Go down
Natalie Dark
Oczekujący
Natalie Dark

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Sro Mar 16, 2016 10:41 pm
Stała przez dłuższą chwilę i wpatrywała się w niego z wyrazem twarzy mówiącym wszystko o jej obecnych przemyśleniach, a mianowicie: "Nie, nadal tego nie kupuję. Słuchasz ty mnie w ogóle? Nie kupię prostej bajeczki, bo cię znam".
Nawet wzmianka o Sulivan nie zmieniła jej podejścia. Prosiła go o informacje, które mogły jej pomóc w określeniu sytuacji, nie o upewnieniu jej w praktycznie pewnych domysłach.
Pokiwała powoli głową jakby się nad czymś zastanawiała.
- Mam teraz udać, że to kupuję? - zapytała podnosząc brew jeszcze wyżej.
Oboje wiedzieli, że nie jest aż tak naiwna i widzi kiedy poltergeist kłamie.
- Nie będę cię zmuszała do zwierzeń i próbowała ci pomóc na siłę. - Westchnęła ciężko i wzruszyła ramionami powoli się od niego odsuwając i przechadzając się po pomieszczeniu.
- Gdybyś chciał o czymś pogadać albo o coś zapytać, to jak zwykle jestem do twojej dyspozycji. - Rozłożyła ręce.
Poddaję się. Serio. Dziś nie mam siły niańczyć cię jak dziecko i ratować cię, choć tobie nie chce się nawet wykrztusić z siebie tych paru zdań. Daj znać, kiedy zmienisz zdanie.
Irytek
Poltergeist
Irytek

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Sro Mar 16, 2016 11:03 pm
Tak było lepiej. Nie rozumiała tego jeszcze i może nigdy nie pojmie, ale on istniał już dostatecznie długo by dawno się o tym przekonać. Całkowite obnażanie wnętrza przed drugą osobą było bezcelowe, jeśli miało się ją i tak niedługo stracić. A to, że obiecała go odwiedzać? Ludzie zmieniali się w mgnieniu oka, poza tym dla niego owym "niedługo" było całe jej krótkie, kruche życie. Nie opłacało mu się to. Jakoś sam to wszystko zniesie, jak zwykle.
- Nie chcesz, to nie wierz. Ja cię do niczego nie zmuszę. - kolejne wzruszenie ramionami, czyli chyba najbardziej irytujący z olewczych gestów. Gotowa do wybuchu bomba została na tę chwilę rozbrojona, lont zgaszony i sytuacja opanowana. Nic nikomu nie groziło, więc łatwo było machnąć ręką i się nie przejmować. Problemów, które zapaliły cały mechanizm to nie rozwiązywało, lecz w tym momencie i tak nikt nie miał ochoty się nimi zajmować. Tylko ile tym razem czasu zajmie tej wybuchowej mieszance zanim zacznie kipieć?
- Oczywiście. - uśmiechnął się do niej szeroko. Upiekło mu się i był tym usatysfakcjonowany. Skłonił się przed nią elegancko, nieco szyderczo, niczym zwolniony ze służby kamerdyner, po czym rozpłynął się w powietrzu bez słowa pożegnania.
Tak będzie lepiej. Nie mógł opanować pierwszego odruchu, który gnał go w jej ramiona w najgorszych momentach i nawet nie chciał z nim walczyć, wykorzystując pozostały mu z nią czas. Zarazem próbował ją od siebie odsunąć emocjonalnie, wyrzucić ze swego serca i z głowy, przestać wiecznie na niej polegać. Może dzięki temu zdąży wybudować wokół siebie nowy, trwalszy mur, którego nie skruszą czułe gesty i puste słowa, ale przede wszystkim uwięzi w nim pretensje i żale do których nie miał prawa? W końcu od początku wiedział na co się pisze. Sam był sobie winien.

[zt]


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Natalie Dark
Oczekujący
Natalie Dark

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Sro Mar 16, 2016 11:23 pm
Jak zwykle. "Dam ci złudne i puste słowo, że masz coś do gadania, a później i tak zrobię wszystko po swojemu."
Spojrzała pustym wzrokiem, jak zadowolony się przed nią kłania. Wiedziała, że coś go trapi i pewnie sam tylko jeszcze bardziej to wszystko schrzani, ale jakoś nie była w stanie tego "poczuć".
I zapasy wzbudzonej empatii poszły się jebać.
W tym momencie nie była zupełnie w stanie myśleć o drugiej osobie. Była zmęczona, znudzona i potrzebowała rozrywki. Bardzo niebezpieczne połączenie. Nie, nie dla niej. Dla niczemu niewinnych ludzi, którzy jej się nawiną. O ile na ogół była w stanie się powstrzymać i nawet nie chciała rujnować im psychiki, o tyle w tym momencie o niczym tak nie marzyła jak o patrzeniu jak zabija kogoś od środka i doprowadza na skraj załamania.
Ktoś dziś chyba ucierpi. Mam to gdzieś. Hihi. Szkoda, że nie dam rady zbliżyć się do Meggs. Przyjemnie byłoby patrzeć jak serce tej małej istotki rozsypuje się w drobny mak i nie można go już naprawić. Wielka szkoda. Zabić nieżywego samymi słowami. To byłaby zabawa. Wielka szkoda...
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wyjścia.
- Do zobaczenia poltergeistrze - rzuciła na pożegnanie, zanim zniknął.
Nawet nie zauważyła, że zapomniała użyć jego imienia czy jakiegoś miłego zamiennika.
Taki błąd. Taki wielki błąd... Będzie musiała nad tym popracować, bo jeśli przy ludziach zacznie sobie pozwalać na takie niedopatrzenia, to się zorientują. A ona przecież nie chciała, by jej ofiara zbyt wcześnie się zorientowała. To byłoby takie irytujące, gdyby cel zdołał jej się wymknąć.
Zaczęła schodzić po schodach, a niepokojący uśmiech na jej twarzy się poszerzał.
Ciekawe na kogo padnie...
Zaśmiała się cicho, ale zaraz się opanowała, a wyraz twarzy wrócił do normy. Ktoś chyba przechodził niedaleko.

[z/t]

Marlene McKinnon
Oczekujący
Marlene McKinnon

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Wto Lis 08, 2016 11:52 pm
W ciągu kilku ostatnich dni Marlene McKinnon zachowywała się w sposób bardzo nietypowy i bardzo niepasujący do tej grzecznej i ułożonej dziewczyny za jaką uchodziła w całej swojej szkolnej karierze. Powodów takiego zachowania było kilka, ale w tej konkretnej chwili dziewczyna nie chciała zastanawiać się nad żadnym z nich. Potrzebowała spokoju, miejsca w którym mogłaby się zaszyć, mając pewność, że nikt nie będzie jej szukał. Gdzie Charlie nie będzie jej szukała. Wieża astronomiczna stanowiła świetną kryjówkę. W końcu każdy kto znał McKinnon wiedział, że dziewczyna nigdy nie zapuszczała się w rejony powyżej siódmego piętra, nienawidziła dużych wysokości. No i Filch, on również nie zapuszczał się w tu zbyt często, a biorąc pod uwagę późną godzinę, Marlene naprawdę wolała uniknąć spotkania z woźnym i jego kocicą. Koniec roku końcem roku, ale walka o puchar domów wciąż trwała, zresztą szlaban też nie był jej teraz potrzebny.
Będąc już na szczycie, powoli osunęła się na marmurową posadzkę, plecami opierając się o pomnik Rozemary  i czarodzieja, którego imienia nigdy nie pamiętała. Podciągając kolana prawie pod sam podbródek objęła je ramionami i zamknęła oczy. Próbowała nie myśleć.
Ezechiel Yaxley
Oczekujący
Ezechiel Yaxley

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Sro Lis 09, 2016 12:55 am
Nie wiedział co było dla niej typowe. Bo jakże mógł posiadać taką wiedzę, skoro Marlene była uczennicą? Nikim bliskim - czymś odległym, krążącym po zaułkach biblioteki i czasem układającym usta do rozmowy, jednak poza papierowymi ścianami, które tworzyły książki, poza zapachem wypełniającego ich atramentu i skóry czy drewna otaczających okładki - była kolejką krukonką. Pod względem charakteru wręcz anonimową, skrytą pod warstwą powinności bibliotekarza, jego braku czasu i konwenansów na linii pracownik szkoły - uczeń.
Ezechiel nie starał się zagłębiać w życie uczniów. Sam kiedyś nim był i pozostawał wdzięczny każdemu nauczycielowi i pracownikowi, który postanowił nie mieszać się w jego życie. Wynikało to jednak z faktu, że wbrew temu co teraz sobą reprezentował, był młodzieńcem żywotnym i niezwykle psotnym, co dostarczało zmartwień i co rusz nowych doświadczeń nauczycielom, uczniom i każdemu innemu kto się nawinął.
Siedząca więc na posadzce Mckinnon była dla niego enigmą. Zagadką, którą chyba nie do końca podejmowałby się rozwiązywać, głównie dlatego właśnie, że została zamknięta w ciele młodym, a przez to odległym i nieinteresującym. Nie znał też jej potencjału, więc nie mógł określić czy ich wzajemna współpraca odniosłaby jakieś pozytywne skutki.
Jego kroki odbyły się cichym echem po korytarzu, gdy wkroczył na wieżę astronomiczną. Czemu tutaj? No właśnie. To było chyba dobre pytanie. Nie bywał tutaj często - na pewno o wiele rzadziej jak dziewczyna, której dormitorium przecież znajdowało się w jednej z wież. Tak po prawdzie, to odkąd skończył szkołę i został potem bibliotekarzem, powyżej piątego piętra, gdzie znajdował się jego przybytek, pojawił się może parę razy.
Pewnie w innych okolicznościach przeszedłby obok niej obojętnie, zaszczycając tylko ponurym, przelotnym spojrzeniem błękitnych tęczówek. Pora jednak była znacząca - późna, a więc blondynka powinna siedzieć w swoim dormitorium, a nie na środku chłodnego i niezbyt przyjemnego korytarza, pod posągiem dwojga kochanków. Zatrzymał się więc na przeciw niej, lustrując przez chwilę jej sylwetkę, bez większego zainteresowania.
- Podobno siedzenie pod posągiem może przynieść pannom nieszczęście w miłości. - rzucił od niechcenia, przywołując w głowie jakąś kiedyś zasłyszaną plotkę, powtarzaną cichaczem chyba dla zabawy. W końcu zwykle młode panny chciały się wydać dobrze i wieść szczęśliwe życie. W końcu... nikt nie chciał nieszczęśliwej, tragicznej miłości. Najwyraźniej on, może i nie był panną, ale za wiele razy siedział pod tym pomnikiem za młodu.



Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 OtDiAr8Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 E4LF5rgPomnik Rozemary i Georga - Page 12 NvxfAdb
Marlene McKinnon
Oczekujący
Marlene McKinnon

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Sro Lis 09, 2016 2:29 am
Dała się zaskoczyć. Do tego stopnia udało jej się odciąć od zewnętrznych bodźców, że pomimo absolutnej ciszy, która panowała w szkole, nie udało jej się usłyszeć kroków bibliotekarza. Być może gdyby wiedziała, że w zamku jest więcej osób, które podobnie jak ona, zamiast ciepłego łóżka wybiorą zimną podłogę, byłaby bardziej czujna jednak w tej sytuacji...No cóż, nie spodziewała się, po prostu.
Dlatego kiedy w końcu zorientowała się, że nie jest sama było już za późno na ucieczkę. Zresztą, i tak nie miała dokąd uciekać. Otworzyła oczy i powoli podniosła się z posadzki. Odetchnęła z ulgą gdy kroki, które z każdą sekunda stawały się coraz głośniejsze, okazały się być krokami męskimi. Cudownie, bo naprawdę nie miała teraz ochoty na rozmowę z profesor McGonagall. Jakież jednak było jej zdziwienie gdy przed jej oczami, zamiast któregoś z nauczycieli, zobaczyła szkolnego bibliotekarza. Przecież on nie miał obowiązku patrolowania korytarzy, a biblioteka i jego kwatery znajdowały się na piątym piętrze, dlaczego więc...?
Gdy stanął na wprost niej, Marlene odruchowo skrzyżowała dłonie w obronnym geście i jednocześnie wojowniczo wysunęła podbródek, mierząc przy tym mężczyznę chłodnym spojrzeniem. Zazwyczaj nie miała problemów z jego osobą. Na co dzień był jej raczej obojętny, oczywiście darzyła go szacunkiem jak każdego pracownika szkoły, ale nie żywiła wobec niego żadnych intensywnych uczuć, ot uprzejma obojętność, a jednak, w tej konkretnej chwili obecność mężczyzny wzbudziła w niej złość. Wiedziała przecież, że Dumbledore nie zatrudniłby w szkole jednego z nich , słyszała również plotki na temat tego, że poglądy mężczyzny i jego rodziny znacznie się od siebie różniły, no i przecież nie zwykła oceniać kogoś tylko na podstawie jego nazwiska, ale chwilowo wciąż była rozemocjonowana po rozmowie z Rosierem, do tego dochodziły również te wszystkie uczucia związane z jej wyprawą, której termin nieubłaganie się zbliżał.
- Nie wierzę w tego typu przesądy - odpowiedziała chłodno wciąż się w niego wpatrując.
Ezechiel Yaxley
Oczekujący
Ezechiel Yaxley

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Sro Lis 09, 2016 2:18 pm
Ciepłe łóżko nie było dla niego. W głowie kłębiło się wiele myśli, związanych z jego ostatnim treningiem w zamkniętym skrzydle biblioteki. Związanych z Alice Hughes. Dziewczyna wykazywała potencjał, a do tego wydawała się odpowiednio bystra i... lojalna, żeby mógł dawać jej nadzieję nie tylko na opanowanie tak potężnych zaklęć jak białomagiczne, ale także powoli zaczynał skłaniać się ku pomysłowi, żeby powiedzieć jej o Zakonie. Puchonka widziała dużo, a także doświadczyła niekoniecznie przyjemnych sytuacji i chciała coś z tym zrobić, czuł to. A czy było inne miejsce, które mogło wykorzystać jej potencjał tak, jak Zakon? Raczej nie. I przez to wszystko, chciał po prostu przez chwilę odpocząć, popatrzeć w bezkresne niebo, pozwolić by zimny wiatr kąsał jego policzki. Ale nie mógł.
Jej sylwetka, postawa jaką przyjęła, gdy go tylko zobaczyła, kazała sugerować, że dziewczyna coś do niego ma. Albo po prostu była w złych humorze. Bibliotekarz nie zamierzał się zbytnio nad tym rozwodzić - czy to w myślach, czy to słownie, więc przez dłuższy moment tylko stał i patrzył na nią, jakby była na prawdę niepotrzebnym elementem wystroju pokoju. Bo też tak było. Nie powinno jej tutaj o tej porze w ogóle być. Łamała regulamin. Do głowy mu też nie przyszło, że jej postawa może być wywołana tym, z jakiej rodziny pochodził. Sprawa była dość dawna, jego zdaniem przynajmniej i wielu ludzi, pomijając tych należących do rodów szlachetnych, zdążyło już o tym zapomnieć. Z resztą - syn, który nie wykazuje chęci podobnych do reszty rodziny i staje się jej zakałą nie był czymś, czym inni chcieli się chwalić. Nie potrafiłby więc zrozumieć, czemu Marlene wie i dlaczego próbuje oceniać go w zły sposób.
- A szkoda. Niejedna panna wylała już przez to łzy. - odpowiedział jej, wsuwając lewą dłoń do kieszeni spodni, drugą wciąż trzymając luźno spuszczoną wzdłuż ciała. - Niemniej jednak, chciałbym wiedzieć co tu robisz, bo wiesz... cisza nocna, łamanie regulaminu i takie sprawy. Nie chciałbym być służbistą, ale Filch potrafi wyłonić się z cienia niepostrzeżony.



Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 OtDiAr8Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 E4LF5rgPomnik Rozemary i Georga - Page 12 NvxfAdb
Marlene McKinnon
Oczekujący
Marlene McKinnon

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Sro Lis 09, 2016 3:41 pm
Biorąc pod uwagę fakt, że byli tu tylko we dwoje, cała uwaga Marlene skupiła się na bibliotekarzu. Spojrzenie jakim przed chwilą ją obdarzył spowodowało, że oczy dziewczyny niebezpiecznie się zwęziły. Miała wrażenie, że mężczyzna patrzy na nią jak na niepotrzebny bibelot albo zurzyty, stary fotel. A to, wcale jej się nie podobało. W zasadzie Krukonka nigdy nie skupiała się na takich błahostkach jednak teraz, brak różdżki powodował, że była wyczulona na wszystkie gesty, które w jakikolwiek sposób kwestionowały jej przynależność do magicznego świata. Nieważne czy ktoś zrobił coś celowo czy zupełnie przez przyadek, McKinnon wszędzie doszukiwała się oznak odrzucenia. Oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że popada w lekką paranoję i że za bardzo skupia się na sobie, ale aktualnie nie była w stanie tego kontrolować. Przynajmniej nie w pełni.
I naprawdę osobiście nic do niego nie miała, ot, po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu i czasie. Bo to przecież jego nie powinno tutaj być.
- Skoro są głupie, niech płaczą - wzruszyła ramionami chcąc dać mu do zrozumienia, że los biednych, niekochanych dziewcząt jest jej zupełnie obojętny. Bo to przecież nie ona zaszywała się teraz w mrocznych, opustoszałych korytarzach tylko dlatego, że pewien ślizgon stwierdził, że dziewczyna tu nie pasuje. I to nie ona jeszcze jakiś czas temu wyła nocami do poduszki  z tęsknoty za bratem. Hipokrytka.
- Filch zwykle tu nie zagląda. Pan też nie powinien. - Brawo McKinnon, naprawdę potrafisz być czarująco uprzejma, a skoro już pokazałaś się od tej strony to może teraz tak dla odmiany się uspokoisz? Ten biedny człowiek nie zrobił ci przecież nic złego. Wzięła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze. - Przepraszam Pana, nie powinnam się tak zachowywać - i to byłoby na tyle. - Jeśli Pan chce może mi Pan odjąć punkty, ale i tak tutaj zostanę. O dziwo, ale całkiem dobrze się tutaj myśli.
Ezechiel Yaxley
Oczekujący
Ezechiel Yaxley

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Sob Lis 26, 2016 1:39 am
Brak różdżki nie powinien powodować, że reakcje stawały się... silniejsze. A przynajmniej tak było w odczuciu bibliotekarza. Dziewczyna była w szkole. W teoretycznie bezpiecznych murach i nie rozumiał, czemu miałaby się czuć źle lub bać się, nawet jeśli jego spojrzenie ją uprzedmiotawiało. Był zmęczony i znużony i nawet nie próbował w jakikolwiek sposób panować nad swoimi oczami, które spod półprzymkniętych powiek prześwietlały ją niemal na wylot.
- Nie chcę się z tobą sprzeczać, ale z tego co pamiętam, Filch jest nawet mobilny, nie zapominając o zwiadach w postaci Pani Noris, która drze się, gdy tylko zauważy coś... podejrzanego. - Ezechiel, mimo tak długiego stażu w szkole, nie potrafił rozwikłać, skąd kotka woźnego posiadała tak daleko idące zrozumienie dla abstrakcyjnego pojęcia łamania regulaminu. Co też takiego było w tej chodzącej kupie futra, że mogła bez problemu rozwikłać, kiedy ktoś nie przestrzegał zasad i jego posunięcia odbiegały od normy. Nigdy nie przepadał za tym sierściuchem, szczególnie gdy przychodziło jej psuć jemu samemu zabawę, ale musiał przyznać, już po latach, że systemem alarmującym była wspaniałym. Szczególnie, gdy i jego udziałem było zachowanie porządku w szkole.
- McKinnon - westchnął tylko, pocierając palcami nasadę nosa, wyraźnie nieco zmęczony i wcale nie nią samą, a całym dzisiejszym dniem. - Nie chce mi się odbierać ci punktów, bo to nie ma większego sensu. - krukonka, to też zaraz nadrobi to na zajęciach bystrym umysłem i celnymi uwagami, a przynajmniej nie widział innej możliwości. Inna sprawa, że Kronikarz nie przepadał jakoś specjalnie nad karaniem uczniów, albo raczej całego ich domu. Odpowiedzialność zbiorowa nie pociągała go jakoś szczególnie.
- Ale nie możesz tak po prostu siedzieć w nocy na korytarzu. Prefekci będą je sprawdzać. Nauczyciele będą je sprawdzać. Ja jestem tylko preludium. No... powiedz... coś się stało, że korytarz jest ci milszy jak ciepłe łóżko?
Marlene McKinnon
Oczekujący
Marlene McKinnon

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Nie Lis 27, 2016 1:40 pm
Miał rację. Odbieranie punktów na kilka dni przed końcem roku nie miało większego sensu, chociaż, o dziwo, wciąż byli jeszcze ludzie, którzy się tym przejmowali, dla których Puchar Domów był najważniejszy, zupełnie tak, jakby na świeci nie było żadnych innych zmartwień. - Racja - skinęła głową, - ale to jedyny sposób w jaki mógłby mnie pan ukarać. Co prawda pozostaje jeszcze możliwość szlabanu, ale biorąc pod uwagę datę widniejącą w kalendarzu, moje egzaminy i fakt, że Huncwoci zebrali tyle szlabanów, że Filch jest zajęty do końca roku szkolnego, chyba nie miałabym kiedy tego szlabanu odrobić.
Słysząc jego pytanie przez chwilę miała ochotę wybuchnąć śmiechem. Nie takim, który miałby go wykpić, a zwykłym, radosnym śmiechem. A jednak, nie zaśmiała się. Nie chciała wyjść na jeszcze bardziej niezrównoważoną, a przeskakując od jednego stanu emocjonalnego do drugiego z pewnością pokazałaby, że coś z nią nie tak.
Marszcząc brwi spojrzała na bibliotekarza oceniającym wzrokiem. W zasadzie? Chyba mogła mu powiedzieć, prawda? Za niecały miesiąc miała opuścić szkołę na zawsze, do tego czasu mogła przecież unikać biblioteki, a fakt, że się komuś wygada mógł sprawić, że poczuje się lepiej. Ale czy mogła powiedzieć mu wszystko czy tylko zwierzyć się z tych najbardziej błahych problemów? Nie, na pewno nie mogła powiedzieć mu o swojej samobójczej wyprawie, to nie było czymś co należałoby rozgłaszać na prawo i lewo, ale cała reszta? Cóż, raz się żyło.
- Czuję się trochę tak jakbym miała zwierzyć się szkolnej pielęgniarce ze swojego potencjalnego życia intymnego - mruknęła. - Ale z fizjologicznego punktu widzenia podobno dobrze jest się komuś wygadać. I chociaż teoretycznie mam już siedemnaście lat i jest osobą dorosłą, która powinna załatwiać swoje sprawy samodzielnie to, jak pan zauważył, jestem też uczennicą, a jako uczennica mam prawo skorzystać z pomocy dowolnego pracownika tego zamku więc...Niech to będzie okolicznością łagodzącą, która sprawi, że jutro rano nie będzie mi tak strasznie głupio. - Ale się rozgadała. No bo tak, z jednej strony nie przywykła to uzewnętrzniania się przed światem, ale z drugiej, naprawdę czuła, że powinna z kimś porozmawiać. Chociażby po to żeby przestać być nieznośną jędzą. - Ale jeśli pana pytanie miała tylko i wyłącznie formę grzecznością lub miało nakłonić mnie do pójść do dormitorium to proszę powiedzieć. Wtedy nie będę zanudzała pana nudnymi szczegółami z mojego życiorysu.
Ezechiel Yaxley
Oczekujący
Ezechiel Yaxley

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Pią Gru 09, 2016 1:01 am
Z tego co pamiętał, gdy jeszcze sam chodził do Hogwartu, Puchar Domu był czymś na prawdę ważny. Mało kto się nim nie przejmował w przeciwieństwie do czasów teraźniejszych, gdzie większość ludzi młodych miała postawę, która dobitnie dawała do zrozumienia, że nie dbają o coś takiego jak wygrywanie konkursu kto jest lepszy. Nie dbali o punkty, które były przydzielane za zasługi jednostki i odbierane też przez działania poszczególnych osób. On sam zaliczał się do tych, którzy byli nieliczną grupką, która działała na niekorzyść swojego domu, ale przynajmniej dobrze się bawiła. Nie chodziło tutaj o robienie innym na złość czy robienie rzeczy niebezpiecznych: raczej drobne żarty, korzystanie z młodości i próby sprawienia, jak bardzo można naginać regulamin i dobrą wolę nauczycieli. Zawsze przecież tacy się znajdowali, dla których każde życiowe doświadczenie było żartem.
Potem oczywiście cały jego światopogląd i podejście do życia się zmieniło, ale kiedyś był właśnie tym roześmianym chłopakiem, za którym dziewczyny się oglądały bo był i przystojny, i inteligentny, a on niestety - oddał swoje serce mugolce, co z resztą też miało swoje wady, jeśli chodzi o poważanie go przez niektórych, na ostatnim semestrze edukacji.
- Oh nie martw się. Nie tylko Filch dba o szlabany. - odpowiedział jej, samemu przypominając sobie, że jednak z Krukonek miała na takowy szlaban w bibliotece się stawić. Nie udało się jej to jednak i Ezechiel zaczynał tracić wiarę w to, że w ogóle jeszcze kiedyś ją zobaczy.
- Ale jak widzisz, daleko mi do pielęgniarki. Ale jeśli masz wątpliwości to skoro już o coś pytam to znaczy, że wykazuję zainteresowanie i chciałbym usłyszeć odpowiedź i w miarę możliwości pomóc. - odpowiedział jej jeszcze, pozwalając sobie na delikatny, zachęcający uśmiech posłany w jej stronę. Nie był osobą, która bawiła się w czcze gadaniny: zadawał pytanie więc wykazywał inicjatywę. A skoro wykazywał inicjatywę, to znaczy, że jego celem nie było wysłanie jej jak najprędzej do dormitorium, albo raczej nie było to teraz u niego na pierwszym miejscu. Mógł posiedzieć, posłuchać. Nic mu to nie mogło zaszkodzić. Tym bardziej, że Marlene nie wyglądała, jakby miała go posłuchać i zawinąć się spać, a to znaczyło, że nie mogła siedzieć sama. Zrobił więc parę kroków w jej stronę i kucnął jakiś metr od niej.
- No więc, słucham cię.
Marlene McKinnon
Oczekujący
Marlene McKinnon

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Sob Gru 24, 2016 1:14 am
Wzięła głęboki wdech, a następnie powoli wypuściła powietrze. Denerwowała się, do tej pory jedynymi osobami z którymi rozmawiała na temat swojej rodziny byli Charlotte i dyrektor, oboje jednak pobieżnie orientowali się w wydarzeniach z tamtej nocy więc McKinnon nigdy nie musiała wprowadzać ich w szczegóły, teraz jednak wypadało zacząć od początku. A początek był trudny. - Ja.. - urwała, spuszczając wzrok. - Miałam kiedyś brata. Cudownego, starszego brata. Rycerza w złotej zbroi, który bronił mnie przed złym światem - zamknęły oczy. To wszystko to tylko słowa Marlene, nic nieznaczące słowa - przekonywała samą siebie. - Mój pradziadek nazywał się Macmillan i gdyby tylko zakochał się w odpowiedniej kobiecie nasza rozmowa nie miałaby teraz miejsca, ale on musiał poślubić mugolaczkę - w jej głosie można było usłyszeć nutę goryczy. Nie żałowała, że jej przodek podjął taką, a nie inną decyzję, nie miała mu za złe, że przez niego w jej żyłach nie płynie teraz czysta, arystokratyczna krew, ale nie potrafiła zrozumieć ludzi, którzy nazywając się jego rodziną, potrafili się go wyrzec tylko dlatego, że nie chciał kontynuować głupie tradycji, że wolał ożenić się z kobietą, którą kochał niż z taką, którą wybrali dla niego rodzice. Nie potrafiła tego zrozumieć. - Niestety ani mój dziadek ani ojciec nie odziedziczyli po nim magii- kontynuowała - a co za tym idzie i ja i mój brat jesteśmy szlamami - zaśmiała się gorzko i po raz pierwszy od chwili gdy rozpoczęła swój monolog odważyła się spojrzeć na bibliotekarza. Wiedziała, że będzie trudno, ale nie przypuszczała, że aż tak. Chciała to z siebie wyrzucić, szybko i bez zbędnych emocji, ale kiedy tylko próbowała odtworzyć w głowie obraz tamtej nocy, zalewały ją uczucia, z którymi nie potrafiła sobie poradzić. - Chwilę po północy przybyli aurorzy. Kobietę znaleźli w kuchni, zginęła od zaklęcia więc długo nie cierpiała, ale mężczyzna... - ponownie przerwała. Mężczyzna, a raczej to co z niego zostało, było porozrzucane po całym salonie. Do tej pory słyszała w głowie jego krzyki ''Marlene, uciekaj!'', w kółko i w kółko, przez dobrych kilkanaście minut. Biedak, nie wiedział, że nie tak łatwo przerwać działanie imperiusa. Przełknęła rosnącą w gardle gule i energicznie pokręciła głową. - Mężczyzna leżał w salonie. - Nie wiedziała co jeszcze powinna dodać. Zdawała sobie sprawę, że to wszystko brzmiało bardzo chaotycznie, ale nie była w stanie opowiedzieć tego w inny sposób. - Czasami sobie z tym nie radzę. - Mało brakło, a prawie by wzruszyła ramionami. Miała dziwną skłonność do bagatelizowania swoich problemów. Czasami działało to na odwrót, potrafiła je też bardzo wyolbrzymiać, tylko tak normalnie i po ludzku nigdy nie potrafiła zareagować.
Pani Norris
Oczekujący
Pani Norris

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Sob Gru 31, 2016 1:55 am
Dźwięk łapek, z grzecznie schowanymi pazurkami, był praktycznie nie do wychwycenia. Kotka stąpała cichutko, wyuczenie skradając się wśród wielości cieni, przemykających po korytarzach Hogwartu. Rozglądała się na boki – to w prawo, to w lewo – poszukując rozrywki. Raz wskoczyła na parapet, dostrzegając swym bystrym wzrokiem niewyraźne odbicie światła. Księżyc świecący na szklaną figurkę.
Ciekawe do kogo należała... I jakże przykro byłoby, gdyby coś jej się stało...
Kita zwierzaka kołysała się na boki, gdy ten przechadzał się obok nowego przeciwnika.
Trzask!
Pani Norris, jakby od niechcenia, machnęła łapką i z rosnącym zadowoleniem, malującym się na wrednym pyszczku, zeskoczyła z powrotem na chłodną posadzkę tuż obok rozbitego posążku. Przeciągnęła się jeszcze majestatycznie i zatrzymała na chwilę spojrzenie na dokonanym przed momentem akcie zniszczenia.
Ojej... No kto by się spodziewał...
Odwracając się, ruszyła w dalszą drogę. Z wysoko uniesionym ogonem kręciła swym dostojnym zadkiem. I w końcu dotarła. Dwie postaci niebędące w łóżkach. Bibliotekarz miał  prawo być na obchodzie, ale uczennica... Tak po ciszy nocnej... Nie mogąc tego puścić płazem, ta – jak pomyślał o niej Ezechiel – kupa futra otworzyła paszczę i...
- MIAAAAAAUUU...!
Jakby kogoś zarzynali... Pięknie, cudnie i w podskokach. Triumfator właśnie się odnalazł i pokazał wam, o niższe istoty, gdzie wasze miejsce. Czas zacząć uciekać w popłochu.
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

on Wto Kwi 04, 2017 9:49 pm
Zakończenie sesji pomiędzy Ezechielem a Marlene z powodu zbyt długiego zwlekania z postami.
[z/t x3]


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Sponsored content

Pomnik Rozemary i Georga - Page 12 Empty Re: Pomnik Rozemary i Georga

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach