Go down

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Nie Kwi 29, 2018 6:50 am
Nie wiedział dlaczego, ale ta sytuacja bardzo go bawiła. Zachowanie dziewczyny było ciekawe i chciał sprawdzić jej granice. Słysząc, że ona sobie tego nie życzy przewrócił oczami. Czy on sie pytał o to, co ona sobie życzy? Nie przypominał sobie.
Widzisz? Już jesteś taki jak on. Już myślisz jak on. Te robaki nie mają zdania. Musisz im powiedzieć czego chcą. Doskonale wiesz, że zyciem trzeba kierować, a ty musisz stać się silnym, aby to tobą ktoś czasem nie kierował. Musisz pokazać takiemu robakowi, że nie ma zdania, że jej zdanie to twoje zdanie. Jesteś jak...
Zamknij się. - syknął w myślach czując, że złość w nim narasta. Nie do dziewczyny, a do samego siebie. Jak ma z tego uciec? Jak ma się schować?
Nagle dziewczyna zrobiła coś, czego się nie spodziewał. Przylozylam mu różdżkę do gardła. Nie żeby się bał był pewny, że nie zrobi mu krzywdy, ale zaskoczyła go. Nie wiedział jeszcze czy pozytywnie, ale zaskoczyła. Patrzył na nią uważnie lekko odchylając się do tyłu. Puścił barierkę i pewniej chwycił różdżkę w swojej dłoni, aby w razie czego się bronić. Zagryzł wargę i spojrzał w jej za wzięte i pewne siebie oczy. Uniósł powoli dłoń i złapał jej nadgarstek bardzo delikatnie. Zachowywał się jakby właśnie próbował oswoić lwicę. Wiedział jak zaskoczyć człowieka, a teraz przypomniał sobie wszystkie maniery, których został nauczony w domu. Lepiej późno niż wcale. Cofnął się o krok, skłonił się trzymając jej dłoń i patrząc w oczy.
- Pani wybaczy - szepnął, odwrócił się i opuścił wieżę z prędkością światła. Można było słyszeć przez chwilę jak jego szata łopotała pod wpływem wiatru, a potem wszystko ucichło wraz z jego krokami.
Co on wyprawiał? Jak on sie zachowywał? Nie powinien się tak zachowywać. Powinien już dawno kazać jej spierdalać. Nienawidził ludzi!


[z tematu]


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Nie Kwi 29, 2018 7:49 am
Eileen była nastawiona bojowo, gotowa walczyć, jeśli tylko dałby jej powód. Cała spięta, czujnie wypatrująca niepokojących oznak ataku była przygotowana na miotnięcie zaklęciem w każdej chwili, ale... Nic takiego się nie zdarzyło. Powoli podniósł dłoń i złapał ją za nadgarstek. Tak delikatnie... Nie spodziewala się po nim takiego wyczucia... Rozszerzyła oczy w niemym zdziwieniu, patrząc na niego z jakimś dziecięcym zagubieniem. Nagle się zrobił taki inny, zupełnie inny... Taki, że jej wola walki wyparowała w jednej chwili. W zasadzie, mimo iż celowała w niego nadal różdżką, stała się zupełnie bezbronna, bo nie byłaby w stanie go zaatakować. Jak oswojona lwica. Wpatrywała się w niego kompletnie nie wiedząc jak się zachować, pytając wzrokiem o tyle rzeczy... Aż zrobił następny krok. Wycofał się. Wycofał! Uciekł!
Kiedy się odwrócił, zrobiła krok w jego stronę, nabierając powietrza, żeby za nim zawołać, zatrzymać go, ale... Nie, głos nie wydobywał się z jej ust. Stała tak, skamieniała, patrząc jak znika, słuchając, jak milkną jego kroki. Miała dziwne poczucie straty. Chciała za nim pobiec, ale to by było zupełnie bez sensu. Nie. Nie mogła zrobić nic. Stała tak, aż deszcz zaczął zacinać w jej stronę, nasiąkając w szkolne szaty. Ah, gdyby tylko umiała rzucić to zaklecie... Ale nie. Musiała się go jeszcze nauczyć. W końcu nie miała innego wyjscia, wiec po prostu pochylila sie nad swoimi rzeczami i pozbierawszy je ruszyła do wieży Gryfonów.

z/t

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Pon Maj 07, 2018 10:46 pm
Ventus Zabini
Zaklęcie Impervius opanowywane przez Ventusa dość dobrze mu wychodziło. Zaklęcie co prawda nie dawało stuprocentowego efektu,  gdyż to wymagało częstszego używania, jednakże w końcu chłopak je pojął.

Spory Balkon - Page 16 2t3bHCt
[Możesz wpisać je do swojej Karty Rozwoju, +1 PD]

Eileen Gray
Spory Balkon - Page 16 G5Ohw51


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Nie Sty 20, 2019 9:09 pm
-> po Zakazanym Lesie

Musiał się ogarnąć, nawet nie wiedział w jaki sposób wrócił do zamku, rozstał się z nauczycielką na błoniach nie patrząc nawet w jej kierunku, kiedy ta odeszła mimo, że bardzo chciał to zrobić. Czuł się przy niej cholernie słaby, do końca nie miał pojęcia dlaczego, już się powoli robiło ciemno więc udał się prosto do zamku jednak nie na ucztę a raczej na kolację w Wielkiej Sali tylko skręcił w kierunku wież, a raczej w kierunku jednej wieży na którą często się udawał, kiedy musiał pomyśleć. Dawniej nie zdarzało mu się to zbyt często, ale w ostatnich dniach zbyt dużo rzeczy wydarzyło się w jego życiu że znalazł sobie miejsce do samotności. Oczywiście wiedziała o nim jego przyjaciółka, przed nią ciężko było cokolwiek ukryć więc nawet się nie starał tego robić. Dzisiaj jednak próbował ją omijać, dlatego rozglądał się czy na horyzoncie nie zobaczy rudych włosów przyjaciółki, uczniowie patrzyli na niego dziwnie zwłaszcza, że jeszcze parę godzin temu miał długie rude włosy, a teraz są krótkie i mokre no i w wielkim nieładzie. Nawet nie próbował poprawiać swojego wyglądu czy krzywo zapiętych guzików koszulki zwłaszcza po szyją, potrzebował po prostu spokoju. Wspiął się na wieżę i usiadł na szerokim balkonie spoglądając w dół, nigdy nie miał lęku wysokości co uznawał za jedną z zalet, oparł się o zimny mur i przymknął oczy delektując się zimnym wiatrem na skórze. Nie przeszkadzało mu to, że nie był dobrze ubrany do takiego siedzenia, cienka zapinana koszula i czarna marynarka, oraz zwykłe spodnie zdecydowanie nie były ubiorem na zimne popołudnia czy wieczory.
Chciał być po prostu sam.

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Nie Sty 20, 2019 10:27 pm
Sol wybrała się na kolację. Była naprawdę głodna. Dziewczyna zawsze była łakomczuchem, a do tego jeszcze potrafiła świetnie gotować o czym przekonali się tylko najbliżsi. Siedząc tak przy stole rozglądała się dookoła szukając znajomych twarzy. Zawsze wyłapywała przy tym Rabastana, aby zrobić do niego głupią minę, ale tym razem, go nie zauważyła. Do tego podsłuchała rozmowę jakiejś dwójki dziewczyn, które zajmowały się szkolnymi plotami. Mówiły coś o nowym wyglądzie Lestrange'a. Było ich kilku w szkole, ale przez to, że chłopaka nie było na kolacji zaczęła się martwić. Nie zdążyła nic zjeść, gdy podniosła się z miejsca, zgarnęła kilka przekąsek, aby mogła nimi go poczęstować i wyszła z Wielkiej Sali. Spodziewała się, gdzie mogłaby by go zastać, ale nie mogła odgadnąć o co chodzi.
Przemierzała korytarze czując ucisk w żołądku. Bała się, że Rabastanowi coś się stało. W końcu rzadko opuszczał kolacje. Bardziej spodziewała się tego po Zabinim, który czasami przypominał jakiegoś anorektyka niż jej przyjaciel. Weszła na Balkon i spojrzała na rudą czuprynę chłopaka. Wydobyła z siebie ciche westchnięcie zaskoczenia i podeszła do niego.
Rabastan? – zapytała i przekrzywiła głowę na bok. Niepewnie dotknęła jego pleców patrząc na niego uważnie. — Czemu nie przyszedłeś na kolację? – zapytała. Sol uważała, że jedzenie to świętość, więc zawsze jak go nie było na jakimś z posiłków krzyczała na niego i wpychała mu cokolwiek do buzi, aby zjadł. Teraz jednak była ostrożna. — Co się stało z twoimi włosami? – stanęła obok niego i spojrzała w dół. Koniec z pytaniami. Teraz już zamierzała milczeć. Potrafiła to robić jedynie przy nim. Potrafiła z nim milczeć jak z nikim innym. Lubiła go. Lubiła go za to, że był sobą. Było w tym coś intrygującego, ale przez te lata przywykła do tego.


.

Radość, którą niesiemy innym, zawsze do nas powróci.

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Nie Sty 20, 2019 11:31 pm
Nie chciał iść na kolację, nie chciał być teraz wśród ludzi bo czuł, że zapewne wybuchnąłby albo zrobił komuś krzywdę, żeby dostać się do wieży używał oczywiście skrótów, żeby spotkać jak najmniej osób po drodze. W tym momencie czuł się jakby był po prostu jakimś kretynem, gówniarzem z nastoletnimi problemami. Nie chciał także przez najbliższy czas widzieć nauczycielkę na oczy, zresztą nie chciał widzieć nikogo na oczy i być po prostu sam, jak ten pieprzony palec. Nie usłyszał kroków na schodach, może nie chciał ich usłyszeć? Mógł się tutaj spodziewać tak naprawdę tylko jednej osoby, wiedział, że jak Sol nie zauważy go na kolacji to zacznie się martwić i go szukać. Czuł głód o czym świadczyło delikatne burczenie w żołądku, jednak ignorował go uparcie siedząc dalej z przymkniętymi oczami. Drgnął delikatnie kiedy usłyszał głos dziewczyny, otworzył powoli oczy w momencie kiedy poczuł na swoich plecach jej palce, przeniósł spojrzenie na Rudowłosą próbując się do niej uśmiechnąć, ale ani trochę mu to nie wyszło, było to raczej mina jakby coś go bolało. Zmierzył ją delikatnie spojrzeniem, po czym wskazał brodą, żeby usiadła naprzeciwko niego na balkonie.
- Nie jestem głodny - wyrzekł, jedna delikatne burczenie w jego brzuchu zdecydowanie zaprzeczało wypowiedzianym słowom, jego spojrzenie przeniosło się na horyzont zasypany śniegiem. Przez moment milczał, czując na sobie spojrzenie przyjaciółki, na jej pytanie o włosy zmierzwił je delikatnie palcami. - Ściąłem je, a co? Nie podoba Ci się? - zapytał, wzruszając delikatnie ramionami po czym uniósł delikatnie brew do góry, zerkając w stronę przyjaciółki. W tym momencie nie było uśmiechu na jego twarzy, raczej bezgraniczny smutek, może nutka irytacji? W każdym razie miał on milion myśli na minutę i nie był w stanie skoncentrować się na żadnej z nich. Cały czas miał przed oczami to co stało się w Zakazanym Lesie, miał przed oczami jej twarz i te cholerne oczy od których ciężko było oderwać spojrzenie.

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Nie Sty 20, 2019 11:53 pm
Słowa mówiły jedno, ale ciało mówiło drugie. Jej zielone oczy uważnie wpatrywały się w chłopaka. Brwi lekko zmarszczyły się słysząc burczenie w jego brzuchu. Przekrzywiła znowu głowę na bok, ale usiadł na przeciwko niego. Długo milczała analizując jego wygląd, jego zachowanie. Chciała wiedzieć o czym myśli. Chciała mieć zdolność czytania w ludzkich umysłach, aby zawsze im pomagać, aby zawsze ich uszczęśliwiać. Nie znosiła tego widoku, nie znosiła uczucia, które się w niej rodziło, gdy jej bliscy byli smutni. Położyła dłonie na swoich nogach czując jak wiatr targa jej włosami. Sol nie ubrała się odpowiednio do pogody. Miała teraz siedzieć w ciepłym zamku i pić sok dyniowy zajadając jakimiś ciepłymi przysmakami. Zamiast tego siedziała w swoim szkolnym mundurku na balkonie. To jednak jej nie przeszkadzało. Wyciągnęła bez słowa z torby jedzenie, które zgarnęła ze stoły i podała mu kanapkę sama zajadając się drugą.
Podoba – odpowiedziała cicho i zerknęła za siebie na horyzont. — Wyglądasz inaczej. Będę musiała się przyzwyczaić – dodała.
Rabastanie, cóż ja mam zrobić? – pomyślała i wróciła do niego swoimi oczami, które zawsze tryskały radością zarażając przy tym innych. Nie przekonywał ją jego uśmiech. Był słaby i sztuczny. Gdy pochłonęła w milczeniu kanapkę usiadła obok niego i złapała jego dłoń bawiąc się jego palcami. Zawsze tak robiła, gdy próbowała zebrać myśli, a gdy ten nie był w najlepszej kondycji psychicznej. Gdy on miał problem.
Co się stało? – zapytała w końcu cicho. Jej wzrok spoczął na jego szyi, którą teraz mogła oglądać w całej okazałości przez to, że ten ściął te przeklęte włosy. — Co cię smuci? – dodała jeszcze i oparła głowę o jego ramię.


.

Radość, którą niesiemy innym, zawsze do nas powróci.

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Pon Sty 21, 2019 12:17 am
Przywykła chyba do tego, że Rabastan to jednak uparta bestia i mówił jedno a tak naprawdę myślał drugie i tylko mogła dwoić się i troić co takiego siedziało w jego czerepie. Szare oczy nie odrywały się od jej twarzy kiedy ta usiadła naprzeciwko niego, wiedział, ze się o niego martwiła a on tego nie potrzebował. A może po prostu udawał, że nie potrzebuje takiej osoby której może się wygadać? Każdy kogoś potrzebował, bliskości, żeby normalnie funkcjonować. Czuł się jakby był w pieprzonym koszmarze, w jego osobistym piekle, którego diabłem była sama Charlotte, dlaczego tak po prostu nie może zapomnieć o tym co się stało w Zakazanym Lesie i żyć dalej?  Nie potrafił od tak zignorować tego wszystkiego, to nic że ta zachowała się jak typowa wariatka, bo najpierw rzuciła się na niego, potem krzyczała i nawet go uderzyła. Na szczęście ślad na jego twarzy zdążył już zniknąć, nie było niczego co zwiastowałoby, że spotkało go takie coś. Kiedy ta podała mu kanapkę, mimowolnie wyciągnął rękę po niej i wziął gryza krzywiąc się delikatnie. Kompletnie nie miał apetytu, czuł się tak jakby jadł jakiś styropian. Zjadł ją jednak do końca, a kiedy dziewczyna postanowiła usiąść obok niego to mimowolnie splótł swoje palce z jej opierając głowę o jej, z jego ust wyrwało się ciche westchnienie zwiastujące, że ten gorliwie zastanawiał się nad tym czy powiedzieć czy nie..
Nie mógł tak tego zignorować, nie mógł tego dusić w sobie.
- Byłem w Zakazanym Lesie, wiesz, że lubię tam chodzić. Tym razem zabrałem ze sobą Ognistą Whisky, musiałem po prostu posiedzieć i pomyśleć. - wyrzekł po chwili milczenia, walcząc ze samym sobą, żeby nie okazać żadnej słabości. Ścisnął mocniej jej palce.
- Przyłapała mnie nauczycielka, ta od Magicznych Stworzeń - wyrzekł przełykając ślinę, mogła sobie pomyśleć, że martwił się tym, że zostanie wywalony ze szkoły.. no cóż, on zdecydowanie miał większe zmartwienia niż szkoła. - Próbowała mnie wyprowadzić z lasu, ale się zgubiliśmy - dodał po chwili milczenia, zdając sobie sprawę z faktu, że Sol wie iż Rabastan zna ten las jak własną kieszeń i nie jest w stanie się zgubić. Tak często tam bywał, że ta mówiła mu nie raz, żeby dał sobie spokój z tamtym miejscem. On jednak był uparty i nie miał zamiaru się tak szybko poddawać, chodził tam tak często, że poznał go jak własną kieszeń.

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Pon Sty 21, 2019 7:03 pm
Sol zawsze chciała być przy nim. Bardzo się do niego przywiązała, gdy tak spędzali ze sobą czas. Dużo czasu też zajęło im to, aby zgrzyty zgasły i mogli funkcjonować jak dwie połówki jednej całości. Był jej przyjacielem i miała nadzieję, że tak zostanie do końca świata. Doskonale zdawała sobie sprawę, że jej nazwisko nie było mile wspominane wśród innych czystokrwistych. Nawet jeśli jej mama była z rodu Blacków. Bracia jej mówili o tym, że ślub jej rodziców nie został przyjęty zbyt ciepło, ale mimo to czuła się szczęśliwa. Jej największy lęk to była utrata przyjaciół przez coś tak głupiego jak poglądu ich rodziców. Nie wyobrażała sobie tego, że pewnego dnia nie będzie mogła słuchać żalów Rabastana, jego docinków i złośliwości, gdy targał ją na lekcje, aby się nie spóźnili. Gdy dokuczał jej z powodu niskiego wzrostu, gdy rzucał ją w śnieg, aby wrzucić jej ten biały puch za ubranie. Ta relacja była długo budowana, cegiełka po cegiełce, więc nie chciała pewnego dnia obudzić się patrząc jak to wszystko powoli pada. Zacisnęła mocno dłonie na jego palcach i słuchała.
Sol naprawdę dobrze słuchała i bardzo dobrze oddawała każdemu cząstkę siebie. Było to dla niej naprawdę przyjemne, że mogła dać komuś ukojenie w czasie burzy wewnętrznej, a najbardziej sprawiało jej przyjemność, gdy polepszała humor jej drogiemu przyjacielowi. Wtuliła się w niego nieświadomie szukając ciepła. Ruda zawsze lubiła ciepło i każdy o tym doskonale wiedział. Gdy wspomniał o tym, że był w Zakazanym Lesie zmarszczyła brwi niezadowolona. Już tyle razy mu mówiła, aby zabierał tam też ją jak już decyduje się na takie kłopoty. Gdy zrozumiała, że prośby nie pomogą w zmianie jego decyzji zdecydowała, że sama narazi się na kłopoty. Nie lubiła, gdy on próbował sobie sam radzić z problemami, bo wtedy pakował się w jeszcze większe kłopoty niż zwykle.
Jak to? – zapytała zaskoczona jego opowieścią. Pokręciła głową zmartwiona. — Będziesz miał poważne kłopoty? Rab, co się tam stało? – zapytała cicho unosząc trochę głowę, aby na niego spojrzeć.
Nie sądziła, aby zgubienie się w tym miejscu przez niego było możliwe, ale na razie nie chciała wyciągać pochopnych wniosków. Co to w ogóle za nauczycielka, która gubi się z uczniem w lesie. Przytuliła go w żebrach kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Cieszyła się, że inni są teraz na obiedzie. Przynajmniej mogła go bardziej pocieszyć. Miała nadzieję, że nie będzie miał zbyt poważnych kłopotów. Znała mniej więcej zasady panujące w domach z takich rodzin z jakiej pochodzi Rabastan.


.

Radość, którą niesiemy innym, zawsze do nas powróci.

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Wto Sty 22, 2019 7:58 pm
On sam nie chciał utracić tej przyjaźni, która ich łączyła, Sol tak naprawdę była jedyną dziewczyną, która tolerowała go jakim jest, znosiła jego milczenie jak i jego humorki, które nie ukrywajmy ale czasami były nie do zniesienia wręcz. Czasami był wulkanem energii, który musiał wyżyć się na kimś, a czasami takim milczkiem, który lubił popatrzeć na horyzont czy w gwiazdy. Można by było sądzić, że nie jest on ani trochę romantyczny, że nie ma poczucia wartości, jednak jak zawsze można się pomylić co do jego osoby. Większość ludzi oceniało go tylko i wyłącznie poprzez nazwisko, jednak nie dbał o to, że Ruda miała na nazwisko Weasley, dla niego mogłaby być nawet mugolakiem a i tak by ją uwielbiał tak jak teraz. Nie liczyło się dla niego nazwisko, pochodzenie itp. on mógł oczywiście chwalić się rodziną czystej krwi,  jednak tego nie robił bo dla niego ona nie miała żadnej wartości. Oczywiście kochał ją, uwielbiał swoją matkę, która potrafiła być wymagająca, za ojcem przepadał mniej bo to zdecydowanie Rudolf był jego ukochanym synem.  Szare oczy chłopaka powoli przeniosły się na twarz Rudej, jego usta musnęły delikatnie jej głowę, kiedy ten oparł się o nią, obejmując wolną ręką w pasie, od dawna przyzwyczaili się do tego, że zachowywali się jakby byli czymś więcej niż przyjaciółmi, może niektórym przyszło na myśl, żeby poplotkować na ich temat kiedy trzymali się za ręce idąc korytarzem, zazwyczaj Rabastan ignorował te plotki czy się z nich śmiał. Nie wyobrażał sobie, żeby swój wolny czas spędzać z kimś innym, zdecydowanie przyzwyczaił się już do jej obecności i nie chciał, żeby ich relacja rozpadła się niczym domek z kart. Mocniej ścisnął jej rękę, przenosząc spojrzenie na horyzont.
- Kłopoty zapewne będę miał, ale nie dbam o nie - wzruszył lekko ramionami, Weasleyowa doskonale wiedziała, że ten nie dbał o to, że może mieć jakieś problemy, doskonale znała jego lekceważący stosunek do praktycznie wszystkiego.
- Pocałowała mnie - wydarło się po chwili z jego ust, kiedy powoli przeniósł spojrzenie na zaskoczoną twarz przyjaciółki.
- Pocałowała, potem skrzyczała, uderzyła i znowu skrzyczała - wyprostował po chwili milczenia, kiedy ta przyswajała nową wiedzę, jego spojrzenie oczywiście mówiło, że jeśli komuś powie to rzuci jej zwłoki gumochłonom na pożarcie. Była to tajemnica, a że jej ufał to mógł bez ogródek powiedzieć, nie martwił się o to, że ta wygada to przy pierwszej lepszej okazji.

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Pią Sty 25, 2019 1:21 pm
Ta rudowłosa kulka energii nie chce zostać sama po Hogwarcie, a takie właśnie ma wrażenie. Zdawała sobie sprawę, że połowa ludzi, gdy kończy tę szkołę ma już swoją połówkę, ma już plany na przyszłość, na ślub, a ona nie miała nic. Bała się, że jak opuści mury tego zamku zostanie sama jak palec. Rabastan się ożeni i już nie będzie miał dla niej czasu. Ona postara się otworzyć swoją restaurację. Całymi dniami będzie gotować dla ludzi jedzenie, patrzeć jak siedzą przy stolikach i rozmawiają. Jak przystojni panowie oświadczają się swoim pięknym paniom, a ona wróci do pustego mieszkania, gdzie będzie na nią czekać tylko Profesor Charles i Jaś. Da im coś do jedzenia, usiądzie w ogromnym fotelu, przeczyta książkę i położy się spać, aby rano znowu wstać i rozweselać swoim pracowników w kuchni, aby witać gości w jej restauracji. Tak się tego bała, że nawet nie chciała myśleć o swojej przyszłości. Chciała zamykać swoje wspomnienia takie jak te w szklanych bańkach, aby zapamiętać, że w tym miejscu kogoś miała. Im bardziej uświadamiała sobie, że to koniec, że jest to ich ostatni rok w tym miejscu tym bardziej bała się każdego następnego dnia.
Nie chciała też o tym mówić rudemu przyjacielowi, bo nie chciała go tym zamartwiać. Zdawała sobie sprawę, że będzie musiał się ożenić, będzie musiał wychować dwójkę rudych dzieci. Pewnie chłopiec i dziewczynka. Gdy pójdą do szkoły, trafią do Slytherinu i nie będą nawet wiedzieć, że ich ojciec przemierzał te korytarze w towarzystwie roztrzepanej Puchonki. Sam Rabastan będzie pewnie pracować w Ministerstwie i będzie siedział na wysokim stołku na dobrej posadzie. Będzie miał dużo pieniędzy i będzie zabierał swoją żonę do drogich restauracji. Może nawet kiedyś zdecyduje się wkroczyć do jej przybytku zapominając o tym, że za drzwiami kuchni jest Sol Weasley, która gotuje dla niego przepyszną kolację. Dla niego i jego żony.
Wiedziała, że chłopak nie jest zadowolony z przymusowego małżeństwa, ale wiedziała też, że z czasem ludzie się do siebie przyzwyczajają. Wracając jednak do teraz, do szklanej bańki, którą Sol chce zatrzymać na zawsze. Dziewczyna czuła się przy nim bezpiecznie i wiedziała, że jak będzie miała problem zawsze będzie mogła się do niego zgłosić, a on jej pomoże, dlatego przymknęła oczy i wtuliła się w niego jeszcze bardziej podciągając zmarznięte nogi trochę wyżej. Nie puszczała jednak jego dłoni. Chciała mu pokazać, że zawsze będzie dla niego. Dla jej przyjaciela. Sol nie zdawała sobie sprawy z tego, że mogą krążyć jakieś plotki po Hogwarcie, póki te plotki nie uderzą ją w twarz, póki o nich się nigdzie nie dowie.
Ty może nie dbasz, ale ja dbam. Chcę ten rok skończyć z tobą, a nie że cię wywalą, czy coś – obruszyła się i spojrzała na niego marszcząc brwi. Pacnęła go w nos palcem i znowu się wtuliła. Był taki ciepły. Sol lubiła ciepełko. On też wiedział jaki ona miała stosunek do jego problemów. Albo wywalą ich razem, albo żadnego. Nie chciała kończyć Hogwartu bez Rabastana. To nie byłoby to samo. Od pierwszej klasy zdawali tę szkołę razem i mieli ją też razem ukończyć.
Gdy chłopak wypowiedział te dwa słowa jej mina wyglądała mniej więcej jak mina karpia wyciągniętego z wanny podczas Świąt Bożonarodzeniowych. NAUCZYCIELKA POCAŁOWAŁA JEJ BFF? Nie mogła tego przetrawić. Myślała, że to uczniowie mają nie po kolei w głowie. Nauczyciele powinni być rozważni i normalni. Powinni być autorytetem, a nie zachowywać się jak psycholki. Pocałowała, potem skrzyczała, uderzyła i znowu skrzyczała
To brzmi jak niestabilność emocjonalna starych dewotek, które lubią młodych, jędrnych chłopców – powiedziała nim zdążyła pomyśleć. W sumie zawsze mówiła, to co myślała, a teraz czuła ukłucie zazdrości, złości i czegoś jeszcze, czego nie mogła zrozumieć do tej nauczycielki. — Wiesz, że tak nie powinno być? Co tam się jeszcze stało? – zapytała zdając sobie sprawę, że nigdy się tego nie spodziewała po nauczycielach. Musi zdecydowanie zapisać w swoim notatniku, aby uważać na nauczycieli, a zwłaszcza tych od ONMS.


.

Radość, którą niesiemy innym, zawsze do nas powróci.

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

on Nie Sty 27, 2019 5:18 pm
O nim nie można powiedzieć, że ma zaplanowaną przyszłość bo jednak ona nie ma nic wspólnego z jego planami, to rodzina zaplanowała kogo ma wziąć za żonę i nawet jeśli to byłaby najgorsza zołza w świecie czarodziejów, to on i także ma wypełnić wolę matki, bo przecież w rodzinach czystej krwi jest to dość powszechne, tak jakby młodzi czarodzieje gówno wiedzieli o przyszłości i musieli słuchać ślepo swoich rodziców. On nie miał zamiaru tego robić, nie wyobrażał sobie wprawdzie, że może kogoś pokochać czy stracić dla tej osoby głowę, jednak wiedział, że nią nie będzie Rockers nawet gdyby byli ostatnimi ludźmi na ziemi. Oczywiście wiedział on o planach swojej przyjaciółki, zapewne nie raz odwiedzi ją w jej restauracji i będzie chwalił właścicielkę i wspaniałe dania, może nawet pomoże jej w osiągnięciu swoich marzeń. Nie mógłby od tak stać z boku i nic nie robić, kiedy ta walczyła ze swoimi pragnieniami. Czy był niezadowolony z nadchodzącego wielkimi krokami małżeństwa? Oczywiście, że tak, chociażby dlatego, że nie był stworzony do żadnej wizji życia z kobietą, raczej należał do tych osób opornych o czym Charlotte zdążyła już się przekonać. Nie odganiał od siebie Rudej, w tym momencie potrzebował jej obecności, poczucia ciepła, które mu dawała, nawet starał się usiąść tak, żeby to on był wystawiony na smagania wiatru, jakby chciał oddzielić ją od wszelkiego zła tego świata.
Na jej słowa na ustach chłopaka pojawił się delikatny uśmiech, przekrzywił lekko głowę na bok trącając ją łokciem w żebra. - Czyżby ktoś się tutaj o mnie martwił? Wiesz, że nie musisz. Ja zawsze sobie poradzę - wyrzekł po chwili milczenia, przesuwając lekko palcami po wewnętrznej stronie jej dłoni, muskał ją kciukiem, a jego spojrzenie przeniosło się na horyzont w poszukiwaniu dalszych słów. Co miał jej powiedzieć? Że tak naprawdę to nie było mu aż tak źle? Że myślał czasami o tym co się stało w Zakazanym Lesie? Że bał się pójść i wyjaśnić cokolwiek bo jej odpowiedź mogłaby go zranić? Nie mógł okazać słabości, wzruszył delikatnie ramionami opierając się plecami o zimny mur. Zaśmiał się na jej słowa o jędrnych chłopcach, pokręcił z rozbawieniem głową na boki przenosząc nań swoje szare oczy. - Och Weasley, gdyby nie to, że jesteśmy przyjaciółmi to mógłbym pomyśleć, że jesteś o mnie zazdrosna - wyrzekł po chwili milczenia, chwytając ją za kosmyk rudych włosów, pociągnął go lekko z rozbawieniem w oczach. Oczywiście, że wiedział o tym, że to co stało się w lesie nie powinno nigdy się stać, miał tą cholerną świadomość, a podobno zakazany owoc zawsze bardziej kusi. Na jej kolejne pytanie uśmiech zszedł z jego ust a wyrwało się westchnienie, mimowolnie przeczesał palcami swoje krótkie jednak nadal rude włosy.
- Wiem o tym i tym bardziej mnie to męczy - wzruszył delikatnie ramionami, przenosząc spojrzenie spowrotem na horyzont.
Sponsored content

Spory Balkon - Page 16 Empty Re: Spory Balkon

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach