Share
Go down

Wahadło

on Pon Wrz 02, 2013 1:33 pm
Jest to zegar, do którego można dojść z Dziedzińca. Jego ogromna jasna tarcza idealnie komponuje się z resztą zamku. Wielkie wahadło kołysze się we własnym rytmie, uczniowie mogą podziwiać dziedziniec z dość prowizorycznie umieszczonego balkonu.

Re: Wahadło

on Sro Paź 16, 2013 5:14 pm
Luno... Powiedz mi, jak daleko jeszcze kapryśne zdarzenia losu pójdą..? A jeśli ciągnąć się mają bez końca, bo przypuszczam, że tak właśnie będzie, los nigdy nie był sprawiedliwy, to w którą ścieżkę skręcić, żeby je ominąć? Żeby się oddalić? Bo wiesz, ja nie chcę chyba gonić za przygodami... Ale też nie mogę powiedzieć, że to, co miało ostatnio miejsce nie było moją winą. Czuję się winny. Pozostało mi się cieszyć, że nic nie zrobiłem tamtej dziewczynie, która mi pomogła i odprowadziła do skrzydła szpitalnego, najwyraźniej byłem zbyt zmęczony... Dziwne, że twoje srebrzyste promienie nie przygniatają moich ramion do ziemi... chciałem zaspokoić czystą ciekawość, odgadując zagadkę obrazu tam, gdzie Dumbeldor zakazał się pojawiać, więc teraz mam za swoje. Z drugiej strony mam ochotę tam wrócić i czuję, że to obłęd... Co tam jest? Cóż skrywają tajemnice Hogwartu, że dyrektor chce je chronić..? Na dodatek w tak dziwny sposób... Przecież gdyby chciał, zatuszowałby to wszystko, my, uczniowie, nawet nie mielibyśmy świadomości, że tam cokolwiek może być, ale nie - on postawił obraz z zagadką. Po co? Tacy ludzie jak on nie robią tego typu rzeczy przez przypadek, więc gdzie jest haczyk? Zastanawiałem się nad tym już długi czas i ciągle nie mogę tego pojąć, ale to pewnie dlatego, że boję się do niego iść i powiedzieć mu wprost, tak po prostu, że dostałem się tam, gdzie on wchodzić nie pozwolił. Boję się, że wyrzuciłby mnie z Hogwartu - i co by mi wtedy pozostało..? Siedzę cicho, jak zwykle, sam, na szczycie wieży zegarowej, z Twoim towarzystwem, znanym doskonale. Swe żale mógłbym chyba wyrzucać jeszcze przez bardzo długi czas, tylko że... Po co? Ten pamiętnik i tak spłonie i pamięć po nim zaginie. Tak samo jak po mnie, kiedy przyjdzie już odpowiedni moment...
Czarnowłosy chłopak zamknął zeszyt w czarnej oprawie, wkładając pióro do kałamarza i odsuwając je nieco na bok, żeby się czasem nie przewróciło na zimne kamienie i zadarł głowę w górę, na zimną tarczę księżyca górującą dziś na niebie. Wyjątkowo chmury go nie przysłaniały, wyjątkowo dzisiaj widać było każdą, najmniejszą nawet gwiazdkę, chociaż mgły osnuwały świat u jego podnóży, snuła się z kąta w kąt, mleczno-biała, przysłaniając realia... Kojarząca proste fakty - nie możesz mieć świata snów, którego i tak nigdy nie sięgniesz, obojętnie, jak mocno byś dłoni nie wyciągał i realiów na raz. Albo to, albo to, a jakby na to nie próbować spojrzeć, ty, Sahirze, zawsze żyłeś trzy metry ponad ziemią. Cichy duch przechodzący cieniem korytarzy, albo znienawidzony, albo obiekt strachu - albo dokuczali, albo mijali szerokim łukiem - działa wszak instynkt każdego normalnego, który kazał bać się drapieżnika, jakim byłeś. Bardzo mało było osóbek, które od czasu do czasu powiedziały ci "cześć", a ty im odpowiedziałeś. Naprawdę bardzo, bardzo mało.
Wyciągnąłeś rękę po swoje senne mary, tam, do księżyca - jakże żałosny musiał to być widok pary czarnych oczu w to srebro zapatrzonych, a w nich świadomość, że nigdy jej nie sięgnie. A mimo to próbował.





Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Re: Wahadło

on Sro Paź 16, 2013 5:26 pm
Spacerowała powolnym krokiem po korytarzach, nawet nie dostrzegła aż się pojawiła w tym miejscu. Dlaczego? Ponieważ jej myśli przebiegały szybko, lecz nie do końca rejestrował jej umysł otoczenie. Czemu życie jest aż tak bolesna, sprawia ból? Nie rozumiała tego i raczej nie pojmie nigdy. Poprawiła szatę, po czym rozejrzała się bardzo uważnie. Ach tak, o ile się nie myliła, to tutaj powinien być widok na dziedziniec, przez które codziennie przechodzi.. Zupełnie sama. Ile to już lat upłynęło od tamtego wydarzenia? Prawie siedem lat, a jej ojciec zniknął jak kamień w wodę. Ale to nic, kiedy ukończy tą szkołę, odnajdzie go i się nim zajmie tak samo jak on zajął się nią samą. Nic więcej jej nie interesowało. Tylko jej zemsta. Dlaczego wtedy nie udało się jej nic zrobić? To właśnie było wtedy jej strachem, który ją obezwładnił. Po chwili, spostrzegła że nie jest sama. Tutaj był ktoś jeszcze.
- Cześć. - powiedziała, robiąc krok w jego stronę.

Re: Wahadło

on Sro Paź 16, 2013 6:02 pm
Cisza..? Nie, wcale nie - można było tak powiedzieć jedynie ze względu na to, że żaden ludzki odgłos nie zagłuszał spokoju i śpiewu natury, który pieścił czule uszy czarnowłosego młodzieńca, zazwyczaj stąd spoglądającego na tłumy uczniów idący w przeróżne strony - niektórzy sami, inni w parach, inni w całych grupkach, wesoło się śmiejących i wtedy zastanawiał, kiedy nadejdzie czas dla niego, w którym też będzie mógł uśmiechać się do innych... Teraz też mogłeś, ale... chyba grymas uśmiechu został za mocno zatarty w twojej pamięci. Takie myśli nie powodowały u niego smutku - marzył sobie, uznając, że coś takiego jest nieosiągalne, tak samo jak zawieszona na firmamencie Luna, choćby nie wiadomo, jak wydawała się blisko, nigdy jej nie dosięgniemy, nie możemy, nie z tego punktu widzenia. I w ten dłoń,. wyciągnięta ku przestworzom, cofnęła się, onieśmielona, gdy czuły słuch pochwycił dźwięk kroków - kobiecych na pewno, odróżniałeś je już bezbłędnie, ucząc się przemian, jakie zaszły w twym ciele, odróżniając to, co było w tobie ludzkiego (te resztki... cóż to jest, tak naprawdę...) od tej zwierzęcej części, która niby "miała pomóc przetrwać, miała utrzymać na szczycie łańcucha pokarmowego"... Kiepskie żarty, od co, bo chociaż jest w nim prawda, to jedynie smutna i doprowadzająca takich jak ty w otchłanie depresji odgradzającej od całego świata... A dlaczego życie boli? Pewnie dlatego, by zapewnić nas, że żyjemy, a nie jesteśmy w niebie - ta odpowiedź wydawała się wystarczająco banalna, by aż nie chcieć w nią uwierzyć, czyż nie? Nie może być za pięknie, świat bez bólu byłby zamazaną doskonałością, w której wszyscy by tonęli, tak zwyczajnie, nie potrafiąc nawet docenić tego, co mają. A tak potrafimy. Przynajmniej potrafią ci, którzy bólu utraty doświadczyli.
Odłożyłeś pamiętnik, przykucając - już się zastanawiasz, czy dać dyla, czy jednak poczekać i przekonasz się, kto tutaj wejdzie. Rockers? Oby nie, bałeś się jej porażająco, nienawidziłeś jej - zwłaszcza, że znała sekret, który tak dokładnie kryłeś w swoim pokaleczonym, pobliźnionym serduchu. Jeśli to ona to masz dużo czasu na ucieczkę - możesz skoczyć przez barierkę, nic ci się nie stanie, ona już by nie skoczyła - w najgorszym wypadku połamałaby sobie nogi, a raczej nie jest aż taka zdesperowana, by tyle ryzykować tylko po to, żeby się tobą pobawić.
Wstałeś więc, robiąc tych parę nic nie znaczących kroków dzielących cię od misternie rzeźbionej barierki - parę świetlików przeleciało ci koło ucha, udając piękne gwiazdy lśniące nad głowami wszystkich śpiących i jeszcze nie śpiących istot w tym obrębie kuli ziemskiej; wzrok miałeś skierowany na wyjście, tam, gdzie winna pojawić się kobieca sylwetka, jeśli tylko jej kierunek nagle się nie zmieni - oczekiwanie zawsze jest nieco denerwujące, ale tobie raczej zżeranie nerwów nie grozi, nie teraz - stałeś się poniekąd już znieczulony. Obojętny taki, oschły - między tobą a wszystkimi innymi istniała przepaść nie do pokonania i była ona wyczuwalna, aż za dobrze. Możesz patrzeć, ale nie możesz dotknąć. Możesz słuchać, ale nigdy nie poczujesz. Możesz mówić, ale on Cię nigdy nie dotknie... Nie ma nikogo. Ale nikt nie ma też jego. Ten układ wydawał się jak dla niego bardzo sprawiedliwy.
- Cześć... - Mruknąłeś, ponuro patrząc na przybyłą niewiastę - znasz ją, z widzenia, z lekcji, z twego własnego domu - to była ta nieliczna, do której czasem "cześć" trafiało i od której wychodziło. Kiedyś uciekałeś przed wszystkimi, byłeś nie do złapania gdziekolwiek, ale od niedawna twe pragnienie rozmowy przechylało szalę na to, że zmuszałeś się do zostania, tak jak teraz - nawet jeśli to było ryzykowne... To czyż kontakt nie należał się każdej istocie? Nawet Tobie? Problem w tym, że rozmawiać nie potrafiłeś. I nawet nie wiedziałeś, co mógł byś powiedzieć, więc po powitaniu... Zwyczajowo milczałeś, jedynie obserwując swym nieludzkim wzrokiem, swymi otchłaniami, w których zatonąć można było bez końca. Idealnie czarnymi oczyma. - Przepraszam, ale... powinienem iść. - Bicie jej serca i słodki zapach zbyt mocno odurzał... Zebrał nerwowo swoje rzeczy i uciekł.
[z/t]





Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Re: Wahadło

on Wto Lis 05, 2013 9:39 pm
Różnie w życiu bywało. W jednej chwili było się zwycięzcą w drugiej przegranym. Lecz kim był on? Bo przecież nie przegrał wszystkiego - nadal miał gdzie mieszkać, miał zapewnioną żywność, no i pracę. I był tutaj. Tutaj gdzie przecież tak naprawdę wszystko się zaczęło.
Ale też wiele stracił, dlatego nie do końca mógł uważać się za tego, kto wygrał. Bo przecież coś było nie tak. Czegoś mu w życiu brakowało, na dodatek JEJ ataki w JEGO głowie były coraz częstsze - zwłaszcza, kiedy musiał pozostawiać trzeźwy.
I jeszcze nie mógł się dostać do swojego gabinetu, a na korytarzach Irytek wyśpiewywał swoją nową rymowankę. Charles'owi nieszczególnie było do śmiechu.
No ale cóż poradzić? Poczeka sobie - jest przecież spokojny, potrafi się zachować i jeszcze nie stracił nad sobą panowania.
Taaak, jeszcze to jest bardzo dobre słowo.
Oparł się o balustradę, patrząc jak wahadło wykonuje ruch. Przyciągało go to, pomagało się uspokoić.
Odgarnął ciemne kręcone kosmyki z czoła i sięgnął do kieszeni szaty po fajkę. Wyciągnął ją i rozpalił za pomocą różdżki, patrząc jak dym unosi się do góry. Następnie głęboko się zaciągnął i podziwiał, jak wahadło raz za razem wykonuje ten sam ruch. Najpierw prawa, potem lewa. Najpierw prawa, potem znowu lewa.
I tak znowu. I znowu. I znowu.


Re: Wahadło

on Wto Lis 05, 2013 11:02 pm
Większość uczniów znajdowała się aktualnie na meczu, co było w sumie oczywistą oczywistością. Aczkolwiek w każdej regule znajdą się wyjątki. A kim byłaby Ryan, gdyby nie właśnie wyjątkiem od reguły, nieprawdaż?
Generalnie to powinno ją to obchodzić - w tym momencie przecież pojedynkował się właśnie jej dom - ale ona, jak zawsze z resztą, miała to głęboko gdzieś. Nigdy nie robiła czegoś pod przymusem - jeżeli jej się czegoś nie chciało, to po prostu się za to nie zabierała, a żadne nakazy czy zakazy nigdy nad nią nie wisiały. Tak też było z oglądaniem meczy Quidditcha - nie miała nic do tego czarodziejskiego sportu, uważała go za nawet ciekawy, aczkolwiek nie pasjonował ją na tyle mocno, by skakać, piszczeć i zrywać sobie gardło z podniecenia na trybunach w deszczu, mrozie i w wietrze. Nie, nie rajcowało ją to.
Tak więc teraz zajęła się wędrowaniem po niemal całkowicie opustoszałym Hogwarcie. Być może poszukiwała inspiracji, być może chciała napawać się widokiem pustych labiryntów korytarzy, a być może po prostu chciała rozprostować kości... cóż, nie wiedział tego raczej nikt poza panną Ryan, która właśnie znalazła się przy ogromnym wahadle. Aktualnie nie miała na sobie nawet szkolnego mundurka - dla przeciętnego obserwatora z daleka mogła wyglądać na nauczyciela lub jednego z innych pracowników Hogwartu. Przyodziana była w czarny, odpięty, średniej długości płaszcz, tego samego koloru koszulkę z nadrukiem jakiegoś mugolskiego zespołu rockowego, spodnie oraz glany.
Nagle zauważyła ciemny, poruszający się kształt obok ogromnego wahadła. Lekko zmrużyła oczy. A miało być tak pięknie...
Podeszła bliżej, zauważając profesora Hucksberry'ego, jakby nigdy nic stojącego tutaj i palącego papierosa.
- Najwyraźniej nie lubisz sportu. I chyba nawet nie próbujesz go polubić - to mówiąc, a właściwie posyłając w jego kierunku wyraźną aluzję do jego zatruwania sobie zdrowia, również wyciągnęła fajkę, jej jednak była mugolska. Jakość? Ta sama. I jedno, i drugie to szkodzące gówno. - Ale ja również za nim nie przepadam.
Podpalając papierosa różdżką, zaciągnęła się i wypuściła dym z ust, najwyraźniej nic nie robiąc sobie z obecności nauczyciela. Mało tego, przecież nawet nie zwróciła się do niego "per pan" - i bynajmniej nie wynikało to z braku szacunku.
Znaleźli się sami w pustym, wielkim zamku, który aktualnie nie był miejscem narzucającym konkretne schematy. Hucksberry'ego znała już wcześniej, przed jego rozpoczęciem pracy w szkole, i wtedy również mówiła do niego po imieniu. Pustka, która ogarnęła zamek, sprawiła, że wszystko się zrównało - nie istnieli nauczyciele, uczniowie; wszyscy byli równi, tacy sami, identyczni. Dla Ryan to było oczywiste - była artystką i patrzyła na świat zupełnie inaczej, niż zwykli ludzie. Z jej punktu widzenia zarówno ona sama, jak i Charles obnażali przed sobą aktualnie swoje własne ja. Nie było w tym fikcji. Nie było w tym fałszu. Nie było w tym wymuszonych formułek: "tak, oczywiście, proszę pana"; nie. Mogli swobodnie wrócić do prawdy, do rzeczywistości, która zafałszowywana była pryzmatem szkoły i udawanego szacunku.
Oparła się o barierkę, ciężar ciała gromadząc na ramionach i nachylając się nieco nad nią. Nie patrzyła na mężczyznę - jej wzrok uciekł gdzieś w dal. Jedna z jej brwi była lekko zmrużona, druga wciąż tkwiła w tej samej pozycji. Zdawała się nad czymś rozmyślać, a jednocześnie co jakiś czas przykładała papierosa do ust i zaciągała się jego dymem.
- Spokój, melancholia... do tego obrazka brakuje jeszcze deszczu i herbaty, nie sądzisz?


A. R.

Re: Wahadło

on Sro Lis 06, 2013 7:25 pm
Nie miał siły i zbytniej chęci by pchać się na mecz, zresztą jak widać nie był jedynym, który wybrał mury zamku od podziwiania gry na trybunach. Wiedział jednak, że i z tego miejsca usłyszy, jeśli ktoś strzeli gola, czy też jeden z szukających złapie złotą piłeczkę. Lubił Quidditch - interesował się meczami, podziwiał coraz to nowsze modele mioteł i nieraz zdarzało mu się zakładać o kilka galeonów, że ta i ta drużyna wygra. Nie jednego galeona stracił, bawiąc się w taki sposób. Najczęściej stawiał na Osy z Wimbourne; byli jego ulubieńcami.
Jednak czy znajdzie tutaj jakąkolwiek inspirację? Przy boku szaleńca ukrytego za licznymi maskami? Najwyraźniej sama musi się przekonać, że zbytnio nie ma na co liczyć. On jej nie ma zamiaru pomagać w zdobywaniu weny.
Palił i podziwiał ten magnetyzujący widok, aż ktoś się nie odezwał i nie przerwał tej specyficznej dla niego ciszy pełniej niedopowiedzianych słów.
- Nie powinnaś się tak zwracać do nauczyciela, moja panno - mruknął nie patrząc, póki co w jej stronę. Jak gdyby wystarczyło, że stał do niej plecami. Nadal był czujny i kątem oka widział prawie każdy jej ruch. Można by było pomyśleć, że ma oczy dookoła głowy.
Tak naprawdę nie przeszkadzało mu to, że byli na "ty" czy też, że pali wraz z nim, choć przecież jest to zabronione w Hogwarcie. Jednakże teraz ją nauczał, teraz obowiązywały inne przepisy i nie byli równi. Nigdy równi być nie mieli.
Zawsze będzie coś stało na przeszkodzie, by osiągnęli ten sam poziom. Jak nie jego stanowisko, to z pewnością wiek i inne z pozoru ponoć nieznaczące szczegóły.
Zresztą wszystko Charliemu było dziś obojętne. Był zmęczony i nie do życia przez koszmarną noc, kiedy Delilah pojawiła się na dłużej i nie chciała mu dać odetchnąć.
Skoro April chciała żyć w swoim świecie iluzji to proszę bardzo. On nie zamierzał jej stamtąd wyciągał.
- Prędzej deszczu i grzanego wina - mruknął pod nosem i palcami przejechał po swoich włosach.
Jeśli liczyła na rozmownego Myrnina to się przeliczyła.



Re: Wahadło

on Sro Lis 06, 2013 7:58 pm
- A pan nie powinien palić w towarzystwie uczennicy. Ponadto, mówi pan o grzanym winie. To prowadzi do demoralizacji.
Oczywiście za każdym razem wypowiedziane przez nią słowo "pan" akcentowane było w wyjątkowo mocny sposób, zupełnie tak, jakby niemal z kpiną starała się je zaznaczyć. Bawił ją opór Charlesa - jej zdaniem nie groziło im nic specjalnego, żadne nagany z zewnątrz - przecież nie było tutaj dosłownie nikogo poza nimi samymi. Kilkakrotnie zastukała swymi paznokciami o barierkę, po czym również oddała się milczeniu.
Wypuściła dym z papierosa gdzieś w dal, pozwalając mu unieść się i rozpłynąć w powietrzu. Jednocześnie gdzieś w oddali rozniósł się ryk wiwatującej widowni. Najwyraźniej uczestnicy meczu musieli właśnie rozpoczynać rywalizację między sobą.
Nie chciał, by mówiła - toteż milczała, czekając na jego ruch. Nie była osobą narzucającą się komukolwiek - i mimo, że generalnie miała na wszystkich wylane, to niemal zawsze starała się szanować czyjąś wolę. Dodatkowo, chcąc, nie chcąc, Hucksberry był od niej nieco starszy i należał mu się jakiś tam szacunek.
W końcu odwróciła się do niego twarzą, opierając się plecami o barierkę. Objęła się ramionami i przeniosła cały ciężar ciała na tył, osuwając się lekko na nogach w dół. Wbiła wzrok gdzieś przed siebie, w podłogę.


A. R.

Re: Wahadło

on Sro Lis 06, 2013 10:13 pm
- Nikt nie powiedział, że panna April Ryan będzie mi towarzyszyć w tym jakże pięknym wieczorze z grzanym winem, więc do demoralizacji nie doszło. Zacząłem palić, zanim panienka raczyła się pojawić i również zaczęła palić w moim towarzystwie... - odpowiedział pewnie, a kąciki jego warg lekko uniosły się do góry, tworząc coś na kształt tajemniczego uśmiechu. To nie kwestia uporu, lecz próba droczenia się z nią na swój sposób. Chciał też sprawdzić, czy odejdzie, czy się speszy, czy w ogóle coś się zmieni. Najwidoczniej postanowiła zostać.
Zaciągnął się ponownie, patrząc gdzieś daleko, myśląc o tym, co dzieje się na boisku, o zapachu świeżo skoszonej trawy, o tym rozkosznym przypływie adrenaliny.
Tęsknił za tym. Tęsknił za starymi wariacjami z których musiał zrezygnować, żeby całkowicie nie pokrążyć się w tym swoistym chaosie typowym dla jego drugiej natury.
Na razie było spokojnie i lekko - kontrolował się i jego jedyną towarzyszką była April, którą przecież znał dość dobrze, dzięki jej bratu Jamesowi.
Pierścienie uderzyły o barierkę i wreszcie zwrócił spojrzenie w jej stronę. Bez emocji, bez żadnych zbędnych słów. Po prostu patrzył i analizował, by po chwili się uśmiechnąć.
- Panienki dom teraz gra. Czemu więc panienka nie pójdzie pokibicować? Z pewnością zwiększyłoby to ich morale... - mruknął z fałszywą uprzejmością, niemalże z drwiną, którą chciał starannie zamaskować.
Samo słowo 'panienka' brzmiało w jego ustach dość cudacznie, jak gdyby w duchu śmiał się na samą myśl.


Re: Wahadło

on Sob Lis 16, 2013 10:27 am
- Co nie zmienia faktu, że pali PAN nadal. Więc, tak czy siak, zamierza PAN mnie demoralizować. - odparła pewnie, wbijając w niego swój wzrok i unosząc jedną brew. Uśmiechnęła się przy tym delikatnie, co miało wydźwięk lekkiej drwiny, choć nie była ona wyczuwalna dla przeciętnego obserwatora. Czy Myrnin był zdolny to wyczuć..?
Na jego pytanie parsknęła cicho, unosząc kąciki swych ust.
- Tak, mój doping z pewnością zmieniłby cały mecz. Tak, z pewnością należę do osób, które stoją na trybunach i zdzierają sobie gardło tylko dlatego, by ich drużynie "podniosły się morale". Tak, z pewnością powinnam tam być, proszę PANA.
Ryan nie lubiła, gdy ktoś z niej kpił. A Hucksberry zdawał się to wyjątkowo mocno sobie przypodobać. Ich rozmowa polegała właściwie tylko na dogryzaniu sobie nawzajem, na ukrytych aluzjach i gierkach słownych, jednak... ile było w tym prawdy..?
Dopaliła swego papierosa i ugniotła go, a następnie rzuciła za barierkę. Okryła się szczelniej swoim płaszczem, gdyż kilka chwil po skończeniu palenia ogarnął ją lekki chłód. Objęła się ramionami i zamilkła.
Z profilu wyglądała na zamyśloną, pogrążoną we własnej wyobraźni. Tak naprawdę była jednak po prostu lekko przygnębiona. Charles wywołał to zapewne nawet nieumyślnie, jednakże jego słowa na temat jej domu wyjątkowo mocno w nią uderzyły.
Czarnowłosa dobrze wiedziała o tym, że nie raz i nie dwa była traktowana jak wyrzutek. Była inna, odmienna i chodziła swoimi własnymi drogami - indywidualizm, jaki sobą przejawiała, nie zawsze pasował wszystkim wokół. Nigdy nie przejmowała się tym specjalnie; teraz jednak, słowa nauczyciela sprawiły, że zastanowiła się nad tym nieco głębiej...
Czy naprawdę musiało tak być?


A. R.

Re: Wahadło

on Nie Lis 17, 2013 9:51 pm
Nie odpowiedział nic, zamiast tego kaszlnął, próbując zamaskować śmiech. To było wręcz absurdalne, o co zostawał posądzony, choć przecież nie znała go zbyt dobrze - zresztą wzajemnie. A jednak stali tu i zastanawiali się i w myślach dopisywali sobie cechy tej drugiej osoby. Raz wyczuwał, a raz nie - taki już był jego dziwny urok, bo nawet jeśli poznawał momenty, kiedy April zaczynała drwić, czy też ironizować, nie zamierzał ściągać tej maski zwykłego opanowania.
Prawda. Prawda. PRAWDA. Rzecz zupełnie względna. Sprawdzał ją, sprawdzał tak jak każdego, bo przecież inaczej nie mógł, bo przecież inaczej nie był nauczony. Ach, ten Charlie o dwóch twarzach!
Przyglądał się jej ruchom, nadal milcząc, dopóki ponownie się nie odezwała. Podkreśliła stanowczo te "PAN", tak że już nie mógł się powstrzymać i zaczął się śmiać. Najpierw cicho, a potem coraz głośniej, zginając się w pasie w pół. Jakby zależało od tego wszystko - całe jego życie.
Potem wyprostował się i chrząknął, ocierając łzy rozbawienia. Podszedł bliżej i stanął za nią.
Widziała jak pogrąża się w swoim świecie, jak pochmurnieje, jak jej oczy ciemnieją. Była zarazem, jak kobieta - budząca fascynację, chcąca by ją odkryć, zapewne pełna tylko sobie znanej namiętności, a zarazem tak różna od innych - zamknięta, nie chcąca dać się łatwo odkryć.
Nadal jednak była i jest kobietą. Młodą kobietą, która szukała własnej ścieżki. Ale nadal uczennicą. I tylko tym dla niego w tym momencie była - tylko uczennicą. Ale czy aby na pewno..?
Westchnął cicho i przybliżył swoje wargi do jej ucha.
- Słowo nie jest niczym in­nym dla tęgiego umysłu jak ręka­wiczka z koźlej skóry. Jakże łat­wo ją wywrócić na niewłaściwą stronę, panno Ryan.
Po czym odsunął się na bezpieczną odległość i również spojrzał w gwiazdy. Mogą milczeć. Milczenie ponoć złotem. Niech więc ich milczenie będzie warte chociaż tych kilka galeonów.


Re: Wahadło

on Pon Lis 18, 2013 4:19 pm
April natomiast mało obchodziło jego zdanie i fakt, czy uważa to za absurdalne czy też nie. Jej słowa przecież i tak najprawdopodobniej nie miały dla niego żadnego znaczenia, więc czym tu się przejmować? Jednak, jak się okazało, musiała dość mocno rozbawić swojego nauczyciela; ten bowiem najpierw zaczął na siłę próbować zatuszować swój śmiech kaszlem, a potem, najprawdopodobniej już nie dając rady, wylał go na zewnątrz, niemal się dusząc.
Na chwilę zerknęła na niego z ukosa, lekko unosząc jedną brew, zaraz jednak ponownie pogrążyła się w swych rozważaniach. I trwałoby to nadal, gdyby nie jego nagły, zupełnie dla niej niespodziewany ruch.
Nagle dosłownie znikąd poczuła, że jej lewe ucho oblewane jest ciepłym oddechem, które było dla niej niczym chluśnięcie wiadrem chłodnej wody - cały czas bowiem przebywała na lekkim wietrze, który, chcąc nie chcąc, wywoływał u niej poczucie zimna. Trwało to tylko przez parę chwil, jednak wywołało emocje, których nie miało prawa wywołać kiedykolwiek.
Po jej ciele przeszedł przyjemny dreszcz, rozpoczynający się od wyżej wspomnianej części ciała, a kończący na dolnych partiach kręgosłupa. Nigdy, ale to nigdy wcześniej nie pozwoliła NIKOMU zbliżyć się do siebie na aż tak niewielką odległość. Teraz jednak przełamany został kolejny schemat... i to praktycznie wbrew jej woli. Bez jej udziału. A żeby było ciekawiej - przez nauczyciela.
Zesztywniała, oddając się tej krótkiej chwili. Niezbyt panowała nad swoimi odczuciami; przypominała teraz zwierzę, które kierowało się jedynie swym własnym instynktem...
Szybko jednak powróciła do rzeczywistości, co wywołane było przez sens jego słów. Zamrugała kilkakrotnie i odwróciła się, stając z nim twarzą w twarz i opierając się rękami o barierkę. Przywołała na twarz cień bliżej nieokreślonego uśmiechu.
- A więc poezja jednak pozostaje nieśmiertelna. Nawet ta mugolska. Nawet dla czystokrwistych. Coraz bardziej mnie zadziwiasz.


A. R.

Re: Wahadło

on Pon Lis 18, 2013 10:06 pm
Czego mogła się spodziewać? Czego ON mógł się spodziewać? Byli zaledwie pyłkiem na tym świecie. Żyli, karmili się pięknymi złudzeniami na lepsze jutro - czyż nie było tak? Mogła udawać, że nie, że przecież czuła, że tutaj nie pasuje, że czuła się po prostu inna. Ale z pewnością choć raz o tym pomyślała i mógł się założyć, że marzyła, że pragnęła, że przecież nie mogła być, aż taka obojętna. Że to tylko przecież były tylko i wyłącznie pozory. Obserwował ją uważnie, zapamiętując ruchy jej dłoni, ułożenie ciała, czy też choćby najmniejsze zmiany na jej twarzy. Chciał pamiętać. Chciał odkryć jej słabe i mocne strony - była interesującym punktem.
Ach, Charlie. Charlie.
Odezwała się i ona. Jego, już na zawsze.
Znów spojrzał przed siebie, zapatrując się na zachmurzone niebo. Był od niej zależny i zawsze będzie. Od swojej małej słodkiej blondyneczki. Od jego Delilah.
Całe jego ciało zesztywniało - nie mógł się ruszyć. NIE CHCIAŁ. Wiedział, że jeśli wykona choć jeden krok, mógłby zrobić coś innego. Coś zgodnego z jego drugą naturą. Mógłby zacząć się znowu śmiać i już się nie opanować.
Rzucił jej przelotne spojrzenie. W oczach zdążyły pojawić się małe ogniki tak dobrze mu znanego szaleństwa. Uśmiechnął się zdawkowo.
- Może i jestem czystokrwisty. I to jeszcze nieskromnie przyznam korzenie mojego rodu sięgają naprawdę daleko, lecz potrafię docenić dobrą poezję - odpowiedział dosyć nonszalancko i schował dłonie w kieszenie swojej szaty. Na szczęście panował nad sobą. Potrafił utrzymać ten spokój i nie dać nic po sobie poznać.
Nie wiedział, jak działał na nią - może to i lepiej? Może za bardzo by skorzystał z okazji i nie potrafiłby przestać? Mógłby przecież ją zranić, mógłby ją wystraszyć tym, co w nim siedziało.
Taaaak. Dobrze, że nie wiedział. Tak było lepiej. Tak można było zachować przecież bezpieczny dystans.
A jutro pewnie pójdzie na pubu i pogawędzi z jakąś uroczą starszą czarownicą, z którą przyjemnie spędzi wieczór.


Re: Wahadło

on Wto Lis 19, 2013 8:42 pm
Irytek błądził się po salach i stwierdził, że się nudzi - kotkę Filcha zostawił sobie bowiem na koniec. Teraz postanowił trochę podręczyć uczniów i nauczycieli, więc przemieścił się w poszukiwaniu jakiś ofiar. Rzucił garść wybuchowych cukierków w pierwszoklasistów i chichocząc złośliwie znalazł się na III piętrze, robiąc piruet. I kogo zauważył? Otóż Charliego Myrnina Hucksberry'ego we własnej osobie w towarzystwie April Ryan! Chichrając się z uciechy podleciał do nich i zaczął swoją rymowankę.
- Pan Hucksberry nie może dostać się do gabinetu,
Biedny zamyślony profesorek, pewnie stracił humorek.
Lecz Irytek nic na to nie poradzi, że coś u niego wysadzi!
Charlie nie dostanie od nikogo z rumem czekoladek,
Bo wystarczy mu już tych alkoholowych mieszadeł.
Teraz ma na głowie inne kłopoty, lecz nie potrafi wziąć się do roboty.
I tyle dziewczynek za nim patrzy, a on woli iść do knajpy.
Irytek więc rzecze ku ogólnej ciesze:
Zamyślony profesorek stracił humorek!

Kiedy skończył sięgnął do swoich kieszeni i wyciągnął z nich drewniane kuferki po piwach i rzucił w nich.
- Macie! Macie! Pijcie śmiało! Wznieście toast - powiedział rozbawiony Irytek, błyszcząc w ich stronę złośliwie oczkami.

Charles Myrnin Hucksberry: -4 PŻ
April Ryan: -4 PŻ


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Wahadło

on Wto Gru 03, 2013 10:36 pm
Zdenerwował się. Pozwolił, żeby na chwilę jego druga strona doszła do głosu i dał się sprowokować temu złośliwego duchowi. Grymas przeszedł przez jego twarz i nic nie mówiąc, wyciągnął szybko różdżkę i skierował na niego. Irytek chciał się bawić? Tak? To będzie miał zabawę, kiedy potraktuje go w równie zabawny sposób. Rozwiane loki musnęły jego dzikich oczu, kiedy wymawiał pod nosem zaklęcie. Zaklęcie, które miało sprawić, że Irytek będzie kręcił się wokół własnej osi, aż nie wytrzyma i zapewne zwymiotuje.
Charlie pomógł April, posprzątał bałagan i nie patrząc ani na wirującego ducha, ani na pannę Ryan udał się w tylko sobie znanym kierunku.

[z/t]


Sponsored content

Re: Wahadło

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach