Share
Go down

Labirynt

on Sob Sie 16, 2014 11:32 pm
First topic message reminder :

Widzisz ciężkie zwyczajne dębowe drzwi z różnego rodzaju runami, które delikatnie pulsują. Kiedy jednak wchodzisz do środka i drzwi się za Tobą zamykają, widzisz wielki labirynt z mnóstwem korytarzy i przypadkowych przejść. Nikt nie wie, czy to prawda, czy też iluzja...


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Labirynt

on Wto Sie 04, 2015 12:12 pm
//OMG, PRZEPRASZAM. TYLE CZASU BEZ ODPISU D:

Severus mimo bycia całkiem inteligentnym uczniem, nie znał odpowiedzi na wiele pytań. To dotyczące rozpadu jego przyjaźni z Lily należało do tej właśnie puli. No bo, skąd on miał to wiedzieć? To się po prostu stało, choć nie do końca "nagle". Złożyło się na to wiele czynników, począwszy od przynależności do innych domów, a na głupocie obojga. Snape nie rozumiał, czemu Lily wolała przyjaźnić się z tymi półgłówkami od Pottera. Naprawdę nie rozumiał. Wszyscy byli krnąbrni, uparci i przede wszystkim - wredni. No, może poza tym jednym, jak mu było... Lupin? Tak, coś takiego. On jeden zdawał się mieć łeb na karku, choć ostatecznie nie robił nic, gdy jego przyjaciele znęcali się nad innymi. Nad Severusem.
Sam Snape nie był bez winy? Coś w tym było. Nigdy nie wybaczył sobie tego, jak potraktował Lily wtedy, na V roku. Z drugiej strony miał dosyć spore usprawiedliwienie, o którym ruda z pewnością wiedziała. Lata poniżania i wyśmiewania odcisnęły na młodym Ślizgonie swoje piętno. Kiepska sytuacja w domu i rozchodzące się drogi z jedyną przyjaciółką dały o sobie znać. psychicznie nie wytrzymał i wykrzyczał swoją złość pierwszej osobie, jaka się napatoczyła. Na nieszczęście - była to właśnie ona. Jego ukochana Lily.
Nigdy nikogo nie przepraszał, nie wiedział więc jak się to robi. Nie umiał otworzyć ust i wydusić z siebie chociażby ledwo dosłyszalnego "przepraszam". Przynajmniej nie wtedy, kiedy naprawdę powinien. Do tej pory więc wydarzenia z tamtego dnia pozostały bez echa, jedynie przecinając na wskroś ich serca. Bo zarówno jego, jak i ją to wszystko zabolało.
Gdy tylko Severus ujrzał, że dziewczyna stoi stabilnie i nic jej nie jest, odsunął się od niej nieznacznie i zabrał rękę, szybko chowając ją w kieszeni szaty.
- W porządku. Ale powinnaś bardziej uważać. - Mruknął pod nosem chłodno. Choć tak naprawdę po prostu się o nią martwił. Czy była w stanie to zrozumieć? Być może...
- No, nie jest tak źle... - Powiedział cicho, jakby chcąc się z nią trochę podroczyć. W głębi serca jednak płakał, prosząc by nie wystawiała go na pokuszenie. Wystarczy, że już przy niej stoi i wszystkie uczucia się w nim gotują. Czemu nie mogła zrozumieć, że lepiej zostawić go w spokoju? Choć z drugiej strony, kiedy z nim nie rozmawiała, też było źle.
I co on biedny miał zrobić?
- Co ty znowu wymyśliłaś? Powinniśmy iść na zajęcia. - Westchnął zmęczonym, pozbawionym jakiejkolwiek radości głosem. Nic się nie zmieniła, jak zawsze zwariowana i gotowa do figli. I mimo, iż powiedział na głos jedno, wiedział jak to się skończy. A mianowicie, jak to się zawsze kończyło.
Pokręcił tylko głową, lecz bez słowa ruszył za rudowłosą przyjaciółką.


Re: Labirynt

on Sro Sie 05, 2015 10:33 pm
Na świecie zresztą nie było człowieka, który znałby odpowiedzi na wszystkie pytania - nawet profesor Dumbledore zdawał się nie wiedzieć o wszystkim. Taka wiedza nie była wbrew pozorom dobra, bo  niosła ze sobą nieoczekiwane konsekwencje. Wystarczyło spojrzeć na to, jak traktowani byli Ci, którzy posiadali dar jasnowidztwa - jakże wielka to była odpowiedzialność i brzemię! A i tak ta wrodzona magiczna zdolność nie obejmowała wszystkiego, a jedynie pewne niezrozumiałe aspekty. Co prawda, Lily nie ufała tej dziedzinie nauki, ponieważ była dla niej niejasna i nieosiągalna, poza tym nie można było mieć żadnej pewności czy coś przypadkiem w wróżbach nie ulegnie zmianie. Dlatego też nie zaznaczyła Wróżbiarstwa na III roku nauki, skupiając się na innych przedmiotach. Zaś co się tyczyło więzi i uczuć...ta kwestia była jeszcze bardziej zagmatwana. Wcześniej nie musiała się martwić tyloma sprawami i zastanawiać się, jak to będzie wyglądało i jak będzie odbierane przez tę drugą stronę. A teraz? Wystarczyło spojrzeć na jej przyjaźń z Severusem, która poszła w innym kierunku. Czy w lepszy, czy też w gorszy - na tym etapie ciężko było to rozstrzygnąć. A zaczęło się banalnie - od przydziału domów. Teoretycznie nie powinno to mieć żadnego wpływu, bo w końcu obojgu im zależało na sobie, ale w praktyce...praktyce wyszło zupełnie inaczej. Ona zaczęła się trzymać z Erin i z Dorcas, przez co, chcąc nie chcąc, miała styczność z Huncwotami, a On...On zaś coraz bardziej pogrążał się w swej niechęci - to nie było nic dziwnego, jednakże z pewnością nie podziałało na niego najlepiej - co skutkowało nawiązywaniem kontaktu z osobnikami, którzy szczycili się w zaawansowanym stopniu swoją 'czystością' krwi. Nie miała do niego żalu, niemniej przez to coraz częściej dochodziło między nimi do dyskusji. Z jednej strony Ci, którzy tępili takie jak ona, z drugiej Huncwoci gnębiący Severusa. V rok przelał tę czarę goryczy i skończyło się na tym, że nie odzywali się do siebie, aż do VII roku, kiedy postanowili jednak spróbować odbudować tę więź. Lily co prawda nadal nie do końca była pewna, czy Ślizgon rzeczywiście tego pragnie - nigdy nie potrafiła odgadnąć, co chodzi mu konkretnie po głowie - ale miała nadzieję, że to się zmieni i będą mogli rozmawiać tak jak kiedyś, bez tego dziwnego wyobcowania.
Była ślepa, skoro nie potrafiła dostrzec czegoś tak jasnego.
Była naprawdę w bardzo naiwny sposób ślepa.
Panna Evans wolała pozostawić tamte wydarzenie za sobą, schować je w małej skrzyneczce, której nie chciała otwierać już nigdy. Dla dobra ich obojga. I choć w naprawdę okropnych momentach to do niej wracało, to niemniej starała się zrobić wszystko by zapomnieć i wybaczyć. I miała nadzieję, że jej przyjaciel również to zrobi w stosunku do jej egoizmu i dumy, która potrafiła doprowadzać rudowłosą do najgorszych zachowań. Jej uśmiech zniknął, gdy odezwał się do niej w chłodny sposób. Zamrugała, jednakże już po chwili dała mu pstryczka w nos.
- Sprawiasz, że w tym labiryncie robi się chłodniej - odparła, parodiując jego ton. Po chwili jednak kącik jej warg zadrgał.  Kiedy ponownie się odezwał, ukazała pasmo swoich białych zębów, a jej zielone tęczówki pojaśniały. - A jednak, Severusie! Aż dziw, że dzisiaj nie chcesz dyskutować ze mną na ten temat - odpowiedziała i puściła mu oczko, zupełnie nie zdając sobie sprawy z położenia Snape'a. Zupełnie.  Odwróciła się w końcu na pięcie od niego i ruszyła przed siebie, gdy postanowił się odezwać ponownie. Nie usłyszała go jednak i przyspieszyła nie mogąc się doczekać tego, co będzie dalej. Mijała kamienne ściany, a na niektórych z nich wiły się zielone pnącza. W końcu dziewczyna postanowiła wyciągnąć różdżkę, zwłaszcza, że im głębiej szła, tym ciemniej się robiło, jakby tam dalej nie docierało światło pochodni. Wymówiła Lumos i spojrzała za siebie wprost na Severusa.
- Wiedziałam, że za mną pójdziesz, Severusie. Możesz pomyśleć, że jestem zuchwała, ale w głębi serca, po prostu wiedziałam - powiedziała nagle, a jej wargi rozciągnęły się w geście delikatnego, jak płatki maku, uśmiechu. - W sumie...może powinniśmy zaznaczyć jakoś Naszą trasę by się nie zgubić?
Zmarszczyła przy tym, w typowy na siebie sposób, czoło i wyprostowała swoją rękę z różdżką, rzucając na twarz chłopaka więcej światła.
Dasz się pociągnąć dalej tej przygodzie, Książę?



I guess I just brushed through your mind
More gently
Than I intended to
Not fresh enough
Just a breeze


Re: Labirynt

on Sro Sie 05, 2015 11:27 pm
Jak miło, że podczas swojej wycieczki po trzecim piętrze, najwspanialszy mieszkaniec zamku natrafił na parę uczniów, którzy przemykali się labiryntem, jakby szukali przygody... albo guza. Był niewidzialny, bo tak zazwyczaj mijał korytarze, nie zwracając na siebie uwagi, dopóki nie było mu to na rękę. W takim też stanie podleciał do Severusa, rozpoznając w nim ślizgona znanego z miłości do Potterowej panny... oh, o wilku mowa! Albo raczej wilczycy, rudej i grającej wyraźnie na dwa fronty. Irytka zaciekawiło co dokładnie mogłoby łączyć tych dwoje, bo chociaż zazwyczaj nie interesował się relacjami międzyludzkimi, to ostatnio trochę czasu spędził z Jamesem, poznał go bliżej (można nawet powiedzieć, że z zupełnie innej strony) i uznał za stosowne mieć oko na "jego" Lily. No, ale wracając do tematu! Chcieli emocji? Dostaną ich, nawet więcej niż zamawiali.
Zgaszenie pochodni było prostym trikiem, jakby wprowadzeniem do całej zabawy. Lily miała jeszcze swój świecący patyk, ale użyła tylko podstawowej formy Lumos, która nie była aż tak pomocna w nagłych, egipskich wręcz ciemnościach. Następnym krokiem było złapanie luźnego pnącza i oplątanie nim kostki gryfonki w taki sposób, aby skojarzyło się to jej z wężem. Syczenie doszło gratis, wszak efekty dźwiękowe były najłatwiejszą częścią teatrzyku. Dobrze, że w tej części zamku zawsze było chłodno, wilgotno i nieprzyjemnie, bo zielsko dodatkowo miało wyjątkowo obślizgłą strukturę i tym lepiej odgrywało swoją rolę. Jak do tej pory rudy poltergeist ograniczał się do wykorzystywania otoczenia, nie chcąc zdradzać swojej obecności, zamiast tego mając w planach przekonanie parki o niecnych zamiarach samej budowli, magii w niej drzemiącej, a może nawet wpadnięciu w pułapkę, co i tak w Hogwarcie nie było niczym niezwykłym. Odsunął się na bok, czekając na ich reakcję. Dalszy rozwój wypadków i jego kolejne posunięcia zależały już tylko od nich samych.


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Re: Labirynt

on Pią Sie 07, 2015 1:05 pm
Severus mógłby pogrążyć się w swoich myślach i wspomnieniach z poprzednich lat. Mógłby zacząć użalać się nad sobą i przypominać sobie wszystkie chwile spędzone z Lily, albo jeszcze lepiej - te bez niej. Nie miał jednak na to czasu, gdyż dziewczę szybko zniknęło mu z oczu, a on od razu podążył za nią. Skoro już zgodził się na tak głupie przedsięwzięcie, nie mógł jej przecież zgubić. Niebezpiecznie było błądzić po labiryncie w pojedynkę!
Czując na nosie pstryczka, jakiego mu zafundowała skrzywił się lekko i zaczął masować po lekko piekącym miejscu. Spojrzał na nią i westchnął, cóż, była sobą.
- Naprawdę? Jakoś nie poczułem. - Burknął lekko naburmuszony, chociaż nie do końca tak było. Bardziej takiego udawał, niż był w rzeczywistości. Nie odpowiedział na jej zaczepkę, reagują jedynie przewróceniem oczu na jej kolejne zachowania. Wewnątrz jednak czuł, jak jego serce zaczyna bić szybciej. Jak mogła się tak nad nim znęcać? No jak?
Ruszył więc za nią, bez słowa. Nie wiedział, co mógłby mówić, a poza tym, Lily zdawała się być na tyle zaaferowana całą sytuacją, że nie usłyszałaby ani słowa. Dopiero gdy ujrzał jasne światło dotarły do niego jej kolejne słowa. Udało mu się ją dogonić, uff.
- Jak zawsze. Czy kiedykolwiek nie poszedłem za tobą, gdy sobie coś wymyśliłaś? - Wymsknęło mu się. Zazwyczaj takie rzeczy powtarzał w myślach, nie na głos. Tym razem było inaczej. Czyżby idealny dowód na to, że przestawał nad sobą panować? Że kłębiące się w nim uczucie dawało coraz bardziej o sobie znać?
- Masz rację, w sumie powi-... - Nie zdążył dokończyć zdania, gdy coś zgasiło światło wychodzące z różdżki Gryfonki. Bez chwili wahania, Snape wyjął więc swoją i wymówił Lumos Maxima chcąc zorientować się w sytuacji.
Jego oczom ukazała się oplątana w dosyć obślizgłe pnącza Lily. Przez sekundę nie wiedział, co powinien ze sobą zrobić. Jednak gdy tylko się otrząsnął, przełknął ślinę i zabrał się do wybawiania Księżniczki z opresji. A przynajmniej bardzo się starał.
- Depulso. - Powiedział marszcząc przy tym brwi i skierował czubek różdżki na pnącze. Miał nadzieję, że odrzuci to chociaż na trochę atakującą roślinę od jego ukochanej.


Re: Labirynt

on Pią Sie 07, 2015 1:05 pm
The member 'Severus Snape' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 3


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Labirynt

on Pią Sie 07, 2015 1:39 pm
The member 'Caroline Rockers' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 6


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Labirynt

on Sob Sie 08, 2015 3:01 am
Nie należała do dziewcząt, które z dziecięcą łatwością potrafiły przechodzić z jednych ramion w drugie - Lily uważała to za szczyt najgorszego wyrafinowania, a coraz częściej niestety można było zauważyć taką tendencję, a także skłonność do szukania sobie wybranków, którzy zapewnią przedstawicielkom płci żeńskiej bezpieczeństwo i materialną stabilizację - w tym wszystkim zaczynała się jednak zatracać sama idea czystej miłości. Severus był dla niej ważny i James zdawał sobie z tego sprawę, choć nie rozumiał ich więzi zupełnie, niemniej przynajmniej zaniechał dalszego znęcania się nad Ślizgonem wraz z resztą Huncwotów, a przynajmniej tak wydawało się pannie Evans, która ostatnimi czasy niczego takiego nie odnotowała, jeśli nie licząc widocznej gołym okiem zaczepki Gryfona na ostatnich Eliksirach. Nie gniewała się na okularnika długo, bo zwyczajnie nie potrafiła - zmiękczył ją do takiego stopnia, że coś, za co kiedyś urządzałaby mu codzienne kazania, teraz było traktowane poprzez krótką sprzeczkę i pogodzeniem się po kilku dniach. Sama się niekiedy nie poznawała, choć Lily wydawało się, że przecież to nic takiego. Zmienili się. Wszyscy się zmienili przez te lata i kiedy tak przyglądała się swojemu najstarszemu przyjacielowi, upewniała się tylko w tym. Najpierw rzucały się te znaczące zmiany fizyczne - dłuższe czarne kosmyki, ciemniejsze, niż zawsze oczy i worki pod nimi, jeszcze wyraźniejszy, niż zawsze, haczykowaty nos i niedoskonałości skóry spowodowane młodzieńczym trądzikiem - później dopiero przychodził czas na te, które znajdowały się bezpośrednio w jego wnętrzu. Sama nie wiedziała, czy były to zmiany na lepsze, czy na gorsze i to najbardziej ją martwiło. Nie zamierzała jednak pozwolić by takie myśli zepsuły ich pierwsze od dawna spotkanie! Towarzystwo Snape'a sprawiało, że odżywały stare wspomnienia; wszystkie wspólnie przeżyte przygody, rozmowy, których kiedyś było pełno, a także pewne zachowania, które do tej pory towarzyszyły zarówno jej, jak i jemu. Nie potrafiła się w takiej sytuacji nie uśmiechać, zwłaszcza kiedy zarejestrowała jego obecność tuż za jej plecami.
- Jakoś nie poczułem... - przedrzeźniała go, jak mała dziewczynka, choć jej głos już jakiś czas temu ewoluował na nieco wyższy poziom. Tak samo śmiech, który chwilę później rozległ się w labiryncie. Przypominał ten z dawnych lat, a jednak towarzyszyły mu inne dźwięki.
Była chyba jedną z najgorszych istot na świecie w tym momencie i zupełnie nie zdawała sobie z tego sprawy, co czyniło z niej prawdziwą dręczycielkę.
W końcu oboje przystanęli, a z jej różdżki zaczął padać strumień światła, który był wystarczający na ten moment.
- Zawsze mnie to zastanawiało, ale...wiesz co? Doszłam do wniosku, że mimo wszystko lubisz ze mną wędrować i odkrywać różne intrygujące rzeczy. Tylko po prostu nie chcesz się do tego przyznać - odpowiedziała mu pewnym głosem, a jej oczy zabłysnęły jasnym blaskiem po raz kolejny, nie dostrzegając żadnego zagrożenia w chłopaku, który coraz bardziej dawał się porwać temu, co szczelnie skrywał w swoim wnętrzu. Zawsze był taki tajemniczy i zamknięty w sobie, co tylko jeszcze bardziej ją intrygowało, a kiedy już zdradzał coś związanego ze swoim życiem, słuchała uważnie, ciesząc się z każdego nowego faktu, który poznawała. Obserwowała go przez kilka lat, zauważała, że zupełnie inaczej zachowuje się przy niej, niż przy swoich znajomych. Ostatnimi czasy jednak coś innego zajmowało jej rudą głowę i to nie były to tylko dyżury i przyszłość, och nie. To był najgorszy koszmar Severusa i zdawała sobie bardzo dobrze z tego sprawę, dlatego nie chciała z nim poruszać tego delikatnego tematu. Zanim się obejrzała, na korytarzu zrobiło się o wiele ciemniej niż wcześniej i tylko jej Lumos pozwalało na to, by mogła cokolwiek zobaczyć. Poczuła też chłodny podmuch wiatru na swoim karku, a już chwilę później szereg ciarek, które przeszły przez jej ciało. Nie wiedziała, co się dzieje i czego konkretniej mogli się tutaj spodziewać. Zamrugała niepewnie oczami, próbując się rozejrzeć wokoło siebie. Gdy spojrzała w prawo, nagle coś oplotło jej kostkę i to nie było z pewnością nic przyjemnego, po czym...usłyszała syk! Wydała z siebie niekontrolowany pisk, czując jak zaczyna się trząść. Zadziałało tu przede wszystkim zaskoczenie i wręcz na krótki moment sparaliżowało ono dziewczynę, która przyglądała się biernie, jak Snape oświetla jej kostkę wokół której coś się owinęło i wymawia zaklęcie. Na całe szczęście zadziałało i minutę później Lily była już wolna. Bardzo powoli oświeciła to coś, co ją zaatakowało i zauważyła, że to...po prostu jakaś roślina. Sama już nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy też odetchnąć z ulgą.
- Dziękuję, Sev. Już się bałam, że to jakiś wąż - podziękowała z nikłym uśmiechem na bladej twarzy, na którą na szczęście zaczęły już wracać kolory. Rozejrzała się jeszcze i kiedy niczego nie zauważyła postanowiła ruszyć dalej. Zupełnie nie wiedziała, co też takiego to mogło być, zwłaszcza, że te pnącza na co dzień się tak nie zachowywały.
Poczuła też wstyd z powodu swojej reakcji - niby była Gryfonką, a zachowała się jak przerażona niemagiczna dziewczyna.



I guess I just brushed through your mind
More gently
Than I intended to
Not fresh enough
Just a breeze


Re: Labirynt

on Sob Sie 08, 2015 1:01 pm
On tak bardzo na nią leciał. Równie bardzo jak Potter na wszystko co się ruszało, ze złotym zniczem w pierwszej kolejności. Czemu tyle lat udawał, że wszystko jest w porządku i nie zdobył się na rozmowę z rudą, która była chyba jedyną osobą w tym zamku nieświadomą jego uczuć? Doprawdy, Irytek zupełnie nie pojmował ludzi i tych ich problemików, które sami sobie stwarzali. Wystarczyłaby szczerość i wszystkim byłoby łatwiej, ale nie, on wolał bawić się w podchody, co może i było śmieszne przez kilka pierwszych lat, ale teraz zrobiło się już nudne i powtarzalne. Skoro tak bardzo zależało mu na pannie Evans, poltergeist da mu okazję do wykazania się przed nią... lub wyjścia na totalną ofiarę losu.
Ledwo powstrzymał się od głośnego śmiechu, gdy usłyszał pisk gryfonowej prefektki. To jaki był ten ich dom? Dzielny? Odważny? Ehe... "Robi się ciekawie." Przeleciał kawałek do przodu i rozejrzał się za rekwizytami do swojego teatrzyku. Więcej roślin? To za nudne! Jakieś łańcuchy? Już lepiej, o wiele lepiej. Poruszył nimi, chociaż były poza zasięgiem wzroku dzieciarni. Na razie zależało mu na efektach dźwiękowych. Resztę pochodni również pogasił, niech bawią się w te ich lumosy czy lamusy, zwał jak zwał. "No, dobrze. Dawno tego nie próbowałem." Był dostatecznie daleko od nich i ukryty w cieniu, więc bez obaw mógł się zmaterializować pozostając niezauważonym. Wspomniał jak kilkaset lat temu dowiedział się o ciekawych rzeczach do jakich powinien być zdolny i starał się je wyćwiczyć, lecz nigdy nie przypadły mu do gustu. Teraz była idealna pora na wypróbowanie swych sił w szerzeniu grozy, jak na prawdziwego poltergeista przystało, choć dla Irytka było to wciąż motywowane dobrą zabawą. Dotknął kamiennej ściany, skupił całą swoją energię na palcach, których paznokcie zaostrzyły się bardziej niż zwykle i przejechał nimi, tworząc piękną, acz przerażającą rysę, obiecującą nieostrożnym wędrowcom spotkanie z dziką bestią, jeśli nie czymś o wiele gorszym. Zgrzyt poniósł się echem po pustych korytarzach, docierając również do dwójki odkrywców, nastrajając ich na to co czekało za rogiem. Mieli jak na razie tylko jedną ścieżkę do wyboru, więc nie groziło im przejście obojętnie wokół takich rewelacji. Teraz czas sprawdzić co słychać u Serverusa i jego księżniczki, oraz popchnąć ich delikatnie do przodu. Najłatwiejszym celem była ruda, więc to za nią zaczaił się nikczemnik, przenikając ręką przez jej plecy, aby w ten sposób wywołać uczucie nagłego zimna i dreszcze.


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Re: Labirynt

on Nie Sie 09, 2015 10:45 pm
Znajomość Lily z Huncwotami była dla niego ciosem prosto w serce. Być może właśnie przez to ich przyjaźń odrobinę osłabła, a potem naturalną koleją rzeczy było rozejście się ich dróg. Niemniej jednak cały czas miał ją w sercu. Na zajęciach wzrok skupiony miał tylko w niej, a gdy znajdowała się w pobliżu czuł, jak serce zaczyna szybciej bić. Nigdy jej nie zapomniał i cieszył się, że ona również o nim nie zapomniała. Martwiło go jednak wiele rzeczy. Jej zażyłość z Potterem, czy jego życiowe decyzje. Wszystko to sprawiało, że codzienność była bardziej skomplikowana niż mogliby się tego spodziewać.
Kiedy zaczęła go przedrzeźniać przerzucił tylko oczami, choć wewnątrz, gdzieś głęboko, nawet go to rozbawiło. Był jednak sobą, Severusem Snapem, nie mógł więc zaśmiać się z tak błahego żartu. Chociaż... Byli przecież sami, czemu nie miałby pokazać tej tylko jej znanej strony?
Kiedy szli korytarzem wpatrywał się w jej plecy. Czuł, jak gromadzące się w nim emocje powoli znajdują ujście. Marzył tylko o tym, by podejść do niej bliżej, złapać ją w swoje ramiona i nigdy więcej nie puścić.
Nie zrobił jednak tego. Za bardzo liczyła się dla niego jej przyjaźń. Poza tym, dobrze zdawał sobie sprawę z jej reakcji, jej uczuć. A nie był gotowy na odrzucenie. Zdawało mu się, że tak naprawdę nigdy nie będzie na tyle odważny, by spróbować. By przyjąć jej odmowę i ruszyć dalej. Całe życie rysowało mu się jednorako - pod przewodnictwem niespełnionej miłości.
- Och, co ty nie powiesz. - Dodał sarkastycznie, jednak mogła usłyszeć ciche parsknięcie ze śmiechu, które wyrwało mu się przypadkiem. Gdyby znajdowali się w normalnych okolicznościach, pewnie wcale by tego nie usłyszała, jednak teraz było wokół nich wystarczająco cicho.
Pisku z ust Lily Evans się nie spodziewał. Przynajmniej nie w przypadku ten Lily, którą znała cała szkoła. On jednak, choć wiele między nimi się wydarzyło, znał serce i duszę rudowłosej na tyle, by wiedzieć, że nie zawsze była Gryfonką znaną w całym Hogwarcie. Nie zawsze była perfekcyjną Lily Evans, nieustraszonym Prefektem Gryffindoru.
Była po prostu kobietą, piękną i delikatną.
I przede wszystkim - nie jego. Całkowicie poza zasięgiem.
- Nic ci się nie stało? - Zapytał jeszcze przez chwilę oświetlając pokonane pnącze. Potem jednak oświetlił jej kostkę, by sprawdzić, czy na pewno nic jej nie było. Dotknął skóry na jej nodze swoimi patyczkowymi palcami i przez dosłownie kilka sekund badał ich stan. Potem podniósł się jednak jak gdyby nigdy nic i zaczął oglądać na boki.
- Nie podoba mi się to. Musimy bardziej uważać i... Przede wszystkim, powinniśmy się stąd wynieść. Chociaż to pewnie nie będzie takie łatwe, skoro jesteśmy w labiryncie. - Powiedział i zrównał z nią krok. Właściwie to wyprzedzał ją o pół kroku, tak na wszelki wypadek gdyby coś zaatakowało od przodu.
Dźwięk łańcuchów sprawił, że jedynie westchnął. Cały czas oświetlał drogę swoim Lumos Maxima, więc przynajmniej trochę widzieli. Niepokoil go jednak brak jakiejkolwiek zapalonej pochodni. Musieli trzymać się na baczności. Kolejny dźwięk sprawił, że nawet po plecach dosyć mocno nie wzruszonego Severusa przeleciały dreszcze. Niemniej jednak, wyciągnął różdżkę do przodu, pozostawiając ją w gotowości i szedł dalej.
- Mamy tylko jedną drogę. - Mruknął do swojej przyjaciółki i czekał na to, co się wydarzy.


Re: Labirynt

on Wto Sie 11, 2015 2:57 pm
Czasami lepiej było nie zauważać pewnych rzeczy, albo przypisać je czemuś innemu niż zranić kogoś bliskiego - nawet jeśli byłoby to niezamierzone. Może byłyby na to wszystko większe szanse, gdyby nie to, że przez ten czas bardzo zbliżyła się do Jamesa,  który okazał się mieć kilka znaczących zalet, a nawet jego wady przy bliższym poznaniu nie były, aż tak odpychające. Łatwo było za nim nie przepadać przez te lata, pielęgnować urazy, ale w momencie ich ostatecznej konfrontacji zrozumiała, że nie chce pozwolić mu odejść. Przyzwyczaiła się do niego, zaczęła odkrywać jego wrażliwszą i dojrzalszą stronę, dostrzegając w tym chłopaku coś więcej niż psotnika, który oddawał się jedynie Quidditchowi. W Severusie zaś widziała nieodzownego przyjaciela - kogoś na kogo będzie zawsze mogła liczyć. W momencie gdyby dowiedziała się o jego uczuciach to mogłoby wszystko wymsknąć się spod kontroli, ulec komplikacjom - z całą pewnością nie wiedziałaby jak ma się zachowywać w takiej sytuacji. Dlatego Lily żyła w słodkiej nieświadomości, przypisując te wyraźne znaki zwyczajnemu przywiązaniu Ślizgona do niej, co budziło w niej rozczulenie. Szczera rozmowa może i by pomogła, lecz w takiej sytuacji...czy nie było na ten krok za późno? Oboje, choć byli sobie tacy bliscy, znajdowali się też po przeciwnych stronach gwiazd. Kochała Severusa, był przecież jej najstarszym i najbliższym przyjacielem, ale miłość ta przypominała bardziej zanurzanie się w kwiatach w wiosenny dzień, zaś to, czym darzyła Jamesa...nieoczekiwanym podmuchem mroźnego wiatru, gdy wokół panował gorąc, zapachem rozgrzanych truskawek, dotykiem tęsknoty. Choć te uczucia kryły się pod tą samą nazwą, znacząco się od siebie różniły. I rudowłosa nigdy, ale to przenigdy nie chciałaby wybierać pomiędzy swoim przyjacielem a kimś, kto był w stanie przewrócić jej świat do góry nogami. Bała się, że taki dzień jednak nadejdzie i to wkrótce. Na razie nie chciała się tym przejmować i korzystała z uroków tego dnia, zwłaszcza, że robiło się coraz ciekawiej. A on pomimo swojego chłodnego opanowania, nadal był tym starym Severusem. Po prostu to czuła.
Ty boisz się odrzucenia, a ja boję się, że Ciebie zranię.
Usłyszała jego ciche parsknięcie ze śmiechu i zwróciła się szybko w jego stronę, posyłając szeroki uśmiech.
- No w końcu! Czekałam na to! - Odezwała się zadowolona, po czym ruszyła dziarskim krokiem do przodu. Niemniej w tamtej chwili trafiła właśnie w sidła tej rośliny. Gdy w końcu została uwolniona, odetchnęła z ulgą, nieco się wstydząc swojej reakcji. Niemniej wiedziała, że Severus nie będzie jej w żaden sposób oceniał. Przejechała swoją dłonią po rudych kosmykach, a kąciki jej ust uniosły się delikatnie do góry, zupełnie nie zdając sobie sprawy z jego rozmyślań. Zupełnie. Jej zielone oczy spotkały się z tymi czarnymi, gdy jej pomagał.  Nieco się zakłopotała, kiedy tak badał jej nogę, ale nie powiedziała nic. Tutaj nie były potrzebne żadne słowa. Ruszyli więc dalej, a Evans chrząknęła cicho, próbując pozbyć się tego dziwnego uczucia. I już chwilę później wszystko zdawało się wrócić do normy.
- Nic mi nie jest, Severusie. To tylko pnącza, niemniej...dziękuję po raz drugi. Cieszę się, że jesteś tutaj ze mną - powiedziała po chwili swoim spokojnym głosem, starając się nie przejmować tymi dźwiękami łańcuchów. I zapewne by udawała dalej, że to nic takiego, gdyby nie okropny zgrzyt, który nagle rozległ się po korytarzach labiryntu i tym samym dotarł również do jej uszu. Wydała z siebie cichy krzyk i zatkała swoje uszy, kurczowo zaciskając oczy. Chciała by ta upiorna muzyka w końcu dobiegła końca.  Kiedy w końcu wszystko ucichło, odetchnęła głęboko, zgasiła swoją różdżkę za pomocą Nox, by jeszcze raz rzucić Lumos - tamte światło było już bowiem za słabe. Myślała jeszcze o zapaleniu pochodni, ale zupełnie o tym zapomniała, gdy poczuła na swym ciele lodowaty dotyk. Zadrżała więc, przełykając głośniej ślinę i posyłając Severusowi krótkie spojrzenie. Ten jednak zdążył już ją nieco wyprzedzić i miała idealny widok na jego plecy. To prawda, powinni uważać, ale pomimo tego całego strachu, który czuła Lily, było też podekscytowanie tym, co mogą w tym labiryncie znaleźć.  
- W takim razie...chodźmy - odpowiedziała po chwili i ruszyli więc dalej, mijając kolejne kamienne ściany, pnącza, łańcuchy, a nawet jakieś mniejsze skrzynie. Droga zdawała się jednak nie mieć końca. Nagle Evans zatrzymała się przy jakimś kufrze i skierowała na niego swoją różdżkę z której padało światło.
- Może znajdziemy tutaj coś, co się przyda, jak sądzisz?


Ostatnio zmieniony przez Lily Evans dnia Pią Sie 28, 2015 9:04 pm, w całości zmieniany 1 raz



I guess I just brushed through your mind
More gently
Than I intended to
Not fresh enough
Just a breeze


Re: Labirynt

on Wto Sie 11, 2015 4:04 pm
To robiło się nudne. Powinien się domyślić, że tej dwójki nie wystraszy tak tanimi sztuczkami, ba, zdawali się nawet jeszcze bardziej zachęceni do dalszej podróży! Na końcu nic specjalnego na nich nie czekało, a on nie miał tu roli strażnika, któremu zależałoby na niedopuszczeniu ich do serca labiryntu. Zwyczajnie nie miał nic lepszego do roboty, do tego tak rzadko ktokolwiek zapuszczał się w te okolicę, żal byłoby pozwolić im spokojnie spacerować w jednym z bardziej magicznych zakątków Hogwartu!
Znowu krzyknęła, na co Irytek tylko przewrócił oczami. To nie Halloween, nie po to się produkował by jej przerażenie zmieniało się w ekscytację, a grymas zaskoczenia i strachu ewoluował w radosny uśmiech. Czas na prawdziwą zabawę i wykorzystanie potencjału pozwijanych murów w których drzemały uroki i niegdyś rzucone zaklęcia, a także kilka bardziej przyziemnych tajemnic.
Zatrzymali się przy metrowym kufrze, dosyć dużym by pomieścić jakiś skarb, lub skrywać niebezpieczną pułapkę. W rzeczywistości była to skrzynia w której zrobiły sobie gniazdo kosmate pająki, wychodząc na łowy przez wyrwę schowaną z tyłu, czasami wymykając się przez wystarczająco dużą dziurkę od klucza, składając jaja i kryjąc się w ciemności nigdy nie otwieranego, drewnianego pudła. Dopóki nikt nie podniósłby wieka, byłyby niegroźne i pewnie pozostały niezauważone, ale rudy poltergeist nie zamierzał czekać aż ruda zdecyduje się zaspokoić ciekawość i zajrzy do środka. Zamiast tego złapał za skrzynię po bokach i poruszył nią, jakby sama bliskość przechodniów obudziła w niej coś złego i agresywnego. Raz stuknął drewnem o kamienną posadzkę. Potem znowu i znowu, aż rozwarł jednym płynnym ruchem zapajęczoną, pełną kurzu i pełzających, zaskoczonych mieszkańców, paszczę skrzyniowego niby-ożywionego monstrum, rzucając nim w stronę niczego niespodziewającej się gryfonki. Dla osoby postronnej był to atak mimika, czy też innej złowrogiej siły jedynie udającej potulny kuferek. Wprawdzie część pajęczaków uciekła z niego przez tylną dziurę już podczas trzęsienia, ale większe okazy i chmara maleństw pozostały w środku, ostatecznie lądując, wypadając, a nawet wyskakując(!) we wszystkie możliwe strony, gdyż były to jedne z tych najgorszych, skaczących okropieństw, których samo istnienie było grzechem i karą boską. Spróbowali się odsunąć? Może postąpić do tyłu kilka kroków? Nie wiadomo kiedy, chociaż najpewniej w czasie wgapiania się w zaczarowane pudełko, kilka pnączy zgrabnie i niepostrzeżenie oplątało się wokół nóg dwojga odkrywców, skutecznie potykając ich przy pierwszej próbie poruszenia.
I co teraz? Dalej mieli frajdę? Wciąż chciało im się bawić w poszukiwaczy przygód? Irytek miał tego więcej w zanadrzu, ale na razie odsunął się na bok, dając im chwilę na reakcję. Cały ten czas pozostawał niewidzialny, do tego nawet słówka nie pisnął, chociaż zbierało mu się na śmiech. Nie chciał jednak zdradzić swojej obecności, bo w ten sposób było o wiele zabawniej!


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Re: Labirynt

on Sro Sie 26, 2015 10:04 pm
Severus zmęczony był już tym całym natłokiem myśli, które pojawiały się w jego głowie. Był już zmęczony miłością, która nie miała sensu i przyszłości. Miał ochotę choć na chwilę usiąść i nie martwić, nie zastanawiać się nad niczym. Będąc jednak w tym korytarzu z Lily nie mógł odgonić od siebie bolesnych i dosyć natrętnych myśli. Cały czas zastanawiał się, jakby to było, gdyby go kochała.
Dobrze wiedział, że to tylko czcze życzenie i Evans nigdy nie odwzajemni jego uczucia. Wiedział, że to wszystko nie ma po prostu sensu i prawa bytu. Bolało go to, lecz z drugiej strony... Dawało obraz prawdziwej rzeczywistości i choć nie sądził, by kiedykolwiek się w niej odkochał, pozwalało mu to uspokoić kołaczące się w piersi serce.
Korytarz był ciemny, rozświetlało go tylko zaklęcie rudowłosej, gdyż jego zdążyło już przygasnąć, a on wolał poczekać z rzucaniem kolejnego czaru. Czy był poddenerwowany? Nie bardziej, niż wcześniej. Do czasu skrzyni i pająków. Nie to, że się ich wystraszył jakoś szczególnie, po prostu cała sytuacja była nieciekawa. I tyle.
Pierwsze stworzenia, które wyskoczyły zaskoczyły go dosyć mocno, więc jedyne co zrobił to wyciągnął przed siebie różdżkę i już szykował się do rzucenia zaklęcia. Kiedy jednak zobaczył ile pająków kieruje się w stronę Lily, od razu zasłonił ją swoją szatą i burknął coś pod nosem. Na razie jednak nie podnosił różdżki, chcąc zorientować się lepiej w sytuacji. Bez sensu było strzelać zaklęciami we wszystkie obrzydlistwa osobno, lepiej poczekać aż jakaś ich część się do siebie zbliży.


Re: Labirynt

on Pią Sie 28, 2015 9:29 pm
Skąd jednak mogli wiedzieć, że był to po prostu Irytek? W końcu poltergeist postanowił być niewidzialny i urozmaicić im zwiedzanie tego miejsca. Lily zresztą nie chciała dać się wybić z rytmu i pozwolić na to, by jakieś niegroźne zrządzenia losu przeszkodziły jej w tym przyjemnym spacerze z Severusem. W końcu dawno tego nie robili, obydwoje mając niezwykle napięte grafiki. Poza tym droga z wieży Gryffindoru do lochu w którym królowali Ślizgoni była długa - i choć rudowłosa była Prefektem Naczelnym i zaczepki wychowanków domu Slytherina nie robiły w większości na niej wrażenia, to wolała nie kusić losu.  Skoro tak bardzo ten psotny duch chciał ją przestraszyć to musiał się bardziej postarać! Gdyby była sama, pewnie nie miałaby w sobie tyle zapału, ale towarzystwo Snape'a działało na nią niezwykle korzystnie i dodawało jej więcej odwagi. Przyglądała się skrzyni z rosnącym zaciekawieniem, wyobrażając sobie, że znajduje w jej wnętrzu na przykład jakieś stare księgi. Cóż to była za podniecająca myśl! Evans jednakże nie wiedziała, że strasznie, ale to strasznie się myli.  
Zapewne znając myśli, które w tym czasie chodziły po głowie Ślizgona, natychmiast by odeszła, by zaoszczędzić mu bólu. No ale skąd to mogła wiedzieć? No skąd? W takich kwestiach była zupełnie niedomyślna! Światło nadal wydobywało się z różdżki, gdy tak pochylona przejeżdżała dłonią po solidnie wykonanym kufrze.  Chwilę później jednak poczuła chłodny dotyk, który sprawił, że aż dostała gęsiej skórki i odsunęła się nieco do tyłu. Wycierając brudne od kurzu palce w szatę, zauważyła jak skrzynia zaczyna się gwałtownie poruszać. Jej zielone oczy zrobiły się wielkie jak spodki, a sama dziewczyna nie wiedziała, co zrobić i jak się zachować. Na krótką chwilę zwyczajnie ją zamroczyło.  I nie zorientowała się, kiedy pnącza oplotły się wokół ich nóg! Na dodatek dostrzegła w środku poruszającego się kufra mnóstwo ciemnych, włochatych i okropnych pająków! Wydała z siebie cichy gardłowy pisk, rzucając nieco przestraszone spojrzenie w stronę Severusa, który nagle postanowił ją zasłonić. Przełknęła głośno ślinę i zaczęła się gorączkowo zastanawiać, co zrobić w obecnej sytuacji. Do głowy przychodziło jej tylko jedno zaklęcie, więc postanowiła nie czekać, tylko zacząć działać. Użyła więc najpierw "Nox" i w korytarzu zrobiło się ciemno. Po czym, kierując różdżkę w stronę ruszającego się kufra, rzuciła zaklęcie.
- Arania Exumai!
Zaklęcie jednak nie sięgnęło swego celu, co Lily przyjęła z niezadowoleniem.
- Severusie, użyj zaklęcia - dodała gorączkowym szeptem, nadal spoglądając w stronę skrzyni.

/Jako, że mam już powyżej 200 PD, to działa mi suwak. Więc mam 2 i 5. Zaklęcie jednak nie trafia celu.


Ostatnio zmieniony przez Lily Evans dnia Pią Sie 28, 2015 9:32 pm, w całości zmieniany 1 raz



I guess I just brushed through your mind
More gently
Than I intended to
Not fresh enough
Just a breeze


Re: Labirynt

on Pią Sie 28, 2015 9:29 pm
The member 'Lily Evans' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 1, 4


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Labirynt

on Pią Sie 28, 2015 10:52 pm
Czy wywoływanie bólu u wielkich na dłoń pająków, które pokryły ciało bohaterskiego ślizgona było dobrym wyjściem? Przecież cierpienie wyzwala w zwierzętach głównie jedną reakcję i jest to agresja. Tak jak do tej pory stawonogi były zaskoczone, przerażone i próbowały uciec od pary czarodziejów, zupełnie nie rozumiejąc co się stało z ich przytulnym gniazdkiem, tak w tej chwili zaczęły wić się i kąsać materiał w który wczepiły się odnóżami. Część z nich dotarła do nieosłoniętych części ciała Snape'a i niedoszli kochankowie mogli co najwyżej modlić się by ten gatunek nie okazał się jadowity, bo z każdą chwilą na skórze chłopaka pojawiały się kolejne ugryzienia.
Irytek musiał przyznać, że niekoniecznie na takim efekcie mu zależało. Nie miał jednak żadnych zahamowań i chociaż posiadał zdolność do odczuwania empatii, to bycie miłym i odpowiedzialnym nie należało do jego mocnych stron. Zbliżył się do przerażonej gryfonki (ha, wciąż go to rozbrajało, co ta tiara sobie myślała, gdy dobierała jej dom?) i złapał pewnie za jej szatę na wysokości karku. Bez ostrzeżenia, z całej siły szarpnął w dół za materiał, posyłając biedaczkę na kamienną posadzkę. Wykorzystując okazję wytrącił jej z ręki różdżkę, która wylądowała w ciemnym kącie, wśród syfu, pająków i niedojedzonych trucheł. "I tak tylko pogorszyłaś nią swoją sytuację." Przyjrzał się grymasowi lęku skrywającym się za burzą czerwonych włosów, rozszerzonym oczom o barwie świeżo skoszonej trawy. Był w stanie pojąć co takiego zachwycało w niej Jamesa, ale jej żałosne zachowanie nijak nie pasowało mu ani do nazwiska Godryka, ani tym bardziej do tego jakie nosił Potter. Był dla niej za dobry, serio. I trochę za głupi również, jednak nie w tym rzecz. Normalnie poltergeist nie mógłby się mniej przejmować nastoletnimi romansami, tym kto z kim i gdzie, lecz w tej konkretnej sytuacji zależało mu by ta jedna osoba na milion, której zdarzyło się być dla niego dobrą, miała zapewnione spędzenie reszty życia poza zamkiem w towarzystwie kogoś godnego. Lily Evans nie była właściwą osobą dla nieoficjalnego lidera huncwotów. Już bliższy jej poziomowi był Snape. Ten zagryzany przez włochate, ośmionogie paskudztwa, nieświadom istnienia szamponu młody brunet, który w ogień by za nią wskoczył, gdyby tylko zechciała na niego łaskawiej spojrzeć.
Miał pomysł. Ryzykowny, najpewniej nie zadziała, ale musiał spróbować. Na kilometr było widać po Severusie, że sam ma dość niepewności i kotłujących się w nim uczuć. Wydawało się, że wybuchnie, jeśli tylko dać mu ku temu okazję. W tym Irytek był najlepszy... Ominął walczący z niedobitkami wkurzonych pająków duet i po drodze zgarnął magiczny patyk rudej, kiedy oni byli zajęci obroną. Niczym burza minął kilkanaście zakrętów i dopiero o wiele dalej zatrzymał się, wysunął luźniejszą cegłę, a za nią schował różdżkę, którą zaklinował kamiennym blokiem, tak by głupie Accio miało problem z przywołaniem jej. Chcą odzyskać swoją zgubę, to niech ją znajdą. Ale najpierw ciekawa przeszkoda! Gdyby zdecydowali się na dalszy spacer, pierwszym co zobaczą po przejściu kilku metrów będzie zaklęta ściana pyłu. Śmieszna sprawa, bowiem jest to bardzo stara pułapka stworzona już po odkryciu wyjątkowego, paranormalnego mieszkańca Hogwartu, którego istnienie zainspirowało pewnego odkrywcę. Swego czasu żyjący setki lat temu mag miał szansę dobrze poznać zamek i tak się złożyło, iż lubował się w utrudnianiu tego zadania innym. Wpadł na pomysł wyczarowania pięknej, choć niecodziennej zapory, która wędrowałaby swobodnie po labiryncie, blokując przejście każdemu śmiertelnikowi. Niemożliwym byłoby przejście jej, gdyż przy samym zbliżeniu pyłki rosłyby dziesięciokrotnie i wypełniały każdy skrawek wolnej przestrzeni, zmieniając się w zwarty, puchaty mur, zaś wszelkie zaklęcia odbijałyby się i rykoszetowały w rzucającego. Sekretem do tego nieznanego nikomu problemu była ektoplazma, która przyciągała i wchłaniała pyłki, umożliwiając żywym dalszą wędrówkę. Duchy nie zapuszczały się w te okolice i nawet jeśli wiedziały o denerwującej przeszkodzie, nie były zbyt chętne zbliżać się do niej, gdy w przeciwieństwie do Irytka były częściowo fizyczne cały czas i mogłyby mieć później problem z pozbyciem się puszków. Poltergeist mógł mijać je niezauważony dopóki nie przyjął widzialnej formy, ale nawet wtedy wystarczyło by zniknął, a pułapka odnawiała się i wędrowała dalej. Co jednak mieli zrobić Lily i Sev, skoro nie mieli pojęcia na czym polega sztuczka i nie wiedzieli o obecności wrednego rudzielca? Spokojnie, od tego były przecież zagadkowe napisy!

"Jeżeli żeś tajemnic odkrycia godzien
I wielkiego skarbu nieznanego
Powiedz na głos imię tylko
Bliskiego sercu ukochanego

Każdy śmiałek musi być praw
I wnętrza swego słuchać
Ktokolwiek skłamie lub nie odpowie
Powinien prędko czmychać!
"

Wrócił do drużyny antypajęczej by sprawdzić jak im się wiedzie. Pokonali coraz słabsze i mniej liczne armie stawonogów? Zechcieli kontynuować podróż w nieznane? Zauważyli brak jednego z patyków i uznali za godne zachodu odszukanie go? Lepiej żeby tak było, bo inaczej pisał na tej ścianie bez powodu, a rymy do najłatwiejszych nie należą, nawet jeśli są tak mało ambitne...


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Sponsored content

Re: Labirynt

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach