Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 James Potter

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: James Potter    Sob Paź 12, 2013 5:55 pm




Imię i nazwisko: James Potter
Imiona i nazwiska rodziców: Charlus i Dorea Potter
Data urodzenia: 27 marca 1960 roku, wtorek
Miejsce zamieszkania: Dom rodzinny w Dolinie Godryka
Status majątkowy: Bogaty
Czystość krwi: Czysta
Była szkoła: Hogwart, Gryffindor
Różdżka: 13 i pół cala, włos z ogona hipogryfa, mahoń, sztywna

Wzrost: 180 cm
Waga: 72 kg
Kolor włosów: Kruczoczarne
Kolor oczu: Orzechowe


Bogin:
Najpierw słyszał tylko ciężkie kroki. Podłoga niemiłosiernie trzeszczała, ale mrok nie pozwolił mu dostrzec kto jest sprawcą tego hałasu. Dopiero gdy przekroczyła próg, a światło z niewielkiej lampy naftowej zawieszonej pod sufitem padło na jej twarz, rozpoznał ją. Zaszurała glanem o wystającą deskę w podłodze i przystanęła przyglądając mu się krytycznym wzrokiem. Potrafił wyczuć kiedy była na niego wściekła, lepiej wtedy nie było wchodzić jej w drogę. Tym razem jednak sama przyszła do niego, a on milcząc i obserwując ją tęsknym wzrokiem nie potrafił odejść.
Ty potworze… – wyrzuciła łamiącym się głosem. W jej zapadniętych oczach zamigotały łzy. Cienka, blada skóra twarzy nagle posiniała, a ręce zadrżały gdy zacisnęła je w pięści – Co wtedy robiłeś? Gziłeś się z Evans, a może chlałeś na umór z Blackiem i tym przeklętym Remusem? – nie mówiła, ona pluła słowami, jej głos był nienaturalny, łamał się jakby krtań odmawiała jej posłuszeństwa. Podeszła dwa kroki w jego stronę, a skóra na jej twarzy zaczęła pękać – Wiesz co ze mną zrobili? – zrobiła krótką przerwę tylko po to by zgromić go obwiniającym spojrzeniem – Pewnie, że nie wiesz… – z przekrwionych oczu zaczęła wypływać krew. Złapała dłonią za swe włosy i z łatwością wydarła je sobie z głowy. Paznokcie miała połamane, a poszarzałe ciało obejmowała zgnilizna – Gwałcili mnie, torturowali, a ty nie zrobiłeś nic… Zupełnie nic… – skóra z jej już poczerniałych policzków zaczęła odpadać pokazując zepsute wnętrze trawione przez robaki – Dałeś im mnie zabić! – wycharczała rzucając się w jego stronę. Nienaturalnie chuda uginała się pod ciężarem każdego kroku. Podmuch porywistego wiatru który wtargnął przez okno porwał ze sobą jej pozostałe pukle włosów i fragmenty skóry. Szlochała i krzyczała, by w końcu chwycić go za ramiona i przeszyć go wzorkiem swych martwych oczu których już nie trzymały powieki – Potrafisz z tym żyć?

Amortencja:
Tak pachnie trawa o poranku, gdy po chłodnej deszczowej nocy padną na nią pierwsze promienie słońca. Świeże, rześkie powietrze, które po wypełnieniu płuc działa lepiej niż kubek najlepszej kawy. Wtedy czujesz, że żyjesz. Chcesz wskoczyć na miotłę i poszybować w przeciwnym kierunku niż słońce, by trwać w tym poranku jak najdłużej. A gdy już odetchniesz i zwolnisz, nagle uderzy cię delikatna cynamonowa nuta. Czym prędzej nabierzesz kolejny haust tego świeżego powietrza, by przy końcu poczuć ją znowu. I znowu.

Widok z Ain Eingarp:
Zwierciadło zamigotało, a szarość i chłód kamieni które jeszcze chwilę temu ciążyły swym mrokiem za jego plecami wypełnił blask kominka. Były święta. Miał na sobie ten głupkowaty czerwony sweter z wyszytym białym jeleniem, który dostał już lata temu na gwiazdkę, ten który rósł razem z nim. Czasami zastanawiał się co się z nim stanie po jego śmierci, czy skurczy się razem z jego ciałem, a może rozsypie w pył? W tej chwili jednak nie zaprzątał sobie tym głowy. Nie chciał umierać, nie teraz, teraz był szczęśliwy widząc ich wszystkich wokół. Rodziców, przyjaciół. I Erin. Wieszała właśnie wielkie wełniane skarpety na kominku i uśmiechała się szeroko. Wydawała się taka realna, taka… Powędrował dłonią do jej odbicia i dotknął tafli lustra. Uderzył go jego przejmujący chłód, chociaż jego siostra w tej samej chwili odwróciła się w jego stronę, jakby mimo to poczuła jego gest. Zachichotała, pomachała mu na ten swój specyficzny sposób i wróciła do wieszania skarpet.
Wyszeptał jej imię, a oczy mu się zaszkliły. Jego szczęśliwe odbicie nie czuło tej pustki która była tak bolesna po tej stronie, a zamiast tego zerkało właśnie przez okno uśmiechając się i co jakiś czas parskając śmiechem. James chciał spojrzeć razem z nim, ale musiałby przejść przez lustro by to zrobić. Obserwował się więc zawzięcie chcąc wyczytać coś z wyrazu swojej własnej twarzy. Widział ogromną radość, radość i dumę? Nagle o okno rozbiły się trzy śnieżki, a chwilę później przez drzwi wpadła zdyszana Lily. Miała zaczerwienione policzki, oczy iskrzyły jej pełne radości i cała była w śniegu jakby napadła ją właśnie gromada niezrównoważonych Potterów. Płynnym ruchem pozbyła się płaszcza, ściągnęła szalik, rękawiczki i ucałowała go w policzek, nie rezygnując przy tym z szerokiego uśmiechu. Prawie poczuł jej zimny nos na policzku.
Ruszyła w stronę Erin by pomóc jej w wieszaniu skarpet i wtedy nad kominkiem błysnęło coś jeszcze. Złota odznaka z wygrawerowanym Zniczem. No tak. W świecie który istniał po drugiej stronie lustra w życiu nie podjąłby decyzji o pozostaniu aurorem. W jego sercu i marzeniach zawsze był Quidditch. Ten brzęk małych skrzydełek, wiatr we włosach, pęd, adrenalina i satysfakcja z wygranej…
Zapragnął przenieść się do tego świata, świata w którym nie było wojny, świata gdzie byli bezpieczni, gdzie przede wszystkim, wszyscy byli dalej razem.

Podsumowanie posiadanej wiedzy i umiejętności:
Większość jest zdania, że James po prostu urodził się na miotle. Do niczego nie miał takiego zamiłowania i pasji jak do latania i Quidditcha. Potrafił spędzić na boisku długie godziny, nie zważając na kapryśną pogodę, czy porę dnia. Zaniedbywał przez to trochę inne zajęcia w szkole, zwyczajnie brakowało mu do nich cierpliwości i sumienności, ale nadrabiał swą niechęć do ślęczenia nad książkami, talentem i widocznym potencjałem magicznym. Bardzo dobrze radził sobie na egzaminach, co w ciągu siedmiu lat nauki w Hogwarcie, sprawiło że nigdy nie zmienił swojego podejścia do nauki.
Na piątym roku opanował trudną sztukę transmutacji w jelenia. Zrobił to dla swojego przyjaciela Remusa, by móc towarzyszyć mu każdej pełni podczas przemiany w wilkołaka. Przez zainteresowanie animagią miał solidną wiedzę z dziedziny Transmutacji , czasami zaskakiwał nawet samą profesor McGonagall, która, Merlinowi niech będą dzięki, na szczęście nie wpadła na pomysł by wybadać skąd ta nagła zmiana u Pottera.
Lubił się pojedynkować i radził sobie w tej kwestii bardzo dobrze. Dużą zasługę miała w tym jego nienawiść do Czarnej Magii i zajęcia z ochrony przed nią, w których, jako nielicznych, ochoczo brał udział. No i szkolne bójki. Jak już mowa o talentach, miał talent do pakowania się w kłopoty, co zatrważająco często kończyło się wymianą zaklęć.
Nie najgorzej radził sobie również z astronomią. Lubił latać nocą na miotle do góry nogami i podziwiać niebo, chociaż wszystkim powtarzał, że w szkole na Astronomię zapisał się tylko po to by podrywać dziewczyny.
Z Eliksirów był natomiast totalnym gumiakiem. Nie miał również szczególnej ręki do zwierząt, chociaż te magiczne bardzo go fascynowały, a jeszcze gorszą rękę miał do roślin. Wyślij go do ogródka, a wyrwie ci wszystkie kwiatki zostawiając najpiękniejsze chwasty.



Przykładowy post:
James zmarszczył brwi z wyraźnym niezadowoleniem. Kotka Norris właśnie wyciągała swe wyliniałe futro na parapecie. Drzemała, beztrosko wygrzewając się w promieniach słońca, z błoga niewiedzą, że jeden z jej największych wrogów kroczy kilka cali od niej. Owszem, mogła czuć się bezpiecznie. Odebrano mu różdżkę, miotłę zamknięto szczelnie w schowku, a jedyną bronią którą dysponował była zawartość pudeł mieszczących asortyment sali koła plastycznego, który miał przenieść do nowej klasy DWA PIĘTRA WYŻEJ. Jakże ambitny szlaban, ciekawe kto go wymyślił…
Podciągnął pod brodę pudło wypełnione farbami i przystanął czując, że nerwy zaraz rozsadzą go od środka. Kotkę Norris dzisiejszego dnia mijał już piaty raz i pewnie skończyło by się na zazdrości, w końcu i on mógłby wygrzewać się na błoniach tak jak ona tutaj, gdyby nie fakt, że to właśnie przez nią tego NIE ROBIŁ. Ta kupa futra sama prosiła się o zemstę!
Potter uniósł konspiracyjnie jedną brew do góry i rozejrzał się po korytarzu. Prócz Filcha który go pilnował nie było nikogo. No tak… Piękna pogoda, czas wolny, tylko głupiec siedziałby w zamku, tudzież niewolnik niesprawiedliwości jakim był właśnie James… Trzeba było się pozbyć woźnego, chociaż na chwilkę. Czymś go zająć, tylko czym?
Co to za obijanie? – warknął Filch marszcząc brwi tak zawzięcie, że aż pękł mu jeden z pryszczy na czole – Pudło się samo nie zaniesie!
Siku… – mruknął James, by po chwili powtórzyć głośniej – Siku! No nie wytrzymam! Muszę koniecznie do toalety! – dodał desperacko, odstawiając pudło na podłogę i ruszając biegiem do łazienki.
Tylko szybko! Bo pójdę tam za tobą! – Filch nie był zadowolony. Jego dolna szczęka wysunęła się do przodu przy akompaniamencie zgrzytu zębów – Głupie potrzeby fizjo… fizjonomiczne… – mamrotał już sam do siebie. – Gdybyśmy powrócili do dawnych metod… Wisiałby w lochu do góry nogami, aż posikałby się sam na siebie – zachichotał na samo wyobrażenie i pogładził z troską głowę swojej ukochanej kotki.
Tymczasem James, biegnąc do kibla, wyciągnął lusterko dwukierunkowe, potarł je lekko i natychmiast wezwał Syriusza. Jego plan był spontaniczny i dziurawy jak mugolskie sito do makaronu, należało działać sprawnie i bez omyłek.
- Za dwie minuty na trzecim piętrze! Uwaga na Filcha, zaraz będzie biegł w stronę kibli, także zajdź z drugiej strony! – rzucił szeptem na jednym wydechu, a po chwili jego lusterko znowu spoczywało w kieszeni.

By uwarzyć Dobry Przypał, należy przygotować:
- wagon rolek papieru toaletowego;
- pudło mydła;
- hektolitry wody.
Należy do każdej muszli wrzucić po dwie rolki srajtaśmy. Po chwili namakania (czas w którym wrzucasz papier do pozostałych kibli) należy dodać po trzy kostki mydła, ewentualnie cztery, a już ostatecznie dwadzieścia. Następnie należy pociągnąć za spłuczkę i przywiązać ją w pozycji umożliwiającej jednostajny spływ wody, ewentualnie (jeżeli nie ma do czego jej przywiązać) można ją po prostu wyrwać, a robota zrobi się sama za siebie. Kolejnym krokiem jest cieszenie swych oczu z rezultatu, który winien wyglądać następującą: napełnione eliksirem Dobrego Przypału kibelki zapienią się ze wściekłości, po czym z lekkimi mdłościami zaczną pozbywać się spienionej wody, czy jak kto woli, zwrócą jej wolność, by mogła powędrować po posadzce do najdalszych zakątków świata w które skieruje je szalony los.


Wybitny, panie Potter! – ocenił sam siebie i po chwili wzruszającej zadumy ruszył z powrotem.
Och, panie Filch! – przywołał na twarz zatroskaną minę. – Cała łazienka zalana! Jak zaraz Pan czegoś nie zrobi to jeszcze moment i woda dopłynie tutaj! Sam bym się tym zajął, ale odebrał mi pan różdżkę i…
Chwilowy niepokój na twarzy woźnego zastąpił nagły błysk zrozumienia. Aż zatrząsnął się z uciechy! Splótł ręce za plecami i wypiął dumnie pierś. Głupie dzieciaki… Nabrał się raz, może dwa, ale przy trzecim już się nauczył…
- O nie, nie, nie… – zarechotał. – Wiem co kombinujesz! Nie uda ci się! Chciałeś żebym oddał ci różdżkę, co? Nawet o tym nie myśl! Sam sprawdzę toalety! A ty migiem wracaj do pudeł! – i nieświadomy swej nieświadomości ruszył w stronę łazienek.
James początkowo przybrał cierpiętniczą minę udając, że woźny rzeczywiście rozszyfrował jego chytry plan. W sumie to nawet była chwila, że obawiał się iż tak jest, ale jak się później James upewnił, Filch był dalej tak samo głupi i nie zapowiadało się na zmiany.
Gdy tylko Argus zniknął za rogiem, James wyciągnął farby z pudełka i ostrożnie, najciszej jak potrafił, a miał w tym niemałą wprawę, w końcu był huncwotem, ruszył w stronę kotki Norris. Pootwierał puszki, ustawił je wokół niej, kilka na samym brzegu parapetu i po chwili namysłu, uniósł nawet koci puchaty ogon za kilka kłaczków do góry i wsadził do jednej z nich. Tak dla pewności.
W tym czasie na horyzoncie pojawił się jego niezawodny kompan większości kawałów. Zdyszany wywalił jęzor na brodę jak na psa przystało i już po chwili stał przy nim ramię w ramię.
Jaki jest plan?
Pokaż temu pchlarzowi swoją prawdziwą naturę i przegoń go po całym zamku! Tylko szybko bo zaraz będzie tu Filch, nie może cię zobaczyć. I uważaj na farbę!
- Się robi!
James sięgnął po pudło z resztą farb, a gdy odwrócił się z powrotem stał przed nim wielki czarny pies z ogonem merdającym w ogromnym zadowoleniu. Kiwnął mu głową i wtedy się zaczęło.
Łapa skoczył w stronę kotki Norris ujadając przy tym zaciekle i warcząc. Ta zbudziła się gwałtownie prawie wyskakując z futra. Wywróciła wszystkie farby przy okazji plaskając sobie w mordkę różowym ogonem. Zleciała z parapetu, a jedna z puszek spadła jej na głowę. Przerażona ruszyła biegiem przed siebie i wpadła na ścianę. Z wrzaskiem pozbyła się puszki i ruszyła w długą, a zaraz za nią uradowany Łapa.
Widząc to ciężko było opanować się przed wybuchem śmiechu, tego jednak Pottera nauczyły lata wprawy. Z dumą przyglądał się efektom swojego niecnego planu. Cała podłoga, łącznie ze ścianą na którą wpadła kotka, uwalona była w farbie. Kocie łapki biegły przez cały korytarz, i dokądkolwiek dokąd zagna panią Norris Łapa.
Nie trzeba było długo czekać na Filcha. James słysząc, że zaraz tu będzie, poprosił tylko w myślach o wsparcie Merlina i Godryka i z niemałą gracją i teatralnością, rzucił się z pudełkiem na podłogę w farby.
- Co tu się stało!? Gdzie moja maleńka! – w rękach woźnego spoczywało kilka mydeł, a za nogawką ciągnęła mu się rozmoknięta rolka papieru toaletowego. Potter pomyślał, że w sumie to dobrze, że wziął ze sobą mydła. Przydadzą mu się.
- Rzuciła się na mnie jak szalona! Przyrzekam! Coś jej się musiało przyśnić! Jak się nagle nie zerwała z parapetu… - Rogacz zaczął się podnosić rozmasowując stłuczone kolano.
- Brednie, brednie! Gdzie to psisko! Słyszałem kundla!
- Jakiego kundla? – Potter udał zdziwienie, po czym westchnął i lekko kpiącym tonem dodał – Panie Filch… Chyba pan sobie zdaje sprawę, że pani Norris to kot? Pies w Hogwarcie - prychnął śmiechem. - Kto to to widział?




Ostatnio zmieniony przez James Potter dnia Pią Wrz 01, 2017 11:46 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: James Potter    Pon Wrz 11, 2017 7:47 pm


Elegancka karta, postać pięknie przedstawiona, nie pozostaje mi nic innego jak dać Wybitny, czyli zyskuje pan 20 dodatkowych fasolek!


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
James Potter
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» James Potter
» James Potter
» Diana Potter- Londyn, Grimmauld Place 12
» Podpułkownik James Rhodes / War Machine
» Aurora Potter

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Dorośli -