Share
Go down

Dziedziniec

on Pon Wrz 02, 2013 1:35 pm
First topic message reminder :

Cóż można powiedzieć? Kamienny plac, tu i ówdzie porośnięty przez mech. Wyraźnie wiekowe miejsce.

Re: Dziedziniec

on Wto Sty 13, 2015 5:27 pm
- To się cieszę - jej głos jest zawsze wesoły, ale trochę za głośny, co nie zmienia faktu, że fajnie się go słucha, bo wbrew pozorom dziewczyna ładnie śpiewa.
- Aj tam, każdemu się uda okiełznać ten kawałek drewna - machnęła ręką.- Dla chcącego nic trudnego - uśmiechnęła się wesoło.- Tak, to ten wiatr. Patrzysz na wszystko z góry, czujesz się jak ptak. tam nie ma nic, nie ma hałasu, który powodują krzyki ludzi. jesteś tylko ty, miotła i wiatr - powiedziała patrząc znowu w górę.
- Mnie uczył mój przyjaciel i szybko mi szło - powiedziała, a potem zauważyła, że chłopak się trzęsie. Westchnęła i go znowu objęła.- Powinieneś się cieplej ubrać, bo możesz przez coś takiego się przeziębić - powiedziała poważnie.
Jakoś nie czuła skrępowania, bo często przytulała się z swoimi kolegami. Oni potrafili tak trwać cały dzień, więc jej to nic nie robiło.



Kim Miracle


Miły nawet dla Snape'a,
czarny kotek ML,
najsłodsza postać,
która ma oczy wszędzie i
superodlotową walentynkę.
Album.



Re: Dziedziniec

on Wto Sty 13, 2015 6:19 pm
Cóż... chwilę tak chętnie potrwał... bardzo miło tak było i... ciepło...
- Dzięki, Kim... Chyba się ubiorę cieplej następnym razem. Bardzo masz... miłe te uściski, wiesz?
I się wtulił... bo było miło, on też się lubił przytulać, ale z innego powodu... nie miał tego szczęścia być przytulanym zbyt często, więc... chce to w pewien sposób nadrobić, zawsze lubił się przytulać, ale nie miał zwyczajnie z kim... i tak przytulony do niej teraz rozmawia.
- Na jakiej gitarze grasz? Słuchasz rocka, mówisz... jaki jest Twój ulubiony zespół, śpiewasz coś czasem?
No... teraz Mathias może rozmawiać, od razu inaczej i jakoś tak raźniej, wszelkie uprzedzenia zniknęły, no bo przecież jak na taką Kim się obrazić, no? W zasadzie, to się znali, ale nie rozmawiali za bardzo, więc ona też w mniemaniu Mathiasa nie jest jakoś szczególnie obca.
- Może kiedyś poćwiczę latanie na miotle... masz jakąś konkretną?
Biedny nie znał się za dobrze na tej tematyce, ale chętnie dowie się czegoś więcej, bo czemu nie?
- Latanie na miotle z jest dobre na upały, heh, niedługo nadejdą. Ehm.. Pozwolisz, że tak jeszcze trochę z Toba posiedze, co?
Zapytał upewniając się, że nie przeszkodzi jakoś w planach tak sympatycznej dziewczyny, mimo wszystko nie chciał zabierać cennego czasu, a może miała jakieś plany, a on był tak po drodze tylko?


Ostatnio zmieniony przez Mathias Rokkur dnia Czw Sty 15, 2015 8:14 pm, w całości zmieniany 1 raz


Mathias Rökkur
Niespokojne serce... klątwy... człowieczeństwo...

Re: Dziedziniec

on Wto Sty 13, 2015 9:11 pm
- No wiem i dobrze, że się ubierzesz cieplej - uśmiechnęła się.
- Preferuje akustyka i elektryka. Uwielbiam to - no i tak siedziała.- Tak śpiewam, ale tylko dla siebie, a ulubionego zespołu nie mam, bo każdy zasługuje na taki sam podziw z mojej strony.
Nic jej nie przeszkadzało, bo każdy jest dla niej przyjacielem i nikim więcej. Kim jest osobą, która tylko nadaje się na przyjaciółkę, albo nawet przyjaciółką na jeden dzień, więc jeśli chcesz możesz o niej zapomnieć.
Jakie uprzedzenia można mieć do tej perełki? No nie przesadzaj. Ona jest zbyt dobra, aby komuś zrobić krzywdę, czy też kogoś rozzłościć.
- Ja latam na Spadającej Gwieździe - powiedziała.- Jeśli będziesz kiedyś miał ochotę to mogę cię nauczyć latać - zaproponowała.
- Ja tam uwielbiam latać o każdej porze - stwierdziła.- Nawet jak jest mróz, wystarczy się odpowiednio ubrać - powiedziała.- I tak, chętnie z tobą posiedzę.
Kim i plany? To nie powinno być w jednym zdaniu. Ta dziewczyna nigdy nie planowała tego gdzie się wybierze w tym zamku. Ona nawet lubi się tu zgubić, bo zawsze na kogoś ciekawego wpadnie.



Kim Miracle


Miły nawet dla Snape'a,
czarny kotek ML,
najsłodsza postać,
która ma oczy wszędzie i
superodlotową walentynkę.
Album.



Re: Dziedziniec

on Wto Sty 13, 2015 9:33 pm
Słuchał uważnie dziewczyny. Szacunek i wdzięczność wobec Kim na to nakazuje, w końcu dotrzymuje towarzystwa i nie pozwala rozmówcy zmarznąć, no idealna przyjaciółka. Miło mu w tym objęciu podczas rozmowy, ale nie nadinterpretuje tego.. przecież do niczego nie doszło.
- Hmm... ja bym tylko chyba akustyka ruszył, inne brzmienie, bardziej takie naturalne, nie? Nie chciałabyś pokazać, jak śpiewasz? Nie ukrywam, że jestem ciekawy Twojego talentu
Czas pokaże czy spotkają się jeszcze, niemniej czas spędzany z Kim jest bardzo przyjemny, nawet jeśli niewiele się dzieje. Powiew świeżości i optymizmu bez wątpienia.
- Spadająca Gwiazda? To chyba jest dosyć szybka miotła, nie? Hmm... może kiedyś się umówimy na lekcje latania w wolnym czasie? Jak widzisz, to mam problem z dobraniem ubioru, heh...
Dlaczego spotyka ciekawe osoby w ostatni rok... czyżby poprzednie lata mu przeszły koło nosa? Okazje na ciekawe znajomości? Ambicje ambicjami i jakoś tak wyszło... teraz trzeba to nadrobić.


Ostatnio zmieniony przez Mathias Rokkur dnia Czw Sty 15, 2015 8:14 pm, w całości zmieniany 1 raz


Mathias Rökkur
Niespokojne serce... klątwy... człowieczeństwo...

Re: Dziedziniec

on Sro Sty 14, 2015 3:09 pm
Ona takich rzeczy nigdy nie nad interpretuje. Potarła jego ramie automatycznie. Tak jak kiedyś Daniel rozgrzewał ją, gdy wpadła w zaspę śniegu i siedzieli u niego pod kocem z gorącą czekoladą. Nigdy by nie pomyślała, że tamten chłopak czuł do niej coś więcej, ale niestety ona tak nie mogła.
- Jasne, że zaśpiewam, ale to kiedy indziej jak będę miała gitarę przy sobie. Jeśli będziesz chciał mogę ci pokazać parę akordów, może coś się nauczysz - uśmiechnęła się.
- Są szybsze, ale mi odpowiada - powiedziała.- Możemy się umówić. Widać - zaśmiała się.
Kim też ostatnio dużo osób spotkała i znalazła nawet paru przyjaciół. Ale jakoś nad tym nie myślała. Ona często wpada to na ludzi, na duchy, a nieraz nawet na obrazy, które są skore do rozmów.
- Jak nazywa się twój kruk?- zapytała patrząc na ptaka.- Ja mam kotka, Luck się nazywa.



Kim Miracle


Miły nawet dla Snape'a,
czarny kotek ML,
najsłodsza postać,
która ma oczy wszędzie i
superodlotową walentynkę.
Album.



Re: Dziedziniec

on Sro Sty 14, 2015 5:20 pm
Nie czuł, bo przecież nic się nie dzieje i nic się nie stało w zasadzie, poza tym nie czuł takiej potrzeby, jemu było dobrze w jego świecie... przynajmniej narazie.
- Próbowałem już gry na gitarze... mam za sztywne palce, ale dam Ci spróbować, może masz jakiś swój sposób na naukę. Hmm... muzyka jest jak śpiew duszy, nie sądzisz?
Niby wie, że czasem za dużo myśli, ale tak mu to weszło w krew, że rzadko kiedy nie rozmyśla nad czymś, przyzwyczaił się do tego.
Kim patrząc na oczy kruka i Mathiasa mogła stwierdzić, że obaj mają w zasadzie te same oczy, przypadek czy czar?
- Na imię mu Avernus, jest dla mnie jak brat, mam go odkąd pamiętam, to był i jest mój jedyny przyjaciel póki co. Avernus to inaczej wejście do zaświatów w łacinie. Ten kruk jest zwierciadłem mojej duszy.
Mógł to wyjawić i tak niewielu potrafiło przejrzeć kruka, a Mathias... to już inna historia, ma silną obronę,a le i dużą lukę... wystarczy go odpowiednio podejść. Sam kruk był spokojny póki co, choć jego oczy mówiły co innego.
- Opowiedz o swoim kotku, dlaczego akurat tak się wabi?
Bardzo lubił zwierzęta i uwielbiał o nich rozmawiać, wiele rzeczy traktował symbolicznie, dlatego Matiego czasem idzie trudno zrozumieć albo zrozumieć źle, ale w tej chwili tego nie ma na szczęście.


Mathias Rökkur
Niespokojne serce... klątwy... człowieczeństwo...

Re: Dziedziniec

on Pią Sty 16, 2015 6:53 pm
- Tak, muzyka odzwierciedla twoje uczucia. Nie jesteś w stanie nad tym zapanować. Nawet jeśli nie chcesz to samo pokazuje twoje uczucia. Ja tak mam na gitarze, ale niewiele osób wie o co mi chodzi - uśmiechnęła się.
Bardzo lubiła te ptaki, mimo że są zwiastunem śmierci, a jednak jest w nich coś co sprawia, że chce się na nie patrzeć. Dopiero teraz zauważyła, że kruk i Mathias mają takie same oczy. Niesamowite.
- Luck jest bardzo do mnie przyzwyczajony. Gdy tylko wracam z lekcji jest wszędzie tam gdzie ja. Jest strasznie uroczy - uśmiechnęła się ciepło.- Jest też strasznie dumny i uparty. Jak to koty.
Po chwili zorientowała się, że musi już wracać, aby nakarmić kotka, bo będzie mocno wściekły. Wstała.
- Muszę już iść - gdy tylko Mat wstał przytuliła go na pożegnanie.- Do zobaczenia. Też powinieneś wracać, bo się przeziębisz.
Po chwili jej wysoki kucyk zaczął lekko kołysać się i cała jej sylwetka zniknęła opuszczając dziedziniec.

[z/t]



Kim Miracle


Miły nawet dla Snape'a,
czarny kotek ML,
najsłodsza postać,
która ma oczy wszędzie i
superodlotową walentynkę.
Album.



Re: Dziedziniec

on Pią Sty 16, 2015 7:17 pm
- No to umówimy się kiedy i zagramy. Może stworzymy zespół kiedyś.
Zaśmiał się lekko, to by była dobra odskocznia dla Rokkura, bez wątpienia.
- Koty są urocze, przyznaję, może bym i miał kota, ale jakoś tak wyszło, że mój kruk był pierwszy, heh. Przyzwyczają się do ludzi skubańce.
Słuchał uważnie swojej rozmówczyni. Po jakimś czasie wstał i odwzajemnił przyjacielski uścisk.
- Nie ma problemu, przyjemnie się rozmawiało. Pewnie, wezmę to pod uwagę, heh. Ciekawe, kto z nas kogo spotka w łazience prefektów.... Do zobaczenia!
I odprowadzając wzrokiem dziewczynę sam poszedł do środka zamku.
- Chodź, bracie.
I kruk na ramieniu Mathiasa ładnie stał i szedł ze swoim właścicielem. Sam Rokkur z uśmiechem na twarzy zakończył rozmowę.

z/t


Mathias Rökkur
Niespokojne serce... klątwy... człowieczeństwo...

Re: Dziedziniec

on Sob Sty 17, 2015 11:03 pm
Ostatnimi czasy lubiła szwędać się tu i ówdzie. To pojawiła się na godzinę na II piętrze, to właśnie na dziedzińcu. Przycupnęła na wolnej ławce ze szkicownikiem oparym na prawym kolanie i węglem w dłoni. Przyglądała się ludziom, którzy prawdopodobnie nawet nie zdawali sobie sprawy, że właśnie uwieczniani są na papierze. Po chwili dziewczyna podwinęła rękawy swojego grubego swetra i spięła włosy gumką, którą miała wcześniej na nadgarstku. Dzień był cichy i nic nie wskazywało na to, że miało się to zmienić. Zadrżała lekko. Jakże ona nienawidziła zimna!


efekt motyla.

Re: Dziedziniec

on Pon Sty 19, 2015 4:52 pm
Stefek też nienawidził, kiedy było mu zimno. Cały czas chodził po Hogwarcie w grubym swetrze, który chował pod szatą czarodzieja. Musiał teraz dokonać ważnego wyboru – albo przejść przez dziedziniec czyli po zimnie albo iść naokoło. Udawał się do posągu Merlina, aby z nim pogawędzić (Fluffy miał różne dziwne odchyły). Wzdychając ciężko wybrał jednak drogę przez dziedziniec. Wyszedł na dwór. Od razu uderzył w niego chłód. Niby powoli zima ustępowała miejsce wiośnie, ale i tak nie było dostatecznie ciepło, jakby tego pragnął. Dryblas w okularach przeszedłby przez dziedziniec bez zwracania uwagi, gdyby nie dziewczyna o różowych włosach. Wzruszył ramionami. Może akurat okaże się lepszą rozmówczynią od posągu, który i tak mu nie odpowie?
Przysiadł się do niej na ławce, tak po prostu. Ściągnął torbę z ramienia, położył ją na trawie. Naciągnął sweter na dłonie, aby nie czuć zimna. Przysunął się do Krukonki na ławce, aby chamsko spojrzeć jej przez ramię i sprawdzić co takiego tam rysuje. Wielkiej pewności nie wiem czy dziewczyna pozwoliła, aby to Stefek zrobił. Być może już rzuciła w niego jakimś zaklęciem lub schowała szkicownik. Ale Fluffy próbował być wścibskim. Raz w życiu można!

Bilokacja 2


Tylko wariaci są coś warci!
Steve "Stefek" Fluffy

Re: Dziedziniec

on Pon Sty 19, 2015 5:51 pm
Okularnik już od chwili był na kartce, jeszcze zanim w ogóle ją zauważył. Nie zwróciła potem większej uwagi na to, że usiadł obok niej i przyglądał się temu, co rysowała. Prawdę mówiąc, dziewczyna już przyzwyczaiła do tego, że inni zaglądają jej przez ramię, kiedy bazgrze. Byle tylko nikt nie próbował rozmazać węgla. Wtedy będzie martwy. Po chwili oderwała wzrok od bloku i spojrzała na niego. Patrzyła długo, nawet bardzo, prawdopodobnie stawiając go w dość nieprzyjemniej sytuacji, kiedy to nieznajoma gapi się na ciebie bez lepszej przyczyny. Albo robił to samo. Zależy.


efekt motyla.

Re: Dziedziniec

on Pon Sty 19, 2015 6:09 pm
Stefek coś tam potrafił też rysować, chociaż o wiele lepiej wychodziło mu śpiewanie pod prysznicem. Dziewczyna dobrze trafiła, ponieważ chłopak nie zamierzał jej podkradać ani węgla (tudzież rysika) ani rysownika. Nie chciał wysuwać rączek i pacać opuszkami palców po kartce. Nie był typem „kradzieja” ani „niszczyciela”. Sam mocno denerwował się, kiedy ktoś przeszkadzał mu (na przykład) w odrabianiu pracy domowej. Siedział spokojnie na ławce, przyglądając się każdej postaci. Czasami podnosił głowę, aby sprawdzić czy uczeń lub uczennica, których młoda artystka umieściła na kartce, nadal znajdują się w tym samym miejscu. Uśmiechnął się widząc zarys własnej postaci. Z Alchemy była niezła obserwatorka.
Kiedy wreszcie przestał gapić się na kartkę oraz porównywać stan obrazku z rzeczywistym, spojrzenia Krukonów spotkały się. Okularnik spoglądał na różową dziewczynę, a ona na niego. Była to bardzo dziwna i niezręczna sytuacja. Brakowało kogoś, kto nagle wyskoczy tuż za nimi i wrzaśnie „BALON!” albo inne głupie słowo. Steve powoli uniósł kąciki ust do góry. Uśmiech rósł, rósł, aż ukazał dwa rządki zębów. Miał nawet przyjemny i przyjazny uśmiech. Nie miał żadnych złych zamiarów. Nie był to fałszywy wyraz twarzy, ponieważ śmiały się również jego oczy.
- Cześć – powiedział to, co powinien zrobić wcześniej, ale był tak bardzo przejęty próbą podglądania rysunku dziewczyny, że całkowicie o tym zapomniał. – Jestem Steve. – Przedstawił się od razu, aby nie było żadnych wątpliwości. Zrobił jeden oddech i na wydechu wypalił:
- Wiesz, że w Hogwarcie mamy Klub Prostej Kreski? Na pewno byłabyś perełką wśród członków, gdybyś tylko chciała pokazać innym swoje rysunki.


Tylko wariaci są coś warci!
Steve "Stefek" Fluffy

Re: Dziedziniec

on Pon Sty 19, 2015 6:45 pm
Przez kolejną dłuższą chwilę milczała, dalej go obserwując. Po tejże chwili uśmiechnęła się szeroko. W końcu nie zawsze zdarzało się jej rozmawiać z ludźmi. Dodatkowo z ich własnej woli. Niesamowite! Zwykle szli sobie po tym, jak zaczynała się im przyglądać. Ale to dobrze, może wreszcie zaczynają się do niej przyzwyczajać i przestaną zrzucać jej blok na ziemię za każdym razem, kiedy tylko próbuje naszkicować chmury. Poza wszystkim, co oni mieli do chmur? Są takie ładne i przecież bez nich niebo byłoby puste. Eh, nie ważne.
-Cześć Steve- powiedziała wesoło i położyła węgiel na swetrze. Wyciągnęła w jego kierunku lekko sczerniałą dłoń. No cóż, te dziwne bloczki czasem brudziły ręce. Twarz też, czym była żywym przykładem.
-Jestem Alchemy, ale i tak wszyscy mi mówią Al.
Wzruszyła lekko ramionami, nie przestając się przyjaźnie uśmiechać. No tak, Alchemieł miała tylko dwie miny. Uśmiechnięta i „Cześć, pogapię się na ciebie przez jakieś 5 minut, mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza". Pytali się jej czasem, czy się kiedykolwiek smuci, ale ona tylko się śmiała i nie odpowiadała. Takie to dziwne stworzenie.
-Przepraszam za uogólnienie, w końcu może ty nie będziesz mnie nazywał „Al". Muszę przestać tak mówić, bo jeszcze kiedyś komuś się to naprawdę nie spodoba...
Ponownie wzruszyła ramionami, jakby po namyśle wiedziała, że to i tak pewnie nie ma znaczenia.
- Co do klubu, to jedynie o nim słyszałam. Poza tym, co do określenia „byłabyś perełką wśród członków”, to jestem wręcz pewna, że jest przesadzone, patrząc na to, że są tutaj o wiele bardziej uzdolnieni ludzie ode mnie. No i zawsze może ktoś do klubu dojść- zaśmiała się cicho bez większego powodu. Znaczy, przynajmniej Steve tego powodu nie znał, bo ona jak najbardziej.


efekt motyla.

Re: Dziedziniec

on Pon Sty 19, 2015 7:04 pm
Krukon powiedział to, co wiedział. Poczekał przez pięć minut, aż dziewczyna zdąży się na niego napatrzeć. Nie pomyślał o tym, że może mieć coś na nosie albo wyglądać dziwnie. Był spokojny, jeśli chodziło o takie rzeczy. Nie drgnął z miejsca, a uśmiech nie schodził z jego twarzy. Być może w pewnym momencie wyglądał strasznie głupio, kiedy tak się szczerzył, dobrze, że nie zdawał sobie z tego sprawy.
Nie miał żadnych oporów przed uciśnięciem nieco ubrudzonej dłoni dziewczyny. Co prawda nigdy nie wiedział, co w takiej sytuacji ma zrobić i o czym mówi zasada dobrego wychowania. Powinien jej dłoń uścisnąć, ucałować, a może delikatnie ująć? Tym razem zrobił to nieco po męsku, ale dłoń ścisnął delikatnie. Po tym krótkim geście, dłoń wycofał. Nie wycierał jednak palców w sweter, aby pokazać, że naprawdę nie przeszkadzał mu węgiel, którym rysowała.
- Mogę Cię nazywać tak, jak tylko sobie zażyczysz. Nawet jeśli chciałabyś nazwana Księżniczką, tak będę się do Ciebie zwracać. – Nie było w jego słowach żadnej ironii, sarkazmu ani niczego złego. Naprawdę nie przeszkadzało mu zwracanie się do innych osób w taki sposób, jak sobie tego życzą. Zresztą – czy jemu kiedykolwiek coś przeszkadzało w innym? Potrafił zaakceptować każdego, jakim był.
- Jeśli lubisz, kiedy wszyscy zwracają się do Ciebie Al, również będę tak mówił. Lecz być może tęsknisz za swoim pełnym imieniem? Kto to wie? Tylko Ty. – Miał przyjemny głos dla ucha.
- Ja rysuję głównie domy. Znaczy projekty domów. Siedzę z ołówkiem i linijką. Powinienem nie używać linijki, ale nie potrafię. Potrafię jeszcze rysować smoki. Tylko smoki. Więc… Już masz przed sobą jedną osobę, która należy do klubu, a już pobijasz swoim talentem. Pewnie znajdziesz takich więcej. – Zaśmiał się. – Myślę, że powinnaś przyjść na spotkanie. Odbywa się dzisiaj w Sali klubowej na szóstym piętrze. – Kto by pomyślał, że Stefek namawiałby kogoś do zapisania się do klubu?


Tylko wariaci są coś warci!
Steve "Stefek" Fluffy

Re: Dziedziniec

on Pon Sty 19, 2015 7:56 pm
Zabrała ze swojego swetra węgiel, nie zważając na to, że już był brudny. Nie uniknąłby tego tak, czy tak. Przechyliła w bok głowę, przez co kilka różowych kosmyków wpadło jej do oczu. Najwyraźniej nie przeszkadzało jej to, ponieważ nie zrobiła nic, żeby je z tychże oczu zabrać. Kto wie, może lubi? Przez chwilę, zamiast skupiać swoją uwagę na nim, obserwowała, jak obłoczki pary znikają w powietrzu. Lubiła je obserwować, przypominały jej jedną z książek, które kiedyś znalazła w bibliotece. Bardzo polubiła ogromną gąsienicę, nawet kiedy zachowywała się tak dziwnie. Potem przypomniała sobie o tym, że chyba była właśnie w trakcie konwersacji.
- Księżniczką? Nie, to by było raczej nie możliwe. Już prędzej mogłabym być hipopotamem, to zależy li i wyłącznie od kąta patrzenia. W końcu, jeżeli chcesz, żeby tak się stało, to tak się stanie. Co prawda z różnym skutkiem, ale nie można narzekać.
Znów się szerzej uśmiechnęła i naciągnęła rękawy swetra na dłonie. Co prawda nie było jej aż tak zimno, ale to już przyzwyczajenie.
- Co do samego imienia, to zostawiam wolną rękę. Wolisz mówić mi tak, to mów tak. Imię to w końcu tylko imię.
Zaśmiała się cicho. Nigdy jakoś specjalnie się do niego nie przywiązała. Czemu? Sama nawet nie wie. Ot, po prostu tak wyszło.
- Nie mów tak, bo to nie jest prawda. Sama nie potrafię rysować niczego innego, prócz ludzi, także oboje mamy talent, ale do zupełnie czegoś innego!- posłała mu promienny uśmiech. Czyli nic się nie zmieniło.
- Spotkanie? Bardzo chętnie, tylko pytanie kiedy. W końcu chyba nie trwa cały czas, prawda? Chociaż jakby nad tym pomyśleć... Nie, raczej nie...
Zmarszczyła brwi, patrząc na swoje kolana.


efekt motyla.
Sponsored content

Re: Dziedziniec

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach