Share
Go down

Ławki

on Pon Wrz 02, 2013 1:36 pm
First topic message reminder :

Ławki, znajdujące się na dziedzińcu, otaczają z każdej strony posąg na środku. Są zadbane i wygodne, z nienaruszonymi oparciami.

Re: Ławki

on Pią Wrz 25, 2015 8:52 pm
Widząc na ustach Remusa uśmiech odetchnęła lekko i odpowiedziała tym samym. Słuchała jego słów tak, jakby przekazywał jej najważniejszą w świecie wiedzę. Tak, jakby nie chciała pominąć nawet słowa z tego, o czym mówił.
- Albo? - Zapytała z zadziornym uśmiechem. Chciała, żeby dokończył myśl. W końcu urywanie w połowie zdania mogło być męczące dla słuchacza, prawda? Mimo to postanowiła, że nie będzie naciskać. Jeżeli jeszcze raz uzna, że to nie ważne - nie będzie prosić by powiedział.
- Ummm! Też się cieszę z tych punktów. No i razem z Sharon dostałyśmy po czekoladowej żabie. I nas pochwalił. - Powiedziała uśmiechając się do niego szerzej. W oczach jednak nie było tego samego błysku, który pojawiał się wcześniej. Była zadowolona ze swojego wyniku, z tego co udało jej się osiągnąć. A jednak, coś w niej nie było najszczęśliwsze z takiego biegu rzeczy.
- Szczególny? - Wyszeptała pytanie i poczuła, jak się rumieni. Spuściła wzrok wstydząc się spojrzeć na jego twarz, a słysząc dalsze wyjaśnienia jedynie pokiwała głową na znak, że zgadza się z nim całkowicie. Dopiero wtedy była w wstanie ponownie spojrzeć w jego oczy i poczuła, gdzieś w środku, radosny ucisk żołądka.
- Prawdę mówiąc, chciałam zaproponować wspólną naukę. Ale przełożymy to na później, najpierw musisz poczuć się lepiej. - Dodała obserwując go wyraźnie. Wyglądał źle, ale co ona mogła poradzić? Mogła próbować magią i eliksirami, ale na pewno nie wymyśli nic lepszego od pielęgniarki.
- To dobrze. Mam nadzieję, że poczujesz się od tego lepiej. - Dodała nieśmiało zaciskając dłoń na jego i miziając ją kciukiem. Przez chwilę wpatrywała się w jego oczy po czym wpadła na genialny pomysł. Pogrzebała przez chwilę w kieszeni po czym wyciągnęła pudełko z czekoladową żabą od Bułhakowa.
- Czekolada pomaga na wszystko. Otwórz usta. - Powiedziała po czym rozpakowała słodycz i wcisnęła mu do ust. Pudełko ponownie włożyła do kieszeni. Potem zasłuchała się w jego opowieść o pani Pomfrey i zaśmiała cicho.
- Och, masz rację. Ale może powinieneś przez chwilę poleżeć? - Przekonał ją jednak argumentem o świeżym powietrzu. - W porządku. W takim razie posiedzę z tobą. Gdybyś poczuł się gorzej, powiedz od razu. - Dodała i nie puszczając jego dłoni usiadła obok uśmiechając się mimowolnie.



dziennik|wikipedia|theme

Re: Ławki

on Pią Wrz 25, 2015 10:40 pm
Może nie powinien kończyć w pół słowa, nic nie tłumacząc. To denerwuje ludzi, a on nie miał w zwyczaju tego robić. Dlatego uśmiechnął się do niej i zamiast powiedzieć tego co chciał, zmienił nieco wersję.
- Albo po prostu Cię motywuje. W dziwny sposób, znany pewnie tylko sobie samemu - odparł spokojnie się uśmiechając.
Patrzył na jej oczy. To jak mówiła o Bułhakowie, ale nie wyczytał z nich nic specjalnego. Nie było w nich tego blasku, kiedy o nim wspominała po raz pierwszy na wieży astronomicznej. To wtedy ją poznał. Uśmiechnął się do swoich myśli i ciepło rozlało mu się wokół serca.
- To gratuluję - powiedział szczerze, promiennie weseląc się.
- Yyy, no wiesz, lubię Cię i dziwnie się czuję jako ktoś z kim muszę konkurować o to, by zdobyć punkty dla siebie - wytłumaczył nieco plącząc się w zeznaniach. Miał rację jednak, polubił ją już wtedy na balkonie, gdy się spotkali.
- Świetny pomysł! Naprawdę jesteś wspaniała, że o tym pomyślałaś. Zawsze uczyłem się sam, wiesz jak to jest, co ja będę Ci tłumaczył - rozeweselił się nieco. Przestał żałować, że się zatrzymał i odezwał do niej. Poprawiła mu nieco humor, a pewnie szwędałby się dalej w samotności, bez celu, czekając na pełnię.
Usłyszał jak mówi o czekoladzie i nim zdążył je otworzyć, a już brutalnie wepchnęła mu w ją usta. O mało się nie udusił i oczy zaszły mu łzami, ale zdołał przegryźć żabę na dwie połowy i spokojnie przeżuć i połknąć.
- Dzięki. Chciałaś uratować mi życie czy zabić? - zapytał rozbawiony. Dopiero co mówiła o prowadzenio go do Skrzydła, a w następnej minucie usiłuje udusić go czekoladową żabą, no doprawdy!
- Jak masz ochotę siedzieć z takim nudziarzem jak ja, to zapraszam. Zróbmy zawody i wymień wszystkie znane sobie gatunki smoków, zaczynając od najmniejszego - dodał. Patrzył na ich złączone dłonie i poczuł się... dziwnie. Bądź co bądź, ale byli na szkolnym dziedzińcu. Kręciło się tu mnóstwo uczniów i dosłownie każdy mógł i z pewnością już ich widział. Siedząc w takiej pozycji wyglądali... cóż, jak para. Remus wiedział, że nie zakończył jeszcze sprawy z Erin i... nie chciał wyjść na tego złego. Nie był taki jak Syriusz. Był stałym uczuciowcem i kiedy z kimś był, to był. Jednak z siostrą Jamesa coś się popsuło. Oboje nie byli pewni co, ale coś na pewno. Dlatego wolał ostrożnie się odezwać, delikatnie poruszając swoją dłonią, ale nie wyswobadzając jej. Wolał, żeby Kaylin zrobiła to pierwsza. - Nie powinniśmy... - zaczął i gestem wskazał na swoją rękę spoczywającą w jej. Uśmiechnął się przy tym nieco przepraszająco, niewinnie.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.

Re: Ławki

on Sob Wrz 26, 2015 12:29 pm
Słuchała go uważnie. Cały czas się przy tym uśmiechała, bo nie potrafiła inaczej w jego towarzystwie. Nigdy wcześniej nie czuła czegoś takiego, wrażenia, że ktoś jest taki sam jak ona. Poznała ostatnio same wybitne osobistości, z Irytkiem na czele, i choć bardzo ją to dziwiło - każdy z nich znalazł sobie miejsce w jej sercu. W pewien sposób, gdy już się otworzyła na innych... Okazało się, że to lubi. Że lubi rozmawiać z innymi, śmiać się i bawić. Ale nadal była dawną Kaylin, która boi się ludzi. Zwłaszcza starszych, którzy nie raz się na niej wyżywali. Osobistości pokroju Birdie Fleur zdarzały się zawsze i wszędzie. Wittermore cieszyła się, że był to ostatni rok Krukonki. Z drugiej strony, ani trochę nie podobało jej się, że był to też ostatni rok Lupina. Jak miała pogodzić to szczęście i smutek jednocześnie?
- Ach. Tak sądzisz? - Zapytała i na chwilę można było ujrzeć w jej oczach odrobinę nadziei. To nie tak, że jej zainteresowanie Bułhakowem zniknęło. Miała po prostu dużo wątpliwości. Które swoją drogą są całkiem naturalne. Kto normalny zakochuje się w swoim nauczycielu?
- Dziękuję. - Powiedziała, a potem wysłuchała jego plątaniny tłumaczeń. Zaśmiała się pod nosem, bo musiała przyznać, ze było to na swój sposób urocze. I sama nie wiedziała kiedy, na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Przez chwilę zastanawiała się, co odpowiedzieć.
- Też cię bardzo lubię. - Dodała, gdy skończył. Mówiła całkowitą prawdę, w końcu juz od ich pierwszego spotkania nie potrafiła wyrzucić go z głowy. jego, jak i tego uczucia szczęścia i... przynależności? Coś w tym guście.
Na wieść, że ucieszył go pomysł wspólnej nauki uśmiechnęła się tylko. Ona też zawsze uczyła się sama. Nigdy nie miała kogo zaciągnąć ze sobą do biblioteki, a w pewnym momencie przestała mieć nawet na to ochotę. Była samowystarczalna, radziła sobie sama i to całkiem nieźle. Zwłaszcza patrząc po jej ocenach. Teraz jednak trochę miało się zmienić. I chociaż był już kwiecień, a czas płynął nieubłaganie... Mieli jeszcze chwilę na to, by spędzić czas razem.
- Przepraszam. - Powiedziała powstrzymując śmiech. Po chwili jednak nie była w stanie dłużej tego robić i zaczęła śmiać się głośniej, jedynie ukradkiem zasłaniając usta dłonią. Spojrzała w jego oczy czując, że jest we właściwym miejscu o właściwym czasie. W jej oczach grały wesołe ogniki rozbawienia. I choć Lupin nie wyglądał najlepiej, przynajmniej mogła go rozbawić!
- Nie jesteś nudziarzem! Przynajmniej nie dla mnie. - Powiedziała spoglądając na niego z boku i zamyśliła się nad wyzwaniem, jakie jej rzucił. Zastanawiała się, od którego smoka zacząć, gdy jego słowa zwróciły jej uwagę. Spojrzała na ich złączone dłonie i szybko, acz nie do końca chętnie (sama nie rozumiała dlaczego) cofnęła swoją dłoń rumieniąc się przy tym bardzo.
- Ach, przepraszam! Zawsze robię nieodpowiednie rzeczy. - Powiedziała drapiąc się z zawstydzenia po głowie i uciekając wzrokiem gdzieś w bok. To był jej problem, zachowywała się nie stosownie. Dlatego ludzie jej unikali. Czy teraz będzie tak też z Lupinem?
- Twojej dziewczynie pewnie by się to nie spodobało. Od teraz będę bardziej się pilnować. - Powiedziała odsuwając się od niego nieznacznie. Chciała zwiększyć dystans, żeby nie wchodzić w jego strefę osobistą. W końcu Erin by się to nie spodobało, prawda?



dziennik|wikipedia|theme

Re: Ławki

on Pon Paź 05, 2015 10:01 am
Remus z początku nie chciał otwierać się na ludzi wokół siebie. Wolał trzymać się z boku, czytać w samotności książkę, nie wychylać się za bardzo. Był mocno zdziwiony, że komukolwiek udało się nawiązać z nim kontakt. Taki James na przykład. Wesoły, żywe srebro, a widział w kimś takim jak wiecznie zamyślony Lupin, przyjaciela. Ale był mu za to wdzięczny. Z Kaylin było nieco inaczej. Byli podobni i mieli wspólne zainteresowania. To właśnie dlatego tak świetnie rozumieli siebie nawzajem i czuli dobrze, nie skrępowanie w swoim towarzystwie. Z czasem zrozumiał, że nie chce być sam. Łaknął ludzi i rozmowy czy choćby zwykłej obecności. Był po prostu szczęśliwy, gdy obok ktoś był i rozmawiał z nim.
- Tak, bo pomyśl... Co robisz, kiedy ktoś przykładowo mówi Ci, że jesteś w czymś beznadziejna?  Chcesz temu komuś udowodnić, że się myli, nieprawdaż? Może jego metoda właśnie na tym polega? - podsunął. Niektórzy nauczyciele właśnie tak robią. Poprzez poniżenie usiłują zmusić swoich uczniów do nauki. Ci twardzi pokazują wtedy, że są w stanie cokolwiek zrozumieć, ale są też tacy co zamykają się w sobie i godzą z myślą, że być może faktycznie są do niczego. Na szczęście Kay raczej nie należała do osób tej drugiej kategorii. Tyle zdążył zauważyć z obserwowania jej na lekcjach, które ostatnio dość często razem mieli.
- Nie ma sprawy -  odparł i nie mógł pozostać obojętnym na jej dźwięczny śmiech, więc sam szeroko się uśmiechnął. Blask radości nie objął jednak jego oczu. One pozostały smutne, zamglone i zamyślone. Musiał w duszy jej pogratulować, gdyż jest jedyną osobą, która rozweseliła go w dzień pełni. Chłopaki od czterech lat próbują to zrobić i do tej pory wyszło im tylko jeszcze większe przygnębienie, a raz nawet zdenerwowali go na tyle, że rzucił na nich zaklęcie powiększające, a konretnie... na ich uszy. Wtedy raz na zawsze dali mu spokój ,,w te dni''.
- Fajnie to usłyszeć. Zresztą pozostali też jeszcze nie narzekali, więc może faktycznie nim nie jestem - stwierdził, marszcząc czoło i wpatrując się w zamkową fontannę. Z ogromnym żalem odkrył, że Kaylin zabrała już swoją dłoń. Znowu stał się ponury i niezadowolony z otaczającego go życia i świata.
- Mojej....? Tak. Wokół wszędzie pełno ciekawskich uszów i oczy, a Erin sama ma je szeroko otwarte. Nie chcę jej robić przykrości, nawet kiedy przecież my jesteśmy tylko dobrymi przyjaciółmi - uśmiechnął sie, ale bez cienia wesołości. Nie powie jej, że ostatnio coś się między nimi psuje. Że nie widują się już często, a przecież są w tej samej klasie, w tym samym domu... Dziwna sprawa. - Przecież się nic nie stało - pocieszył ją. Dopiero co tutaj usiedli, może jeszcze ich nikt nie zauważył? - Poza tym, gdyby zobaczył nas jakiś Twój adorator, pewnie sam byłby smutny. Po co miałby coś źle zrozumieć? - dodał na koniec, bawiąc się szatą, by coś zrobić już z tymi uwolnionymi dłońmi.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.

Re: Ławki

on Wto Paź 06, 2015 9:37 am
Kaylin bardzo dobrze rozumiała, czym jest samotność. Choć podobnie jak Remus, przez większość czasu sama się w niej zamykała. Wsadzała nos w książki najróżniejszego rodzaju, zaszywała się w bibliotece i nie próbowała nawet rozmawiać z innymi. Z czasem to wszystko przerodziło się w strach, przez który nie potrafiła się już do nikogo odezwać bez ucisku na żołądku. Ostatnio jednak wiele (choć tak naprawdę prawie nic) się w jej życiu zmieniło. Dzięki temu właśnie poznała Remusa, była w stanie przeprowadzić z nim rozmowę i bardzo go polubić. Nigdy wcześniej nie miała tak silnej potrzeby rozmawiania z kimś, bądź po prostu przebywania, jak teraz.
- Och, zdecydowanie. Nikt mi nie będzie mówił, że czegoś nie potrafię. - Dodała z pewnością siebie i swojego przekonania. Po chwili jednak jej wyraz twarzy złagodniał, a jej usta wygięły się w jednym z tych uroczych uśmiechów, którymi obdarzała go od pierwszego spotkania. To dziwne, jak szybko się przy nim rozluźniała. Jeszcze parę minut temu było jej bardzo smutno, zastanawiała się nad sensem wielu rzeczy w swoim życiu, a teraz... Czuła się po prostu zadowolona.
Widząc małą poprawę jego nastroju odetchnęła. Co prawda, nadal widziała w jego oczach smutek z jakiś nieznanych jej powodów, jednak przynajmniej na chwilę udało jej się go rozbawić. Z tego powodu była bardzo zadowolona i nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, położyła na dosłownie chwilę głowę na jego ramieniu.
- Lubię, jak się uśmiechasz. - Mruknęła cicho po czym znowu wróciła do poprzedniej pozycji. Nie spoglądała na niego w tym czasie, jej wzrok utkwił gdzieś tam daleko, sama nie wiedziała dokładnie na czym. Zamyśliła się na kilka chwil, by potem znów odwrócić się w jego stronę, tym razem już całkowicie zawstydzona.
- Nie jesteś. Zawsze mówisz bardzo mądre rzeczy, nie wiem, co miałoby być w tym nudnego. - Powiedziała całkowicie poważnie, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że większość uczniów właśnie takie mądre wywody nazwałoby nudnymi. Mimo to, dla niej naprawdę było to niesamowite i ciekawe.
Puściła jego dłoń już jakiś czas temu i teraz, nie wiedząc, co ze sobą zrobić, zaczęła bawić się swoimi palcami wpatrzona w nie, jakby było to najciekawsze zjawisko na świecie. Policzki jeszcze ją piekły, wstydziła się na niego spojrzeć. Nie miała wobec niego żadnych zamiarów, to wszystko wychodziła tak naturalnie. Czuła się dziwnie, sama nie wiedziała, co to oznaczało. Było zupełnie inaczej niż w towarzystwie profesora Bułhakowa, tego była pewna. Przy nim nie mogła złapać oddechu, serce chciało wyskoczyć jej z piersi, a mimo to pragnęła uwagi. Przy Lupinie czuła się... spokojna. A jednak drobne uciski na żołądku pojawiały się co jakiś czas. Zawsze, gdy całkowicie nieświadomie przekroczyli kolejną granicę bliskości.
- Tylko przyjaciółmi? Słyszałam coś innego. - Powiedziała odwracając w jego stronę twarz, na której malowało się zarówno zdziwienie, jak i zainteresowanie. Nie chciała wchodzić w jego prywatne sprawy, przynajmniej tak jej się wydawało. Była jednak z natury bardzo wścibska i po prostu zadawała dużo pytań.
- Adorator? - Przez chwilę milczała, żeby potem roześmiać się całkiem szczerze. - Nie mam nikogo takiego. Przypominam ci, że jestem aspołeczną Krukonką, która przyjaźni się z duchami na zamku, bo nikt inny tego robić nie chce. - Dodała całkowicie rozbawiona. Ona i adorator? Nie mogła powstrzymać chichotu, jaki wyrwał się z jej ust automatycznie.



dziennik|wikipedia|theme

Re: Ławki

on Pią Paź 09, 2015 10:57 am
- I to właśnie chodzi. By nie dać sobie w kaszę dmuchać! Pamiętasz jak mówiłem Ci wtedy gdy się poznaliśmy, że nie mogłem zrozumieć astronomii? Nauczycielka powiedziała, że strasznie się zawiodła, gdyż słyszała wiele o tym, iż jestem wybitnie zdolny... Poczułem się wtedy źle, ale jeszcze bardziej mnie to zmotywowało - opowiedział, bo nagle mu się przypomniał akurat ten incydent.
- Yyyy, dzięki - odpowiedział, czerwieniąc się jak burak w polu. Cholerna cera, przemknęło mu przez myśli. Nie odezwał się więcej tylko przyglądał się na jej profil, zastanawiając się o czym teraz myśli. Albo o kim. To pytanie dręczyło go najbardziej.
- Dla ciebie to może i mądre, ale sama wiesz, z kim się zadaję. Dla nich jestem niewyobrażalnym nudziarzem - uśmiechnął się lekko. Tak. James, Syriusz i Peter nie należeli do osób, których interesują książki. Ich interesowała zabawa, dziewczyny i.. jedzenie w dosyć sporych ilościach.
- Co? - zapytał zamroczony jej stwierdzeniem. Z początku nie zrozumiał tego co powiedziała, dopiero gdy wytężył umysł, sens jej słów zlał się w jedno. Znowu się zaczerwienił. - Nie. Miałem na myśli siebie i ciebie. Że my jesteśmy przyjaciółmi... Z Erin to coś innego - odparł, niezwykle żarliwie się tłumacząc. Nie musiał tego robić, ale chciał. Nie widząc sam, dlaczego.
- Cóż. Adorator nie zawsze musi być jawny. Może wpadłaś komuś w oko i takie tam... Nigdy nie dostałaś żadnej walentynki? - spytał na koniec, mocno zdziwiony jej odpowiedzią o braku zainteresowania nią.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.

Re: Ławki

on Sro Paź 14, 2015 7:40 pm
Słuchała go uważnie i potakiwała z lekkim uśmiechem tańczącym na jej ustach. Siedziała obok i machała powoli nogami, cały czas delektując się świeżym powietrzem. Nie często zdarzało jej się wychodzić z zamku, więc teraz mogła ze spokojem nacieszyć się nadchodzącą wielkimi krokami wiosną. Choć czy pogoda nie miała się psuć na dniach? Trzeba będzie to jakoś przeczekać, latem będzie dużo przyjemniej. Na to przynajmniej liczyła.
- Wygląda więc na to, że mamy kolejną wspólną cechę. - Mruknęła cichym, lekko zachrypniętym od milczenia głosem. Przekręciła głowę w jego stronę i widząc zarumienione policzki Lupina zaśmiała się cicho. Był uroczy, nie mogło jej to umknąć. Chciała poklepać go po licu, jednak w ostatniej chwili powstrzymała się i pozostawiła rękę na siedzeniu ławki.
Nie miała pojęcia, że Remus się jej przygląda, gdy wzrokiem wodziła po otaczających ich murach Hogwartu. Gdzie była wtedy myślami? Och, na to pytanie była bardzo prosta odpowiedź i zdawało się, że Gryfon bardzo dobrze ją znał. Zakamarki serca Krukonki cały czas przywoływały w jej myślach obraz przystojnego profesora, którego tak bardzo pokochała. Choć sama nie do końca wiedziała, czy była to miłość, zwykłe zauroczenie czy po prostu uwielbienie do autorytetu. Niemniej jednak, ciągle miała go w głowie, cały czas pojawiał się gdzieś w tle jej życia. A przecież do niedawna nawet go tu nie było...
- Hm? - Wyrwał ją z tego monotematycznego zamyślenia i potrzebowała chwili, by móc przypomnieć sobie, o czym tak naprawdę rozmawiali. Po chwili, kiedy fakty złączyły jej się w odpowiedni obraz ich rozmowy zaśmiała się cicho i pokiwała głową ze zgodą.
- Oj tak. Mądre rzeczy dla wielu są nudne. Ale ja je lubię, tak samo jak ciebie. Więc nie masz się czym przejmować. - Powiedziała przestając nagle machać nogami w powietrzu i przysłuchiwała się jego tłumaczeniom. Nic dziwnego, że nie wyraził się odpowiednio jasno, skoro wyglądał jakby umierał. Kaylin miała to cały czas na uwadze, więc uśmiechnęła się do niego pocieszająco i zamyśliła na temat jego słów.
- Coś innego? - Wyrwało się z jej ust w bardzo cichym, zamyślonym szepcie. Czym było to coś innego? Chciała wiedzieć więcej, więc długo nie musiał czekać na pytanie, które uleciało z jej ust bardzo szybko.
- Jak to jest? - Spojrzała na niego błyszczącymi z zaciekawienia oczami. - Co dokładnie czujesz? Czego pragniesz? Bywacie ze sobą blisko? - Zrzuciła na niego grad kłopotliwych pytań, ale po prostu chciała wiedzieć. Nigdy wcześniej nikogo nie kochała, nie była w żadnym związku. Chciała się dowiedzieć jak najwięcej, by wywnioskować, czym były ukryte głęboko w jej sercu uczucia.
- Och, na pewno żadnego nie mam. - Powiedziała automatycznie się uspokajając. - Nikt nigdy nie dal mi żadnej walentynki. Ani nie był mną zainteresowany. Z resztą, ja też do tej pory nie byłam... To znaczy, nigdy nie byłam. - Poprawiła się czując, jak na jej policzkach pojawia się rumieniec zawstydzenia.



dziennik|wikipedia|theme

Re: Ławki

on Sob Paź 17, 2015 9:48 am
Przez dłuższy czas wpatrywał się tylko w czubki swoich butów. Jaki czekał ich los, który jest taki niesprawiedliwy? Dopiero co poznał bratnią duszę, osobę, która była taka jak on, z którą mógł pogadać o wszystkim i nie nazwie go nudziarzem, a w drugiej sekundzie niedługo musi się z nią pożegnać, być może na zawsze, bowiem opuszcza szkolne mury... Znowu będzie niezrozumiany przez nikogo. Czasem Erin starała się go wspierać, rozumieć, ale to nie było to samo.
- Tak, masz rację - rzekł nieco naburmuszony tym złośliwym fatum, jakie nad nim krąży od samego urodzenia. Pewnie, że domyślał się, iż Kaylin myśli o Bułhakowie. Wystarczyło popatrzeć jak błyszczą jej oczy kiedy go widzi, jak się zachowuje w jego obecności. Westchnął. Była ciężko zakochana w nauczycielu numerologii, tylko nie umiała tego nazwać. Miał tylko nadzieję, że ten człowiek okaże się etyczny i nie wykorzysta zadurzonej w nim dziewczyny, że nie złamie jej serca i nie skrzywdzi.
- Też Cię lubię na równi z mądrymi rzeczami - odgryzł się trochę zabawnie i popatrzył na zegar. Musiał iść. Za długo tu siedzieli i niepotrzebnie stwarzali atmosferę do plotek.
Pod wpływem jej pytań, znowu się zarumienił. Od razu przypomniała się mu szatnia, której był z Erin BARDZO blisko. Zaraz jednak uśmiechnął się, gotowy odpowiedzieć na pytania, które faktycznie mogłyby być niezrozumiałe dla piętnastolatki, w dodatku nigdy nie będącej zakochanej i unikającej ludzi.
- Czuję szczęście. Radość, że jest blisko. Serce łomocze mi wtedy w piersi jakby w rytm jej imienia, a brzuchu czuję ucisk, który natychmiast mija jak tylko jej dotknę. Pragnę otoczyć ją ramionami, chronić przed złem i wszystkimi ludźmi. A nawet w razie potrzeby gotowy jestem poświęcić się dla niej, byle tylko ona była bezpieczna. Bywamy blisko - odparł, lecz nie dodał, że ostatnio trochę mniej, bo po co wywlekać na świat swoje problemy. Kto by o nich chciał słuchać? - Lubię jej śmiech, zapach jej włosów i to jak jej dłoń wtapia się w moją, jakby idealnie dopasowane. Ale to tylko opis... niewłaściwy pewnie, bo miłości nie da się tak po prostu określić. Jest i już i tylko ty o tym wiesz, że kochasz... - zakończył, z płomiennym wzrokiem. Tak, kochał Erin, cholernie mocno. Chciał by to przetrwało, by po Hogwarcie nadal byli razem, by wszystko było tak jak do tej pory.
- Ktoś jest z pewnością albo ślepy albo bardzo głupi. Na pewno jeszcze ją dostaniesz, szybciej niż myślisz - puścił jej oczko, uśmiechając się szeroko.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.

Re: Ławki

on Sob Paź 17, 2015 2:12 pm
Los bywał okrutny. W ten czy inny sposób zawsze postawił na swoim i potrafił uprzykrzyć życie ludzi stąpających po ziemi. Kaylin chciała tylko żyć dalej, w swoim małym świecie, bez większych problemów. Wiedziała, że to jeszcze nie koniec upokorzeń, jakie serwowało dla niej fatum. Miała jednak nadzieję, że chociaż przez jakiś czas uda jej się zaznać spokoju. Ciągle jednak wpadała na Fleur, która nigdy nie popuści okazji, żeby jej dokuczyć. Zadurzyła się też w nauczycielu, co samo w sobie było bardzo kłopotliwe i miało zadatki na wielką, szkolną dramę. A do tego śmierć dziadków nadal była świeża, choć minęły już prawie dwa lata. Nie chciała więc myśleć o tym, że za kilka miesięcy Remusa już tutaj nie będzie. Że nie zobaczą się nawet przez chwilę i przestaną ze sobą rozmawiać. Gdzieś w głębi duszy liczyła na to, że uda im się utrzymać kontakt, chociażby listowny.
- Coś nie tak? Znowu czujesz się gorzej? - Zapytała zaniepokojona słysząc w jego głosie zupełnie inną nutę. Nie wiedziała o czym myślał, więc ciężko jej było dopasować lekkie naburmuszenie do ich rozmowy. Mimo to chciała, żeby był cały czas zadowolony.
Na jego kolejne słowa zaśmiała się całkowicie szczerze. Lubiła jego poczucie humoru, wpasowywało się do jej. Mieli więc dużo możliwości na spędzanie ze sobą miło czasu, jednak... No właśnie, tego czasu nie zostało za dużo.
- Oj, już nie łap mnie za słówka. - Dodała rozbawiona lekko, odrobinę zaczepnie pukając go pięścią w ramię. Rozluźniła się całkowicie, na chwilę zapominając o narastającym niepokoju, uczuciu do profesora i tym wszystkim, co ją ostatnimi czasy męczyło. Siedzenie na tej ławce i rozmowa z Remusem było jak świeży powiew wiatru, który pomagał jej oczyścić umysł.
Kiedy się zarumienił pomyślała, że może nie potrzebnie zadała mu takie pytanie. Jednak chwilę później zaczął mówić, a ona wsłuchiwała się w niego zainteresowana. Patrzyła nań błyszczącymi z podekscytowania oczami i chłonęła każde z jego słów. Był pierwszą osobą, która w ogóle zechciała jej to wszystko wytłumaczyć.
- A więc to tak... - Wszystko, o czym mówił było jej znane. Czy więc to, co czuła do profesora było miłością? A może to tylko zauroczenie? Nadal nie była pewna, ale wiedziała, że czuje dokładnie to, o czym mówił Remus. Zapach Bułhakowa sprawiał, że kręciło jej się w głowie, jego dotyk powodował mrowienie na skórze, a sama obecność profesora poprawiała jej humor. Chciała spędzać z nim więcej czasu, być przy nim.
Zaskoczona własnymi uczuciami i spostrzeżeniami Kaylin oparła się o oparcie ławki i zapatrzyła w jeden punkt na horyzoncie. Westchnęła cicho czując, jak policzki jej różowieją, a serce bije tak, jakby chciała uciec z jej klatki piersiowej. Co więc miała teraz ze sobą zrobić? Jak pogodzić to uczucie z faktem, iż nigdy nie zostanie spełnione? Zaczęło jej się wszystko mieszkać w głowie.
- Nie, nie. To bardzo udany opis. Zrozumiałam wszystko. - Dodała lekko chrypiąc, nadal się rumieniąc. Na chwilę nawet zaszkliły jej się oczy, bo nie wiedziała, co teraz. Jak się zachowywać? Jak reagować na to wszystko, co było dla niej tak nowe i nieznane?
- Och, nie spodziewałabym się. Nie jestem typem, który zwraca na siebie uwagę, a tym bardziej nie w ten sposób. - Dodała uśmiechając się do niego ciepło. Coś jednak zabolało ją w klatce piersiowej tak, jak jeszcze nigdy.



dziennik|wikipedia|theme

Re: Ławki

on Sob Paź 17, 2015 8:10 pm
Wcale nie było tak wesoło jakby chciał. Jego związek powoli chyba się rozpadał, a i chęci brak, bo co z tego, że on chce go utrzymać skoro druga strona ma to gdzieś? Jeśli chodzi o naukę też chyba brakuje mu chęci na więcej, nudziły go ciągłe powtórki i raczej oczekiwał czegoś więcej od nauczycieli. Czuł, że stoi w miejscu, że nie zmienia się nic, ale czas biegł dalej do przodu i nie zadawał nikomu pytań.
- Nie, wszystko dobrze. Coś sobie tylko uświadomiłem - odparł już normalnym lupinowskim głosem i znowu powrócił do swojej dawnej formy, nieco przymulonej, ale swojej.
Roześmiał się zadowolony, że go rozumie i nie obraziła się na słowa jakie padły z jego ust, a mało jest takich dziewczyn na świecie. Miło było od czasu do czasu pogadać z kimś podobnym do ciebie, by odetchnąć ,,normalnością''.
- Nie znamy się długo, ale powiem Ci coś. Uważaj na swoje serce. Wiem komu je oddałaś, bo nie trudno to zgadnąć, zważywszy po sposobie w jakim się o nim wyrażasz. Nie mam nic przeciwko. Są przypadki kiedy takie rzeczy się zdarzają. Uczennica zakochuje się w swoim nauczycielu, a on w niej. Może być tak, że on podziela Twoje uczucia, co byłoby zupełnie zrozumiałe. Ale powinnaś zaczekać z tym do skończenia Hogwartu, bycie z nim byłoby niemoralne, wiesz o tym? Ale... nie daj się zranić, Kaylin. Taka rada od starszego kolegi - powiedział cicho uprzednio zmuszając ją by spojrzała mu w oczy. Na koniec się uśmiechnął. - Przepraszam za wymądrzanie się - dodał i od razu spuścił wzrok.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.

Re: Ławki

on Sob Paź 17, 2015 8:34 pm
Wyglądało na to, że oboje mieli ostatnimi czasy swoje problemy a ich myśli pogrążone były w sprawach zupełnie innych, niż powinny. Zbliżały się egzaminy, a oni martwili się o swoje sprawy sercowe, problemy ze sobą i wszystko, co było ważne, ale mogło stanąć na drodze do ich kariery.
- To dobrze, już myślałam, że będę musiała cię zaprowadzić do tego dormitorium w tej chwili. - Zaśmiała się uspokojona. Przez chwilę jeszcze milczała, dopiero potem jakby się ocknęła.
- Coś sobie uświadomiłeś? Co? - Była wścibska. Wiedziała o tym, jednak nie miała zamiaru się zmieniać. Jeżeli miał ją lubić (na co bardzo liczyła), musiał polubić ją taką, jaka była.
Śmiech Lupina bardzo ją rozluźnił. Sama więc też się zaśmiała i choć zapanowała między nimi cisza, było bardzo miło. Do czasu, aż zaczął mówić. Z początku Kaylin po prostu spanikowała. Zbladła, nogi przestały frywolnie poruszać się w powietrzu, a dłonie zacisnęły się na spódniczce. Słuchała go uważnie czując, jak serce bije jej szybko, rumieniec to pojawia się na policzku to znika. Sama nie wiedziała czemu aż tak silnie to przeżyła, czyżby miało to związek z tym, że faktycznie się w ów profesorze zakochała?
- To nie... - Zaczęła, jednak urwała. Nie chciała go okłamywać, lecz sama nie rozumiała swoich uczuć. Nie wiedziała, co mogłaby na to odpowiedzieć i nim się skapnęła po jej policzku płynęły już łzy. Wpatrywała się przed siebie, nic nie widząc. Dobrze wiedziała, że jej uczucia nie mają sensu. Że to wszystko nie ma sensu. Jednak kiedy powiedział to ktoś stojący z boku zdała sobie sprawę z tego, że tak naprawdę było.



dziennik|wikipedia|theme

Re: Ławki

on Sob Paź 17, 2015 8:59 pm
- Nie umieram, spokojnie. Potrafię też sam siedzieć i chodzić - odpowiedział wesołym tonem. Zupełnie zapomniał o tym, że obiecała go tam odprowadzić. Nie sądził jednak by to był dobry pomysł. Ludzie lubią gadać, a ludzie zamknięci w zamku, pozbawieni ciekawych rozrywek, szczególnie. Po co mieli się dodatkowo narażać na wzięcie na języki?
- Nic takiego. Tylko złośliwość losu. To, że dopiero co pozwolił nam się spotkać, a z drugiej strony ja niedługo stąd idę - odparł spokojnie. Nic innego nie mógł dodać, bo pewnie sama zdawała sobie z tego sprawę.
Czekał na jej reakcję. Milczała. Rumieniła się tylko co chwilę, a potem chcąc coś powiedzieć, zaczęła płakać. Głos uwiązł jej w gardle, a po policzkach płynęły łzy. Świetnie, Lupin. Gratuluję. Właśnie doprowadziłeś dziewczynę do płaczu. To Twój pierwszy raz, czyż nie? Znowu ten przeklęty głosik. Tym razem jednak miał rację. Zachował się jak bezmyślny idiota, nie przemyślał konsekwencji swoich słów. Nigdy nie pocieszał płaczących dziewczyn. Pocieszał Pottera, ale on nie był dziewczyną. Kaylin nie może powiedzieć po prostu ,,stary, to nie tak. Ona nie chce, żebyś darł się na cały zamek o tym jak ją kochasz. Ty masz jej to pokazać w inny sposób'', a kiedy robił coś Smarkowi, by to udowodnić zrozumiał, że James nie rozumie miłości tak jak on. Był ciężkim przypadkiem, tak jak teraz Kay. Zrobił jedyne co przyszło w tym momencie na myśl. Przytulił ją do siebie pozwalając zmoczyć swoją i tak ledwie trzymającą się kupy szatę, a następnie pogłaskał po blond włosach.
- Przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć... ale... czy on... zrobił Ci coś? - spytał niepewnie, ale gotów dać nauczkę profesorowi, gdyby faktycznie skrzywdził tą Krukonkę.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.

Re: Ławki

on Sob Paź 17, 2015 9:26 pm
Nie widziała w tym niczego złego. Być może dlatego, że sama rzadko kiedy coś dopowiadała, zwłaszcza do życia innych. Nie sądziła, by odprowadzenie chorego kolegi mogło wywołać aż takie zamieszanie, ale faktycznie, nie zadawała się z innymi na tyle, by zdawać sobie z tego sprawę.
- No, w porządku. Ale mimo wszystko będę spokojniejsza, jak będę miała pewność, że leżysz w łóżku i odpoczywasz. - Dodała uśmiechając się, a jego kolejne słowa przyjęła skinieniem głowy. Rozumiała to bardzo dobrze. Liczyła na to, że kontakt im się nie urwie. Że od czasu do czasu się spotkają, chociażby w wakacje. Ale... nie chciała jeszcze myśleć o wakacjach. Mieli przed sobą jeszcze miesiąc, który mogli wykorzystać do wspólnej nauki. O ile nie przeszkodzi to Erin, oczywiście.
Dobry humor prysł niczym bańka mydlana. Temat profesora Bułhakowa wreszcie został wypowiedziany głośno, a wszystko, co kryło się w sercu Kaylin zdawało się wybuchać raz po raz, wraz z napłynięciem kolejnych łez. Sama nie wiedziała, co się z nią działo. Siedziała, płakała, aż w końcu zaczęła drżeć. Było jej bardzo wstyd, bo zdecydowanie nie chciała, by Lupin widział ją w tym stanie. Nie chciała też, by ktokolwiek dowiedział się o jej zauroczeniu Vakelem, ale... Stało się. Prawdę mówiąc, tylko idiota by się nie domyślił. Musiała więc zacząć lepiej to ukrywać...
Po chwili poczuła silne ramiona Remusa na sobie i automatycznie wtuliła twarz w jego klatkę piersiową. Nie zwracała teraz uwagi na to, że ludzie mogli na nich patrzeć. Nie obchodziło ją to, chociaż jego zdecydowanie powinno. Szlochała zaciskając dłonie na jego szacie i nie mogąc przestać. Coraz bardziej docierało do niej, jak beznadziejna była miłość do nauczyciela. A on przecież nawet jej nie zauważał!
- To ja przepraszam. - Wyszeptała zachrypniętym od płaczu głosem. Odsunęła się od niego nieznacznie i rękawem koszuli zaczęła wycierać sobie oczy. Rumieniła się cały czas, a powieki miała napuchnięte i zaczerwienione od pocierania.
- Bez sensu zaczęłam płakać. - Chrząknęła chcąc przywrócić głos do normalności. Nadal jednak była bardzo blada i choć uśmiechała się do niego, w oczach był tylko smutek.
- Nie. - Pokręciła stanowczo głową w geście obronnym dla profesora Bułhakowa. - To wszystko nie wyszło poza moje myśli. - Dodała spuszczając wzrok i pocierając rękawem o policzek, na którym zostały resztki łez.



dziennik|wikipedia|theme

Re: Ławki

on Pon Paź 19, 2015 10:04 am
Może trochę dramatyzował. Nie był w sumie wybitną postacią, o której gada cały zamek. Był najzwyczajniej w świecie nieco przewrażliwiony. Miło mu będzie jeśli odprowadzi go do wieży Gryfonów, chociaż powinno być zupełnie odwrotnie.
- Pasuję, wygrałaś - odparł z uśmiechem. W tym momencie zdecydował, że tak łatwo się go nie pozbędzie. Polubił ją, była błyskotliwa, mądra i równie zabawna, więc ich znajomość musi dalej się rozwijać. Będą do siebie pisali listy, a we wakacje przecież mogą od czasu do czasu wyskoczyć na jakieś lody.
Czuł się okropnie podle. Zranił ją swoimi słowami i siedział w milczeniu, a serce mu się krajało pod wpływem jej szlochu i łez. Przygryzał dolną wargę, prosząc Merlina, by już się uspokoiła, by znowu była sobą. Wreszcie powoli chyba się zaczęła uspokajać. Zrobiło mu się smutno na widok jej zapłakanej, lekko opuchniętej twarzy.
- Nie przepraszaj, to ludzka rzecz - odpowiedział bez emocji, pustym głosem. - Kiedyś musiałaś spojrzeć prawdzie w oczy, przepraszam, że to przeze mnie tak wyszło - dodał spoglądając na nią.
- Rozumiem - rzekł, ale w pewnym sensie odetchnął też z ulgą. Nie był typem kapusia, ale jeśli ten profesor by ją skrzywdził bądź posunął się do tego, czego zawód mu zabrania, w jego prefektorskim obowiązku, byłoby powiadomić o tym dyrektora. Cieszył się w duszy, że ta rola go ominęła.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.

Re: Ławki

on Pon Paź 19, 2015 6:10 pm
Tego wszystkiego było po prostu za dużo. Kaylin nie potrafiła pomieścić w swoim umyśle tak skomplikowanych spraw jak uczucia, a już na pewno nie te bardziej skomplikowane. To, że najpierw Irytek, a teraz Lupin musieli jej tłumaczyć tak banalne i proste rzeczy denerwowało ją dodatkowo. Zwłaszcza, że dziewczę tak naprawdę głupie nie było i gdyby pomyślało dokładnie, samo mogło się ogarnąć.
Tutaj jednak leżał cały problem. Kaylin nie była w stanie myśleć tak racjonalnie, jak zawsze. Wywnioskowała więc, że to wszystko wina tego zauroczenia, tych wszystkich kłębiących się myśli i całego burdelu, jaki wytworzył się w jej głowie. A kiedy Remus powiedział to wszystko na głos po prostu wybuchła.
Jej pragnienia były całkowicie czyste, a przynajmniej tak mogłoby wydawać się na pierwszy rzut oka. Nie wyobrażała sobie też profesora Bułhakowa w roli złego wilka, który mógłby ją wykorzystać. Była naiwnym, małym dziewczęciem, które ślepo podążało za mężczyzną, który tak bardzo ją oczarował. Być może właśnie dlatego zareagowała tak emocjonalnie, gdy słowa Lupina dotarły do jej uszu.
Na szczęście, uspokoiła się bardzo szybko nie chcąc, by widział ją w takim stanie. Uśmiechnęła się kilka razy, choć dalej patrzyła na niego tymi smutnymi i dosyć mocno zmęczonymi oczami.
- Profesor Bułhakow jest dobrym człowiekiem. - Powiedziała cicho, chrząkając by oczyścić głos. Naprawdę wierzyła w to, co mówiła. Dla niej Vakel był wzorem i choć dostrzegała zarysy jego wad, przez myśl by jej nie przeszło, jak mrocznym mężczyzną był tak naprawdę.
- Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mógłby wykorzystać kogokolwiek. Więc proszę, nie posądzaj go o takie rzeczy. - Dodała nie zdając sobie sprawy, że wpadła już w jego sieć. Sieć knowań i manipulacji, jaką na nią zarzucił. A przecież nie starał się jakoś wyjątkowo mocno... Ach, to naiwne, dziewicze serce!
Najgorsze z całej tej sytuacji było to, że nawet gdyby Vakel posunął się do czegoś nieodpowiedniego, ona z pewnością broniłaby go jak lwica. Mówiła, że to nie jego wina, że to wszystko nieporozumienie. Gdyby zrobił coś wbrew jej woli, choć zabolałoby ją to potwornie, zachowałaby to dla siebie. Nie chcąc, by jego autorytet i dobra opinia zostały zachwiane.
- W takim razie... - Zaczęła zdanie i energicznie podniosła się z ławki zdając sobie sprawę, że kilku całkowicie przypadkowych przechodniów wpatrywało się w nich zapewne od momentu, w którym zaczęła szlochać Lupinowi w szatę. Zarumieniła się zawstydzona, mając nadzieję, że nikt jednak nie usłyszał tematu ich rozmowy, bo spaliłaby się z zażenowania. I bezsilności, gdyż dobrze wiedziała, jak działa system plotek w społeczeństwie ludzkim. Zwłaszcza, gdy jego większą część stanowili rządni przygód i niesamowitych opowieści uczniowie.
- Czas iść, powinieneś odpocząć. - Dodała tym razem uśmiechając się do niego szczerze. Ostatni raz potarła zaczerwienione oczy i czekała, aż Remus do niej dołączy. Gdy tylko to zrobił skierowała swoje kroki do wieży Gryffindoru, by odprowadzić go tam i upewnić się, że będzie odpoczywał.
Rozważania na temat profesora B. i swoich uczuć postanowiła zostawić na inny moment. Teraz nie miała na to czasu i przede wszystkim - ochoty.

z/t



dziennik|wikipedia|theme
Sponsored content

Re: Ławki

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach