzuci w nas zaklęciem. Sami musimy je rzucać, tak to rozumiał Remus. - Rozumiem - dodał cicho. Wiedział jednak jak głupio to brzmi, bo jego ojciec żył i cieszył się zdrowiem, nie stracił rozumu na wskutek rzuconych zaklęć. Jedyne na co było go teraz stać, to delikatne otoczenie jej ramieniem i dodanie otuchy, nic innego nie wpadło mu do głowy.
- Widzisz, są dobre wiadomości. Uzdrowiciele nie spoczną, póki nie wyleczą chorego - pocieszał ją z uśmiechem. Cieszył się razem z nią, że jej tacie się polepsza. Miał nadzieję, że lada moment całkowicie wróci do zdrowia i Anabell znowu będzie się cieszyła tym, że ma chociaż część rodziny jaka jej pozostała.
- Kojarzę - odparł z uśmiechem. - I wcale mu się nie dziwię, też bym to tak przyją - zachichotał. - Czyli mam rozumieć, że idziesz z nim? - zapytał spoglądając na nią ciepło. Zawsze się zastanawiał co jest takiego fascynującego w tym całym Klubie Ślimaka. To przecież zwykła banda sławnych pyszałków, znanych tylko i wyłącznie ze swojego bądź rodziców nazwiska. Jedyną osobą, która trafiła tam wyłącznie przez swoje umiejętności, była Lily. No i może on sam. Dość często wymyślał rozmaite wymówki, by nie skorzystać z zaproszenia jakie wysyłał mu profesor Slughorn. Wolał w tym czasie ćwiczyć zaklęcia czy uczyć się, zamiast tracić czas na coś niepotrzebnego jakim były te ich spotkania. Ostatnie jednak nie udało mu się wykręcić i poszedł tam, by znosić te dumne spojrzenia i zadarte nosy z tego, że tu są i przechwalanie się, kto jest bardziej ,,znany''. - Następnym razem poradź się w kwestii wyboru książek. Nie możesz czytać czegoś co jest nudne i wywołuje senność, bo to marnowanie czasu. Wiem co mówię, wszak jestem ekspertem w tej kwestii - wyszczerzył się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar


PisanieTemat: Re: Pusta sala    Czw Maj 05, 2016 9:15 pm

Zakończenie sesji pomiędzy Anabell a Remusem z powodu zbyt długiego zwlekania z postami.
[z/t x2]


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Sob Wrz 17, 2016 9:48 pm

Kyo przeżył. Był jednym z nielicznych którzy mogli się pochwalić tym, że udało się im wyjść żywym z zakazanego lasu. Niestety jaką cenę musiał za to zapłacić. Za własną głupotę, nie było nawet kogo w tej chwili obwinić za to co się stało. I to było dla niego najbardziej frustrujące. Do tego momentu znajdował tysiące problemów w innych ludziach, ale w sobie nigdy. Za wszystko co było złe obwiniał sam siebie. Był dzieckiem które nie rozumiało pewnych rzeczy. Teraz kiedy przemierzał korytarze z brązową przepaska na lewym oku... a może raczej na miejscu gdzie było kiedyś oko zaczynał coraz bardziej rozumieć sytuacje w której się znalazł. To wszystko naprawdę nie tak miało wyglądać, oczywiście, że nie miał być szczęśliwy, nie miał nigdy dosięgnąć gwiazd, ale nie powinien doprowadzać do takiej chwili kiedy wyrzuty sumienia były wręcz nie do wytrzymania.
Puchon szedł opustoszałymi korytarzami. Przez ostatnie dni stał się znacznie bardziej spokojny, być może dlatego, że musiał przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Jego pole widzenie było bardzo poważnie naruszone, na skutek czego codzienne funkcjonowanie sprawiało mu trudności. W końcu jego nogi zaprowadziły go do pustej sali w której bardzo często przebywał kiedy potrzebował chwili samotności. W sumie tak naprawdę ja sama nie pamiętam chwili kiedy to Kyo miał ochotę na czyjeś towarzystwo. Nawet teraz kiedy najpewniej bliskość jakiegoś przyjaciela by mu pomogła, to musiał się sam przed sobą przyznać, że takowego nie posiadał. Przez jego głupie wizje jego własnego świata teraz zrozumiał, że w cierpieniu będzie sam, i jak pewnie kiedyś przyjdzie mu umrzeć też tak będzie. Była to naprawdę straszna wizja, ale jakże prawdziwa.
Kyohei w końcu oparł się plecami o zimną ścianę i zjechał powoli po niej na kamienną podłogę, w którą to po chwilce wbił wzrok. Przez jego myśli przelatywały krótkie przebłyski tego co się wydarzyło w zakazanym lesie, a zaraz po tym pojawiał się profesor obrony przed czarną magią, który niestety miał rację. Kyo zginie przy pierwszej lepszej okazji jeżeli nie zrozumie zasad jakimi rządzi się ten świat. Po raz któryś dostał szansę od losu, pozostawało tylko podstawowe pytanie... czy ją wykorzysta, czy przetraci tak samo jak inne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Sob Wrz 17, 2016 10:09 pm

Każdy chyba ma taki moment, że nagromadzone odczucia po prostu się z niego ulewają. Czasem wybucha się wtedy głośnym krzykiem, innym razem zanosi niekontrolowanym śmiechem, a nawet niekiedy nie można powstrzymać łez. Ta granica wbrew pozorom jest bardzo cienka i kiedy już zostanie przekroczona, po prostu nie da się powstrzymać emocji. Dla wszystkich jest to z pewnością oczywiste, jednak wspominam o tym, aby wyraźniej nakreślić stan Silver, która już zwyczajnie miała dosyć. Tego popołudnia zwyczajnie nie wytrzymała, trzasnęła drzwiami i wybiegła z dormitorium. Wzburzona pędziła przed siebie aż dotarła na pierwsze piętro, kompletnie ignorując co się dookoła niej dzieje. Wpadła na jakiegoś pierwszaka, lecz to nie miało znaczenia - chciała po prostu odciąć się na chwilę od świata. Powoli tracąc oddech odnalazła pustą i od dawna już nieużywaną salę, do której wkroczyła zamaszyście otwierając drzwi, a następnie zatrzaskując je z impetem.
- Jak ja ich nienawidzę! - Wrzasnęła i uderzyła kilkakrotnie pięściami o bogu ducha winną ścianę.
Nagły ból w zdartych do krwi kostkach odrobinę ją uspokoił, jednak nie na tyle, aby móc wrócić do dormitorium. Dlatego oparła się czołem o zimną ścianę i ukryła twarz w dłoniach. Starała się przekonać samą siebie, że to cokolwiek pomoże, że jak policzy sobie spokojnie do dziesięciu, to wszystko wróci do normy. Oby się nie pomyliła, bo tajemniczy Puchon, który jeszcze do tej pory siedział pod ścianą nie powinien liczyć na taryfę ulgową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Sob Wrz 17, 2016 10:25 pm

Kyo tego typu stany emocjonalne znał aż za dobrze. Nagłe poczucie tego, że przestaje się powoli ogarniać świata który nas otaczał. W jego wypadku ta złość była czymś czym on zaczął się w pewnym momencie karmić. Wmówił sobie, że jest to jedyna rzecz która jest w stanie utrzymać go przy życiu. Dopiero niedawno zrozumiał, że wcale tak nie było. Nienawiść do siebie samego jedyne co mogła zrobić to go zniszczyć, co z resztą uczyniła. Teraz rozumiał co Neve chciała mu przez ten cały czas przekazać, a on jak ten debil nadal trzymał się swojego. Może i dobrze się stało, że ich drogi się rozeszły, może Kyo potrzebował takiego solidnego kopniaka. Z drugiej, jednak strony jak miał przekonać i ją i jednocześnie samego siebie, że tak naprawdę się nie zmienił, że nadal jest tym samym chłopakiem którego ta poznała w sali muzycznej. Kiedy grał tą rzewną melodię, a nuty płynęły swobodnie łącząc na chwilę ich drogi.
W końcu z tych rozmyślań wyrwał go nagły trzask który pochodził ze strony drzwi. Ktoś wbiegł... potem krzyk... dziewczyny, i głuche uderzenie dłonią o ścianę.
-Pozostaje tylko pytanie czy nienawidzisz ludzi, czy siebie za to, że nie byłaś w stanie nic zrobić- Mruknął cicho dalej siedząc w ciemnym kącie. Nie chciał pokazywać się dziewczynie, ta przepaska była jego trofeum... trofeum wstydu i porażki jaką poniósł po raz kolejny. Kyo czegoś nauczył się o nienawiści. Aby zacząć żywić to uczucie do drugiej osoby, to z reguły musiałoby się stać coś naprawdę okropnego. W większości przypadków nienawidziliśmy samych siebie, ze względu na różne czynniki. Może nie udało nam się sprostać jakiemuś zadaniu, albo sami kogoś zawiedliśmy, albo tak jak Kyo spieprzyliśmy sobie sami całe swoje życie. Jestem bardzo ciekawa czy gdyby ktoś spróbował poklepać go po ramieniu i zapewnić, że dobrze zrobił zachowując wierność swoim przyjaciołom, poświęcając dla nich tak naprawdę samego siebie. Może jego światopogląd się zmienił nie do poznania. Gdyby wcześniej trafił na kogoś... zaraz przecież trafił i to nie raz, ale ten zapatrzony w swój ból debil oczywiście tego nie widział.
-Z drugiej strony... nie nadużywaj słowa "nienawiść" czasami ludzie naprawdę z tym przesadzają, a bardzo często nawet nie wiedzą co to jest- On już z tym uczuciem się chyba nawet trochę zaprzyjaźnił, chociaż teraz wiedział, że będzie musiał zerwać tą znajomość, bowiem nie zaprowadzi go ona nigdzie indziej niż na jego własne zatracenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Sob Wrz 17, 2016 10:52 pm

Pogrążoną we własnych myślach Silver wyrwał z zadumy czyjś głos. Zabrzmiał zupełnie jak jej sumienie, które zazwyczaj starała się uciszyć... poduszką... dopóki nie przestanie się szarpać. W każdym razie, dziewczyna wzdrygnęła się gwałtownie i odwróciła o sto osiemdziesiąt stopni, lustrując uważnie całe pomieszczenie. Wprawdzie było ono całkowicie zastawione krzesłami i różnymi rupieciami, o których pracownicy szkoły już dawno zapomnieli, jednak mniej więcej wiedziała, z której strony dochodził głos. Spojrzała w tamtym kierunku, wciąż opierając się o ścianę.
- Jestem o tyle w komfortowej sytuacji, że nienawidzę ich - skłamała bez zawahania. Ten nieznajomy człowiek uderzył w bardzo czuły punkt. Tak jakby w ranę, która nie chciała się zagoić i od dawna ropiała. A była to konkretnie świadomość, że prawdopodobnie nienawidzi bardziej tej Silver, którą jest - słabej i wrażliwej, a nie potrafi tak naprawdę stać się tym, na kogo się kreuje. Ale swoją drogą ludzie w dormitorium też doprowadzali ją do szału.
- Lepiej nadużywać "nienawiści" niż "miłości". Kiedy to drugie okaże się kłamstwem, to jakoś tak bardziej boli - wzruszyła ramionami i zaczęła niepewnie wędrować rzędami ławek, aż dotarła do ściany, pod którą siedziała skurczona postać. Mimo że Ślizgonka znała go tylko z widzenia, to dostrzegła jak źle wygląda. Nie, nie chodziło tutaj o przepaskę, ale o uczucia, które prawdopodobnie odzwierciedlało jego ciało. Automatycznie przygryzła wewnętrzną stronę policzka.
- Jak wiele widziałeś z mojego zjawiskowego upadku? - Zapytała nagle czując się ogołocona z tego, co tak skrzętnie budowała. Wyszło na jaw, że taki obrzydliwy Ślizgon, to też człowiek... a co gorsza wrażliwy. Ech, prawdopodobnie miała zaraz zostać wyśmiana, więc już szykowała w głowie plan defensywy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Sob Wrz 17, 2016 11:07 pm

Ona jest w na tyle komfortowej sytuacji, że nienawidzi ich. Na dźwięk tego stwierdzenia puchon nie mógł się lekko nie uśmiechnąć. Nie wiedzieć dlaczego odnosił dziwne wrażenie jak by rozmawiał w tej chwili ze swoim własnym odbiciem lustrzanym. Podobne reakcje, podobny sposób tłumaczenia wszystkiego tego co się działo wokół niego.
-To nie jest komfortowa sytuacja- Odpowiedział spokojnie. Nie chciał być teraz nagle zbawcą całego świata tylko dlatego, że sam dostał twardą szkołę życia. Z resztą sam wiedział, że jeżeli człowiek sam nie potknie się na własnych błędach to można się zesrać a i tak nic to nie da. Dlatego też nie miał najmniejszego zamiaru dawać jej jakiejś moralizatorskiej mowy do czego to nienawiść może prowadzić. Tym bardziej, że ta nadal w nim była, nadal gdzieś żyła.
-Tylko nienawiść czeka na nas na każdym kroku... miłość niestety nie- I to sprawiało, że była wyjątkowa. Niestety ludzie bardzo często woleli wybrać nienawiść. Dlaczego? cóż była prostsza, szybciej się z nią można było zaprzyjaźnić, nie wymagała od nas wiele. Tak naprawdę nic nie musieliśmy robić. No, ale Kyo zaczyna teraz znowu wpadać ze skrajności w skrajność. Tym razem za bardzo stara się wszystko zrozumieć i za bardzo próbuje pokazać, że wszystko zaczął akceptować. A tak przecież wcale nie było, nie chciał pewnych rzeczy akceptować. Nie chciał zaakceptować tego, że ludzie dalej mieli go za śmiecia, że nikt nie widział w nim niczego wartościowego. Pozostawało tylko pytanie czy był w stanie to jakoś zmienić. Jego dusza była już w strzępkach, nigdy nie uda mu się jej złożyć do poprzedniego stanu, ale może gdyby poświęcił trochę czasu, z jakiś kawałeczków udałoby mu się zbudować coś nowego.
-Upadków się naoglądałem w życiu... twój nie jest niczym nowym- Odpowiedział spokojnie wstając z ziemi opierając się dalej o przyjemnie chłodną ścianę. Ręce włożył sobie spokojnie do kieszeni. Nie patrzył nawet teraz na dziewczynę. Rzadko utrzymywał kontakt wzrokowy, za każdym razem powtarzał, że bał się tego co ujrzy w oczach drugiego człowieka. Kyo bardzo mocno wierzył w to, że oczy odzwierciedlają duszę, i to było przerażające... to co chwilami w nich się odbijało. W przeciągu kilku minut obraz naszego rozmówcy mógłby się zmienić nie do poznania, a nasze wyobrażenia legły by w gruzach.
-Tak czy inaczej następnym razem jak chcesz wyładować swój gniew, to staraj się sobie nie robić krzywdy- Powiedział i kiwnął głową na jej kostki z których skóra w tej chwili była lekko zdarta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Nie Wrz 18, 2016 6:44 pm

Uniosła jedną brew do góry i uśmiechnęła się lekko ironicznie. Chyba niezbyt jasno się wyraziła, albo Puchon nie do końca zrozumiał, co miała na myśli.
- Ale nienawiść do innych zdecydowanie wygrywa w zestawieniu z tą, którą kierujemy do siebie. Od innych uciekniesz, ale od siebie... - Zacmokała niby z niezadowoleniem i lekko wzruszyła ramionami, a następnie oparła się plecami o ścianę i zsunęła na podłogę. Widząc, że w międzyczasie chłopak wstał wywróciła lekko oczami i poklepała miejsce obok siebie. - Siadaj, niech ten zielony krawat cię nie zniechęca - westchnęła, machając lekko wcześniej wspomnianą częścią garderoby.
Oparła głowę o chłodny mur zamku i przymknęła oczy. Nie czuła się ani trochę niekomfortowo, mimo że była odrobinę aspołeczna. Dopiero w tym momencie poczuła, że cała złość z niej uleciała, a uwaga została skupiona na pulsujących bólem kostkach. Naprawdę oczyszczające uczucie.
- Świat byłby wtedy zbyt nudny - mruknęła odrobinę niezadowolona i uchyliła jedną powiekę. Zlustrowała z uwagą towarzysza i przymknęła na nowo oko. Był w złym stanie, a ona prawdopodobnie zaogniała jeszcze niezagojone rany Puchona. Czy już wspomniałam, że naprawdę marny z niej pocieszyciel? Nie? No, to teraz wspominam.
- To dobrze... w sumie nie dobrze - syknęła plącząc się w tym, co chciała powiedzieć. - Miałam na myśli, że dobrze dla mnie. Istnieje nadzieja, że po prostu zapomnisz o tym, co nawyczyniałam. - Powiedziała bardzo cicho, zaciskając do jedną pięć, to drugą, a słysząc jego kolejne słowa zaśmiała się gorzko.
- Lepiej, że oberwała ściana, a nie ty - mruknęła z rozbawionym uśmiechem. Z resztą zaatakowanie kogoś pięściami było takie mugolskie. To trochę uwłaczało godności czarodzieja, który jakby nie patrzeć, posiadał różdżkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Nie Wrz 18, 2016 7:33 pm

Kyo w tej chwili nie miał najmniejszej ochoty na rozważania nad jakimiś filozoficznymi bzdetami, które tak naprawdę w jego życiu nigdy się nie sprawdzą. Więc po co tak naprawdę drążyć temat. Potargał nerwowo jedną ręką włosy z tyłu głowy na skutek czego te jeszcze bardziej zaczęły odstawiać w różną stronę.
-Nie ważne jak by na to nie spojrzeć jedno i drugie to gówno- Taka była prawda nienawiść w nadwyżce była niedobra, ale i miłość też... z drugiej strony co ja tutaj pieprzę. Może i chłopak dostał twardą szkołę życia, może i nauczył się pewnych rzeczy, ale nie ma co oczekiwać, że zmiana w nim zajdzie z dnia na dzień. Dlatego też kiedy dziewczyna pokazała mu aby ten usiadł obok niej, on po prostu zignorował to, po czym zasiadł na jakiejś lekko już podniszczonej ławce.
-Tak... uderzenie w ścianę jest naprawdę godne wstydu- Mruknął wyraźnie rozbawionym tym w jaki sposób dziewczyna widzi świat. Gdyby ktoś postawił się na miejscu Kyo zrozumiałby dlaczego dla niego było to takie śmieszne. Dziewczynie wydawało się, że po pełniła nie wiadomo jaki błąd pozwalając sobie na taki wypływ emocji, a co Kyo miał w tej chwili powiedzieć. Gdyby zebrać całe jego życie do kupy to powstała by całkiem ładna lista wstydliwych rzeczy. Zaczynając od jego najmłodszych lat, bo nie miał siły aby uratować swojej matki, kończąc na tej chwili.
- W sumie z drugiej strony nie wiele mnie to interesuje- Kyo nie wnikał w życie innych, nie miał najmniejszego zamiaru wypytywać się co wyprowadziło dziewczynę z równowagi. Dostał lekcję od życia, ale mimo wszystko nadal nie potrafił jej jakoś wdrożyć w życie. Możesz powiedzieć, że puchon nie liczy się z uczuciami drugiej osoby, że jest zimny i nieczuły... możliwe, ale trzeba zrozumieć, że w swoim życiu za wiele razy brał pod uwagę czyjeś uczucia i jak to się skończyło... jedną wielką klapą. Nie jest w stanie zatroszczyć się sam o siebie, a co dopiero mowa o innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Nie Wrz 18, 2016 8:05 pm

Prawdopodobnie przewróciłaby w tamtym momencie oczami, jednak miała je przykryte powiekami. Odniosła wrażenie, że Puchon podchodził z taką nudną negacją do wszystkiego na tym świecie. To przekonanie zostało dodatkowo potwierdzone, kiedy usiadł na ławce, a nie na miejscu obok niej. Parsknęła śmiechem i uniosła wysoko jedną brew.
- Obstawiam, że gdyby nagle pojawiła się tutaj zionąca czeluść, a ja bym powiedziała "nie wskakuj tam, to niebezpieczne", to od razu byś się w nią rzucił, nieprawdaż? - Rzuciła w jego stronę i otworzyła oczy czekając na reakcję. Sądząc po jego naburmuszonym wyrazie twarzy i pozie niemal krzyczącej "mam was wszystkich gdzieś", chłopak miał prawdopodobnie zamiar zaraz odejść bez słowa. Ale czy to miało aż takie znaczenie? W gruncie rzeczy go nie znała, więc nic by to nie zmieniło.
- Bardziej bym się wstydziła, gdybym popłakała się ze złości w dormitorium... jeżeli wątpisz, to uwierz, że tak się da - pokiwała głową. Nie była niestabilna emocjonalnie... chyba. W każdym razie obecność jajników zobowiązywała ją do częstych zmian nastroju i niekontrolowanych reakcji. Kobiety chyba po prostu tak miały i należało im to wybaczyć.
- To dobrze. Tak czy siak nie miałam zamiaru ci się wyżalać. Akurat o to nie musisz się martwić - przyznała zgodnie z prawdą i wyprostowała do tej pory podkulone nogi. Spojrzała znów w kierunku nieznajomego i przekrzywiła z zainteresowaniem głowę. - A tak gwoli ścisłości, to jak masz na imię? - Zapytała w rzeczywistości nie spodziewając się ani tego, że młodzieniec odpowie, ani tego, iż zapamięta jak się nazywa. Toż, ta mała małpa, nie pamiętała niektórych imion dzieciaków ze swojego domu... no dobrze, większości. To nigdy nie była jej mocna strona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Nie Wrz 18, 2016 8:29 pm

Kiedy ta zaczęła robić mu jakiś wywód na temat tego czego on by nie zrobił, gdyby coś tam, ten się tylko wyciągnął wygodnie na ławce wbijając wzrok w jakiś punkt ponad jej głową. Kyohei nigdy nie był tak naprawdę dusza towarzystwa, ani też jakimś super rozmówcą, za to zawsze wydawało mu się, że jest dobrym słuchaczem. Może i nie umiał doradzić, być może częściej dołował niż pomagał, ale nie zmieniało to faktu, że jeżeli ktoś chciałby mu się wyżalić to pewnie by łaskawie go wysłuchał.
-Hę...- Uniósł lekko brwi do góry kiedy ta już skończyła mówić. Brak zrozumienia z jego strony nie wynikało tak naprawdę z tego, że był głupi, po prostu najnormalniej w świecie jej nie słuchał, a powodu były dwa. Po pierwsze Kyo ma brzydki zwyczaj uciekania myślami gdzieś przed siebie, a po drugie był głodny. Jeżeli kiszki mu marsza grały to nie był tak naprawdę w stanie myśleć o niczym innym niż o jedzeniu. Dlatego też jego myśli podczas wywodu dziewczyny krążyły wokół placka dyniowego, którego bardzo chętnie by teraz zjadł.
-No tak... zapomniałem, że dla ślizgonów samo życie jest zawstydzające- Westchnął zrezygnowany. On uczniów z tego domu widział tak naprawdę w jeden sposób. Jakieś tam laleczki które nie posiadały własnego umysłu, bowiem ktoś już dawno wpoił im jakieś durne zasady. Dlatego też nie ma co się dziwić, że puchon utrzymywał między sobą a rozmówczynią swego rodzaju dystans. Już kilka razy zrozumiał, że na pewno są zupełnie innymi światami, ich poglądy na pewno się będą różnić, i nie będzie sposobu aby dojść do jakiegoś porozumienia. Chociaż gdyby tak się uprzeć w ten sam sposób wyglądały jego relacje z innymi ludźmi w tej szkole.
-Kyohei...- Powiedział krótko zaszczycając blondynkę krótkim spojrzeniem. Oj tak... znajomość z Kyo nie była prosta i parę osób już o tym się przekonało, co oczywiście nie oznaczało, że dotarcie do niego było niemożliwe...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Pon Wrz 19, 2016 8:43 pm

Otworzyła szeroko oczy i podniosła głowę, żeby móc porządnie zlustrować wzrokiem Puchona. Uniosła do góry brwi i walcząc ze śmiechem powiedziała :
- No i właśnie o tym mówiłam. - Zaśmiała się bardzo krótko z lekkim podziwem dla braku szacunku, jaki wobec niej reprezentował. Nie, nie miała mu tego za złe. Może lekko ją ubodło to, że została potraktowana jako zła Ślizgonka, która na pewno kiedyś będzie czarnoksiężnikiem. Wolne żarty! Zapewne skończy sprzedając żabi skrzek i oczy żuków w aptece rodziców.
- Idąc twoim tokiem rozumowania wy, Puchoni, nie potraficie w ogóle żyć - wzruszyła ramionami. Nigdy nie przepadała za dziećmi z domu borsuka, bowiem już sam fakt posiadania w herbie tego zwierzęcia skłaniał członków innych domów do cichego chichotu. Poza tym dobrotliwie głupiutka Helga Hufflepuff rzekomo chciała przyjmować do Hogwartu mugolaków, co już tym bardziej nie świadczyło dobrze o mentalności żółciutkich. Ale na ogół byli jej dość obojętni. Ot, zwykli sąsiedzi z podziemi i tyle.
W pewnym momencie w jej głowie zaświtała myśl i wyciągnęła zza pazuchy aparat, z którym ostatnimi czasy się nie rozstawała. Spojrzała na chłopca z pewną dozą niepewności i pomachała delikatnie drogocennym sprzętem.
- Wobec tego, Kyohei, czy mogłabym zrobić ci zdjęcie? Nie jak jakiemuś rzadkiemu stworzeniu, uchowaj Merlinie! Po prostu fotografuję emocje, a mimo że starasz się je ukryć, to wręcz nimi kipisz... - Zaczęła się tłumaczyć zupełnie, jakby pytała go czy nie miałby nic przeciwko, gdyby wypróbowała na nim nowe zaklęcie, które właśnie wymyśliła. A przecież taka forma sztuki była zupełnie nieszkodliwa i z resztą, gdyby nagle mu się coś nie podobało, to mógłby fotografię podrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Sro Wrz 28, 2016 12:52 pm

Schematy, stereotypy były tak naprawdę wszędzie. Cały świat był nimi aż przesiąknięty, i nie wiele dało się z tym zrobić. Dlatego też Kyohei nauczył się z tym po prostu żyć. Nie był ani za ani przeciw, po prostu pozostawiał w pewnych kwestiach neutralny. Wydawało mu się, że w chwili kiedy nie zajmie żadnej pozycji jego czyny nie będą mieć żadnego znaczenia. Dlatego też przestał próbować wtrącać się w życie uczniów, kiedy jakieś starsze roczniki znęcały się nad kimś słabszym, on po prostu wzruszał ramionami. To nie była jego sprawa. Teraz miał pewne cele do których chciał dążyć, i wiedział, że nie może sobie pozwolić na zbaczanie ze swojego szlaku, bowiem każdy, nawet najmniejszy błąd w jego sytuacji mogła zaważyć na całym jego przyszłym życiu. O ile o jakiej kolwiek przyszłości możemy w jego wypadku mówić.
-Stereotypy są powszechne. Powinnaś się była do nich przyzwyczaić bo wiele razy zostaniesz oceniona na podstawie tego w jakim domu się znajdujesz- Czy puchon przyjmował do swojej informacji fakt, że dziewczyna mogła być inna. Oczywiście, że tak, ale Kyohei był człowiekiem który potrzebował dowodów, jeżeli dziewczyna nie pokaże mu, że się mylił jego sposób myślenia o niej nigdy tak naprawdę nie ulegnie zmianie. Chociaż chłopak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że coś takiego najpewniej nigdy nie będzie miało miejsca. Nie wielu osobom w tej szkole zależało na tym aby udowodnić drugiej osobie, że ta się myliła co do oceny. W sumie nie dziwił się temu zupełnie. On sam już dawno przestał udowadniać ludziom pewnych rzeczy, bo nie widział w tym najmniejszego sensu. Fakt był taki, że jeżeli ktoś nie chce, to można się zesrać a i tak nic się nie zmieni.
Kiedy ta nagle wyciągnęła aparat puchon popatrzył na nią sceptycznie. Kyohei należał do tego rodzaju ludzi którzy nie lubili jak mu się robiło zdjęcia i pod tym kątem w tej chwili zupełnie nic nie uległo żadnej zmianie.
-Chcesz fotografować uczucia...- Mruknął po czym odsunął się od dziewczyny jeszcze kawałek dalej, z taką miną jak by oczekiwał tylko na chwilę kiedy ta ciśnie w niego aparatem.
-To se ustań przed lustrem i zacznij robić głupie miny- Wiedział, że różni ludzie mieli różne hobby, ale to o którym teraz się dowiedział było chyba tak naprawdę najgłupsze ze wszystkich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Sro Wrz 28, 2016 6:44 pm

Ślizgonka nigdy nie lubiła udowadniać ludziom, którzy nie mieli dla niej znaczenia, że się co do niej mylili. A tak niestety było z Puchonem. Nie znała go, a on jej, więc w sumie nic dziwnego, że widział ją przez pryzmat jadowitej i wstrętnej żmii, co jak tylko chłopak odwróci wzrok, to ukąsi go w kostkę. Ale Ślizgoni mieli na takie reakcje zbyt wiele dumy.
- Proszę, proszę... ktoś tu próbuje uczyć mnie życia. Musisz być w kwestii oceniania doświadczony - stwierdziła z niezwykłym spokojem i przekrzywiła lekko głowę mrużąc przy tym oczy - tylko pytanie czy byłeś drapieżnikiem czy zwierzyną? - Zapytała, a na jej usta wpełzł szeroki uśmiech. Czy próbowała go sprowokować? Możliwe, ale przecież taka była natura oślizgłych węży z lochów, nieprawdaż?
Kiedy dostrzegła, że się odsuwa prawie przewróciła oczami i parsknęła. Gdyby ktoś ją zapytał, to w tamtej chwili szczerze by przyznała, że w herbie Hufflepuffu powinien znajdować się kurczak... taki wyleniały.
- To tak jakby wielki artysta tylko kolorował gotowe kontury, a utalentowany wokalnie śpiewał w myślach. Nie sądzisz, że warto robić coś bardziej konstruktywnego, niż użalać się nad swoją beznadziejnością i ślęczeć nad podręcznikami? - Rzuciła bardziej w powietrze niż do niego, bo prawdopodobnie nawet nie zastanawiając się nad tematem, miał zamiar odeprzeć jej tezę. Nie lubiła, kiedy ludzie tak robili. Odbierała ich zachowanie jako całkowitą ignorancję, a z jej obserwacji wynikało, że chłopak był dumny ze swojej bierności.
Westchnęła z lekką dezaprobatą i wstała, a następnie skierowała się do wyjścia. Mijając Puchona zwolniła odrobinę kroku.
- Nie będę zabierać więcej twojego cennego czasu... - Wzruszyła lekko ramionami i zniknęła za drzwiami.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Pusta sala    Wto Paź 18, 2016 9:44 pm

Czas wolno mijał - wlókł się wolno tak jak wolno wlekły się deszczowe chmury nad głowami wszystkich uczniów - i nie chcę tutaj pisać tylko i wyłącznie o tych fizycznych, które naprawdę zsyłały krople na ziemię, bębniąc w szyby swoją melancholią na tyle swojską, na tyle przyswojoną, że chyba na nikim nie robiła już ona żadnego większego wrażenia - mówię tutaj te o tych chmurach, które jak kaci zawisły nad głowami każdego przemierzającego korytarze - dla odmiany nie był to kat groźby śmierci, kolejnego zgonu - wszystko jakoś ucichło od ostatniego ataku na Hogsmeade, ukoiło się, jakby Śmierciożercy wiedzieli, że uczniowie i nauczyciele mają teraz na karku największą torturę z możliwych, dlatego nie ma najmniejszego sensu siadać na nich i próbować wbić się w kadr - lepiej poczekać, aż sami się wykończą, potem dopiero zacząć działać. Egzaminy. Te egzaminy, które miały świadczyć o ich przyszłości, wydawały się o wiele bardziej realnym i odczuwalnym zagrożeniem, niż to, co czaiło się na nich poza murami zamku - i w tych murach też, jak zdążyli się przekonać - Blaise miał to swoje cholerne szczęście, że jakoś wszystkie te przygody go omijały - snute po zakamarkach murów opowieści i plotki docierały do jego uszu, ale chyba nie dałby im wiary, gdyby nie to, że codziennie, kiedy wychodził na błonia, czarna drzewo na ich środku pulsujące przygnębieniem i pomnik ku pamięci poległych przypominały i uderzały pod czaszkę gongiem: tak, to prawda, tak, to się stało - a oni mimo to siedzieli z nosami w książkach i... co? Mieli tak po prostu iść dalej, żyć, jakby nic się nie stało? Pytanie zadawane tyle razy w głowie, że stało się nudne, ale jego trywialność miała w sobie przerażający fakt braku. Braku tych osób, do których kiedyś można było się odezwać, a teraz pozostawały tylko ruchome fotografie, wspomnienie ich uśmiechu i wszystkie niedopowiedziane słowa, które tak bardzo chciało się teraz wykrzyczeć z nadzieją, że chociaż ich dusze usłyszą...
Problemy martwych były jednak bardzo mocno nakrywane problemami żywych.
Za zamkniętymi drzwiami, które jeszcze chwilę temu z hukiem zostały zatrzaśnięte, a który to huk poniósł się grzmotem po pustym korytarzu tego wieczora, rozległ się trzask tłuczonego szkła - fiolka z eliksirem wypadła z długich palców o gotyckich rysach, tak niepasująco do nich poniszczonych, otartych od pracy, tak bardzo nie szlachetnych przez tą zatwardniałą skórę, i rozbiła się na kamieniu, wylewając płynną zawartość - te palce zaraz ją przycisnęły do ziemi - a wraz z nią kawałeczki odpryśniętego szkła, które wbiło się w skórę, dołączając do perłowego płynu krople szkarłatu - jak kropelka krwi Śpiącej Królewny, która przez dotknięcie wrzeciona miała zapaść w długi, spokojny, pozbawiony snów sen... Bo przecież tak już opadło ciało chłopaka z domu węża ubranego w nieco za duży dla niego, wypłowiały, powyciągany mundurek, który miał parę własnoręcznych szyć - równych i gładkich, sugerujących artystyczną dłoń, która się do tej naprawy przyczyniła - pół przytomne, rozjechane oczy błądziły po klasie, od której odcięty był smukłymi nogami górującego nad nim Ślizgona - oddychał ciężko, serce boleśnie uderzało o klatkę piersiową, głowa uciekała, a ramiona ledwo podtrzymywały pół leżącą sylwetkę - dlatego tak chętnie oddał swój ciężar ciała ścianie, kiedy poleciał na nią plecami, pchnięty butem Ślizgona.
Zmarli już z grobu nie powstaną - niektórzy żywi zaś wciąż chcieli żyć.
Oto i sędzia Boży - ten, który miał wydawać wyroki i je powstrzymywać - ten, który wierzył w powrót do Niebios - wystarczyło przecież tylko poczekać na wybaczenie, wystarczyło się postarać, mieć dobre chęci i dać z siebie wszystko - tylko tyle i aż tyle - pewnie dlatego mimo stanu pół przytomności jego świadomość nadal wyrywała do tych zamkniętych drzwi - tych, które Bóg jak na złość umieścił miliony mil od niego, do których nie sposób się było chyba dostać - kraty ludzkiej zawiści i agresji w postaci nóg to tylko jedno z utrudnień - pierwszym "ale" było to, że nie umiał latać.
Upadłe Anioły nie miewały skrzydeł.
Ślizgon pochylił się nad chłopakiem i złapał go za kołnierz, unosząc nieco do góry.
- ... mnie?
Czy słuchał go..?
Zielone, przeraźliwie jadowite, jasne tęczówki przesunęły się na oczy górującego nad nim chłopaka.
Coś było nie tak - i Ślizgon nie był durniem, żeby tego nie zauważyć - w końcu nie uderzył go niemal wcale - skąd więc taka reakcja..?
Zazwyczaj tak to bywało, że kiedy czegoś nie rozumiemy - boimy się tego.
Ślizgon się wystraszył.
Chłopak mruknął pod nosem przekleństwo i z prychnięciem rzucił się biegiem do drzwi, które otworzył z impetem i uciekł korytarzem, nie oglądając się nawet za siebie.
Na tego chłopaka, który zsunął się po ścianie i zwinął w pozycję embrionalną z bólu, który rozsadzał jego serce i odbierał dech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Pusta sala    

Powrót do góry Go down
 
Pusta sala
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 16Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15, 16  Next
 Similar topics
-
» Pusta Sala
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Piętra :: I piętro-
Skocz do: