Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Gabinet Numerologii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Gabinet Numerologii    Pon Wrz 02, 2013 1:16 pm

Numerologia to przedmiot polegający na prognozowanie z liczb, opierające się na przekonaniu, że numer przyporządkowany danemu obiektowi, ma związek z jego losem. Wszystkiego na jej temat dowiecie się w tej sali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daphne Denton
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Czw Sie 14, 2014 11:06 pm

/bilokacja, przed spotkaniem z Dorcas na balkonie przy wahadle/

Dobrze by było móc powiedzieć, że przyszła tu dziarskim krokiem, pewna siebie jak zawsze, z wypięta piersią i tym zajadłym skurwysyństwem czającym się w oczach. Dobrze by móc powiedzieć przynajmniej, że przyszła tu tak bardzo zadufana w sobie jak zazwyczaj. Niestety, droga do gabinetu Numerologicznego zajęła jej co najmniej sześć razy dłużej niż każdemu innemu przeciętnemu uczniowi, ponieważ w międzyczasie zawróciła się jakieś sześć tysięcy razy i zatrzymywała się przy każdym zakręcie zastanawiając co tak na prawdę robi.
Zachowywała się jak niespełna rozumu, mamrotała do siebie i szła najbardziej zawiłą trasą z możliwych. Po drodze chyba nawet zajrzała do Biblioteki.
Położyła w końcu dłoń na klamce sali lekcyjnej i zmarszczyła brwi. Nie. Stanowczy głos rozsądku zahuczał w jej głowie. To bardzo nieodpowiedni pomysł Denton i dobrze o tym wiesz. Zastukała dwa razy w dębową powierzchnię, po czym przekręciła gałkę i pchnęła je do środka.
- Profesorze Nightray...? - bąknęła rozglądając się po pomieszczeniu. Wstyd się przyznać, ale chyba nigdy w życiu nie była w tym miejscu, a już na pewno nie zajrzała nawet do działu Numerologii w Bibliotece, o czytaniu książek nie mówiąc.
Gdyby była odrobinę bardziej stabilna emocjonalnie i umysłowo pewnie nie zajrzałaby tu nigdy w życiu. I być może właśnie takie rozwiązanie wyszło by jej na zdrowie. Ale co tu począć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent Nightray
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Czw Sie 14, 2014 11:30 pm

Ktoś ustawił krzesło niewielkiej sali tuż przy oknie wypadającym na Zakazany Las, który ciemno-zielonym dywanem, przykrytym wierzchnio białym puchem, rozpościerał się u stóp Hogwartu jak niespokojne morze, ocean - o, to brzmi lepiej! - który tylko czekał, by pochłonąć tych, którzy nieopatrznie zagłębią się w fale, zapominając o ich silnym wpływie - wyglądał, jakby pragnął przyciągnąć do siebie każdego, kto nosił w sobie choć odrobinę ciekawości, nie ważne, czy głupi, czy nie, kto odczuwał niepokój tego miejsca... Był jak magnes, a my wszyscy stanowiliśmy dlań łupinki żelaza - tak właśnie jawił Ci się ten pełen niebezpieczeństw Las, który uwielbiałeś... Lecz nie dlatego, że na Ciebie jego tajemniczość działała. Był jak dom, zapomniany bor, który dawno, dawno temu otaczał twój zamek, broniąc, by żaden niepożądany gość się doń nie dostał, a cóż w nim żyło? Dla Ciebie samego zawsze było to nieodkrytą zagadką, której rozwikływać prędko nie chciałeś - sens życia istniał wtedy, gdy miało się cele, a obok nich możliwość badania rzeczywistości nas otaczającej - dla śmiertelnych to nie było tak istotne, jak dla Ciebie, oni rodzili się głupcami i głupcami umierali... Zaś Ty starałeś się po to powoli dawkować wiedzę przyswajaną, by za szybko nie wyeksplorować wszystkiego, co Ziemia miała do zaoferowania, to była zbyt... smutna wizja.
Na tym właśnie krześle siedziałeś Ty, w małej sali, ale przynajmniej przytulnej, dalece różniącej się wrażeniem... spersonalizowania jej, utrzymana w ciepłych kolorach brązu mogła zostać porównana do sali wróżbiarstwa, nie mniej jednak nie widać było podejrzanych zwłok nietoperzy, czy kryształowych kul... Cóż, można było sobie na to pozwolić zważywszy na fakt, jak niewiele osób na numerologię chodziło. Dzień jeszcze nie zbladł, rzadko kiedy można było Cię takiego spotkać - jakiś kaprys sprawił, że zapragnąłeś spojrzeć na ten chyba dosięgający cię wiekowością twór natury właśnie olśniony promieniami słońca, skrytego teraz za szarymi chmurami, z których prószyły misternie rzeźbione płatki śniegu, opadające częściowo na parapet od zewnętrznej strony okna.
Oderwałeś spojrzenie od widoku, który hipnotyzował Cię tak od kilku godzin, by przenieść go na drzwi, w które ktoś zapukał, a zaraz potem rozchyliły się i usłyszałeś znajomy głos.
- Proszę wejść, panno Denton. - Zaprosiłeś ją zachęcająco do środka, opierając barkiem o ścianę i wyciągając jedną nogę, podczas gdy drugą pozostawiłeś ugiętą - dość nonszalancka pozycja, ale... chyba większość uczniów, która Cię poznała się do tego przyzwyczaiła, że do typowego, nadętego profesora było ci tak daleko, jak kurze do orła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daphne Denton
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Czw Sie 14, 2014 11:47 pm

Raz się żyje, a później się umiera. Prawda panno Denton? Tak pięknie jej nazwisko brzmiało w jego ustach. Musiał być chyba trochę obcokrajowcem, miał delikatnie wyczuwalny akcent. A może już sama sobie dopowiadała? Zdusiła w sobie kretyński uśmiech ćwierćinteligenta zanim zdążył wykwitnąć na jej twarzy i zamknęła za sobą drzwi, coby ostatecznie podkreślić fakt, że już tu wlazła, już tu jest i nie ma odwrotu. Klamka zapadła!
- Profesorze.. emm... chciałam powiedzieć, że nigdzie nie znalazłam profesora Slughorna. - zaczęła podnosząc charakterystycznie podbródek. Denton była żałosnego pochodzenia mugolaczką i ciężkie życie wyrobiło w niej bardzo nieodpowiednie odruchy ciągłej potrzeby pokazywania wyższości. Udowadniania swojej wartości. Nawet w najmniej odpowiednich chwilach propstowała się dumnie, zadzierała nos i prychała zaczepnie.
- Nie to, że donoszę... - oczywiście, że nei donosisz Daphne- ... ale widziałam jak skretyniał... jak niemądry gryfon dokuczał drugoklasistom z domu węża i pozwoliłam sobie zwrócić mu uwagę. - naokoło, naokoło, tropem węża, kręciła, kręciła, by w końcu wypalić- Zamknęłam go w szafce i zniknął. - zacisnęła lekko usta uciekając gdzieś wzrokiem.
A nie było to wcale proste. Słońce omiotło Vincenta wyjątkowo czarującą poświatą, choć nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że Vincent może wyglądać czarująco. A może własnie tak myślała? I dlaczego w podświadomości nazywała go Vincentem, a nie profesorem Nightray'em? Ach te poufałości na które wolno nam tylko w naszych głowach ...
Był stanowczo orłem i na pewno nie kurą. Daphne od zawsze oglądała się za profesorem w niepoprawny sposób, jednakże robiła też wiele innych nieodpowiednich dla uczennicy rzeczy więc takie sprawy nie wybijały się zanadto ponad normę. Skrzyżowała ramiona na piersi i wydęła usta.
- Nie wiem gdzie tego kretyn... tego chłopca szukać teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent Nightray
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Pią Sie 15, 2014 12:48 am

Oparłeś w dalszej fazie moszczenia się łokieć na parapecie i na tejże ręce na luźnej pięści podparłeś policzek, podczas gdy twarz skierowaną miałeś ku drzwiom, które właśnie zamknęły się - witaj w Paszczy Lwa, Daphne, niewinna, nieświadoma istoto tego, co może Cię tutaj tak naprawdę czekać - lecz cóż złego mogło, prawda..? Prócz twojej niewinnej wręcz niezręczności w tym, żeby w ogóle próg przekroczyć, która sprawiała, że czułaś się niekomfortowo - sądzisz, że on tego nie widzi? Chciałbym napisać, że było to coś szczególnie dla niego znaczącego i że bardzo się przejął, lecz on jedynie cierpliwie czekał, aż staniesz wyprostowana, na pewnym gruncie (choć nikt ci ruchomych piasków pod stopy nie podkładał), mogłaś czuć na sobie łagodne wejrzenie miodowych oczu, jak zawsze nieprzeniknionych zwierciadeł duszy - próbować odgadnąć, o czym myślał, to jak znaleźć igłę w stogu siana... Chyba że był głodny. To już zupełnie inna historia.
Nie znalazła profesora Slughorna, tak? Skinąłeś więc głową, potwierdzając, że przyjąłeś ten fakt do świadomości i czekając, aż zacznie mówić dalej, w międzyczasie zagarniając długie pasmo włosów za plecy, by nie pałętały się niechciane przed oczyma, kiedy akurat patrzył na wyjątkowy ewenement - zdecydowanie Salazar byłby oburzony z tego, co go znał, że jakaś Szlama kaleczy jego dom, ale jakoś mało Cię to interesowało - mógł się teraz przewracać w grobie, nie miał nic do powiedzenia, jak każdy martwy, który nie pozostał duchem.
Na dalszą część wypowiedzi znów skinąłeś, tym razem wolniej i uważniej, unosząc jedną brew, jakby pytająco, pomijając chyba fakt, że miało tutaj zostać użyte słowo "skretyniały" - nie poprawiał, bo i po co? Niektórych ludzi, nie ważne, czy mugoli, czy czarodziei, trzeba nazywać po imieniu... Ale zakończenie już było bajeczne! Wybuchnąłeś perlistym śmiechem, prostując się i obracając przodem do Daphne, dotychczas siedząc doń półprofilem, nadal dostatecznie z widokiem za oknem nie pożegnany - teraz jednak zdobyła wystarczająco jego uwagi, by ten eteryczny obraz uleciał, zabierając przyjemną melancholię skłaniającą do cieszenia się tego skrawka natury, który jeszcze pozostał nietknięty ręką czyjąkolwiek.
- Dlaczego zamknęłaś go w szafce? - Zapytał szczerze rozbawiony, bardzo ciekawy, co za głupkowaty motyw nią kierował! Co za pomysł!
Podniosłeś się z krzesła, przesuwając dłonią po gładkim, długim do kostek, czarnym, niezapiętym płaszczu, by go przygładzić, wyuczonym ruchem, nie z konieczności.
- Rozumiem, że trzeba teraz skretyniałego, znikającego Gryfona znaleźć? - Pokręcił krótko głową, ciągle chciało ci się śmiać - co to w ogóle za sytuacja! - Gdzie była ta szafa?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daphne Denton
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Pią Sie 15, 2014 1:07 am

W paszczę lwa to przecież weszła tu sama. Bardzo chętnie zresztą weszła i wcale nie musiałaby wychodzić. Mogłaby tu tak sobie ukucnąć w kącie, cichutko i patrzeć na Vincenta. Na pewno by nie przeszkadzała. Może westchnęłaby raz czy dwa, ale to wszystko. Och jak on miękko się poruszał. Jak kocur, jak śliski, złotooki wąż. Niespiesznie, jakby miał cały czas świata... Daphne złapała sie nawet na tym, że przygląda się nawet najdrobniejszym ruchom jego źrenic. Jak maniaczka jakaś, idiotka kompletna. Miał tak pięknie wykrojone usta.. takie.. takie, że aż..
Właściwie co by się stało, gdyby została tu na zawsze? Nikt poza Vincem by nie wiedział. Mogłaby jeść okruszki, w zasadzie i tak mało jadła. Tylko gdzieś w tym nastoletnim rozumku kształtowały się mysli wcale niegodne damy. Kompletnie nie pasujące do eleganckiej panienki na która się kreowała.
Debilka.
Kto by pomyślał, że krążyły o nim takie plotki. Wyglądał na wcielenie boskości, przynajmniej w oczach Denton, która wcale nie zamierzała się do tego faktu przyznawać. Widząc jak odwraca się w jej kierunku całą piękną swoją osobą poczuła, że ojejka, robi jej się trochę ciepło w okolicach szyi.
I rozbrzmiał ten śmiech. Na wszystkich bogów starych i nowych, wpadła w ten perlisty dźwięk jak dziecko we mgłę. Głupie nastoletnie serce zatrzepotało jej w piersi, a jasne oczy zamrugały prędko, coby powstrzymać ponownie wychylający się z zakamarków umysły kretyński uśmiech kompletnej debilki.
- Na czwartym pietrze jest taka sala... - zaczęła niepewnie, nieco rozproszona faktem przebywania sam na sam z profesorem, który nie dość, że miał czarujące spojrzenie, to jeszcze śmiał się jak jakiś boski demon, kreacja nie z tego świata- ... więc żeby nie było świadków tam go zaciągnęłam. - zmarszczyła brwi uciekając gdzieś wzrokiem- I zamknęłam w tej szafie. - zacisnęła usta podziwiając niesamowicie ciekawy brzeg najbliższego stolika i przeciągając chwile ciszy do wymiaru wieczności. Musisz się przyznać Denton. Zapytał Cię dlaczego go zamknęłaś.
- Zamknęłam go bo... - bąknęła w końcu - Zamknęłam go bo krwawił z nosa. - bo mu podstawiła nogę i rozwalił nos o krzesło - I.. i się odgrażał więc chciałam żeby się zamknął... Tak dosłownie. - podniosła niepewny wzrok na Nightray'a. Slughorn pewnie dałby jej porządnie wciry za taki numer. I spędziłaby najbliższy tydzień w kozie. Może tym razem nie musiałaby polerować wszystkich pucharów mistrzostw szkoły. Według niej były całkiem lśniące, polerowała je przecież raptem w zeszłym tygodniu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent Nightray
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Pią Sie 15, 2014 1:29 am

Każda plotka podobno nosi w sobie ziarno prawdy, tak samo jak legendy i baśnie - trzeba tylko wystarczająco dobrze poszperać, zestawić ze sobą fakty, dociekliwie zbadać każde słówko w zdaniu otrzymany i potem potrafić oddzielić chwasty od dorodnych roślin, co wcale nie było takie oczywiste - te chwasty potrafiły się kamuflować, przybierać takie kształty, jakie im pasowały... Tajemna sztuka oddzielania prawdy od fałszu, której nikt nie opanował do tego stopnia, by być nieomylnym... choć podobno Salomon taki był, obdarzony mądrością od samego Boga, ale właśnie - kto by wierzył... w bajki? W tym momencie temat zapętlał się do początku. Nieskończona rzeka możliwości w interpretacji tego, co powinno, a czego nie powinno się robić, by do czegoś dociec i najważniejsze pytanie - w co właściwie wierzyć, by choć o krok się zbliżyć do nieomylności? Nawet nauka zawodziła, okazując się tyle razy przekłamaniem, że lepiej nie zliczać, by nie stracić... w nią wiary. Ha!
Uniosłeś dłoń do głowy i podparłeś ją na niej, wyżej unosząc lewy kącik warg podczas przymknięcia powiek - jaki pokój? Mówiła o którejś z sal, czy miała coś zupełnie innego na myśli? Uchyliłeś nieznacznie oczy, by znów na nią spojrzeć - cóż, taka siła rzeczy, że jakoś do niczego nie było Ci śpieszno, po cóż biec bez tchu, gdy lepiej było oddychać tym, co tu i teraz, ciesząc się tym, co się ma, a nie bezustannie próbując sięgnąć czegoś, czego się teraz nie posiada? To się właśnie nazywało "ludzką zachłannością".
- Domyślam się, że nie masz na myśli sali lekcyjnej... - Bardzo banalna dedukcja, chyba nie była na tyle niekompetentna, by nazywać salę lekcyjną "takim pokojem"? Poza tym nie bardzo sobie wyobrażałeś, żeby w której z sal postawiono szafę, w której uczniowie mogliby sobie znikać... Tylko jakim cudem ten uczeń zniknął? Chyba wolałbyś udawać, że tematu nie było i posiedzieć sobie przed oknem, z drugiej strony było to dość intrygujące. Niestety znowu dziewczę powiedziało coś, co doprowadziło cię do kolejnego wybuchu śmiechu - pokręciłeś aż głową z niedowierzaniem - doprawdy, jak ona to robi? Cudowna dziewczyna!
- Panno Denton, zamykanie uczniów w szafie nie jest sposobem na powstrzymanie krwotoku z nosa... - Zakryłeś palcami usta, opierając dwa z nich na nosie, by ukryć ten sprośny uśmieszek - dlaczego krwawił z nosa, oto było pytanie... Przeskrobała coś, że tak sie wahała w wymowie, czy to przez to, jaki wpływ na nią miałeś? Chyba nawet człowiek by to zauważył... cóż dopiero ktoś twego pokroju. - Rozumiem, że mam nie pytać, dlaczego z nosa krwawił? - Ot, zapytałeś tak, dla formalności! - Zaprowadź mnie do tego pokoju, bardzo proszę. - Skierowałeś się w kierunku drzwi i otworzyłeś je, gestem wskazując, by dziewczyna poszła przodem.
[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent Nightray
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Czw Gru 04, 2014 8:01 am

Profesor Nightray nie miewał zbyt wielu uczniów na swoich zajęciach, ale to nawet lepiej, mimo wszystko Numerologia nie była czymś prostym i wymagała osobliwego podejścia do każdego ucznia, a i same lekcje również odbywały się rzadko. Otworzył okno, pozwalając kilku promieniom zimowego słońca wpaść do środka wraz z podmuchem świeżego powietrza, nim rozglądnął się wokół - jeszcze nikogo nie było, to dobrze, mógł rozłożyć wszystkie swoje rzeczy, podczas gdy kreda przy tablicy sama wzniosła się w powietrze i zaczęła notować na niej najważniejsze zagadnienia dzisiejszej lekcji, którą zamierzał poprowadzić, w dobrej wierze, że nie będzie ona nazbyt skomplikowana, a nawet jeśli, to zawsze pozostaje nauka dla uczniów pozalekcyjna, tym nie mniej wszak trzeba dać z siebie wszystko, aby to, co niezrozumiałe, wytłumaczyć, czyż nie?
Mężczyzna przeszedł się wzdłuż rzędu okien, zanim wrócił do tego, które otworzył, aby je zamknąć i zająć swoje miejsca za biurkiem, kiedy kreda skończyła skrobanie ostatniego zdania i spokojnie opadła na podstawkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Czw Gru 04, 2014 7:33 pm

Jako jedna z nielicznych uczęszczała na Numerologię, co więcej całkiem przepadała za tym przedmiotem, choć niekiedy ledwo dawała sobie z nim radę. A sam profesor był dość...tajemniczy i sporo plotek krążyło po szkole na jego temat. Lily jednak się tym nie przejmowała; w końcu chodziło tutaj o naukę, a nie zajmowanie się jakimiś bzdurnymi gorączkowymi szeptami. Poprawiła swój mundurek i weszła do środka, posyłając mały uśmiech nauczycielowi i zajęła swoje stałe miejsce.
- Dzień dobry - rozległ się wyraźnie jej głos w sali, kiedy przywitała się z profesorem Nightray'em. Była niezmiernie ciekawa, czym się dzisiaj będą zajmować i ilu uczniów pojawi się na tych zajęciach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Archibald Gamp
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Pią Gru 05, 2014 11:48 pm

Od razu uprzedzam, że nie wiem, dlaczego chodziłem na Numerologię. Właściwie, to większość wybranych przeze mnie przedmiotów była całkiem przypadkowa. To znaczy, praktycznie wszystkie. Może poza Mugoloznawstwem. Ale to nie pora, żeby rozwodzić się nad tym, dlaczego akurat ten przedmiot był wybrany celowo. W każdym razie, coś wypadałoby zdać na owutemach, więc czemu nie Numerologia? Może i powszechnie była uważana za trudny przedmiot, jednak miała w sobie coś, co było w stanie choć trochę mnie zainteresować. A czy przyda mi się w przyszłości? Tego nie mogłem przewidzieć, ale kto wie? W końcu nie miałem żadnych sprecyzowanych planów.
Wszedłem do sali. Frekwencja oczywiście nie powalała, ale należało się tego spodziewać. Skinąłem głową w stronę profesora i rozejrzałem się po sali, szukając dobrego miejsca. Niespodziewanie jednak mój wzrok zatrzymał się na rudowłosej postaci. Lily Evans.
Teoretycznie, można było powiedzieć, że się znaliśmy. Mieliśmy trochę wspólnych zajęć, no i przede wszystkim oboje należeliśmy do Klubu Ślimaka. W praktyce, cóż... Ciężko było powiedzieć, czy dziewczyna w ogóle wiedziała, jak mam na imię. Jeśli nie, to fakt, że ja mimo to co nieco o niej wiedziałem, był co najmniej dziwny. Może więc wypadało to zmienić?
Ruszyłem w jej stronę.
- Można? - spytałem, wskazując krzesło obok niej.
Nie wiem, co w tym przypadku było bardziej zaskakujące. Fakt, że jako pierwszy się odezwałem, czy to, że chciałem usiąść obok żywego człowieka?
Bo widzicie, ludzie, to z natury stworzenia stadne. Więc, mimo, że na ogół byłem samotnikiem, czasem odzywała się we mnie pierwotna chęć przebywania w grupie. I nawiązania jakiejś więzi. Choć zazwyczaj krótkotrwałej. Tyle, że potrzebne były do tego konkretne warunki. Nie mogło mnie otaczać oczywiście zbyt wiele osób, bo w tłumie od razu się wycofywałem. No i musiałem mieć sporą gwarancję, że nie zostanę odrzucony. Spytacie, dlaczego? W końcu podobno stosunek innych ludzi do mnie był mi co najmniej obojętny.
Prawda. Tyle, że kiedy już nawiązywałem jakiś kontakt i miało to wyjść z mojej inicjatywy, przekraczałem swoją strefę komfortu. I to zdecydowanie. Czułem się kompletnie bezbronny. I wiem, że dla niektórych może to wydawać się śmieszne, ale prawda jest taka, że zrozumieć to mogą tylko ci, którzy czują się tak samo w podobnych sytuacjach. I nie chodzi o to, że byłem nieśmiały, czy coś w tym stylu. Po prostu, nie było to dla mnie coś, co przychodziło naturalnie. I dlatego potrzebowałem pewności, że w tak niekomfortowej sytuacji, ta druga osoba nie sprawi, że będę czół się jeszcze gorzej.
A panna Evans wydawała się odpowiednia. Chociaż, kto wie? Może zaskoczy ją to na tyle, że zachowa się w jakiś nieprzewidywalny sposób?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent Nightray
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Nie Gru 07, 2014 7:36 am

Spoglądałeś za okno, które jeszcze przed chwilą zamknąłeś, żeby powietrze jedynie wywiało niepotrzebne warstwy kurzu, jakie zdążyły się w niewielkich ilościach uzbierać tutaj od czasu ostatnich zajęć i wymieniło powietrze na świeże, wszak jedynie w odpowiednich warunkach można w pełni swoich możliwości przyswajać wiedzę, która miała być tutaj przekazywana - i rzeczywiście, numerologia nie była najłatwiejszym przedmiotem przez konieczną ilość wkucia materiałów, jakie się dostawało, poza tym można rzec, że nie była też czymś niezbędnym w życiu. Uczyli się jej zazwyczaj ci, którzy chcieli bardziej samego siebie poznać i być w stanie z pomocą prostych obliczeń poznać inną osobę, najczęściej ci, którzy również zajmowali się mistycyzmem w postaci wróżbiarstwa. Tym nie mniej wbrew pozorom, jeśli ktoś pilnie się doń przykładał, dostawał w rękę naprawdę potężną broń...
Mijały kolejne minuty bezruchu, kiedy uczniowie się zbierali i zajmowali swoje miejsca, a ty nawet na nich nie spoglądałeś, trwając w bezruchu zamyślenia i analizując wszystkie wydarzenia, jakie miały miejsce ostatnio w zamku, włącznie z tym niepokojącym ruchem anty-wilkołakowym i anty-wampirzym - chyba tak można to najtrafniej określić.
- Witam was na kolejnych zajęciach Numerologii. - Nigtray podniósł się powoli i wreszcie przejechał wzrokiem po wszystkich zebranych z ciepłym uśmiechem. - Jako że w tym półroczu zajmujemy się znaczeniem liczb i alfabetu, na dzisiejszych zajęciach chciałbym z wami opracować Kwadrat Numerologiczny, który urodził się w Starożytnych Chinach - według niego każda cyfra w kwadracie ma swoje uporządkowane miejsce. - Długowłosy podniósł kijek leżący na jego biurku (zawsze widziano go z jakimiś patykami, zaś z różdżką nigdy) i odwrócił się półprofilem do obecnych, aby wskazać na rysunek widniejący na tablicy - była to tabelka 3x3, w której wpisano po kolei cyfry w sposób następujący:
3 6 9
2 5 8
1 4 7
- Znaczenie liczb poznaliście już na poprzednich zajęciach, w ramach przypomnienia możecie skorzystać z podręcznika. - Wszak to jeszcze nie egzaminy. - Niech każdy z was zrobi sobie taką tabelkę, tylko bez wpisywania liczb, zaraz wyjaśnię, co robić dalej... - Przerwał na chwilę, żeby spojrzeć, czy wszyscy zastosowali się do polecenia, zanim kontynuował. - Kwadrat ten ma pomóc uporządkować liczby w odpowiednie strefy i plany, w których poziome linie odpowiadają za strefę mentalną, emocjonalną i materialną... - Zastukał w narysowaną obok tabelę.
MENTALNY
EMOCJONALNY
MATERIALNY
- Natomiast pionowe, od lewej patrząc, za myśl, wolę i akcję. - Zastukał w tabelkę obok. - Jak zauważacie pionowe i poziome przenikają się wzajemnie, siłą rzeczy... Waszym zadaniem jest napisanie nad tabelką swej daty urodzenia i wpisanie jej cyfr w puste kratki, pomijając zera, według schematu, który na tablicy widnieje, pamiętając, że każda liczba ma swoje przyporządkowane miejsce. Jeśli jakaś cyfra powtarza się kilkukrotnie, wpisujemy ją w to samo miejsce tyle razy, ile występuje. Przykładowo jeśli ktoś urodził się 24-09-1964 roku... - Złapał za kredę, żeby nakreślić nową tabelkę i nad nią napisać podaną datę. - ... wypisuje je następująco...Dwójka tam, gdzie ma być dwójka, czwórka tam, gdzie czwórka... Rozumiecie? - Odwrócił się znowu do uczniów, stukając w rozpisany schemat.

- 6 99
2 - -
1 44 -

/ link dla wsparcia:http://www.numerologiachinska.pl/kwadrat-numerologiczny/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Pon Gru 08, 2014 6:50 pm

Do sali wszedł jakiś Ślizgon, bodajże Archibald, o ile pamięć jej nie myliła. Niezbyt go znała; był dość tajemniczym i zamkniętym w sobie osobnikiem, ale to nie przeszkadzało w tym, żeby mógł się przysiąść. W końcu nie był niebezpieczny, prawda? No i zdawał się nie dzielić ludzi wedle ich statusu krwi, jak to robili inni z domu Slytherina. Kojarzyła go zresztą z Klubu Ślimaka, do którego oboje należeli. Tak więc, kiedy chłopak zapytał się, czy może się dosiąść, obdarzyła go nieco zaskoczonym spojrzeniem, ale posłała przyjacielski uśmiech.
- Pewnie, śmiało.
Dla niej nie stanowiło to większego problemu, zwłaszcza, że nie wykazywał żadnych cech, którymi pogardzała, no i zdawał się być całkiem normalny od większości tych, którzy szczycili się swoim pochodzeniem i czystością krwi. Wydawał się jej też nieco zagubiony, choć może było to jedynie mylne wrażenie.
Niezbyt się skupiała na tym, co się obecnie się działo. Myślami była przy tym, co miało ją czekać. Oczywiście, zauważyła, jak tworzą się większe grupki i zaczyna się rozwijać czarny rynek sprzedaży podejrzanych amuletów, pierścieni i proszków, które mają ponoć ochronić przed wilkołakami i wampirami. Jak dla niej to był kompletny bezsens! Przecież...to też byli ludzie! Może nie zdawało się to zbyt oczywiste, ale jednak! I może zdarzyło się tak, że już drugi raz została zaatakowana przez wilkołaka, tym razem nawet przez dwóch, ale przeżyła. I zdawała sobie sprawę z tego, jak Ci ludzie muszą cierpieć. A wampiry? Może nie wiedziała wiele na ich temat - w końcu były te dobre i te złe, ale to tak samo jak ludzie. Też walczyli. O przetrwanie. O namiastkę normalnego życia. Dlatego dla niej to wszystko było zupełnie bezsensowne, jeśli idzie o takie radykalne ruchy. Poza tym, nawet jeśli były wampiry i wilkołaki w szkole to przecież musiał być jakiś powód dla którego przyjął ich dyrektor do Hogwartu. A co, jak co, ale Albusowi Dumbledore'owi ufała bezgranicznie.
Nie czas i miejsce był jednak na takie przemyślenia, w końcu zaczęły się zajęcia. Lily nawet w najmniejszym stopniu nie przepuszczała, że tego przedmiotu może nauczać wiekowy i potężny wampir. Wydawał jej się najnormalniejszym nauczycielem...lecz ile było w tym prawdy, a ile fałszu?
Również odpowiedziała uśmiechem, słuchając uważnie, co ma do powiedzenia profesor Nightray. Co ważniejsze informacje notowała na swoim pergaminie, chcąc mieć wszystko pod ręką. Zgodnie z poleceniami nauczyciela, nakreśliła tabelkę, kątem oka spoglądając na to, co znajdowało się na tablicy. Kiedy już ją skończyła rysować, umieściła nad nią swoją datę urodzenia: 30.01.1960 r. i wpisała wszystkie liczby w odpowiednie miejsca. Tak że jej kwadrat wyglądał teraz następująco:
3 6 9
- - -
11 - -

- Myślę, że tak.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Archibald Gamp
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Pon Gru 08, 2014 8:09 pm

Spróbowałem odwzajemnić uśmiech, ale chyba nie do końca mi to wyszło. W każdym razie, niezbyt naturalnie. Ale cóż, mięśnie mojej twarzy nie były, jak widać, przyzwyczajone do takiego wyrazu. Zrezygnowałem więc z tego i po prostu usiadłem na miejscu. Zacząłem wyjmować potrzebne rzeczy z torby.
Ale, ale, gdzie moje maniery? No bo przyznacie, nie było to zbyt uprzejme. Tak usiąść bez słowa. Wiem, że z reguły nie przejmowałem się tym, czy ktoś uzna mnie za uprzejmego, czy wręcz przeciwnie, ale akurat teraz było troszkę inaczej. W końcu, jakby nie patrzeć, to ja wyszedłem z inicjatywą, więc w tym przypadku wyjście na gbura nie do końca było mi na rękę. W każdym razie, nie wydawało mi się to odpowiednie.
Tylko, że co właściwie miałem powiedzieć? "Jestem Archibald"? Hmm, ale co, jeśli jednak znała moje imię? Wtedy to byłoby trochę bez sensu. No ale jeśli go faktycznie nie znała, to bez sensu byłoby zacząć od czegoś innego. Albo raczej nieuprzejmie. Widzicie, tak to już jest, jak się nie ma w czymś wprawy. Pełno wątpliwości. Wystarczy postawić kogoś w niezbyt komfortowej sytuacji i już człowiek się gubi. No tak, tyle, że w tym przypadku, to ja sam się w tej sytuacji postawiłem. I jakoś musiałem to kontynuować. Zostańmy więc przy pierwszej myśli.
- Jestem Archibald - powiedziałem, wyciągając do niej rękę.
Uf, nie najgorzej. No, w każdym razie, tak mi się wydaje. Zabrzmiało to dość dobrze. Tylko właściwie, czy to było w porządku, że facet wyciągał pierwszy rękę do kobiety? Nie wiem, zawsze ubiłem się w tych wszystkich zasadach savoir-vivre. No ale nie ważne. Zrobiłem, jak zrobiłem i nie ma sensu już o tym rozmyślać.
Zamiast tego, zacząłem skupiać się na tym, co mówił nauczyciel.
No dobra. Narysowałem tabelkę, napisałem datę urodzenia. 16.03.1960.
Swoją drogą, miałem mieszane uczucia, jeśli chodzi o to wszystko, czego uczyliśmy się na Numerologii. No bo czy to, kiedy się urodziłem, miało aż taki wpływ na to, jaki jestem? W końcu wiele innych osób przyszło na świat tego samego dania. Więc podchodziłem do tego dość sceptycznie. Z drugiej strony, nie mogłem być pewien, że to faktycznie nie miało na mnie wpływu. No bo niby jak miałbym sprawdzić, jaki bym był, gdybym urodził się innego dnia? Nie ma opcji, żeby to zrobić. Pozostawały jedynie przypuszczenia. A na to nie było sensu tracić czasu.
Uzupełniłem ten cały kwadrat. Wyszło tak:
3 66 9
-   -  -
11 -  -
No dobra, teraz trzeba czekać na dalsze instrukcje. Kto wie, może dzięki temu dowiem się o sobie czegoś nowego? A może okaże się to tylko stekiem bzdur, które nie maja nic wspólnego ze mną?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent Nightray
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Sro Gru 10, 2014 9:00 pm

Profesor Nightray przez chwilę zmrużył oczy - te niesamowite, miodowe oczy, które miały tak łagodne wejrzenie, wydawały się gładzić po głowie samym zetknięciem się zeń spojrzeniem - kiedy nie usłyszał pytań, odłożył kredę oraz swój zdobyczny patyk znaleziony w Zakazanym Lesie i otrzepał ręce, żeby pozbyć się nadmiaru białego pyłu - tak, kolejna być może dziwna rzecz na jego temat - większość nauczycieli pisała różdżką, on jednak podczas lekcji robił to ręcznie - ale bo to mało dziwnych nauczycieli było w tym miejscu? Każdy miał swoje "jakieś coś", najwyraźniej ludzie przekazujący naukę po prostu tacy już byli - w zależności od tego, czego uczyli, taki też charakterek im przysługiwał ze wszelakimi wadami i przywarami, bo choć Nightray był bardzo miły i uprzejmy, rzadko kiedy dawał ujemne punkty, nigdy nikt nie słyszał o szlabanie z jego strony, to jednak na lekcji wymagał spokoju, skupienia i nie pitolił się z powolnym mówieniem i klepaniem trzy-po-trzy. Konkrety i przekaz, to się liczyło. Więc gdy nastała cisza i wszyscy zaczęli skrobać piórami zaczął się przechadzać między ławkami i zaglądać uczniom przez ramię, poprawiając, kiedy zauważył błąd i tłumacząc tą część, która była niezrozumiała cichym szeptem, zanim wrócił do tablicy, by usiąść na krześle, pochylając się do swoich uczniów i opierając się przedramionami na blacie biurka.
- W kwadracie o wiele istotniejsze niż symbolika poszczególnych cyfr jest znaczenie kombinacji, która zmienia się w zależności od tego ile wolnych pól jest obok siebie i ile powtórzeń przypada na jedną liczbę. Brakujące liczby wzbogacają interpretację o wiele informacji. Często oznaczają słabości, cechy których brakujące danej osobie i/lub nad rozwojem których warto byłoby popracować. Zero nie jest brane w ogóle pod uwagę w numerologii chińskiej. Ponadto ważne są tzw. strzały sił i strzały słabości. Strzały Sił pojawiają się, gdy trzy cyfry znajdują się obok siebie w pionie, poziomie lub po przekątnej. Strzały Słabości pojawiają się, gdy trzy puste pola pojawiają się w wyżej wymienionej kombinacji. Strzały Sił wskazują na ukryte talenty człowieka. Podpowiadają, co pozytywnego możemy w sobie rozwinąć, jeśli tylko będziemy na tymi cechami pracować. Ukazują w ten sposób, w jakich dziedzinach możemy osiągnąć sukces w życiu. Jak sama nazwa mówi - Strzały Słabości wskazują na cechy, które są naszymi słabościami... Proszę, żebyście przejrzeli jeszcze podręcznik na ten temat i w ramach ćwiczeń rozpisali według znaczenia cyfr numerologicznych chińskich, które są w waszych książkach. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia.

/link dla wsparcia/zabawy: http://www.numerologiachinska.pl/program-numerologiczny/

+2 PD za lekcję.

[z/t dla wszystkich]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liv Mendez
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    Sob Gru 27, 2014 2:18 am

Powolnym krokiem zmierzała w stronę Gabinetu Numerologii. Nie spieszyła się, gdyż wiedziała, że ma jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia zajęć. Co chwilę przystawała i przyglądała się poszczególnym obrazom. Szukała dzisiejszego piękna. Piękna, które pozwoli poczuć coś przyjemnego w sercu. Piękno, które sprawi, że ten dzień nie będzie tak samo beznadziejny jak poprzedni.
Liv wyglądała lepiej i tak też się czuła. Koszmary powoli ją opuszczały. Udało jej się nawet ostatnią noc przespać w całości. Wielki sukces. Odzyskiwała siły i nadzieję, na odzyskanie starej siebie. Jednak, czy jest to możliwe? Czy zmiany nie zaszły zbyt głęboko? Liv pokręciła delikatnie głową, jakby chciała odepchnąć nieprzyjemne myśli. Nie mogła tracić kolejnych dni nad rozmyślaniem nad przeszłością. Było, minęło! Musi sobie z tym poradzić.
Nawet nie zauważyła kiedy znalazła się pod salą. Weszła do pomieszczenia i rzuciła ciche ‘dzień dobry’ w stronę nauczyciela. Po woli ruszyła do ławki pod ścianą i tam też usiadła. Wypakowała potrzebne rzeczy, a torbę odłożyła na podłogę, obok siebie. Spojrzała na zegarek. Zdecydowanie przyszła tu za wcześniej. Miała nadzieję, że lekcja zacznie się w najbliższym czasie. Musiała zająć czym myśli, aby przestać się zamartwiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Gabinet Numerologii    

Powrót do góry Go down
 
Gabinet Numerologii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 13Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next
 Similar topics
-
» Gabinet Pielęgniarski
» Klasa Numerologii
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart [schowany na czas wakacji] :: Tereny zamkowe :: VII piętro-