Share
Go down

Wahadło

on Pon Wrz 02, 2013 1:33 pm
First topic message reminder :

Jest to zegar, do którego można dojść z Dziedzińca. Jego ogromna jasna tarcza idealnie komponuje się z resztą zamku. Wielkie wahadło kołysze się we własnym rytmie, uczniowie mogą podziwiać dziedziniec z dość prowizorycznie umieszczonego balkonu.

Re: Wahadło

on Czw Sty 01, 2015 9:51 pm
Usiadła sobie w miejscu, gdzie padał cień. Podkurczyła nogi, tak że teraz obejmowała je swoimi dłońmi i opierała na nich brodę. Włosy opadły jej do przodu, odkrywając skazę w postaci blizny na jej karku. Nie poprawiła ich jednak. Brakowało logicznego powodu. Siedziała całkiem sama, ukryta tak, że trzeba stanąć dosłownie przed nią i się przyglądać, by dostrzec, że się tam znajduje. Ale o to chodziło. Kolejny cichy dzień ciągnął się jej niemiłosiernie. Było już późno, a ona zachowywała się jakby chciała, a nie mogła. Słuchała tylko tykania zegara. W bezruchu, który był dosyć przerażający. W tym całym szaleństwie była jakaś logika. Głośna Alex to ona. Ta cicha to ta, która się zbiera.
Teraz była przybita. Tak, też taka bywa. Nie zrozpaczona, o nie. To jeszcze nie takie stadium problemów. Po prostu uśmiecha się, robi to co zawsze, ale nie mówi tyle. Jej sposób na trudności, które się gromadzą. Czuła się odpowiedzialna za pewne rzeczy, a gdy jeszcze doprowadza do jakichś zdarzeń to ten ciężar rośnie. Nie mówiąc o tym, co ma nieuchronnie nadejść.
A potem tak właśnie siedzi. Myśląc nad tym, jak zebrać innych. A teraz i siebie. Co za zabawna sprawa. Tak myślała o tym usilnie, że aż nie zauważyła, jak paznokciem przebiła skórę w pięści, którą zacisnęła. Do czasu, aż pojawiła się kropla krwi na podłodze. Patrzyła na nią, aż gwałtownie rozłożyła dłoń. Wyglądało na niewielkie skaleczenie, jakby czymś się zacięła. Miała wrażenie, że wariuje. Niby jedyna rzecz, jaka się zmienia to ilość wypowiedzianych słów, a to robi taką różnicę. Jakby część tej jej codzienności prysła. Jedni płaczą, inni krzyczą, a ona siedzi cicho.
I siedzi... i siedzi... i siedzi...
Czekając, aż coś wyrwie ją z transu wsłuchiwania się w tykanie.
Tik, tak, tik, tak, tik...


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you

Re: Wahadło

on Czw Sty 01, 2015 10:45 pm
Chłopak wyszedł ze skrzydła szpitalnego w którym rozmawiał z Kim... chociaż rozmową trudno to było nazwać. Może z początku, ale oczywiście musieli zejść na niewygodne dla niego tematy. "Dom to nie tylko budynek. Dom to osoby, przyjaciel, ukochana i inni, a jak chcesz go mieć skoro ciągle uciekasz? Tchórzysz? ". Jej słowa cały czas odbijały się echem po jego głowie. Owszem tchórzył i był tego w stu procentach świadomy, być może właśnie to go najbardziej bolało. Gdzie by nie spojrzał są ludzie którzy panują nad własnym życiem, mają jakiś plan działania. On nigdy takowego nie posiadał. Nawet teraz... kiedy próbował uwierzyć w to, że jest coś co mógł by zrobić aby odzyskać Neve, ale z drugiej strony odzywało się w nim coś, co mówiło, że nie ma szans, żeby nawet nie próbował bo i tak przegra, a to będzie boleć. Chwilami łatwiej jest się wycofać i nie ponieść żadnej rany, niż walczyć i paść. No i zostawała jeszcze sprawa Lizzy. Skrzywdził ja i to bardzo. Zrobił coś czego tak naprawdę sam się bardzo bał. Co będzie dalej, następnym razem nie zawaha się i po prostu ją uderzy. Czy on naprawdę ma tak skończyć, ma stać się klonem swojego własnego ojca. Dlaczego to się stało, chociaż tak bardzo przed tym się bronił.
Kiedy tak szedł a te emocje po prostu w nim kipiały kopnął w pobliski kosz.
-CHOLERA...- Wykrzyczał a kosz odleciał kawałek dalej lądując tuż pod nogami dziewczyny. Chłopak mimo wszystko wydawał się kompletnie tego nie zauważać, wydawał się być zbyt pochłonięty samym sobą.
-Przecież gdybym nawet chciał... co by to dało. Znowu przyjdzie ten kretyn i wszystko odwróci do góry nogami. Gdzie ja mogę się z nim równać. Myślałem...- Urwał tutaj swoje myśli...
-No właśnie... nie myślałem...- Po prostu dał się ponieść fali nie biorąc pod uwagę tego czy ktoś na tym ucierpi czy też nie. Dlaczego tak bardzo mu przeszkadzało to, że nie próbował myśleć nawet o osobie. Po prostu egzystował na tym świecie wyczekując na śmierć która i tak kiedyś by nadeszła, ale nagle zachciało mu się zmian. No właśnie... propos zmian. Jego brązowe tęczówki popatrzyły na gryfonkę i uśmiechnął się złośliwie. To przecież ona mu mówiła, że trzeba iść do przodu... i co ma za swoje.
-Dzięki za chujową radę... naprawdę dziękuję z całego serca- Oj Kyo... kiedy ty się w końcu nauczysz brać odpowiedzialność, ze swoje błędy, kiedy przestaniesz obwiniać cały świat za to, że coś ci nie wyszło.

Re: Wahadło

on Czw Sty 01, 2015 11:11 pm
Zamek ma tyle metrów kwadratowych, że można w nim znaleźć miejsca, gdzie nigdy nie zostałoby się już znalezionym. Zakładała, że siedzenie w tym miejscu da jej moment na układanie decyzji i planów. Jednak Los to okrutne stworzenie i nie ma zamiaru dokonywać takich rzeczy. Zostawić w spokoju? Marzenie! Prawdziwi tchórze nie potrafią przyznać, że przestali walczyć, bo tak już wygodniej. Skoro już się to wie, można to zmienić. Byleby tylko nie pozostać przy tym, co jest łatwiejsze. Krzywda nie naprawiona jest gorsza od samego jej zadania.
Podniosła spokojnie śmietnik i ruszyła swoje cztery literki. Jeśli ktoś sądził, że ma za swoje to może coś w tym było. Czuła, że jej winna jest duża. Nawet jeśli taka nie była, ale tak to odbierała. A samemu wydanie wyroku na siebie jest potworne. Gorsze od tych cudzych. Szła do przodu. Po czym musiała zbierać z ziemi własne rozsypane puzzle, by na nowo je układać.
- "Dobra rada: patrz częściej na to, co się dzieje wokół. Uważnie. To bywa pożyteczne. I przestań w końcu karmić, tulić i pieścić swoje kompleksy" - powiedziała tylko tyle. Nie wiedząc skąd to ani co to. Chociaż miała ochotę stwierdzić, że to nie rada, a osoba stosująca się do niej musi być chujowa. Zwyczajnie jednak nie miała siły na rozpoczynanie takich kłótni, dyskusji, jak zwał tak zwał. Raz musiała zabrać się za coś, co jest przed cudzymi problemami. Nie zostając przy tym egoistką, bo tego nie dopuszczała do swojej głowy.
- I nie ma za co - Tym razem nie będzie wojny na słowa. Stała przed nim niewzruszona, gdy obraz znowu się jej rozmył. Przymknęła oczy i szybko otworzyła ja ponownie. Niby sekundy, krótkie chwile. Ale to początek. Który zresztą już ją dobrze męczył. Zmuszał do uruchomienia wyobraźni z pytaniem: Jak to będzie, gdy będę ślepa?


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you

Re: Wahadło

on Pią Sty 02, 2015 9:41 pm
Kyo przymrużył delikatnie swoje skośne brązowe oczy.
-No patrzę dookoła- Mruknął i wsadził sobie ręce do kieszeni spodni.
-I wiesz co ci powiem, wolałbym tego nie widzieć- No wiadomo, zawsze łatwiej jest zamknąć swoje oczy i brnąć na oślep do przodu. Zająłeś bardzo wygodną pozycję Kyo. Zostałeś obserwatorem swojego własnego życia. Tego samego życia nad którym powinieneś był mieć kontrole, a pomimo tego wolisz siedzieć obojętnie i obserwować jak ten twój statek płynie prosto na skały. Chcesz niby coś zrobić, cóż mówi się, że chęci się liczą, ale w tym wypadku obawiam się, że to nie wystarczy. Musisz coś zrobić bo w przeciwnym razie przechlapiesz sobie resztkę swojego marnego życia.
-Kompleksy... niby jakie kompleksy.- Mruknął cicho do niej. Oczywiste było to, że kłamie, może i nie miał kompleksów pod względem swojego wyglądu, ale pod względem swojej osobowości. Najgorsze jednak było w tym wszystkim to, że nie mógł tego zmienić. Ciężko było wyjaśnić dlaczego miał w sobie taką blokadę. Objawiało się to czymś w rodzaju wielkie bryły lodu która nagle wpadała mu do żołądka.
Dopiero po chwilce coś do niego dotarło. Czy to była ta sama dziewczyna którą spotkał w lochach. Przecież z tego co pamiętał tamta Alex od razu miała miliona argumentów.
-Eeee... dobrze się czujesz?- Mruknął cicho. Zapamiętał ją kompletnie inaczej, czy to w lochu albo na imprezie u puchonów.

Re: Wahadło

on Pią Sty 02, 2015 10:39 pm
Chociaż nie. Zaczęła się zastanawiać nad głupimi rzeczami. Nawet nie o tym, że Kyo się pojawił, że może mieć problem, że może potrzebuje czegoś. To nie były głupie sprawy, a ona zrobiła się egoistką. Pieprzoną egoistką, która pogrążała się w działaniu własnej wyobraźni, tworząc scenariusze przyszłości. Wzięła sobie do serca, że ma prawo do jednego dnia w którym siebie postawi przed innymi. I z tym czuła się równie potwornie. Niby była dla każdego tylko wtedy, gdy jej potrzebował, niczym ich prywatna poradnia, ale... ale sama ich tego nauczyła. Wbiła im do głowy siebie jako Dobrą Wróżkę. Chciała robić coś dobrego dla każdego człowieka. Po czym gdy zaczęli do niej przychodzić tylko w tym celu... poczuła, jaka jest samotna.
Jak bardzo nikt nie liczy się z tym, że Dobra Wróżka też może czasami potrzebować Matki Chrzestnej w postaci zwyczajnego, bezproblemowego towarzystwa. Ale po co? Lepiej ślepo wierzyć w to, że są istotne bez jakichkolwiek czułych punktów. Takie, które mają mury nie do przebicia. Tyle, że tacy nie istnieją. Wiara w nieistniejące jest prosta, a gdy już coś namacalnego mamy w posiadaniu to nie widzimy tego. Cóż za ironia.
- Nie mów tak. Zawsze lepiej widzieć - Niby jedno zdanie, a rozrywało jej serce. Ślepa... będzie taka. I już nic więcej nie zobaczy. Co gorsza - nie może tego w żaden sposób zmienić. A inni nie chcieli widzieć? Nie! Tylko tak mówią...
- Nie kłam. Każdy jakieś ma - Nie chciała się rozwijać. Nic nie chciała. Miała swój czas ciszy, słuchania tykania i samotności. Prywatny, egoistyczny akt, którego nikt nie miał być świadkiem. Taki moment w którym nie będzie musiała wszystkiego ludziom tłumaczyć i uczyć tego, że zawsze warto walczyć, że życie nie jest złe. To właśnie ten. Nie miała siły na prawienie wykładów. Każdy czasami ogarnia własną świadomość. Każdy bywa człowiekiem. Zdarza się ludziom trochę człowieczeństwa. O dziwo.
- Ja już chyba nic nie czuję - Bo czy może powiedzieć, że nie? Jest zła, zmęczona, smutna, przybita, obawiająca się przyszłości. Ale w środku nie tylko tego. Wciąż jest tej głosik Alexandry, który jej zabrania "czuć się źle". Więc go słucha. Ale powiedzenie, że jest dobrze byłoby kłamstwem. Była gdzieś pomiędzy. Tam, gdzie niby jest wszystko, ale tak naprawdę nie znajduję się nic. Zwyczajna nicość, która zaczęła ją ogarniać i straszyć.
- A ty? Jak się czujesz?


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you

Re: Wahadło

on Sob Sty 03, 2015 12:29 am
Tak uczucie emocjonalnej pustki był mu tak bardzo znane, i za powrót tego oddał by naprawdę sporo, ale wtedy nie był szczęśliwy, więc jaki był sens w katowaniu siebie samego.
-Ja... cóż- Zaczął, ale urwał. Musiał zastanowić się bardziej nad tym co czuł w tej chwili, a nie było to łatwe do opisania.
-Czuję się tak jak by ktoś wyrwał mi serce i walnął nim prosto w twarz, nawet mi ślad został- Pokazał dłonią na zdartą skórę na policzku. Co jak co, ale Kim to miała niezłe uderzenie, a teraz kiedy emocje w nim trochę zeszły trochę zrozumiał jej czyn. W końcu chyba nawet on by nie wytrzymał takiego gadania. Tak wiem, jak to możliwe, że zdaje sobie sprawę z tego, że jest irytujący a jednocześnie nic z tym nie robi. Cóż po prostu już za bardzo się w tym wszystkim zapętlił.
-P...prze...przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem, ale mam naprawdę ostatnio bardzo chujowe dni- Chociaż chujowe to mało powiedziane. Chłopakowi wydawało się, że chyba całe niebiosa zmówiły się przeciwko niemu, ale nie mógł pojąć tego co tak naprawdę zrobił nie tak, znaczy pomijając paru wpadek, ale po za tym co zrobił jeszcze nie tak, że Bogowie na niego się uwzięli
-Po prostu sypnęło mi się wszystko na głowę i nie umiem sobie do końca z tym poradzić- Cóż sądził, że jest odważny... tak mu się wydawało, a nie potrafił spojrzeć w oczy tym których skrzywdził. Prawdziwa odznaka męskości nie ma co. Podszedł do pobliskiej ściany i oparł się plecami o nią, po czym zasunął się na ziemię wyciągając nogi przed siebie. Jak tutaj rozegrać tą historię, aby nikogo nie zranić... niestety im dłużej o tym myślał tym bardziej dochodził do wniosku, że to było nie możliwe.

Re: Wahadło

on Sob Sty 03, 2015 8:17 pm
To zabawne. Na taki swój chory sposób. Niby człowiek ciągle "coś" czuje. A gdy ma powiedzieć, czy to jest to nagle brakuje mu słów, a dokładniej to sam tego nie rozumie. Mając tyle określ wciąż brakuje ludziom sposobów na wysławianie się. Tak się dzieję, gdy ma się tak wielki wybór, że nie da się nic wybrać. Proste to tak naprawdę trudne, a to co trudne, łatwe.
- Moje zwyczajnie zaczęło bić za szybko i za dużo razy - Waliło jak opętane. Samo nie wiedziało, co począć. Więc biegło. Byleby nie zatrzymywać się przy problemach. Podświadomie ucieka od tego, co przynosi to wszystko. I jak tu sobie radzić, gdy może to wszystko nie jest spowodowane samym problem. Może to jej wina? Problemy zaczynają się od nas. A ona odcięła się od tego, co jej. Więc czemu wciąż coś jest nie tak? Jakby jakieś kable w całej maszynie nadal nie stykały.
- Nic wielkiego się nie stało - Na kimś trzeba się wyładować. Trafiło na nią. Często to się zdarza, ale czasami ludzie potrzebują czegoś takiego. Przenieść swoją złą energie na kogoś. To działo się codziennie. Nie robiło już większego wrażenia. Zawsze znajdzie się ktoś z "chujowymi dniami". I tak to się właśnie kończyło. Zawsze jakimś wybuchem, bo kłębi się w nas zbyt wiele spraw. Z ziarenek rosną do niebotycznych rozmiarów.
- Może to mało pocieszające, ale pamiętaj, że zawsze mogło być gorzej - Tak pocieszała siebie. Łatwiej sobie żyć, gdy zawsze wyobrażasz sobie, że sytuacja jaką przeszedłeś mogła potoczyć się gorzej. A tak się nie stało, więc nie jest tak źle znowu. A że nie chciała się rozwijać to było to podsumowanie i ogromny skrót myślowy.


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you

Re: Wahadło

on Pon Sty 05, 2015 12:05 am
W chłopaku było za wiele sprzeczności. Już nie chodziło o to co się działo w jego życiu. To w pewnym momencie przestało się liczyć. Teraz chodziło o niego samego, o to co kryło się na dnie jego serca. O to coś co zżerało go od środka, ale nikt nie mógł dostrzec tego pasożyta który karmił się jego wątpliwościami.
-Zastanawiam się...- Urwał na nagle i zaczął delikatnie bawić się rękawami swojej granatowej kurtki którą miał aktualnie na sobie. Myśli biegły mu w głowie teraz jak oszalałe, nie mogąc złożyć się w jakieś sensowne zdanie.
-Czy to w porządku być egoistą. Czy jeżeli człowiek nie potrafi myśleć o sobie, czy powinien był na siłę próbować to robić. Nawet jeżeli oznaczało by to zranienie drugiej osoby- Mruknął cicho i wbił wzrok w ziemię. To pytanie dręczyło go już od stosunkowo dawna. Przecież egoizm jest cechą niepożądaną u drugiego człowieka, ale nie dało się myśleć cały czas o drugiej osobie. W tym całym szaleństwie trzeba było znaleźć siebie. Tylko co zrobić w chwili kiedy ten egoizm zrani drugą osobę. Czy wtedy też jest dobry.
Kyo wypuścił cicho powietrze z płuc. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego dla odstresowania. Został nagle postawiony w sytuacjach w których tak naprawdę jeszcze nigdy się nie znalazł. A życie postanowiło pozbawić go jakich kolwiek doradców. Nie miał do kogo się zwrócić, odpowiedzi na każde pytanie musiał szukać sam na własną rękę, a to było bardzo męczące, i przeważnie bezowocne.
-Bo może czasami nie opłaca się walczyć o stare zgliszcza... tylko porzucić to co się chroniło, chociaż przestało istnieć i poszukać sobie czegoś innego, czegoś co ponownie się ochroni- No tak, powiedzieć łatwiej niż zrobić. Opuścić ten dom który się wybudowało własnymi rękami było bardzo ciężko, ale chwilami trzeba było to zrobić aby, kiedy nadejdzie zimna nie zamarznąć. Pytanie tylko czy chłopak jest w stanie jeszcze się poruszać do przodu. Czy los nie dał mu tylko umiejętności cofania się.
-Popieprzone to wszystko.- Skwitował i zaciągnął się dymem, który z resztą po chwilce ujawnił się w postaci białego obłoczku i po prostu rozmył się w powietrzu, pozostawiając po sobie jedynie ten charakterystyczny zapach. Jedyny dowód na to, że kiedy kolwiek istniał.

Re: Wahadło

on Pon Sty 05, 2015 5:46 pm
Nie odwracać się od innych. Starała się to robić. Dawać innym to, czego potrzebuję. Zabrać wszystko, co ich sypało. Niepoukładane sprawy, złe myśli, troski. Zgarniała to przy każdym spotkaniu, a raczej proponowała takie wyjście. Szuka rozwiązań na drodze z fałszywymi znakami. I patrzy ludziom w oczy, by zobaczyć to wszystko. Nie odwraca wzroku. Próbuje zaproponować im pomoc. Jakimś cudem w tej fali, a raczej oceanie problemów i tak nikt jej nie oczekuje. Każdy sądzi, iż jest niezniszczalny, bez ograniczeń. To wszystko tylko po to, aby runąć. Rozsypać się jak kryształowa waza upuszczona na podłogę i nie móc już znaleźć swoich szczątków. Jesteśmy z kości, które wbrew wszystkiemu ciężko połamać, jednak to tylko cielesna powłoka. Dusze są delikatne i każdy ruch je rani, a gdy ktoś celowo je atakuje to bardzo ciężko im się znowu zespawać. Większość nas jest strzępkami zszytymi nieudolnie, niczym przez początkującą krawcową. Widać to właśnie w oczach. Nie przeszłość, ale teraźniejszość. Oczy nie kłamią i się nie zmieniają. Od dziecka, aż po starość odzwierciedlają nasze "teraz". Zdradzają uczucie, jakim w danej chwili żyjemy.
U niektórych jedynie one jeszcze nie kłamią.
- Tak naprawdę to... wszyscy jesteśmy egoistami, ale musimy starać się to przerwać. Myślimy o sobie zbyt często i tu leży problem - Miała wiele do powiedzenia w tym temacie. Nie wolno ranić, krzywdzić, kłamać... i tak dalej i tak dalej. Lista ciągnęła się w nieskończoność. Można napisać powieść po prostu. Nie powiedziała zaś słowa o działaniu w drugą stronę. O nie myśleniu o sobie. Poniekąd to robiła. Nie chciała brać pod uwagi siebie, co wykańczało ją. Ale ona nie znała słowa umiar w żadnej sprawie. Nie lubiła patrzeć na swoje niedoskonałości.
W ogóle nie chciała patrzeć na siebie.
- Popatrz... nawet teraz. Mogłabym się rozwinąć i powiedzieć coś więcej niż "to Cię zabije". Tylko nie chcę, bo mam "chujowe dni" jak je nazwałeś. Mogłaby spróbować Ci pomóc. Zaproponować coś. Tyle, że wiesz co? Dziś po prostu mam zły dzień i wolę słuchać tykania zegara niż pomagać. I to jest egoistyczne, a przez to czuję się jeszcze gorzej. Nie chcę być taka, jak inni. Nie chcę zobojętnieć na świat i ludzi i zamknąć się sama w sobie - Człowiek to istota społeczna. Jej przeznaczeniem jest kontakt z innymi przedstawicielami gatunków. Mieli być ofiarni. Służyć. A co robią?
Cóż, są zwyczajnie pieprzonymi egoistami.
- Zawsze warto walczyć. Przegrywają tylko Ci, którzy się poddali - Jakim cudem siedziała tu z tym chłopakiem i obgadywała jakie to życie jest złe? Los jest jednak bardzo dziwnym tworem.


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you

Re: Wahadło

on Wto Sty 06, 2015 5:59 pm
Westchnąłem cicho na dźwięk jej słów które rozbrzmiały w moich uszach. "Zawsze warto walczyć, Przegrywają tylko ci, którzy się poddali", co ona wiedziała o poddaniu się. Łatwo jest powiedzieć "nie poddawaj się", "idź przed siebie", ale czy kiedy kolwiek ktoś zadał sobie chociaż odrobinę trudu aby zrozumieć jak czuje się osoba która straciła czucie w nogach. Jak to jest oddychać, ale jednocześnie nie czuć tego, że się żyję. W moich oczach takie osoby jak Alex były cieniami w moim życiu. Cieniami które próbowały nabrać jakiegoś kształtu, albo próbowały wtopić się w mój ból, i niepewność, aby lepiej zrozumieć. Nikt nie pomyślał o tym, że ja może nie potrzebuję zrozumienia, że może już tak naprawdę od dawna przestałem go potrzebować. Każdy próbował dawać mi tylko same "sprawdzone" rady. Gdybym zaczął wyliczać ile rad usłyszałem w przeciągu całego mojego życia, zabrakło by nam dnia i nocy, ale gdybyście kazali wymienić mi ile z nich tak naprawdę przyniosło jakiś efekt, zajęło by to mniej niż pięć minut, bo najpewniej nie wymienił bym żadnej. Możecie zarzucić mi, że nie zastosowałem się tak naprawdę do ani jednej z tych rad, i może będzie mieć rację. Z czystym sumieniem, możecie mi mówić, że tak naprawdę nie zrobiłem nic aby odmienić swój los, ale wiecie co? to, że macie prawo tak mówić wcale nie oznacza, że wiecie lepiej. Nikt tak naprawdę się nie dowie co zrobiłem w swoim życiu aby je poprawić chociaż trochę. Co musiałem poświęcić, więc dziwicie się teraz, że na każdym kroku się boję decydować o sobie samym. Przecież te ofiary z przeszłości okazały się być daremne, nic się nie zmieniło a tylko pogorszyło. Teraz nie chcę już poświęcać snów.
-Jeżeli walczysz, zawsze istnieje szansa, że przegrasz... na jedno może wyjść. Wygrywają ci silni, ci którzy mają dobre plecy. Takie robaczki pozostawione same sobie niestety nie mają szans- Dokładnie tak siebie postrzegałem w tej chwili. Byłem małą glizdą która wychodziła ze swojej nory kiedy spadł deszcz aby nabrać trochę więcej sił, i ponownie uciekałem w czeluści swojej norki. Zająłem bardzo wygodną dla siebie pozycję, nie ukrywam, w końcu najbezpieczniejszą. Chociaż istniało ryzyko, że w chwili kiedy wyjdę z nory złapie mnie jakiś drapieżnik i po prostu zje. Wiedziałem, że to była tylko kwestia czasu.
-Wiesz, aby zabić trzeba mieć najpierw żywą osobę... ja wątpię, że taką nadal jestem- Czy ktoś komu ciężko cieszyć się z nowego dnia jest nadal żywy, czy ktoś kto nie potrafi uwierzyć w miłość swojej dziewczyny, pomimo tego, że kocha ją ponad wszystko i gdyby tylko mógł obsypał by ją klejnotami całej ziemi jest nadal żywy? Przecież to, że bije nam serce nie jest wcale oznaką naszego życia. Czuć bicie naszego serca to jedno, ale zrobić z tego jakiś użytek to zupełnie inna sprawa.

Re: Wahadło

on Wto Sty 06, 2015 6:27 pm
Czyżby nikt, nikogo nie rozumiał? Na to właśnie wychodziło. Tylko my sami wiemy, co nam w duszy gra. Jasne, wmawiajmy dalej takie założenie do naszych głów, a z pewnością zajdziemy daleko. Nie każda rada jest dobra, nie wszystkie się sprawdzają, a większość została wymyślona na poczekaniu i to jest fakt. Tylko, że ich potrzebujemy. Tej niewielkiej garści szczerych i dobrych. Nawet jeśli ich nie wykorzystamy.
Bo, gdy ktoś nam radzi to nie po to, by udowodnić, że wie lepiej. Cały sens tego leży w tym, że chce się pomagać.
Mało kto już jest prawdziwy przez co trudno o to. Patrzymy w lustra i okłamujemy samych siebie, nie dostrzegając nawet, że nagle to odbicie, może zamienić się w to, co wymyśliliśmy. Tak spełniają się prawdziwe koszmary, które zaczynają się na jawie.
Ukarani własnymi marzeniami.
- Nie zawsze trzeba wygrać , aby zostać zwycięzcą - Czy ona naprawdę musiała to mówić? Pewnie, że nie. Tylko chciała. Mimo tego, iż gdyby mogła, to siedziałaby i wylewała łzy ze zmęczenia tym wszystkim. Wiedziała jednak, że nie da rady, a ta cisza, która pożera, wcale nie jest lepsza od rozmowy. Wiedziała, że lepiej by grała nawet z kimś szachy niż tak siedziała. Tylko ona tak bardzo lubiła te krótkie, egoistyczne momenty. W których tak, jak wszyscy mogła porobić z siebie ofiarę, a nie ukrywajmy tego - ludzie kochają to robić. Myśleć, czy tylko im coś takiego się przydarzyło, tylko oni wiedzą jak to jest.
Och tak, kochamy czuć się inni, a zarazem nienawidzimy.
- Co Cię tutaj trzyma w takim razie? - Mistrz zadawania niewygodnych pytań. Do tego nie chodziło nawet o samą odpowiedź, jaka mogłaby paść. Chodzi o to, by zwrócić uwagę na to.
Takie proste pytanie.
Po co żyjemy?
Bo jeśli tylko po to, by umrzeć to warto się zastanowić, czy nie warto od razu się zabić zamiast marnować czas na coś tak błahego jak egzystencja.


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you

Re: Wahadło

on Wto Sty 06, 2015 6:50 pm
Popatrzyłem na nią kiedy zadała pytanie. Czy było ono dla mnie niewygodne. Oj tak bardzo niewygodne, ale nie miałem już nawet siły na to aby się na nią zdenerwować jak to z resztą miałem w zwyczaju, kiedy ktoś wchodził na niebezpieczne dla mnie temat. To był mój własny sposób na mówienie "nie wygrzebuj tych wspomnień, bo mnie to boli". Czasami w nocy jeszcze przed snem cofałem się pamięcią w moje wcześniejsze lata, usiłowałem sobie przypomnieć czy wtedy też taki byłem. Czy tak łatwo się unosiłem, czy byłem tą jedną wielką zagadką której nawet ja nie potrafiłem zrozumieć. Za każdym razem zasypiałem zdziwiony, bo nie znalazłem niczego takiego. Kiedy pojawili się moi przyjaciele nie odepchnąłem ich od siebie, po prostu od razu nawiązała się między nami bardzo specyficzna więź, której nikt nie potrafił przerwać. Kiedy na mojej drodze stanęła ta piękna dziewczyna, nie musiała robić podchodów i bawić się w pirata który szuka ukrytego skarbu. Teraz zastanawiam się czy to nie było, to co mnie zgubiło. Gdybym był chociaż trochę bardziej wycofany, może potrafił bym bardziej docenić to co dostałem. Wolałem obwiniać wszystkich dookoła mnie za to, że świat mi się zawalił. Zastanówcie się jednak co by było gdybym nie podjął takiej formy ochrony. Naprawdę uważacie, że siedział bym tutaj. Gdybym dopuścił do siebie myśli, że za wszystko tak naprawdę jestem tylko ja odpowiedzialny, leżał bym teraz zakopany gdzieś w ziemi, a nad moimi kościami znajdował by się nagrobek, który z resztą i tak by zarósł bo nikt by nawet nie pamiętał. Nie pamiętałby nikt o tym chłopaku który dał się wpakować w bagno, o tym samym którego przekreślili wszyscy, a gdzie się nie udał słyszał tylko jedno słowo "spadaj".
-Nie wiem...- Odpowiedziałem cicho wstając ze swojego miejsca. Podszedłem do barierki i popatrzyłem w dół zrzucając niedopałek papierosa.
-Ale domyślam się, że jest to zbyt wielki lęk przed śmiercią- Nie miałem tutaj na myśli śmierci psychicznej, ale tej fizycznej. Pomimo tego, że jakaś moja część tak bardzo jej pragnęła, miałem przed tym jakieś opory. Czy to było spowodowane tym, że moja matka skończyła tak samo. Przecież nie pamiętam co czułem wtedy kiedy widziałem jej bezwładne ciało i te puste brązowe oczy, w których nigdy więcej nie zagości już nawet cień strachu. Czy to możliwe, że wtedy już obiecałem sobie, że nie skończę tak jak ona, że odwrócę swój los... okazuje się, że los jest głuchy na takie postanowienia.
Ludzie zarzucali mi, że zbyt często nawiedzają mnie wspomnienia, ale jak mam się ich pozbyć, jak miał bym skreślić ten czas, abym mógł zapomnieć o tym wszystkim. To wszystko było zbyt głęboko w moim sercu. Zbyt wiele razy się skłamało, zbyt wiele razy mówiło się prawdę wtedy kiedy trzeba było skłamać. A na dnie mojego serca i tak zostaną ci którzy mnie pozostawili. Nawet jeżeli tak naprawdę ich nienawidziłem z całego serca.
-I może jeszcze kilka obietnic które złożyłem nieopacznie- Zdecydowanie za łatwo mi to przychodziło. Obiecywałem wiele rzeczy, udawałem, że wszystko się prostuje tylko po to aby ujrzeć uśmiech na twarzy tej jedynej. Przecież to nie było nic złego, to dlaczego czułem się z tym tak paskudnie. Może dlatego, że zdawałem sobie sprawę z tego, że okłamywałem ją, ale nie potrafiłem wyznać tego co znajduje się w mojej duszy. Zbyt dobrze wiedziałem, że nasze uczucia to nie jest jedna konkretna emocja, to jest zlepek różnych uczuć. Niestety, nie potrafiłem odkleić ani jednej.

Re: Wahadło

on Wto Sty 06, 2015 7:26 pm
Stawianie murów. Gdyby chodziło o te duchowe to człowiek byłby uznawany za najwydajniejszego pracownika budowlanego. Robimy to tak perfekcyjnie. Nie ważne ile razy ktoś je burzy to i tak uparcie je stawiamy. Niezrozumiani, którzy nie chcą rozumieć. Taki nasz urok. Przeciwieństwo, goni przeciwieństwo. Niby nikt nie może nam niczego odebrać. A tylu ilu napotykamy ludzi, to tyle pragnień umiera. Oszukani i skrzywdzeni. Tylko czy to wszystko jest ich wina? Wybraliśmy tak, a nie inaczej. Wiemy jak chcemy żyć, ale nam to nie wychodzi. Jedyni winni to my, niszczący swój własny świat. Nakarmieni złem trwamy w błędnym kole. Obwiniamy szczęście o to, że po nim przychodzą tragedię. Tylko, że bez zła nie byłoby dobra. To ten naturalny porządek, który jest niezrozumiały. Nie chcemy cierpieć, ale gdyby nie to nigdy nie zwrócilibyśmy uwagi na drugą stronę. Wiecznie byłoby to samo. Zamiast tego żyjemy swoimi problemami. Gdzie w tym wszystkim życie? Bo ono przecież nie polega tylko na oddychaniu. Nie o to w nim chodzi.
Wszystko sprowadza się do społeczeństwa. Nikt nie zasłużył na samotność.
Na zarośnięty grób na którym nie widać nawet literek, mówiących kto jest zakopany te kilka metrów pod ziemią.
W tym całym zagmatwanym świecie nie ma być pamięci? Czy to sprawiedliwe? Żyć, zdając sobie sprawę z tego, że nic więcej po nas nie zostanie? Że nikt nie zapamięta nawet naszego głupiego nazwiska?
- Jeśli boisz się śmierci to znaczy, że życie jest dla Ciebie coś warte - Było to dla niej logiczne. Jeśli nie umiesz się z czymś pożegnać to liczysz się z tym. Nikt nie lubi odchodzić. To nie bywa proste. W życiu nic takie nie jest. Nawet tak istotne rozdzielenie czasu. Umiejętność postawienia grubej kreski między teraźniejszością, a przeszłością daje znak Losowi, że nie można już pogrywać sobie z nami poprzez powracanie do tego, co było. Nie chodzi o to, by zapomnieć. Ma się pamiętać i szanować wszystko, co przeszło do historii, ale przy tym zdawać sobie sprawę z tego, że czas nie zawraca. Było i jest faktem. Nie ma zmieniania zdarzeń, które przeminęły. Żadne dobre, czy złe wyrażenia nie zmienią tego. Spojrzenia urokliwe bądź nie.
Nie mają one już żadnego znaczenia, tak jak przyszłość - odległy moment, który może nigdy dla nas nie nadejść. Nie mamy wpływ na to, jaka będzie i czy w ogóle nastąpi lecz to dzieje się poprzez to istotne TERAZ. Które trwa. Bez przerwy, ciągle. Trzeba wziąć przykład z zegarów. Nie zatrzymywać się, aż do chwili, gdy nie skończy się nam bateria.
I być stałym we wszystkim. Nieustannie iść dalej i nie kłamać, bo to ma fatalne skutki.
Zabawne, czyż nie? Tego wszystkiego uczyć można się od zegara.
- Obietnice wypowiedziane zbyt pochopnie są groźne. Szczególnie jeśli nie wierzy się w ich słuszność - Nie mówiła do niego. Dokładniej to mówiła zarówno do niego, jak i siebie, ale równie dobrze mogłaby kierować swoje słowa do każdego.
Może to jej wina, że to wszystko się dzieje. Może to ona chciała na siłę uszczęśliwiać. Może to, czego chcą inni to nie to samego, czego ona pragnie. Może przyjdzie zapłacić jej za to.
A może nie dożyje tej chwili?
Wszystko to jedno wielkie może, a morze jest szerokie i głębokie...


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you

Re: Wahadło

on Sob Sty 10, 2015 1:05 pm
Kyo westchnął tylko cicho zastanawiając się nad jej słowami. W tej chwili kompletnie nie wydawało mu się aby jakie kolwiek rady były w stanie mu pomóc. Musiał sam wstać i coś z tym zrobić, ale na chwilę obecną jakoś kompletnie nie miał do tego siły. Chciał zaszyć się gdzieś w jakimś ciemnym i cichym miejscu, aby o tym wszystkim pomyśleć. Chociaż w jego wypadku nie jest to do końca najlepsze rozwiązanie, ale innego aktualnie kompletnie nie widział.
-Wiesz co... chyba muszę sam o tym pomyśleć- Osoby trzecie nigdy nie miały dobrego wglądu do sytuacji. Znały ją bardzo powierzchownie. No i wielu ludziom brakowało tak zwanej empatii która pomagała wczuć się w drugą osobę, przez co ich rady mogły być coś warte. Alex... cóż z punktu wiedzenia Kyo nie posiadała czegoś takiego, ale skąd on mógł to wiedzieć jak sam nie rozumiał swoich uczuć.
-Tak czy inaczej... dzięki- Mruknął i wsadził ręce do kieszeni, po czym zaczął powoli odchodzić ze spuszczoną głową, mieląc w sobie to wszystko co usłyszał, oraz co się wydarzyło.

z/t przepraszam, że tak krótki, ale robię sobie przerwę od Kyo a nie chciałam ciebie blokować więc się zmusiłam na tą tragedię którą czytasz wyżej.

Re: Wahadło

on Sob Sty 10, 2015 7:12 pm
Ponownie sama.
To takie oczywiste i proste. Mogłaby przewidywać każde spotkanie z ludźmi. Nie ma już zamartwiania się o kogokolwiek. Niczym jest dla nas los drugiego człowieka. Liczymy się my. Nasze przemyślenia, problemy, trudy i znoje. Kyohei to tylko jeden pośród wielu, który zniknął we mgle trudności i ważnych wyborów. Zagubiony tak bardzo, że nie ma czasu, siły i chęci wyciągać dłoń do tej istoty. Do tej, która tak silnie wierzy, że świat można zmienić. Dziewczyna, która walczyć chce słowami. Ukrywająca ból i żal w codzienności. I to nie tyle maska, co prawdziwa jej twarz, chcąca oddać innym swoją uwagę, wsparcie, rady, kosztem samej siebie.
Alexandra była tak dobrą Dobrą Wróżką, że zabrakło jej magii dla samej siebie. Odpoczynku, spokoju i siły. Wszystko dla innych. Niesłuchających jej, ignorujących, krzyczących, obojętnych. Dla każdego bez wyjątku. Nie oczekując nic w zamian. A zakończyło się na tym, że dla niej nie ma już nikogo. Żadnej osoby chcącej chociaż się dowiedzieć, co jest nie tak. Ba! Takiej, która zauważyłaby różnice w jej zachowaniu. Dostrzegającej, kiedy słowa nie są odpowiednim zaklęciem na jej gorszy dzień.
Teraz nie ma to jednak znaczenia. Nikomu nie pomogła i sobie sama też nie może. Przyzwala jednak na to, bo choć łamie się od środka to wyznaje wiarę, że tak trzeba, "bo usta milczeć muszą". Nie ma miejsca na jeszcze kolejnego człowieka mówiącego jak mu źle. Więc Gryfonka zawiązała sojusz i stara się go utrzymać.
Sojusz z samym cierpieniem, że może przychodzić, ale nie ma prawa być głośne.
I siedziała tak w cieniu przy akompaniamencie tykania zegara. Nie mogła jednak radować się specjalnie długo tym zbyt długo. Przyleciała jej sówka i to nie bez powodu.
Krótka wiadomość i coś, co miało dać jej odpowiedź, a powiedziało zaledwie tyle, że będzie tylko gorzej. Powinna płakać, krzyczeć, biegać i szukać informacji, których nie posiadała, a tak pragnęła. Nie mogła jednak. Ukojenie i spokój nie przychodziło, a dusza zaczynała gnić od wszystkich zebranych śmieci.
Za to ona wstała, otarła dłonie i poprawiła szatę. Podniosła głowę do góry i poszła przed siebie.
Zabawne, że kolejny raz szła pomiędzy ludźmi, a miała wrażenie, że tak naprawdę nic nie widzą. Patrzą na uśmiech, pewny krok, a nie dostrzegają, że w jej oczach nie ma "tego", co tworzyło radość życia.
Nie widzą, że jej dusza krwawi, jakby kolejny raz umierała. Nie widzą, jak ciężko jej jest kochać życie, które tak bardzo próbuje ją zniechęci. Nie widzą, że mimo woli walki to ona jest człowiekiem.
Człowiekiem, czyli istotą tak delikatną, jak porcelana.
/zt


And I know, I may end up failing, too
But I know, you were just like me
With someone disappointed in you
Sponsored content

Re: Wahadło

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach