Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Polana z kominkiem i z kocem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Polana z kominkiem i z kocem   Pon Wrz 02, 2013 1:18 pm

Pomieszczenie wykreowane przez wyobraźnię Lily Evans i Jamesa Pottera. Był duży ciepły kominek, z którego wydobywało się wesołe trzaskanie, ściany przypominały ruszające się drzewa z Zakazanego Lasu, natomiast niedaleko znajdował się duży koc, a gdy spojrzało się w górę to można było dostrzec gwiazdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Czw Gru 04, 2014 12:36 am

James od kilku dni przemierzał szkolne korytarze z jeszcze większym entuzjazmem niż zazwyczaj. Nie, żeby należał do osób, które chodzą ze zwieszoną głową, smętnie przebierając swoimi niemrawymi kończynami. Co to, to nie. Zawsze, ale to zawsze każdy napotkany przechodzeń mógł zobaczyć Rogacza z wyprostowaną dumnie piersią i nonszalanckim uśmiechem na ustach, a kiedy jeszcze szedł razem z resztą bandy Huncwotów to wrażenie tylko potęgowało się, ponieważ James Potter był typem osoby, której przyjaciele dodają skrzydeł i zawsze czuł się w pełni sobą kiedy był nimi otoczony. Tego dnia jednak to nie oni byli obiektem jego nadzwyczajnego entuzjazmu. Gdyby mógł, chyba frunąłby pod sufitem. Nie chciał jednak robić konkurencji Jęczącej Marcie, która z miłą chęcią widziałaby go jako ducha (Tak, urocze z niej dziewczę, doprawdy!) czy też Prawie Bezgłowemu Nickowi.
Powodem pobudzenia Pottera nie było nic innego niż wspomnienie wyjścia z Evans do Hogsmeade. Z początku, musiał przyznać, był do tego nastawiony raczej krytycznie. Z czasem sytuacja zaczęła się zmieniać na korzyść ich obojga. Od kiedy tylko wrócił tamtego wieczora do zamku i udał się do Pokoju Wspólnego, ponieważ nie był to już czas na latanie po korytarzach - doprawdy, jakby kiedykolwiek przejmował się tym zakazem! Do rzeczy, Potter! - Od kiedy tylko wrócił do Pokoju Wspólnego, a Evans zniknęła już w pokojach dziewcząt, odtwarzał w pamięci wszystkie perełki, które uważał za warte zapamiętania podczas tego spotkania. Rogacz miewał czasem przebłyski romantyzmu, do tej pory przejawiały się one jednym zdaniem - Umówisz się ze mną, Evans? - Teraz jednak coś się w nim wydarzyło, co spowodowało, że zapragnął mieć ten dzień w pamięci na zawsze. Dobył pióro, które nie wiedzieć dlaczego leżało w jego kapciu wciśniętym pod sam środek łóżka i znalazł czysty zwój pergaminu. Zamoczył rysik w atramencie i zanotował wszystko od A do Z, wszystko co było warte zapamiętania, każdą chwilę, nawet to jak pociągnął Evans za język. Kiedy skończył, wysuszył atrament, zwinął ostrożnie i schował jak najgłębiej przed dostępem przyjaciół. Bo jeszcze tego by brakowało, gdyby którykolwiek to zobaczył! Chyba nie zniósłby ganiania za Blackiem, który powstrzymując salwy śmiechu starał się odczytać to co tam zapisał, przy okazji uciekając przed Potterem. Czym prędzej usunął tę wizję z myśli i skupił się na rozpamiętywaniu chwil, których dopiero co był uczestnikiem. Oczywiście najlepiej zapadło mu w pamięci samo wyznanie Lily, kiedy w końcu powiedziała szczerze to co czuje, czego oczekuje i czego pragnie.
"- Nie chcę byś odchodził i mnie zapomniał - powtórzyła cicho i wolno, robiąc jeden krok w jego stronę i nie przerywając kontaktu wzrokowego. Uwolniła swoją dłoń z jego uścisku, po to tylko żeby złapać jego rękę i przybliżyć do swojej piersi pod którą biło jej serce. - Nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Zwyczajnie nie wyobrażam sobie jutra, ani kolejnych dni bez Ciebie. Bez Twojej obecności. Twojej bliskości. A jednak byłeś gotowy by to zrobić... Odejść. Umarłabym chyba gdybyś naprawdę odszedł. Źle na mnie działasz, wiesz? Jesteś naprawdę okropny i nic dziwnego, że trzymałam się z dala od Ciebie. Jesteś szatanem, to z pewnością jest to..."
Znów i znów powracał myślami do tego miejsca, gdzie śnieg został wydeptany pod ich stopami, kiedy co i raz zatrzymywali się, by w końcu odkryć siebie na nowo. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby jeszcze lepiej nie zapamiętał pocałunku, który połączył ich na dobre i podczas którego zapomnieli o całym otaczającym świecie a najbardziej chyba o kubkach, które wynieśli z Herbaciarni.
- Na brodę Merlina, Rogacz, zachowujesz się jak baba! - Skarcił sam siebie w myślach, idąc korytarzem VII piętra w zamku, jednak grupka czwartorocznych, która się za nim obejrzała uzmysłowiła mu, że zaczął mówić sam do siebie. Nie jest dobrze. Pomyślał, odprowadzając ich takim samym zdziwionym spojrzeniem jak oni jego. Zatrzymał się na chwilę, ponieważ zorientował się, że stoi pod wejściem do Pokoju Życzeń, który znali nieliczni w zamku. Przejechał dłonią po cegłach, zastanawiając się co by mógł sobie zażyczyć, żeby to magiczne miejsce mu ukazało. Spodziewał się, że ulucy w Hogsmeade raczej nie będzie w stanie odtworzyć. Chociaż?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Czw Gru 04, 2014 3:24 pm

Co do Lily od jakiegoś czasu szybciej wpadała w zakłopotanie, niż dotychczas. Byle błahostka potrafiła pozbawić jej koncentracji; na szczęście na zajęciach jeszcze w miarę funkcjonowała, bo to by dopiero była tragedia, gdyby nie wychodziło jej najprostsze zaklęcie, albo eliksir. Wtedy z całą pewnością ktoś mógłby zauważyć, że coś było nie tak. Chociaż...po jej dziwnie tajemniczym zachowaniu również można było to stwierdzić. Dlatego zdarzało jej się niekiedy zapominać o tym, co w danym momencie robiła i zupełnie traciła poczucie rzeczywistości, myślami wracając do tamtego pamiętnego dnia w Hogsmeade. No i oczywiście jeszcze kwestia listów od panny Meadowes, które trzymała blisko siebie by w każdej chwili się z nimi podzielić z całą resztą. Póki co, nie miała jednak jak, zwłaszcza że od jakiegoś czasu Erin gdzieś znikała, Mary zdawała się być w zupełnie innym świecie, a Huncwoci...no cóż. Ich też jakoś nie potrafiła złapać. Tak więc pozostało jedynie liczyć, że pewnego dnia się jej poszczęści i natknie się na nich wszystkich w jednym miejscu. To byłoby dopiero idealne zrządzenie losu! Jako że nie chciała mnóstwa pytań na temat tego, czy nic jej nie jest, rudowłosa skutecznie wciągnęła się we wszelkie obowiązki prefekta naczelnego, oraz w wir przygotowań do OWUTEMÓW, które z każdym dniem były coraz bliżej. Dzisiejszego dnia już zupełnie zwariowała, kiedy podniosła się z łóżka i zajrzała do kalendarza. Na Merlina, był dzisiaj PIERWSZY MARCA! A to oznaczało...to oznaczało, że za jakieś trzy miesiące, jak nie mniej odbędą się najważniejsze egzaminy jej życia! Ważniejsze nawet od SUMÓW.
Kiedy więc Lily się wyszykowała i ułożyła włosy w niedbałego koka, postanowiła udać się do biblioteki i wypożyczyć kolejne książki, które przydadzą jej się do nauki. Poprawiła jeszcze swój mundurek i szatę i opuściła zapełniony Pokój Wspólny. Bystre zielone oczęta w kształcie migdałów uważnie rozglądały się po całym korytarzu na VII piętrze. Po drodze mijała się ze znajomymi uczniami, odpowiadając na powitania, albo uśmiechem, albo też skinięciem głowy. Gdy jednak skręciła kolejnym zakrętem i znalazła się niedaleko gobelinu z Barnabaszem Bzikiem i trollami, zauważyła bardzo znajomą sylwetkę. Pewności tylko dodała ta doskonale jej znana rozczochrana czupryna.
Potter. A właściwie to James. Jakie to dziwne, na Merlina! I jak ja mam się zwracać do niego? Potter? James? A może Rogacz? A już sama nie wiem!
Z pewnością by się teraz roześmiała, gdyby nie to, że nie chciała by zbyt wcześnie ją zauważył. W sumie miała okazję by jeszcze uciec i pójść inną drogą do biblioteki, ale stwierdziła, że przecież nie będzie go unikać. Nie taki przecież był cel ich pamiętnego spotkania w Hogsmeade, które właściwie można było nazwać...randką. I do tego wszystkiego nielegalną randką. W życiu by się nie spodziewała, że tak to będzie odbierać! I że w końcu się z nim umówi - ba! - sama wyjdzie z inicjatywą! I gdyby jeszcze wiedziała, że Gryfon zapisał, co ważniejsze dla niego szczegóły tego wydarzenia, z pewnością by straciła mowę. A to, moi drodzy byłoby bardzo dziwne i niespotykane.
Powolutku i po cichutku, stanęła za nim na palcach i zasłoniła mu swoimi małymi dłońmi oczy, tak żeby zrobić mu niespodziankę. Było to nieco niewygodne z racji dość sporej różnicy w ich wzrostach, niemniej Lily niezbyt się tym przejmowała. Biło od niego tak niesamowite ciepło, że od razu mimowolnie powędrowała myślami do tamtego dnia, kiedy tak naprawdę wszystko uległo między nimi zmianie. Przybliżyła się jeszcze bardziej do Jamesa tak, że zdołała oprzeć podbródek o jego ramię i zbliżyć usta do jego ucha.
- Zgadnij kto - wyszeptała, starając się to powiedzieć choć odrobinę zmienionym głosem, żeby utrudnić mu zadanie. Gdyby ktoś teraz zobaczył owy obrazek z Potterem i z Evans, z pewnością mocno by się zdziwił, możliwe że nawet zacząłby podejrzewać, że ma jakieś omamy; tak bardzo było to nierealne! A jednak rudowłosa prefekt naczelna stała na czubkach palców u stóp, ledwo utrzymując równowagę po to tylko, żeby zasłaniać oczy kapitanowi drużyny Gryffindoru.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Pią Gru 12, 2014 2:27 am

James od powrotu z Hogsmeade wodził wzrokiem za Lily, jednak ta od kilku dni postanowiła rzucić się w wir przygotowań do Okropnie Wyczerpujących Testów Magicznych. Z tego co udało mu się zauważyć, chodziła jakaś rozproszona, nie mogła skupić się dobrze na ćwiczeniu zaklęć ani eliksirów. Oczywiście, że OWuTeMy się zbliżały, ale chyba nikt nie przywiązywał do przygotowywań aż takiej wagi jak Lily. James ukradkowo powtarzał materiał, jednak nauka wchodziła mu dobrze i nie musiał za wiele ślęczeć nad książkami. W dodatku nie nadwyrężył sobie swojej opinii Huncwota. Miał więc czas na wszystko i dziwił się, że najlepsza uczennica z ich rocznika tak bardzo panikuje. Miał ją zamiar jakoś „odstresować”, jednak nigdy nie mógł jej złapać, ponieważ umykała mu korytarzami jak dym, zaszywając się w bibliotece albo w jakimś innym piekielnym miejscu.
Stał tak przyglądając się jak głupi ścianie tuż obok gobelinu z Barnabaszem Bzikiem oraz trollami, pogrążony we własnych myślach, kiedy nagle w korytarzu na VII piętrze zaczęło się robić tłoczno. Uczniowie mijali się, witając i wygłaszając jakieś komentarze odnośnie prozaicznych rzeczy jak pogoda, lub też zbliżające się egzaminy, po czym mijali się, każde podążając w swoim kierunku.
Nagle ktoś zaszedł go od tyłu, przysłaniając swoimi drobnymi, delikatnymi dłońmi jego oczy. James drgnął, nie spodziewając się zupełnie takich okoliczności i przykrył swoimi dłońmi te, które zakryły mu twarz. Uśmiechnął się pod nosem, ponieważ nie pomyliłby ich z żadnymi innymi. Kiedy usłyszał odmieniony głos, tylko zachichotał w odpowiedzi.
- Niech no pomyślę, czy to czasem nie panna Evans, która kilka dni temu tak ochoczo próbowała mnie naśladować? – Odpowiedział i już miał się odwrócić do dziewczyny, jednak poczuł, że dziewczyna przylega do jego pleców całym swoim ciałem, a jej podbródek znalazł się na jego ramieniu. Zalała go nagła i niepohamowana fala gorąca. Niewiele myśląc, ujął jej dłoń w swoją własną i ucałował z miłością najpierw na zewnętrznej stronie, a później na wewnętrznej. Z drugą dłonią zrobił to samo. Po chwili odwrócił się ostrożnie tak, że jej ręce zostały na jego ramionach. Oparł czoło o czoło Lily i oplótł dziewczynę ramionami, uśmiechając się kącikiem ust.
- A co Ty mnie tak od tyłu zachodzisz, co? – Spytał, śmiejąc się w duchu. – Pewnie znowu pędzisz do biblioteki, jakbyś chociaż jednego dnia nie mogła poświęcić tylko na mnie. – Rzekł z udawanym oburzeniem i przyciągnął Lily jeszcze bliżej siebie. Korytarz zdążył już opustoszeć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Pią Gru 12, 2014 1:50 pm

Sądziła, że skoro jest z mugolskiej rodziny, to jest to wystarczający powód by przykładać się do nauki jeszcze bardziej, niż inni. Tak jakby chciała coś udowodnić innym i sobie. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby nie zdać OWUTEMÓW. To byłby chyba koniec świata! Dlatego nie rozumiała podejścia Jamesa i Syriusza, którzy praktycznie w ogóle się nie uczyli, co więcej nauka przychodziła im z niebywałą łatwością, zwłaszcza na różnych zajęciach! Jedynie Remus zdawał się podzielać jej zdanie i wraz z nią spędzał większość czasu w bibliotece na przypominaniu materiału, albo przygotowywaniu wypracowań na kolejne zajęcia.
Istotnie, trochę ludzi przez jakiś czas było na korytarzu na VII piętrze, ale kiedy Lily już się tu znalazła i przystanęła nagle wszyscy praktycznie zniknęli za wyjątkiem nich. Jakby za sprawą różdżki, co byłoby w sumie dość zabawnym stwierdzeniem. Ale to zapewne była kwestia tego, że spieszyli się oni do różnych miejsc, bo przecież co by takiego ciekawego mogło być na jednym z korytarzy na VII piętrze? Gdyby tylko wiedzieli!
Tak więc stała za nim, jak jakieś atakujące go od tyłu stworzenie i czekała na jego reakcję. Kiedy usłyszała jego chichot już wiedziała, że nie dał się nabrać. No i nici z planu! Burknęła coś pod nosem z niezadowoleniem, nie zmieniając jednak położenia.
- Naśladowanie Ciebie jest akurat łatwe. Przynajmniej wychodziło mi to lepiej, niż Tobie - odgryzła się rozbawiona, nie starając się już o "zmianę" swego głosu. Kiedy zaczął całować jej dłonie, nieco się speszyła i już miała się odsunąć, kiedy chłopak postanowił się odwrócić tak, że stali teraz w twarzą w twarz. Na domiar tego, jeszcze bardziej się przybliżył, jakby ta odległość była dla niego za duża! A dla niej...no cóż. Kiedy James Potter znajdował się tak blisko, miała wrażenie, że jej policzki idealnie zastąpiłyby zaklęcie Incendio. Dmuchnęła mu w usta, żeby przypadkiem jeszcze bardziej nie zbliżył się do niej ze swoimi demonicznymi mocami. Tak, dobrze czytacie! Inaczej tego oddziaływania jego na nią, nie można było nazwać inaczej, jak siłami samego szatana! Ale w sumie rudowłosa sama była sobie winna, skoro praktycznie dobrowolnie przestąpiła próg piekieł.
- Ty też w końcu powinieneś! Jest już MARZEC, James! M-A-R-Z-E-C! Czyli zostało bardzo mało czasu do powtórek! - Rzuciła mu nieco rozgorączkowane spojrzenie zielonych tęczówek, po chwili biorąc głębszy wdech i przenosząc ręce na jego szyję, jak to miała zwyczaju. Delikatnie palcem wskazującym zaczęła kreślić kółka na jego karku, sama nie do końca rozumiejąc, dlaczego to robi. Ale wydawało jej się to, nie wiedzieć czemu, naturalne.
- Za dużo byś chciał. Zresztą spójrz! Jestem tutaj i poświęcam Ci czas, czyż nie o to Ci chodziło?
Jej oczy się wręcz śmiały, kiedy wymawiała tak pewnie te słowa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Pią Gru 12, 2014 2:28 pm

Nigdy nie rozumiał jak można uważać, że skoro czarodziej jest pochodzenia mugolskiego, to musi poświęcać więcej czasu na zgłębianie wiedzy magicznej czy praktyki zaklęć. Cokolwiek. Według niego każdy uczeń Hogwartu powinien być stawiany na równi z innymi. Zwłaszcza jeśli w dodatku był prymusem i wolał poświęcać czas na zakuwanie do OWuTeMów niż przeznaczyć go na jakieś drobne przyjemności. James i Syriusz nie zakuwali, ponieważ mieli ten dar, który nazywał się – brakiem stresu. Wtedy nawet wiedza z lekcji przyswajana była szybciej i skuteczniej. Chociaż ostatnimi czasy zaczynali się nad poważniejszymi powtórkami, nie mogli przecież nie zdać i zrobić z siebie obiektów kpin całej szkoły. Z drugiej jednak strony, kiedy tak się nad tym zastanowić, uważali, że te całe OWuTeMy nie są takie bardzo potrzebne. W dorosłym życiu z pewnością będzie im potrzebne zaklęcie do zmiany gwizdka w zegarek czy tam na odwrót.
James nie zdawał sobie do końca sprawy, że korytarz na VII piętrze opustoszał, ponieważ pewne dłonie przysłoniły mu całkowicie widoki na świat. Słyszał jednak po oddalających się głosach i krokach, że tak się stało. Gdyby tylko wiedzieli, że każde miejsce jest ciekawe, kiedy tylko przebywa tam Rogacz, to pewnie by zostali, a tak to zostawili go na pastwę Lily Evans, która upodobała sobie zachodzić go od tyłu. Zastanowił się, jakby to wyglądało, gdyby to on zaszedł ją od tyłu, jednak szybko wyzbył się tych nieprzyzwoitych myśli, żeby dziewczyna nie zauważyła jakimi ścieżkami krążą jego rozważania. Zaśmiał się jeszcze głośniej, gdy dziewczyna zaburczała z niezadowoleniem, że tak szybko ją przejrzał.
- Może dlatego, że ja nie muszę siebie udawać, jestem szczęściarzem będąc Jamesem Potterem. – Wyszczerzył zęby w uśmiechu, odpowiadając całkowicie na opak, ponieważ wiedział i tak o co chodziło pannie Evans. Wyczuł, że speszona Lily ma ochotę się odsunąć, dlatego tez odwrócił się, przyciągając ją bardzo blisko siebie. Każda odległość była dla Rogacza za duża, to już Lily powinna zrozumieć dawno temu. Poczuł dmuchnięcie w wargę i tylko uśmiechnął się szerzej, przybliżając się jeszcze bardziej. Gdyby teraz ktoś wszedł na korytarz, pomyślałby, że zastał tych dwoje w bardzo intymnej sytuacji. Może i demonstrował jej szatańskie siły, ale trzeba było przyznać, że był jej szatanem, a nie kogoś innego. Dziewczyna zaczęła znów się gorączkować, kiedy tylko temat zszedł na egzaminy.
- Wiem, L i l y! Mam kalendarz! Swoją drogą skoro zostało tak mało czasu, to i tak nic więcej nie zdążysz powtórzyć. – Rzekł ze śmiechem i zamknął jej usta pocałunkiem, oplatając mocno ramionami jej plecy, żeby tylko nie zdążyła znów panikować lub też po prostu uciec. Pocałunek był jednak tak krótki, że nie był pewien czy dziewczyna w ogóle zdała sobie sprawę co zaszło. James przez ułamek sekundy pożałował, że to zrobił, ponieważ ponownie poczuł jak zalewa go fala gorąca i jego myśli automatycznie podążyły nieprzyzwoitymi torami. Kółka kreślone przez Lily, palcem wskazującym po jego karku tylko potęgowały to wrażenie. Musiał jak najszybciej wyrwać się z tego transu, żeby nie obrazić dziewczyny.
- Nie o to mi chodziło, ponieważ poświęciłaś mi właśnie jakieś pięć minut ze swojego czasu, by za chwilę zniknąć mi w tej piekielnej bibliotece. – Rzekł z udawanym oburzeniem i oparł swój nos na jej nosku, kiedy dodał. – Miałem zamiar zawłaszczyć sobie cały Twój dzisiejszy czas. – Patrzył na dziewczynę, śmiejąc się w duchu. Tak łatwo jej do nauki nie wypuści.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Pią Gru 12, 2014 3:53 pm

Może i tak powinno być, ale czarodziej czarodziejowi nierówny, niestety. I miała tego pełną świadomość. Łatwo jest mówić o tak pięknych rzeczach, ale gdy dochodzi co do czego to okazuje się, że rzeczywistość jest zupełnie inna. Lily na dodatek to jeszcze bardziej wyolbrzymiała - w końcu miała co do tego skłonności. Drobne przyjemności? Z takimi było ciężko, bowiem w jakiś sposób Evans była...masochistką. Dla niej nauka wręcz stała się chorobliwym hobby. Kochała zanurzać się w świat książek i nawet jeśli były to książki naukowe. Odkrywanie różnych zagadnięć z dziedziny magii było, jest i będzie dla niej przyjemnością. Oczywiście w te przyjemności wliczała też przebywanie z przyjaciółkami, czy też rzeczy w stylu leżenie na trawie, kiedy padają na Ciebie promienie słoneczne, tańczenie w rytm piosenek zespołów takich jak Beatlesi. Odkąd jednak opanowała ją gorączka naukowa, Evans zdawała się o tym wszystkim...zapomnieć. Dzięki wręcz sadystycznemu motywowaniu siebie do nauki, czuła się spełniona pod względem intelektualnym. Tak, wiem. To chore. Ale w końcu to Lily Evans. Obraz normalności w jej oczach bywa nieraz nieco wykrzywiony.
W sumie zazdrościła im tej pewności siebie, tej lekkości z jaką przychodziło im przyswajanie nowych rzeczy. A z drugiej strony nieraz miała przez nich wybuchy prawdziwej frustracji. Była perfekcjonistką, jeśli szło o naukę.
Gdyby tylko wiedziała, w jaką stronę krążą myśli tego rogatego chłopaka! Z pewnością byłaby cała czerwona i albo by go uderzyła w głowę, albo zaczęła mu robić wykład. Ale na jego szczęście, Lily nie potrafiła czytać w myślach i była tkwiła w swym niewinnym, nieco wręcz naiwnym myśleniu.
- Rzeczywiście wielkie to szczęście - prychnęła ironicznie, jednak również się do niego uśmiechnęła. Aż za intymnych, można by było się pokusić o te stwierdzenie. Najgorsze w tym wszystkim jednak było to, że nie specjalnie była w stanie się mu opierać. Zapewne, jak zostanie sama to będzie sobie pluć w myślach, że pozwoliła sobie na takie zuchwalstwo. Wstrzymała oddech, kiedy zbliżył się do niej jeszcze bardziej. Rozchyliła nawet delikatnie wargi, zupełnie tego nieświadoma.
- Zdążę! Wraz z Remusem mamy plan doskonały względem powtórek - wymruczała obrażona, a wtedy on na chwilę zamknął jej usta krótkim pocałunkiem. Jasne, że zdawała sobie sprawę! Chociaż w jej oczach błysnęło zaskoczenie i przez moment nie potrafiła wydać z siebie żadnego dźwięku. I teraz nieświadomie korzystała ze swych specjalnym demonicznych mocy, odwdzięczając się mu za wszystko. Nadal kreśliła kółka na jego karku, przykładając jednak usta do jego ucha i niemalże śmiejąc się z siebie w duchu.
- Udowodnij więc, że masz do zaoferowania więcej, niż biblioteka - wyszeptała, po czym odsunęła się od niego, uśmiechając się z pewną satysfakcją. I proszę bardzo! Lily Evans właśnie rzuciła wyzwanie Jamesowi Potterowi! Uniosła nawet jedną brew do góry, czekając na jego reakcję. Teraz palcem kreśliła jakieś linie, które schodziły niżej, zahaczając o kołnierzyk jego koszuli. Nawet nie zdawał sobie sprawy, ile samokontroli ją to kosztowało. Powoli zaczęła się odsuwać na tyle, na ile pozwalał jej ten uścisk.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Pon Gru 15, 2014 7:18 pm

Czarodziej czarodziejowi nierówny, takie słowa mogły podchodzić pod motto wyznawców Czernego Pana, którzy jako jedyni znani Potterowi czarodzieje rozróżniali w ten sposób innych ludzi z magicznej społeczności. Liczyli się tylko i wyłącznie czarodzieje czystej krwi, natomiast szlamy i mugolaki należało jak najszybciej wymordować, najlepiej z jak największą liczbą ofiar oraz w jak najbardziej brutalny sposób. To nie był jednak temat rozważań Jamesa Pottera, który na widok zmierzającej do biblioteki Evans zaczął rozważać swoje powtórki do OWTeMów. Musiał przyznać, że więcej czasu poświęcał na przyjemności, treningi Quidditcha oraz  obijanie się i dostrzegł, że egzaminy zaczynają się zbliżać, kiedy Remus zaczął odmawiać im towarzystwa na rzecz powtórek, które zorganizował sobie z Lily. Zazdrościł im tego samozaparcia do nauki, na które sam nie mógł się zdobyć. Gdyby nie spryt i wrodzona inteligencja, z pewnością cienko piszczałby w całym roku szkolnym, a co dopiero podczas egzaminów. Może czas się obudzić teraz, zanim stanie się to na tydzień przed, kiedy ręce Rogacza po łokcie będą zatopione w nocniku?
Potrząsnął głową, jakby odganiał jakąś natrętną muchę. Co to za niedorzeczność, przecież jeszcze jest czasu a czasu. Pewnie gdyby Evans słyszała jego myśli, pacnęłaby go właśnie po głowie. Ponieważ bardzo szybko zeszły z nudnych torów nauki na tematy bardziej interesujące. Całe szczęście nie poznała (jeszcze) umiejętności legilimencji, bo byłoby z nim z pewnością źle. Zwłaszcza gdyby została jego żoną.
- Owszem, wielkie. – Rzekł, dla zapętlenia i podkreślenia swoich słów. James nie widział nic złego w tym, że Lily wcale nie wykazywała niechęci, jeśli chodzi o stanie w jego objęciach. Wręcz przeciwnie, jej dłonie zdawały się być jak przyklejone do jego karku jakimś silnym zaklęciem. Uśmiechnął się łobuzersko, zbliżając się jeszcze bardziej. Opuścił spojrzenie na jej rozchylone wargi, wcale tego nie ukrywając. Dlatego też zdawał się w pierwszej chwili nie słyszeć, co mówi do niego dziewczyna. Skinął tylko głową, zgadzając się z jej słowami, miał nadzieję, że za chwilę nie zada mu pytania – co właśnie powiedziałam? Przyciągnął ją do siebie, obsypując jej usta gorącym pocałunkiem. Nie mógł tego nie zrobić, było to silniejsze od niego. Lily wcale nie pozostawała mu dłużna, a każdy dotyk jej delikatnych palców na jego karku, przyprawiał Rogacza o dreszcz podniecenia. Evans przesunęła usta do jego ucha i wyszeptała mu ze śmiechem słowa, których nie mógł zignorować.
- Mogę pokazać Ci album z rodzinnymi zdjęciami, biblioteka na pewno nie ma takiej książki w swojej kolekcji. – Wyszczerzył zęby w pełnym satysfakcji uśmiechu, również odsuwając się nieznacznie. Owszem, dziewczyna rzuciła mu wyzwanie, ale takiej odpowiedzi z pewnością się nie spodziewała. Potter uwielbiał odpowiadać w sposób, jakiego jego rozmówca nie mógł się nawet spodziewać, to było częścią jego szalonej osobowości. W takim momencie bywali z Syriuszem bardzo do siebie podobni. Jego brwi wyskoczyły do góry i prawie zginęły pod gęstą grzywą kędzierzawych włosów, kiedy zdał sobie sprawę na co Lily ma tak naprawdę ochotę. Od dłuższej chwili kreśliła na jego szyi znaki, ugniatała jego skórę, jak gdyby jego szyja była gliną, z której miała zamiar wyrzeźbić jakieś naczynie. Co więcej, odważne paluszki, zaczęły schodzić coraz niżej, co wcale Rogaczowi nie przeszkadzało. Pokręcił tylko głową pod wpływem jej dotyku. Jeszcze chwila, a zacznie rozpinać mu kuszulę na samym środku korytarza! Ach, ta Lily Evans! Temperament ma tak samo ognisty jak kolor włosów! Zaczęła się odsuwać, jednak James nie pozwolił jej na to, albowiem drzwi do Pokoju Życzeń się pojawiły, a on otworzył je i rozglądając się ostatni raz, czy nikt nie nadchodzi korytarzem, popchnął ją lekko do środka, wchodząc do pomieszczenia zaraz za nią. Od razu zamknął za sobą drzwi i nieskończenie powoli odwrócił się do dziewczyny, a na jego twarzy pojawił się zuchwały uśmiech.
- Mam do zaoferowania znacznie więcej niż biblioteka, chyba za słabo mnie jeszcze znasz, skoro w to wątpisz. – Rzekł, rozglądając się po pomieszczeniu.
---
Tobie zostaje wymyślenie tego, co jest w pokoju!  :flower:

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Wto Gru 16, 2014 7:35 pm

Ale czy to nie było jednak prawdą? Oczywiście, że tego typu hasła należały do Tego - Którego - Imienia - Nie - Wolno - Wymawiać i jego wyznawców, których swoją drogą było coraz więcej. Wedle nich nie miała żadnych praw by przebywać w tym cudownym świecie - wręcz powinna zostać zlikwidowana. Miała poczuć jaką jest zarazą; nic nie wartą szlamą, która musi umrzeć za swoje pochodzenie i za ośmielenie się by przebywać w tych murach, za dzierżawienie w ręku różdżki, która wedle czystokrwistych nigdy nie należała do niej i poznawanie tajników magii, których przecież nie była godna. Mogłeś twierdzić, ze to nie miało żadnego znaczenia - ot co, wymysł jakiś popapranych szaleńców, którzy kiedyś przeminą...że wszystko będzie przecież dobrze i nikt jej nie skrzywdzi. Nie dopóki Ty tutaj byłeś. Ale to tak nie działało, niestety. I choć starała się o tym myśleć jak najmniej to w jakiś sposób to do Evans wracało. Zwłaszcza w nocy, kiedy zostawała sama ze swoimi myślami i strachem. Nawet nie o siebie, ale o najbliższych; o swoją mamę, tatę i Petunię.
Ale należało to póki co zostawić, prawda? Choć na chwilę należało czerpać z tego, co dawało życie. Z tych krótkich ulotnych chwil szczęścia. A póki Lily była w Hogwarcie czuła się bezpieczna, jakby ktoś otulił ją ciepłym kocem, aż po samą głowę. Choć czasami, mimowolnie ta głowa wystawała z nad materiału i wtedy w twarz atakowała ją nieraz sroga rzeczywistość.
On skupiał się na treningach Quidditcha, ona zaś koncentrowała się na powtórkach, pisaniu zadań domowych i dyżurach. Czasem też zdarzały się jakieś spotkania klubów do których należała. To było w sumie dość rozsądne; na pewno o wiele bardziej rozsądniejsze, niż przebywanie w towarzystwie dzikiego jelenia. Na wszystkie jego stwierdzenia, które pojawiały się w tej rozczochranej głowie zapewne tak by właśnie zareagowała. W sumie legilimencja to jest dobra myśl! I wszystko było przecież przed nią prawda? Lepiej więc żeby pan Potter nie kusił losu.
A co do bycia czyjąś żoną i to żoną Jamesa Pottera, Lily pewnie doznałaby wielkiego szoku i zareagowała co najmniej nerwowym chichotem, biorąc nogi za pas. Nie wyobrażała siebie w takiej roli! To znaczy...czasami miała jakieś fantazje na temat tego, jak przyodziewa suknie ślubną, a jej wspaniałe druhny pomagają jej wszystko zorganizować, no ale przecież to były bardzo dalekie plany! No i kto powiedział, że to on będzie jej mężem? Wszystko jeszcze było przed nimi!
I zapewne w tej chwili to ona oberwałaby od Rogacza za swoje myśli.
Prychnęła ponownie, tym razem mniej pewnie i obserwowała uważnie jego poczynania. Z takim niebezpiecznym osobnikiem należało bowiem uważać. Nigdy nie wiadomo, co takiego może wpaść do tej głowy. Bo trzeba było przyznać, że ostatnio sporo swoich osobistych granic łamała, zwłaszcza tych dotyczących przestrzeni osobistej. No i na Merlina! Jakby nie patrzeć to Lily go właściwie...prowokowała. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale jej usta zostały przez niego skutecznie zamknięte. Z początku zupełnie nie zareagowała, potem jednak odwzajemniła pocałunek jeszcze bardziej do niego przylegając, jakby zapominając o przestrzeganiu choćby tej maleńkiej granicy pomiędzy ich ciałami.
- To mogłoby być ciekawe, zwłaszcza widok małego rozczochranego brzdąca z gołą pupą! - Wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem na samą myśl. Właściwie łzy już napłynęły jej do zielonych oczu, kiedy w końcu udało jej się opanować i starać się zachowywać poważnie. Zaskoczył ją, ale nie zamierzała tak łatwo odpuścić. James chyba zapominał z kim miał do czynienia. Po chwili odchrząknęła i starała się zachować kamienny wyraz twarzy, jakby nic a nic ją nie ruszało to, co właśnie wyczyniała. Co do rozpinania koszuli nie miał jednak racji! Musiałby ją sprowokować i wkręcić, żeby odważyła się na coś takiego! Była bowiem niewinna jak biały kwiatuszek, który sobie rósł na skraju Zakazanego Lasu.  Jeszcze sporo rzeczy o niej nie wiedział! Lily miała nie jednego asa w rękawie. Uniosła jedną brew do góry, kiedy popchnął jej przez drzwi, które pojawiły się znikąd. Rudowłosa wydała z siebie krótki okrzyk zaskoczenia, automatycznie zamykając oczy. Kiedy już jednak znaleźli się w środku, powoli zaczęła je otwierać. Niepewne zielone tęczówki rozejrzały się wokoło, chcąc przyswoić wystrój nowego otoczenia. Z jej ust wydobył się jęk zachwytu, pomieszany ze zdziwieniem. Pokój bowiem wyglądał niesamowicie! Był duży ciepły kominek, z którego wydobywało się wesołe trzaskanie, ściany przypominały ruszające się drzewa z Zakazanego Lasu, natomiast niedaleko nich był duży koc, a gdy spojrzała w górę to ujrzała gwiazdy.
- Och! Jak tu pięknie!
Jej zielone oczy rozbłysły, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Dłońmi sięgnęła do swoich włosów, które uwolniła od gumki, a one natychmiastowo opadły na jej ramiona. Rzuciła krótkie spojrzenie Jamesowi i ściągnęła buty by móc zacząć biegać na boso i niemalże robić piruety.
- Uuuu! Ale fajnie! Może i masz, ale za mało się starasz! Chociaż nie powiem, powoli zaczynam się przekonywać do tego, żeby zostać jednak tutaj, zamiast iść do biblioteki! - Zawołała w jego stronę i posłała zadziorny uśmieszek.

/Ty też jak coś możesz dodać coś od siebie! ❤

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Sro Gru 24, 2014 3:31 am

Póki Dumbledore był dyrektorem Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, póki do OWuTeMów było jeszcze kilka miesięcy, niewiele, ale zawsze coś, Evans nie musiała zaprzątać sobie takimi sprawami głowy. Potter żył chwilą obecną i być może takie podejście powodowało, że lepiej sypiał i nie chorował na migreny. Oczywiście, że zdawał sobie sprawę z tego co zaczyna się dziać poza zamkniętym, błogim światem. Czarny Pan rósł w siłę i zdobywał swoich popleczników. James wiedział, że wielu członków rodziny jego najlepszego przyjaciela Syriusza poparło czarnoksiężnika. Rogacz brzydził się wyznawanymi przez nich ideami i poprzysiągł sobie, że zawsze będzie chronić tę swoją ukochaną rudą gąskę, której ulubionym zajęciem ostatnimi czasy było zamartwianie się o wszystko. Chronić i wspierać, ponieważ domyślał się jak muszą czuć się w obecnych czasach czarodzieje z jej pochodzeniem.
Tylko co z tego jak do niedawna Evans wcale sobie tego nie życzyła, a ostatnimi czasy musieli jeszcze więcej przejść, aby wreszcie było tak jak teraz, czyli niesamowicie, wspaniale i tak cudownie, że Potter nie chodził, tylko latał pod sufitem ze szczęścia. Lily nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo Rogacz chciał być tym, który tuliłby ją tym ciepłym kocem, aż po samą głowę, przy okazji samemu się w nim zagłębiając. Gdy tylko jej twarz wysunęłaby się chociażby o cal z materiału, natychmiast schowałby ją z powrotem pod koc, przy okazji czerpiąc z zaistniałej sytuacji same przyjemności.
Niestety życie w Hogwarcie to nie tylko siedzenie z Evans pod kocem. Należało skupić się na treningach Quidditcha, mimo mrozów, drużyna była w dobrej formie. Tak dobrej, że Puchoni zakradali się, by ich szpiegować. Na samą myśl robiło mu się niedobrze. Lubił Zordona, ale tamten wyskok był żenujący i totalnie niesportowy. „Dziki jeleń” nie pochwalał takich zagrywek. Zaraz, jaki znowu dziki jeleń? Dobrze, że on również nie znał legilimencji, bo z pewnością ryknąłby śmiechem. Już kiedyś Łapa miał fazę, by nazywać go „jeleniem na rykowisku”. Właśnie dlatego legilimencja nie powinna być dozwolona dla kobiet, ponieważ te znęcałyby się nad swoimi mężczyznami gdyby tylko pomyśleli sobie coś mniej stosownego niż wspólne szachy czarodziejów.
James w ogóle nie myślał jeszcze o małżeństwie. Owszem kiedyś na wszystko przyjdzie pora, jednak na razie perspektywa wieszania sobie kamienia młyńskiego na szyi była zanadto mało przekonująca. Nie, oczywiście, że kiedyś wyobrażał sobie jakby to wyglądało, ale to było kiedyś. Im dalej brnął w latach tym mniej o tym myślał. Kto powiedział, że Rogacz w ogóle miał zamiar się żenić? Kawalerskie życie i wyskoki z Blackiem były równie interesujące, o ile nawet nie bardziej!
W tym momencie powinni zdzielić się nawzajem po głowach.
Z początku, kiedy Lily dopiero domyślała się co ma zamiar uczynić James, wydawała się nieufna. Zdawał sobie jednak sprawę, że kiedy przyciągnie ją do siebie, sto procent, że przestanie się opierać i tak też się stało. Co więcej, przyległa do niego całym ciałem, tak, że nie było już między nimi żadnej przestrzeni. Położył dłonie na jej plecach i jeszcze mocniej przycisnął do siebie.
- Wiedziałem, że tylko takie zdjęcia będą Cię interesować, zbereźniku Ty! – Roześmiał się i nim zdążył pomyśleć, wypalił. – Ja to wolałbym zobaczyć Ciebie na żywo, niż jakieś tam rude brzdące sprzed stu lat. – Zachichotał na widok jej miny. James nigdy nie zapominał z kim miał do czynienia, przy Lily trzeba było zawsze spodziewać się niespodziewanego. Weszli do środka i James z uśmiechem stwierdził, że Pokój Życzeń nigdy nie zawodził. Evans wydała z siebie niekontrolowany okrzyk, który skwitował przeciągłym spojrzeniem w jej stronę. Zastanawiał się ile wpływu mogła mieć na jego wyobrażenie Pokoju Życzeń, ponieważ on na przykład życzył sobie wygodnego łóżka, a nie koca, ale tak było o wiele bardziej interesująco! Spojrzał w górę na gwiazdy, które wyglądały jak imitacja sufitu w Wielkiej Sali. Uśmiechnął się z miłością odbitą w orzechowych oczach, kiedy Lily zaczęła zachwycać się wnętrzem. Rozpuściła włosy, a Rogaczowi momentalnie zapaliły się oczy. Momentalnie zdjął buty i skarpetki, podwinął też rękawy koszuli, odsłaniając dobrze zbudowane ramiona. Wyłożył się na kocu i spojrzał na dziewczynę ze śmiechem na ustach.
- Za mało się staram? – Prychnął, po czym bez zapowiedzi pociągnął Lily za rękę, tak, że wylądowała z nim na kocu. Przybliżył swoją twarz do jej buzi, tak, że stykali się nosami.
- Nawet jakbyś chciała iść do biblioteki to już byś stąd nie wyszła. – Wyszeptał jej prosto w usta, po czym odsunął i rozparł wygodnie na kocu, wkładając ręce za głowę, śmiejąc się cicho.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Czw Gru 25, 2014 10:28 pm

Łatwo jest mówić, ale przemówienie Lily "do rozumu" było wręcz awykonalne! Rudowłosa bowiem uparcie wierzyła, że pod tym względem ma na pewno rację i żadna siła, nawet on nie był w stanie by ją odwieść całkowicie od nauki. No bo rudowłosa, która rzuca książki w kąt i mówi coś w stylu "olać to, raz się żyje"? O nie, to zupełnie do tej upartej osóbki nie pasowało. Migren na szczęście nie miała, choć zdarzały się takie dni, że ledwo orientowała się w tym, co się wokół niej dzieje, zwłaszcza kiedy zarywała jakąś noc, bo nie mogła zasnąć. Zbyt duży natłok myśli w głowie robi swoje. Działał, zdobywał i niszczył. Ten - Którego - Imienia - Nie - Wolno - Wymawiać niszczył wszystko, co tylko stanęło mu na drodze do zrealizowania jego głównego celu. Czasami nie mogła powstrzymać ciarek, które mimowolnie przechodziły jej po plecach na samą myśl o tym, co mógłby zrobić z nią, z jej rodziną i z ludźmi, którzy byli tacy jak ona. Dla których nie było miejsca w tym świecie. Chyba zawsze będzie niespokojna i zmartwiona. No po prostu nie potrafiła sobie tego tak odpuścić...
Gąska? Serio, James? To wręcz niesamowite, jak absurdalne nieraz są Twoje porównania! Ale w sumie to było normą, prawda? Przez te wszystkie lata powinnam się już przyzwyczaić, że potrafiłeś mnie przyrównać do całego mugolskiego i czarodziejskiego zwierzyńca.
Po prostu upartość i wrodzona duma robiły swoje. Coś kosztem tego drugiego. Poza tym było między nimi tak różnie, że ciężko było stwierdzić, jakimi uczuciami siebie darzą. Może w jego przypadku było to dość jasne; w końcu na prostą jasną ścieżkę, tylko czasem padały jakieś cienie, ale w przypadku Evans? Jej droga była długa i kręta, co chwilę wręcz musiała skręcać. I choć wiedziała, że gdyby tylko chciała to mogłaby skorzystać ze skrótu, to problem polegał na tym że uważała, że to byłoby za proste. Za przewidywalne i może nawet ten skrót nie zaprowadziłby ją tam, gdzie by chciała? Lily bywała często nieufna, zwłaszcza jeśli chodziło o Pottera. No bo w końcu to on! Najgorszy koszmar! Bo przecież tyle razy gorąco zapewniała, że ją i jego absolutnie nic nie łączy i nic łączyć nie będzie! A teraz? Niby udało im się w większości pozbyć kołtunów z ich więzi, ale jednak tyle rzeczy jeszcze zostało! Tyle nierozwiązanych spraw, niepewności i pragnień, o których nieraz ciężko było mówić. Zawsze sądziła, że James i ona to dwa zupełnie różne światy; On - Quidditch, Ona - Nauka. I mogłaby tak wymieniać, te wszystkie różnice, które były między nimi, ale nie było aż takiej potrzeby. Dlaczego? Bo te różnice były dość oczywiste. Wystarczyło tylko na nich spojrzeć. A takie dzikie stworzenie, jak on, to powinno się trzymać w odosobnieniu. Bo był niebezpieczny dla otoczenia! No w sumie to dla niej tylko był niebezpieczny, ale to przecież powinno wystarczyć.
Legilimencja byłaby rzeczywiście bardzo przydatną rzeczą. Dzięki temu miałaby przynajmniej argument, żeby przynajmniej z dziesięć razy zdzielić go książkami po tej rozczochranej głowie! Co do samego ślubu...Lily była romantyczką i marzycielką. Dla niej ta cała ceremonia powinna być niezwykła i jedyna w swym rodzaju i to z mężczyzną, któremu była przeznaczona. A kto powiedział, że to właśnie James Potter jest tym mężczyzną? No właśnie!
Szach - mat, dziki jeleniu.
W jego towarzystwie zazwyczaj była nieufna, miała zresztą ku temu powody. W końcu był Huncwotem! I do tego jakże podstępnym i sprytnym! I wykorzystywał jej słabości przeciw niej, sprawiając że ulegała mu. I nie kontrolowała tego. Wsadziła swoje nieco chłodne dłonie pod jego koszulę, dotykając delikatnie palcami jego nagiej skóry.  Na jego słowa, jakby wyrwała się z transu i zamrugała szybko.
- Ja? Zbereźnikiem? To prędzej Ty! - Odparła, nieco urażonym tonem, ale sama wybuchnęła śmiechem. Później jednak zacisnęła usta w bardzo wąską kreseczkę i szybko wyciągnęła dłonie, zdecydowanie się od niego odsuwając. - I kto tu jest zboczeńcem! Zresztą...właśnie na mnie patrzysz. Więc lepiej naciesz swoje oczy tym widokiem, póki możesz.
I uśmiechnęła się sprytnie, a w jej oczach błysnęły psotne iskierki. Po chwili jednak całkowicie skupiła się na wnętrzu Pokoju Życzeń. I biegała, niczym mała dziewczynka boso po pomieszczeniu, wirując wśród tych wszystkich gwiazd, które znajdowały się nad jej głową. Kosmyki raz po raz uderzały ją w twarz, ale jej to zupełnie nie przeszkadzało. Jakby znalazła się w zupełnie innym świecie. Doprawdy, zdążyła już zapomnieć o tym, jak bardzo magia potrafi być wspaniała! Po chwili przypomniała sobie o tym, że przecież nie jest tu sama i ruszyła w jego stronę. A co w tym czasie robił James? Jak gdyby nigdy nic rozciągnął się na kocu, zajmując praktycznie całą jego powierzchnię! Lily zabawnie wydęła wargi i nachyliła się nad nim, zasłaniając mu widok. I już chciała mu coś odpowiedzieć, kiedy nieoczekiwanie ją do siebie przyciągnął!
- Aaaa! Ty rogaty łosiu! - Powiedziała z małym wyrzutem, lądując prawie na nim. Prychnęła jeszcze, po czym zaczęła go dźgać w żebra. To było naprawdę dojrzałe z jej strony, prawda? - A masz! To za wykorzystywanie niewinnych niewiast, takich ja ja. Bałamucisz mnie jak możesz!
Kiedy się zbliżył, automatycznie przymknęła powieki, rozkoszując się jego bliskością. Jego nos łaskotał jej i omal nie zachichotała. Po chwili jednak otworzyła oczy i spojrzała na niego jakby... z wyrzutem?
- To brzmi jak zakład, Potter... - wypaliła po chwili, a jej oczy niebezpiecznie rozbłysły, w rudej główce zaś narodził się iście szatański plan. Zaczęła się do niego zbliżać, aż w końcu znalazła się nad nim, blokując mu drogę ucieczki. Jedna ręka Lily znajdowała się po jego prawej stronie, a druga po lewej. Włosy zaś delikatnie łaskotały go w twarz.
- Chciałbyś się ze mną...założyć? Jeśli wygram zrobisz to, czego chcę. Wszystko. Bez słowa sprzeciwu - i uśmiechnęła się szeroko, a w jej oczach rozbłysła psotna iskierka. - Zakład będzie polegał na tym, że kto dotknie tego drugiego, przegrywa. To jak?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Sro Gru 31, 2014 2:53 am

Skoro przemówienie Lily „do rozumu” Lily jest awykonalne, to Potter miał dwa wyjścia. Albo znaleźć sposób, którego Evans się nie spodziewa, albo dać za wygraną. Oczywiście, nie byłby Jamesem Charlusem Potterem, gdyby tak szybko dał za wygraną. Oczywiście, dobrze, że się uczyła, nawet bardzo dobrze, jednak kiedy to dochodziło do swego rodzaju uzależnienia, zaczynało być niezdrowe. Potter, kiedy widział jak Lily ślęczy zamknięta w swoim świecie, odgrodzona stertą książek, miał ochotę złapać ją za rękę i wyciągnąć z tego bunkru. Albo najlepiej zaprowadzić do kuchni i powiedzieć „Chodź, zjedz coś, bo nie masz nawet na to czasu”. Przychodziło mu nawet do głowy, że dziewczyna nosi pampera, bo skoro co jej nie spotkał – siedziała w książkach – to czy mogła mieć czas na załatwianie potrzeb fizjologicznych? Widząc jej podkrążone oczy, spowodowane nieprzespanymi nocami miał ochotę zakraść się do jej dormitorium, by czuwać nad jej snem, niestety na jego drodze było wiele przeszkód, a zaczarowane schody do skrzydła sypialni dziewczyn były akurat najmniejszym problemem.
Powinnaś, Evans, bo mam w zanadrzu jeszcze więcej przezwisk, których nie zawaham się użyć, jeśli przyjdzie mi na to ochota.
Było różnie, jednak jemu nie było ciężko stwierdzić jakie uczucia czuje względem dziewczyny. On przedstawił sprawę jasno kilka dni wcześniej, na ich ukradkowym spotkaniu w Hogsmeade. Na jego drogę padało ostatnimi czasy wiele cieni, Evans była zarówno i cieniem i latarnią, za którą podążał, niczym statek dobijający do bezpiecznego portu. Jednak czy takiego bezpiecznego? Kiedy już myślał, że jest bezpieczny, to nagle latarnia przygasała, a on czuł się jakby wpłynął między śmiercionośne skały. Ale mowa była o drodze, a nie o falach, za daleko odpływasz, Potter. Gdyby znał rozterki skrótowe Evans, to poradziłby jej jasno, nie idź skrótem! Drogę należy przejść całą, by dotrzeć do mety. Skróty są dla ludzi stosujących półśrodki. Jakie to zabawne, że ona uważająca go za senny koszmar jednocześnie była jego jedynym i niepowtarzalnym marzeniem sennym. James nie miał już przed Evans żadnych tajemnic, przedstawił swoje stanowisko tak jasno, że bardziej już się chyba nie dało, niestety sam nie wyzbył się co do niej niepewności. Odpowiedź „Wiem, James. Teraz już wiem.” Pozostawiła w nim więcej pytań niżli odpowiedzi. W dodatku nie wiedział co przyniesie przyszłość, teraz cieszył się, że w końcu jest „dobrze”. Jednak wkrótce kolejne kłody mogły zostać rzucone im pod nogi i to w momencie, kiedy najmniej się tego spodziewali. Różnice między nimi były akurat najmniejszą przeszkodą, jaką byłby skłonny uznać. W końcu przeciwieństwa się przyciągają, czyż nie? On niebezpieczny? ON? On był najbardziej potulnym jelonkiem jakiego widział świat. Pomińmy fakt iż – potulnym inaczej – ale jednak! Taki charakter jak James Potter nie mógłby istnieć w odosobnieniu. Potrzebował towarzystwa jak powietrza, jak ryba wody, jak ptaki wolności, jak… statek latarni! Od najmłodszych lat miał potrzebę bycia popularnym, sławnym, kochał gdy uczniowie skandowali jego imię podczas meczy Quidditcha. Kiedy rozrabiali z Huncwotami również wzbudzali w szkole ogólne zainteresowanie i ciekawość.
Bardziej przydatną rzeczą dla Evans byłby raczej eliksir niwelujący ataki agresji, ponieważ im więcej Potter przyjmował uderzeń na swoją rogatą łepetynę, tym bardziej stawał się nieznośny, nieustępliwy i głuchy na jej słowa krytyki pod swoim adresem.
Co do samego ślubu… Potter planował zostać kawalerem do końca życia i urządzać z Blackiem przejażdżki motocyklowe po mugolskich dzielnicach Londynu i okolic. Później, gdyby im się to znudziło, spotykaliby się w jakimś czarodziejskim pubie, dajmy na to Dziurawym Kotle, z Remusem i Peterem na kuflu kremowego piwa, albo najlepiesz szklaneczce Ognistej Whisky. Kto powiedział, że James Potter miał zamiar w ogóle zaciągnąć się do ołtarza?
Szach – mat, skoczna sarenko.
James był bardzo sprytnym Huncwotem. Teraz jego sprytność polegała na tym, by Lily nie zobaczyła czyhającego w namiocie bazyliszka. Jej spojrzenia jednak były dalekie od jego „Komnaty Tajemnic”, ale mimo wszystko i tak był ostrożniejszy w poruszaniu się. Westchnął tylko, czując jej chłodne dłonie na swojej skórze, ponieważ Evans była do tego stopnia niegrzeczną panią prefekt, że postanowiła włożyć mu ręce pod koszulę na samym środku korytarza. Uniósł brew, uśmiechając się szelmowsko.
- Czyżby? – Evans wybuchnęła śmiechem, a James jej w tym zawtórował. Posmutniał, kiedy dziewczyna tak nagle się od niego odsunęła. W jego głowie zrodził się więc pewien plan działania. Prychnął na jej słowa, zupełnie nie wierząc w to co mówi. Przyjdzie czas, że sama będzie szukała jego towarzystwa!
Weszli do Pokoju Życzeń i Potter wykorzystując fakt, że Evans ponownie się do niego zbliżyła. Przyciągnął ją do siebie. Lily wylądowała praktycznie na nim, więc począł się jej bezczelnie przyglądać. Skulił się w sobie, czując dźganie w żebra. Tego się jednak mógł po niej spodziewać! Roześmiał się, słysząc jej słowa, wcale nie miał zamiaru zaprzeczać. Obserwował jak reaguje na jego bliskość i bardzo mu się to podobało.
- Zakład? - mruknął cicho, ale oczy zaświeciły mu się, jakby właśnie odkrył schowany na Gwiazdkę prezent i to taki wymarzony, o którym śnił od dawna. Na moment jego umysł zamroczony bliskością panny Evans zaczął z powrotem normalnie działać i w ciągu tych kilku cennych sekund w jego głowie powstał już plan działania. Bezwiednie przygryzł dolną wargę, starając się zapanować nad uśmiechem zwycięzcy. Cóż, z pewnością młodemu Potterowi nie można było odmówić zbyt wielkiej pewności siebie.
- Przyjmuję go z przyjemnością. – dodał natychmiast, nieświadomie podkreślając ostatnie słowo i nie spuszczając wzroku z pochylającej się nad nim dziewczyny. – Tylko daj mi chwilę, bo muszę coś zrobić. – szepnął jeszcze, póki był w stanie zapanować nad swoim głosem. Gdy poczuł na policzkach łaskoczące go kosmyki włosów, ledwo co powstrzymał się przed gwałtownym drżeniem ciała.
O ile jego pewność siebie była teraz grubo ponad wszelką skalą, o tyle opanowanie oscylowało gdzieś w dolnej granicy, niebezpiecznie zbliżając się do samego dna. Nie miał jednak zamiaru jak jakiś posłuszny skrzat domowy czekać, aż jego pani wyda kolejne polecenie – w tym wypadku przejmie inicjatywę. Jeśli miał wygrać ten zakład, musiał być górą: dosłownie i w przenośni.
Zamknął na sekundę oczy, a gdy je otworzył, mogła dostrzec z nich taką samą determinację, jaką miał podczas lotu za zniczem. Skoro Lily chciała zakładu, to kimże on był, by jej odmawiać tej radości? Nie czekał dłużej na jej reakcję. Wysunął dłoń ponad jej ramieniem i wyginając ją w jakiś dziwny sposób, leciutko dotknął jej policzka. Zaskoczony, ale aprobujący wzrok dziewczyny był wystarczającą zachętą by działać dalej i chwilę później leżała już pod nim kompletnie zdezorientowana. Mocny uścisk jednej dłoni na jej biodrze skutecznie zapobiegał jakiemukolwiek wyrywaniu się, zresztą James i na to miał swój sposób, którego póki co nie chciał jeszcze wypróbowywać. Na to też przyjdzie pora, a wtedy nie chciałby być w skórze Evans, o nie…
Wyszczerzył zęby w uśmiechu, który prawdopodobnie miał ją uspokoić, ale tak naprawdę był zapowiedzią czegoś zupełnie innego. Spojrzał na dziewczynę, szukając w niej jakichś oznak sprzeciwu, ale nawet one nie zapobiegłyby temu, co miał zamiar uczynić. Teraz to on pochylał się nad twarzą Lily, patrząc na nią z iskierkami przewrotności w oczach i nim zdążyła cokolwiek zrobić, jego wargi dotknęły jej cudownie ciepłych ust, zamykając się na nich i kosztując ich słodkiego smaku. Nie miał pojęcia, co Evans robi ze swoimi ustami przed spotkaniami, że za każdym razem smakuje inaczej. To odkrywanie jej na nowo i zastanawianie się, czym tym razem go uraczy, było fantastycznym uzupełnieniem samego pocałunku. Zaraz odgonił jednak te myśli, skupiając się na opanowaniu swojego organizmu, który pod wpływem tego delikatnego dotyku zaczął wariować. Zadziwiające, jak kilka centymetrów kwadratowych dziewczęcego ciała może spowodować taką burzę u niewinnej istoty, jaką niewątpliwie był. Czuł się tak, jakby strzeliła w niego jakaś błyskawica: przy każdym muśnięciu jej ust, które wyraźnie tym razem smakowały malinami, przechodziło przez jego ciało coś na kształt elektrycznego napięcia, kumulującego się w każdym zakończeniu nerwowym. Stłumił jęknięcie, gdy nieświadomie mocniej naparł ustami na jej wargi, podążając za pierwotnym instynktem zdobywania i posiadania. Kolejne jęknięcie przerodziło się w westchnienie, gdy dziewczyna rozchyliła usta, wpuszczając go do środka, z czego natychmiast skorzystał, nie starając się nawet odrobinę hamować. Wyczekał na moment, gdy Lily zaczęła gwałtowniej odpowiadać na jego pocałunek i dokładnie w tej samej chwili, nienawidząc za to samego siebie, oderwał się od niej i uniósł na rękach, spoglądając na nią z taką pewnością siebie i nonszalancją, na jaką tylko było go stać. Odczekał kilka sekund, by mieć pewność, że głos mu nie zadrży i powiedział:
- Teraz, panno Evans, możemy zaczynać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Sro Gru 31, 2014 6:08 pm

A czy nie danie za wygraną nie było lepszym wyjściem? To znaczy przynajmniej nie musiałby ciągle iść pod tę górkę zwaną Lily Evans. Niezdrowe? No bez przesady! Przecież nauka nie może być niezdrowa! Przynajmniej ona wychodziła z takiego założenia, tkwiąc mimo wszystko nadal w tych wymyślnych bańkach, które miały ją obronić przed "normalnym" funkcjonowaniem. W sumie to właśnie ciągłe oddawanie się nauce było dla niej tą normalnością. Ale czy dałby radę wyciągnąć ją z tego małego światka pełnego kurzu i naukowych regułek? Wbrew pozorom jadła; dziewczyny zresztą zawsze ciągnęły ją na obiad, zwłaszcza że rudowłosa zazwyczaj jako jedna z pierwszych przychodziła na śniadania, po czym bardzo szybko je kończyła i udawała się do biblioteki, albo na zajęcia. Bez przesady! Aż tak groźne to nie było! To że nie widział, nie znaczy że nie korzystała z łazienki, albo nic w między czasie nie przekąsiła. A co do oczu...to i owszem. Tutaj albo działała tak na nią nauka, albo też niespokojne sny, które bardzo szybko wyrywały ją z objęć Morfeusza. Przy nim chyba nie dałaby rady zasnąć, bo przecież gdyby był tak blisko; zaledwie na wyciągnięcie jej ręki, to przecież nie było by mowy o tym, żeby przymknęła przy nim, choć jedno oko na chwilę dłuższą, niż minuta!
Spróbuj więc, Potter. Odważ się je wypowiedzieć na głos. Zobaczymy wtedy, kto wygra w tym pojedynku, kiedy i ja zacznę używać przezwisk w Twoją stronę, gnomku.
Oboje już doszli do tego wniosku; jemu wręcz z dziecinną łatwością stwierdzenie i nazwanie swoich uczuć, jej natomiast przychodziło to z trudem. Była taka niepewna i łatwo się płoszyła, jeśli szło o takie rzeczy, niczym przysłowiowa sarenka. I może tak właśnie było? Mogła być zarówno jego ratunkiem, jak i fałszywym znakiem świadczącym o tym, że uda mu się przetrwać. Serce jej zdawało się być pewne, lecz rozum mieszał sporo, sprawiając że pojawiały się u niej kolejne wątpliwości. Nie szła więc skrótem, lecz droga jej była taka kręta i pełna przeszkód! Czy rzeczywiście da radę dotrwać do końca? Co jeśli wcześniej opadnie z sił? To też było wielce prawdopodobne! Rzeczywiście bardzo zabawne, szkoda że oboje chyba raczej nie potrafili się z tego śmiać. Nie potrafiła mu tak po prostu odpowiedzieć "Kocham Cię, Jamesie Potterze." Chyba zwyczajnie nie była jeszcze na to gotowa, a chciałaby żeby to nie było wymuszane. Chciałaby żeby mogła to powiedzieć w odpowiedniej chwili, w stu procentach będąc tego pewna. Naciskanie jej pod tym względem nie było więc najlepszym wyjściem i mogłoby się źle dla nich obojga skończyć. Dramaty, wszędzie dramaty! Czyż nie było właśnie tak? Ponoć tak, ale u nich wystarczyła choć jedna iskra i wybuchał wielki ogień gotowy pochłonąć zarówno ją, jak i jego! Czy to nie była przerażająca perspektywa? Ach, był! BYŁ I JEST NIEBEZPIECZNY! Doświadczała tego na własnej skórze, przebywając z nim dłużej sam na sam w jednym pomieszczeniu. I tym się różnili - ona potrafiła się bez takich rzeczy obejść. Nie były jej niezbędne do życia. Ceniła prostotę i skromność, bez zbędnego afiszowania się tym, co się ma. Dlatego tak ją mocno nieraz drażniło jego zachowanie. I ta jego niesamowita pewność siebie! Jakże nieraz miała ochotę utrzeć mu tak porządnie tego nosa! I właśnie tego nie rozumiała. Atakowała go, jak tylko mogła, odpychała tyle razy, a on nadal "pozornie" niczym niewzruszony wracał i wyprowadzał ją tym z równowagi. Oczywiście, zdarzało się tak, że oboje przesadzali i wtedy rodziły się między nimi różne ciche, lub też głośne konflikty.
Skoro takie miał plany, to kimże ona była, żeby je niwelować? Gdyby go spotkała pewnego razu na takim motocyklu i to z Syriuszem, pewnie obrzuciłaby ich zgniłymi warzywami i owocami z poczucia obowiązku. Pewnie byłoby to zupełnie w porządku, gdyby to Evans tyle walczyła o Pottera, a nie na odwrót. Ale w tym przypadku?
Wcześniej, czy później się poddasz i będziesz klękał przede mną, a wtedy może być za późno, łosiu.
Odpowiadam atakiem na atak, mój miły.
W życiu by się nie spodziewała, że aż taką formę przybierze teraz ich mała walka. Ale skoro sądził, że tylko on był tutaj sprytny, to się grubo mylił. Niewinna sarenka też miała kilka sztuczek w zanadrzu. Dłonie delikatnie błądziły po jego ciepłej skórze, zupełnie nie przejmując się, że są na środku korytarza. Jakby zupełnie się zapomniała. Pozory, bowiem mimo wszystko resztkami swojego zdrowego rozsądku nadal nad sobą panowała, starając się, żeby każdy kolejny jej ruch był dobrze zaplanowany. Kiedy się uśmiechnął, jej zadrgały kąciki warg, jakby miała ochotę ten uśmiech odwzajemnić.
- Oczywiście - dodała jeszcze, zanim zwiększyła między nimi odległość. Przyglądała się uważnie jego twarzy, zastanawiając się, co też takiego ten rozczochraniec kombinuje. A że kombinował to było widoczne dla niej gołym okiem!
Jeszcze się przekonamy, kto będzie szukał czyjego towarzystwa, panie Potter.
Wystawiła język w jego stronę i dotknęła nim czubka jego nosa, po czym szybko go schowała, zanim zdążył zareagować. Kiedy dźgała go w żebra, nie mogła powstrzymać chichotu, który wstrząsnął jej ciałem i czuła jak palą ją policzki od tego jego spojrzenia. Doprawdy, demon! Demon w ludzkim ciele! Kiwnęła głową, kiedy do jej uszu dobiegł jego cichy głos, po czym rzuciła mu krótkie spojrzenie. Gdyby tylko wiedziała, co też takiego myśli James! Była pewna że jednak nie przyjmie zakładu, a jednak...przyjął! Zamrugała szybciej oczami, czując jak mimowolnie się uśmiecha. Pozycja, którą obecnie zajmowała niekoniecznie była wygodna, ale z pewnością wielce efektowna. Zanim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, czy też się odsunąć, chłopak wkroczył do akcji. Tylko czy ona pozwoli być mu górą? Nie zamierzała oddać mu wygranej walkowerem! Co to, to nie! Będzie walczyć do samego końca, a jakże inaczej! Kiedy obrócił nią tak, że teraz to ona leżała pod nim, mimowolnie wstrzymała oddech, obserwując go spod przymkniętych powiek. Ledwo powstrzymywała się, żeby go nie dotknąć, nie pogłaskać po nieco szorstkim policzku. Zamiast tego po prostu czekała na to, co będzie dalej. I nachylił się nad nią, a ona wtedy już zupełnie zapomniała, co tak naprawdę tutaj robi! Zdawało się jej, że byli tylko oni i cała ta pusta przestrzeń wokół nich. Pocałował ją i zupełnie dała się pochłonąć i zatracić w tej czynności. Może to była zwyczajnie jego wyobraźnia, albo była to wina jej owocowej pomadki której na okrągło używała? Kto to wiedzieć mógł? Każdy jego pocałunek sprawiał, że liczyło się tylko to, żeby już nigdy nie odrywał od niej warg. Żeby nigdzie nie odchodził. Jej dłonie odnalazły jego twarz i przyciągnęły ją jeszcze bliżej jej. On zaś smakował nie wiedzieć czemu orzechami i miodem. To było niezwykle kuszące połączenie. Sama ledwo się powstrzymywała, kiedy pokonywali kolejną granicę, a ona mimowolnie pozwoliła mu na to, żeby brnął w to dalej. Jego dotyk parzył ją, doprowadzał do szaleństwa. Do niczego nie mogła tego porównać. A wtedy..! Wtedy się oderwał! Otworzyła oczy i spojrzała na niego nieprzytomnie, próbując przyswoić to, co się właśnie stało. Poczuła, jak jej twarz robi się czerwona i machinalnie zaczęła poprawiać swoje włosy, które były w małym nieładzie.
I jak? Jesteś z siebie dumny, Potter?
- Ekhm. Możemy zacząć... - odpowiedziała niepewnym i nieco zachrypniętym głosem, po czym odsunęła się i posłała mu mały uśmiech, który zapowiadał nie małe kłopoty. Odgarnęła włosy ze swojej szyi i położyła się na ziemi tak, żeby mieć widok na niego. Zagryzła też niepewnie dolną wargę, a jej zielone oczy rozbłysły delikatnie.


/Mogą być błędy etc. bo pisałam na wszystko :x

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Sob Sty 03, 2015 3:04 am

Potter prędzej dałby za wygraną tym wszystkim rozważaniom, które doprowadzały go powoli do szewskiej pasji. Miał ochotę przejść do rzeczy, do zakładu, ale jeśli do wygranej musiał skupić się najpierw na równoległych rozważaniach, to mógł się poświęcić. Wszystko zrobiłby dla zwycięstwa. Jeśli chodzi o górki to James chętnie wspinałby się na obie należące do panny Evans, ale chętniej zapuściłby się w jej dolinę. Musiał jednak zaniechać tego typu myśli, ponieważ poczuł, że jego Sarnia Skała rośnie. Niezdrowe? W tym nie ma nic niezdrowego! A nie, Potter jak zwykle odbiegł za bardzo od tematu. Jasne, że nauka może być niezdrowa! Nie to co spacery po górach i dolinach. Człowiek może się dotlenić, a jak Bozia da to nawet zobaczyć pasące się sarenki. Nie, bańki też nie były zdrowe. James już nie pamiętał o tym, by skądkolwiek wyciągać Evans. Co tam świat pełen kurzu, co tam naukowe regułki. Co się mogło równać ze spacerami po górach panny Evans? Jak miał w takim rozkosznym momencie widzieć, że dziewczyna jednak coś je i jednak udaje jej się rozdzielić czas nawet i na łazienkę? No dobra, skoro James był w błędzie to mógł przyznać od biedy rację Evans. Gdyby był tak bliską, to nie miałaby możliwości na zaśnięcie, ponieważ swoje dotychczasowe marzenia o spacerowaniu po górach ziściłby zanim dziewczyna zdałaby sobie z tego sprawę. Nie zmrużyliby oczu oboje!
Spróbować to ja mogę czekoladowy pudding, Evans. Gnomku to bardzo pieszczotliwe określenie. Przejrzałem wszystkie podręczniki do Opieki nad Magicznymi Stworzeniami, jakie udało mi się znaleźć w szpargałach Remusa i znalazłem wiele interesujących zwierzątek, które przypominają mi niekiedy Twoje odruchy lub cechy charakteru. I znalazłem – Czerwony Trutniowiec Krwiopijca – jeden z dwóch podgatunków trutniowca krwiopijcy. Drugim gatunkiem jest Fioletowy Trutniowiec Krwiopijca. Są to wielkie, zmutowane owady, których ojczyzną jest prawdopodobnie Szkocja! Czerwony podgatunek jest zazwyczaj agresywniejszy i groźniejszy niż fioletowy… Przypadek? Nie sądzę.
James mimo iż emocjonalnie zdawał się wydorośleć już na tyle, bo zacząć rozmyślać o poważnych sprawach, jednak nadal część jego jestestwa pozostawała dzieciakiem, którego mimo iż się starał (taa, jasne) to jednak nie potrafił do końca z siebie wyzbyć. Zwłaszcza Ten dzieciak pozostanie w nim do końca życia, to było częścią jego osobowości, po prostu. James czuł się czasem w jej towarzystwie jak leśniczy, który powinien siedzieć w miejscu i najlepiej się nie ruszać. Przyzwyczajać ją do swojej obecności, jakby był stałym elementem krajobrazu. I tak się stało, zlał się z krajobrazem Evans do tego stopnia, że przez wiele lat musiała się użerać z jego obecnością. Niestety wcześniej nie pamiętał o tym, że powinien się n i e r u s z a ć. W zamian za to robił liczne pokazy na dowód swojego zainteresowania. Taraz postanowił obrać tę drugą strategię. Przynajmniej na jakiś czas. Siedzieć, czekać nieruchomo i obserwując jej krętą i pełną przeszkód ścieżkę. Walkę serca i rozumu. Siedzieć po turecku i podpierać łokieć o kolano, a brodę o dłoń. Obserwować jak powoli opada z sił. Oczywiście, że nie chciał wymuszonych deklaracji z jej strony, lepsze żadne niż nieszczere. Tak, dramaty. Potter niczego tak nie znosił jak dramatów. Bynajmniej tego co nazwane zostało tak poetycznie wielkim ogniem, nie uważał za nic przerażającego. Co więcej, nie widział nic bardziej kuszącego od tej perspektywy. Być może Potter w poprzednim życiu był bumerangiem, skoro wracał na okrągło na miejsce, które według jego własnego widzimisię było właśnie przy Evans. Często przesadzali i oboje mieli dosyć swojego towarzystwa tak dosłownie, wtedy właśnie dochodziło do ostrych starć lub cichych dni. Jednak większość z zachowania panny Evans bardzo go bawiła.
Gdyby te warzywa i owoce nie były zgniłe to z pewnością James i Syriusz pierwsze co by zrobili to zlizaliby je z siebie. Oczywiście każdy z siebie, a nie z siebie nawzajem. Ale tak się nie stało, ponieważ nadal byli uczniakami. Wyobraźnia Jamesa na szczęście nadal pozostawała jego wyobraźnią.
Jeśli to zdanie miało być zapowiedzią zakładu, to James wcale nie miał zamiaru się poddawać. Mógł się nawet przywiązać do jednego z filaru pokoju, ale nie ruszy się z miejsca w jej stronę za żadne skarby świata. Oczywiście kiedy zakład się wreszcie rozpocznie.
Ciekawe, jakie też sztuczki mogła mieć mała sarenka w zanadrzu. Ooooch, no dobrze, jej dłonie pod jego koszulą i to na środku korytarza bardzo skutecznie przyprawiały go o delikatne drżenie i zawroty głowy. Musiał bardzo mocno zawrzeć się w sobie, by nie zrobić tego samego jej w miejscu publicznie. Jego błonie jednak błądziły po jej plecach, zsuwając się co raz niżej, na biodra i jeszcze niżej. Nie za nisko, bo był pewien, że jednym nieodpowiednim ruchem mógł zburzyć cały nastrój jaki między nimi zapanował. Nie odpowiedział jej. Uśmiechnął się tylko z nonszalancją na jej nieme pytanie, co też mógł kombinować.
Zaśmiał się, czując niespodziewanie jej język na swoim nosie. To była jedyna reakcja jaką mógł z siebie wydobyć, bowiem po chwili już go schowała. Obserwował z zadowoleniem, jak na jej policzki wpełza rumieniec pod wpływem jego spojrzenia. Evans nie spodziewała się, że przyjmie zakład. Czyżby wątpiła w jego huncwocki charakter? Przyglądał jej się chwilę spod przymkniętych powiek, kiedy tak pod nim leżała, „prawie” bezbronna. Wprowadził swój plan w życie i sam o mały włos nie stracił nad sobą panowania, kiedy ich usta złączyły się w pocałunku. Westchnął z rozkoszą, obejmując dłońmi jej twarz w podobnym odruchu, jaki właśnie wykonała Evans. Odczekał na odpowiedni moment i z żalem oderwał się od jej ust. Musiał odczekać kilka sekund, by jego oddech wrócił do odpowiedniego tempa. Odgarnął jej włosy z twarzy z nonszalanckim uśmiechem na ustach. Poszerzył się jeszcze bardziej, gdy usłyszał w głosie Evans niepewność. Odsunął się niechętnie, jednak nie wypadał z roli. Zakład to zakład. Odsunął się do najbliższej ściany i oparł o nią plecy, ponieważ nie był pewien czy w zwyczajnej pozycji leżącej, podołałby temu wyzwaniu. Wydawało się trudniejsze niż z początku sądził. Jednak nie niewykonalne. Z drugiej jednak strony wcale nie znajdował się aż tak daleko. Gdyby się nachylił i wyciągnął rękę na całą długość ramienia, mógłby spokojnie dotknąć jej ciała. Rozsiadł się nonszalancko na podłodze, jedną nogę zgiął w kolanie, druga leżała wyprostowana na podłodze. Szatę zdjął już chwilę wcześniej, więc teraz siedział jedynie w ciemnych spodniach i eleganckiej koszuli od mundurku, pod którą rysowały się jego mięśnie. Cały czas patrząc jej prosto w oczy, zaczął rozpinać guziki koszuli. Ograniczył się jednak tylko do dwóch. Kolejne co zrobił, to poluzował krawat, ani na chwilę nie spuszczając Lily z oczu. Nagle jego spojrzenie padło na krawat dziewczyny i w umyśle chłopaka zrodziła się zaskakująca choć nieco odważna myśl. Przesunął dłonią po swoim krawacie, zdejmując po chwili i uśmiechając się dwuznacznie, jakby jego myśli zajmowały się teraz czymś zupełnie innym. Oderwał się od ściany i spoglądał na Lily z góry. Wyszczerzył zęby w uśmiechu, jakby chciał ją ponownie uspokoić, jednak efekt wyszedł zupełnie inny. Bawił się nim chwilę, po czym nachylił się delikatnie nad nią, cieńszym końcem krawata zaczął dotykać delikatnie jej twarzy. Przy okazji łaskocząc nos i policzki. Przyglądał się jej w krótkim zastanowieniu. Chciałbym być tym krawatem. Przemknęło mu przez głowę. Gdy końcówka krawatu dotarła do jej ust, James musiał na moment zamknąć oczy i głęboko odetchnąć, by opanować rosnące pragnienie zamieniania się na miejsca z krawatem. Zawisnął już nad nią bardzo niebezpiecznie, jednak wcale nie miał w zamiarze, by się odsunąć. Przemknęła mu przez głowę ekscytująca myśl, jak też Lily wyglądałaby w samym krawacie, bez tych upiornych szat i niepotrzebnych ubrań.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   Sob Sty 03, 2015 6:49 am

Doprawdy, wielkie to było poświęcenie warte nawet odnotowania! Może nie dążyła po trupach do celu, ale też była gotowa zrobić wiele, żeby wygrać. A jeśli dodamy do tego, że chodziło o niego to tym bardziej. On chciałby zagłębiać się w jej górki i dolinę, a ona skoncentrowana była bardziej na strefie uczuciowej i poznawaniu go od nowa pod względem charakteru. Był dla niej taki nieprzewidujący i skomplikowany i ciągle miała wrażenie, że za każdym razem, gdy się z nim spotyka odkrywa go na nowo. I dziwiło ją, zwłaszcza że do tej pory sądziła że go zna na tyle wystarczająco by wiedzieć, że nie ma jej nic ciekawego do zaoferowania. A jednak, choć z trudem przychodziło jej przyznanie się do tego - myliła się. A on brnął w te swoje "niezdrowe" wyobrażenia o jakiś pasących się sarenkach. Ktoś tu najwyraźniej miał mały problem. Możliwe, że nawet bardziej futerkowy od Remusa. Spacerowanie po górach? Jedynie po czym mógł spacerować James Potter w towarzystwie Lily Evans to po chmurach lub po ścieżce nauki. Jej góry były bowiem niedostępne dla jeleni.
Pójdzie Ci w biodra od tej słodyczy, Potter. Ach, więc chcesz się bawić w ten sposób? Nie ma sprawy. Również zajrzałam do książek poświęconym Magicznym Stworzeniom i tak się złożyło, że znalazłam kilka idealnych kandydatów, którzy oddają całą istotę Twojej osoby. Każde z nich w jakiś sposób sprawia, że mam przed oczyma Twoją twarz. Zastanawiasz się pewnie, jakie to stworzonka? Pierwszy to Demimoz - jesteś moją osobistą, włochatą małpką, która nie posiada ogona i bardzo łatwo staje się niewidzialna. Drugi to Druzgotek - demon wodny, którego ciało pokryte jest rogami. A trzeci to Ghul - również jest wielki, tak jak Ty i pojękuje, ale jest nieszkodliwy. Nie sądzę więc, że jest to przypadek.
Lily zawsze starała się być poważna i nie pozwalała sobie, żeby ta dziecinna część jej charakteru miała dużo do powiedzenia. Myślała "nieraz" sporo o przyszłości; o tym, co ją czeka i czy wszystko pójdzie tak, jak to sobie zaplanowała. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że różne niespodziewane rzeczy mogą się jej przytrafić i nie wszystko da radę przewidzieć - starała się jednak planować wszystko z wyprzedzeniem. Tak, dokładnie. Planowała, analizowała i czasem zupełnie nieświadomie oddawała się tym czynnościom, po czym dochodziła do różnych dziwnych wniosków. A to co wydarzyło się pomiędzy nią a Jamesem było zupełnie niespodziewane i sama nie wiedziała, jak ma to interpretować i pod co podjąć. Może zwyczajnie Lily Evans postanowiła pozwolić sobie na więcej spontaniczności, niż zazwyczaj? W końcu to właśnie ten chłopak - te największe niebezpieczeństwo przewrócił jej świat do góry nogami i okazało się, że nie jest wcale tak źle, jak się spodziewała. Ale czy nie było za wcześnie, żeby stawiać aż tak śmiałą diagnozę? Nie było też możliwości by zapomnieć o sposobach jakie stosował by ją podejść! Darzyła go całym kalejdoskopem uczuć nawet teraz, nie mogąc otwarcie dać za wygraną. Lecz ile wytrzyma w tym bezruchu? Ile jest w stanie czekać, aż zwierzyna sama wpadnie w jego sidła? O ile ona w ogóle całkowicie pozwoli na to, żeby dać się podejść leśniczemu. Może nie byłyby nieszczere, ale niepewne. Nie mogła nic na to poradzić; na tą ciągłą niepewność, która nadal trzymała jej serce w garści. Dramaty rodziły się same, a potem zanim którakolwiek ze stron się zorientowała, wkraczały w życie i mieszały niczym w kociołku. Bała się spalić od jego płomieni. Bała się, że to zajdzie to za daleko, a potem wystarczy jeden błędny krok i posypie się, jak kostki domina. Jego bawiła, a ona traktowała to wszystko bardzo poważnie. Może nawet zbyt poważnie.
I takie jego szczęście.
Zbytnia pewność siebie i zuchwałość prowadzi do zguby, powinieneś o tym pamiętać. Lily byłaby w stanie krążyć wokół niego do momentu, aż w końcu by przegrał i przekroczył wyznaczoną granicę. Przy jej sztuczkach nawet zawroty głowy są mniej groźne. Zamierzała wykorzystać swój analityczny mózg by wykorzystać jego słabe strony i wytrącić mu zwycięstwo z rąk. Może i nie wątpiła w jego huncwocki charakter, ale była zdziwiona, że jak gdyby sam zgadza się na to, żeby dać się pokonać. Zwłaszcza że to ona lepiej panowała nad sobą pod względem pragnień, niż on. Kiedy jej dłonie spoczywały na jego policzkach, a wargi były złączone we wspólnym pocałunku, miała wrażenie że znajduje się na granicy jawy a snu. Jej serce szybciej biło pod wpływem jego bliskości, a on zdawał się doskonale o tym wiedzieć. Gdy już wyrwała się ze stanu otępienia, miała ochotę go udusić za ten podstęp. Skąd mogła bowiem wiedzieć, że to dopiero początek tortur? Evans zaś nadal znajdowała się w pozycji leżącej, uważnie obserwując każde jego poczynanie. Zielone oczy powędrowały za jego dłońmi, kiedy zaczął rozpinać guziki. Z całej siły powstrzymywała się przed tym, żeby tego jakoś nie skomentować. Zacisnęła za to zęby i starając się zachować kamienną twarz wróciła wzrokiem do jego orzechowych tęczówek, które zdawały się być w zupełnie innym świecie. Pozornie. Z zaskoczeniem odnotowała, że postanowił się do niej zbliżyć. Czyżby już nie mógł się powstrzymać? Nie mogła powstrzymać uśmiechu triumfu, który zniknął w momencie, kiedy zaczął łaskotać ją swoim krawatem po twarzy. Przez chwilę nie reagowała, jakby nie robiło to na niej żadnego wrażenia. Miała jednak wielką niezaprzeczalną ochotę zamknąć oczy i zacząć mruczeć. Nagle jednak znalazł się niebezpiecznie blisko niej, a ona uważnie patrząc w jego duże ślepia, wpadła na pewien plan. Skoro on mógł stosować nieczyste zagrania to znaczyło to, że ona również może!
Uśmiechnęła się do niego tajemniczo i lekko uniosła głowę nieznacznie zmniejszając między nimi odległość tak że między ich ustami znalazło się może góra trzy centymetry wolnej przestrzeni. Jej wzrok z jego oczu delikatnie ześlizgnął się na jego wargi w które po chwili delikatnie dmuchnęła. Następnie znowu spojrzała w górę, opadła na ziemię i zaczęła się wycofywać do tyłu by zmniejszyć niebezpieczeństwo i mieć większą przestrzeń do działania. Lily nie odwracając od niego spojrzenia, ściągnęła swoją szatę i palcami przejechała po swojej szyi, zatrzymując się na białym kołnierzyku, po czym zajęła się ściąganiem swojego krawatu.
- Zamierzasz nic nie mówić, James? - Jako pierwsza odważyła się przerwać tę ciszę pomiędzy nimi i kiedy już pozbyła się krawatu, zajęła się przeczesywaniem swoich długich rudych włosów. - Myślę, że ten zakład dobrze Nam zrobi, nie uważasz?
I posłała w jego stronę olśniewający uśmiech, po czym chwyciła pojemniczek z kremem, który pojawił się w Pokoju Życzeń nie wiadomo skąd. Następnie otworzyła go, nabrała trochę na palce i powoli, ale to bardzo powoli zaczęła wcierać go w swoją szyję, zjeżdżając też nieco na dół, tak że jej mała dłoń zniknęła w fałdach białej koszuli.
- Poprosiłabym Cię o to byś nałożył mi trochę kremu na plecy, bo ja nie dam rady zrobić tego sama, ale nie chciałabym żebyś przegrał tak szybko ten zakład... - dodała po chwili bardzo poważnym tonem, ale jej oczy zdawały się śmiać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Polana z kominkiem i z kocem   

Powrót do góry Go down
 
Polana z kominkiem i z kocem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Polana z kominkiem i z kocem
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart [schowany na czas wakacji] :: Tereny zamkowe :: VII piętro :: Pokój Życzeń
-