Share
Go down

Pokój Wspólny

on Pon Wrz 02, 2013 1:04 pm
Pokój Wspólny
Pokój wspólny jest okrągły i obszerny; większy niż inne pokoje w Hogwarcie, a jego podłogę pokrywa granatowy dywan upstrzony gwiazdami, które widnieją również na kopulastym sklepieniu. Okna, sklepione łukowo, przedzielały ściany okryte niebiesko-brązowymi, jedwabnymi tkaninami. Krukoni przesiadujący w pokoju wspólnym, mieli do dyspozycji regały z książkami, krzesła, fotele i stoliki. Naprzeciw drzwi, widniała nisza w ścianie, w której ulokowany był wysoki posąg Roweny Ravenclaw, wykonany z białego marmuru. W ciągu dnia, studenci dobrze widzieli błonia Hogwartu i tereny do nich przyległe czyli Zakazany Las, góry, ogródki oraz jezioro.

Re: Pokój Wspólny

on Czw Lis 14, 2013 10:11 pm
Ciemne, skłębione całuny wplątywały się zachłannymi mackami w najwyższe wierze Hogwartu, szczyty gór widniejących za oknem znikały gdzieś w kłębowiskach ciężko zwisających chmur.
Atmosfera była senna i ponura. Zbiorowa depresja wisiała w powietrzu, meteopaci potracili nadzieje na lepsze jutro.
Ale nie on.
Mimo iż senny, wciąż w dobrym humorze, Philipe Veronesi przeciągnął się i ziewnął bez odrobiny krępacji, rozkładając nogi i ramiona na oparciach fotela, stojącego przy samym oknie.
Chłopak zawisł głową w dół i z przygłupawym uśmiechem obserwował świat z nowej perspektywy.
Na stoliku naprzeciwko niego piętrzyły się różniste szkice i gryzmoły, a herbata parowała leniwie.
Niczego innego w tym momencie nie pragnął. Wyłączył swój mózg na dręczące go potrzeby odnalezienia bratniej duszy, uśmiechniętej istoty w tym tłumie ponuraków i nudziarzy.
Temperament, żywiołowość, otwartość, przyjazne przysposobienie.
Tego brakowało jego towarzyszą broni, otaczający go krukoni znikali gdzieś w nawale nauki, pozostawiając ciało w pokoju wspólnym, mentalnie unosząc się między zdaniami widniejącymi na kartach, jakże nudnych, podręczników. W pomieszczeniu tym panowała niezłomna cisza, przerywana jedynie trzaskiem ognia i wyciem wiatru.
Powoli sam stawał się nieobecny.


Keep this smile.

Re: Pokój Wspólny

on Pią Lis 15, 2013 9:38 pm
Wpadła do pokoju wspólnego zła i zmęczona, zakłócając ciszę jaka tam panowała. W pomieszczeniu siedziało parę osób i niemal wszystkie ślęczały nad książkami. Jak zawsze- pomyślała z irytacją. Wkurzało ją teraz wszystko co żywe i martwe. O mały włos, a przewróciłaby jakiegoś pierwszoroczniaka ze stertą grubych tomisk. Ile ona by dała za worek treningowy, żeby go porządne skopać.
Opadła ciężko na kanapę, opierając głowę o podłokietnik. Burza ciemnych, nieujarzmionych loków zwisała smętnie, jak serpentyny po nieudanej imprezie. Zarumienione policzki kontrastowały z oliwkową cerą, a błękitne oczy iskrzyły się smutno. W pokoju było ciepło, za sprawą zdobionego kominka, który znajdował się teraz gdzieś za nią. Słyszała jak drewno się dopala i czuła przyjemny zapach lasu i pergaminu, unoszący się w powietrzu. To wszystko było jak środek usypiający, wstrzyknięty w żyłę.
Nieuporządkowane myśli kłębiły się w jej głowie. Czasem chciałoby się po prostu wyłączyć ten głosik w głowie, który przesiewa wspomnienia, słowa, wnioski. Znalazła pod jedną z poduszek Proroka Codziennego sprzed paru dni. Omiotła wzrokiem nagłówki, czując jak w gardle narasta jej wielka gula. Zwinęła ze złością gazetę w kulkę i celnym rzutem trafiła prosto do kominka. Płomienie zaskwierczały wesoło i zaczęły trawić papier.
Dlaczego tak okropnie martwisz się o ojca? Przecież nic mu nie jest, prawda? Dziś rano dostałaś list od niego. Ma dużo pracy. Pyta czy przyjedziesz do domu na ferie. A ty chcesz zostać tutaj. Bo tu jest bezpieczniej. Bo to ostatni rok. Cholera, Alex! Nie myśl o tym!
- Zagadaj mnie.- wypaliła do chłopaka siedzącego w fotelu obok. Dopiero po chwili dotarło do niej jak głupio to zabrzmiało.- Philipe, prawda? Zagadaj mnie czymś, błagam.-uśmiechnęła się krzywo.
Musiała skupić się na czymś innym. Mogłaby właściwie iść spać i była naprawdę okropnie zmęczona, ale nie zasnęłaby. Tam w łóżku, w ciemnym dormitorium, czekało na nią jeszcze więcej myśli. "Chcesz uciec przez czymś co i tak cię złapie".- kpiła z niej jej podświadomość. Alex spojrzała wyczekująco na blondyna.



I'm a survivor

Re: Pokój Wspólny

on Sob Lis 16, 2013 7:23 pm
Wyrwał go z letargu czyiś głos, wzdrygnął się zaskoczony, po czym postanowił zareagować.
Energicznie, i odrobinę za szybko, podniósł się do pionu. W głowie mu się zakręciło, a świat zawirował. Dojrzał dryfującą twarz dziewczyny, którą znał, może nie zbyt dobrze, ale mógł powiedzieć, że ją zna. Alex White.
Posłał starszej koleżance lekko niedorozumiałe spojrzenie. Obserwował ją chwile, nie do końca pewny czy zwracała się do niego.
Po paru minutach zdał sobie sprawę że ma na imię Philipe.
- Chyba mnie wyprzedziłaś - zauważył błyskotliwie, i uśmiechnął się do niej niepewnie - Co się tak krzywisz jak troll przy czytance, coś cie męczy?
Jeśli dobrze kojarzył fakty, to dziewczyna grała w drużynie quidditcha. Z miejsca czyniło ją to postacią dosyć rozpoznawalną w szkole, tym bardziej zdziwił się, że brunetka zwróciła się akurat do niego.
Nie był szczególnie istotną postacią w szkole, wątpił w to, by ktokolwiek wiedział o jego istnieniu, oprócz kilku losowych postaci, wszak krukoni byli zbyt zajęci nauką by zawrzeć z nim węższy kontakt. Uradowało go niezmiernie nagłe zainteresowanie rozmową. Chyba podszedł do tej wizji aż zanadto entuzjastycznie.


Keep this smile.

Re: Pokój Wspólny

on Sob Lis 16, 2013 8:01 pm
Wzdrygnęła się lekko, kiedy chłopak zerwał się gwałtownie. Wyglądała przez chwilę jak spłoszony kociak, ale szybko doszła do siebie i przeciągnęła się na swoim miejscu. Gdzieś z ciemnego kąta pokoju wyleciał Lucyfer. Nietoperz wczepił się pazurkami w jej czarny sweter i wtulił jak małe dziecko w objęcia matki. Alex czułym ruchem pogładziła go po drobnej główce i błoniastych skrzydłach. Jedyny facet w jej życiu, który sprawiał, że czuła się odrobinę lepiej.
Czy coś ją trapiło? Och, gdyby Philipe umiał czytać w myślach i zobaczył jak wiele rzeczy nie daje jej spokoju. Prychnęła cicho rozbawiona.
- Zasadniczo trzy rzeczy. Pierwsza, dlaczego do tej pory nie udało się wypędzić Irytka z zamku? Druga, dlaczego do tej pory nie udało się złapać tego całego Voldemorta, abo przynajmniej, któregoś z jego pachołków?"- powiedziała swoim zwykłym, może trochę zachrypniętym głosem, w którym jak zawsze pobrzmiewała ironia i odrobinkę sarkazmu.- Trzecia... Gdybym ci ją wyjawiła, musiałabym cię zabić.- dodała poważnym tonem, patrząc chłopakowi prosto w oczy. Jednak po chwili na jej twarzy rozkwitł delikatny uśmiech.
Musiała przyznać, że blondyn ją zaintrygował. Dało się wyczuć od niego swego rodzaju pozytywną energię, która była wręcz zaraźliwa. Wiedziała, że tacy ludzie są uzależniający. Czujesz się przy nich dobrze i masz wrażenie, że nie musisz się o nic martwić. Jesteś zwykłą dziewczyną, która musi odrabiać lekcje, chodzić na zajęcia i być dobrą córką. Kłopoty na chwilę znikały, aby potem uderzyć ze zdwojoną siłą, kiedy tylko znajdziesz się sama.



I'm a survivor

Re: Pokój Wspólny

on Sob Lis 16, 2013 9:34 pm
Udawał że widok nietoperza go nie zaskoczył, bez szczególnych efektów. Zawiesił się i dłuższą chwilę wpatrywał się w zwierzątko jak w przybysza z kosmosu.
Hogwart.
Kolejną dłuższą chwilę zastanawiał się nad odpowiedzą, a to przychodziło mu niezwykle trudno.
- A - wydukał, po chwili zmusił się do bardziej rozbudowanej wypowiedzi - Myślę że Irytek jest nieodłączalną częścią tego zamku. Co do...  - urwał, zawiesił się, jego oczy niemal wyskoczyły z orbity.
- Że co ty powiedziałaś? Sama Wiesz Kto? Nazwałaś go po imieniu? - mimo iż był z mugolskiej rodziny, bardzo przejmował się Voldemortem i jego spółką, był na bieżąco z informacjami. Bał się, nie ukrywał. Wiedział że w razie czego, pójdzie na pierwszy odstrzał. Jako szlama. Na prawdę się bał. Udawał zatem że ten temat jest daleki. Że to go nie dotyczy. Nie ośmielił się wspomnieć matce o problemach w świecie czarodziejów.
- W takim razie nie naciskam... - dodał, by zmienić temat. Jej uśmiech ani odrobinę go nie uspokajał.


Keep this smile.

Re: Pokój Wspólny

on Sob Lis 16, 2013 10:01 pm
Zmusiła się aby zmienić pozycję na siedzącą. Lucyfer pisną niezadowolony, ale mocniej wtulił się w jej ubranie i zasną. Rozumiała dlaczego to imię tak wszystkich przerażało, ale nie uważała, że sadystyczny morderca, który ma problemy z psychiką i wyidealizowany pogląd na świat, będzie stanowił aż tak ogromny problem. On tego chciał. Chciał aby się go bano i to było widać. Dążył do swojej Utopii, której niewielu popierało. Ledwie garstka, którą zwano Śmierciożercami. Jedna nazwa tragiczniejsza od drugiej. Ile on miał lat?! Pięć?
- No cóż... Nazywaj diabła po imieniu, prawda?- uniosła delikatnie brew, a w jej oczach pojawił się tajemniczy błysk.- Jego ideologia dotycząca czarodziei z mugolskich rodzin jest wręcz absurdalnie śmieszna. Gdyby wszyscy się tak zachowywali, to czarodziei byłaby zaledwie garstka, a większość miałaby wady genetyczne. Czysta, mugolska biologia.- westchnęła.- Mam dość maniaków czystej krwi. Przez całe życie nasłuchałam się wystarczająco swojej ciotki i jej sztywnego, kretyńskiego synalka, który zamiast mózgu ma pestkę dyniową.- prychnęła zirytowana.- Mugole są silniejsi niż czarodzieje. Nie posiadają mocy, więc muszą radzić sobie sami i wychodzi im to o wiele lepiej niż nam.- podsumowała. Wyglądała teraz co najmniej jak naburmuszone dziecko, które chce stanąć samo jedno, przeciw całemu światu.
- A jeśli chodzi o Irytka, to miałbyś inne zdanie gdybyś musiał zabrać mu kulę i o mały włos nie oberwał doniczką w łeb.- prychnęła, nieco rozbawiona faktem, że i ona jeszcze parę dni temu powiedziałaby to samo co Philipe.
Teraz była zbyt wkurzona na tego parszywego ducha i najchętniej potraktowałaby go jakimś paskudnym zaklęciem.
- Przynajmniej kotkę woźnego być może uczniowie mają z głowy na jakiś czas.- uśmiechnęła się jeszcze szerzej, zadowolona ze swoich dokonań.



I'm a survivor

Re: Pokój Wspólny

on Nie Lis 17, 2013 6:57 pm
Niezwykle zainteresowały go słowa i racje dziewczyny, stanowczo ją popierał, choć lękał się mówić o tym tak otwarcie. Zrobiło to na nim ogromne wrażenie, w skupieniu słuchał jej słów, przytakując nieśmiało co przecinek.
- Jesteś spokrewniona z jakąś czarodziejskim rodem? - spytał, gdy wspomniała o swej ciotce i kuzynie - ...czy przegnity mózg nabyli po latach? słyszałem że u czystokrwistych to genetyczne...
Niezwykle chciał wdać się w jakąś poważną dyskusje, reprezentować coś w swoich poglądach, chciał by ta rozmowa miała poziom jakiego zaznawał w swych dialogach niezwykle rzadko. Uśmiechnął się, próbując skłonić dziewczynę do ciągnięcia tematu.
Na wieść o Irytku zaś parsknął śmiechem, lecz nie skomentował tego ani słowem, gdy zaś temat zgrabnie wbiegł na Panią Norris, chłopak z zainteresowaniem przyjrzał się dziewczynie.
- A to dlaczego? - spytał, unosząc jedną brew, podejrzliwość zmieszana z rozbawianiem dźwięczała w jego tonie.


Keep this smile.

Re: Pokój Wspólny

on Nie Lis 17, 2013 7:53 pm
Wzruszyła ramionami. Według niej, jej rodzina nie była powodem do dumy, ale skoro chciał wiedzieć...
- Wywodzę się z dość starego i szanowanego rodu White. Zawsze przestrzegano w rodzinie czystości krwi i pierwszą osobą, która złamała tą zasadę jest mój ojciec. Zakochał się bez pamięci w mugolskiej siatkarce i oto siedzi przed tobą wynik ich krótkiego małżeństwa. Jestem pewna, że ciotka by go wydziedziczyła, jako najstarsza osoba z rodziny, ale jakoś tak się złożyło, że ojciec jest ministrem sportu i ma znajomości, więc byłoby to dla niej zupełnie nie na rękę. Poza tym "problem"...- tutaj skrzywiła się i wykonała palcami cudzysłów- ... mojej mugolskiej matki rozwiązał się przy moich narodzinach.- dodała smutnym głosem.- Łatwiej było ciotce udawać, że jestem czystokrwista, a incydentu nie było.- mruknęła z pogardą. Sama sobie się dziwiła, że z taką łatwością jest jej o tym opowiadać. Philipe był tak naprawdę pierwszą osobą, której opowiedziała o swojej rodzinie i nie do końca wiedziała co ją do tego skłoniło.
Kiedy usłyszała jego pytanie dotyczące kotki woźnego, zaśmiała się perliście.
- Tak się złożyło, że musiałam przekupić jakoś Irytka, więc powiedziałam mu, że mam kilka pomysłów na numery. No więc, jednym z nich było zapakowanie Pani Norris w paczkę i wysłanie pierwszą sową prosto do Ministerstwa Magii.- w jej głosie pobrzmiewało rozbawienie.- Biedna kicia.- zaszczebiotała z udawanym smutkiem.



I'm a survivor

Re: Pokój Wspólny

on Sob Lis 30, 2013 10:29 am
Ze zrozumieniem kiwał głową po każdym jej słowie, gdy zaś przeszła na temat śmierci swojej matki, urwał i uśmiechnął się koślawo, z widocznym współczuciem.
Wyciągnął spod stołu kraciasty, niebieski koc, i owinął się nim szczelnie, pozostawiając na wylocie jedynie swoją okrągłą twarz.
Było zimno, od okien nieśmiało wpełzały na niego stróżki rozszczepionego wiatru, który hulał po błoniach, rozpędzał się i uderzał z impetem w zamek.
- Ja jestem w każdym atomie mugolakiem - rzekł, upewniając się, że jest szczelnie zawinięty i bezpieczny przed złem tego świata, wypowiadając te słowa rozejrzał się nerwowo i ponownie posłał dziewczynie krzywy uśmiech - przynajmniej ja nie mam pojęcia o nikim, kto miałby moje zdolności, praktycznie nie znam rodziny ojca, który zginął gdy byłem berbeciem.
Mówił o tym z nieszczególnym przekonaniem oraz z nutką goryczy, mimo tonu jaki przyjął jego twarz wciąż promieniała radością, w końcu rozmawiał.
Gdy zaś temat znów przelał się do kadzi pod tytułem "Pani Norris" wybuchł tak głośnym śmiechem, że aż brzmiało to wyjątkowo nie naturalnie, w tym pedantycznym otoczeniu. Kilku krukonów oderwało się od lektury i rozejrzeli się nerwowo, jakby spodziewali się ataku bądź końca świata.


Keep this smile.

Re: Pokój Wspólny

on Sob Lis 30, 2013 4:31 pm
Uśmiechnęła się szeroko i pocieszająco. Podobało jej się to, że Philipe był taki... Wesoły! Na sam jego widok człowiek miał ochotę się śmiać i śmiać. A to wcale nie przez to, że wyglądał jakoś zabawie. Po prostu rozsiewał wokół siebie najpozytywniejszą atmosferę, jaką kiedykolwiek czuła. Obserwowała go kiedy mówił i kiedy się śmiał. Jednocześnie zastanawiała się głębiej nad jego osobą. Przez chwile wydawało jej się, że chłopak chce się odizolować od całego świata i siedzieć w ciepłym, bezpiecznym kokonie.
Ziewnęła przeciągle, zasłaniając dłonią usta. Momentalnie zrobiła się niesamowicie senna.
- No dobra. Ja będę się chyba zbierać. Padam na twarz, a jutro zaczynam od OPCM.- przeciągnęła się, wstając z kanapy. Mijając go przystanęła na chwilę i nachyliła się nad nim od tyłu, tak że jej usta były tuż przy jego uchu.- Gdybyś czegoś potrzebował, wal do mnie.- wyszeptała i wyszczerzyła się przyjaźnie, po czym ruszyła w stronę krętych schodów, prowadzących do dormitoriów dziewczyn.
Lucyfer nie wiadomo skąd znalazł się na ramieniu Philipe. Jakby Alex zostawiła go specjalnie, żeby dotrzymywał blondynowi towarzystwa. Czarny nietoperz otarł się główką o jego policzek, po czym wtulił się w materiał koca i znów zaczął drzemać.

[z/t]



I'm a survivor

Re: Pokój Wspólny

on Pią Sty 03, 2014 6:56 pm
Nawet teraz, po opuszczeniu skrzydła szpitalnego, kiedy wszedłeś do pokoju wspólnego - był on pusty. Przeraźliwie pusty dla kogoś, kto do samotności nie byłby przyzwyczajony, ale Ty... Ty byłeś. Trzymając zeszyt i ołówek, już mocno zużyty, pod ramieniem, zatrzymałeś się parę kroków za obrazem, by przejechać po każdym fragmencie pochłoniętej przez półmrok ściany spojrzeniem, dwoma węglikami nieskończenie czarnych oczu, dla których było tylko jedno imię: otchłań. Tak, ta, w której się tonęło, nie mogąc nic w niej odnaleźć, nie mogąc niczego zeń wyłowić - po prostu idealna, mijająca się z blaskami i cieniami, ze wszystkimi kształtami i rozmazanymi mirażami kolorów. Nie było w niej nic.
Dlatego patrząc w otchłań uważaj, co robisz.
Wszak może ona odpowiedzieć spojrzeniem.
Niemal nie wydającym dźwięku krokami zbliżyłeś się bardziej do centrum pomieszczenia, powoli wyciągając różdżkę przypiętą do pasa, by wycelować ją w kominek, w którym już dogasał ogień tylko po to, by zaraz ją opuścić, tchnięty myślą: 'po co korzystać z magii, skoro można zrobić coś samemu..?'. To spowodowało, żeś odłożył zeszyt w czarnej skórze na kraniec stoliku, który zaraz zsunął się z krawędzi, upadając na podłogę razem z ołówkiem, który potoczył się parę centymetrów w bok - nawet się nie oglądnąłeś, kucając już przy centrum ewentualnego ciepła, by sięgnąć po leżące obok, porąbane drewno i je dorzucić - tak po prostu, ciesząc widok strzelającymi w górę drobinkami czerwieni rozjaśniającymi mrok, zmuszającymi go do cofnięcia czarnych palców tajemnicy z pola zalanego pomarańczowym, łagodnym blaskiem... Tak, płomienie szybko objęły suche drewno, żar był wciąż na tyle silny, by nie trzeba było specjalnie dmuchać, chuchać i się starać...
Tak jak żeś przykucnął, tak żeś został, przymykając oczy - wszyscy szykowali się na bal, wszyscy szukali swoich par, wszyscy się niecierpliwili... Przecież czekała ich dobra zabawa, prawda? Pewnie Mary też zamierzała iść, ciekawe, jakiego partnera dostanie, z kim ogólnie się umówiła... Chociaż co cię to interesować może - zniknęła, to dobrze, niech więcej się nie pokazuje. Niosłeś ze sobą tylko destrukcję.





Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Re: Pokój Wspólny

on Pią Sty 03, 2014 8:11 pm
Zapewne, gdyby było późno, kroki Vi niosłyby się po korytarzach Hogwartu. Nie, wróć! Gdyby to był inny dzień, to by się tak działo. Ale dzisiaj, był bal. Przygotowania szły pełną parą. Nauczyciele biegali w tą i z powrotem, niejedna dziewczyna biegała z torbą pełną kosmetyków lub paczkami pełnymi bibelotów. Wszyscy o tym mówili. Wszyscy tym żyli. I tylko Vi, w tym zamieszaniu wydawała się zupełnie nie zwracać uwagi na to wydarzenie. I przez to, spotykała się z krzywymi spojrzeniami. A przecież to była tylko mała impreza. Robiona tylko po to, by uczniowie przestali się martwić. By przez chwilę ulegli iluzji, złudzeniu, że wojny nie ma. Że za murami Hogwartu nie czyha na nich śmierć, ogień, krew i zniszczenie. Małe kłamstewko, bańka mydlana, która miała pęknąć przy nadejściu kolejnego Proroka Codziennego. Kolejnych wiadomości, które nie miały być przyjemne i różowe.
Bursztynowymi tęczówkami obserwowała więc dzieciarnię, dziękując kochanemu Merlinowi, że ona nie była z tych, podniecających się. I brnęła dalej, taszcząc trzy wielkie, oprawione skórą księgi. I wbrew ogólnej opinii, nie były to podręczniki! Najzwyczajniej w świecie poszukała sobie coś..lekkiego do czytania.
Rudowłosa szybkim krokiem w końcu dotarła do swojego miejsca docelowego – Pokoju Wspólnego Krukonów. I o dziwo, tutaj było całkowicie cicho, nie licząc trzaskającego ognia w kominku oraz prawie pusto, jeżeli nie weźmie się pod uwagę, jednej osoby, kucającej przy palenisku. Z zaskoczeniem zauważyła Sahira, chłopaka z jej roku. Jedna brew mimowolnie powędrowała w górę. Z jednej strony, chciała powędrować w stronę schodów i zaszyć się u siebie, by nie przerywać mu, zapewne radosnego medytowania. Z drugiej strony, tutaj było ciepło, przyjemnie i był wolny jej ulubiony fotel przy kominku. Aż żal byłoby nie skorzystać, prawda?
Z takim więc nastawieniem ruszyła w kierunku przez siebie obranym. Z głośnym hukiem odłożyła książki na stolik, co by zaakcentować swoje przybycie i z westchnieniem opadła na siedzenie. Po chwili stwierdziła, że przerzucenie nóg przez oparcie fotela nie jest złym pomysłem. Jak pomyślała, tak zrobiła. I dopiero teraz zogniskowała swoją uwagę na chłopaku.
- Ciężki dzień?


Re: Pokój Wspólny

on Pią Sty 03, 2014 9:15 pm
Zadziwiające było to, jak te lata szybko płynęły - ledwo się obejrzałeś, a tu już kolejny bal, doskonale powiedziane: małe oszustwo, by można było uwierzyć, że wojny na zewnątrz nie ma. Tak naprawdę czy Ciebie ta wojna obchodziła..? Nazwijcie go egoistą, ale chyba niewiele. On już dawno przestał postrzegać świat tak jak powinien, czy raczej słuszniej byłoby powiedzieć: przestał go DOSTRZEGAĆ. Mijał się z ludźmi, których nie zauważał i którzy go nie zauważali, tylko na chwilę, bardzo rzadko, dotykał koniuszkami palców podłoża, jeśli tylko zdarzyło się coś na tyle niesamowitego, by go ściągnąć. Pewna Gryfonka, tak jak rok temu pewna Krukonka, tego dokonała, ale zupełnie tak, jak ostatnio, postanowiła zapomnieć. Nie dbać. Nie szkodzi. Odejście Julie przeżywałeś mocno, z odejściem Mary byłeś po prostu pogodzony od samego początku, zresztą... O jakim odejściu można by tu było mówić... Przynajmniej ktoś przyniósł ci twoją torbę, bo gdy się raz obudziłeś, zobaczyłeś ją pod swoim łóżkiem - o tyle dobrze. Może to nawet była ona sama? Trudno było powiedzieć, zbyt wielka różnica czasu rozmyła wszelką woń z powietrza nie pozwalając rozpoznać zapachu i przyporządkować jej do odpowiedniej osoby...
Lekko się skuliłeś, słysząc kroki, zniżając głowę między ramionami z otchłanią zatopioną w płomieniach, gładko, smukle wijących i pnących ku górze w eterze - tak, ktoś szedł, tam, za twoimi plecami, zbliżał się, aż w końcu usiadł - najwyraźniej tej osobie twoja obecność nie przeszkadzała... Poznałeś jej zapach, zanim się jeszcze odezwała, była jedną z niewielu jeszcze osób, które potrafiły cię zauważyć i powiedzieć zwykłe "cześć", nawet jeśli ty się potem ulatniałeś, zazwyczaj tylko mruknąwszy coś w odpowiedzi.
Objąłeś kolana ramionami, wyginając smukłe plecy, prosząc skrycie, powtarzając w głowie mantrę: "niech ona sobie pójdzie..." - ale nie poszła - jak siedziała, tak siedziała, w dodatku chyba się nawet mocniej rozłożyła, wnioskując po odgłosach...
Wstałeś więc, oczywiście unikając jej spojrzenia i podszedłeś gładkim krokiem do leżącego na ziemi zeszytu, który upuściłeś wcześniej, by pieczołowicie go unieść, lekkim gestem zgarniając z jego okładki jakiś brud, gest raczej automatyczny, niż ku konkretnej potrzebie.
- Nie... - Odparłeś cicho, siadając w fotelu i kładąc sobie najcenniejszą rzecz swego życia na kolanach. Nawet nie chciało ci się uciekać. Po prostu... Sobie posiedzisz... Ona się czymś zajmie... Może się prześpisz...
Z lekkim roztargnieniem pochyliłeś głowę, by czarne kosmyki włosów rozsypały się wokół twarzy o łagodnej rysach, ale biały bandaż na szyi ciągle był dobrze widoczny.





Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Re: Pokój Wspólny

on Pią Sty 03, 2014 11:02 pm
Czas, nieważne jak szybko płynący, jest odwiecznym towarzyszem. Zupełnie tak jak śmierć. Zawsze po prawej i lewej ręce, na jej wyciągnięcie. Są jedynymi mądrymi doradcami na jakich cię stać, ale również na jakich możesz liczyć. Kiedy wydaje ci się, że wszystko się wali, dąży ku nieuchronnemu końcowi i złemu, gdy czujesz, że zostaniesz unicestwiony, możesz obrócić się w ich kierunku i spytać czy faktycznie twój czas nadszedł. Wtedy to Śmierć, odpowie, że liczy się tylko jej dotknięcie. A ona, jeszcze nie dotknęła. Nie musisz się już więc bać. Chociaż oczywiście strach, nie jest czymś złym. Oznacza on tylko, ni mniej ni więcej, że nie jesteś głupcem. Że nie zrobisz czegoś zbyt głupiego, pomimo tego, że człowiekiem jesteś, a to oznacza, że granica pomiędzy twoim stanem homo sapiens sapiens, a homo neandertalis, jest bardzo cienka. A stąd już tylko krok do podpalenia własnego tyłka. Dosłownie.
Rudowłosa nie spodziewała się elokwentnej odpowiedzi na swoje pytanie. I chociaż doskonale zdawała sobie sprawę, że przeważnie nie rozmawiali, ograniczając się do zwykłego „cześć”, jego dosyć okrojone i suche „nie” wywołało krótkie, acz zapewne zauważalne zdziwienie. Naprawdę, nie oczekiwała zwierzeń. Zaczęła poważnie się zastanawiać, czy czasami nie powinna była milczeć. Bo to, że pójść nie zamierzała, jasne raczej było jak słońce, już od początku.
Z jej piersi wyrwało się głębokie westchnięcie. Nie dość, że tajemniczy, z dziwnym zeszycikiem, który pieczołowicie pilnuje, jakby był jego największym skarbem, to jeszcze milczek! Zapewne Vi by to nie przeszkadzało, gdyby nie to, że była kobietą, czyli gatunkiem, który ciszy nie uznawał. Bo w czasie milczenia, w głowie zaczęły jej się roić różne domysły. Chociażby skąd bandaż na szyi chłopaka. A domysły są złe! Bo od nich do wierzenia w krasnoludki, wróżkę zębuszkę, zająca wielkanocnego, świętego mikołaja i…o zgrozo!, plotki, tylko malutki kroczek. Dlatego przerwała ten stan, w którym nie czuła się komfortowo. Tym bardziej z takim towarzyszem spędzania samotnego wieczoru.
- Więc zostają tylko dwa wyjaśnienia twojego zachowania…– ton zdeczko przemądrzały, ale specjalnie na taki imitowany. Starała się zachować względną powagę, jednakże iskierki rozbawienia zdradzały ją w każdym calu. – albo masz problemy natury pokarmowej albo najzwyczajniej w świecie lubisz zachowywać się tak, jakby McGonagall trzymała cię za jaja i nie chciała puścić.
Czy się z nim drażniła? Owszem. Czy zdawała sobie sprawę, że czasami takie drażnienie może się skończyć katastrofą? Nie za bardzo. Chociaż, jeżeli mamy być szczerzy…niewiele ją to obchodziło.


Sponsored content

Re: Pokój Wspólny

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach