Share
Go down

Wahadło

on Pon Wrz 02, 2013 1:33 pm
First topic message reminder :

Jest to zegar, do którego można dojść z Dziedzińca. Jego ogromna jasna tarcza idealnie komponuje się z resztą zamku. Wielkie wahadło kołysze się we własnym rytmie, uczniowie mogą podziwiać dziedziniec z dość prowizorycznie umieszczonego balkonu.

Re: Wahadło

on Sob Lis 15, 2014 12:02 am
Owszem, potrafiła być nieobliczalna. Właściwie to już wpisywało się w jej naturę, stanowiło część układanki i w pewnym stopniu nie było to niczym nowym. Każdy na jakiś sposób ją kojarzył z tej strony z której dała się im wszystkim poznać. Była idealnym celem do nienawiści, do gorączkowego strachu, który krążył niczym trucizna w żyłach, dostając się wprost do serca. Niszczyła każdą dobrą rzecz, która choć na chwilę wpadała w jej ręce, dawała się ponieść szaleństwu i chaosu, który wciąż uderzał jej do głowy. Natłok myśli? To było mało powiedziane! Doskonale wiedziała, o co chodzi, lecz gdyby chociaż potrafiła rozpoznawać znaczenia tych wirujących obrazów w jej głowie byłoby naprawdę dobrze. A tak? Gnała prosto w przepaść, która zamierzała ją całkowicie pochłonąć. W sumie to nie powinno być żadnym zaskoczeniem. Od dawien dawna zdawała sobie przecież z tego sprawę. Niemniej...w jakiś sposób ją to nadal bolało. W tych krótkich przebłyskach normalnej świadomości dawała się ponieść gorzkiemu żalu, który przenikał całe jej lodowate ciało.
Rozluźniła krawat i oparła się o ścianę twarzą będąc zwrócona w stronę wahadła. Nie zamierzała podchodzić bliżej aż do balkonu. Taka odległość zdecydowanie była najodpowiedniejsza. Nawet nie usłyszała, jak ktoś się pojawił, będąc zbyt skoncentrowaną na tykaniu zegara. Było w tym coś uspakajającego, co pomogło jej chwilowo opanować burzę czającą się w jej wnętrzu.
Jesteś gotów zaryzykować i zdradzić swoją obecność? Postawić znaczący ruch na tej szachownicy? Może coś zmienisz, może też będziesz tkwił w swoistej pustce i dasz się wciągnąć jeszcze głębiej. Ciężko będzie mi Cię rozgryźć, czy też wręcz przeciwnie? Patrz, jakie możliwości Ci daję, nawet nie zdając sobie do końca sprawy, że tutaj jesteś...


Ostatnio zmieniony przez Caroline Rockers dnia Nie Lis 16, 2014 9:10 pm, w całości zmieniany 1 raz




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Sob Lis 15, 2014 12:49 am
Widzicie, byłem całkiem niezłym obserwatorem. Naprawdę. Ludzkie wnętrza nie były dla mnie tajemnicą. Potrafiłem rozszyfrować praktycznie każdego. Cóż, czyli jednak trzymanie się na uboczu też miało jakieś plusy. Wiedziałem wiele o osobach, które czasem nawet nie miały pojęcia o moim istnieniu. Ugh. Trochę to jednak przygnębiające, nie?
Ale ona, cóż, ona była inna.
No bo patrzcie. Od siedmiu lat byliśmy w jednej szkole. Mieliśmy wspólnie zajęcia. Należeliśmy do tego samego domu. Nie, nie, na szczęście nie mieszkaliśmy w jednym dormitorium. Ale do czego zmierzam. Mimo tak wielu wspólnych punktów, nie wiedziałem o niej nic. Prócz tego, że była nieprzewidywalna. Czyli w dalszym ciągu nic. Nie miałem pojęcia, jak może się zachować. Cóż, można to uznać za moją osobistą porażkę. Albo może wyzwanie?
Czy zatem znając ją tylko powierzchownie, mogłem jej nienawidzić? Hmm, już kiedyś wspomniałem, że nienawidziłem większości ludzi. Dlaczego więc ona miałaby się do nich nie wliczać? Tylko, no właśnie, czy to, co czułem do tej większości, to rzeczywiście była nienawiść?
A czy mogłem się jej bać? Cóż, nigdy nie należałem do najodważniejszych, fakt. Ale czy w tym przypadku strach był odpowiednim słowem?
Tak, z pewnością nie odnotowała mojej obecności. Co teraz? Nie byłem typem człowieka, który mógłby podejść i rzucić bezpardonowe "Siemasz!", co to, to nie. Ale na coś bardziej taktownego też ciężko było mi się zdobyć. Tylko, czy w tym konkretnym przypadku robi to ze mnie tchórza?
Ach tak, czyli pałeczka była po mojej stronie. Niewątpliwie dawało mi to w tym przypadku wiele możliwości. Tylko, jak miałem z tego skorzystać? Albo inaczej, czy chciałem z tego skorzystać? Cóż, widać, czasem nadmiar swobody bywa aż nadto ograniczający.




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Nie Lis 16, 2014 9:29 pm
Nie były dla Ciebie tajemnicą? A to ciekawe...bo widzisz, ostatnimi czasy poznawała sporo osób, które nosiły maski. I o dziwo, w większości byli to Ślizgoni. Sama nie rozumiała, co takiego w nich jest, dlaczego akurat oni najwięcej zdawali się mieszać w jej życiu. No może...czasem zdarzały się wyjątki, takie jak Sahir, czy też Ryan. Ale tak? Zieloni starali się jak mogli by dać odczuć jej swoją obecność i to, że na każdym kroku jest obserwowana. W sumie to zabawne; nigdy się o nic takiego nie prosiła, wręcz jej celem było, żeby oni wszyscy schodzili z jej drogi, a ona po cichu mogłaby sobie wybierać swe ofiary, które trafiłyby do jej piekła. Wywyższała swoją osobę, nieprawdaż mój drogi? Jesteś wężem, czy też myszą, która zaplątała się w gadzią skórę? Ile prawdy jest w Tobie, w Twych słowach i czynach? Co chcesz osiągnąć?
Poznać mnie? Nigdy Ci się to nie uda. Tak jak nikomu innemu.
Jestem zamkniętym terenem, na który nikt nie ma wstępu. Nie masz więc, co liczyć na rozgryzienie mnie.
W pewnym sensie jesteśmy podobni, wiesz? Tylko, że ja naprawdę nienawidzę ludzi i to wszystkich, bez żadnego wyjątku. Gardzę nimi, gardzę ich uczuciami, ich problemami, ich żałosną mentalnością.
Powinieneś się bać. Powinieneś odejść, póki jeszcze mogłeś. Póki nie było za późno.
A jednak stałeś i wpatrywałeś się w nią, nie chcąc postawić kroku, ani do przodu, ani do tyłu.
C. drgnęła delikatnie, a mocniejszy podmuch porwał jej ciemne włosy do tyłu. Objęła się ramionami i nagle, kierowana przeczuciem odwróciła się w jego stronę. A kiedy dostrzegła intruza, jej spojrzenie stało się idealnym lodem. Nie powiedziała jednak nic. Nie zrobiła najmniejszego kroku.
Czekała.




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Nie Lis 16, 2014 11:26 pm
Nie były. Chociaż, kto wie? Może ja po prostu chciałem widzieć to w ten sposób? Może chciałem widzieć siebie w ten sposób?
Tylko jaki miałbym mieć cel w mieszaniu w jej życiu? Ślizgoni to, Ślizgoni tamto. Cóż, może zatem nie powinienem był trafić do domu węża? A może to jej rozumowanie było błędne? Czy naprawdę postrzegała wszystkich w tak płytki sposób? Przez pryzmat stereotypów, uprzedzeń? No właśnie, byłem więc wężem, czy myszą? To jedyne opcje? Czy pomiędzy drapieżnym napastnikiem i bezbronną ofiarą nie ma nic więcej?
Nigdy mi się to nie uda, tak samo, jak nikomu innemu? Tylko, C., zapamiętaj, ja nie jestem jak ci inni.
Jednak nie odszedłem. Czy zatem był to przejaw odwagi? A może głupoty? Nie wiem. Stałem tam, tak po prostu czekając. Na co? Nie miałem pojęcia. Może faktycznie powinienem się bać. Ale czego? Co tak naprawdę mogło w niej przerażać?
Wiecie, jest chyba tylko jedna rzecz silniejsza od strachu. Ciekawość.
I nagle się odwróciła.
Naszła mnie wówczas pewna refleksja. C. była jak Bazyliszek. Tajemnicze i złowrogie stworzenie. Wzbudzające lęk, ale jednocześnie szalenie intrygujące. Nieważne jednak, jak silna była ciekawość. Nikt nie chciał spojrzeć w oczy Królowi Węży. Oh, w tym przypadku Królowej.
Widzisz, może jednak nie wywyższałaś się bezpodstawnie? Może jakaś część Ciebie na to zasługiwała?
Ale wiecie, co wtedy zrobiłem? Spojrzałem w jej oczy. Pełne chłodu i pozbawione uczuć. I mimo całego napięcia, czułem też dziwny spokój. Kto wie, może właśnie takie uczucia towarzyszyły śmierci?
Nie zamierzałem jednak robić nic więcej. Czy to sprawiało, że wciąż byłem myszą? Chociaż nie, jesteśmy w końcu przy temacie Bazyliszka. Czy zatem byłem pająkiem? A może niepozornym kogutem, który może zapiać w najmniej oczekiwanym momencie?
Bo widzisz C., nie znałem Cię. Ale wiesz co? Ty również nie znałaś mnie.




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Pon Lis 17, 2014 11:02 pm
Stereotypy? Nie, nie, nie! Jej to nie dotyczyło w żaden sposób, nie patrzyła poprzez pryzmat takich rzeczy. Tu raczej szło o coś innego, o coś bardziej oburzającego. Praktycznie wszystkich umieszczała w jednym worku. Ludzie byli robalami, które trzeba było rozgnieść zanim przyniosą większą zarazę. Obrzydzali ją na każdy możliwy sposób. A dlaczego? Bo to właśnie oni wszyscy byli winni! Winni JEJ bólu, JEJ pierwszego znaczącego upadku. Po prostu stwierdzała fakt, że ostatnimi czasy to głównie Ślizgoni mieli coś do powiedzenia w jej kwestii. A to, czy on był z rodzaju tych, którzy sobie odpuszczają, czy też nie, nie miało dla niej większego znaczenia. Liczył się sam fakt.
Dla mnie nie ma niczego więcej. Drapieżnik i ofiara. Te role są odgórne.
Nie wiesz czego się bać? Więc pozwól, że Cię pomału wprowadzę. Udowodnię Ci, że w głębi swego serca będziesz pragnął odejść, kiedy zaciśnie się na nim moja ręka. To jest z góry przesądzone.
Bazyliszek więc spojrzał w oczy swojej ofiary i przechylił głowę na bok, jakby się nad czymś zastanawiał. Ale sprawa była z góry przesądzona - te spojrzenie miało go zabić. Lecz niestety nie była prawdziwą Królową Węży. To wszystko było jedynie piękną iluzją, w którą tak kurczowo chciała wierzyć.
Odwzajemniłeś spojrzenie? Odważnie, ale czy to nie było głupotą? Dawałeś jej tym samym zezwolenie na praktycznie wszystko. A zło nigdy się nie poddaje, tak samo jak dobro.
I tym razem będzie tak samo.
I nie chciałam znać. Imienia. Faktów z Twego życia. Nie chciałam w żaden sposób o Tobie pamiętać, chyba że w momencie, kiedy dojdzie do ostatecznego zniszczenia.
Na tym to polegało.
Ruszyła w jego stronę, a ręce opadły po obu bokach. Zbliżała się powoli, niczym zjawa zwiastująca nieszczęście. Jej usta wykrzywiły się w parodię uśmiechu, oczy natomiast ostrzegawczo migotały.
- Dobrze się bawisz? - Wyszeptała ironicznie, a pojedynczy kosmyk włosów opadł jej na czoło.


Ostatnio zmieniony przez Caroline Rockers dnia Wto Lis 18, 2014 8:25 pm, w całości zmieniany 1 raz




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Wto Lis 18, 2014 6:55 pm
Tak, z pewnością miała rację. Ludzie byli robactwem. Tylko, czy każdego robaka trzeba od razu deptać?
I tu się różniliśmy. Mimo całej niechęci, jaką żywiłem do większości, nigdy nie chciałem nikogo zniszczyć. Bo po co? Skoro ktoś był mi obojętny, to, no właśnie, był mi obojętny. Jaki miałbym mieć cel w rujnowaniu go w jakikolwiek sposób? Dla samej satysfakcji? Cóż, cierpienie innych nigdy mnie nie bawiło.
Ba, powiem więcej. Czasem nawet próbowałem ich zrozumieć. Mimo, że oni sami mnie nie obchodzili, to ich wnętrza, emocje jakie przeżywali, pobudki, które nimi kierowały wydawały mi się niezwykle interesujące. Nie mam pojęcia dlaczego. Po prostu. Może wewnątrz byłem bardziej ludzki? Nie wiem. W końcu nie robiłem tego, by w jakikolwiek sposób im pomóc, ale jedynie dla zaspokojenia własnej ciekawości.
A może gdybym obwiniał ich wszystkich za swoje cierpienie, to miałbym takie podejście jak C.? Cóż, nie wiem. Nigdy tego nie robiłem. Dla mnie ludzie zawsze byli obok, bez jakiegokolwiek wpływu na moje życie. Może i to dość naiwna postawa, ale przynajmniej nie musiałem się mścić.
Zatem niech tak będzie, droga C. Zaczynaj.
Podobno jeśli w coś bardzo wierzymy, to w końcu staje się to prawdą. Może jej wiara nie była wystarczająco silna? Czyżby podświadomie wiedziała, jak jest w rzeczywistości?
Jej spojrzenie, no cóż, wszyscy wiemy, jakie było. Kiedy patrzyła w taki sposób, po człowieku przechodziły ciarki. Nie powiem, że mnie to przerażało, ale cóż, przyjemne z pewnością też nie było. Ale za to wybitnie intrygujące.
Zrobisz, co zechcesz. Jak zwykle.
Zatem nie musisz poznawać nikogo. Tylko pamiętaj, że wiedza zawsze daje przewagę.
Właściwie, to mógłbym tak stać jeszcze chwilę. Bo kto powiedział, że do rozmowy potrzebne są słowa?
Ale nie. Musiałaś się odezwać.
Wzruszyłem ramionami.
- Dlaczego zakładasz, że mogłoby mnie to bawić? - spytałem, starając się nie spuścić z niej wzroku.




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Wto Lis 18, 2014 8:30 pm
Przywitaj się ze Śmiercią, bo ona pamięta o swoich celach zawsze. Miałam wystarczająco dużo wiedzy, żebym nie musiała się przejmować zbieraniem informacji. Bo widzisz... u mnie to inaczej działało. To nie wliczało się w pamięć, to była osobna kategoria mieszcząca się w moim mózgu. Musisz się nauczyć, że niektórzy byli po prostu źli; czasami nie musieli mieć żadnych powodów by niszczyć czyjeś życia. A czy wewnętrzny ból mógłby być wystarczającym usprawiedliwieniem dla nieludzkich czynów? Wyobraź sobie, że wystarczy jedno machnięcie różdżki i mógłbyś się zwijać z bólu tak niewyobrażalnego, że błagałbyś o ostatni pocałunek. Albo mogłabym Ci podarować coś gorszego; potraktować Ciebie jak obiekt badawczy i zacząć powolutku pozbywać się Twoich warstw z nieczułym uśmiechem na wargach. I tak aż do kości. Mogłabym sprawić, że ropa wydobywałaby się z każdego Twojego otworu, a w środku pękłyby wszystkie narządy.
Okrutne, prawda? Kara za niedocenienie, za brak zdrowego rozsądku w obliczu niebezpieczeństwa. I mogłabym ponieść za to karę. Na sam koniec.
Otworzyła oczy szerzej, uśmiech się pogłębił tak, że zabolały ją policzki. Szata unosiła się do góry pod wpływem mocniejszego wiatru, a włosy sprawiały wrażenie piór powiewających na wietrze.
- Bo nie uciekasz... - wyszeptała po chwili i zbliżyła się jeszcze bardziej, tak że doskonale widziała każdą, choćby najmniejszą zmianę na jego twarzy.
Ty też byłeś w jej oczach jednym z nich. Robakiem.
I tylko od Ciebie zależy, czy rozgniecie Cię, czy też pozwoli Ci żyć.
Sądzisz, że dałbyś radę ją powstrzymać?




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Wto Lis 18, 2014 9:36 pm
Tylko czy Ty naprawdę byłaś aż tak zła? Potrafiłabyś zrobić to wszystko ot tak, bez powodu, niewinnemu człowiekowi?
Może zatem faktycznie powinienem się bać? W takiej sytuacji byłoby to całkiem rozsądne. Tylko, że ja rzadko robiłem to, co powinienem. Widzicie, jak byłem młodszy często mówiono mi "musisz to, musisz tamto", wiecie, tak jak to bywa w niektórych rodzinach z tradycjami. No i słuchałem tego i robiłem, co kazali. Chociaż cholernie mnie to denerwowało. No bo, powiedzmy sobie szczerze, nikt by tego nie zniósł na dłuższą metę. No i ja też nie zniosłem. I w końcu powiedziałem dość. I wiecie, co wtedy poczułem? Wolność. Taką prawdziwą, nieskrępowana wolność. I nie macie pojęcia jak bardzo mi się to spodobało. Pewnie powiecie, oj tam, nie zszedł na kolacje, kiedy mu kazali, czy coś w tym stylu, a mówi o tym tak, jakby uciekł z Azkabanu. No i macie racje, tak mniej więcej było. Może to i banalne, ale widzicie, nigdy wcześniej się tak nie czułem. I polubiłem to do tego stopnia, że obiecałem sobie, że już nigdy nie dam sobie tego odebrać.
Zatem widzisz C., może powinienem się bać. Może powinienem odejść czym prędzej. Może powinienem chociaż odwrócić wzrok. Ale nie zrobię tego. Nieważne, jak głupie to będzie z mojej strony. Nie pozwolę odebrać sobie czegoś, co jest mi tak drogie. Czy za to chcesz minie ukarać?
Kiedy podeszła bliżej, wciąż starałem się zachować spokój. Moja twarz pozostawała bez wyrazu. Za to na jej gościł uśmiech. Albo raczej grymas, którym miał imitować uśmiech.
Może więc po prostu sobie go odpuść?
W każdym razie, ten "uśmiech" był wyjątkowo nieprzyjemny. Właściwie cały wyraz jej twarzy taki był. Bo widzicie, gdyby nie ten szczegół... Wiatr i całe otoczenie sprawiało, że była taka... delikatna? Na tle wahadła wydawała się niesamowicie krucha, no i te powiewające włosy i... I nic. Bo nagle wasze spojrzenie napotykało na jej twarz i bam. Bazyliszek.
- A powinienem? - spytałem cichym głosem.
Oj nie. To co ze mną zrobi, zależało tylko od niej. Czy zatem będę musiał próbować ją powstrzymać?




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Sro Lis 19, 2014 8:49 pm
N-I-E-W-I-N-N-E-M-U? Och, no proszę Cię! Nikt nie był bez winy w tym świecie! Żadna ludzka istota nie miała czystego dziewiczego serca. Zawsze istniało drugie dno, które skrywało najgorsze podstępne słowa i czyny danego człowieka. Człowiek nigdy nie był niewinny! Od samego początku miał w sobie części, które czyniły z niego instrument zdolny do robienia takich rzeczy od których do gardła podchodziła żółć. Tylko nie zawsze miał tę świadomość; ona jednak doskonale korzystała z tych destrukcyjnych zachowań, sprawdzając jak wielki ma wpływ na kształtowanie rzeczywistości pasożytów. Och! Więc posiadałeś wolność? Czy byłeś tego w stu procentach pewien, że przysługiwała Ci ona? Że to nie był tylko zmyślny fałszywy obraz, w który tak gorączkowo chciałeś wierzyć? Powiem Ci coś. Powiem Ci coś niesamowicie oczywistego z czego najwyraźniej nie zdajesz sobie sprawy.
Nikt nie jest wolny. I nigdy nie będzie.
Każdy jest uwięziony. Każdy ma jakieś zobowiązania. Obowiązki. Nakazy. Każdy komuś podlega.
Więc C. nie zabierze Ci Twojej wolności. Nie może odebrać Ci czegoś, czego nie posiadasz. Ale wiesz, co może Ci zabrać? Nadzieję. A wystarczy tylko powód...mały błąd by postanowiła się Tobą w taki sposób zainteresować.
Bolesny uśmiech zaczął po chwili znikać, ustępując zimnemu opanowaniu, które służyło jej za jedną z masek. Stała nieruchomo, oczekując na mocniejsze pociągnięcie jej sznureczkami. Ale...nic takiego nie nastąpiło, bowiem jej matki tutaj nie było. Nie było więc żadnej kontroli, żadnych wyćwiczonych kroków.
Bazyliszek nie był kontrolowany.
Po chwili uniosła rękę i złapała go za podróbek, zmuszając do tego by ciągle patrzył w jej oczy. Można byłoby pomyśleć, że to był niezwykle romantyczny gest, gdyby nie to, że Rockers nie zrobiła tego delikatnie; wręcz przeciwnie. Jej paznokcie wbiły się w jego miękką skórę i z każdą sekundą używała w tej czynności coraz więcej siły. Zrobiła jeden krok do przodu, a jej glan natrafił na jego buta. Nie zamierzała jednak póki co go deptać. Może robiło to na nim wrażenie, a może i nie. Jej bardziej chodziło o zirytowanie go, o sprawdzenie jak zareaguje i czy da się sprowokować skoro naruszyła jego intymność.
- Zgadnij.




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Sro Lis 19, 2014 10:13 pm
No cóż, skoro taki był jej punkt widzenia... Niech tak będzie.
Bo widzisz C., każdy z nas ma do tego prawo. Do postrzegania świata w swój własny sposób. A, że moje poglądy różnią się od Twoich, co z tego? Może i miałaś rację. Może byłem uwięziony. Tyle, że ja nie widziałem tego w ten sposób. Czy było to naiwne? Nie wiem. Ja w to wierzyłem. I tej wiary nie mogłaś mi odebrać.
Więc, tak, moja droga. Byłem wolny.
Hmm, cała ta sytuacja była wyjątkowo dziwna. No bo gdybyście obserwowali nas z boku, to no właśnie, nic się nie działo. Jedynie staliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy. Oh, jak romantycznie, moglibyście pomyśleć. Tyle, że dobrze wiedzieliście, że to wszystko było wybitnie dalekie od romantyzmu. No to po cholerę wciąż tak staliśmy? Nie wiem.
Więc tak, było to też intrygujące. Ale mimo wszystko dziwne.
I kiedy tak przysuwała się coraz bliżej, zaczął do mnie docierać dość specyficzny zapach. Nie był on wybitnie przyjemny, ale też nie nazbyt drażniący. Właściwie, ciężko stwierdzić, jaki był. Przeplatały się w nim nuty...
Ała.
Czy ja przypadkiem nie wspomniałem, że C. była delikatna? Ugh, nie ważne, cofam to. Zapomnijcie, że takie stwierdzenie kiedykolwiek miało miejsce.
A wracając do zapachu... No właśnie, ale czy bylibyście w stanie skupiać się na jakimkolwiek zapachu, kiedy czyjeś paznokcie wbijałby się wam w twarz? Ja nie byłem.
Właściwie, to nawet nie wiem, dlaczego to zrobiła. A zrobiła to tak niespodziewanie, że nawet nie zareagowałem.
Musicie wiedzieć, że nie lubiłem, kiedy inni mnie dotykali. Albo właściwie, kiedy nawet stali zbyt blisko. Zawsze w jakiś sposób reagowałem.
Ale nie tym razem. Może faktycznie chodziło o element zaskoczenia? A może po prostu byłem ciekaw, co zrobi dalej?
Ej, stop. Czy ja nie wspominałem o wolności? O tym, że nikt mi jej nie odbierze? Dlaczego więc w tym przypadku miałem biernie czekać na każdy jej ruch, niczym marionetka?
- Nie wiem - wzruszyłem ramionami. - Ale nie mam ochoty na ucieczkę - dodałem i delikatnie chwyciłem jej nadgarstek, odciągając jej dłoń od mojej twarzy.
Wciąż nie odwracałem wzroku.




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Sro Lis 19, 2014 11:11 pm
Niech więc tak będzie. Wmawiaj sobie dalej, że wszystko jest w porządku, że Twoja wiara wynagrodzi Ci wszystko i dzięki niej uzyskasz kluczyk do uwolnienia się z klatki. Wmawiaj sobie, że nie dotyczą Ciebie żadne bariery, że nikt nie jest w stanie podciąć Twoich skrzydeł, które unoszą Cię wprost do nieba. Twórz swój nierzeczywisty świat, który pewnego dnia runie, a Ty stracisz wszystko. Nie żeby mnie to w jakiś sposób dotyczyło, chodzi tu jedynie o pewną...satysfakcję. Zwłaszcza, jeśli zdarzy się tak, że będę tego świadkiem. Nawet nie wiesz, jaka to będzie dla mnie przyjemność patrzeć na Twój upadek. Wtedy każdy mój kolejny będzie mniej bolał. I oto w tym chodziło. Skoro ma boleć, to niech boli innych a nie mnie. W taki sposób zostanie mi to wynagrodzone. Każda pierdolona krzywda mego ludzkiego nędznego istnienia.
Masz cierpieć, jak reszta. I będziesz cierpiał.
Więc nie bój się dalej, tkwij w swojej naiwnej fikcyjnej wolności i udawaj, że nic nie jest w stanie Cię ruszyć. Żadne trujące ostrze w postaci słowa, myśli, czynu.
Jej ciało drgnęło. Zagryzła od środka prawy policzek, nie przerywając swojego wzrokowego testu. Najwyraźniej postanowił uczestniczyć w jej małej zabawie, dając się w nią wciągnąć.
Uważaj jednak byś nie rozbił się o ten lód.
Sprawnie wyszarpnęła nadgarstek z jego uścisku, nie przerywając wzrokowego połączenia, po czym ostrożnie nadepnęła swoim glanem na jego stopę by następnie ugodzić go łokciem w brzuch.
- Poznaj więc cenę za tę odwagę - powiedziała beznamiętnie po czym wbiła łokieć jeszcze mocniej w jego brzuch.




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Czw Lis 20, 2014 12:16 am
Tylko, że to ja to sobie wmawiam, to ja tworzę ten świat i to ja mogę to wszystko stracić. Nie Ty. Smutne jest więc, że budujesz swoje "szczęście" na porażkach innych, zamiast na własnych sukcesach. A może... Może właśnie w tym sęk? Może to jedyne, na czym możesz budować?
Nagle poczułem ból w stopie, a zaraz potem dostałem w brzuch.
Naprawdę C.? NAPRAWDĘ?
I tak oto moi drodzy Królowa Węży stała się padalcem. Zwyczajną jaszczurką próbującą imitować groźnego drapieżnika.
- Hej, hej - powiedziałem, kiedy zadała mi drugi cios, bo jednak to odczułem. Mimowolnie uśmiechnąłem się niemal niezauważalnie. Bo, nie powiem, rozbawiła mnie tym bardziej, niż przestraszyła. Ale był to wyjątkowo miły uśmiech. I krótki. - Nie zamierzam się z Tobą bić - dodałem, unosząc lekko dłonie w geście symbolizującym poddanie. Mimo wszystko, była kobietą. A ja byłem mężczyzną. Więc to rozumie się chyba samo przez się, jeśli wciąż chciałem się nim nazywać, nie miałem prawa podnieść na nią ręki. Z resztą, to nie jedyny powód.
Wciąż patrzyłem w jej oczy. Ale inaczej niż przedtem. Z litością? A może z troską? Bo widzicie, kompletnie nie rozumiałem jej postawy.
Wiecie, co przez to pokazała? Że była słaba. Tak, tak, moi drodzy, uciekanie się do przemocy fizycznej to oznaka słabości. Mogła zadać ból na tyle sposobów, nawet mnie nie dotykając. I nie mówię tu o używaniu jakichkolwiek czarów. A ona mnie uderzyła.
Nie obchodzi mnie, jak to wyglądało z jej perspektywy. Dla mnie pokazała, że jest słaba. A ja w żaden sposób nie mógłbym walczyć z kimś słabym.
Zaskoczyłaś mnie, naprawdę.




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Czw Lis 20, 2014 6:26 pm
Bawisz się teraz w moralizatora? Myślisz, że w jakiś sposób mnie to ruszy? Nic bardziej mylnego. Nie zmieni to mojego przestrzegania tego chorego świata i skoro Ty masz prawo do wierzenia w wolność to ja mam prawo do budowania swojego szczęścia; nieważne czyim kosztem to się stanie. To pomaga. To jest moje lekarstwo.
Zmieniasz zdanie, niczym gracz, który zamiast asów zobaczył jedynie jedną parę dziesiątek. Powiem Ci coś. Możesz sądzić, że jestem imitacją, że jestem słaba, że w szatach królowej chowa się wieśniaczka. Ale wiesz co? Prawda jest w mojej głowie. Zawsze będę wychodziła na swoje. Zawsze będę mieć koronę na głowie. Nie pozbawisz mi jej. Więc proszę bardzo, przeobraża sobie zdanie na mój temat nawet i tysiąc razy. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak mi nie zagrozisz, nędzny robaku. Nieznaczący pionku.
Śmiej się do woli. Udawaj, że jesteś niewzruszony. Że nic Ci nie grozi, że to tylko gadanie.
Ale każdego można skrzywdzić i dopóki ślepo wierzysz, że jesteś silny i odporny, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie chciała Cię złamać.
Przestała. Opuściła ręce, nie przestając patrzeć mu w oczy. Dla niego to mogło oznaczać słabość, że użyła siły, ale dla niej miało zupełnie inne znaczenie. Sprawdzała go. I wiedziała już tyle, że to był typ, który nie miał zamiaru w żaden sposób walczyć. Prychnęła cicho i odgarnęła włosy z czoła, robiąc pół kroku w tył.
- Naiwność...
Podsumowała go w ten sposób, bo skoro ona jest słaba, to w takim razie on był naiwny. Szereg metod rysował się przed nią, ale ona nie zawsze chciała stosować je wszystkie. Bo wiecie, na każdego jest jakiś sposób. A ona zwyczajnie działała przez zaskoczenie. I mogło być to pozytywne. I mogło być to negatywne. Powinno jednak odnosić jakiś efekt.
Czy to nie paranoja? Avery przedstawiał taki sposób życia, to ona zawsze skupiała się na tym by sama metoda była najważniejsza. A jednak...tylko czy naprawdę ich gra została rozpoczęta by mogła dbać o każdy szczegół, który zbliżyłby go do studni bez dna?




Rain down
from a great height

Re: Wahadło

on Czw Lis 20, 2014 8:16 pm
Niech więc każde z nas postrzega świat na swój sposób.
Ależ oczywiście, że zmieniam zdanie. Tylko głupiec grałby z parą dziesiątek tak samo, jak z asami. Jeśli więc życie jest grą, to Ty świetnie blefujesz, moja droga. Szkoda tylko, że już się z tym zdradziłaś. Oh, jasne, że w Twojej głowie wygląda to inaczej. Każdy ma do tego prawo. Ale skąd pomysł, że chcę Ci odebrać koronę? Przecież wcale nie muszę. Prędzej, czy później sama się jej pozbędziesz.
Wydajesz się być bardzo oburzona. Czyżby zrzucenie z piedestału było aż tak nieprzyjemne? Przecież to wszystko stało się tylko w głowie nędznego robaka...
Ulżyło mi, kiedy opuściła ręce. Trzeba było w ogóle uciekać się do przemocy? Widać, tak. Jak już mówiłem, to domena słabych. Ale nie, ona z pewnością zrobiła to z innego powodu. Oczywiście.
Teraz i ja prychnąłem.
- Naiwność? - spytałem z lekkim niedowierzaniem. - Ciekawe... - Zrobiłem pół kroku do przodu. Bo po co zmniejszać ten dystans?
C. pamiętaj, że tylko winni się tłumaczą.
Mogłem być naiwny. Kto wie, może naprawdę byłem? Nie mogłem jednak z nią walczyć. Po prostu. Z szacunku. A właśnie, może C. każdy jego przejaw postrzegała jako naiwność? A może naiwne było to, że uważałem, że nawet ona na szacunek zasługuje? Nie wiem. W końcu nie siedziałem w jej głowie.
Hmm, nie wiem, jaka grę masz na myśli, moja droga. Ale wiedz, że ja nie zamierzałem w nic z Tobą grać. Bo jaki miałbym mieć w tym cel?




I'm sick of not having the courage to be an absolute nobody

Re: Wahadło

on Czw Lis 20, 2014 10:57 pm
Oburzona? Och, źle! Źle! Źle! Źle! To nie było tak, zwyczajnie nie potrafiłeś mnie do końca wyczuć. Nie żebym w jaki sposób próbowała Ci odmówić sprytu, czy też dobrego wyciągania wniosków, ale nie trafiłeś. Bo wiesz, to jest zwyczajnie zabawą mającą na celu zmylić przeciwnika. Blef? Jeden z tysiąca sposobów by zwyciężyć. Środków, które pozwolą mi wejść na drogę ostatecznego chwycenia fortuny za szatę, mam więcej. Wiesz tyle, ile powinieneś wiedzieć. Nie mniej. Nie więcej. I tak nie będziesz wiedział, jak tę wiedzę wykorzystać. Moja korona jest dobrze chroniona; tym bardziej Ja jej nie ściągnę. Ona będzie wieczna. Równie wieczna co Ja. Co sama pani Śmierć.
Z ironią Ci nie do twarzy.
Zacznijmy więc bawić się.
Nie odpowiedziała, jej wargi jedynie zadrgały a ona sama starała się powstrzymać parsknięcie śmiechem. Nie ruszała się. Jedynie obserwowała bacznie każdy jego krok.
Szacunek to pierwszy objaw słabości. A potem przyjaźń. Miłość. I następuje destrukcja.
Każdy ma w czymś jakiś cel. Skoro nie odszedłeś, to również go miałeś.
Zaprzeczysz?
Silniejszy podmuch wiatru zaatakował jej szatę i włosy, unosząc je do góry. Wyglądała niczym upiorna topielica, która opuściła odmęty jeziora by móc sięgnąć po kolejne ofiary. Czy w tym przypadku chodziło jednak o to?


Ostatnio zmieniony przez Caroline Rockers dnia Pią Lis 21, 2014 6:38 pm, w całości zmieniany 1 raz




Rain down
from a great height
Sponsored content

Re: Wahadło

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach