Share
Go down

Wahadło

on Pon Wrz 02, 2013 1:33 pm
First topic message reminder :

Jest to zegar, do którego można dojść z Dziedzińca. Jego ogromna jasna tarcza idealnie komponuje się z resztą zamku. Wielkie wahadło kołysze się we własnym rytmie, uczniowie mogą podziwiać dziedziniec z dość prowizorycznie umieszczonego balkonu.

Re: Wahadło

on Pią Lis 21, 2014 1:32 am
Zacznijmy więc się bawić.
Chociaż jeśli w Twoim mniemaniu to właśnie była zabawa, to.. łał. Naprawdę. Jestem pod wrażeniem.
C. miała dziwną słabość do tych wszystkich gier. Chociaż może nie, w tym przypadku "słabość" to chyba złe słowo. Miała dziwną potrzebę. W sumie, może nie dziwną, bo dla mnie nawet w pewnym stopniu zrozumiałą. Miała potrzebę wciągania ludzi w te swoje gierki. Po co? No właśnie. Żeby mieć nad nimi kontrolę? Żeby móc ciągle ich sprawdzać? Żeby nie musieć pokazywać prawdziwej siebie?
Oj tak. Ze wszystkich osób, jakie do tej pory spotkałem, a uwierzcie, spotkałem ich wiele, C. była najbardziej zagadkowa. I nie chodzi tylko o to, że była taka niedostępna i tajemnicza. Nie, to było coś więcej. Wszystkie jej ruchy i gesty były dobrowolne, ale jednocześnie wymuszone. Instynktowne i bardzo przemyślane. Jakby walczyły w niej dwie natury. Chęć swobody i potrzeba kontroli.
Nie wiem, dlaczego naszło mnie to akurat w tej chwili. Może chodziło o to powstrzymywane parsknięcie śmiechem? Dlaczego tego nie zrobiłaś? W końcu chciałaś mi dopiec, a to mogłoby być dobre na początek. Nie pasowało to do scenariusza Twojej gry? Ale przecież to była Twoja gra, więc mogłaś go zmienić w każdej chwili.
Ale z drugiej strony wydawało mi się to w jej przypadku zupełnie pozbawione fałszu. Jakby wymuszanie niektórych gestów leżało w jej naturze.
Może więc się myliłem? Może nie było w niej żadnej walki? Może stanowiła idealną harmonię między sprzecznościami?
Wróćmy jednak do gry. Gry w której nie chciałem już brać udziału.
Przerwałem nasz kontakt wzrokowy. Tak, zrobiłem to.
- Caroline - zacząłem. Przeszedłem kilka kroków tak, aby znaleźć się przy barierce balkonu. Oparłem się o nią i odwróciłem głowę w stronę dziewczyny. - Dlaczego to robisz? - spytałem, chcąc znów spojrzeć jej w oczy. W moim głosie nie było nuty złośliwości, ironii, czy czegokolwiek innego. Ot, zwyczajne pytanie zadane przez zaciekawionego człowieka.




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Pią Lis 21, 2014 6:52 pm
A czym było życie, jeśli nie jedną wielką grą? Grą o przetrwanie, o potrzebę dominacji, o sprawowaniu kontroli nad własnym życiem. Więc tak, to również była zabawa. Jedno z kolejnych przedstawień, które tak uwielbiałam odgrywać, zmieniając maski zależnie od otoczenia. Czasem zdarzało się jednak że one...odpadały, kiedy gra zaczynała się robić zbyt niebezpieczna. Kiedy nie było już innego wyjścia.
I wtedy zostawało odsłonięte chaotyczne szaleństwo, które zazwyczaj starała się utrzymać na smyczy. Zbyt dużo by ryzykowała, gdyby pozwoliła by bestia miała nad nią kontrolę. Nikt nie był w stanie zrozumieć, jak to jest, kiedy Twoje serce staje się wręcz skurczoną, kamienną bryłką tkwiącą w Twoim wnętrzu i dającą Ci zgubne wrażenie życia. Dlatego udawała, że niczego tam nie ma. Tak było bezpieczniej dla niej.
A skąd wiesz, która Ja jest prawdziwa?
Może to właśnie ta, którą masz przed oczami, która stara się, jak może by uprzykrzać życie innym jest jedyną realną C.?
Właśnie. Ty nie wiesz. Zostają Ci tylko domysły, te widoczne strzępki, które jesteś w stanie zauważyć. Informacje to cenne skarby, jeśli wie się, jak je wykorzystać. A potem wymazać ze swojej pamięci i żyć, jakby nic się nie stało.
Scenariusz zawsze jest nieznany; można jedynie zgadywać, jakie zakończenie przyniosą dane czyny. Harmonia w chaosie? Możliwe. Nie potwierdzam. Nie zaprzeczam. To się zwyczajnie dzieje.
Uśmiechnęła się z satysfakcją, kiedy odwrócił od niej wzrok. Rockers nadal nie zamierzała się jednak ruszać. Jedynie odwróciła się twarzą w jego stronę, nie chcąc mieć swojego przeciwnika za plecami.
Nigdy nie wiadomo z której strony zaatakuje różdżka.
- Caroline, dlaczego to robisz? - Przedrzeźniała go, po czym rzeczywiście parsknęła krótkim śmiechem. - Caroline, dlaczego jesteś taka okrutna? Caroline, za co mnie tak nienawidzisz? Caroline...Caroline! Bla, bla, bla. Oszczędź sobie. Dlaczego niby miałabym Ci cokolwiek powiedzieć? Co będę z tego miała? I tak nie jesteś w stanie mnie zrozumieć.




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Pią Lis 21, 2014 8:58 pm
Nie wiem, która jest prawdziwa, w tym sęk. Właśnie, mogę jedynie zgadywać. A może to bez sensu? Może tak naprawdę, żadna nie jest prawdziwa? Przynajmniej żadna z tych, które ktokolwiek miał okazję poznać?
Może nawet Ty nie znasz prawdziwej C.?
Jej satysfakcja wynikała pewnie z tego, że w jej oczach się poddałem, przerywając walkę na spojrzenia. Co wiązało się oczywiście z moja przegraną. Niech więc tak będzie. Było mi to najzwyczajniej obojętne.
Czyli więc obawiałaś się ataku z zaskoczenia?
Cóż, sam również nie byłem ufny wobec innych. Ale to chyba przygnębiające, widzieć w każdym przeciwnika, nie?
- A co chciałabyś mieć? - spytałem, chociaż może nie do końca to miałem na myśli. - Tego nie możesz być pewna - dodałem.
No bo widzicie, wiele można było o mnie powiedzieć. Ale nie to. Byłem w stanie zrozumieć wiele. Więcej, niż moglibyście sobie wyobrazić. Naprawdę. Empatia była u mnie wyjątkowo dobrze wykształcona. Chociaż może "empatia", to nie do końca trafne słowo. Chodziło bardziej o decentrację. O tak, to pasuje zdecydowanie lepiej. Ale niektórzy z was pewnie nie wiedzą, co to znaczy, prawda? Wyjaśnię wam.
Jak większość z was wie, empatia, to umiejętność postawienia się na miejscu drugiej osoby, spojrzenia na daną sytuację z jej perspektywy i zrozumienia towarzyszących jej odczuć. Jest to jakby wejście w skórę drugiej osoby. Decentracja z grubsza polega na tym samy, tyle, że jest pozbawiona elementu utożsamiania się z emocjami drugiej osoby. Polega na zrozumieniu jej punktu widzenia, bez współodczuwania tego wszystkiego. Zrozumieliście? Z resztą, nie ważne.
Ważne było to, że potrafiłem wiele zrozumieć. Ale nigdy nikogo do niczego nie zmuszałem.
Zatem, C., nie musisz mi niczego mówić.
Wyjąłem z kieszeni paczkę mugolskich papierosów. Wyjąłem jednego, odpalając go za pomocą różdżki, a pozostałe skierowałem w stronę C., z wyrazem zapytania na twarzy.




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Sob Lis 22, 2014 7:52 pm
Prawda utonęła w mętnej otchłani kłamstw, które stanowiły podstawę do tego by jakoś przetrwać w tym świecie. Gdyby rzeczywiście robiła wszystko, na co miała ochotę to już dawno wylądowałaby albo w Mungu, albo w Azkabanie. Ta najprawdziwsza C. była zrozpaczonym cieniem, który już dawno przegnił od wszystkich swoich grzechów, które trzymała w sobie. Nie było powrotu do łagodnej, beztroskiej przeszłości. Jej sens życia uległ zmianie, a wszystkie cele, które chciała osiągnąć mocno się skomplikowały i nie można było tak od tego odejść. Zło powolutku zbierało swoje żniwa w tej pozornie wyglądającej dziewczynie. Nawet jej fizyczność zaczęła ostatnimi czasy jeszcze bardziej odstawać od reszty. Blada, jak papier skóra, niepokojąco błyszczące lodowe oczy, włosy które wodziły na myśl ostre pióra. Cała ona dodawała coś mrocznego do swojego "arystokratycznego" jestestwa.
Obojętność..? Chyba to nie było końca tak. Gdyby rzeczywiście byłoby Ci to obojętne, nie zawracałbyś sobie tym w żaden sposób głowy.
Każdy był dla mnie zagrożeniem; nikomu nie należało ufać. Nawet sobie nie ufałam, więc dlaczego miałabym ufać innym?
- A co byłbyś w stanie poświęcić? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie, a jej oczy dziko błysnęły. Nie dodała nic na drugą część jego wypowiedzi, jakby jej wcale nie usłyszała. Próbował wszystko przedstawić w logiczny sposób, uważając że "odrobina" empatii w tym przypadku zadziała.
Byłbyś w stanie wejść w ciało mordercy, czy psychopaty? Myśleć i czuć jak on? Czerpać przyjemność z zadawania bólu?
Szczerze wątpię.
Ale proszę bardzo, myśl sobie, że jesteś w stanie wiele zrozumieć. Tkwij w swej kamiennej pozie, próbując pochwycić odpowiednią nutę w tej szarlatańskiej pieśni.
Skrzywiła się, ale sięgnęła po jednego papierosa, po czym włożyła go do warg i sama odpaliła za pomocą różdżki. Zrobiła kilka kroków do przodu, aż znalazła się przy balkonie; dokładnie przy jego końcu. Zegar wybijał kolejne sekundy, minuty, godziny. A ona stała i zaciągała się skrętem.
Zdecydowanie wolała czarodziejskie papierosy.
Uparcie milczała, nie zamierzając w żaden sposób nawiązać z nim większej konwersacji, jakby nie zależało jej na niczym. Było to zresztą wielce prawdopodobne.




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Sob Lis 22, 2014 9:10 pm
Tak, tak, droga C., możesz sądzić na ten temat, co chcesz. Ale to i tak nie zmieni tego, co ja myślę. Jak już wspomniałem, każde z nas ma swój własny światopogląd i jest to jak najbardziej w porządku.
Wyobrażacie sobie, jak wiele by to zmieniło, gdyby każdy myślał w ten sposób? Albo raczej, jak wiele by to ułatwiło. Ludzie mają straszna tendencję to wtrącania się w nieswoje sprawy. Do narzucania innym swojego zdania. Do stwarzania niepotrzebnych konfliktów o błahostki. Do odrzucania innych ze względu na upodobania. A jeśli wszyscy zaczęliby żyć swoim życiem i pozwolili na to samo innym? Przestali wtrącać się w nieswoje sprawy i narzucać swoje zdanie wszystkim wokół. Nie postrzegaliby innych przez pryzmat ich poglądów czy upodobań. Może wreszcie zaczęliby patrzeć na ludzi, jak na, no właśnie... ludzi? Bez tej całej zbędnej otoczki. Czy nam wszystkim nie byłoby wówczas łatwiej?
Boże, wystarczy dodać jeszcze, że pragnę pokoju na świecie i mam gotową przemowę na wybory Miss. Wybaczcie, czasem mnie ponosi w moich rozmyślaniach. Z resztą, czy cały ten wywód miał w ogóle jakiś sens? Nie ważne. Zapomnijcie o tym.
Królowa przyjęła więc zaproszenie. Tak, wiem. Miała już nie być królową. Ale chyba za bardzo zakodowało się to w mojej głowie. A poza tym, każdy ma prawo zmienić zdanie.
Schowałem paczkę do kieszeni. Nie powiem, musiałem chwilę zastanowić się nad jej pytaniem. Hmm...
- Nie wiem, czy oddanie czegokolwiek mógłbym nazwać poświęceniem - powiedziałem w końcu.
No bo taka była prawda. Czy cokolwiek było mi na tyle drogie, że stratę tego mógłbym rozważać w kontekście poświęcenia? Miałem wiele, że tak powiem, dóbr materialnych. Ale czy były one dla mnie aż tak ważne? W końcu to tylko przedmioty. Cenne, ale jednak bezwartościowe. Co zatem z rzeczami niematerialnymi? Zabawne, ale z wszystkiego, co miałem, jedyne, co mieściło się w tej kategorii, to moje życie. Oh, oczywiście wiem, że obecna sytuacja nie wymagała ode mnie aż takiego poświęcenia. Ale, no właśnie, czy to rzeczywiście było "aż"? Czy życie było naprawdę tak cenne? W końcu i tak kiedyś zostanie nam odebrane, nie ważne, czy będziemy na to gotowi, czy nie. Jest więc sens przywiązywać się do niego tak mocno?
Więc widzisz C., nawet gdy poświęciłbym wszystko, nie poświęciłbym nic.




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Nie Lis 23, 2014 9:07 pm
Gdyby każdy akceptował każdego? Och, proszę Cię! Naprawdę wierzysz w coś tak naiwnego? Nie dość, że to nigdy nie będzie możliwe, to jeszcze wyobraź sobie, jak byłoby wtedy nudno. Wszyscy zadowoleni, wszyscy tacy pogodzeni; może jeszcze będziemy się trzymać za rączki z szerokimi uśmiechami?
Każdy ma przecież swój światopogląd, ale Ty choć się tego wypierasz, starasz się narzucić innym swój! Piękna hipokryzja została odsłonięta, nie musisz się tego wstydzić! Okłamujesz jednak samego siebie, nie chcąc spojrzeć tej prawdzie w twarz. Ja przynajmniej wiem, czego chcę i wiem, co jest dla mnie słuszne. Wewnętrzne rozterki są jednak zabawne, zwłaszcza jak się patrzy na to z boku.
Więc znów jest dla Ciebie Królową? Ach, musisz być bardziej zdecydowany, bo jak tak dalej pójdzie, wpadniesz w pułapkę z której nie będziesz w stanie się uwolnić! Wątpliwości można łatwo wykorzystać poprzez podsycanie ich. A gdyby Ona się dowiedziała...cóż. Nie byłoby to w ogóle przyjemne dla Niego. Jedna iskierka i...szybka droga do pożaru!
Zaciągnęła się papierosem i wypuściła po chwili dym z płuc, patrząc jak unosi się leniwie w stronę tykającego zegara. A wahadło nadal odliczało, idąc raz w prawo, raz w lewo. I tak przez cały czas.
Prychnęła szyderczo na jego słowa, zwracając w stronę chłopaka swój wzrok.
- Nie dość, że naiwniak, to jeszcze ignorant. Nie potrafisz nawet odnaleźć się w tym całym bałaganie w którym tkwisz po uszy. Unosisz się na powierzchni swej "obojętności". Ale to nie potrwa długo! Myślisz, że los pozwoli Ci tak długo żyć z zatkanymi uszami i z zasłoniętymi oczami? W końcu i Ty oberwiesz! Znajdziesz coś, co będzie bliskie Twemu sercu, a wtedy...wtedy... - uśmiechnęła się mściwie, odgarniając włosy z ramienia i mrużąc swoje lodowate tęczówki. - Wtedy zostanie Ci to odebrane, a Twe biedne "serduszko" wyrwane z piersi! Może to nie nastąpi jutro albo pojutrze, ale w końcu nadejdzie taki dzień. I będę przy tym. Będę się napawać Twoją porażką. A na razie... - i zamachała do Gampa papierosem. - Wystarczy mi to.
Bawiła się słowami, sprawdzając wszystkie gesty i reakcje odbiorców, którzy służyli jej za dodatkowe atrakcje. Dzisiaj wypadło na Niego, bo nie odszedł. A nawet nie podjął się większego ryzyka, o które tak jej chodziło. Pozostały więc głównie słowa, jako główna broń przeciwko człowiekowi.





Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Pon Lis 24, 2014 5:40 pm
Oczywiście, że w to nie wierzę. Ale gdyby tak było... Naprawdę uważasz, że byłoby nudno? Bez kłótni, nieporozumień, niepotrzebnego zamieszania. Aż tak potrzebujesz tych wszystkich dramatów?
Nigdy nikomu niczego nie narzucałem. I nie robię tego teraz. Po prostu przedstawiam, jak ja to widzę. Ale do niczego nie zmuszam. A jeśli Ty odbierasz to inaczej? Cóż... Za to już nie mogę odpowiadać.
Ludzie często mają z tym problem. Błędnie interpretują niektóre komunikaty i robi się niepotrzebne zamieszanie. A czasem wystarczy po prostu brać wszystko mniej osobiście, z dystansem. Nie zakładać, że to, co kierowane jest do nas, jest jednocześnie kierowane w nas.
Wypuściłem z płuc dym. Lubiłem to. W sensie, palenie. Nie papierosy, bo okropnie śmierdziały. Ale sama czynność miała w sobie coś takiego... No właśnie. Była piękna i niszczycielska zarazem. Chwila przyjemności, która prędzej, czy później odbije się na życiu. Ale skoro i tak umrzemy, to co za różnica, co się do tego przyczyni?
- Może i masz rację - odparłem po chwili, kiedy w końcu przeanalizowałem jej słowa. Po co wypowiadać ich aż tyle na raz? - Ale wątpię, bym pozwolił komukolwiek wówczas na to patrzeć - dodałem.
Na pewno nie Tobie.
Słowa, słowa, słowa. Na prawdę mogłyby stanowić jakąkolwiek broń? W końcu to tylko słowa. Nietrwałe dźwięki, często pozbawione głębszego sensu. Potrzeba wielkiej wiedzy, aby naprawdę móc nimi zranić. Oraz umiejętności. Albo przede wszystkim umiejętności. No bo po co wiedza, skoro się nie wie, jak ją wykorzystać? Chociaż, z drugiej strony, po co umiejętności, jak nie ma się wiedzy. Hmm, może więc oba te przymioty były równie ważne?
Zatem myślisz, moja droga, że byłabyś w stanie zranić mnie samymi słowami?




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Pon Lis 24, 2014 10:58 pm
W takim świecie praktycznie każdy musiałby być taki sam, bez żadnych indywidualnych cech. Bez niczego, co w jakiś sposób by go wyróżniało. Uważasz więc, że jest to w porządku pozbawiać kogoś własnej osobowości? Jeden może być miłym gościem, który marzy jedynie o pokoju na świecie, drugi natomiast chce zrobić wszystko by owy pokój zakłócić. Wedle Twych słów dla tego drugiego nie byłoby miejsca, czyli trzeba by było taki cel wyeliminować przez to dobra i prawidłowa postawa stałaby się jedynie paradoksem. Nie da się oddać galeona i mieć galeona, wiesz? A bez dobra nie ma zła. Bez tego całego zamieszania, uczynni ludzie którzy walczą o swoje ideały nie mają żadnej satysfakcji. Sielanka jest nudna i zgubna. A Ty, tworząc tak "piękny" świat byłbyś niczym więcej jak dyktatorskim pojebanym skurwielem. Mylę się? Cóż, mam do tego prawo, jak to zgrabnie i ładnie ująłeś.
Nie wytrącisz mi słów z mych ust, mój drogi wężyku.
Błędnie, czy też nie, to była szatańska ruletka w którą oboje grali. Stawki były raz mniejsze, raz wyższe, ale tak to było skonstruowane.
Dym leciał sobie nadal przed siebie, a ona odrywała od niego spojrzenie by po chwili móc nim wracać. Nie musiała przecież ciągle się w niego wpatrywać; to nie miałoby żadnego większego sensu. Poza tym...nigdy nie wiadomo, jaki będzie jej kolejny ruch.
W końcu to nieobliczalna Królowa.
Królowa Śniegu.
Królowa Węży.
Przedrostek jest tutaj niezwykle ważny. Odgrywa kluczową rolę, zwłaszcza że jak gdyby idealnie się wpisywał w jej postać. Gotowa do rządzenia ta pani Śmierć, co wywyższa się ponad całą rzeszę robali pełzających po tej ziemi, dbający jedynie o własne interesy.
- Możesz sobie pozwalać, albo nie pozwalać. Ale o wszystkim decyduje los, spryt i przeczucie. Zawsze znajduję dusze, które mają ponieść porażkę - zanuciła niczym słowa piosenki, gasząc papierosa o brzeg balkonu i rzucając jego resztki w dół wprost na śnieg. Rozprostowała ręce, po czym dziwnie się do niego uśmiechnęła, przekrzywiając głowę na bok przez co kilka kosmyków ponownie opadło jej na twarz.
Nawet nie wiesz w co możesz się wpakować prowokując kogoś, kto karmił się łapczywie najgorszymi ludzkimi słabościami. A słowa...słowa zawsze potrafiła dobrze wykorzystywać.
Ale nie jest powiedziane, że użyje tej broni dzisiejszego dnia względem Ciebie. I jeśli sądzisz, że jesteś nietykalny to się mylisz.
Nikt nie był tutaj nietykalny.
Nawet Ona.




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Czw Lis 27, 2014 7:43 pm
Nie, nie nie. Nie chodziło mi o pozbawianie kogokolwiek indywidualizmu. Ale z resztą... Pozostańmy przy tym, że każdy z nas może mieć swoje zdanie.
Bla, bla, bla. Znowu w coś gramy? Eh, rób, co chcesz. Tylko mnie w to nie mieszaj.
Hmm, zawsze znajdujesz dusze, które maja ponieść porażkę? Zatem jesteś tak wyjątkowa, że na Ciebie ten wielce istotny w Twoim mniemaniu los nie ma wpływu? Rozumiem więc, że tylko robactwo, do którego z pewnością i ja należę, nie ma prawa decydować o sobie? A na królową siły wyższe nie mają wpływu?
- Może... - powiedziałem tylko, wzruszając ramionami. Nie było sensu wypowiadać wszystkiego, o czym pomyślałem.
Nie chciałem wdawać się w dyskusję na ten temat. Właściwie, to nie lubiłem wdawać się w jakiekolwiek dyskusje. Słowo kontra słowo. Argument kontra argument. Niekończąca się wymian zdań. No bo przecież wszystko można było skontrować. I chociaż nie lubiłem tego typu rozmów, to kiedy już dawałem się wciągnąć, to nie odpuszczałem. Za nic nie dawałem sobie narzucać czyjegoś zdania. Taka potyczka mogła trwać wiecznie. Zwłaszcza, jeśli miałem godnego przeciwnika. A w tym przypadku niewątpliwie tak było. Dlatego wolałem odpuścić.
Zauważyliście, że bardzo często odpuszczam? Pewnie większość z was może odbierać to jako słabość, oznakę, że nie potrafię walczyć. Ale wiecie co? Wcale tak nie jest. Potrafię. Ale pod warunkiem, że mi zależy. Tylko już pewnie zauważyliście, że prawie na niczym mi nie zależy. Większość rzeczy jest mi obojętna. Dlaczego? Bo w nic się nie angażuję. Nic nie jest dla mnie tak ważne, żeby o to walczyć. Dlatego odpuszczam. Nie zależy mi na wygranej. A jeśli ktoś widzi mnie wówczas, jako przegranego? Cóż, to tylko jego punkt widzenia...
Hmm, pewnie znów jestem naiwny, nie? Trudno. Niczyja opinia nie jest w stanie zmienić mojego podejścia.
Również wyrzuciłem papierosa w śnieg. Chyba powinienem był całkiem skończyć z paleniem. Nie sądzicie? Mimo wszystkich zalet, było to cholernie niezdrowe. Cóż, pomyślę nad tym jeszcze.
Oho, a C. się uśmiechnęła. Albo może próbowała? W końcu ciężko stwierdzić, co w jej wykonaniu jest uśmiechem, a co zwykłym grymasem. Tylko z tego wyniknie?
- Trzeba przyznać, że zmiany w twojej mimice są nad wyraz zaskakujące - powiedziałem lekko ironicznie.
Pamiętajcie, nigdy nie traćcie czujności, tylko dlatego, że ktoś się uśmiechną. Na pewno nie wówczas, kiedy chodzi o taki "uśmiech". I zwłaszcza, jeśli jeszcze przed chwilą ta osoba chciała was pobić.




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Pią Lis 28, 2014 9:30 pm
Sam już się w to wmieszałeś, nie odchodząc kiedy miałeś ku temu okazję. Postanowiłeś zostać, przybrać pozę całkowitej obojętności, więc teraz licz się z tym, że ta gra nie skończy się tak łatwo. Żeby miała się rozpocząć nowa zabawa, musiałaby się najpierw skończyć poprzednia, a ona przecież nadal trwała. Nieprzerwanie.
Ach, wyjątkowa? Skoro tak twierdzisz. Jestem zwyczajnie ponad to, słuchając rozkazów wydawanych od Pani opatulonej w szatę ciemności. To ona mnie prowadzi ku jedynemu wybawieniu. Wybawieniu, które miało przynieść tak upragnioną wolność dla mojego zniszczonego wnętrza. Mówi się, że człowiek złym się nie rodzi, że złym dopiero się staje. Głupota. Pierwiastek zła potrafi się rozwijać już w łonie matki, a odpowiednie aktorstwo wpływa na zamaskowanie swej prawdziwej natury. Dlatego dopiero po czasie ujawniają się mordercy, chorzy psychicznie psychopaci, notoryczni sadyści ludzkiej duszy.
O nie, nie wszystko dało się kontrolować, czy to w słowach, czy w uczuciach, które tym słowom nieraz towarzyszyły. To były otwarte wrota do nieskończenie dużej ilości możliwości. Niby nie byłeś typem który się poddaje, a jednak jej...postanowiłeś odpuścić, zanim tak naprawdę stała się Twoim przeciwnikiem. Czy to nie było przypadkiem rozczarowujące? Ta świadomość, że jednak mógłbyś...przegrać?
Jesteś sam w sobie jednym niezdecydowanym paradoksem, niezdolnym konsekwentnie trzymać się jakiejkolwiek strony. Sądzisz, że będzie Ci dane wieczne trwanie w tym marazmie? Nic bardziej mylnego. W końcu dojdzie do momentu, kiedy nie będziesz miał żadnego wyboru.
Powtarzam się, czy nie. To zwyczajne stwierdzenie faktów.
Uśmiech.
Grymas.
To były tylko metafory ujęcia skrzywienia, które pojawiło się na masce. Więc to nie powinno się w żaden sposób liczyć, nie sądzisz?
Nie odpowiedziała. Machnęła rękoma, jakby zdawało się jej, że może w każdej chwili odfrunąć niczym ptak. Gdzieś tam przed siebie w tylko sobie znane przestworza.
Chaotyczne szaleństwo, mili państwo.
Zrobiła krok do przodu i zakręciła się wokół własnej osi, po czym stanęła pewnie wyprostowana, a jej chmurne tęczówki zamigotały. Uśmiech zszedł z białej twarzy, ustępując miejsca wyrazowi najwyższego skupienia.
- Czyż nie sądzisz, że życie potrafi być kurewsko zabawne, wężyku? Potrafiłbyś choć sam siebie zdefiniować? Czy też wolisz tutaj stać i kołysać się na zimowym wietrze, udając zobojętniałego? W twym spojrzeniu nie ma nawet za krzty pogardy, czy też litości. Jest jedynie...pustka. Czy to nie jest przykre?




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Pią Lis 28, 2014 10:55 pm
No tak, przecież wszystko jest grą.
Ja tak twierdzę? Cóż, skłaniał bym się raczej ku temu, że to Ty się tak postrzegasz. Ale to dobrze. Każdy na swój sposób jest wyjątkowy. Oh, czyli jednak ja też tak twierdzę. Nie ważne. W każdym razie, dobrze jest w sobie znaleźć coś takiego, co czyni nas specjalnymi. Nawet, jeśli to jakiś pierwiastek zła. Czy coś.
Chociaż tutaj bym się z Tobą nie zgodził. Każdy człowiek może stać się zły. Tak samo, jak każdy może stać się dobry. Te cechy nie są wrodzone. Nie można więc tego używać, jako wymówki. No ale to tylko moje zdanie.
Podobno nie ma czegoś takiego, jak porażka. Są tylko informacje zwrotne. A te zawsze nas czegoś uczą. Tylko, że te lekcje nie zawsze są przyjemne. Więc może masz rację. Może robiłem tak, bo miałem świadomość, że mogę przegrać. I dostać nauczkę. A tego z pewnością nie chciałem. Bo widzisz, to jedna z gorszych rzeczy. Lekcja wtedy, kiedy jej nie chcesz. A ja w tej chwili nie chciałem aby ktokolwiek lub cokolwiek mnie pouczało. Dlatego nie mogłem dopuścić do porażki. Oj, nie. To znaczy, do otrzymania jakichkolwiek informacji zwrotnych.
I znów masz rację. Jestem niezdecydowany i niekonsekwentny. Skłaniałbym się nawet ku użyciu słowa "hipokryta". Bo chociaż mój umysł chciałby żyć w świecie, jaki Ci przedstawiłem, ciało wciąż należy do tego realnego. Zakłamanego i pełnego wszystkiego, czego tak nienawidzę. Nie jestem w stanie się od tego odciąć całkowicie. Jasne, mógłbym próbować zmienić to wszystko. Ale czym jest jednostka w obliczu całej ludzkości? Nie mogę zmienić wszystkich. Ale mogę zmienić siebie. Tylko, czy chcę? Czy miałoby to jakikolwiek sens? Większość by nawet tego nie dostrzegła. Zatem jedyne, co mi pozostaje, to trwanie w obojętności, bycie obok, będąc wewnątrz. Bycie biernym. Krytykowanie innych i pobłażanie sobie. Hmm, chyba faktycznie jestem hipokrytą. Chociaż to może nie do końca trafne określenie. Ach, to moje niezdecydowane.
Patrzyłem na nią z lekkim zdziwieniem. Co to miało być? Te... pląsy, że tak powiem? Trzeba przyznać, że C. była zaskakująca. Chociaż, może nie tylko ona? Może to domena wszystkich kobiet? Już myślałeś, że wiesz, co zrobi, albo powie i nagle bam! Było zupełnie odwrotnie. A jeśli już miałeś ta wiedzę i zakładałeś, że zrobi zupełne przeciwieństwo tego, co podejrzewałeś, to ona nagle wybierała sobie trzecia, zupełnie niespodziewana opcję. A nw przypadku C. było oczywiście jeszcze gorzej. No bo była kobietą. Ale nie generalizujmy. Oprócz tego, była też, no właśnie, sobą. Więc, moi drodzy, prędzej rozwiązalibyście zagadkę Sfinksa, niż domyślili się, w jakim celu zachowała się tak, a nie inaczej.
I znowu tyle niepotrzebnych słów. I pytań. Pytań, na które nie chciałem odpowiadać. Ale dlaczego by nie spróbować?
- Ale po co się definiować? I stawiać sobie przez to kolejne bariery? I tak jesteśmy wystarczająco ograniczani z zewnątrz. Po co mamy sami jeszcze wszystko utrudniać?
Spodziewaliście się, że jestem w stanie wypowiedzieć tyle słów na raz? Cóż, może i nie odpowiedziałem na wszystko, ale to i tak było aż nadto z mojej strony.




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Sob Lis 29, 2014 10:07 pm
- Definicja nie jest barierą. Jest oświeceniem - odparła chłodno, po czym zawirowała wokół własnej osi by następnie ruszyć ku ścianie i oprzeć się o nią, poprawiając przy tym swoją szatę, która zdążyła się jej pognieść od tych zmian poz.
Wszystko wszak jest grą, jak to ładnie ująłeś. A ona ciągnęła swoje małe przedstawienie nadal. Widzisz, sam się gubisz w swoich rozważaniach i w tym, co tak naprawdę myślisz i sądzisz. Określ się konkretnie, zanim ona się dowie i wykorzysta jako Twoją słabość. Nie wszyscy też uczyli się na błędach, niektórzy pięknie udawali, po czym ponownie brnęli w tę samą pułapkę. Bez wyciągania wniosków, nie jesteś w stanie potem sam z siebie przyswoić jakąkolwiek prawdziwą wiedzę, która mogłaby Ci uratować tyłek.
Hipokryzja jest piękna, zwłaszcza że wszyscy w tym tkwili. Jedni bardziej, drudzy mniej, ale nie zmieniało to faktu, że jednak każdy z Nas się w niej zatracał. I czasami nawet niektórzy nie zdawali sobie z tego sprawy. A na dodatek byłeś...leniwy. Piękna charakterystyka Archibalda Gampa. Godna podziwu.
Kobieta żmija już prędzej pasowałoby te miano.
Przewrotna i jadowita.
Sama nieraz gubiła się w tym, czego chciała i w tym, co akurat w danym momencie robiła. Została uwolniona od swoich sznureczek, a jednak to nie zmieniało faktu, że grała do pewnego wyuczonego układu, który został wbity na siłę do jej głowy.
Śnieżne niebo coraz bardziej ciemniało - powoli następowały wieczorne godziny i każde z nich powinno udać się w swoją stronę.
Wargi C. ułożyły się w coś, co znowu miało przypominać uśmiech, a jednak okazało się nieudaną próbą. Jeśli tak bardzo nie chciał uciekać do słów, czy też czynów, to czego pragnął?
Wiesz, że obojętności nie mogła Ci dać. To do niej zupełnie nie pasowało.




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Sob Lis 29, 2014 10:57 pm
Oświeceniem. Jasne. Dziękuję, za takie coś. Oświecenie powinno otwierać nowe możliwości, poszerzać horyzonty. Definiowanie się natomiast, mimo, że daje nam świadomość, kim jesteśmy i pozwala na stworzenie dokładniejszego obrazu nas samych, jednocześnie nas ogranicza. Zamyka w pewnych ramach, z których nie możemy wyjść. Oh, to znaczy, możemy, ale będzie to jednoznaczne z choćby małą zmianą w naszej definicji.
To trochę tak, jak z budowaniem domu. Możesz dodawać kolejne i kolejne piętra, ale w końcu położysz dach. I jeśli zechcesz znów dodać następne, to oczywiście, możesz, ale najpierw musisz pozbyć się dachu. I tak właśnie jest z definiowaniem siebie. Niby jest dobre, czasem może nawet potrzebne, ale jednak ogranicza. A oświecenie, to taka świadomość, że dopóki nie położysz dachu, możesz budować w nieskończoność. Trochę mugolski ten przykład, nie?
W każdym razie, moja droga, te określenia nie są ze sobą równoważne.
- Zatem jak zdefiniowałabyś siebie? - spytałem tylko.
No bo chyba nie spodziewaliście się, że wygłoszę całą przemowę. Co to, to nie. Bo widzicie, im więcej mówicie, tym bardziej pozwalacie innym wedrzeć się do waszej głowy. A jeśli komuś już uda się wtargnąć tam na dobre, to szybko się go nie pozbędziecie. Będzie się starał was kontrolować i wpływać na was. Aż w końcu mu się uda. A wtedy nie będzie już was. Oryginalnych i niepowtarzalnych. Będziecie tylko pozbawionym indywidualności tworem.
Wciąż dziwiły mnie jej ruchy. Ale cóż. Każdy ma prawo robić, co chce. A skoro ona miała na to ochotę, to po co miałbym wnikać, dlaczego to robiła?
Eh, możesz sobie charakteryzować mnie ile tylko chcesz. To i tak nie ma żadnego znaczenia. Nie znasz mnie nawet w połowie tak dobrze, aby Twoje założenia były chociaż bliskie prawdy. Ale proszę bardzo. Marnuj swój czas na niepotrzebne przemyślenia.
Każdy z nas w tym się gubi. I każdy ma do tego prawo. Sztuką jest znalezienie balansu. Odrzucenie tego, czego tylko pozornie chcemy. I zdanie sobie sprawy, że czasem robimy coś nie wbrew sobie, ale zgodnie z naszą podświadomością. Mimo, że do tych zewnętrznych warstw świadomości jeszcze to nie dotarło i wydaje nam się, że jest to sprzeczne z naszą naturą. Kurcze, trochę to zagmatwane. A może po prostu ja nie umiem jasno tego przedstawić? Nie wiem. Nieważne. W każdym razie, to trudna sztuka.
No tak, zbliżała się późny wieczór. Czyli zgodnie z regulaminem powinniśmy zbierać się do dormitoriów. Ale moment... Czy ja faktycznie przejmowałem się tym faktem? Hmm...
No chyba, że Ty tego chcesz, droga C. Nie będę Cię zatrzymywał. Ale wiedz, że nie odejdę pierwszy.
No właśnie. Czego pragnąłem? Może faktycznie tej obojętności? Nie  wiem. Ale skoro ja tego nie wiem, to Ty tym bardziej tego nie odgadniesz.




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Nie Lis 30, 2014 9:57 pm
Definicja daje nam gwarancję i pewność, pozwala na oświecenie w kwestii danych problemów i tego kim jesteśmy. Umieszczamy sami siebie w pewnych zwyczajowych przyjętych normach, czy tego chcąc, czy też nie. Definicji może być całe mnóstwo na jedno zagadnienie i dzięki temu ich połączeniu może powstać jedna, posiadająca wszystkie najważniejsze elementy. I to właśnie sprawia, że jest czymś niezwykłym, otwierające nowe możliwości. Ale czego można było się spodziewać po kimś, kto potrafił jedynie gadać w myślach i rozwodzić się nad tym, jak wszystko go nie obchodzi?
W przeciwieństwie do niego, ją obchodził choćby najmniejszy szczegół; nigdy nie wiadomo, kiedy może się to przydać w jej własnych planach. I nie znała się na budowie domu, w ogóle samo słowo dom było dla niej istną abstrakcją, nie wartą większego odnotowania.
Odepchnęła się lekko od ściany, przyglądając się ruszającym wskazówkom zegara.
- Myślę, że to raczej nie powinno Cię obchodzić - niemalże syknęła, obnażając zęby w geście pogardliwego uśmieszku, wymierzonego w jego stronę. - Żeby ją poznać, trzeba sobie na to zasłużyć.
Czarny łabędź rusza od jednej strony do drugiej, gotów zmylić swego niepożądanego obserwatora.
Każdy jej ruch był cząstką chaotycznego przypadku losu, którym tak lubiła się bawić. Nie oczekiwała jego zrozumienia, skoro sam gubił się w labiryncie własnych odczuć, to co dopiero gdyby udało mu się poznać jej.
Na każdego przyjdzie czas. Każda twarz zostanie w końcu odkryta i ujawniona światu. I w Twoim przypadku również. Ale skoro mogłam mówić, ile chciałam to mówiłam. Strzępiłam język czy nie, to była część mojej natury.
Wieczór. Czas różnych roztrojeń i rozwiania wszelkich ciężkich chmur. Czas, kiedy najciszej działają zabójcy. Na mnie już przyszła pora.
Ta gra została wstrzymana.
C. westchnęła i ruszyła w jego stronę by po chwili stanąć dokładnie naprzeciwko niego i bezkarnie spoglądać w te pozornie obojętne tęczówki.
- Kiedyś zagram Ci coś, co zagrają na Twoim pogrzebie - powiedziała pozornie beznamiętnie, lecz coś zalśniło w jej oczach. Czyżby ostrzegawcza nuta? Następnie przejechała palcem po jego policzku, by następnie wbić paznokieć w miękką skórę. I zanim zdążył zareagować, odsunęła się i bez słowa ruszyła w swoją stronę wolnym krokiem.
Nie zawsze wszak Królowa Śniegu musiała dogłębnie ranić swe ofiary.
Czasami wystarczało pozostawić po sobie niewidzialny znak w postaci uczucia dyskomfortu.  
[z/t]




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Wto Gru 02, 2014 7:02 pm
Więc może definiowanie się jest dla tych, którzy potrzebują jakiejkolwiek gwarancji i pewności? Cóż, ja tego nie potrzebuję. Nie muszę się też w żaden sposób określać, aby wiedzieć kim jestem. Po prostu to wiem, chodzi w końcu o mnie. Inni nie muszą tego rozumieć. I nie ważne, jak wiele definicji się połączy, nigdy nie dadzą tak wielu możliwości, jak ich brak. No ale faktycznie, kto by tam się przejmował zdaniem chłopaka, który nie potrafi powiedzieć tego wszystkiego na głos? No bo jak można się przejmować czymś, czego się nigdy nie usłyszało? Tylko, czy to zdanie właściwie nie miało być złośliwe? Jeśli tak, to niestety, ale trzeba się bardziej postarać, by w jakikolwiek sposób dotknąć mnie słowami.
Oh, oczywiście, że C. obchodziły te wszystkie głupoty. Było jej to potrzebne, aby mieć władzę nad innymi. By móc ich ranić i niszczyć. By wykorzystywać to wszystko do swoich niecnych celów. W końcu była Królową. I miała wielkie plany. I z pewnością dążyła do tego, by pewnego dnia je spełnić. Bo oczywiście była w stanie zrobić to wszystko. Nikt nie był w stanie jej ograniczać. W końcu zawsze potrafiła znaleźć coś, co da jej przewagę nad każdym. Zaraz, zaraz, ale czy przypadkiem z naszej dwójki to ja nie miałem być tym naiwnym?
No kto by się spodziewał? Nie odpowiedziała. Jasne, że tego nie zrobiła. Skoro dla niej wiedza na czyjś temat była tak ważna, to mówiąc o tym wszystkim, dałaby mi broń do ręki.
Tylko, że ja jej nie potrzebowałem. Ja postrzegałem to w zupełnie inny sposób. Lubiłem obserwować ludzi, lubiłem dużo wiedzieć na ich temat, mimo, że oni sami w sobie byli mi obojętni. Ale nie robiłem tego wszystkiego, by w jakikolwiek sposób wykorzystać to przeciw komukolwiek. Miałem zupełnie inne cele.
Kiedy usłyszałem jej słowa, nic nie odpowiedziałem. Bo po co? Nie miało to najmniejszego sensu. Bo mimo, że pozornie istnieją między nami jakieś podobieństwa, to tak na prawdę jesteśmy zupełnie różni. I proszę bardzo, C. może uważać, że to ja żyję w oderwaniu od rzeczywistości, tylko, czy ona nie robi tego samego? Sęk w tym, że nasze światy kompletnie się różnią. I dopiero czas pokarze, kogo bardziej zaboli zetknięcie z tym realnym.
Wbiła mi paznokcie w twarz i odeszła. No dobra. Jakże to było łaskawe, ze strony Królowej.
Również ruszyłem w swoją stronę. Może i to spotkanie faktycznie wywołało jakieś odczucia. W końcu wszystko, co się dzieje ma choćby minimalny wpływ na człowieka. Tylko, czy aby na pewno w tym przypadku to był dyskomfort?

[z/t]




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Sponsored content

Re: Wahadło

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach