Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Centrum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Centrum   Sob Lis 23, 2013 6:31 pm

Centrum miasta - najchętniej odwiedzane miejsce nie tylko przez mugoli, ale i samych czarodziei, z pięknym dziedzińcem, fontanną i licznymi uliczkami, a to wszystko okolone zabytkami utrzymanymi w bardzo dobrym stanie.

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sob Sty 24, 2015 4:50 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Centrum   Pon Lis 25, 2013 8:00 pm

Wszystko szło zgodnie z wielkim planem ustalonym przez Czarnego Pana. Pomalutku, krok po kroczku i zyskają to, co im się należy. Zapisani na kartach historii już na zawsze.
To oni stworzą nową erę - erę PRAWDZIWYCH czarodziei, którzy będą panować nad całym plugastwem tego świata. Zaczęło się... och zaczęło!
Wydaje się im, że jest jak zawsze, tak? Że ich idealny mugolski plan dnia nie zostanie zakłócony? To się zdziwią. Oj mocno zdziwią! Nie patrzą na szczegóły, nie dostrzegają niebezpieczeństwa - dopiero, kiedy sami obrywają, kiedy chaos ich dosięga bezpośrednio. Wtedy czują i proszą o łaskę, o litość, ale to wszystko na nic.
Kilka zakapturzonych postaci pojawiło się w centrum Londynu. Niezauważeni przez nikogo w tym całym gwarze szykowali się do ataku. Czarny Pan pozwolił na zabawę, więc dlaczego mają się nie bawić?!
I nagle... BUM! Zaklęcie trafiło w jakiś budynek, który zaczął się rozpadać. Rozpoczęło się.
Mugole zaczęli uciekać, lecz to na niewiele im się zdało- z jednej strony bowiem atakowały ich części rozwalających się budowli, a z drugiej co chwile jakieś zaklęcie trafiało w niemagicznego człowieka.
Zazwyczaj był to zielony promień, po którym nikt się nie podnosił.
Czarne postacie świętowały i z każdą minutą pojawiało się ich coraz więcej i więcej śmierci i krzyków i kolorów w powietrzu i coraz głośniejszy stawał się bezwzględny śmiech.
Zwłaszcza jedna postać bawiła się doskonale - kochała to. Kochała zamieszanie i sprawianie bólu.
- Dzisiaj dzień jest koloru Avady. Gińcie plugawe szlamy - zanuciła szyderczo Bellatrix, bawiąc się w podnoszenie mugoli i rzucaniu ich jak najdalej. Były dla niej zabawkami, niczym więcej.
Rozległy się syreny policyjne na co jeszcze głośniej się roześmiała. Wszystko ją bawiło, wszystko było jednym wspaniałym pokazem, który dopiero co się zaczynał.
Ktoś chce dołączyć?

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix White
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Centrum   Czw Lis 28, 2013 6:50 pm

Wiatr przeszywał go na wskroś i wywoływał dreszcze. Felix White otulił się mocniej czarną jesionką i upił łyk kawy z papierowego kubeczka. Opierał się niedbale o ścianę jakiegoś mugolskiego banku, z Prorokiem Codziennym w ręku. Patrzył jak ludzie spieszą się do pracy, mijają go, obijają się o siebie nawzajem. I kiedy tak stał, wspomnienia zalewały jego umysł. Moment, w którym po raz pierwszy spotkał Annabeth, a później jej śmierć i narodziny Alex. Spuścił wzrok, wbijając go w szary, mokry chodnik. Nigdy nie obwiniał córki za śmierć swojej ukochanej, ale również nigdy do końca nie pogodził się z tym wszystkim. Oczywiście kochał Alex całym sercem i była dla niego najważniejsza na całym świecie. Te wszystkie listy, które były niemal słowo w słowo takie same, każde kłamstwo, obietnica, zakaz... Wszystko robił by była bezpieczna. Z dala od tego całego chaosu, który wybuchł przez Voldemorta.
Nagle na ulicy pojawiły się osoby w czarnych szatach. Śmierciożercy... Napiął wszystkie mięśnie, upuszczając kubek. Resztka kawy wylała się na ziemię, ochlapując jego buty, ale zupełnie się tym nie przeją. Zdołał odbiec w ostatniej chwili, zanim zaklęcie trafiło w budynek za nim. Ukrył się za rogiem, oceniając sytuację. Minęło zaledwie parę minut, a ciała mugoli już zdobiły całą ulicę. Błyski zielonego światła migały w powietrzu, siejąc zniszczenie i panikę. Krzyki i szloch uwięzionych pod gruzami pobrzmiewał mu w uszach, a on po prostu stał i patrzył się tępo. Nigdy nie zdoła wymazać tego obrazu z umysłu. Wtedy uderzyła go myśl, że właściwie stercząc tak, nie pomoże mugolom, ani nie uratuje własnego tyłka. Ale przecież on nie był tchórzem, nie będzie uciekać!
Zacisną palce na medalionie, który niegdyś należał do Annabeth. Zawsze miał go przy sobie, wierząc, że dzięki temu ona jest wciąż z nim. Powierzchnia złotego pentagramu umieszczonego w słońcu, rozgrzała się niewyobrażalnie, choć wcale nie sprawiała mu bólu. Było tak zawsze, kiedy groziło mu niebezpieczeństwo. Wyciągną różdżkę i zaczął podchodzić trochę bliżej. Pomógł podnieść się paru mugolom, którzy starali się uciec. Odblokował również drzwi dla tych, którzy z jakiegoś powodu utknęli w małej księgarni.
-"Duro"- wypowiedział w myślach, celując w jakiegoś Śmierciożercę. Chwilę później ofiara opadła na ziemię, ponieważ jej prawa ręka, w której trzymała różdżkę zmieniła się w ciężki kamień. Mężczyzna nie mógł się podnieść, a z jego gardła wydobywał się krzyk paniki.
-"Petrificus Totalus" - skierował zaklęcie w kolejnego zamaskowanego. Ten również został unieszkodliwiony, ponieważ padł jak długi na twardą ulicę.
Widział Bellatrix i chciał się do niej dostać, jednak ta była w samym środku tego wszystkiego, a przed nim piętrzyła się czerń płaszczy i kapturów. Medalion spoczywał bezpiecznie pod jego koszulką, dodając otuchy.
-"Everte Stati"- machną różdżką, nawet nie patrząc czy trafił. Ale chyba mu się poszczęściło, ponieważ Śmierciożercę odrzuciło trochę do tyłu, choć nie z taką siłą z jaką powinno i tylko jego różdżka wylądowała gdzieś w stercie gruzu.


Ostatnio zmieniony przez Felix White dnia Czw Lis 28, 2013 6:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Centrum   Czw Lis 28, 2013 6:50 pm

The member 'Felix White' has done the following action : Rzuć kością

#1 'Pojedynek' :

#1 Result :


--------------------------------

#2 'Pojedynek' :

#2 Result :


--------------------------------

#3 'Pojedynek' :

#3 Result :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Centrum   Sob Lis 30, 2013 2:05 pm

Cóż to był za rozkoszny widok! Wszędzie walały się ciała tworzące ścieżkę zwycięstwa. Ku chwale czystokriwstych! KU CHWALE CZARNEMU PANU!
Płaczcie sobie, tęsknijcie za spokojem i proście swoich Bożków o litość, o ratunek, o ocalenie - to i tak na nic jednak! To miasto jest nasze, wszystko należy do Śmierciożerców - po prostu Wam o tym przypominamy, o tym jak mało znaczycie plugawe nędzne kreatury.
To wszystko tworzyło tok rozumowania postaci ubranych na czarno, których było coraz więcej. Nie tylko Felix White dołączył do próbowania przywrócenia porządku, ale... to nadal zbyt mało. To zbyt mało, żeby powstrzymać ten chaos. Gdzie jest Ministerstwo? Czy w ogóle wie, co się tutaj dzieje? Nie ma nic, jest tylko wszechobecna rozpacz i zniszczenie. A w samym środku właśnie ona.
Ta jedna z najwierniejszych jego sług właśnie ogarnięta szałem tańczyła wśród zwłok, rzucając kolejne zaklęcia. I kolejne budynki zapłonęły ogniem i kolejne ciała padły, aż w końcu zauważyła, że ktoś zmierza w jej stronę.
- Och, ktoś chce się ze mną zabawić! Podejdź bliżej - zawołała, uśmiechając się złowieszczo do Felixa. Może i był szereg czarnych płaszczy, ale jego postać wyraźnie się wyróżniała. Poza tym nie przesadzajmy - śmierciożercy ciągle się przemieszczali. Teraz reszta rozstąpiła się by White mógł przejść do Bellatrix.
- Minister Sportu sam Felix White - zawołała drwiąco jedna z postaci, a kilka osób się roześmiało.
- Podejdź Felisiu do cioci Bellatrix i się ładnie przywitaj - zawołała rozbawiona panna Black, unosząc różdżkę i czekając. Chciała walki, chciała wyzwania, chciała się pobawić kimś, a oto właśnie w jej ręce wpadał jakiś czarodziejek gotowy ponieść śmierć z jej rąk!

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix White
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Centrum   Sob Lis 30, 2013 3:51 pm

Rozstąpili się przed nim, a on patrzył z pogardą na nich wszystkich. Z rozcięcia na jego czole spływała krew. Szkarłat plamił jego śnieżnobiałą koszulę. W jego oczach zabłysła nienawiść przemieszana z gniewem. W satysfakcję wprawiało go to, że gdzieniegdzie leżały już martwe ciała Śmierciożerców. W ich szeregach również były straty.
- Jedyny i niezastąpiony!- rozłożył ręce i prychnął kpiarsko.- Bellatrix, nic się nie zmieniłaś! Szkaradna jak zawsze. Spieprzaj stąd bo szpecisz to piękne miasto.- skrzywił się z obrzydzeniem, lustrując wzrokiem ludzi w czarnych szatach. Dziwił się, że ich krew nie zmieniła się jeszcze w czarny szlam. W ich żyłach płynęła czysta nienawiść. Czy ktoś z nich miał wątpliwości, co do tego, co robi?- Nie będę się z tobą zabawiać Ropucho. Zostawię to Dementorom. Słyszałem, że ich pocałunki to tortura, której nie zapomina się do końca życia.- mruknął, obracając w dłoni różdżkę.
- Expecto Patronum.-powiedział cicho, tak jakby był tutaj sam. Z końca jego różdżki wyleciał wielki sokół, świecący błękitnym blaskiem. Ptak wzniósł się ponad zbiorowisko czarnych szat, wykonał beczkę w powietrzu, po czym skierował lot na Bellatrix. Wystawił szpony i przez chwilę wydawało się, że zaatakuje, ale w ostatniej chwili przed twarzą kobiety, wzbił się wysoko w powietrze i zniknął gdzieś między budynkami.
Felix miał nadzieję, że wiadomość dotrze do Ministerstwa, które w końcu nie mieściło się znów tak daleko.
- Więc... Zmierzysz się uczciwie jeden na jeden? Chyba twój wielki Voldemort nauczył cię walczyć?- zakpił, zawracając się do Bellatrix.- Expelliarmus!- rzucił z całą mocą, w stronę kobiety. Jednak ta zdołała odeprzeć zaklęcie. Felix myślał tylko o jednym. O tym, że jeśli zginie, a wielkich szans na przeżycie nie miał, otoczony przez wroga ze wszystkich stron, to Alex zostanie sama. Owszem, była dorosła, ale martwił się o nią.


Ostatnio zmieniony przez Felix White dnia Sob Lis 30, 2013 3:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Centrum   Sob Lis 30, 2013 3:51 pm

The member 'Felix White' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Centrum   Wto Gru 03, 2013 9:56 pm

- Ojej! Feliś mnie obraża, cóż ja biedna poczynię? - Zaśmiała się, a wraz z nią reszta śmierciożerców. Patrzyła z dozą szaleństwa, jak orzeł się do niej zbliża a potem unosi się w górę. Na jej wargach zakwitł szyderczy uśmiech, a ona sama odgarnęła bujne włosy ze swojego czoła. Czuła dreszcz podniecenia, który zaczął opanowywać całe jej ciało. Przerzuciła ciężar ciała na jedną nogę, która akurat była wysunięta do przodu i spojrzała na niego swymi ciemnymi oczami, zaciskając mocniej dłoń na różdżce. Ale potem czarodziej się odezwał i sprawił, że wpadła w szał.
- JAKIM PRAWEM ŚMIESZ WYMAWIAĆ JEGO IMIĘ?! TY ZDRAJCO! TY PARSZYWY KOCHANKU SZLAM - krzyknęła, odpychając od siebie jego zaklęcia, po czym z jej różdżki zaczęły wystrzeliwać zaklęcia w jego stronę. - CRUCIO!
Aż w końcu ten promień go sięgnął, a ból przejął jego ciało. Bellatrix znęcała się nad nim. Znęcała się, jak tylko mogła, dając upust swym pragnieniom. A inni tylko się przyglądali i czekali. Czekali na więcej.
- No pokaż na co się stać! Pokaż ile jesteś wart! - Zaśmiała się, odchylając głowę do tyłu.
Zaraz zapewne pojawią się ludzie z Ministerstwa. Ale czy to było ważne? Miała przecież zabawę. I wielu trupów, tworzących jej magiczną scenerię. Oczy jej rozbłysły, idealnie komponując się z ogniem, liżącym budynki.
Niech się nie martwi o swoją córkę. Póki co jest...bezpieczna. Póki co.
On jednak był o wiele gorszej sytuacji.



Felix White
: -10 PŻ

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix White
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Centrum   Sob Gru 07, 2013 7:42 pm

Ból. Cholerny ból, który przenikał go całego. Nawet gdyby chciał, to nie mógłby znaleźć porównania, aby go opisać. Choć zapewne próbowałby mówić, że to było jak łamanie każdej kosteczki w jego ciele. Jak kwas, który przeżera jego wnętrzności. Jak ogień liżący jego skórę, gorącym płomieniem. Jak nożyczki, tnące jego mięśnie na malutkie kawałeczki. Jak... Jak...
Opadł na kolana, ale jego ręka wciąż zaciskała się na różdżce. Dygotał, choć wcale nie zdawał sobie z tego sprawy. Przed oczami migały mu czarne plamki, a obraz się zniekształcał. Od ścian budynków odbił się przeraźliwy krzyk. Dopiero po chwili dotarło do Felixa to, że to on krzyczał. Dla niego tortura trwała wieki, ale kiedy w końcu się skończyła, podniósł się chwiejnie z ziemi. Uniósł dumnie głowę i splunął na ziemię.
- Łatwo cię sprowokować.- zdobył się na ironiczny ton, choć był wyczerpany.- Wiesz co ja myślę o tym żałosnym dupku?! Odrażające, tchórzliwe, brudne, śmierdzące ścierwo! To właśnie wasz wielki Voldemort!- wrzasnął. I tak zginie. Od tego nie było ucieczki. Ale będzie walczył do końca.
Boże! Jeśli naprawdę istniejesz, chroń Alex. Niech ona jedna przeżyje. Nigdy nie byłem wierzący i w życiu popełniłem wiele głupstw, łącznie z tym. Jednak zlituj się i ocal moją córeczkę. Błagam!
- "Conjunctivus!"- wypowiedział w myślach, kończąc cichą modlitwę. Był zbyt zmęczony i zaklęcie tylko drasnęło Bellatrix. Pragnął, aby mimo wszystko dało mu to odrobinkę czasu.


Ostatnio zmieniony przez Felix White dnia Sob Gru 07, 2013 7:51 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Centrum   Sob Gru 07, 2013 7:42 pm

The member 'Felix White' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Centrum   Sro Gru 11, 2013 2:27 pm

Jak...śmiał?! Kimże ON był wobec Czarnego Pana?! Nikim. Nawet nie pionkiem na jego szachownicy, nic nieznaczącym brudem, uciążliwą muchą, która bzyczała zbyt głośno. Powinien cierpieć za swoje bluźnierstwa, powinien płaszczyć się, prosić o litość, aż zamieniliby go w zimne ciało, a z ciała pył. Czarne postacie poruszyły się, widać, że wręcz rwały się do walki. Ale... zaczęli pojawiać się ludzie z Ministerstwa. Rozpoczęła się walka. Śmierciożercy kontra Aurorzy. Czerń przeciw bieli. Lecz.. cóż dalej? Co powie Minister Magii, gdy będzie po wszystkim? Zniszczenia były kolosalne, trudno będzie to wszystko wyjaśnić, sprawić, żeby mugole uwierzyli w dobrze sformułowane bajeczki.
- Bellatriks, zabij go. Nie mamy czasu - warknęła jedna z postaci. - Pobawisz się innym razem.
Czarnowłosa czarownica zjeżyła się, patrząc rozszalałym wzrokiem na White'a. Chciała by cierpiał. Chciał, żeby nie skończyło się dla niego tak łatwo. Ale trzeba było ruszać dalej, zresztą aurorzy byli coraz bliżej środka.
- AVADA KEDAVRA - rzuciła zaklęcie z całą siłą. Zielony promień ugodził Felixa w pierś. Black oddychała szybko z podniecenia, a na jej ustach pojawił się uśmiech. TAK! Zabiła go. On nie wstanie. Nie podniesie się! Jest trupem, tylko zimnym ciałem!
Cieszyła się i czekała na więcej i wiedziała, że zanim odejdzie, nie jedno ciało zdrajcy i szlamy upadnie. A ona będzie tą, która wymierzy sprawiedliwość.
Walka trwała dalej. W powietrzu, co chwilę mijały się zaklęcia, pędzące z niesamowitą prędkością ku tym, którym były przeznaczone. Kolejna śmierć...? A cóż to jest dla Śmierciożerców? Nic.
Kiedy Ministerstwo wysłało jeszcze więcej swoich przedstawicieli, zwolennicy Czarnego Pana postanowili się ulotnić.
I nagle... czerń zniknęła z Londynu, zostawiając po sobie zgliszcza budynków, ulice ciał i krwi. Dali zniszczenie, by pojawił się chaos.
I udało się im. Ministerstwo pojawiło się zbyt późno. Ministerstwo zawiodło. Ciężko będzie to wyjaśnić i nawet schwytanie trzech Śmierciożerców i zabicie pięciu tej sytuacji nie poprawi.


[Koniec ataku na Londyn]

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent Nightray
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Centrum   Pią Gru 13, 2013 4:14 pm

Noc, co rządziła światem, przyprowadziła tutaj Tego, Który Nią Władał, tego, którego każdy śmiertelny się bał... Zwłaszcza teraz, gdy trwał okolony łuną ciemności niczym dłońmi kochanic, wiecznie mu oddanych, wiecznie posłusznych... Sprzeciw? O nim nie było mowy. Świat miał klękać do stóp tej Prastarej Istoty, która przekroczyła w poprzednich mileniach już próg wieczności, która grała w berka z Jezusem, wodząc go na pokuszenie... Która wodziła wszystkich na pokuszenie, obiecując piękne dary... Potem odbierała życie.
- Zabłąkana Owieczka..? - Zatrzymałeś się; Ciebie nie słychać - tylko ten głos, aksamitny, poniósł się uwodzicielskim szeptem pomiędzy murami kamienic w tej opuszczonej uliczce. Nie ma tu nikogo - może jednak jest? Widać go, czy nie widać? W kutynie czerni błyskają jedynie czerwone ślepia, niczym ogniki pragnące zwabić ćmy, by spalić ich delikatne, pokryte srebrzystym pyłem skrzydełka, po czym pochłonąć w całości... Nie ważne było, jak piękne są, jak dobre - ginęły od tych najbardziej splugawionych, po te obdarzone łaską Boga. Bo Bóg nie miał mocy chronienia swych owieczek przed Wilkiem, Który Krył się Przed Jego Promieniami. Który nawet nie lękał się już światła dnia, które wcześniej miało go niszczyć.
Pierwszy.
Najpotężniejszy.
O jaźni, której nie poznał dotąd nikt.
Pewnego razu władza popełniła poważny błąd, że zamknęła go, wmurowała w cztery ściany, w najgłębsze czeluście Azkabanu, sądząc, że umrze tam z głodu. A On spał i czekał na swój moment...
Doczekał się. Wiedział, że się doczeka. Widział to nie raz w sennych marach, niewyraźnych i pokrytych mgłą.
Wyciągnąłeś palce, kiedy tylko kucająca, drobna kobietka podniosła się na nogi, szybko, z wystraszonym wzrokiem - teraz niech boi się jeszcze bardziej.
- Naginii... Możesz zostać moją wiadomością dla Voldemorta. - Uśmiechasz się do niej ciepło, wesoło. Wbijasz paznokcie w jej szyję, rzucasz nią o ścianę, przyciskasz do niej własnym ciężarem ciała... Do twego gardła spływa słodka, życiodajna posoka - aż drżysz z przyjemności możliwości skosztowania jej...
Na uliczce zostało tylko ciało z wyrwaną tętnicą z szyi, zalane kałużą krwi.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Andromeda Tonks
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Centrum   Sob Gru 10, 2016 4:59 pm

Londyn. Jak miło znaleźć się znowu w mieście, które tak dobrze znała. Musiała zobaczyć się z Teddy'm i Nimfadorą, bo tak bardzo tęskniła. Nie spodziewała się, że przyjmując pracę w Hogwarcie będzie to takie trudne. Musiała zarabiać na rodzinę i siebie, a jeśli można połączyć przyjemne z pożytecznym to czemu nie skorzystać z takiej okazji? W szkole trwały teraz egzaminy, więc korzystając z takiej możliwości pojechała do domu. Była nauczycielką Mugoloznastwa. Śmiała się sama z siebie w duszy i z tego, co by powiedziała na ten temat jej kochana mamusia, siostrzyczki i ojciec. Padliby chyba martwi na wiadomość o tym. Ona, Andromeda o krwi najszlachetniejszej od setek pokoleń, uczy Mugoloznastwa, sama będąc żoną mugolaka. O, ironio, jesteś taka wspaniała. Taka niezwykła.
Spędziła w domu całe trzy dni i przed powrotem do zamku, chciała wstąpić do centrum miasta. Musiała coś załatwić, małą, drobną sprawę. Kroczyła dumnie chodnikiem obserwując mijających ją ludzi. Byli tacy nieświadomi. Żyli w takiej niewiedzy, że pośród nich są czarodzieje najprawdziwsi z prawdziwych, że te legendy jakie o nich czytali są rzeczywistością. Czasem miała taką ochotę ujawnić się, pokazać kim jest. Miała dosyć udawania. Wiedziała jednak, że nie ma takiego prawa. Nie wolno jej tego zrobić. Znała historię i to co ludzie niemagiczni czynili czarownicom. Musiało pozostać tak jak było do tej pory. Dwa różne światy zupełnie od siebie niezależne. Zawiał przyjemny, letni wiaterek i jej długie, kręcone włosy zafalowały wokół twarzy. Rzadko je wiązała. Uważała, że są zbyt piękne by je splatać, dlatego większość czasu luźno opadały jej na plecy.
Nagle kogoś dostrzegła. Kobietę, która zmierzała w jej kierunku. Serce zabiło jej mocno, zrobiło się jej gorąco i oczy zapiekły. Zamrugała szybko, aby powstrzymać łzy do nich napływające.
- Narcyza... - wyszeptała, gdy blond włosa kobieta zatrzymała się tuż przed nią. Tak bardzo tęskniła za młodszą siostrą. Była ciekawa czy jest już panią Malfoy. Jej rodzina już od dawna planowała im małżeństwa, dlatego wiedziała, że Narcyzę mieli zaręczyć z dziedzicem dworu Malfoy'ów. Ona zaś miała być panią Rowle. Niestety, życie chciało inaczej. - Narcyza... - powtórzyła nieco głośniej i utkwiła swoje brązowe tęczówki w jej intensywnie niebieskich.

_________________

Andromeda Tonks
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Narcyza Black
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Sty 01, 2017 11:23 pm

W domu państwa Black od zawsze panowały żelazne reguły i zasady, których pod żadnym pozorem nie wolno było łamać. Jedną z takich zasad było stałe wystrzeganie się wszystkiego co w jakikolwiek sposób mogło mieć styczność z mugolami. Państwo Black byli w tym mistrzami, kilka lat temu wyrzekli się nawet swojej córki, tylko dlatego, że ta zakochała się w nieodpowiednim mężczyźnie i że, w przeciwieństwie do swoich sióstr, nie podzielała morderczych poglądów reszty rodziny.
Chociaż Narcyza zgadzała się ze swoimi rodzicami w stu procentach i nie rozumiała dlaczego Andromeda wolała zwykłe...Ścierwo zamiast przystojnego i dobrzy sytuowanego panicza Rowle to jednak w głębi duszy musiała przyznać przed samą sobą, że tęskniła za swoją siostrą, że bardzo chciała ją widzieć na swoim weselu i że po cichu liczyła na to, że Andromeda w końcu oprzytomnieje, przeprosi rodziców i wróci do domu. Myśl, że jej siostra może być teraz tak zwyczajnie i po ludzku szczęśliwą jakoś nie przychodziła blondynce do głowy.
Do tej pory w mugolskiej części Londynu bywała rzadko, nie chciała bowiem narażać się na gniew pana Blacka jednak teraz, gdy od dłuższego czasu mieszkała w domu Lucjusza coraz częściej pozwalała sobie na takie wycieczki. O swoim niegroźnym hobby nie mówiła jednak nikomu. Prawdę powiedziawszy sama przed sobą wstydziła się tego co robi, ale jej serce...Serce podpowiadało jej, że nie robi niczego złego. Jej dzisiejsza wizyta w Londynie była jednak wyjątkowa. Dzisiaj prócz załatwienia kilku spraw miała również zaplanowane spotkanie z siostrą. I jeśli miałaby być szczerą, cholernie się nim denerwowała.
Kiedy jej oczy wyłapały Andromedę z tłumu blondynka ruszyła w jej stronę. Pewnym siebie, szybkim krokiem z lekko uniesioną głową - tak jak uczyła matka. Inna z lekcji pani Black mówiła o tym, że jeśli nie jest się w stanie zapanować nad swoim głosem należy milczeć - więc milczała. Odezwała się dopiero gdy Andomeda przemówiła po raz raz drugi.
- Witaj - wypowiedziane wypranym z emocji głosem. Tylko tyle była w stanie powiedzieć swojej rodzonej siostrze, mimo, że w wyobrażeniach rzucała się jej na szyję, pokazywała pierścionek i zasypywała stertą pytań na temat jej życia prywatnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Andromeda Tonks
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Centrum   Sob Sty 07, 2017 12:45 am

Andromeda nigdy nie zapomniała reguł jakie panowały w jej rodzinnym domu. Wiecznymi zakazami i nakazami jakich trzeba było przestrzegać. Z początku sumiennie wypełniała wolę rodziców. Stosowała się do ich zaleceń, chodziła na spotkania z rodziną Rowle. Lubiła nawet swojego przyszłego narzeczonego, chociaż nie uśmiechało się jej wychodzić za mąż za kogoś bez miłości. Chciała jedynie zadowolić rodziców i siostry. Wszystko zmieniło się dopiero w chwili, gdy poznała Teda. Wiedziała, że rodzice tego nie zrozumieją, że wyrzekną się jej za karę, iż utrzymuje jakiekolwiek stosunki z mugolem, ale nie spodziewała się tego samego po Narcyzie i Bellatrix.
Bellatrix, co prawda, gorąco wierzyła w poglądy jakie od dzieciństwa jej wpajano. Zaakceptowała je i nie pojmowała innej prawdy. Dla niej nie były ważne uczucia, tylko czystość krwi. Może dlatego reakcja starszej siostry była przewidziana, ale delikatna, chociaż mroczna Narcyza wierzyła w miłość równie mocno jak sama Andromeda. Dlatego tak bardzo bolało ją to, że szczególnie ona się od niej odwróciła, jej Cyzia.
Bardzo zaskoczył ją widok Narcyzy w tej części Londynu. Była ciekawa czy Lucjusz wie o jej pobycie tutaj, tak samo jak reszta pokręconej rodziny Black. Pewnie nie. Serce jej krwawiło na jej widok. Miała taką ochotę ją przytulić, ale nie mogła. Musiała zachować powagę, chociaż była niezmiernie ciekawa jak się jej powodzi, jak sobie radzi i przede wszystkim czy jest szczęśliwa. Musiała być także czujna, by, w razie potrzeby chronić życie. Nie przypuszczała, aby siostra przyszła ją zamordować. Nie w biały dzień i nie pośrodku miasta pełnego niemagicznych ludzi. Zabolał ją jednakże ton jakim ją przywitała. Był taki zupełnie obojętny. Taki... obcy. Westchnęła.
- Witaj - odpowiedziała również starając się być obojętną. - Ty tutaj? - zapytała nie kryjąc zdziwienia.

_________________

Andromeda Tonks


Ostatnio zmieniony przez Andromeda Tonks dnia Sro Sty 11, 2017 4:33 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Centrum   

Powrót do góry Go down
 
Centrum
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Centrum papirusu
» Centrum Zakazanego Lasu
» Pomieszczenie Główne
» Centrum dowodzenia kryptonim "Polana"
» Centrum monitoringu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Poza Hogwartem :: Wielka Brytania :: Londyn -