Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Posąg jednookiej czarownicy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
avatar
avatar


PisanieTemat: Posąg jednookiej czarownicy   Pon Wrz 02, 2013 1:32 pm

Strzeże tajnego wejścia do korytarza prowadzącego do Hogsmeade.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Sob Gru 14, 2013 7:43 pm

Po powrocie z Hogmseade postanowiła się przejść po zamku, by na spokojnie pomyśleć o tym wszystkim, co ostatnio się działo. W głowie nadal rozbrzmiewały słowa Asmity na temat spontaniczności w życiu. Może rzeczywiście powinna spróbować? Wszak nawet, jeśli układała sobie scenariusze, czy też plany na każdy kolejny dzień one i tak w jakiś sposób ulegały zmianie. Lily sama niekiedy przyłapywała siebie na myśleniu, kiedy spotka ją kolejna niespodzianka w życiu, co teraz nowego i ekscytującego nastąpi. Z jednej strony nie pochwalała takiego myślenia, z drugiej nie mogła się powstrzymać. Czyż to nie było dziwne? Starała się chwytać dzień, albo przynajmniej pozwolić sobie na krótkie chwile szczęścia, bo ileż można tkwić wśród nieczułych martwych rzeczy, ileż można funkcjonować według jednego grafiku w życiu...
Zanim się obejrzała była już na III piętrze. Nie było w sumie tutaj nic ciekawego, ale z pewnością było to idealne miejsce by nie trafić na nikogo. Oparła się o ścianę niedaleko posągu jednookiej czarownicy i  poprawiła swój warkocz, zagryzając wargę.
Wiedziała, że wcześniej, czy później będzie musiała stanąć oko w oko z Potterem. I obawiała się. Obawiała się tego cholernie, zwłaszcza tego, jak zareaguje na jej widok, co powie i czy będzie pamiętał o tej sytuacji z wilkołakiem.
Czyżby to właśnie on ją wtedy zaniósł do Skrzydła Szpitalnego? Ale jeśli tak, to czemu ani razu jej nie odwiedził jej, kiedy tam leżała?
To wszystko było takie niezrozumiałe.


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Nie Gru 15, 2013 4:13 pm

James.
Tak. James to ogólnie wielki burdel w mózgu, który można było dostrzec już w momencie gdy się na niego spojrzało. No bo tak ogólnie rzecz biorąc, przecież nie do końca należał do normalnych mężczyzn, którzy odpuszczają po pierwszym "nie". On usłyszał to durne słowo w swoim życiu kilkadziesiąt razy, jak nie kilkaset i to z ust jednej osóbki. I mówili ludzie - daj spokój, zostaw ją. Olej. Pewnie! Zrobiłby tak, gdyby serce nie było takie głupie, a on sam nie był tak naiwny. Sam Potter chciał przecież zapomnieć, szukał pocieszenia, ale właśnie... To było tylko chwilowe pocieszenie, które nie miało dla niego większego znaczenia. Co z tego, że mógł ze spokojem powiedzieć, że jego potrzeby fizyczne były zaspokojone, skoro tak naprawdę psychicznie zaspokajała go tylko ruda Evans?
Jej uśmiech, roześmiane oczy. Jest cudowny nosek, oraz te piegi, które dodawały jej tyle uroku! Tak, zdecydowanie - to ona swoim niewyparzonym językiem, oraz zawziętością sprawiała, że liczył każdą chwilę, że liczył każdy dzień, bo tak bardzo chciał dotknąć jej. Chciał z nią rozmawiać, przebywać i umierał, gdy znalazła się w szpitalu i tak bardzo cierpiała. Kto normalny... Wróć. Kto tak naprawdę rzuca się na dziewczynę kumpla w trakcie pełni? Dobra, nie była jego dziewczyną, ale to było takie obsesyjne marzenie Jamesa Pottera i teraz... Teraz gdy ją ujrzał, właśnie tu. Na trzecim piętrze przy Posągu Jednookiej Czarownicy aż zaniemówił. Co miał jej powiedzieć... "Siema Evans, ładnie Ci w tej bluzce?", nie to nie te czasy. To nie ta dziewczyna. Ona była kimś więcej niż dziewczyną. To była po prostu Evans.
-Ruda, wyglądasz jakbyś przed chwilą zeszła na zawał, i znów odzyskała świadomość życia. Wszystko w porządku? - Uśmiechnął się tym jednym ze swoich onieśmielających i powalających na kolana wszystkie gryffonki uśmiechem, a po chwili zrozumiał że po raz kolejny zrobił z siebie debila. Ale czy pierwszy raz? Lily już się na pewno przyzwyczaiła, po tylu latach.
-W sensie, Evans. Wyglądasz oszałamiająco! O, widzisz...! - Tu teatralnie chwycił się za serce, jakby właśnie miał zaraz zejść z tego świata. Nie miało to jednak znaczenia. Nie teraz. Ona wyglądała naprawdę fatalnie i nawet James sam przed sobą musiał to przyznać. Czy to skrzydło serio, aż tak dało się jej we znaki?
-Jak tam w ogóle po tym... No wiesz, po tym zdarzeniu? Lepiej?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Nie Gru 15, 2013 8:27 pm

W pierwszej chwili nie zauważyła go. Była daleko od myślenia o tym, czy ktoś tu jednak zajrzy, czy też nie, a nawet jeśli zastanawiałaby się nad tym, nigdy nie spodziewałaby się, że znajdzie ją właśnie on. Przecież unikali się ostatnimi czasy, jeden starał się nie wchodzić w drogę drugiemu - zwłaszcza ona pilnowała się przed tym, żeby nagle nie zostać z nim gdzieś sam na sam. Czyżby uciekła przed nim? Och, z całą pewnością tak było! Dlatego, kiedy przemówił do niej tym swoim dawnym wesołym tonem, chwyciła się mocniej ściany, o którą się opierała i rzuciła mu zaskoczone spojrzenie zielonych tęczówek, a jej wargi delikatnie się rozchyliły, by po chwili się zamknąć. Nie wiedziała co zrobić, jak zareagować, co powiedzieć, żeby nie uznał, że zwariowała, że znowu szuka powodu, żeby zacząć to, co przecież zakończyli jakiś czas temu. Ale Lily nie umiała być spokojna w jego towarzystwie, zwłaszcza teraz. Chrząknęła, maskując zmieszanie i założyła kosmyk rudych włosów za ucho.
- Taak... Teraz jest już lepiej. To znaczy pani Selwyn wraz z panią Pomfrey potrafią zdziałać cuda - odparła cicho, starając się swojemu głosu dodać więcej siły. Nie mogła przecież przy nim okazywać słabości. - A Ty? Jak się czujesz? Dawno Cię nie widziałam.
To ostatnie powiedziała z pewnym żalem, którego nie udało jej się w porę zamaskować. Szybko zacisnęła wargi, krzyżując ręce na klatce piersiowej i rzucając mu ogniste spojrzenie. Byleby tylko zamaskować swoje obawy z nim związane.
Potterowi zapewne mogło się wydawać, że nic się nie zmieniło, że Evans nadal sprowadza na niego kłopoty, lecz ona gdzieś tak w głębi siebie czuła, że to nieprawda. Że przecież wszystko ulegało zmianie, zwłaszcza stosunki między nim a nią. Starała się nazywać go przyjacielem, lecz nie wiedząc czemu nie potrafiła. Nie mogła wręcz.
Kątem oka, odnotowała, jak jakiś kot skrada się w stronę myszy. I coraz bliżej i coraz bliżej...aż ją chwycił w swoje łapy. Chwilę później wróciła wzrokiem do twarzy Jamesa. I co teraz?


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Pon Gru 16, 2013 10:07 pm

A czy to nowość, że Evans go nie zauważyła? Żadna nowość! Był do tego przyzwyczajony. Właściwie po dwóch latach totalnej ignorancji jego osoby, przywykł, że Ruda zaliczała się do tego typu dziewczyn, które z natury są wrednymi, egoistycznymi jędzami… W głębi jednak potrzebowały takiego księcia z bajki, jak sam James Potter. Oczywiście, Rogacz użyłby nieco dobitniejszych określeń na temat charakteru panny Evans, ale po co, skoro… Wczorajszej nocy działo się coś, co nie pozwalało jej obrażać.
Ach, tak! Zapomniałam, że to była tylko i wyłącznie jego chora, przesiąknięta seksem psychika.
Tak, brawo panie Potter. Obsesyjnie myślisz o tym by przelecieć Rudą. Tfu! Wróć… Ty myślisz, o tym by była tą jedyną. Psychicznie i fizycznie, taki z Ciebie romantyk! Jednak i tak Cię pewnie wszyscy wyśmieją, wiec zejdź na ziemie i nie rób z siebie większego debila niż jesteś, co?
-Evans, to dobrze. Właściwie to się cieszę. Niektórzy twierdzą, że jestem totalnym idiotą, wiesz? – Uśmiechnął się pod nosem, bo od razu wróciło wspomnienie, które miał w głowie od kilku dni. Odkąd właściwie wyszła ze skrzydła. Tak, wbrew pozorom – ten dupek i debil, który nie potrafi czuć, myśleć i nie ma wyczucia, naprawdę… Naprawdę był cudownym chłopakiem! Nieco zagubionym, zgodzę się, ale przecież ta Ruda istotka  była dla niego najważniejsza, i to właśnie dla niej był w stanie zabić każdego kto zrobi jej krzywdę, a z Remusem to się jeszcze rozmówi. Tak bardzo, po męsku.
-Ja Cię widziałem codziennie. Jak wiesz tkwiłem przy Twoim łóżku. Syriusz to nawet się śmieje, że jak wierny kundel spałem przy Tobie… Dobra! – Podniósł go góry ręce, w geście poddania się. – Może i raz owszem zasnąłem pod Twoim łóżkiem, ale to tylko dlatego, że się martwiłem, a Ty się strasznie rozpychasz! Nie było dla mnie miejsca koło Ciebie, zresztą… Nie tylko tam nie ma dla mnie miejsca. – Puścił jej oczko, nie mogąc powstrzymać się by nie podejść jeszcze bliżej. Na tyle blisko, by mogła na własnym policzku poczuć jego ciepły oddech, by mogła poczuć woń jego perfum, które ponoć były oszałamiające, ale kto go tam wiedział. Nie starał się szczególnie, dla niej tylko było warto. Rozłożył ręce na wysokości jej ramion, i nieco na nią naparł, by czasem mu nie uciekła z pod tej ściany. Znienawidziłby ją za to, ale miał szansę się odkupić. Odkupić do tego stopnia, że może nawet da mu szansę, na coś więcej niż tylko bycie frajerem, który za nią biega, jak ten „wierny pies”, którym i tak już był…
-W Twoim życiu też, nie ma dla mnie miejsca, co Evans? – Nie. Nie był złośliwy. Zbliżył się aż zanadto do niej, tak iż ich usta dzieliły raptem milimetry. Mogła wybrać. Mogła zdecydować… Mogła sama zastanowić się nad tym czego naprawdę potrzebuje.
No jak Evans… Ulegniesz?
Wiem, że chcesz…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Wto Gru 17, 2013 3:00 pm

Czemu mimo, że był daleko, wydawało jej się, że tak naprawdę dzieli ich tak niewiele? Starała się, jak mogła by nie zmniejszać między nimi już i tak wystarczająco małej odległości, wręcz jej ciało kierowało się powoli w stronę posągu jednookiej czarownicy. Czuła się, jakby zamiast oczu miał dwa orzechowe punkty, które mogły przejrzeć ją na wylot. A przecież... Evans nie mogła na to pozwolić! Nie byłaby sobą, straciłaby część własnej osobowości. Nie mogła mu ulec, mimo, że jego słowa tak dużo rzeczy niosły dla niej samej.
- To nie ma żadnego sensu - odpowiedziała na więcej niż mógł przypuszczać. Nie, nie poddawała wątpliwości jego przywiązania do niej, tego co mógł do niej czuć i sposobu w jakim ją traktował. Zresztą to nie była wina Remusa! Nie był sobą i pewnie gdyby wiedziała o wszystkim nadal zależałoby jej na Lupinie.
Zamilkła, zamiast tego nieco podenerwowana i jakby w akcie wyrzutów sumienia, przygryzła dolną wargę, mocniej krzyżując ręce na klatce piersiowej, jakby chciała się upewnić, że jej górne kończyny nie zrobią czegoś niewłaściwego.
I rudowłosa znowu uciekła wzrokiem do kota i myszy, która znikała w jego paszczy. I zanim się obejrzała on już był przy niej, uniemożliwiając jej ucieczkę.
- To nie na miejscu, Potter - odparła cicho, starając się uwolnić spod wpływu jego magnetyzujących tęczówek. Po chwili wahania położyła ręce na jego  klatce piersiowej i odepchnęła go od siebie. To było naprawdę ciężkie zadanie - poddawał wątpliwości wszystkie jej odmowy, wszystkie "nie" skierowane przez nią w jego stronę. Wychodziło na to, że tak naprawdę jest słaba, że Potter ma nad nią przewagę. I nie podobało jej się to.
- Jest, jako przyjaciel, Potter - rzekła bardziej zdecydowanym i twardym głosem, a jej zielone oczy zamigotały w blasku ognia. Nadal trzymała dłonie na jego torsie, patrząc mu w oczy niemalże z wyzwaniem. Podejmiesz się Potter? Chcesz wkręcić się w to bardziej....?


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Wto Gru 17, 2013 7:24 pm

Potter… Tak, bardzo skomplikowany, bardzo pewny siebie i bardzo… Bardzo głupi i naiwny. Dlaczego? Naprawdę wierzył w to, że Evans w końcu mu ulegnie. Tak, chciał tego – nawet się z tym nie krył. Jednak chyba dwa lata zmieniły wszystko, w tej jednej chwili. Nie rozbeczy się jak baba, bo jest facetem i ma jaja, popłacze sobie w samotności, i swoje łzawe oczęta obetrze różową chusteczka od Syriusza. Teraz? Teraz jego duma cierpiała, podobnie jak ciało, które widocznie było pisane innej, a Lily? Tak, o dziwo – nie Evans, była pisana innemu. Komuś kto zrobi z siebie mniejszego idiotę, i zdobędzie jej serduszko. Cóż. James przegrał.
Przegrał i bitwę i wojnę.
-Cóż, Evans… - Uśmiechnął się, bardziej do siebie niż do niej, cały czas wbijając w nią orzechowe tęczówki. Może i faktycznie tak było lepiej? Tak. Zdecydowanie było lepiej, ale gdy tylko położyła dłonie na jego torsie, gdy go odepchnęła, nie mógł sobie pozwolić na małe podejście jej, trochę od innej strony. Chwycił ją za drobne nadgarstki i przyciągnął do siebie, opierając swoje czoło o jej.
-Zatem dobrze, Lily. Skoro tak wybierasz… - Nie mógł się od niej oderwać, to było silniejsze. Jeszcze kilka sekund będzie napawał się jej bliskością, a po chwili odejdzie. Zniknie, gdzieś w dalekiej otchłani zapomnienia, a może los będzie łaskawy i wrzuci go do kotła wspomnień? W sumie to nie miało większego znaczenia. Nie teraz.
-To w takim razie Twój przyjaciel na pewno nie powinien tego robić… - Jeszcze raz uśmiech wpełzł mu na usta, na dosłownie ułamek sekundy, a po chwili? Po chwili ułożył swoją dłoń na jej karku i przybliżył do siebie. Mógł skraść ostatni pocałunek z jej ust, który będzie pamiętał do końca życia. Ich wargi współgrały wręcz idealnie, mogła go w tym momencie spoliczkować, ale zanim to zrobi, on lekko zaczął kąsać jej dolną wargę. Nie, nie robił tego łapczywie, ekscytował się tą chwilą. Ekstatyczne uczucie, które mu towarzyszyło było wręcz paraliżujące. Najchętniej zdarłby z niej wszystkie ubrania i pokazał, że sama przeczy sobie, ale zrobi to? Skąd! Udowodni jej co innego.
-Zatem… - Przerwał pocałunek, po czym odsunął się na bezpieczną odległość od niej. Dopiero teraz jego uśmiech zniknął z twarzy, a usta ułożyły się w cieniutką kreskę, jakby nic się nie wydarzyło. Cierpiał, cholernie cierpiał, ale… To była ostatnia próba jaką podjął. W sumie nawet nie to odtrącenie bolało, co fakt, że nie wierzyła mu. Miała go za takiego samego frajera jak te dwa lata temu.
-Przyjaciele… - Wyciągnął do niej rękę, by uścisnąć jej dłoń, ale gdy było mu dane zbyt długo czekać, po prostu odwrócił się na pięcie, zostawiając ją z tym wszystkim samą. Nie był to dobry pomysł na głębsze rozmowy.
Wybacz Evans.
Nie ulegnę. Nie dam z siebie zrobić idioty. Może gdy będę pijany. Może gdy uwierzę, że mnie potrzebujesz. Wszystko się zmieniły.
My także.

/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Wto Gru 17, 2013 10:29 pm

Skoro tak uważał, to nie będzie go zatrzymywać, ani powstrzymywać - wszak sam zadecydował. Nie pierwszy i nie ostatni raz, czyż nie? W jednej chwili potrafił obiecywać jej gwiazdy z nieba, wierząc że swoją miotłą uda mu się ich sięgnąć i choć jedną jej podarować, by pamiętała, by wiedziała, ile to wszystko znaczy. Potrafił pojawiać się z kwiatami, pięknymi obietnicami, rzeczami, których sam był twórcą byle tylko udowodnić, jak bardzo się przejmuje, jak mu zależy.
Ale medal miał dwie strony. Zawsze tak było i będzie, miał większe i mniejsze wady, które powodowały, że albo chciało jej się śmiać, albo ledwo powstrzymywała się przed tym, żeby nie rzucić się na niego z pięściami.
Właśnie tak! Czasami taka myśl przechodziła jej po głowę i przyzna się, że zdarzyło się nieraz, kiedy już nie wytrzymywała i uderzała swoimi małymi zaciśniętymi dłońmi w jego tors, dodając do tego dość ostre, niejednokrotnie gorzkie słowa. Ale tak już z nimi było. I z nim i z nią. On rezygnował, ona w to wierzyła, po czym wracało to do coraz pomniejszającego się kręgu, który coraz bardziej ich do siebie zbliżał.
Więc... czy to na pewno koniec? Czy to aby na pewno wszystko co miało się zdarzyć?
Wszak zgodził się z nią! Przyjął jej stanowisko! Nie sprzeciwił się niej! Tak? Tak?!
Po raz kolejny dzisiaj odwróciła od niego spojrzenie, byleby tylko nie patrzeć w te zdradzieckie orzechowe tęczówki.
- Tak... Tak wybieram... - odparła cicho, załamującym się lekko głosem. Czuła jego dotyk, jego oddech na swojej skórze, czuła jego niewyobrażalną bliskość i ledwo oddychała. Nie powiedziała nic, czując jak drży jej ciało, nie wiedząc co będzie dalej.
A potem pocałował ją. Nie pierwszy raz skradł pocałunek z jej warg, ale chyba pierwszy raz kiedy pozwoliła, by ta chwila się przedłużyła. CHCIAŁA żeby to się przedłużyło, żeby to znaczyło coś więcej, żeby nie było tak cholernie bolesne.
Ale... bolało ją. Bolało ją wszystko, zwłaszcza miejsca w których ją dotknął, dając jej do zrozumienia, że to wszystko jej własna wina. Jej własny wybór sprawił, że nastało coś, czego być może... nie cofnie.
Drżącą ręką dotknęła na chwilę jego włosów, zeszła niżej na kark i... zrozumiała.
Niszczyli siebie nawzajem. Ona dlatego, że nie chciała dać temu szansy, on bo tak naprawdę nie chciał odejść.
- Przyjaciele... - te słowo zawisło nad nim, a ona odwróciła się do niego plecami, czując jak przestaje panować nad ciałem, jak jej ramiona drżą. Jak zielone oczy wilgotnieją.
Sama sobie jesteś winna, czyż nie? Terasz sama zmierz się ze swoim wyrokiem.
Zbliż się skrawku miłości, co tu się stało?
Karmimy nadzieję w małym pojemniku...


[z/t]


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Wto Kwi 29, 2014 11:45 pm

Błogi spokój, błogi marazm, błoga nicość... Nic... Wszystko było rozległe, otworzone i niedoścignione dla Ciebie samego, zbyt dalekie, żeby po to sięgnąć, ale cóż, przynajmniej zakosztowałeś tego, co chciałeś. Odseparowałeś się. Czy to znaczy, że już wszystko przepadnie, zaniknie?
Pokręciłeś powoli głową, odpowiadając samemu sobie na to enigmatyczne pytanie - nie, świat się nie poruszy i nie zmieni obojętnie, co byś czuł. Jeszcze musiałbyś czuć. Teraz jest spokojnie, nie ma zmartwień, nie ma powodów do obaw - blady jak trup, z podkrążonymi oczami, lekko rozchylonymi wargami wpatrywał się w księżyc, choć nie wiem, czy go widział - ta zjawa w czarnych szatach, której włosami poruszał chłodny powiew wiosennego tchnienia, bawiąc się nimi, swawoląc bez żadnego skrępowania, bowiem nie znało ono słowa "zakazu", zawsze poddane własnemu widzi-mi-się skreowanymi przez prawa natury.
Jak miło, że profesor wybrał taką późną porę... - Poruszasz ramionami i obejmujesz samego siebie jakbyś chciał się otulić i uchronić przed chłodem, ba, nawet zadrżałeś - było zimno, a jednocześnie pożerał cię ogień - bardzo denerwująca była ta dwoistość łączenia przeciwieństw w jednym ciele, jednak... Jak by to ująć... Radziłeś sobie z tym całkiem nieźle... Po prostu nie próbowałeś walczyć. Poddawałeś się, unosząc na skrzydłach tego, co niósł ze sobą nieważki dla Ciebie czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Nauka

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Czw Maj 01, 2014 12:33 pm

W końcu uczeń się pojawił, co Charlie mógł zaobserwować z daleka, kiedy zmierzał w stronę posągu jednookiej czarownicy. Z jego twarzy nie dało się nic wyczytać, a w oczach błyszczały małe psotliwe iskierki. Charlie szedł niezwykle wolno, dzierżąc w dłoni papierosa. Oczywiście było to zakazane, ale przecież nikt nie widzi, poza tym jakoś wątpił, żeby stary Filch coś z tym zrobił, w końcu to on był na wyższej pozycji od niego. Hah, zabawny ten profesor od OPCM, czyż nie? W każdym razie podszedł do Sahira i stanął tuż za nim, nachylając się do jego ucha.
- Dobry wieczór, panie Nailah. Miewam, że jest pan przygotowany na wyzwanie, niezależnie jaką formę będzie ono miało, hm?
Po czym Myrnin odsunął się, zaciągając papierosem, a drugą rękę kierując do kieszeni, by wyciągnąć różdżkę. Uśmiechnął się zdawkowo do Sahira i zmrużył ciemne oczy, celując w ścianę i wymawiając odpowiednią formułkę. Po chwili ukazały się stare drewniane drzwi z małymi zdobieniami. To właśnie one stanowiły przejście do pomieszczenia, w którym odbywać miało się wyzwanie.
- Nie mogę Ci powiedzieć zbyt dużo. Zresztą im mniej wiesz tym lepiej. Nie masz ograniczenia czasowego, tylko przestrzennego. Jeśli się nie pośpieszysz, zostaniesz zasypany rogatymi ślimakami, ognistymi krabami oraz przedmiotami różnej treści, co ogólnie nie będzie zbyt przyjemne. Twoje zadanie polega na tym by w obrębie tej małej sali znaleźć pewien...egzotyczny przedmiot. Brzmi dość prosto, nie? Problem jednak w tym, że będzie on możliwy do znalezienia tylko przy pomocy odpowiedniego zaklęcia, które możesz poznać, gdy przeszukasz szkatułki. Gdy już będziesz pewien, wystarczy, że przejdziesz przez te drzwi - wskazał głową wyczarowane "wrota". - Życzę Ci powodzenia, będę obserwował, jak sobie radzisz i pojawię się, kiedy już Twoje wyzwanie się zakończy.
Uśmiechnął się zdawkowo do Sahira, po czym ruszył gdzieś przed siebie. Co, jak co, ale poczucie humoru Charliego było zaprawdę wyjątkowo specyficznie, co niejednokrotnie już to podkreślał.




Ostatnio zmieniony przez Charles Myrnin Hucksberry dnia Pon Lis 16, 2015 6:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Sob Sie 30, 2014 2:00 pm

//Sahiradłę i Charlie mają z/t żeby nie było. No i ten kontynuacja wątku z Potterem z poprzedniego tematu. Żeby nie coś to dzieje się dzień przed Walentynkami i już jest praktycznie noc. Jeszcze trochę i wybije godzina policyjna.

Skoro ona przez dłuższy czas nie chciała dostrzegać jakiejkolwiek zmiany swojego podejścia do niego, to co dopiero mówić o nim, skoro zdążył doświadczyć tego tyle razy na swej skórze? To raczej było racjonalne i zapewne i ona na jego miejscu również zachowałaby ostrożność; nawet większą od niego. Dorósł, starał się najpierw sprawdzić grunt by potem stwierdzić co i jak.
Lily nie spodziewała się niczego, bała się, że jak w końcu zrozumie o co chodzi to sama ucieknie przed nim i tym, co te uczucia ze sobą niosły. Nigdy, ale to przenigdy się tak nie czuła.
To było gorsze od uczucia, kiedy się topisz i masz wrażenie, że zaraz umrzesz.
To było gorsze od dnia, kiedy Petunia ją znienawidziła i nazwała "paskudną wiedźmą".
A najgorsze w tym wszystkim było to, że zupełnie już nie wiedziała, jak ma się przy nim zachowywać. Bo niby teraz szło lepiej, ale nadal panowała między nimi ta niezręczna odległość, jakby nie mogli się zdecydować, co jednak wybrać. Na pierwszy rzut oka odkryli najkorzystniejsze wyjście, lecz z każdym nowym słowem i ruchem wszystko się jeszcze bardziej komplikowało. Nie wypadało już nawet uciekać; i tak by nie dała rady poruszyć nogami. Sama zresztą nalegała na to by przeciągnąć ten moment, by nie dać temu tak zwyczajnie odejść. W środku rudowłosa była pełna tak różnych sprzeczności, które wciąż i wciąż kłóciły się o jej każdy ruch. Sama wpakowała się w tę pułapkę od której zależało jej szczęście. To jak Evans? Wygrana czy przegrana? Stawiasz na szali cały swój los z nadzieją, że to będzie TO? Ponoć nie musiała od razu decydować. Ale ta decyzja trwa już trochę czasu i im więcej trwa tym gorsze przynosi skutki. Może jednak dane jest jej zakopać się w książkach w celu uniknięcia tej niebywałej odpowiedzialności decydowania za swoje i jego szczęście? To było naprawdę cholernie pokręcone. Ale patrząc na Pottera, patrząc w jego orzechowe tęczówki miała wrażenie, że będzie dobrze, że to on jest tym, który przyniesie ukojenie jej duszy. I te wrażenie z każdą sekundą było, jak najbardziej realne. Im bardziej on starał, a być może stawał się racjonalny, tym bardziej ona reagowała na to emocjonalnie. To była właśnie część tej drugiej natury, którą starała się ukrywać przed wszystkimi, czasami nawet przed jej przyjaciółkami. Evans była taka nieprzewidywalna, nawet teraz nie zdawała sobie do końca sprawę, co czyni. Rozsądek bowiem został w większości zaślepione przez serce, które wyczuło w tym niebywałą okazję. W końcu tyle czasu było w zamknięciu, że zasługiwało choć na trochę szczęścia.
- Jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Po prostu znam Cię na tyle by wiedzieć, że nie przepuściłbyś chociaż tej jednej jedynej okazji by coś wywinąć. Chociaż przyznam, że jestem zaskoczona, że ostatnio było o Was cicho... - odparła spokojnie, unosząc jedną brew do góry. Nawet kąciki jej warg zadrgały, jakby miała się roześmiać, a zielone oczy błysnęły krótkim blaskiem, który po chwili znikł. Tak samo jak jej uśmiech. To było przecież krótkotrwałe, nic nie jest wieczne, a zmartwień przybywa. I tworzy się taka górka, która w każdej chwili gotowa jest Cię zasypać. Rudowłosa nie chciała by się nią tak mocno przejmował, żeby poświęcał swoje życie dla niej. Czuła się winna, jakby go mimowolnie wykorzystywała, a tego nie chciała. W żaden sposób. Kiedy uścisnął mocniej jej dłoń, zamrugała kilka razy i otworzyła szerzej oczy.
- James nie powinieneś się dla mnie poświęcać, czyś Ty zwariował? Ostatnią rzeczą, jaką bym chciała to świadomość, że zajmujesz się mną, zamiast sobą. Jestem już dużą dziewczynką i poradzę sobie, więc proszę nie martw się o mnie. Zwariowałabym gdybyś musiał wciąż mnie na oku jak złotego znicza. Poradzę sobie, naprawdę - powiedziała cicho i uśmiechnęła się lekko. Drugą dłonią poprawiła mu kilka brązowych kosmyków i pogładziła delikatnie jego policzek. Po czym jakby sama zaskoczona tym gestem, odsunęła ją. Ten dzień naprawdę był pewien dziwnych niespodzianek. Sama nie wiedziała, czy to dobrze, czy też źle.
- Jak..to? Co Ty kombinujesz? - Spytała podejrzliwie, jednakże kiedy ją pociągnął, posłusznie za nim ruszyła. - Masz gdzieś jakąś skrytkę? Trzymasz w niej coś niedozwolonego?
Nie mogła się powstrzymać od kilku pytań - w życiu przecież nie spodziewała się, że prowadzi ją do Hogsmeade. Chociaż Evans słyszała nieraz o jakiś magicznych sposobach na zdobywanie przez Huncwotów trunków, czy też przekąsek i miała zresztą pewne podejrzenia, to jednak nie sądziła, że to właśnie do wioski czarodziejów prowadzi ją James. Po chwili przestała mówić, jedynie westchnęła i zmrużyła delikatnie powieki, dając się mu prowadzić. A potem ją zaskoczył. Po raz kolejny zresztą tego wieczoru. I to jeszcze w taki sposób, że nie wiedziała co powiedzieć. Zrobiło się jej jakoś cieplej na sercu, jakby zjadła olbrzymią tabliczkę czekolady z Miodowego Królestwa.
- Postaram się - wyszeptała mu cicho do ucha, kiedy w końcu się zatrzymali i delikatnie go przytuliła. Po czym odsunęła się od chłopaka szybko, jakby miał ją zaraz poparzyć. Stanęła za to obok niego, rozglądając się po znajomej okolicy i starając się ukryć zakłopotanie. To było naprawdę dziwne.


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Sob Sie 30, 2014 9:44 pm

Wciąż miał wiele wątpliwości i obaw, to jasne. Mimo wszystko jednak, z każdą kolejną chwilą coraz łatwiej przychodziło mu skupianie się właśnie na tym, co działo się teraz, w tym konkretnym momencie. A może jedynie wmawiał sobie, że przychodziło mu to coraz łatwiej? Nieważne. Nie teraz, kiedy naprawdę nie chciał się na tym skupiać i roztrząsać tego. Zdrowy rozsądek poszedł na bok, a jego podszepty zostały stłumione przez to, co aktualnie się działo. Zbyt długie i wnikliwe analizowanie było zbędne, przynajmniej teraz.
- Lubię mieć cię na oku, Evans - skwitował krótko jej wypowiedź, tym samym jednak chyba wystarczająco dobitnie dając jej do zrozumienia, że jej słowa i tak niczego nie mogłyby zmienić. Nie mógłby przestać się nią przejmować. Nie mógłby także przestać stawiać jej dobra i bezpieczeństwa ponad swoim. Nawet, jeśli jeszcze do niedawna próbował oszukiwać samego siebie, że wszystko, co było między nimi - lub raczej czego nie było - mogłoby się tak po prostu skończyć. Teraz doskonale wiedział, że tak nie mogłoby być. To byłoby zbyt nierealne, by ot tak przyjął do wiadomości, że Lily mogłoby grozić jakieś niebezpieczeństwo, a on w żaden sposób by na to nie zareagował. Niezależnie więc od tego, co mówiła, jedno pozostawało pewne - i tak byłby gotów poświęcić swoje bezpieczeństwo, by tylko jej nic się nie stało. To ona była przecież zagrożona. Bardziej niż on. Nawet, jeśli doskonale zdawał sobie sprawę, że w opinii popleczników Czarnego Pana zdrajcy krwi byli tak samo niegodni dalszego istnienia, co ci o krwi brudnej.
Mimo wszystko zaśmiał się jednak krótko w odpowiedzi na jej kolejne pytanie, po chwili odwracając się przez ramię, by posłać jej szeroki uśmiech. Jeden z tych, jakie mogły gościć na jego twarzy zawsze wtedy, gdy planował jakiś numer z pozostałymi Huncwotami.
- Przekonasz się. Chciałaś iść na kremowe piwo, więc po prostu spełniam twoją prośbę - rzucił jedynie, nie mając zamiaru tak od razu zdradzać jej swoich planów. Wystarczyło, że zamierzał zaprezentować jej jedno z przejść, które już jakiś czas temu udało mu się odkryć z przyjaciółmi i którego tajemnicy do tej pory każdy z nich pilnie strzegł.
Nim jednak w ogóle sięgnął po różdżkę, by odkryć przejście strzeżone przez niepozorny posag, musiał zatrzymać się w miejscu pod wpływem jej szeptu i krótkiego uścisku. Zdecydowanie zbyt krótkiego jednak... sam przecież nie potrafił się zdobyć na cokolwiek podobnego. Jeszcze nie. A może już nie? Nieważnie.
- Mam nadzieję - odparł, nachyliwszy się nad nią, po czym przez moment zawahał się, jakby właśnie zastanawiał się nad czymś. Ostatecznie jednak odwrócił się w kierunku posągu, uprzednio rozejrzawszy się po korytarzu, czy aby na pewno byli tutaj sami. Bez Mapy wymykanie się z zamku wcale nie było takie łatwe. Wszystko jednak wskazywało na to, że nie mieli żadnego zbędnego towarzystwa, dlatego też w końcu wycelował różdżką w posąg, zerkając jeszcze w kierunku Evans.
- A teraz wybacz brak lepszych warunków w drodze na piwo, ale jednak wyjście główną bramą byłoby już trochę głupim pomysłem - oznajmił z teatralnym ukłonem wskazując jej przejście, gdy już takie ukazało się za posągiem. - Uważaj na pajęczyny i inne takie, nie mam pojęcia, kiedy ostatni raz ktoś tędy przechodził.
Oczywiście, że wciąż celowo nie powiedział jej, dokąd dokładnie prowadził tunel. Grunt to niespodzianka, czyż nie? Choć przecież miał do czynienia z Lily. Inteligentną i domyślną Lily, w której umyśle prawdopodobnie mogła już pojawić się odpowiedź na pytanie, dokąd tak właściwie się wybierali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Sob Sie 30, 2014 11:58 pm

To po prostu było z serii; chwytaj dzień i nie patrz się za siebie ani zbytnio przed siebie. Oboje wykorzystywali te ostatnie spokojniejsze chwile, kiedy udało im się zapomnieć o całym otaczającym ich świecie i tych problemach, które tak chętnie lubiły wiercić w głowie dziury. Przynajmniej ona tak myślała, albo się łudziła. Ach, jakże piękne są takie kłamstwa, czyż nie? Nawet z nich można czerpać choćby i chwilową radość, o ile nie robi to nikomu krzywdy. A w tym przypadku raczej tak nie było. Jakby mimowolnie się ze sobą zgadzali w tej wierze. Coś się kończy, coś się zaczyna. Te słowa nabierały kolejnego nowego znaczenia w głowie rudowłosej, kiedy spoglądała na szerokie plecy Jamesa, który prowadził ją do tego małego kawałeczka jego świata, chcąc jakby jej przybliżyć to, co mu towarzyszyło, kiedy raz po raz odkrywał tajemnice tego zamku. Było jej dziwnie przyjemnie, kiedy tak mocno trzymał ją za rękę i nią kierował. Miała wtedy wrażenie, że z nim nie da się ani nudzić, ani też zbyt długo smucić. Mimowolnie na jej wargi wypłynął kolejny, tym razem znacznie cieplejszy uśmiech.
Owszem, nie zgadzała się z nim i kiedy już chciała coś powiedzieć, stwierdziła, że i tak nie przemówi mu do rozumu. Zbyt długo próbowała, by w końcu się nauczyć, że z Jamesem Potterem należy postępować zupełnie inaczej, zwłaszcza jak wbije sobie coś do głowy. Westchnęła tylko zrezygnowana, mrucząc coś pod nosem i przewracając oczami. W środku Evans jednak czuła rosnące ciepło wobec chłopaka, jakby tymi słowami trafił prosto w jej czuły punkt. To wydawało się rozczulające, czyż nie? A jednakże nie było; przynajmniej nie tak do końca. Bo musicie zrozumieć, że Lily to naprawdę osóbka pełna tego dzikiego temperamentu, dzięki któremu w jednej chwili ma ochotę wszystkich przytulać i częstować miodowymi ciasteczkami ze szkolnej kuchni, a w drugiej zachowuje się, jakby opętał ją demon i ma wtedy ochotę rozwalić jakimś zaklęciem każdego, kto tylko zajdzie jej za skórę. No i tak się zdarzyło, że przez większość czasu tą osobą był oczywiście James Potter. Niby to zachowanie typowe dla większości kobiet; nie chcę uogólniać, dlatego dodałam że większości, ale to się w sumie zgadza; ale u panny prefekt sprzyja również ten jakże płomienny kolor włosów i oczywiście nieco złośliwe usposobienie, które "czasami" się ujawnia.
- Myślałam, że nie będzie to jednak wymagało złamania szkolnego regulaminu. Chyba nie chcesz mi powiedzieć... - zmrużyła delikatnie oczy w geście niedowierzania, przyglądając się podejrzliwie okularnikowi. Co się tyczy jednak Sami-Wiecie-Kogo to nie był łatwy temat, o którym mogliby sobie tak swobodnie porozmawiać przy piwie kremowym, grzejąc przy tym swoje ciała przy niezwykłym kominku w "Pod Trzema Miotłami". Nie wiedziała, co  o tym wszystkim ma myśleć. Uważała to za odrażające, że ktoś zabija ludzi tylko dlatego, że są, jak to twierdzi nieczystej krwi. I na dodatek coraz więcej osób przyłączało się do NIEGO, szerząc tę ideologię i ją praktykując. Nie chciała jednak o tym myśleć. Nie chciała ciągle żyć w strachu i w obawie o swoich najbliższych. Bo przecież ich też żaden z nich nie oszczędzi. A jak znowu powtórzy się atak na jakieś mugolskie miasto? Co wtedy? Co zrobi, kiedy wróci do domu, a on okaże się pusty, albo co gorsza, zastanie ciała martwych rodziców i Petunii? Chyba by do reszty zwariowała i pogrążyła w niewyobrażalnej rozpaczy. Nie, nie chciała sobie tego wyobrażać. Nigdy. Dlatego zostawmy ten temat. To nie był odpowiedni czas, ani miejsce. Nie kiedy tak naprawdę warzyło się tyle rzeczy między nimi.
Wszystko albo nic? Nie była pewna. Nie docierało to do niej.
Objęła się ramionami, jakby nagle zrobiło się jej chłodniej i posłała mu krótkie spojrzenie, zastanawiając się, czy przypadkiem nie był zły o to że zareagowała dość spontanicznie. Przecież mogło być tak, że mógł sobie tego nie życzyć, czyż nie? Lily nie chciała zrobić czegoś, co mogłoby w jakikolwiek negatywny sposób wytrącić go z równowagi.  Kiedy więc się zbliżył i odezwał do niej, wstrzymała oddech i z bliska obserwowała jego twarz. Nie trwało to jednak długo, bo po chwili Gryfon odwrócił się od niej. Jej serce zabiło szybciej, jakby zaraz miało wyrwać się z jej piersi. To było naprawdę niepokojące. Wzięła więc kilka dłuższych wdechów i wydechów by się uspokoić i przyglądała się, jak wyciąga różdżkę i nagle, jakby zupełnie znikąd pojawiło się przejście! Wybałuszyła na niego oczy.
- Myślałam, że żartujesz. Powiedz, że żartujesz! Chyba nie powiesz mi, że.. że to właśnie sekretne przejście do Hogsmeade?! - Wyszeptała zdumiona. - Przecież McGonagall by nas zabiła, gdyby Nas przyłapała! Albo któregoś z Was! Jesteś niepoważny.
Była już gotowa udzielić mu kolejnego wykładu, kiedy jednak stwierdziła, że w sumie raz jej nie zaszkodzi. To tylko raz i nikt się nie dowie, prawda? Po chwili westchnęła zrezygnowana i weszła do przejścia. Było tu nie dość, że ciasno to jeszcze ciemno. Poszukała po kieszeniach i wyciągnęła swoją różdżkę.
- Lumos - wymruczała zaklęcie, a z końca różdżki wydobyła się jasność. - Ostrzegam Cię od razu, że jeśli to jakiś kawał to Cię uduszę. Zrozumiałeś mnie?
Z drugiej strony nie mogła ukryć podekscytowania, które jakoś nagle pojawiło się u niej. Może to była okazja na coś nowego i niepowtarzalnego? W sumie warto byłoby się przekonać, co dalej przyniesie los.


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Nie Sie 31, 2014 9:10 am

Wątpliwym było, żeby w tej kwestii w jakikolwiek sposób zdołała mu przemówić do rozsądku. Chociaż... choćby i na podstawie analizy ostatnich kilku chwil, jakie ze sobą spędzili, prawdopodobnie śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że pomiędzy nimi nic nie było pewne. Kto wie, może już niedługo James rzeczywiście będzie zmuszony uznać, że jakiekolwiek poświęcenie dla Lily nie miałoby sensu, ona sama umiałaby przecież o siebie zadbać, czy cokolwiek podobnego. Jakoś jednak... nie, ta myśl wydawała się być już aż nazbyt nierealna, by kiedykolwiek mogła zrodzić się w umyśle Pottera. Jeśli więc tylko Evans chciała, to śmiało mogła przekonywać go do swoich racji na wszystkie możliwe sposoby. I tak pozostałby głuchy, przynajmniej w tym temacie. W końcu o tym, że był uparty, nikomu chyba nie trzeba było mówić.
To było doskonale widać.
Pokręcił jedynie lekko głową ze swego rodzaju niedowierzaniem w odpowiedzi na jej stwierdzenie, że w jej mniemaniu wyjście na piwo mogłoby nie wiązać się z łamaniem regulaminu.
- Wszystko co w jakiś sposób zabawne, ciekawe albo przyjemne jest jakoś zabronione przez szkolny regulamin. Jeszcze tego nie zauważyłaś? - stwierdził, jakby rzeczywiście była to rzecz najbardziej oczywista pod słońcem. W zasadzie... chyba faktycznie tak było. Przynajmniej w opinii jego samego i, najprawdopodobniej, pozostałych Huncwotów. W przeciwnym wypadku nie byliby przecież zmuszeni tak często łamać tego nieszczęsnego regulaminu, prawda? Skoro jednak nie mieli najmniejszej ochoty na to, by w Hogwarcie spędzić siedem najnudniejszych lat swojego życia, to jakoś musieli sobie z tym radzić. Fakt, że na przeszkodzie stał im wyjątkowo często szkolny regulamin jakoś... wcale nie stanowił jednak przeszkody. Co zresztą można było zauważyć choćby i teraz, mogąc jedynie domyślać się okoliczności, w jakich odkryli to przejście. I ile jeszcze z całej masy pozostałych znali.
- Oczywiście, że to właśnie sekretne przejście do Hogsmeade - oznajmił z uśmiechem na jej kolejną wypowiedź, następnie wymownie unosząc w górę brwi w reakcji na kolejne jej słowa. - Gdyby, Evans. Gdyby nas złapała. Ale McGonagall chyba nawet nie wie o tym przejściu. Albo bardzo dobrze udaje, że o nim nie wie i że wierzy w to, że siedzieliśmy grzecznie w zamku za każdym razem, kiedy oficjalnie nie mogliśmy z niego wychodzić. Poza tym mam swoje sposoby, żeby nie dać się przyłapać. Tobie też rzadko się to udaje.
Oczywiście, kiedy pod ręką miało się bardzo przydatną Mapę, a na dodatek również Pelerynę Niewidkę, łamanie regulaminu wydawało się być banalnie łatwe. Zresztą, nawet teraz, kiedy James nie miał jak wykorzystać żadnego z tych przedmiotów, jakoś nie stanowiło to dla niego większego problemu. Kwestia wprawy? Czy może raczej przekonanie, że bez ryzyka nie ma zabawy...
Mimo wszystko niemal odetchnął z ulgą, kiedy Evans zrezygnowała ze swojego wykładu i po prostu weszła do tunelu. W końcu nawet on wiedział przecież, że zbyt długie dyskusje przy przejściu nie były zbytnio wskazane. W końcu niektóre niepożądane osoby miały tutaj zwyczaj pojawiać się dosłownie znikąd. A czego jak czego, ale możliwości korzystania z tak przydatnego przejścia, James jakoś nie chciał tracić. Dlatego też wszedł do tunelu zaraz za nią, pozwalając przejściu zamknąć się za sobą.
- Jasne - nie do końca udało mu się ukryć rozbawienie w głosie, kiedy odpowiadał na jej ostatnie pytanie. - Chociaż nawet gdyby to był kawał, powinnaś przed uduszeniem mnie docenić fakt, że będziesz mogła pochwalić się komuś zrobieniem czegoś dla zabawy. I złamaniem regulaminu. Co najmniej kilku punktów, tak właściwie. Posiadając odznakę prefekta...
Z każdym kolejnym punktem tej wyliczanki, wydawało się to być coraz bardziej zabawne i chyba doskonale było to słychać w głosie Pottera. Chociaż pewnie trudno byłoby się mu dziwić. W końcu nawet Remus łamiący regulamin mimo funkcji prefekta nie był aż tak wdzięcznym tematem. Do tego przynajmniej Huncwoci mieli okazję się przyzwyczaić, żadną tajemnicą nie było dla nich to, że nie był tak do końca święty, jak niektórzy mogliby twierdzić. Za to łamiąca regulamin Lily? To już była niemała nowość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   Pon Wrz 01, 2014 12:05 am

W tej upartości odnośnie swoich zdań i poglądów byli dość do siebie podobni i to chyba była jedna z nielicznych cech, które je tak naprawdę łączyły. Bo przecież jeśli chodzi o resztę to byli od siebie różni, jak dzień i noc, jak ogień i woda, jak hipogryf i mysz. I może to też sprawiało, że mimowolnie lubili przebywać w swoim towarzystwie i nigdy się razem w tych rzadkich chwilach nie nudzili. Ich słowne potyczki zawsze zresztą dostarczały wrażeń tym, którzy akurat mieli okazję być niedaleko. Takie sytuacje od jakiegoś czasu jednak już nie miały miejsca. Może to była kwestia tego, że sporo się między nimi zmieniło i narodziło się sporo różnorakich odczuć. Ale dzisiejszy dzień był zupełnie różny od tych poprzednich; emanował zupełnie innymi wrażeniami. Raz mocniejszymi, a raz słabszymi. W jednej chwili z żalu i tęsknoty, Lily przeszła na zupełnie normalny tryb, nie mogąc uwierzyć w to, że to co ma właśnie miejsce naprawdę się dzieje. To było takie nierealistyczne, stać tu obok niego i wiedząc, że mogą normalnie porozmawiać i uciec choć na moment od tych okrutnych wspomnień. Nie miała złudzeń, co do tego, że uda im się zapomnieć, ale w środku miała tę małą iskierkę nadziei, że coś... coś się zmieni. Nie chciała go zwodzić i nie chciała by to, co teraz było nagle zniknęło. Nie darowałaby sobie tego, gdyby do tego doprowadziła.
Dlaczego tak bardzo go obchodziła? Nawet teraz, po tylu wypowiedzianych przez niego i nią słowach, które tak zdradziecko utknęły w sercu? Czemu Potter tak mocno mieszał w jej życiu? I czemu ją to tak mocno obeszło i poruszyło? Świadomość, że.. że nie da nikomu wyrządzić jej krzywdy, że zadba o jej bezpieczeństwo była taka rozczulająca, wręcz działała na nią, jak jeden z tych cieplejszych niesamowitych letnich wieczorów.
I nic nie mogła na to poradzić.
- Tylko Tobie się tak wydaje! Jest wiele zabawnych i ciekawych rzeczy, które można robić bez łamania regulaminu! Wy po prostu potrzebujecie adrenaliny. Faceci... - westchnęła zrezygnowana i rzuciła mu swoje typowe pouczające spojrzenie. - I na dodatek wciągacie w to Remusa! Przecież to taki kochany i miły chłopak, a przy tym inteligentny, a przez Ciebie i Blacka wpada w kłopoty.
Pokręciła głową w akcie niezrozumienia i  zadziornie się do niego uśmiechnęła, jakby potrafiła czytać mu w myślach i wiedziała o nim więcej, niż kiedykolwiek mógłby się po niej spodziewać. Może tak było, a może tylko takie wrażenie sprawiała rudowłosa? Zresztą dzięki nim i ona miała te ciekawe 6 z hakiem lat. Co jak co, ale ich towarzystwo również odcisnęło na niej swe piętno. Nawet zdarzało się, że mimo, że widziała, że coś kombinują to już im to odpuszczała, tracąc chęci do gadania do słupów.
- Eh, Potter... - zamruczała, mrużąc zielone oczy po raz kolejny tego dnia. Gdyby nie byli w dość ciasnym korytarzu, to z pewnością skrzyżowałaby jeszcze zaciekle ręce na klatce piersiowej. - Szczęście głupiego!
Szturchnęła go lekko w bok i wystawiła w jego stronę język, strojąc głupią minę. Przy nim jakoś zapominała o codziennym troskach i korzystając z rady pewnej dość ekscentrycznej Ślizgonki starała się być bardziej spontaniczna, a mniej rozważna. Przynajmniej raz na jakiś czas mogła i ona, czyż nie? Po chwili ruszyła dalej tym krętym korytarzem, zastanawiając się do jakieś części Hogsmeade on prowadzi i czy długo zajmie im ta wędrówka. I jeszcze ta świadomość, że Potter był tak niewyobrażalnie blisko niej, też niekoniecznie komfortowo na nią wpływała. Niemalże czuła jego oddech na swojej skórze i delikatny zapach jego perfum. Co jak co, ale uwielbiała męskie perfumy.
- Rzeczywiście. Niezwykły wyczyn, powinnam Ci jeszcze może podziękować co? W końcu swoją uwagę poświęca mi istny mistrz wszelkich dowcipów i spec od łamania regulaminu - mruknęła ironicznie, lecz po chwili, nie mogąc się powstrzymać szczerze się roześmiała.
- Jesteśmy niepoprawni. Z poważnych chwil przechodzimy w te komediowe. Nie potrafimy się trzymać jednego schematu, na to wygląda - dodała, a jej śmiech powoli cichł, wraz z końcem drogi. - Ale to akurat dobrze. I cieszę się, że jestem tutaj z Tobą, Potter. To brzmi niedorzecznie w moich ustach, ale jest szczere, więc spędźmy najlepiej, jak możemy ten wieczór. Jakby nie miało być jutra, dobrze?
Na chwilę odwróciła się do niego i szeroko się uśmiechnęła, a jej oczy wypełniły ciepłe iskierki. Czuła się odprężona i pełna dziecięcego zapału. Ręką dotknęła jego czupryny i ją potarmosiła, by zrobić jeszcze większy nieład na jego głowie. Następnie szybko się odwróciła i poświeciła różdżką by zorientować się, że są w ślepym zaułku.
- To prowadź dalej, przewodniku!

[z/t x 2, gdzieś tam w Hogsmeade, wiadomo]


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Posąg jednookiej czarownicy   

Powrót do góry Go down
 
Posąg jednookiej czarownicy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Posąg Jednookiej Wiedźmy
» Stwórz sobie różdżkę! [do edycji[
» Posąg Anioła

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Piętra :: III piętro-
Skocz do: